Stare ligowe porzekadło mówi – ‘jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz’. Piszemy o tym teraz, bo po spotkaniu Merkurego z BEemką rozpływaliśmy się nad formą pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3. Jeśli chodzi o ich poniedziałkowych rywali – drużynę MPS Volley – to nie ma co ukrywać, początek nie był przesadnie imponujący. Wobec tego faworytem meczu uznaliśmy graczy Piotra Peplińskiego. Już początek spotkania pokazał jednak, że nie będzie to dla nich łatwe starcie. Po świetnym początku to Miłośnicy Piłki Siatkowej wysunęli się na prowadzenie 10-5, co wywołało sporo nerwowości po stronie Merkurego. Mimo to bardzo dobra praca w obronie i w grze z kontry sprawiła, że wrócili do gry, doprowadzili do wyrównania po 18 i koniec końców wygrali seta do 19. Absolutny twist i jeszcze większy niedosyt beniaminka pierwszej ligi, który miał wygraną w secie na wyciągnięcie ręki. Im dłużej trwał jednak mecz, tym machina Jakuba Nowaka prezentowała się coraz lepiej, by nie powiedzieć, że długimi fragmentami wybornie. W drugim secie po serii kapitalnych ataków Igora Ciemachowskiego oraz serii błędów Merkurego, MPS wysunął się na prowadzenie 15-9. Mówimy o zbyt doświadczonej drużynie, która nie popełnia tych samych błędów dwa razy z rzędu i nie roztrwoniła wypracowanej przewagi. Ostatecznie beniaminek pokonał Merkurego do 13 i o zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set. W nim Merkury miał niezły, ale tylko początek (5-3). W dalszej części seta Merkury może i grał, ale chyba w myślach i to na akordeonie, bo na pewno nie na boisku nr 2. Powiedzmy sobie wprost – po kilku udanych akcjach MPS-u gracze Jakuba Nowaka wybili swoim rywalom chęć na dalszą rywalizację, brawo!
Dzień: 2026-03-16
Bossman Team – Speednet
Przyjemnie oglądało się to spotkanie. W zapowiedziach jako faworyta meczu wskazaliśmy Bossmana, który historycznie wygrał 3 z 5 bezpośrednich pojedynków. Uznaliśmy jednak, że będzie to dość wyrównane starcie i faktycznie tak było. Początek meczu to zażarta walka punkt za punkt, która doprowadziła nas do stanu po 10. Przewaga Speednetu zaczęła zarysowywać się w drugiej części seta, w której po kilku atakach Mikołaja Skotarka ‘Programiści’ wysunęli się na prowadzenie 18-14, by już po chwili cieszyć się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Choć pierwszy set nie był nudny, to jednak to, co działo się w środkowej partii, było ozdobą poniedziałkowej serii gier. Po bardzo wyrównanym secie jako pierwsi na dwupunktowe prowadzenie wyszli gracze Speednetu, którzy byli już o włos od wygranej w meczu (18-16). Jak wyliczył skrupulatnie ‘Tygodnik Kibica SL3’, w dalszej części seta Speednet miał aż siedem piłek setowych. Cóż – Jerzyk Janowicz uderzyłby z pewnością rakietą w ziemię, krzycząc z frustracją: ‘how many times’. Darek Szpakowski powiedziałby coś o tym, że ‘niewykorzystane sytuacje się mszczą’. Mamy jeszcze trzeciego gościa do tercetu prawdziwych GWIAZD. Szymon Zalewski kończył wszystko i stał się ojcem sukcesu Bossmana (28-26). Skoro mowa o tym kocie, w meczu zdobył aż 25 punktów, czym zbliżył się do plejady Gwiazd Inter Marine SL3 – Andrzeja Masiaka, Mariusza Kuczko oraz Tomasza Remera. Wspomniani goście zdołali zdobyć w jednym meczu po 27 oczek. Cóż – aż tak dobrze nie było i pozostał poziom Janowicza i Szpakowskiego. Dobra, jedziemy dalej. Trzeci set? Hm, czasami jest tak, że najlepsze to są te początkowe randki, ewentualnie środkowe. Te ostatnie nie są już tak ekscytujące, a motyle w brzuchu zostają zastąpione pretensjami dotyczącymi zostawiony
CTO Volley – Fux Pępowo
Zaczynamy się zastanawiać, czy to nie stanie się pewną normą. Wiecie, że Fux będzie ‘pod prądem’. Że niby będzie tuż tuż, ale tak naprawdę będzie cholernie daleko. Trzeci mecz w elicie – trzecia porażka. Trzeci raz, kiedy możemy napisać, że nikt tak pięknie nie przegrywa jak Fux Pępowo. Że po raz kolejny napiszemy, że byli naprawdę blisko, a nawet nazwać ich moralnymi zwycięzcami pierwszego seta rywalizacji. Bo powiedzmy sobie wprost – to właśnie na początku spotkania zespół z Pępowa był najbliższy odnalezienia czterolistnej koniczynki. Po festiwalu błędów na zagrywce CTO, Fux wysunął się bowiem na prowadzenie 10-7, a następnie po ataku Patryka Bruchmana – 14-8. Punkt zwrotny całego seta, a może i meczu? Moment, w którym w polu serwisowym stanął Adam Sobstyl, a Fux totalnie nie mógł sobie z tą sytuacją poradzić. Efekt? 14-14. Dalszą część tej historii już przecież znacie, prawda? W drugim secie nie było nawet blisko. CTO zdołało sobie poukładać grę, rozgryźć to jak chce ich w poniedziałkowy wieczór zaskoczyć rywal i co tu dużo mówić – była to mentalna potyczka pomiędzy profesorem a studenciakiem, który nie dość, że nie jest uczelnianym prymusem, to opuścił wszystkie wykłady i ćwiczenia, a na dodatek na egzamin stawił się po wczorajszych otrzęsinach (21-13). Momenty były jeszcze w trzecim secie. Pozostając przy tematyce akademickiej – student stawił się na warunek, był co prawda bliski, by go zaliczyć, ale koniec końców znowu porażka. Czy jest jeszcze szansa dla studenta? Cóż – pojawia się coraz więcej głosów, że ten może zostać za jakiś czas skreślony z listy studentów pierwszej ligi.
BL Volley – Speednet 2
Nie jest łatwo być sympatykiem drużyny BL Volley w ostatnim czasie. Po awansie do zaplecza elity zespół BL przegrał wszystkie trzy spotkania. Dodatkowo – co bardziej smutne – zaczyna mieć poważne problemy kadrowe. Naturalne zdaje się pytanie, czy wspomniany awans nie okaże się dla ‘Tygrysów’ pocałunkiem śmierci. Cóż – takie historie widzieliśmy w Inter Marine SL3 już kilkukrotnie. Ok, pożyjemy, zobaczymy. Tak czy siak BL Volley nie był w stanie powstrzymać ‘Programistów’, którzy nie wysilając się zbytnio napisali na kolanie ‘kod’, który sprawił, że BL był w meczu bezradny. Nawiązując do tożsamości drużyny ‘Tygrysów’ – te wydawałoby się groźne i majestatyczne zwierzęta zostały pozbawione kłów, pazurów, a co gorsze wycięli im również jajca. Czasami bywa tak, że w teorii gorszy rywal zdoła zdobywać punkty, bo gra bez kompleksów i nie przegrywa meczu, nie wychodząc nawet z szatni. Nie no – nawet nie wiemy, co napisać o pierwszym i drugim secie. Speednet na tle swojego rywala wyglądał tak, jakby przed meczem zwerbował kręcących się po hali graczy z Lublina. Pierwszy set do 11, drugi nieco więcej miłosierdzia – do 14. BL Volley w trzecim secie zaprezentował się dokładnie tak, jak oczekiwaliby tego ich kibice. Choć Speednet prowadził 13-8 i wszystko wskazywało na bezpieczną końcówkę, to pod koniec seta sytuacja zaczęła się dynamicznie zmieniać. Po tym, jak na pojedynczym bloku swojego rywala zatrzymał Bartosz Zdunek, BL Volley wysunął się na sensacyjne prowadzenie (18-17). Niestety dla siebie w dalszej części seta po atakach Jędrzeja Zielińskiego Speednet zapewnił sobie trzeci punkt w meczu (22-20).
Stay Win – Sharks
Rekiny może i płyną, ale w kierunku czwartej ligi. Wiecie, jak to jest – gdyby ktoś wpadł na pomysł, że rekiny z Aqua Parku w Redzie wypuścić do oceanu, to istnieje ogromna szansa, że te by sobie nie poradziły. Mniej więcej tak widzimy aktualną sytuację w obozie beniaminka trzeciej ligi. Wczoraj wieczorem zespół Pavlo Kudinova rywalizował z ekipą Stay Win, która przed meczem z Sharksami miała na koncie dwie porażki i ani jednej wygranej. Mimo to uznaliśmy, że to dla drużyny Tomasza Bobcowa idealna okazja na przełamanie. Cóż – nie pomyliliśmy się. Początek spotkania to partia, w której Stay Win przejął inicjatywę i na półmetku seta objął prowadzenie 11-8. W dalszej części było to prowadzenie 15-11, a następnie 19-14. Wówczas uznaliśmy, że w partii nic ciekawego się już nie wydarzy. W końcówce faworyt miał jednak potężne problemy z wykończeniem akcji i w konsekwencji rywal zbliżył się do stanu 20-19. Ostatecznie po błędzie jednego z Sharksów, Stay Win cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Środkowa partia to bardzo podobny scenariusz, w którym gracze Stay Win rozdawali karty od samego początku niemal do końca. Choć pod koniec Sharksi zaczęli odrabiać straty, to w końcówce nieco przekombinowali, co okazało się gorszą taktyką niż ‘prosta, aczkolwiek skuteczna siatkówka rywali’. Ostatecznie wynik tej partii to 21-18. Ostatni set meczu to kontynuacja niemocy w zespole Sharks. Emocje, które towarzyszyły drużynie, sprawiły, że musiało dojść do wybuchu. W trakcie trzeciego seta gracze Pavlo Kudinova zdążyli się między sobą posprzeczać, co oczywiście nie wpłynęło korzystnie na wynik. To oczywiście nie był problem Stay Win, który wygrał seta do 14, a cały mecz 3-0 – brawo!
Remedios Sopot Ortopedia – Inter Marine Masters 2
Po dwóch pierwszych spotkaniach sezonu zaczęliśmy się zastanawiać, czy ‘Mastersi’ zdołają zagrać kiedyś seta, który nie będzie dreszczowcem i nie będzie kończył się grą na przewagi. Uznaliśmy, że to właśnie ten moment. Ich rywalem była bowiem ekipa Remedios Sopot Ortopedia, która do meczu podchodziła z łatką wyraźnego faworyta. Zespół Macieja Kota uznawany jest za jednego z głównych faworytów do awansu, co potwierdzili zresztą w pierwszym secie rywalizacji. Choć początek spotkania był wyrównanym widowiskiem (8-8), tak w drugiej części seta zarysowała się przewaga ‘Ortopedów’, którzy po asie serwisowym rozgrywającego Damiana Pawlika wysunęli się na prowadzenie 15-10 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-12). Po tym, jak wyglądała premierowa odsłona, nie spodziewaliśmy się jakiegokolwiek zwrotu akcji. Środkowa partia rozpoczęła się podobnie jak pierwszy set. Obie drużyny grały ‘punkt za punkt’ i taki stan rzeczy trwał do wyniku 10-10. Wówczas wydawało się, że za chwilę Remedios powtórzy to, co zrobili w pierwszej odsłonie. Po serii kilku błędów oraz bloku debiutującego w rozgrywkach Wiktora Adamika to ‘Mastersi’ wysunęli się na prowadzenie 18-15. Choć faworyt próbował jeszcze odkręcić niekorzystną dla siebie sytuację, to karta sprzyjała ewidentnie graczom w niebieskich strojach (21-16). Ostatni set to jednak przewaga faworyta od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego (21-15). Choć graczom Macieja Kota nie udało się sięgnąć po komplet oczek, to halę Ergo Arenę opuszczali w dobrych nastrojach.
ME Sulmin Volley – Tiger Team
W ME Sulmin Volley dzieją się naprawdę bardzo duże rzeczy. Zwróciliśmy na ten fakt uwagę w ostatnich podsumowaniach, magazynie czy nawet wywiadzie, który przeprowadziliśmy z Damianem Masło tuż przed rozpoczęciem spotkania. Prawdę mówiąc, nie sądziliśmy jednak, że gracze w czarnych trykotach będą w stanie powalczyć jak równy z równym z drużyną Tiger Team. Ostatecznie po kolejnym świetnym spotkaniu zespół Fabiana Ehrlicha zdobył jeden punkt, choć biorąc pod uwagę okoliczności premierowej partii, nie byłoby dziwne, gdyby to właśnie oni wygrali całe spotkanie. Choć na przestrzeni seta Tiger Team miał przewagę nad rywalem, to ME Sulmin Volley zdołał doprowadzić pod koniec do wyrównania po 18, a nawet prowadzenia 19-18. Wówczas było naprawdę blisko i wspomniany moment był próbą dla faworyzowanej drużyny Tiger Team. Ostatecznie ‘Tygrysom’ udało się wyjść z opresji i koniec końców to oni cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Niemniej jednak było to poważne ostrzeżenie i wydawało się, że faworyt wziął to do serca. Druga odsłona wyglądała bowiem tak, jak powinna wyglądać potyczka pomiędzy jednym z faworytów do wygrania ligi a drużyną, która w poprzedniej edycji uplasowała się niemal na samym końcu. W skrócie po dużej przewadze Tiger ograł rywala do 12 i wszystko wskazywało, że podobnie będzie wyglądał trzeci set. Ten rozpoczął się jednak najbardziej nieoczekiwanie, jak można to sobie tylko wyobrazić. Po serii punktów Pawła Kowalskiego oraz Kacpra Wiczkowskiego ME Sulmin Volley wysunął się na prowadzenie 10-2. Im dłużej trwał set, tym bardziej topniała jednak przewaga drużyny występującej w delegacji. Pod koniec seta trener Marek Rogiński załamywał z bezsilności ręce, bo było naprawdę blisko tego, żeby to Tiger wygrał partię. Choć faworyt doprowadził do stanu 20-19, to ostatni cios skutecznym blokiem zadał Łukasz Bzówka (21-19).
ACTIVNI Gdańsk – Craftvena
Napisać o tym, że było to dziwne spotkanie, to nic nie napisać. W zapowiedzi przedmeczowej kreśliliśmy scenariusz, w którym miało to być bardzo wyrównane starcie. Nie ukrywamy, że nie byliśmy przekonani co do tego, która ze stron wygra. Ostatecznie 51% szans dawaliśmy Craftvenie i to właśnie na nich postawiliśmy Typ Redakcji. Początek spotkania to nieco szarpana gra z obu stron. A to na przewagę wysuwali się ACTIVNI (8-5), by już po chwili to Craftvena była bliżej wygranej (12-10). Sytuacja ta zmieniała się na przestrzeni seta kilkukrotnie. Mimo to pod koniec seta Craftvena zdawała się być ‘pewniakiem’. Po ataku Macieja Tyryłło prowadzili oni 20-18 i byli już o włos od wygranej. W końcówce seta ACTIVNI zdołali pokazać jednak cojones i po kilku atakach dobrze dysponowanego Michała Galińskiego wygrali seta do 21. Wówczas nikt nie spodziewał się, że – sorry za porównanie – wygrana seta wiąże się ze zbiorowym wylewem. Niewiarygodne, jak team, który grał naprawdę nieźle, może tak bardzo obniżyć loty. O ile w drugim secie nie skończyło się jeszcze tak tragicznie, tak trzecia odsłona – powiedzmy to sobie wprost – była kompromitacją. Nie wiemy, co dzieje się z niektórymi drużynami w obecnym sezonie. Tydzień temu podobną sportową katastrofę przeżyli Siatkersi, wczoraj ACTIVNI, kto do cholery będzie kolejny? Aby dobrze zobrazować, że nie było to typowe czwartoligowe granie, podamy na koniec dwie statystyki: ACTIVNI jeszcze NIGDY nie przegrali tak wysoko (a grali kiedyś z mega kozakami). Coś, co potęguje to wydarzenie, to fakt, że było to ich… 146 (!!!) spotkanie w rozgrywkach. Craftvena po raz ostatni do 5 wygrała 17 października 2022 r. Wówczas grali ze SHOOSHERSAMI. Cóż, ACTIVNI, możecie być z siebie dumni.
Staltest Pomorze – Kraken
Sympatycy Krakena zastanawiali się, czy team zdołał podnieść się po ostatnim bardzo słabym meczu z Audiofonem Karczemki. Mimo faktu, że w trzecim secie wspomnianego meczu Kraken poniósł swoją najwyższą porażkę w historii, to w naszych oczach i tak pozostawał faworytem wczorajszego spotkania. Początek rywalizacji pokazał jednak, że nie będzie to bynajmniej proste zadanie. Na półmetku seta team Jurija Charczuka prowadził zaledwie jednym punktem (12-11). Choć po chwili zdołali wysunąć się na trzypunktową przewagę (15-12), to Staltest nie dawał za wygraną i pod koniec seta doprowadził do wyrównania po 20. W końcówce popełnił jednak błąd, co w połączeniu z niemocą w zatrzymaniu świetnie dysponowanego Jakuba Wałdocha dało pierwszy punkt w meczu ‘Bestii’ (22-20). Środkowa odsłona to kontynuacja widowiska, które oglądało się naprawdę przyjemnie. Zdecydowanie lepiej w partię weszli gracze Arkadiusza Kozłowskiego, którzy w połowie seta prowadzili 10-5. Z czasem przewaga wynosiła już sześć oczek (15-9) i choć Staltest wydawał się pewniakiem do zgarnięcia punktu za wygrany set, w ich grze coś się ewidentnie posypało. W konsekwencji ze stanu 18-12 pozwolili rozwinąć skrzydła rywalom, którzy doprowadzili do wyrównania po 20. Choć Staltest miał jeszcze swoją szansę, to ‘momentum’ należało już do ich rywali, którzy po dwóch błędach rywali cieszyli się z wygrania seta, którego w teorii nie dało się wygrać (22-20). Ostatnia partia to kolejna próba ex-pierwszoligowca. Trzeba podkreślić, że ci cały czas byli ‘pod prądem’ i równie dobrze mogli wygrać cały mecz. Tak się jednak nie stało i muszą zadowolić się nagrodą pocieszenia w postaci jednego oczka. Warto podkreślić, że w trzecim secie rywalizacji to oni gonili rywali (16-14), co im się finalnie udało (23-21).