Dzień: 2026-03-12

Merkury – BEemka Volley

Dawno się tak nie pomyliliśmy w ocenie tego, jak będzie wyglądało spotkanie. Przed wystawieniem typów zastanawialiśmy się, czy bardziej prawdopodobnym wynikiem jest 2-1, czy jednak 3-0 dla BEemki Volley. Ostatecznie postawiliśmy na bezpieczniejszy typ. Nie spodziewaliśmy się jednak tego, że mecz wygra Merkury, a już na pewno nie za komplet punktów. A prawda jest taka, że ’żarło’ od pierwszej piłki w meczu. Po bloku nowego nabytku Merkurego Ariela Tańskiego pięciokrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 wyszli na prowadzenie 9-6. Z czasem BEemka się przebudziła i chwilę po półmetku seta zdołała doprowadzić do wyrównania po 13. Jak się po chwili okazało, była to jedynie chwila oddechu wzięta przez graczy w granatowych strojach. Po małej pauzie Merkury ruszył z kolejną falą ataków, która zakończyła się zwycięstwem do 17. Środkowy set układał się lepiej dla BEemki i z boku wyglądało to tak, jakby drużyna miała doprowadzić po chwili do wyrównania. Choć team Daniela Podgórskiego prowadził przez niemal całego seta, to w decydującym momencie gracze w różowo-czarnych strojach zaczęli się mylić. W końcówce seta Merkury zdążył się już cieszyć z wygranej seta, ale sędzia w związku ze zbyt szybko użytym gwizdkiem zarządził powtórkę. Choć był to moment, który mógł zdekoncentrować Merkurego, to udało im się dopiąć swego (21-19). Niepowodzenie w dwóch pierwszych setach ewidentnie stłamsiło BEemkę, która na początku trzeciego seta prezentowała się naprawdę kiepsko (8-4). Choć wydawało się, że jest już po meczu, BEemka zdołała się z czasem ogarnąć, a pod koniec seta była bardzo blisko na choć jeden punkt. Po długiej grze na przewagi lepsi okazali się jednak gracze Piotra Peplińskiego, którzy zgarnęli bardzo ważny komplet punktów.

Team Spontan – MiszMasz

Po porażce oraz zwycięstwie za komplet punktów na początku sezonu, mieliśmy spory problem, by wytypować prawidłowy wynik Spontana. Ostatecznie zagraliśmy va banque i postawiliśmy na pełną pulę drużyny Piotra Raczyńskiego. Do pewnego momentu meczu Spontan robił wszystko, by tak właśnie było. Na początku spotkania po punktach Damiana Urbanowicza oraz Mikołaja Temczpyka Spontan prowadził 11-8. W dalszej części seta faworyzowany team dostał jednak sygnał ostrzegawczy. Choć rywal niemal doprowadził do wyrównania (19-18), to jednak ’Spontanicznym’ udało się uciec spod opresji (21-18). W drugim secie rywalizacji gracze Piotra Raczyńskiego oszczędzili sobie nerwówki. Na przestrzeni seta zdołali oni wyjść na sześciopunktową przewagę (14-8), po której rywal nie był już w stanie im realnie zagrozić. Owszem pod koniec seta przewaga faworyta stopniała do dwóch oczek (18-16), ale to by było na tyle. Po atakach Damiana Urbanowicza oraz Krzysztofa Lepera Team Spontan cieszył się z drugiego punktu w meczu. Wydarzenia z trzeciego seta? Do pewnego momentu wszystko wskazywało, że partia ta będzie bez historii. Ba – sami biegając z aparatem i widząc wynik 15-12, uznaliśmy, że lepiej przenieść się na inne boisko. Wraz z Redakcją Team Spontan opuściło również szczęście. Już po kilku chwilach było bowiem po 16 i jakby tego było mało MiszMasz poszedł po chwili za ciosem, wygrywając do 18. Choć ogólny wynik nie jest dla MiszMaszu satysfakcjonujący, to jednak należy pochwalić ich za grę do końca. A Spontan? Ach, szkoda gadać. Dokładnie w ten sposób przegrywa się awans do upragnionej drugiej ligi. Ostrzegaliśmy w poprzednim sezonie, robimy to i teraz. Pytanie, czy ktokolwiek z obozu ’Spontanicznych’ chce nas słuchać.

DSGSA – Stay Win

Przed spotkaniem nic nie wskazywało na to, że będzie to mecz przez wielkie M. W naszym odczuciu faworytem i to dość wyraźnym była ekipa DSGSA, która po awansie do drugiej ligi zdołała wygrać dwa mecze, dzięki czemu plasowała się niemal na samym szczycie ligowej układanki. Łatka faworyta meczu im służyła, przynajmniej do pewnego etapu meczu. Początek spotkania to wyrównana walka, która zaprowadziła nas do stanu po 10. W dalszej części seta zarysowała się przewaga DSGSA, na co wpływ miała świetna postawa Tymoteusza Zawadzkiego. Po kilku atakach wspomnianego gracza beniaminek wysunął się na prowadzenie 16-11 i po chwili mógł cieszyć się z pierwszego punktu w meczu (21-14). Środkowa partia to kapitalne widowisko z obu stron. Kiedy na czarnej tablicy wyników mieliśmy prowadzenie DSGSA 15-11, to uznaliśmy, że nic ciekawego się tu już nie wydarzy. Stay Win nie chciał jednak ustępować i po kilku udanych akcjach Andreya Oknova zdołali doprowadzić do wyrównania po 17. Dalsza część seta to absolutne szaleństwo i wyniszczająca gra na przewagi. O tym, że było to naprawdę niezwykłe wydarzenie, świadczy fakt, że dla Stay Win było to już 187 (!) spotkanie w rozgrywkach Inter Marine SL3, a tak wysokiego wyniku w jednym secie nie mieli jeszcze nigdy. Dotychczasowy najwyższy wynik to 27-25 ze Zmieszanymi, do którego doszło 22 czerwca 2021 r. Warto podkreślić, że wówczas Stay Win mieli więcej szczęścia i wspomnianego seta wygrali. Wczoraj było inaczej, a DSGSA po punktach Piotra Pawlewicza i Wiktora Trojanowskiego zapewniła sobie drugi punkt w meczu (31-29). Sądzicie, że po takim secie żaden inny nie jest w stanie być równie interesujący? W tym meczu tak było, bo choć wynik finałowej partii nie był aż tak wysoki, to jednak mecz ponownie oglądało się z wypiekami na twarzy. Po bardzo wyrównanej partii i grze na przewagi tym razem szczęście uśmiechnęło się do drużyny Tomasza Bobcowa, która w naszym odczuciu na ten jeden punkt zwyczajnie w czwartek zasługiwała (23-21).

Wolves Volley – Speedway AWKS

Uskrzydleni zwycięstwem z Kraken Team gracze Wolves Volley chcieli zrobić wszystko, by tydzień zakończyć z bardzo dobrymi nastrojami. Stałoby się tak, gdyby po dwóch meczach inauguracyjnych sezon na ich kontach widniało pięć oczek. To oznaczało z kolei, że aby tak się stało, muszą wygrać z beniaminkiem za komplet punktów. Już początek spotkania pokazał jednak, że nie będzie to bynajmniej proste zadanie. Już na początku seta uaktywnił się dawno niewidziany na parkietach Inter Marine SL3 Mateusz Sadowski. Po trzech blokach wspomnianego atakującego Speedway wysunął się na prowadzenie 6-2. Dalsza część seta to świetna gra drużyny Mateusza Bojke, która na tle doświadczonych ’Wilków’ prezentowała się naprawdę nieźle (18-13). W końcówce Wolves Volley za sprawą dobrej zagrywki zniwelowali jeszcze straty, ale to było zbyt mało, by wygrać seta (21-17). Przebudzenie ’Wilków’ nadeszło wraz z gwizdkiem rozpoczynającym drugą odsłonę. Choć do połowy seta był remis po 9, to w dalszej części seta Wolves Volley zaprezentowali lepszą kulturę gry. Precyzując, popełniali zdecydowanie mniej błędów. U rywali było ich sporo, a to w polu serwisowym, a to w skuteczności ataku. Między innymi to właśnie dzięki temu Wolves Volley wysunęli się na prowadzenie 18-14 i po chwili cieszyli się z wyrównania stanu meczu (21-16). Decydujący o zwycięstwie set rozpoczął się od przewagi Watahy (8-3). Mimo to Speedway, głównie za sprawą Mateusza Sadowskiego, zdołał doprowadzić do wyrównania po 15. Niestety dla nich wobec kolejnej fali ataków byli już bezradni (21-15).

Energa Trefl Gdańsk – Hydra Volleyball Team

Sytuacja w drugiej lidze nie przestaje nas zaskakiwać. W premierowej kolejce Hydra Volleyball Team rywalizowała ze spadkowiczem z pierwszej ligi i rozbiła go w stosunku 3-0. Z drugiej strony mieliśmy Energę Trefla Gdańsk, która z Bayerem Gdańsk nie miała absolutnie żadnych argumentów, dostając srogie jak na drugoligowe warunki lanie. Biorąc pod uwagę dwa wspomniane mecze, nie mieliśmy wątpliwości, która z drużyn będzie faworytem czwartkowego starcia. W naszym odczuciu była to Hydra, która miała na dodatek sięgnąć po komplet oczek. Tyle teoria, bo drużyny wyglądały zupełnie tak, jakby przed rozpoczęciem spotkania pozamieniały się koszulkami. Precyzując, był to mecz, w którym domniemani oprawcy zamienili się rolami z ofiarami. Niewiarygodne. Z drugiej strony warto podkreślić, że gdyby Hydra miała nieco więcej szczęścia, to oni wygraliby mecz i wówczas nasza narracja byłaby zupełnie inna. Pierwszy set rywalizacji to wysokie prowadzenie najmłodszej drużyny w lidze (9-3). Komfortowa i w teorii niezagrożona pozycja Trefla trwała do stanu 18-13. Pod koniec partii mieli oni jednak ogromny przestój, który sprawił, że na prowadzenie wysunęła się ’Bestia’ (19-18). Jak się po chwili okazało, nie był to jedyny ’twist’ w premierowym secie. Już po chwili Energa zdołała zrobić przejście i po kilku minutach walki cieszyli się z wygrania seta do 22. W środkowej odsłonie Hydra miała nieznaczną przewagę (16-14). Pod koniec seta graczom Sławomira Kudyby zabrakło precyzji. Po dwóch atakach w antenkę lub po jej niewłaściwej stronie na prowadzenie wysunęły się ’gdańskie lwy’ i tej szansy już nie zmarnowali (21-18). W ostatnim secie Hydra prowadziła po raz kolejny i po raz kolejny ’pchała się w gips’ (19-15 – 20-20). Mimo to w końcu udało im się wygrać seta. To by było już za dużo. Na minimum jeden punkt zasłużyli. Tak po ludzku.

MPS Volley – Szach-Mat

Po niepowodzeniu w pierwszej kolejce obie drużyny chciały się w czwartkowy wieczór zrehabilitować. W naszym odczuciu faworytem spotkania był beniaminek pierwszej ligi MPS Volley. Pierwsze minuty spotkania zdawały się to potwierdzać. Team Jakuba Nowaka na półmetku premierowej partii prowadził 10-7. Trzypunktowe prowadzenie nie nasyciło Miłośników Piłki Siatkowej, którzy poszli po chwili za ciosem i po kilku piekielnie mocnych atakach MPS prowadził już 16-10, co było jednoznaczne z tym, że po chwili cieszyli się oni z pierwszego punktu w meczu (21-12). Opór Szach-Matu rósł wprost proporcjonalnie z każdą kolejną minutą spotkania. Na tej podstawie w drugim secie Szach-Mat zaprezentował już dużo lepszą siatkówkę i choć w pewnym momencie tracił do swojego rywala pięć oczek (17-12), to po dobrym fragmencie wspomniana przewaga stopniała do dwóch oczek. Mimo rozbudzenia nadziei Szach-Matu ostatnie słowo w secie należało do drużyny Jakuba Nowaka (21-17). Finałowa partia? Zdecydowanie najciekawszy fragment meczu. Szach-Mat grał wreszcie tak, jak oczekiwaliby od nich tego ich sympatycy. Moment ten zbiegł się ze zniżką formy MPS-u. Zbitka tych dwóch czynników sprawiła, że to ’Szachiści’ dyktowali swoim rywalom warunki gry. Tak było, przynajmniej do czasu. Kiedy pod koniec seta Szach-Mat prowadził 16-10 czy 18-14, to uznaliśmy, że nic ciekawego się tu już nie wydarzy. Pod koniec seta Szach-Mat miał jednak poważne problemy z wykończeniem akcji. Dodatkowo ich rywale grali naprawdę dobrze z kontry i w konsekwencji udało im się doprowadzić do wyrównania po 18. Końcowa faza seta to próba nerwów z dwóch stron. Ostatecznie to Szach-Mat dopiął swego i cieszył się z nagrody pocieszenia w postaci jednego oczka.

Aqua Volley – ACTIVNI Gdańsk

Nie ukrywamy, że często wpadamy w tę pułapkę. Choć widzimy, że team nie radzi sobie zbyt dobrze i przegrywa mecz za meczem, my w pamięci wciąż mamy te bardzo pozytywne obrazki z przeszłości. Na podstawie sentymentu i historii wystawiamy później typ Redakcji, który okazuje się chybiony. Tak było przed czwartkową serią gier, gdzie za faworyta uznaliśmy Aquę Volley. Nic z tego. Team Mateusza Drężka przegrał wczoraj 16 (!) spotkanie z rzędu. Niewiarygodne. Sami zastanawiamy się, kiedy ta seria się zakończy, bo prawdę mówiąc w przyszłym tygodniu nie będą faworytem. Jeśli sytuacja ta się nie zmieni, Aqua Volley będzie zbliżała się niedługo do rekordzistów w historii całej ligi. Jeśli chodzi jednak o samo spotkanie, to rozpoczęło się wybornie dla ACTIVNYCH, których zwyżkę formy zauważyliśmy już tydzień temu. Mimo to zignorowaliśmy oczywiste sygnały. Niemniej jednak mecz rozpoczął się od prawdziwego lania, po którym ACTIVNI prowadzili 11-3. W dalszej części seta Aqua Volley niby próbowała jakoś zareagować, ale ACTIVNI sobie z tym absolutnie nic nie robili i w konsekwencji wygrali pierwszego seta do 15. W środkowej odsłonie było podobnie. Zdecydowanie lepiej prezentowali się gracze Artura Kurkowskiego, którzy konsekwentnie wysysali pozytywną energię z rywali. To z kolei sprawiało, że frustracja w obozie Aqua Volley narastała z każdą kolejną nieudaną akcją. Był moment, że zrobiło się naprawdę nerwowo. To oczywiście guzik dało, a ACTIVNI cieszyli się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-15). Przebudzenie Aqua Volley nastąpiło w finałowej partii, co automatycznie sprawiło, że atmosfera się zdecydowanie poprawiła. Po trzech atakach z rzędu Aqua wysunęła się na prowadzenie 13-9. Choć w dalszej części seta ACTIVNI stanęli przed szansą na wygranie partii, to po grze na przewagi z wygranej w trzecim secie cieszyli się gracze Mateusza Drężka. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że to ACTIVNI byli w czwartek pierwszoplanowymi postaciami.

DHP Oliwa – Old Boys

W ostatnim czasie Old Boysi stali się jedną z najbardziej krytykowanych drużyn występujących w Inter Marine SL3. Nie będziemy się wiecznie powtarzać, ale w skrócie chodziło o to, że nie wykorzystują oni swojego bardzo dużego potencjału. Drugim grzechem głównym drużyny z Pruszcza Gdańskiego był tragiczny bilans dziesięciu ostatnich spotkań. Ostatnia kwestia to odcinka, która dotykała Old Boys w niemal każdym meczu. Wobec tego faworytem spotkania była dla nas ekipa DHP Oliwy. Na początku spotkania lepiej wiodło się jednak drużynie Bartłomieja Kniecia. Nie jest tak, że Oliwa ’nie dojeżdżała’, ci grali naprawdę nieźle, a mecz oglądało się bardzo dobrze. Mimo to była to świetna wersja Old Boys, przynajmniej do pewnego czasu (13-8). Kiedy wydawało się, że w secie nie wydarzy się już nic ciekawego, a DHP Oliwa nie zdoła dogonić rywala, stało się zupełnie na odwrót. Po atakach Igora Galińskiego oraz Pawła Landowskiego dwunasta drużyna poprzedniego sezonu doprowadziła do wyrównania po 16. Choć Old Boys ponownie wyszli na prowadzenie i mieli szanse zamknąć seta ’na swoich zasadach’, to koniec końców w decydującym fragmencie Oliwa stanęła na wysokości zadania. Wow, to było dobre drugoligowe granie (22-20). Środkowa odsłona rozpoczęła się podobnie. Już po kilku minutach grania Old Boys wypracowali sobie kilkupunktową przewagę, w czym ogromny udział miał świetnie dysponowany duet Bogucki – Kobyliński (11-5). W odróżnieniu od premierowej partii tym razem team z Pruszcza nie roztrwonił przewagi i już po chwili cieszyli się ze zwycięstwa seta do 13. Warto podkreślić, że Old Boys wskoczyli w meczu na naprawdę wysoki poziom. Było to widoczne również w trzecim secie rywalizacji, w którym nie dali swoim rywalom szans na to, by nawet pomyśleć o korzystnym rezultacie. Gdy na tablicy wyników było 11-7, to jeszcze nic nie wskazywało na taki obrót spraw. Pod koniec seta Old Boys podkręcili jednak tempo i po kilku punktach Jakuba Klimczaka zapewnili sobie wygraną seta do 12, a całego meczu w stosunku 2-1.

Hapag-Lloyd – Craftvena

Po sensacyjnym punkcie z VB Inter-Grahen Sulmin na inaugurację w siedzibie Hapag-Lloyd mieli nadzieję, że i z Craftveną nie stoją na straconej pozycji. Myśli te były potęgowane faktem, że to właśnie z ’Rzemieślnikami’ ’Logistycy’ zdobyli swój historyczny punkt w rozgrywkach Inter Marine SL3. Na początku rywalizacji gracze w pomarańczowych strojach trzymali fason, a rywal musiał się naprawdę napocić, by wyjść na prowadzenie (8-6). Im dłużej trwał jednak set, tym koncentracja w drużynie Joanny Kożuch stawała się coraz mniejsza. Kiedy Hapag-Lloyd nie gra na 100% skupiony, zaczyna popełniać błędy, które w normalnych okolicznościach im się nie przytrafiają. Ostatecznie po dwóch błędach w końcówce Craftvena cieszyła się z wygrania seta do 14. Wracając jeszcze do narracji sprzed chwili, chcielibyśmy podkreślić, że to, co działo się w meczu, jest papierkiem lakmusowym całej przygody Hapag-Lloyd w rozgrywkach. Do pewnego momentu team gra naprawdę nieźle, ale w końcu zaczyna popełniać błędy. Zwróćcie uwagę, że tak jest niemal zawsze, niezależnie od wyniku. Tak było również w meczu z Sulminem, gdzie kryzys przyszedł pod koniec wygranego seta. Zmierzamy do tego, że najczęściej ma to swoje konsekwencje, ale pojedyncze sety mogą Hapag-Lloyd po prostu wyjść i wówczas kończy się punktem. Drugi set rywalizacji to świetna gra do stanu 14-14, a następnie – a jakże – festiwal błędów i problemy z wykończeniem akcji. W konsekwencji pięć kolejnych punktów trafiło na konto Craftveny, która wygrała po chwili seta do 16. Ostatni rozdział to już partia, w której ’Rzemieślnicy’ zdusili zapędy rywali w zarodku i finalnie wygrali tę partię do 10. Niemniej jednak nie było to jakieś wybitne spotkanie z ich strony.