Dzień: 2026-03-11

Chilli Amigos – Siatkersi

Hej Siatkersi, co z Wami? Zaczynamy się na serio martwić, bo jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, wyglądacie tak, jakbyście przez kilka miesięcy cofnęli się w rozwoju. Przecież to nie jest normalne. Tego nie da się obronić, obojętnie jak bardzo byśmy Was nie lubili. Przegrana do CZTERECH? Przecież nigdy tak bardzo nie zhańbiliście tych koszulek. Wcześniejsza najdotkliwsza porażka to przegrana do siedmiu. Co ciekawe, zdarzało się to Wam dość dawno temu, ale w tym sezonie postanowiliście chyba śrubować rekordy. Do siedmiu w poniedziałek, do czterech w środę. Całe szczęście, że nie gramy w piątki, bo pewnie przegralibyście do dwóch. Wynik ten jest tym bardziej zastanawiający, kiedy pod uwagę weźmiemy to, jak wyglądaliście w pierwszym secie. Wówczas świetnie dysponowani gracze Chilli Amigos mieli z Wami ogromny problem, a kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się dopiero w samej końcówce. Niemniej do pewnego momentu było to naprawdę niezłe czwartoligowe granie. Meczycho przez wielkie M. W drugim secie rywalizacji gracze Pawła Kalety połapali się, że rywal dociśnięty do ściany radzi sobie bardzo słabo. To samo było z Feniksem, to samo było z Chilli Amigos. Tajemnica demolki nad rywalami? Nie dać się wciągnąć w ich grę. Kiedy ’Amigos’ grali na swoich zasadach, to chwilę po półmetku drugiego seta prowadzili już 17-9. W końcówce team w czerwonych strojach popełnił jeszcze kilka błędów, przez co rozmiary zwycięstwa nie były aż tak bardzo okazałe (21-14). Tych błędów team Pawła Kalety nie popełniał jednak w trzecim secie rywalizacji, gdzie wskoczyli na poziom górnej części trzecioligowej tabeli. Wow – co to w ogóle była za przepaść. Warto tu nadmienić, że taką różnicę to widzieliśmy ostatnio, kiedy Amigos grali ze Swooshersami, a nie Siatkersami. Czytając to na głos, brzmi to w sumie podobnie. Naprawdę nie wiemy, co napisać. Może to, że szkoda, że nie były to sztuki walki, bo gdyby tak było, to sędzia w obawie o zdrowie tych bitych przerwałby walkę.

Tufi Team – BEemka Volley

Biorąc pod uwagę okoliczności oraz całokształt, BEemka Volley może po meczu czuć ogromny niedosyt. Mimo wygranej team Daniela Podgórskiego nie jest z pewnością zbyt szczęśliwy, co było widoczne po meczu. W naszym odczuciu nie zdobyli oni dwóch punktów, a stracili jeden. Stało się to już w pierwszym secie rywalizacji, w którym BEemka napotkała nieoczekiwany dla siebie opór. Warto przy tym zauważyć, że do pewnego momentu nic na to nie wskazywało. Na półmetku seta po ataku Michała Szymańskiego BEemka wysunęła się na prowadzenie 10-7 i ich komfortowa sytuacja trwała aż do stanu 15-10. Po chwili jednak w grze wicemistrzów Inter Marine SL3 coś się zacięło. Team zaczął popełniać błędy, a na dodatek mieli spore problemy z wykończeniem akcji. Na wspomniane ’momentum’ złożył się również dobry fragment ’Tuffików’, którzy doprowadzili do wyrównania po 18, a następnie po atakach Piotra Watusa zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu (22-20). Dalsza część spotkania to absolutnie jednostronne widowisko, w którym role pierwszoplanowych postaci przypadły graczom BEemki. Dość powiedzieć, że przez całe dwa kolejne sety Tufi Team zdobyło sumarycznie mniej punktów niż w premierowej odsłonie. Na osobny fragment zasługuje nowy nabytek BEemki Dorian Walentynowicz. Co to był za występ, czapki z głów. Sądzimy, że gość będzie śnił się Tuffikom przez kilka najbliższych nocy. Zagra? Nie wiemy, czy gość nie bije mocniej niż dotychczasowy GOAT Maciej Rzepczyński. Niezależnie od tego, czy tak, czy nie, będzie miała BEemka z niego pociechę. Choć to dopiero pierwszy mecz i trudniejsze sprawdziany dopiero przed nim oraz drużyną, to zastanawiamy się, czy nie mówimy tu o transferze sezonu bez podziału na ligi.

Only Spikes – Tiger Team

Gracze Only Spikes znaleźli się w zupełnie nowym dla siebie położeniu i to na wielu płaszczyznach. Team Patryka Łabędzia nie jest już łakomym kąskiem dla czwartoligowych rywali. W zamian za to każda z drużyn chcąc ograć team w żółtych strojach musi podejść do meczu w pełni skoncentrowana. Zastanawialiśmy się, czy Tiger, który w naszym odczuciu miał więcej sportowych argumentów, stanie na wysokości zadania, nie podpali się i w ostatecznym rozrachunku zainkasuje trzy punkty. Na początku spotkania Tiger Team mógł odnieść wrażenie, że wszystkie pochwały, które wylały się na Only Spikes, nie są dziełem przypadku. Team w żółtych strojach nie ustępował faworyzowanym rywalom na krok i na półmetku seta czarna tablica wyników wskazywała remis po 10. Dopiero w drugiej części mniej doświadczony team Only Spikes popełnił kilka prostych błędów, po których faworyt odjechał (18-12) i tak dużej przewagi już nie roztrwonił (21-15). Początek drugiego seta nie był już tak obiecujący dla underdoga co premierowa odsłona. Przewaga faworyta zarysowała się bowiem już na początku, na co wpływ miała bez wątpienia dobra zagrywka ’Tygrysów’ (7-3). Niemal przez całą resztę seta Tiger trzymał swojego rywala na bezpieczny dystans i epilog takiego grania mógł być tylko jeden – faworyt wygrał do 16. Dość ciekawy obrót spraw przybrał ostatni set środowego spotkania. Po świetnym początku i rozregulowanych celownikach przeciwników to Only Spikes rozpoczęli od prowadzenia (7-4). Obrazkiem meczu był dla nas jednak absolutny spokój Tiger Team, który grał konsekwentnie swoje i to zaprocentowało. Najpierw team Marcina Kwidzińskiego doprowadził do wyrównania, a następnie już w końcówce odskoczył rywalom i cieszył się z kompletu oczek oraz fotela lidera czwartej ligi, brawo!

Kraken Team – Wolves Volley

Klasyka gatunku. Kiedy zaczynamy dość mocno chwalić jakąś drużynę, ci zaczynają nagle przegrywać. Po premierowej kolejce sezonu Wiosna’26 jedną z najbardziej chwalonych przez nas drużyn był Kraken Team. Chwilę po tym zespół dowodzony przez Roberta Skwiercza przegrał z beniaminkiem DSGSA oraz wczoraj wieczorem z Wolves Volley. Początek spotkania ułożył się jednak dla Krakena w wymarzony wręcz sposób. Po kilku punktach Przemysława Motyki Kraken wysunął się na prowadzenie 10-5, a ich ówczesna pozycja wydawała się niezagrożona. Wzięty w porę czas zdziałał chyba cuda. Po rewelacyjnym okresie Mikołaja Moszczenko gracze Wolves Volley wysunęli się na prowadzenie 12-11, którego nie wypuścili już do końca (21-16). Niepowodzenie z pierwszego seta wyzwoliło w Krakenie sportową złość. Choć do połowy seta obserwowaliśmy w miarę wyrównaną grę (9-7), tak druga część seta to wyraźna przewaga drużyny w granatowych strojach, która wysunęła się na prowadzenie 18-11 i po chwili cieszyła się z doprowadzenia do wyrównania w setach (21-13). Do połowy ostatniego seta wytypowanie zwycięzcy meczu było w zasadzie niemożliwe (10-10). W naszych oczach obie drużyny miały tego dnia solidne argumenty. Stało się wówczas jasne, że team, który odskoczy jako pierwszy, będzie po chwili cieszył się ze zwycięstwa. Sztuka ta udała się graczom Wolves Volley, którzy wysunęli się na prowadzenie 14-11 i po chwili świętowali pierwsze zwycięstwo w sezonie Wiosna’26.

Audiofon Karczemki – Kraken

Audiofon Karczemki w obecnym sezonie? Top. Okazuje się, że w drużynie brakowało kilku puzzli, ale gdy team je wreszcie znalazł, ogół robi bardzo dobre wrażenie. W środowy wieczór zespół z Karczemek rywalizował z Krakenem i to rywal był w naszym odczuciu faworytem starcia. Tak jak zaznaczaliśmy jednak w zapowiedziach, po tym co pokazał Audiofon w pierwszym meczu sezonu, ich potencjalna wygrana nie była wykluczona. Początek spotkania rozpoczął się jednak od mocnego uderzenia ’Bestii’, która wysunęła się na prowadzenie 5-1. Nieco oszołomieni początkiem gracze z Karczemek dopiero po chwili zdołali się przebudzić. Mimo to Kraken ciągle parł do przodu i w konsekwencji pod koniec seta prowadził już 18-12. Choć wydawało się, że jest już ’pozamiatane’, to po chwili odpalił się atakujący Audiofonu Roman Grzelak, po którego kilku punktach przewaga faworyta stopniała do jednego oczka (19-18). Mimo sporych kłopotów Kraken zamknął po chwili seta i mógł cieszyć się z pierwszego punktu w meczu. Jak się z czasem okazało, zadziałała tu zasada, że ’miłe złego początki’. W środkowym secie sytuacja nam się odwróciła i to Audiofon miał przez niemal całego seta niemałą przewagę. Choć prowadzili już 18-10, to w końcowej fazie seta mieli potężne problemy z wykończeniem akcji. Pierwszy punkt? Jakżeby inaczej – zepsuta zagrywka rywali. W nieco chaotycznej końcówce Audiofon zdołał jednak przepchnąć wygraną do 19, a to oznaczało, że o zwycięstwie musiał zadecydować ostatni set. Tu już nie było wątpliwości. Tu była absolutna demolka, która była najwyższą porażką Krakena w historii 55 występów drużyny w Inter Marine SL3. Na osobne słowo w kontekście tego, co działo się w secie i całym meczu, to świetna gra blokiem drużyny w biało-czerwonych strojach. Finalnie Audiofon miał ich aż 11, brawo!

Handluwa – Old Boys

Po bardzo nieudanym meczu z Hydrą Volleyball Team, Handluwa przystępowała do drugiego meczu w sezonie Wiosna’26. Czysto teoretycznie zadanie to miało być co najmniej równie trudne co ostatnio. Mimo że Old Boysi są dalecy od szczytu swojej formy, to jest to jednak team z ogromnym potencjałem, który prędzej czy później zacznie procentować. Już w początkowej fazie meczu zespół z Pruszcza Gdańskiego zdawał się to potwierdzać. Po serii punktów debiutującego w rozgrywkach Szymona Kobylińskiego Old Boysi wysunęli się na prowadzenie 11-5. Dalsza część seta to kontynuacja świetnej gry zespołu w białych trykotach i w konsekwencji wysoka wygrana do 13. Zdecydowanie więcej działo się w środkowej partii, w której Handluwa rozpoczęła co prawda fatalnie, ale mniej więcej od połowy seta zaczęli grać coraz lepiej. Z drugiej strony zastanawiamy się, czy nie było to klasyczne uśpienie rywala. Ten prowadził bowiem już 12-3, a finalnie wygrał zaledwie trzema oczkami (21-18). Tu dochodzimy do momentu, którego absolutnie nie rozumiemy, a w kontekście Old Boysów się jednak powtarza. Nie ma chyba drugiej takiej drużyny w całej lidze, która w przeciągu trzech setów potrafi zagrać tak zróżnicowaną siatkówkę. Z jednej strony potrafią zezłomować rywala, a z drugiej przytrafiają im się takie sety jak ten z Handluwą. Niewiarygodne. Choć na początku nic nie wskazywało na to, co się po chwili wydarzy (7-7), to w dalszej części Handluwa zdobyła… TRZYNAŚCIE punktów z rzędu. Warto tu pochwalić rewelacyjną zagrywkę Kacpra Kamerki, ale wciąż absolutnie nic nie tłumaczy takiego skandalicznego przestoju. Ostatecznie Handluwa wygrała tę partię do 10, ale wygrana trafia w ręce Old Boys. Biorąc pod uwagę okoliczności, trudno się jednak cieszyć z takiego zwycięstwa.