Kategoria: Bez kategorii

MATCHDAY #22

Za nami kolejny dzień rozgrywek. Najważniejszym wydarzeniem czwartkowej serii gier był mistrzowski tytuł w trzeciej lidze drużyny Dziki Wejherowo. Ponadto z pierwszą ligą, po pięciu sezonach, żegna się Trójmiejska Strefa Szkód. W drugiej lidze, po zwycięstwie 3-0, o włos od awansu jest ekipa Letniego Gdańska. Zapraszamy na podsumowanie!

Dziki Wejherowo – Craftvena 2-1 (21-17; 19-21; 21-12)

Do spotkania z Craftveną, Dziki Wejherowo przystępowały ze świadomością, że do mistrzowskiego tytułu potrzeba im wygranej. Mimo, że przed graczami w czerwonych koszulkach otworzyła się ogromna szansa na mistrzowski tytuł w trzeciej lidze, w protokole meczowym, po wykreśleniu nieobecnych, zostało zaledwie sześciu graczy. Mecz, zgodnie z oczekiwaniami, lepiej rozpoczęli gracze z Wejherowa (6-4). Po kilku atakach Daniela Kanieckiego Craftvena zdołała jednak wyrównać (9-9), lecz po chwili ponownie Dziki objęły prowadzenie (14-11), którego nie wypuścili już do samego końca i wygrali 21-17. Druga odsłona początkowo była bardzo wyrównana. Jako pierwsi na prowadzenie, po kombinacji udanych ataków Kanieckiego oraz mądrej kiwki Pawła Magdaleńskiego, wyszli ‘Rzemieślnicy’. W dalszej części gracze w czarnych koszulkach prowadzili już 18-14 i mimo, że w końcówce Dziki zdołały nieco odrobić stratę to finalnie ‘Rzemieślnicy’ cieszyli się z wygranej seta do 19. Przy takim układzie stało się jasne, że jeśli Dziki zdołają wygrać ostatnią partię, wygrają również całą ligę. Od początku seta to oni byli stroną dominującą i szybko objęli prowadzenie 9-5. W dalszej części przewaga ta się wyłącznie powiększała i pod koniec Dziki prowadziły już 17-9, co było jednoznaczne z tym, że za chwilę przechylą szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Podsumowując sezon,  po rewelacyjnym początku przyszła mała zadyszka. Finalnie Dziki udowodniły, że byli najlepszą drużyną i zasłużenie wygrali ligę. Przed nimi ostatni mecz, w którym będą mieli okazje zmierzyć się z jedyną trzecioligową drużyną, która ich pokonała (Team Looz).

Team Spontan – BH Rent MiszMasz 2-1 (21-18; 21-12; 14-21)

Jesteśmy tego pewni – Team Spontan powinien zrzec się swojej nazwy. Gdzie tu ‘spontan’ skoro ich mecze są przewidywalne do bólu? Za wynik 2-1, przed spotkaniem, dalibyśmy sobie uciąć rękę i wiecie co? Nadal byśmy ją mieli. Początek meczu rozpoczął się od wyrównanej walki obu drużyn (5-5). Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się ‘Spontaniczni’ (8-6). Przewaga dwóch – trzech punktów utrzymywała się z małym wyjątkiem (14-14) do samego końca i ostatecznie Miłosz Kuliński zadał ostatni cios i Spontan mógł cieszyć się z wygrania pierwszego seta. Druga partia rozpoczęła się w wymarzony dla Spontana sposób (8-4). Po chwili przewaga ta na chwilę nieco stopniała (9-7), ale z czasem można było odnieść wrażenie, że ‘Hotelarze’ przyjęli w tym secie rolę statystów. Taka postawa, przy jednoczesnej dobrej grze ‘Pomarańczowych’, sprawiła, że set zakończył się wynikiem 21-12 dla Spontana. Trzeci set miał być wisienką na torcie, kropką nad ‘i’, dopasowaniem ostatniego puzzla. I co? I gówno! Przepraszamy co bardziej wrażliwych za język, ale dokładnie w taki sposób mogą czuć się walczący o awans gracze Team Spontan. Walczący ‘o życie’ MiszMasz od początku tego seta wyglądał od swoich rywali najzwyczajniej w świecie lepiej. Poza niezłą grą własną ‘Hotelarzy’ na wynik punktowy składała się totalna niemoc w ataku, która zapanowała w szeregach ‘Oranje’. Finalnie MiszMasz zdobył jeden punkt, co pozwala im spać nieco spokojniej. Do pełni szczęścia jednak daleka droga.

AVOCADO friends – Tufi Team 1-2 (13-21; 24-26; 21-19)

Na kilka godzin przed meczem, wiedzieliśmy o tym, że Tufi Team w meczu z AVOCADO friends będzie grało w bardzo okrojonym składzie. Mimo to, wiedząc, że drużyna Mateusza Woźniaka wystąpi w zaledwie pięciu zawodników, nie zmieniliśmy naszego typu i wg nas to wciąż Tufi Team było faworytem spotkania. Początek meczu zdawał się potwierdzać nasze przypuszczenia. Po wyrównanym początku (5-5), to Tufi zdołało jako pierwsze wyjść na prowadzenie. W połowie seta, prowadzili już 12-8. Co ciekawe, w szeregach ‘Wegan’, na ten czas najwięcej punktów zdobył Matek Zaborowski, który w dotychczasowych meczach grał jako libero. Wracając jednak do meczu – po czterech atakach oraz dwóch asach serwisowych Szymona Straszaka, Tufi wyszło na prowadzenie 20-12 i spokojnie wygrało pierwszą partię. Druga odsłona nie była już takim spacerkiem. Początek seta rozpoczął się lepiej dla ‘Tuffików’, którzy wyszli na prowadzenie 9-5. Mniej więcej w połowie tej partii, ‘Weganie’ dokonali zmian personalnych. Na parkiecie zameldował się Patryk Okulewicz, który przeszedł na przyjęcie. Na ‘bombę’ przeszedł z kolei Miłosz Bazyliński, co sprawiło, że gra ‘Wegan’ zaczęła wyglądać coraz lepiej, a rywalizacja w secie nam się bardzo wyrównała (13-13). Tak zacięta partia trwała do stanu…24-26, przy którym ostatni punkt w secie dla swojej drużyny zdobył blokiem Łukasz Arciszewski. Ostatni set ułożył się zdecydowanie lepiej dla ‘Wegan’, którzy objęli prowadzenie 9-3. Wypracowana na początku seta zaliczka była utrzymywana aż do samego końca, kiedy AVOCADO stanęło przed szansą wykorzystania piłki setowej przy stanie 20-14. Mimo kilku nieudanych prób, ostatecznie drużyna Arka Kozłowskiego wygrała tę partię do 19, co w zasadzie pieczętowało uniknięcia bezpośredniego spadku.

Zmieszani – Craftvena 2-1 (21-12; 13-21; 21-11)

Ostatnim rywalem Craftveny, w sezonie Wiosna’21, była ekipa Zmieszanych. Co ciekawe, Craftvena, która była w grupie mistrzowskiej skazywana na pożarcie, przed meczem ze Zmieszanymi zdobyła po punkcie z każdym z rywali, z którym drużynie przyszło im się zmierzyć w grupie walczącej o medale. To oznaczało z kolei, że w trzeciej lidze nie było ani jednej drużyny, z którą Craftvena nie wywalczyłaby chociaż jednego punktu. Idąc dalej – taka sytuacja oraz awans do grupy mistrzowskiej sprawiają, że Craftvena może z pełnią optymizmu spoglądać w przyszły sezon, w którym bez wątpienia ich zobaczymy. Wracając do meczu, Zmieszanym zależało przed meczem, aby wziąć udany rewanż za spotkanie, do którego doszło 5 lipca, w którym Craftvena ograła drużynę Edyty Woźny 2-1. Wygrana ta miała bardzo duże znaczenie bowiem po nim Zmieszani niemal stracili szansę na mistrzowski tytuł. Z kolei Craftvena zapewniła sobie tym meczem awans do grupy mistrzowskiej. Czwartkowe spotkanie rozpoczęło się lepiej dla Zmieszanych, którzy szybko objęli prowadzenie (8-3) i do samego końca kontrolowali przebieg gry, pewnie wygrywając do 12. Drugi set, dla odmiany rozpoczął się od wysokiego prowadzenia ‘Rzemieślników’ (5-1). Po chwili Zmieszani zdołali doprowadzić do stanu (9-8), ale druga część seta to dominacja Craftveny i ich wygrana do 13. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set. Ten rozpoczął się od prowadzenia (6-0) mikstowego składu. W dalszej części Zmieszani prowadzili już (10-2) i pewnie dowieźli zwycięstwo do końca (21-11).

Wirtualna Polska – Speednet 2 0-3 (0-21; 0-21; 0-21)

Wynik zawodów z powodu nieobecności Wirtualnej Polski został zweryfikowany jako walkower.

Prometheus – BES-BLUM Nieloty 1-2 (20-22; 21-15; 17-21)

Do meczu na szczycie drugoligowych zmagań, drużyna Prometheus przystąpiła wyraźnie osłabiona. W szeregach ‘niebieskich’ zabrakło, między innymi, Michała Szpaka, Yuriya Potietkhina czy Danylo Ignatenko. Oznaczało to, że drużyna zza Bugu, w zmaganiach z brązowym medalistą poprzedniego sezonu, musi radzić sobie w sześciu graczy. Początek meczu rozpoczął się w wymarzony dla Nielotów sposób. Zanim się obejrzeliśmy na tablicy wyników mieliśmy już 11-4 i wydawało się, że Prometheus nie będzie w stanie się z tej, dość nieciekawej, sytuacji wygrzebać. Po kilku atakach Vladyslava Boiko, Prometheus zdołał doprowadzić do stanu 14-10, a następnie zbliżyć się na odległość dwóch punktów (16-14). Pod koniec seta na tablicy wyników pojawił się remis i wydawało się, że Prometheus stanie się sprawcą największej pogoni w obecnym sezonie. Ostatecznie, po ataku Marka Podolaka, którego na libero przed meczem zastąpił wracający po koszmarnej kontuzji Mateusz Polowiec, Nieloty wygrali partię 22-20. Drugi set, jak często mają w zwyczaju, Nieloty rozpoczęli niezbyt dobrze. Już na początku seta, gracze z Ukrainy objęli prowadzenie 10-3. Mimo to, po chwili ich przewaga stopniała, jednak przy stanie 14-12 Prometheus zdołał jednak odjechać swoim rywalom. Był to fragment, w którym BES-BLUM nie był w stanie zatrzymać Mykolę Pocheniuka. Finalnie partia ta zakończyła się wygraną Prometheus do 15. Ostatnia odsłona tej rywalizacji rozpoczęła się od prowadzenia Nielotów 4-0. Po chwili jednak na tablicy mieliśmy remis (6-6). Po wyrównanej części seta, na prowadzenie zdołali wyjść zawodnicy BES-BLUM. Duża w tym zasługa środkowego – Łukasza Karbowniczka, który był prawdziwą ścianą przez, którą rywale nie byli wielokrotnie w stanie się przedrzeć. Finalnie Nieloty wygrali seta 21-17 i cały mecz 2-1, dzięki czemu wciąż mają szansę na podium rozgrywek

Letni Gdańsk – BL Volley 3-0 (21-16; 21-18; 21-16)

Podobnie jak to miało miejsce w poniedziałek, walcząca o utrzymanie w drugiej lidze drużyna BL Volley, musiała się postarać o punkty w meczu rozgrywanym przeciwko ekipie walczącej o podium rozgrywek. Przypomnijmy, że poniedziałkowe zmagania z Prometheus zakończyły się porażką BL Volley 0-3. Przed czwartkowym wieczorem wydawało się, że to ‘Letnicy’ są dość wyraźnym faworytem. Nie oznaczało to bynajmniej, że BL Volley nie było stać na sprawienie niespodzianki, czy urwanie chociażby punktu. Początek meczu rozpoczął się od wyrównanej walki (7-7), w którym żadna ze stron nie chciała odpuścić. Pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy BL (9-7), ale nie zdołali oni utrzymać przewagi, którą po chwili uzyskali ‘Letnicy’ (12-10). Od tego momentu, do samego końca prowadzenie się nie zmieniło i ‘Granatowi’ cieszyli się z wygrania pierwszej partii do 16. Druga partia, rozpoczęła się w identyczny sposób (7-7) i w bardzo podobny sposób zakończyła. BL Volley toczył wyrównany bój, ale koniec końców – nieco więcej jakości było po stronie ‘Letników’ i to oni wygrali partię do 18. Trzeci set? A jakże – powtórka z rozrywki. Mimo niekorzystnego początku z czasem BL zdołał doprowadzić do wyrównania (9-9), ale druga część seta należała do Letników i to oni cieszyli się z wygrania partii do 16, a całego meczu 3-0. Dzięki wygranej za komplet punktów, na dwa mecze przed końcem sezonu wydaje się, że tylko kataklizm mógłby pozbawić ‘Letników’ awansu. Po trzech sezonach bardzo dobrej gry nadchodzi wreszcie zwieńczenie w postaci awansu.

Trójmiejska Strefa Szkód – Speednet 0-3 (9-21; 18-21; 16-21)

Cóż, nie będzie to podsumowanie samego meczu. Będzie to raczej podsumowanie dotychczasowej przygody Trójmiejskiej Strefy Szkód z Siatkarską Ligą Trójmiasta. Nikt poza Redakcją tego nie wie, ale zanim ruszyła pierwsza edycja SL3 i usilnie poszukiwaliśmy drużyn, które nam zaufają i wezmą w niej udział, naszedł nas moment zwątpienia. Moment, w którym powiedzieliśmy sobie, że nic z tego nie będzie. Jako pierwsze i jedyne na ten czas drużyny, które zgłosiły się do ligi to Volley Gdańsk oraz Team Spontan. Po tych dwóch ekipach, czas do startu sezonu zbliżał się nieubłaganie i kiedy już straciliśmy nadzieję, na skrzynkę mailową wpadła wiadomość o tym, że do ligi zapisuje się TSS. Nie ukrywamy, że gdyby nie te zgłoszenie, SL3 by nigdy nie wystartowało. Później poszło jak z płatka. Czemu o tym teraz piszemy? Po pięciu sezonach w najwyższej klasie rozgrywkowej Trójmiejska Strefa Szkód, żegna się z pierwszą ligą. W pięciu dotychczasowych sezonach TSS-owi wiodło się różnie. Były piękne momenty jak te, w których ekipa zdobywała medale, były również te gorsze, kiedy drużyna znalazła się w grupie spadkowej. Nigdy wcześniej nie mierzyli się jednak z takim kryzysem jak obecnie. Gdyby TSS wyłącznie spadało z ligi, uznalibyśmy, że się odbudują. Niestety, na obecną chwilę tego nie widzimy. Uważamy, że pewna formuła w drużynie się wyczerpała i minie bardzo długi czas, zanim ponownie zobaczymy ich na parkietach SL3. Czwartkowe spotkanie było tylko potwierdzeniem problemów, które od dłuższego czasu trawiły zespół. Bądź co bądź, mamy nadzieję, że mówimy do zobaczenia, a nie żegnajcie. Jakby nie było, przez kilka lat tworzyliście historię tej ligi i wraz z Waszym potencjalnym odejściem straci cała liga.

Bez Odbioru – Volley Gdańsk 1-2 (13-21; 16-21; 21-16)

Przed spotkaniem karty były wyłożone na stół. Obie drużyny grały o bardzo wysoką stawkę. Volley Gdańsk musiało wygrać, aby w ostatnim meczu przeciwko EviRent stanąć przed szansą na odzyskanie mistrzowskiego tytułu. Bez Odbioru z kolei liczyli na zdobycz punktową, która pozwalałaby na utrzymanie goniących ich graczy Tufi Team w bezpiecznej odległości. Jak wyszło? Cóż, z naszej perspektywy cholernie przewidywalnie. Początek meczu rozpoczął się od mocnego uderzenia Volley Gdańsk i ‘żółto-czarni’ objęli prowadzenie 4-1. Po punktach Daniela Koski oraz Piotra Ścięgosza, Volley prowadziło już 9-5. Po skutecznej grze na siatce Konrada Gregorowicza było już (14-7) dla Volley i obie drużyny, podświadomie były już myślami przy drugim secie. Druga część rozpoczęła się po myśli zawodników Volley Gdańsk, którzy wyglądali jakby najedli się wiaderka witamin. Set rozpoczął się od prowadzenia VG (5-1). Po chwili i asie serwisowym środkowego – Grzegorza Dymińskiego, Bez Odbioru zdołało doprowadzić do zaledwie jednopunktowej straty. Po wyrównanym środkowym fragmencie to Volley wyglądało lepiej w końcówce i wygrało seta do 16. Co tu dużo mówić. Zbyt wiele razy w życiu oglądaliśmy Volley Gdańsk żeby nie wiedzieć jak to się skończy. ‘Żółto-czarni’ są niekiedy jak niedoświadczony bokser, który mając swojego rywala na deskach, po chwili nie jest w stanie go wykończyć. W czwartkowy wieczór, w dwóch pierwszych setach, Volley wyglądał wybornie. W trzecim secie rozpoczęli słabo i mimo, że z czasem zdołali zniwelować stratę, to finalnie przegrali tę partię do 16. Taki wynik, nie sprawia, że stracili szansę na złoto. To, jest wciąż możliwe, ale droga ta wydłużyła się kilkukrotnie.


Zapowiedź – MATCHDAY #22

Przed nami dzień, w którym być może poznamy mistrza pierwszej oraz trzeciej ligi. Bardzo prawdopodobnym scenariuszem wydaje się ten, w którym kropkę nad ‘i’ w meczu przeciwko Craftvenie postawią Dziki Wejherowo. Aby EviRent (bez grania) został trzecim w historii mistrzem SL3, Volley Gdańsk musiałby przegrać mecz z drużyną Bez Odbioru. Zapraszamy na zapowiedź czwartkowej serii gier!

Dziki Wejherowo – Craftvena

Godz.: 19:00, boisko nr

Obecnie wszystko w rękach racicach Dzików. Gracze z Wejherowa są ‘panami sytuacji’. Jeśli zwyciężą w czwartkowym spotkaniu to wygrają trzecią ligę w sezonie Wiosna’21. Do niedawna, w wyścigu o mistrzowską koronę nie byli stawiani w roli faworytów. Sytuacja ta zmieniła się w przeciągu kilku ostatnich dni, w których Dziki ograły Allsix by Decathlon w stosunku 2-1. Dodatkowo, ten sam Decathlon ograł ekipę Team Looz 3-0, przez co ci ostatni praktycznie wypisali się z walki o mistrzowski tytuł. Czwartkowy pojedynek przeciwko Craftvenie będzie zatem jednym z najważniejszych spotkań w przygodzie Dzików w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Uważamy, że obecnie tylko kataklizm mógłby sprawić, że ekipa z Wejherowa mogłaby nie wygrać. W czwartek, po przeciwnej stronie siatki staną zawodnicy Craftveny, którzy nie wygrali co prawda w grupie mistrzowskiej meczu, ale zdobywali po punkcie zarówno w spotkaniach z Team Looz, jak i Allsix by Decathlon. Gdyby stało się inaczej i Craftvena przegrałaby dwa wspomniane wcześniej mecze w stosunku 0-3 to finisz trzeciej ligi byłby jeszcze bardziej pasjonujący. Gracze w czarnych koszulkach, pokazali całej ligowej stawce, czym jest sportowa ambicja. Mimo iż nie mieli oni szans na podium rozgrywek to do obu wspomnianych spotkań podeszli na 100%. Jesteśmy przekonani, że nie inaczej będzie i w czwartkowy wieczór. Czy to pozwoli ‘Rzemieślnikom’ na sprawienie niespodzianki i wygranie meczu?

Typ Redakcji: Dziki Wejherowo

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dziki Wejherowo

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Dziki Wejherowo

Team Spontan – BH Rent MiszMasz

Godz.:19:00, boisko nr

Kolejny mecz z gatunku tych, w którym obie drużyny muszą zdobyć punkty. Podobnie, jak miało to miejsce przy okazji wtorkowego spotkania, walczący o podium rozgrywek Team Spontan zmierzy się z drużyną, która walczy o utrzymanie w drugiej lidze. O tym, jak trudne bywają pojedynki z drużynami walczącymi o życie, Spontan miał okazję się już przekonać. Czy w czwartkowy wieczór czeka ich podobne wyzwanie? Dla drużyny Piotra Raczyńskiego pojedynek z MiszMaszem będzie przedostatnim  w edycji Wiosna’21. W obecnym sezonie ‘Spontaniczni’ mogą pochwalić się drugą, obok Letników, liczbą zwycięstw. ‘Pomarańczowi’ aż ośmiokrotnie kończyli spotkanie jako zwycięzcy. To, czego może obecnie żałować drużyna to fakt, że aż w pięciu z ośmiu spotkań nie udało się im wygrać za komplet punktów. To nie jest zresztą nowością, bowiem mimo, iż skład personalny ‘Spontanicznych’ przez sezonu był wielokrotnie przemeblowywany to ze wszystkich drużyn grających kiedykolwiek w SL3 właśnie ‘Oranje’ niemal najczęściej dzielili się punktami z rywalami. Czy podobnie może być w meczu z MiszMaszem? Cóż, nos podpowiada nam, że jest to najbardziej realny scenariusz. Wydaje nam się, że o ile MiszMaszowi będzie niezwykle trudno ograć swojego rywala, tak jeden set jest absolutnie w ich zasięgu. Obecnie drużyna Tomasza Walaskowskiego ma zaledwie jeden punkt nad kreską i najbliższe dwa mecze zdecydują o ‘być lub nie być’ Hotelarzy. Przed nimi wieczór prawdy, w którym będą grali z faworyzowaną ekipą pod ogromną presją. Sami jesteśmy ciekawi, jak sobie z nią poradzą.

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Team Spontan

AVOCADO friends – Tufi Team

Godz.: 19:00, boisko nr

Po wtorkowej wiktorii odniesionej w meczu z Omidą Team, przed drużyną Tufi Team otworzyła się szansa wskoczenia na finiszu rozgrywek ‘na pudło’. Scenariusz, w którym ‘Tuffiki’ zakończyłyby sezon na podium nie jest wcale taki nierealny. Wszystko, co musi się wydarzyć to wygrane za komplet punktów z ‘Weganami’ oraz Speednetem oraz porażki drużyny Bez Odbioru z ekipami Volley Gdańsk oraz Omidą Team. O ile Tufi Team będzie faworytem dwóch najbliższych spotkań, o tyle większym problemem może się okazać forma Bez Odbioru, która jest naprawdę solidną ekipą. Póki co, nie ma co patrzeć na innych i jedyne, na czym muszą się skupić gracze Mateusza Woźniaka to najbliższy pojedynek. Srebrni medaliści poprzedniego sezonu zmierzą się w nim z AVOCADO friends, które z dziesięcioma oczkami na koncie, znajduje się na siódmej lokacie. Na dwie kolejki przed końcem wszystko wskazuje na to, że ‘Wegan’, podobnie, jak to miało miejsce na finiszu sezonu Jesień’20 zobaczymy w meczu barażowym, w którym to siódmej sile pierwszej ligi przyjdzie zmierzyć się z trzecią ekipą w drugiej lidze. Trudno wyobrazić sobie, że rzutem na taśmę ‘Przyjaciół’ miałaby wyprzedzić Trójmiejska Strefa Szkód. To samo dotyczy potencjalnego ataku na szóste miejsce, okupowane przez Speednet. Oba te scenariusze wydają się mało prawdopodobne, ale kto wie. Mawia się, że ‘niemożliwe nie istnieje’. Niezależnie od tego jak to zabrzmi – w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, zostało to już wielokrotnie udowodnione.

Typ Redakcji: Tufi Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Tufi Team

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Tufi Team

Zmieszani – Craftvena

Godz.: 20:00, boisko nr

Dla obu drużyn starcie, do którego dojdzie o godzinie 20:00 będzie ostatnim spotkaniem w sezonie Wiosna’21. Obie ekipy będą drużynami numer sześć oraz siedem, które zakończyły już sezon. Wspólnych mianowników jest jednak więcej. Paradoksalnie, to nie Dziki Wejherowo, Decathlon czy Team Looz rozdawały karty w trzeciej lidze. O tym, która ekipa ostatecznie wygra trzecioligowe zmagania, w dużym stopniu decydowali właśnie czwartkowi rywale, którzy zdobywali punkty przeciwko faworyzowanym ekipom, co w finalnym rozrachunku miało niebagatelne znaczenie dla układu tabeli. Co ciekawe, na finiszu ligi obie drużyny mogą się jeszcze zamienić miejscami. Patrząc czysto teoretycznie, obie ekipy w ligowej tabeli dzieli pięć oczek. Gdyby Craftvena wygrała za komplet punktów oba czwartkowe spotkania to wskoczyłaby na czwarte miejsce w ligowej tabeli. Dodatkowo, całkowicie wywróciłaby względny ład, który zapanował w ścisłej czołówce ligi i sprawiła, że mecz Dzików z Team Looz byłby jednym z najciekawszych wydarzeń, do którego doszło w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Nie ma co jednak gdybać. Która z ekip będzie faworytem czwartkowego spotkania? Wydaje nam się, że nieco większe szansę ma drużyna Zmieszanych i sytuacji nie zmienia tu nawet fakt, że to Craftvena wygrała spotkanie w sezonie zasadniczym. Z drugiej strony, gdyby okazało się, że to ‘Rzemieślnicy’ wygrają spotkanie to w ogóle by nas to nie zdziwiło. Przyznamy Wam szczerze, że w naszej ocenie, w grupie mistrzowskiej zaprezentowali się lepiej niż sądziliśmy przed pierwszym meczem.

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta (Maciej Kot): Zmieszani

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Zmieszani

Prometheus – BES-BLUM Nieloty

Godz.: 20:00, boisko nr

Ależ nam się kroi meczycho. Pisaliśmy o tym kilkukrotnie, ale Prometheus po dość niemrawym początku w ostatnim czasie imponuje formą. Każda osoba, która wystąpiła w drugiej lidze w sezonie Wiosna’21 doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wymagającą ligą stało się zaplecze elity. Aby wygrać, dosłownie w każdym spotkaniu trzeba się niezwykle napocić. Odrzucając dwie skrajności – drużynę Szach-Mat oraz Chilli Amigos tworzy nam się zbiór drużyn, w którym każda jest w stanie ograć przeciwników. Jeszcze nigdy w żadnej lidze nie mieliśmy tylu chybionych typów. Czemu o tym piszemy? Ano po to, aby wskazać, jak wielkim osiągnięciem jest wygrana siedmiu zwycięstw z rzędu ekipy Prometheus. Taka forma nie mogła zostać niezauważona. Dziś, każda drużyna podchodząc do meczu z Prometheusem ma świadomość, z jak silną ekipą przyjdzie im się zmierzyć. Nie inaczej będzie w czwartkowy wieczór. Jeszcze kilka tygodni temu, wskazując jako faworyta drużynę Nielotów, nie zadrżałaby nam ręka. Obecnie jest inaczej i wydaje nam się, że spotkanie wygrają gracze z Ukrainy. Nieloty może i owszem, są dobrą drużyną, jednak bardzo często ich dyspozycja danego dnia pozostawia wiele do życzenia. Jeśli w przyszłości gracze BES-BLUM zdołają ustabilizować sferę mentalną to wrócą do gry. Kto wie, może nastąpi to już w czwartkowy wieczór? Gdyby to BES-BLUM wygrał spotkanie za komplet punktów to wskoczyliby przed Prometheus w ligowej tabeli. Oj, będzie jeszcze ciekawie.

Typ Redakcji: Prometheus

Typ Eksperta (Maciej Kot): Prometheus

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Prometheus

Letni Gdańsk – BL Volley

Godz.: 21:00, boisko nr

Po czternastu dniach przerwy, na parkiety Siatkarskiej Ligi Trójmiasta wraca ekipa Letniego Gdańska. To właśnie ‘Granatowi’ zdają się być faworytem w wyścigu o drugie miejsce w ligowej tabeli, które premiowałoby ekipę awansem do wyższej klasy rozgrywkowej. Obecnie ekipa Michała Mysłka znajduje się na czwartym miejscu, jednak nad pozostałymi drużynami walczącymi o podium ma tę przewagę, że mają oni do rozegrania o jedno spotkanie więcej. Dodatkowo, w końcówce sezonu zmierzą się z drużynami będącymi na dwunastym oraz dziesiątym miejscu w ligowej tabeli. O ile w tych meczach ‘Letnicy’ w teorii powinni sobie poradzić, tak w ostatnim meczu, o być albo nie być, zmierzą się z drużyną Team Spontan i jesteśmy niemal przekonani, że będzie to najważniejszy mecz w historii występów w SL3. Nie uprzedzając jednak – aby tak się stało, ‘Letnicy’ muszą poradzić sobie z ekipą BL Volley, która ma obecnie nóż na gardle. ‘Czerwono-niebiescy’ na dwa mecze przed końcem sezonu znajdują się na dwunastym miejscu w tabeli i gdyby sezon zakończył się w ten sposób to zmierzyliby się oni w meczu barażowym. To rzecz jasna nie jest przesądzone. Równie dobrze mogą uniknąć takiego scenariusza. Niestety dla nich, mogą na finiszu spaść na 13 miejsce w ligowej tabeli, co oznaczałoby bezpośredni spadek. Jesteśmy przekonani, że czwartkowe spotkanie będzie obfitowało w ogromne emocje.

Typ Redakcji: Letni Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Letni Gdańsk

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Letni Gdańsk

Trójmiejska Strefa Szkód – Speednet

Godz.: 21:00, boisko nr

To już ostatnia szansa Trójmiejskiej Strefy Szkód na podtrzymanie swojej szansy na utrzymanie w pierwszej lidze. Aby na finiszu rozgrywek TSS wyprzedził AVOCADO friends, potrzebuje dwóch wygranych za komplet punktów. Pierwsze zadanie będzie niezwykle wymagające, bowiem rywalem TSS-u będzie Speednet, który w ostatnim czasie złapał kapitalną formę, w której ograli oni całą ligową czołówkę. Spośród siedmiu pierwszoligowych rywali, Speednet nie zdołał znaleźć sposobu na ogranie zaledwie dwóch. Jednym z nich była ekipa Tufi Team, natomiast drugim…Trójmiejska Strefa Szkód. W meczu rozgrywanym 2 czerwca to TSS cieszył się z wygranej spotkania 2-1. Od tamtego czasu, ‘Niebiescy’ zanotowali jednak dziesięć porażek i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że po pięciu sezonach kończy się ich owocna przygoda z najwyższą klasą rozgrywkową. Gdyby stało się jednak inaczej i TSS-owi udałoby się utrzymać to byłby to prawdopodobnie największy twist, z jakim mieliśmy do czynienia od początku Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Wynik zawodów w dużym stopniu zależy od tego, w jakim zestawieniu zobaczymy obie drużyny. Na przestrzeni całego sezonu różnie z tym bywało. Przypomnijmy, że TSS w trakcie sezonu był sprawcą jedynego jak do tej pory walkowera w pierwszej lidze. Speednet z kolei w ostatnim meczu z Omidą wystąpił w zaledwie czterech graczy. Mamy nadzieję, że w czwartkowy wieczór zobaczymy obie drużyny w komplecie, a o wygranej zadecyduje tylko i wyłącznie forma sportowa.

Typ Redakcji: Speednet

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Speednet

Bez Odbioru – Volley Gdańsk

Godz.: 21:00, boisko nr

Po 14 dniach przerwy, drużyna Bez Odbioru wraca na parkiety Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Okres przed dwutygodniową przerwą miał słodko-gorzki smak, w którym z jednej strony ‘Niebiescy’ ogrywali Tufi Team i byli o włos od tego, by pokonać EviRent, z drugiej zaś przegrali spotkanie ze Speednetem (co na tamten czas było niemałą sensacją) oraz tracili punkty z ostatnim w tabeli TSS-em. Obecnie, ekipa Bez Odbioru plasuje się na trzecim miejscu w ligowej tabeli. W dwunastu meczach ‘Niebiescy’ wygrywali ośmiokrotnie. Czterokrotnie zaś z parkietu schodzili na tarczy. Taki wynik sprawił, że na dwie kolejki przed końcem sezonu, Bez Odbioru z trzypunktową zaliczką nad czwartą drużyną, zajmuje trzecie miejsce. W ich przypadku obecnie możliwe są aż trzy scenariusze. Najbardziej prawdopodobny to ten, w którym drużyna zakończy sezon na trzecim miejscu. Drugi – lepszy to ten, w którym ograją oni w czwartek Volley Gdańsk, którzy przegrają kolejne spotkanie z EviRentem. To na finiszu pozwoliłoby wskoczyć ‘Niebieskim’ na drugie miejsce. Z drugiej strony, gdy drużyna Maćka Kota przegra i z Volley-em i z Omidą, a Tufi Team wygra pozostałe dwa mecze to drużyny te zamienią się miejscami i rzutem na taśmę Tufi Team wskoczy na podium. Jeśli chodzi o Volley Gdańsk to sprawa wygląda następująco – w głowach ‘żółto-czarnych’ jest tylko jedna myśl – zdobyć w czwartkowy wieczór komplet punktów, by w przyszłym tygodniu ograć EviRent i odzyskać utracony, mistrzowski tytuł.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Bez Odbioru

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Volley Gdańsk

MATCHDAY #21

Za nami wtorkowa seria gier, po której trzy drużyny zakończyły zmagania w sezonie Wiosna’21. Bardzo dobrze we wtorkowy wieczór zaprezentowali się gracze Dream Volley, którzy dzięki sześciu oczkom wskoczyli na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Wydarzeniem dnia było jednak wygranie premierowego seta przez drużynę Chilli Amigos. Zapraszamy na podsumowanie.

Omida Team – Tufi Team 1-2 (18-21; 16-21; 21-18)

W zapowiedzi przedmeczowej, pisaliśmy o tym, że drużyna która wygra spotkanie będzie wciąż liczyła się w walce o podium rozgrywek. Taka sytuacja sprawiła, że obie ekipy podeszły do spotkania skoncentrowane i sfokusowane na wygraną. Mecz rozpoczął się od walki ‘łeb w łeb’ (10-10). Jako pierwsi na istotne prowadzenie (13-10) wyszli ‘Logistycy’. Po bloku Wojciecha Ingielewicza oraz asie serwisowym Jakuba Klimczaka wydawało się, że to Omida będzie kontrolowała przebieg tej partii. Z czasem Tufi Team zdołało jednak wyrównać (18-18) i po dobrej końcówce to drużyna Mateusza Woźniaka cieszyła się z wygrania tej partii do 18. Druga partia rozpoczęła się lepiej dla srebrnych medalistów poprzedniego sezonu, którzy po asie serwisowym Karola Masiula prowadzili już (6-2). Zaliczka wypracowana na początku seta wystarczyła do tego, by trzymać ‘Logistyków’ w bezpiecznej odległości i na koniec cieszyć się z wygrania seta do 16. Wszystko, co musieli zrobić gracze Tufi Team by zrealizować swój plan w 100% to wygrać trzecią partię. Trzecią odsłonę Omida Team rozpoczęła od roszady. Na przyjęcie przeszedł Dmytro Moroziuk, a na środek Sebastian Rydyger. Nie wiemy do końca jaki to miało wpływ na drużynę, ale to Omida prezentowała się w tej partii lepiej i szybko objęła prowadzenie (8-4). Przewaga z początku seta mimo, że raz się powiększała, a raz topniała to finalnie wystarczyła do tego, by to drużyna Konrada Gawrewicza wygrała ostatniego seta, w efekcie czego w meczu doszło do podziału punktów, który prawdę mówiąc – w 100% nie satysfakcjonuje żadnej ze stron.

Wirtualna Polska – Port Gdańsk 3-0 (21-0; 21-0; 21-0)

Wynik zawodów z powodu nieobecności Portu Gdańsk został zweryfikowany jako walkower.

DNV S*M*A*S*H – Niepokonani PKO Bank Polski 0-3 (17-21; 16-21; 8-21)

Przedostatnim rywalem Niepokonanych w sezonie Wiosna’21 była drużyna DNV S*M*A*S*H, która wciąż czeka na premierowe zwycięstwo. O tym, że o zwycięstwo w meczu z ‘Bankowcami’ będzie niezwykle trudno, wiedzieliśmy na kilka dni przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Mecz, zgodnie z oczekiwaniami rozpoczął się od prowadzenia ‘Bankowców’, którzy oprócz dobrej gry mieli przy okazji odrobinę szczęścia. Wiecie jak to jest. Kiedy idzie to idzie. Po tym, jak piłkę nogą przebił Marek Makarewicz i trafiła ona prosto w linię wyznaczającą pole gry, ‘Bankowcy’ prowadzili już (11-7). Od tego momentu do samego końca pierwszej partii, ekipa PKO kontrolowała przebieg seta i wygrała go do 17. Druga partia rozpoczęła się lepiej dla ekipy DNV, która objęła prowadzenie 6-3. Po chwili jednak świetnie dysponowany tego dnia Marek Makarewicz wykonał kapitalną robotę na zagrywce i ‘Bankowcy’ objęli prowadzenie (11-8). Po chwili DNV, przy zagrywce Aliny Tumidajewicz zdołało doprowadzić do wyniku na styk (14-15), ale w końcówce, po kilku błędach w ataku drużyny z ulicy Łużyckiej to PKO BP cieszyło się z wygrania seta do 16. Ostatnia odsłona nie przyniosła już większych emocji. ‘Bankowcy’ kontrolowali przebieg tego seta od pierwszej do ostatniej piłki i pewnie ograli swoich rywali 21 do 8.

Chilli Amigos – Dream Volley 0-3 (8-21; 18-21; 13-21)

Zarówno Chilli Amigos jak i Dream Volley miały na wtorkowy wieczór zaplanowane po dwa spotkania. Pierwszym z nich była bezpośrednia rywalizacja. Faworytem spotkania była rzecz jasna ekipa Dream Volley, która przybyła na halę treningową z frekwencją, której dawno w ich szeregach nie widzieliśmy. Mecz był dla Dream Volley istotny również z tego względu, że takiej marce, jaką w trójmiejskim światku siatkarskim jest ekipa Mateusza Dobrzyńskiego, najzwyczajniej w świecie nie wypada przegrywać pięciu spotkań z rzędu w drugiej lidze. Wtorkowy wieczór był zatem dniem, w którym koszmarna passa miała się wreszcie zakończyć. Być przykrym wspomnieniem, które z czasem gracze Dream mieli wyprzeć ze świadomości. Początek meczu zdawał się współgrać z założonym, przedmeczowym scenariuszem. Ekipa w szarych trykotach błyskawicznie wyszła na prowadzenie. Po dwóch asach serwisowych z rzędu Mateusza Bednarka, Dream prowadził już 12-4 i było wiadomo, ze w partii tej emocji już nie zobaczymy. Na plus w tej odsłonie trzeba zaliczyć z pewnością sześć punktów Dariusza Tomaszewskiego. Drugi set był najbardziej wyrównaną partią. Na początku tej odsłony doszło do kuriozalnej sytuacji, w której sędzia prowadząca spotkanie gwizdnęła błąd ustawienia drużyny Chilli Amigos, na co gracze tej drużyny… zaczęli się cieszyć. Po chwili, przyglądający się z boku kapitan drużyny w dość zabawny sposób, nazywając kolegów z drużyny ‘parówami’ przekazał im, że punkt został przyznany przeciwnikom. Wracając do wydarzeń sportowych – drugi set rozpoczął się od prowadzenia Dream (6-2). Mimo, że z czasem gra się wyrównała to finalnie, kropkę nad ‘i’ postawili gracze Dream Volley i wygrali partię do 18. Ostatnia odsłona nie przyniosła już większych emocji. Po wyrównanym początku (6-6) z czasem, Dream Volley narzucił rywalom swoje warunki i pewnie wygrał do 13.

Wirtualna Polska – Niepokonani PKO Bank Polski 0-3 (19-21; 12-21; 16-21)

Kilka tygodni temu, kiedy doszło do pierwszego spotkania obu drużyn w sezonie Wiosna’21, jako faworyta wskazaliśmy drużynę Wirtualnej Polski. Ostatecznie, 22 czerwca to ‘Bankowcy’ byli górą i pewnie pokonali swoich rywali 3-0. Przed wczorajszym meczem nie popełniliśmy ponownie tego samego błędu i tym razem faworytem spotkania w naszych oczach była drużyna Niepokonanych PKO Bank Polski. Początek meczu rozpoczął się dość spokojnie. Pierwsi, na trzypunktowe prowadzenie (8-5) po asie serwisowym Marka Makarewicza wyszli zawodnicy w biało-czarnych strojach. Po chwili Wirtualna Polska zdołała jednak wyrównać (10-10), lecz po kilku dobrych akcjach, gracze z sektora bankowego ponownie wypracowali sobie zaliczkę (13-10). Tym razem, zdołali oni utrzymać przewagę do samego końca i wygrali seta do 19. Drugi rozdział tej rywalizacji był dość nietypowy. Rzadko bowiem zdarza się, że drużyna, która rozpocznie seta od prowadzenia 6-0 zdoła przegrać partię. Tak było w przypadku Wirtualnej Polski, która ze stanu 6-0 pozwoliła rywalom wyrównać (9-9), a następnie wygrać partię do 12. Ostatnia odsłona, podobnie jak środkowa partia zaczęła się od prowadzenia (5-2). Mimo to, po chwili PKO zdołało doprowadzić do wyrównania (6-6) i od tego momentu, do końcówki, byliśmy świadkami wyrównanej rywalizacji. Przy stanie (17-16) dla PKO, dwoma blokami popisał się świetnie dysponowany w tym elemencie Dawid Laskowski i ostatecznie, PKO wygrało tę partię do 16. Jako, że był to ich ostatni mecz w sezonie to należy podkreślić, że drużyna zdobyła o sześć punktów więcej niż na Jesień. Dzięki  temu, zagwarantowali sobie minimum siódme miejsce w lidze.

Range Soft VT – Team Spontan 1-2 (22-20; 18-21; 22-24)

Przyznamy Wam szczerze, że takiego spotkania to my się nie spodziewaliśmy. W meczu było dosłownie wszystko – świetny poziom, gra na przewagi, kontrowersje sędziowskie czy wreszcie czerwona kartka dla jednego z zawodników. Mecz rozpoczął się lepiej dla Spontana, który szybko objął prowadzenie 5-1. W dalszej części Spontan prowadził już (12-8) i kiedy wydawało się, że spokojnie ‘dowiezie’ prowadzenie do końca, Range Soft po kilku atakach jednego z najlepszych atakujących ligi – Igora Kazello zdołał doprowadzić do remisu (13-13). Pierwsza partia była jednak dość szarpana i po chwilowym przestoju Spontan znowu odjechał na cztery punkty (17-13), by ‘Rangersi’ doprowadzili do wyrównania (18-18). Nie inaczej było wtedy, kiedy Spontan miał piłkę setową – zamiast skończyć partię 21-18, ‘Pomarańczowi’ pozwolili swoim rywalom doprowadzić do wyrównania (20-20) i po chwili to ‘Rangersi’ cieszyli się z wygrania tej partii. Drugi set rozpoczął się lepiej dla ‘Rangersów’. Po kilku atakach w out, drużyna Sławomira Kudyby prowadziła już (9-5) i przewagę utrzymywali aż do momentu, w którym na tablicy pojawił się wynik (16-16). W końcówce to ‘Rangersi’ nie ustrzegli się błędów, po których Spontan wyszedł na prowadzenie i doprowadził do wyrównania w setach. Ostatnia odsłona zaczęła się od mocnego uderzenia środkowego Range Softu – Karola Grajewskiego, który na początek posłał mocną bombę, by po chwili zablokować lidera Spontana – Damiana Urbanowicza. Te dwie indywidualne akcje wyprowadziły Range Soft na prowadzenie 3-0. Po chwili Spontan, po dwóch asach serwisowych Mateusza Skwarca, doprowadził do wyrównania (4-4). Od tego momentu, do samej końcówki, żadna z drużyn nie zdołała wypracować sobie dwupunktowej przewagi. Finalnie, jako pierwszym sztuka ta udała się ‘Spontanicznym’, którzy po kapitalnym meczu obu drużyn schodzili z parkietu jako zwycięzcy. Trzeba jednak przyznać, że w drugiej lidze już dawno nie oglądaliśmy tak dobrej i zaciętej rywalizacji.

Zmieszani – Team Looz 1-2 (19-21; 20-22; 22-20)

O tym, że Team Looz niemal pogrzebał swoje szanse na mistrzowski tytuł, pisaliśmy już przy okazji podsumowania poniedziałkowych spotkań. Patrząc czysto teoretycznie – chcąc podtrzymać mistrzowskie aspiracje, drużyna Team Looz powinna wygrać wtorkowe spotkanie, zdobywając przy tym komplet punktów. Tyle teoria. Praktyka była jednak taka, że rozmawiając z zawodnikami Looz przed spotkaniem dało się wyczuć, że ekipa zdaje sobie sprawę z tego, że mistrzowski tytuł jest już poza zasięgiem. To, o co można się wciąż pokusić to drugie miejsce, które daje bezpośredni awans do drugiej ligi. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia faworyzowanej drużyny Team Looz (4-1), które po ataku ze środka Hubera Pory urosło do rozmiarów 10-5. Gdy wydawało się, że Looz ma już kontrolę nad przebiegiem seta, zaliczyli oni przestój, który sprawił, że Zmieszani doprowadzili do stanu 11-9. Dalsza część pierwszej odsłony to wzajemne boksowanie się, które zaprowadziło nas do samej końcówki, w której nieco więcej błędów popełnili Zmieszani i to Team Looz cieszył się z wygrania tej partii. Drugi set, podobnie jak pierwszy, lepiej rozpoczęli zawodnicy w czarnych koszulkach. Po bloku Mateusza Pietrzykowskiego prowadzili oni już 6-3, a następnie 8-5, by po chwili roztrwonić przewagę i pozwolić rywalom na wyrównanie (10-10). Podobnie jak w pierwszym secie, tu również oglądaliśmy wyrównaną walkę do samej końcówki i podobnie jak w pierwszym, z happy-endem po stronie Team Looz. Trzeci set, a jakżeby inaczej, rozpoczęli lepiej zawodnicy w czarnych koszulkach. Po chwili jednak Zmieszani doprowadzili do wyrównania. Różnica pomiędzy trzecim setem a pierwszym lub drugim była jednak taka, że w końcówce to drużyna Edyty Woźny zachowała więcej zimnej krwi, dzięki czemu wygrała tę partię do 20.

Chilli Amigos – Volley Kiełpino 1-2 (11-21; 21-18; 15-21)

We wtorkowy wieczór byliśmy świadkami pięknego epilogu przygody Chilli Amigos w drugiej lidze. Przypomnijmy, że przed meczem Chilli miało na swoim koncie dwanaście rozegranych spotkań, w których drużyna nie zdobyła ani jednego punktu. Ostatnim przystankiem w drugoligowej podróży ‘Amigos’ było Kiełpino. Zawodnicy Fabiana Polita przystępowali do spotkania po upokarzającej, poniedziałkowej porażce z przedostatnią drużyną w tabeli – ACTIVNYMI Gdańsk. W tym konkretnym przypadku upokarzający nie był sam wynik, ale styl, w którym drużyna zagrała. Mimo wszystko, przeciwko ‘Amigos’, drużyna Volley Kiełpino była murowanym faworytem do wygrania spotkania. Co ciekawe, w meczu przeciwko ‘Papryczkom’ wystąpiła trzecia przedstawicielka płci pięknej w drugiej lidze – Marta Kreft. Sam mecz rozpoczął się zdecydowanie lepiej dla drużyny z Kiełpina, która szybko wyszła na prowadzenie 9-3. Następnie było jeszcze brutalniej. Po serii przy zagrywce Roberta Sobisza na tablicy wyników pojawiło się 16-6 dla Volley Kiełpino. Ostatecznie, po kilku wymianach, Sebastian Muńko zakończył seta asem serwisowym i obie ekipy mogły przygotowywać się do drugiej partii. Ta, rozpoczęła się w wymarzony dla ‘Amigos’ sposób. Zanim się obejrzeliśmy, gracze w czerwonych koszulkach prowadzili już (8-2). Po bloku środkowego – Michała Kowalewskiego przewaga ta była już naprawdę potężna (11-3, a następnie 13-3). Nie ukrywamy, że wraz z Panią Agnieszką zastanawialiśmy się, czy Chilli będzie stać na to, by z chłodnymi głowami dowieźć wygraną do końca. Zadanie to okazało się bardzo wymagające. Dzięki mądrej grze zawodników z Kiełpina oraz dużej liczbie błędów własnych drużyny Grzegorza Walukiewicza, przewaga ‘Amigos’ topniała w zastraszającym tempie. W końcówce seta było już tylko 18-16, ale koniec końców ‘Papryczki’ zdołały wygrać tę partię do 18, po czym w ich szeregach nastąpiła eksplozja pozytywnych emocji. Prawdopodobnie ktoś, kto nie lubi sportu nigdy tego nie zrozumie. Jest takie powiedzenie, które wyraża to, co chcemy przekazać w 100%: ‘to trzeba przeżyć, żeby to zrozumieć, żeby w to uwierzyć’. Czytając te słowa, z pewnością ‘Amigos’, wyjątkowo zgodzą się z nami. Trzeci set, mimo, iż był bardzo wyrównany (13-13), ostatecznie padł łupem zawodników Volley Kiełpino, którzy wygrali go do 15.

Dream Volley – Oliwa Team 3-0 (21-8; 21-14; 21-11)

Przed spotkaniem z Dream Volley, Redakcja miała okazję chwilę porozmawiać z graczami Oliwy Team, którzy przed wtorkowym spotkaniem byli nastawieni optymistycznie. Zawodnicy przypomnieli, że kiedy w obecnym sezonie przegrywali to tylko raz nie udało im się zdobyć choćby punktu. Ten w meczu przeciwko Dream Volley był absolutnym planem minimum. Wszystko za sprawą tego, że ‘Oliwiacy’ wciąż nie mają zapewnionego utrzymania, a w dodatku ich ostatnie dwa spotkania to mecze przeciwko drużynie Szach-Mat oraz Letni Gdańsk. Zanim jednak do tych spotkań dojdzie, Oliwa Team musiała zmierzyć się z Dream Vollley i trzeba przyznać, że nie byli w tym spotkaniu faworytem. To, że wydawało nam się, że Oliwa przegra spotkanie to jedno, ale początek pierwszego seta, w którym Dream prowadził 9-1!! to drugie. Trzeba to napisać wprost – Dream Volley zmiażdżył, zgniótł, przeżuł i Bóg wie co zrobił jeszcze ze swoimi rywalami w pierwszym secie. Finalnie, ten zakończył się porażką Oliwy do 8. Mimo wszystko to nie zwiastowało jeszcze tragedii. Dla przykładu. W obecnym sezonie bywały już mecze, w których Oliwa przegrywała sety nie zdobywając przy tym dziesięciu oczek, by po chwili wygrać partię. Nie tym razem. Oliwa Team w drugim secie, podobnie jak w pierwszym była w rozsypce, a gracze Dream nie mieli dla swoich rywali litości i pokonali ich do 14. Trzecia odsłona to ponowna dominacja ekipy Dream  Volley, która wygrała seta do 11, a cały mecz 3-0. Jako, że był to ostatni mecz w sezonie Dream musimy przyznać, ze krytykowaliśmy ich nad wyraz często. Dziś, ekipę w szarych koszulkach możemy tylko chwalić. Sześć punktów w dwóch meczach sprawiło, że chociaż na chwilę drużyna wskakuje na trzecie miejsce w tabeli i mimo, że to się zmieni to na koniec sezonu powiało wreszcie dawno wyczekiwanym optymizmem.

Zapowiedź – MATCHDAY #21

Przed nami wtorkowa seria gier, podczas której krok w kierunku trzeciego miejsca w ligowej tabeli mogą wykonać Omida lub Tufi Team. Ponadto, zmagania w sezonie Wiosna’21 zakończą dziś trzy drużyny – drugoligowy Dream Volley oraz trzecioligowa ekipa Niepokonanych PKO Bank Polski i Port Gdańsk. Zapraszamy na zapowiedź wtorkowej serii gier!

Omida Team – Tufi Team

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Po poniedziałkowej wygranej ze Speednetem, drużyna Omida Team przystąpi do spotkania z Tufi Team w nieco lepszych nastrojach. Co ciekawe, mimo faktu, że wtorkowi rywale nie byli w stanie nawiązać do edycji Jesień’20, w której zajmowali odpowiednio pierwsze oraz drugie miejsce w ligowej tabeli to nadal mają szansę na podium rozgrywek. Jako pierwsi pod lupę Redakcji pójdą gracze ustępującego mistrza Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Omidy Team. Drużyna Konrada Gawrewicza rozegrała dwanaście spotkań, z czego pięć zakończyło się zwycięstwem, a siedem porażkami. Do końca sezonu ‘Logistykom’ zostały dwa spotkania. Jeśli wygraliby oba mecze, zdobywając przy tym komplet oczek, a Bez Odbioru przegrałoby spotkanie z Volley Gdańsk to Omida zajęłaby finalnie trzecie miejsce. Czy taki scenariusz można wykluczyć? Absolutnie nie. Z drugiej strony za dużo tu zmiennych, a jak wiadomo, rzadko kiedy wszystko układa się po myśli poszczególnych drużyn. Inna kwestia jest też taka, że to ich rywal – Tufi Team będzie we wtorkowy wieczór nieznacznym faworytem spotkania. Obecnie drużyna Mateusza Woźniaka zgromadziła siedemnaście oczek i zajmuje w tabeli piąte miejsce. Podobnie, jak ma to miejsce w przypadku Omidy, gracze Tufi Team również mają szansę na podium rozgrywek. Teoretycznie czeka ich łatwiejsze zadanie, bowiem mają oni do rozegrania o jedno spotkanie więcej. Dodatkowo, pozostałe spotkania będą z drużynami, będącymi od Tufi Team niżej w tabeli. Aby przedłużyć nadzieje obu drużyn, wtorkowy mecz trzeba wygrać. Której z drużyn się to uda?

Typ Redakcji: Tufi Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Tufi Team

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Tufi Team

Wirtualna Polska – Port Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr 3

Ze wszystkich trzydziestu dwóch drużyn, biorących udział w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta w sezonie Wiosna’21, Wirtualna Polska jest jedyną ekipą, która nie rozegrała dwucyfrowej liczby spotkań. W związku z problemami kadrowymi oraz okresem urlopowym ‘biało-czerwoni’ w poprzednim tygodniu pauzowali. Mecz przeciwko ‘Portowcom’ będzie zatem ich pierwszym meczem w grupie ‘B’. Z pewnością, obecność w tej grupie nie jest powodem do dumy dla ‘Wirtualnych’. Przypomnijmy, że poprzedni sezon drużyna Jędrzeja Matli kończyła tuż za podium. Co ciekawe, drużyną która była tuż wyżej, była ekipa z doków. O ile w obecnym sezonie od dłuższego czasu zanosiło się na brak ‘biało-czerwonych’ w grupie mistrzowskiej, tak ‘Portowcy’ żyli złudzeniami niemal do samego końca. Marzenia o powtórzeniu wyników z poprzednich sezonów, w których gracze Arkadiusza Sojko dwukrotnie znajdowali się na podium z głów wybili właśnie gracze WP. Co ciekawe, przed meczem rozgrywanym 5 lipca to drużynę z doków wskazywaliśmy jako faworytów starcia. Przegrana ‘Granatowych’ sprawiła jednak, że ostatecznie do grupy walczących o medale drużyn dołączyła Craftvena. W związku z takim, a nie innym obrotem spraw jesteśmy niemal przekonani, że ‘Portowcy’ będą chcieli za wszelką cenę wziąć rewanż i udowodnić swoją wyższość nad rywalem. Co ciekawe, będzie to już ósme spotkanie obu drużyn w historii Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Jak do tej pory, lepszym bilansem mogą pochwalić się gracze Portu, którzy wygrywali aż pięciokrotnie. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: Port Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Port Gdańsk

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Wirtualna Polska

DNV S*M*A*S*H – Niepokonani PKO Bank Polski

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Przyszedł czas na ligowe ostatki drużyny Niepokonanych PKO Bank Polski. We wtorkowy wieczór drużyna Joanny Drewczyńskiej stoczy dwa mecze, w których pierwszym rywalem będzie ekipa DNV S*M*A*S*H. Jak podsumować sezon w wykonaniu ‘Bankowców’? Uważamy, że bardzo pozytywnie! Zawodnicy w ‘biało-czarnych’ barwach w jedenastu dotychczas rozegranych spotkaniach zgarnęli trzynaście punktów. Wynik ten jest identyczny jak ten, który drużyna ‘wykręciła’ w poprzednim sezonie. Jesteśmy niemal przekonani, że we wtorkowy wieczór zostanie on poprawiony z nawiązką. Pierwszym rywalem ‘Bankowców’ będzie ekipa, która w obecnym sezonie jeszcze nie wygrała. Mimo tak niekorzystnego wyniku obrotu spraw, gracze Michała Białka wciąż mają szansę na to, by w ligowej tabeli przeskoczyć drużynę Speednetu. Obecnie, zawodnicy z ulicy Łużyckiej tracą do ‘Programistów’ zaledwie dwa punkty. To, co działa na korzyść DNV to fakt, że mają oni do rozegrania o jedno spotkanie więcej niż ‘Różowi’. W dodatku, pomiędzy obiema drużynami dojdzie do bezpośredniego spotkania, w którym może się wydarzyć naprawdę wszystko. Zanim dojdzie do tego starcia, DNV postara się we wtorkowy wieczór sprawić niespodziankę i zdobyć przeciwko faworyzowanym ‘Bankowcom’ punkty. Przypomnijmy, że w pierwszym meczu obu ekip górą byli co prawda ‘Bankowcy’, ale DNV w drugim secie było bardzo blisko tego, by go wygrać. Czy tym razem im się uda?

Typ Redakcji: Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Maciej Kot): Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Niepokonani PKO Bank Polski

Chilli Amigos – Dream Volley

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Przedostatnim rywalem ‘Amigos’ będzie ekipa Mateusza Dobrzyńskiego – Dream Volley. Gracze w szarych trykotach mogą dziękować Bogu, że w sezonie Wiosna’21 występuje drużyna Chilli, która ma na swoim koncie więcej porażek z rzędu. Przypomnijmy, że po poniedziałkowej przegranej licznik porażek z rzędu Dream Volley wskazuje już pięć, co jest drugim najgorszym wynikiem w drugiej lidze. Wydaje się, że we wtorkowy wieczór koszmarna passa drużyny Mateusza Dobrzyńskiego wreszcie się zakończy. Trudno bowiem wyobrazić sobie scenariusz, w którym ekipa w szarych trykotach mogłaby przegrać i ten mecz. Gdyby tak się stało, kolejnym razem w ramach wyrównywania szans, Dream Volley zestawilibyśmy z reprezentacją dzieci z Bullerbyn a i wtedy nie mamy przekonania, że ci by sobie poradzili. Skoro można dostać w łeb od siedmiu drużyn w sezonie to czemu by nie dorzucić ósmej? Dość już pastwienia się nad Dream Volleyem. Poza dość prawdopodobną wygraną mecz będzie okazją do poprawy dorobku punktowego po zagrywce – rozgrywającego Mateusza Dobrzyńskiego. Obecnie gracz ten znajduje się na trzecim miejscu w klasyfikacji najlepiej zagrywających graczy ligi i wciąż ma realną szansę na zdobycie statuetki. Dobra forma w tym elemencie nie jest bynajmniej dziełem przypadku, gdyż zawodnik ten jest samodzielnym liderem klasyfikacji wszechczasów. Jeśli chodzi o pozostałych graczy to ani zawodnicy Dream ani Chilli Amigos nie mają większych szans na statuetki indywidualne.

Typ Redakcji: Dream Volley

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dream Volley

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Dream Volley

Wirtualna Polska – Niepokonani PKO Bank Polski

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Wydaje się, że realnym planem ‘Bankowców’ na wtorkowy wieczór jest zdobycie pięciu oczek. Aby tak się stało, drużyna Joanny Drewczyńskiej musi pokonać DNV S*M*A*S*H oraz Wirtualną Polskę, przy czym w jednym ze spotkań, muszą zdobyć komplet oczek. Taki scenariusz jest wysoce prawdopodobny. Przypomnijmy, że obydwa mecze z rywalami, w rundzie zasadniczej ‘Bankowcy’ wygrywali za komplet punktów. Skoro udało się wtedy, czemu teraz drużyny miałoby nie stać na osiągnięcie mniej wymagającego założenia? Jeśli chodzi o wskazanie typu Redakcji na to spotkanie, nie zadrżałaby nam ręka, gdyby nie jeden – mały szkopuł. Niepokonani PKO Bank Polski nie zaprezentowali się z najlepszej strony w meczu ze Speednetem. To drużyna Joanny Drewczyńskiej była dość wyraźnym faworytem tego starcia, a mimo tego to ich rywale cieszyli się z wygranej. Z drugiej strony, ‘Bankowcy’ wygrali tego dnia z Portem Gdańsk więc ciężko wyciągać z tego daleko idące wnioski. To, czego możemy być niemal pewni to wyrównanej rywalizacji w spotkaniu. Jest dość mało prawdopodobne, aby ‘Wirtualni’ zagrali równie słabe spotkanie jak to, do którego doszło 22 czerwca w rundzie zasadniczej. Gdybyśmy mieli stawiać na konkretny wynik wtorkowej rywalizacji, to postawilibyśmy na wynik 2-1 dla PKO. O tym, czy tak będzie, przekonamy się niebawem.

Typ Redakcji: Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Maciej Kot): Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Wirtualna Polska

Range Soft VT – Team Spontan

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Do wtorkowego spotkania przeciwko Range Soft VT, drużyna Team Spontan przystąpi po bardzo ważnym zwycięstwie odniesionym w meczu przeciwko Nielotom, do którego doszło w poniedziałkowy wieczór. Dzięki wygranej 2-1 ‘Spontaniczni’ przesunęli się na czwarte miejsce w tabeli, skąd potencjalnie mogą atakować podium rozgrywek. Aby tak się stało, we wtorkowy wieczór ‘Pomarańczowi’ muszą znaleźć sposób na to, aby pokonać ‘Rangersów’. Zadanie to nie będzie należało do najłatwiejszych. Na taki stan wpływa kilka rzeczy. Poza faktem, że Range Soft potrafi najzwyczajniej w świecie grać w siatkówkę to, o ile nic się nie zmieniło, Team Spontan będzie miał we wtorkowy wieczór problem z obsadzeniem poszczególnych pozycji. Jakby tego było mało, kapitanem Range Softu jest obecnie Sławomir Kudyba, który bronił barw Spontana w sezonie Wiosna’20 i z całą pewnością doskonale zna mocne i słabe strony swoich byłych kolegów z drużyny. Jesteśmy przekonani, że Range Soft, który wciąż przecież nie ma zagwarantowanego utrzymania, wyjdzie na spotkanie ze Spontanem wyjątkowo zmobilizowany. Obecnie ‘Rangersi’ mają tyle samo punktów co drużyna znajdująca się na miejscu barażowym. Dodatkowo, po wczorajszych wynikach od strefy spadkowej ‘żółto-czarnych’ dzieli zaledwie jeden punkt. Jeśli we wtorkowy wieczór ‘Rangersi’ nie pokuszą się o zdobycz punktową to ich sytuacja stanie się bardzo skomplikowana. Gdyby ziścił się najczarniejszy scenariusz i Range Soft spadłby z ligi, biorąc pod uwagę skład i doświadczenie graczy znajdujących się w drużynie, byłoby to prawdziwą sensacją.

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Team Spontan

Zmieszani – Team Looz

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Nie tak miał wyglądać poniedziałkowy wieczór w przypadku drużyny Team Looz. Przypomnijmy, że wbrew typom Redakcji, ‘czarne koszule’ przegrały mecz z Allsix by Decathlon i, co chyba w tym wszystkim najgorsze – nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki ze swoimi rywalami. Porażka 0-3 sprawiła, że droga Team Looz do mistrzowskiego tytułu skomplikowała się tak mocno, że będzie niemal niemożliwa do przebycia. O ile przed poniedziałkową serią gier wszystkie karty były w rękach graczy Team Looz, tak po dotkliwej porażce triumf w lidze zależy również od innych drużyn. W każdym razie, aby myśleć w ogóle o wygranej, Team Looz musi pokonać Zmieszanych oraz Dzików, zdobywając przy tym komplet punktów. Pierwszym rywalem Team Looz na finiszu rozgrywek będzie drużyna Edyty Woźny – Zmieszani. Dla obu ekip będzie to drugie starcie w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Pierwsze, do którego doszło 1 czerwca, było jednostronnym widowiskiem, w którym to Zmieszani ograli swojego rywala 3-0. Od tego czasu zmieniło się jednak bardzo dużo. Z całą pewnością, we wtorkowy wieczór Zmieszanych czeka bardziej wymagające zadanie. Biorąc pod uwagę terminarz mikstowego składu, znajdującego się obecnie na czwartym miejscu, podium rozgrywek w obecnym sezonie jest bardzo realne. Aby tak się stało, Zmieszani muszą ograć we wtorek Team Looz oraz w czwartek Craftvenę. Dodatkowo, muszą liczyć na to, że Team Looz przegra ostatnie spotkanie z walczącymi o mistrzostwo Dzikami Wejherowo. Mimo, że tyle tu znaków zapytania to jedna rzecz jest niemal pewna. Końcówka sezonu w trzeciej lidze będzie pasjonująca.

Typ Redakcji: Team Looz

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Looz

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Team Looz

Chilli Amigos – Volley Kiełpino

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Przed ‘Papryczkami’ ostatni mecz w sezonie Wiosna’21. Nie wiemy rzecz jasna, jak zakończy się ich mecz przeciwko Dream Volley, jednak można przypuszczać, że drużynie ‘Amigos’ we wtorkowy wieczór będzie trudno o zdobycie jakiegokolwiek punktu. Jeśli by się tak stało to drużyna Chilli Amigos stałaby się drugą drużyną w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, która nie zdobyła ani jednego punktu. Przypomnijmy, że w sezonie Jesień’19 seta ani razu nie udało się wygrać drużynie Scandic Gdańsk. Trzeba jednak przyznać, że obie drużyny dzielą jednak lata świetlne i ‘Amigos’ są zdecydowanie lepszą drużyną. Niezależnie od tego, ekipa Grzegorza Walukiewicza meczem z Volley Kiełpino kończy drugoligową przygodę i powoli może myśleć o spotkaniach w trzeciej lidze. Zastanawiamy się, czy trzynaście spotkań drugoligowych zaprocentuje i drużyna, z doświadczeniem w grze przeciwko drugoligowcom, pokaże swą wyższość nad rywalami. Często w sporcie bywa tak, że dana drużyna okazuje się zbyt słaba na wyższą ligę, a jednocześnie zbyt mocna by grać niżej. Nos podpowiada nam, że w przypadku Amigos może być podobnie. To jednak melodia przyszłości. Dziś ‘Amigos’ postarają się o to, aby godnie pożegnać się z ligą. Ich rywalem będzie drużyna Volley Kiełpino, która w poniedziałkowy wieczór niespodziewanie przegrała z ACTIVNYMI Gdańsk 0-3. Forma, którą zaprezentowali w ten wieczór zawodnicy z Kiełpina sprawia, że potencjalna zdobycz punktowa przez ‘Amigos’ nie jest scenariuszem science-fiction.

Typ Redakcji: Volley Kiełpino

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Kiełpino

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Chilli Amigos

Dream Volley – Oliwa Team

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Ostatnim przeciwnikiem w sezonie Wiosna’21 dla drużyny Dream Volley będzie ekipa Oliwy. Drużyna Mateusza Dobrzyńskiego będzie czwartą, obok Allsix by Decathlon, Portu Gdańskiego oraz Niepokonanych PKO Bank Polski drużyną, która skończy sezon. Mimo, że Dream Volley rozegra we wtorkowy wieczór dwa spotkania to kilkukrotnie zdążyliśmy już podsumować sezon w ich wykonaniu. Mimo wszystko wydaje nam się, że ligę zakończą oni pozytywnym akcentem i wygrają dwa nadchodzące mecze. Drugim rywalem drużyny Mateusza Dobrzyńskiego będzie ekipa Oliwy Team, która znajduje się obecnie na dziesiątym miejscu w ligowej tabeli i wciąż musi drżeć o to, czy w ogóle się utrzymają. ‘Oliwiacy’ mają zaledwie jeden punkt przewagi nad miejscem barażowym oraz dwa nad miejscem spadkowym. Gdyby końcówka ligi ułożyła się dla nich niekorzystnie i Oliwa pożegnałaby się z ligą, z całą pewnością byłaby to największa sensacja obecnego sezonu. Gdzie szukać pozytywów, by wesprzeć drużynę z serca Gdańska? Cóż, nie będziemy czarować. Takowych nie widzimy. Widzimy za to na horyzoncie kolejne problemy, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Trzy ostatnie spotkania drużyna Dawida Karpińskiego rozegra bowiem z bardzo wymagającymi rywalami. Poza tym teoretycznie najłatwiejszym, ‘Oliwiaków’ czekają jeszcze mecze z pierwszą oraz trzecią siłą obecnego sezonu i wydaje się mało prawdopodobne, aby Oliwa miała te spotkania wygrać. Jeśli zatem Oliwa nie zdobędzie dziś wieczorem punktów przeciwko Dream Volley to z pewnością obierze kurs wprost na górę lodową. Ktoś, kto choć w małym stopniu interesuje się historią lub kinematografią wie, jak w przeszłości kończyły się podobne zderzenia.

Typ Redakcji: Dream Volley

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dream Volley

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Oliwa Team

MATCHDAY #20

Za nami poniedziałkowa seria gier, w której poznaliśmy mistrza drugiej ligi – drużynę Szach-Mat. Przez długi moment wydawało się, że jako pierwsi mistrzowską koronę założą gracze EviRent VT, którzy w ostatnim czasie, co rusz komplikują sobie sprawę. Nie inaczej było i w poniedziałkowy wieczór. Jeśli chodzi o mistrzowski tytuł w trzeciej lidze to po wczorajszych meczach wydaje się, iż najbliżej tego są gracze z Wejherowa. Zapraszamy na podsumowanie kolejnego dnia meczowego!

Team Spontan – BES-BLUM Nieloty 2-1 (20-22; 21-11; 21-16)

Mecz ‘Spontanicznych’ z Nielotami był przez nas anonsowany jako potencjalny hit drugoligowych rozgrywek. Jakby nie było dla obu ekip, spotkanie miało niebagatelne znaczenie w kontekście potencjalnego podium. W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że będzie to prawdopodobnie bardzo wyrównane spotkanie, z lekkim wskazaniem na Nielotów. O ile pierwsza część się poniekąd sprawdziła (podział punktów), o tyle mecz, wbrew zapowiedziom wygrali gracze Team Spontan. W ostatnim meczu z Ogrodnikami, Nieloty zagrały jednego seta na wysokim poziomie, którego nie potrafili utrzymać przez pozostałą część meczu i to ich rywale cieszyli się z wygranej. Nie inaczej było w poniedziałkowy wieczór przeciwko drużynie Piotra Raczyńskiego. Pierwsza odsłona rywalizacji była bardzo wyrównana. Mniej więcej w połowie seta, ‘Pomarańczowi’ zdołali wyjść na trzypunktowe prowadzenie (14-11). Po kilku błędach własnych zrobiło się jednak 15-15. W końcówce piłki setowej nie wykorzystali ‘Spontaniczni’ i przed podobną szansą po chwili stanęli gracze BES-BLUM, którzy po asie serwisowym rozgrywającego Michała Falkiewicza mogli cieszyć się z wygranej tej partii. Drugi set rozpoczął się od dużego prowadzenia Team Spontan. Po bloku środkowego – Pawła Kolana, ‘Pomarańczowi’ prowadzili (7-2). Wypracowana na początku zaliczka pozwoliła drużynie Piotra Raczyńskiego na trzymanie swoich rywali na dystans. BES-BLUM nie był w tej partii w stanie przeciwstawić się swoim przeciwnikom i ostatecznie przegrał tę partię do 11. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set. Ten rozpoczął się lepiej dla Nielotów, którzy przez kilka chwil prowadzili dwoma punktami. Z prowadzenia nie cieszyli się jednak zbyt długo, bowiem po chwili Spontan zdołał doprowadzić do wyrównania (6-6), a następnie wyjść na prowadzenie (10-6). Bardzo dużą rolę w tym fragmencie seta odegrał Damian Urbanowicz, który co rusz zdobywał punkty dla swojej drużyny. Przewaga Team Spontan w tej partii powiększała się z minuty na minutę i w szczytowym momencie było aż 18-11 dla ‘Oranje’. Mimo, że w końcówce Nieloty zdołały odrobić kilka punktów to finalnie Team Spontan cieszył się z wygranej seta do 16, a całego meczu 2-1.

AVOCADO friends – EviRent VT 1-2 (21-15; 12-21; 17-21)

Kiedy kilka godzin przed meczem zobaczyliśmy, jak na oficjalnym fanpage’u drużyny AVOCADO friends pojawiła się informacja świadcząca o tym, że drużyna postara się dziś o niespodziankę i wygranie meczu, nie ukrywaliśmy zadowolenia. Te wynikało z faktu, który bardzo często podkreślamy. ‘Weganie’ mimo niekorzystnych wyników emanują pewnością siebie i kapitalnym nastawieniem. Mimo tych pozytywnych słów, przez większość osób interesujących się rozgrywkami Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, gracze Arkadiusza Kozłowskiego nie mieli zbyt dużych szans z faworyzowaną ekipą EviRent. Sytuacji ‘Wegan’ nie poprawiał bez wątpienia fakt, że EviRent w ostatnim czasie zrozumiał, że meczów nie da się wygrać na stojąco. Skoro przegrali mecz ze Speednetem to czemu i AVOCADO miałoby nie powalczyć? Mecz rozpoczął się od prowadzenia graczy Arka Kozłowskiego (6-2). EviRent w tym fragmencie popełnia sporo błędów, które ‘Weganie’ wykorzystywali. Procent wykończenia w tej części był godny podziwu. Dodatkowo, ‘Restauratorzy’ bardzo dobrze bronili i asekurowali. Śmiało można powiedzieć, że pierwszy set w ich wykonaniu był najlepszą partią w obecnym sezonie. Dobra gra przy jednocześnie sporej liczbie błędów i niemocy w wykończeniu EviRentu sprawiły, że to AVOCADO friends wygrało pierwszą partię do 15. Taka sytuacja podrażniła uśpionego lwa, który w drugim secie nie miał litości dla swoich rywali. O ile początek tej partii był jeszcze w miarę wyrównany, tak z czasem EviRent uzyskał prowadzenie (14-6) i ‘zabawa’ w tym secie była zakończona. Przed trzecim setem zastanawialiśmy się, czy AVOCADO stać jeszcze na to, by powalczyć z faworyzowanym przeciwnikiem. Początek ostatniego seta rozpoczął się identycznie jak początek meczu (od prowadzenia 4-1 AVOCADO). Po chwili jednak, ‘Niebiescy’ zdołali doprowadzić do wyrównania (4-4), a następnie przejąć inicjatywę w secie. Wypracowana trzypunktowa zaliczka była utrzymana do samego końca i ostatecznie EviRent wygrywa spotkanie 2-1.

Dziki Wejherowo – Allsix by Decathlon 2-1 (21-16; 21-23; 21-19)

Poniedziałkowy wieczór był prawdopodobnie najważniejszym dniem dla trzech drużyn znajdujących się w grupie mistrzowskiej w trzeciej lidze w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Wszystko za sprawą tego, że mieliśmy w nim poznać odpowiedź na to, która z drużyn zbliży się do mistrzowskiego tytułu, a dla której będzie to smutny, czarny poniedziałek. Waga tego dnia była tak duża dlatego, że doszło w nim do dwóch pojedynków pomiędzy trzema drużynami, między którymi najprawdopodobniej rozdzielą się kolory medali w trzeciej lidze. O godzinie 19:00 doszło do spotkania Dzików Wejherowo z Allsix by Decathlon. Przypomnijmy, że w pierwszym spotkaniu obu drużyn, górą byli gracze z Wejherowa, którzy wygrali, zdobywając przy tym komplet punktów. Dodatkowo, jak do tej pory była to jedyna drużyna, która znalazła sposób na ogranie zawodników z ulicy Kartuskiej. Poniedziałkowy mecz rozpoczął się od dwupunktowego prowadzenia drużyny z Wejherowa (8-6). Po asie serwisowym Mateusza Stasiaka, przewaga drużyny z Wejherowa sięgnęła już 14-9 i w zasadzie emocje w tym secie były już zakończone. Ostatecznie, partia ta padła łupem drużyny w czerwonych trykotach (21-16).  Druga odsłona, podobnie jak pierwsza również rozpoczęła się od wyrównanej walki z tą różnicą, że tym razem to Decathlon miał nieznaczną przewagę przez całą partię. Dwupunktowa przewaga utrzymywała się do stanu 19-17, po czym Dziki zdołały doprowadzić do wyrównania 20-20. Po bardzo wyrównanej końcówce i monster-blocku Szymona Piaskowskiego, Decathlon zdołał wyrównać stan setów (1-1). Ostatnia partia miała ogromny ciężar gatunkowy. Wygrany tej partii w dość wyraźny sposób powiększyłby swoje szanse na mistrzowski tytuł. Partię tę lepiej rozpoczęli gracze Dzików, którzy wyszli na prowadzenie (7-3). Po chwili jednak Allsix zdobył trzy punkty z rzędu i wydawało się, że do końca tego seta będziemy mieli wyrównaną rywalizację. Tak się jednak nie stało. Drużyna w czerwonych trykotach dzięki dobrej grze miała kilka piłek meczowych (od 20-15). Po kontrowersjach sędziowskich Decathlon zdołał zdobyć cztery punkty, doprowadzając do stanu (20-19), ale ostateczny cios zadali zawodnicy z Wejherowa.

Team Looz – Allsix by Decathlon 0-3 (19-21; 14-21; 15-21)

Jest takie powiedzenie – ‘nie ma nic bardziej nieaktualnego niż wczorajsza gazeta’. Parafrazując te słowa na potrzebę Siatkarskiej Ligi Trójmiasta możemy napisać, że nie ma nic bardziej nieaktualnego niż przedmeczowe zapowiedzi. Do czego zmierzamy? Ano do tego, że w nich napisaliśmy, że spośród trzech drużyn walczących o mistrzowski tytuł to Team Looz ma najlepsze położenie. Mówiąc niezbyt parlamentarnym językiem – gówno prawda. Obecnie Team Looz ma najgorsze położenie, co tylko pokazuje ile w sporcie znaczy jeden mecz. Ten od samego początku nie układał się po myśli ‘Czarnych’. Mimo, że w oczach Redakcji to Looz byli faworytem meczu to kompletnie nie przekładało się to na wynik. Set ten od samego początku był dobrym i wyrównanym widowiskiem. W połowie pierwszej partii Allsix zdołał odjechać rywalom na 14-10. Po kilku chwilach Looz zdołał jednak doprowadzić do wyrównania (18-18), ale końcówka należała do graczy z ulicy Kartuskiej. Drugi set od początku należał do Decathlonu, który zdołał wypracować sobie kilkupunktową zaliczkę. Im dłużej trwała ta partia, tym Looz wyglądał gorzej. Ba, Ci goście gaśli dziś jak zapałki w baśni Andersena. Finalnie, set ten zakończył się wygraną Decathlonu do 14. Trzecia partia nie odmieniła losów Team Looz. Co tu pisać, przeciwko Decathlonowi gracze w czarnych trykotach byli po prostu bezzębni. Tak nie dość, że nie da się wygrać z graczami z ulicy Kartuskiej, a co dopiero mówić o mistrzostwie. Poniedziałek był typowym ice bucket challengem na rozgrzane głowy Team Looz. Trzeci set to porażka do 15, wskutek czego tytuł mistrzowski się bardzo mocno oddalił. Jeśli chodzi o ekipę Allsix – obojętnie jak potoczą się pozostałe wyniki, sezon należy zaliczyć do niezwykle udanych. Wszak drużyna zajęła najwyższe miejsce.

Dream Volley – Ogrodnicy 1-2 (18-21; 21-17; 14-21)

Początkowo, spotkanie pomiędzy Dream a Ogrodnikami w naszych głowach kreowało się jako jedno ze tych, które potencjalnie będzie miało ogromny wpływ na układ podium. Jak wyszło, każdy wie. Przez moment obie drużyny nie były pewne swojego utrzymania, co pokazuje jaki był to sezon dla obu ekip. Faworytem meczu, w naszym przekonaniu byli Ogrodnicy, którzy w ostatnim czasie złapali całkiem solidną formę, dzięki której wygrali spotkania z Nielotami oraz BL Volley. Dream z kolei w ostatnim okresie przegrał cztery spotkania z rzędu, co sprawiało, że była to jedna z najdłuższych serii bez zwycięstwa w drugiej lidze. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia Dream Volley (3-0). Z czasem gra się bardzo wyrównała (10-10), ale mniej więcej od tego momentu Ogrodnicy zrobili ‘odjazd’ na 19-13 i mimo iż Dream nieco podgonił w końcówce to drużyna w czerwonych strojach cieszyła się z wygranej partii do 18. Drugi set rozpoczął się niemal identycznie jak pierwszy – od asa serwisowego Mateusza Dobrzyńskiego, po którym Dream prowadził 3-0. Po chwili Ogrodnicy zdołali jednak wyjść na prowadzenie (11-9) i wydawało się, że partia ta jest pod ich kontrolą. Niestety dla nich, po chwili popełnili kilka błędów, przez co na tablicy wyników pojawił się remis (13-13). W końcówce, Ogrodnicy ponownie popełniali błędy, co przy dobrej grze Dream Volley sprawiło, że drużyna Mateusza Dobrzyńskiego wygrała tę partię do 17. Ostatni set rozpoczął się od wyrównanej walki obu drużyn. Pierwsi na prowadzenie, po asie serwisowym Czarka Labuddy wyszli Ogrodnicy (9-6). Po problemach z przyjęciem drużyny Dream Volley, Ogrodnicy prowadzili już (14-7) i w zasadzie, emocje w tej partii były już skończone. Finalnie Ogrodnicy wygrywają 2-1, co paradoksalnie daje spokój obu drużynom w kontekście utrzymania.

Volley Kiełpino – ACTIVNI Gdańsk 0-3 (14-21; 17-21; 16-21)

Przyznamy szczerze, że bardzo dawno żadna z drużyn czy indywidualności nie zaimponowały nam tak, jak zaimponowała nam w poniedziałkowy wieczór drużyna ACTIVNYCH Gdańsk, wraz z rozgrywającym Marcinem Nowickim na czele. Kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem meczu, Redakcja ucięła sobie rozmowę, w której od wspomnianego wcześniej gracza dowiedzieliśmy się o krokach podjętych w celu ogrania swojego rywala. Wiemy, że może to brzmieć absurdalnie, ale gracz ten obejrzał wszystkie dziesięć skrótów swoich rywali i niemal na pamięć znał automatyzmy w grze swoich przeciwników. Co tu dużo mówić – przed meczem z grzeczności przytaknęliśmy, ale wiedzieliśmy, że teoria nad wyraz często nie idzie w parze z praktyką. Ta jednak nas na maksa zaskoczyła. Pierwsza rzecz, na którą współpartnerów uczulał rozgrywający drużyny wydarzyła się mniej więcej w pierwszej minucie pojedynku. Dalej były kolejne zdarzenia, po których były następne. ACTIVNI wyglądali na kolesi, którzy jakby to oni, zamiast Marty-ego McFly-a wsiedli do cholernego wehikułu czasu i zobaczyli, w jaki sposób zagrają zawodnicy z Kiełpina. Ci wobec kapitalnej gry swoich przeciwników byli kompletnie bezradni. Nie chcielibyśmy nikomu umniejszać, ale na tle ACTIVNYCH o wiele lepiej zaprezentowali się zawodnicy Chilli Amigos. Poza świetną dyspozycją ACTIVNYCH mamy pewną teorię, dlaczego gracze z Kiełpina zaprezentowali się tak, a nie inaczej. Wydaje nam się, że zawodników Fabiana Polita zgubiła pewność siebie. Obojętnie, jak nie zaprzeczaliby temu gracze z Kiełpina, my wiemy swoje. Dopisywanie sobie punktów przed meczem bardzo często kończy się tym, czym kończy się zabawa z prądem (tragedią). Nie inaczej było w poniedziałkowy wieczór.

Prometheus – BL Volley 3-0 (21-15; 22-20; 21-19)

Śmierć z kosą pukająca do kolejnych drzwi, zostawiając w każdych poprzednich kałuże krwi? Któż z Was nie zna tego mema? Mniej więcej tak widzimy obecnie sytuację Prometheusa, który nie ma litości i niszczy każdą napotkaną na drodze przeszkodę. W poniedziałkowy wieczór, przeszkodą tą była drużyna BL Volley, która największe problemy swoim rywalom stworzyła w drugim oraz trzecim secie. Zanim jednak do tego przejdziemy, zacznijmy od początku. Pierwszy fragment seta był wyrównanym pojedynkiem (7-7).Po zagrywce Antona Hukasova – gracze z Ukrainy prowadzili już (12-7). Gracz ten w pierwszej odsłonie rozgrywał bardzo dobrą partię, uruchamiając po równo wszystkich współpartnerów, przez co rywale mieli problem z rozszyfrowaniem ataków rywala. Finalnie Prometheus wygrał tę partię do 15. Druga odsłona, zgodnie z tym, o czym napisaliśmy na początku rozpoczęła się od wyrównanej walki, która zaprowadziła obie drużyny do stanu 15-15. Po trzypunktowej serii graczy BL Volley prowadzili oni już (18-15). Był to fragment sporej nerwowości Prometheusa, której symbolem było to, że środkowy drużyny – Yuriy Potiekhin próbował zagrać piłkę stojąc 2 metry w boisku. Mimo to, ‘Niebiescy’ zdołali w końcówce odwrócić losy pojedynku i po grze na przewagi wygrać seta 22-20. W trzecim secie, żadna ze stron nie zdołała wypracować sobie znaczącej przewagi. Obie drużyny w tej partii broniły wiele piłek, przez co wymiany były dłuższe oraz bardziej widowiskowe. Ostatecznie partię tę do 19 wygrali gracze Prometheus i wydaje się, że kluczem do wygranej w tym secie była skuteczna gra środkiem ‘Niebieskich’.

Omida Team – Speednet 3-0 (22-20; 21-17; 21-19)

Kilkanaście minut przed rozpoczęciem meczu, od kapitana Speednetu – Marka Ogonowskiego, dowiedzieliśmy się, że ‘Różowi’ zagrają w spotkaniu w zaledwie… czterech graczy. Prócz wspomnianego kapitana na placu gry pojawili się również Andrzej Masiak, Marcin Bartosiak oraz Tomasz Nurzyński. Absencja pozostałych graczy wynikała głównie z urlopów czy prywatnych obowiązków. Mimo takiej sytuacji, kapitan ‘Programistów’ powiedział, że za wszelką cenę chcieli oni uniknąć walkowera i lepiej będzie kiedy ugrają kilka małych punktów. Cóż, wypowiadając te słowa chyba ani on, ani my nie spodziewaliśmy się takiego spotkania. Ku zaskoczeniu wszystkich osób, które miały okazję oglądać spotkanie, od pierwszego gwizdka sędziego Speednet był równorzędnym przeciwnikiem. Ba, mniej więcej w połowie seta ‘Różowi’ zdołali wyjść na prowadzenie (10-9), które z czasem powiększyło się (14-11, a następnie 18-16). Mimo ogromnej szansy Speednetu, w końcówce to Omida po asie Konrada Gawrewicza oraz bloku Dmytro Moroziuka zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Drugi set, podobnie jak pierwszy, rozpoczął się od bardzo wyrównanej gry (7-7). Jako pierwsi na dwupunktowe prowadzenie zdołali wyjść ‘Logistycy’ (13-11). Następnie po chwilowej wyrównanej partii, w końcówce Omida ponownie wyszła na kilkupunktowe prowadzenie i wygrała seta do 17. Ostatnia odsłona to a jakże, wyrównana gra. To, co prócz woli walki było jednym z największych atutów ‘Programistów’ to fakt, że grali oni na luzie. Gdyby przegrali w czwórkę nikt nie miałby do nich o to pretensji. Wygrana z kolei sprawiłaby, że mówiłoby się o tym przez kolejnych kilkadziesiąt dni. Wracając do seta – wyrównana potyczka trwała mniej więcej do połowy. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli w nim zawodnicy Speednetu (11-8)  i w powietrzu czuć było niespodziankę. Dalsza część partii to prowadzenie (16-13), ale finalnie :’Logistycy’ wzięli się w garść i wygrali seta do 19. Trzeba przyznać, że była to jednak dla nich bardzo wymagająca przeprawa.

Szach-Mat – BH Rent MiszMasz 3-0 (21-10; 21-15; 21-19)

Panie i Panowie, gratulacje! Byliście zdecydowanie najlepszą drugoligową drużyną w obecnym sezonie. Chcielibyśmy, abyście zrozumieli, że niekiedy podkręcaliśmy atmosferę, by mecz zapowiadał się ciekawie. Na ogół jednak, rozważania na temat tego czy wygracie były taką niewiadomą jak to, czy po nocy przyjdzie dzień. Mimo wszystko, na to ,aby zapewnić sobie wygraną w lidze musieliście poczekać aż do poniedziałkowego wieczoru. Mamy nadzieję, że znajdziecie w najbliższym czasie chwilę, by ten awans uczcić we własnym gronie, bo to co zrobiliście było naprawdę wielkie. Przez te niecałe dwa miesiące wygrała drużyna, którą bez wątpienia byliście.  Druga liga jeszcze nigdy nie była tak mocna oraz wyrównana, a mimo to nie mieliście problemów, by ją ‘pozamiatać’. Mamy nadzieję, że w pierwszej lidze nadal będziecie dodawać kolorytu i osiągnięty na wiosnę sukces nie był tym jedynym.

W poniedziałkowy wieczór ‘Szachiści’ zmierzyli się z Hotelarzami. Dla obu drużyn mecz był szalenie istotny ze względu na stawkę. O ile stawkę dla Szach-Matu zdążyliście poznać, tak w przypadku ‘Hotelarzy’ było to równie ważne spotkanie. Przypomnijmy, że drużyna Tomka Walaskowskiego wciąż nie ma zapewnionego utrzymania i każdy zdobyty punkt jest na wagę złota. W poniedziałkowy wieczór sztuka ta MiszMaszowi się nie udała. Gdyby stało się jednak inaczej i MiszMasz zdołałby zdobyć jeden punkt to Szach-Mat na koronację musiałby poczekać do kolejnego meczu. Finalnie, mecz skończył się zwycięstwem Szach-Mat w stosunku 3-0.

Zapowiedź – MATCHDAY #20

Przed nami intensywny tydzień rozgrywek, po którym do rozegrania zostanie zaledwie siedemnaście spotkań. Już w poniedziałek przed szansą na mistrzowski tytuł w drugiej lidze stanie Szach-Mat. Ponadto w trzeciej lidze dojdzie do dwóch spotkań w grupie mistrzowskiej pomiędzy drużynami, które najprawdopodobniej między sobą rozdzielą kolory medali. Zapraszamy na zapowiedź dwudziestej serii gier!

Team Spontan – BES-BLUM Nieloty

Godz.: 19:00, boisko nr 3

Spotkanie sąsiadów w tabeli elektryzuje niezależnie od tego, które miejsca drużyny zajmują. To, gdyby nie ubiegły tydzień, mogłyby być wyższe. Ostatecznie, w związku z porażkami Spontana z Prometheusem oraz Nielotów z Ogrodnikami, w poniedziałkowy wieczór zmierzą się ze sobą czwarta i piąta siła obecnego sezonu. Mimo faktu, że w ligowej tabeli o jedno oczko wyżej są gracze BES-BLUM, wydaje się, że to Team Spontan jest w nieco lepszej pozycji wyjściowej do atakowania podium rozgrywek. Wynika to z faktu, że ‘Spontaniczni’ mają na swoim koncie najmniej rozegranych spotkań ze wszystkich drużyn biorących udział w drugiej lidze. Co ciekawe, drużyna Piotra Raczyńskiego w odróżnieniu od Nielotów, wciąż ma matematyczne szanse na to, by drugą ligę wygrać. Aby tak się stało, musiałoby dojść jednak do tylu dziwnych wyników, że parafrazując hitowe nagranie Zbigniewa Stonogi – ‘szkoda strzępić ryja’. Wydaje się, że o ile z brakiem mistrzowskiego tytułu obie ekipy się już pogodziły, tak ich brak na podium zostałby uznany za sportową porażkę. Przed poniedziałkowym pojedynkiem wydaje się, że nieznacznym faworytem spotkania będą gracze Mateusza Bone. Aby pokonać jednak ‘Pomarańczowych’, muszą oni podejść do spotkania niezwykle skoncentrowani. Bardzo dużo będzie tu zależało od dyspozycji obu drużyn, z którą w obecnym sezonie bywało różnie. Na pytanie o wynik, z pistoletem przystawionym do skroni odpowiedzielibyśmy 2-1 dla Nielotów. Znając nasze typy – będzie zapewne inaczej.

Typ Redakcji: BES-BLUM Nieloty

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): BES-BLUM Nieloty

AVOCADO friends – EviRent VT

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Przed poprzednim tygodniem rozgrywek wydawało się, że tytuł mistrzowski w pierwszej lidze został już rozstrzygnięty. Trudno było sobie wyobrazić, że EviRent VT nie wygra dwóch zaplanowanych spotkań, w którym przyszło im się zmierzyć z Trójmiejską Strefą Szkód oraz Speednetem. A jednak. O ile w meczu z TSS-em poszło gładko i przyjemnie, tak w meczu ze Speednetem tak przyjemnie nie było. Przypomnijmy, że EviRent VT nieoczekiwanie przegrał to spotkanie 1-2 i na koronację muszą jeszcze poczekać. Niezależnie bowiem od niekorzystnego wyniku, nadal to ‘Niebiescy’ są faworytem w wyścigu o złote medale. Obecnie nie dość, że mają trzy punkty przewagi nad drugim w tabeli – Volley Gdańsk to na dodatek, czysto teoretycznie, mają również łatwiejszy kalendarz. Podczas, gdy Volley Gdańsk zmierzy się z będącymi na trzeciej pozycji graczami Bez Odbioru, EviRent zmierzy się z przedostatnią drużyna w pierwszoligowej stawce – AVOCADO friends. Wydaje się mało prawdopodobnym scenariusz, w którym EviRent miałoby stracić w tym spotkaniu choćby punkt. W pierwszym strarciu obu drużyn w sezonie Wiosna’21, gładkie zwycięstwo odniosła faworyzowana ekipa Radosława Koniecznego. Co więcej – po pierwszym secie tamtego meczu, jako organizator, wypadało nam wszystkich zainteresowanych przeprosić. Wszystko za sprawą tego, że działy się w nim dantejskie sceny, które nie powinny być emitowane przed godziną 22.00. Pierwszy set zakończył się zwycięstwem EviRentu 21-7 i pomimo tego, że w kolejnych odsłonach ‘Weganie’ prezentowali się już znacznie lepiej to po ponad miesiącu od tego spotkania, na myśl o tamtej partii ‘Weganie’ mają torsje. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: EviRent VT

Typ Eksperta (Maciej Kot): EviRent VT

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): EviRent VT

Dziki Wejherowo – Allsix by Decathlon

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Ze wszystkich drużyn, biorących udział w sezonie Wiosna’21 to właśnie ekipa Allsix by Decathlon jako pierwsza zakończy zmagania. Owszem, może się co prawda okazać, że Decathlon zajmie finalnie trzecie miejsce, co będzie oznaczało, że we wtorek 27 lipca zmierzą się oni w meczu barażowym, jednak dodatkowego meczu nie wliczamy do sezonu. Inna kwestia jest też taka, że nie jest wcale powiedziane, że drużyna z ulicy Kartuskiej nie wygra ligi. Przed zespołem Aleksandra Bochana najważniejszy sprawdzian w dotychczasowej przygodzie z Siatkarską Ligą Trójmiasta. W poniedziałkowy wieczór drużyna Allsix zmierzy się bowiem z dwiema ekipami, które mają dosłownie wszystko do tego, by zgarnąć tytuł mistrzowski. Mimo to, spośród trzech drużyn walczących o złoto, wydaje się, że najtrudniejsze zadanie czeka graczy z ulicy Kartuskiej. Gracze ci mają bowiem o jedno spotkanie rozegrane więcej od swoich rywali, a mimo tego znajdują się obecnie na drugim miejscu. Ich sytuacja skomplikowała się po meczach ze Zmieszanymi oraz Craftveną. W obu tych spotkaniach zawodnicy z ulicy Kartuskiej tracili punkty. Obecnie, mistrzowskiego tytułu nie zagwarantują im nawet dwie wygrane za komplet punktów w poniedziałkowy wieczór. Inna kwestia jest taka, że taki scenariusz jest dość mało prawdopodobny i nie wynika to ze słabości Allsix tylko z klasy rywali, z którymi się zmierzą. Dziki Wejherowo wygrały aż dziewięć z dziesięciu spotkań i nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż ten, w którym zgarną oni tytuł mistrzowski. Ponadto, mają oni nad Decathlonem przewagę psychologiczną wynikająca z faktu, że 2 czerwca ograli swoich rywali 3-0. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: Dziki Wejherowo

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dziki Wejherowo

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Dziki Wejherowo

Team Looz – Allsix by Decathlon

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Wiele wskazuje na to, że w obecnej sytuacji, najlepsze położenie spośród trzech drużyn walczących o mistrzowski tytuł mają gracze Team Looz. Jesteśmy niemal przekonani, że na finiszu rozgrywek skorzystają oni z okazji do tego, aby na żywo obejrzeć mecz pomiędzy Dzikami Wejherowo a Allsix by Decathlon. Przed najważniejszymi meczami sezonu będzie to doskonała okazja ku temu, by znaleźć mankamenty rywali, a później, w bezlitosny sposób wykorzystać. Pierwszym z dwóch największych rywali będzie ekipa Allsix by Decathlon. Dla obu drużyn będzie to trzecie bezpośrednie starcie w historii SL3. W dwóch poprzednich pojedynkach górą byli gracze Allsix, którzy wygrywali spotkania w stosunku 2-1. Wobec niekompletnego składu graczy z ulicy Kartuskiej, wynikającego z kontuzji kilku zawodników wydaje się, że tym razem to Team Looz będzie faworytem poniedziałkowej rywalizacji. Na taki typ nie odważylibyśmy się jednak postawić nawet złotówki. Wszystko za sprawą tego, że pomimo, iż drużyna Looz wygrywa spotkania to jednak czasami, nie potrafi wystrzec się rażących błędów. Do najpoważniejszych z nich zaliczylibyśmy problemy z koncentracją i mobilizacją. Mimo, iż drużyna prezentuje naprawdę sporą jak na trzecią ligę jakość to jednak zdarzają im się momenty nonszalancji. O ile w meczach z drużynami znajdującymi się w grupie ‘B’ to ‘przechodziło’ to w meczach z czołówką, z pewnością byłoby przez rywali wypunktowane. To, co istotne, gdyby ziścił się scenariusz nakreślony przy okazji zapowiedzi Allsix z Dzikami i gracze ze sklepu sportowego zdobyliby komplet sześciu punktów to fakt, że Team Looz straciłby tym samym szansę na mistrzostwo. Jak widać, stawka tego pojedynku jest ogromna.

Typ Redakcji: Team Looz

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Looz

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Team Looz

Dream Volley – Ogrodnicy

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Wiemy, że brzmi to niemal nieprawdopodobnie, ale po dziesięciu rozegranych spotkaniach drużyna Dream Volley ma na swoim koncie zaledwie piętnaście oczek. Wynik ten sprawia, że zespół od miejsca barażowego dzielą… zaledwie dwa punkty. W ramach pocieszenia drużyny należy jednak zauważyć, że przed sobą mają do rozegrania spotkanie z dostarczycielem punktów w obecnym sezonie – ekipą Chilli Amigos. Obecnie, aż jedenaście drużyn po spotkaniu z ‘Papryczkami’ dopisało sobie komplet punktów. W związku z tym, jest wielce mało prawdopodobne, żeby drużyna Dream Volley miała w meczu barażowym wystąpić. Z drugiej strony, scenariusz ten nie jest niemożliwy, gdyż w poniedziałkowym starciu to ich rywale będą nieznacznym faworytem. Jeśli chodzi o Ogrodników, ich ich sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Mimo, że w tabeli są od Dream Volley wyżej o jedno miejsce to trzeba zauważyć, że rozegrali oni już jedenaście spotkań. W dodatku to, że wskazaliśmy ich jako faworytów spotkania z Dream Volley nie oznacza, że na pewno wygrają spotkanie. Ba, gdy poniedziałkowe spotkanie wygrają gracze Dream Volley to ani trochę nas to nie zdziwi. Poza meczem z Dream Volley, drużynę Ogrodników czeka jeszcze mecz z trzecią siłą drugiej ligi – Prometheusem. Gdyby gracze Andrzeja Pipki przegrali oba te spotkania ich sytuacja mogłaby się stać naprawdę skomplikowana. Czy Ogrodnicy zdołają uniknąć takiego ponurego scenariusza?

Typ Redakcji: Ogrodnicy

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dream Volley

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Dream Volley

Volley Kiełpino – ACTIVNI Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 2

I mamy klops. Wydaje się, że Volley Kiełpino wygrywa mecze tylko wtedy, kiedy ich krytykujemy. Wtedy, kiedy to ich rywale zdają się faworytami spotkania. Kiedy trzeba krytykować to to robimy, kiedy z kolei chwalić, również nie mamy z tym problemów. Drużyna Volley Kiełpino do spotkania z ACTIVNYMI Gdańsk przystąpi po serii trzech zwycięstw, które wywindowały ją na wysokie – szóste miejsce w ligowej tabeli. Obecnie ekipa Fabiana Polita stoi w kompletnym rozkroku. Z jednej strony do podium rozgrywek tracą zaledwie trzy punkty, z drugiej zaś mają dokładnie tyle samo punktów przewagi nad miejscem barażowym. To z kolei pokazuje, jak bardzo wyrównana i silna w obecnym sezonie jest druga liga. O tym mieli okazję przekonać się gracze ACTIVNYCH Gdańsk, którzy w dziewięciu z dziesięciu spotkań schodzili z parkietu ‘na tarczy’. Mimo skrajnie niekorzystnego stosunku wygranych do przegranych, w obozie ACTIVNYCH wciąż tli się nadzieja na to, że drużyna zdoła się utrzymać na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Na trzy mecze przed końcem obecnego sezonu, drużyna Artura Kurkowskiego traci do miejsca barażowego cztery oczka. Co ciekawe, drużynę czekają jeszcze mecze z zespołami zajmującymi odpowiednio dziesiąte oraz jedenaste miejsce. Wygrana dwóch spotkań przeciwko Range Soft VT oraz MiszMasz jest absolutnie w ich zasięgu. Aby wygrane te dały drużynie utrzymanie, ACTIVNI Gdańsk potrzebują w poniedziałkowy wieczór zdobyczy punktowej. Biorąc pod uwagę szaloną końcówkę poprzedniego sezonu w ich wykonaniu, scenariusz taki jest całkiem możliwy.

Typ Redakcji: Volley Kiełpino

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Kiełpino

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Volley Kiełpino

Prometheus – BL Volley

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Na trzy kolejki przed końcem sezonu dojdzie do rywalizacji pomiędzy Prometheusem a BL Volley. Co ciekawe, zestawienie ze sobą akurat tych dwóch drużyn sprawia, że dojdzie do meczu ekip znajdujących się obecnie na miejscach barażowych. W lepszych nastrojach są rzecz jasna gracze Prometheus, którzy gdyby dziś miał zakończyć się sezon – zagraliby w meczu o prawo gry w pierwszej lidze w sezonie Jesień’21. Bardzo wysokie miejsce gracze z Ukrainy zawdzięczają świetnej dyspozycji, w której w ostatnim czasie się znaleźli. Ostatecznie, sześć spotkań kończyło się bowiem ich wygraną i seria ta jest jedną z najdłuższych spośród wszystkich ekip biorących udział w sezonie Wiosna’21. Obecnie zdążyliśmy już przywyknąć do dobrych wyników drużyny Mykoli Pocheniuka. Te, biorąc pod uwagę nieudany początek sezonu, w którym drużyna wygrała jedno z czterech spotkań, nie były wcale oczywiste. Jest jednak powiedzenie, które na potrzebę chwili delikatnie zmodyfikujemy – ‘prawdziwą drużynę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna’. Finisz ligi w ich wykonaniu może być pasjonujący. Skoro jesteśmy przy tym temacie, zastanawiamy się jakiego końca sezonu możemy spodziewać się po BL Volley. Pisaliśmy o tym przy okazji poprzedniego spotkania, ale obecny sezon to istne szaleństwo w wykonaniu zawodników Wojciecha Strychalskiego. Przez moment wydawało się, że drużyna wykaraskała się z problemów i uniknie w końcówce sezonu nerwówki. Aktualnie zajmują 12 miejsce w tabeli, a mecz z trzecią siłą obecnego sezonu nie napawa optymizmem. Z drugiej strony BL traci do wyżej sklasyfikowanych drużyn tak niewiele, że każdy punkt będzie na wagę złota. Co by nie mówić. Dla obu drużyn będzie to jedno z najważniejszych spotkań obecnego sezonu. Która z ekip lepiej wytrzyma ciśnienie towarzyszące temu spotkaniu?

Typ Redakcji: Prometheus

Typ Eksperta (Maciej Kot): Prometheus

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Prometheus

Omida Team – Speednet

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Nigdy wcześniej, zestawiając ze sobą obie drużyny, nie rozważaliśmy na poważnie tego, by jako faworytów wskazać ekipę Speednetu. Czasy się jednak zmieniają. W 1895 roku został wyemitowany film, w którym pociąg wjeżdżał na stację kolejową, a po którym ludzie siedzący w kinie w obawie o swoje życie z niego uciekali. Kiedyś nikt nie słyszał o telewizji, kartach kredytowych Internecie czy porażce Omidy ze Speednetem. Do pierwszej tego typu sytuacji doszło 21 czerwca 2021 r. Był to mniej więcej początek drogi Speednetu do miejsca w którym obecnie się znajdują. Do miejsca, w którym to ich rywale na myśl o spotkaniu z ‘Programistami’ mają brudne majtki. Wspominaliśmy o początku drogi Speednetu. Bezpośredni pojedynek był również początkiem degrengolady ‘Logistyków’. Włączając spotkanie z ‘Programistami’, od 21 czerwca drużyna przerżnęła sześć z siedmiu spotkań, co samo w sobie jest tak absurdalne, że aż musieliśmy to dwukrotnie sprawdzić. To, co w obecnej sytuacji Omidy jest najgorsze to fakt, że ani oni, ani Kibice, ani Ekspert – Agnieszka Pasternak, ani też skromna Redakcja nie są w stanie wskazać przyczyny obecnego stanu rzeczy. Przed poniedziałkowym pojedynkiem jest bardzo mało prawdopodobne, że ‘Logistycy’ zdołali zlokalizować problem i na dodatek go wyeliminować. Podsumowując – biorąc pod uwagę obecną dyspozycję obu drużyn, a co za tym idzie atmosferę w zespole, faworytem spotkania zdają się być ‘Programiści’.

Typ Redakcji: Speednet

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Speednet

Szach-Mat – BH Rent MiszMasz

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Nadszedł w końcu dzień, w którym ‘Szachiści’ mają szansę na to, by cieszyć się mistrzowskim tytułem w drugiej lidze. Aby tak się stało, muszą oni wygrać spotkanie z ‘Hotelarzami’, zgarniając przy tym komplet punktów. Oczywiście może się zdarzyć tak, że do tego celu wystarczą im dwa punkty, ale aby tak było, w odpowiedni sposób muszą się ułożyć wyniki Nielotów, Spontana oraz Prometheusa. O tym nie ma się co zbyt specjalnie rozwodzić. Szach-Mat nie jest bowiem drużyną, która kalkuluje i rozpatruje sto scenariuszy na daną kolejkę. Gracze w czarnych koszulkach wychodzą po prostu na parkiet, po czym ogrywają swoich rywali. Nos podpowiada nam, że po poniedziałkowej wygranej poznamy zwycięzcę jednej z trzech lig. W ostatnim czasie ekipa Przemysława Lewandowskiego powiedziała Szach. Czas dołożyć Mat. Plany te postarają się popsuć ‘Hotelarze’. Ich występy w sezonie Wiosna’21 śmiało można by określić sinusoidą. Raz na górze, raz na dole. Raz zwycięstwo, raz porażka. Raz świetna gra, raz paździerz po którym rozważaliśmy włożyć sobie mikser w oczodoły. Ostatnie dwa spotkania to dwie wygrane w meczach z Chilli Amigos oraz Range Soft VT. Przed poniedziałkowym meczem zastanawiamy się, czy nie czas na gorszą wersję ‘Hotelarzy’. Z drugiej strony, oczekiwanie po drużynie Tomasza Walaskowskiego zwycięstwa z liderem byłoby istnym szaleństwem. Wydaje się, że drużynę stać jednak na to, by urwać faworytom jeden punkt, który miałby niebagatelne znaczenie w kontekście układu tabeli. Jak będzie w poniedziałkowy wieczór?

Typ Redakcji: Szach-Mat

Typ Eksperta (Maciej Kot): Szach-Mat

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Szach-Mat

MATCHDAY #19

Za nami dziewiętnasta seria gier. Psikusa rywalom w grupie mistrzowskiej sprawiła drużyna Craftvena, która postawiła się faworyzowanym ekipom z Decathlonu oraz Team Looz. Ponadto czwartek ułożył się idealnie dla gdyńskiej firmy Speednet. Swoje spotkania wygrały bowiem zarówno ‘jedynka’ jak i ‘dwójka’. W meczu pomiędzy srebrnymi a brązowymi medalistami poprzedniego sezonu, górą była ekipa Volley Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Dream Volley – Szach-Mat 1-2 (23-21; 14-21; 15-21)

W ostatnich czasach, czego nie dało się zbytnio ukryć – upatrzyliśmy kilka drużyn, które krytykowaliśmy nad wyraz często. Jedną z tych ekip był Dream Volley. Chcielibyśmy podkreślić jednak, że jeśli krytykujemy to najczęściej obrywa się drużynom, od których można wymagać. Czy nie zastanowiło Was nigdy to, że nie ‘jedziemy’ z Chilli Amigos czy trzecioligowym DNV S*M*A*S*H? Pod uwagę przy podsumowaniach czy zapowiedziach częściej bierzemy potencjał niż obecną sytuację w tabeli. Nie przedłużając – Dream Volley mimo, że był bardzo często krytykowany, tak przy okazji meczu z Szach-Matem musimy drużynę pochwalić. Wszystko za sprawą tego, że mimo potężnych problemów kadrowych, które sprawiły, że poszczególni zawodnicy musieli grać na nowych dla siebie pozycjach – Dream Volley pokazał cojones i w meczu z liderem drugiej ligi wypadł naprawdę solidnie. Pierwszy set w wykonaniu ‘Szarych’ był najciekawszym rozdziałem tego meczu. Przez długi czas wydawało się, że Szach-Mat nie będzie miał problemów z wygraniem tej partii (15-7). Po chwili Dream Volley, przy biernej postawie przeciwników zaczął seryjnie odrabiać punkty. Po kilku świetnych zagrywkach nominalnego libero drużyny – Michała Kardasza, Dream zdołał doprowadzić do wyrównania (16-16). Po wyrównanej grze w końcówce, wspomniany przed chwilą zawodnik zakończył tę partię (23-21), a jakże – kapitalną zagrywką. Są takie mecze, w których emocje kończą się po pierwszym secie. Nie inaczej było i w meczu o godzinie 19:00. Kolejne odsłony to przewaga w organizacji gry obecnego lidera. Drugi i trzeci set wyglądały podobnie jak ten pierwszy. Wypracowana duża zaliczka w pierwszej połowie seta nie zostały tym razem w dziecinny sposób roztrwonione, dzięki czemu ‘Szachiści’ wygrywają dziesiąte spotkanie w sezonie Wiosna’21.

Team Looz – Craftvena 2-1 (21-9; 21-17; 19-21)

Nie ma co ukrywać. W przedmeczowych zapowiedziach, drużynę Craftvena skazywaliśmy na pożarcie przez wygłodniałe lwy, którymi na potrzebę tego podsumowania będą gracze Team Looz oraz Allsix by Decathlon. Idąc dalej – gdybyśmy mieli stawiać przed meczem jakąś kasę na wskazane mecze to bez wahania wytypowalibyśmy pewne wygrane przeciwników Craftveny w stosunku 3-0. To, co jest jednak piękne w sporcie to fakt, że nie ma w nim pewniaczków. ‘Rzemieślnicy’ zaprezentowali się w czwartkowy wieczór bardzo korzystnie, przez co obie faworyzowane drużyny straciły punkty. Jeśli chodzi o mecz z Looz to gracze Daniela Szultki po raz pierwszy od niepamiętnych czasów stawili się na parkiecie w zaledwie sześciu graczy. Mimo to, inauguracyjny set należał zdecydowanie do nich. Już na początku partii Looz zdołał wyjść na imponujące prowadzenie (10-3). Nie bez znaczenia dla tego wyniku był fakt, że Craftvena miała spore problemy z przyjęciem. Ostatecznie, rozpędzony walec zdeklasował w pierwszej partii swoich rywali i wygrał tę partię do 9. Druga partia wyglądała już zgoła inaczej. Od początku seta byliśmy świadkami wyrównanej gry punkt za punkt. W połowie seta, na dwupunktowe prowadzenie zdołali wysunąć się gracze Team Looz, którzy od tego momentu utrzymywali swoich rywali na dystans i finalnie wygrali tę partię do 17. Ostatni set był tym najlepszym dla Craftveny. Gdyby mecz miał trwać pięć setów to pewnie ‘Rzemieślnicy’ by go wygrali. Jako, że gramy trzy sety to Craftvenę w czwartkowy wieczór było stać na zdobycie jednego oczka. W trzecim secie gracze Bartka Zakrzewskiego wypracowali sobie zaliczkę (8-4), którą ich rywale zdołali odrobić dopiero przy stanie (13-13). Od tego momentu, do samego końca trwała wyrównana walka, która zakończyła się wygraną seta przez Craftvenę, co jakby nie patrzeć, można odebrać jako niespodziankę.

Port Gdańsk – Niepokonani PKO Bank Polski 1-2 (21-19; 17-21; 16-21)

Kilkanaście minut przed rozpoczęciem meczu, gracze obu drużyn były świadkami dość nietypowego widoku. Zamiast nich, na boisku numer trzy rozgrzewała się bowiem drużyna złożona z Protokolantów oraz Redakcji. Ba, w pewnym momencie przyłączyła się nawet sędzia. Po krótkim rozruchu, Redakcja zapytała nawet ‘Portowców’ czy nie potrzebują jej jako wzmocnienia na mecz przeciwko ‘Bankowcom’. Jako, że Port miał wystąpić tego dnia w piątkę graczy, propozycja ta została przyjęta z entuzjazmem. Niestety, Redakcja padła ofiarą regulaminu, który sama wymyśliła. Pisząc już jednak całkiem serio to mecz, zgodnie z przewidywaniami Redakcji, lepiej rozpoczęli zawodnicy Joanny Drewczyńskiej, którzy przez długi czas utrzymywali dwupunktową zaliczkę. Port zdołał jednak doprowadzić do wyrównania (12-12), a następnie wyjść na prowadzenie (18-14) i wygrać tę partię. Drugi set rozpoczął się w sposób wymarzony dla ‘Granatowych’. Drużyna z doków po dobrym fragmencie prowadziła (4-1, a następnie 10-7). Z czasem coraz lepiej na parkiecie zaczęli sobie radzić gracze w białych koszulkach, w konsekwencji czego doprowadzili do wyrównania (13-13), by po chwili odskoczyć swoim rywalom na cztery punkty, a następnie doprowadzić do wyrównania w setach. Trzeci set od początku układał się lepiej dla PKO (7-3). Nie minęła nawet chwila, a ‘Bankowcy’ prowadzili już (12-4) po czym… Port serią punktów doprowadził do stanu 12-11. Po chwili jednak nadeszła ‘druga fala’, która pozbawiła ‘Portowców’złudzeń o dobrym wyniku. Finalnie partia ta zakończyła się zwycięstwem ‘Białych’ (21-16).

Craftvena – Allsix by Decathlon 1-2 (11-21; 21-8; 19-21)

Szpital, jaki zapanował po meczu ze Zmieszanymi w drużynie Allsix by Decathlon sprawił, że kapitan tej drużyny, na dzień przed pierwszym gwizdkiem sędziego próbował przełożyć spotkanie. Jako, że na tego typu manewry, po opublikowaniu terminarza jest za późno, gracze z ulicy Kartuskiej musieli sobie poradzić bez niekwestionowanych liderów tej drużyny – Aleksandra Bochana oraz Jakuba Wilkowskiego. Jako, że w protokole meczowym próżno było szukać również innych zawodników to Allsix musiał sobie radzić w sześcioro graczy. Mimo to, zawodnicy Allsix nie mieli większych problemów, by rozpocząć pierwszego seta zgodnie z założonym przez siebie terminarzem. Po kilku błędach w ataku Craftveny, gracze Allsix prowadzili już (10-5). Po dwóch asach serwisowych specjalisty w tym zakresie – Pawła Woźniaka – Allsix prowadził już (17-7) i w zasadzie, obie ekipy mogły przygotowywać się do drugiej odsłony. Ta była odbiciem lustrzanym. Tym razem to Allsix miał potężne problemy czy to w przyjęciu czy wykończeniu. Wobec zdecydowanie lepszej niż w pierwszym secie gry Craftveny przewaga tych drugich nie mogła dziwić. Gracze w czarnych strojach kontrolowali przebieg tej partii od samego początku do końca. Allsix z kolei zanotował najbardziej dotkliwą porażkę w secie w sezonie Wiosna’21. Po takim laniu, nie sądziliśmy że Decathlon zdoła się podnieść i faktycznie, trzeci set rozpoczął się od prowadzenia Craftveny (5-1). Po kilku minutach Decathlon zdołał doprowadzić jednak do wyrównania (9-9), ale po chwili ‘Rzemieślnicy’ ponownie wyszli na kilkupunktowe prowadzenie (12-9). Kiedy Allsix po raz kolejny zdołał wyrównać, dla odmiany poszedł za ciosem i wyszarpał zwycięstwo do 19. Trzeba jednak przyznać, że aby wygrać czwartkowe spotkanie musieli się oni naprawdę napocić.

Speednet 2 – Niepokonani PKO Bank Polski 2-1 (21-18; 21-17; 13-21)

Po pierwszym meczu ‘Bankowców’ w czwartkowy wieczór przeciwko drużynie ‘Portowców’ ucięliśmy sobie pogawędkę z kapitanem drużyny – Joanną Drewczyńską, w której to dumni jak paw, chwaliliśmy się poprawnym wskazaniem ich jako faworyta spotkania. Cóż, naszym błędem było to, że zrobiliśmy to tuż przed meczem ze Speednetem. Przypomnijmy, że w zapowiedzi przedmeczowej, Redakcja to właśnie ‘Bankowców’ wskazywała jako faworyta spotkania ze Speednetem. Mimo tego, mając na uwadze to, co działo się w ostatnim spotkaniu obu drużyn wskazywaliśmy, że będzie to najprawdopodobniej wyrównane i emocjonujące spotkanie. O ile z wynikiem chybiliśmy, tak ze scenariuszem na spotkanie się wstrzeliliśmy. Początek pierwszego seta to wyrównana walka. Pierwsi na istotne prowadzenie wyszli ‘Bankowcy’ (14-11). Po chwili, kiedy tablica wyników wskazywała pięciopunktowe prowadzenie ‘Białych’ wydawało się, że zaraz Niepokonani bez większych problemów wygrają seta. Inny plan na wieczór mieli jednak ‘Programiści’. Po bardzo dobrej zagrywce Łukasza Anyszkiewicza, przewaga PKO stopniała szybciej niż stan konta Prezesa Speednetu przy okazji jednej z legendarnych imprez firmowych (18-18). W końcówce PKO popełniło kolejne dwa błędy i to ‘Różowi’ cieszyli się z wygrania tej partii. Drugi set rozpoczął się nieco lepiej dla drużyny z sektora bankowego. Po dobrej grze, Speednet zdołał doprowadzić jednak do wyrównania, a następnie prowadzenia. W końcówce partii zastanawialiśmy się czy, parafrazując słowa Pani Agnieszki, Speednet ‘nie obsra zbroi’ i nie roztrwoni przewagi. Nic takiego nie miało miejsca. ‘Różowi’ wyglądali tak, jakby ZAPROGRAMOWALI swoje umysły i na spokojnie, bez podnietki wygrali tę partię do 17, co było tożsame z wygraniem czwartego meczu w historii występów w SL3. Trzeci set rozpoczął się w wymarzony sposób dla (Nie)pokonanych, którzy od początku prowadzili (4-0, a następnie 10-3). Taka zaliczka pozwoliła drużynie Joanny Drewczyńskiej na spokojne wygranie tej partii do 13. Na koniec chcielibyśmy podkreślić kapitalną atmosferę, którą obie drużyny stworzyły. Z pewnością obie ekipy, które notabene potwierdziły już udział w sezonie Jesień’21, nie mogą się doczekać kolejnego rozdziału tej wspaniałej rywalizacji.

Prometheus – Oliwa Team 2-1 (21-19; 16-21; 21-9)

‘Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma’. Po spotkaniu, cytat ten pasuje do sytuacji obu drużyn. Z pewnością zarówno jedni jak i drudzy nie są w pełni zadowoleni z czwartkowego wyniku, ale wygrana pozwala Prometheusowi wskoczyć na trzecie miejsce w ligowej tabeli, a punkt zdobyty przez Oliwę, pozwala nieco oddalić ponurą wizję potencjalnego spadku. Początek meczu należał do Oliwy, którym wychodziło nawet to, co nie miało prawa wyjść. Dla przykładu zdobyli oni punkt po obronie Adriana Marcinkiewicza (5-2). Ich rywale z kolei mieli od początku seta spore problemy z organizacją gry i doszło do tego, że przez moment zastanawialiśmy się, czy przypadkiem inna drużyna nie ‘zakosiła’ im strojów, po czym jak gdyby nigdy nic wyszła na parkiet. Z czasem, gracze w niebieskich koszulkach prezentowali się coraz lepiej. Po tym, jak za dzieciaka obejrzeliśmy film, w którym pająk ugryzł Peta Parkera, a ten nabył później supermoce pomyśleliśmy, że podobna rzecz przytrafiła się Mykoli Pocheniukowi. Zawodnik ten dwa razy z rzędu niemal wbiegł po ścianie w celu obrony piłki. Mimo tej ofiarności to Oliwiacy prowadzili w tym secie. W końcówce, drużyna Dawida Karpińskiego prowadziła już (18-14 oraz 19-16), a mimo tego to ich rywale wygrali tę partię. To, co nie udało się w pierwszej odsłonie – udało się w środkowej partii. Podobnie, jak miało to miejsce w pierwszym secie to Oliwa lepiej rozpoczęła odsłonę (9-6). Gdy gracze z serca gdańska prowadzili (15-11), a mimo to pozwolili rywalom na wyrównanie (15-15), można było odnieść wrażenie, że skończy się jak w pierwszym secie. Tym razem Oliwa spięła jednak cztery litery i to oni cieszyli się z wygranej do 16. O trzecim secie nie ma się co za specjalnie rozwodzić. W partii tej Prometheusowi wychodziło wszystko, a Oliwie dla odmiany nic. Efekt tego był taki, że Prometheus prowadził w połowie seta 13-3! i zakończył partię wygraną do 9.

Volley Gdańsk – Tufi Team 2-1 (21-12; 21-18; 19-21)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że jeśli Volley Gdańsk chce odzyskać mistrzowski tytuł to musi wygrać spotkanie z drużyną Tufi Team i najlepiej, aby dokonał tego za komplet punktów. Wskazywaliśmy również na to, że potencjalnie będzie to cholernie trudne zadanie, bo żeby wygrać z ‘Tuffikami’ za trzy punkty trzeba włączyć ‘beast mode’, a na dodatek Tufi musi mieć totalnie zły dzień. Cóż, Volley Gdańsk wygrywa spotkanie, ale jeden punkt do ligowej tabeli trafia do drużyny Mateusza Woźniaka. Po meczu ‘żółto-czarni’ mogą czuć jednak pewien niedosyt, ale naszym zdaniem, powinni szanować tę wygraną. Mecz rozpoczął się od bardzo dobrej gry Przemysława Wawera. Trzykrotni mistrzowie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta w pierwszym secie wyglądali świetnie i wobec problemów z przyjęciem oraz wykończeniem własnych akcji w drużynie Tufi Team, Volley wygrał inauguracyjnego seta do 12. Drugi set, podobnie jak pierwszy, rozpoczął się od prowadzenia Volley Gdańsk (5-2). Po kilku błędach własnych VG, Tufi Team zdołało doprowadzić do wyrównania (9-9). Mniej więcej od tego momentu do samej końcówki seta byliśmy świadkami wyrównanej gry, w której żadna ze stron nie zdołała wypracować sobie chociażby trzypunktowej zaliczki. Od stanu (17-17) sztuka ta udała się Volley-owi, po czym ‘żólto-czarni’ wygrali seta do 18, co w konsekwencji oznaczało również wygranie spotkania. Ostatnim zadaniem do wykonania przez drużynę było wygranie trzeciego seta. Ten nie rozpoczął się dla drużyny w wymarzony sposób. Po dobrej grze Tufi Team oraz błędach Volley Gdańsk, drużyna Mateusza Woźniaka rozpoczęła tę partię od prowadzenia (5-1). Mimo sporej zaliczki, po kilku minutach na tablicy wyników mieliśmy remis (8-8), po którym ponownie na trzypunktowe prowadzenie wyszli gracze Tufi Team (13-10). Kiedy wydawało się, że Tufi Team spokojnie wygra tę partię (20-16), Volley Gdańsk zdołał odrobić trzy punkty, po którym zanosiło się na bardzo emocjonującą końcówkę. Plan ten pokrzyżował jednak występujący na rozegraniu Marcin Dylowicz, który w końcówce zachował się jak profesor i kontrującą piłką pozbawił swoich rywali nadziei na wygraną za komplet punktów.

BL Volley – Ogrodnicy 1-2 (11-21; 19-21; 21-19)

W trakcie przedmeczowej rozgrzewki kapitan drużyny BL Volley – Wojciech Strychalski wypomniał Redakcji to, że w ostatnim czasie stawia ona na rywali drużyny BL Volley. W ostatnim czasie Redakcja miała okazję protokołować spotkanie drużyny Andrzeja Pipki w meczu z Nielotami, w którym przypomnieliśmy sobie, że gracze w czerwonych koszulkach potrafią grać na naprawdę wysokim poziomie. To utwierdziło nas w przekonaniu, że w meczu z BL Volley to właśnie ekipa Andrzeja Pipki będzie faworytem spotkania. Po wyrównanym początku, jako pierwsi na prowadzenie wyszli Ogrodnicy (9-5). W dalszej części seta, obraz gry nie ulegał większej zmianie. Zdecydowanie lepiej na tle swoich rywali wyglądali Ogrodnicy, a BL miał spore problemy z nawiązaniem poziomem do tego, do którego gracze w niebiesko-czerwonych strojach nas przyzwyczaili. Ostatecznie pierwszy set zakończył się wysoką wygraną Ogrodników do 11. Druga partia była już na szczęście bardziej wyrównana. Można napisać, że w hali Ergo Arena pojawili się wreszcie gracze BL Volley. Mimo to, początek partii był bardzo podobny do początku meczu. Po dwóch blokach Michała Butowskiego, Ogrodnicy wyszli na prowadzenie (9-5). Z krótką przerwą (11-11) gracze w czerwonych trykotach utrzymywali przewagę do stanu (16-13). Mimo to, drużynie BL Volley brakowało stabilizacji na wysokim poziomie. W momentach, kiedy zbliżali się do rywala, Ci im odjeżdżali i finalnie wygrali seta do 19. Ostatnia odsłona rozpoczęła się, a jakże – od prowadzenia Ogrodników (6-3). Trzypunktowa zaliczka wypracowana na początku seta, utrzymywała się do stanu (15-12). Od tego momentu BL Volley niesione dopingiem kolegów z ławki włączyło kolejny bieg, dzięki czemu doprowadzili do wyrównania (15-15). Po bardzo wyrównanej końcówce i punktowym bloku Michała Konopki BL Volley wygrało tę partię do 19, dzięki czemu zgarnęli niezwykle istotny punkt do ligowej tabeli.

Speednet – AVOCADO friends 3-0 (22-20; 21-12; 21-15)

Do bezpośredniego pojedynku obie drużyny przystępowały tuż po kapitalnych spotkaniach z wyżej notowanymi rywalami, które zarówno Speednet jak i AVOCADO wygrywało. Nie wiemy, na ile jest to efekt poczucia spełnienia, a na ile ‘efekt wakacji’, ale Speednet, w odróżnieniu od ostatnich spotkań, pierwszego seta rozpoczął w… szóstkę graczy. W składzie drużyny brakowało między innymi uznawanego za najlepszego środkowego w SL3 – Grzegorza Gnatka oraz żywej legendy amatorskiej siatkówki na Pomorzu – Andrzeja Masiaka. Mimo tych problemów ‘Programiści’ radzili sobie zaskakująco dobrze. Pierwszy set był wyrównaną partią. Mniej więcej w połowie seta ‘Weganie’ zdołali wyjść na trzypunktowe prowadzenie (12-9), które trwało niemal do samego końca (18-15). Kiedy wydawało się, że pierwsza partia padnie łupem graczy Arkadiusza Kozłowskiego, kilka punktów z rzędu, dających wyrównanie (19-19) zdobyli ‘Różowi’, do których należała również końcówka (22-20). W drugim secie, do drużyny dołączył wspomniany wcześniej Andrzej Masiak. Co ciekawe, miał on okazję do grania przeciwko byłym kolegom z drużyny. Przypomnijmy, że w sezonie Jesień’20 gracz ten bronił barw ‘Wegan’. Co by nie mówić, granie w siódemkę to jednak zupełnie inny sport oraz inna jakość, co mieliśmy okazję w trakcie drugiego seta zaobserwować. Mimo wyrównanego początku (8-8) z czasem, na parkiecie rządziła już tylko jedna drużyna. Po monster-blocku Krzysztofa Mejera, ‘Programiści’ prowadzili już 15-8, po czym wygrana tego seta była tylko formalnością. Podobny scenariusz widzieliśmy w ostatniej odsłonie. Tu również byliśmy świadkami wyrównanej partii do pewnego momentu (12-12). Z czasem Speednet włączył drugi bieg i w konsekwencji ograł swojego rywala do 15 i było to ich szóste zwycięstwo w siedmiu meczach. Niebywałe.

Zapowiedź – MATCHDAY #19

Przed nami dziewiętnasty dzień meczowy w sezonie Wiosna’21.  Jako, że nieuchronnie zbliżamy się do końcówki sezonu to czwartek będzie sądnym dniem dla niemal wszystkich drużyn. W elicie, krok w kierunku odzyskania mistrzowskiego tytułu może zrobić Volley Gdańsk, które w arcytrudnym pojedynku zmierzy się z Tufi Team. Ponadto, w drugiej lidze o szóstą wygraną z rzędu, przybliżającą drużynę do podium powalczy Prometheus. W trzeciej lidze dojdzie z kolei do dwóch spotkań w grupie mistrzowskiej, w której faworyzowane drużyny postarają się ograć Craftvenę, zdobywając przy tym komplet punktów. Zapraszamy na zapowiedź czwartkowej serii gier!

Dream Volley – Szach-Mat

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Przyznamy Wam się do czegoś. Terminarz w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta układaliśmy w ten sposób, aby Dream Volley z Szach-Matem spotkali się pod koniec sezonu. Przed sezonem wydawało nam się, że obie drużyny powalczą o wygraną w drugiej lidze w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Niestety – z perspektywy czasu wydaje się, że predykcja ta była równie realna co ta dotycząca końca świata, do którego miało dojść w 2012 roku. Nie ma się co jednak zbytnio nad graczami Mateusza Dobrzyńskiego znęcać. Wydaje się, że mimo niekorzystnych wyników, kiedyś to wszystko zaskoczy i drużyna w szarych strojach zacznie w końcu grać na miarę oczekiwań. Z drugiej strony, obecne miejsce drużyny oraz dorobek punktowy sprawiają, że Dream Volley musi drżeć o to, czy w drugiej lidze się w ogóle utrzyma. Obecnie drużyna ma zaledwie dwa punkty przewagi nad miejscem barażowym. Sytuacja komplikuje się tym bardziej, że najbliższym rywalem będzie drużyna ‘Szachistów’, która w obecnym sezonie nie zwykła przegrywać. Patrząc na dyspozycję obu ekip, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, w którym Szach-Mat ogra swojego rywala, zdobywając przy tym komplet punktów. Nawet jeśli ‘Szachiści’ wygrają spotkanie to na mistrzowski tytuł będą musieli jeszcze poczekać. Istnieje matematyczna szansa na to, że na koniec mogliby oni spaść na niższe miejsce w tabeli. Patrząc jednak realnie – wygrana sprawiłaby, że tytuł mistrzowski mieliby niemal w kieszeni.

Typ Redakcji: Szach-Mat

Typ Eksperta (Maciej Kot): Szach-Mat

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Szach-Mat

Team Looz – Craftvena

Godz.: 19:00, boisko nr 1

W czwartkowy wieczór rywalizację w grupie mistrzowskiej rozpoczną drużyny Team Looz oraz Craftvena. Do meczu pomiędzy obiema drużynami, w rundzie zasadniczej doszło stosunkowo niedawno. W meczu rozgrywanym 1 lipca Team Looz ograł swoich najbliższych rywali 3-0. Wspomnienia o tym spotkaniu są dla graczy Craftveny dość traumatyczne. W trzecim secie ‘Rzemieślnicy’ zostali rozbici przez swoich rywali 21-7 i była to najbardziej dotkliwa porażka w obecnym sezonie. Z drugiej strony – przegrać akurat z Team Looz to żaden wstyd. Drużyna znajdująca się obecnie na trzecim miejscu w ligowej tabeli jest uznawana za głównego faworyta w wyścigu po mistrzowską koronę. To właśnie oni spośród całej grupy mistrzowskiej mają najmniejsze problemy czy to kadrowe czy organizacyjne. Wydaje się, że w tej maszynie odpowiednio funkcjonują wszystkie trybiki, co sprawia, że całość wygląda naprawdę imponująca. Jakkolwiek brutalnie dla Craftveny to nie zabrzmi wydaje się, że pierwszy rywal Team Looz będzie jednocześnie tym teoretycznie łatwiejszym. Jesteśmy niemal przekonani, że jakakolwiek strata punktowa w czwartkowym meczu zostałaby odebrana przez drużynę jako katastrofa. Z drugiej strony wydaje się, że Craftvena kwalifikując się do grupy mistrzowskiej zrealizowała swoje założenia na obecny sezon i do meczu z przeciwnikami to oni podejdą na LOOZie. To rywale muszą wygrać mecz. Wiadomo, że grając bez presji można wykręcić niebywałe wyniki i właśnie w tym upatrujemy szans ‘Rzemieślników’ na korzystny wynik.

Typ Redakcji: Team Looz

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Looz

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Team Looz

Port Gdańsk – Niepokonani PKO Bank Polski

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Przed drużyną z doków – przedostatnie ligowe spotkanie w sezonie Wiosna’21. Po wtorkowych meczach, w których drużyna Arkadiusza Sojko zdobyła komplet punktów, czas na kolejne wyzwanie. Tym razem rywalem ‘Portowców’ będzie drużyna Niepokonanych PKO Bank Polski, z którą to ekipa Portu ma rachunki do wyrównania. To właśnie w meczu przeciwko ‘Bankowcom’, na nieskalanym do tej pory sportowym autorytecie ‘Portowców’ pojawiła się pierwsza rysa. Przypomnijmy, że Port wygrał wspomniane spotkanie w stosunku 2-1, ale dostrzegliśmy wtedy pierwsze potencjalne problemy drużyny. Jak było dalej każdy wie i ‘Granatowi’ występują obecnie w grupie ‘B’. To, co trzeba oddać drużynie Arkadiusza Sojko to fakt, że obecność w grupie ‘B’ nie zdemobilizowała drużyny do występów i ci dalej starają się wygrywać każde kolejne spotkanie. Czy sztuka ta uda się w czwartkowy wieczór? W naszych oczach, po raz pierwszy od kiedy obie drużyny rywalizują w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta to ‘Bankowcy’ będą nieznacznym faworytem pojedynku. Dzięki dobrej formie na przestrzeni całego sezonu, ‘Bankowcy’ zakończyli rundę zasadniczą tuż pod kreską. Po dziewięciu meczach obecnego sezonu, drużyna Joanny Drewczyńskiej zgromadziła dziesięć oczek i do wyniku z poprzedniego sezonu brakuje im zaledwie trzech punktów. Biorąc pod uwagę to, jak Niepokonani wyglądali w grupie ‘B’ w poprzednim sezonie pozwala sądzić, że pobicie tego wyniku nie będzie zbyt wymagającym zadaniem. To, co jest już niemal pewne to to, że drużyna niemal na pewno poprawi miejsce w tabeli w stosunku do poprzedniego sezonu. Przypomnijmy, że sezon Jesień’20 gracze w białych koszulkach kończyli na dziewiątym miejscu w ligowej tabeli. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Maciej Kot): Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Niepokonani PKO Bank Polski

Craftvena – Allsix by Decathlon

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Mimo, że gracze Allsix by Decathlon wygrali 9 z 10 spotkań w trzeciej lidze to nie da się ukryć, że mogą czuć pewne rozczarowanie. Wszystko za sprawą ich ostatniego meczu ze Zmieszanymi, w którym to liczyli na komplet punktów a zdobyli ‘tylko’ dwa. Taki wynik sprawił, że kwestia ewentualnego mistrzostwa się nieco skomplikowała. Przy równej liczbie spotkań, gracze z ulicy Kartuskiej tracą do lidera trzy punkty. Co gorsze, mają od niego o wiele gorszy stosunek małych punktów, co sprawia, że są na dużo gorszej pozycji wyjściowej. Jakby tego było mało, tuż za ich plecami czai się ekipa Team Looz, która ma zaledwie jeden punkt straty, ale rozegrali oni o jedno spotkanie mniej. Wydaje się, że kwestia podziału miejsc na podium powinna rozegrać się właśnie pomiędzy tymi trzema drużynami. W całej tej historii, dużą rolę mogą odegrać gracze Craftveny, którzy w czwartkowy wieczór zagrają zarówno z Team Looz oraz z Decathlonem. Wydaje się, że łatwiejsze zadanie na sprawienie którejś z drużyn ‘psikusa’ gracze Craftveny będą mieli w pojedynku, do którego dojdzie o godzinie 20:00. Z nieoficjalnych informacji udało nam się ustalić, że zawodnicy Allsix by Decathlon będą mieli w czwartkowy wieczór dość poważne problemy kadrowe. O tym, czy przełożą się one na wynik, przekonamy się około godziny 21:00.

Typ Redakcji: Allsix by Decathlon

Typ Eksperta (Maciej Kot): Allsix by Decathlon

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Allsix by Decathlon

Speednet 2 – Niepokonani PKO Bank Polski

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Są takie mecze w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, przed którymi nie trzeba mobilizować graczy obu drużyn. Bez wątpieniem dla obu ekip, takim meczem jest bezpośrednie starcie pomiędzy Speednetem a Niepokonanymi PKO Bank Polski. Czwartkowe spotkanie będzie meczem numer cztery obu drużyn. Do tej pory lepiej wiodło się ‘Bankowcom’, którzy wygrali dwa spotkania oraz zanotowali jedną porażkę. Ostatnie dwa starcia to jednak wygrana Niepokonanych, którzy z całej trzecioligowej stawki, w ostatnich dwóch sezonach poczynili największy progres. Wydaje się, że pod tym kątem mogą z nimi konkurować jedynie gracze Team Looz. Wracając do drużyny Joanny Drewczyńskiej. Postęp, który drużyna poczyniła w ostatnim czasie nie oznacza bynajmniej, że mecz ze Speednetem będzie dla nich ‘spacerkiem’. O tym, że aby wygrać mecz z ‘Programistami’ trzeba się naprawdę napocić, przekonaliśmy się równo tydzień temu, kiedy po emocjonującym spotkaniu to Niepokonani okazali się lepsi i wygrali 2-1. Mimo iż w czwartkowy wieczór to ‘Bankowcy’ będą faworytem spotkania to Speednet nie stoi na straconej pozycji. Taktyka na to spotkanie jest dość prosta i od jej realizacji zależeć będzie bardzo wiele. Aby pokusić się o wygraną, ‘Programiści’ muszą znaleźć sposób na to, by powstrzymać Tomasza Remera, który jest zdecydowanym liderem klasyfikacji punktowej w obecnym sezonie. Co ciekawe, gracz ten ma realną szansę na to, aby pobić rekord liczby zdobytych punktów w jednym sezonie bez podziału na ligi. Ten należy do Radosława Koniecznego, który w sezonie Jesień’20 w drugiej lidze wykręcił 180 punktów. Cóż, jeśli po drodze nic się nie wydarzy to wynik ten, powinien zostać pobity jeszcze dzisiaj.

Typ Redakcji: Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Maciej Kot): Niepokonani PKO Bank Polski

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Niepokonani PKO Bank Polski

Prometheus – Oliwa Team

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Rewelacja obecnego sezonu – Prometheus zmierzy się w czwartkowym spotkaniu z ekipą przeżywającą trudne chwile – Oliwą Team. Obecnie gracze z Ukrainy śrubują rekord wygranych meczów z rzędu, który został zapoczątkowany 18 czerwca w meczu z Chilli Amigos. Od tej pory, drużyna Mykoli Pocheniuka wygrała spotkania z Volley Kiełpino, MiszMaszem, Dream Volley czy ostatnio z Team Spontan. Co ciekawe, w czterech ostatnich spotkaniach Redakcja za każdym razem w roli faworytów wskazywała rywala ‘Niebieskich’. Ci za każdym razem wychodzili i jak gdyby nigdy nic, bez większych problemów ogrywali swoich rywali. Jeśli chodzi o nasze typy, tym razem będzie inaczej. Nie da się po prostu przejść obojętnie wobec kapitalnej formy drużyny zza wschodniej granicy. Jeśli jednak forma Prometheus i Oliwy nie jest dla Was wystarczającym argumentem to dodamy, że potencjalna wygrana tych pierwszych wywinduje ich na podium rozgrywek. Dodatkowo, nieoficjalnie słychać głosy, że Oliwa będzie w czwartkowy wieczór borykać się z problemami kadrowymi. Potencjalna przegrana drużyny Dawida Karpińskiego może sprawić, że na finiszu ligi ich sytuacja stanie się bardzo nieciekawa. Obecnie gracze z serca Gdańska znajdują się na dziesiątym miejscu w tabeli. Od niebezpiecznej strefy barażowej dzieli ich jednak zaledwie jeden punkt. Potencjalny spadek drużyny byłby bez wątpienia największą sensacją obecnego sezonu. Wiedzieliśmy, że często drużyny które spadają z ligi mają w niższej klasie rozgrywkowej kolejne problemy, ale bez jaj. Panowie czas wziąć się do roboty, póki nie jest za późno.

Typ Redakcji: Prometheus

Typ Eksperta (Maciej Kot): Prometheus

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Prometheus

Volley Gdańsk – Tufi Team

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Wtorkowa kolejka ułożyła się dla Volley Gdańsk w wymarzony sposób. Nie dość, że sami nie dali najmniejszych szans obecnemu mistrzowi Siatkarskiej Ligi Trójmiasta i wygrali 3-0 to na dodatek ich główny rywal do mistrzowskiego tytułu – EviRent VT przegrali pierwszy mecz w historii SL3, przez co różnica punktowa pomiędzy obiema drużynami potencjalnie stopniała do dwóch punktów. Gdzie w tym wszystkim haczyk? Ano, aby tak się stało – Volley Gdańsk musi wygrać spotkanie z Tufi Team, zdobywając przy tym komplet punktów. Osoby, które ogarniają to, co dzieje się w SL3 doskonale wiedzą, że o taki wynik będzie cholernie trudno. Spotkanie zaplanowane na godzinę 21:00 będzie szóstym, bezpośrednim pojedynkiem obu drużyn. Do tej pory Volley Gdańsk wygrywał cztery razy. Jeśli chodzi o Tufi Team to drużyna Mateusza Woźniaka wygrała jedno spotkanie do którego doszło w poprzednim sezonie. To, co istotne w kontekście nadchodzącego spotkania to fakt, że Tufi Team niezwykle rzadko przegrywa spotkania, nie zdobywając przy tym choćby punktu. Z drugiej strony – obecny sezon nie należy do najlepszych w wykonaniu ‘Tuffików’. Spośród dziesięciu rozegranych spotkań, drużyna Mateusza Woźniaka wygrała zaledwie cztery razy i jeśli nie wygra czwartkowego spotkania to będzie im niezwykle trudno zająć miejsce na podium. Jeśli by się tak stało to byłby to ich pierwszy sezon, w którym zabrakłoby dla nich miejsca na ‘pudle’. Przypomnijmy, że w dwóch dotychczas rozegranych sezonach, Tufi zajmowało trzecie oraz drugie miejsce w ligowej tabeli. Czy w obecnym sezonie stać ich na powtórzenie tego wyniku?

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Volley Gdańsk

BL Volley – Ogrodnicy

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Sytuacja obu drużyn w obecnym sezonie to jakiś cholerny roller-coaster emocji. Drużyna BL Volley rozpoczęła sezon od wygranej meczu barażowego o prawo gry w drugiej lidze, a następnie, w pierwszej kolejce zdobyli komplet punktów z drużyną Chilli Amigos. Po dobrym początku sezonu przyszły cztery porażki z rzędu, po których drużyna znalazła się na dwunastym miejscu w ligowej tabeli. Kiedy wydawało się, że gracze w ‘niebiesko-czerwonych’ barwach będą mieli problemy w kolejnych spotkaniach, ci postanowili ograć trzech kolejnych rywali i wskoczyli na ósme miejsce w tabeli. Kiedy wydawało się, że jest już bardzo dobrze, BL po niezłej grze, ale jednak przegranym meczu z obecnym liderem – drużyną Szach-Mat spadł na dwunaste miejsce w ligowej tabeli i ‘zabawa’ zaczyna się od nowa. Jeśli wydawało Wam się, że sytuacja BL jest wystarczająco zagmatwana to przyjrzyjcie się Ogrodnikom. Na początku sezonu wydawało się, że będą oni w stanie wygrać drugą ligę. Po tych meczach nadeszły jednak czasy, w których formy drużyny nie dało się absolutnie przewidzieć. Wygrane mecze ze Spontanem czy ostatnio z Nielotami, drużyna przeplatała porażkami z Volley Kiełpino czy Range Softem. Mimo to, jesteśmy przekonani o tym, że jeśli nie w tym to w kolejnym sezonie drużyna się wreszcie podniesie i pokażą w końcu, jaki drzemie w nich potencjał. Część słabszych wyników wynika również z faktu, że drużyna w swoim składzie nie ma nominalnego ‘sypacza’ oraz tego, że frekwencja na ich meczach bardzo często nie powala na kolana.

Typ Redakcji: Ogrodnicy

Typ Eksperta (Maciej Kot): BL Volley

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): BL Volley

Speednet – AVOCADO friends

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Do bezpośredniego starcia obie drużyny przystąpią po kapitalnych zwycięstwach odniesionych z dużo wyżej notowanymi rywalami. Drużyna Speednet, mimo że zajmuje obecnie szóste miejsce jest rewelacją sezonu Wiosna’21. Ktoś, kto wymyślił kiedyś powiedzenie ‘Jeśli wszyscy w Ciebie zwątpili, pokaż im, że się mylili’ miał na myśli właśnie sytuację ‘Programistów’. Początek sezonu w wykonaniu ‘Programistów’ był koszmarny. Drużyna przegrała kilka spotkań na początku i co gorsze, nie dostrzegaliśmy nadziei na lepsze jutro. Co ciekawe, pierwsza wygrana w sezonie Wiosna’21 przyszła w meczu z… AVOCADO friends. Od spotkania rozegranego 18 czerwca ‘Programiści’ wygrali cztery z pięciu spotkań. Wynik ten jest bardziej imponujący w momencie, w którym zobaczymy, że rywalami ‘Różowych’ była Omida, Bez Odbioru, Volley czy wreszcie we wtorek, jedyna jak do tej pory niepokonana drużyna w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – EviRent VT. W czwartkowy wieczór, Speednet stanie przed szansą na wygranie czwartego meczu z rzędu i pisząc całkiem serio – zdziwilibyśmy się gdyby stało się inaczej. ‘Programistów’ przestrzegamy jednak przed lekceważeniem rywali. Tak, jak wspomnieliśmy na wstępie, drużyna Arkadiusza Kozłowskiego przystąpi do spotkania uskrzydlona poniedziałkowym zwycięstwem nad obecnym mistrzem SL3. Wygrana ta bez wątpienia sprawiła, że z graczy zeszła presją związana z faktem, że dość często podkreślaliśmy, ile spotkań w obecnym sezonie ‘Weganie’ przegrali.  Obecnie, drużyna AVOCADO ma do rozegrania o dwa spotkania więcej niż ostatni w tabeli TSS, nad którymi ‘Weganie’ mają cztery oczka przewagi. Gdyby AVOCADO wygrało ze Speednetem 3-0 to na pewno uniknęliby bezpośredniego spadku do drugiej ligi. Jak widać, stawka meczu będzie bardzo wysoka.

Typ Redakcji: Speednet

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): Speednet

MATCHDAY #18

Za nami osiemnasta seria gier! We wtorkowy wieczór padła ostatnia twierdza obecnego sezonu – ekipa EviRent, która przegrała spotkanie z drużyną Speednet i tym samym zakończyła się ich passa 24 zwycięstw z rzędu. Wpadkę tę wykorzystała drużyna Volley Gdańsk, która dzięki wygranej z Omidą wciąż liczy się w walce o mistrzowski tytuł. W drugiej lidze piąte zwycięstwo z rzędu zanotowała drużyna Prometheus, która wygrała hitowe starcie z Team Spontan.  W trzeciej lidze – dziewiąte spotkanie z rzędu wygrała drużyna Allsix by Decathlon. Zapraszamy na podsumowanie wtorkowej serii gier!

Port Gdańsk – DNV S*M*A*S*H 3-0 (21-14; 21-13; 21-8)

Inauguracyjnym spotkaniem w grupie B w trzeciej lidze był mecz pomiędzy Portem Gdańsk a drużyną DNV S*M*A*S*H. O tym, że dla ‘Portowców’ gra w grupie B jest sporym rozczarowaniem, napisaliśmy już niemal wszystko. Dla obu drużyn było to drugie spotkanie w obecnym sezonie. Pierwszy mecz odbył się niespełna dwa tygodnie wcześniej. 1 lipca górą byli Portowcy, ale trzeba przyznać, że drużyna DNV w trakcie spotkania zaprezentowała się z bardzo dobrej strony i był to prawdopodobnie ich najlepszy mecz w obecnym sezonie. To z kolei sprawiało, że drużyna DNV przybyła na salę bardzo zmobilizowana, z wiarą w to, że wreszcie uda im się wygrać spotkanie. Do protokołu meczowego gracze DNV wpisali aż dziewięcioro graczy, co w przypadku drużyny z ulicy Łużyckiej, taką oczywistością nie jest. Mimo wielkich oczekiwań, mecz lepiej rozpoczęli ich rywale. ‘Portowcy’ od początku meczu wyszli na prowadzenie (8-3 oraz 12-7) i wydawało się, że grający w piątkę Port nie będzie miał większych problemów z ograniem swoich rywali. Po niemrawym początku przebudzili się jednak zawodnicy DNV, którzy po kilku atakach Vitalia Lukashenko dogonili swoich rywali na jeden punkt (11-12). Po chwili jednak, gracze z ulicy Łużyckiej popełnili kilka błędów w ataku, przez co rywale odjechali i wygrali pierwszego seta do 14. Druga partia była wyrównana do stanu (7-7). Po wyrównanym początku na trzypunktowe prowadzenie zdołali wyjść  ‘Portowcy’, którzy z czasem powiększali swoją przewagę i wygrali seta do 13. W ostatnim secie, drużyna DNV nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki i ‘Portowcy’ zasłużenie wygrali całe spotkanie w stosunku 3-0.

Omida Team – Volley Gdańsk 0-3 (12-21; 9-21; 13-21)

Nie ma lekko. Mimo, że Omida Team po ostatnich spotkaniach najchętniej zakończyłaby już obecny sezon to we wtorkowy wieczór ‘musiała’ zmierzyć się z drużyną Volley Gdańsk. W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że wszystkie dotychczasowe mecze obu drużyn kończyły się podziałem punktów. Podskórnie przeczuwaliśmy, że tym razem będzie zapewne inaczej i Volley Gdańsk odniesie pewne zwycięstwo, co pozwoli im przedłużyć nadzieje na tytuł mistrzowski. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia Omidy (4-2). Przewaga ta została jednak szybko roztrwoniona i po dość długiej serii Volley Gdańsk to trzykrotni mistrzowie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta wyszli na prowadzenie (9-6). Pod koniec pierwszej odsłony Volley miało już osiem punktów przewagi (19-11), co oznaczało, że drużyny mogą w zasadzie przygotowywać się do kolejnej odsłony. Drugi set rozpoczął się od czteropunktowej przewagi Volley Gdańsk (7-3). Z czasem przewaga ta była sukcesywnie powiększana (13-5) i Omida nie miała za specjalnie argumentów do tego, by swoich rywali powstrzymać. Dodatkowo, ‘Logistycy’ mieli spore problemy z przyjęciem czy wykończeniem własnych akcji i Volley Gdańsk miał piłkę setową przy stanie 20-9. Finalnie partia ta zakończyła się zwycięstwem ‘żółto-czarnych’ do 12. Ostatni set rozpoczął się od zmian Omidy. Na bombę trafił Wojtek Ingielewicz, Kuba Klimczak przeszedł na środek, natomiast Mateusz Chyl na libero. Początek w wykonaniu ‘Logistyków’ był obiecujący. Po dwóch atakach Sebastiana Rydygera Omida prowadziła 3-1. Z czasem to Volley narzucił jednak swoje warunki, dzięki czemu wyszli na prowadzenie (9-6) i konsekwentną grą, co rusz wybijali swoich rywali z równowagi. Ci z kolei przeżywają obecną sytuację dość mocno, co widać zresztą po zachowaniu poszczególnych zawodników. Finalnie, Volley Gdańsk wygrywa tę partię 3-0, co biorąc pod uwagę wynik wtorkowego spotkania EviRentu sprawia, że ‘żółto-czarni’ wracają do gry o mistrzowski tytuł. Obecnie wszystko jest w ich rękach i jeśli wygrają ostatnie trzy spotkania sezonu za komplet punktów to zdobędą czwarty tytuł mistrzowski.

BES-BLUM Nieloty – Ogrodnicy 1-2 (21-13; 19-21; 17-21)

Kilka minut przed rozpoczęciem spotkania można było odnieść wrażenie, że Ogrodnicy wystąpią w tym spotkaniu… w czterech graczy. Ostatecznie, tuż przed pierwszym gwizdkiem do drużyny dołączyli Robert Skwiercz oraz Czarek Labudda i gracze w czerwonych koszulkach mogli przystąpić do spotkania. Pierwszy set rozpoczął się od prowadzenia Ogrodników 2-0, ale po chwili nastąpił przestój, który sprawił, że Nieloty zdobyły pięć oczek (5-2). Ogrodnicy w pierwszym secie popełniali mnóstwo błędów własnych, które sprawiły, że przewaga Nielotów sukcesywnie się powiększała (12-5 czy 20-12) i drużyna Mateusza Bone, w pełni zasłużenie wygrała tę partię do 13. To, co rzucało się po pierwszej partii w oczy to fakt, że Nieloty zdobyły zaledwie osiem punktów po własnych atakach. Cała reszta wynikała z błędów ich rywali. W drugim secie, pod tym kątem ‘Ogrodnicy’ wyglądali już o niebo lepiej. Po ataku z przechodzącej Michała Butowskiego, ‘Ogrodnicy’ prowadzili już 8-4. Był to fragment meczu, w którym dla odmiany to Nieloty zaczęły popełniać nadprogramową liczbę błędów. Mimo prowadzenia zawodników Andrzeja Pipki 11-5, ‘Pingwiny’ zdołały zniwelować tę przewagę i złapać kontakt z rywalami (14-12). Pod koniec seta, po ataku z  środka Łukasza Birunta Nieloty doprowadziły nawet do wyrównania (18-18), ale w końcówce zabrakło im nieco koncentracji i to rywale wygrali do 19. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set, który był bardzo wyrównany. Pierwsi na prowadzenie (12-9), po asie serwisowym Czarka Labuddy wyszli gracze w czerwonych koszulkach i to oni posiadali inicjatywę do samego końca tej partii, dzięki czemu wygrali seta do 17, a cały mecz 2-1. Mimo, że Redakcja oraz eksperci wskazywali Nielotów w roli faworytów to Ogrodnicy pokazali w meczu kawał serducha i wygrali mecz. Nieloty z kolei mogą bardzo żałować

Speednet 2 – Port Gdańsk 0-3 (15-21; 13-21; 19-21)

Do spotkania ze Speednetem drużyna ‘Portowców’ przystępowała w dobrych nastrojach, bo tuż po wygranym spotkaniu z drużyną DNV S*M*A*S*H. Kolejnym rywalem ‘Portowców’ była ekipa Speednetu czyli drużyna, z którą za każdym razem ‘Portowcy’ wygrywali i jakby tego było mało to zdobywali przy tym komplet punktów. Nie inaczej było we wtorkowy wieczór, choć trzeba przyznać, że szczególnie w trzecim secie było o włos od tego, by to Speednet zdobył jeden punkt. Początek meczu rozpoczął się lepiej dla ‘Programistów’ (6-3). Następnie, po bardzo długiej wymianie z obu stron zakończonej na korzyść Speednetu, przewaga ta wynosiła już cztery punkty (9-5). Niestety dla Speednetu, po chwili ich rywale zdołali doprowadzić do stanu 9-8, po którym ‘Programiści’ zmuszeni byli wziąć czas. Ten niestety nie pomógł zbytnio drużynie, bowiem po chwili to ‘Portowcy’ przejęli inicjatywę (14-11) i wygrali pierwszego seta do 15. Drugi set rozpoczął się od prowadzenia ‘Portowców’ 3-0. Z czasem Speednet zdołał doprowadzić do stanu (7-8), ale po chwili ‘Portowcy’ ponownie wyszli na czteropunktowe prowadzenie, którego tym razem nie roztrwonili i wygrali drugą partię do 13. Ostatni set, biorąc pod uwagę emocje, był zdecydowanie najciekawszy. Mimo, że przez większą część seta to drużyna z doków prowadziła grę i utrzymywała przewagę to z czasem Speednet zdołał odrobić straty i doprowadzić do wyrównania (16-16). Przy stanie 19-19 wydawało się, że to Speednet za chwilę wygra seta. Na kiwkę zdecydował się Mikołaj Kąkol, którą jakiś cudem podbili gracze w granatowych koszulkach, którzy po chwili zdobyli dwa punkty z rzędu i wygrali. Podsumowując – ponownie było blisko do tego, żeby ‘Programiści’ wygrali z ‘Portowcami’ seta i ponownie zakończyło się dla nich bez happy-endu.

Volley Kiełpino – Dream Volley 3-0 (21-14; 21-13; 21-13)

Myślimy, że jest to odpowiedni moment na to, aby z naszych wyobrażeń na stałe wypisać Dream Volley z drużyn, które mają aspiracje do tego, by znaleźć się w pierwszej lidze. Ba, obecnie drużynie Mateusza Dobrzyńskiego bliżej jest do trzeciej ligi niż do pierwszej. Owszem, wiemy że drużyna ma problemy kadrowe, że na meczach pojawia się sześciu graczy, że stabilizacji w drużynie tyle, ile kot napłakał. Rozumiemy to wszystko, ale z drugiej strony czy jest w ogóle w lidze drużyna, która nie ma problemów kadrowych w lipcu? Pierwszy przykład z brzegu – Volley Kiełpino. Poniedziałkowy mecz przeciwko Oliwie Team rozgrywany był w pięciu graczy. Wynik zawodów? 2-1 do przodu. W zapowiedzi Redakcja plus dwóch ekspertów wskazało, że to Dream Volley wygra to spotkanie. Nic bardziej mylnego. O ile początek meczu był w miarę wyrównany (7-7) to z czasem gracze z Kiełpina włączyli drugi bieg, za czym Dream Volley nie był w stanie w ogóle nadążyć. Efektem takiego stanu rzeczy był wynik 21-14. Drugi set był jeszcze boleśniejszą lekcją dla Dream Volley. Po dobrej grze zawodników z Kiełpina, drużyna Fabiana Polita wygrała do 13. Nie inaczej było i w trzecim secie, w którym grę Dream Volley doskonale odzwierciedlał kolor ich koszulek. Było szaro i smutno. Wynik tego seta to 21-13 dla Volley Kiełpino. Dzięki zwycięstwu drużyna Fabiana Polita wskakuje na wysokie – szóste miejsce w ligowej tabeli. Ich rywale z kolei spadają na siódmą lokatę. Nie chcemy kopać leżącego, ale jesteśmy niemal przekonani, że we wtorkowy wieczór mieliśmy do czynienia z najsłabszą wersją Dream Volley od kiedy drużyna występuje w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Czy tę degrengoladę ktokolwiek jest w stanie zatrzymać?

Trójmiejska Strefa Szkód – EviRent VT 0-3 (15-21; 11-21; 11-21)

Pierwszym rywalem drużyny EviRent we wtorkowy wieczór była ekipa Trójmiejskiej Strefy Szkód. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że gdyby TSS-owi udałoby się wygrać, uznalibyśmy to za cud. Kilka minut przed rozpoczęciem spotkania mogliśmy się zastanawiać, czy aby na pewno EviRent nie wystąpi w tym spotkaniu w czterech graczy. Tylko tylu bowiem zawodników można było zauważyć na rozgrzewce. Ostatecznie, trzech zawodników dołączyło do drużyny tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego, co znacznie zmieniało szansę TSS-u na korzystny wynik. Mecz rozpoczął się od wyrównanej walki i od początku, absolutnie nie było widać różnicy, która dzieli obie drużyny w tabeli. Wyrównana walka trwała do drugiej połowy pierwszego seta, po której zarysowała się przewaga EviRent. Ostatecznie partia ta zakończyła się po ‘kiwce’ rozgrywającego – Piotra Peplińskiego. Niestety, jeśli chodzi o w miarę wyrównaną walkę to by było na tyle. Drugi i trzeci set to zdecydowana przewaga EviRentu, który nie pozwalał swoim rywalom na rozwinięcie skrzydeł i wygrał obie te partie do 11, a cały mecz 3-0. Na dwie kolejki przed zakończeniem ligi, sytuacja TSS-u staje się dramatyczna i chyba tylko cud mógłby sprawić, że drużyna utrzyma się w lidze. Spotkanie z EviRentem było dziesiątym meczem z rzędu, w którym TSS nie był w stanie pokonać swojego rywala. Aby odmienić swój los, ekipa TSS-u musi wygrać najbliższe dwa mecze. Czy będzie ich na to stać?

Team Spontan – Prometheus 1-2 (21-17; 15-21; 19-21)

Mało brakowało, a Redakcja starałaby się o angaż na wróżbitę do telewizji TTV. Przed spotkaniem pisaliśmy o tym, że będzie to bardzo wyrównane spotkanie, które zapewne skończy się podziałem punktów. Na sam koniec trzeba było jednak podjąć decyzję o tym, którą z ekip wskazać jako faworyta do wygrania spotkania. Mimo, że nie byliśmy Spontana absolutnie pewni to jednak wydawało się, że to oni mają minimalnie większe szanse na wygranie meczu. Dodatkową mobilizacją dla obu drużyn był bez wątpienia fakt, że jeden z ich rywali w walce o podium rozgrywek – drużyna BES-BLUM Nieloty, przegrała spotkanie z Ogrodnikami. Sam mecz rozpoczął się lepiej dla graczy Piotra Raczyńskiego – Team Spontan. ‘Pomarańczowi’ wyszli w nim na prowadzenie 9-6 i od tego momentu utrzymywali trzypunktową zaliczkę niemal do samego końca, wygrywając partię do 17. Druga partia rozpoczęła się lepiej dla graczy z Ukrainy, którzy zaczęli seta od prowadzenia (4-1), po którym Spontaniczni musieli wziąć czas. Po upływie kilku minut na tablicy wyników pojawił się remis (8-8), ale od tego momentu inicjatywę przejęli gracze w niebieskich koszulkach. Po dwóch asach serwisowych rozgrywającego Prometheusa Antona Hukasova, Prometheus prowadził już 15-9 i rywalizacja w tym secie była w zasadzie zakończona. Trzeci set od samego początku był bardzo wyrównanym widowiskiem (8-8). Po chwili, lepszą siatkówkę zaczęli prezentować ‘Spontaniczni’, którzy w pewnym momencie prowadzili już 18-13 i wydawało się, że mecz po chwili zakończy się ich wygraną. Po chwili pięć punktów z rzędu zdobyli jednak ich rywale, którzy doprowadzili do wyrównania i co ważniejsze – zyskali oni przewagę psychologiczną, która sprawiła, że końcówka należała do Prometheusa. Na koniec, w ramach żartu (co by każdy załapał) wrzucimy wywiad w którym Skwara wyjaśnił przyczyny porażki:

https://www.youtube.com/watch?v=Chhp-DTf-oQ&ab_channel=piotrus9911

Speednet – EviRent VT 2-1 (22-24; 23-21; 21-16)

To już niemal pewne. Nikt nie pobije rekordu drużyny Volley Gdańsk. Przypomnijmy, że ‘żółto-czarni’ wyłożyli się na pięćdziesiątym spotkaniu. EviRent na dwudziestym piątym. Trzeba jednak przyznać, że ostatnie spotkania sprawiały coraz więcej problemów graczom w niebieskich koszulkach. Na początek było ostrzeżenie od Tufi Team, później przyszedł mecz z Bez Odbioru, w którym do tego, by to rywale wygrali, zabrakło naprawdę niewiele. Trzecie wymagające spotkanie przyniosło w końcu porażkę. To, co w tym wszystkim ważne to fakt, że nikt nie będzie umniejszał wygranej Speednetowi. Gdyby EviRent zagrał we wtorkowy wieczór w piątkę jak miało to miejsce w poprzednim tygodniu, prawdopodobnie pojawiłyby się głosy, że przegrali właśnie przez to. We wtorkowy wieczór drużyna stawiła się jednak w hali treningowej w siedmiu graczy, przez co tego typu insynuacje się nie pojawią. Pierwsza partia rozpoczęła się lepiej dla ‘Niebieskich’, którzy szybko objęli prowadzenie 6-1 oraz 9-3. Kiedy EviRent prowadził już 12-5 uznaliśmy, że prawdopodobnie nic ciekawego w tej partii już nie zobaczymy. Inny scenariusz założyli sobie gracze Speednetu, którzy uznali, że postarają się pokazać z dobrej strony. W secie mijały minuty, a gracze Marka Ogonowskiego sukcesywnie odrabiali punkty. Od stanu 19-13 EviRent stanął, przez co po chwili na tablicy wyników mieliśmy remis 20-20. Po bardzo emocjonującej końcówce seta wygrali gracze EviRentu (24-22). Drugi set wyglądał już zupełnie inaczej. W partii tej, żadna ze stron nie była w stanie wypracować sobie znaczącej zaliczki. Mimo to, nieznaczną przewagę posiadali gracze Speednetu i to ich rywale przez większość partii byli na dwupunktowej stracie. Pod koniec seta, graczom EviRent udało się dogonić swoich rywali i doprowadzić do stanu 20-20. W odróżnieniu od pierwszej partii, tym razem grę nerwów lepiej wytrzymali gracze Speednetu, którzy w odróżnieniu do swoich przeciwników nie popełnili w końcówce błędu i mogli cieszyć się z wygrania seta, doprowadzając do remisu. Ostatnia odsłona ułożyła się dla ‘Programistów’ w najlepszy możliwy sposób – od prowadzenia 4-1. Wypracowana zaliczka sprawiła, że Speednet trzymał przez całą partię swoich rywali na dystans 3-4 punktów. Mniej więcej w połowie tej partii Speednet zdołał powiększyć przewagę do stanu 14-9 i w powietrzu zaczął unosić się specyficzny zapach ogromnej niespodzianki. Co ważne, wiele drużyn w takim momencie doświadcza podniecenia, przez co finalnie przegrywa. Speednet się jednak nie podniecał tylko grał konsekwentnie swoją siatkówkę, która sprawiła, że wygrali oni tę partię do 16 i stali się pierwszą drużyną w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, która zdołała ograć EviRent. Parafrazując klasyka – ‘liga będzie ciekawsza’

Zmieszani – Allsix by Decathlon 1-2 (21-15; 19-21; 10-21)

Po pierwszym meczu w grupie mistrzowskiej nie opadł jeszcze kurz, a drużyna Zmieszanych miała do rozegrania kolejne spotkanie. Tym razem ich rywalem była drużyna Allsix by Decathlon, z którymi Zmieszani mieli okazję rywalizować dwa tygodnie wcześniej. W meczu rozegranym 28 czerwca to drużyna z ulicy Kartuskiej wygrała spotkanie w stosunku 3-0. Przed wtorkowym meczem, gracze ze sklepów sportowych liczyli zapewne na podobny wynik, tym bardziej, że w poniedziałkowy wieczór jeden z głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu – Dziki Wejherowo wygrały, zdobywając przy tym komplet oczek. Wracając do wtorkowego meczu – ten rozpoczął się lepiej dla Zmieszanych, którzy wyszli na prowadzenie (5-1). Po chwili Decathlon co prawda odrobił straty (6-5), ale po chwili Zmieszani kontynuowali bardzo dobrą grę, co szybko przełożyło się na wynik (8-5 oraz 11-6). Od tego momentu do samej końcówki drużyna Edyty Woźny nie pozwalała swoim rywalom na zniwelowanie przewagi i wygrała pierwszą partię do 15. Drugi set, podobnie jak pierwszy, rozpoczął się od przewagi Zmieszanych (3-1). Z każdą kolejną minutą meczu rozkręcał się jednak Decathlon. Mniej więcej w połowie drugiego seta wyszli oni na prowadzenie 11-8, by po chwili prowadzić już (14-9) czy (16-11). Po chwili gracze z ulicy Kartuskiej zaczęli popełniać jednak sporo błędów, w efekcie czego ich rywale doprowadzili do wyrównania (18-18), a nawet prowadzenia 19-18. Po chwili grozy dla Decathlonu, gracze z ulicy Kartuskiej zdołali jednak wygrać tę partię do 19. Sytuacja ta dość wyraźnie wpłynęła na dyspozycję Zmieszanych w trzecim secie, którzy nie byli już w stanie nawiązać walki ze swoim rywalem. Trzeba jednak przyznać, że z perspektywy całego meczu zaprezentowali się naprawdę nieźle i sprawili Decathlonowi sporo problemów.