MATCHDAY #14

Minione dni upłynęły pod znakiem wyborów. O ile w niedzielę, każdy zgodnie z własnymi przekonaniami oddał swój głos do urny, to w poniedziałek wybór wcale nie był taki prosty. Mowa tu oczywiście o wyborze pomiędzy spotkaniami do oglądania i kibicowania. Uwierzcie nam, że ludzie maszerujący z boiska numer 1 do boiska numer 3 oraz z powrotem mało nie wydeptali ścieżki w parkiecie. Wszystko za sprawą naprawdę emocjonujących pojedynków. Nie zabrakło w nich ani emocji, ani śrubowania rekordów oraz, co oczywiste w SL3 – niespodzianek. Zapraszamy na podsumowanie poniedziałkowej serii gier.

Allsix by Decathlon – Wirtualna Polska 1-2 (21-18; 13-21; 20-22)

Zgodnie z oczekiwaniami i przewidywaniami Redakcji mecz dostarczył ogromnych emocji. Już sama sytuacja w tabeli wskazywała, że mamy do czynienia z drużynami o podobnym potencjale. Jakby tego było mało, obie drużyny do momentu bezpośredniej rywalizacji zdobyły po osiem punktów. Znamiennym jest również fakt, że innego zwycięzcę typowała Redakcja, a innego nasz Ekspert Maciej Kot. Pierwszy set przypominał istną huśtawkę nastrojów. Mecz lepiej rozpoczęli gracze Decathlonu, którzy szybko wyszli na prowadzenie 4-1. W dalszej części seta sytuacja się ustabilizowała i ekipa WP zdołała wyrównać. Końcówka partii ponownie należała do ‘Granatowych’, którzy zakończyli tę część asem serwisowym, świetnie dysponowanej w tym sezonie, Darii Kwiatkowskiej. Zagrywka ta podziałała mobilizująco na Filipa Padzika z drużyny przeciwnej, który postanowił pokazać kunszt i rozpocząć drugą odsłonę czterema asami serwisowymi z rzędu. Od początku tego seta widać było, że Wirtualni wyszli bardzo podrażnieni niepowodzeniem z pierwszej partii. Ich gra się poprawiła i w tej odsłonie prezentowali się znacznie lepiej od rywali, którzy zaczęli popełniać więcej błędów. Dodatkowo prawdziwe show zaprezentował jeden z najlepszych graczy drugiej ligi – Adam Wajner, który co rusz zdobywał punkty. Po twarzach Granatowych widać było, że zbierają siły na trzecią odsłonę. W niej prezentowali się naprawdę bardzo dobrze i gdy wydawało się, że sięgną po piątą wygraną w stosunku 2-1 coś się zacięło i nie wykorzystali swojej szansy. Mimo, że wygrywali 18-16 to pozwolili wyszarpać zwycięstwo ‘Biało-czerwonym’ dla których poniedziałkowa wygrana była już czwartą w sezonie Jesień’19. Wynik z poprzedniej edycji już wyrównany. Trzeba pamiętać, że przed Wirtualnymi jeszcze siedem spotkań!

Thunder Team – Port Gdańsk 3-0 (21-12; 21-16; 21-17)

Analizując rozkład punktowy poszczególnych drużyn możemy dojść do błędnego wniosku, że grała tylko jedna drużyna. Nie zgodzimy się z taką narracją. Mimo, że Thunder Team grał z łatką faworyta, to zwycięstwo nie należało do najłatwiejszych. Mecz rozpoczął się od dwóch punktowych bloków Mateusza Waroczyka (w całym meczu zdobył ich aż pięć, dzięki czemu wskoczył na drugie miejsce w klasyfikacji najlepiej blokujących graczy drugiej ligi przyp. Red.), które dały do zrozumienia, że lepiej omijać tego 193 centymetrowego gracza. Mimo, że Portowcy całkiem dobrze prezentowali się w obronie to nie byli w stanie poradzić sobie nie tylko z atakami Przemysława Walczaka, ale przede wszystkim rozegraniem Michała Długozimy.  Michał od początku sezonu prezentuje kapitalną dyspozycję i jest ogromną wartością dodaną swojej drużyny. Mało tego, jesteśmy przekonani, że znalazłby miejsce w składzie w połowie pierwszoligowych drużyn. W ekipie przeciwnej debiutowało dwóch graczy – Mateusz Kłosowski oraz Piotr Smolnik. Pierwszy występ był dla nich raczej nieudany. Ciężko mówić o udanym debiucie jeśli przegrywa się spotkanie w stosunku 0-3. Z drugiej strony, obaj gracze pokazali umiejętności indywidualne. Wraz z upływem czasu wspomniani zawodnicy, podobnie jak ich drużyna, rozkręcili się, w efekcie czego poprawiali liczbę punktów w kolejnych odsłonach.  Mało tego, na początku ostatniego seta Portowcy mieli czteropunktową przewagę, którą z czasem roztrwonili i ostatecznie musieli uznać wyższość swoich rywali w szóstym meczu z rzędu.

Speednet – Tiande Tufi Team 0-3 ( 16-21; 18-21; 13-21)

Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie spodziewał się, że Tiande Tufi Team mogłoby w spotkaniu przegrać. Doszło bowiem do rywalizacji drużyny zajmującej ostatnie miejsce w ligowej tabeli z liderem rozgrywek. Na obecną chwilę finiszujemy już w fazie zasadniczej, a co za tym idzie, wyniki i rezultat w tabeli są niejako odzwierciedleniem obecnej formy obu drużyn. Tę, po dwóch porażkach w lidze, wydaje się ustabilizowała ekipa Tiande Tufi Team, która w czterech ostatnich spotkaniach odniosła wygrane w których zdobyli komplet – dwunastu punktów. Dla porównania, ich poniedziałkowy rywal zdobył cztery punkty w siedmiu spotkaniach. Wstęp do zapowiedzi brzmi co najmniej tak jakby mecz był jednostronnym widowiskiem, a sety skończyły się do 5 zdobytych punktów przez rywali. Tymczasem Speednet był naprawdę godnym rywalem i zostawili po sobie całkiem dobre wrażenie. Jako potwierdzenie zapraszamy na fanpage ekipy Tuffików w którym wyrazili uznanie dla poniedziałkowych rywali. Jeśli chodzi o ‘Różowych’, to zastanawiamy się czy są w stanie, a jeśli tak to kiedy, połapać w nowej rzeczywistości. W nowej, czyli bez najlepiej punktującego ligi Mateusza Urbanowicza, który jest kontuzjowany. W ekipie ciągle szukają nowych rozwiązań i przesuwają zawodników z pozycji na pozycję. Ponadto, do wąskiej kadry dołączył przyjmujący Marcin Juszczak. Przed ekipą kilka tygodni prawdy. Muszą zażegnać kryzys i znaleźć sposób na wyjście z dołka. Problem w tym, że pozostałe drużyny z grupy spadkowej myślą dokładnie o tym samym. Przed nami cała gama spotkań i bezpośrednich rywalizacji w dolnych partiach tabeli. Przykład? Speednet ma przed sobą Prototype, Strażaków oraz Prometheus.

Trójmiejska Strefa Szkód – Straż Pożarna Gdańsk 1-2 (19-21; 21-13; 15-21)

Na obu drużynach, przed oraz w trakcie spotkania, ciążyła presja podobna do tej, jaką czuł Kenijczyk Eliud Kipchonge, który jako pierwszy przebiegł dystans maratonu w czasie poniżej dwóch godzin. Cały sportowy świat z zapartym tchem patrzył na to czy uda się pobić magiczną barierę. Długodystansowiec o tym wiedział i z presją poradził sobie znakomicie. Przekładając to na naszą ligę, to w zapowiedzi pisaliśmy, że wygrana pozwoli jednej  z drużyn odetchnąć. Nie myliliśmy się bowiem wygrana Strażaków sprawiła, że nad ostatnią drużyną w tabeli mają już cztery punkty przewagi. Któż jak nie oni mógł lepiej ugasić pożar i zażegnać kryzys? Do składu drużyny wrócił rozgrywający Michał Mańkowski. Gdy przed meczem Redakcja zobaczyła jednego z najlepiej rozgrywających poprzedniego sezonu, to zastanawialiśmy się, jaki sposób na grę mają w poniedziałkowy wieczór Strażacy. Mamy na myśli fakt, że przed spotkaniem, w ich zespole, widniało dwóch bardzo dobrych ‘sypaczy’ przy siedmiu zawodnikach wpisanych do składu. Zastanawiamy się kiedy Mundurowi to trenowali, natomiast Michał Mańkowski zagrał na początku na środku. Dopiero w trzeciej odsłonie wszedł na sypę, a Damian Buźniak na… przyjęcie. O ile nas pamięć nie myli, było to pierwsza taka sytuacja podczas rozgrywek. Jeśli chodzi o spotkanie to nie ukrywamy, że mamy potężne deja-vu. Przypomnijcie nam drodzy czytelnicy w ilu spotkaniach tego sezonu TSS prowadziło kilkoma punktami i ostatecznie przegrało seta? W pierwszym rozdaniu prowadzili już 15-11, by po chwili remisować 16-16, a następnie ulec w całym secie. Druga odsłona to już świetna gra w ich wykonaniu, co tylko potwierdza, że problem leży w ich głowach. Umiejętności są, natomiast potrzeba znachora czy innego szamana, który będzie w stanie wbić im do głowy mentalność zwycięzców. Dobra gra w tej odsłonie Kuby Grotha nie była w stanie zapobiec przegranej w secie. Ostatnia partia to świetna gra Strażaków. Można powiedzieć, że decydujący cios zadał niedawny kolega z drużyny (TSS) Damian Buźniak, popisując się asem serwisowym, który potwierdził tylko, że na tytuł MVP zapracował solidnie. Zdobyć MVP przeciwko byłym współpartnerom? Któż jak nie życie napisałoby lepszy scenariusz tego spotkania?

INTERMARINE – Nasz-Dach Stężyca 0-3 (16-21; 16-21; 19-21)

Spotkanie niepokonanych drużyn. Creme de la creme. Czy hit mógł zawieść? Gdy przed spotkaniem dowiedzieliśmy się, że z powodu kontuzji kolana nie zobaczymy na boisku lidera drużyny Intermarine, Andrzeja Masiaka, żałowaliśmy, że zespoły nie zagrają ze sobą w najmocniejszych składach. Gdy dołożymy do tego brak Pawła Kolana to powstaje wyrwa, którą naprawdę ciężko załatać. Jak to się mówi? Tak krawiec kraje jak mu materii staje? Tej na przedmeczowej rozgrzewce wydawało się nie brakować. W ekipie Masters, na rozgrzewce, potężne bomby posyłał Mateusz Ciesielski. To nie mogło umknąć uwadze graczy ze Stężycy. Zastanawiamy się czy gwoździe wbijane w parkiet bardziej wzbudziły respekt czy zwiększoną czujnośćprzeciwników? Wobec braku wspomnianego wcześniej Andrzeja Masiaka szybko stało się jasne, kto będzie starał się ciągnąć grę drużyny. I rzeczywiście wspomniany Mateusz zdobył aż piętnaście punktów, będąc motorem napędowym swojej drużyny. Z drugiej strony po kilku piłkach było wiadomo, który scenariusz będzie najczęściej grany. Miało to swoje przełożenie na liczbę bloków. Gracze ze Stężycy zanotowali ich aż dziesięć. Prym wiódł prawdziwy specjalista w tej dziedzinie, często wspominany w naszych opisach, Piotr Skowroński. Na tę chwilę, ten 196 centymetrowy gracz, jest liderem w tej klasyfikacji. Dwa pierwsze sety wygrane przez Kaszubów do 16. Trzeci set to kontynuacja horroru pod tytułem – Straszna Stężyca. Gracze Masters wyglądali na boisku na zupełnie zagubionych. Gdy wydawało się, że set zakończy się istnym nokautem, doświadczeni gracze zaczęli dochodzić do głosu. Ostatecznie nie udało im się doprowadzić do wyrównania, a następnie wygrania seta. Czy po sześciu wygranych spotkaniach z rzędu jest możliwy scenariusz w którym Intermarine nie znalazłoby się w grupie mistrzowskiej? Przed nimi bardzo ciężki terminarz, a konkurencja nie próżnuje…

Speednet 2 – DCT Gdańsk 0-3 (20-22; 13-21; 18-21)

Istnieje wiele stereotypów dotyczących poszczególnych nacji. Bardzo wielu uważa Polaków za osoby, które za wszelką cenę życzą źle swojemu sąsiadowi. Słowa te są niejako zapowiedzią do opisu spotkania, bowiem i jedna i druga drużyna chciała za wszelką cenę wygrać kosztem sąsiada w tabeli. Tak się składa, że faworytem była ekipa DCT Gdańsk i żartobliwie można stwierdzić, że zastanawialiśmy się czemu sędzia swoim ubiorem nie dołączył do tych kolorowych wariacji. Nawiązujemy tu oczywiście do faktu, że Speednet ubrany był w trykoty koloru Różowego natomiast ekipa DCT Gdańsk zaprezentowała żarówiaste koszulki. Spotkanie było stosunkowo wyrównane. W pierwszym secie prowadziła ekipa ‘Programistów’, popełniła jednak błąd, dając dojść do słowa rywalom. Ci, jako doświadczona ekipa, potrafili ten błąd wykorzystać, wygrywając w przewadze do 20. Drugi set był wyrównany, ale tylko do połowy. Ekipa ‘Kontenerowców’ niczym w Szybkich i wściekłych nacisnęła przycisk nitro, po czym odjechała SPEEDnetowi i wygrała tę odsłonę. Ostatni set to znów partia, w której oszacowanie zwycięzcy byłoby stosunkowo ciężkie. Ostatecznie, to DCT Gdańsk wygrywa swoje drugie spotkanie w lidze. Jako podstawę zwycięstwa wskazujemy fakt powrotu do składu niezwykle utalentowanych graczy: Andrzeja Tararuja oraz Piotra Kochanowskiego. To oni zrobili różnicę i przeciągnęli kontener wózek na swoją stronę.

Speednet 2 – Scandic 3-0 (21-18; 21-4; 22-20)

Zmiana podejścia do ligi przez zespół Hotelarzy sprawiła, że wtorkowy budzik, który przypomniał Redakcji o początku tygodnia, nie był traumatycznym przeżyciem. W poniedziałkowy wieczór, z wyłączeniem drugiego seta, drużyna Scandic stworzyła bardzo ciekawe i emocjonujące widowisko. Mimo, że przed meczem wydawało się, że to drużyna Speednetu będzie faworytem spotkania to pierwszy set pokazał, że o ten cel nie będzie tak łatwo. Programiści musieli drżeć o wynik do samego końca, bowiem po drugiej stronie siatki bardzo dobrze spisywali się Bartosz Rudzki, Mateusz Ryś oraz Monika Piechowska i to oni prowadzili przez większość seta. Ostatecznie partia zakończyła się minimalnym zwycięstwem Speednetu, w którego szeregach brakowało dobrze dysponowanego w tym sezonie Piotra Grodzkiego. W związku z tą absencją ciężar gry na swoje barki musieli wziąć Tomasz Trzaskoma oraz Rafał Hołubiuk, którzy w poniedziałkowy wieczór zdobyli dla swojej ekipy łącznie osiemnaście punktów. Druga odsłona to już gra, której oczekiwałby trener drużyny – Mateusz Urbanowicz. Widać było, że pierwszy set wywołał u niego stan przedzawałowy. Gładka wygrana 21-4 i mogliśmy zacząć trzecią – najbardziej emocjonującą odsłonę. W niej ponownie bardzo dobrze prezentowali się ‘Czarni’ dla których mecz ze Speednetem był najlepszym, który jak do tej pory rozegrali w lidze. Mimo bardzo dobrej postawy, ostatecznie przegrali spotkanie 3-0, ale bez wątpienia mogą być z siebie dumni. Jeśli chodzi o ich przeciwników to mimo wygranej 3-0 gracze zapewne czują pewien niedosyt. Trzeba sobie powiedzieć wprost – ich gra powinna wyglądać lepiej. Z drugiej strony – nie sądzi się zwycięzców. Na koniec sezonu będą się liczyły tylko trzy punkty a nie styl.

Prometheus – Kraken Team 1-2 (22-20; 18-21; 15-21)

Aby nie zaprzepaścić? szansy na awans do grupy mistrzowskiej, drużyna Kraken musiała ten mecz po prostu wygrać. Mimo, że ‘Bankowcy’ wywiązali się z zadania to po spotkaniu w ich szeregach widać było umiarkowany optymizm. Jesteśmy prawie przekonani, że ‘Biało-czarni’ żałują niewykorzystanej okazji i zdobycia tylko dwóch oczek. Pierwszy set był bardzo wyrównany. Drużyny zdobywały punkt za punkt i zastanawialiśmy się czy dla Bankowców ta partia nie zakończy się jak w meczu ze Speednetem, gdzie jeden z setów skończył się wynikiem 28-26. W drugiej części pierwszego rozdania dwupunktową przewagę uzyskali gracze z Ukrainy i już nie odpuścili wygranej w tej partii. Duża w tym zasługa Vladyslawa Mahery oraz Andriya Levenetsa. Drugi set zaczął się lepiej dla Prometheus i wydawało się, że drużyna wygra tę partię oraz cały mecz. Bankowcy nie mogli ‘wejść w seta’ przez co popełniali sporo błędów własnych oraz mieli problem ze znalezieniem miejsca w szczelnym bloku postawionym przez ekipę Prometheus. Po pewnym czasie, do graczy Kraken dotarło o jaki cel grają i zaczęli się prezentować coraz lepiej, dzięki czemu najpierw wyrównali, a następnie wyszarpali zwycięstwo w drugim secie. Potwierdzeniem zwyżkującej formy w meczu była trzecia odsłona w której Kraken grał na tak wysokich obrotach, że drużynie Prometheus ciężko było doskoczyć do tego pułapu. Wygrana w stosunku 2-1 sprawiła, że Kraken zbliżył się do piątego miejsca na jedno oczko. Najlepszym graczem meczu został najmłodszy zawodnik w drużynie Bankowców – Robert Skwiercz, który już na początku meczu obwieścił ile zdobędzie punktów zakładając koszulkę z numerem 12.

Prototype Volleyball – Volley Gdańsk 1-2 (14-21; 13-21; 21-18)

To miał być kolejny mecz w którym Volley nie ma sobie równych. Przed spotkaniem wywiadu udzieliło dwóch graczy tej drużyny, którzy nie przewidywali problemów w meczu z ekipą, która przez kilka pierwszych tygodni okupowała ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Przed rywalizacją okazało się, że w drużynie Tomka Nurzyńskiego zabraknie między innymi libero – Łukasza Chojnackiego, a cały skład liczył będzie łącznie sześciu graczy. To z kolei sprawiło, że piłki musieli przyjmować nominalni środkowi – Tomasz Nurzyński oraz Karol Grajewski. Widać, że gracze Volley nie odrobili zadania domowego i nie przyjrzeli się skrótom z poprzednich spotkań. Gdyby to zrobili, wiedzieliby, że celowanie zagrywką w Michała Markiewicza to niezbyt fortunny pomysł. Mimo tego, Volley w dwóch pierwszych odsłonach okazał się drużyną najzwyczajniej w świecie lepszą. To co najciekawsze, wydarzyło się jednak dopiero w trzecim secie. W nim niespodziewanie zaskoczyła ekipa Prototype, która od początku sprawiła faworyzowanej drużynie Volley sporo problemów. ‘Transformersi’ zagrali w nim bez kompleksów i zdecydowali się na wymianę ciosów. Jakby tego było mało, wychodziło im to naprawdę dobrze. W tej odsłonie obie ekipy miały problemy z ‘flotami’ przeciwników. Łącznie oba teamy zdobyły zagrywką aż czternaście punktów. W końcówce, jedną z kluczowych akcji był monster block Tomka Nurzyńskiego, dzięki któremu drużyna zdołała utrzymać prowadzenie i zdobyć punkt. Po spotkaniu można było odnieść mylne wrażenie, która z drużyn wygrała spotkanie, bowiem mimo przegranej to Prototype miał więcej powodów do zadowolenia. A Volley? Parafrazując klasyka – liga będzie ciekawsza.

Zapowiedź – MATCHDAY #14

Przed nami już czternasty dzień meczowy. Dojdzie w nim do dziewięciu spotkań. Na rozkładzie mamy dwa spotkania o których zwykło się mówić, że będą szlagierami. Pierwsze z nich to mecz dwóch niepokonanych drużyn z pierwszej ligi – Intermarine z Nasz-Dach Stężyca. Drugie to spotkanie, które jest szalenie istotne, zważywszy na kształt grup spadkowej i mistrzowskiej. W meczu zmierzą się drużyny z piątego oraz szóstego miejsca (Prometheus vs Kraken Team). W drugiej lidze najciekawiej zapowiada się spotkanie Allsix by Decathlon z Wirtualną Polską. Ponadto, pierwszą wygraną w lidze zanotuje drużyna Speednetu 2 lub Scandicu. Zapraszamy na zapowiedź czternastego dnia meczowego!

Allsix by Decathlon – Wirtualna Polska

Godz.: 19:35, boisko nr 2

Z racji tego, że zapowiedź z nagłówka kończyliśmy na drużynie Decathlonu oraz Wirtualnej Polski nie mogło być inaczej i zapowiedzi spotkań zaczynamy właśnie od tego wydarzenia. Rywalizacja zapowiada się bardzo interesująco bowiem zmierzą się drużyny o bardzo podobnym potencjale. Za potwierdzenie tych słów niech posłuży fakt, że obie drużyny zgromadziły, jak do tej pory, po osiem oczek w ligowej tabeli. Patrząc na zestawienie możemy dostrzec mały paradoks. Mimo, że drużyna Decathlonu ma jedno zwycięstwo więcej to i tak muszą oglądać plecy ‘Biało-czerwonych’. Ma to oczywiście związek z faktem, że jeśli przedstawiciele sklepu sportowego wygrywali to za każdym razem poprzez podział punktów. W samym spotkaniu bardzo ciężko wskazać faworyta. Do składów obu drużyn wrócą najprawdopodobniej etatowi gracze, którzy z różnych względów nie mogli wspierać ostatnio swoich drużyn. Po stronie Wirtualnych będzie to kapitan – Jędrzej Matla natomiast po stronie Allsix będzie to Rafał Liszewski oraz Dawid Zdzuj. Wygrana pozwoli jednej z drużyn wskoczyć do górnej połowy tabeli i o to drużyny będą walczyć do ostatniej piłki. Zapowiada nam się naprawdę dobre widowisko.

Typ Redakcji: Wirtualna Polska

Typ Eksperta (Maciej Kot): Allsix by Decathlon

Speednet – Tiande Tufi Team

Godz.: 19:35, boisko nr 1

Nastroje w drużynie Speednetu, w związku z ostatnimi wynikami, uległy zdecydowanemu pogorszeniu. Drużyna ‘Różowych’ zajmuje obecnie ostatnie – jedenaste miejsce w ligowej tabeli. Jakby tego było mało, to ze składu wypadł najlepiej punktujący gracz ligi – Mateusz Urbanowicz, który nabawił się kontuzji kręgosłupa. Dodatkowo, Speednet ma stosunkowo wąską kadrę i kontuzja bądź urlop jednego czy drugiego gracza powoduje wyrwę, którą ciężko jest załatać. Tak było w meczu z Intermarine, w którym zabrakło Marka Ogonowskiego, tak było i ze Stężycą w którym zabrakło wspomnianego wcześniej Mateusza Urbanowicza. To wszystko sprawia, że przed drużyną kreuje się nieciekawy scenariusz. Nie ma się co oszukiwać, ale w meczu przeciwko Tiande Tufi Team będzie niezwykle ciężko o ligowe punkty. Mowa tu o drużynie, która zajmuje obecnie pierwsze miejsce w całej lidze. Ponadto widać, że wśród zawodników Tufi planem minimum na sezon jest znalezienie się na podium rozgrywek. Aby tego dokonać mecz przeciwko Speednetowi muszą po prostu wygrać. W ekipie nie bierze się innego scenariusza pod uwagę, co nie oznacza, że ich rywal zostanie zlekceważony. Do składu, po kontuzji stawu skokowego, wraca będący w doskonałej formie środkowy – Łukasz Arciszewski. Swoją drogą zastanawiamy się jaką receptę na tak szybką rekonwalescencje ma ten świetny gracz?

Typ Redakcji: Tiande Tufi Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Tiande Tufi Team

Thunder Team – Port Gdańsk

Godz.: 19:35, boisko nr 3

Drużyna Portu Gdańskiego musiała czekać jedenaście dni na kolejny mecz w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Bilans ich dotychczasowych spotkań to dwie wygrane i pięć porażek. Z pewnością drużyna nie tak wyobrażała sobie ostatnich kilka tygodni. Portowcy zaczęli sezon od dwóch wygranych, po czym przyszła seria pięciu porażek z rzędu. Mimo tak kiepskiego bilansu drużyna jest na siódmym miejscu w ligowej tabeli. Jeśli ‘Granatowi’ przegrywali to, aż w czterech na pięć przypadków, odbywało się to w stosunku 2-1, dzięki czemu mogli zanotować na swoim koncie dodatkowe oczko. Można powiedzieć, że Portowcy są mistrzami w podziałach punktów. W poprzednim sezonie również miało to miejsce pięciokrotnie. Kolejne spotkanie to bardzo ciężkie zadanie. Drużyna zmierzy się bowiem z Thunder Team, którzy z kolei mierzą w zwycięstwo w lidze, które zapewni im awans. Inny scenariusz jest wręcz nieprawdopodobny dla drużyny Dawida Czoski. Póki co, drużyna znajduje się na czwartym miejscu w tabeli, jednak ma o jeden mecz mniej niż wszystkie drużyny znajdujące się ‘na pudle’. Ewentualna wygrana 3-0 pozwoli im wskoczyć na drugie miejsce w zestawieniu. Z drugiej strony, Thunderowcy mimo bardzo dobrej formy pokazali, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Chyba nie ma ekip, której nie można w drugiej lidze urwać seta bądź zwycięstwa.

Typ Redakcji: Thunder Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Thunder Team

Intermarine – Nasz-Dach Stężyca

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Spotkanie zapowiada się równie pasjonująco co pojedynek Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe w Medison Square Garden. Podobnie jak 1 lipca 1996 r., tak 14 października 2019 r. nie zabraknie emocji. W Ergo Arenie, passę meczów bez porażki na swoim koncie, zakończy jedna z drużyn. Jak do tej pory obie ekipy rozegrały po sześć spotkań w których żaden z zespołów biorących udział w SL3 nie znalazł sposobu na ich pokonanie. Po sześciu spotkaniach, wyższą pozycję w tabeli zajmuje drużyna ze Stężycy, mająca na swoim koncie jedno oczko więcej niż ich poniedziałkowy rywal.  Kolejna wygrana, dla którejś z ekip sprawi, że siedem spotkań bez porażki z rzędu, w pierwszej lidze, będzie brzmiało doprawdy imponująco. Trzeba obiektywnie przyznać, że w teorii to drużyna ze Stężycy miała trudniejszy terminarz. Rywalizowali oni bowiem z drużyną Tiande Tufi Team (obecnym liderem). Jeśli chodzi o Intermarine to jak do tej pory nie mieli jeszcze okazji rozegrać spotkania z żadną z ekip, które zajmują TOP3 w tabeli. Przed ekipą Krzysztofa Wyrzykowskiego doprawdy ciężki kalendarz. Zmierzą się ze Stężycą, Tufi Team, Trójmiejską Strefą Szkód oraz Volley Gdańsk. Walka o pole-position w grupie mistrzowskiej wkracza w decydującą fazę. Która z drużyn zajmie miejsce w pierwszej linii, a która będzie wąchała spaliny z odjeżdżającego bolidu? Ten mecz będzie bardzo istotny w kontekście układu tabeli. Z całą pewnością ligowa czołówka liczy na to, że w meczu dojdzie do podziału punktów.

Typ Redakcji: Intermarine

Typ Eksperta (Maciej Kot): Nasz-Dach Stężyca

Trójmiejska Strefa Szkód – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Powtarzamy się, ale zarówno Trójmiejska Strefa Szkód jak i Straż Pożarna potrzebują tej wygranej jak tlenu do życia. Obie drużyny rozegrały łącznie już trzynaście spotkań w których odniosły łącznie dwie wygrane. Patrząc na grę oraz dokonania zespołów w poprzednim sezonie, wynik ten brzmi jak ponury żart. Obie drużyny grają zdecydowanie poniżej własnych możliwości oraz przedsezonowych oczekiwań. Wyżej w tabeli są Strażacy, którzy mimo, że przegrywali to potrafili  aż czterokrotnie ugrać jednego seta, dzięki czemu mogli dopisać po jednym oczku. Jak widać, mecz będzie zatem doskonałą okazją do przełamania dla jednej z ekip. W spotkaniu, które rozgrywane było na wiosnę, górą była ekipa Trójmiejskiej Strefy Szkód. Wtedy, podobnie jak obecnie uznaliśmy, że to Strażacy są faworytem rywalizacji. Czy historia zatoczy koło i pokaże, że tym razem również się mylimy? Na razie wszystko wskazuje na to, że nie będzie to jedyne spotkanie obu drużyn w tym sezonie. Ciężko sobie wyobrazić, żeby któraś z ekip mogła wskoczyć jeszcze do grupy mistrzowskiej. Z drugiej strony, Strażacy rozegrali już mecze z każdym rywalem z miejsc 1-6 i terminarz jest ich niewątpliwym atutem. Ewentualne dziewięć punktów w trzech meczach brzmi naprawdę realne. Pamiętacie jeszcze jak pisaliśmy o największym come-backu Strażaków? Gdyby wskoczyli do grupy mistrzowskiej byłoby to NIE – WIA – RY – GO – DNE. Pierwszy sprawdzian w poniedziałek o 20:35.

Typ Redakcji: Straż Pożarna Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Straż Pożarna Gdańsk

Speednet 2 – DCT Gdańsk

Godz.: 20:35, boisko nr 2

W poniedziałkowy wieczór, drużyna ‘Programistów’ stanie do walki o ligowe punkty aż dwukrotnie. Na początek zmierzą się z drużyną DCT Gdańsk. Mecz zapowiada się ciekawie, ponieważ spotkają się rywale, którzy w tabeli są bezpośrednimi sąsiadami. Ekipa ‘Różowych’ znajduje się obecnie na czternastym miejscu, natomiast drużyna ‘Kontenerowców’ okupuje jedną pozycję wyżej. Ciekawostką jest fakt, że Speednet 2 w poniedziałek rozegra spotkania z dwoma sąsiadami. Po spotkaniu z DCT zagrają z piętnastą drużyną w tabeli – Hotelem Scandic. Jak widać, przed drużyną duża szansa na poprawienie swojego dorobku punktowego. Jak do tej pory zdobyli tylko jeden punkt w pięciu meczach. Po spotkaniu z Seargin drużyna długo nie mogła pogodzić się z porażką, jednak po kilku tygodniach, w których Seargin zdobyło kilka punktów, porażka ta nie jest już tak bolesna. Jeśli chodzi o ich poniedziałkowych rywali to zastanawiamy się jak podejdą do meczu zawodnicy z ulicy Kontenerowej. Początek sezonu nie jest w ich przypadku udany. Po sześciu spotkaniach mają na swoim koncie zaledwie pięć punktów i jest to wynik rozczarowujący patrząc na zasoby ludzkie, które posiadają. Ponadto, prawdziwą katastrofą można byłoby uznać przypadek w którym na koniec sezonu mieliby mniej punktów niż w sezonie Wiosna’19 (8 pkt w poprzednim sezonie przyp. Red.). Wtedy ekipa musiała rywalizować między innymi z takimi tuzami jak Volley Gdańsk czy Trójmiejska Strefa Szkód. Teraz większość drużyn jest w ich zasięgu. Do tej pory brakowało trochę szczęścia. Dla której z ekip karta się odwróci?

Typ Redakcji: DCT Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet 2

Prometheus – Kraken Team

Godz.: 21:35, boisko nr 2

Mecz będzie niezwykle istotny w kontekście układu tabeli i podziału na grupy – mistrzowską oraz spadkową. Na tę chwilę wygląda to tak, że obie drużyny sąsiadują ze sobą w zestawieniu. Prometheus zamyka obecnie grupę mistrzowską i ma dwa punkty przewagi nad Kraken Team. Ewentualna wygrana ‘Bankowców’ pozwoliłaby im wskoczyć na piąte miejsce w tabeli i przedłużenie nadziei na awans do grupy mistrzowskiej. Z drugiej strony, jeśli Prometheus wygra w stosunku 3-0 to już tylko kataklizm mógłby sprawić, że drużyna zza wschodniej granicy nie znalazłaby się na koniec sezonu przed ‘Bankowcami’. Zostawmy jednak te teoretyczne rozważania. Obie drużyny najprawdopodobniej przystąpią do spotkania bez swoich liderów. Po stronie Kraken Team będzie to Arkadiusz Wasilewski, który w ostatnim spotkaniu nabawił się kontuzji stawu skokowego, natomiast po stronie Prometheus będzie to Dmytro Moroziuk, który wystąpił w zaledwie trzech pierwszych spotkaniach obecnego sezonu. Co ciekawe, z nieoficjalnych informacji wiemy, że lider drużyny wróci na kolejny mecz i pomoże swojej drużynie w osiąganiu lepszych wyników. Znamienny jest fakt, że drużyna podczas jego nieobecności zdołała ugrać zaledwie trzy punkty w trzech meczach. Dla porównania, z Dimą w składzie było to aż siedem oczek.

Typ Redakcji: Kraken Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Kraken Team

Speednet 2 – Scandic

Godz.: 21:35, boisko nr 3

42 – dokładnie tyle dni od rozpoczęcia rozgrywek Siatkarskiej Ligi Trójmiasta musiało upłynąć do momentu w którym jedna z drużyn, którym przyjdzie rywalizować w bezpośrednim starciu, odniesie pierwsze zwycięstwo w sezonie Jesień’19. W meczu zmierzą się drużyny, które zajmują dwa ostatnie miejsca w ligowej tabeli. Faworytem jest drużyna Speednetu 2, która od jakiegoś czasu regularnie trenuje pod okiem dwóch graczy pierwszej drużyny – Mateusza Urbanowicza oraz Niko Domżalskiego. Tak jak wielokrotnie pisaliśmy, treningi przyniosą z czasem punkty. Teoretycznie, w trakcie sezonu, o ten cel nie będzie już łatwiej. Z drugiej strony, ekipa Hotelarzy w czasie ostatniej kolejki wzmocniła się trzema nowymi zawodnikami, którzy podnieśli jakość drużyny. Mecz przeciwko ‘Programistom’ będzie okazją do pobicia swojego rekordu liczby punktów zdobytych w jednym secie. Przypominamy, że ten wynosi 14 i został osiągnięty w ostatniej kolejce, podczas spotkania ze Zmieszanymi. Jeśli hotelarze zaprezentowali się tak dobrze na tle jednego z faworytów do wygrania ligi to kto wie jak potoczy się spotkanie z czternastą drużyną w tabeli? Bez wątpienia obie ekipy będą zmobilizowane na 200%.

Typ Redakcji: Speednet 2

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet 2

Prototype Volleyball – Volley Gdańsk

Godz.: 21:35, boisko nr 1

Na jedynce, o godzinie 21:35 zmierzą się dwie drużyny pierwszoligowe – Prototype Volleyball oraz Volley Gdańsk. Faworytem spotkania jest oczywiście drużyna, która jest obecnym mistrzem Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Volley Gdańsk. Ekipa ‘żółto-czarnych’ jest jedną z trzech niepokonanych ekip i póki co pewnie zmierzają po obronę mistrzowskiego tytułu. Przed nimi dziewięć spotkań, w których postarają się zdobyć komplet punktów. Co ciekawe, mimo że drużyny mają zgłoszone w swoich szeregach bardzo liczną grupę zawodników, to w poniedziałkowy wieczór, na parkiecie powinniśmy zobaczyć zaledwie po siedmiu graczy z obu drużyn. W Volley na rozegraniu zagra Bartek Koźlewicz, którego widzieliśmy ostatnio na meczu ze Strażą Pożarną. W składzie nie powinno zabraknąć Przemka Wawera, który jak do tej pory wystąpił w każdym z rozegranych pięciu spotkań i aż trzykrotnie zdobył tytuł MVP spotkania.  Ten sezon będzie dla niego prawdopodobnie  lepszy jeśli chodzi o frekwencję oraz statystyki indywidualne. Spotkanie zapowiada się ciekawie również z punktu widzenia Redakcji. Po przeciwległych stronach siatki spotkają się dwaj eksperci Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Maciek Kot (Volley Gdańsk) oraz Tomek Nurzyński z Prototype. Ponadto w ekipie ‘Cyborgów’ trwa rywalizacja o miano najlepiej punktującego gracza drużyny. Łukasz Dejko (38pkt), Michał Markiewicz (35pkt) oraz Karol Grajewski (35pkt). Z drugiej strony, jesteśmy przekonani że cała trójka zamieniłaby osiągnięcia indywidualne za zwycięstwo w najbliższym meczu. Czy drużynę stać na sprawienie sensacji?

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

MATCHDAY #13

Przez większość wieczoru wydawało się, że podsumowanie czwartkowej serii gier będziemy mogli zacząć od słów, że wszystkie mecze skończyły się wynikiem 3-0 tak jak mecz reprezentacji Polski w… piłkę nożną, który był rozgrywany równolegle. Ostatecznie tak się nie stało i wyłamały się drużyny Team Spontan oraz Zmieszani. Trzeba przyznać, że właśnie te spotkanie obfitowało w największe emocje. Zapraszamy do podsumowania trzynastego dnia meczowego. Dla kogo okazał się pechowy, a kto wręcz przeciwnie, okazał się zaklinaczem?

Team Spontan – Allsix by Decathlon 3-0 (21-17; 21-9; 21-16)

Czwartkowy wieczór miał nam dać odpowiedź o jakie cele będzie walczyć drużyna Spontanicznych. Nie ukrywamy, że widząc potencjał i zasoby ludzkie byliśmy przekonani, że ten produkt musi w końcu odpalić. W zasadzie pytanie ‘czy’ było bezzasadne i ewoluowało do pytania ‘kiedy’? Wydaje nam się, że czwartek był dniem w którym znowu byli drużyną, która potrafi wygrywać i bawić się przy tym doskonale. Wśród zawodników debiutował dzisiaj najwyższy zawodnik w lidze – Marek Blachowski. Jego 207 cm wzrostu budziło ogromny respekt wśród rywali, którzy postanowili jak najrzadziej atakować jego stroną. W drużynie Decathlonu zabrakło aż trzech z czterech najlepiej punktujących graczy drużyny i zastanawiamy się jak potoczyłby się w szczególności pierwszy set, który był najbardziej wyrównany ze wszystkich partii. Druga odsłona to już zdecydowana przewaga Spontanicznych. Być może na lepszą dyspozycję miał fakt pojawienia się Piotra Skierkowskiego, który spóźniony, ale jednak dołączył, by wspierać swoją drużynę. Trzecia część to zaskoczenie i konsternacja wśród Spontanicznych. Set ten pokazał, że mimo wysokiej wygranej w poprzedniej partii, nie można absolutnie lekceważyć swojego rywala. W pewnym momencie Allsix prowadził aż sześcioma punktami i wydawało się, że skończy się podziałem punktów. Decathlon ostatecznie najpierw dopuścił rywali do wyrównania, a następnie uległ w secie i w meczu po asie serwisowym spóźnialskiego – Piotra Skierkowskiego.

Zmieszani – Scandic 3-0 (21-4; 21-14; 21-6)

Nie oszukujmy się – wynik zawodów był znany na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W rywalizacji zmierzyły się bowiem drużyny, które dzieli przepaść – zarówno w umiejętnościach, jak i w doświadczeniu czy zgraniu. Nie oznacza to jednak, że przed spotkaniem, a także w jego trakcie, nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Hotelarze w dzień meczowy, rzutem na taśmę, uzupełnili listę swoich graczy o ‘brygadę R’. W skład wspomnianej ekipy wszedł: Bartosz Rudzki, Sebastian Rydel oraz Mateusz Ryś. Ten ostatni oraz Natalia Pawelska byli najlepszymi graczami swojego zespołu. Wydaje nam się, że mecz ze Zmieszanymi był dla drużyny Grzegorza Grabowskiego najlepszy pod każdym kątem. Po pierwsze, byliśmy bardzo miło zaskoczeni, że w czwartkowym starciu była najlepsza jak dotąd frekwencja. Do protokołu zostało wpisanych aż jedenastu graczy. Ponadto trzeba przyznać, że gra wyglądała tego dnia zdecydowanie lepiej. Dobre przyjęcie wspomnianej Natalii Pawelskiej oraz atak Mateusza Rysia powoduje, że przed drużyną kreuje się wizja coraz lepszej dyspozycji. Najlepiej Hotelarze zaprezentowali się w drugim secie, w którym to ugrali aż czternaście punktów, co jest ich najlepszym wynikiem w lidze. Zmieszani oczywiście przez cały mecz kontrolowali jego przebieg, ale nie ujmujemy niczego ekipie Scandic. Jakkolwiek to zabrzmi, mecz dla Zmieszanych był rozgrzewką przed spotkaniem z Team Spontan.

Nasz-Dach Stężyca – Speednet 3-0 (21-16; 21-15; 21-13)

Jeśli przed meczem znalazły się osoby, które wskazały jako faworyta drużynę Speednetu, to kilka minut przed pierwszym gwizdkiem musiały się poczuć rozczarowane. Przed spotkaniem okazało się, że tego dnia nie zagra najlepiej punktujący gracz ligi – Mateusz Urbanowicz, który boryka się z kontuzją i jego powrót przed zakończeniem sezonu stoi pod dużym znakiem zapytania. To wszystko spowodowało, że w drużynie, po raz kolejny w przeciągu jednego dnia, musiało dojść do przeorganizowania szyków. Pozycję atakującego odkurzył Niko Domżalski, a w podstawowym składzie, na środku, wystąpił Łukasz Komar. Jeśli chodzi o Piotra Przywieczerskiego to powrócił on na swoją nominalną pozycję – przyjmującego, co było spowodowane powrotem do składu rozgrywającego Marka Ogonowskiego. W trakcie meczu, na swoich graczy pokrzykiwał nowy (stary) atakujący, który co rusz zwracał uwagę zawodnikom, że nie mogą co chwilę oddawać przeciwnikom punktów za darmo. Jeśli chodzi o błędy własne to Speednet popełnił ich zdecydowanie więcej. Stężyca wygrywa spotkanie w stosunku 3-0, dzięki czemu podtrzymuje passę kilku zwycięstw z rzędu. Po pięciu spotkaniach nie możemy już mówić o przypadku. MVP spotkania został dwudziestotrzyletni Piotr Skowroński. Celowo w podsumowaniu podkreśliliśmy wiek Piotrka bowiem większość graczy jest w podobnym wieku i jak zdradził nam przepytywany w wywiadzie Piotr Labuda, niektórzy zawodnicy grają ze sobą wspólnie od… gimnazjum.

Speednet 2 – DNV GL S*M*A*S*H 0-3 (10-21; 12-21; 16-21)

Rozkręca nam się drużyna DNV GL S*M*A*S*H. Zastanawiamy się czy to tylko iluzja czy graczom DNV  gra sprawia ponownie ogromną satysfakcję oraz radość. Gdy dodamy do tego wyniki, które w ostatnim czasie ekipa ma naprawdę dobre, to mamy obraz drużyny ukontentowanej. W czwartkowy wieczór faworytem była ekipa DNV i presja, którą narzuciła na nich Redakcja nie spętała im nóg. Poza faktem, że drużyna zadebiutowała w nowych strojach to jeszcze frekwencja i zaangażowanie sprawiło, że na drużynę patrzyło się z czystą przyjemnością. O ekipie z Łużyckiej możemy pisać same komplementy. Szczególnie, gdy spojrzymy na pierwszy set. Ekipa ‘Białych’ wcieliła się w rolę profesorów. Atak z Przechodzącej piłki? Wykład profesora Lukashenko. As serwisowy? Zaprasza profesor Palka. Blok? Zapraszamy do auli Pana Wiśniewskiego. A może lekcja teorii w graniu na jednego rozgrywającego? Dyżur pełni profesor Paszkowski. Mówimy tu tylko o pierwszym secie. W następnych było w zasadzie podobnie. Speednet nie miał w ten pochmurny wieczór argumentów na tak dobrze zorganizowaną drużynę DNV. Można powiedzieć, że między ekipami mamy remis, ponieważ w wiosennej edycji wygrała firma Speednet. Która z drużyn będzie mocniejsza w kolejnej edycji?

Nasz-Dach Stężyca – Kraken Team 3-0 (21-18; 21-19; 21-15)

Zastanawiamy jak potoczyłyby się pojedynki Kaszubów gdyby nie splot wydarzeń okołomeczowych. W pierwszym spotkaniu była to kontuzja Mateusza Urbanowicza ze Speednetu, natomiast w drugim kontuzja atakującego Arkadiusza Wasilewskiego (Kraken Team) oraz absencja lidera drużyny Kraken Team – Bartłomieja Piepera. Ponadto, w meczu, na pozycji rozgrywającego zagrał kapitan drużyny Wojciech Elminowski. Braki kadrowe ‘Białych’ uzupełnił Robert Skwiercz i trzeba przyznać, że debiut tego młodego gracza był doprawdy imponujący. Robert zdobył 7 punktów i był to ex aequo najlepszy wynik w drużynie.  W czwartkowy wieczór, mimo że w nieco eksperymentalnym składzie, ekipa Kraken postawiła twarde warunki. Trzeba przyznać, że nie był to ‘spacerek’ dla ekipy Piotra Labudy. ‘Bankowcy’ bez wątpienia mogą czuć rozczarowanie, ponieważ zajmują szóste miejsce w ligowej tabeli i wydaje się, że na kilka kolejek przed końcem sezonu zasadniczego powoli kreuje nam się skład grupy mistrzowskiej. Porażka 0-3 bez wątpienia sprawiła, że o dostanie się do elity będzie znacznie trudniej. Miejsce w niej, po sześciu wygranych spotkaniach z rzędu, ma praktycznie zapewnione ekipa ze Stężycy. Tylko cud mógłby sprawić, że drużyna wypadnie za burtę grupy mistrzowskiej.

Zmieszani – Team Spontan 1-2 (20-22; 21-23; 21-12)

Tak jak pisaliśmy w nagłówku – było to najciekawsze spotkanie w matchday #13. Osoby, które przeczytały zapowiedzi wiedziały, że spotkanie niesie za sobą pewien ciężar gatunkowy. Na papierze faworytem spotkania była drużyna Zmieszanych i możemy się założyć, że na 1000 respondentów z ankiety 999 odpowiedziałoby, że wygrają Zmieszani. Tak naprawdę tylko szaleniec mógł wskazać jako faworyta ekipę Piotra Raczyńskiego.  Historia wielokrotnie pokazała, że nie zawsze większość ma rację. Jakiś czas temu Kopernika również chcieli spalić na stosie. Po czasie okazało się, że ten mieszkaniec Torunia miał rację, gdy wszystkim wokół wydawało się, że opowiada bzdury. Szukając analogii do naszej ligi, jeden na tysiąc respondentów również miał rację. To Spontaniczni wygrali spotkanie w stosunku 2-1. W pierwszym secie prowadzili już 19-14, ale w ich szeregach pojawiło się rozprężenie, w efekcie czego doprowadzili do remisu, a następnie walki na przewagi. Ostatecznie udało im się wygrać seta do 20. Druga odsłona również była bardzo wyrównana i ponownie zwycięska dla Spontana. Jako przyczynę porażki, w tej partii, wskażemy trzy rzeczy. 1. Marek Blachowski ponownie wykorzystał swoje centymetry i kapitalnie sprawował się na bloku. 2. Przy stanie 19-19 doszło do sytuacji po której piłka wylądowała w polu/na oucie i wzbudziła ogromne poruszenie wśród dwóch drużyn. Ostatecznie punkt trafił do Spontanicznych i można żałować, że Pani sędzia nie zdecydowała się na powtórzenie akcji. 3. Jakkolwiek boleśnie to nie zabrzmi, to Zmieszani zagrali poniżej swoich możliwości. Te pokazali dopiero w ostatniej odsłonie, pewnie wygrywając seta do 12. Niestety dla Zmieszanych było już za późno i  można powiedzieć, że dobro przegrało ze złem. Mamy tu na myśli oczywiście szczęśliwą siódemkę (siódmy mecz Zmieszanych) z pechową trzynastką (trzynasta seria gier).

Zapowiedź – MATCHDAY #13

Nim się obejrzeliśmy dotarliśmy do etapu w którym poprzedni sezon powoli dobiegał końca. W pierwszej edycji było łącznie piętnaście dni meczowych, a w najbliższy czwartek odbędzie się trzynasty dzień rozgrywek. Nie oznacza to, że  dla dziewięciu drużyn, które rozegrają spotkania będzie to końcówka ligi. Większość teamów, po rozegranych spotkaniach będzie miała około połowę spotkań za sobą. Dla kogo trzynastka okaże się pechowa?

Team Spontan – Allsix by Decathlon

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Początek października nie należał do udanych dla obu drużyn, którym przyjdzie rywalizować na środkowym boisku, w najbliższy czwartek, o godzinie 20:35. Spontaniczni przegrali swoje spotkanie z Thunder Team, natomiast Allsix by Decathlon musiał uznać wyższość drużyny Mental Block. Fakt ten sprawia, że do rywalizacji przystąpią dwie ekipy, które będą chciały zmazać plamę po ostatnich spotkaniach. Gdyby tego było mało, to o ile o Decathlonie można powiedzieć, że miejsce w tabeli mogłoby być wyższe (zważywszy na fakt, że aż czterokrotnie wygrywali), to początek sezonu w wykonaniu drużyny Piotra Raczyńskiego można nazwać dużym rozczarowaniem. Po pięciu rozegranych spotkaniach ‘Spontaniczni’ mają zaledwie sześć punktów i zajmują dwunastą lokatę w ligowej tabeli. Myślimy, że nie będzie dużym nadużyciem jeśli powiemy, że póki co ich wyniki i miejsce w zestawieniu pretendują do miana jednego z największych rozczarowań ligi. W czwartek okazję do przełamania będą mieli aż dwukrotnie, bowiem po spotkaniu z ‘Granatowymi’, zmierzą się ze Zmieszanymi. Zapewne sześć punktów byłoby jak spełnienie marzeń. Czy jest to możliwe? Na pewno będzie to bardzo trudne zadanie.

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Nasz-Dach Stężyca – Speednet

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Pisząc zapowiedź meczu Kaszubów ze Speednetem, nie sposób nie wspomnieć o drużynie Intermarine. W poniedziałkowy wieczór z drużyną Masters zmierzyła się bowiem drużyna Speednetu i kto wie jak potoczyłby się pojedynek, gdyby nie fakt, że w ich szeregach zabrakło jednego z lepszych rozgrywających ligi – Marka Ogonowskiego. W jego role, z konieczności, musiał wcielić się kapitan drużyny Piotr Przywieczerski i mimo, że na tej pozycji radził sobie całkiem dobrze to jednak sam bez wątpienia czuje się lepiej na przyjęciu. Zastanawiamy się czy w czwartkowy wieczór ‘Różowi’ wystąpią w pełnym zestawieniu. Ich rywalem będzie kolejna drużyna (obok Intermarine i Volley Gdańsk), która jak do tej pory jeszcze nie przegrała – Nasz-Dach Stężyca. Spotkanie będzie interesujące nie tylko dla zawodników obu drużyn, czy kibiców zgromadzonych na trybunach, ale również właśnie dla drużyny Krzysztofa Wyrzykowskiego, która 14 października zagra ze Stężycą. To jak na tle Speednetu zaprezentuje się drużyna Kaszubów da odpowiedź ekipę Intermarine na wiele pytań przed poniedziałkowym hitem. Zastanawiamy się jak długo passę bez porażki będą w stanie utrzymać gracze ze Stężycy. Jeśli w czwartek ponownie dwukrotnie wygrają to zameldują się wśród ekip gotowych, aby na koniec sezonu zawiesić na szyjach złote medale.

Typ Redakcji: Nasz-Dach Stężyca

Typ Eksperta (Maciej Kot): Nasz-Dach Stężyca

Zmieszani – Scandic

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Gracze Zmieszanych upodobali sobie rozgrywanie dwóch meczów w czasie jednego wieczora. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce dwa tygodnie temu. 26 września team Edyty Woźny wygrał dwa spotkania i na pewno będą chcieli ten wyczyn powtórzyć. Na papierze zadanie wydaje się łatwiejsze niż poprzednio. Wtedy ekipa rywalizowała z odpowiednio drugą i trzecią drużyną w tabeli. Tym razem będą to ekipy z dwunastego oraz piętnastego miejsca. Można powiedzieć, że mecz przeciwko Scandic będzie tylko przystawką do głównego dania – meczu przeciwko Team Spontan. Zanim to jednak nastąpi drużyna zmierzy się z Hotelarzami. Faworytem spotkania jest oczywiście ekipa Zmieszanych, która będzie chciała wyrównać, a w zasadzie przebić wynik sprzed dwóch tygodni. Tym razem mierzą w sześć punktów (cztery punkty dwa tygodnie temu). Żartobliwie można stwierdzić, że największym zagrożeniem, które czyha na nich w najbliższym spotkaniu są oni sami. Osoby, które obserwują fanpage Zmieszanych zapewne widziały jak hucznie drużyna świętowała urodziny jednego z graczy… Asów B Klasy. Jeśli chodzi o ich najbliższych rywali to zastanawiamy się jak będzie się prezentowała drużyna Hotelarzy na tle tak dobrej drużyny. Co ciekawe, w ostatnich trzech spotkaniach Scandicu wziął udział Grzegorz Grabowski, który początkowo miał pełnić rolę kierownika lub trenera drużyny. Jak widać, wiedzę teoretyczną potrafi przekuć również na praktykę, bowiem z miejsca stał się on najlepiej punktującym graczem swojej drużyny.

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta (Maciej Kot): Zmieszani

Zmieszani – Team Spontan

Godz.: 21:35, boisko nr 3

Postronny obserwator SL3 patrząc na rywalizację Zmieszani – Team Spontan nie zdaje sobie sprawy, jakim ciężarem gatunkowym obarczone jest to spotkanie. Nie wszyscy z Was wiedzą, ale w Spontanicznych swoje miejsce na Ziemi znalazł ostatnio Piotr Skierkowski. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że w poprzednim sezonie był on kapitanem drużyny Wstrząśnięci nie Zmieszani. Obecnie, próżno szukać tej drużyny w rozgrywkach SL3. Część zawodników, tak jak Piotr, zmieniło drużynę, niektórzy tak jak np. Jakub Wierzejski, w tym sezonie, nie gra w ogóle, a część Zmieszanych reaktywowało starą nazwę i grają pod nowym (starym) szyldem. Jak widzicie, na potrzebę tej zapowiedzi znaleźliśmy wspólny mianownik. Pisząc tylko o rywalizacji Wstrząśniętych ze Zmieszanymi zastosowalibyśmy duże uproszczenie. Mecz zapowiada się również ciekawie z uwagi na rywalizację nominalnych środkowych – Izabeli Narwojsz (Team Spontan) z Martą Żarczyńską-Buchowiecką. Nie skupiając się tylko na indywidualnościach, zastanawiamy się nad dwoma rzeczami: kiedy Spontaniczni w końcu odpalą oraz kiedy Zmieszani zawiodą i przytrafi im się słabszy mecz?

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta (Maciej Kot): Zmieszani

Nasz-Dach Stężyca – Kraken Team

Godz.: 21:35, boisko nr 1

Zastanawiamy się czy do spotkania przeciwko drużynie Kraken Team, drużyna Nasz-Dach Stężyca przystąpi jako jedna z trzech pierwszoligowych drużyn, która nie zaznała jeszcze porażki. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 21:35, czyli tuż po spotkaniu Kaszubów ze Speednetem. W rywalizacji faworytem będzie drużyna ze Stężycy, która ma na swoim rozkładzie między innymi Tiande Tufi Team. ‘Bankowcy’ balansują pomiędzy grupą mistrzowską a spadkową. Bez wątpienia, ich ambicje sięgają gry w grupie mistrzowskiej, jednak aby zbliżyć się do tego celu, musza poszukać punktów w meczu ze Stężycą. Ekipa mogłaby mieć jeden punkt więcej, gdyby nie kapitalne zachowanie rozgrywającego Pawła Pallacha. Mowa tu o zachowaniu fair-play w ostatnim spotkaniu, w którym gracz Kraken przyznał się do dotknięcia siatki, po czym sędzia przyznał punkt dla ekipy Tiande. Nie ukrywamy, że ta postawa bardzo nam zaimponowała. Jednocześnie, bardzo możliwe, że właśnie ta jedna sytuacja sprawi, że w grupie mistrzowskiej znajdzie się inna drużyna, kosztem Bankowców. Jeśli dojdzie do tego, to Pawłowi na osłodę, drużyna, która znajdzie się na piątym miejscu, powinna chyba postawić przysłowiowe piwo. Wracając do meczu, to trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że o punkty będzie naprawdę ciężko. Póki co ekipa ze Stężycy wygląda na drużynę przez duże ‘D’ i ciężko wyobrazić sobie, że Bankowcy mogliby ich zatrzymać.

Typ Redakcji: Nasz-Dach Stężyca

Typ Eksperta (Kocie Typy): Nasz-Dach Stężyca

Speednet 2 – DNV GL S*M*A*S*H

Godz.: 21:35, boisko nr 2

Piątym rywalem dla ‘Różowych’ będzie ekipa DNV GL S*M*A*S*H. Tak jak w poprzednim sezonie, tak i teraz, można mówić o derbach. Siedziby obu firm mieszczą się zaledwie kilkaset metrów od siebie i zastanawiamy się kto tym razem będzie mógł chodzić po gdyńskim Redłowie z podniesioną głową. 28 maja byli to pracownicy Speednetu. Tym razem faworytem jest ekipa DNV GL S*M*A*S*H. Abstrahując od faktu, że ekipa Speednetu została podzielona na pierwszą i drugą drużynę, i w  najbliższym spotkaniu nie zagra między innymi MVP ostatniego spotkania – Mateusz Florczak, to trzeba docenić ogromny progres, który zanotowała w ostatnim czasie ekipa DNV. Historia ‘Białych’ jest naprawdę ciekawa bowiem na początku swojej przygody z SL3 od razu znaleźli się na Evereście. Po czterech spotkaniach byli na czele tabeli, by następnie szorować po dnie rowu Mariańskiego i przegrać aż jedenaście spotkań z rzędu. W ostatnim czasie widać, że w drużynie coś ewidentnie zaskoczyło. Wreszcie zaczęli punktować, dzięki czemu znajdują się obecnie na dziewiątym miejscu w tabeli. Pytanie czy przed nimi znowu passa wygranych, stabilizacja formy, a może passa przegranych? Tę ostatnią na pewno będzie chciała zażegnać również ekipa ‘Różowych’. Początek sezonu to cztery porażki z rzędu i przedostatnie miejsce w ligowej tabeli. Z drugiej strony, regularne treningi, pasja i hektolitry potu przelane na treningu, w końcu dadzą efekt. No pain, no gain Panowie. Potrzeba po prostu czasu.

Typ Redakcji: DNV GL S*M*A*S*H

Typ Eksperta (Maciej Kot): DNV GL S*M*A*S*H

MATCHDAY #12

W poniedziałkowy wieczór obyło się bez niespodzianek – wszyscy faworyci wygrali swoje spotkania 3:0. Nie oznacza to jednak, że nie wydarzyło się nic wiekopomnego. Swoje pierwsze zwycięstwa bez straty seta odniosły drużyny Seargin (fantastyczna historia!) oraz… niepokonane do tej pory Intermarine. Kto będzie mistrzem, a kto walczy o utrzymanie? Zapraszamy na relację z 12 dnia meczowego.

Intermarine – Speednet 3-0 (21-18; 21-12; 21-13)

Spotkanie Intermarine ze Speednetem można by reklamować jako pojedynek dwóch „siedemnastek”. Łącznie ponad 400 cm wzrostu i 200 punktów – panów Masiaka i Urbanowicza nie trzeba nikomu przedstawiać. Obserwatorzy mogli być jednak zaskoczeni, gdyż w drużynie tzw. Masters pierwsze skrzypce zagrał tym razem debiutant – Mateusz Ciesielski (MVP, 12 pktów). Intermarine najwyraźniej wzięło do siebie nasze słowa z zapowiedzi, że czas najwyższy wygrać mecz w stosunku 3-0, gdyż przed nimi spotkania z najtrudniejszymi przeciwnikami i w związku z tym zamówiło posiłki. Efekt był piorunujący, a gra kleiła się jak nigdy. Co prawda, w pierwszym secie Urbanowicz udowodnił, że potrafi nie tylko „wbijać gwoździe” lecz również umiejętnie kiwać, co sprawiło że ze stanu 15:8 zrobiło się 17:15. Jednakże dzięki atakom MVP tego spotkania, Intermarine dowiozło zwycięstwo w tym secie do końca. W drugiej partii, serią znakomitych zagrywek popisał się Andrzej Masiak. Serię przerwał dopiero Urbanowicz – najpierw… przyjął piłkę na drugą stronę, lecz po chwili zrehabilitował się i zatrzymał kontrę pojedynczym blokiem, wysyłając kolegom z drugiej strony siatki wymowny uśmiech (czyżby się znali?). Następnie rozkręcił się Marcin Karbownik i zdjął ciężar zdobywania punktów z liderów swojej drużyny. W trzecim secie Intermarine wprowadziło zmienników, lecz nadzieje Speednetu na zdobytego seta rozwiał powrót na boisku kapitana – Krzysztofa Wyrzykowskiego. Speednet może żałować, że w tym meczu zagrał w dość eksperymentalnym składem. Na pozycji rozgrywającego zadebiutował Piotr Przywieczerski, zaś Kamil Lewandowski zagrał na pozycji atakującego po raz pierwszy od… 12 lat! Mamy nadzieję, że kadra szybko zostanie uzupełniona, gdyż w czwartek Informatyków czeka powtórka z rozrywki i kolejny niepokonany do tej pory przeciwnik – Nasz-Dach Stężyca.

Kraken Team – TianDe Tufi Team 0-3 (19-21; 21-23; 14-21)

Teoretycznie faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden. Zawodnicy Kraken Team sami przyznają, że brakuje im zgrania, wspólnych treningów i sparingów, podczas gdy Tufiki to starzy wyjadacze trójmiejskich parkietów. Ten mecz pokazał jednak, że niezależnie od siły „na papierze”, w 1 lidze trzeba utrzymywać koncentrację przez całe spotkanie. Pomimo prowadzenia w pierwszych dwóch setach, Bankowcom udawało się dwukrotnie doskoczyć do utytułowanego rywala. W pierwszym secie najpierw groźnym flotem postraszył Mateusz Wieżel, potem zaś, po skosie, wybrał się Arkadiusz Wasilewski. Ostatecznie set skończył się krótką Łukasza Arciszewskiego (swoją drogą – musiał skończyć piłkę setową dwa razy, gdyż za pierwszym razem na boisku pojawiła się druga piłka i sędzia słusznie nakazał powtórzyć akcję). Trzeba przyznać, że największą różnicę pomiędzy Tufi Team, a Krakenem było widać właśnie w grze środkiem i Bankowcy muszą nad nią trochę popracować. W drugim secie to Kraken objął prowadzenie (7:5), lecz asy serwisowe niezawodnego Piotra Watusa (MVP 15 pktów) i Szymona Straszaka oraz skuteczne ataki Krzysztofa Horeczego (tak, dobrze czytacie – nominalny libero zadebiutował w tym meczu na przyjęciu i nic nie robił sobie z podwójnego bloku rywali!) umożliwiły Tufikom na odwrócenie stanu seta. Na szczególną uwagę zasługuje sytuacja przy stanie 21:22 dla Tufi. Sędzia przerwał akcję i wskazał, że siatki dotknął jeden z graczy Tufi Team, lecz rozgrywający Kraken Team Paweł Pallach przyznał, że to on popełnił błąd, tym samym „oddając” przeciwnikom seta. Po chwili jeszcze większą konsternację wzbudził sędzia sięgający do kieszonki z kartkami… Lecz była to oczywiście kartka koloru zielonego, przyznawana za wyjątkowe gesty fair play. Chapeau bas, Panie Pallach! W trzecim secie pozycjami zamienili się Pieper (przyjęcie) i Wasilewski (atak), nie przyniosło to jednak efektu. Na szczęście widać, że pomimo porażki 0:3 w drużynie z logiem PKO nadal panuje doskonała atmosfera i tzw. team spirit. Na pewno nie gracie ze sobą od wielu lat?

Mental Block – Wirtualna Polska 3-0 (21-18; 21-15; 21-19)

W meczu Mental Block z Wirtualną Polską, jedna z drużyn udowodniła, że… ma dobry Mental. Mamy tu na myśli dwa najbardziej wyrównane sety – pierwszy i trzeci – gdy w kluczowych momentach Mentaliści zaprezentowali się lepiej niż Wirtualni. W pierwszej odsłonie, etatowy MVP (5 zwycięstw, 5 gwiazdek) i najlepszy punktujący drugiej ligi, Marcin Jacyno nie bał się zaryzykować przy piłce setowej i zakończył seta asem serwisowym. Z kolei w trzecim rozdaniu, gdy Wirtualni odrobili kilka punktów straty i wydawało się, że przy stanie 20-19 mogą doprowadzić do gry na przewagi, popełnili prosty błąd w ataku, co poskutkowało zakończeniem spotkania. Jedynym setem, w którym Niebiescy nie pozwolili się do siebie zbliżyć, był set drugi – to w nim Łukasz Hernik (awans na 2 miejsce w klasyfikacji punktujących) i Maciej Krajewski zgłosili angaż do zgarnięcia podwójnego zaproszenia na mecz Trefla Gdańsk. Może kolejnym razem uda się zdetronizować kolegę z drużyny? W przypadku Wirutalnej Polski, z jednej strony bez zmian i najlepszym punktującym był Adam Wajner, jednakże z drugiej strony, całkiem obiecujący debiut zaliczył Dawid Bartel. Kolejna szansa na udowodnienie swoich umiejętności z AllSix by Decathlon w następny poniedziałek.

Intermarine – Straż Pożarna Gdańsk 3-0 (21-14; 21-15; 21-12)

Dzień bez MVP dniem straconym – stwierdził Andrzej Masiak po meczu ze Speednetem i w spotkaniu ze Strażakami zagrał po prostu fenomenalnie. Zdobył 13 punktów i wylądował w top 10 tabeli wszechczasów SL3 (granicę 100 pktów przekroczył już w spotkaniu rozgrywanym godzinę wcześniej). Gratulacje! A co można powiedzieć o spotkaniu? W oczy rzuciła się bardzo szeroka kadra Straży Pożarnej na ten mecz – do tego stopnia, że w meczu zagrało dwóch zawodników z numerem 12. Co więcej, jednym z nich był libero Michał Majkowski, a warto zauważyć, że do tej pory Strażacy rzadko korzystali z przywileju wystawienia zawodnika na tej pozycji. Niestety, pomimo tego, nie znaleźli w sobie zaginionego ostatnimi czasy „ognia”. Co prawda, zaczęli dobrze, bo od prowadzenia 4:0, a do 10 punktu utrzymywał się remis. Potem jednak Intermarine zagrało bezbłędnie. Widać było olbrzymie skupienie i determinację do zdobycia 6 punktów w poniedziałkowy wieczór. W drugim secie wyglądało to podobnie, jednak przy wyniku 14:14 Intermarine włączyło piąty bieg i dzięki znakomitemu rozegraniu Krzysztofa Wyrzykowskiego, od tej pory zdobyło 7 punktów, oddając 1. Po meczu zawodnicy Straży długo debatowali nad swoją grą, zastanawiając się, kiedy wróci „stara dobra Straż”. Z kolei Masters byli ewidentnie zadowoleni ze swojej postawy. Po siedmiu spotkaniach nadal nie znaleźli pogromcy, a poniedziałkowe mecze były najlepsze ze wszystkich zagranych do tej pory. Czy to wystarczy na również niepokonaną Stężycę? Wielki szlagier czeka nas już za tydzień.

Scandic – Seargin 0-3 (8-21; 8-21; 9-21)

20 spotkań, 48 setów, 187 dni, dziesiątki godzin wspólnej gry oraz hektolitry potu wylane na treningach (również z naszym Ekspertem – Maciejem Kotem). Tyle musieli przeżyć zawodnicy drużyny Seargin, aby w końcu dojść do miejsca, w którym zgarniają komplet punktów i wygrywają mecz bez straty seta. OGROMNE GRATULACJE! Nie piszemy tego, by skrytykować grę Seargin do tej pory, lecz by wskazać, jak długą drogę przeszła ta drużyna i jak olbrzymi postęp poczyniła w trakcie ostatnich 6 miesięcy z Siatkarską Ligą Trójmiasta. Czujemy się trochę jak rodzic wspominający pierwsze kroki swojego dziecka. Początkowo były one dość nieudolne – pamiętamy przecież rozgrzewkę przed pierwszym, kwietniowym meczem, gdy widać było, że drużyna pierwszy raz spotyka się na granie w siatkówkę na hali. Dziś? Dobre przyjęcie piłki, skuteczne akcje rozgrywane „na trzy”, zniwelowane proste błędy własne i, przede wszystkim, chęć do rozwoju siatkarskich umiejętności w dobrej atmosferze. To jest droga, która zaprowadziła ich na 11 miejsce w tabeli, i tą drogą powinni podążyć ich dzisiejsi przeciwnicy. Widzimy już pewne postępy. Pod kątem frekwencji, gdyż tym razem Hotelarze zjawili się w komplecie, a także pod kątem gry, gdy pojawiają się pierwsze ataki. Jeśli tak jak Seargin nie stracą zapału i pomimo porażek odnajdą we wspólnej grze czystą, zwykłą przyjemność, to historia może się powtórzyć i za kilka miesięcy to oni będą bohaterami tego opisu. A może uda się urwać punkty Speednetowi 2 w następny poniedziałek? Dziś oklaski należą się MVP tego spotkania – Krzysztofowi Fryzowi (pękło 10 punktów). Seria jego dobrych zagrywek umożliwiła na odskoczenie w 1 secie o kilka punktów. W drugim i trzecim secie kilka mocnych ataków zaprezentował też Tomasz Dombrowski. W drużynie widać było jednak przede wszystkim zespołowość (niektóre akcje bronili nawet nogami). Po meczu postanowili sobie, że w kolejnych treningach popracują nad asekuracją, z której nie byli zadowoleni pomimo przekonującego zwycięstwa. Taką postawę uwielbiamy!

DCT Gdańsk – Bombardierzy 0-3 (10-21; 7-21; 6-21)

W spotkaniu Kontenerowców z Bombardierami faworytem byli ci drudzy i dość szybko udowodnili, że Redakcja nabrała wprawy w typowaniu wyników spotkań. Przy stanie 3:5 Michał Dąbrowski i Andrzej Pikor popisali się kilkoma skutecznymi atakami, wyprowadzając swoją drużynę na wyraźnie prowadzenie, którego nie oddali do końca seta (wygrana do 10). Do ekipy DCT wkradła się niepotrzebna nerwowość, co mocno wpłynęło na jakość prezentowanej gry. Nie dziwimy się, że w drużynie panuje niezadowolenie. Nie bez powodu mówi się, że atmosferę budują wyniki. Mamy jednak wrażenie, że drużyna DCT cały czas nie potrafi uwolnić swojego potencjału, a trzeba przyznać, że momentami go pokazują, tak jak choćby Paweł Pesta, który dwa razy z rzędu zdobył punkt bezpośrednio z zagrywki. Bombardierzy odpłacili jednak pięknym za nadobne. Maciej Gruba (MVP, 10 punktów) zakończył drugiego seta dwoma asami pod rząd, podobnym wyczynem w trzecim secie popisał się Andrzej Pikor. Na osobny fragment zasługuje jednak gra obecnych na tym meczu przedstawicielek płci pięknej. Ich postawa w obronie była naprawdę godna podziwu. Rodzynek wśród kontenerowców – Magdalena Bielawska – przyjmowała piłkę nawet głową, zaś parady obronne Aleksandry Basendowskiej i Julii Tryzny momentami wprawiały w osłupienie (przechodzące w strach, czy aby na pewno nikomu się nic nie stanie!). Wisienką na torcie była perfekcyjna kiwka Magdaleny Czapiewskiej, której bez wątpienia nie powstydziliby się pierwszoligowi rozgrywający (zaufajcie nam). Może to właśnie ilość Pań na parkiecie jest kluczem do zwycięstwa? DCT ma tydzień czasu na przemyślenia. Kolejny mecz i realna szansa na zwycięstwo – z rezerwami Speednetu – już 14 października.

Zapowiedź – MATCHDAY #12

Zaczynamy kolejny tydzień rozgrywek, w którym zaplanowaliśmy łącznie dwanaście spotkań. W poniedziałkowy wieczór odbędą się po trzy partie w pierwszej i drugiej lidze. Przed dużą szansą wyśrubowania swojego rekordu (obecnie 4-0) staje drużyna Intermarine, która rozegra aż dwa spotkania. Poniedziałek będzie również dniem, w którym Seargin może wskoczyć nawet na jedenaste miejsce w ligowej tabeli. Zapraszamy na zapowiedź poniedziałkowej serii gier!

Intermarine – Speednet

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Równo o godzinie 20:35 rozpocznie się mecz pomiędzy drużynami, które jak do tej pory mają na swoim koncie po cztery spotkania i pod tym względem są na końcu ligowej stawki. Inną kwestią jest fakt, że dzięki czterem zwycięstwom drużyna Intermarine plasuje się na piątym miejscu w ligowej tabeli. Wynik ten mógłby być zdecydowanie lepszy gdyby nie fakt, że drużyna nie potrafiła wywalczyć kompletu punktów w żadnym z czterech wygranych spotkań. Jest to o tyle istotne, że póki co rywalizowali z drużynami Kraken Team, Prometheus, Asy B Klasy oraz ostatnio Prototype Volleyball. Drużyny te obecnie znajdują się na odpowiednio: szóstym, trzecim, ósmym oraz dziesiątym miejscu w ligowej stawce. Zmierzamy do tego, że póki co drużyna Intermarine mimo, że wygrywa to nie zachwyca. Przed nimi spotkania między innymi z Volley Gdańsk, Nasz-Dach Stężyca czy TianDe Tufi Team. Jak widać przed ekipą Masters stosunkowo ciężki terminarz. Sami gracze na pewno nie wyobrażają sobie, żeby mogło zabraknąć dla nich miejsca w grupie mistrzowskiej. Biorąc pod uwagę ten fakt, na pewno będą sfokusowani na pierwszy komplet punktów o który również nie będzie łatwo. W drużynie przeciwnej kapitalnie rozegrał się atakujący Mateusz Urbanowicz, który wręcz demoluje rywali swoją grą. Ponadto w ‘Różowych’, w ostatnim czasie coś ewidentnie zaskoczyło. Wygrali swoje spotkanie przeciwko Asom i jesteśmy spokojni o to, że jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczą.

Typ Redakcji: Intermarine

Typ Eksperta: Intermarine

DCT Gdańsk – Bombardierzy

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Borykająca się z problemami kadrowymi drużyna DCT Gdańsk, przystępuje w poniedziałkowy wieczór do kolejnego spotkania, w którym przeciwnikiem będzie drużyna Macieja Gruby – Bombardierzy. Można powiedzieć, że ci drudzy mają póki co rozregulowane celowniki, bowiem w ostatnim czasie niespodziewanie stracili punkty z Seargin. Ponadto, trzeba przyznać, że jak do tej pory, drużyna Bombardierów nie mogła narzekać na terminarz. Na swoim rozkładzie mają trzy drużyny, które okupują najniższe miejsca w ligowej tabeli. Poniedziałkowe spotkanie będzie kolejnym z serii, bowiem drużyna Kontenerowców znajduje się na czwartym miejscu od końca. W związku z problemami kadrowymi, o których wspominaliśmy na początku zapowiedzi, do drużyny dołączyło ostatnio dwóch graczy i sądzimy, że z czasem gra będzie się coraz bardziej zazębiać. Przygotowując się do spotkania, gracze obu drużyn, mogą polegać wyłącznie na skrótach spotkań umieszczanych na stronie internetowej. Z tego co wiemy, będzie to absolutnie pierwsze spotkanie obu ekip podczas meczu siatkarskiego ponieważ udało nam się ustalić, że firma DCT Gdańsk spotykała się z Bombardierami w meczach…. piłki nożnej. Tam w maju górą była drużyna DCT. Czy podobnie będzie tym razem?

Typ Redakcji: Bombardierzy

Typ Eksperta: Bombardierzy

Kraken – Tiande Tufi Team

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Można powiedzieć, że ostatnie tygodnie sprawiły, że mecz urósł do rangi mini-hitu. Spotkają się bowiem ekipy, których umiejętności pozwalają sądzić, że nie będzie to ich jedyny mecz w tym sezonie. Mamy na myśli fakt, że jest duża szansa na to, że drużyny spotkają się ponownie w  grupie mistrzowskiej. W ostatnim czasie, atakujący drużyny Tiande Tufi Team – Piotr Adamczyk, dostrzegł w swoim zespole zależność, że dobre mecze przeplatają słabymi. Jak zapewniał, mimo wygranej z Trójmiejską Strefą Szkód, drużyna nie była w pełni ukontentowana swoim występem. Z tej narracji wynika, że w meczu z Kraken powinni zaprezentować pełnie swoich możliwości. Sami jesteśmy ciekawi jak będzie to wyglądało z ‘Bankowcami’, bowiem ci wyglądają na ekipę, która gra lepiej z meczu na mecz. Jak do tej pory ‘Biało-czarni’ zagrali pięć spotkań z których wygrali trzy, dzięki czemu znajdują się na wysokiej – szóstej pozycji. Ulegli tylko Volley Gdańsk oraz Intermarine, ale umówmy się – obie drużyny były przed sezonem stawiane w roli faworytów do wygrania całych rozgrywek. Trzecią z ekip o której można było sądzić to właśnie ich najbliższy rywal – popularni Tuffiki, a następnie w czwartek Nasz-Dach Stężyca. Niewątpliwym atutem  ‘Biało-czarnych’ będzie fakt, że teoretycznie najtrudniejszych rywali będą mieli już za sobą.

Typ Redakcji: Tiande Tufi Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Tiande Tufi Team

Intermarine – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 21:35, boisko nr 1

Ciężko zakładać żeby spotkanie przeciwko utytułowanej drużynie Intermarine było okazją do przełamania dla Strażaków. Początek sezonu, w ich wykonaniu, jest delikatnie mówiąc poniżej oczekiwań. Drużyna mundurowych wygrała zaledwie jedno z sześciu spotkań, które przyszło im rozegrać. Jakby tego było mało, ta jedyna wygrana, w meczu przeciwko Prototype Volleyball, również zrodziła się w bólach. W poprzednim sezonie Strażacy przez większość czasu byli drużyną, która nie miała sobie równych. Obecny sezon jest dla nich zupełnie nową sytuacją. Drużyna przegrywa seryjnie, a gra nie napawa optymizmem. Z drugiej strony Strażacy w meczu z Volley udowodnili, że nie zapomnieli jak się gra w siatkówkę. Póki co są jedyną drużyną, która zdołała urwać seta obecnemu Mistrzowi. Jeśli Strażacy nawiążą do poprzedniego sezonu, czy części meczu przeciwko Volley, w której prezentowali się naprawdę dobrze, to zaczną wreszcie odnosić sukcesy. Z drugiej strony, zastanawiamy się czy jest to możliwe już w meczu z Intermarine? Nie wszyscy z Was wiedzą, ale dwóch liderów drużyny Intermarine tj. Krzysztof Wyrzykowski oraz Andrzej Masiak już raz znaleźli sposób na pokonanie czwartej drużyny poprzedniego sezonu. Obaj gracze byli zawodnikami drużyny Wstrząśnięci nie Zmieszani i właśnie spotkanie przeciwko Strażakom zadecydowało o ostatecznym kształcie podium. Jak widać, przed drużyną Straży podwójna mobilizacja. Zacząć w końcu wygrywać oraz zrewanżować się za porażkę w poprzednim zespole na graczach, którzy obecnie stanowią trzon Intermarine.

Typ Redakcji: Intermarine

Typ Eksperta (Maciej Kot): Intermarine

Scandic – Seargin

Godz.: 21:35, boisko nr 2

Mecz dla koneserów – tak, żartobliwie określa się pojedynki pomiędzy drużynami, które okupują ostatnie miejsca w tabeli. Powtórzymy się, ale przez długi czas wydawało nam się, że do momentu bezpośredniego pojedynku żadna z drużyn nie odniesie zwycięstwa. Nie piszemy tego po to, aby sprawić komuś przykrość, jednak takie są po prostu fakty. Przez kilka tygodni zmieniło się bardzo dużo, Seargin zaczął regularnie punktować i nie zdziwimy się jeśli awansują jeszcze o kilka pozycji w ligowej tabeli. Droga, którą od kwietnia do początku października przeszła drużyna Tomasza Dombrowskiego była wyjątkowo kręta i wyboista. Wielokrotnie wydawało nam się, że wśród zawodników nie pojawi się element zniechęcenia. Nic bardziej mylnego. Smak pierwszej wygranej był wyjątkowy. Nie ukrywamy, że z meczem wiążemy pewną nadzieje. Życzymy sobie i Wam żeby drogą, którą podążyła drużyna Seargin była inspiracją dla Scandicu. Wspólnych mianowników jest zdecydowanie więcej i mamy nadzieje, że zakończenie tej historii również będzie podobne. Co ciekawe, ewentualny komplet punktów ‘Białych’, przy innych korzystnych dla nich wynikach, może wywindować ich na jedenaste miejsce w tabeli!

Typ Redakcji: Seargin

Typ Eksperta (Maciej Kot): Seargin

Mental Block – Wirtualna Polska

Godz.: 21:35, boisko nr 3

Po derbach ‘Niebieskich’, czyli spotkaniu Mental Block z Trójmiejską Strefą Szkód, w których bohaterowie obecnej zapowiedzi przegrali, zastanawialiśmy się czy ekipa jest w stanie dołączyć do drużyn, które celują w mistrzostwo. Od tamtego spotkania nie minął jeszcze miesiąc, a sytuacja diametralnie się zmieniła. Trójmiejska Strefa Szkód 2 gra zdecydowanie poniżej oczekiwań, a Mental Block – wręcz przeciwnie, gra siatkówkę na bardzo wysokim poziomie. Dobra gra oczywiście przełożyła się również na tabele. Mentaliści, z trzynastoma oczkami na koncie, zajmują obecnie czwarte miejsce i można stwierdzić, że mają bardzo dobrą pozycję wyjściową do zaatakowania czołówki. Jeśli dodamy do tego fakt, że do drugiego miejsca tracą zaledwie dwa punkty, to rodzi nam się sytuacja w której Mentaliści mogą odczuwać przed meczem sporą presję. Z drugiej strony, kto jak kto ale nazwa drużyny zobowiązuje i ‘Niebiescy’ powinni sobie z tą sytuacją poradzić. Ich rywalem początkowo miała być przedostatnia drużyna w ligowej stawce – Speednet 2, ale pewne okoliczności sprawiły, że będzie to drużyna Wirtualnej Polski. Ci drudzy udowodnili, że żaden rywal nie jest im straszny. Na początku sezonu urwali seta obecnemu liderowi drugiej ligi – Omidzie i jak do tej pory są jedyną drużyną, która potrafiła tego dokonać. W ostatnim wywiadzie lider drużyny ‘Biało-czerwonych’ Adam Wajner przekonywał, że są drużyną, która może dołączyć do ekip, które będą walczyły o awans. Czy marsz w górę tabeli zaczną już w poniedziałek?

Typ Redakcji: Mental Block

Typ Eksperta (Maciej Kot): Mental Block

MATCHDAY #11

Spotkania w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta nie przestają nas zaskakiwać. W czwartkowy wieczór, podziałem punktów skończyły się cztery z sześciu pojedynków. W przypadku drużyn TSS2 oraz Thunder Team możemy mówić o sporej niespodziance. W pierwszej lidze, w kryzysie pogrążają się drużyny TSS, Straż Pożarna oraz Asy B Klasy. Każda z wymienionych ekip potrzebuje zwycięstw jak tlenu. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Prometheus – Asy B Klasy 2-1 (15-21; 21-18; 21-12)

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie mecz zawodnicy drużyny Prometheus przeciwko Asom. Przed spotkaniem byli zdecydowanym faworytem, nawet mimo braku lidera drużyny, o którym pisaliśmy już wielokrotnie. Gdy dołożymy do tego absencje dwóch etatowych graczy Asów B Klasy – Bartosza Gruszki oraz Krzysztofa Jurczaka to wizja, która kreowała się w naszych głowach wyglądała dla Asów wyjątkowo niekorzystnie. Logika niejednokrotnie udowodniła, że jest wyjątkowo wredna, czego potwierdzenie mieliśmy na początku meczu, gdy Asy wyszły na prowadzenie 5-0. Przewagę tę utrzymali do końca seta i trzeba przyznać, że był to zdecydowanie najsłabszy set drużyny Prometheus od początku ligi. Ekipa popełniała masę błędów i znamienny był przykład, gdy jeden z zawodników pomylił linię ograniczającą boisko, a następnie zagrał piłkę z siódmego metra. Abstrahując od tej sytuacji, Prometheus chciał jak najszybciej zapomnieć o tej partii. Po pierwszym secie wydawało się, że Kuba Wałdoch, któremu numer kierunkowy zamienił się tego dnia na trójkę z przodu, sprawi sobie i kolegom z zespołu prezent, i Asy zdołają wygrać spotkanie. Cel ten był naprawdę blisko. W drugim secie ‘Bordowi’ prowadzili już 17-13, ale niestety dla siebie, roztrwonili przewagę i ostatecznie ulegli do 18. Trzeci set to już dobra gra do której ekipa zza wschodniej granicy przyzwyczaiła na początku ligi. Pełna kontrola, w efekcie czego ostatnia część zakończyła się wygraną do 12. Na koniec, jako ciekawostkę, powiemy Wam, że na osłodę, po porażce Kuba Wałdoch sprawił sobie prezent indywidualny. W czwartkowy wieczór dołączył do elitarnego klubu graczy, którzy zdobyli od początku istnienia ligi ponad 100 punktów. Co ciekawe, na dwunastu graczy, aż trzech to gracze Asów. Nasuwa się zatem pytanie. Skoro jest tak dobrze to czemu jest tak źle?

TianDe Tufi Team – Trójmiejska Strefa Szkód 3-0 (21-19; 21-15; 23-21)

Nie ukrywamy, że spotkanie, które elektryzowało na długo przed jego rozpoczęciem, z pewnych względów nas rozczarowało, a z innych wręcz przeciwnie – oczarowało. Każdy z Was, drodzy czytelnicy, miał zapewne moment w swoim życiu, w którym ktoś powiedział Wam, że ma dwie wiadomości. Dobrą i złą. Jako, że Redakcja (jak większość ludzi) lubi zaczynać od tej złej, to musimy Wam powiedzieć, że rozczarowały nas dwie rzeczy. Pierwsza, to absencje w dwóch zespołach. Akurat po tym meczu spodziewaliśmy się kompletu, zarówno na boisko jak i poza linią boczną, na trybunach oraz wśród tych, którzy śledzą relacje live. Tym razem było inaczej. Zabrakło etatowych środkowych, kibiców oraz relacji live i szczerze, nie przypominamy sobie poprzednio takiej sytuacji. Z drugiej (lepszej) strony, musimy powiedzieć, że mecz stał na wysokim oraz wyrównanym poziomie. Szybki rzut okiem na tabele mógł jednoznacznie wskazać kto jest faworytem pojedynku. W starciu nie dało się jednak odczuć tak dużej różnicy. Pierwszy set to typowe przeciąganie liny, którą ostatecznie na  swoją stroną przeciągnęła ekipa Tiande i to oni cieszyli się z wygranego seta. Drugi set to przewaga  ‘Tufików’ w których szeregach przysłowiowy ‘dzień konia’ miał Michał Przekop, który dzięki 16 zdobytym oczkom awansował na pierwsze miejsce wśród najlepiej punktujących graczy wszechczasów. Wracając do rywalizacji to zdecydowanie najciekawsza była trzecia partia, w której chyba nawet sami gracze Tufi zdawali się być pogodzeni ze stratą seta. TSS prowadził już 19-16 i wydawało się, że będą w stanie dopisać do swojego konta 1 pkt. Nic bardziej mylnego. W końcówce meczu Tuffiki włączyły drugi bieg, a prawdziwym mistrzostwem świata była kiwka Kamila Romańskiego przy stanie 19-20 dla TSS-u. W decydującym momencie spotkania więcej zimnej krwi zachowali gracze Tiande i to oni cieszą się z 3 punktów w tabeli. TSS po spotkaniu spada na ostatnie miejsce.

Straż Pożarna Gdańsk – Kraken Team 1-2 (18-21; 21-17; 21-23)

Strażacy nie do końca nam się otrząsnęli po ostatniej, dotkliwej porażce. W czwartkowy wieczór ponownie bardzo kiepsko zaczęli spotkanie, w efekcie czego pozwolili drużynie Kraken na odjechanie na kilka punktów. Można powiedzieć, że lepszą grę zaczęli prezentować dopiero w momencie kiedy przegrywali już 15-9. Mimo nadgonienia kilku punktów nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zdecydowanie popełnili za dużo błędów własnych, aby wygrać pierwszą odsłonę. Jeśli chce się wygrać to nie można atakować dwukrotnie z rzędu w aut. Drugi set wyglądał tak, jakby na boisko weszła odmieniona drużyna. Zastanawiamy się w jakim stopniu wpłynął na to kapitan drużyny Mateusz Pytel, który po pierwszym secie w strażackich żołnierskich słowach mówił, że nie może to tak wyglądać. Gra w drugiej odsłonie przypominała tę do której zdążyliśmy się przyzwyczaić w zeszłym sezonie. Wróciła dawna, wygłodniała zwycięstw ekipa. Trzecia część była kapitalnym widowiskiem i przyznają to chyba gracze obydwu drużyn. Tak naprawdę mogła w nim zwyciężyć każda z ekip. W trzeciej partii, bardzo dobrze prezentowali się Mateusz Pytel, Maciej Abłażewicz czy wreszcie przyjmujący Bartłomiej Pieper. Emocjonujący pojedynek wygrała ostatecznie ekipa ‘Bankowców’. Po meczu, ekipa Straży Pożarnej kilkanaście minut analizowała zakończone spotkanie oraz obecną pozycję w tabeli. Kto wie jak wyglądałby mecz gdyby w drużynie zagrał nominalny libero Paweł Maj?

Trójmiejska Strefa Szkód 2 – Seargin 2-1 (21-16; 21-15; 19-21)

Drużyna Seargin nie przestaje nas zaskakiwać. W środę urwali punkt drużynie Bombardierów, aby dzień później, jak równy z równym, powalczyć z Trójmiejską Strefą Szkód 2. Niestety, potwierdziły się środowe przypuszczenia związane z kontuzją rozgrywającego Trójmiejskiej Strefy Szkód – Radosława Czernieckiego. Kontuzja kolana wyłączyła go z rywalizacji przeciwko Informatykom. Mamy nadzieje, że Radek niedługo do nas wróci bowiem jest nie tylko dobrym graczem, ale również pozytywnym duchem drużyny. W czwartkowym meczu, w roli rozgrywającego zastąpił go Radosław Sadłowski. Pierwszy set to wyrównana partia, która momentami przypominała partię Kasparow kontra komputer. Akcja za akcję, punkt za punkt. Dopiero przy stanie 15-15 komputer (Seargin) się zawiesił, a Kasparow (TSS2) mógł krzyknąć szach-mat i wygrać seta do 16. Druga odsłona była niemal kopią pierwszej. Ponownie pod koniec seta TSS2 zdołało odjechać rywalom. Finałowa partia to ponowna, bardzo dobra gra ‘Białych’ dzięki czemu wygrali seta i mogli dopisać do swojego konta jeden punkt. Nie pomylimy się jeśli napiszemy, że taki wynik drużyna Seargin, przed rozpoczęciem zmagań, brałaby w ciemno. Poprzednia edycja to zaledwie jeden punkt. Zaczął się dopiero październik, a już mamy wyrobionych 500% normy. Good job. Na koniec gorzka pigułka dla TSS2. Jako Redakcja sądzimy, że to koniec marzeń o mistrzostwie, a i o podium będzie piekielnie ciężko. Może w przyszłym sezonie?

Port Gdańsk – Omida Team 0-3 (17-21; 16-21; 15-21)

Siódme spotkanie – siódme zwycięstwo. Seria doprawdy imponująca. Wynik, którym jak do tej pory, mogą pochwalić się drużyny, które można policzyć na palcach jednej ręki. Uważamy, że Omidzie można zarzucić kilka rzeczy, ale bez wątpienia nie jest to skuteczność. Logistycy wyglądają na drużynę kompletną. Gdy dołożymy do tego fakt, że rekonwalescencja po złamanej ręce, środkowego – Konrada Gawrewicza, przebiega nad wyraz szybko i jest szansa, że zobaczymy go jeszcze w tym sezonie, to mamy drużynę na awans. Dla zobrazowania obecnej sytuacji posłużymy się małym przykładem. Niewielu z Was, drodzy czytelnicy wie, ale początkowo MVP czwartkowego spotkania z Portem – Rafał Środa, miał występować w innej drużynie. Finalnie tak się nie stało i Rafał gra w Omidzie, walnie przyczyniając się do wyników osiąganych przez drużynę. W czwartkowy wieczór mieścił piłkę po prostej mimo, że wydawało się to nierealne ze względu na odległość bloku od antenki. Kto wie jak wyglądaliby Logistycy bez Rafała? Jeśli chodzi o Portowców, to zastanawiające jest jak wyglądałaby ich gra gdyby nie fakt, że zabrakło w ich szeregach najlepszego zawodnika – Piotra Baja. Z drugiej strony, „odkurzony” został Marcin Kropacz, którego ostatnim razem widzieliśmy w poprzednim sezonie.

Thunder Team – DNV GL S*M*A*S*H 2-1 (17-21; 21-13; 21-15)

Patrząc na kończący się tydzień, w którym Thunder Team rozegrał aż trzy spotkania, trudno oprzeć się wrażeniu, że ten ostatni mecz, przeciwko DNV GL S*M*A*S*H, był teoretycznie najłatwiejszym. Przed pierwszym meczem pisaliśmy, że planem minimum jest osiągnięcie ośmiu punktów i Thunder ten plan zrealizował. Tak to już bywa z planem minimum, że ma on słodko-gorzki smak. Pierwszy set zaczął potężną ‘krótką’ Mateusz Waroczyk. Dalsza część seta była już dużo gorsza i do głosu doszła drużyna z parku naukowo-technologicznego. W czwartkowy wieczór, w ekipie DNV, zobaczyliśmy naprawdę mocnych graczy. Do dobrze znanych w lidze – Patryka Okulewicza oraz Sebastiana Pietrasa, dołączył niedoszły uczestnik poprzedniego meczu gwiazd – Rafał Pałka. Piszemy niedoszły, bowiem ze wszystkich wytypowanych graczy tylko Rafał nie dotarł na spotkanie. To wszystko sprawiło, że ekipa DNV zaskoczyła zgromadzonych w hali treningowych kibiców oraz zawodników i urwała seta faworyzowanej drużynie. Drugi i trzeci set był już pod dyktando scenarzysty, który nie potrafi zaskoczyć swojego odbiorcy nagłym zwrotem akcji. Wygrana do 13 oraz do 15 sprawiła, że Thunder wygrał spotkanie i zyskał dwa punkty. Coś nam podpowiada, że zawodnicy drużyny myślą raczej o stracie jednego punktu niż zdobyciu dwóch.

MATCHDAY #10

Dziesiąty dzień meczowy obfitował w kilka zaciętych pojedynków. Swój pierwszy mecz w lidze, wygrała drużyna Prototype Volleyball, która w środę sprawiła kłopot nie tylko Asom wygrywając z nimi spotkanie, ale również Intermarine, wygrywając z faworyzowaną drużyną seta. W drugiej lidze nadal niepokonaną drużyną są Zmieszani, którzy notują piątą wygraną z rzędu. Ponadto bardzo ciekawym spotkaniem był mecz Bombardierów z Seargin. Zapraszamy do zapoznania się z relacją!

Intermarine – Prototype Volleyball 2-1 (21-7; 25-27; 21-17)

W pierwszym secie nic nie wskazywało na to, że utytułowana drużyna Intermarine może mieć w meczu jakiekolwiek problemy. Wręcz przeciwnie. Duża przewaga, którą osiągnęła ekipa Masters była sukcesywnie powiększana. Prawdziwy koncert na rozegraniu dał Krzysztof Wyrzykowski, który na początek zagrał sytuacyjną piłkę jedną ręką, by w kolejnych akcjach zaprezentować inne, klasowe zagrania. Set zakończył się 21 do 7 i wydawało się, że gracze Prototype po czymś takim się już nie podniosą. Druga odsłona to już zupełnie inne oblicze obydwu drużyn. W przypadku drużyny Prototype, bardziej doświadczonego kolegę po przeciwnej stronie siatki podpatrzył debiutujący w drużynie Artur Reut. Debiut był doprawdy imponujący. Widać, że Artur na boisku dużo myśli i nie boi się niekonwencjonalnych zagrań. Gdy w drugiej odsłonie Prototype dorzuciło potężną zagrywkę Michała Markiewicza to efekt był taki, że w końcówce toczyła się gra na przewagi, którą udało się wygrać Prototype. Początek trzeciej odsłony to popis bardzo dobrej i przede wszystkim zorganizowanej gry drużyny Intermarine, która zmusiła swoich oponentów do wzięcia czasu przy stanie 9-3. Pomimo, naprawdę dobrej gry PV, Intermarine nie dało szans na wygranie kolejnego seta, a w związku z tym nadal są jedną z trzech niepokonanych ekip w pierwszej lidze. MVP spotkania, po raz pierwszy w SL3, został Krzysztof Górzny, który co rusz nękał rywali swoimi atakami.

DCT Gdańsk – Zmieszani 0-3 (12-21; 11-21; 10-21)

Staje się powoli tradycją to, że Zmieszani na swoje mecze przybywają w dziewięć osób. Ten system pozwala każdemu z zawodników na rozegranie dwóch setów. Sytuacja jest zatem jasna i sprawiedliwa. Kolejną przeszkodą w drodze na szczyt drugoligowych zmagań była drużyna DCT Gdańsk. Patrząc na potencjał obu drużyn, ciężko było spodziewać się innego wyniku niż pewna wygrana Zmieszanych w stosunku 3-0. Tak naprawdę wątpliwości pojawiły się tylko na chwilę. Po serii dobrej zagrywki Huberta Moskala ekipa ‘Kontenerowców’ prowadziła 4-0. Mały pożar szybko ugasiła ekipa Zmieszanych i trzeba przyznać, że była to jedyna taka sytuacja w meczu. Przez pozostałą część spotkania Zmieszani kontrolowali jego przebieg i dali prawdziwą lekcję organizacji oraz komunikacji na boisku. Abstrahując od samych umiejętności, które gracze Zmieszanych mają najzwyczajniej w świecie wyższe, to imponują właśnie te elementy. Po pięciu spotkaniach ‘Biało-granatowi’ mają na swoim koncie pięć zwycięstw i jest to wynik doprawdy zadziwiający. Poza samymi punktami mają również przewagę psychologiczną nad resztą stawki, bowiem wygrali w bezpośrednim pojedynku z kolejną rewelacją obecnych rozgrywek – Thunder Team.

Bombardierzy – Scandic 3-0 (21-3; 21-4; 21-3)

Dla drużyny Hotelarzy środowe spotkanie było drugim do którego przystąpili w obecnym tygodniu. Wtorkowa porażka z Wirtualną Polską nie zaskoczyła jeśli spojrzymy tylko i wyłącznie na wynik. To co było zaskakujące to fakt, że drużyna nie dała rady zebrać sześciu graczy na spotkanie. Zastanawialiśmy się jak będzie to wyglądało na drugi dzień. W tym również nie było kompletu zawodników, aczkolwiek widzimy światełko w tunelu, ponieważ Grzegorz Grabowski zapowiedział, że drużyna na pewno zmobilizuje się na kolejne spotkania. Trzymamy kciuki, bowiem siatkówka to piękny sport, któremu trzeba dać drugą szansę. Wracając do samego spotkania to można powiedzieć tylko tyle, że było ono okazją do przetestowania nowych wariantów i schematów przez Bombardierów. Ponadto, tak jak pisaliśmy w zapowiedzi było to preludium do wydarzeń z kolejnego spotkania, które odbyło się kilkadziesiąt minut później. W meczu ze Scandicem, w ekipie ‘Czarnych’ ponownie zobaczyliśmy te same twarze. Stabilizacja oraz brak kłopotów z frekwencją zdecydowanie cieszy. Po meczu wywiadu udzieliła zawodniczka drużyny – Julia Tryzna, w którym zdradziła nam jak powstała drużyna.

Asy B Klasy – Prototype Volleyball 1-2 (23-21; 14-21; 17-21)

Z pewnością każdy się z nami zgodzi jeżeli napiszemy, że wynik zawodów jest zaskoczeniem. Przed meczem faworytem spotkania była drużyna Asy B Klasy. Należy podkreślić, że nie był to tylko faworyt Redakcji czy Eksperta, ale również kibiców zgromadzonych na trybunach. Pierwszy set wskazywał na to, że większość się nie myli. Przewaga, którą wypracowała drużyna Asów (11-14 przyp. Red.) sprawiła, że w odstępie kilku chwil ich przeciwnicy zmuszeni byli wziąć dwukrotnie czas. To przyniosło oczekiwany skutek, bowiem poza dogonieniem rywala, ekipa PV miała piłkę setową, którą niestety dla siebie zmarnowali. To Asy zwyciężyły w tej odsłonie i byli bliżsi zwycięstwa całego spotkania. Druga odsłona to przewaga drużyny Tomasza Nurzyńskiego. W prowadzeniu i ostatecznym wygraniu seta do 14, nie przeszkodziła nawet bardzo mądra gra Jakuba Wałdocha, który w krótkim odstępie czasu popisał się dwoma plasami, po których drużyna mogła cieszyć się z punktów. Trzeci set to wyrównana partia w której pierwsza dwupunktowa przewaga została osiągnięta dopiero przy stanie 11-9 dla Asów.  W międzyczasie można było zaobserwować wysokie umiejętności Jakuba Ciesielskiego, który popisał się bardzo dobrą samoasekuracją. Jego świetna dyspozycja nie przyniosła jednak oczekiwanego efektu w postaci zwycięstwa. Te, po raz pierwszy w sezonie, odnosi drużyna Prototype, w czym duża zasługa atakującego Łukasza Dejko.

Bombardierzy – Seargin 2-1 (22-20; 18-21; 21-17)

Zgodnie z tym co pisaliśmy w zapowiedziach, mecz z Seargin nie był łatwym zadaniem. W zasadzie nie ukrywamy satysfakcji, bowiem każde słowo, które napisaliśmy miało potwierdzenie na boisku numer 3. Kilkanaście minut przed meczem, Redakcja zwątpiła w drużynę Seargin bowiem próżno ich było szukać w hali treningowej. Pojawili się dopiero tuż przed rozpoczęciem. W oczach graczy widać było pasję, która pozwalała sądzić, że są w stanie powalczyć nawet o zwycięstwo. Pierwszą odsłonę lepiej zaczęli Bombardierzy, którzy szybko osiągnęli kilkupunktową przewagę. Gdy wydawało się, że spokojnie wygrają pierwszą odsłonę w drużynie ewidentnie coś się zablokowało i z 16-9 ‘Informatycy’ doprowadzili do wyrównania 18-18. Gdyby tego było mało, urazu nabawiła się Aleksandra Basendowska. Końcówka seta to podwójny powód do radości dla ‘Czarnych’. Pierwszym było wygranie seta natomiast drugim i zarazem ważniejszym był fakt, że uraz nie okazał się groźny. Druga odsłona to jeszcze lepsza gra Seargin. W drużynie na początku sezonu brakowało Łukasza Betki, który jest wartością dodaną ekipy. Jego asy serwisowe oraz bloki z których słynie, mocno przyczyniły się do tego, że Seargin wygrało kolejnego seta w lidze. Ostatnia partia również była bardzo wyrównana i jako potwierdzenie tych słów niech posłuży fakt, że do wyniku 15-15 walka była na tyle zażarta, że żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać kilkupunktowej przewagi. Dopiero w końcówce seta Bombardierzy odpalili lont i odskoczyli na kilka punktów, dzięki czemu wygrali do 17.

Thunder Team – Trójmiejska Strefa Szkód 2 3-0 (21-13; 21-12; 23-21)

Ostatnim meczem, który zgromadził tylu graczy było spotkanie finałowe z poprzedniego sezonu, w którym Volley Gdańsk rywalizowało z Trójmiejską Strefą Szkód. Jak widać, rywalizacja w drugiej lidze również jest w stanie zmobilizować graczy obu drużyn. Faworytem spotkania była rewelacja obecnych rozgrywek – Thunder Team. Gdzie nie przyłoży się ucha, tam można usłyszeć, że jest to ekipa z największym potencjałem w całej drugiej lidze. Potwierdzeniem tych słów są dwa pierwsze sety, w których ekipa ‘Białych’ nie pozostawiła złudzeń przeciwnikom, która drużyna jest lepsza. W drugim secie, trzema asami serwisowymi z rzędu, popisał się rozgrywający Michał Długozima. Jakby tego było mało, na początku trzeciego seta kontuzji kolana nabawił się jedyny nominalny Sypacz w drużynie Trójmiejskiej Strefy Szkód 2 – Radosław Czerniecki. W trakcie meczu zastąpił go Radosław Sadłowski i trzeba przyznać, że w nowej roli sprawdził się naprawdę dobrze. Potwierdzeniem tych słów był trzeci set, który był jedynym gdzie TSS2 podjął walkę. W końcówce trzeciego seta wygrywali nawet 17-15, ale wtedy po 2 asach serwisowych Krzysztofa Janikowskiego, Thunder uciekł spod topora i ostatecznie wygrali spotkanie. Trzeba przyznać, że Thunder brylował w środę na zagrywce z którą potężne problemy mieli gracze TSS-u.

Zapowiedź – MATCHDAY #11

Czwartkowa seria gier zakończy maraton trzech dni meczowych rozegranych z rzędu, w których zaplanowanych zostało osiemnaście spotkań. Jak to zwykle bywa, te przyniosą sporę zmiany w tabeli. W czwartek dojdzie do rywalizacji na którą czekali wszyscy kibice siatkówki od rozpoczęcia sezonu Jesień’19. Mowa tu o pojedynku TianDe Tufi Team z Trójmiejską Strefą Szkód. Bardzo ciekawe w kontekście kształtu tabeli będą również spotkania Straży z ‘Bankowcami’ oraz Prometheus z Asami. Zapraszamy na zapowiedź czwartkowej serii gier!

Straż Pożarna Gdańsk – Kraken Team

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Wtorkowy wieczór miał dla drużyny Kraken Team słodko-gorzki smak. Bankowcy, na początek wygrali trzy zero z obecnym wicemistrzem rozgrywek – Trójmiejską Strefą Szkód, aby po chwili samemu zostać zdemolowanym przez Volley Gdańsk. Mecz zapowiada się bardzo pasjonująco bowiem spotkają się drużyny o podobnym potencjale, które dodatkowo sąsiadują ze sobą w tabeli. Uważamy, że obie ekipy stać na to, aby po zakończeniu rundy zasadniczej znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Strażacy póki co prezentują się poniżej oczekiwań, ponieważ wygrali tylko jedno z pięciu dotychczas rozegranych spotkań. Z drugiej strony, byli jedyną drużyną, będącą w stanie wygrać seta z Volley Gdańsk, z którymi z kolei dotkliwie przegrali ‘Bankowcy’. Zastanawiamy się, czy po srogiej lekcji siatkówki, którą w poprzednim tygodniu dostała drużyna ‘Mundurowych’ zawodnicy są w stanie zresetować głowy i wygrać kolejne spotkanie. O to będzie bez wątpienia ciężko. ‘Bankowcy’ z wyłączeniem ostatniego meczu wyglądają na ekipę, która gra ze sobą kilka lat a nie tygodni.

Typ Redakcji: Kraken Team

Typ Eksperta: Straż Pożarna Gdańsk

TianDe Tufi Team – Trójmiejska Strefa Szkód

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Jesteśmy przekonani, że pamiętacie z dzieciństwa moment w którym z niecierpliwością oczekiwaliście przyjścia Mikołaja, a co za tym idzie wymarzonych prezentów. Prezentem od Organizatorów, w ten październikowy, deszczowy wieczór będzie spotkanie pomiędzy TianDe Tufi Team a Trójmiejską Strefą Szkód. Rywalizacja ma tyle smaczków, że aby wypisać je wszystkie, nie wystarczyłoby czasu do rozpoczęcia meczu. Nie wiemy czy zapowiedzi nie czytają przypadkiem osoby, które nie są wtajemniczone, ale aż dwunastu graczy, których zobaczymy w czwartkowy wieczór, po przeciwnej stronie siatki, stanowiło o sile jednej drużyny – Trójmiejskiej Strefie Szkód w pierwszej edycji SL3. Sytuacja przypomina obecnie rozwód małżeństwa, który odbył się w zgodzie i za porozumieniem stron. Dodatkowo jedna z ekip, w nowej sytuacji, odnajduje się bardzo dobrze, będąc wiceliderem rozgrywek. Druga strona wciąż nie może odnaleźć się w nowych realiach i póki co mają tylko jedną wygraną w pięciu spotkaniach. Faworytem pojedynku będą żółto-czarni, którzy jeśli marzą o wygranej w rozgrywkach, nie mogą sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. 

Typ Redakcji: TianDe Tufi Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): TianDe Tufi Team

Thunder Team – DNV GL S*M*A*S*H

Godz.: 21:35, boisko nr 3

Zastanawiamy się jak drużyna Thunder Team zażegna kryzys, który jest nieunikniony. Pisząc te słowa mamy na myśli fakt, że do zespołu zapisanych jest piętnastu graczy z których każdy wnosi do drużyny odrobinę jakości. To z kolei powoduje, że każdy z graczy odczuwa głód, a niestety miejsc na boisku jest zaledwie sześć. Podskórnie czujemy, że najtrudniejszy mecz w lidze nie będzie z żadnym z czternastu rywali. Najtrudniejszym starciem będzie te wewnętrzne – pomiędzy ambitnymi graczami, bowiem każdy z zawodników ma swoje indywidualne ambicje i aspiracje. Zanim do tego dojdzie, drużyna, na fali kolejnych zwycięstw, rozegra mecz z DNV GL S*M*A*S*H. Firmowa ekipa znajduje się w środku stawki i nawet niepoprawny optymista upatruje w nich faworyta czwartkowego spotkania. Zastanawiamy się czy w meczu wystąpi najlepszy gracz drużyny – Patryk Okulewicz, który gdyby nie fakt, że zagrał w zaledwie trzech meczach, z dużą dozą prawdopodobieństwa, byłby liderem klasyfikacji punktowej w całej lidze. Z drugiej strony, po przeciwnej stronie siatki będzie czekał na niego blok w postaci Mateusza Waroczyka oraz Krzysztofa Janikowskiego.

Typ Redakcji: Thunder Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Thunder Team

Prometheus – Asy B Klasy

Godz.: 21:35, boisko nr 2

Po fantastycznym początku sezonu, w którym drużyna Prometheus wygrała trzy spotkania, ekipa zanotowała dwie porażki z rzędu. Póki co zajmują czwartą pozycje i jest to miejsce, które premiuje drużynę do gry w grupie mistrzowskiej. Aby utrzymać byt w grupie mistrzowskiej Prometheus jak tlenu potrzebuje wygranej. Do teamu dołącza Maksym Pelykh dla którego będzie to pierwsze spotkanie w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Gołym okiem widać, że drużyna potrzebowała świeżej krwi, bowiem zasoby ludzkie  nie były wystarczające, by znieść trudy sezonu i intensywnego terminarza. Jak donosi nasz Scout na Europe środkowo-wschodnią, Maksym bez wątpienia będzie wartością dodaną drużyny. Zastanawiamy się jak wypadną na tle Asów, dla których będzie to już spotkanie numer siedem. Czy siódemka okaże się dla nich szczęśliwa? Na pewno w czwartkowy wieczór o wygraną będzie bardzo ciężko. Kilka tygodni temu grę drużyny Prometheus z bliska podpatrywał kapitan drużyny Asy B Klasy – Orest Lewosiuk. W trakcie meczu nie krył zachwytu nad grą ekipy i uznał, że mecz przeciwko tej drużynie będzie niezwykle ciężki. Zobaczymy czy jego przewidywania się sprawdzą.

Typ Redakcji: Prometheus

Typ Eksperta (Maciej Kot): Prometheus

Port Gdańsk – Omida Team

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Czwartkowe zmagania, na boisku numer trzy, rozpoczną drużyny, które jak do tej pory są najmocniej wyeksploatowane. Mowa tu o ‘Portowcach’ i Logistykach dla których bezpośrednia rywalizacja będzie już siódmym spotkaniem w obecnych rozgrywkach. Trzeba powiedzieć, że w związku z powyższym, kapitan drużyny Omida Agnieszka Pasternak ma ambiwalentne uczucia. Z jednej strony, jest to radość bowiem Omida wygrała swoje wszystkie spotkania, z drugiej zaś smutek, że do półmetku rozgrywek w wykonaniu swojej drużyny, nie mogła wziąć udziału w związku z odniesioną kontuzją. Te nie opuszczają również Konrada Gawrewicza. Jak widać, w ekipie Logistyków panuje mały szpital i fakt ten będzie chciała wykorzystać drużyna Portu Gdańskiego, która przegrała swoje cztery spotkania. Z całą pewnością można napisać, że sama szczątkowa informacja jest niewystarczająca, bowiem Portowcy w każdym z tych spotkań mogli wygrać. Pech sprawił, że przegrali cztery spotkania w stosunku 2-1 za co mogli sobie dopisać po jednym punkcie. Na tę okazje można przytoczyć zmodyfikowane powiedzenie: jeśli nie możesz zdobyć trzech lub dwóch punktów, postaraj się o jeden. Tę sztukę Portowcy opanowali do perfekcji. Uważamy, że przed Omidą wymagające zadanie.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Trójmiejska Strefa Szkód 2 – Seargin

Godz.: 21:35, boisko nr 1

Kierując się tylko miejscem w tabeli można powiedzieć, że wreszcie dla Trójmiejskiej Strefy Szkód 2 widać lepsze jutro. Jak do tej pory musieli się mierzyć z takimi mocarzami jak Omida Team czy Mental Block. W edycji Jesień’19 zagrali pięciokrotnie, z czego wygrali tylko dwa razy, i używając szkolnej nomenklatury, wystawiamy im stopień dopuszczający plus. Tak, jest to nad wyraz surowa ocena, aczkolwiek podobnie jak w szkole, w Trójmiejskiej Strefie Szkód 2 widzimy bardzo dobrego ucznia, któremu, aby pomóc potrzebne jest ‘dokręcenia śruby’. Nie pastwilibyśmy się nad TSSem 2, gdyby nie fakt, że grają bardzo zaawansowaną, kombinacyjną siatkówkę. W drugiej lidze naprawdę mało drużyn gra na jednego rozgrywającego oraz ma tyle możliwości zakończenia ataku co TSS, a mimo to nie wiedzieć czemu – nie wychodzi. Patrząc na sprawę szerzej, to można dopatrzyć się, że nie idzie nie tylko TSS 2, ale również TSS w pierwszej lidze. Może to jakaś klątwa? Słabszą dyspozycję będzie starała się wykorzystać drużyna ‘Informatyków’, którzy nie pękają przed żadną z drużyn. Może to zabrzmi jak banał, ale po meczach z zeszłego sezonu z drużynami, które są obecnie w pierwszej lidze, nie straszny im jest żaden przeciwnik. Pokazali to między innymi w meczu z Decathlonem z którym urwali seta, a należy pamiętać, że Decathlon 20 września wygrał właśnie z … Trójmiejską Strefą Szkód 2.

Typ Redakcji: Trójmiejska Strefa Szkód 2

Typ Eksperta (Maciej Kot): Trójmiejska Strefa Szkód 2

MATCHDAY #9

W przeciwieństwie do poprzedniego dnia meczowego, tym razem dominowały wyniki 3-0. Zaledwie jeden mecz skończył się podziałem punktów i było to spotkanie, które anonsowaliśmy do miana najciekawszego w drugiej klasie rozgrywkowej. Wirtualna Polska, podobnie jak w poprzednim sezonie, była górą. Dzięki punktom zdobytym we wtorkowy wieczór wskoczyli w tabeli na wysokie – szóste miejsce. Zapraszamy na podsumowanie wtorkowej serii gier.

Trójmiejska Strefa Szkód – Kraken Team 0-3 (18-21; 18-21; 13-21)

Nie będziemy się pastwić nad drużyną Trójmiejskiej Strefy Szkód, ale bez wątpienia nie tak wyobrażali sobie sezon Jesień’19. Abstrahując od wtorkowej porażki, gdy w drużynie ma się tak wartościowych graczy, to zdobywanie punktów powinno być normą, a nie świętem. We wtorek TSS znów zagrało poniżej oczekiwań swoich kibiców, którzy dopingowali, czy to z trybun, czy oglądając relacje live ze spotkania. Początek pierwszego seta był bardzo wyrównany do momentu kiedy Kraken Team wyszedł na przewagę 17-13. Gdy wydawało się, że drużyna Wojtka Elminowskiego dociągnie seta do końca, nagle w drużynie pojawiło się rozprężenie i po chwili wynik wynosił 18-19. Ostatecznie ‘Bankowcom’ udało się wygrać seta po ataku Mateusza Wieżela, który zakończył tę odsłonę. W drugim secie ponownie wróciły demony przeszłości TSS-u, o których już wspominaliśmy w poprzednich podsumowaniach. ‘Czarni’ przez większość seta utrzymywali czteropunktową przewagę, by ostatecznie roztrwonić ją i stracić kolejnego seta. Ta przegrana dosyć wyraźnie odebrała chęć gry drużynie Patryka Pleszkuna, bowiem w trzecim secie praktycznie nie istnieli, w efekcie czego przegrali do 13, a cały mecz w stosunku 3-0. Nie zważając na mecz Kraken z Volley, po trzech punktach dopisanych do swojego konta, ekipa ‘Bankowców’ wskoczyła na szóste miejsce w tabeli i bez wątpienia będzie walczyła o grupę mistrzowską.

Wirtualna Polska – DCT Gdańsk 2-1 (19-21; 21-17; 21-14)

Nie ukrywamy, że mieliśmy nosa do wytypowania najciekawszego drugoligowego pojedynku tej serii gier. Za meczem pomiędzy Wirtualnymi a Kontenerowcami przemawiało dużo czynników. Balonik był przez nas pompowany przez dłuższy czas i… tym bardziej byliśmy zaskoczeni, że ekipa DCT nie podeszła do meczu na sto procent. Mówimy tu o sporych brakach kadrowych, które spowodowały absencje w drużynie i konieczność wystąpienia w pięciu graczy. Kto wie jak potoczyłyby się kolejne odsłony? Być może byłoby tak, jak w pierwszym secie kiedy to WP musiało uznać wyższość drużyny z Kontenerowej? Tego się już nie dowiemy. Liczbą dnia jest numer 16. W pierwszym secie na dłuższą chwile zatrzymali się gracze właśnie na tylu zdobytych punktach, w następstwie czego nie dali rady dogonić odpływającym kontenerom. W drugim secie przy 16 punkcie ponownie się zablokowali i o mały włos nie przegrali tej partii. Decydujący cios zadał niezawodny i nieoceniony VAI – Adam Wajner. Trzecia odsłona to już znaczna przewaga WP, która została udokumentowana na tablicy wyników. 21-14 i na przysłowie, że do trzech razy sztuka DCT musi poczekać do wiosny.

Thunder Team – Team Spontan 3-0 (21-17; 21-14; 21-19)

Zgodnie z naszymi zapowiedziami rozkręca się drużyna Thunder Team. Ekipa zaczęła mecz od prawdziwych grzmotów. Po kilku wymianach osiągnęli przewagę 7-2 i stało się jasne, kto będzie rządził tego wieczora. Przewaga wypracowana na początku nie została roztrwoniona. Kapitalne interwencje libero  Dominika Szadacha oraz blok Krzysztofa Janikowskiego sprawiły, że to Thunder cieszyło się z wygrania pierwszego seta do 17. W drugiej partii również lepiej zaczęli ‘Biali’. Set rozpoczął się od efektownego bloku. Nie rozdrabniając się na indywidualności trzeba powiedzieć, że ekipa zachowywała więcej zimnej krwi na siatce. Gdy dołożymy do tego serie błędów własnych, to wynik 21-14 nie może dziwić. Ostatnia odsłona to bardzo dobra gra Spontanicznych, po której wydawało się, że mogą wygrać seta. W końcówce meczu było po 19, ale dzięki liderowi drużyny Przemkowi Walczakowi i jego ostatnim ataku, drużyna może się cieszyć z trzeciej wygranej i awansu o kilka stopni w ligowej tabeli. Podsumowując, jedna trzecia planu zdobycia 9 punktów w 3 meczach już za Thunder. Jesteśmy ciekawi czy są w stanie wykonać plan.

Wirtualna Polska – Scandic 3-0 (21-6; 21-9; 21-5)

Nie robimy tego często, ale musimy Wam zdradzić, że bardzo nam przykro kiedy drużyny przybywają na rozgrywki w czterech graczy. Pal licho, jeśli chodzi o starych wyjadaczy i jest to tzw. wypadek przy pracy. Gorzej, jeśli chodzi o nową drużynę, która jak do tej pory rozegrała zaledwie trzy spotkania w lidze i powinien im towarzyszyć tzw. ‘głód gry’. Niestety, we wtorkowy wieczór drużyna Scandic nie była w stanie zebrać kompletnego zespołu, który mógłby wziąć udział w zawodach. Oczywiście mamy nadzieję, że sytuacja taka się już nie powtórzy. Jeśli chodzi o drużynę Wirtualnej Polski to należy zauważyć, że w ekipie jest spora rotacja i nigdy nie jest wiadome, który z graczy pojawi się podczas meczu. We wtorkowy wieczór zabrakło między innymi kapitana drużyny – Jędrzeja Matli. Przed spotkaniem wywiadu udzielił najlepszy gracz ‘Biało-czerwonych’, Adam Wajner, który zadeklarował, że postarają się dołączyć do grupy walczącej o awans. Po pięciu spotkaniach obecnego sezonu drużyna ma już osiem punktów i do wyrównania wyniku z poprzedniej edycji wystarczy zgarnięcie pełnej puli w jednym meczu.

Mental Block – Allsix by Decathlon 3-0 (21-11; 21-14; 23-21)

Spotkanie pomiędzy Mentalistami a Decathlonem zapowiadało się bardzo ciekawie, ponieważ drużyny do momentu bezpośredniej rywalizacji, zanotowały łącznie zaledwie trzy porażki w dziesięciu spotkaniach. Przy tak wyrównanej stawce i liczbie niespodzianek, które już uświadczyliśmy, wynik ten był naprawdę imponujący. Mental Block, nietypowo dla siebie, do protokołu meczowego zgłosiło sześciu graczy. Sygnał do dobrej gry potężnym atakiem na początku meczu dał Marcin Jacyno. Po serii świetnych zagrań  Mentalistów ekipa Allsix była zmuszona do wzięcia czasu przy stanie 10-16. Niestety dla nich, przerwa nic nie dała i ulegli dosyć wysoko, bo aż 21-11. Schodzący na przerwę Grzegorz Nowicki mobilizował ‘Niebieskich’ do jeszcze lepszej gry w drugim secie. Jak sam zauważył, set był rozegrany niemal perfekcyjnie. Mentaliści nie popełniali w nim błędów własnych, dzięki czemu pewnie wygrali. W drugiej odsłonie Decathlon również zaczął seriami gubić punkty, w efekcie czego ulegli do 14. Można powiedzieć, że ekipa Decathlonu nagrzewała się jak piekarnik i jako potwierdzenie tych słów niech świadczy fakt, że byli o krok od wygrania trzeciego seta. Prowadzili już m.in. 19-15 i niewiele brakowało do sięgnięcia po jeden punkt. Tak się jednak nie stało, dzięki kapitalnej zagrywce Mentala. Drużyna ‘Niebieskich’ pokazała charakter najpierw doprowadzając do wyrównania, aby ostatecznie wygrać tego seta i cały mecz w stosunku 3-0. Mimo bardzo dobrej dyspozycji leworęcznego Michała Kietlińskiego z Decathlonu, ekipa ze sklepu sportowego nie miała tego dnia wystarczających argumentów, aby przeciwstawić się rozpędzonej maszynie.

Volley Gdańsk – Kraken Team 3-0 (21-18; 21-9; 21-11)

Nie pamiętamy który to już raz Volley wygrywa seta, który był bardzo wyrównany. Tak było i tym razem. W końcówce pierwszej odsłony na tablicy wyników widniał wynik 17-17 i tradycyjnie Volley odpaliło kolejny bieg wygrywając seta do 18. Zastanawiamy się czy przyczyną takiego stanu rzeczy jest jakość drużyny, czy może bardziej doświadczenie? Można powiedzieć, że tylko pierwszy set był wyrównany. W pozostałych partiach wyglądało to tak jakby w rozgrywkach szkolnych rywalizowały drużyny z klasy 6a z 2b. Przewaga w drugim i trzecim secie była na tyle duża, że zawodnicy Volley zaczęli rywalizować ze sobą o miano MVP spotkania. W efekcie takiego podejścia bardzo często ryzykowali na zagrywce, dzięki czemu Kraken gromadził małe punkty na swoim koncie. Jako potwierdzenie tych słów wystarczy spojrzeć w statystyki, w których Kraken zdobył zaledwie 12 punktów po własnych akcjach. Cała reszta to albo błędy własne albo przeciwnika. Obecnie wygląda to tak, jakby Volley rywalizowało w innej (własnej) lidze i nie mówimy tu tylko o meczach przeciwko ‘Bankowcom’. MVP spotkania po raz pierwszy trafia do Michała Pysza, który jest graczem Volley od obecnego sezonu.