MATCHDAY #21

W poniedziałkowy wieczór przekroczyliśmy 50% ligowych zmagań w sezonie Wiosna’26. Z całą pewnością nie był to wieczór Speednetu. Ten pierwszoligowiec przegrał bowiem spotkanie z AiP w stosunku 0-3. Ekipa Speednetu 2 przegrała z kolei z Old Boysami. Zapraszamy na podsumowanie!

TKKF Flota – Tiger Team 0-3 (13-21; 19-21; 17-21)

No nie było to wybitne widowisko, nie oszukujmy się. Z drugiej strony, czy sugerowaliśmy, że tak będzie? No raczej nie. Wszyscy wiemy, w jakim stylu wygrywają w obecnym sezonie wielcy faworyci. Tyczy się to zarówno Tiger Teamu, jak i Remediosa. Niby wygrane są, ale prawdę mówiąc nie brakuje momentów, w których sympatycy tych drużyn mogliby oczekiwać od swoich ulubieńców więcej. No bo powiedzmy sobie wprost. Jeśli Tiger Team faktycznie ma ambicje na powrót do trzeciej ligi, to raczej nie powinien męczyć się z TKKF Flotą. A Tiger to wiecie – niby pięknie zaprojektowane stroje, świetny szew, niezwykle czarna czerń, potężny sponsor na klatce piersiowej. Problem jednak w tym, że połowa drużyny te stroje miała, połowa zapomniała, a część nawet nie została wysłana. Rozumiecie analogię? Niby jest pięknie, ale często team wystawia się na dość łatwą krytykę. Ok – w pierwszym secie zespół Marcina Kwidzińskiego stanął na wysokości zadania i w konsekwencji wygrał tę partię do 13. Wspomniany drugi set? Na półmetku seta underdog prowadził 8-6. Z czasem Tiger wysunął się na minimalne prowadzenie, ale za nic w świecie nie zdołał odskoczyć rywalom. Ilekroć zdobyli punkt, mieliśmy do czynienia z ‘Flotą cieni’. 14-13; 16-15; 18-17 itd. Z drugiej strony warto podkreślić, że Flocie nie udało się zrobić przełamania i ostatecznie taktyka 'punkt za punkt’ nie doprowadziła ich do niczego dobrego. No może do tego, że 'pięknie przegrali’ (21-19). Trzeci set? Flota miała swoje momenty. Pod koniec mieliśmy nawet remis po 15. Kiedy jednak trzeba było, faworyt za sprawą swojego kapitana – Marcina Kwidzińskiego – zapewnił sobie trzeci punkt w meczu (21-17).

HANDLUWA – Energa Trefl Gdańsk 0-3 (10-21; 24-26; 15-21)

Ostatnio tak mocno zaskoczeni byliśmy kiedy po nocy nastał dzień. Już w zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że poniedziałkowe spotkanie będzie dla Energi doskonałą okazją do tego, by po raz pierwszy w obecnym sezonie wygrać za komplet punktów. Co więcej – niemoc 'gdańskich lwów’ trwała… ponad pół roku. Po raz ostatni team za pełną pulę wygrał we wrześniu ubiegłego roku. Początek spotkania to fragment, w którym najmłodsza drużyna w lidze objęła błyskawicznie prowadzenie. Oj tak, to był nokaut, po którym Handluwa nie miała ochoty na dalszą walkę. Na półmetku premierowej partii było bowiem 12-4. W dalszej części seta zespół Dawida Gałki był po prostu dalej bezradny i w konsekwencji zdołał 'uciułać’ dziesięć oczek. Bardzo często w obecnym sezonie Handluwa ma z faworyzowanymi rywalami 'swoje pięć minut’. W meczu z graczami Ariela Fijoła wspomniany okres przypadł na drugiego seta rywalizacji. Choć przez długi fragment nic nie wskazywało na problemy graczy w żółtych trykotach (16-10), to w dalszej części zaczęli popełniać oni błędy. Dodatkowo Handluwa miała naprawdę niezły fragment i w konsekwencji zdołała doprowadzić do wyrównania po 20. W końcówce mieli nawet dwie piłki setowe, ale ostatecznie Trefl zdołał wykaraskać się z problemów i finalnie wygrał tę partię do 24. Ostatnia partia meczu to set, w którym z Handluwy zeszło już nieco powietrze. Z boku można było odnieść wrażenie, że po tym jak nie udało im się wygrać środkowej partii, zupełnie stracili wiarę w zdobycie choćby jednego punktu. W konsekwencji trzeci set rozpoczął się od wysokiego prowadzenia faworyta (15-6), które z czasem zostało co prawda zniwelowane, ale jak wiadomo – nic to Handluwie nie dało. W naszym odczuciu – azymut na trzecią ligę został obrany już kilka tygodni temu.

Remedios Sopot Ortopedia – Aqua Volley 3-0 (21-19; 21-13; 21-8)

Wystawiając typ Redakcji nie zadrżała nam ręka. Byliśmy przekonani, ze mecz zakończy się wynikiem 3-0 dla wielkiego faworyta do wygrania ligi. Choć w ostatecznym rozrachunku mieliśmy rację, to nie możemy nie wspomnieć, że w meczu gracze w biało-złotych strojach mieli swoje problemy. Mowa tu rzecz jasna o wydarzeniach z pierwszego seta, gdzie przez bardzo długie fragmenty, Remedios nie miał pomysłu jak ‘oszukać’ rywala. Ku naszemu zaskoczeniu, Aqua nieprzesadnie przestraszyła się swojego rywala i w pierwszym secie zagrała bez jakichkolwiek kompleksów. To do pewnego momentu przynosiło oczekiwany skutek. Kiedy na tablicy wyników było 14-11 czy 17-15 dla zespołu Aqua Volley to pachniało stratą drugiego punktu w sezonie przez drużyny Macieja Kota. Mając jednak w drużynie tylu wartościowych graczy, któryś z nich weźmie ciężar wyprowadzenia teamu z opałów. W końcówce ‘strażakiem’ Remediosu okazał się środkowy Piotr Zacharek, którego punkty w końcówce dały faworytowi pierwszy punkt w meczu. W ostatnim czasie sporo uwagi poświęcaliśmy na ‘pragmatycznym stylu’ drużyny. No – to ci wzięli to sobie chyba do serca. W drugim i trzecim secie widzieliśmy wreszcie presję na swoim przeciwniku od pierwszego do ostatniego momentu w meczu. Do pewnego momentu Aqua się jeszcze jako tako trzymała (12-10). Im dalej w las, tym bardziej zarysowywała się przewaga faworyta (21-13). Trzeci set to już konkretne lanie. Nie, nie takie, że Aqua dostała klapsa w tyłek. Tu ojciec odpalił protokół ‘kabel od prodiża’. Oj, będzie jeszcze kilka dni bolało (21-8).

AIP – Speednet 3-0 (21-9; 21-12; 21-12)

Hej, 'Programiści’ – coś wam się zepsuło w napisanym przez Was kodzie. Nie no, bez jaj – co to w ogóle było? Przez kilka ostatnich tygodni forsowaliśmy narrację, że to Szach-Mat prezentuje obecnie najsłabszą formę spośród wszystkich pierwszoligowców. Cóż – nie mamy już pewności, bo Speednet robi naprawdę bardzo dużo, aby nasza opinia w tej kwestii ewoluowała. Prawdę mówiąc – i przysięgamy, że tu nie podkręcamy dla contentu – nie pamiętamy 'Programistów’ z równie parszywą formą. Mecz zaczął się dla nich w koszmarny sposób. Już na początku spotkania społeczności Inter Marine SL3 przedstawił się nowy gracz – Miłosz Kruk. Tu mała dygresja. Szkoda, że ten debiut przypadł akurat na mecz z tak dysponowanym rywalem, bo wspomniany gracz może mieć mylne poczucie, że ten poziom SL3 to raczej taki nie do końca. Wiecie – że nie opłaca się przyjeżdżać. Tak czy siak – po kilku atakach tego 'koksa’ gracze AiP wysunęli się na wysokie prowadzenie 15-7, którego nie dało się roztrwonić (21-9). Do tego momentu można było mieć jeszcze poczucie, że wiecie – pierwsze śliwki robaczywki. Nic z tego. Ok – było nieco lepiej w bloku, coś tam podbijali, czasami nawet zaatakowali, ale bez jaj – to był występ katastrofalny (21-12). Nie chcemy, aby nasze podsumowanie skręciło w stronę, że to tylko Speednet grał tragicznie (choć grał, umówmy się). Bo prawdę mówiąc gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a gracze AiP zagrali wczoraj świetnie i zrobili bardzo duży krok w kierunku czołowej piątki. Z kronikarskiego obowiązku jesteśmy winni napisania wyniku trzeciego seta – było 21-12. Brawo!

Speednet 2 – Old Boys 0-3 (18-21; 20-22; 14-21)

W zapowiedziach przedmeczowych nie dawaliśmy nadziei sympatykom drużyny Old Boys. Choć w naszych oczach gracze z Pruszcza Gdańskiego byli faworytem rywalizacji, nie dawaliśmy im większych szans na komplet punktów. Tę historię widzieliśmy bowiem już tyle razy, że uznaliśmy to za normę. Wczoraj wieczorem – choć było do tego blisko – team Bartłomieja Kniecia zdołał jednak zgarnąć trzy oczka. Czas pokaże, czy była to jedynie zmiana tymczasowa, czy jednak coś się ruszyło. Niemniej jednak – po poniedziałkowym starciu team znad Raduni wskoczył na wysokie, czwarte miejsce w tabeli. Początek spotkania to wyrównana gra obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 10. Po punktach duetu, który dziś prezentuje barwy Old Boys, a w przeszłości był sprawcą historycznego awansu Staltestu do elity – Mateusza Batyry oraz Jakuba Klimczaka – Old Boys objęli prowadzenie 14-10. Z czasem Speednet doprowadził co prawda do wyrównania, ale nowy as w talii Bartłomieja Kniecia – Szymon Kobyliński – zapewnił graczom w białych trykotach pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa partia była jednocześnie tą najciekawszą. Oj, pachniało w niej tym, abyśmy po raz kolejny pisali o tym samym. W drugiej części Old Boysi prowadzili 18-13, ale zamiast postawić kropkę nad 'i’, dopuścili swojego rywala do głosu. Wówczas skojarzyły nam się dwa obrazki z obecnego sezonu. Dwa z tego samego boiska, dwa z tym samym rywalem, dwa w tym samym secie (drugim). Sami sprawdźcie:

– Speednet 2 – VB Sulmin – 11-13 -> 24-22

– Old Boys – VB Sulmin – 14-11 -> 19-21

Przecież gdy Speednet zaczął odrabiać straty, byliśmy pewni jak to się skończy. Ostatecznie przy stanie 20-20 – Szymon Kobyliński zapewnił swojej drużynie drugi punkt w meczu (22-20). Ostatnia partia okazała się już formalnością dla graczy w białych trykotach. Partia rozpoczęła się od stanu 6-1 co ustawiło dalszą część seta.

Flota TGD Team – Sharks 1-2 (21-13; 19-21; 19-21)

Nie da się przejść obojętnie wobec tego, co wyprawia w obecnej kampanii Flota TGD Team. Cóż to jest za rozstrzał. Z jednej strony potrafią grać naprawdę świetnie, zgarniają tytuł zawodnika czy nawet drużyny tygodnia. Kiedy z kolei stawiamy na to, że ograją swojego rywala za komplet oczek… ci totalnie zawodzą. To oczywiście nie jest jedyny problem Floty, bo po porażce wracają oni do punktu wyjścia. Gdyby wczoraj wygrali, to już chyba tylko cud mógłby sprawić, że skończyliby sezon za Sharksami. Dziś już tego nie wiadomo. Różnica pomiędzy dziewiątą Flotą a trzynastymi Sharksami to zaledwie trzy punkty. Ech – mistrzowie komplikowania sobie sytuacji. Nie od początku poniedziałkowego meczu było z ich perspektywy jednak źle. Spotkanie rozpoczęło się dla graczy Karoliny Kirszensztein wybornie. Zdecydowana i niekwestionowana przewaga 'Flociarzy’ sprawiła, że ci cieszyli się po chwili ze zwycięstwa do 13. Pomiędzy setami w obozie Sharks zdano sobie chyba sprawę, że tak grając – los drużyny w dalszej części sezonu będzie przesądzony. Nie wiemy, co zadziało się w obozie 'Rekinów’, ale od początku drugiej partii zobaczyliśmy drużynę zupełnie odmienioną. Lepszą. Skuteczniejszą. Taką, która zdołała zniwelować atuty swoich rywali. Już na początku seta 'Rekiny’ wysunęły się na prowadzenie 9-5 i choć Flota zdołała się zbliżyć do rywala na jeden punkt, ostatnie słowo należało do beniaminka (21-19). W trzeciej partii absolutnie kluczowym momentem seta był jego półmetek, gdzie ze stanu 10-10, po kilku skutecznych atakach dobrze dysponowanego Artura Kuleszy, Sharksi wysunęli się na prowadzenie 14-10. Końcowa faza seta to fragment, gdzie poczuliśmy déjà vu. Flota próbowała, ale były to próby daremne (21-19).

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.