Dzień: 2026-03-03

VB Sulmin – BL Volley

Mało znany fakt? Swoje ostatnie spotkanie w drugiej lidze drużyna BL Volley rozegrała 1365 dni temu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ich pożegnanie z drugą ligą przypadało na mecz z… VB Sulmin. Owszem – wówczas ta drużyna nazywała się jeszcze BES Boys BLUM i z ówczesnej kadry drużyny nie wystąpił wczoraj nikt. Faktem natomiast jest, że mówimy o drużynie występującej na tej samej licencji. Kończąc temat przeszłości – wspomniany ostatni mecz oraz wczorajszy pamiętają doskonale Damian Chojnacki, Wojciech Strychalski oraz Bartosz Zdunek. Jaki jest jeszcze wspólny mianownik wspomnianych wydarzeń? Ano taki, że zarówno wtedy, jak i wczoraj, BL Volley przegrał mecz w stosunku 0-3. Podobnie jak wówczas pierwszy set rywalizacji również zakończył się wynikiem 21-19 dla VB Sulmin. To właśnie w tej partii gracze Wojciecha Strychalskiego mieli realną szansę na premierowy punkt w sezonie Wiosna’26. Choć zaczęli kiepsko i rywal w pewnym momencie prowadził już 15-9, to z czasem wspomniana przewaga stopniała do jednego oczka (18-17). Mimo to gracze Daniela Bąby zdołali zamknąć partię ‘na swoich zasadach’ (21-19). Środkowa odsłona to najmniej interesująca część meczu. Precyzując – przewaga drużyny z Sulmina była na tyle duża, że zespół ‘Tygrysów’ nie był w stanie nawiązać realnej walki. Ostatecznie faworyzowana ekipa wygrała do 15. Ciekawiej zrobiło się w ostatnim secie. Choć VB Sulmin zdawał się być niezagrożony (13-9), pod koniec seta zespół BL zdołał doprowadzić do wyrównania po 19. Ostatnie dwie akcje to jednak punkty Igora Kazello raz kiwka Daniela Bąby, która zapewniła trzeci punkt w meczu faworyzowanej drużynie.

Merkury – Tufi Team

Zastanawiamy się, kiedy wreszcie do tego dojdzie. Kiedy gracze Tufi Team przełamią parszywą serię dziewięciu porażek z rzędu z Merkurym? To, że to się zmieni i Tufi wygra wreszcie bezpośrednie starcie, jest oczywiste. No bo powiedzmy sobie szczerze – już wczoraj wieczorem było bardzo blisko, wystarczy spojrzeć na wyniki poszczególnych setów. Mecz rozpoczął się świetnie dla Merkurego, który na półmetku seta prowadził 11-7. W drugiej części seta popełnili oni jednak kilka niewymuszonych błędów, po których rywal zdołał wyjść nawet na prowadzenie 18-17. Choć sytuacja z perspektywy pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3 robiła się bardzo nieciekawa, to z opresji Merkury zdołał wyjść obronną ręką. Trzeba uczciwie przyznać, że pomocną dłoń wyciągnęli im sami gracze Tufi, którzy podobnie jak ich przeciwnicy popełnili kosztowne błędy (23-21). Druga odsłona to partia, w której nie doświadczaliśmy już zwrotów akcji. Merkury prowadził niemal przez całego seta, w pewnym momencie nawet pięcioma punktami. Pod koniec seta uznał jednak, że robi się nieco nudno, i postanowił zadbać o emocje. Ostatecznie gracze Tufi zdołali zdobyć dziewiętnaście punktów, ale w końcówce seta Mikołaj Rochna przypieczętował Merkuremu pierwszy triumf w sezonie (21-19). Trzeci set zdawał się być kopią wcześniejszych fragmentów. Przewaga Merkurego oraz walka Tufi, która w ostatecznym rozrachunku nic im nie dała. No może dałaby tyle, że napisalibyśmy, iż nikt tak pięknie nie przegrywa jak Tufi. Pisząc jednak całkiem serio – przy stanie 19-19 to Tufi Team lepiej wytrzymało próbę nerwów i po dwóch punktach Wojciecha Paszylka zapewniło sobie pierwszy punkt w sezonie. Tak czy siak – z wyniku 2-1 nie jest w naszym odczuciu zadowolona żadna ze stron.

Speednet – Szach-Mat

Po nieudanym sezonie Jesień’25 obie drużyny chciały wczoraj rozpocząć nową edycję od wygranej. Patrząc na potencjał obu drużyn w poprzednim sezonie, dla graczy obu ekip rywal wydawał się absolutnie w zasięgu, więc o mobilizację nie było trudno. Początek wtorkowego starcia należał do ‘Programistów’, którzy rozpoczęli spotkanie w kapitalny sposób. Zanim się obejrzeliśmy, zespół nieobecnego we wtorek Macieja Miścickiego wykorzystał problemy rywali i wysunął się na prowadzenie 11-6. W dalszej części seta Szach-Mat był absolutnie bezzębny i po dwóch blokach z rzędu Pawła Kolana było już pozamiatane (17-9; 21-13). Zdecydowanie więcej działo się w środkowej partii. Wreszcie Szach-Mat się przebudził, co automatycznie sprawiło, że mecz stał się wyraźnie ciekawszy. Na półmetku seta na tablicy wyników widniał remis po 12. W drugiej części seta Szach-Mat po kilku punktach duetu przyjmujących Guzowski – Przekop wysunął się na prowadzenie 20-17 i po chwili cieszył się z doprowadzenia do wyrównania w setach (21-18). To oznaczało, że o zwycięstwie w meczu zadecyduje trzeci set. Tu niestety dla widowiska sytuacja wyklarowała się błyskawicznie. Po kilku atakach w aut ‘Szachistów’ Speednet wysunął się na prowadzenie 8-5. W odwróceniu losów rywalizacji nie pomogła nawet efektowna obrona nogą Rafała Guzowskiego. Im dłużej trwał mecz, tym coraz bardziej nakręcała się ekipa ‘Programistów’. Z czasem prawdziwą egzekucję na zagrywce urządził sobie Sebastian Konarzewski, który kilkoma asami serwisowymi przesądził kwestię wygranej do… dziewięciu. Z perspektywy całego meczu Speednet może żałować jednak tego, że nie udało im się ugrać kompletu punktów. W naszym odczuciu byli oni we wtorek drużyną znacznie lepszą.

DNV Volley Gdańsk – Inter Marine Masters

Po spadku z pierwszej ligi cel DNV Volley Gdańsk zdaje się być dość oczywisty: po raz kolejny znaleźć się na szczycie drugiej ligi i w konsekwencji awansować do elity. Aby tak się jednak stało – spotkania takie jak to wtorkowe ‘Żółto-czarni’ muszą po prostu wygrywać, i to najlepiej za komplet punktów. W tak optymistyczny scenariusz dla Volleya nie chciało nam się wierzyć. Uznaliśmy, że ‘Mastersów’ stać na to, by się postawić – i… nie myliliśmy się. Mimo to zespół dowodzony przez Andrzeja Masiaka wracał we wtorkowy wieczór ‘na pustaka’, aczkolwiek trzeba przyznać, że było bardzo blisko co najmniej jednego punktu. To właśnie ‘Mastersi’ po ataku Mariusza Wlazłego objęli prowadzenie 18-15 i wówczas wydawało się, że nie ma takiej siły, która zabrałaby im pierwszy punkt w sezonie. A jednak. W końcówce seta po stronie ‘żółto-czarnych’ punktowało aż sześciu graczy i w naszym odczuciu cała paleta rozwiązań przyczyniła się do sukcesu DNV VG, którzy po świetnej zagrywce Wojciecha Ingielewicza cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Drugi set rywalizacji to totalnie do zapomnienia doświadczenie przez obie strony. Przez ‘Mastersów’, bo było to przykre przeżycie, a przez DNV VG, bo taka postawa mogłaby sprawić, że w kolejnych meczach lekceważyliby rywali (21-12). Zdecydowanie ciekawiej było za to w finałowej partii, gdzie Inter Marine… ponownie nie wykorzystali ogromnej szansy. W tej partii team Andrzeja Masiaka prowadził od początku niemal do samego końca. Niestety dla nich – jeśli nie wykorzystujesz prowadzenia 17-13, to możesz mieć pretensje wyłącznie do siebie. Ostatecznie DNV VG po świetnej końcówce wygrywa za komplet punktów i od pierwszej kolejki wspina się do czołówki tabeli. Nos podpowiada nam, że trochę tam pobędzie.

Team Spontan – Kraken Team

Miało być piękne otwarcie sezonu i utorowana droga do drugiej ligi. Zamiast tego jest ogromne rozczarowanie, bo wystarczyła bardzo solidna drużyna jak Kraken Team, by ‘Spontan’ był bezradny. Owszem – team Piotra Raczyńskiego mógł wygrać to spotkanie, ale mógł również przegrać 0-3 i nikt by nic nie powiedział. Aby wspomniany scenariusz się zrealizował, Spontan musiał przegrać pierwszego seta rywalizacji i trzeba przyznać – było do tego bardzo blisko. Choć zaczęło się dla nich wybornie (16-11), to druga część seta była mozolnym odrabianiem strat przez rywala. Ostatecznie sztuka ta udała się Krakenowi dopiero przy stanie 20-20, a to oznaczało, że zwycięzcę pierwszego seta wyłoniła gra na przewagi. Ostatecznie z pierwszego punktu w meczu cieszył się Spontan. Druga część spotkania to… demolka na faworycie meczu. Nim się obejrzeliśmy, gracze w granatowych strojach prowadzili już 9-2! Wow! Z czasem Spontan robił wszystko, by uniknąć wytykania palcem. Finalnie udało im się uciułać 12 punktów, ale o odrobieniu strat nie mogło być mowy w żadnym momencie wspomnianej partii (21-12). Ostatni set był jednocześnie tym najciekawszym. Wynikało to z faktu, że to właśnie on miał wyłonić zwycięzcę meczu. Przez niemal całą partię karta sprzyjała graczom Piotra Raczyńskiego. Niby niedużo, ale to właśnie oni byli o włos przed swoim rywalem. Tak było aż do stanu 19-18. Ostatnie akcje meczu to punkt Pawła Pallacha, dwa błędy graczy Spontana i… kontrowersja sędziowska. Epilog tej historii jest jednak taki, że dwa punkty trafiają na konta Kraken Team. Brawo!

Złomowiec Gdańsk – DHP Oliwa

Nie było chyba sezonu, w którym mielibyśmy tak duże wątpliwości dotyczące tego, czy Złomowiec zdoła wystartować w sezonie Wiosna’26. Cała sytuacja wynika rzecz jasna z problemów kadrowych, które trapią drużynę Witolda Klimasa. Było dla nas rzeczą oczywistą, że mając inne zmartwienia na głowie – Złomowcowi będzie trudno w obecnym sezonie nawiązać do największych sukcesów drużyny, którymi były dwa brązowe medale w poprzednich edycjach. Wobec tego w naszych oczach faworytem meczu była DHP Oliwa. Mimo to, grając w zaledwie sześciu graczy, Złomowiec stawiał spory opór swoim rywalom i po bardzo wyrównanej partii to oni zdołali przechytrzyć rywala i cieszyć się z pierwszego punktu w meczu. Jak się później okazało – były to ‘miłe złego początki’. Już na półmetku drugiego seta dobrze grająca Oliwa wysunęła się na prowadzenie 10-5. Z czasem DHP Oliwa nie zwalniała tempa i po skutecznym bloku Aleksandra Juszczyka stało się jasne, że o zwycięstwie zadecyduje trzeci set (17-8; 21-13). Finałowa partia to set, w którym od początku nieznaczną inicjatywę przejęła dwunasta drużyna poprzedniego sezonu. Po dwóch błędach z rzędu ‘Złomków’ Oliwa wysunęła się na prowadzenie 9-6. Choć z czasem Złomowiec zbliżył się na jeden punkt, to nie mieliśmy bynajmniej poczucia, że położenie DHP Oliwy jest zagrożone. Choć przez chwilę było groźnie, to po bloku najlepszego gracza spotkania – Pawła Landowskiego – DHP Oliwa cieszyła się z pierwszego zwycięstwa w sezonie. Jest to o tyle ważne, że w poprzednim – udanym przecież – sezonie DHP Oliwa wygrała dopiero w czwartym meczu. Pamiętacie może z kim? Tak – właśnie ze Złomowcem.

Remedios Sopot Ortopedia – Only Spikes

Po raz kolejny chcielibyśmy wspomnieć o drużynie Only Spikes, lecz tym razem nie stricte o samym meczu z Remediosem. Ten zakończył się porażką 0-3, ale prawda jest taka, że Only Spikes na przestrzeni kilku sezonów zrobili olbrzymi progres. Dziś, zestawiając tę drużynę z czwartoligowym mocarzem, wiemy, że owszem – nie wygrają oni spotkania, ale też nie będzie wstydu. Obecnie Only Spikes, w miarę możliwości, walczą i choć często brakuje im umiejętności, to z pewnością nie charakteru. A sam mecz? Jego początek to kłopoty w przyjęciu zagrywki Michała Ryńskiego, który po kilku asach wyprowadził ‘Ortopedów’ na prowadzenie 13-4. Z czasem zespół Patryka Łabędzia zdobył kilka punktów, lecz w dużej mierze wynikały one z błędów rywali, których we wtorkowy wieczór nie brakowało (21-13). Znacznie ciekawsza była druga część spotkania, która rozpoczęła się lepiej dla drużyny w żółtych strojach. Po kilku skutecznych atakach debiutującego w rozgrywkach Andrija Cherniuka Only Spikes wysunęli się na prowadzenie 8-5. Alarmowy stan dla Remedios nie trwał jednak długo – po chwili wszystko wróciło do normy, a ‘Ortopedzi’ za sprawą innego z debiutantów, Macieja Kaszowicza, objęli prowadzenie 14-11 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu. W trzecim secie rywalizacji Only Spikes gonili wynik i przez moment wydawało się, że są już pod grą (16-15). Gdy jednak Remedios poczuł się w tej sytuacji niekomfortowo, przyspieszył i wkrótce mógł cieszyć się z kompletu punktów.

Energa Trefl Gdańsk – Bayer Gdańsk

Tekst na 200 czy 250 słów nie jest w stanie opisać szerzej przemyśleń dotyczących Energi Trefla Gdańsk. W skrócie – nie jesteśmy zdziwieni takim wynikiem, bo u młodzieży progres przez 12 miesięcy jest niewyobrażalny. To oznacza z kolei, że rzuceni na głęboką wodę gracze Trefla będą mieli na początku problemy i było to widać od pierwszego gwizdka sędziego. Z drugiej strony – to również rewelacyjne doświadczenie dla teamu, który na co dzień nie ma okazji tak często posparować sobie z bardzo silnymi ekipami. Na samym początku spotkania gracze Ariela Fijoła mieli problem z tym, by postawić szczelny blok. To z kolei sprawiło, że Bayer nie miał problemów, by sforsować zasieki rywala i na półmetku seta prowadził już 11-4. W dalszej części seta Bayer nie zamierzał bynajmniej zdejmować nogi z gazu i po punktach duetu Sadowski oraz były gracz grup młodzieżowych Trefla – Krzysztof Podlaski – Bayer wygrał tę partię do 7. W drugiej części spotkania najmłodsza drużyna w lidze się nieco otrząsnęła i z czasem prezentowała się już wyraźnie lepiej. Cóż jednak z tego, skoro przespali oni początek, po którym faworyt odskoczył na wynik 11-3. Tu nie było czego zbierać i finalnie partia ta zakończyła się wynikiem do 12. Zdecydowanie najwięcej działo się w trzecim secie, w którym o utrzymanie koncentracji w drużynie Bayer Gdańsk było już piekielnie trudno. Dodatkowo warto podkreślić, że Energa prezentowała się już naprawdę nieźle i pod koniec seta przegrywali oni zaledwie jednym oczkiem (19-18). Ostatecznie, po punkcie Huberta Śliwowskiego, Bayer cieszył się z bardzo dobrego otwarcia sezonu.

VB Inter-Grahen Sulmin – Hapag-Lloyd

W zapowiedziach przedmeczowych zastanawialiśmy się, czy Hapag-Lloyd zdoła pobić wynik z poprzedniego sezonu, w którym zdobył trzy punkty w trzynastu spotkaniach. Choć nie znaliśmy – i nadal nie znamy – odpowiedzi na to pytanie, wydawało nam się bardzo mało prawdopodobne, aby część tego planu – ‘Pomarańczowi’ zrealizowali już we wtorkowy wieczór. Ich rywalem była bowiem drużyna VB Inter-Grahen Sulmin, która nie dość, że rzetelnie przepracowała okres przygotowawczy, to na dodatek historycznie miewała dobre otwarcia sezonu. Jakby tego było mało, różnica potencjału wydawała się tak duża, że inny wynik niż 3-0 dla faworyta brzmiał jak abstrakcja. Do pewnego momentu wszystko wyglądało tak, jak wyobrażała to sobie społeczność Inter Marine SL3. W pierwszym secie, po dwóch asach serwisowych Jonatana Drygiela, sprawa wygranej w tej partii była już praktycznie rozstrzygnięta (16-8). Ostatecznie ‘Logistycy’ zdobyli do końca zaledwie jeden punkt, co nie było dobrym prognostykiem przed dalszą częścią meczu. Nie wiemy, z czego to wynika, ale w drugiej odsłonie Hapag-Lloyd zaprezentował się już znakomicie. Nawet jeśli nie przez całego seta, to ogólny obraz był bardzo pozytywny. Graczom w pomarańczowych strojach wychodziło dosłownie wszystko. Po dobrej grze w obronie oraz z kontry Hapag-Lloyd wysunął się na prowadzenie 9-2 i tę komfortową przewagę utrzymywał aż do stanu 18-8! W końcówce zaczęli jednak masowo popełniać błędy, co w połączeniu ze świetną postawą Alexa Siwika sprawiło, że faworyt zniwelował straty do czterech oczek (19-15). Ostatecznie ‘Logistykom’ udało się dopiąć swego, czym sprawili niemałą niespodziankę (21-16). Finałowa partia to już wyraźna przewaga drużyny Mateusza Pietrzykowskiego, która wygrała tę partię do 12, a cały mecz w stosunku 2-1. Jak można jednak wywnioskować, trudno tu mówić o jakiejkolwiek, choćby najmniejszej, satysfakcji.