Dzień: 2026-03-02

Siatkersi – Tiger Team

Spotkanie pomiędzy Siatkersami a Tiger Team było anonsowane jako hit czwartoligowych zmagań. Nie ma się temu co dziwić przesadnie. Ci pierwsi od dwóch sezonów kręcą się wokół podium rozgrywek. Ci drudzy z kolei albo grają w trzeciej lidze, albo plasują się na pudle. Wobec tego faworytem meczu pozostawała dla nas ekipa ‘Tygrysów’, choć podskórnie przeczuwaliśmy, że nie będzie to dla nich łatwe zadanie. Udowodnił to początek spotkania, gdzie po ataku Macieja Tarulewicza Siatkersi prowadzili 10-5. Wow, co to był za początek meczu. Było jednak jasne, że nie da się utrzymać tego poziomu przez cały set. Sytuacja była bowiem taka, że Siatkersi przebiegli pierwsze 100 metrów na sprincie. Problem był jednak taki, że był to bieg długodystansowy i z czasem rywale ich ‘złapali’. Ze stanu 10-5 zrobiło się po chwili 11-15. Niewiarygodna liczba błędów pozbawiła Siatkersów pierwszego punktu w meczu. Choć udało im się jeszcze wyrównać (19-19), to ostatnie słowo należało do ‘Tygrysów’. Środkowa partia rozpoczęła się niemal identycznie jak pierwszy set. Siatkersi objęli wysokie prowadzenie 10-4, ale różnica była taka, że tym razem wyciągnęli wnioski i nie roztrwonili już przewagi. Ostatecznie, choć było groźnie, to team Sebastiana Wilmy cieszył się po chwili z wyrównania w setach (21-16). O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować zatem trzeci set rywalizacji, który – co było już tradycją – rozpoczął się od prowadzenia Siatkersów (10-7). W drugiej części seta Tiger Team jednak się ogarnął i finalnie wyszarpał rywalom zwycięstwo z rąk, wygrywając do 19. Choć mecz miał różne oblicza i często nie brakowało w nim niechlujstwa, to jednak na nudę nie można było narzekać.

Bossman Team – CTO Volley

Społeczność Inter Marine SL3 zastanawiała się, jak z odejściem kluczowych graczy poradzi sobie broniący tytułu mistrzowskiego zespół CTO Volley. Poniedziałkowe starcie miało być dobrym wyznacznikiem aktualnej jakości drużyny. ‘Pomarańczowi’ mierzyli się bowiem z Bossmanem, któremu jakości odmówić nigdy nie można. Jak wypadł test? Cóż – ‘pogłoski o sportowej śmierci CTO były przesadzone’. Ba – nawet we wcześniejszych realiach nie postawilibyśmy na scenariusz, w którym trzykrotni mistrzowie Inter Marine SL3 zgarnęliby w tym meczu trzy punkty. Trzeba jednak przyznać, że nie był to spacerek, szczególnie w dwóch pierwszych setach rywalizacji. Na półmetku seta lepiej radzili sobie gracze Bossmana, którzy prowadzili 13-11. Z czasem Mateusz Behrendt zmienił piłkę przed zagrywką, a następnie drużyna CTO Volley zanotowała świetną serię, po której ‘Pomarańczowi’ wysunęli się na prowadzenie 19-16. Choć Bossman zbliżył się do rywala na jeden punkt – z pierwszego seta cieszyli się gracze CTO (21-19). Środkowa odsłona to partia, w której niby Bossman był ciągle w grze, ale wciąż ‘czegoś brakowało’. Jakby tego było mało – Adam Sobstyl swoim piekielnym atakiem złamał nadgarstek oraz trzy palce rozgrywającemu Bossmana – Przemysławowi Bałdydze. Jak nie idzie, to nie idzie. Choć Bossman doprowadził do wyrównania po 18, to końcówka należała już do CTO, które po asie serwisowym środkowego – Szymona Rachwalskiego – mogło cieszyć się z pierwszej wygranej w sezonie (21-18). Ostatnia partia to najbardziej jednostronny set w meczu. W miarę wyrównaną grę oglądaliśmy do połowy. Z czasem gracze CTO podkręcili tempo i finalnie wygrali seta do 15, a cały mecz 3-0.

AiP – Fux Pępowo

Zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądało to spotkanie. Na przestrzeni kilku ostatnich sezonów zarysowała się wyraźna różnica pomiędzy grą w pierwszej a drugiej lidze. W konsekwencji dla wielu drużyn, które awansowały, stało się to ‘pocałunkiem śmierci’. Bardzo często sukces okazywał się początkiem ogromnych problemów. Od samego początku wiedzieliśmy, że team z Pępowa stanie przed ogromnym wyzwaniem w obecnym sezonie. Jakby tego było mało – na start dostali rywala wagi ciężkiej. AiP jest bowiem aktualnym brązowym medalistą Inter Marine SL3. Na początku spotkania trudno było nie odnieść wrażenia, że Fux Pępowo podchodzi do meczu z nieco większą tremą niż miało to miejsce w drugiej lidze. Ot – stresik w debiucie w wyższej klasie rozgrywkowej. W efekcie bardzo często nadziewali się na blok rywali. Dodatkowo psuli sporo zagrywek i niekiedy popełniali proste błędy. W rezultacie nie było przestrzeni na to, by myśleć o wygranej seta (21-17). Im dłużej trwał mecz – gracze Dominika Szadacha radzili sobie jednak coraz lepiej. Choć to rywal miał w drugiej części spotkania przewagę i Fux musiał gonić, to dobra gra w obronie i z kontry sprawiała, że ‘Koniczynki’ wciąż były w grze. W rezultacie zniwelowali stratę ze stanu 15-11 do 20-19, ale kropkę nad ‘i’ postawił bardzo dobrze dysponowany Mariusz Seroka (21-19). Ostatni set poniedziałkowego starcia to partia, w której gracze w zielono-czarnych strojach prowadzili grę. Po skutecznym bloku Patryka Bruchmanna czarna tablica wyników wskazywała dwupunktowe prowadzenie Fuxa (14-12). Choć AiP znalazło się w opresji, zdołało zachować zimną krew i w końcówce, po bardzo ważnych punktach Jakuba Sulimy, zapewniło sobie trzeci punkt w meczu – brawo!

DSGSA – Flota TGD Team

Oj, nie był to najszczęśliwszy dzień w historii Floty. Swoje mecze przegrała bowiem zarówno drużyna trzecio-, jak i czwartoligowa. Czas od czasu do czasu docenić Redakcję, bo gdybyśmy byli nieco bardziej złośliwi, to na mecz o godzinie 21:00 wrzucilibyśmy drugoligową Flotę Active Team. Wówczas z dużą dozą prawdopodobieństwa Flota skompletowałaby hattricka. Uczciwie trzeba przyznać jednak, że choć Flota TGD Team skończyła mecz dokładnie takim samym wynikiem jak ich koledzy z czwartej ligi (0-3), to jednak gracze TGD pozostawili po sobie zdecydowanie lepsze wrażenie. Owszem – wiemy, za aspekty wizualne w SL3 się punktów nie dostaje, ale gdy tylko przypomnimy sobie wydarzenia z pierwszego oraz drugiego seta, to dochodzimy do wniosku, że Flota TGD mogła poniedziałkowe spotkanie spokojnie wygrać. Stało się jednak inaczej i zwycięstwo trafia do debiutanta, który w dodatku zgarnia całą pulę. Na początku spotkania nic na to nie wskazywało, bo po asie serwisowym wracającego do składu TGD Kacpra Goszczyńskiego, ‘Bordowi’ przegrywali 5-9. Mimo niekorzystnego obrazu gry z czasem radzili sobie coraz śmielej i w konsekwencji – wyszarpali pierwszy punkt na trzecioligowych parkietach. Co ciekawe – drugi set był jeszcze bardziej emocjonujący. Choć epilog był taki sam, to obraz gry był już nieco inny. To Flota TGD musiała gonić swojego rywala przez całego seta i ten o mało nie narobił sobie kłopotów. Ostatecznie, po dwóch błędach w końcówce, ‘Bordowi’ dopięli swego i to oni cieszyli się z wygranej do 24. Dwa punkty nie nasyciły jednak drużyny Michała Farona, która parła po trzecie oczko. Mimo dobrej gry w obronie obu drużyn to DSGSA wypracowali sobie przewagę i w konsekwencji zgarnęli trzy punkty w debiucie w trzeciej lidze. Brawo, sądzimy, że jest to naprawdę wielka rzecz.

ME Sulmin Volley – Aqua Volley

Pierwszy dzień rozgrywek i już masa niespodzianek. W naszym odczuciu największą niespodzianką, a biorąc pod uwagę przeszłość – chyba sensacją, kibice zgromadzeni w Ergo Arenie mogli oglądać na środkowym boisku. Żeby nie było, że tylko my mamy takie odczucie, chcielibyśmy przedstawić Wam statystyki Typera SL3. Na zwycięstwo 3-0 ekipy ME Sulmin Volley swój głos oddało ledwie… 11% osób biorących udział w zabawie. I prawdę mówiąc, wynik ten jest dla nas zaskakująco wysoki. Należy bowiem pamiętać o tym, że jeszcze niedawno ME Sulmin Volley miało potężne problemy ze zdobywaniem punktów. Owszem – Aqua Volley też, ale ci rywalizowali w wyższej klasie rozgrywkowej. A sam mecz? Dla Aqua Volley miło było tylko na samym początku, kiedy po zagrywce Jakuba Szredera wysunęli się na prowadzenie 4-0. Rywal zareagował błyskawicznie – wziął czas, a ich gra zmieniła się nie do poznania. Po wyrównanej końcówce szczęście uśmiechnęło się do ekipy Fabiana Ehrlicha (21-19). To oczywiście dopiero początek kłopotów drużyny Aqua Volley. W drugim secie gracze z Sulmina połapali się, że wygrana w premierowej partii nie świadczyła o szczęściu, lecz o tym, że rywal – straszny to może i był, ale na Halloween. W efekcie, po kilku udanych akcjach Aleksandra Kwiatkowskiego, ME Sulmin Volley cieszyło się z pierwszej wygranej w sezonie (21-16). Wspomniany Kwiatkowski popis dał szczególnie w trzecim secie rywalizacji. Kiwki, skuteczne ataki, omijanie bloku – facet robił, co chciał, a doświadczona Aqua Volley nie potrafiła nic z tym zrobić. Trzeci set był już wyraźną przewagą drużyny występującej w delegacji, która na pewnym etapie prowadziła już 17-8. Szok i niedowierzanie. Brawo ME Sulmin Volley. To było imponujące.

Speednet 2 – Eko-Hurt

Wskazanie faworyta spotkania było nie lada wyzwaniem. Z jednej strony Eko-Hurt otwarcie głosi, że nie pogardziłby awansem. Z drugiej strony – w ostatnim czasie zawiedli oni swoich kibiców tyle razy, że zaufanie zostało nadszarpnięte do granic możliwości. Tak było choćby w spotkaniu sprzed pół roku, gdzie Eko-Hurt przegrał ze Speednetem 2 i wówczas było to uznawane za ogromną niespodziankę. Biorąc wszystko do kupy – za nieznacznego faworyta wskazaliśmy Speednet. Już pierwszy set rywalizacji pokazał jednak, jak bardzo się myliliśmy. Speednet 2 nie był bowiem w stanie postawić się silnemu rywalowi i w konsekwencji – już na początku przegrywał 12-6. Z czasem Speednet zaczął gonić, ale jedyne, na co było ich stać, to uciułanie 14 oczek. Fragmentami set ten wyglądał jak partia, w której Speednet zbiera siły na drugą odsłonę. Środkową partię oglądało się wybornie w zasadzie od samego początku. Walka ‘łeb w łeb’, która przez długie minuty prowadziła do zwieńczenia partii. Choć Eko-Hurt miał tu swoje ogromne szanse i prowadził 25-24, dał sobie wydrzeć zwycięstwo z rąk i po trzech błędach własnych – rywal cieszył się z wyrównania. O trzecim secie nie ma co się rozwodzić. W skrócie – wygrała drużyna wyraźnie lepsza. Finalnie Eko-Hurt bierze zatem udany rewanż za spotkanie z zeszłej edycji.

Inter Marine Masters 2 – ACTIVNI Gdańsk

Spotkanie, które rozpoczęło się o godzinie 19:00 na boisku nr 2, było w naszej ocenie najciekawszym i najbardziej wyrównanym meczem poniedziałkowej serii gier. Naprzeciw siebie stanęły ekipy ACTIVNYCH oraz debiutująca w rozgrywkach drużyna Inter Marine Masters 2. W naszej ocenie faworytem byli debiutanci, aczkolwiek nie wykluczaliśmy, że ACTIVNI pokuszą się o jeden punkt. Nie sądziliśmy jednak, że mecz będzie tak wyrównany i dostarczy tylu emocji – nawet graczom innych drużyn, którzy z boku czekali na swoje spotkanie. Tak czy inaczej – pod koniec premierowego seta ACTIVNI prowadzili już 19-16 i wszystko wskazywało na to, że zgarną pierwszy punkt w meczu. Inny plan miał Arkadiusz Wasilewski, który po chwili popisał się trzema punktami, doprowadzając do wyrównania po 19. Dalsza gra to obopólna wymiana ciosów, po której jako pierwsi na deski padli ACTIVNI. Środkową odsłonę lepiej rozpoczęli ‘Mastersi’, którzy zdawali się iść za ciosem. Choć prowadzili 9-6, po chwili w ich grze coś się zacięło i na dwa zdobyte punkty ACTIVNI odpowiedzieli aż ośmioma (11-14). Mimo to – po raz drugi w meczu ACTIVNI nie zdołali postawić kropki nad ‘i’, a wygrana seta wymknęła im się z rąk (22-20). To, co nie udało się w dwóch pierwszych odsłonach, ACTIVNI zrobili w ostatnim secie rywalizacji. Podobnie jak wcześniej, potrafili wypracować sobie niewielką zaliczkę, ale tym razem ostatnie słowo w meczu należało do nich (21-19). Nie zmienia to jednak postaci rzeczy – to ‘Mastersi’ opuszczali halę w lepszych nastrojach. Samo spotkanie pokazało im jednak, że w czwartej lidze o nudzie raczej nie będzie mowy.

Craftvena – Feniks Gdańsk

Sporo czasu poświęciliśmy ostatnio obu drużynom. W przypadku Craftveny wyrażaliśmy zaniepokojenie tym, jak poradzi sobie z nową rzeczywistością. Z zespołu odeszło bowiem dwóch czołowych graczy, których w czwartoligowych realiach bardzo trudno zastąpić. Jeśli chodzi o ich rywali – drużynę Feniksa Gdańsk – tu również doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi, a zespół wymienił niemal całą kadrę. Mimo to uznaliśmy, że kapitan Łukasz Dubicki pozyskał tak dobrych zawodników, iż Feniks powinien być mocniejszy niż jesienią. Biorąc te dwa elementy do kupy, nie pozostawało nam nic innego, jak oddać Typ Redakcji na Feniksa. Jak pokazało samo spotkanie – myliliśmy się i to bardzo. Początek rywalizacji to wspólne badanie sił przeciwników (5-5). Już po chwili dostrzegliśmy fundamentalną różnicę, na której Craftvena zbudowała swoją przewagę. Nie dość, że lepiej bronili, to momentami dopisywało im również szczęście. Kiedy na tablicy wyników widniało 15-9 dla ‘Rzemieślników’, stało się jasne, że to oni wygrają premierową partię (21-14). Środkową odsłonę lepiej rozpoczęła Craftvena, która na półmetku seta prowadziła już 11-7. Mimo to, po kolejnej skutecznej ‘kiwce’ Łukasza Dubickiego, Feniks doprowadził do wyrównania po 13 i kwestia wygranej w tej partii pozostawała otwarta. Kolejne akcje były walką punkt za punkt aż do wyniku 19-19. O zwycięstwie zadecydował błąd zawodnika Feniksa oraz skuteczny blok Emiliano Achentiego (21-19). Mimo roli faworyta i niekorzystnego wyniku Feniks się nie zniechęcił i w dalszej części meczu zdołał wywalczyć nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu. Mimo to inauguracja sezonu okazała się dla nich totalnym niewypałem. A dla Craftveny? Cóż – życie po życiu jednak istnieje.

TKKF Flota – Chilli Amigos

W zapowiedziach przedmeczowych, a także w trakcie wywiadu z środkowym Chilli Amigos – Piotrem Kławsiuciem forsowaliśmy narrację, że gracze w czerwonych strojach mają w poniedziałkowy wieczór pecha. Musieli oni bowiem rywalizować z TKKF Flotą, która była w zasadzie największą zagadką czwartoligowych zmagań. Owszem – wielu zawodników grało wcześniej w rozgrywkach, ale wrzucenie ich do jednej ekipy wraz z pomocą debiutantów mogło dawać TKKF nadzieje na niezły sezon. Cóż – nikt nie ostrzegł graczy Karoliny Kirszensztein, że tego typu zabawkami – lepiej nie bawić się w domu, bo można zdetonować cały dorobek życia, wraz z sobą przy okazji. Choć do pewnego momentu gracze TKKF prezentowali się całkiem nieźle, to z czasem wyciągnęli zawleczkę od granatu, a po ich niezłej grze nie było już śladu. Każda kolejna udana akcja Chilli Amigos, a tych nie brakowało sprawiała, że dysproporcja pomiędzy drużynami stawała się coraz większa. Szczególnie dobrze w szeregach ‘czerwonych’ radził sobie Mateusz Sypniewski, który zdobywał punkty albo po atakach, albo po świetnej zagrywce. Ostatecznie pierwszy set to dominacja faworyta i ich wygrana do 11. Nieco wyżej poprzeczkę gracze TKKF zawiesili w drugim secie rywalizacji. Choć na półmetku seta było po 9, to dalsza część to ‘odjazd’ drużyny Chilli Amigos, udokumentowany zwycięstwem do 14. Ostatni set rywalizacji to partia, w której TKKF Flota zdała już sobie sprawę, że myśl o zdobyciu punktu jest w poniedziałkowy wieczór abstrakcyjna. Już po chwili faworyt spotkania wygrał partię do 10 i w doskonałych nastrojach opuszczał plac Dwóch Miast.