Czekamy co prawda na Wolves Volley, które nie rozegrało jeszcze spotkania, ale dla narracji uznajmy, że Dream Volley po niespełna 1,5 tygodniu grania pozostaje jedyną drużyną w trzeciej lidze, która nie straciła do tej pory choćby seta. Cóż szybko poszło, ale prawdę mówiąc taki scenariusz nas cieszy. To pokazuje bowiem, że w trzeciej lidze każdy może zgubić punkty z każdym i to jest piękne. No właśnie, ale czy aby na pewno każdy? Czy Dream jest dziś teamem, który jest w stanie pogubić punkty z niżej notowanymi rywalami? Sami zastanawiamy się, co wydarzyło się z drużyną Dream Volley. Czy nie przeskoczyło im przypadkiem coś w głowie i nie stracili swojej tożsamości? Wczoraj wieczorem stawialiśmy na ich komplet punktów i cyk – ten został wywalczony bez najmniejszego problemu. Oczywiście, żeby nie było zbyt kolorowo, wygrana została okupiona kontuzją Marcina Juszczaka, któremu życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Niemniej samo spotkanie to absolutna kontrola ’Marzycieli’. W pierwszym secie wyszli oni na prowadzenie 11-4, ale z czasem się nieco zablokowali, dając dojść do głosu rywalom (14-13). Kiedy zrobiło się nieciekawie Dream podkręcił tempo i po kilku punktach niezwykle skutecznego Michała Hawrylika ponownie wyszli na prowadzenie, a następnie wygrali seta do 17. Środkowa odsłona to wyraźna przewaga Dream, który wysunął się na prowadzenie 19-11. Kiedy wydawało się, że partia zakończy się wysokim wynikiem, Staltest zdołał nieco podkręcić wynik, czym zamazał nieco ogólny obraz gry (21-17). Ostatni set nie przyniósł zwrotu akcji. Drużynie Mateusza Dobrzyńskiego udało się zachować koncentrację, co nie zawsze było normą w przeszłości. Dzięki temu są obecnie liderem trzeciej ligi i notują rewelacyjny start sezonu Wiosna’26.
Dzień: 2026-03-10
Flota Active Team – DHP Oliwa
We wtorkowy wieczór obie drużyny chciały podtrzymać dobrą passę. Na inaugurację oba zespoły wygrały bowiem swoje spotkania. Flota okazała się mocniejsza od Old Boysów, natomiast DHP Oliwa od Złomowca Gdańsk. W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że faworytem będzie Flota, która przestała chyba ukrywać, że jej celem jest awans do elity. Początek spotkania to bardzo wyrównana partia, która zaprowadziła nas do stanu po 10. Mniej więcej na półmetku seta różnice zrobił jednak środkowy Floty Adrian Majkowski. To właśnie po jego akcjach faworyzowana drużyna wyszła na prowadzenie 15-11. Z czasem DHP Oliwa głównie za sprawą Jakuba Jeżewskiego doprowadziła do wyrównania po 20, ale ostatnie słowo należało już do Floty, która po punktach Przemysława Malujdy zapewniła sobie pierwszy punkt w meczu (22-20). W środkowej partii wyrównane widowisko oglądaliśmy do stanu po 15. Przewaga faworyta zaczęła zarysowywać się dopiero w finałowej fazie seta, gdzie ponownie bardzo aktywny był wspomniany przed chwilą Przemysław Malujdy (21-18). W ostatnim secie rywalizacji Flotę dopadł syndrom ’trzeciego seta’. Trudno jest bowiem zachować koncentrację przez całe spotkanie. Z drugiej strony w naszym odczuciu DHP Oliwa na ten jeden punkt zasłużyła. Co ciekawe w finałowej partii team zdecydował się na zmianę rozgrywającego, a na ’kierownicy’ zagrał nominalny przyjmujący Paweł Landowski. Biorąc pod uwagę również mecz ze Złomowcem był to drugi występ z rzędu na tej pozycji i sami zastanawiamy się, czy nie jest to przypadkiem kierunek ’na stałe’. O tym przekonamy się niebawem. Informacją dnia jest jednak to, że nie licząc meczu barażowego Flota wygrywa szóste spotkanie z rzędu – brawo!
VB Sulmin – Inter Marine Masters
Mieliśmy spory problem ze wskazaniem faworyta meczu. Ostatecznie nasz wybór padł na VB Sulmin, choć podskórnie przeczuwaliśmy, że ’Mastersi’ mogą wygrać tę partię. W żadnym scenariuszu nie przewidywaliśmy jednak, że w meczu któraś z ekip sięgnie po komplet punktów. Początek spotkania rozpoczął się od kłopotów drużyny dowodzonej przez Daniela Bąbę (4-8). Z czasem team w czerwono-czarnych strojach zaczął jednak odzyskiwać kontrolę i na półmetku seta mieliśmy remis po 12. Wówczas mieliśmy wrażenie, że VB Sulmin pójdzie za ciosem. Nic bardziej mylnego. Kilka błędów w końcówce seta oraz punkty Mariusza Wlazłego czy Aleksandra Lecha sprawiły, że to gracze w granatowych trykotach cieszyli się z wygranej pierwszego seta (21-18). Środkowa odsłona wyglądała bardzo podobnie. Najpierw przewagę zbudowali sobie gracze Andrzeja Masiaka 11-8, a następnie VB Sulmin doprowadził do wyrównania po 16. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali jednak gracze w granatowych strojach, którzy po raz kolejny wykorzystali świetnie dysponowanego i debiutującego w Inter Marine Masters Aleksandra Lecha (21-18). W ostatnim secie rywalizacji wyrównana partia trwała do stanu po 15. Końcowa faza seta to jednak przewaga ’Mastersów’, którzy wygrali bardzo długą wymianę i po punkcie Andrzeja Masiaka wysunęli się na prowadzenie 17-14. W naszym odczuciu była to absolutnie kluczowa sytuacja seta, po której VB Sulmin zdał sobie sprawę, że z tak świetnie dysponowanym rywalem nie mają we wtorkowy wieczór szans. Brawo!
DNV Volley Gdańsk – Speednet 2
Niestety z perspektywy Speednetu – widać, że to absolutnie nie ta forma co w całym poprzednim sezonie, gdzie team Marka Ogonowskiego był rewelacją drugoligowych zmagań. W obecnym sezonie owszem – rywalizowali z dwoma drużynami, które sumarycznie mają pięć tytułów mistrzowskich. Mimo to w przeszłości Speednet potrafił ogrywać w teorii mocniejszych rywali, a dziś jest w tym wszystkim przewidywalny. Nie ma tu elementu zaskoczenia jak na jesień. Już na początku rywalizacji gracze DNV Volley Gdańsk pokazali, że powalczą o ’pełną pulę’ (9-5). Po kilku atakach Illi Yenoshyna team w ’żółto-czarnych’ strojach prowadził już 14-9 i kwestia wygranej seta stała się oczywista (21-17). Drugi set rywalizacji to nieduża, aczkolwiek wystarczająca przewaga trzykrotnych Mistrzów Inter Marine SL3. Choć na półmetku było już 10-6, to z czasem Speednet zdołał zbliżyć się do rywala (14-13). W naszym odczuciu zespół Dariusza Kuny był jednak we wtorkowy wieczór nieosiągalny i już po chwili cieszył się z drugiego punktu w meczu. Trzecia odsłona? Kontynuacja problemów w defensywie, po której gracze DNV VG wysunęli się na prowadzenie 9-2. Nie wiemy, co musiałoby się wydarzyć, żeby tak doświadczony team na poziomie drugiej ligi roztrwonił taką przewagę. Nie wiedzieli tego również gracze Speednetu, którzy nie znaleźli sposobu na dogonienie rywala. Ostatecznie po naprawdę imponującej grze DNV Volley Gdańsk zdobywa dziewiąty punkt w dziewiątym secie. Trudno wyobrazić sobie lepszy start sezonu. Co to jest za pokaz mocy!
VB Inter-Grahen Sulmin – Only Spikes
Trudno choć trochę nie zakochać się w drużynie Only Spikes. Jeny, jaki to jest niebywały progres. Owszem – za kilka tygodni może się okazać, że to tylko informacyjny szum, a team Patryka Łabędzia nie gra aż tak super. Z drugiej strony już teraz mamy wyrzuty sumienia, że w ogóle o tym napisaliśmy. Dajmy się tej drużynie nacieszyć. Obrazki w trakcie meczu, doping z trybun, radość po każdej wygranej akcji i niekończące się rozmowy pod halą w wyborowym nastroju? Przecież ci ludzie wyglądali, jakby wygrali przed chwilą szóstkę w totka. Kapitalny mood, kapitalna drużyna, kapitalna atmosfera. Modelowy przykład budowania drużyny od zera aż do dziś. Do momentu, w którym są oni w stanie opędzlować zdecydowanego faworyta starcia i drużynę, która w dwóch poprzednich edycjach sprawiała się bardzo dobrze. Są w stanie ograć drużynę, która zrobiła przemeblowanie, a ich szeregi uzupełniło dwóch graczy z doświadczeniem w wyższych ligach. Niebywałe. To nie był przypadek. To nie był fuks, a konsekwentna i nieustępliwa walka przez trzy sety rywalizacji. Owszem – były trudne momenty jak ten z drugiego seta, gdzie team przegrywał w pewnym momencie 12-2. Choć w teorii jest to wynik nie do odrobienia – gracze Only Spikes nie znają takiego sformułowania. Kiedy ruszyła fala ich ataków – gracze z Sulmina najzwyczajniej w świecie ’obsrali zbroję’ i finalnie przegrali seta do 22. Niewiarygodne. Skala indolencji VB Inter-Grahen Sulmin jest w obecnym sezonie porażająca. Kiedy team w czarnych strojach był już totalnie rozbity psychicznie – graczom Only Spikes nie pozostawało nic innego jak ’spetować rywala’ do końca. Niebywałe rzeczy.
Remedios Sopot Ortopedia – TKKF Flota
Ostatni raz tak zaskoczeni byliśmy, kiedy po nocy nastąpił dzień, a po poniedziałku – wtorek. W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na komplet punktów drużyny Remedios Sopot Ortopedia i team Macieja Kota ponownie stanął na wysokości zadania. Dzięki zwycięstwu za komplet oczek ’Ortopedzi’ są dziś liderem czwartoligowych zmagań i jednym z głównych kandydatów do ’pudła’. Mimo ogromnych rotacji Remedios miał przez cały mecz pod kontrolą. Na początku spotkania mieliśmy małe déjà vu. Choć to dopiero drugie spotkanie w sezonie Remediosu, to gdzieś już widzieliśmy potężne problemy z przyjęciem zagrywki Michała Ryńskiego. Tu było podobnie, a Remedios wysunął się na prowadzenie 10-4. W końcowej fazie seta po atakach Szymona Czernego TKKF Flota pokazała się z dobrej strony, ale myśl o wygranej seta pozostawała w sferze marzeń (21-15). Środkowa partia to zdecydowanie najciekawsza gra TKKF Floty w Inter Marine SL3. Nie będziemy zaprzeczać – oglądało się to naprawdę z przyjemnością. Kiedy team prowadził 8-4, czekaliśmy jednak na to, jak zareaguje Remedios. Ci nie podpalali się przesadnie, a wyjście na prowadzenie zawdzięczają konsekwencji i chłodnej głowie. No i oczywiście temu, że rywal się z czasem pogubił. Ostatecznie po punktach Macieja Kaszowicza Remedios wygrał środkową partię do 14. Tak samo było zresztą w trzecim secie, który był w naszym odczuciu najbrzydszą częścią meczu. Jeny – ileż tam było błędów z obu stron. Oczywiście Remedios popełniał ich znacznie mniej, a na dodatek od czasu do czasu coś zaatakował. Dzięki temu finałowa partia zakończyła się wynikiem 21-14, a cały mecz 3-0.