W środowym hicie Inter Marine SL3, CTO okazało się mocniejsze od BEemki Volley, wygrywając w stosunku 2-1. Poza Mistrzem, kapitalną serię zwycięstw z rzędu podtrzymały drużyny Tiger Team, Chilli Amigos czy DSGSA. Zapraszamy na podsumowanie!
Tiger Team – ACTIVNI Gdańsk 3-0 (21-19; 21-15; 21-12)
’Przede mną droga, którą znam, którą ja, wybrałem sam’. Obrana przez Tigera ścieżka zdaje się być jasna. Jest to droga im doskonale znana, droga wydeptana, droga, która prowadzi do miejsca, w którym już byli. Choć nie jest tam łatwo, choć bywa piekielnie trudno, choć rodzina i znajomi proszą o opamiętanie i skupienie się na czymś bardziej przyziemnym tj. wybraniu sąsiadki, która mieszka w chatce obok lasu, to nie – Tiger Team wie lepiej. Choć konkurencja o 'miastową dziewczynę’ zdaje się być piekielnie mocna – 'Tygrysy’ nie odpuszczą. Kolejny dowód na to mieliśmy w środowy wieczór, gdzie team Marcina Kwidzińskiego rywalizował z ACTIVNYMI Gdańsk. Umówmy się – pierwszy set nie był zbyt ładną odsłoną. Wspominaliśmy o tym jednak w ostatnim magazynie. Nie ważne jak – ważne, że skutecznie. Wracając do początku spotkania – rany, ileż tam było zepsutych zagrywek. Odnosimy wrażenie, że ci, którzy popełnili ich nieco mniej, wygrali w konsekwencji seta do 19. Środkowa odsłona była już nieco lepsza pod kątem sportowym, przynajmniej w przypadku Tigera. Były momenty jak ten, w którym skutecznym pipem popisał się Przemek Maszner. A ACTIVNI? Błędy w połowie seta ich całkowicie pogrążyły. A to atak a aut, a to przejście dołem, a to kiwka rozgrywającego, który był w drugiej linii. No – nie da się tego wybaczyć. A Tiger Team nie wybacza (no chyba, że miastowej dziewczynie, co już ustaliliśmy 21-15). Ostatni rozdział środowego starcia to jeszcze większa dysproporcja niż ta, którą oglądaliśmy w środkowej odsłonie. Komplet punktów w bardzo ważnym momencie sezonu to bardzo dobry prognostyk przed dalszą częścią sezonu, brawo!
VB Inter-Grahen Sulmin – Chilli Amigos 1-2 (21-15; 10-21; 7-21)
Za co kochamy czwartą ligę? Znajdujemy naprawdę mnóstwo powodów, ale jednym z nich – kto wie czy nie tym z samego szczytu listy – jest ten element nieprzewidywalności. Ok – przewidzieliśmy, że mecz zakończy się zwycięstwem Amigos. Ba – wiedzieliśmy nawet, że będzie to podział punktów. Mimo to nie przewidzieliśmy, że będzie to tak…dziwne, a prawdę mówiąc również nieco szalone spotkanie. Starcie na boisku numer 2 rozpoczęło się bowiem bardzo zaskakująco. To nie faworyt, a VB Inter-Grahen Sulmin prezentował się od początku znacznie lepiej. To, co przede wszystkim odróżniało graczy w czarnych trykotach od rywali, to wyraźnie wyższa kultura gry. Rany, ile Chilli Amigos popełniło w tej partii błędów w ataku (11-7). Kiedy kolejne punkty dołożył Alex Siwik, stało się jasne, że to gracze występujący w delegacji wygrają premierową odsłonę (14-8 -> 21-15). Myślicie, że po tak dobrym secie gracze z Sulmina poszli po chwili za ciosem? Nic z tego. Witamy w uniwersum Inter Marine SL3. Choć widzieliśmy w tej lidze niemal wszystko, to jednak początku, po którym 'Amigos’ będą prowadzili…11-1, się nie spodziewaliśmy. Dalej było już 15-2, a gracze z Sulmina zdawali się podświadomie błagać rywali, by ci się od czasu do czasu pomylili, a mecz nie zapisał się finalnie na niechlubnych kartach historii. Ostatecznie błagania Sulmina zostały wysłuchane, w końcówce rywalom rozregulowały się nieco celowniki, a VB udało się uciułać dziesięć oczek. Oczywiście nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej. Choć zaczęło się mniej drastycznie, to walec 'Amigos’ rozpędzał się z każdym kolejnym pokonanym centymetrem. Ależ to było mordobicie, ależ to było lanie. Oj, podróż do Sulmina zdawała się być z pewnością tą najdłuższą w historii. Co ciekawe – drużynie nie pomaga w ostatnim czasie prośba, krzyki, mobilizacja, obiecany 'gang świerzaków’ za punkty lojalnościowe, zniżka 40 groszy na paliwo, znachor, zaklinacz dusz. Im po prostu nie pomaga już nic. Może zatem…warto zaakceptować fakt, że po prostu inni są mocniejsi?
Speedway AWKS – DSGSA 1-2 (12-21; 21-18; 9-21)
W wywiadzie przedmeczowym środkowy DSGSA – Dominik Trzeciak – określił się dość jasno: jego team interesuje wyłącznie awans do drugiej klasy rozgrywkowej. Wspomniany gracz podkreślił przy tym, że w obozie DSGSA mają świadomość tego, że rzadko kiedy udaje im się wygrywać za komplet punktów. W środowy wieczór miało być inaczej, bo rywalem drużyny była ekipa Speedway AWKS, która choć awansowała razem z 'Bordowymi’, to jednak radzi sobie o wiele gorzej. Początek spotkania to wyrównana gra, po której – nie ukrywamy – wiele sobie obiecywaliśmy (7-7). Jak się po chwili okazało, Speedway nie miał pomysłu na powstrzymanie bardzo dobrej i intensywnej gry środkiem rywali. Kiedy ci wysunęli się na prowadzenie 15-9, stało się jasne, że to oni zgarną pierwszy punkt w meczu (21-12). Środkowa odsłona to kolejny rozdział historii DSGSA, który już znamy. Klasyka gatunku. No nie da się po prostu inaczej, więc skłamalibyśmy, mówiąc, że jesteśmy jakoś zaskoczeni. Owszem – drużyna Speedway AWKS wskoczyła o co najmniej dwa pięterka wyżej. Po skutecznych atakach Pawła Krepela Speedway wysunął się na prowadzenie 13-9. Choć pod koniec seta, za sprawą Michała Narkowicza, gracze DSGSA odrobili nieco straty, to o wygranej nie mogło być już mowy. Przespany fragment oraz dobra gra rywali sprawiły, że po raz kolejny w obecnym sezonie – DSGSA traci punkt. Niepowodzenie w drugim secie wyzwoliło w graczach w bordowych strojach sportową złość i w trzecim secie zobaczyliśmy już ich miażdżącą przewagę, udokumentowaną zwycięstwem do 9. Co ciekawe – mimo wygranej gracze w bordowych strojach byli jednak bardzo niepocieszeni po środowej serii gier. Z czego to wynika, wyjaśnialiśmy wcześniej.
CTO Volley – BEemka Volley 2-1 (21-12; 13-21; 21-12)
Mecz pomiędzy Mistrzem a wicemistrzem Inter Marine SL3 był anonsowany jako absolutny hit rozgrywek, bez podziału na klasy rozgrywkowe. Od dawna w społeczności mówi się bowiem o tym, że jeśli któraś z drużyn ma pozbawić 'Pomarańczowych’ mistrzostwa, to może to być właśnie BEemka. Początek spotkania tego jednak absolutnie nie potwierdził, bo na tle rozpędzonego rywala zespół Daniela Podgórskiego wyglądał naprawdę średnio. Sami zastanawiamy się, co było przyczyną aż tak dużego rozmiaru porażki. W secie nie brakowało bowiem sporej liczby zepsutych zagrywek czy ataków. Nie brakowało też słabego przyjęcia BEemki i przede wszystkim – świetnej gry drużyny CTO, która radziła sobie bardzo dobrze w przyjęciu czy obronie piekielnie mocnych ataków rywali. Wynik 21-12 nie jest zatem tak szokujący, jak mogłoby się wydawać. Gracze CTO po prostu na to zasłużyli. Środkowa odsłona to jednak zwrot akcji, w której wszystko 'żarło’ drużynie Daniela Podgórskiego. Po punktach duetu skrzydłowych – Wawer – Walentynowicz – BEemka objęła prowadzenie 12-7. W dalszej części wicemistrz Inter Marine SL3 jeszcze bardziej podkręcił tempo i tym razem to oni wygrali bardzo wysoko seta, doprowadzając do wyrównania stanu rywalizacji (21-12). Strona od drabinek ewidentnie dawała w środowy wieczór +10 do wszystkich statystyk. Po kilku błędach zespołu Daniela Podgórskiego utytułowany rywal wysunął się na prowadzenie 8-5. Wzięty przez BEemkę czas na niewiele się zdał, a zespół nie był już w stanie wrócić, przegrywając finalnie do 12. To oznacza z kolei, że gracze CTO wygrali…PIĘTNASTE spotkanie z rzędu i jest to czwarty najlepszy wynik w historii ligi. Kolejny cel? 17 zwycięstw drużyny VB Sulmin. Później będzie już tylko Merkury (24 zwycięstwa) oraz…Volley Gdańsk (49).
VB Sulmin – Old Boys 1-2 (16-21; 21-19; 15-21)
Typowe Old Boys Starter pack. Nie mogło być inaczej i ani trochę nas to nie zaskoczyło. Gracze Bartłomieja Kniecia potrafili grać naprawdę świetnie, ale jak to zwykle bywa – nie przez cały mecz. W efekcie tego zespół wygrywa za dwa, a nie trzy punkty i dziś może sobie pluć w brodę. To właśnie takie niewykorzystane okazje sprawiają, że drużynom brakuje na koniec sezonu kilku oczek, by finalnie zrealizować swój cel. Już po pierwszej części premierowej partii zespół Bartłomieja Kniecia zdołał sobie wypracować zaliczkę kilku punktów. Po atakach Szymona Sawickiego oraz Szymona Kobylińskiego zespół 'znad Raduni’ prowadził 15-10 i bez najmniejszych problemów wygrał premierową partię. Początek drugiego seta nakazywał sądzić, że team w białych strojach pójdzie po chwili za ciosem. Po naprawdę imponującej i kombinacyjnej grze w ataku oraz problemach w przyjęciu rywali zespół Old Boys prowadził 11-6 i wówczas kompletnie nic nie wskazywało na to, że w secie mogłoby dojść do zwrotu akcji. W dalszej części zespół z Sulmina rzucił się jednak do odrabiania strat i wyglądało to tak, że na jeden punkt zespołu z Pruszcza Gdańskiego ten z Sulmina zdobywał dwa. Dogonić rywali drużynie Daniela Bąby udało się pod koniec seta 18-18 i wówczas uznaliśmy, że Old Boysi już tego mentalnie nie dźwigną. Po chwili skutecznymi akcjami dającymi wyrównanie stanu rywalizacji popisali się Igor Kazello oraz Sebastian Sołtys (21-19). Wygrana w drugim secie wyraźnie uskrzydliła drużynę Daniela Bąby, która na półmetku trzeciego seta prowadziła już 10-7. W środkowej części seta na parkiecie mieliśmy sporo chaosu, w którym ewidentnie lepiej poradzili sobie gracze w białych strojach. Po ataku oraz asie serwisowym najlepszego gracza spotkania – Szymona Sawickiego – zespół w białych trykotach objął prowadzenie 16-12 i tym razem go już nie wypuścił (21-15).
Stay Win – Kraken Team 1-2 (14-21; 22-20; 12-21)
W ostatnim czasie sporo uwagi poświęcaliśmy drużynie Stay Win. W naszym odczuciu wyniki drużyny nie szły w ostatnim czasie w parze z grą. Precyzując – wyniki były gorsze niż gra. To z kolei sprawia, że na półmetku sezonu drużyna Stay Win po raz kolejny musi spoglądać w lusterko wsteczne. Ponownie robi się bowiem nerwowo i nie ma pewności, że team zdoła się utrzymać. W konsekwencji, Stay Win musi szukać punktów w każdym meczu, nawet z tak mocnym rywalem jak Kraken Team. Pierwszy set to jednak kubeł zimnej wody na głowy underdoga spotkania. Cóż – tu nikt punktów za darmo nie będzie oddawał. Sam Tomasz Bobcow, który rozgrywał kapitalnego seta i miał bardzo wysoką skuteczność to za mało, by zaskoczyć faworyta. Po drugiej stronie siatki był między innymi Przemysław Motyka i to po jego atakach Kraken zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (21-14). Środkowa partia to set, w którym Stay Win poprawił przyjęcie, dołożył coś z bloku oraz zagrywki. Jak się okazało – to wystarczyło do tego, by objąć prowadzenie 14-10. Choć w dalszej części Kraken doprowadził do wyrównania po 20, to 'Hotelarze’ zdołali po chwili postawić kropkę nad 'i’. Ostatni set to już wyraźna przewaga zespołu Roberta Skwiercza. Co ciekawe – do stanu 10-10 nic na to nie wskazywało. Druga część seta to jednak okres, w którym na dwa punkty Stay Win – Kraken Team zdobył aż…jedenaście.
TKKF Flota – Siatkersi 0-3 (17-21; 17-21; 14-21)
Ziścił się koszmar Pani Agnieszki. Wiecie – kiedy Siatkersi grają bardzo słabo – Pani Agnieszka włącza w notatkach tryb ON FIRE. Po tym jak prezentują się w ostatnim czasie gracze Sebastiana Wilmy, zrobiło się nieco nudno. Pół żartem, pół serio, ale wydaje się, że gracze w niebieskich strojach najgorsze mają już za sobą. Zazwyczaj po ogromnej burzy wychodzi się nazajutrz na dwór i sprawdza, jakich ta narobiła szkód. Szacowanie oraz odkrywanie 'nowych kwiatków’ trwa niekiedy długo i bywa bolesne. Niemniej jednak – główne zagrożenie zdaje się przemieszczać na inne drużyny. Pierwszy set środowego starcia to kontrola poczynań boiskowych przez większość seta. Pod koniec partii gracze Karoliny Kirszensztein, za sprawą Szymona Czernego oraz Mikołaja Gałusy, zniwelowali stratę do jednego oczka (18-17). W końcówce – co charakterystyczne dla drużyn na tym etapie rozwoju – popełnili oni jednak błędy i w konsekwencji z pierwszego punktu cieszyli się Siatkersi (21-17). Środkowa partia to jeszcze lepsza gra Siatkersów, którzy radzą sobie najlepiej wtedy, kiedy nie brakuje im pewności siebie. Wiecie – duży pies nie jest groźny wtedy, gdy się go nie boimy. Najgroźniejszy jest wtedy, kiedy widzi, że albo uciekamy, albo czujemy przed nim totalny respekt. Ten respekt do rywala było wczoraj od Floty czuć i miało to wpływ na grę (12-6). Dalsza część seta nie zmieniła oblicza i Siatkersi wygrali finalnie do 17. Trzeci set nie przyniósł zwrotu akcji. Faworyt już na początku zdołał sobie wypracować kilkupunktową przewagę i nie miał problemu z tym, by zgarnąć trzy ważne oczka dające im…szóste miejsce w ligowej tabeli – brawo!
Merkury – AIP 3-0 (21-15; 21-15; 22-20)
Przed środowym spotkaniem obie drużyny mogły czuć uzasadniony niepokój. Patrząc na to, jak układa się tabela, było i nadal jest duże prawdopodobieństwo, że dla jednej z drużyn, które rywalizowały na boisku nr 2, zabraknie miejsca wśród pięciu najlepszych ekip w Inter Marine SL3. Uznaliśmy, że po kilku nieciekawych spotkaniach Merkurego to właśnie oni mogą paść ofiarą podziału na grupy. Tak czy siak – o mobilizację w obu zespołach nie było trudno. Początek spotkania należał do pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3, którzy po kilku udanych atakach i zagrywce Daniela Godlewskiego wysunęli się na prowadzenie 13-9. Czteropunktowa przewaga na tym etapie seta pozwoliła Merkuremu na trzymanie rywala w bezpiecznym dystansie i wygraną seta do 15. Środkowa partia to wyrównany początek, po którym na tablicy wyników mieliśmy remis 8-8. Podobnie jak w premierowej partii – im dłużej trwał set, tym bardziej rozkręcali się gracze w granatowych trykotach. Końcowa faza seta to jednak problemy AiP z zatrzymaniem rywali, którzy byli w danym momencie seta…za szybcy dla przeciwników (21-15). Swoją największą szansę gracze AiP mieli bez wątpienia w finałowej partii. Choć w pewnym momencie wszystko wskazywało na komplet punktów Merkurego (14-11), to w końcowej fazie seta zespół Adriana Ossowskiego stanął przed ogromną szansą na choć jeden punkt, który w ostatecznym rozrachunku może ważyć bardzo dużo. Mimo prowadzenia 20-19 gracze AiP dwukrotnie się pomylili i trzeci punkt w meczu zasilił konto Merkurego.
HANDLUWA – Speednet 2 1-2 (16-21; 15-21; 21-17)
Nie będziemy nikogo oszukiwać – nie dawaliśmy najmniejszych szans Handluwie na wygraną spotkania. Choć byliśmy tego pewni – tuż po pierwszym gwizdku sędziego dostaliśmy konkretne potwierdzenie. Ok – spora w tym zasługa Speednetu, ale bez jaj. Taktyka Handluwy wyglądała tak, że choć nie było przyjęcia, to nie było również rozegrania, a nawet ataku. Skandaliczny początek, po obejrzeniu którego postanowiliśmy to rozchodzić (9-2). Widząc, co tu się święci – Speednet 2 włączył po chwili tryb eco. Mimo to nie miał on najmniejszego problemu z tym, by wygrać seta do 16, ale umówmy się – czy ktokolwiek by go miał? Przecież to było takie ogórkowe granie, że Handluwę pokonałby Speednet 2 ze swojego pierwszego sezonu w Inter Marine SL3. Drugi set? Handluwa grała dalej swoje. To, co nas jednak zastanowiło, to czy przypadkiem taka gra nie uśpi Speednetu. Widzieliśmy to przecież wielokrotnie. W taki sam sposób Handluwa zdobyła punkt z Volleyem Gdańsk. To samo boisko, niemal te same okoliczności. W pewnym momencie, stojąc przy ławce rezerwowych Speednetu, zażartowaliśmy, że to musi skończyć się podziałem punktów i mamy na to świadków. Choć wówczas brzmiało to jak żart, to już na początku finałowej partii – przestał on śmieszyć, a przynajmniej graczy w różowych trykotach. Warto tu odnotować, że przed trzecim setem w Handluwie nastąpiła zmiana rozgrywającego i od tego momentu sypał były kapitan drużyny – Dawid Gałka. Do połowy seta Speednet dostawał kolejne sygnały ostrzegawcze. Mimo że jadąc prosto, nawigacja co chwilę wysyłała ostrzeżenia o niebezpieczeństwie na drodze, Speednet nie zrobił w zasadzie nic, by temu zaradzić. W konsekwencji, po atakach Radosława Pyzalskiego oraz Kacpra Kamerki, Handluwa zdołała przechytrzyć rywali i zgarnąć trzeci punkt w sezonie Wiosna’26.