Spotkanie pomiędzy srebrnymi a brązowymi medalistami poprzedniego sezonu było anonsowane jako hit środowej serii gier. W naszym odczuciu faworytem starcia była BEemka Volley, a z pewnością jakość drużyny miał podnieść powracający do drużyny po krótkiej przerwie Przemysław Wawer. W odróżnieniu od spotkań z Tufi Team oraz Merkurym, BEemka z roli faworyta wywiązała się perfekcyjnie i to już od pierwszego seta rywalizacji. Zanim się obejrzeliśmy, team Daniela Podgórskiego wysunął się na prowadzenie 10-6. W dalszej części seta BEemka nie zdejmowała nogi z pedału gazu i po dwóch asach serwisowych Oskara Dziewita prowadzili już 17-10, co było jednoznaczne z końcem emocji w pierwszym secie (21-17). Środkowa odsłona to kontynuacja demolki w wykonaniu BEemki Volley. Jeny, w środę wychodziło im naprawdę wszystko. Wiemy, że część graczy marudziła na godzinę 21:30, ale czy nie jest przypadkiem tak, że BEemka zagrała wczoraj najlepsze spotkanie od kilku miesięcy? Na półmetku środkowej partii BEemka prowadziła już 10-5, a z czasem 15-9. Choć drużynie Adriana Ossowskiego udało się zniwelować straty do jednego punktu (17-16), to w końcówce BEemka się przebudziła i po skutecznym ataku Macieja Rzepczyńskiego cieszyła się z drugiego punktu w meczu (21-18). Ostatni set rozpoczął się od prowadzenia AiP (7-3), ale radość ‘Przyjaciół’ nie trwała zbyt długo. Po bardzo mocnych atakach duetu Walentynowicz – Wawer, BEemka doprowadziła do wyrównania po 8, a następnie grali już tylko oni. Ostateczny wynik to 21-17 i pierwszy komplet punktów BEemki w sezonie Wiosna’26.
Dzień: 2026-03-18
Kraken Team – Audiofon Karczemki
Po wczorajszym meczu doszliśmy do wniosku, że Krakenowi służy gra o tak późnej godzinie. Jest to wręcz niewiarygodne, jak na przestrzeni kilku dni ta sama drużyna może zaprezentować zupełnie inny nastrój, co w konsekwencji przekłada się na wynik spotkania. Bo powiedzmy sobie szczerze – choć umiejętności się nie zmieniły, to jednak pozytywny vibe niósł w środę Krakena. Paweł P, Robert S, Przemek M, Krzysztof D, Paulina C, Paweł K oraz Dawid G bawili się w środowy wieczór doskonale, a to przełożyło się na wynik rywalizacji. Prawdę mówiąc, nie sądziliśmy, że dysproporcja pomiędzy nimi a Audiofonem może być tak wysoka jak w pierwszym oraz trzecim secie. Ba – przypominamy, że w zapowiedziach przedmeczowych wskazaliśmy, że to Audiofon będzie faworytem. Początek spotkania to błyskawiczne wyjście na prowadzenie drużyny w granatowych strojach (10-5). W dalszej części seta team Pawła Urbaniaka był absolutnie bezbarwny i wynik 21-13 nie może nikogo dziwić. Przebudzenie Audiofonu nastąpiło w środkowej partii. Team zaczął grać wreszcie tak, jak w dwóch pierwszych spotkaniach sezonu i z automatu ich rywal miał spore problemy. Tym razem to team w biało-czerwonych barwach wysunął się na prowadzenie 10-5, a Krakenowi przypadła rola tego, który musi gonić. Najbliżej realizacji celu team w granatowych strojach był pod koniec seta, kiedy po dwóch punktach z rzędu Dawida Gosza Kraken zbliżył się do rywala na jeden punkt (19-18). Choć Audiofon zaczynał być w poważnych tarapatach, to po ataku Michała Markiewicza cieszyli się oni z doprowadzenia do wyrównania (21-19). Ostatni set? Miażdżąca przewaga drużyny Roberta Skwiercza. Oj tak, oglądało się to wybornie i szkoda, że Kraken nie gra i nie prezentuje się tak na co dzień.
Eko-Hurt – Handluwa
Nowe stroje – stara jakość. W sensie stara, ale taka z tych najlepszych chwil w historii 175 występów drużyny w rozgrywkach Inter Marine SL3. Wiecie, jak jest. Niby wiedzieliśmy, że Eko-Hurt jest wyraźnym faworytem starcia, ale jednak oczekiwaliśmy, że Handluwa zaprezentuje się wreszcie nieco lepiej. Nie jesteśmy w stanie pojąć, jak team, który był w stanie urywać punkty w pierwszej lidze, gra aktualnie w taki sposób. Jak tak dalej pójdzie, to Handluwa – Eluwa do trzeciej ligi. Wygląda to naprawdę mizernie, a kiedy team rywalizuje z takimi mocarzami jak Eko-Hurt, to efekt jest jaki jest. Już na początku spotkania zrozumieliśmy ‘co będzie grane’. Po dwóch punktach Sebastiana Rydygiera Eko-Hurt wysunął się na prowadzenie 11-5. W dalszej części Handluwa popełniała ogrom kardynalnych błędów i w konsekwencji przegrała seta do 13. Nie da się gorzej? Cóż – da się i to zdecydowanie. Już na początku środkowej partii zrozumieliśmy, że Handluwa nie dość, że nie ma szans na choćby punkt w meczu, to na dodatek nie ma szans, żeby zachować twarz. Grzechy główne? Nie potrafili przyjąć, nie potrafili rozegrać, nie potrafili wykończyć ataków. Nie potrafili nic. Mieliśmy tu do czynienia z uczniem-głupim, który nie dość, że jest fatalny w każdym przedmiocie, to nie nadrabia nawet na WF-ie, religii czy muzyce (21-9). Obiecaliśmy to i trzeba napisać. Był moment meczu, w którym Handluwa prowadziła (4-1). Było oczywiste, że to po prostu ‘miłe złego początki’. Dalsza część seta to wyraźna przewaga drużyny Pawła Dawczaka udokumentowana zwycięstwem do 14 – brawo!
Bayer Gdańsk – Speednet 2
Choć wynik poszczególnych setów do końca na to nie wskazuje, to mecz na boisku numer 2 nie zawiódł nawet najbardziej wymagających sympatyków. Początek spotkania należał do ‘Aptekarzy’, którzy wykorzystali sporą nerwowość i dużą liczbę błędów w obozie rywali. Na półmetku seta zespół w błękitnych strojach wysunął się na prowadzenie 12-7 i w dalszej części seta nie miał problemu z ograniem rywala do 16. Przez długą część środkowej partii wydawało się, że Bayer pójdzie za ciosem i w konsekwencji wygra trzecie spotkanie w sezonie Wiosna’26. W drugiej części seta team dowodzony przez Damiana Harica prowadził bowiem 15-12 i nic nie wskazywało na to, że mogłoby dojść do zwrotu akcji. Po punktach Krzysztofa Mejera oraz Kamila Lewandowskiego Speednet doprowadził jednak do wyrównania po 15. Po chwili Bayer dorzucił do tego kilka błędów i w konsekwencji Speednet wypracowanego prowadzenia już nie roztrwonił, wygrywając do 16. Oj, ten przestój będzie się za Bayerem ciągnął przez długi okres. W naszym odczuciu był to moment zwrotny nie tylko seta, ale również całego meczu. W finałowej partii to Speednet prowadził grę i choć Bayer zdołał z czasem odrobić stratę, a nawet wyjść na prowadzenie 15-14, to ostatnie słowo należało do teamu Marka Ogonowskiego. W końcówce dwoma skutecznymi i efektownymi blokami popisał się atakujący Speednetu – Kacper Kowalewski, po których Bayer nie był już w stanie się podnieść (19-16).
VB Sulmin – Złomowiec Gdańsk
Każda, nawet najbardziej parszywa seria ma swój kres. W zapowiedziach przedmeczowych wspomnieliśmy, że gracze z Sulmina po raz ostatni ze Złomowcem wygrali cztery lata temu. Od wczoraj licznik bije na nowo. Tak jak wspomnieliśmy – każda seria ma swój koniec, więc jest to pewne pocieszenie dla Złomowca. Choć na początku obecnej kampanii wybitnie im nie idzie, to podejrzewamy, że sytuacja ulegnie niedługo zmianie. Na tę chwilę fakty są takie, że Złomowiec przegrał wczoraj szóste spotkanie z rzędu. Kiedy weźmiemy pod uwagę dwanaście ostatnich spotkań, to zobaczymy, że team Witolda Klimasa przegrał aż dziewięć razy. Niewiarygodne, o jakim kryzysie mówimy. No dobra – skupmy się na drużynie z Sulmina, bo to oni byli gwiazdami wieczoru. Na początku spotkania team w czerwono-czarnych strojach nie mógł sforsować zasieków rywali i na półmetku seta mieliśmy remis po 12. Po chwili jednak zespół z Sulmina zdobył siedem punktów z rzędu, a to zamknęło kwestię wygranej premierowej odsłony (21-14). Środkowa odsłona ułożyła się idealnie dla widowiska i emocji. Tym razem to Złomowiec posiadał inicjatywę i po dwóch punktach z rzędu Marcina Bryłkowskiego wysunęli się na prowadzenie 15-12. Choć VB Sulmin zdołał doprowadzić do wyrównania po 16, to ostatnie słowo należało już do teamu w miedzianych strojach, na co wpływ miały dwie skuteczne zagrywki Jakuba Pisowackiego (21-18). Ostatni set rozpoczął się od drzemki Złomowca, po której VB Sulmin wysunął się na prowadzenie 4-0. To w oczywisty sposób ustawiło dalszą część seta. Warto pochwalić VB Sulmin za grę w obronie oraz skuteczne kontry, wobec których Złomowiec okazał się bezradny (21-13).
Energa Trefl Gdańsk – Flota Active Team
Papierowy tygrys drugiej ligi. Rany, ile czasu poświęciliśmy w ostatnim czasie Flocie Active Team. Po dobrym okresie uznaliśmy nawet, że team w fioletowych trykotach jest w stanie zrobić wreszcie krok do przodu i uzyskać promocję do wyższej klasy rozgrywkowej. Sądziliśmy, że wczoraj wieczorem Flota zdoła zrobić kolejny ku temu krok, a naszą jedyną zagwozdką było to, czy Flota wygra 3-0, czy jednak 2-1. Zupełnie inny plan na środowy wieczór miała najmłodsza drużyna w ligowej stawce. Mimo to wyraźnie lepiej w mecz weszła Flota, która po punkcie Mikołaja Filanowskiego wysunęła się na prowadzenie 7-4. Po chwili jednak Flota popełniła kilka koszmarnych błędów, po których straciła prowadzenie (7-7). To nie był jednak koniec kłopotów Floty, która po problemach w przyjęciu przegrywała już 15-9 i był to koniec ich marzeń o pierwszym punkcie w meczu (21-14). W środkowej odsłonie koszmar Floty oraz wielkie chwile Energi trwały od pierwszego gwizdka sędziego. Na półmetku środkowej odsłony zespół w żółtych strojach prowadził 10-5 i był na najlepszej drodze do drugiego punktu w meczu. Po chwili przyszedł jednak moment kryzysu, po którym Trefl stracił prowadzenie (15-15). Kiedy wydawało się, że Flota odzyskała wreszcie rytm gry, złamała przeciwnika i w konsekwencji doprowadzi po chwili do wyrównania, to mieliśmy kolejny twist. Po ataku Filipa Pietrzaka najmłodsza drużyna w lidze zrobiła przejście i po chwili zapewniła sobie drugi punkt w meczu (21-18). Przed ostatnim setem rywalizacji Energa Trefl Gdańsk dokonała kilku wymian w składzie. Poza tym zmienił się również obraz gry i Flota zaczęła grać wreszcie tak, jak na faworyta przystało. Ostatecznie team Karoliny Kirszensztein wygrał tę partię do 9, ale halę Ergo Arena w zdecydowanie lepszym nastroju opuszczali gracze Energi – brawo!
VB Inter-Grahen Sulmin – TKKF Flota
Tak jak pisaliśmy w zapowiedzi – po bardzo nieudanym okresie drużyny z Sulmina odezwał się do nas jeden gracz, który obiecywał poprawę. Okazja do tego zdawała się być wyborna. Rywalem drużyny w czarnych trykotach była bowiem TKKF Flota, która w dwóch pierwszych spotkaniach sezonu nie zdołała zdobyć choćby punktu. Oczywiście na usprawiedliwienie drużyny dowodzonej przez Karolinę Kirszensztein można było podać to, że jak do tej pory rywalizowali z samymi ligowymi mocarzami. Niemniej jednak w typie Redakcji wskazaliśmy na komplet oczek VB. Zbudowanie sobie przewagi nie przychodziło faworytowi jednak zbyt prosto. W pierwszym secie rywalizacji każdy punkt trzeba było niemal rywalowi wyszarpać. Ilekroć VB zdobywało punkt, TKKF Flota po chwili doskakiwała (15-14). W dalszej części seta Flota popełniła jednak kilka błędów i z pierwszego punktu w meczu cieszyła się ekipa Mateusza Pietrzykowskiego (21-16). Środkowa odsłona zwiastowała jeszcze większe emocje. Ku zaskoczeniu osób oglądających spotkanie to ostatnia drużyna w ligowej tabeli zdołała zbudować sobie przewagę (10-5). Po chwili skuteczną grą w ataku oraz bloku popisał się jednak duet Konrad Czykiel – Jonatan Drygiel i w konsekwencji Sulmin doprowadził do wyrównania po 10. To rzecz jasna osłabiło morale drużyny TKKF i w konsekwencji VB Inter-Grahen Sulmin cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-16). Ostatnia odsłona środowego spotkania to już nieco spokojniejsza gra, w której faworyt kontrolował przebieg gry od samego początku aż do końca (21-16).
Feniks Gdańsk – Aqua Volley
Po ostatnich bardzo nieudanych spotkaniach drużyny Aqua Volley zaczęliśmy się zastanawiać, czy team Mateusza Drężka zdoła kiedykolwiek się przełamać. Do meczu z Feniksem, Aqua podchodziła bowiem po serii 16 (!) porażek z rzędu. Dodatkowo perspektywa na wczorajsze starcie była bardzo ponura. Po tym, jak zaprezentowała się ostatnio drużyna Feniks, uznaliśmy, że to team Łukasza Dubickiego będzie faworytem. Początek spotkania zdawał się to potwierdzać. Feniks grał po prostu mądrzejszą siatkówkę, nie popełniał tylu błędów, miał większą siłę rażenia. Pochwał mogłoby być znacznie więcej. Faktem jest natomiast to, że Aqua Volley wytrzymywała narzucone tempo rywala mniej więcej do połowy seta (12-12). W dalszej części różnice na korzyść drużyny Feniks zrobił mający ogromne doświadczenie w wyższych klasach rozgrywkowych Mykola Pocheniuk. Po jego dwóch atakach z rzędu Feniks wyszedł na prowadzenie 17-14, a następnie wygrał partię do 16. Środkowa odsłona do pewnego momentu wyglądała bardzo podobnie, a drużyny szły łeb w łeb. W dalszej części seta w buty wspomnianego wcześniej Mykoli Pocheniuka wszedł gracz po przeciwnej stronie siatki i warto tu podkreślić, że był to jego debiut w rozgrywkach Inter Marine SL3. W końcówce po kilku atakach Wojciecha Sopieli Aqua Volley wysunęła się na prowadzenie i w konsekwencji wygrała środkową partię do 18. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set i w partię tę zdecydowanie lepiej weszli ex-trzecioligowcy, którzy po świetnej grze wysunęli się na prowadzenie 15-7. Choć z czasem sporo krzywdy zagrywką wyrządził im kapitan rywali – Łukasz Dubicki, to graczom Aqua Volley udało się zrobić przejście i po chwili wywalczyli oni drugi punkt w meczu, przerywając tym samym koszmarną serię.
Sharks – Kraken
Nie miała ostatnio ‘dobrej prasy’ drużyna Sharks. Po dwóch meczach na inaugurację pokusiliśmy się nawet o tezę, że jeśli dalej tak pójdzie, to ‘Rekiny’ popłyną, ale wprost do czwartej ligi. Przed wczorajszym starciem nie mieliśmy poczucia, że ich sytuacja ulegnie w środowy wieczór poprawie. Rywalem drużyny była bowiem ekipa Kraken, która była absolutnym faworytem spotkania. Ba, uznaliśmy nawet, że ‘Bestie’ stać na to, by zgarnąć w środowy wieczór komplet oczek. Początek spotkania to jednak wyraźna przewaga beniaminka trzeciej ligi, który zaskoczył swoich rywali i wysunął się na prowadzenie 10-5. W dalszej części seta Kraken próbował odwrócić sytuację, ale ‘Rekiny’ trzymali rywali na bezpieczny dystans i w konsekwencji wygrali seta do 17. Środkowa odsłona zdawała się być momentem zwrotnym w meczu. Choć niezbyt wysoką, to jednak Sharksi mieli kilkupunktowe prowadzenie. Pod koniec seta prowadzili 18-16 i wydawali się bardzo bliscy doprowadzenia do wyrównania w setach. Niestety dla nich nieszczęścia chodzą parami. Najpierw koszmarnej kontuzji stawu skokowego doznał Aleksiandr Trushyn, a następnie przy jednoczesnym braku koncentracji Kraken stracił prowadzenie i po chwili przegrał seta do 19. Ostatni set rywalizacji to już wyraźna przewaga faworyta, co z ich perspektywy jest rzecz jasna marnym pocieszeniem (21-7). A Sharksi? Cóż – zaczęli marsz w górę ligowej tabeli i może jednak nie będzie tak źle, jak się wydawało po kilku pierwszych kolejkach, brawo!