Za nami ostatni dzień meczowy w pierwszym tygodniu rozgrywek. Swoje drugie zwycięstwo w sezonie zanotowały dwie drużyny z Sulmina, Speedway AWKS, Sharks oraz DSGSA. W najciekawszym meczu dnia, Dream Volley okazał się lepszy od Team Spontan. Zapraszamy na podsumowanie!
Speedway AWKS – Hapag-Lloyd 3-0 (21-7; 21-11; 21-11)
Czy można wyobrazić sobie lepsze wejście w ligę? Cóż, pewnie tak, ale jest to cholernie trudne. Już po meczu z TKKF Orlen pisaliśmy, że Speedway AWKS zdaje się być piekielnie mocny. Po meczu z Hapag-Lloyd nasze odczucia zostały jeszcze spotęgowane. Warto podkreślić bowiem to, że przed sezonem wskazywaliśmy Sharksów oraz AWKS jako kandydatów do czwartoligowego złota. Piszemy o tym teraz ponieważ obie drużyny rozegrały w obecnym tygodniu mecze z rywalami o podobnej klasie i w naszym odczuciu – Speedway AWKS zaprezentował się znacznie lepiej. Oczywiście na tym etapie rozgrywek nie można o niczym przesądzać, ot ciekawostka. A sam mecz z ‘Pomarańczowymi’? Ten rozpoczął się od miażdżącej przewagi zespołu Mateusza Bojkę. Już chwilę po pierwszym gwizdku sędziego było…11-1! Dalsza część seta to powtórka meczu z TKKF Orlen, czyli wyraźnie zredukowany bieg i w konsekwencji – siedem punktów rywali. Bardzo podobnie wyglądał również drugi set, w którym zaczęliśmy się zastanawiać czy będzie tak za każdym razem? Niemal wszystkie pięć dotychczas rozegranych setów to ta sama historia (21-11). Nasze wątpliwości zostały rozwiane w trzecim secie, w którym minęło kilka chwil zanim Speedway wskoczył na wyższe obroty. Początek to w miarę wyrównana gra, po której było 6-6 a następnie 10-8. Druga część seta to jednak prawdziwa demolka, w której na trzy punkty ‘Logistyków’, ‘żółto-czarni’ zdobyli aż jedenaście. Cóż – rozgrzewka za nami. Czekamy niecierpliwie na kolejne mecze.
Sharks – TKKF Orlen 3-0 (21-13; 21-15; 21-15)
Pisaliśmy o tym w podsumowaniu pierwszego meczu ‘Rekinów’. Pisaliśmy to również przy okazji zapowiedzi czwartkowego spotkania. Nie inaczej będzie ‘na gorąco’ po spotkaniu z TKKF Orlen. Na ‘papierze’ Sharksi byli absolutnym faworytem spotkania i trudno mieć do nich pretensje. Wszak wygrali za komplet punktów, a przecież właśnie to jest najważniejsze. Nikt za kilka tygodni nie będzie pamiętał, że nie był to styl, który kogokolwiek rzucałby na kolana. Tak czy siak – po dwóch pierwszych spotkaniach drużyny nie wiemy zbyt wiele. Prawdziwa weryfikacja przyjdzie później, bo z całym szacunkiem, ale ani TKKF Orlen, ani VB FE Sulmin nie byli w stanie zagrozić drużynie Pavlo Kudinova i mimo zaciągniętego hamulca ręcznego – Sharksi maja na koncie sześć oczek. Prawdziwa weryfikacja dopiero przyjdzie. A TKKF Orlen? W czwartkowy wieczór oglądaliśmy najmłodszy skład w historii występów tej drużyny w rozgrywkach Inter Marine SL3. Mimo to, młodzi ‘Nafciarze’ zaprezentowali się naprawdę nieźle i wielokrotnie mogliśmy oglądać ich składne akcje. Z całą pewnością był to znacznie lepszy mecz niż ten sprzed kilku dni, kiedy TKKF rywalizował z Speedway AWKS. Tak jak pisaliśmy w zapowiedzi – najgorsze zdaje się być za nimi. Sądzimy, że po przymusowej przerwie w rozgrywkach, zaczną niedługo punktować, tak jak miało to miejsce w poprzednim sezonie.
VB Inter-Grahen Sulmin – ACTIVNI Gdańsk 3-0 (21-14; 21-11; 21-14)
W zapowiedziach przedmeczowych zastanawialiśmy się jaki krajobraz panuje w drużynie ACTIVNYCH po stracie lidera drużyny – Mateusza Woźniaka. Cóż – tak samo z pewnością nie było, ale wpływ na to nie miała wyłącznie absencja jednego gracza. Jakby tego było mało, ACTIVNI tuż przed startem sezonu stracili kolejną armatę – Miłosza Kitowskiego. To oznaczało z kolei, że ACTIVNI musieli radzić sobie w nowej rzeczywistości, a zgrywać musieli się w trakcie meczu ligowego. Jak wiadomo – skutek mógł być tylko jeden. Od początku spotkania zarysowała się nieznaczna przewaga VB Inter-Grahen Sulmin. Gracze Kacpra Wiczkowskiego prowadzili na półmetku seta trzema oczkami (11-8). Choć do pewnego momentu ACTIVNI ‘trzymali fason’ (16-14) to pięć kolejnych punktów padło łupem dobrze grającej w obronie faworyzowanej drużyny VB (21-14). Środkowy set to już wyraźna przewaga faworyta, który w odróżnieniu od rywali nie psuł tylu zagrywek, ataków czy nie popełniał błędów w rozegraniu. Precyzując – byli lepsi w niemal każdym elemencie siatkarskiego abecadła i w pełni zasłużenie wysunęli się na prowadzenie 16-6 co było jednoznaczne z tym, że po chwili wygrali również seta (21-11). W ostatniej odsłonie gracze Kacpra Wiczkowskiego wysunęli się na prowadzenie 8-5 w czym udział kilkoma atakami z rzędu miał Krzysztof Mądry. W dalszej części seta VB Inter-Grahen Sulmin powiększył swoją przewagę i po sekwencji ataków oraz zagrywki najlepszego gracza spotkania – Konrada Czykiela, zapewnili sobie drugą wygraną w sezonie Jesień’25. Brawo!
Team Spontan – Dream Volley 1-2 (25-23; 23-25; 18-21)
Spotkanie pomiędzy Team Spontan, a Dream Volley anonsowaliśmy jako hit pierwszego tygodnia rozgrywek. W naszym bowiem odczuciu, obie drużyny mają w sobie wystarczający potencjał do tego, by włączyć się do walki o podium rozgrywek a co za tym idzie – awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Choć w ‘Spontanie’ doszło do kilku mocarnych transferów to jednak jako faworyta wskazaliśmy ekipę Dream Volley. Uznaliśmy, że ‘języczkiem u wagi’ będzie większe zgranie ‘Marzycieli’. Pierwszy set rywalizacji stał na bardzo wysokim poziomie sportowym i była to partia, w której obie drużyny niemal nie popełniały błędów. Pomijając początek, w którym Dream Volley miał trzy punkty przewagi (6-3), cała dalsza część była walką punkt za punkt. W końcówce za sprawą Damiana Urbanowicza, który popisał się dwoma skutecznymi atakami, pierwszy punkt trafił na konto Spontana (25-23). Po pierwszym szalonym secie uznaliśmy, że to nie ma prawa się szybko powtórzyć. Cóż – powtórzyło się już chwilę później, bo choć przez większość seta gra nie była tak wyrównana to w końcówce znowu oglądaliśmy grę na przewagi. Choć Dream Volley prowadził w pewnym momencie już 20-16 to nie potrafili wykończyć rywala w ‘pierwsze tempo’. Zamiast tego, dali im doprowadzić do wyrównania i kiedy wydawało się, że Spontan wygra za chwilę seta, a w konsekwencji również mecz to ‘próbę nerwów’ tym razem lepiej wytrzymali gracze w niebieskich koszulkach (25-23). W decydującym o zwycięstwie secie nie brakowało emocji, również niekoniecznie tych sportowych. Niemniej optyczną przewagę posiadali gracze Dream Volley, którzy przez większość seta mieli dwu-trzypunktową przewagę i to oni finalnie cieszyli się ze zwycięstwa.
DSGSA – Feniks Gdańsk 3-0 (21-18; 21-19; 23-21)
Przyglądający się spotkaniu gracze innych drużyn byli zdumieni w momencie kiedy usłyszeli, że mecz na ‘centralnym boisku’ był meczem czwartoligowym. Prawdę mówiąc sami nie spodziewaliśmy się, że spotkanie ‘dowiezie’ tak mocno. Jeśli chodzi o poziom oraz całą otoczkę spotkania to z pewnością stało ono na trzecioligowym pułapie co potwierdzą pewnie sami gracze, którzy występowali wcześniej w wyższych ligach. W naszych oczach faworytem meczu była ekipa Michała Farona, ale w pierwszych minutach meczu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. To Feniks Gdańsk zdecydowanie lepiej wszedł w mecz i objął prowadzenie 8-3! Już po chwili za sprawą świetnie dysponowanego Wiktora Witowskiego, DSGSA doprowadzili do wyrównania po 9. W dalszej części seta Feniks popełniał sporą liczbę błędów w konsekwencji których ich rywale wyszli na prowadzenie 18-12 i wygrali seta do 18. Środkowa odsłona w pierwszym półmetku była bardzo wyrównana (12-12). Z czasem graczom Michała Farona udało się wyjść na prowadzenie za sprawą najlepszego gracza meczu – Wiktora Witowskiego (19-16). Choć Feniks po punkcie Damiana Wiącka zdołał doprowadzić do wyrównania po 19 to ostatnie słowo należało już do DSGSA. Trzeba przyznać, że gracze Michała Farona lepiej radzili sobie w stykowych sytuacjach. Tak było w środkowej odsłonie, ale również w trzecim secie rywalizacji. Do pewnego momentu wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów. Po ataku kapitana Feniksa – Łukasza Dubickiego, prowadzili oni 18-16. W końcówce DSGSA zdołali doprowadzić do wyrównania a po chwili cieszyli się z wygranej do 21. Podsumowując obecny tydzień trzeba przyznać, że DSGSA zaprezentowali się wczoraj o niebo lepiej niż w swoim premierowym spotkaniu. Biorąc pod uwagę jak wyglądały czwartoligowe drużyny w obecnym tygodniu – dalsza część sezonu zapowiada się pasjonująco.
Staltest Pomorze – VB Sulmin 0-3 (17-21; 20-22; 13-21)
Choć wyniki dla obu drużyn były takie same jak w pierwszym meczu sezonu to jednak gra się dość mocno różniła. Po meczu z Oliwą Team uznaliśmy, że VB Sulmin będzie w obecnym sezonie bardzo mocny. Wobec tego oraz nieciekawej formy Staltestu nie zadrżała nam ręka w momencie, w którym oddawaliśmy typ Redakcji właśnie na team Daniela Bąby. Mimo to trudno nie zauważyć, że nie był to równie wybitny styl co ostatnio. Oczywiście nie ma co marudzić – VB jest aktualnie liderem drugiej ligi i nie straciło choćby seta. Sądzimy jednak, że przy odrobinie szczęścia rywali mogło być inaczej o czym za chwilę. Jeśli chodzi o Staltest to mimo drugiej porażki w stosunku 0-3, wczoraj zaprezentowali się już naprawdę nieźle. Z całą pewnością nie było wstydu. W pierwszym secie rywalizacji przegrali po walce, bo byli po prostu gorsi. Swoją ogromną szansę na premierowy punkt w sezonie mieli w środkowej odsłonie. Od samego początku to właśnie team Arkadiusza Kozłowskiego miał inicjatywę czego dowodem są wyniki 9-4, 18-13 czy 20-15. Wydaje Wam się, że nie można tego zepsuć prawda? Staltest prosi o potrzymanie piwa, bo okazali się absolutnie bezradni wobec świetnej zagrywki Damiana Kolki. Trzeba przyznać, że sprzyjało im też szczęście, bo nawet kiedy ten zagrał źle to ustrzelił w narożniku boiska atakującego rywali. Ostatecznie po bloku Przemysława Walczaka, gracze z Sulmina zapewnili sobie drugi punkt w meczu. Trzecia odsłona to już wyraźna przewaga zespołu Daniela Bąby i w konsekwencji – wygrana do 13.
Team Spontan – MysterElektroRockets 3-0 (21-18; 21-14; 24-22)
Po wyniszczającym pojedynku z Dream Volley, Team Spontan przystąpił do meczu z beniaminkiem trzeciej ligi – MysterElektroRockets. W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że Spontan jest wyraźnym faworytem spotkania i co do zasady – tak właśnie było. Nie oznacza to bynajmniej, że MER nie miał swoich szans – przede wszystkim w trzecim secie. Zanim jednak do tego doszło, obie drużyny rozegrały pierwszy set, w którym Spontan miał optyczną przewagę. Warto przy tym zauważyć, że popełnili również sporo błędów, co zauważył w przerwie pomiędzy setami kapitan drużyny. Jak wówczas wyliczył – rywale zdobyli po własnych akcjach tyle punktów, ile Spontan oddał im prezentów (21-18). W środkowej odsłonie, szeroko rozumiana ‘kultura gry’ stała już na wyższym poziomie. Owszem – obie ekipy nadal popełniały błędy, ale Spontan robił ich znacznie mniej co dało im po chwili drugi punkt (21-14). Zdecydowanie najwięcej działo się w trzecim secie. Choć rozpoczął się on od wysokiego prowadzenia faworyzowanej drużyny (7-1), to już po chwili, ‘biało-czerwoni’ zdołali doprowadzić do wyrównania po 13. Dalsza część seta to wyrównana walka ‘punkt za punkt’. Pod koniec meczu, gracze Pawła Urbaniaka mieli swoją ‘złotą piłkę’, której niestety dla siebie nie wykorzystali. To udało się po chwili Damianowi Urbanowiczowi oraz Michałowi Maliszewskiemu, który doskonale poradził sobie z sytuacyjną i trudną piłką (24-22).
Speednet – Tufi Team 3-0 (21-18; 21-11; 21-14)
Nie ukrywamy, że wiele obiecywaliśmy sobie po starciu Speednetu z Tufi Team. Choć w naszych oczach faworytem był Speednet, to uznaliśmy, że Tufi Team może zawiesić poprzeczkę bardzo wysoko. Cóż, może i tak było ale tylko w pierwszym secie rywalizacji i to niepełnym. Bardzo mocny był z pewnością początek spotkania gdzie Tufi Team prezentowało się wybornie i w pełni zasłużenie prowadzili 9-6 czy z czasem nawet 16-12. Kiedy wydawało się, że wygrana premierowej partii przez beniaminka jest formalnością, coś w ich grze się zepsuło. Ledwo się obejrzeliśmy, a po kilku atakach Jakuba Perżyło, Speednet prowadził już 19-18 a następnie cieszył się z wygrania seta. Sytuacja z końcówki partii ‘złamała’ Tufi Team, które w dalszej części meczu prezentowała się o klasę gorzej versus to co oglądaliśmy na początku spotkania. Mówiąc precyzyjniej – byli gorszą wersją samych siebie. Oczywiście w drugim przypadku było zupełnie odwrotnie. Speednet przypominał na początku kilka płatków śniegu, które z czasem zamieniły się w lawinę. ‘Programiści’ rośli z każdą kolejną akcją mając ogromną przewagę w każdym elemencie. Ostatecznie środkowa partia to wysoka wygrana do 11. Trzecią odsłonę rozpoczęliśmy od stanu 5-5. Już po chwili dobra gra Speednetu oraz masa błędów ‘Tuffików’ sprawiły, że mieliśmy wynik 12-6 i zasadniczo, koniec emocji w meczu. Finalnie Speednet wygrał tę partię do 14, a cały mecz 3-0 i w doskonałych nastrojach opuszczali Ergo Arenę. Brawo!
Flota TGD Team – Aqua Volley 2-1 (21-13; 19-21; 21-13)
Choć przełamania nie było i kolejny beniaminek, który awansował do wyższej klasy rozgrywkowej ponownie przegrał mecz to mamy wreszcie premierowy punkt. Oj, nie jest zbyt łatwo dla drużyn, które wywalczyły sobie awans. Z drugiej strony warto podkreślić to, że spodziewaliśmy się łatwego meczu dla Floty, w którym zgarną oni komplet punktów. Już pierwszy set rywalizacji pokazał, że nie będzie to łatwe zadanie dla drużyny Karoliny Kirszensztein. Na półmetku seta mieliśmy bowiem zaledwie jednopunktowe prowadzenie faworyta (14-13) i wówczas kwestia tego, która z drużyn wygra seta wydawała się otwarta. Po chwili kilkoma skutecznymi atakami popisał się jednak nowy nabytek Floty TGD – Krystian Malinowski, który do spółki z kolegami zapewnili wygraną w premierowej odsłonie (21-13). Najciekawszym fragmentem meczu była jednak środkowa odsłona, która rozpoczęła się wybornie dla Aqua Volley. Team Mateusza Drężka bezlitośnie wykorzystał problemy rywali w przyjęciu i wysunął się na kilkupunktowe prowadzenie (16-8). Choć z czasem prowadzili już 18-11 to w końcówce nie uniknęli nerwówki. Każda kolejna akcja sprawiała, że przewaga Aqua Volley zaczęła topnieć. W końcówce z siedmiu punktów zrobił się zaledwie jeden (20-19), ale decydujący cios zadał kapitan Aqua Volley – Mateusz Drężek (21-19). Decydujący o zwycięstwie set to już wyraźna dominacja Floty, która na półmetku prowadziła już 12-6 i nie miała problemów z tym by ‘zamknąć mecz na własnych zasadach’ (21-13).
