Miesiąc: Czerwiec 2020

Matchday #18

Poniedziałek był pierwszym dniem meczowym po podziale drugiej ligi na grupę mistrzowską i spadkową. Dziesiąte zwycięstwo z rzędu w lidze odniosła drużyna AVOCADO friends, która pewnym krokiem zmierza w kierunku elity. W trzeciej lidze o sporym rozczarowaniu mogą mówić gracze Portu Gdańskiego, którzy na sześć możliwych punktów zdobyli zaledwie trzy. Jeśli chodzi o elitę to największym zaskoczeniem okazała się wygrana Prototype Volleyball nad Epo-Project. Wygrana sprawia, że widmo spadku coraz bardziej oddala się od ‘Transformersów’, co z kolei martwi pozostałe drużyny – ze Strażą Pożarną na czele.

3city4students – Zmieszani 1-2 (14-21; 16-21; 21-18)

Już przed spotkaniem wiadomo było, że drużyna Zmieszanych ma zapewnione utrzymanie w drugiej lidze. Owszem, wiemy, że pocieszenie to było dla nich dokładnie takie samel jak dla osoby, która po wybuchu petardy straciła zaledwie trzy palce zamiast pięciu. Dla Zmieszanych gra w grupie spadkowej to coś, czego gracze Edyty Woźny nie wyobrażali sobie w najczarniejszych snach. Niestety, i te się czasem spełniają i zobaczyliśmy doświadczoną ekipę w zupełnie innych okolicznościach niż te, do których się przyzwyczailiśmy. Drużyna Zmieszanych zawsze grała o stawkę, a tym razem mecz przeciwko ‘Studentom’ był jakby treningowy. Owszem, drużyna chciała wygrać, ale mówiąc najdelikatniej nie czuliśmy, że byliby oni zdolni umrzeć za trzy punkty. Mimo to, w pierwszym i drugim secie byli stroną przeważającą. Szybko wypracowana kilkupunktowa przewaga była wystarczająca do tego, aby trzymać ‘Studentów’ na dystans. Pierwszy set padł łupem Zmieszanych do czternastu, a drugi do szesnastu. Już drugi set zwiastował, że w trzecim może dojść do niespodzianki. Tak też się faktycznie stało. Do połowy ostatniej odsłony gra była wyrównana. Z czasem, delikatną przewagę uzyskali dobrze grający ‘Studenci’ i nie roztrwonili jej już do końca. Punkt na wagę jednego punktu zdobył blokiem Andrzej Pikor. To z kolei sprawiło, że 3city4students zrównało się punktami z drużyną Mental Block i rywalizacja o pozostanie w lidze nabiera na finiszu rumieńców.

Port Gdańsk – Chilli Amigos 1-2 (21-15; 22-24; 16-21)

Nawet najlepsze plany, opracowania, kreślone scenariusze mają to do siebie, że zazwyczaj guzik z nich wychodzi. To oczywiście najdelikatniejsze określenie, które znaleźliśmy w swojej głowie. Drużyna Portu Gdańskiego miała plan w poniedziałkowy wieczór sięgnąć po komplet sześciu punktów. Pomysł ten nie wydawał się nierealny. Portowcy musieli w poniedziałkowy wieczór stawić czoła dokładnie tym samym drużynom, z którymi rywalizowali 8 czerwca. Wtedy ‘Granatowi’ wygrali dwa spotkania w stosunku 2-1. Tym razem miało być inaczej i ekipa celowała w dwie wygrane za trzy punkty. Początek meczu wskazywał na to, że wszystko idzie zgodnie z planem. Drużyna Portu szybko wypracowała przewagę, którą konsekwentnie powiększała. Ostatecznie wygrali seta do 15. Kto wie, jak potoczyłyby się losy ‘Portowców’, gdyby nie końcówka drugiego starcia. Środkowy set od początku był bardzo wyrównany, a drużyny walczyły ‘łeb w łeb’. Zwycięsko po walce na przewagi wyszła drużyna Grzegorza Walukiewicza – Chilli Amigos. O wygranej musiał zadecydować trzeci set. Chilli Amigos zaprezentowali się w nim dojrzalej od rywali. W ciągu całego seta wyglądali lepiej od swojego przeciwnika w obronie, a gdy dołożymy do tego mniejszą liczbę błędów własnych to mamy gotową receptę na sukces. Ostatecznie set kończy się wygraną Chilli 21-16, a cały mecz 2-1. Tym samym ‘Papryczki’ biorą udany rewanż za spotkanie sprzed trzech tygodni, kiedy to musiały uznać wyższość rywala.  Forma, którą osiągnęli pod koniec sezonu jest naprawdę imponująca.

AVOCADO friends – Oliwa Team 2-1 (21-14; 10-21; 21-18)

W podsumowaniu pierwszego meczu oraz zapowiedzi poniedziałkowego spotkania obu drużyn pisaliśmy, że chyba żadna inna drużyna nie sprawiła AVOCADO friends tylu problemów, co ekipa Oliwy. Przechodząc do sedna – nie inaczej było tym razem. O tym jednak za chwilę. Wróćmy do początku. Na długo przed pierwszym gwizdkiem, pod halą spotkali się ze sobą kapitanowie drużyn Agnieszka Pasternak oraz Arkadiusz Kozłowski. Treść ich rozmów pozostaje oczywiście tajemnicą, ale już pierwszy set pokazał, że gdy w grę wchodzą punkty, koleżeństwo schodzi na dalszy plan. Lepiej w mecz weszli ‘Weganie’,  którzy między innymi dzięki świetnej dyspozycji Patryka Okulewicza, szybko wyszli na prowadzenie 10-5. Mimo, że gracze Arkadiusza Kozłowskiego to jedna z najmłodszych drużyn w lidze to doświadczenia i cwaniactwa boiskowego mogą im pozazdrościć pozostałe ekipy. Owo doświadczenie zaprocentowało i AVOCADO nie roztrwoniło przewagi tylko spokojnie wygrało pierwszego seta do czternastu. Drugi set wyglądał już zgoła inaczej i to Oliwiacy kontrolowali jego przebieg. Na początku tej partii dobrze na zagrywce spisywał się ten, który dołączył do drużyny jako ostatni – Filip Pastuszak. Ponadto, po chwili dołączył do niego Rafał Artymiuk i trzeba przyznać, że ‘Weganie’ z przyjęciem zagrywki mieli potężne problemy. Nawet jeśli Oliwa nie zdobywała punktu bezpośrednio z zagrywki to bardzo często odrzucała nią od siatki rywali, dzięki czemu Ci, kilkukrotnie nadziali się na blok Tomasza Kowalewskiego. Tak naoliwiona maszyna wygrała seta z AVOCADO do dziesięciu. Jakież te dwie partie były podobne do pierwszego spotkania. To, że oba sety zostały wygrane z dużą przewagą punktową było zwiastunem tego, że trzecia parti, podobnie jak dwa tygodnie temu, będzie wyrównana. Trzecią odsłonę lepiej zaczeli ‘Weganie’, którzy wyszli na prowadzenie 6-1. Po chwili jednak Oliwa zdołała się obudzić i do końca seta mieliśmy wyrównaną grę z obu stron. Ostatecznie, więcej zimnej krwi zachowali gracze AVOCADO, dzięki czemu cieszą się z dziesiątej wygranej w lidze i są już naprawdę bardzo blisko tego, aby wygrać drugą ligę. W poniedziałek powiększyli przewagę punktową nad jednym z rywali, który o zwycięstwie w lidze może już w zasadzie zapomnieć.   

DCT Gdańsk – Range Soft VT 1-2 (21-16; 11-21; 15-21)

Nie ma się co oszukiwać. Drużyna DTC Gdańsk była w tym spotkaniu skazana na porażkę. Ekipa z ulicy Kontenerowej musiała się zmierzyć z pierwszą siłą trzeciej ligi – drużyną Range Soft VT. Zadania bez wątpienia nie ułatwiał fakt, że drużyna ‘Żółto-czarnych’ potrzebowała kompletu punktów do tego, aby zbliżyć się do upragnionego awansu. Dodatkowo, Range Soft posiadał przewagę psychologiczną wynikającą z faktu, że 26 maja dość gładko ograli swojego rywala. Gdybyśmy mieli podać kolejnych sto dwadzieścia powodów, dla których można było sądzić, że mecz zakończy się wynikiem 3-0 dla Range Soft to prawdopodobnie nie mielibyśmy z tym problemu. Oczywiście zespół DCT Gdańsk – nie po raz pierwszy w tym sezonie, postanowił w pierwszym secie zakpić z logiki. Od początku bardzo dobre spotkanie rozgrywali Piotr Kochanowski oraz Adam Piotrowski, którzy sprawiali sporo problemów swoim rywalom. Mimo, że pierwsza część seta była w miarę wyrównana to z czasem DCT Gdańsk zdołało sobie wypracować przewagę i wygrać tę partię do szesnastu. Kolejna odsłona nie była już tak widowiskowa i wyrównana. W niej ‘swoje’ zaczęli grać obecni liderzy rozgrywek. ‘Kontenerowcy’ zupełnie nie radzili sobie z zagrywką Selvema Bavidhrama czy atakami Rafała Środy lub Krzysztofa Fryzy. Ostatecznie Range Soft wygrało tę odsłonę do jedenastu. Trzeci set zaczął się lepiej dla ligowych ‘Stranieri’. Z czasem drużyna DCT zdołała złapać kontakt dzięki trzem asom serwisowym Adama Piotrowskiego. To było jednak za mało, aby myśleć o pokonaniu lidera rozgrywek. Mimo, że z problemami, ale Range wygrywa dziesiąte spotkanie w lidze.

Wirtualna Polska – Speednet 2 2-1 (21-12; 19-21; 21-12)

Do momentu rozpoczęcia meczu drużyna ‘Różowych’ miała na swoim koncie jedno oczko w dziesięciu spotkaniach. Ten jeden punkt udało im się zdobyć 4 czerwca, właśnie przeciwko Wirtualnej Polsce. Już wtedy Piotr Grodzki zapowiadał, że planem drużyny na ten sezon jest zdobycie minimum jeszcze jednego punktu. W kolejnych sześciu meczach ‘Programiści’ schodzili jednak z parkietu po przegranych w stosunku 0-3 i choć czasami było blisko to jednak sztuka ta się nie udawała. Po pierwszym secie poniedziałkowego pojedynku wydawało nam się, że o powtórzenie wyniku sprzed trzech tygodni będzie bardzo trudno. ‘Wirtualni’, pomimo braku dobrze dysponowanego w ostatnim czasie Michała Doroza, zaprezentowali dużo lepszą, a przede wszystkim dojrzalszą siatkówkę od swoich rywali i w pełni zasłużenie wygrali seta do dwunastu. Na początku tej partii ‘Programiści’ mieli spory problem z zagrywką Klaudii Kuźniewskiej. Mimo to humory zdawały się ich nie opuszczać i z każdą kolejną upływającą minutą Ci zaskakiwali nas coraz bardziej. Na początku drugiego seta zawodnicy przebywający na ławce rezerwowych ‘Programistów’ postanowili dopingować kolegów w dość niekonwencjonalny sposób. Aby wesprzeć swoich graczy zaczęli grać na…bębnie, który na co dzień służy jako kosz na śmieci. Jeśli coś jest z pozoru głupie, ale działa to czemu tego nie kontynuować? Odgłosy dochodzące z boiska numer trzy były dla graczy z ‘jedynki’ i ‘dwójki’ równie zastanawiające co charakterystyczne dźwięki z filmu ‘Jumanji’. Dobijając jednak do brzegu, drużyna ‘Programistów’ prezentowała się w tej partii bardzo dobrze. To, co jednak było doskonałe wśród dwóch ekip to postawa fair play. Na początku seta kapitan ‘Biało-czerwonych’ przyznał się, że atak jednego z graczy ‘Różowych’ był po palcach, dzięki czemu punkt zdobyli ich przeciwnicy. Tym samym w końcówce seta odpowiedziała drużyna Speednetu. Pomimo straty tego punktu, Speednet zdołał wygrać drugą partię do 19. W ostatnim secie wyrównany bój trwał mniej więcej do połowy odsłony. W dalszej części to ‘Wirtualni’ włączyli drugi bieg i wygrali seta do 12, a cały mecz, podobnie jak ten z pierwszej rundy 2-1.

Port Gdańsk – Allsix by Decathlon 2-1 (21-12; 21-12; 17-21)

Do pewnego momentu sezonu wydawało się, że drużyna Allsix by Decathlon może być ekipą, która wygra trzecioligowe rozgrywki. Dziś równie dobrze moglibyśmy typować, że Mława zostanie europejską stolicą mody. Po dziewięciu ligowych spotkaniach drużyna Rafała Liszewskiego miała na swoim koncie pięć wygranych i cztery porażki. Szczególnie bolesne były te dwie ostatnie – z drużyną Chilli Amigos oraz Range Soft VT. W obu tych spotkaniach gracze ze sklepu sportowego nie zdołali zdobyć choćby punktu, przez co w tabeli wylądowali na czwartym miejscu. Aby przedłużyć swoje szanse na podium, musieli wygrać z Portem Gdańsk i dodatkowo zrobić to najlepiej za trzy punkty. W zrealizowaniu tego celu pomóc miał powracający do składu po rekonwalescencji Aleksander Bochan. Początek seta należał jednak do drużyny Arkadiusza Sojko. Drużyna Allsix by Decathlon kompletnie nie radziła sobie z zagrywką, między innymi Karola Polanowskiego, dzięki czemu po chwili na tablicy wyników widniało już 8-1 dla drużyny z doków. Jak wiadomo, taką stratę trudno jest odrobić, a jeszcze trudniej kiedy za rywala ma się doświadczoną drużynę Portu, dla której był to dokładnie trzydziesty dziewiąty mecz w SL3. Ostatecznie set zakończył się wynikiem 21-12 dla ‘Granatowych’. Jeśli przed drugim setem drużyna Rafała Liszewskiego liczyła na to, że zdoła odmienić losy spotkania to musieli szybko zweryfikować swoje zakusy. Początek partii był niemal identyczny z tą tylko różnicą, że zamiast 8-1 na tablicy widniał wynik 8-2 dla Portu. Jak doskonale wiemy, przewagi takiej najzwyczajniej w świecie nie wypada zmarnować i tak też postąpił Port wygrywając seta, a jakże – ponownie do dwunastu. Kojarzycie z filmów ten moment, w którym główny bohater jest niemiłosiernie okładany przez rywala, w głowie ma przebitki z lat młodości, rodzinnego domu, pierwszej miłości i innych pozytywnych momentów w życiu, po których wstępują w niego nowe siły i tylko sobie znanym sposobem znajduje sposób na odpłacenie się rywalowi? Cóż, dokładnie tak to wyglądało w trzeciej odsłonie. Mimo, że do stanu 15-15 mieliśmy typową ligową rąbankę bez trzymanki to od tego momentu zaczęli dominować gracze z Decathlonu, dzięki czemu wygrali seta do 17. Cóż, lepiej późno niż wcale.

Prototype Volleyball – Epo-Project 2-1 (21-13; 22-20; 19-21)

Chwilę po godzinie 21 rywalizację rozpoczęła pierwsza liga. Na boisku numer jeden doszło do starcia pomiędzy drużynami Prototype Volleyball a Epo-Project. Dość wyraźnym faworytem tego spotkania byli gracze z Żukowa, którzy nie dość że w dziewięciu spotkaniach uzbierali o sześć oczek więcej od swojego rywala to na dodatek 8 czerwca dotkliwie ich zlali. Gdy dołożymy do tego fakt, że z protokołu meczowego przed meczem został wykreślony najskuteczniejszy gracz ‘Transformersów’ – Michał Markiewicz to można było mieć obawy, czy spotkanie będzie choć trochę emocjonujące. Ostatecznie, Markusa zastąpił debiutujący w drużynie – Maciej Wysocki i trzeba przyznać, że był to debiut bardzo udany. Obawy o to, czy spotkanie będzie wyrównane, zostały rozwiane już w pierwszym secie, w którym lepsi okazali się gracze Tomasza Nurzyńskiego. O pierwszej partii nie można bynajmniej powiedzieć, że było to najpiękniejsze spotkanie, które widzieliśmy w życiu. Obie drużyny popełniały bardzo dużo błędów własnych, a o tym, że to Prototype wygrało, zadecydowała wyraźna różnica w przyjęciu pomiędzy drużynami. W przypadku ‘Transformersów’ wyglądało ono naprawdę dobrze, podczas gdy w drużynie Epo było całkiem na odwrót. Nie dało się nie dostrzec analogii z pierwszego spotkania. Wtedy to Prototype miało problem z przyjęciem, co ‘Zieloni’ niemiłosiernie wykorzystywali. Drugi set był już zdecydowanie bardziej wyrównanym widowiskiem, w którym sytuacja co chwilę się zmieniała. Gdy w końcówce seta Damian Kolka skończył dwie bardzo ważne piłki i doprowadził do wyrównania 20-20 wydawało się, że to Epo będzie bliższe wygrania seta. Niestety dla nich, Prototype zakończyło seta – a jakże, asem serwisowym. Trzecia odsłona była podobna do drugiej, z tą tylko różnicą, że zmieniła się drużyna, która go wygrała. Na otarcie łez, bo tak to trzeba traktować, Epo wygrało ostatnia partię do 19, dzięki czemu zachowują trzecią lokatę w lidze. Niemniej jednak, ich przewaga nad TSS-em stopniała do zaledwie jednego oczka. Prototype z kolei powiększa dystans do ostatniej w tabeli Straży Pożarnej i na chwilę obecną nie wyglądają absolutnie na drużynę, która mogłaby parafrazując Franciszka Smudę: ‘bić się o spadek’.

Straż Pożarna Gdańsk – Trójmiejska Strefa Szkód 1-2 (14-21; 20-22; 23-21)

Dla obu drużyn spotkanie miało bardzo ważne znaczenie w kontekście realizacji swoich celów. Drużyna Trójmiejskiej Strefy Szkód walczy o podium w rozgrywkach, natomiast Straż Pożarna walczy o utrzymanie. Początek meczu wskazywał na to, że to ‘Trójmiejscy’ zrobią kolejny krok w kierunku trzeciego miejsca. ‘Mundurowi’ w pierwszej odsłonie wyglądali tak, jakby kilka minut wcześniej wrócili z całonocnej służby, w której usuwali skutki ulewnych deszczów. Nie szukając jednak jakiś kwiecistych porównań, musimy napisać to wprost. Wyglądali bardzo słabo. Taką postawę ‘Trójmiejscy’ musieli wykorzystać i już na początku wypracowali sobie przewagę 12-5. Z biegiem czasu, jak to w TSSie wkradło się rozprężenie, dzięki czemu ‘Mundurowi’ zdobyli kilka punktów, co z kolei sprawiło, że rozmiary porażki nie były aż tak druzgocące. Druga odsłona była w wykonaniu drużyny Mateusza Pytla zdecydowanie lepsza. Kto wie, jak potoczyłoby się spotkanie, gdyby nie sporo nieporozumień na linii Damian Buźniak – Karol Masiul. Gołym okiem widać było, że ta dwójka zbyt często ze sobą nie grywała i jeśli tylko Panowie się dotrą to mogą stworzyć naprawdę niebezpieczny duet. Mimo to, Strażacy w końcówce drugiej partii za sprawą udanych kiwek i bloku wspomnianych wcześniej Damiana Buźniaka i Karola Masiula doprowadzili do wyrównania 20-20. Ostatecznie, mimo sporego zagrożenia, Trójmiejskiej Strefie Szkód udało się wygrać seta 22-20. Niestety dla Straży, taki obrót spraw był dość tragiczny. Nie dość, że nie udało im się wygrać drugiej partii to na dodatek z równoległego boiska dowiedzieli się, że ich rywal w walce o utrzymanie – Prototype Volleyball właśnie zdobył dwa punkty. To, co było beznadziejną wiadomością dla Straży, ucieszyło Trójmiejską Strefę Szkód, ponieważ ich główny rywal Epo-Project straciło właśnie dwa oczka. To z kolei sprawiło, że obie drużyny podeszły do trzeciej odsłony jeszcze bardziej zdeterminowane. Tym razem to ‘Mundurowi’ w końcówce zdołali osiągnąć przewagę. Gdy na tablicy wyników pojawiło się 20-18, wydawało się, że dowiozą prowadzenie do samego końca. Nic bardziej mylnego – i tym razem nie obyło się bez emocji. Ostatecznie udało im się dociągnąć wygraną w tej partii i cały mecz wieńczą jednym oczkiem na swoim koncie. Wynik ten można interpretować dwojako. Umówmy się, nie wszystkie drużyny walczące o utrzymanie zdołają urwać punkt TSSowi. Z drugiej strony, nie dziwimy się, że po spotkaniu nie było w nich przesadnego optymizmu. Tym bardziej, że we wtorkowy wieczór zagrają z Volley Gdańsk, który nie ma już marginesu błędu.  

BES-BLUM Kraken Team – Speednet 2-1 (21-18; 21-17; 20-22)

Bez wątpienia – nie jest to najlepszy okres drużyny Speednetu, który pamiętamy. Gdyby Quebonafide mógł cofnąć czas to w piosence Bubbletea zapewne nie omieszkałby wspomnieć, że tęskni za starym dobrym Speednetem. Czy któraś z osób, które czytają to podsumowanie jest w stanie jakkolwiek wytłumaczyć co dzieje się ze Speednetem? Zrozumcie nas dobrze, ale gdy ma się TAKIE indywidualności w składzie, osiąganie TAKICH wyników po prostu nie przystoi. Drużyna ma dosłownie wszystko, aby wciągać kolejnych rywali nosem. Mają w składzie byłego zawodnika z I ligi, kilku wychowanków Trefla Gdańsk, dwóch zawodników z pierwszej drużyny Intermarine, trenera, stroje, treningi, fizjoterapeutę, a także zaplecze, o którym inni mogą tylko pomarzyć. Czego nie ma? Wyników, gry i co chyba najbardziej smutne – atmosfery. Czy jest perspektywa lepszego jutra? Cóż, to okaże się już niebawem. Na chwilę obecną ‘Programiści’ wyglądają na drużynę, która obrała azymut na drugą ligę. Pisząc te słowa wyrażamy nadzieję, że słowa te będą pewnym wstrząsem dla Speednetu, za które się nie obrażą, a zakasają rękawy do pracy. Jeśli chodzi o sam mecz to od początku lepiej prezentowali się gracze BES-BLUM. Zdołali wypracować kilkupunktową przewagę, której nie wypuścili już do końca i zasłużenie tryumfowali do 18. Druga odsłona to potwierdzenie dobrej dyspozycji graczy Ryszarda Nowaka. Swoją cegiełkę do zwycięstwa dołożył rozgrywający Paweł Pallach, który każdą udaną akcję swojej drużyny świętował jak zdobyte mistrzostwo świata, czym niejednokrotnie doprowadzał do furii ‘Programistów’. Można powiedzieć, że ‘mind-games’ siało się gęsto. W meczu nie brakowało emocji oraz kontrowersji. Drugi set padł łupem BES-BLUM do 17. W trzecim secie, kiedy Speednet miał nóż na gardle, wreszcie zaprezentowali się nieco lepiej. To sprawiło, że po wyrównanej końcówce zdołali ograć swojego rywala 22-20. Z perspektywy meczu trzeba przytoczyć znaną prawdę: ‘jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma’. BES-BLUM z kolei potwierdza, że mówienie o nich w kontekście spadku to spore nieporozumienie i nadużycie.  

Zapowiedź – MATCHDAY #19

Zbliżamy się powoli do kulminacyjnego punktu w sezonie. Egzamin dojrzałości będzie musiała przejść drużyna Volley Gdańsk, która musi gonić liderującą ekipę Omida Team. Z uwagi na emocje towarzyszące poprzedniemu spotkaniu, ciekawie będzie w meczu pomiędzy SV INVICTA a Team Spontan. Ponadto, w trzeciej lidze poniedziałkową stratę punktową lidera i wicelidera postara się wykorzystać drużyna Craftveny. Zapraszamy na zapowiedź wtorkowej serii gier!

Craftvena – DCT Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Craftvena obecnie zajmuje trzecie miejsce w tabeli, ale na pewno nie brak im ambicji, aby powalczyć o podwyższenie swojej lokaty. W końcu są jedyną drużyną, której udało się pokonać lidera – Range Soft VT, czym udowodnili, że są w stanie wygrać z każdym zespołem w trzeciej lidze. Ponadto, mają rozegrane aż o trzy spotkania mniej od wicelidera, co oznacza, że wszystko jeszcze w ich rękach. Ekipa DCT z kolei, we wczorajszym meczu ugrała seta ze wspomnianym liderem, dobitnie pokazując, że otrząsnęli się już po ostatnim nieudanym rewanżu z Portem Gdańsk. Pierwszy mecz obu drużyn zakończył się podziałem punktów, chociaż lepsi okazali się ‘Rzemieślnicy’. Tym razem również może dojść do zaciętej rywalizacji, bowiem zespół DCT na pewno nie jest usatysfakcjonowany aktualnie zajmowanym, szóstym miejscem w tabeli. W ostatnim czasie udowodnili, że wychodzą na parkiet bardzo mocno skoncentrowani, przez co stanowią duże zagrożenie dla rywala. W czterech ostatnich meczach, które kończyły się podziałem punktów, zwyciężali w pierwszym secie (tak było w spotkaniach z Range Soft, Wirtualną Polską, Allsix by Decathlon i w pierwszym meczu z Craftveną). Czy i tym razem uda im się ta sztuka?

Typ Redakcji: Craftvena

Typ Eksperta (Maciej Kot): Craftvena

DNV GL S*M*A*S*H – 3city4students

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie sezon gracze obu drużyn. Pod koniec rundy zasadniczej DNV GL S*M*A*S*H wyrósł nam na drużynę, która jest w stanie powalczyć nawet z najlepszymi. Kto wie, gdzie znajdywaliby się obecnie ‘Biali’, gdyby od początku sezonu prezentowali się tak, jak pod koniec rundy zasadniczej? Odpowiedzi na to pytanie nie poznamy już nigdy. Z drugiej strony, dobra końcówka sprawiła, że utrzymanie ‘Białych’ w drugiej lidze jest niemal pewne. Na chwilę obecną drużyna z Łużyckiej ma na swoim koncie 11 punktów co oznacza, że ma przewagę aż siedmiu punktów nad przedostatnim miejscem w tabeli, oznaczającym konieczność gry w barażu. Do tego, aby się utrzymać nie patrząc na inne wyniki gracze DNV potrzebują zaledwie pięciu oczek w czterech meczach. Zakładamy, że będzie to jednak mniejsza liczba, bowiem ciężko nam sobie wyobrazić scenariusz, w którym drużyna zajmująca ostatnie lub przedostatnie miejsce w tabeli wygrywa do końca rundy finałowej wszystkie spotkania i na dodatek robi to zgarniając przy okazji komplet oczek. Jeśli chodzi o drużynę ‘Studentów’ to uważamy, że pomiędzy nimi a ekipą Mental Block do samego końca będzie rozgrywała się walka o utrzymanie. Prawdopodobnie jedna z nich spadnie do trzeciej ligi bezpośrednio, druga zaś zagra w barażu z drugą siłą trzeciej ligi. Aby nie zająć ostatniego miejsca ‘Studenci’ potrzebują we wtorek punktu jak tlenu. Dużo zależy od tego jak ich rywale – drużyna DNV GL S*M*A*S*H podejdzie do końcówki sezonu, kiedy utrzymanie jest niemal pewne. Z drugiej strony można się było o tym przekonać w ostatnim meczu rundy zasadniczej, kiedy DNV GL nie miało już szans na awans, a mimo to zagrało świetne spotkanie przeciwko Team Spontan. Sądzimy, że ‘Biali’ w swoim zwyczaju podejdą do meczu na 100% możliwości i przed ‘Studentami’ naprawdę ciężka przeprawa.

Typ Redakcji: DNV GL S*M*A*S*H

Typ Eksperta (Maciej Kot): DNV GL S*M*A*S*H

Range Soft VT – Wirtualna Polska

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Drużyna Mykoli Kisa stoi przed ogromną szansą postawienia kropki nad ‘i’ oraz przypieczętowania swojej pozycji w ligowej tabeli. Do końca rozgrywek pozostały im bowiem cztery spotkania, a nad rywalami mają kilkupunktową przewagę. Jeśli uda im się wygrać mecz z Wirtualną Polską w stosunku 3-0 to chyba tylko cud będzie mógł odebrać im miejsce na podium. Zadanie w teorii nie wydaje się być trudne, bowiem ‘Wirtualni’ zajmują obecnie przedostatnie miejsce w tabeli. Niejednokrotnie jednak widzieliśmy, w jaki sposób presja może wpłynąć na drużynę i spowodować, że przegra ona teoretycznie wygrany mecz. Na to na pewno będą liczyli gracze Jędrzeja Matli, którzy na pewno żałują straty punktu we wczorajszym spotkaniu ze Speednetem 2. Nie jest to na pewno drużyna, która będzie zadowolona z zajęcia przedostatniego miejsca na koniec sezonu i możemy iść o zakład, że będą starali się przegonić swojego najbliższego rywala w tabeli, ekipę DCT. Czy jednak wystarczy im umiejętności oraz motywacji, aby postawić się bezlitosnemu buldożerowi, jakim w ostatnim czasie stała się ekipa Range Soft? Ostatnie spotkanie między drużynami zakończyło się wynikiem 3-0 dla ‘Żółto-czarnych’ i zespół na pewno będzie starał się ten wynik powtórzyć. Czy ‘Biało-czerwonym’ uda się postawić liderowi i ugrać choćby punkt?

Typ Redakcji: Range Soft VT

Typ Eksperta (Maciej Kot): Range Soft VT

SV INVICTA – Team Spontan

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Bezpośrednie spotkanie pomiędzy drużynami, które zostało rozegrane 8 czerwca było jednym z tych, w których emocje wśród graczy buzowały jeszcze długo po zakończonym meczu. Wszystko za sprawą kontrowersji sędziowskich, a także negatywnych emocji pomiędzy graczami obu drużyn. Ostatecznie spotkanie skończyło się wygraną ‘Spontanicznych’ w stosunku 2-1, ale jesteśmy przekonani, że obie drużyny mają sobie coś do udowodnienia. Dla obu zespołów sezon potoczył się w taki sposób, że drużyny musiały drżeć do samego końca o to, czy znajdą się w grupie mistrzowskiej. Ostatecznie, po wygranej Spontanicznych w stosunku 3-0 z DNV GL S*M*A*S*H ‘Pomarańczowi’ wskoczyli na drugie miejsce w tabeli, a SV INVICTA mimo straty punktu w meczu z Mental Block nie skomplikowała sobie sprawy bytu w grupie mistrzowskiej. Na chwilę obecną w grupie mistrzowskiej mamy arcyciekawą sytuację, w której aż cztery drużyny na swoim koncie mają osiemnaście oczek. Uważamy, że ekipie, która przegra spotkanie będzie już bardzo trudno o to, aby dogonić swoje marzenia i zająć pierwsze miejsce w drugiej lidze. Pozytywną informacją jest jednak to, że bezpośrednio do pierwszej ligi awansują aż dwie drużyny, a trzecia rozegra spotkanie barażowe. Czy wśród drużyn na podium znajdzie się jedna z ekip, której przyjdzie się zmierzyć o godzinie 21 na boisku nr 1?

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Volley Gdańsk – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Ze wszystkich trzech sezonów, które w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta rozegrała drużyna Volley Gdańsk obecny jest zdecydowanie najbardziej wymagający. Zespołowi  Volley Gdańsk wyrósł w ostatnim czasie poważny konkurent w walce o tron. Inną kwestią pozostaje fakt, że Volley na dziesięć rozegranych spotkań, aż w siedmiu musiał dzielić się punktami ze swoimi przeciwnikami. To z kolei sprawia, że ‘Żółto-czarni’ na cztery kolejki przed końcem ligi tracą do lidera rozgrywek – Omidy Team jeden punkt.  Końcówka sezonu sprawia, że nie ma już marginesu na błędy w postaci straconych punktów. Z drugiej strony – dokładnie to samo pisaliśmy w kontekście ich pojedynku z Trójmiejską Strefą Szkód oraz BES-BLUM Kraken Team, do których doszło w ostatnim czasie. W obu tych spotkaniach gracze Volley tracili punkt i fakt, że do lidera tracą zaledwie jedno oczko zawdzięczają temu, że Omida również potykała się po drodze. Jednym z trzech spotkań, w których Volley zdobywało komplet punktów był mecz – właśnie przeciwko Straży Pożarnej. Ich przewaga 15 czerwca była bezdyskusyjna. W jednym z setów byli bezlitośni dla swoich rywali ogrywając ich do pięciu, co było największą różnicą w jednym secie w pierwszej lidze w obecnym sezonie. Tym razem podobny scenariusz jest dość mało prawdopodobny. Owszem, to nadal Volley jest faworytem starcia i choćby jeden punkt dla Strażaków będzie sporą niespodzianką, jednak nie da się nie zauważyć, że ekipa ‘Mundurowych’ prezentuje już zupełnie inny poziom niż dwa tygodnie temu. Od tego czasu ‘Mundurowi’ zdobyli cztery oczka, co podwoiło ich zdobycz punktową. Ponadto drużyna potrzebuje dziś punktów jak tlenu więc zapowiada nam się bardzo ciekawe wydarzenie.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

BES-BLUM Kraken Team – Trójmiejska Strefa Szkód

Godz.: 21:00, boisko nr 2

We wtorkowy wieczór dojdzie do pojedynku sąsiadów w tabeli. Trójmiejska Strefa Szkód zajmuje obecnie czwarte miejsce, a Bes-Blum piąte, ale ‘Niebiescy’ mają rozegrane o jedno spotkanie mniej. Na dodatek, ‘Trójmiejscy’ walczą o podium z drużyną Epo-Project, która po wczorajszym przegranym meczu z Prototype Volleyball, wyprzedza ich w tabeli już tylko o jedno oczko. Sprawą honoru dla graczy Patryka Pleszkuna będzie zwycięstwo w tym meczu w stosunku 3-0. Jest to jedno z dwóch spotkań, w których nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Przynajmniej w teorii, największe szanse na wygraną mają w starciach właśnie z Bes-Blum oraz ze Speednetem. Poza tymi meczami czeka ich jeszcze rewanż z Omidą oraz bezpośredni pojedynek z Epo Project, który stoi im na drodze do zajęcia najniższego stopnia podium. Zdobycie kompletu punktów w najbliższym meczu nie będzie jednak sprawą prostą. Ostatnie spotkanie obu drużyn zakończyło się podziałem punktów, a poza tym Bes-Blum pokazywał w trakcie całego sezonu, że potrafi pokrzyżować plany najmocniejszym ekipom. Oprócz umiejętności siatkarskich, zespół pokazuje również siłę swojej psychiki. To, w jaki sposób we wczorajszym wygranym meczu ze Speednetem niszczyli emocjonalnie rywala, naprawdę robiło spore wrażenie. Przeciwnik chwilami nie do końca wiedział, co się wokół niego dzieje, a Paweł Pallach urządził istny show, zagrzewając swoich kolegów do walki. Po drugiej stronie siatki będzie na nich czekała drużyna Patryka Pleszkuna, która (na czele z kapitanem) również znana jest z boiskowej ekspresji. Na parkiecie spodziewamy się więc prawdziwego ognia.

Typ Redakcji: Trójmiejska Strefa Szkód

Typ Eksperta (Maciej Kot): Trójmiejska Strefa Szkód

Zapowiedź – MATCHDAY #18

Zaczynamy kolejny tydzień rozgrywek. Na poniedziałek przygotowaliśmy dziewięć spotkań, z których najciekawszy zdaje się mecz drużyn będących w pobliżu strefy spadkowej (BES-BLUM Kraken Team vs. Speednet). Ciekawie będzie również w trzeciej lidze, gdzie Port Gdańsk rozegra dwa spotkania, które dadzą odpowiedź, o jakie cele w końcówce sezonu będą walczyć Granatowi. Zapraszamy na zapowiedź poniedziałkowej serii gier!

3city4students – Zmieszani

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Minęło zaledwie kilka dni od momentu, w którym okazało się, że jedna z wielkich marek tej ligi – drużyna Zmieszanych, kolejne mecze rozegra w grupie spadkowej. W życiu często bywa tak, że trudne momenty są pewnym sprawdzianem dla człowieka. Tym sprawdzianem będzie dla drużyny Edyty Woźny mecz przeciwko 3city4student. W życiu po dużym ciosie człowiek albo się załamuje albo szybko bierze w garść i z podniesionym czołem kroczy dalej. Z drugiej strony, na Zmieszanych można spojrzeć z innej perspektywy. Walka do ostatniego spotkania o awans do grupy mistrzowskiej sprawiła, że Zmieszani mimo, że zabrakło im jednego oczka do grupy mistrzowskiej, jako jedyna drużyna w grupie spadkowej mają już zapewnione utrzymanie. Będący na ostatnim miejscu w tabeli ‘Studenci’ mają aż o 14! punktów mniej. To z kolei sprawia, że Zmieszani mogą sobie pozwolić na pewien margines błędu i mogą potraktować nadchodzące mecze jako dopracowanie pewnych elementów siatkarskiego rzemiosła i przygotowanie do kolejnego sezonu. Dla ich przeciwników stawka będzie zdecydowanie inna. Każdy kolejny mecz w grupie mistrzowskiej będzie walką o życie. Na chwilę obecną, po dziewięciu spotkaniach gracze Dawida Piankowskiego zdołali wypracować sobie zaledwie trzy oczka. Z drugiej strony, zdobycie punktu przeciwko Zmieszanym wcale nie będzie taką sensacją na jaką wskazywałyby suche liczby. W ostatnim czasie ich główny rywal w walce o utrzymanie zdobył jeden punkt, dzięki czemu zdołał osiągnąć przewagę nad ‘Studentami’. Czy Ci będą w stanie odpowiedzieć już w meczu ze Zmieszanymi?

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta (Maciej Kot): Zmieszani

AVOCADO friends – Oliwa Team

Godz.: 19:00, boisko nr 3

O tym, jak wyrównana jest sytuacja w grupie mistrzowskiej w drugiej lidze, powiedzieliśmy już niemal wszystko. Mimo to dodamy jeszcze kilka zdań. Na chwilę obecną drużyna Arkadiusza Kozłowskiego zdołała wypracować sobie nad resztą stawki trzypunktowe prowadzenie. Z jednej strony jest to solidna zaliczka, jednak im dłużej o tym myślimy to okazuje się, że tak naprawdę trzy oczka to nic. Wystarczy, że Oliwa wygra najbliższe spotkanie ze swoimi przeciwnikami w stosunku 3-0 i obie ekipy zrównają się punktami. Owszem, prawdopodobnie to nadal AVOCADO będzie miało lepszy stosunek małych punktów, aczkolwiek i tak pokazuje to, że jeden mecz może wywrócić do góry nogami względny ład, który zapanował. Jakby tego było mało, odnieśliśmy wrażenie, że ze wszystkich dziewięciu drużyn, z którymi rywalizowali ‘Weganie’ w sezonie zasadniczym to właśnie Oliwa Team przysporzyła im największych kłopotów. Spotkanie rozegrane 15 czerwca zakończyło się wynikiem 2-1 dla AVOCADO, ale nie dość, że w pierwszym secie gracze z ulicy Wajdeloty musieli uznać wyższość rywala do czternastu to w trzecim mało brakowało, a gracze Agnieszki Pasternak również by wygrali, co sprawiłoby, że AVOCADO poniosłoby pierwszą klęskę w lidze. Ostatecznie po dramatycznej końcówce Oliwa musiała uznać wyższość swoich przeciwników, ale jesteśmy przekonani, że w najbliższym spotkaniu będą chcieli udowodnić rywalom, że to oni zasługują na wygraną. Z drugiej strony ‘Weganie’ nie wyglądają obecnie na drużynę, która mogłaby sobie pozwolić na przegraną. Jesteśmy przekonani, że chcą zakończyć sezon bez ani jednej porażki. Byłaby to druga taka sytuacja w lidze. W pierwszym oraz drugim sezonie sztuka ta udała się graczom Volley Gdańsk, z którymi ‘Czarni’ mają nadzieje się spotkać już w następnym sezonie w wyższej klasie rozgrywkowej.

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Port Gdańsk – Chilli Amigos

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Słodko-gorzki smak miał ostatni dzień meczowy dla drużyny Portu Gdańskiego. Na początek drużyna Arkadiusza Sojko zdołała wziąć udany rewanż na drużynie DCT Gdańsk, wygrywając w bardzo dobrym stylu 3-0, by po chwili ponieść porażkę z drużyną Craftveny, dowodzoną przez Bartka Zakrzewskiego. Ta porażka może się negatywnie odbić na podziale poszczególnych miejsc na podium. Tym razem drużyna z doków zmierzy się z ekipą Grzegorza Walukiewicza i po tym co zobaczyliśmy w trakcie pierwszego meczu obu drużyn, możemy śmiało obstawiać, że czeka nas kawał dobrego meczu. Spotkanie rozgrywane 8 czerwca zakończyło się zwycięstwem Portu w stosunku 2-1, aczkolwiek trzeba przyznać, że zrodziło się ono w bólu. Pierwszy set gracze Arkadiusza Sojko przegrali na przewagi 20-22, drugi i trzeci set to wygrane 21-17. Sądzimy, że tym razem wynik 2-1 dla Portu nie będzie satysfakcjonował żadnej z drużyn. Portowcy póki co plasują się na wysokim – drugim miejscu, ale trzeba pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy. Na chwilę obecną wraz ze Speednetem 2 mają rozegraną największą liczbę spotkań ze wszystkich drużyn w trzeciej lidze i jak pewnie doskonale wiecie, maratonu nie wygrywa najczęściej ten, który jest pierwszy po przebiegnięciu dwóch kilometrów. Może się okazać, że każda strata punktów w najbliższych spotkaniach będzie odczuwalna dla ‘Granatowych’ dopiero w momencie, kiedy pozostałe drużyny zrównają się z nimi liczbą spotkań. Wracając do wyniku 2-1 i wiążącego się z nim braku satysfakcji uważamy, że w przypadku Chilli Amigos piękne przegrane przeszły do lamusa. Drużyna ma swoje ambicje, a tymi na pewno nie są porażki, nawet w dobrym stylu. Co z tego, że u schyłku kariery Noriaki Kasai skacze pięknie technicznie, jeśli ląduje dwadzieścia metrów bliżej niż jego rywale? Podsumowując, nie wyobrażamy sobie w tym spotkaniu wyniku, który satysfakcjonowałby obie ekipy.

Typ Redakcji: Port Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Port Gdańsk

Wirtualna Polska – Speednet 2

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Pierwsze spotkanie pomiędzy drużynami Wirtualnej Polski a Speednetu 2 było tym, które dało mocnego kopa energetycznego ‘Programistom’.  Jak do tej pory, gracze Piotra Grodzkiego zdobyli jeden punkt w dziesięciu rozegranych spotkaniach. Stało się to właśnie przeciwko Wirtualnej Polsce w spotkaniu, do którego doszło 4 czerwca. Wtedy ‘Różowi’ mogli pokusić się nawet o zwycięstwo, bowiem poza wygraniem drugiego seta, bardzo blisko do osiągnięcia tego celu było również w secie otwierającym spotkanie. Ostatecznie górą była Wirtualna Polska, która wygrała tę partię do 19. W trzeciej odsłonie ‘Różowi’ wyraźnie spuścili z tonu, czego efektem była porażka 11-21 i w całym meczu 1-2. Nie oznacza to jednak, że był to dla ‘Programistów’ zły wynik. Wręcz przeciwnie. Jesteśmy przekonani, że gdyby mieli taką możliwość to podobny wynik w rewanżu wzięliby w ciemno. Mimo, że od poprzedniego spotkania nie minął nawet miesiąc to obie drużyny przeszły spore zmiany. Swoje pierwsze mecze w obecnym sezonie rozegrało kilku nowych graczy. Po stronie Speednetu byli to znani z poprzednich edycji Kamil Szuba oraz Jakub Ciupiński. Z kolei po stronie ‘Wirtualnych’ byli to debiutujący w rozgrywkach Bogusław Tybuś oraz Michał Doroz. Całą wspomnianą czwórkę łączy to, że są oni sporymi wzmocnieniami swoich drużyn. Podsumowując, zastanawiamy się czy Speednetowi uda się ugrać kolejny punkt do tabeli? Z pewnością plany postarają im się pokrzyżować gracze Jędrzeja Matli. Wygrana 3-0 sprawiłaby, że najprawdopodobniej wyprzedziliby w tabeli drużynę DCT Gdańsk, która na równoległym boisku zagra z liderem rozgrywek – Range Soft VT.

Typ Redakcji: Wirtualna Polska

Typ Eksperta (Maciej Kot): Wirtualna Polska

Port Gdańsk – Allsix by Decathlon

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Nie opadł jeszcze kurz po spotkaniu na szczycie trzeciej ligi, które Portowcy stoczyli z Craftveną, a już muszą przygotowywać się do kolejnego klasyku z drużyną Allsix by Decathlon. Pierwsze spotkanie, o którym wspomnieliśmy, ‘Portowcy’ przegrali w stosunku 2-1. Porażka jest o tyle bardziej dotkliwa, że była to bezpośredni rywal w walce o podium. Najbliższe spotkanie przeciwko Allsix by Decathlon będzie kolejnym o niebagatelnym znaczeniu dla finalnego kształtu tabeli. Uważamy, że to drużyna Arkadiusza Sojko – Port Gdańsk będzie podchodziła do niego z przewagą psychologiczną. Wpływ na to ma kilka czynników, ale najważniejszym z nich jest ten, który wydarzył się 8 czerwca. Wtedy Portowcy po dobrej grze wygrali z drużyną Rafała Liszewskiego w stosunku 2-1. Ponadto, w ostatnim czasie drużyna Decathlonu rozczarowuje. Początek sezonu w ich wykonaniu sprawił, że zespół przez długi okres utrzymywał się na pozycji lidera. Kto wie, czy ucieczka nie była podobnie jak w kolarstwie zbyt szybka. Z czasem peleton, w którym znajdowała się między innymi drużyna Portu Gdańskiego, zdołała dogonić rywali, a następnie sprawić, że zostali oni wchłonięci przez resztę stawki i obecnie oscylują w okolicy środka tabeli. O tym, jak rozczarowujące dla graczy Decathlonu w ostatnim czasie są ich wyniki niech poświadczy fakt, że włączając spotkanie z 8 czerwca przeciwko Portowcom, na piętnaście możliwych do zdobycia punktów zdobyli zaledwie sześć. Wracając do drużyny Portu warto wspomnieć o jeszcze jednej ciekawostce. Najbliższy poniedziałek będzie dla nich ‘deja-vu’. W poniedziałek, podobnie jak 8 czerwca stoczą dwa mecze. Ponadto, zagrają z tymi samymi drużynami. Jedyną niewiadomą pozostaje fakt czy podobnie jak wtedy zdobędą cztery oczka.

Typ Redakcji: Port Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Allsix by Decathlon

DCT Gdańsk – Range Soft VT

Godz.: 20:00, boisko nr 2

W to, że dla drużyny Mykoli Kisa mogłoby zabraknąć miejsca w przyszłym sezonie wśród drugoligowców, nie wierzy już chyba nikt. Na chwilę obecną ‘Żółto-czarni’ mają na swoim koncie 23 punkty i nad drugim w tabeli Portem Gdańskim mają aż 4 oczka przewagi. Tego naprawdę chyba nie da się zepsuć. Poza jednym spotkaniem z Craftveną, w którym drużyna zaprezentowała się słabiej niż zwykle, od początku prezentują stałą, wysoką i co najważniejsze – równą formę. Ostatnie pięć spotkań w ich wykonaniu to komplet piętnastu punktów. Pod tym względem nie mają sobie równych w całych rozgrywkach. Żadna inna drużyna nie zdołała się zbliżyć do tego wyniku. Ich najbliższych rywali – drużynę DCT Gdańsk również zdołali ograć w stosunku 3-0. Mecz rozegrany 26 maja nie był jednak spacerkiem. Drużyna z ulicy Kontenerowej przysporzyła swoim rywalom trochę kłopotów. Ostatni set zakończył się wygraną Range Soft 21-19. Tym razem, podobnie jak w maju, faworytem również będą ‘Żółto-czarni’. ‘Kontenerowcy’ muszą uważać , bowiem cały czas czują na plecach oddech Wirtualnej Polski, która tego samego dnia rozegra spotkanie ze Speednetem 2. Jeśli w obu meczach nie dojdzie do niespodzianki to najprawdopodobniej drużyna DCT Gdańsk spadnie po poniedziałku na przedostatnie miejsce w tabeli. Bez wątpienia gracze Piotra Kochanowskiego będą chcieli takiego scenariusza uniknąć, ale żeby tak się stało, muszą ugrać z liderem choć jeden punkt.

Typ Redakcji: Range Soft VT

Typ Eksperta (Maciej Kot): Range Soft VT

Prototype Volleyball – Epo-Project

Godz.: 21:00, boisko nr 1

W momencie, kiedy wydawało się, że drużyna Prototype Volleyball zyskała spokój (stało się to po wygranej z Trójmiejską Strefą Szkód oraz urwaniu punktu z Omida Team) to drużyna Tomasza Nurzyńskiego przegrała rewanżowe spotkanie z TSS-em i cała zabawa zaczyna się na nowo. Po tej porażce i innych wynikach, do których doszło w ostatnim tygodniu ‘Transformersi’ spadli na przedostatnie miejsce w tabeli i jakby tego było mało, będąca na ostatniej miejscu Straż Pożarna zmniejszyła do nich dystans na zaledwie dwa punkty. Pocieszające dla Prototype jest jednak to, że mają rozegrane jedno spotkanie mniej niż Speednet oraz BES-BLUM Kraken Team. Te dwie drużyny mają nad ‘Transformersami’ zaledwie jedno oczko przewagi i może się okazać, że po meczu z Epo-Project drużyna znajdzie się na piątym miejscu w tabeli. To jednak tylko teoria, bowiem jeśli przypomnimy sobie praktykę to scenariusz kreślony przez graczy już taki świetny nie jest. Spotkanie rozegrane 8 czerwca na boisku numer 3 do dziś jest dość bolesnym wspomnieniem dla przedostatniej drużyny w tabeli. Mecz zakończył się wygraną Epo-Project w stosunku 3-0 i trzeba przyznać, że było to jednostronne widowisko, w którym Epo zmiażdżyło swojego rywala zagrywką. Przed tamtym meczem można się było zastanawiać, jak zaprezentują się gracze z Żukowa. Do meczu podchodzili bowiem po najgorszym spotkaniu w obecnym sezonie – meczu przeciwko Omida Team, po którym pojawiło się wiele głosów o tym, że Epo wcale nie jest tak mocne jak wiele osób sądziło. Ci, podrażnieni takimi słowami dali lekcję gry drużynie Prototype Volleyball już w kolejnym meczu. Tym razem Epo-Project przystępuje do spotkania po wygranej 2-1 z drużyną BES-BLUM Kraken Team i zastanawiamy się czy są w stanie powtórzyć równie świetną formę co w pierwszym meczu?

Typ Redakcji: Epo-Project

Typ Eksperta (Maciej Kot): Epo-Project

Straż Pożarna Gdańsk – Trójmiejska Strefa Szkód

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Jak do tej pory, żadna para drużyn nie spotykała się ze sobą równie często co Straż Pożarna i Trójmiejska Strefa Szkód. Obecnie, lepszym bilansem mogą pochwalić się gracze Trójmiejskiej Strefy Szkód, którzy wygrywali ze Strażakami już trzykrotnie, przegrywając zaledwie raz. Wygraną odnieśli również w tym sezonie, a dokładniej 4 czerwca 2020 r. Mimo wszystko uważamy, że z tego wyniku nie byli zadowoleni ani jedni ani drudzy. ‘Trójmiejscy’ po wygranej ze Speednetem liczyli na rozprawienie się z kolejnym rywalem i sprawienie, że zaczęliby kroczyć w kierunku nawet mistrzostwa SL3. Wygrana za dwa punkty nieco ostudziła zapędy drużyny, a kolejne mecze potwierdziły, że taki scenariusz w tym sezonie nie ma się po prostu prawa wydarzyć. Mimo to, drużyna ‘Niebieskich’ nadal walczy o trzecie miejsce w lidze. Do drużyny Epo-Project tracą zaledwie dwa punkty więc cel ten jest jak najbardziej do zrealizowania. Z drugiej strony, spotkania przeciwko ostatniej drużynie w lidze muszą po prostu zacząć wygrywać w stosunku 3-0. Nos podpowiada nam jednak, że o to może być jeszcze trudniej niż 4 czerwca. Jeśli chodzi o ich przeciwników – Straż Pożarną Gdańsk to w ostatnim czasie są ewidentnie na krzywej wznoszącej. W ostatnim tygodniu ‘Mundurowi’ zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony. W wygranej ze Speednetem pomogli wszyscy zawodnicy, jednak to ten, który do tej pory kojarzył nam się z noszeniem fortepianu, a nie graniem nieziemskich melodii zaprezentował się najlepiej. Jakub Groth – bo o nim mowa wcielił się w rolę pianisty, który przy pomocy kolegów z drużyny dźwigających to cholerstwo, zdołał wygrać drugie spotkanie w lidze. Jesteśmy ciekawi, czy ‘Strażacy’ będą w stanie sprawić niespodziankę i ograć odwiecznego rywala? To z pewnością pomogłoby im w kontekście walki o utrzymanie.

Typ Redakcji: Trójmiejska Strefa Szkód

Typ Ekspera (Maciej Kot): Trójmiejska Strefa Szkód

BES-BLUM Kraken Team – Speednet

Godz.: 21:00, boisko nr  3

O tym, jak dziwaczną sytuację obserwujemy obecnie w pierwszej lidze niech poświadczy fakt, że BES-BLUM Kraken Team, który w dziesięciu meczach wygrał zaledwie dwukrotnie, znajduje się na piątym miejscu w tabeli. Oczywiście wszystko za sprawą punktów, które w odróżnieniu od innych drużyn, ekipa Ryszarda Nowaka zdołała urywać nawet w meczach z gigantami pierwszej ligi. Tak było kiedy wygrywali z Omidą, tak było kiedy dwukrotnie urywali punkt Epo-Project czy wreszcie to samo z Mistrzem Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Volley Gdańsk. Gdyby tylko gracze BES-BLUM byli konsekwentni i z równie dużą determinacją grali tak, jak w tych pojedynczych setach to mielibyśmy do czynienia z naprawdę klasową drużyną. Spotkanie pomiędzy BES-BLUM a Speednetem ma dosłownie wszystko, aby mówić o nim w kontekście najciekawszego spotkania, do którego dojdzie w poniedziałkowy wieczór. Zmierzą się ze sobą sąsiedzi w tabeli, których dzieli zaledwie jedno oczko. Drużynie, której uda się wygrać, uda się również chociaż na chwilę uciec z zagrożonej strefy. Trzy tygodnie temu górą była drużyna ‘Programistów’, która wygrała spotkanie 2-1. To właśnie po tej wygranej wydawało się, że Speednet wrócił na właściwe tory. Z czasem doszedł przegrany mecz z Volleyem, w którym zaprezentowali się naprawdę bardzo dobrze. Niestety dla nich, po pewnym czasie maszyna Mateusza Urbanowicza ponownie się wykoleiła, czego potwierdzeniem była ostatnia klęska ze Strażą Pożarną. Trzeci set w ich wykonaniu był najbardziej dotkliwą porażką od momentu ich debiutu w lidze. Zastanawiamy się, czy drużyna zdążyła już zresetować głowy. Jeśli nie, to o powodzenie w meczu z Krakenem będzie bardzo trudno. Porażka z kolei sprawiłaby, że widmo spadku na poważnie zajrzałoby im w oczy, co jeszcze przed sezonem było scenariuszem nierealnym.

Typ Redakcji: Speednet

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet

Matchday #17

Czwartkowa rywalizacja była dniem próby dla wielu ligowych drużyn. Ze wszystkich dziewięciu spotkań ciężko wskazać choć jedno, które nie było grą o dużą stawkę. Najciekawiej, co chyba staje się tradycją, było w drugiej lidze. Po kilku spotkaniach w tej lidze okazało się, że za burtę grupy mistrzowskiej wypadają Zmieszani. Ponadto, doszło do bezprecedensowej sytuacji, w której w grupie mistrzowskiej aż cztery! drużyny mają po osiemnaście punktów. W hicie trzecioligowym Craftvena ponownie okazała się lepsza od Portu Gdańskiego. Z kolei w elicie, Volley Gdańsk dość nieoczekiwanie stracił punkt z BES-BLUM Kraken Team. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Mental Block – SV INVICTA 1-2 (22-20; 14-21; 11-21)

W zapowiedzi przedmeczowej napisaliśmy o tym, że prędzej uwierzymy w możliwość lewitacji Katowickiego Spodka niż w przegraną INVICTY w tym meczu. Informujemy więc wszem i wobec – spodek odleciał! Co prawda Mentalistom nie udało się wygrać spotkania, ale to, jak się w nim zaprezentowali zasługuje na najwyższą pochwałę. Pierwszy raz w tym sezonie na mecz stawiło się małżeństwo – Magda i Jakub Ciesielscy, przy czym ten drugi okazał się być olbrzymim wzmocnieniem dla zespołu, zdobywając przy okazji najwięcej punktów. Od pierwszego gwizdka sędziego ‘Niebiescy’ byli maksymalnie skoncentrowani. Rozpoczęli mocno, od dwóch asów Kuby Ciesielskiego, a następnie utrzymywali przewagę aż do końcówki seta, w której nastąpiło nagłe przebudzenie rywala i doprowadzenie przez INVICTĘ do remisu 18-18. Od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa walka na noże, drużyna Sławka Cichosza miała już nawet piłkę setową, ale Mentaliści po prostu nie mogli tego odpuścić i ostatecznie wygrali na przewagi 22-20. Drużyna INVICTY chyba nie bardzo wiedziała co się wydarzyło w tej partii. Na dodatek, w przerwie dowiedzieli się, że skomplikowali sobie sytuację w tabeli. Zwycięstwo w pozostałych dwóch setach oznaczałoby zrównanie się z Oliwą, a wtedy o kolejności decydowałyby małe punkty. Biorąc pod uwagę fakt, że tego dnia miały odbyć się jeszcze dwa mecze rozstrzygające o ostatecznym kształcie grupy mistrzowskiej i spadkowej, mogłoby dojść nawet do sytuacji, w której nie zobaczylibyśmy INVICTY wśród top 5 drużyn drugiej ligi! Widmo grupy spadkowej podziałało na zespół motywująco i w drugim secie od razu wyrobili sobie przewagę, którą utrzymali do końca, wygrywając go 21-14. Trzeci set był podobny do drugiego, od początku do końca kontrolowany przez drużynę INVICTY, która zwyciężyła w nim 21-11 i całym meczu 2-1. ‘Niebiescy’, mimo przegranej zaprezentowali się fantastycznie, a to, jak Katarzyna Wojewódzka radziła sobie z obroną piorunujących ataków Radosława Koniecznego, wzbudzało podziw po obu stronach siatki. Będąc przy Radku, musimy wspomnieć, że o mały włos nie pobił on wczoraj rekordu zdobytych punktów w meczu, należącego do Patryka Okulewicza (26 pkt). Trzeba przyznać, że Mental zagrał najlepsze spotkanie w tym sezonie i jedyne, czego mogą żałować to fakt, że forma przyszła tak późno.

Speednet 2 – Craftvena 0-3 (10-21; 12-21; 11-21)

Rewanżowe spotkanie pomiędzy drużynami Speednetu 2 a Craftveną było zupełnie inne niż to, które drużyny rozegrały 8 czerwca. Wtedy ekipy stoczyły bardziej wyrównany pojedynek. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy nawet, że ‘Programiści’ zdołali zagrać jedno z najlepszych i najrówniejszych spotkań w lidze. Po tamtym meczu naprawdę ciężko byłoby nam się o cokolwiek przyczepić. Podopieczni Piotra Grodzkiego w każdym secie zdobywali co najmniej 15 oczek i była to jak do tej pory jedyna taka sytuacja w obecnym sezonie. Każdy z nas doskonale wie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i bez wątpienia ‘Różowi’ mieli ochotę na powtórzenie tego wyniku, a kto wie może i sprawienie sensacji poprzez urwanie punktu. Początek meczu dość szybko zweryfikował ich plany. ‘Rzemieślnicy’ od samego początku udowadniali, dlaczego są faworytem. W pierwszym secie ‘Różowi’ mieli spore kłopoty z przyjęciem, czego efektem były między innymi trzy asy serwisowe z rzędu Krzysztofa Lewandowskiego. Niestety dla Speednetu, zagrywka również nie wychodziła im tego dnia najlepiej. W całym meczu zdobyli zaledwie jeden punkt zza linii ograniczającej koniec boiska. To właśnie nieudana zagrywka dała rywalom 21 punkt. W drugim secie, podobnie jak w pierwszym, królowała Craftvena. Mimo, że Speednetowi bardzo zależało to nie potrafili oprzeć się naporowi rywala. O tym, jak ofiarnie grali ‘Różowi’ niech poświadczy fakt, że w jednej sytuacji obroną… głową popisał się Piotr Grodzki. Niestety, było to za mało. ‘Czarni’, gdy poczuli krew, to już nie odpuścili. Bardzo dobrą partię rozgrywali Karol Wasil czy Marek Zaborowski. Ostatecznie set zakończył się wynikiem 21-12 dla ‘Rzemieślników’. Trzecia partia to kopiuj+wklej z poprzednich setów. Craftvena grała swoje i spokojnie dowiozła zwycięstwo do końca.

DCT Gdańsk – Port Gdańsk 0-3 (12-21; 17-21; 12-21)

W porównaniu do poprzedniego meczu, w którym DCT Gdańsk ograło Portowców 3-0, składy obu drużyn nie zmieniły się znacząco. W DCT zabrakło MVP pierwszego spotkania obu drużyn w tym sezonie – Adama Piotrowskiego. Z kolei do drużyny Portu dołączył Karol Polanowski. Jaki był tego efekt? Port zagrał zdecydowanie inną, lepszą siatkówkę niż niespełna miesiąc temu i wygrał spotkanie w stosunku 3-0. Najlepszym graczem meczu był wspomniany wcześniej Karol Polanowski, który zaczyna nam wyrastać na jedną z czołowych postaci w trzecioligowych rozgrywkach. W drużynie Portu pojawiła się osoba, która kończy ataki z dużą skutecznością, co sprawia, że ‘Granatowi’ mają zdecydowanie większe pole manewru. Gdy w drużynie nie było Karola to najczęściej odpowiedzialność za zdobywanie punktów brał na siebie Piotr Baj, przez co ich gra była bardzo przewidywalna, a rywale szybko nauczyli się, w którym kierunku będzie szło rozegranie. Sam mecz zaczął się bardzo dobrze dla Portowców, którzy szybko zbudowali sobie przewagę i można powiedzieć, że byli lepsi od pierwszej do ostatniej piłki w meczu. Po stronie DCT Gdańsk bardzo dobre spotkanie rozegrał Andrzej Tararuj, ale było to niestety zbyt mało na dobrze dysponowanych graczy Arkadiusza Sojko. W czwartkowy wieczór nieco gorszą dyspozycję zaprezentował lider drużyny DCT Gdańsk – Piotr Kochanowski, co dość wyraźnie wpłynęło na postawę całej drużyny. Ostatecznie Portowcy biorą udany rewanż za poprzednią porażkę i w dobrym stylu pokonują swojego derbowego rywala.

Speednet – Straż Pożarna Gdańsk 1-2 (21-16; 18-21; 6-21)

W zapowiedzi przedmeczowej nie chcieliśmy narzucać na drużynę Straży zbyt dużej presji. I bez tego gracze Mateusza Pytla wiedzieli, że aby złapać kontakt z zespołami, które są od nich wyżej w tabeli, muszą po prostu wygrać spotkanie ze Speednetem. Jak inaczej szukać szans na utrzymanie jeśli nie w meczu przeciwko przedostatniej drużynie w lidze? Pierwszy set do pewnego momentu był dość wyrównanym widowiskiem i złośliwi mogliby zażartować, że ta sytuacja uległa zmianie w momencie, kiedy do drużyny dołączył spóźniony środkowy – Mateusz Pytel. Pisząc jednak całkiem poważnie to w drugiej części seta gra ‘Programistów’ zaczęła się wreszcie kleić, w efekcie czego wygrali oni tę partię do 16. O ile przed pierwszym gwizdkiem sędziego sytuacja Strażaków była nieciekawa, to po pierwszym secie była niemal dramatyczna. To sprawiło, że ‘Mundurowi’ wyszli na drugiego seta z jeszcze większą wolą walki, co jak się później okazało, przyniosło pożądany skutek. Już od początku tej partii widać było, że będzie ona inna niż pierwsza. Strażacy zaczęli grać naprawdę dobrze i po bardzo emocjonującej końcówce zdołali ograć swoich rywali do 18, tym samym wyrównując stan rywalizacji. To, co wydarzyło się jednak w trzecim secie, z czasem będą próbowali wytłumaczyć agenci Fox Mulder i Dana Scully. W trzeciej odsłonie Speednet – N I E  I S T N I A Ł. Albo inaczej – istniał, ale sens tego istnienia przypominał raczej ten, który ma worek treningowy. I tak ‘Programiści’ zostali przez Strażaków potraktowani. Mimo wszystko, nie wynik był tu dla Speednetu najgorszy. Ujmiemy to najdelikatniej jak tylko potrafimy. W drużynach widywaliśmy już lepsze atmosfery niż ta, którą obserwowaliśmy w trakcie trzeciego seta ze Strażą. Z kolei Ci drudzy mogą wreszcie spędzić weekend w dobrych nastrojach. Czwartkowe spotkanie pokazało, że stać ich na utrzymanie i jesteśmy przekonani, że będą się o nie bić do ostatniej piłki.

DNV GL S*M*A*S*H – Team Spontan 0-3 (20-22; 12-21; 19-21)

Początek podsumowania zaczniemy nietypowo, tym razem będziemy chwalić. Jeśli nie jest to wystarczająco duże wydarzenie to zdradzimy, że będziemy chwalić oba zespoły. Mimo, że drużyna DNV GL S*M*A*S*H od pewnego czasu była pewna tego, że kolejne spotkania rozegra już w grupie spadkowej drugiej ligi to swoją czwartkową postawą pokazali, że wygrał sport. Wchodząc do sali treningowej ‘Pomarańczowi’ wiedzieli już, że drużyna SV INVICTA straciła jeden punkt, co oznaczało, że ich wygrana w stosunku 3-0 sprawi, że zrównają się z drużyną Sławomira Cichosza punktami. Po początkowej fazie meczu wydawało się, że Spontan będzie go kontrolować od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Szybko wypracowali sobie przewagę 5-1, która z czasem wzrosła do 15-9, a na końcu 18-12. Gdy wydawało się, że zakończenie seta jest tylko formalnością, to w grze ‘Spontanicznych’ coś się popsuło i DNV doprowadziło do wyrównania. Na szczęście dla nich skończyło się tylko na strachu i ‘Pomarańczowi’ mogli cieszyć się ze zdobytego punktu. Druga odsłona była najmniej emocjonująca. Spontan wykonał w nim robotę i pokonał rywala do 12. Na tak dobry wynik wpłynęło dobre przyjęcie i częste uruchamianie środka w postaci Piotrka Skierkowskiego czy Marka Blachowskiego. W trzecim secie obie drużyny miały spore problemy z przyjęciem zagrywki, czego skutkiem była spora liczba asów serwisowych i bloków. Lepiej spisywali się jednak ‘Spontaniczni’, którzy sprawili doskonały prezent urodzinowy swojemu kapitanowi i dzięki trzem oczkom wskoczyli na… drugie miejsce w ligowej tabeli. Co ciekawe, aż cztery drużyny mają po osiemnaście punktów i rywalizacja w grupie mistrzowskiej zapowiada się wręcz wybornie.

Craftvena – Port Gdańsk 2-1 (15-21; 21-19; 21-17)

Sprawdził się scenariusz, o którym pisaliśmy w przedmeczowych zapowiedziach. Zarówno Craftvena jak i Port Gdańsk przystępowali do bezpośredniego pojedynku po komplecie oczek, które zgarnęli w poprzedzających meczach. Stało się jasne, że spotkanie będzie niosło za sobą bardzo duży ciężar gatunkowy. Na boisku numer trzy miało bowiem dojść do meczu drużyn, które rywalizują o poszczególne miejsca w strefie medalowej. Niejako nie mogąc się doczekać samego spotkania, ekipy zaczęły mecz zdecydowanie wcześniej niż miało to miejsce na pozostałych dwóch boiskach. Gracze obu zespołów byli już rozgrzani więc pierwszy gwizdek sędziego wybrzmiał naprawdę szybko. W mecz lepiej weszli gracze Portu, którzy za punkt honoru wzięli sobie rewanż za porażkę z pierwszej rundy. ‘Rzemieślnicy’ nie byli w stanie przeciwstawić się dobrze zorganizowanej grze rywala i set zakończył się ich porażką do 15. Kolejna partia była bardzo wyrównana, a jej losy nie były znane do samego końca. W trakcie tego seta nie mogliśmy się wyzbyć deja vu. Bardzo podobnie wyglądało spotkanie z Chilli Amigos. Przy stanie 19-19 więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Bartka Zakrzewskiego i stało się jasne, że o tym która z drużyn wygra mecz, zadecyduje trzecia odsłona. W niej, już z większym spokojem niż miało to miejsce w drugim secie, wygrali ‘Czarni’. Wynik seta to 21-17, po którym w drużynie nastąpiła szalona radość. Uważamy, że jest co świętować, bowiem poza ograniem rywala w walce o podium, gracze Craftveny wygrali ósme z dziewięciu spotkań w lidze. Kto wie jak wyglądałaby ich sytuacja w tabeli gdyby aż sześć spotkań nie kończyło się podziałem punktów? Z kronikarskiego obowiązku warto odnotować, że w spotkaniu z Portem swój pierwszy tytuł MVP w lidze otrzymał Marek Zaborowski.

Zmieszani – AVOCADO friends 1-2 (17-21; 21-13; 15-21)

Zacznijmy od końca. Zmieszanym nie udało się awansować do grupy mistrzowskiej. To, co jeszcze do niedawna było scenariuszem palcem po wodzie pisanym, stało się faktem. Zmieszani przegrali z faworyzowaną drużyną AVOCADO friends i ostatecznie zajmują szóste miejsce w ligowej stawce. To, co nas urzekło to post na fb Zmieszanych: Podobnie jak w ubiegłym roku, w tym sezonie również rezygnujemy z prawa do gry w wyższej klasie rozgrywkowej ;). Oczywiście Zmieszani w dość charakterystyczny dla siebie sposób nawiązali do poprzedniego sezonu, w którym zajęli drugie miejsce, ale postanowili, że w sezonie Wiosna’20 zagrają na zapleczu elity. Wracając do meczu przeciwko AVOCADO, każdy wiedział, że wygrać spotkanie przeciwko ‘Weganom’ będzie zadaniem bardzo trudnym. Jak do tej pory sztuka ta nie udała się żadnej drużynie i pierwszy set zdawał się potwierdzać to, o czym piszemy. Drużyna Arkadiusza Kozłowskiego wygrała go do siedemnastu. Po raz kolejny świetną partię w tym sezonie rozgrywał atakujący AVOCADO – Marcin Makurat, który po tym meczu wysunął się na pierwsze miejsce najlepiej punktujących graczy ligi. Drugi set należał do zespołu Edyty Woźny. Był to dosłownie ostatni gwizdek na to, aby zrealizować swój przedsezonowy cel. W partii tej Zmieszani wygrali do trzynastu i do ostatniej odsłony przystępowali z wielkimi nadziejami. Trzeci set miał zadecydować o losie Zmieszanych. Tym razem, w przeciwieństwie do finałowego starcia z poprzedniego sezonu z Omidą, sztuka ta się nie udała. Drużyna Edyty nie ma co jednak narzekać. Ekipa Arkadiusza Kozłowskiego okazała się najzwyczajniej w świecie za mocna. Na chwilę obecną jest na pole-position i pewnym krokiem zmierza w kierunku pierwszej ligi.

Trójmiejska Strefa Szkód – Prototype Volleyball 3-0 (21-19; 21-11; 21-17)

Dla Trójmiejskiej Strefy Szkód spotkanie przeciwko Prototype Volleyball było w zasadzie ostatnim momentem, w którym można było doskoczyć do drużyn, które powalczą o podium. Gdyby spełnił się najczarniejszy scenariusz i drużyna przegrałaby z ‘Transformersami’ to mogłaby być myślami nie przy strefie medalowej, a strefie spadkowej. Odstawmy jednak te rozważania i przejdźmy do meczu. W nim ‘Trójmiejscy’ od początku czuli się naprawdę dobrze, a cały obraz przebiegu tego seta w pewien sposób zakłamuje wynik. 21-19 nakazuje sądzić, że doszło do bardzo wyrównanej partii, a tymczasem to podopieczni Patryka Pleszkuna mieli przez większość seta sporą przewagę, którą ‘Transformersi’ nadgonili w końcówce. Oglądając wszystko z boku, nie mieliśmy jednak poczucia, że wygrana tej odsłony jest dla ‘Błękitnych’ zagrożona. O ile w pierwszym secie Prototype zdołał powalczyć, tak w drugim stroną dominującą od początku do końca byli ‘Trójmiejscy’ Bardzo dobrze na rozegraniu prezentował się Maciej Wiśniewski, któremu koledzy po meczu powinni postawić piwo. Jego mądre rozdzielanie piłek sprawiło, że współpartnerzy mieli ułatwione zadanie. Bardzo skuteczni byli Patryk Pleszkun czy Wojtek Ingielewicz. Ten drugi, mimo że w spotkaniu zdobył czternaście punktów to nie był zbytnio zadowolony, szczególnie ze swoich ataków z drugiej linii. Jesteśmy jednak przekonani, że niejeden atakujący w lidze chciałby prezentować poziom Wojtka. Wracając do meczu, drugi set zakończył się wygraną TSSu 21-11. Ostatnia partia to ponowne wypracowanie przewagi, która pod koniec seta Prototype zaczął gonić. Mimo, że przez chwilę zrobiło się gorąco (19-17) to ostatecznie Trójmiejska wygrywa spotkanie 3-0 i notuje udany rewanż za ostatnią porażkę. A Prototype? Do niedawna wydawało się, że mogą spać spokojnie. Czwartkowe wyniki sprawiły, że znowu zaczęło się robić nieciekawie.

Volley Gdańsk – BES-BLUM Kraken Team 2-1 (21-14; 15-21; 21-13)

‘Żółto-czarni’ w czwartkowy wieczór stanęli przed ogromną szansą zrównania się punktami z liderem rozgrywek – Omida Team. Aby do tego doszło, drużyna musiała zdobyć komplet oczek w meczu przeciwko BES-BLUM Kraken Team. W zapowiedzi przedmeczowej przestrzegaliśmy graczy Przemysława Wawera, że nie będzie to tak łatwe zadanie jak mogłoby się wydawać. W porównaniu do poprzedniego meczu obu drużyn z 2 czerwca, zarówno w jednej jak i w drugiej ekipie doszło do pewnych zmian kadrowych. W przypadku Volley nie ma co się nad tematem rozwodzić, bo to akurat żadna nowość, że ekipa rotuje swoimi zasobami, ale Kraken to jednak zupełnie inna historia. W związku z absencją Bartka Piepera oraz Pawła Pallacha drużyna BES-BLUM skorzystała z przysługującej jej możliwości dopisania zawodników. W meczu przeciwko Volley zobaczyliśmy dwóch nowych graczy – rozgrywającego Rafała Grzenkowicza oraz przyjmującego Łukasza Grzyba. Mimo tych roszad, początek meczu należał do Volley Gdańsk, którzy zdawali się potwierdzać, że interesują ich tylko trzy punkty. Pierwszy set zakończył się wynikiem 21-14 i mówiąc szczerze, po tym co zobaczyliśmy w pierwszej odsłonie pomyśleliśmy, że kolejne będą jego kopią. Nic bardziej mylnego. Od początku drugiego seta BES-BLUM prezentował się znacznie lepiej. W secie tym doszło do bardzo budującego obrazka, w którym debiutujący w drużynie Łukasz Grzyb, który na co dzień również sędziuje mecze, przyznał się do tego, że piłka po ataku jednego z graczy Volley poszła po palcach i punkt należy się ich rywalom. Sytuacja ta nie sprawiła bynajmniej, że losy seta się odwróciły. Nadal to drużyna Ryszarda Nowaka wyglądała lepiej i usilne próby gonienia wyniku spełzły na niczym. Kraken wygrał seta do piętnastu, co jest tożsame z tym, że Volley dba o to, żeby liga była jeszcze ciekawsza. Trzeci set to bardzo dobra gra podrażnionych Mistrzów SL3, którzy nie dali szans przeciwnikom i wygrali seta do 13. Po zakończonych spotkaniach gracze Volley opuszczali szatnię jako ostatni. Dość długo omawiali to, co wydarzyło się w czwartkowy wieczór, jednak nie wyglądali na drużynę, która zwątpiła w końcowy sukces. Nadal wszystko jest w ich rękach.

Zapowiedź – MATCHDAY #17

Po siedemnastym dniu meczowym poznamy ostateczny kształt grup spadkowej i mistrzowskiej w drugiej lidze. Na chwilę obecną najbliższej od wypadnięcia za burtę są… Zmieszani, którzy muszą wygrać spotkanie z liderem rozgrywek – AVOCADO friends. W trzeciej lidze po dwa spotkania rozegrają drużyny, które mają aspiracje, aby znaleźć się co najmniej na miejscu barażowym. W pierwszej lidze kolejny krok w kierunku trzeciego mistrzostwa postara się zrobić Volley Gdańsk. Zapraszamy na zapowiedź czwartkowej serii gier!

Speednet 2 – Craftvena

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Początek czwartkowych zmagań upłynie pod znakiem trzecioligowych rywalizacji. Na dwóch z trzech boisk dojdzie do spotkań, w których drużyny postarają się o kolejne ligowe punkty. Na boisku numer 1 zmierzą się ekipy Speednetu 2 oraz Craftveny. Rewanżowe spotkanie odbędzie się niespełna trzy tygodnie po pierwszym meczu, w którym Craftvena wygrała w stosunku 3-0. Trzeba przyznać, że tamto spotkanie było dość wyrównane i Speednet w każdym z trzech setów zdołał ugrać po minimum piętnaście punktów, co było ich jedynym tego typu osiągnieciem w trakcie obecnego sezonu. Nawet w meczu z Wirtualną Polską, z którą ‘Programiści’ zdobyli jedno oczko, ta sztuka się nie udała, w trakcie trzeciego seta podopieczni Piotra Grodzkiego ulegli do 11. W najbliższym spotkaniu istnieje naprawdę duża szansa na powtórzenie tego wyniku w małych punktach, a kto wie, może i zdobycie kolejnego oczka? Już podczas ostatniego spotkania wzmocnieni gracze Speednetu sprawili sporo problemów drużynie Range Soft VT. Ponadto, gołym okiem widać, że drużyna wróciła już do regularnych treningów, a co za tym idzie, czas będzie działał tylko na ich korzyść. Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, z kim przyjdzie im rywalizować. Drużyna Craftveny zdaje się nie składać broni  w kontekście walki o podium. Ponadto są jedyną jak do tej pory drużyną, która znalazła sposób na ogranie lidera rozgrywek – Range Soft VT. I wreszcie na koniec – są drużyną, która zajmuje co prawda piąte miejsce w lidze, ale ze wszystkich ekip mają rozegraną najmniejszą liczbę spotkań. To zmieni się już po najbliższym dniu meczowym, bowiem po spotkaniu ze Speednetem ‘Rzemieślnicy’ stoczą walkę z Gdańskim Portem.

Typ Redakcji: Craftvena

Typ Eksperta (Maciej Kot): Craftvena

Mental Block – SV INVICTA

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Tego chyba nie da się zepsuć. Ciężko nam wyobrazić sobie scenariusz, w którym INVICTA w ostatnim meczu przed podziałem na grupy mogłaby zniweczyć wysiłek z całego sezonu. Uważamy, że gracze Sławomira Cichosza po prostu na ten awans swoją grą zasłużyli. Mimo wszystko, dopóki piłka w grze wszystko może się wydarzyć. Z drugiej strony nie ma się co oszukiwać. Po ostatnich spotkaniach prędzej niż w przegraną INVICTY uwierzylibyśmy w to, że Katowicki spodek zacznie za chwilę lewitować. To, co jest pewne to fakt, że niezależnie od wyniku czwartkowej rywalizacji, Mental Block znajdzie się w grupie spadkowej. Na chwilę obecną plasują się na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli, aczkolwiek po kolejnej porażce może się to zmienić. Zastanawiamy się czy ‘Mentaliści’ w tym sezonie jeszcze zaskoczą. W stosunku do poprzedniego, który drużyna zakończyła na wysokim – piątym miejscu, prezentują się słabiej. Nie mówimy tylko i wyłącznie o fakcie, że poziom ligi jest dużo wyższy niż poprzednio, bo to inna kwestia. Drugim, kluczowym czynnikiem wydaje się być brak kontuzjowanego Łukasza Hernika, którego absencja jest bardzo widoczna. Skalę problemu dość dobitnie pokazuje ich zestawienie z drużyną Thunder Team. Duża część zawodników Thundera, który wygrał wyrównane spotkanie z Mentalem 14 listopada 2019 r. gra obecnie w… pierwszej lidze i zajmują tam trzecie miejsce. Mental tymczasem nieuchronnie zmierza w kierunku trzeciej ligi i jeśli w grupie spadkowej się nic nie zmieni, to od września – prawdopodobnie będą rywalizować na niższym szczeblu rozgrywkowym. INVICTA z kolei, ma inne ambicje. Po głowie chodzi jej gra w pierwszej lidze i jeśli dojdzie do tego scenariusza to kolejne spotkanie Mentala z INVICTĄ obejrzymy pewnie za kilka lat.

Typ Redakcji: SV INVICTA

Typ Eksperta (Maciej Kot): SV INVICTA

DCT Gdańsk – Port Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr 3

Spotkanie, które odbyło się 1 czerwca 2020 r. pomiędzy drużynami nie jest najprzyjemniejszym wspomnieniem dla drużyny Arkadiusza Sojko. Kto wie, jak potoczyłby się dla nich sezon gdyby nie porażka przeciwko ‘Kontenerowcom’. Na chwilę obecną ‘Portowcy’ mają na koncie piętnaście oczek, jeden punkt straty do drugiego w tabeli Decathlonu. Pobawmy się trochę w gdybanie. Gdyby ‘Portowcy’ wygrali spotkanie przeciwko DCT, w którym byli dość wyraźnym faworytem w stosunku 3-0, a w czwartek powtórzyliby ten wynik to przy równej liczbie spotkań mieliby tylko dwa oczka straty do lidera i bezpośredni mecz w zanadrzu. Ok, wiemy że takie gdybanie pozbawione jest sensu, ale chcieliśmy pokazać jak dużym zawodem była porażka sprzed trzech tygodni. Lata temu Maryla Rodowicz śpiewała – to se ne vrati. Nie trzeba chyba specjalnie się nad tym rozpisywać, ale gracze Portu na pewno wierzą w to, że nic dwa razy się nie zdarza. Z drugiej strony, ‘Kontenerowcy’ doskonale wiedzą, że gdy uda im się powtórzyć wynik sprzed trzech tygodni to przy równej liczbie spotkań doskoczą do swojego rywala na… jeden punkt. Stamtąd z kolei bardzo blisko do podium, które w przypadku DCT Gdańsk byłoby naprawdę wielkim zaskoczeniem i wydarzeniem. Dobijając do brzegu. Z której strony byśmy nie spojrzeli, zapowiada nam się bardzo dobre widowisko!

Typ Redakcji: Port Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Port Gdańsk

Speednet – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Przyznamy się bez bicia. Nawet nie zauważyliśmy momentu, w którym Speednet spadł w otchłań pierwszoligowej tabeli. Na chwilę obecną podopieczni Mateusza Urbanowicza zajmują siódme miejsce i mecz przeciwko Straży Pożarnej wyrasta nam do rangi szalenie istotnego spotkania. Pomiędzy drużynami jest aż, a może zaledwie czteropunktowa różnica. Ostatnie spotkanie przeciwko Omidzie udowodniło, że w Straży Pożarnej wciąż tkwi ogromny potencjał i tylko od nich samych zależy czy będą w stanie w porę zareagować i zacząć punktować. Jak do tej pory ‘Mundurowi’ rozegrali o jedno spotkanie mniej niż ‘Programiści’ i jeśli wygrają mecz w stosunku 3-0 to obie drużyny będzie dzielił zaledwie jeden punkt, a na dodatek Straż Pożarna Gdańsk będzie miała jedno spotkanie do rozegrania więcej. Ewentualna przegrana sprawi z kolei, że ich i tak skomplikowana sytuacja zacznie być dramatyczna. Z kim wygrywać jeśli nie z bezpośrednim sąsiadem z tabeli? Jeśli chodzi o drużynę Speednetu to w obecnym sezonie mamy wobec nich mieszane uczucia. Zdarzały im się mecze, w których gra drużyny porywała, a ręce same składały się do oklasków. Tak było chociażby w przegranym meczu z Volley (1-2) czy wygraną z Epo-Project (3-0). Była również ta ciemna strona – mecze przeciwko TSS (0-3) czy na inaugurację, właśnie ze Strażą Pożarną (1-2). Która z ekip zdoła podreperować swoją nieciekawą sytuację i poprawi sobie humory przed weekendem?

Typ Redakcji: Speednet

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet

DNV GL S*M*A*S*H – Team Spontan

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Po ośmiu spotkaniach w lidze Team Spontan zajmuje obecnie szóste miejsce, albo jak kto woli, pierwsze przegrane. Tak, dla czołowych sześciu drużyn w lidze znalezienie się właśnie na tym feralnym szóstym miejscu będzie odebrane jako katastrofa. Grupa mistrzowska ma jednak tylko pięć miejsc i uważamy, że obojętnie której z ekip przyjdzie rywalizować w grupie spadkowej, będzie to odebrane jako zawalenie sezonu. Patrząc na całą sytuację z boku uważamy, że gdyby nie przespany początek sezonu w wykonaniu drużyny DNV GL S*M*A*S*H to mówilibyśmy o dwóch zawodach. To właśnie drużyna Stanisława Paszkowskiego w drugiej części sezonu potwierdziła, że stać ich na to, aby rywalizować o wyższe cele. Niestety, wybudzili się ze śpiączki w momencie kiedy cały świat poszedł do przodu i mimo usilnych prób dogonienia straconego czasu, sztuka ta się nie udaje. Bardzo dobra w ostatnim czasie forma DNV GL S*M*A*S*H cieszy oczywiście pozostałe drużyny, które nie zapewniły sobie jeszcze gry w grupie mistrzowskiej. Czy DNV będzie w stanie pokrzyżować plany ‘Spontanicznym’? Jesteśmy przekonani, że nie będzie o to łatwo. Drużyna Piotra Raczyńskiego wydaje się mocno ukierunkowana na to, aby uniknąć grania w grupie spadkowej. W ostatnim spotkaniu przeciwko ‘Studentom’ poza trzema oczkami wywalczyli sporo małych punktów. Te, przy równej liczbie punktów będą miały niebagatelne znaczenie, dlatego spodziewamy się koncentracji od pierwszej do ostatniej piłki. Uważamy, że na przestrzeni trzech sezonów w historii SL3 mecz przeciwko DNV będzie najważniejszym od momentu zawiązania się drużyny. Zobaczymy, jak w takiej sytuacji drużyna poradzi sobie z presją. Całej sytuacji nie pomaga na pewno fakt, że ‘Spontaniczni’ rozegrają swoje spotkanie przed Zmieszanymi, którzy o 21.00 w meczu o życie zmierzą się z AVOCADO friends. Niezależnie od tego, aby zrealizować swój cel muszą na początku wygrać 3-0, a dopiero później oglądać się napozostałe drużyny.

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Craftvena – Port Gdańsk

Godz. 20:00, boisko nr 3

Uważamy, że spotkanie pomiędzy Craftveną a Portem Gdańskim ma dosłownie wszystko, aby mówić o spotkaniu w kontekście meczu dnia. Aby zapewnić drużynom równe szanse zadecydowaliśmy, że bezpośrednie spotkanie będzie drugim, do którego przystąpią obie ekipy tego wieczora. Na początek Craftvena zmierzy się ze Speednetem 2, natomiast Port będzie rywalizował w derbach z DCT Gdańsk. Uważamy, że obie drużyny są faworytami starć, do których dojdzie o godzinie 19:00 i będzie to dla nich zaledwie preludium do wydarzenia, do którego dojdzie o godzinie 20:00. Szybki rzut okiem na tabelę, przewidzenie pewnej kolejności zdarzeń i można wysnuć wniosek, że spotkanie z dużą dozą prawdopodobieństwa może zadecydować o tym, która z drużyn znajdzie się na podium. W naszym odczuciu obie drużyny absolutnie stać na to, aby postarać się o zajęcie miejsca dającego prawo do gry w barażu o drugą ligę. Problemem jest natomiast to, że to miejsce jest zaledwie jedno. Trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym Range Soft nagle zacznie przegrywać seryjnie spotkania i ostatecznie wypadnie poza dwa pierwsze miejsca w tabeli. Oczywiście należy pamiętać jeszcze o innych drużynach, które mają chrapkę na dokładnie ten sam cel. W tej grupie przoduje oczywiście ekipa Allsix by Decathlon. Ponadto, mecz ma dodatkowy smaczek. Mecz rozegrany na inaugurację ligi – 20 maja był jednym z najbardziej wyrównanych spotkań w trzeciej lidze. Wygrała je drużyna Craftveny w stosunku 2-1. Tuż po nim, gracze Portu dopytywali na kiedy przewidziany jest rewanż, bowiem nie mogą się już go doczekać.

Typ Redakcji: Craftvena

Typ Eksperta (Maciej Kot): Port Gdańsk

Zmieszani – AVOCADO friends

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Najbardziej aktualne pytanie w kontekście Zmieszanych, które można ostatnio usłyszeć to: ‘kiedy to wszystko się tak spieprzyło? Gdy kilkanaście dni temu na facebooka wrzucaliśmy post z informacją z jakimi rywalami przyjdzie stoczyć mecz poszczególnym drużynom w top6 to chyba tylko szaleniec mógł przypuszczać, że to Zmieszani będą największym zagrożonym. Ekipa miała prawdopodobnie najtrudniejszy terminarz, ale do cholery. To przecież Zmieszani! Trudny terminarz to oczywiście jedno, ale fakt, że w tym czasie drużyna Edyty Woźny była na trzecim miejscu, miała jeden mecz rozegrany mniej oraz była najbardziej doświadczonym zespołem w stawce sprawiało, że wydawało się to nierealne. Od tego momentu drużyna wygrała z Letnim Gdańskiem 2-1, następnie pokonała Mental Block 3-0 by na koniec, we wtorek przegrać z Oliwą w stosunku 0-3. Mimo wszystko brzmi nienajgorzej prawda? Tak, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy nie weźmiemy pod uwagę innych wyników oraz faktu, że w czwartkowy wieczór zagrają z drużyną, która jak do tej pory ani razu nie przegrała – AVOCADO friends. Na nieszczęście dla ekipy Edyty ‘Weganie’ nie wyglądają wcale na drużynę, której znudziło się wygrywanie. Myśląc o awansie do pierwszej ligi w spotkaniu na pewno nie będzie mowy o żadnym odpuszczaniu, co sprawia, że szykuje nam się kawał meczu. Cała ta sytuacja sprawia, że nie możemy wyzbyć się ‘deja vu’. Dla niewtajemniczonych, krótka lekcja historii. W poprzednim sezonie Zmieszani do samego końca rywalizowali z Omidą oraz Thunder Team o podział miejsc na podium. Aby znaleźć się na miejscu nr 2, które dawało awans Zmieszanym musieli oni pokonać niepokonaną jak do tamtej pory Omidę. Sztuka ta po bardzo dobrym meczu im się udała i na boisku Zmieszani wywalczyli sobie awans, którego po pewnym czasie się zrzekli. Najważniejsze w tej historii jest jednak to, że wtedy też mało kto na nich stawiał. Grając jednak pod dużą presją potrafili ograć renomowanego rywala, a taka informacja powinna być ostrzeżeniem dla ‘Wegan’. Niezależnie od tego jak potoczy się spotkanie, będziemy mogli mówić o niespodziance czy nawet sensacji. Jeśli wygrają ‘Weganie’ to najprawdopodobniej Zmieszani zagrają w grupie spadkowej. Jeśli wygrają Zmieszani to będzie to niespodzianka bowiem, nikt jak do tej pory nie ograł ‘Czarnych’.

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Volley Gdańsk – BES-BLUM Kraken Team

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Po wtorkowej serii gier zastanawiamy się, jak do wyniku przeciwko Trójmiejskiej Strefy Szkód i sytuacji w tabeli podchodzi drużyna Volley Gdańsk. Z jednej strony Omida Team dwukrotnie straciła punkty, przez co ewentualna wygrana 3-0 przeciwko BES-BLUM Kraken Team sprawi, że Volley zrówna się z nimi, a z drugiej zaś sami stracili punkt przeciwko Trójmiejskiej Strefie Szkód. Gdyby nie to, wygrana z BES-BLUM sprawiłaby, że ‘Żółto-czarni’ wyszliby na prowadzenie. Wygrana przeciwko BES-BLUM to jednak tylko i wyłącznie gdybanie i akurat w pierwszej lidze zwycięstwa w stosunku 3-0 nie są sprawą tak oczywistą jak mogłoby się wydawać. Dla przykładu wspomnimy tu o spotkaniu pomiędzy czwartkowymi rywalami, do którego doszło 2 czerwca. Wtedy Volley wygrało spotkanie 2-1 i powtórzenie tego wyniku byłoby odebrane przez nich jako porażka. Cały czas trwa bowiem korespondencyjny pojedynek pomiędzy Volley a Omida Team. Każda strata punktów jest tu dosłownie na wagę złota. Zastanawiamy się, w jakim składzie wystąpi w meczu przeciwko Volley drużyna BES-BLUM. Po opublikowaniu terminarza okazało się, że termin czwartkowy nie jest zbyt fortunny dla graczy Ryszarda Nowaka. Czy tak osłabiona drużyna jest w stanie stawić czoła faworyzowanemu rywalowi? Wiele czynników sprawia, że będzie to zadanie o wiele trudniejsze niż te z 2 czerwca 2020 r.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Trójmiejska Strefa Szkód – Prototype Volleyball

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Spotkanie pomiędzy Trójmiejską Strefą Szkód a Prototype Volleyball odbędzie się dokładnie tydzień po pierwszym meczu obu drużyn. Tamto, które było rozgrywane, podobnie jak najbliższe, na boisku numer trzy, było wielkim szokiem dla TSS-u. To właśnie drużyna Patryka Pleszkuna była zdecydowanym faworytem rywalizacji. Być może właśnie to ich zgubiło? A może dość mały opór, który w poprzednim sezonie stawiała im drużyna Tomasza Nurzyńskiego? Na to pytanie oczywiście nie ma jednoznacznej odpowiedzi. To, co jest pewne to fakt, że drużyna ‘Transformersów’ zagrała bardzo dobre spotkanie, w efekcie czego odniosła zasłużoną wygraną w stosunku 2-1. Niezależnie od tego konkretnego meczu uważamy, że poza kilkoma wyjątkami obecnie Prototype ma swój najlepszy okres w historii ligi. W tym sezonie na osiem spotkań wygrali trzy, a w kilku meczach przeciwko potęgom jak Volley czy Omida Team prezentowali się jak równorzędny rywal. Szczególnie dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności, wypadli na tle Omidy, z którą przy odrobinie szczęścia mogli nawet wygrać. Oczywistą sprawą jest fakt, że w meczu przeciwko Trójmiejskiej Strefie Szkód nie stoją na straconej pozycji. Owszem, to nadal ich rywal jest faworytem spotkania, ale jednak nie na tyle dużym żeby ich wygraną traktować w kategorii pewniaka. Mimo to, przed TSSem ostatnia szansa na włączenie się do walki o podium.

Typ Redakcji: Trójmiejska Strefa Szkód

Typ Eksperta (Maciej Kot): Trójmiejska Strefa Szkód

Matchday #16

Wtorkowe spotkania nie rozczarowały chyba nawet najbardziej wybrednego i marudnego pasjonata kibica siatkówki w amatorskim wydaniu. Nie zabrakło emocji i zwrotów akcji. Punkty w pierwszej lidze pogubiły drużyny Omida Team (dwukrotnie) i Volley Gdańsk. W drugiej lidze awans do grupy mistrzowskiej zapewniły sobie AVOCADO friends oraz Letni Gdańsk. O tym, które z drużyn dołączą do wspomnianej dwójki zadecyduje czwartkowa seria gier!

Zmieszani – Oliwa Team 0-3 (18-21; 12-21; 10-21)

Nie wiemy czy trafimy w gusta muzyczne graczy Oliwa Team, ale przed laty Magik z Paktofoniki w piosence Znikam umieścił następujący fragment: ‘nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili, pokaż że się mylili.’ Nie wiemy również tego, jak zakończy się runda zasadnicza. Nie wiemy także czy znajdzie się tam miejsce dla graczy Zmieszanych oraz Oliwy. Wiemy natomiast jedno. Ci drudzy są bez wątpienia moralnymi zwycięzcami. W przeciągu dwóch dni zrobili wszystko, by znaleźć się w grupie mistrzowskiej. W poniedziałek ograli AXIS, by we wtorek zdemolować Zmieszanych. O tym, że drużyny może zabraknąć w grupie mistrzowskiej przy innych wynikach może zadecydować fakt, że po rozegraniu dziewięciu spotkań przy tej samej liczbie punktów mają… trzy małe oczka mniej. To pokazuje, jak szalenie ważna w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta jest walka o każdą piłkę. Wracając do meczu to jeszcze przed jego rozpoczęciem wiedzieliśmy, że drużyna Zmieszanych może mieć pewne problemy. Raz, że w ich szeregach zabrakło Kuby Wałdocha, Marka Bobkowskiego czy Michała Grzeni a dwa, że ich rywale byli nabuzowani jak rottweiler na listonosza. Mało brakowało, a Zmieszani musieliby rozpocząć mecz w zaledwie pięciu graczy. Ich trzech zawodników, w związku z wcześniejszą niż dotychczas godziną rozgrywania meczu, wpadła na salę tuż przed rozpoczęciem spotkania. Pierwsza partia była tą, która była najbardziej wyrównana. Wreszcie również tą, która być może sprawiła, że Oliwa jest w tabeli za Letnim Gdańskiem. To właśnie w pierwszej odsłonie Oliwiacy pozwolili Zmieszanym na zdobycie największej liczby punktów. Set zakończył się wynikiem 21-18 dla Oliwy. Jeśli w pierwszym secie zaprezentowali dobrą siatkówkę to brak nam słów aby opisać to, co wydarzyło się w kolejnych setach. W nich ‘Czarni’ wygrali odpowiednio do dwunastu oraz dziesięciu, a cały mecz w setach 3-0. Uważamy, że był to najlepszy mecz Oliwiaków w obecnym sezonie, którzy teraz do rąk zamiast piłki muszą brać kalkulatory. Do później godziny w czwartkowy wieczór gracze nie będą wiedzieli, w której grupie przyjdzie im rywalizować. Podobnie zresztą jak drużyna Zmieszanych, których sytuacja wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana. Aby utrzymać się w TOP5 gracze Edyty Woźny muszą wygrać w czwartek z… drużyną, która jeszcze nie przegrała – AVOCADO friends i liczyć na korzystne dla nich rezultaty w innych meczach.

BES-BLUM Kraken Team – Epo-Project 1-2 (15-21; 21-16; 17-21)

Tuż przed spotkaniem, korzystając z okazji, że jest to ostatni możliwy moment na dopisanie graczy, kapitan drużyny – Ryszard Nowak uzupełnił skład czterema zawodnikami. Wśród nich znalazło się miejsce dla trójki graczy, którzy są znani na parkietach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Mowa tu o takich zawodnikach jak: Rafał Grzenkowicz, Karol Richert, Dawid Czoska oraz jeden gracz, który nie miał do tej pory okazji wystąpić w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Przy okazji nawiązania do uzupełnienia składu, nie da się nie zauważyć, że BES-BLUM często borykał się z problemami kadrowymi i nagminnie zdarzało im się, że na mecze przychodziło zaledwie sześciu graczy, co znacznie zawężało pole manewru kapitanowi drużyny. Mimo dopisania wspomnianych zawodników, we wtorkowy wieczór ponownie wystąpili w ‘szóstkę’, lecz mimo to zaprezentowali się naprawdę dobrze. To nie był łatwy mecz dla Epo-Project. Aby wygrać, drużyna musiała się naprawdę napocić i zostawić na parkiecie trochę zdrowia. Mio wygranej gracze Przemysława Walczaka mogą czuć niedosyt, bowiem bez wątpienia chcieli pokusić się o komplet punktów. Pierwszy set wskazywał na to, że mecz przebiegnie pod ich dyktando od początku do końca. Owszem, Kraken stawiał pewien opór, ale był on dosyć dyskretny i gracze z Żukowa wygrali tę partię do 15. W pierwszym secie widoczny był brak dwóch etatowych zawodników BES-BLUM. Nie wiemy, co wydarzyło się przed drugim setem, ale obstawiamy klasykę – brak koncentracji. W secie tym Epo-Project zaprezentowało się dużo gorzej, co przy dobrej grze BES-BLUM nie mogło ujść im płazem. Ostatecznie set zakończył się wynikiem, który był niemal lustrzanym odbiciem pierwszego seta. 21-16 dla Kraken i obie drużyny mogły skupić się już na trzeciej odsłonie. W niej byliśmy świadkami wyrównanego starcia. Pod koniec seta na tablicy wyników widniało 16-16, ale ostatecznie to gracze z Żukowa zdołali wygrać tę odsłonę i całe spotkanie. Graczem meczu wybrany został Mateusz Truszczyński (Epo-Project), dla którego był to bodajże najlepszy mecz w obecnym sezonie i z zatrzymaniem którego BES-BLUM miał ogromne problemy.

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk 2-1 (18-21; 21-18; 21-9)

Zacznijmy od końca, bowiem z czasem moglibyśmy zapomnieć o tej jakże błyskotliwej refleksji. Po wtorkowych spotkaniach przeciwko Straży Pożarnej i Prototype Volleyball drużyna Omidy może się czuć rozczarowana równie mocno jak mężczyzna po wejściu do domu publicznego w Tajlandii. Nie wiemy jaki był konkretny powód tego, że ‘Logistycy’ stracili we wtorkowy wieczór dwa punkty, ale możemy się jedynie domyślać, że była to składowa kilku czynników. Pierwszym z nich była absencja dwóch kluczowych graczy – atakującego Mateusza Szturmowskiego oraz przyjmującego Dimy Moroziuka. Druga sprawa to chyba presja, która ciążyła na graczach z Omidy. Od pewnego czasu, czy to w zapowiedzi czy to w podsumowaniu, pisaliśmy o nich w kontekście tytułu mistrzowskiego, a jak wiadomo nie od dziś – sukces lubi ciszę. Po trzecie, ‘Logistycy’ zaprezentowali się po prostu poniżej oczekiwań i własnych możliwości. Po pierwszym secie ze Strażą Pożarną mieli miny takie, że poważnie rozważaliśmy, żeby Redakcja zaprzestała robienia zdjęć na boisku numer trzy, bowiem nie chcieliśmy oberwać rykoszetem. Tak to już niestety jest, że gdy spada się z wysokiego konia to upadek jest tym bardziej bolesny. To właśnie w pierwszej odsłonie Strażacy zaprezentowali bardzo dobrą formę. W drużynie zobaczyliśmy rzadko obecnych w ostatnim czasie Mateusza Pytela czy Karola Masiula, co dość wyraźnie odbiło się na formie ‘Mundurowych.’ Jesteśmy przekonani, że gdyby grali podobnie w pozostałych meczach to nie okupowaliby ostatniego miejsca w ligowej tabeli. Drugi set, podobnie jak pierwszy, był wyrównany. Tym razem górą byli jednak ‘Logistycy’, którzy choć w pewnym stopniu poprawili sobie humory. Trzecia partia to wreszcie forma, do której Omida przyzwyczaiła. Wygrana do dziewięciu sprawiła, że można się było spodziewać, że z Prototype nie przydarzy im się podobna wpadka. Nic bardziej mylnego. Wracając do Straży to uważamy, że jeden punkt powinien być rozpatrywany w kategorii małego sukcesu. Przed spotkaniem byli bowiem przez wszystkich skazywani na pożarcie.

Trójmiejska Strefa Szkód – Volley Gdańsk 1-2 (11-21; 17-21; 23-21)

Wchodząc do hali Ergo Arena, gracze Volley Gdańsk wiedzieli już, co wydarzyło się kilkadziesiąt minut wcześniej. Mówimy tu oczywiście o porażce w pierwszym secie, której zaznała drużyna Omida Team przeciwko Straży Pożarnej Gdańsk. To z kolei oznaczało, że pojawiła się przed nimi szansa na zrównanie się punktami z obecnym liderem. Owszem, trzeba jeszcze było pokonać po drodze innego rywala, bowiem Volley ma zaległy mecz, ale nie zmieniało to postaci rzeczy – „Żółto-czarni” byli zdeterminowani jak nigdy. Na potwierdzenie tych słów zaczęli pierwszego seta tak, jakby był to najważniejszy mecz w sezonie. TSS mógł się tylko biernie przyglądać, bowiem nie był w stanie przeciwstawić się tej dobrze naoliwionej maszynie. Początek meczu to wynik 6-2 dla Volley, następnie 16-8 i wreszcie  21-11. Wiedzieliśmy, że drugi set nie może wyglądać tak samo. Różnice pomiędzy drużynami nie są aż tak duże i czuliśmy, że TSS w kolejnej odsłonie zgarnie więcej punktów. Tak też się stało. Lepiej zaczęli co prawda gracze Volley Gdańsk, ale z biegiem czasu ‘Trójmiejscy’ zaczęli dochodzić do głosu i odrobili stratę, doprowadzając do wyrównania 16-16. Po serii bez punktów Volley zdecydował się na wzięcie czasu, po którym na parkiet wyszła zupełnie inna drużyna, która po chwili cieszyła się z wygranej 21-17. Ostatni set był najbardziej wyrównany. Mimo, że Volley prowadziło to pod koniec seta roztrwonili przewagę i na tablicy wyników pojawiło się 20-20. W końcówce próbę nerwów lepiej znieśli podopieczni Patryka Pleszkuna, którzy wygrali 23-21, czym sprawili Volley wielki zawód, który jak się po chwili okazało był na wyrost.

Letni Gdańsk – AVOCADO friends 1-2 (13-21; 22-20; 9-21)

Oba spotkania drugoligowe, do których doszło we wtorkowy wieczór, elektryzowały nie tylko zawodników, ale również osoby, które interesują się naszymi rozgrywkami. Wchodzących na salę graczy Letniego zajmowała tylko jedna rzecz – jakim wynikiem zakończył się mecz Oliwa Team ze Zmieszanymi. Gdyby tego było mało, w trakcie kilkudziesięciu minut na skrzynkę odbiorczą Redakcji otrzymaliśmy tyle wiadomości z zapytaniem o wynik drugoligowego spotkania, że nie byliśmy w stanie na wszystkie odpowiedzieć. W każdym razie, nasza odpowiedź nie usatysfakcjonowała graczy Letniego, którzy aby przeskoczyć Oliwę musieli ugrać minimum jednego seta z AVOCADO i do tego liczyć małe punkty. Cóż, początek meczu wskazywał na to, że gracze Letniego mogą mieć spory problem ze zrealizowaniem swojego planu. Nie dość, że kontuzja Łukasza Dudo okazała się poważniejsza niż sam zainteresowany początkowo myślał, przez co zabrakło go w składzie to na dodatek ‘Letnicy’ zaczęli kiepsko mecz. AVOCADO szybko wyszło na prowadzenie 10-3 a następnie kontynuowali bardzo dobrą grę, by ostatecznie wygrać tę partię do 13. Po pierwszym – nieudanym secie dla Letników stało się jasne, że pociąg do stacji GRUPA MISTRZOWSKA właśnie odjeżdża. Taka sytuacja wykrzesała w Letnim dodatkowe pokłady energii, która wydawała się być skumulowana właśnie na środkową partię. Po emocjonującym secie Letnikom udało się wygrać seta 22-20 i jak się później okazało, również miejsce w grupie mistrzowskiej. Żałujcie, że nie widzieliście tego wybuchu radości. Oczywiście, pomimo wygranej seta, nie była przesądzona jeszcze kwestia podziału na grupy. W trzeciej partii na parkiecie dzielili i rządzili tylko i wyłącznie ‘Czarni’, którzy wygrali ją do 9 i postawili kolejny krok w kierunku mistrzostwa ligi. Na chwilę obecną wyglądają na drużynę, która ma wszelkie atuty w swoich rękach, by cel ten zrealizować. Wróćmy do Letników i porozmawiajmy trochę o kinematografii. Parafrazując tytuły trylogii Władca Pierścieni, w obecnym sezonie kilka razy dały o sobie znać Dwie Wieże w postaci Jacka Kalwasa oraz Maćka Jakubowskiego. Tym razem mecz skojarzył nam się bardziej z Powrotem Króla. Po zakończonym meczu w tabeli na stronie widniała bowiem informacja, że Letnicy są w tabeli niżej niż Oliwa Team. Po krótkim czasie okazało się jednak, że w wynik meczu z AVOCADO wkradł się błąd i Letnicy ostatecznie zamienili się miejscami z Oliwą, tym samym zapewniając sobie grę w grupie mistrzowskiej. Przewaga nad Oliwą Team wyniosła… dwa małe punkty. Za Letnikami prawdziwa podróż z piekła do nieba. Czy gracze Michała Mysłka rozgoszczą się tam na dobre?

Omida Team – Prototype Volleyball 2-1 (21-17; 21-18; 15-21)

Drużyna Prototype Volleyball przystępowała do spotkania z Omida Team z wiedzą, że ich rywale są we wtorkowy wieczór bez wątpienia – do ugryzienia. Omida Team straciła punkt w meczu ze Strażą Pożarną więc gracze Prototype uznali, że skoro oni mogli to czemu my nie? Nie ukrywamy, że bardzo szanujemy takie podejście. Byliśmy dalecy od tego, aby włożyć sobie mikser prosto w źrenice, ale mówiąc eufemistycznie – pierwsza partia nie była spektaklem i jeśli mielibyśmy wybrać najlepszego gracza w tej partii to byłby to Pan Przypadek. Nie mówimy tu o samym wyniku, bo w nim lepiej zaprezentowali się gracze Omidy. Prototype w pierwszej odsłonie brakowało skuteczności i o ich przegranej w secie zadecydowało to, że ‘Logistycy’ mieli ją delikatnie lepszą.  Jesteśmy jednak przekonani, że Omida dałaby się pokroić za wygraną w każdym secie, nawet jeśli styl nie byłby porażający. W drugiej odsłonie liczba błędów w ataku kłuła w oczy. O tym, że to Omida wygrała tę partię, zadecydowała ich bardzo dobra tego wieczoru zagrywka, z którą ‘Transformersi’ mieli spore problemy. Ostatnia odsłona, biorąc pod uwagę emocje, była najciekawsza. W tej odsłonie Prototype zaczął grać dużo lepiej, co wystarczyło na ich gorzej dysponowanych rywali. W połowie seta, na równoległym boisku zakończył się mecz Volley Gdańsk z Trójmiejską Strefą Szkód, w którym Ci pierwsi zgubili jeden punkt. Biorąc pod uwagę stratę ‘Logistyków’ w meczu ze Strażą pojawiła się zatem szansa na zachowanie statusu quo czyli jednopunktowej przewagi nad Volleyem. Wystarczyło postawić tylko kropkę nad ‘i’ i wygrać ostatnią partię. Niestety dla ‘Logistyków’, Prototype wypracował sobie na początku seta przewagę, której ‘Logistycy’ nie zdołali już odrobić. Inna kwestia jest taka, że Prototype prezentował się w taki sposób, iż odrobienie straty było zadaniem niewykonalnym.

Matchday #15

Poniedziałkowe mecze były raczej zero-jedynkowe. Na dziewięć rozegranych spotkań, aż osiem kończyło się wynikiem 3-0. Z tej grupy postanowiły wyłamać się jedynie drużyny Wirtualnej Polski oraz DCT Gdańsk, które rozegrały bardzo dobre i wyrównane spotkanie.

Mental Block – AVOCADO friends 0-3 (15-21; 7-21; 10-21)

W przedmeczowym wywiadzie kapitan drużyny AVOCADO friends zadeklarował, że w spotkaniu przeciwko ‘Mentalistom’ interesują ich tylko trzy punkty. Cóż, nie było to żadne odkrycie. Przed meczem z Mentalem gracze Arkadiusza Kozłowskiego stracili jedno oczko aż w czterech spotkaniach. Właśnie podziałem punktów kończyły się ich trzy ostatnie mecze przeciwko: INVICTA, DNV GL S*M*A*S*H czy Oliwa Team. To wszystko sprawiło, że pomimo faktu, że drużyna jest jedyną niepokonaną drugoligową drużyną to nie zdołali sobie wypracować zbyt dużej przewagi nad pozostałymi ekipami w stawce. Dodatkowo, w wywiadzie kapitan drużyny przyznał, że gdzieś na horyzoncie pojawiają się już myśli o pierwszej lidze. Aby postawić pierwszy kroczek w tym kierunku, spotkanie przeciwko ostatniej drużynie w tabeli należało po prostu wygrać 3-0. W pierwszym secie wydawało się, że nie będzie to spacerek dla ‘Wegan’. To właśnie w nim ‘Mentaliści’ pokazali się z bardzo dobrej strony i przez długie fragmenty był to naprawdę wyrównany set. ‘Weganie’ zdołali odjechać dopiero w drugiej części tej partii. Kto wie jak potoczyłby się drugi set gdyby nie zagrywka Marcina Makurata, który… wygrał w pojedynkę całą partię. Z jego fantastyczną zagrywką ‘niebiescy’ mieli potężne problemy i z wyniku 10-5 po chwili zrobiło się 19-5. Ostatecznie, obie drużyny dołożyły po dwa oczka i set zakończył się wygraną ‘Czarnych’ 21-7. Ostatnia odsłona również należała do graczy Arkadiusza Kozłowskiego, którzy jak widać zdają się potwierdzać coraz częstsze opinie o tym, że dieta wegańska potrafi zdziałać cuda. Ich rywale – Mental Block tylko w początkowej fazie seta potrafili nawiązać z rywalem kontakt. Z czasem wszystko wróciło jednak do normy i ‘Weganie’ ograli rywala do 10, a cały mecz 3-0. Plan na poniedziałek został wykonany w 100%. Kolejne zadanie będzie trudniejsze. Grają bowiem z wiceliderem rozgrywek – drużyną Letni Gdańsk.

Oliwa Team – AXIS 3-0 (21-16; 21-9; 21-16)

Po spotkaniach, do których doszło w pierwszej części obecnego sezonu, sytuacja Oliwy się mocno skomplikowała. Drużyna po trzech porażkach i dwóch wygranych w stosunku 2-1 wypadła poza grupę mistrzowską. Jakby tego było mało, gracze musieli liczyć na to, że ‘Spontaniczni’ potkną się w spotkaniu z 3city4students. Dodatkowo, poza swoją wygraną 3-0 liczyli na to, że ich rywale nie zdołają ugrać zbyt wielu małych punktów. Przed spotkaniem z protokołu meczowego wypadło dwóch etatowych graczy Oliwa Team – Rafał Artymiuk oraz Krystian Mielniczek. Z drugiej strony, mecz przeciwko AXIS był okazją do debiutu dla Filipa Pastuszaka. Mecz rozpoczął się w miarę spokojnie, by po chwili Oliwa doprowadziła do kilkupunktowego prowadzenia, którego ‘Czarni’ nie wypuścili już z rąk. Set zakończył się wynikiem 21-16 i Oliwiacy mogli cieszyć się z pierwszego punktu. Przed drugą odsłoną Oliwiacy najwidoczniej porozmawiali sobie na temat tego, że w ostatecznym rozrachunku małe punkty będą miały znaczenie. Tak zmotywowana drużyna zdominowała swojego rywala i wygrała seta do dziewięciu. Kropką nad ‘i’ były dwa asy serwisowe, które zakończyły tego seta. Przed trzecią odsłoną wiadome było to, że powtórzenie wyniku z drugiej partii będzie sporym wyzwaniem. Jakby nie patrzeć, AXIS to nie jest ‘chłopiec do bicia’, co udowodnili od początku tej partii. W zasadzie do końcówki seta trwała wyrównana walka o każdą piłkę i jesteśmy przekonani, że gdyby ‘Czerwoni’ zaprezentowali taką formę od początku sezonu, na swoich kontach mieliby kilka oczek więcej. Finalnie Oliwa zdołała w końcówce odjechać i wygrać do 16, a cały mecz 3-0, po czym z niecierpliwością wypatrywali wyniku meczu swoich rywali – Team Spontan.

Wirtualna Polska – DCT Gdańsk 2-1 (22-24; 22-20; 21-18)

Spotkanie pomiędzy Wirtualną Polską a DCT Gdańsk było przez nas anonsowane jako pojedynek bardzo wyrównanych drużyn. Nie chcemy w tym miejscu po raz kolejny wracać do spotkań historycznych, ale pisząc w skrócie – rywalizacja pomiędzy obiema drużynami przypomina tę, którą kilkanaście lat temu stoczył nasz skoczek – Adam Małysz z Martinem Schmittem czy później Svenem Hannawaldem. Każdy z nich miał swoje argumenty i najwięcej zależało od formy, w której aktualnie się znajdowali. Mimo, że to ‘Kontenerowcy’ byli górą niespełna miesiąc temu to tym razem ‘Wirtualni’ potrafili przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. O tym, jak bardzo interesujący był to mecz niech świadczy fakt, że było to najbardziej wyrównane spotkanie ze wszystkich dziewięciu, które zostało rozegrane w poniedziałkowy wieczór. Pod koniec pierwszego seta wydawało się, że to ‘Biało-czerwoni’ będą za chwilę cieszyli się ze zdobycia pierwszego punktu. Przy dobrej zagrywce Klaudii Kuźniewskiej zrobiło się 18-15 dla WP, by po chwili przewaga ta powiększyła się do 20-16. Gdy po zdobyciu punktu przez ‘Kontenerowców’ w polu zagrywki stanął lider drużyny – Piotr Kochanowski było jasne, że przy tym stanie musi zaryzykować. Jak to w życiu, ryzyko się nieraz opłaca i tak było tym razem. DCT przestało uderzać w siatkę i zdołało wygrać seta 24-22. Drugi set był, a jakże – również grany na przewagi. Tym razem w końcówce bardzo pomogły dwa asy serwisowe Łukasza Rosy i partia zakończyła się wynikiem 22-20 dla WP. O wygranej w spotkaniu decydować musiał trzeci set. W nim bardzo dobrą partię rozgrywał jeden z zawodników, którzy w ostatnim czasie dołączyli do WP – Michał Doroz. Ostatecznie set zakończył się 21-18 dla ‘Wirtualnych’, którzy wygrali te spotkanie 2-1 i zniwelowali stratę w tabeli do DCT Gdańsk do dwóch oczek.

Team Spontan – 3city4students 3-0 (21-7; 21-14; 21-13)

Kto przed sezonem mógł spodziewać się, że to właśnie gracze 3city4students będą rozdawać w lidze karty? Że będą decydować o tym, która z drużyn zagra w grupie mistrzowskiej, a która w grupie spadkowej? Że będą panem życia i śmierci dla poszczególnych ekip? O tym mogły przekonać się obie drużyny, które rywalizowały ze ‘Studentami’ w poniedziałkowy wieczór. Ostatecznie, w kontekście zarówno Spontana jak i INVICTY  Studenci wybrali życie, ale nie oznacza to, że nie zdołali postraszyć jednego z rywali. W meczu ze Spontanem strachu jednak nie było. Mało tego, to właśnie ‘Studenci’ zostali przez swoich rywali postraszeni. Gdy na początku meczu na tablicy wyników widniało 10-2 to dość realny wydawał się scenariusz najwyższego zwycięstwa w obecnym sezonie w drugiej lidze (21-4). Ostatecznie, po tym jak zawodnicy Dawida Piankowskiego wzięli czas to w dalszej części seta zdołali zdobyć kilka oczek i różnica nie była już tak ogromna. Najlepiej w pierwszej partii czuł się rozgrywający drużyny Team Spontan – Sławomir Kudyba, który aż trzykrotnie skutecznie kiwał swoich rywali, a ponadto bardzo dobrze rozdzielał piłki. Na początku drugiego seta wydawało się, że będzie to bardzo wyrównana odsłona. Gdy po dobrej zagrywce Magdaleny Czapiewskiej zrobiło się 9-7 dla Studentów, Team Spontan zdecydował się na wzięcie czasu. To przyniosło pożądany efekt, bowiem drużyna zaprezentowała od tego momentu inną siatkówkę. Bardzo ważnym momentem seta była postawa fair play Andrzeja Pikora, który przyznał się do bloku po ataku Piotra Raczyńskiego i na tablicy zamiast 10-7 dla Studentów zrobiło się 9-8. W dalszej części seta ‘Spontaniczni’ zdołali odjechać dzięki dobrej zagrywce i wygrać seta do 14. W przerwie pomiędzy drugim a trzecim setem doszło do mobilizacji ze strony ‘Pomarańczowych’, którzy bardzo często lubią dzielić się punktami ze swoimi rywalami. Tym razem tak nie było. Drużyna Piotra Raczyńskiego zdołała wygrać trzeciego seta, a dodatkowo potestować w jego trakcie pewne rozwiązania, którymi z czasem będą mogli zaskakiwać rywali.

SV INVICTA – 3city4students 3-0 (21-12; 21-16; 21-19)

Po porażce, którą Studenci odnieśli w meczu przeciwko Team Spontan czekał na nich kolejny rywal z górnej półki – drużyna SV INVICTA. Studenci dla obu wspomnianych drużyn byli tego dnia łakomym kąskiem. Oczywiste było to, że INVICTA musi wygrać spotkanie w stosunku 3-0. Pierwszy set zaczął się lepiej dla faworyzowanej ekipy, która zdołała szybko wypracować sobie kilkupunktową przewagę, powiększaną przez cały set, by ostatecznie partia ta zakończyła się wygraną 21-12. W tym miejscu chcielibyśmy na chwilę postawić kropkę. Jeśli ktoś spodziewał się jakichś wodotrysków to musiał czuć rozczarowanie. Jesteśmy dalecy od tego, aby napisać, że pierwszy set był nudny. Bardziej precyzyjnym określeniem byłoby raczej, że przebiegał dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Różnica pomiędzy drużynami była aż nadto widoczna. Dla przykładu, najlepszy gracz tego meczu – Radosław Konieczny nie miał żadnego problemu by skutecznie atakować nad przeciwnikami robiąc to nawet z drugiej linii. Kolejne odsłony były już tymi, w których ‘Studenci’ pokazali pazur. O ile w drugiej części drugiego seta INVICTA zdołała odjechać rywalom to w trzecim przeżyli przez chwilę moment grozy. W zasadzie od drugiego seta gołym okiem widać było, że padła organizacja gry drużyny Sławomira Cichosza. Nie wiemy czy wynika to z dość łatwej wygranej w pierwszej partii czy może innych czynników, ale ich gra wyglądała już inaczej. Kulminacją pewnych problemów w poniedziałkowy wieczór był trzeci set, w którym po sygnale, jaki dał na zagrywce Sebastian Hoppa (3city4students),zrobiło się 18-18 i było pewne, że aby wygrać ze ‘Studentami’ 3-0 trzeba zachować maksymalną koncentrację. Ostatecznie, sztuka ta się udała, INVICTA wygrała spotkanie 3-0 i niemal na pewno zagra w grupie mistrzowskiej.

Letni Gdańsk – AXIS 3-0 (21-7; 21-15; 21-18)

Uważamy, że tacy rywale jak AXIS są dla faworyzowanych drużyn najgorsze do ogrania. Tabela i chłodna kalkulacja wskazywałyby na to, że dojdzie do łatwej wygranej. To z kolei sprawia, że w szeregi drużyny często wkrada się rozprężenie i efekt jest często taki, że faworyci gubią punkty. W tym momencie dochodzimy do części, w której musimy pochwalić kapitana drużyny Letni Gdańsk – Michała Mysłka, który przeczuwając wyżej wymienione zagrożenie potrafił zmobilizować swoich graczy do tego, aby w trakcie meczu byli maksymalnie skoncentrowani. O tym, jak poważnie ‘Letnicy’ potraktowali rywala niech poświadczy fakt, że po raz pierwszy w obecnym sezonie w ich szeregach zobaczyliśmy dziewięciu graczy. Wśród nich był między innymi debiutujący w lidze gracz – Rafał Redzimski, który pomimo, że rozegrał dwa sety zdobył najwięcej punktów dla swojej drużyny i zgarnął tytuł MVP. To, co ważniejsze dla niego i całej drużyny to fakt, że w pierwszym secie znów zademonstrowali nam to, co w ‘Letnim’ najlepsze. W trakcie seta byli drużyną zdecydowanie lepszą i gracze AXIS mieli potężne problemy ze sforsowaniem zasieków rywala w postaci bardzo dobrego bloku. W efekcie set zakończył się wynikiem 21-7. AXIS rósł jednak z minuty na minutę. W drugiej partii zaprezentowali się już o niebo lepiej, czego efektem było zdobycie dwukrotnie większej liczby punktów. Było to jednak zbyt mało by ugrać drugiego seta z ‘Letnikami’, ale wystarczająco dużo do tego, aby uwierzyć, że trzeci set może paść ich łupem. Od początku tej partii to właśnie AXIS zdołało wypracować sobie przewagę, którą utrzymywali do stanu 13-10. Po kilku akcjach ‘Letnicy’ wrócili jednak na swoje tory i mimo, że najedli się trochę strachu to ostatecznie zgarnęli komplet oczek, po którym plasują się na drugim miejscu w ligowej tabeli.

Range Soft VT – Speednet 2 3-0 (21-8; 21-17; 21-15)

Speednet 2 chyba bardzo wnikliwie oglądał nasz ostatni magazyn, w którym narzekaliśmy na brak radości w drużynie w ostatnim spotkaniu, ponieważ to, co zaprezentowali nam we wtorkowy wieczór pod koniec meczu, zaczęło wyglądać jak regularna impreza. Były śpiewy, żarty, krzyki oraz wyśmienite humory. Ekipa Range Soft oczywiście, jak na faworyta przystało grała swoje, ale to nie przeszkadzało w żaden sposób ławce ‘Różowych’ w zabawie. Po usłyszeniu przyśpiewki „kto nie skacze ten z policji” zaczęliśmy się już poważnie zastanawiać, czy na pewno przed meczem gracze spożywali wyłącznie wodę mineralną. W drużynie Speednetu dobrze zaprezentowali się debiutujący w obecnym sezonie Kamil Szuba oraz Jakub Ciupiński. Odnośnie samego spotkania, w pierwszym secie ‘Programiści’ zaczęli od prowadzenia i wydawało się, że może uda im się nawiązać równą walkę. Niestety, szybko wypuścili prowadzenie i Range Soft przez cała partię budowało przewagę nad rywalem, by w końcu zwyciężyć 21-8. Widoczna w obu drużynach była świetna dyspozycja na zagrywce, szczególnie dobrze sprawowali się w tym elemencie Łukasz Porydzaj (Range Soft) oraz Paweł Cieszyński (Speednet 2). Drugi set zaczął się, podobnie jak pierwszy, od wypracowania przewagi przez ‘Programistów’. Zastanawialiśmy się nawet czy nie zanosi się w tej odsłonie na sensację, tak skupieni i konsekwentni wydawali się ‘Różowi’ w tej partii. Niestety dla nich, po raz kolejny doszło w pewnym momencie do serii błędów własnych i Range Soft ponownie udało się odskoczyć, chociaż ‘Programiści’ walczyli do końca i dzielnie gonili rywala, dzięki czemu zmniejszyli przewagę do 3 punktów przy wyniku 19-16. Nie okazało się to jednak wystarczające, bowiem Range Soft wrzuciło kolejny bieg i wygrało tę odsłonę do 17. Trzeci set, w przeciwieństwie do poprzednich, mocno zaczęli ‘Żółto-czarni’. Speednet jednak znów świetnie powalczył i udało im się podciągnąć wynik ze stanu 1-5 na 10-11. Dobrą zmianę dał Piotr Grodzki, który wszedł na boisko w trakcie trzeciego seta, broniąc sporo piłek oraz zdobywając punkty z ataku. Nie bez powodu jednak Range Soft jest drużyną zajmującą pierwsze miejsce w tabeli i druga część tej odsłony była już całkowicie pod ich kontrolą. Ostatecznie wygrali seta do 15 i cały mecz w stosunku 3-0. Tego dnia w ekipie błyszczał Anton Kheruvimov, który zdobył 10 punktów i zasłużenie zgarnął tytuł MVP.

Allsix by Decathlon – Chilli Amigos 0-3 (10-21; 7-21; 12-21)

Gracze Chilli Amigos po raz kolejny nie zaakceptowali stawiania ich w roli ‘underdoga’. Po ostatnim świetnym, choć przegranym meczu z Craftveną, zawiesili sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Może wpływ na ich determinację miał również fakt, że kapitan drużyny Grzegorz Walukiewicz obchodził tego dnia urodziny. Gracze weszli w mecz z takim przytupem, że aż przecieraliśmy oczy ze zdumienia i zbieraliśmy szczęki z podłogi. Nie bez znaczenia był oczywiście fakt, że drużyna Allsix tego dnia zaprezentowała zupełnie odmienny skład od tego, do którego się przyzwyczailiśmy. W zespole zadebiutowało dwóch zawodników: Karol Kowalczyk oraz Magdalena Trochowska. Zabrakło niestety czołowych graczy tego sezonu, między innymi: Roberta Rogalińskiego, Aleksandra Bochana, Pawła Woźniaka czy wreszcie Rafała Liszewskiego. Mimo tych absencji liczyliśmy jednak ze strony Allsix na coś więcej. Tymczasem ‘Papryczkom’ tego dnia wychodziło wszystko i przeciwnicy chyba nie bardzo wiedzieli co się wokół nich dzieje. Pierwszy set wygrany przez Amigos do 10 był jasnym sygnałem, że o nawiązanie walki w kolejnej partii będzie piekielnie ciężko. Cała odsłona przebiegała pod dyktando ‘Papryczek’, a to, co wyprawiał w tej partii Grzegorz Walukiewicz sprawiło, że zaczęliśmy się poważnie zastanawiać czy nie mamy do czynienia z kolejnym przypadkiem w stylu Benjamina Buttona. Kolejny set to powtórka z rozrywki i kontrola partii przez Amigos od pierwszej do ostatniej piłki. Wynik tej odsłony 21-7 był skutkiem świetnych zagrywek i ataków Chilli oraz wielu błędów drużyny Allsix. Ostatnia partia była tą najbardziej wyrównaną, w której momentami udawało się graczom ze sklepu sportowego wyjść na prowadzenie. ‘Papryczki’ jednak były tego dnia na fali i w drugiej części seta zaczęli odjeżdżać rywalom, co ostatecznie zakończyło się wygraniem tej odsłony do 12 i całego meczu 3-0. Jak już wspominaliśmy, po pierwszym secie wyglądało na to, że w przypadku zwycięstwa ‘Papryczek’ to kapitan zgarnie tego dnia tytuł MVP. Byłby to wspaniały urodzinowy prezent, ale jednak dyspozycja rozgrywającego drużyny – Marcina Wiśniewskiego sprawiła, że nie mogło być innego wyboru. Nie dość, że dzięki niemu każdy z kolegów zdobył podobną liczbę punktów z ataku to Marcin chyba zapomniał, że sam gra na rozegraniu, zdobywając w tym elemencie 6 punktów. Po odśpiewaniu kapitanowi ‘sto lat’ drużyna świętowała jeszcze przez jakiś czas na parkingu wygraną w meczu oraz wskoczenie na czwarte miejsce w tabeli.

Volley Gdańsk – Speednet 3-0 (21-17; 21-13; 21-14)

Atmosfera budowana przed tym meczem była tak napięta, że baliśmy się, jak taki ogrom emocji zniesie konstrukcja hali Ergo Arena. Jednak, jak pisała Wisława Szymborska: „nic dwa razy się nie zdarza”, czego potwierdzenie mogliśmy zaobserwować w poniedziałkowy wieczór. Do spotkania rewanżowego drużyna Volley Gdańsk podeszła bardzo poważnie, o czym mógł świadczyć fakt, że do protokołu przedmeczowego wpisała 12 zawodników. Po stronie Speednetu zameldowali się co prawda ostatnio nieobecni Kacper Iwaniuk oraz Adrian Płotka, zabrakło jednak głównego dyrygenta drużyny, rozgrywającego Marka Ogonowskiego, co niestety dało się odczuć w ekipie ‘Różowych’. Poziom zgrania, jaki osiągnęła drużyna z Markiem nie jest niestety czymś, co dałoby się narobić w jeden wieczór. Na pozycji rozgrywającego debiutował Mateusz Dobrzyński, który co prawda radził sobie nieźle, ale nieźle to jednak za mało na takiego przeciwnika, jakim jest Volley Gdańsk. W trakcie meczu, w drużynie „Żółto-czarnych” dochodziło do tylu zmian zawodników, że zaczęliśmy już dostawać oczopląsu, jednak to zmiana przeprowadzona w drugim secie w ekipie Speednetu wywołała spore kontrowersje. Marcin Juszczak wszedł za Macieja Zielińskiego, po czym nagle, po kilku punktach, obaj znów znajdowali się na boisku. Gracze Volley oczywiście to zauważyli i zgłosili sędziemu, który przywrócił prawidłowe ustawienie. Co do samego spotkania to przebiegało ono od pierwszego do ostatniego punktu pod dyktando lidera. Pierwszy set zakończył się wynikiem 21-17 dla Volley, co było skutkiem ich dobrej gry oraz zatrważającej liczby błędów Speednetu. W drugiej partii ‘Programiści’ mieli ogromne problemy z przyjęciem zagrywki, a ich lider Kacper Iwaniuk ewidentnie nie miał dnia w ataku. Ta partia również padła łupem „Żółto-czarnych”, a Speednetowi udało się ugrać w niej tylko 13 oczek. Jedyne słowo, jakie nasunęło się nam po obejrzeniu tej odsłony to ‘pogrom’. W trzecim secie wreszcie zobaczyliśmy dobrą dyspozycję Kacpra Iwaniuka, niestety liczba błędów popełnianych przez ‘Różowych’ znów okazała się niepokojąco wysoka. Ostatecznie, Volley zwyciężył również w tej partii do 14 i w całym spotkaniu 3-0, potwierdzając tym samym, że jako drużyna stanowią siłę, z którą nie można igrać. Tytuł MVP przypadł w udziale Przemkowi Wawerowi, który tego dnia był nie do zatrzymania i zdobył w ataku aż 14 punktów.

Zapowiedź – MATCHDAY #16

Wtorkowy wieczór to rywalizacja w pierwszej lidze oraz wśród drużyn drugoligowych, które w większości mają aspiracje do tego, aby się w elicie znaleźć. Na rozkładzie mamy aż cztery spotkania w najwyższej klasie rozgrywkowej, w której do czerwoności rozpala korespondencyjny pojedynek pomiędzy Omidą Team a Volley Gdańsk. Najciekawszymi spotkaniami będą jednak te na zapleczu, w których zmierzą się lider z wiceliderem oraz trzecia z szóstą siłą.

BES-BLUM Kraken Team – Epo-Project

Godz.: 20:00, boisko nr 2

To, co było najlepsze w trakcie pierwszego spotkania obu drużyn, wydarzyło się w pierwszej części meczu. Drużyny grały na przewagi, by ostatecznie BES-BLUM Kraken Team musiał uznać wyższość graczy z Żukowa do 25, a w całym meczu 2-1. Mimo wszystko uważamy, że gdyby we wtorek gracze obu drużyn zafundowali nam podobne emocje to nie mielibyśmy prawa narzekać. Ba, będąc całkiem szczerymi, właśnie na taki mecz liczymy! Mimo usilnych prób napisania o czymś innym, wszystko sprowadza się zawsze do jednego – do formy graczy z Żukowa. Po pewnym czasie od ich debiutu zaczęliśmy się zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi. Aby przygotować się do spotkania Redakcja zaczęła szukać w google informacji o niewyjaśnionych przyczynach pewnych zdarzeń, mających miejsce na trasie Żukowo-Gdańsk. No bo jak tu inaczej wytłumaczyć, że drużyna miewa aż tak ogromne wahania formy? Nie mówimy już tylko o dwumeczu ze Speednetem, w którym raz gracze Przemysława Walczaka przegrali 0-3, by na drugi dzień jak gdyby nigdy nic zbić tym samym rezultatem tę samą drużynę, ale o całokształcie. Umówmy się, w normalnych warunkach ‘Zieloni’ są dość wyraźnym faworytem meczu przeciwko BES-BLUM Kraken Team.

Typ Redakcji: Epo-Project

Typ Eksperta: Epo-Project

Zmieszani – Oliwa Team

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Mecz o wszystko, mecz o życie, mecz o elitę. Pomimo faktu, że drużyna Oliwy Team odniosła w poniedziałek przekonujące zwycięstwo nad drużyną AXIS w stosunku 3-0 to zachowała status quo i nadal znajduje się na szóstej pozycji w ligowej tabeli. Przed Oliwiakami ostatni mecz w sezonie zasadniczym. Jeśli przegrają spotkania ze Zmieszanymi, co umówmy się nie byłoby niespodzianką to w kolejnym tygodniu rozegrają swoje spotkanie w grupie spadkowej. Taki scenariusz byłby dla graczy w czarnych trykotach równie przyjemny co piasek w kąpielówkach po całodziennym plażowaniu. Z drugiej strony, czy przegrywanie trzech spotkań w sezonie z bezpośrednimi konkurentami w walce o grupę mistrzowską pokazało, że na Oliwiaków przyjdzie jeszcze czas, ale na chwilę obecną muszą zadowolić się grupą spadkową? Nie ma co dzielić skóry na żywym niedźwiedziu. Oliwiacy muszą tylko ograć Zmieszanych w stosunku 3-0, nabijając jak najkorzystniejszy bilans małych punktów i liczyć na potknięcie Spontana w meczu z DNV GL S*M*A*S*H. Owszem, dostrzegamy że zmiennych jest tu więcej niż fanów urody Ariany Grande, ale scenariusz, kiedy na finiszu Oliwa wskakuje do górnej piątki nie jest tak szalony jak się wydaje. Oliwiacy już w meczu z AVOCADO pokazali, że są w stanie powalczyć z najlepszymi. Mimo, że to Zmieszani będą faworytem to uważamy, że Oliwę stać na zdobycie nawet kompletu oczek. Poza tym, w meczu, na który muszą spoglądać, DNV GL wygląda w ostatnim czasie naprawdę bardzo dobrze i minimum punkt to sprawa honorowa dla graczy Stanisława Paszkowskiego.

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta: Zmieszani

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Nie opadł jeszcze kurz po poprzednim spotkaniu obu drużyn, które zostało rozegrane 18 czerwca, a obie drużyny ponownie przystąpią do bezpośredniego pojedynku. Kilka dni temu, zgodnie z oczekiwaniami, górą byli gracze Omida Team, którzy pewnie pokonali osłabionych brakiem kilku zawodników ‘Mundurowych’ w stosunku 3-0. Kilka dni, które upłynęło od ostatniego spotkania, nie sprawiły bynajmniej, że w najbliższym meczu dojdzie do zmiany faworyta spotkania. Tym, nadal pozostaje drużyna ‘Logistyków’. Wieczór 18 czerwca był dla nich idealny, bowiem gracze zdobyli komplet sześciu oczek (grali dwa spotkania jednego dnia). Nie inaczej będzie tym razem. Spotkanie ze Strażą będzie pierwszym pojedynkiem, który stoczą tego dnia gracze Konrada Gawrewicza. Drugim będzie mecz przeciwko Prototype Volleyball i jeśli uda się powtórzyć dwie wygrane za komplet punktów to do wygranej w lidze będzie już naprawdę blisko. Z drugiej strony, takie wyniki sprawiłyby, że niemal na pewno drużyna znajdzie się na koniec sezonu na podium. Jednak mimo ostatniego zwycięstwa czy pozycji w tabeli obu drużyn, o zwycięstwo nie będzie tak łatwo. Straż Pożarna jak do tej pory w siedmiu spotkaniach uzbierała zaledwie cztery punkty i żeby się utrzymać ‘Mundurowi’ muszą zacząć punktować. W ostatnim czasie w jednostce wyją syreny alarmowe, a drużynie grozi realne widmo spadku. Kolejny brak punktów czy przegrana sprawiłyby, że będzie cholernie ciężko wydostać się z tej opresji.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Omida Team – Prototype Volleyball

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Gdyby w sporcie miał wygrywać tylko i wyłącznie faworyt to oglądanie zmagań byłoby jednym z nudniejszych rzeczy na świecie. Dla przykładu, w ostatnim spotkaniu Prototype Volleyball przeciwko Trójmiejskiej Strefie Szkód to Ci drudzy byli zdecydowanym faworytem starcia. Dobra gra ‘Transformersów’ sprawiła jednak, że to oni mogli cieszyć się z trzeciego zwycięstwa w lidze. W ostatnim czasie do drużyny Tomasza Nurzyńskiego pod nieobecność Artura Reuta dołączył Michał Kardasz i w związku z  przedłużającą się absencją tego pierwszego to właśnie Michała zobaczymy na libero. Ponadto, w składzie nie powinno dojść do żadnych perturbacji. Akurat w przypadku drużyny Prototype od pewnego czasu zauważyliśmy stabilizację składu, co dość jednoznacznie wpływa na jakość drużyny. Gołym okiem da się zauważyć, że ‘Transformersi’ są ze sobą zdecydowanie bardziej zgrani niż w poprzednim sezonie i przekłada się to na wynik. Na chwilę obecną mają zaledwie jedno zwycięstwo mniej niż w poprzednim sezonie, przy dwukrotnie mniejszej liczbie rozegranych spotkań. O poprawienie tego bilansu w meczu z Omidą będzie jednak niezmiernie trudno. W pierwszym spotkaniu obu drużyn triumfowali gracze Konrada Gawrewicz, choć skłamalibyśmy, gdybyśmy napisali, że dla ‘Logistyków’ był to spacerek. ‘Podróż’ utrudniał szczególnie Michał Markiewicz, którego w ten czerwcowy wieczór nie byłyby w stanie zatrzymać ani bramki na autostradzie, ani kolejne piwo w pubie ze znajomymi, ani tym bardziej blok Omidy. Jeśli gracze Omidy chcą ponownie zgarnąć trzy punkty, muszą za wszelką cenę powstrzymać ‘Markusa’ bowiem gdy on zagra swoje, a koledzy z drużyny dołożą coś od siebie to ‘Logistycy’ mogą mieć duży problem.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta: Maciej Kot (Omida Team)

Trójmiejska Strefa Szkód – Volley Gdańsk

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Jeśli są w naszej lidze osoby, które życzą drużynie Volley Gdańsk wszystkiego najgorszego to mają one od wczoraj nietęgie miny. Volley w poniedziałek udowodniło, że przyparte do muru jest jak niebezpieczne zwierzę, które zapędzone w róg atakuje osobę stojącą im na przeszkodzie. Tak właśnie było w ostatnim spotkaniu przeciwko drużynie Speednet, kiedy drużyna grając pod duża presją zdemolowała swojego rywala 3-0, nie pozostawiając złudzeń, który zespół jest dwukrotnym mistrzem ligi. Następny mecz, tym razem z Trójmiejską Strefą Szkód, będzie kolejnym rozgrywanym z przysłowiowym nożem na gardle. Na chwile obecną, przy równej liczbie rozegranych spotkań to Omida Team ma więcej punktów na swoim koncie, co jest równoznaczne z tym, że kolejne wpadki Volley mogą być dosłownie – na wagę złota, choć tym razem dla ich rywali. Czy Trójmiejską Strefę Szkód stać w ogóle na sprawienie sensacji i wygranie meczu? A może niespodzianki i wygrania seta? Tak, uważamy że wygrana choćby jednego seta, biorąc pod uwagę okoliczności, będzie sporym zaskoczeniem. Dwa tygodnie temu, 9 czerwca, ta sztuka się udała. ‘Trójmiejscy’ zdołali wygrać pierwszego seta do siedemnastu i poza ‘Niebieskimi’ taki scenariusz chętnie obejrzałaby drużyna Omidy. Inną kwestią pozostaje fakt, że jeśli TSS nadal chce znaleźć się na podium, choćby jego najniższym stopniu to w meczu przeciwko Volley po prostu wypadałoby zdobyć jakiś punkt.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Letni Gdańsk – AVOCADO friends

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Tego pojedynku nie trzeba jakoś specjalnie zapowiadać. Na boisku numer 1 zmierzą się dwie pierwsze siły obecnego sezonu w drugiej lidze – Letni Gdańsk oraz AVOCADO friends. Jak do tej pory, do uzbierania siedemnastu punktów ‘Letnicy’ potrzebowali ośmiu spotkań, przy siedmiu spotkaniach ich rywali – AVOCADO friends. Ci drudzy są fenomenem obecnych rozgrywek. Jak do tej pory są jedną z dwóch niepokonanych drużyn wśród wszystkich dwudziestu sześciu ekip w całych rozgrywkach. Tak naprawdę, gracze Arkadiusza Kozłowskiego tylko raz mogli czuć prawdziwe zagrożenie ze strony rywali i było to spotkanie rozegrane tydzień temu z Oliwą. Ostatecznie ‘Weganie’ zdołali wygrać i między innymi dzięki tej wygranej znajdują się obecnie na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Przechodząc do porównania składów obu drużyn nie da się nie zauważyć pewnej rzeczy. ‘Weganie’ grają obecnie w otwarte karty. Jak do tej pory, w drużynie wystąpiło ośmiu graczy i wytypowanie meczowej siódemki jest zadaniem równie prostym jak poderwanie kobiety na dancingu w Ciechocinku. To drużyna Michała Mysłka – ‘Letni Gdańsk’ owiana jest pewną dozą niepewności czy tajemniczości. Jak dotąd, w drużynie wystąpiło dwunastu graczy. W poniedziałkowy wieczór, w meczu przeciwko AXIS zadebiutował najbardziej doświadczony gracz w drużynie – Rafał Redzimski, który niemal z marszu zdobył tytuł najlepszego zawodnika spotkania. Jesteśmy przekonani, że wyniesie on zespół na jeszcze wyższy poziom. Ponadto, wydaje się, że całkowicie o kontuzji kolana zapomniał jeden z wieżowców i liderów Letniego – Maciej Jakubowski. W sprawie pierwszego składu pozostaje kilka niewiadomych. Poza nimi, największym znakiem zapytania zdaje się być to, czy jakakolwiek drużyna jest w stanie ograć ‘Wegan’?

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Zapowiedź – MATCHDAY #15

Poniedziałek będzie początkiem zmagań kolejnego tygodnia rozgrywek. To właśnie w tym tygodniu poznamy ostateczny kształt grupy mistrzowskiej oraz spadkowej w drugiej lidze. Ponadto, większość drużyn będzie miała ostatnią szansę na uzupełnienie swoich składów, bowiem prawo to przysługuje do dziewiątego meczu włącznie. Najciekawiej zapowiada się spotkanie rewanżowe pomiędzy Volley Gdańsk a Speednetem.

Allsix by Decathlon – Chilli Amigos

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Skomplikowała sobie w poprzednim tygodniu sytuację drużyna Rafała Liszewskiego – Allsix by Decathlon. Nie dość, że ekipa przegrała prestiżowe spotkanie przeciwko bezpośredniemu rywalowi w walce o najwyższe cele – Range Soft VT to na dodatek zgubiła jeden punkt przeciwko szóstej sile ligi – DCT Gdańsk. Zamiast sześciu oczek były zaledwie dwa i Decathlon na sześć spotkań do końca ligi traci ich aż cztery do pierwszej drużyny w tabeli. Tym razem, już w rundzie rewanżowej, rozegrają mecz przeciwko drużynie Chilli Amigos, dowodzonej przez Grzegorza Walukiewicza. W pierwszym spotkaniu obu zespołów, rozegranym niespełna miesiąc temu (25 maja), po dość wyrównanym spotkaniu górą byli gracze Allsix by Decathlon, którzy wygrali w stosunku 3-0. MVP tego meczu wybrany został Dawid Zdzuj, który zdobył dla swojej drużyny aż szesnaście punktów i walnie przyczynił się do tego, że ‘Amigos’ nie zdobyli tego dnia choćby jednego oczka. Tym razem, tego bardzo dobrego gracza prawdopodobnie na parkiecie nie zobaczymy. Dawid zmaga się ciągle z kontuzją stawu skokowego, której doznał właśnie w końcówce spotkania przeciwko Chilli Amigos. O powtórzenie wyniku z rundy zasadniczej nie będzie tak łatwo, bowiem Chilli Amigos po ośmiu meczach w SL3 już okrzepli i w najbliższym spotkaniu na pewno powalczą. Czy Papryczki są w stanie sprawić niespodziankę i wygrać spotkanie?

Typ Redakcji: Allsix by Decathlon

Typ Eksperta (Maciej Kot): Allsix by Decathlon

Wirtualna Polska – DCT Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr 3

Trudno w naszych rozgrywkach zestawić ze sobą drużyny, które rywalizowały ze sobą równie często co Wirtualna Polska z DCT Gdańsk. Do tych ekip można dorzucić jeszcze Port Gdańsk i wtedy o zespołach można mówić w kontekście ‘trzech przyjaciół z boiska’. Cała trójka występuje z nami od pierwszego sezonu SL3. Jakby tego było mało, za każdym razem te trzy drużyny grały ze sobą w tej samej klasie rozgrywkowej. W pierwszym sezonie była zaledwie jedna liga. W drugim były już dwie i drużyny rywalizowały na zapleczu ‘elity’. W trzecim sezonie drużyny spotkały się w trzeciej lidze i cały czas obserwujemy, jak zmieniają się ich umiejętności na tle rywali. Najbliższe spotkanie będzie już czwartą bezpośrednią rywalizacją pomiędzy ekipami. Jak do tej pory, lepszy bilans należy do ‘Wirtualnych’, którzy wygrali dwa spotkania przy jednej victorii drużyny DCT Gdańsk. Nie oznacza to bynajmniej, że w poniedziałkowym meczu ‘Wirtualni’ będą faworytem. Ostatnie spotkanie obu drużyn padło łupem ‘Kontenerowców’, którzy zdołali wygrać z WP w stosunku 2-1. Mimo wszystko uważamy, że z tamtego meczu nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków. ‘Wirtualni’ na początku sezonu mieli dość wyraźne problemy kadrowe i chociażby przeciwko DCT Gdańsk gracze Jędrzeja Matli zdołali zebrać zaledwie pięciu graczy. W ostatnim czasie do drużyny dołączyło dwóch nowych zawodników więc zakładamy, że w meczu numer cztery obu drużyn do takiej sytuacji już nie dojdzie. Kolejna wygrana DCT sprawiłaby, że do końca sezonu ‘Wirtualnym’ trudno byłoby już dogonić drużynę Piotra Kochanowskiego.

Typ Redakcji: DCT Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): DCT Gdańsk

Mental Block – AVOCADO friends

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Przypuszczamy, że gdyby AVOCADO friends w poniedziałkowy wieczór poniosło porażkę to mówiłoby się o niej równie długo co o całunie turyńskim. Ok, może trochę przesadzamy, ale bez wątpienia temat byłby grzany przez kilka kolejnych miesięcy. Nie jest to chyba dziwne prawda? W spotkaniu powalczą bowiem drużyny, które zajmują odpowiednio drugie oraz dziesiąte miejsce. Zespół, który zanotował zero porażek zmierzy się z ekipą, która ma ich na koncie aż sześć. Drużyna, która niemal na 100% znajdzie się w grupie mistrzowskiej zagra z drużyną, która nie ma już na tę grupę szans. Cóż, jak widać różnice pomiędzy wspomnianymi zespołami w tym sezonie są naprawdę bardzo duże. Ze wszystkich drugoligowych drużyn tylko drużyna Arkadiusza Kozłowskiego (AVOCADO friends) ma rozegrane mniej niż siedem spotkań. To z kolei sprawia, że póki co zajmują ‘tylko’ drugie miejsce. Okazję do powrotu na szczyt będą mieli właśnie w najbliższym meczu. Ich ewentualna wygrana w stosunku 3-0 sprawi, że drużyna wskoczy na fotel lidera, którego nie będzie chciała oddać już do końca. Z drugiej strony, spotkanie przeciwko ‘Mentalistom’ będzie okazją do tego, aby wreszcie zgarnąć komplet oczek. W ostatnich trzech spotkaniach ‘Weganie’ gubili po jednym punkcie, odpowiednio z: SV INVICTA, DNV GL S*M*A*S*H oraz z Oliwa Team i w meczu z ‘Mentalem’ nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż 3-0. Jak do tej pory Mental, poza wygraną w stosunku 3-0 z DNV GL S*M*A*S*H, nie był w stanie ugrać punktu z żadnym z sześciu rywali.

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Oliwa Team – AXIS

Godz.: 20:00, boisko nr 1

W ostatnim czasie skomplikowała się kwestia gry ‘Oliwiaków’ w grupie mistrzowskiej. Ostatni tydzień sprawił, że ‘Czarni’ wypadli z TOP5 i aby tam wrócić, muszą wygrać z najbliższym rywalem w stosunku 3-0 i jakby tego było mało, liczyć na to, że któremuś z ich rywali powinie się noga. Nie da się ukryć, że brak Oliwy w grupie mistrzowskiej byłby sporym zaskoczeniem. W ciągu sezonu wielokrotnie prezentowali się tak, że gdyby osoba, która nie widziała układu tabeli miała przystawioną broń do skroni, a jej życie zależałoby od odgadnięcia, w której grupie Oliwiacy się znajdują, ta spokojnie odpowiedziałaby, że mistrzowskiej. W sporcie utarło się powiedzenie, że ‘grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze’. Meczu z AVOCADO i Spontanem nie można oczywiście nazwać ‘zawsze’, ale jednak drużyna prezentowała się w tych spotkaniach naprawdę nieźle, tylko gdzieś na końcu brakowało postawienia kropki nad ’i’. Aby nie wypaść całkowicie z drużyn liczących się w grze ‘Oliwiacy’ powinni wygrać spotkanie w stosunku 3-0. Przeciwko AXIS udało się to czterem z pięciu ekip znajdujących się w TOP5. Tylko Team Spontan, na chwilę obecną główny rywal Oliwiaków w walce o grupę mistrzowską, stracił z AXIS jeden punkt. Wygrana Oliwy w stosunku 3-0 byłaby naprawdę dobrą zaliczką i w zasadzie obowiązkiem. Z tyłu głowy gracze Agnieszki Pasternak mają bowiem to, że w ostatnim meczu w sezonie zasadniczym zmierzą się z piekielnie groźną drużyną Zmieszanych, która obecnie znajduje się na… pierwszym miejscu w tabeli. Z drugiej strony, nawet cztery oczka w dwóch meczach nie gwarantują im gry w grupie mistrzowskiej.

Typ Redakcji: Oliwa Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Oliwa Team

Range Soft VT – Speednet 2

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że w meczu, w którym zmierzą się pierwsza i ósma drużyna trzeciej ligi, faworyt może być tylko jeden. Tym będzie oczywiście drużyna Mykoli Kisa, która pewnym krokiem zmierza w kierunku drugiej ligi. Tuż po półmetku rozgrywek ‘Żółto-czarni’ mają 4 punkty przewagi nad drugim w tabeli Decathlonem. Kolejna wygrana z rzędu w stosunku 3-0 sprawi, że ‘Stranieri’ będą mogli zacząć powoli robić research gry drużyn, z którymi prawdopodobnie przyjdzie im się zmierzyć w kolejnym sezonie w wyższej lidze. Na chwilę obecną ciężko nam sobie wyobrazić scenariusz, w którym na ostatniej prostej któraś z drużyn zdołałaby wyprzedzić ich w tabeli. Wydaje nam się, że jedyne, czego potrzebuje obecnie drużyna to spokój i maksymalna koncentracja. W obecnym sezonie zdarzały się mecze, kiedy w ich szeregi wkradała się niefrasobliwość, przez co pogubili trochę punktów po drodze. Tym razem taki scenariusz nie jest nawet brany pod uwagę i ‘Żółto-czarni’ postarają się o powtórzenie wyniku przeciwko Speednetowi z 11 czerwca, kiedy spokojnie wygrali 3-0. Jeśli chodzi o Speednet to w ostatnim magazynie zastanawialiśmy się, co stało się z atmosferą. Jak do tej pory była ona prawdopodobnie najlepsza z całej ligowej stawki, jednak w meczu z 17 czerwca przeciwko DCT Gdańsk było inaczej. Kto wie, być może właśnie w celu jej poprawienia w firmie odbyła się w weekend impreza integracyjna?

Typ Redakcji: Range Soft VT

Typ Eksperta (Maciej Kot): Range Soft VT

Team Spontan – 3city4students

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Nie zazdrościmy ‘Studentom’. W poniedziałkowy wieczór rozegrają bowiem dwa spotkania. Pierwszym będzie mecz przeciwko Team Spontan, natomiast w drugim zmierzą się z SV INVICTĄ. Sytuacja ta, zachowując proporcje, jest mniej więcej równie beznadziejna jak ta, w której na początku dowiadujemy się, że spłonęło nam mieszkanie, by po pewnym czasie dowiedzieć się, że podpalił je kochanek żony. Uważamy, że jakakolwiek punktowa zdobycz będzie niespodzianką sporego kalibru, bowiem zarówno Spontan jak i INVICTA będą bardzo zmotywowani. Dla ‘Spontanicznych’ w poniedziałkowy wieczór liczą się tylko trzy punkty. Jakby tego było mało drużyna będzie chciała wygrać bardzo wysoko. Nos podpowiada nam, że w rozstrzygnięciach w tej klasie rozgrywkowej małe punkty mogą mieć kluczowe znaczenie. Wracając do ambicji drużyny Piotra Raczyńskiego to nie da się ukryć, że obecny sezon jest dla nich inny niż poprzednie, w których występowali. Z poprzednich dwóch kojarzymy ‘Spontana’ raczej z zabawy i świetnej atmosfery. Nie wiemy czy to wpływ wysokich aspiracji czy być może problem leży gdzie indziej, ale w ostatnim czasie zauważyliśmy, że gdy drużynie nie idzie to atmosfera już tak fantastyczna nie jest. Ich przeciwnicy – zespół 3city4students jest na innym biegunie. Nie mówimy tu o miejscu w tabeli tylko właśnie o atmosferze, która jest wręcz wyborna. Kto wie, być może będą nią w stanie zarazić swoich poniedziałkowych rywali?

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Volley Gdańsk – Speednet

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Obojętnie czego byśmy tu nie napisali to i tak wyjdzie kiepsko. Nie da się bowiem przelać na papier emocji, które towarzyszyły nam podczas ostatniego spotkania obu drużyn. Zwykło się mówić, że życie pisze najlepsze scenariusze. Dla potrzeb tego meczu pokusimy się o małą modyfikację. Życie pisze najlepsze zapowiedzi. Obu drużyn nie trzeba absolutnie mobilizować na to spotkanie. Gdybyśmy mieli napisać ile czynników składa się na to, że obie drużyny za wszelką cenę chcą wygrać spotkanie, to zapowiedź byłaby zapewne dłuższa niż najdłuższy opis w historii SL3, który przybliżył naszym czytelnikom kulisy spektaklu, który wspólnie stworzyli gracze Speednetu i Volley Gdańsk. Jako Redakcja uznaliśmy, że było to bodajże najbardziej emocjonujące spotkanie w historii SL3, a już na pewno w obecnym sezonie. Wracając do pobudek obu drużyn możemy wymienić następujące:

Volley Gdańsk:

– Na chwilę obecną ‘Żółto-czarni’ rozegrali jedno spotkanie mniej od Omidy i tracą do lidera już cztery oczka. Gracze Volley nie mogą sobie pozwolić na kolejną stratę punktów więc w grę wchodzi tylko wynik 3-0.

– Gracze Volley chcą kontynuować fenomenalną serię meczów bez porażki. Od debiutu w SL3, który przypadł na 3 kwietnia 2019 r. drużyna wygrała 34! spotkania z rzędu i passę tę będą bez wątpienia chcieli kontynuować.

Speednet:

– Nie ma się co oszukiwać, Speednet chce być pierwszą drużyną w SL3, która zdołała ograć dwukrotnego mistrza ligi.

– W przypadku wygranej z Volley Gdańsk firma przekaże pokaźną sumę na cele charytatywne.

Wspólny mianownik w postaci chęci ogrania rywala podsyca ostatnie spotkanie, które nie obyło się bez kontrowersji. Obie drużyny mają swoim przeciwnikom dużo do udowodnienia i jeśli najbliższy mecz będzie choć w połowie tak interesujący jak poprzedni to zacieramy już sobie na niego ręce.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Letni Gdańsk – AXIS

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Zaledwie kilkadziesiąt linijek wcześniej pisaliśmy o tym, że sytuacja rywali AXIS – Oliwa Team w ostatnim czasie się skomplikowała. Cóż, w tym przypadku moglibyśmy posłużyć się skrótami klawiszowymi ctrl+c, ctrl+v. Niestety prawdopodobnie byście nam tego nie wybaczyli. Spotkanie z ‘Letnikami’ będzie drugim, do którego przystąpi drużyna AXIS w poniedziałkowy wieczór. Patrząc obiektywnie, widzieliśmy w historii SL3 korzystniejsze terminarze dla drużyny, aniżeli następujące po sobie mecze z Oliwą oraz Letnim Gdańskiem. Obie wspomniane ekipy rywalizują bowiem o grę w grupie mistrzowskiej. Nie ma się co oszukiwać. Uważamy, że jakakolwiek zdobycz punktowa przez ‘Czerwonych’ w poniedziałkowy wieczór będzie postrzegana w kontekście naprawdę dużej niespodzianki. Z drugiej strony, przestrzegamy drużynę Michała Mysłka (Letni Gdańsk) przed nadmiernym optymizmem. Nie wiemy czy wynika to z dyspozycji dnia, fazy księżyca, kalendarza brania ryb czy może braku koncentracji, ale drużyna ‘Letników’ na przestrzeni kilku dni potrafi rozegrać bardzo dobre spotkanie, by po dosłownie chwili zaprezentować ‘swoje gorsze ja’ i zagrać po prostu średnio. Na tę gorszą dyspozycję liczą gracze Fabiana Polita. Jeśli do tego dojdzie to jesteśmy przekonani, że w meczu może dojść do niespodzianki.

Typ Redakcji: Letni Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Letni Gdańsk

SV INVICTA – 3city4students

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Przy okazji zapowiedzi poprzedniego meczu SV INVICTY napisaliśmy, że drużyna Sławomira Cichosza do końca rundy zasadniczej zmierzy się z ósmą, dziewiątą i dziesiątą siłą drugiej ligi i jeśli nie awansuje do grupy mistrzowskiej, będzie to prawdziwy kataklizm. Cóż, w meczu z ósmą drużyną ligi sensacji nie było. Nie było nawet niespodzianki w postaci urwanego seta i INVICTA rozbiła w środowy wieczór drużynę AXIS w stosunku 3-0, dzięki czemu wskoczyli na wysokie – czwarte miejsce w tabeli. W najbliższy poniedziałek może się to zmienić i drużyna może awansować jeszcze wyżej. Ciężko sobie wyobrazić scenariusz, w którym ‘Studentów’ będzie stać na urwanie choćby jednego punktu. Nie zmienia obecnej sytuacji nawet fakt, że drużyna Dawida Piankowskiego odniosła w ostatnim meczu premierowe zwycięstwo. Drużyny INVICTY i Mentala to jednak inny kaliber w obecnym sezonie i równie dobrze najbliższy mecz moglibyśmy anonsować jako pojedynek pomiędzy Dawidem a Goliatem. Jakby nie patrzeć, Dawid miał jednak większe szanse na zwycięstwo i nie mówimy tu bynajmniej o kapitanie drużyny ‘Studentów’. Z drugiej strony, rozdzielanie punktów już przed meczem jest dość nieodpowiedzialne, o czym przekonało się w obecnym sezonie już kilka drużyn.

Typ Redakcji: SV INVICTA

Typ Eksperta (Maciej Kot): SV INVICTA

Matchday #14

Czwartkowa rywalizacja stała pod znakiem zmagań pierwszoligowych. Spośród sześciu rozegranych spotkań aż cztery były pojedynkami wśród elity. Swoje mistrzowskie aspiracje potwierdziła drużyna Omidy, która wygrała dwa spotkania w stosunku 3-0 i mają już cztery oczka nad Volley, które ma co prawda jeden mecz mniej, ale na pewno wystąpią w nim pod dużą presją. Wydarzeniem dnia jest jednak pierwsza wygrana drużyny 3city4students, po której wszystkie 26 drużyn w lidze ma na swoim koncie minimum jeden punkt.

Mental Block – 3city4students 0-3 (9-21; 12-21; 16-21)

Wiedzieliśmy, że ten moment prędzej czy później nadejdzie. Jak wielokrotnie pisaliśmy, drużyna 3city4students prezentowała się znacznie lepiej niż wskazywały na to wyniki i pozycja w tabeli. Mimo, że jako faworyta w zapowiedzi wskazaliśmy ‘Mentalistów’ to jednak podskórnie przeczuwaliśmy, że ‘Studenci’ są w stanie ugrać pierwsze punkty. Mimo wszystko, takiego obrotu sprawy jakiego byliśmy świadkami się nie spodziewaliśmy. Miał być wyrównany mecz, a tymczasem ‘Studenci’ wjechali na pełnej i Mentaliści mogli w zasadzie tylko i wyłącznie podziwiać jak grają ich rywale. Pierwszy set zaczął się od bardzo mocnego uderzenia ‘Studenciaków’, którzy byli najwidoczniej podrażnieni tym, jak wyglądał do tej pory sezon w ich wykonaniu. Już na początku zdołali sobie wypracować kilkupunktową przewagę, która z czasem się jeszcze bardziej powiększała, by ostatecznie set zakończył się ich wygraną do dziewięciu. Druga partia była bardzo podobna do pierwszej, z tą różnicą, że ‘Niebiescy’ zdołali ugrać kilka punktów więcej. Najciekawszy w trakcie całego meczu był ostatni Se,t w którym Mental – przynajmniej na początku, zagrał wreszcie to co potrafi. Efektem ich składnej gry była wypracowana kilkupunktowa przewaga. Z czasem, z niewyjaśnionych przyczyn, ‘Mentalistom’ dosłownie odcięło prąd i zaczęli taśmowo gubić punkty. To pozwoliło ‘Studentom’ odskoczyć od rywala i ostatecznie wygrać seta do 16. Drużyna Dawida Piankowskiego po spotkaniu wreszcie może odetchnąć pełną piersią. Patrząc na sferę psychiczną, wygrana w stosunku 3-0 ma niebagatelne znaczenie. W przypadku Mentala porażka ma zdecydowanie odwrotny skutek i z tego miejsca chcielibyśmy wyrazić nadzieję, że nie podziała to na drużynę zbyt demobilizująco.

Wirtualna Polska – Chilli Amigos 1-2 (21-18; 11-21; 16-21)

W ostatnim czasie wykrystalizowała nam się sytuacja, w której wytypowanie faworyta spotkania nie było zadaniem wymagającym jakiejś szczegółowej analizy. Z drugiej strony, zastanawialiśmy się jak będzie wyglądała drużyna Wirtualnej Polski, której szeregi wzmocnili debiutujący w lidze Bogusław Tybuś oraz Michał Doroz. Po jednym meczu można śmiało powiedzieć, że obaj gracze będą bez wątpienia wzmocnieniem ‘Biało-czerwonych’. Niejako na przekór typowi Redakcji, ‘Wirtualni’ w pierwszym secie prezentowali się bardzo dobrze i zdołali pokonać rywala do osiemnastu. Niestety dla nich, nie potrafili pójść za ciosem. Drugi set w ich wykonaniu był od początku nieudany. ‘Biało-czerwoni’ na początku tej partii popełnili kilka błędów, dzięki czemu ‘Amigos’ wyszli na trzypunktowe prowadzenie, które z czasem jeszcze bardziej powiększyli, by ostatecznie wygrać seta do jedenastu. Trzecia odsłona była już bardziej wyrównana, a sytuacja w trakcie seta zmieniała się częściej niż łóżkowe partnerki Julio Iglesiasa, który według niektórych źródeł miał ich… 20 tysięcy. Wróćmy jednak do spraw przyziemnych. Na początku trzeciego seta przewagę osiągnęli Chilli Amigos, następnie sztuka ta udała się Wirtualnym, którzy ostatecznie roztrwonili przewagę i dali się wyprzedzić ‘Papryczkom’, by ostatecznie przegrać spotkanie 2-1. Jesteśmy przekonani, że WP może czuć pewien niedosyt, ponieważ w trakcie meczu były momenty, w których wydawało się, że wygrają. Niestety dla nich – Amigos mieli tego wieczora w składzie Marcina Sawickiego, który zgodnie z kolorem koszulki – okazał się dla WP czarnym charakterem.

Epo-Project – Speednet 3-0 (21-14; 21-14; 21-16)

Można sobie śmieszkować oraz drzeć łacha z tego, że Redakcja dość często pisze o ‘dyspozycji dnia’, ale jak inaczej opisać wyniki dwóch spotkań pomiędzy Epo a Speednetem, które odbyły się na przestrzeni dwóch dni? Przypominamy, że to pierwsze – środowe starcie wygrali ‘Różowi’ w stosunku 3-0, by w czwartek takim samym wynikiem zwyciężyło Epo. Nie od dziś wiadomo, że są na świecie rzeczy, które ciężko wytłumaczyć. Jedną z nich jest to, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich dwóch dni. Przed spotkaniem z protokołu meczowego wykreślony został libero drużyny Speednet – Adrian Płotka. Do tego momentu można było się zastanawiać jaką wartość dla ‘Programistów’ ma ten gracz, ale jego brak był widoczny chyba dla każdej osoby, która obserwowała mecz. W środowym spotkaniu Adrian trzymał przyjęcie i był jednym z głównych autorów wygranej w stosunku 3-0. Nie ma co jednak umniejszać graczom Epo-Project, którzy zagrali po prostu bardzo dobre spotkanie. Speednet nie był w stanie jakkolwiek zagrozić ‘Zielonym’. Już w pierwszym secie ‘Różowi’ mieli spory problem w przyjęciu, przez co przegrali seta do 14. Oczywiście nie był to jedyny powód. Drużyna dowodzona przez Mateusza Urbanowicza popełniła niezliczoną liczbę błędów własnych, a inne ich problemy nie zmieściłyby się w podsumowaniu. Druga odsłona to dalsze kłopoty‘Różowych’ i bardzo dobra gra graczy z Żukowa. W ich szeregach świetne spotkanie rozegrał Tomasz Piask i, co staje się powoli tradycją, Damian Kolka. Set – podobnie jak ten pierwszy, zakończył się wynikiem 21-14. W ostatniej partii po graczach ‘Speednetu’ widać było narastająca frustrację. Nie tak miał wyglądać ten wieczór. Żółtą kartkę otrzymał Marek Ogonowski, a z boku boiska pieklił się trener drużyny. To wszystko na nic, bowiem Speednet ponownie był tylko tłem dla drużyny Przemysława Walczaka. Tym razem wygrali do szesnastu i wzięli udany rewanż za środową porażkę.

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk 3-0 (21-18; 21-17; 21-12)

Przystankiem w drodze do mistrzostwa w czwartkowy wieczór była czerwona latarnia ligi – Straż Pożarna Gdańsk. Jak do tej pory ‘Mundurowi’ uciułali cztery oczka i nie da się ukryć, że każdy inny wynik niż 3-0 dla Omidy byłby dla ‘Logistyków’ istną katastrofą. Przed meczem okazało się, że okazję do debiutu będzie miała libero drużyny – Natalia Groth. Cóż, debiutować akurat przeciwko liderowi pierwszej ligi, umówmy się – nie jest najłatwiejszym zadaniem. Mimo wszystko, z perspektywy całego meczu uważamy, że jedyna aktywna przedstawicielka płci pięknej w pierwszej lidze zaprezentowała się z dobrej strony. Wracając do spotkania to mimo faktu, że Omida wygrała je w stosunku 3-0 to po ich reakcjach nie można było wywnioskować jakiejś szczególnej radości. Ot, zwykły dzień w pracy i musimy Wam przyznać, że nie wiemy czy z czasem takie podejście nie odbije się czkawką ‘Logistykom’. Nie widzimy tego, czy gracze są w stanie ‘umierać za Omidę’. Nawet po zdobyciu punktu czy wygranej seta, a nawet meczu, ich radość była dość dyskretna. Sami nie wiemy z czego to wynika. Być może ma na to wpływ fakt, że drużyna nie dopuszczała do siebie innego scenariusza niż pewne trzy punkty? W pierwszym secie Strażacy podeszli do spotkania z dużym respektem dla rywala. Ten najwidoczniej ich sparaliżował, bowiem drużyna popełniła masę błędów własnych. Dotknięcia siatki, problemy z przyjęciem, nieporozumienia pomiędzy poszczególnymi graczami. Z czasem ich gra zaczęła wyglądać coraz lepiej, w efekcie czego w trakcie seta uzbierali aż osiemnaście punktów, co było dość zaskakujące. Druga odsłona zaczęła się od asa serwisowego Damiana Buźniaka (Straż Pożarna), z którego zagrywką w czwartkowy wieczór ‘Logistycy’ mieli poważne problemy. Z czasem gra ‘Logistyków’ zaczęła wyglądać lepiej i wygrali drugą partię do siedemnastu. W tym momencie należało zachować koncentrację. Ta sztuka się udała, Omida ograła w ostatniej partii rywali do dwunastu i osiągnęła swój cel zdobywając trzy punkty, tym samym wracając na pierwsze miejsce w tabeli.

Prototype Volleyball – Trójmiejska Strefa Szkód 2-1 (21-18; 21-13; 13-21)

W zapowiedzi przedmeczowej podkreśliliśmy, że Trójmiejska Strefa Szkód to rywal, który nigdy Prototype Volleyball nie leżał. Nie wiemy czy wpłynęliśmy tym na podejście ‘Niebieskich’ do spotkania, ale to, co zobaczyliśmy w ich wykonaniu w czwartkowy wieczór, mówiąc eufemistycznie, nie napawało optymizmem. W przypadku obu drużyn do protokołu przedmeczowego zostali dopisani nowi gracze. W drużynie Prototype Volleyball był to libero – Michał Kardasz, który godnie zastąpił nieobecnego w czwartkowy wieczór Artuta Reuta, natomiast po stronie TSS był to przyjmujący – Łukasz Gruźlewicz. W przypadku ‘Niebieskich’ nowy gracz oraz absencja etatowego libero drużyny –  Dawida Kopczyka sprawiły, że TSS musiał nieco zmodyfikować ustawienie. W związku z tym, na libero zagrał kapitan drużyny – Patryk Pleszkun, a wspomniany wcześniej Łukasz zameldował się na przyjęciu. Strategia ta nie okazała się zbyt fortunna. W pierwszych dwóch setach, gdy zobaczyliśmy wyżej wspomnianą konfigurację, Trójmiejscy musieli uznać wyższość rywali. Dopiero w trzecim secie Patryk Pleszkun zamienił się z Łukaszem Gruźlewiczem i gra zespołu wyglądała już zupełnie inaczej, czego efektem była wygrana w stosunku 21-13. Ostatecznie, spotkanie zakończyło się wynikiem 2-1 dla Prototype, a graczem meczu został będący ostatnio w doskonałej formie Michał Markiewicz. Wygrana w stosunku 2-1 oznacza, że ‘Transformersi’ mają już cztery punkty przewagi nad ostatnią w tabeli Strażą Pożarną i zaledwie jedno oczko straty do piątego miejsca w tabeli. O ekipie TSS-u możemy mówić tylko i wyłącznie w kontekście rozczarowania. Miały być trzy punkty, pozostał jeden. Tym samym ekipa Patryka Pleszkuna definitywnie wypisuje się z walki o wygraną w lidze.

Omida Team – BES-BLUM Kraken Team 3-0 (21-14; 21-13; 21-13)

Po opędzlowaniu Strażaków, do pełni szczęścia w czwartkowy wieczór wystarczyło Omidzie pokonać BES-BLUM Kraken Team. O mobilizację nie było trudno. Poza możliwością odskoczenia w tabeli od Volley Gdańsk w grę wchodziła również chęć wzięcia rewanżu za spotkanie z 28 maja, które niespodziewanie przegrali w stosunku 2-1. O tym, jak poważnie do spotkania podeszli gracze Omidy niech świadczy fakt, że w dniu meczowym do gry było gotowych aż dwunastu graczy. Ostatecznie w spotkaniu przeciwko BES-BLUM wystąpiło ośmiu zawodników. Takiej frekwencji gracze Ryszarda Nowaka mogli jedynie pozazdrościć. W czwartkowy wieczór desygnowali do gry zaledwie sześciu graczy. W ich szeregach zabrakło chociażby Bartłomieja Piepera czy Pawła Pallacha. Z drugiej strony, do drużyny dołączył Łukasz Frąckowiak, dla którego był to debiut w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Początek meczu zaczął się od mocnego uderzenia Omidy, która zdawała się potwierdzać swoje ogromne aspiracje. Bardzo dobrą robotę na zagrywce wykonywał Konrad Gawrewicz i BES-BLUM nie wyglądał na drużynę, która ma pomysł jak sobie z nią poradzić. Pozostała część seta przebiegała w sposób spokojny. Omida kontrolowała przebieg wydarzeń i spokojnie dociągnęła prowadzenie do końca. W drugiej odsłonie wydawało się, że Kraken będzie w stanie zagrozić swoim rywalom. Po dobrych zagrywkach Arka Wasilewskiego zrobiło się 9-6 dla Kraken. Ktoś, kto wymyślił kiedyś w siatkówce możliwość wzięcia czasu, miał na myśli chyba taką sytuację. Po tym, gdy kapitan drużyny Omida – Konrad Gawrewicz poprosił o krótką przerwę, gra drużyny zaczęła wyglądać zupełnie inaczej i ‘Logistycy’ szybko odrobili stratę, a następnie taśmowo zdobywali punkty i wygrali tę partię do 13. W ostatniej odsłonie widzieliśmy już ogromne rozprężenie. Kontrolujący przebieg wydarzeń ‘Logistycy’ pozwalali sobie na nieco nonszalancji, po której dwa punkty zdobył bardzo dobrze dysponowany tego dnia libero drużyny – Sebastian Miąsko. Ponadto, kolejny dwucyfrowy wynik zanotował uważany za jednego z najlepszych atakujących wśród amatorów na całym Pomorzu Mateusz Szturmowski i drużyna po ograniu rywala 3-0 mogła cieszyć się z kompletu punktów.