Autor: Mateusz Gajewski

MATCHDAY #24

Za nami ostatni dzień meczowy w siódmym tygodniu rozgrywek. Z pewnością nie była to szczęśliwa siódemka dla Złomowca oraz Speedway AWKS, które z tygodnia na tydzień pogrążają się w coraz większym kryzysie. Wielkim wygranym obecnego tygodnia jest za to krytykowana w ostatnim czasie ekipa Challengers. Nie dość, że sama wygrała za komplet oczek, to na dodatek punkty pogubili wszyscy inni faworyci w wyścigu o drugą ligę. Zapraszamy na podsumowanie!

Energa Trefl Gdańsk – Złomowiec Gdańsk 2-1 (21-14; 21-14; 13-21)

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że jeśli Złomowiec chce odmienić swój los i uciec ze 'strefy śmierci’, to nie mogą kalkulować i muszą powalczyć o zwycięstwo z faworyzowaną Energą Treflem Gdańsk. Biorąc pod uwagę swoją koszmarną serię dziesięciu porażek z rzędu, był to plan, który nie miał prawa się udać. I istotnie tak było. Warto przy tym zaznaczyć, że początek meczu gracze w miedzianych strojach mieli akurat obiecujący. Po dobrym fragmencie wysunęli się oni na prowadzenie 7-4. Jak się po chwili okazało, były to miłe złego początki. Dalsza część seta to wyraźna przewaga 'gdańskich lwów’, na którą swoją drużynę wyprowadził Filip Pietrzak (18-13). Pięciopunktowa zaliczka sprawiła, że gracze Ariela Fijoła bez większego problemu dowieźli wynik do końca i cieszyli się z czternastego punktu w sezonie Wiosna’26. Nie minęło kilka chwil, a najmłodsza drużyna wygrała kolejną odsłonę. W odróżnieniu od wydarzeń z pierwszego seta, tu nie było ani chwili, w której Złomowiec mógłby pomyśleć o zdobyczy punktowej. Przewaga Trefla była bowiem widoczna od pierwszej do ostatniej wymiany w secie (21-14). Po dwóch gładko wygranych setach trzeci punkt w meczu zdawał się być oczywistością. Tak nakazywałaby sądzić przynajmniej logika. Fakty były jednak takie, że dotychczas bardzo dobrze dysponowana drużyna rozpoczęła ostatniego seta od stanu… 1-8. Jaki był powód takiego stanu rzeczy? Poza przebudzeniem Złomowca wskazalibyśmy również na sporą liczbę błędów najmłodszej drużyny w lidze. Choć w dalszej części Energa odrobiła sporą liczbę punktów i wydawało się, że są oni w stanie 'wrócić’ (12-9), to jednak druga część seta należała do Złomowca, który wygrał do 13. Niemniej jednak – marne to pocieszenie. Do bezpiecznego utrzymania Złomowiec traci już sześć punktów. Nie mamy poczucia, czy da się to w ogóle odrobić.

Hapag-Lloyd – ME Sulmin Volley 0-3 (13-21; 15-21; 17-21)

Po niezłym spotkaniu z Chilli Amigos, po którym graczy Hapag-Lloyd był chwalony z każdej strony, zespół Joanny Kożuch mierzył się w czwartkowy wieczór z ekipą ME Sulmin Volley. Nie ukrywamy, że sami wpadliśmy w tę pułapkę. Skoro było tak dobrze z drużyną z czołówki ligi, to może z dołem tabeli uda się powalczyć, kto wie – nawet o wygraną? Już pierwszy set rywalizacji ostudził nieco zapały graczy w pomarańczowych trykotach. O ile do połowy seta gracze w pomarańczowych strojach trzymali jeszcze fason i byli pod grą (11-9), to w dalszej części w ich grze było po prostu zbyt mało siatkówki w siatkówce. Oj, liczba błędów, niedokładności, nieporozumień, błędów w komunikacji była zbyt duża, by pomyśleć o postawieniu się faworyzowanemu rywalowi. Ten choć nie grał jakoś wybitnie, to w porównaniu do swojego rywala przerastał go pod kątem organizacji gry o kilka długości i w pełni zasłużenie wygrał tę partię do 13. Drugi set? Klasyka gatunku w wydaniu drużyny Hapag-Lloyd. Do pewnego momentu oni naprawdę potrafią nieźle grać. W połowie seta mieliśmy remis po 10, ale w momencie, kiedy Hapag-Lloyd złapie 'laga’, to za nic w świecie nie są w stanie się odkręcić. W rezultacie mamy do czynienia z rywalizacją 'dwóch prędkości’, w których na dwa punkty zespoły z Sulmina, 'Logistycy’ zdobywają jeden. To, jak wiadomo, niezbyt rozsądna taktyka. Trzeci set? Partia, w której zespół z Sulmina wpadł w największe tarapaty. Nie wiemy do końca, z czego to wynikało. Być może chodziło o mobilizację po dwóch zdobytych punktach. Faktem natomiast jest to, że gracze w czarnych trykotach nie zaczęli zbyt dobrze i na półmetku seta to rywal prowadził dwoma oczkami. Z przerwami, ale taka sytuacja trwała do stanu 16-14. Choć wówczas zrobiło się gorąco, to bardzo dobrze ciśnienie wytrzymał przyjmujący z Sulmina – Michał Laskowski. To właśnie po jego atakach w końcówce oraz błędach rywali ME Sulmin Volley cieszył się z trzeciego punktu w meczu, brawo.

Old Boys – Hydra Volleyball Team 2-1 (21-16; 21-23; 21-10)

Powrót do ustawień fabrycznych drużyny Old Boys. Gracze z Pruszcza Gdańskiego chyba zbyt szybko zostali przez nas pochwaleni. Kiedy wygrali wreszcie za komplet punktów, uznaliśmy, że coś się zmieniło. No, zmieniło się. A co? Gówno. Zaraz pojawią się pewnie głosy oburzenia, że jak to tak. Z drugiej strony chyba nie da się inaczej, bo to jest wręcz niewiarygodne. Gdyby nie momenty dekoncentracji, zespół Bartka Kniecia byłby dziś jednym z faworytów do awansu. Jest jednak jak jest. Pierwszy set rywalizacji to partia, w której obie strony nie mogły skorzystać z kilku spóźnialskich graczy. W nieco bojowych warunkach lepiej odnalazła się drużyna z Pruszcza Gdańskiego, która chwilę po półmetku seta zdobyła cztery punkty z rzędu i ze stanu 14-14 zrobiło się po chwili 18-14, co w konsekwencji zapewniło faworytom pierwszy punkt w meczu (21-16). Środkowa partia to zdecydowanie najciekawszy fragment meczu. Tak jak wspomnieliśmy powyżej – z pewnością gracze Old Boys chcieliby o tych wydarzeniach zapomnieć. Po skutecznym ataku Jakuba Klimczaka faworyzowany team objął prowadzenie 16-14 i wówczas nic nie wskazywało na to, że w meczu dojdzie do zwrotu akcji. Tymczasem Hydra, notabene nie po raz pierwszy w obecnym sezonie, zdołała odrobić straty i odwrócić niekorzystną dla siebie sytuację. Po chwili kolejnymi punktami popisali się Michał Doroz oraz Łukasz Birunt. Jakby tego było mało – rywale dołożyli swoje w błędach i remis w meczu stał się faktem. Niepowodzenie w drugim secie wkurzyło graczy Old Boys nie na żarty. W trzecim secie to prawdziwa demolka w wykonaniu Old Boysów, zakończona świetnym flotem kapitana Old Boys, z którym rywal miał potężne problemy (21-10). Niemniej wynik 2-1 to raczej umiarkowany powód do optymizmu dla drużyny z Pruszcza Gdańskiego. W naszym odczuciu w czwartek nie zdobyli oni dwóch punktów, a jeden stracili.

Challengers – Speedway AWKS 3-0 (21-13; 21-14; 21-17)

Ależ w ostatnim czasie wylała się krytyka na drużynę Challengers. Okazało się bowiem, że team jest mocniej i częściej krytykowany wtedy, gdy wygrywa większość spotkań w lidze, niż gdy wtedy, kiedy zazwyczaj przegrywa, co w ostateczności sprawia, że spadają oni z ligi. Ot – ciekawostka. Warto tu wziąć pod uwagę jednak kontekst. W drugiej lidze grali wówczas mocarze. W obecnej kampanii uznaliśmy, że w trzeciej lidze Challengersi będą jednym z głównych faworytów, więc i wymagania wobec nich są bardzo duże. Nie przedłużając – wczoraj wieczorem team rywalizował z ekipą z dołu ligowej tabeli i stanął na wysokości zadania, ogrywając go w stosunku 3-0. Jakby tego było mało – punkty w czwartek pogubili inni faworyci trzeciej ligi. Dream Volley przegrał seta, natomiast Team Spontan cały mecz. Warto pamiętać również o środowym starciu DSGSA i ich stracie punktu z MiszMaszem. Wobec tego wynik 3-0 w czwartek był absolutnym sztosem dla drużyny Wojciecha Lewińskiego. A dla Speedway AWKS? Często łapiemy się na przedwczesnym wydawaniu wyroków. Nie napiszemy, że jesteśmy tego pewni – broń Boże. W naszym odczuciu gracze Speedway AWKS zaczynają po prostu szukać w necie biletu powrotnego do czwartej ligi. Rany, z jakim zawodem się oni obecnie mierzą. Jak ten pompowany przez kilka miesięcy balon błyskawicznie pękł. Wiadomo, to wyniki budują atmosferę. Jako że ich nie ma, to nie widzimy aktualnie podstaw, na której Speedway miałby szukać szans na pozytywne zakończenie sezonu. Dodatkowym koszmarem drużyny jest to, że zarówno Sharksi, jak i Staltest rozegrali od nich mniej spotkań. To oznacza, że przy zrównaniu się liczbą meczów w terminarzu może być już znacznie gorzej. Póki co jest bardzo źle, ale może być za chwilę tragicznie.

Dream Volley – Kraken Team 2-1 (21-9; 21-15; 19-21)

Przed spotkaniem można się było zastanawiać, jak z mocnym rywalem, którym jest bez wątpienia Kraken Team, poradzi sobie zdziesiątkowana drużyna ‘Marzycieli’. Pisaliśmy o tym w zapowiedziach, ale czwartkowy mecz był kolejnym, w którym zespół Mateusza Dobrzyńskiego miał poważne problemy kadrowe. Czy zespół sobie z tego cokolwiek zrobił? Cóż – podobnie jak w poprzednich meczach, odpowiedź brzmi: nie. Sami zastanawiamy się, czy nie jest to przypadkiem ten słynny case mówiący o tym, że ‘im jest biedniej, tym jest lepiej’. Tak to przynajmniej wyglądało od początku spotkania, gdzie Dream Volley całkowicie przejął kontrolę nad poczynaniami boiskowymi i wysunął się na prowadzenie 10-5. Poza dobrą grą jednych należy skrytykować Krakena, który w pierwszym secie popełnił aż dziesięć błędów własnych. Siatkarski kryminał nie pozwolił im oczywiście na korzystny wynik (21-9). Wyraźnie lepiej – choć też nie wybitnie – Kraken Team zagrał w środkowej odsłonie. Do połowy seta mieliśmy bowiem remis po 10, ale później zespół Roberta Skwiercza zrobił to, co wychodziło im do tej pory najlepiej – popełnił dwa błędy (14-12). Żeby nie było tylko o błędach, musimy wspomnieć o bardzo ważnym momencie w historii rozgrywek: pod koniec seta asa serwisowego numer 200 (!!) zdobył rozgrywający Mateusz Dobrzyński – gratulacje (21-15). Trzeci set to partia, w której Dream nie zdołał pójść za ciosem. Walnie przyczyniła się do tego drużyna Roberta Skwiercza, która wreszcie wskoczyła na dużo wyższy poziom. Pod koniec wyrównanego seta Krakenowi udało się zachować więcej zimnej krwi i nagrodą za tę postawę była wygrana seta do 19.

Team Spontan – Wolves Volley 1-2 (16-21; 21-15; 17-21)

Dziś będzie ostro, a co nam tam. Z drugiej strony nie pamiętamy, kiedy po raz ostatni ekipa Team Spontan musiała zmierzyć się z poważną krytyką. Bo wiecie – to są w naszym odczuciu takie liski, które grają na alibi. Niby są pod prądem, niby walczą o ten awans do drugiej ligi, niby zawsze jest blisko. Kiedy jednak robi się nieco poważniej – Team Spontan dziwnym trafem zawsze przegrywa. A to ktoś nie przyjedzie, a to braknie niewiele, a to nie ta faza księżyca. A tak prawdę mówiąc, uznajemy, że im jest po prostu w trzeciej lidze dobrze. Choć graczom Spontana będzie to przykro czytać, trudno nie dojść do konkluzji, że mówimy tu o jednych z największych przegrywów ligi. O drużynie, która pięknie wygląda, ale tylko na papierze. Choć pierścionek zaręczynowy na palcu się świeci, to z czasem na jaw wychodzi, że to chiński syntetyk. Fake. Scam. Może po prostu przeceniamy Spontana, a o awansie poza umiejętnościami świadczy również mental zwycięzcy? Dobra – dajmy już spokój. Łącząc to jednak z Wolves Volley, to jest to idealny i kolejny już przykład na to, ile 'ludzie mogą uczyć się od zwierząt’. Bo wiecie – czytając zapowiedzi, 'Wataha’ mogła mieć poczucie, że za chwilę zacznie się na nie wielkie polowanie. Wystarczyło jednak chwilowe wycie, a oponent zmienił swoje plany. Pierwszy set rozpoczął się lepiej dla faworyta (9-7). Im dłużej jednak trwał set, 'Wilki’ prezentowały się coraz lepiej i w pełni zasłużenie sięgnęły po pierwszy punkt w meczu (21-16). Środkowa partia to set, w którym wszystko zdawało się wracać do normy. Faworyt zagrał w tym secie wreszcie tak, jak oczekiwali od tego ich sympatycy (21-15). Decydujący o zwycięstwie set to wyrównana do pewnego momentu gra obu ekip (14-14). Pod koniec spotkania więcej zimnej krwi, umiejętności i determinacji pokazali gracze Karola Ciechanowicza, którzy w ostatecznym rozrachunku zgarnęli w czwartek dwa punkty. Dzięki temu plasują się oni na bardzo wysokim, czwartym miejscu w tabeli, brawo!

Zapowiedź – MATCHDAY #24

Przed nami ostatni dzień meczowy w siódmym tygodniu rozgrywek. Dziś wieczorem bardzo ciekawie w kontekście awansu do wyższej ligi zapowiadają się mecze Dream Volley oraz Team Spontan. Ważne spotkanie w drugiej lidze rozegra również ekipa Old Boys. Zapraszamy na zapowiedź!

Energa Trefl Gdańsk – Złomowiec Gdańsk

Godz.: 19:15, boisko nr: 1

Ależ w drugiej lidze mamy ścisk. Jeszcze przed obecnym tygodniem rozgrywek Energa Trefl Gdańsk była w dolnej części ligowej tabeli. Po ich poniedziałkowym zwycięstwie za komplet punktów z Handluwą team Ariela Fijoła zanotował awans o kilka miejsc i obecnie ich sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Aktualnie po ośmiu rozegranych meczach 'gdańskie lwy’ mają na swoim koncie trzynaście punktów i mniej więcej taki dorobek był historycznie pewną barierą oddzielającą drużyny, które spadały z ligi od tych, które zapewniały sobie spokojne utrzymanie. Warto przy tym zauważyć, że 'żółto-czarni’ mają do rozegrania jeszcze pięć spotkań, a to oznacza, że można już śmiało powiedzieć, że 'nie spadnie im już włos z głowy’. Sądzimy, że na pierwszy sezon nowego rocznika jest to bardzo solidny wynik. Z drugiej strony zastanawiamy się, czy nie może być jeszcze lepiej i 'gdańskie lwy’ nie mogą włączyć się jeszcze do walki nawet o podium rozgrywek. Bez wątpienia – dziś będą faworytem starcia ze Złomowcem Gdańsk, który zdaje się być jednym z największych przegranych sezonu Wiosna’26. Po siedmiu rozegranych meczach Złomowiec nie ma na swoim koncie choćby jednej wygranej i jest to wynik, który nie mieści nam się w głowie. Warto podkreślić tu, że team Witolda Klimasa przez wiele sezonów należał do ścisłej czołówki drugiej ligi. Biorąc pod uwagę ich aktualną formę, nie zdziwilibyśmy się jednak, gdyby po sezonie Złomowiec pożegnał się z drugą klasą rozgrywkową. To oczywiście można jeszcze naprawić, ale gracze w miedzianych strojach muszą dziś wygrać. O to będzie jednak bardzo trudno.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

Hapag-Lloyd – ME Sulmin Volley

Godz.: 19:15, boisko nr: 2

Ledwie tydzień temu na drużynę Hapag-Lloyd wylała się krytyka zarówno w podsumowaniu pomeczowym, jak i magazynie Inter Marine SL3. Wspominaliśmy wówczas o tym, że team zaprezentował się naprawdę słabo w meczu z Inter Marine Masters i ich forma była bardzo daleka od tego, co można byłoby oczekiwać po bądź co bądź doświadczonej już drużynie w rozgrywkach SL3. Kilka dni później perspektywa na drużynę i sytuację 'Pomarańczowych’ jest już zdecydowanie inna. Pomimo tego, że 'Logistycy’ przegrali w obecnym tygodniu w stosunku 0-3 z Chilli Amigos, to w meczu zaprezentowali się naprawdę dobrze i byli o włos od sprawienia bardzo dużej niespodzianki. Choć w końcówce trzeciego seta prowadzili z renomowanym rywalem 20-18, to finalnie nie wytrzymali ciśnienia i z punktu cieszyli się rywale. Niemniej jednak – już samo to, że team był 'pod prądem’ do samego końca, świadczy dobrze o Hapag-Lloyd. Transfer, o którym wspomnieliśmy w ostatnim magazynie, zdaje się być bardzo ważnym elementem układanki 'Logistyków’, po którym różnice między nimi a resztą ligi nieco się zacierają. Przed dzisiejszym meczem nie mamy absolutnie poczucia, że Hapag-Lloyd nie ma dziś szans na punkty. Oczywiście faworytem będzie drużyna ME Sulmin Volley, która w siedmiu dotychczasowych spotkaniach wygrała raz i na koncie ma sześć oczek. Biorąc pod uwagę, że dziś mierzą się z ostatnią drużyną w lidze, mają nadzieję na trzy oczka. Tak jak jednak wspomnieliśmy, o to nie będzie łatwo.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Old Boys – Hydra Volleyball Team

Godz.: 19:15, boisko nr: 3

Do dzisiejszego starcia z Hydrą Volleyball Team zespół Old Boys podejdzie w kapitalnych nastrojach. Ledwie kilka dni temu team z Pruszcza Gdańskiego zdołał odczarować wreszcie klątwę, która na nich ciążyła. Choć w wielu spotkaniach obecnego sezonu team Bartłomieja Kniecia prezentował się wybornie, to miał problem z tym, by ograć rywali za komplet punktów. W poniedziałek zespół Old Boys zmierzył się jednak ze Speednetem i w bardzo dobrym stylu rozprawił się z rywalem w stosunku 3-0. Dzięki wygranej gracze Bartłomieja Kniecia wciąż mają kontakt ze ścisłą czołówką. Choć na pierwszy rzut oka nic na to nie wskazuje, to w naszym odczuciu przed nimi dziś jeden z kluczowych spotkań w sezonie. Jeśli wygrają za trzy punkty – powalczą w dalszej części o medale. Potencjalna wygrana za 2-1 może tę drogę nieco skomplikować. Jeśli jednak Old Boysi przegrają, to nie dajemy im większych szans na powodzenie w kontekście walki o pierwszą ligę. Czysto teoretycznie powinni sobie poradzić, ale no właśnie – czy aby na pewno? Dokładnie to samo myślała do niedawna drużyna Flota Active Team, która była faworytem rywalizacji z Hydrą, a mimo to przegrała spotkanie w stosunku 1-2. Aktualny bilans ‘Bestii’ po siedmiu rozegranych meczach to trzy zwycięstwa oraz cztery porażki. Na obecnym etapie rozgrywek dziesięć punktów zdaje się być wynikiem bezpiecznym i tym, w którym Hydra nie musi obawiać się przesadnie tego, czy uda im się utrzymać. Jak wiadomo – grając bez presji gra się świetnie i jeśli mielibyśmy szukać atutów ‘Bestii’ przed dzisiejszym starciem, wskazalibyśmy właśnie na ten aspekt.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Challengers – Speedway AWKS

Godz.: 20:15, boisko nr: 1

Nie ukrywamy – jesteśmy w niemałym szoku. Wróćmy się do końcówki poprzedniego sezonu, gdzie Inter Marine Masters, DHP Oliwa oraz Challengersi do samego końca walczyły o utrzymanie w drugiej klasie rozgrywkowej. Ostatecznie dwie pierwsze wspomniane drużyny zdołały się utrzymać, a zaplecze elity musiała opuścić ekipa Wojciecha Lewińskiego – Challengers. Już pod koniec wspomnianej edycji uznaliśmy, że team, który spadnie – najprawdopodobniej wróci błyskawicznie do drugiej ligi. Choć scenariusz ten nie jest wciąż wykluczony, to jednak trzeba być ślepcem, aby nie zauważyć, że droga do założonego celu się bardzo mocno wydłużyła, stała się bardziej wyboista, a zamiast imponującą terenówką, zespół Challengers musi pokonać ten dystans 'z buta’. Na początku obecnej edycji narzekaliśmy, że Challengersi mają problem ze zdobywaniem trzech punktów w meczu. Dziś większym problemem okazuje się to, że zaczęli mieć oni również problem… z wygrywaniem. Dwa ostatnie spotkania to porażki z Kraken Team oraz Flotą TGD Team i jest to ogromne rozczarowanie. Jeśli Challengersi nadal marzą o awansie – dziś muszą wygrać i to najlepiej za komplet punktów. Okazja zdaje się być do tego wyborna, bo powiedzmy sobie wprost – Speedway AWKS nie imponuje obecnie formą. W siedmiu dotychczas rozegranych meczach gracze w żółto-czarnych barwach zdołali wygrać zaledwie raz, a na 21 możliwych do zdobycia punktów zgarnęli zaledwie sześć. Nie trzeba być wybitnym ekspertem, by domyślić się, że taka forma nie wróży dla drużyny Mateusza Bojke nic dobrego. W naszym odczuciu, biorąc pod uwagę ich ostatnie mecze, dziś doznają kolejnej porażki i w związku z tym ich sytuacja stanie się jeszcze bardziej skomplikowana.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Dream Volley – Kraken Team

Godz.: 20:15, boisko nr: 2

Skoro jest tak źle, to czemu jest tak dobrze? To jest wręcz niewiarygodne, jak świetne wyniki osiąga obecnie ekipa Dream Volley, kiedy pod uwagę weźmiemy to, z jakimi problemami się borykają. Nie ma w zasadzie tygodnia, żeby na drużynę 'Marzycieli’ nie spadało jakieś nieszczęście. Lista graczy, którzy notowali dłuższą lub krótszą absencję w ostatnim czasie, jest dłuższa niż ta, na której znajdują się zdrowi i gotowi do gry zawodnicy. Co więcej – z drużyny wypadają systematycznie gracze, którzy stanowią trzon drużyny, a nie ci, którzy grali jakieś 'ogony’. Dowód? Jasne – mamy ich kilka: Żebrowski, Nurzyński, Szmigielski, Juszczak, Bitowt. Część z nich zdążyła wrócić już do gry, część dopiero zaczyna etap powrotu do zdrowia. Fakty są jednak takie, że team poprosił w przyszłym tygodniu o pauzę na 'wylizanie ran’. Czy wobec tego Dream Volley zdoła podtrzymać dziś kapitalną serię zwycięstw z rzędu, które zapewniły im fotel lidera rozgrywek? Cóż – będzie to trudne zadanie. Kraken Team zdaje się być drużyną, która uwielbia grać z teoretycznie silniejszymi rywalami. W obecnej kampanii zespół Roberta Skwiercza zdążył ograć przedsezonowych faworytów w wyścigu o trzecią ligę. Mowa tu o Spontanie czy Challengersach. Co ciekawe – niezależnie czy Kraken w obecnej kampanii wygrywa czy przegrywa, za każdym razem dzieli się punktami z rywalem. Sądzimy, że dziś ta sytuacja nie ulegnie zmianie. Mimo problemów 'Marzycieli’, to właśnie im dajemy nieco więcej szans. Sądzimy jednak, że będzie to bardzo trudna przeprawa.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Team Spontan – Wolves Volley

Godz.: 20:15, boisko nr: 3

Dziś wieczorem dojdzie do pojedynku korespondencyjnego pomiędzy głównymi faworytami do wygrania trzeciej ligi. Mowa tu rzecz jasna o ekipach Dream Volley, która zmierzy się z Kraken Team, oraz Team Spontan, który podejmie drużynę Wolves Volley. Choć trudno tu porównywać, to jednak biorąc pod uwagę problemy kadrowe 'Marzycieli’, to oni zdają się mieć trudniejsze zadanie. Wystawiając typy w aplikacji SL3 zdecydowanie większe wątpliwości co do tego, która z drużyn wygra, mieliśmy przy okazji meczu Dream – Kraken Team. W meczu Wolves Volley, to Team Spontan zdaje się być dość wyraźnym faworytem, a nasza jedyna wątpliwość dotyczy tego, czy będzie to komplet punktów, czy jednak mecz zakończy się podziałem. Oczywiście nie ma co deprecjonować 'Watahy’ jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Nie można przejść bowiem obojętnie wobec ich bardzo dobrej formy w obecnym sezonie. Wiele osób twierdzi, że aktualnie mamy do czynienia z najsilniejszą wersją 'Wilków’ w historii. W obecnej kampanii team Karola Ciechanowicza rozegrał siedem spotkań, w których trzy razy musiał uznać wyższość rywali. Były to jednak porażki w stosunku 1-2 i ani razu 'Wilki’ nie przegrały meczu nie ugrywając nic dla siebie. To właśnie między innymi dzięki temu plasują się oni na wysokim, czwartym miejscu w ligowej tabeli. Jeśli dziś sprawiliby sensację i wygrali za pełną pulę – wskoczą na trzecie miejsce i będą mieli realną szansę na historyczny sukces. Sądzimy jednak, że do niczego takiego nie dojdzie, a zdecydowanie więcej powodów do optymizmu będzie miała ekipa Piotra Raczyńskiego.

​Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

MATCHDAY #23

W środowej serii gier kolejny krok w kierunku mistrzostwa ligi wykonała drużyna CTO Volley, która wygrała za komplet punktów z Merkurym. Swoje mecze wygrały również niepokonane drużyny DSGSA oraz Chilli Amigos. Zapraszamy na podsumowanie!

Chilli Amigos – ACTIVNI Gdańsk 2-1 (21-13; 21-10; 12-21)

W zapowiedziach przedmeczowych zwróciliśmy uwagę na niekorzystny dla Chilli Amigos bilans bezpośrednich spotkań. Choć w ostatnim czasie ‘Papryczki’ uznawani są za lepszą drużynę i takie też miejsca w ligowej tabeli zajmują, to jednak kiedy dochodziło do spotkań z drużyną Artura Kurkowskiego, szło im bardzo przeciętnie. Wczoraj wieczorem ‘Amigos’ przełamali trwający od pewnego czasu impas i wygrali spotkanie. Ok – nie odbyło się to pewnie na zasadach, które team by chciał. Strata punktu sprawiła, że gracze Chilli Amigos nie wykorzystali szansy na to, by zrównać się liczbą punktów z Remediosem oraz Tiger Team. Niemniej jednak – i tu ukłony, Chilli Amigos pozostają w obecnym sezonie niepokonaną drużyną. Pierwszy set środowego starcia rozpoczął się lepiej dla faworyta. Już na początku meczu bardzo aktywnym graczem był Mateusz Sypniewski, po którego skutecznych atakach Chilli objęli prowadzenie 13-9 i w dalszej części seta nie mieli problemu z udowodnieniem swojej wyższości (21-13). Środkowa partia wyglądała bardzo podobnie. Choć do pewnego momentu seta ACTIVNI wyglądali nieźle i nic nie wskazywało na to, że ich gra się tak posypie. Druga część seta to jednak miażdżąca przewaga zespołu w czerwonych trykotach, którzy zdobywali punkty taśmowo i w konsekwencji wygrali seta do 10. Jak po dwóch takich setach można zagrać jednocześnie tak w finałowej partii? Do dzisiaj tego nie rozumiemy, a trochę spotkań już obejrzeliśmy. Po bloku oraz kiwce grającego na nietypowej dla siebie pozycji rozgrywającego – Kuby Koniecznego, ACTIVNI rozpoczęli od prowadzenia 9-3. W dalszej części seta przewaga ACTIVNYCH jeszcze się powiększyła i w konsekwencji wygrali oni seta do 12, co pokazuje, że co nieco jednak potrafią. Z ich perspektywy szkoda jednak, że są to raczej epizody bądź sety, a nie całe mecze. Środowe starcie było bowiem już szóstą porażką w sezonie Wiosna’26.

TKKF Flota – Aqua Volley 2-1 (21-13; 13-21; 21-19)

No i fajnie. Oczywiście nie z perspektywy drużyny Aqua Volley, która jest dla nas tak dużą zagadką, że nie potrafimy jej rozgryźć. To jednak temat na inny czas. Niemniej jednak – Aqua Volley była w naszych oczach dość wyraźnym faworytem starcia. Ba, postawiliśmy nawet na scenariusz, w którym zainkasują oni trzy punkty. Sami nie wiemy, co nam strzeliło do głowy, ale ok. Już na początku spotkania zdaliśmy sobie sprawę, jak duży błąd popełniliśmy. Użyliśmy już kiedyś tego porównania, ale gracze Aqua przypominali nam… muchy, które wpadają w zwisający z sufitu lep. Niby jakieś oznaki życia jeszcze daje, ale no wiadomo, że nic już z tego nie będzie. Rany, ileż zawstydzających piłek, kiwek, plasów im wpadało. Gra w obronie w pierwszej odsłonie pozostawiała wiele do życzenia, choć prawdę mówiąc – moglibyśmy napisać bardziej dosadnie. Niemniej jednak – TKKF Flota wykorzystała słabości rywali i tu – chwała im za to. Środkowa odsłona to wreszcie partia, w której ktoś odkręcił wreszcie kurek, a rywala swoimi atakami oraz skuteczną grą zalała Aqua. Serio, nie można tak było od początku? Po problemach w przyjęciu ‘Flociarzy’, faworyzowana drużyna wysunęła się na prowadzenie 14-8 i po chwili zapewniła sobie wyrównanie w meczu (21-13). Wówczas wydawało się, że to, co najgorsze, jest już za nimi. Nic bardziej mylnego. Trzeci set? Przecież to jest historia na osobny mini-rozdział w książce o historii Inter Marine SL3. Sądzimy, że tych ‘smaczków’ nie zna 95% składu TKKF Floty. Do połowy seta mieliśmy remis po 8. W dalszej części seta – na prowadzenie Flotę kilkoma punktami wyprowadził Kamil Zieliński. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wspomniany gracz rozpoczynał granie w lidze w 2024 r. w składzie z kilkoma graczami, z którymi w środowy wieczór spotkał się po przeciwnej stronie siatki. To jeszcze nic – kilka tygodni temu kapitan Aqua Volley chciał zgłosić wspomnianego gracza do swojej drużyny. Transfer był jednak niemożliwy, bo wybrał on TKKF Flotę. Tak czy inaczej – po tym, gdy Flota osiągnęła dużą przewagę (20-13), to w końcówce zaczęła się niemiłosiernie mylić i byli już o włos od ósmej porażki w sezonie. Ostatecznie los się jednak do nich uśmiechnął i wygrali oni partię do 19 – brawo!

BL Volley – Inter Marine Masters 0-3 (14-21; 17-21; 10-21)

Jeśli ktoś w środowy wieczór zechciał doświadczyć cudu i przypadkiem wstukał w nawigację Ergo Arenę, musiał się srogo rozczarować. Nie było ani cudu, ani sensacji, ani nawet małej niespodzianki. Trudno nie odnieść wrażenia, że już na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego znany był wynik środowego spotkania. Mimo że ‘Mastersi’ byli wyraźnym i niekwestionowanym faworytem meczu, to też nie uniknęli błędów. Po serii pomyłek w premierowej partii BL Volley trzymał się faworyzowanego rywala dość kurczowo (13-11). Dopiero w drugiej części seta, w dużej mierze za sprawą dobrej gry środkowego Stanisława Płochockiego, gracze Inter Marine zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu. Jeśli chodzi o underdoga – to ten najwyżej poprzeczkę zawiesił w środkowej partii. Po bardzo dobrym fragmencie, nie wiemy czy nie najlepszym w obecnym sezonie, zespół Wojciecha Strychalskiego objął prowadzenie 17-16. Niestety dla siebie – po chwili wrócili jednak do ustawień fabrycznych i już po chwili, po kilku błędach z rzędu, z drugiego punktu w meczu cieszyli się gracze Inter Marine Masters (21-17). W trzecim secie sił drużynie BL Volley wystarczyło tylko do stanu 6-5. Co ciekawe – w tym momencie o czas poprosili gracze Inter Marine Masters. Jak się po chwili okazało, był to strzał w dziesiątkę. Od wspomnianego momentu ‘Mastersi’ zdobyli piętnaście punktów, pozwalając jednocześnie rywalom na pięć oczek. Oj, tak – to był prawdziwy walec.

MiszMasz – DSGSA 1-2 (14-21; 18-21; 21-17)

Ostatnio dziwiliśmy się, co te DSGSA tak uczepiło się Pani Agnieszki. Że nigdy nie trafia z typem? Chyba faktycznie coś w tym jest. Kiedy zobaczyliśmy, że Pani Ekspert wskazała na komplet punktów DSGSA, zaniemówiliśmy. Rany, przecież to była taka oczywistość, że trudno wyobrazić nam sobie równie jaskrawy przykład. Wiecie – to był taki pewniak jak to, że oglądając TVP1 i dając plusik, wskoczy nam ‘dwójka’. Nie dość, że DSGSA wygrywa ciągle 2-1, to na dodatek – MiszMasz przegrywa 1-2. Pierwszy set rywalizacji to wyraźna przewaga graczy w bordowych strojach. Po kilku punktach zapomnianego przez nas w zapowiedzi, gdzie wymienialiśmy ex-graczy MiszMaszu – Wiktora Trojanowskiego, zespół w bordowych strojach wysunął się na prowadzenie 12-9. W dalszej części było jeszcze lepiej i finalnie faworyt wygrał tę partię do 14. Nieco większy opór gracze DSGSA napotkali w środkowej odsłonie. Warto przy tym zauważyć, że pod koniec seta team Michała Farona prowadził 17-12 i dopiero w końcówce zaczęli oddawać punkty rywalom. Tym razem obyło się jeszcze bez konsekwencji, o czym przekonali się później gracze w bordowych strojach. Nie było to jednak oczywiste (21-18). Finałowa partia zdawała się zmierzać w kierunku poważnych zmian dla obu drużyn. W przypadku DSGSA miała to być wreszcie wygrana za komplet oczek. W połowie seta po ataku Jakuba Święcickiego beniaminek trzeciej ligi prowadził już 11-7. Myślicie, że nie da się tego zepsuć? Oczywiście, że się da. Po kilku punktach Mateusza Berbeki oraz Antona Kliosa MiszMasz wysunął się na prowadzenie 14-13, a po chwili poszedł za ciosem, wygrywając finalnie do 17.

ME Sulmin Volley – Siatkersi 1-2 (18-21; 21-12; 19-21)

Kilka udanych w ostatnim czasie spotkań wystarczyły do tego aby Redakcja uznała, że Siatkersi są gotowi by w rywalizacji z underdogiem spotkania, wygrywać i to na dodatek za komplet punktów. Do pewnego momentu meczu, wszystko na to wskazywało. Ok, pierwszy set rywalizacji nie był bynajmniej czymś w rodzaju ‘spacerku’. Na początku seta mieliśmy bowiem remis 7-7. Po kilku atakach Filipa SIlwanowicza, Siatkersi wysunęli się na prowadzenie 14-8 i choć po skutecznej grze Kacpra Menczykowskiego gra się z czasem wyrównała (16-15), to końcówka należała już do faworyta (21-18). Środkowa partia to jednak obraz gry, którego się absolutnie nie spodziewaliśmy. Zaskoczeni i to wyraźnie byli również gracze w niebieskich trykotach, którzy rozpoczęli seta…w koszmarny sposób. Chwilę po półmetku i punktach duetu Menczykowski – Bzówka, ME Sulmin Volley prowadził…17-7!  Dalsza część seta to walka faworyta meczu o to, by udało im się uzyskać dwucyfrowy wynik punktowy. Ostatecznie po punktach Ryszarda Rakowicza, Siatkersi skończyli z dwunastoma oczkami na koncie oraz poczuciem delikatnego wstydu. Oj tak, to było te mroczne wydanie Siatkersów z obecnego sezonu. W decydującym o zwycięstwie secie, nieznaczną przewagę osiągnęli gracze w niebieskich strojach. Po ataku Ryszarda Rakowicza, prowadzili oni 14-12. Pod koniec seta Siatkersi zadbali jednak o odpowiednie emocje. Po jedenastym już punkcie Kacpra Menczykowskiego, czarna tablica wyników wskazywała remis 19-19. Ostatnie dwa punkty dające jednocześnie w meczu zdobyli gracze Sebastiana Wilmy. Tak jak wspomnieliśmy, nie była to jednak łatwa przeprawa.

BEemka Volley – Szach-Mat 3-0 (24-22; 21-15; 21-15)

Jak nie idzie, to nie idzie. W Szach-Macie oglądamy ostatnio desperackie próby odmienienia swojej nieciekawej sytuacji. Roszady, zmiany, przesuwanie poszczególnych figur po całej planszy. Kojarzycie filmik, w którym nastoletni Magnus Carlsen nudzi się pojedynkiem z Garrim Kasparowem? No – to tak wyglądają pojedynki drużyny Dawida Kołodzieja. W skrócie – ci się główkują, robią wszystko to, o czym napisaliśmy w pierwszym zdaniu, a niecno znudzony rywal ich ogrywa. Sposób na opędzlowanie Szach-Matu znalazł dziś już chyba każdy. Tu nie rozliczamy drużyny za wczorajszą porażkę. Ok – z BEemką może się zdarzyć. Mówimy o przykrym całokształcie, który nieuchronnie kieruje drużynę do drugiej ligi. Wracając jednak do meczu – Szach-Mat rozpoczął mecz naprawdę obiecująco. Po odważnej grze, w której Szach-Mat nie kalkulował, wysunęli się oni na prowadzenie 17-14. To BEemka była wówczas pod ścianą, ale mimo kryzysowego momentu zdołali doprowadzić do wyrównania po 20. Co więcej – zyskali również pewność siebie, a kiedy to się stało, wiedzieliśmy już, jaki będzie epilog tej historii (24-22). Choć początek drugiego seta BEemka miała dość niemrawy, to oni rośli z każdą kolejną minutą meczu. Tak było w pierwszym, drugim oraz trzecim secie rywalizacji. Na półmetku środkowej partii team Daniela Podgórskiego wysunął się na prowadzenie 10-7. Z czasem po serii błędów ‘Szachistów’ BEemka wysunęła się na prowadzenie 18-13 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-15). W finałowym secie świetną robotę dającą przewagę BEemce dał na zagrywce Dorian Walentynowicz. Albo zdobywał on asa, albo odrzucał rywala od siatki, albo zmuszał do freeballi (13-9). Ostatecznie BEemka wygrała seta do 15, a cały mecz 3-0. Co ciekawe – choć był to ósmy mecz obu drużyn, BEemka wygrała dopiero po raz trzeci. Co więcej – za komplet punktów wygrała drugi raz. Pierwszy raz taka sytuacja miała miejsce ponad trzy lata temu – 20 marca 2023 r.

Merkury – CTO Volley 0-3 (16-21; 28-30; 18-21)

Nie oszukujmy się. Drogi obu drużyn nam się w ostatnim czasie rozjechały. Choć sami nie wiemy, kiedy to wszystko minęło, wczorajsze spotkanie było już piętnastym meczem obu drużyn w rozgrywkach Inter Marine SL3. O ile do niedawna bilans obu ekip był na wyrównanym poziomie, to trzy ostatnie mecze, w których wygrywali gracze CTO, sprawiły, że to ‘Pomarańczowi’ są górą. Po wczorajszym meczu jest to 9 zwycięstw CTO oraz 6 Merkurego. Taka ciekawostka. Po raz ostatni i jedyny w historii Merkury wygrał z CTO za komplet punktów 16 października 2023 r. A CTO z Merkurym? Cóż – poza wczorajszym meczem, również w przedostatnim. Ok – będąc całkowicie uczciwym należy przyznać, że Merkury był bardzo bliski tego, żeby zdobyć choć jeden punkt w meczu. Wówczas ich sytuacja w kontekście gry w grupie mistrzowskiej byłaby zupełnie inna. Mimo prowadzenia 17-14 oraz kilku piłek setowych, ‘Granatowi’ nie zdołali zamknąć seta na swoją korzyść. Ostatecznie po bardzo długiej grze na przewagi z punktu cieszyła się drużyna CTO. Jako że był to ich drugi wygrany set w środowym spotkaniu, mogli oni cieszyć się jednocześnie z siedemnastego zwycięstwa w meczu, grubo. W ogóle to, co robi ogólnie CTO Volley, przypomina nam nieco grę na playstation, którą team CTO już dawno przeszedł. Po dotarciu do mety wybrał jednak opcję NOWA GRA PLUS. W takich przypadkach często bywa jednak tak, że rywale są jeszcze mocniejsi niż w standardowym wydaniu. Akurat ten element nam się nie zgadza.

Tufi Team – Bossman Team 1-2 (17-21; 24-22; 15-21)

Po kilkunastu dniach przerwy Bossman Team wrócił na parkiety Inter Marine SL3. Ich rywalem w środowy wieczór była ekipa Tufi Team, która w obecnej edycji nie radzi sobie najlepiej. Już przed meczem pisaliśmy, że zestawiając ze sobą obie ekipy, Bossman Team zdaje się być wyraźnym faworytem starcia. Potencjalną wygraną gracze Jakuba Kłobuckiego mieli zrobić olbrzymi krok w kierunku grupy mistrzowskiej. Początek rywalizacji pokazał jednak, że nie będzie to łatwa przeprawa dla srebrnych medalistów z sezonu Jesień’24. To gracze Tufi Team rozpoczęli bowiem lepiej i chwilę po półmetku seta wysunęli się na prowadzenie 12-10. W dalszej części seta Bossman prezentował się jednak kapitalnie w obronie, co w ogólnym rozrachunku zmieniło układ sił i zapewniło im pierwszy punkt w meczu (21-17). Środkowa partia to jednak zwrot akcji. Początkowo wszystko szło po myśli faworyta, który zdołał zbudować sobie trzypunktową zaliczkę (14-11). Z czasem Tufi Team nie dawało jednak za wygraną i po kilku punktach wracającego po kontuzji Mateusza Osieckiego w końcówce doprowadzili do wyrównania po 20. Finał seta to bardzo wyrównana gra i walka punkt za punkt. Minimalną przewagę posiadali jednak gracze Tufi, którzy nie pozwolili rywalom na przełamanie. Ostatecznie po punktach Karola Sitkowskiego oraz Mateusza Osieckiego cieszyli się oni z doprowadzenia do wyrównania (24-22). Co ciekawe, wzbudziło to w szeregach Bossmana sporo nerwowości, a to nie jest jednak zbyt częsty widok w ich wykonaniu. Ostatni set to partia, w której zespół Tufi Team absolutnie siadł, a w ich szeregach nie było ani przyjęcia, ani ataku. Nie było po prostu niczego (10-3). Końcówka seta to już lajtowe granie, które nie mogło zmienić oblicza spotkania (21-15).

HANDLUWA – Bayer Gdańsk 0-3 (17-21; 16-21; 19-21)

Oj, nie miała Handluwa w ostatnim czasie ‘dobrej prasy’. Nie ukrywamy, że w stosunku do ex-pierwszoligowca nam się nieco ‘ulewało’. Z drugiej strony – gracze Dawida Gałki z zaskakującą regularnością dostarczali nam contentu. No nie da się czasem nie strzelić do pustej bramki. O ile Redakcja miała mały ubaw, graczom Dawida Gałki nie jest do śmiechu. Już pal licho, które spotkanie wczoraj przegrali. Faktem jest jednak to, że po raz kolejny nie mają oni powodów do optymizmu. Ok – z całą pewnością zagrali wyraźnie lepiej. Ba, można pokusić się nawet o tezę, że ‘grali pięknie jak nigdy, a przegrali jak zawsze’. W pierwszej odsłonie Handluwa prowadziła z faworyzowanym rywalem wyrównaną grę niemal przez całego seta (17-16). Kiedy jednak trzeba było, Bayer podkręcił wyraźnie tempo i finalnie to oni zdobyli cztery ostatnie punkty w secie, którego wygrali do 16. Środkowa odsłona to kolejna całkiem spora szansa Handluwy na punkt. Po skutecznym ataku Macieja Manisty ex-pierwszoligowiec wysunął się na prowadzenie 9-6. Niestety po chwili kilka razy na lewym skrzydle pomylił się kapitan – Dawid Gałka. Tuż po tym Bayer wysunął się na prowadzenie, którego już nie wypuścił (21-16). Ostatni set przez długi czas zdawał się być tym, w którym Bayer uniknie nerwówki i dość szybko upora się z przeciwnikiem. Pomimo prowadzenia 16-9 zaczęli w końcówce popełniać sporo błędów, co w połączeniu z punktami Dominika Jakubowskiego sprawiło, że pod koniec Bayer prowadził zaledwie jednym punktem (20-19). Końcówka to jednak błąd w polu serwisowym, który dał trzeci punkt w meczu ‘Aptekarzom’. Podsumowując – choć wynik nas nie zdziwił, to jednak przebieg gry już trochę tak. Nie był to bynajmniej tak jednostronny mecz, jak wydawało nam się przed jego rozpoczęciem.

Zapowiedź – MATCHDAY #23

Hitem środowej serii gier będzie z pewnością starcie pomiędzy najbardziej utytułowanymi drużynami w historii ligi, w którym niepokonane CTO podejmie pięciokrotnych Mistrzów – Merkurego. Na brak emocji nie będziemy narzekać również w starciu ‘starych dobrych znajomych’, w którym Chilli Amigos podejmie zespół ACTIVNYCH Gdańsk. Zapraszamy na zapowiedź!

Chilli Amigos – ACTIVNI Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

W środowy wieczór zmierzą się ze sobą ‘starzy znajomi’.  Historycznie bowiem, oba zespoły mierzyły się już ośmiokrotnie, z czego drużyna ACTIVNYCH dominowała nad rywalem aż sześć razy. Umówmy się jednak – w obecnym sezonie ekipa Artura Kurkowskiego nie zachwyca ani formą, ani wynikami, ani w sumie niczym innym. W przeciwieństwie do zespołu Chilli Amigos, którzy po kolei jak buldożer rozjeżdżają kolejnych rywali, stających na ich drodze. W tej beczce miodu jest jednak jak zwykle łyżka dziegciu. Mimo super serii wygranych z rzędu, wczoraj ich styl gry w starciu z Hapagiem pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Być może podeszli do meczu z dużo niżej notowanym w tabeli rywalem zbyt lekko, a może jest to pierwszy sygnał, że ich dobra passa może się wkrótce załamać. O ile z drużyną Hapag się upiekło to jednak ACTIVNI mogą nie być tak pobłażliwi i boleśnie ukąsić. Amigos bowiem nie przegrali żadnego spotkania od 13 października 2025 kiedy to ulegli… właśnie ekipie ‘Żółto-czarnych’. Może się więc okazać, że nawet mimo wyższych notowań rywala ACTIVNI mają po prostu patent na drużynę Amigos. Czy tak faktycznie jest, przekonamy się dziś wieczorem.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

TKKF Flota – Aqua Volley

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Dla obu drużyn dzisiejsze starcie będzie drugim meczem w obecnym tygodniu rozgrywek. Los chciał, że oba zespoły grały w poniedziałek z wielkimi faworytami do awansu do trzeciej klasy rozgrywkowej. TKKF Flota zmierzyła się z Tiger Team, natomiast Aqua Volley – z Remedios Sopot Ortopedią. Zgodnie z przedmeczowymi predykacjami obaj dzisiejsi rywale zagrali solidarnie i zgarnęli oklep w stosunku 0-3. Nie jest jednak bynajmniej tak, że we wspomnianych meczach obie drużyny nie miały swoich szans. Jeśli chodzi o Flotę, to gracze Karoliny Kirszensztein stawiali opór bardziej renomowanemu rywalowi przez niemal całe spotkanie. Aby zgarnąć trzy punkty, Tiger Team musiał się porządnie napocić. Poniedziałkowa historia drużyny Aqua Volley jest nieco inna, bo zespół Mateusza Drężka swoją szansę na wygraną seta miał, ale tylko w pierwszym secie rywalizacji. Ostatecznie skończyło się na wielkim zawodzie. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że dziś to spadkowicz z trzeciej ligi będzie faworytem spotkania. Za drużyną Mateusza Drężka przemawia obecnie większość kluczowych statystyk. Aby Flota mogła w ogóle myśleć o korzystnym wyniku, to musi w pierwszej kolejności zredukować liczbę błędów. Spośród wszystkich czwartoligowców to właśnie oni mylą się na mecz najczęściej (27/mecz). Dla porównania Aqua Volley popełnia tych błędów 21. Jest to dość znaczna różnica, która w czwartej lidze ma ogromny wpływ na wynik spotkania. Czy tym razem będzie podobnie?

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

BL Volley – Inter Marine Masters

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Po kapitalnym okresie, w którym gracze Inter Marine Masters wygrali pięć spotkań z rzędu, a na dodatek zgarnęli w nich imponujące czternaście na piętnaście możliwych do zdobycia punktów, team Andrzeja Masiaka musiał uznać wczoraj wyższość drużyny DHP Oliwa. Całe szczęście dla ‘Mastersów’ – była to porażka w stosunku 1-2, co sprawia z kolei, że team w niebieskich trykotach wciąż znajduje się w tabeli na imponującym trzecim miejscu. Wracając jeszcze do wczorajszego spotkania, bardzo ważne jest, aby po porażce szybko się odbudować, wygrać kolejny mecz i w konsekwencji nie rozpamiętywać  tego zbyt długo. Biorąc to pod uwagę trudno nie dojść do wniosku, że obecny terminarz ułożył się dla Inter Marine wybornie, bo dziś wieczorem zespół powalczy o przełamanie z ostatnią drużyną w ligowej tabeli – ekipą BL Volley. Póki co drugoligowa przygoda ‘Tygrysów’ na zapleczu elity wygląda… koszmarnie. Zespół Wojciecha Strychalskiego po awansie zdążył rozegrać pięć spotkań i w ani jednym przypadku nie udało im się wygrać. Co gorsze – po sześciu i pół tygodniach rozgrywek ‘Tygrysy’ pozostają jedyną drużyną bez podziału na ligi, która nie zdołała wygrać choćby seta. Oczywiście fatalne wyniki można pewnie tłumaczyć problemami kadrowymi, z którymi boryka się drużyna. Z drugiej strony nie sposób nie wspomnieć o tym, że każdy z zawodników prezentuje aktualnie o wiele gorszą formę niż w minionej, rewelacyjnej kampanii. Dziś wieczorem przekonamy się, czy kilkanaście dni przerwy od rozgrywek to odpowiednio długi okres, aby krwawiące wciąż rany po nieudanej inauguracji zdążyły się w jakiś sposób zabliźnić. O to – biorąc pod uwagę formę ‘Mastersów’ w obecnym sezonie – będzie jednak wybitnie trudno.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

MiszMasz – DSGSA

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Niewiele osób, a już na pewno nie spoza zainteresowanych drużyn, pamięta, że prawdopodobnie nie byłoby w Inter Marine SL3 zespołu DSGSA, gdyby nie to, że to właśnie w szeregach MiszMaszu swoją przygodę rozpoczynali Michał Faron oraz Olgierd Minol. Nie wiemy, co działo się dokładnie w drużynie, ale fakt jest taki, że z czasem aktualny kapitan DSGSA zaczął sondować możliwość założenia własnej drużyny. Ostatecznie udało mu się to przed sezonem Jesień’25, team rozpoczął przygodę w czwartej lidze, z której z czasem awansował. Już po awansie do trzeciej ligi zespół DSGSA stał się absolutną rewelacją i jednym z bardzo poważnych kandydatów do awansu. Jak do tej pory ‘Bordowi’ rozegrali w trzeciej lidze siedem spotkań i za każdym razem mecz kończył się ich zwycięstwem. Oczywiście jest też ta mniej korzystna dla ‘Bordowych’ narracja. Warto zwrócić bowiem uwagę na to, że aż w sześciu przypadkach zespół DSGSA tracił punkt, a to może mieć niebagatelne znaczenie w kontekście potencjalnego awansu, o którym już nikt w zespole nie milczy. Przed dzisiejszym meczem pewniakiem zdaje się wygrana faworyta w stosunku 2-1. Warto zwrócić bowiem uwagę na to, że o ile DSGSA wygrywa niemal wszystko po podziale punktów, to ich najbliższy rywal robi coś na zasadzie lustrzanego odbicia. Poza jednym wyjątkiem ilekroć w obecnym sezonie grali, przegrywali w stosunku 1-2. Jeśli dziś nie padnie taki wynik, to przestajemy wierzyć już we wszystko, co widzimy. Na logikę jest to tak oczywiste, że gdyby mecz można było obstawiać u bukmachera, kurs byłby na tyle niski, że nie warto byłoby ryzykować.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

ME Sulmin Volley – Siatkersi

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

To już chyba oficjalne. Po koszmarnym początku sezonu, w którym Siatkersi zanotowali trzy porażki w trzech spotkaniach, zespół Sebastiana Wilmy wrócił. Nie jest bynajmniej tak, że był to powrót przesadnie imponujący. Co to, to nie. Był to raczej powolny proces odbudowywania nadszarpniętego wizerunku. Początek tej drogi to spotkanie z Hapag-Lloyd, w którym Siatkersi wygrali zaledwie po podziale punktów. Dużo lepiej gracze w niebieskich trykotach zaprezentowali się… w przegranym meczu z Inter Marine Masters 2. Oj tak, tam były już momenty i uważamy, że to był prawdziwy moment zwrotny drużyny. Prawdziwy wystrzał formy datowany jest na początek kwietnia, gdzie Siatkersi w wielkim stylu ograli za komplet punktów VB Inter-Grahen Sulmin. Kilka dni później taki sam wynik osiągnęli w rywalizacji z TKKF Flotą, a to dało im bardzo duży skok w ligowej tabeli. Sądzimy, że dziś wieczorem Siatkersi po raz kolejny zaprezentują się z dobrej strony i zdołają ograć ME Sulmin Volley. Choć gracze Fabiana Ehrlicha są w obecnym sezonie na ogół przez nas chwaleni, to jednak fakty są takie, że znajdują się oni niemal na samym dole ligowej tabeli. Aktualnie mają pięć oczek po sześciu rozegranych meczach. W obozie Sulmina mają jednak nadzieję, że dziś to się zmieni. Choć nie są bez szans, będzie to dość trudne zadanie. Ich rywal jest bowiem na ewidentnej zwyżce formy.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

BEemka Volley – Szach-Mat

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Zastanawiamy się, czy przed rozpoczęciem sezonu znalazłaby się choć jedna osoba, która przewidziałaby, że zaczynając siódmy tydzień rozgrywek, w elicie wciąż będzie team, który nie zdoła wygrać choć jednego spotkania. Nawet jeśli znaleźlibyśmy taką osobę, historia taka się przecież już w rozgrywkach zdarzała, to jesteśmy bardzo ciekawi, czy ktoś wskazałby, że tym teamem będzie… Szach-Mat. Rany, nie wiemy co dzieje się aktualnie z ‘Szachistami’, ale faktem jest to, że w obecnej kampanii rozegrali oni sześć spotkań i za każdym razem kończyło się tak samo – porażką. Aktualnie zespół Dawida Kołodzieja zbliża się powoli do niechlubnego rekordu drużyny, który miał miejsce na przełomie sezonów Jesień’22 oraz Wiosna’23. Ostatecznie we wspomnianym sezonie Szach-Mat zdołał się utrzymać, zajmując finalnie siódme miejsce w lidze. Co ciekawe – tuż pod nimi byli gracze BEemki Volley, którzy w ostatecznym rozrachunku spadli z ligi. Jak to mówią – czasami trzeba zrobić krok wstecz, by po chwili zrobić dwa do przodu. BEemka zdaje się być idealnym potwierdzeniem, bo sorry, ale gdzie dziś jest Szach-Mat, a gdzie BEemka Volley? Zespół Daniela Podgórskiego jest aktualnym wicemistrzem Inter Marine SL3 oraz w czołówce ligi. Przez wiele osób są oni uważani również za poważnego kandydata do zdetronizowania drużyny CTO i wprowadzenia ‘nowego ładu’. Cóż – jeśli faktycznie ma tak być, to dziś muszą wygrać i to najlepiej za pełną pulę.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Merkury – CTO Volley

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Będziemy o tym pisać albo do znudzenia, albo do momentu, w którym kapitalna seria dobiegnie końca. Wczoraj wieczorem gracze CTO Volley sięgnęli po szesnastą wygraną z rzędu, co w pierwszej lidze brzmi wręcz nieprawdopodobnie. Warto zwrócić bowiem uwagę na okoliczności i aktualną siłę ligi, co jeszcze bardziej podbija rangę dokonania graczy w pomarańczowych strojach. Co ciekawe – im w zasadzie przestało przeszkadzać to, że mają problemy kadrowe i kolejni gracze z meczu na mecz odkrywają nowe umiejętności. Wczoraj wieczorem zabrakło kapitana Bartosza Sobstyla? Proszę bardzo – na sypie zagrał środkowy Szymon Rachwalski. Zastanawiamy się, co musiałoby się stać, aby CTO przegrało aktualnie mecz. Może gra z minimalną liczbą dopuszczonych graczy (czterech)? Pisząc całkiem serio – dziś kolejny, trudny egzamin dla CTO. Wieczorem zmierzą się oni z odwiecznym rywalem – Merkurym i z pewnością łatwo nie będzie. Aktualnie pięciokrotni Mistrzowie wciąż nie mają pewnej sytuacji odnośnie gry w grupie mistrzowskiej. Po sześciu rozegranych spotkaniach to właśnie oni są aktualnie poza burtą. Oczywiście jeszcze nic nie jest przesądzone, a zespół AiP, który plasuje się obecnie na drugim miejscu, ma o zaledwie dwa punkty więcej. Warto przy tym zaznaczyć, że ci rozegrali o dwa spotkania więcej. To w przypadku potencjalnej porażki może nie mieć jednak zbyt dużej wagi. W naszych oczach to właśnie gracze CTO są dziś faworytem.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Tufi Team – Bossman Team

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Jak rozpatrywać wczorajszy wynik Tufi Team z liderem rozgrywek? Jeden punkt nie jest zły. Warto zwrócić bowiem uwagę na to, że w konfrontacji z CTO nie każdego stać na to, by nie wracać do domu ‘na pustaka’. Z drugiej strony trudno nie wspomnieć tu o sporym niedosycie. Na starcie rywalizacji gracze Pawła Szafrana rozpoczęli od bardzo dobrego grania i w konsekwencji ograli aktualnego mistrza i drużynę, która śrubuje liczbę wygranych spotkań z rzędu do 15. Do połowy drugiego seta również było nieźle, ale z czasem gracze Tufi zanotowali przestój i finalnie spotkanie zakończyło się w stosunku 1-2. Choć prawdopodobieństwo na grupę mistrzowską jest już iluzoryczne, to jednak gracze Tufi Team zdają się być o krok przed grupą goniących drużyn. Nie oznacza to bynajmniej, że mają oni komfortową sytuację w kontekście utrzymania. O ligowe punkty muszą walczyć w każdym meczu, również dziś, kiedy rywal zdaje się być wyraźnym faworytem. Swoje ostatnie spotkanie Bossman Team w Inter Marine SL3 rozgrywał ponad dwa tygodnie temu. Wówczas team dowodzony przez Jakuba Kłobuckiego w bardzo dobrym stylu rozprawił się z Merkurym i w ligowej tabeli znalazł się niemal na samym szczycie. Brak meczu sprawił, że sytuacja w ligowej układance się nieco pozmieniała, ale tak czy siak – Bossman zdaje się być pewniakiem do czołowej piątki ligi. Aktualnie po sześciu spotkaniach mają na swoim koncie jedenaście punktów. Przypomnijmy, że w minionej edycji po rundzie zasadniczej team z puszką piwa w logo miał na swoim koncie trzynaście oczek i wówczas taki wynik wystarczył do grupy mistrzowskiej. Teraz taki scenariusz jest mało prawdopodobny i w naszym odczuciu punktów potrzeba będzie więcej. Niemniej jednak, do końca rundy zasadniczej Bossman zmierzy się jeszcze z BEemką, Szach-Matem oraz dziś z Tufi. W naszym odczuciu będą oni faworytem co najmniej dwóch wspomnianych spotkań, a to oznacza, że w optymistycznym i chyba realnym scenariuszu – przed nimi walka o medale.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

HANDLUWA – Bayer Gdańsk

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził. Nawiązujemy tu do poniedziałkowego starcia Handluwy, w którym team Dawida Gałki rywalizował z faworyzowaną drużyną Energi Trefl Gdańsk. Choć przed meczem nie dawaliśmy im większych szans na powodzenie, to jednak złapaliśmy się na tym, że trochę trzymaliśmy za nich kciuki. Z boku przykro nam się patrzy, jak drużyna sukcesywnie z meczu na mecz, z tygodnia na tydzień obumiera. Zastanawiamy się aktualnie, ile team ma w sobie samozaparcia. Trudno jest przegrywać wszystkie mecze i zachować przy tym cierpliwość. Wiecie – obawiamy się, że po spadku do trzeciej ligi, a wszystko na to wskazuje, drużynie będzie po prostu trudno się zebrać i bądź co bądź – kawałek historii ligi po prostu przepadnie. Tak czy siak – dziś przed drużyną Dawida Gałki kolejne, piekielnie trudne zadanie. Kolejny mecz, gdzie nie dajemy Handluwie większych szans na wygraną choćby seta, o meczu nawet nie wspominając. Choć w obecnej kampanii Bayer Gdańsk zdaje się mieć nieco niższą formę niż na jesień, to nie wyobrażamy sobie scenariusza, w którym ‘Aptekarzom’ nie udałoby się sięgnąć po komplet punktów. Potencjalna wygrana za trzy oczka sprawi, że team Damiana Harica zanotuje spory boost w ligowej tabeli i poprawi morale drużyny, które po ostatnich meczach z Mastersami oraz Flotą nie były zbyt dobre.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

MATCHDAY #22

Za nami dwudziesty drugi dzień meczowy w sezonie Wiosna’26. We wtorek sensacyjnie swoje pierwsze spotkanie przegrała ekipa Remedios Sopot Ortopedia. Świetną serię kontynuują za to gracze CTO Volley, Chilli Amigos oraz Crafveny. Zapraszamy na podsumowanie!

Hapag-Lloyd – Chilli Amigos 0-3 (16-21; 14-21; 20-22)

Na mecz z drużyną Hapag-Lloyd sympatycy Chilli Amigos mogą i z pewnością spoglądają z dwóch różnych perspektyw. Pierwsza, ta przyjemniejsza, wygląda tak, że ‘Amigos’ zgarnęli we wtorkowy wieczór komplet punktów. Biorąc pod uwagę to, że tego samego dnia punkty pogubił lider, Remedios Sopot Ortopedia, sprawia, że wszystko zdaje się być perfekcyjne. Z drugiej strony nie sposób nie wspomnieć o tym, że styl gry ‘Amigos’ we wtorkowy wieczór pozostawiał wiele do życzenia. Owszem – trzy punkty były, ale każdy, kto oglądał spotkanie, wie, że gracze Pawła Kalety mieli problem z tym, by stłamsić ostatnią drużynę w ligowej tabeli. Jakby tego było mało, w trzecim secie rywalizacji było dosłownie o włos od tego, by to ‘Logistycy’ cieszyli się ze zwycięstwa. Do tego jednak jeszcze wrócimy. Początek rywalizacji układał się dla ‘Amigos’ bardzo dobrze. Po ataku Piotra Kławsiucia team w czerwonych trykotach prowadził 13-8 i nic nie wskazywało na to, że rywal mógłby im realnie zagrozić. Po chwili Hapag-Lloyd się jednak rozkręcił, w czym spory udział miał nowy gracz w obozie ‘Logistyków’ – Tomasz Lis (14-13). Tym razem skończyło się jednak wyłącznie na ostrzeżeniu – w dalszej części gracze Chilli podkręcili tempo i wygrali seta do 16. Środkowa partia rozpoczęła się od czegoś, czego nie do końca spodziewali się gracze ‘Amigos’. Po sporej niedokładności u niepokonanej jak do tej pory drużyny, underdog wysunął się na prowadzenie 9-6. Dalsza część to jednak skuteczna gra w polu serwisowym graczy w czerwonych trykotach, po której wysunęli się oni na prowadzenie 12-11. Z czasem oglądaliśmy  już jednostronną grę, w której faworyt wygrał do 14. Ostatni set to zdecydowanie najciekawsza partia w meczu. Od samego początku gracze Chilli nie mieli kompletnie pomysłu na sforsowanie zasieków rywali. Ba – po bardzo dobrej grze to gracze w pomarańczowych trykotach byli bliżsi zwycięstwa. Pod koniec prowadzili nawet 20-18, ale kilka błędów w końcówce sprawiło, że cztery oczka zdobył faworyt, który mimo presji podołał zadaniu i wygrał seta do 20.

Remedios Sopot Ortopedia – Feniks Gdańsk 1-2 (16-21; 20-22; 24-22)

To samo pisaliśmy dwa tygodnie w kontekście drużyny Challengers. Wówczas wydawało nam się bardzo mało prawdopodobne, żeby to właśnie oni wykruszyli się z grona niepokonanych drużyn w pierwszej kolejności. Kolejnym ‘murem, którego w teorii nie dało się skruszyć’ była ekipa Remedios Sopot Ortopedia, której w zapowiedzi przedmeczowej zdążyliśmy gratulować awansu do trzeciej ligi. Parafrazując słynne powiedzonko – ‘myślał Remedios o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli’. Oj, kapitan Remediosu – Maciej Kot miau (hehe) we wtorkowy wieczór nietęgą minę. Ledwie kilka dni wcześniej wraz z prowadzoną przez siebie drużyną Only Spikes zdołał ograć Feniksa. Wczoraj miało być tak samo, tyle tylko, że za komplet punktów. I wiecie co? Feniks udowodnił, że rozdawanie punktów przed meczem jest strasznym błędem. Od początku spotkania to oni prowadzili grę i po bardzo dobrej grze w bloku, objęli prowadzenie 14-8. W dalszej części seta nie było próby gonienia wyniku. Było podjęcie próby tego, by się nie skompromitować. Choć pod koniec było już 20-11 dla drużyny Łukasza Dubickiego, to mieli oni problem z wykończeniem rywala, co finalnie udało im się dopiero po pięciu kolejnych piłkach (21-16). Środkowa partia zdawała się być wielkim powrotem Remediosu, który po akcjach Michała Niewiadomskiego, objął prowadzenie 14-9. Zamiast jednak pójść za ciosem jak zrobił to w pierwszej części Feniks, ci dopuścili rywala do głosu. Końcówka seta? Kryminał w wykonaniu lidera czwartej ligi. Choć gracze w biało-złotych strojach prowadzili 20-17 to…pięć kolejnych punktów zdobył Feniks, który stał się pierwszą drużyną w sezonie, która zdołała ograć lidera (22-20). Co ciekawe – zespół Łukasza Dubickiego nie nasycił się dwoma punktami. Zamiast tego – parł po trzeci punkt. Pod koniec meczu byli bardzo bliscy realizacji celu. Choć prowadzili 20-18, to po skutecznych atakach Macieja Kota, sytuacja uległa w końcówce zmianie, co pozwoliło Remediosowi utrzymać fotel lidera czwartej ligi. A Feniks? Wow – to było coś naprawdę wielkiego, gratulacje!

VB Inter-Grahen Sulmin – Craftvena 1-2 (12-21; 21-15; 19-21)

To co ważniejsze z perspektywy VB Inter-Grahen Sulmin niż to, co działo się we wtorkowy wieczór na parkiecie Ergo Areny, działo się… w kuluarach. Z informacji, do których dotarła Redakcja, jasno wynika, że z ekipą z Sulmina dzieje się coś bardzo niepokojącego, a problemy kadrowe nie były we wtorek przypadkiem. Tematem drużyna żyła przed oraz po samym meczu. Co więcej – nie jest to przypadek odosobniony, bo z tego co wiemy, frekwencja na treningach również w ostatnim czasie nie powala. W skrócie – dzieje się źle, a drużyna zdaje się powoli pękać od środka. Ok – spodziewamy się elementu wyparcia, zaprzeczeń, tupania nogami, ale my już podobnych historii kilka przerabialiśmy. Co więcej – rzadko które z tych historii kończyły się happy-endem. Ciekawe jak będzie w tym przypadku. Sytuacji drużyny z Sulmina nie poprawia również fakt, że we wtorek przegrali oni kolejne spotkanie. Ok – jakieś pozytywne aspekty były, przy odrobinie szczęścia mogło to się potoczyć nawet inaczej. Jest jednak jak jest i to ‘Rzemieślnicy’ wygrali, co jest już pewną normą – a jakże, po podziale punktów. W obecnej kampanii team Bartosza Zakrzewskiego rozegrał osiem spotkań i za każdym razem mecz kończył się ich zwycięstwem w stosunku 2-1. Co ciekawe – doborowe towarzystwo się nam ostatnio kruszy. Na tę chwilę Craftvena pozostaje w elitarnym gronie ośmiu drużyn, które nie przegrały jeszcze spotkania. Wow, gratulacje!

Tufi Team – CTO Volley 1-2 (21-15; 15-21; 15-21)

Po raz ostatni gracze CTO Volley przegrali 24 września 2025 r. Niewiarygodne. Co ciekawe – wówczas przegrali z drużyną Volley Gdańsk, który z czasem okazała się spadkowiczem z najwyższej klasy rozgrywkowej. Żeby nie było – nie twierdzimy, że gracze Tufi Team spadną do niższej ligi. Już teraz wiadomo jednak, że będą oni walczyć o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wobec tego oraz kolejnego już razu, gdy team w pomarańczowych barwach miał problemy kadrowe, można było się zastanawiać, czy kapitalna seria dobiegnie we wtorek końca. Co ciekawe – te obawy dla graczy CTO były podlewane kanistrem z benzyną od samego początku spotkania. Wtorkowe spotkanie rozpoczęło się bowiem od stanu 7-1 dla Tufi. W dalszej części seta CTO się nieco odkręciło, ale o wygranej nie mogło być już mowy (21-15). Środkowa partia do połowy seta to wyrównana gra. W obecnym sezonie oglądaliśmy ten obrazek już kilkukrotnie i jest to aspekt, nad którym ‘Tuffiki’ muszą się pochylić. Mianowicie – w pewnym momencie z nie do końca wyjaśnionych przyczyn ich odcina. W drugim secie gracze CTO moment zawahania rywala wykorzystali perfekcyjnie i w konsekwencji wygrali seta do 15. Ostatni set to już tryb, w którym gracze CTO zamieniają się w Super Saiyanina. Rany, co to była za świetna gra w obronie. Po tym jak ‘Tuffikom’ było trudno dobić się do parkietu, ‘Pomarańczowi’ wysunęli się na prowadzenie 15-9 i po chwili zapewnili sobie szesnastą (!) wygraną z rzędu. Niewiarygodne. Warto tu podkreślić, że choć tytuł MVP przypadł Adamowi Sobstylowi, to należy pochwalić środkowego – Szymona Rachwalskiego, który wobec absencji kapitana i nominalnego sypacza podjął się zadania z gatunku mission impossible i zagrał na rozegraniu. Imponujące, brawo!

Inter Marine Masters – DHP Oliwa 1-2 (20-22; 21-15; 19-21)

W narracji budowanej w zapowiedziach podkreślaliśmy, że DHP Oliwa ma z ‘Mastersami’ rachunki do wyrównania. Odkąd obie drużyny spotykają się w rozgrywkach Inter Marine SL3, trudno jest narzekać na nudę. Nie inaczej było i we wtorkowy wieczór, gdzie gracze DHP Oliwy przełamali trwający od 7 października 2024 r. impas w spotkaniach z ‘Mastersami’. Warto przy tym podkreślić, że o zwycięstwo nie było łatwo. Od samego początku spotkania oglądaliśmy bowiem bardzo wyrównaną grę. Na półmetku premierowej partii mieliśmy remis po 12. Z czasem zdecydowanie bliżej zwycięstwa byli gracze w niebieskich trykotach. Pod koniec seta po skutecznym ataku Stanisława Płochockiego prowadzili oni już 19-16. Choć do zakończenia seta było tak blisko, DHP Oliwa miała nieco inny plan. Po kapitalnym fragmencie Jakuba Jeżewskiego, który okazał się maszyną nie do zatrzymania, ‘Oliwiacy’ odrobili straty, a następnie wygrali seta do 20. Niewykorzystana szansa była czymś, co utkwiło z pewnością ‘Mastersom’ w głowach. Początkowo pomyśleliśmy, że zadziała to jak kotwica, która w kolejnych partiach nie pozwoli im ruszyć do przodu. Nic bardziej mylnego. W branży morskiej nie z takimi problemami sobie radzą i Inter Marine rozpoczęło tę partię od prawdziwej kanonady na zagrywce, po której wysunęli się na prowadzenie 10-2. Tak wysokie prowadzenie musiało ustawić dalszą część seta i istotnie tak było. ‘Mastersi’ nie dali sobie już zrobić krzywdy i w konsekwencji doprowadzili do wyrównania stanu rywalizacji (21-15). To oznaczało, że trzeci set zapowiadał nam się wręcz wybornie. W finałowej partii żadna z ekip nie chciała dopuścić do sytuacji, w której ich rywal zdołałby się ‘zerwać’. Walka punkt za punkt trwała od samego początku aż do stanu po 15. Końcówka seta? To był prawdziwy flashback wydarzeń z premierowej odsłony. Najpierw na prowadzenie wysunęli się ‘Mastersi’, ale nieustępliwa Oliwa nie dawała za wygraną. Determinacja sprawiła, że dwa punkty trafiły do ‘Oliwiaków’ – brawo!

VB Sulmin – EKO-HURT 1-2 (15-21; 21-13; 12-21)

Jak zauważono w ostatnim ‘tygodniku kibica’, po raz ostatni kiedy w zapowiedzi napisaliśmy tekst ‘od miasta do miasta, po mistrzostwo i basta’ – faworyt wówczas zawiódł, przegrał mecz i jak możecie się domyślić – awansu również nie było. Prawdę mówiąc, po tym jak ‘Hurtownicy’ bez większego problemu wygrali pierwszą partię do 15, to w środkowym secie – w ich grze coś się ewidentnie zacięło. Już w pierwszej części środkowego seta faworyzowany Eko-Hurt zanotował spory przestój, a tego rywale nie mogli nie wykorzystać. Po skutecznym bloku Damiana Kolki, po którym wspomniany gracz doznał kontuzji palca, VB wysunął się na prowadzenie 11-8. Z czasem z perspektywy Eko-Hurtu było już coraz gorzej. Team zaczął popełniać koszmarne błędy, tak jak wówczas, gdy przebijali palcami piłkę prosto w siatkę. Swoje dołożyli oczywiście również gracze z Sulmina, którzy wskoczyli na wysoki poziom i finalnie wygrali tę odsłonę do 13. To właśnie w tym momencie przeszło nam przez myśl, czy Eko-Hurt nie przegra przypadkiem pierwszego spotkania w sezonie. Trzeci set rywalizacji to jednak świetny start drużyny Pawła Dawczaka. Już w początkowej fazie seta gracze z Sulmina musieli wykorzystać dwa przysługujące im ‘czasy’. To, jak się po chwili okazało, nic im nie dało. Po świetnej zagrywce Konrada Gawrewicza oraz atakach Pawła Dawczaka Eko-Hurt cieszył się z wygranej do 12, a całego meczu 2-1. Niestety z ich perspektywy nie udało im się zrównać liczbą punktów z liderem – Volleyem Gdańsk.

Inter Marine Masters 2 – Only Spikes 1-2 (19-21; 19-21; 21-14)

‘oops! they did it again’. W czwartej lidze nie ma już dla drużyny Only Spikes jakichś świętości. Nie ma drużyny, przed którą zespół Patryka Łabędzia by się kładł jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Inter Marine Masters 2 byli faworytem spotkania? No i co z tego, gramy swoje! Początek wtorkowego spotkania rozpoczął się kapitalnie dla graczy w żółtych trykotach. Po ataku najlepszego gracza poprzedniego tygodnia bez podziału na ligi – Adriana Schramki, zespół Only Spikes wysunął się na prowadzenie 12-9. Z czasem rywale nie dawali jednak za wygraną i pościg udał im się pod koniec seta, kiedy team w niebieskich trykotach doprowadził do wyrównania po 19. Choć karta zdawała się odwracać, to po jednym błędzie oraz punkcie kapitana drużyny przeciwnej, z wygranej pierwszego seta cieszyli się gracze Only Spikes (21-19). Środkowa odsłona to kapitalna gra drużyny Only Spikes, szczególnie w obronie. Rany, ileż potu musieli wylać gracze Inter Marine Masters 2, by dobić się we wtorkowy wieczór do parkietu (15-12). W końcowej fazie seta ‘Mastersi’ znowu gonili, znowu byli bliscy, ale podobnie jak wcześniej – znowu przegrali i znowu po atakach tego samego zawodnika – Patryka Łabędzia (21-19). Ostatni set rywalizacji to partia, w której gracze Only Spikes zdawali się być… nasyceni. To pierwszy taki obrazek w ich historii. Wyglądało to tak, jakby sama wygrana była już osiągnięta i w teamie nie było przesadnej presji na wygraną za komplet oczek. Oczywiście poprawiła się również sama gra ‘Mastersów’, którzy wygrali seta do 14, ale próżno tu było mówić o jakimkolwiek szczęściu. Bądź co bądź – we wtorkowy wieczór zawiedli.

Kraken – MiszMasz 2-1 (21-19; 21-19; 14-21)

Całkiem poważnie zastanawiamy się, czy da się utrzymać w lidze, przegrywając wszystkie spotkania w stosunku 1-2. Ok – jakieś odstępstwo od tego było. Nie tak dawno zespół Rafała Wróblewskiego wygrał przecież, a jakże – po podziale punktów z drużyną Stay Win. Wtorkowe spotkanie z Krakenem to jednak już szósta porażka w sezonie MiszMaszu i co ciekawe – kiedy ci przegrywali, za każdym razem odbywało się to na tych samych zasadach – w stosunku 1-2. Warto przy tym zauważyć, że w meczu było stosunkowo blisko niespodzianki. Od samego początku MiszMasz podszedł bowiem do spotkania z faworyzowanym rywalem bez jakichkolwiek kompleksów. Na półmetku pierwszego seta mieliśmy remis po 13. Kraken dopiero po chwili ‘przełamał’ przeciwnika i po atakach Volodymyra Krolenko wysunął się na dwupunktowe prowadzenie (16-14), które w ostatecznym rozrachunku zapewniło im pierwszy punkt w meczu (21-19). Choć wynik środkowej partii był taki sam, to jednak obraz gry się istotnie różnił. Po dwóch skutecznych atakach Igora Kopcia to gracze w zielonych strojach zdawali się mieć autostradę do wygrania środkowej partii. Pod koniec seta prowadzili bowiem 18-16. Niestety dla siebie – po chwili popełnili dwa niewymuszone błędy, po których Kraken odzyskał swoje ‘momentum’ i finalnie zdołał sprzątnąć punkt rywalom sprzed nosa (21-19). To, co nie udało się MiszMaszowi w dwóch pierwszych odsłonach, udało się wreszcie w finałowej partii. Choć lepiej rozpoczął Kraken (9-7), to po punktach duetu Anton Klios oraz Andrzej Lubański MiszMasz wysunął się na pięciopunktowe prowadzenie (16-11), które z czasem jeszcze powiększył (21-14). Zdobyty jeden punkt nie zmienia jednak postaci rzeczy, że MiszMasz może czuć po tym meczu pewien niedosyt.

Stay Win – Team Spontan 1-2 (22-24; 22-24; 21-19)

Już na przedmeczowej rozgrzewce zorientowaliśmy się, że nie będzie to ‘standardowe spotkanie’. W szeregach Spontana brakowało bowiem dwóch kluczowych graczy – Mateusza Skwarca oraz Damiana Urbanowicza. O ile przed spotkaniem byliśmy pewni, że ‘Spontaniczni’ zgarną trzy oczka, tak z czasem ta pewność ewoluowała w wielką wątpliwość. Ta została spotęgowana już na początku spotkania, gdzie Stay Win na tle renomowanego rywala, prezentował się bardzo dobrze. Ależ to była gra, ależ to była walka. Wielokrotnie w obecnym sezonie podkreślaliśmy, że Stay Win ma w obecnej kampanii mniej punktów, niż na to zasługuje. Serio – team Tomka Bobcowa gra w naszym odczuciu wyraźnie lepiej niż w poprzedniej edycji. Cóż jednak z tego, gdy  brakuje im odrobiny szczęścia? Pod koniec premierowej partii ‘Hotelarze’ prowadzili 20-19, ale po punktach środkowego – Mikołaja Temczyka oraz Krzysztofa Lepera, z premierowego punktu cieszyli się ‘Spontaniczni’ (24-22). Co więcej – pech nie opuszczał ekipy Stay Win, która po świetnej grze, prowadziła w środkowej partii 15-11. Dalsza część seta to jednak przebudzenie faworyta meczu, który po raz kolejny sprzątnął rywalom wygraną sprzed nosa. Szczególnie szkoda z perspektywy ‘Hotelarzy’ końcówki seta, gdzie mieli w górze sytuacyjną piłkę, ale zachowali się zbyt asekuracyjnie. Finalnie zamiast punktu – musieli oglądać przez siatkę jak z wygranej cieszyli się rywale. Niewiarygodne. Trzeci set to kolejna już próba Stay Win. Co ciekawe – w naszym odczuciu szansa na powodzenie była tu najmniejsza. Tym razem to ‘Spontaniczni’ prowadzili grę i prowadzili 16-14. Po świetnych atakach Tomasza Bobcowa w końcówce seta, Stay Win dopiął finalnie swego i zgarnął punkt z faworyzowanym rywalem. Mimo to do domu wracali oni z poczuciem niedosytu. Z tej cytryny można było wycisnąć znacznie więcej soku.

Zapowiedź – MATCHDAY #22

Zaczynamy dwudziesty drugi dzień meczowy w sezonie Wiosna’26. Dziś wieczorem kolejny krok w kierunku obrony tytułu mistrzowskiego postara się zrobić CTO Volley, który śrubuję liczbę wygranych spotkań z rzędu. Zapraszamy na zapowiedź!

Hapag-Lloyd – Chilli Amigos

Godz.: 19:30, boisko nr: 1

Doszliśmy do momentu, w którym wyrozumiałość dla drużyny Hapag-Lloyd się skończyła. W ostatnim czasie 'Pomarańczowi’ mogli się o tym przekonać, oglądając Magazyn Inter Marine SL3, gdzie omawiając ich mecz z 'Mastersami’, pokusiliśmy się o tezę, że było to najgorsze spotkanie drużyny od kilku dobrych miesięcy. Będąc całkowicie uczciwymi, musimy wspomnieć jednak o tym, że w kolejnym meczu, tym razem z ACTIVNYMI, team zaprezentował się już lepiej. To oczywiście nie przyniosło im punktów, ale nie było też wstydu. Mimo to trudno nie cofnąć się o kilka tygodni wstecz i nie przypomnieć głoszonych przez nas tez, że Hapag-Lloyd nie będzie miał problemów z tym, by pobić wynik z poprzedniej edycji, gdzie finalnie uzbierali trzy oczka. Aktualnie mają dwa, a o wyrównanie tego dorobku zespół Joanny Kożuch powalczy dziś z rozpędzoną ekipą Chilli Amigos. Tak jak wspominaliśmy we wspomnianym magazynie – w osiągnięciu korzystnego wyniku pomoże drużynie Tomasz Lis, który ma absolutnie wszystko do tego, by stać się absolutnym liderem drużyny. Kto wie – być może wspomniany transfer pomoże drużynie wskoczyć na wyższy poziom. Obojętnie jednak, czy tak będzie, czy jednak nie – to Chilli Amigos jest dziś faworytem meczu. Jak do tej pory zespół Pawła Kalety prezentuje się kapitalnie i do meczu z 'Logistykami’ podchodzi z serią sześciu wygranych w obecnym sezonie. Nie ma wątpliwości – dziś ich plan to trzy punkty, a każdy inny wynik zostanie uznany za katastrofę. Chcąc znaleźć się na podium, takie mecze jak dziś trzeba wygrywać w stosunku 3-0.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Remedios Sopot Ortopedia – Feniks Gdańsk

Godz.: 19:30, boisko nr: 2

W minionej edycji do bezpośredniego awansu do trzeciej ligi trzeba było uzbierać aż 32 punkty. Sezon wcześniej do miejsca premiowanego awansem trzeba było mieć uzbieranych 28 oczek. Jak będzie tym razem? Aktualnie Remedios Sopot Ortopedia ma 20 punktów po siedmiu rozegranych meczach, co zdaje się być wynikiem kapitalnym. Nie oznacza to bynajmniej, że chwilę po półmetku sezonu Remedios może spocząć na laurach. W naszym odczuciu do spokojnego awansu potrzebują jeszcze 10–11 oczek w sześciu nadchodzących meczach. Cóż – naprawdę nie wyobrażamy sobie, aby mogło im się przydarzyć coś złego. Do realizacji celu wystarczy im punktowanie ze średnią 1,66 na mecz. Jak do tej pory była to średnia 2,85, więc byłby to chyba najbardziej spektakularny zjazd w historii ligi. Sądzimy, że po dzisiejszym spotkaniu z dziesięciu wspomnianych punktów pozostanie już tylko siedem. Remedios jest w naszych oczach wyraźnym faworytem spotkania i sytuacji nie zmienia tu fakt, że ich rywal miewa przebłyski, w których ich gra wygląda naprawdę nieźle. Co do ogółu – są jednak drużyną, która z całą pewnością nie będzie liczyć się w obecnym sezonie o podium rozgrywek. Jeśli nasze przedmeczowe predykcje się sprawdzą, to po dzisiejszym starciu ich bilans będzie dość zawstydzający. Dwa zwycięstwa i sześć porażek to na pewno nie coś, na co liczyli gracze Łukasza Dubickiego.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

VB Inter-Grahen Sulmin – Craftvena

Godz.: 19:30, boisko nr: 3

Nie wiemy nawet co napisać. Mówią, że nie kopie się leżącego, ale zachodzimy w głowę, co dzieje się z graczami VB Inter-Grahen Sulmin. Z jednej strony wszystko się tam zgadza. Nowe transfery z wyższych lig, trener z dużym doświadczeniem ligowym, regularne treningi, poziom organizacyjny na niespotykanym dla innych poziomie. Wreszcie – okrzepnięcie w rozgrywkach i zdobyte doświadczenie. W teorii wszystko się tam zgadza. Wszystko powinno być inne, lepsze, dokładniejsze. Problemy graczy w czarnych strojach były widoczne już na samym początku sezonu. Wówczas wydawało się, że team za chwilę 'zaskoczy’. Owszem – był nawet taki moment, po którym uznaliśmy: ok, wrócili. Później nastąpił najmroczniejszy mrok, jaki można sobie tylko wyobrazić. Miało być lepiej, a jest zdecydowanie gorzej. Co tu mówić – jest tragicznie. Przegrane sety, gdzie team ma wyraźny problem z tym, by wyjść 'z dyszki’, to zupełne novum. Dziś wieczorem gracze Mateusza Pietrzykowskiego zagrają z Craftveną, która będzie z pewnością faworytem starcia. Owszem – 'Rzemieślnicy’ nie prezentują się obecnie jakoś wybitnie, ale są przy tym zabójczo skuteczni. Jak do tej pory zespół Bartosza Zakrzewskiego rozegrał siedem spotkań i… była to szczęśliwa siódemka. Nie sądzimy, że dziś wieczorem sprzyjająca karta miałaby się od nich odwrócić. Choć nie będzie to łatwa przeprawa, Craftvena powinna dziś wygrać po podziale punktów.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Tufi Team – CTO Volley

Godz.: 20:30, boisko nr: 1

Kłopoty, kłopoty Tufi Team. Przed drużyną Pawła Szafrana bardzo ważny tydzień rozgrywek. Zespół 'Tuffików’ dziś oraz jutro rozegra bowiem dwa spotkania, które mogą mieć ogromne znaczenie w kontekście przyszłości drużyny. Po sześciu rozegranych meczach sytuacja drużyny nie jest zbyt dobra. Zespół Pawła Szafrana zdołał wygrać zaledwie jeden pojedynek, a ostatnio przegrał również z beniaminkiem pierwszej ligi – Fuxem Pępowo. To oznacza z kolei, że na kilka spotkań przed końcem rundy zasadniczej Tufi Team ma zaledwie… dwa punkty przewagi nad ostatnią drużyną w tabeli, a to już realny problem. Kiedy pod uwagę weźmiemy fakt, że dziś zmierzą się oni z CTO Volley, perspektywa na najbliższy okres zaczyna wyglądać przerażająco. Owszem – historycznie underdog spotkania potrafił zaskoczyć CTO Volley, nawet dwukrotnie. W naszym jednak odczuciu ówczesna forma obu ekip nie była tak różna, jak ma to miejsce dzisiaj. Nie dość, że Tufi mają swoje problemy, to na dodatek ich rywale przeżywają aktualnie świetny okres. Do spotkania CTO podejdzie jako aktualny mistrz rozgrywek, który na dodatek jest również liderem. Co więcej – aktualna seria wygranych z rzędu CTO to już… 15 zwycięstw! O ile wykręcenie takiej serii jest już ogromnym wyczynem, to taki wynik w pierwszej lidze brzmi aktualnie jak abstrakcja. Jeśli dziś CTO wygra po raz kolejny, będzie to kolejny krok w kierunku czwartego mistrzostwa Inter Marine SL3. Winszujemy, serio.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Inter Marine Masters – DHP Oliwa

Godz.: 20:30, boisko nr: 2

Pisząc zapowiedź tego spotkania, nie da się nie wrócić pamięcią do wydarzeń z poprzedniej edycji, gdzie obie drużyny do samego końca walczyły o to, aby uniknąć konieczności gry w barażu lub – co gorsze – bezpośredniego spadku do trzeciej ligi. Jednym z absolutnie kluczowych spotkań dla układu tabeli drugiej ligi było starcie rozegrane 13 listopada 2025 r., które wygrała ekipa Inter Marine Masters. Zawodnicy biorący udział w tamtym wydarzeniu oraz spora część społeczności Inter Marine SL3 pamiętają jednak, jak emocjonujące i wyrównane to było starcie. Dziś ciężar gatunkowy i ładunek emocjonalny meczu nie są aż tak duże jak wówczas. Nie oznacza to bynajmniej, że dla obu ekip nie będzie to bardzo ważne spotkanie. Jeśli chodzi o drużynę Andrzeja Masiaka – Inter Marine Masters to team jest obecnie jednym z największych wygranych sezonu Wiosna’26. Precyzując – zespół zanotował olbrzymi skok jakościowy i w sześciu dotychczasowych spotkaniach wygrał aż pięć. Biorąc pod uwagę to, że zarówno dziś, jak i jutro z ekipą BL Volley będą oni faworytem, sytuacja po obecnym tygodniu może być już kapitalna i… zacznie pachnieć podium rozgrywek. Oczywiście te plany będą chcieli im dziś pokrzyżować gracze DHP Oliwy, którzy po siedmiu rozegranych meczach plasują się na jedenastym miejscu w ligowej tabeli. Ok – ich przewaga nad miejscami spadkowymi oraz barażowym zdaje się być bezpieczna. Nie oznacza to jednak, że taki wynik punktowy satysfakcjonuje drużynę Adama Wyrzykowskiego i potencjalną wygraną dziś wieczorem zespół będzie chciał rozpocząć marsz w górę tabeli. Choć faworytem będą rywale, potencjalna wygrana DHP Oliwy jest jedną z opcji, która 'leży na stole’.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

VB Sulmin – EKO-HURT

Godz.: 20:30, boisko nr: 3

’Od miasta do miasta, po mistrzostwo i basta’. Kolejnym przystankiem wklepanym w nawigację przez graczy Eko-Hurtu będzie Sulmin. Jak do tej pory plan nakreślony przed sezonem w siedzibie Eko-Hurtu jest realizowany w kapitalny sposób. Team Pawła Dawczaka w kampanii Wiosna’26 rozegrał sześć spotkań i wciąż pozostaje jedną z dwóch niepokonanych drużyn w drugiej lidze. Jeśli dziś dwukrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 zgarnąć trzy oczka, wskoczą na sam szczyt ligowej układanki. Będzie to możliwe dlatego, że mają oni lepszy stosunek małych punktów, a to może mieć bardzo duże znaczenie na koniec maja. Dodatkowo, jeśli wszystko potoczy się po ich myśli to fotel lidera utrzymają na dłużej, bo Volley Gdańsk w obecnym tygodniu nie ma zaplanowanego żadnego spotkania. Oczywiście liczą się jeszcze Mastersi, którzy mają do rozegrania dwa mecze, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że Eko-Hurt może dziś zrobić gigantyczny krok w kierunku upragnionej elity. Oczywiście – nie ma co dzielić skóry na żywym niedźwiedziu. Jesteśmy przekonani, że zespół Daniela Bąby nie odda punktów bez walki. Bardzo dużo będzie tu zależało od dyspozycji dnia graczy w czerwono-czarnych strojach. Z VB Sulmin w obecnej kampanii jest bowiem taka sytuacja, że świetne fragmenty są stosunkowo często przeplatane tymi zawstydzającymi. Jeśli jednak zespół 'Przyjezdnych’ chce dziś zaskoczyć swojego rywala, musi wspiąć się na wyżyny własnych umiejętności.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Inter Marine Masters 2 – Only Spikes

Godz.: 21:30, boisko nr: 1

Piękny sen drużyny Only Spikes trwa. Prawdę mówiąc, aż nam trochę głupio tak chwalić jedną z drużyn. Nie przypominamy sobie bowiem, żeby tak dobry PR miała jakakolwiek z drużyn w bardzo długiej historii rozgrywek. Wynika to oczywiście z faktu, jak ogromny progres zrobiła drużyna Patryka Łabędzia w kilku ostatnich sezonach. Bo powiedzmy sobie szczerze – to wygląda tak, jakby ojciec wyjechał w delegację na dwa tygodnie, a po powrocie do domu, dziecko, które chwilę wcześniej nie umiało powiedzieć choćby słowa, aktualnie składa już proste zdania. Owszem – są drużyny, które mówią już płynnie, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że rozwój drużyny w żółtych trykotach jest absolutnie niewiarygodny. Oczywiście – wciąż zdarzają im się bardzo słabe momenty, tak jak ten w pierwszym secie rywalizacji z Feniksem Gdańsk. Ważne jest natomiast to, że pomimo porażki zespół w żółtych trykotach potrafi się podnieść i w ostatecznym rozrachunku ograć rywala. Przed teamem Only Spikes dziś jednak bardzo trudne zadanie i z pewnością nie będą oni faworytem. Zespół Inter Marine Masters 2 plasuje się obecnie w górnej części tabeli i w siedmiu dotychczasowych spotkaniach wygrał pięciokrotnie. Ich mecze z czubem tabeli – Remediosem oraz Tiger Teamem – pokazały jednak, że są oni w stanie rywalizować z najsilniejszymi drużynami w czwartej lidze. Nie może być zatem zaskoczeniem to, że dziś stawiamy właśnie na nich, i to pomimo faktu, że rywalom idzie bardzo dobrze.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Kraken – MiszMasz

Godz.: 21:30, boisko nr: 2

Mamy świadomość, że obecnie się powtarzamy, ale wciąż nie potrafimy zrozumieć tego, co dzieje się obecnie w zespole Kraken. Przed sezonem ex-drugoligowiec dokonał pewnych roszad kadrowych i według powszechnej opinii społeczności Inter Marine SL3 był jednym z naturalnych kandydatów do podium rozgrywek. Już początek sezonu pokazał, że nie będzie to jednak tak łatwe zadanie, jak mogłoby się wydawać. Zespół Jurija Charczuka albo tracił punkty z drużynami z dolnych partii ligowej tabeli (jak ze Stay Win oraz Staltestem Pomorze), albo – co gorsze – z nimi przegrywał. Choć porażka z Audiofonem była z pewnością bolesna, można ją było jeszcze jakoś przełknąć. Prawdziwą sensacją była z kolei porażka Krakena z… Sharksami. Ci drudzy radzą sobie bowiem w obecnej kampanii fatalnie i na półmetku sezonu plasują się na samym końcu, a na piętnaście możliwych do zdobycia punktów zdobyli zaledwie trzy. Po takim a nie innym początku sezonu już chyba nikt nie obstawia scenariusza, w którym Kraken miałby jakimś cudem odpalić i włączyć się do walki o wysokie cele. To oczywiście bardzo dobra wiadomość dla MiszMaszu, który rozegra dziś siódme spotkanie w sezonie Wiosna’26. Póki co – jest źle. Sytuacji tej nie zmienia fakt, że MiszMasz wygrał niedawno spotkanie z ekipą Stay Win. Problem polega na tym, że na jedno zwycięstwo przypadło aż pięć porażek. Nos podpowiada nam, że pomimo wyraźnego spadku formy rywali, dziś zespół Rafała Wróblewskiego przegra po raz kolejny. Biorąc pod uwagę, że jutro team zmierzy się również z DSGSA – po obecnym tygodniu sytuacja MiszMaszu może zrobić się już niemal beznadziejna. Oczywiście jest też szansa, że będzie znacznie lepiej, ale tak jak można wywnioskować z ogólnej narracji – będzie o to trudno. Cholernie trudno.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Stay Win – Team Spontan

Godz.: 21:30, boisko nr: 3

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Drużyna Team Spontan nam się rozkręca. Po dość niemrawym początku sezonu, w którym zespół Piotra Raczyńskiego przegrał zaskakująco z ekipą Kraken Team, Spontan wygrał cztery kolejne spotkania i – jakby tego było mało – zgarnął przy tym jedenaście na dwanaście możliwych do zdobycia punktów. Dzięki świetnej postawie w kilku kolejnych kolejkach Spontan zanotował gigantyczny skok w ligowej tabeli i ponownie stał się jednym z głównych kandydatów do awansu. Prawdę mówiąc – w naszym odczuciu są oni gotowi już od dawna. Jakości w drużynie nie brakuje i jeśli tylko przestaną mieć wpadki jak w przeszłości – powinno być dobrze. Aktualnie 'Spontaniczni’ mają szansę, żeby przy równej liczbie rozegranych spotkań co lider mieli dokładnie taką samą liczbę punktów. Aby tak się jednak stało, dziś zespół Piotra Raczyńskiego musi wygrać w stosunku 3-0, co jest oczywiście fatalną wiadomością dla zespołu Stay Win. Co ciekawe – będzie to jedyne możliwe zestawienie ze sobą drużyn, które w rozgrywkach Inter Marine SL3 występują od samego początku. Dzisiejsze starcie będzie meczem numer 8 dla obu ekip. Póki co zdecydowanie lepszym bilansem mogą pochwalić się 'Spontaniczni’, którzy wygrali aż sześć z siedmiu rozegranych spotkań. Jeśli dziś wieczorem padnie taki sam wynik jak 20 października 2025 r., drużyna Tomasza Bobcowa znajdzie się w bardzo nieciekawym położeniu. Wspominaliśmy to wielokrotnie, ale Stay Win prezentuje się w obecnej edycji naprawdę nieźle, choć w ślad za tym nie idą wyniki. Jeśli sytuacja nie ulegnie szybko zmianie, 'Hotelarze’ po raz kolejny mogą mieć problemy z utrzymaniem. W związku z tym dziś muszą powalczyć o punkty, nie zważając na klasę oraz ambicje rywala. Jak można się jednak domyślić, o punkty będzie niezwykle trudno.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

MATCHDAY #21

W poniedziałkowy wieczór przekroczyliśmy 50% ligowych zmagań w sezonie Wiosna’26. Z całą pewnością nie był to wieczór Speednetu. Ten pierwszoligowiec przegrał bowiem spotkanie z AiP w stosunku 0-3. Ekipa Speednetu 2 przegrała z kolei z Old Boysami. Zapraszamy na podsumowanie!

TKKF Flota – Tiger Team 0-3 (13-21; 19-21; 17-21)

No nie było to wybitne widowisko, nie oszukujmy się. Z drugiej strony, czy sugerowaliśmy, że tak będzie? No raczej nie. Wszyscy wiemy, w jakim stylu wygrywają w obecnym sezonie wielcy faworyci. Tyczy się to zarówno Tiger Teamu, jak i Remediosa. Niby wygrane są, ale prawdę mówiąc nie brakuje momentów, w których sympatycy tych drużyn mogliby oczekiwać od swoich ulubieńców więcej. No bo powiedzmy sobie wprost. Jeśli Tiger Team faktycznie ma ambicje na powrót do trzeciej ligi, to raczej nie powinien męczyć się z TKKF Flotą. A Tiger to wiecie – niby pięknie zaprojektowane stroje, świetny szew, niezwykle czarna czerń, potężny sponsor na klatce piersiowej. Problem jednak w tym, że połowa drużyny te stroje miała, połowa zapomniała, a część nawet nie została wysłana. Rozumiecie analogię? Niby jest pięknie, ale często team wystawia się na dość łatwą krytykę. Ok – w pierwszym secie zespół Marcina Kwidzińskiego stanął na wysokości zadania i w konsekwencji wygrał tę partię do 13. Wspomniany drugi set? Na półmetku seta underdog prowadził 8-6. Z czasem Tiger wysunął się na minimalne prowadzenie, ale za nic w świecie nie zdołał odskoczyć rywalom. Ilekroć zdobyli punkt, mieliśmy do czynienia z ‘Flotą cieni’. 14-13; 16-15; 18-17 itd. Z drugiej strony warto podkreślić, że Flocie nie udało się zrobić przełamania i ostatecznie taktyka 'punkt za punkt’ nie doprowadziła ich do niczego dobrego. No może do tego, że 'pięknie przegrali’ (21-19). Trzeci set? Flota miała swoje momenty. Pod koniec mieliśmy nawet remis po 15. Kiedy jednak trzeba było, faworyt za sprawą swojego kapitana – Marcina Kwidzińskiego – zapewnił sobie trzeci punkt w meczu (21-17).

HANDLUWA – Energa Trefl Gdańsk 0-3 (10-21; 24-26; 15-21)

Ostatnio tak mocno zaskoczeni byliśmy kiedy po nocy nastał dzień. Już w zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że poniedziałkowe spotkanie będzie dla Energi doskonałą okazją do tego, by po raz pierwszy w obecnym sezonie wygrać za komplet punktów. Co więcej – niemoc 'gdańskich lwów’ trwała… ponad pół roku. Po raz ostatni team za pełną pulę wygrał we wrześniu ubiegłego roku. Początek spotkania to fragment, w którym najmłodsza drużyna w lidze objęła błyskawicznie prowadzenie. Oj tak, to był nokaut, po którym Handluwa nie miała ochoty na dalszą walkę. Na półmetku premierowej partii było bowiem 12-4. W dalszej części seta zespół Dawida Gałki był po prostu dalej bezradny i w konsekwencji zdołał 'uciułać’ dziesięć oczek. Bardzo często w obecnym sezonie Handluwa ma z faworyzowanymi rywalami 'swoje pięć minut’. W meczu z graczami Ariela Fijoła wspomniany okres przypadł na drugiego seta rywalizacji. Choć przez długi fragment nic nie wskazywało na problemy graczy w żółtych trykotach (16-10), to w dalszej części zaczęli popełniać oni błędy. Dodatkowo Handluwa miała naprawdę niezły fragment i w konsekwencji zdołała doprowadzić do wyrównania po 20. W końcówce mieli nawet dwie piłki setowe, ale ostatecznie Trefl zdołał wykaraskać się z problemów i finalnie wygrał tę partię do 24. Ostatnia partia meczu to set, w którym z Handluwy zeszło już nieco powietrze. Z boku można było odnieść wrażenie, że po tym jak nie udało im się wygrać środkowej partii, zupełnie stracili wiarę w zdobycie choćby jednego punktu. W konsekwencji trzeci set rozpoczął się od wysokiego prowadzenia faworyta (15-6), które z czasem zostało co prawda zniwelowane, ale jak wiadomo – nic to Handluwie nie dało. W naszym odczuciu – azymut na trzecią ligę został obrany już kilka tygodni temu.

Remedios Sopot Ortopedia – Aqua Volley 3-0 (21-19; 21-13; 21-8)

Wystawiając typ Redakcji nie zadrżała nam ręka. Byliśmy przekonani, ze mecz zakończy się wynikiem 3-0 dla wielkiego faworyta do wygrania ligi. Choć w ostatecznym rozrachunku mieliśmy rację, to nie możemy nie wspomnieć, że w meczu gracze w biało-złotych strojach mieli swoje problemy. Mowa tu rzecz jasna o wydarzeniach z pierwszego seta, gdzie przez bardzo długie fragmenty, Remedios nie miał pomysłu jak ‘oszukać’ rywala. Ku naszemu zaskoczeniu, Aqua nieprzesadnie przestraszyła się swojego rywala i w pierwszym secie zagrała bez jakichkolwiek kompleksów. To do pewnego momentu przynosiło oczekiwany skutek. Kiedy na tablicy wyników było 14-11 czy 17-15 dla zespołu Aqua Volley to pachniało stratą drugiego punktu w sezonie przez drużyny Macieja Kota. Mając jednak w drużynie tylu wartościowych graczy, któryś z nich weźmie ciężar wyprowadzenia teamu z opałów. W końcówce ‘strażakiem’ Remediosu okazał się środkowy Piotr Zacharek, którego punkty w końcówce dały faworytowi pierwszy punkt w meczu. W ostatnim czasie sporo uwagi poświęcaliśmy na ‘pragmatycznym stylu’ drużyny. No – to ci wzięli to sobie chyba do serca. W drugim i trzecim secie widzieliśmy wreszcie presję na swoim przeciwniku od pierwszego do ostatniego momentu w meczu. Do pewnego momentu Aqua się jeszcze jako tako trzymała (12-10). Im dalej w las, tym bardziej zarysowywała się przewaga faworyta (21-13). Trzeci set to już konkretne lanie. Nie, nie takie, że Aqua dostała klapsa w tyłek. Tu ojciec odpalił protokół ‘kabel od prodiża’. Oj, będzie jeszcze kilka dni bolało (21-8).

AIP – Speednet 3-0 (21-9; 21-12; 21-12)

Hej, 'Programiści’ – coś wam się zepsuło w napisanym przez Was kodzie. Nie no, bez jaj – co to w ogóle było? Przez kilka ostatnich tygodni forsowaliśmy narrację, że to Szach-Mat prezentuje obecnie najsłabszą formę spośród wszystkich pierwszoligowców. Cóż – nie mamy już pewności, bo Speednet robi naprawdę bardzo dużo, aby nasza opinia w tej kwestii ewoluowała. Prawdę mówiąc – i przysięgamy, że tu nie podkręcamy dla contentu – nie pamiętamy 'Programistów’ z równie parszywą formą. Mecz zaczął się dla nich w koszmarny sposób. Już na początku spotkania społeczności Inter Marine SL3 przedstawił się nowy gracz – Miłosz Kruk. Tu mała dygresja. Szkoda, że ten debiut przypadł akurat na mecz z tak dysponowanym rywalem, bo wspomniany gracz może mieć mylne poczucie, że ten poziom SL3 to raczej taki nie do końca. Wiecie – że nie opłaca się przyjeżdżać. Tak czy siak – po kilku atakach tego 'koksa’ gracze AiP wysunęli się na wysokie prowadzenie 15-7, którego nie dało się roztrwonić (21-9). Do tego momentu można było mieć jeszcze poczucie, że wiecie – pierwsze śliwki robaczywki. Nic z tego. Ok – było nieco lepiej w bloku, coś tam podbijali, czasami nawet zaatakowali, ale bez jaj – to był występ katastrofalny (21-12). Nie chcemy, aby nasze podsumowanie skręciło w stronę, że to tylko Speednet grał tragicznie (choć grał, umówmy się). Bo prawdę mówiąc gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a gracze AiP zagrali wczoraj świetnie i zrobili bardzo duży krok w kierunku czołowej piątki. Z kronikarskiego obowiązku jesteśmy winni napisania wyniku trzeciego seta – było 21-12. Brawo!

Speednet 2 – Old Boys 0-3 (18-21; 20-22; 14-21)

W zapowiedziach przedmeczowych nie dawaliśmy nadziei sympatykom drużyny Old Boys. Choć w naszych oczach gracze z Pruszcza Gdańskiego byli faworytem rywalizacji, nie dawaliśmy im większych szans na komplet punktów. Tę historię widzieliśmy bowiem już tyle razy, że uznaliśmy to za normę. Wczoraj wieczorem – choć było do tego blisko – team Bartłomieja Kniecia zdołał jednak zgarnąć trzy oczka. Czas pokaże, czy była to jedynie zmiana tymczasowa, czy jednak coś się ruszyło. Niemniej jednak – po poniedziałkowym starciu team znad Raduni wskoczył na wysokie, czwarte miejsce w tabeli. Początek spotkania to wyrównana gra obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 10. Po punktach duetu, który dziś prezentuje barwy Old Boys, a w przeszłości był sprawcą historycznego awansu Staltestu do elity – Mateusza Batyry oraz Jakuba Klimczaka – Old Boys objęli prowadzenie 14-10. Z czasem Speednet doprowadził co prawda do wyrównania, ale nowy as w talii Bartłomieja Kniecia – Szymon Kobyliński – zapewnił graczom w białych trykotach pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa partia była jednocześnie tą najciekawszą. Oj, pachniało w niej tym, abyśmy po raz kolejny pisali o tym samym. W drugiej części Old Boysi prowadzili 18-13, ale zamiast postawić kropkę nad 'i’, dopuścili swojego rywala do głosu. Wówczas skojarzyły nam się dwa obrazki z obecnego sezonu. Dwa z tego samego boiska, dwa z tym samym rywalem, dwa w tym samym secie (drugim). Sami sprawdźcie:

– Speednet 2 – VB Sulmin – 11-13 -> 24-22

– Old Boys – VB Sulmin – 14-11 -> 19-21

Przecież gdy Speednet zaczął odrabiać straty, byliśmy pewni jak to się skończy. Ostatecznie przy stanie 20-20 – Szymon Kobyliński zapewnił swojej drużynie drugi punkt w meczu (22-20). Ostatnia partia okazała się już formalnością dla graczy w białych trykotach. Partia rozpoczęła się od stanu 6-1 co ustawiło dalszą część seta.

Flota TGD Team – Sharks 1-2 (21-13; 19-21; 19-21)

Nie da się przejść obojętnie wobec tego, co wyprawia w obecnej kampanii Flota TGD Team. Cóż to jest za rozstrzał. Z jednej strony potrafią grać naprawdę świetnie, zgarniają tytuł zawodnika czy nawet drużyny tygodnia. Kiedy z kolei stawiamy na to, że ograją swojego rywala za komplet oczek… ci totalnie zawodzą. To oczywiście nie jest jedyny problem Floty, bo po porażce wracają oni do punktu wyjścia. Gdyby wczoraj wygrali, to już chyba tylko cud mógłby sprawić, że skończyliby sezon za Sharksami. Dziś już tego nie wiadomo. Różnica pomiędzy dziewiątą Flotą a trzynastymi Sharksami to zaledwie trzy punkty. Ech – mistrzowie komplikowania sobie sytuacji. Nie od początku poniedziałkowego meczu było z ich perspektywy jednak źle. Spotkanie rozpoczęło się dla graczy Karoliny Kirszensztein wybornie. Zdecydowana i niekwestionowana przewaga 'Flociarzy’ sprawiła, że ci cieszyli się po chwili ze zwycięstwa do 13. Pomiędzy setami w obozie Sharks zdano sobie chyba sprawę, że tak grając – los drużyny w dalszej części sezonu będzie przesądzony. Nie wiemy, co zadziało się w obozie 'Rekinów’, ale od początku drugiej partii zobaczyliśmy drużynę zupełnie odmienioną. Lepszą. Skuteczniejszą. Taką, która zdołała zniwelować atuty swoich rywali. Już na początku seta 'Rekiny’ wysunęły się na prowadzenie 9-5 i choć Flota zdołała się zbliżyć do rywala na jeden punkt, ostatnie słowo należało do beniaminka (21-19). W trzeciej partii absolutnie kluczowym momentem seta był jego półmetek, gdzie ze stanu 10-10, po kilku skutecznych atakach dobrze dysponowanego Artura Kuleszy, Sharksi wysunęli się na prowadzenie 14-10. Końcowa faza seta to fragment, gdzie poczuliśmy déjà vu. Flota próbowała, ale były to próby daremne (21-19).

Zapowiedź – MATCHDAY #21

Zaczynamy siódmy tydzień rozgrywek w sezonie Wiosna’26. W poniedziałkowej serii gier dojdzie do sześciu spotkań. O przełamanie powalczą dziś Sharksi, którzy po awansie plasują się na ostatnim miejscu w trzeciej lidze. Ciekawie zapowiada się również starcie w drugiej lidze, gdzie Speednet 2 zmierzy się z ekipą Old Boys. Zapraszamy na zapowiedź!

TKKF Flota – Tiger Team

Godz.: 19:45, boisko nr: 1

Po kilku wcześniejszych spotkaniach uznaliśmy, że wygrana drużyny TKKF Floty jest już kwestią czasu. W minionym tygodniu team Karoliny Kirszensztein rywalizował z mającą swoje problemy drużyną Siatkersów i mając to na uwadze, długo wahaliśmy się, na jaki typ postawić. W naszej głowie rozważaliśmy bowiem scenariusz, w którym to Flota sięgnie po wygraną. Ostatecznie postawiliśmy jednak na Siatkersów, ale uznaliśmy, że w meczu dojdzie do podziału punktów. Niestety dla TKKF Floty stało się inaczej, a zespół nie był w stanie powalczyć z rywalem, przegrywając w stosunku 0-3. Taki zimny prysznic nie był z pewnością niczym miłym dla ekipy, która wciąż nie zdołała wygrać choćby jednego meczu. Póki co bilans Floty wygląda tak, że na zero zwycięstw Flota aż siedmiokrotnie musiała uznać wyższość rywala. Co więcej – wszystko wskazuje na to, że po dzisiejszym wieczorze ten bilans stanie się jeszcze gorszy. Rywalem Floty będzie bowiem aktualny lider czwartej ligi – Tiger Team. Jak do tej pory zespół Marcina Kwidzińskiego może pochwalić się absolutnie kapitalnym bilansem siedmiu zwycięstw bez choćby jednej porażki na koncie. Oczywiście – najtrudniejsze mecze dopiero przed 'Tygrysami’. Biorąc to jednak pod uwagę, z ich perspektywy świetnie byłoby dziś zdobyć trzy oczka i zająć przed decydującą fazą sezonu 'pole position’.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

HANDLUWA – Energa Trefl Gdańsk

Godz.: 19:45, boisko nr: 2

Zaczęliśmy się poważnie zastanawiać, czy dożyjemy jeszcze czasu, w którym Handluwa zdoła wygrać jakikolwiek mecz. Rany, takiego wzbicia się w powietrze i spektakularnego upadku nie doświadczył sam Ikar. Przypomnijmy, że początek przygody Handluwy w rozgrywkach Inter Marine SL3 to seria… dwunastu wygranych z rzędu. Ba – już po awansie do drugiej ligi też było świetnie, a łącznie przez 24 pierwsze spotkania w rozgrywkach Inter Marine SL3 team Dawida Gałki wygrał aż w 22 przypadkach. Od końca wspomnianego kapitalnego okresu nie minął nawet rok, w którym team zagrał 21 spotkań, z których… przegrał aż 20. Niesamowite, prawda? Żadna inna drużyna wcześniej – nie wierzymy również, żeby powtórzyło się to w przyszłości – nie przeżyła czegoś takiego, czego doświadczyli gracze Handluwy. Podróż do nieba, a następnie upadek wprost do ligowego piekła. Dziś wieczorem drużyna przegra najprawdopodobniej swój 20 (!) mecz z rzędu i jest to już szósta najbardziej parszywa seria w historii ligi. Jeszcze dwa mecze i Handluwa przeskoczy VB Sulmin oraz Oliwę, a wówczas przed nimi będzie już tylko Speednet 2, DNV oraz Hapag-Lloyd. Brawo – miło jest się zapisać na kartach historii. Dziś wieczorem Energa Trefl Gdańsk po dwóch porażkach z rzędu stanie przed ogromną szansą na pierwszy komplet oczek w sezonie Wiosna’26. Co ciekawe, po raz ostatni 'gdańskie lwy’ za trzy punkty wygrali… 16 września 2025 r. Jeśli jednak dziś wieczorem nie zlekceważą rywali – jak zrobił to Volley oraz Speednet 2 – powinni stanąć na wysokości zadania.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

Remedios Sopot Ortopedia – Aqua Volley

Godz.: 19:45, boisko nr: 3

Kilkukrotnie w obecnej kampanii wspominaliśmy o bardzo pragmatycznym stylu gry drużyny Remedios Sopot Ortopedia. Mimo że od jakości w drużynie aż kipi, 'Ortopedzi’ nie mają w sobie większego ciśnienia na to, aby stłamsić przeciwnika. My przynajmniej tego nie widzimy. Wielokrotnie w obecnej kampanii zespół dowodzony przez Macieja Kota rywalizował z drużynami z dołu ligowej tabeli i choć mógł im dokręcić śrubę, wolał tak na spokojnie. Zamiast wygrać do 5, wygrywał do 15. Serio – nie żartujemy i naprawdę odnosimy wrażenie, że jest to gra na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Gra, gdzie jest sporo rotacji, zabawy i gdzie nie ma presji. Wkraczamy jednak powoli w okres sezonu, w którym prędzej czy później dojdzie do nieco trudniejszych pojedynków. Zastanawiamy się, czy wówczas również Remedios zdoła zachować tę zimną krew, która jest dla nich tak charakterystyczna. Dziś wieczorem zespół Macieja Kota zmierzy się z ekipą Aqua Volley i nie ma co do tego wątpliwości – będzie wyraźnym faworytem starcia. W obecnej kampanii drużyna Mateusza Drężka zdaje się być ekipą ze środka ligowej stawki. Mowa tu o drużynie, która nie musi raczej drżeć, gdy mierzy się z Hapag-Lloyd. Jednocześnie po kilku meczach stało się jasne, że czwartoligowych parkietów to oni raczej nie zwojują, a potencjalny powrót do trzeciej ligi zdaje się być w obecnych okolicznościach niemożliwy. Wobec tego – każdy inny wynik niż 3-0 dla faworyta byłby dla nas sensacją.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

AIP – Speednet

Godz.: 20:45, boisko nr: 1

Z pewnością 'nie tak’ wyobrażały sobie obecnego sezonu obie drużyny. Nie ma się co tutaj przesadnie dziwić. Zespół AiP zajął w minionej kampanii bardzo wysokie – trzecie miejsce w ligowej tabeli, a jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Aktualny okres nie jest jednak tak dobry jak poprzednio i chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Po siedmiu rozegranych w obecnej kampanii spotkaniach zespół Adriana Ossowskiego ma na swoim koncie dziesięć oczek. W analogicznym okresie w minionej edycji mieli tych punktów… aż piętnaście. Spadek formy sprawia, że AiP jest aktualnie bardzo poważnym kandydatem do tego, że to właśnie ich mogłoby zabraknąć w grupie mistrzowskiej. Poza faktem, że plasują się oni na szóstym miejscu, na dodatek rozegrali o jedno spotkanie więcej od każdej z drużyn, która wyprzedza ich w tabeli. To oznacza, że aby w ogóle myśleć o czołowej piątce – AiP musi dziś wygrać za komplet oczek. Paradoksalnie o to nie musi być aż tak trudno. Jeśli zespół AiP ma aktualnie swoje kłopoty, to nie wiemy nawet co napisać o Speednecie, który w sześciu rozegranych do tej pory spotkaniach uciułał… sześć oczek. To z kolei zaledwie o jeden punkt więcej niż ma aktualnie ostatnia drużyna w tabeli – Szach-Mat. Potencjalny spadek, który do niedawna wydawał się abstrakcyjną wizją, zaczyna być coraz bardziej realnym scenariuszem. Tu już nie ma czasu na kalkulowanie. Trzeba zacząć zdobywać punkty, a tak jak wspomnieliśmy wcześniej – o to nie będzie dziś łatwo.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Speednet 2 – Old Boys

Godz.: 20:45, boisko nr: 2

Pomimo faktu, że obie drużyny wygrały swoje mecze w minionym tygodniu, trudno tu mówić o jakiejkolwiek satysfakcji. Przypomnijmy, że tydzień temu Speednet 2 rywalizował z pogrążoną w potężnym kryzysie Handluwą. Choć we wspomnianym spotkaniu 'Programiści’ byli absolutnym faworytem meczu, brak koncentracji oraz nadmierne rozprężenie sprawiły, że Speednet stracił możliwość na komplet punktów. Czy nas to przesadnie zdziwiło? Mamy mieszane uczucia. Z jednej strony taki obrazek w przypadku Speednetu widzieliśmy już wielokrotnie. Z drugiej – Handluwa we wspomnianym meczu zaprezentowała się tak źle, że pokusiliśmy się nawet o tezę, że ograliby ich gracze Speednetu 2 z ich pierwszego sezonu w rozgrywkach. Jak wiadomo – od tamtego czasu poziom wszystkich drużyn bardzo mocno ewoluował. Sytuację Speednetu z minionego tygodnia doskonale rozumieją gracze Old Boys. W wielu płaszczyznach uznajemy nawet, że dziś wieczorem zmierzą się bliźniacze drużyny. To jest nieprawdopodobne, ile razy w historii drużyna Old Boys grała do pewnego momentu meczu kapitalnie, a nagle notowała przestój, po którym rywale mijali ich na ostatnim wirażu i finalnie sprzątnęli Old Boysom wygraną z rąk. Kto wie, gdzie dziś byłaby drużyna Bartłomieja Kniecia, gdyby z tak niespotykaną regularnością nie mieli oni wpadek jak ta z VB Sulmin. W naszym odczuciu – i podkreślamy to w zasadzie co tydzień – drużynę z Pruszcza Gdańskiego stać na to, by powalczyć o awans do elity. Aby tak się jednak stało, coś musiałoby się jednak zmienić. Sądzimy jednak, że nie nastąpi to dziś wieczorem i choć Old Boysi wygrają w naszych oczach ze Speednetem, to w meczu stracą jeden punkt.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Flota TGD Team – Sharks

Godz.: 20:45, boisko nr: 3

Choć od 'środy popielcowej’ minęło już kilka dobrych tygodni, nadszedł czas, gdzie i Redakcja musi posypać głowę popiołem. Przyznajemy – dawno tak nie przestrzeliliśmy z oceną potencjału drużyny. Nie wypieramy się naszych słów z początku sezonu, gdzie po dwóch porażkach Floty TGD uznaliśmy, że team może mieć potencjalny problem z utrzymaniem się w trzeciej lidze. Chwilę po tym zespół Karoliny Kirszensztein jak gdyby nigdy nic ograł faworyzowaną ekipę Kraken Team oraz dwóch spadkowiczów z drugiej ligi. O ile wygrana ze Staltestem nie była przesadną niespodzianką, tak ogranie Challengersów odbiło się dość szerokim echem wśród społeczności Inter Marine SL3. Nie chcemy tu popadać ze skrajności w skrajność, ale Flota naprawdę ma potencjał do tego, by rywalizować z trzecioligowymi mocarzami. Jeśli faktycznie tak jest, to dziś – zespół nie powinien mieć najmniejszego problemu z pogrążoną w kryzysie drużyną Sharks. Rany, jakież to jest rozczarowanie. Zespół, który był absolutną rewelacją czwartej ligi, gdzie wygrał wszystkie trzynaście meczów w sezonie, a my przez wiele tygodni zastanawialiśmy się, czy są oni w stanie wygrać wszystko po 3-0 – po awansie całkowicie się posypał. Precyzując – ziścił się jeden z najmroczniejszych scenariuszy drużyny. Okazało się bowiem, że Sharksi byli bardzo mocno uzależnieni od swoich gwiazd, a gdy dwóch zawodników odeszło – gra drużyny posypała się jak domek z kart. Aż chciałoby się rzec, że 'ten tylko się dowie, kto cię straci’. Cóż – Rekiny już wiedzą.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

MATCHDAY #20

Za nami ostatni dzień meczowy w szóstym tygodniu rozgrywek. W czwartek kolejne spotkania wygrały Volley Gdańsk oraz Eko-Hurt. Z bardzo dobrej strony zaprezentowali się również gracze Fuxa Pępowo oraz Floty TGD Team. Zapraszamy na podsumowanie!

Energa Trefl Gdańsk – EKO-HURT 1-2 (13-21; 21-14; 16-21)

W wywiadzie przedmeczowym Kacper Kania odkrył karty, a raczej powiedział coś, co każdy wiedział od dawna. Celem Eko-Hurtu na obecną kampanię jest zapewnienie sobie bezpośredniego awansu do elity. Na drodze 'Hurtowników’ w czwartkowy wieczór stanęła najmłodsza drużyna w lidze – Energa Trefl Gdańsk. W pierwszym secie rywalizacji 'gdańskie lwy’ mogły się jednak uczyć od świetnie dysponowanych graczy Pawła Dawczaka. Po naprawdę bardzo dobrej jakościowo siatkówce Eko-Hurt wysunął się na prowadzenie 14-8. Warto podkreślić, że w ich grze nie brakowało kombinacyjnych i bardzo ładnych dla oka akcji. Wynik 21-13 był przy tym 'wisienką na torcie’. Cóż – trudno grać tak dobrze przez całe spotkanie. Wraz z rozpoczęciem drugiej części spotkania obie drużyny wyglądały tak, jakby chwilę wcześniej zamieniły się koszulkami. Tym razem to Energa Trefl Gdańsk prowadziła grę, a Eko-Hurt się sporo mylił. Dodatkowo najmłodsza drużyna w lidze prezentowała się świetnie w obronie i kontrze, co na półmetku seta dało im prowadzenie 11-6. Wypracowana zaliczka pozwoliła graczom Ariela Fijoła na spokojne dowiezienie wyniku do końca (21-14). W trzeci set za sprawą Rafała Pączka – Trefl wszedł w wymarzony sposób (4-1). Już po chwili popełnili oni jednak trzy błędy z rzędu. Jakby problemów graczy w żółtych trykotach było mało, po chwili znaleźli się w poważnych tarapatach, nie mogąc przyjąć bardzo mocnej i siłowej zagrywki rywali (10-7). Dodatkowo w końcowej fazie seta nie mieli pomysłu, jak odkręcić niekorzystną dla siebie sytuację (21-16).

Volley Gdańsk – Hydra Volleyball Team 3-0 (21-16; 21-19; 21-17)

Po trzech spotkaniach z rzędu, w których Volley Gdańsk wygrywał po podziale punktów, w obozie 'żółto-czarnych’ coraz bardziej rosło zniecierpliwienie i team chciał wreszcie wygrać za komplet punktów. Z jednej strony okazja zdawała się być do tego idealna – rywalem Volleya była bowiem Hydra Volleyball Team, czyli drużyna, z którą jeszcze do niedawna dzieliły ich dwie klasy rozgrywkowe. Z drugiej strony ta sama Hydra przystępowała do meczu jako drużyna tygodnia i lekceważenie rywali nie było zbyt dobrym pomysłem. Początek spotkania to bardzo dobra gra 'Bestii’, która po ataku Michała Doroza wysunęła się na zaskakujące prowadzenie 9-6. To, co można powiedzieć o trzykrotnych Mistrzach Inter Marine SL3 – Volleyu Gdańsk – to z pewnością fakt, że są oni ekipą, która się absolutnie nie podpala, a czasami wygląda, jakby w ogóle nie spoglądała na tablicę wyników. Ma to oczywiście mnóstwo plusów – po konsekwentnej i dobrej grze zdołali doprowadzić po chwili do wyrównania, a niesieni na fali objęli z czasem prowadzenie 18-13. To oznaczało z kolei, że punktu Hydra musiała szukać w kolejnych setach (21-16). Sztuka ta graczom Sławomira Kudyby prawie udała się w środkowej partii, choć trzeba przyznać, że 'Bestia’ nie zaczęła seta zbyt dobrze. Już na początku aktualny lider drugiej ligi objął kilkupunktowe prowadzenie (9-5), a dalsza część seta to szalona pogoń Hydry. Ostatecznie gracze Sławomira Kudyby zdołali zbliżyć się do rywala na jeden punkt, ale po wziętym w porę czasie Piotr Ścięgosz zapewnił swojej drużynie drugi punkt w meczu. Finałowa odsłona rozpoczęła się od kilku zmarnowanych ataków Hydry, po których faworyt wysunął się na prowadzenie 9-5. Choć z czasem 'Bestia’ zdołała zniwelować nieco straty, to w końcówce faworyt postawił na swoim, zgarniając siódme zwycięstwo z rzędu i przy okazji – koszulkę lidera drugiej ligi, brawo!

Feniks Gdańsk – Only Spikes 1-2 (21-10; 23-25; 18-21)

Kojarzycie tego mema, gdzie małpka 'zapuszcza żurawia’ w prawą stronę? No – to poczuliśmy się tak po raz pierwszy w historii ligi. No bo wiecie – ileż to czasu poświęcaliśmy drużynie Only Spikes. Ochy, achy, no normalnie drużyna weltklasse, która zaraz wygra seta z drużyną gdzie gra Alex Nasevich (a nie, czekaj). Wiecie – totalna podnietka. Tymczasem to, co widzieliśmy w pierwszym secie rywalizacji, było całkowitym zaprzeczeniem naszych słów. Było po prostu słabo, a Feniks tak dysponowanego rywala musiał po prostu zmasakrować. W pewnym momencie myśleliśmy nawet, że środkowy Feniksa – Olek Chapovskyi – swoimi bardzo mocnymi atakami wyrządzi za chwilę krzywdę rywalom. Nie no – to było starcie aktorskie pomiędzy Robertem De Niro a Piotrem Cyrwusem (21-10). Środkowa odsłona? Takie partie lubimy. Chwilę po półmetku seta wydawało się, że pojedynek wygra De Niro. Wszyscy na boisku, wokół niego oraz na facebookowej relacji zapomnieli chyba, że Rysiek z Klanu to po prostu legenda, która potrafi się odgryźć. Po kilku świetnych atakach Adriana Schramki Only Spikes doprowadzili po chwili do wyrównania po 17, a następnie – to oni byli o krok przed rywalem. Jak wyliczył 'Tygodnik Kibica SL3′, w końcówce mieli pięć piłek setowych, a ostatecznie sztuka ogrania rywala udała im się za szóstym razem. Szóstka – to również ocena szkolna za trzeciego seta rywalizacji, gdzie gracze w żółtych strojach ograli bądź co bądź faworyta meczu. Świetny początek, po którym Only Spikes kontrolowali przebieg gry od pierwszego do ostatniego gwizdka w secie. Znak czasów. Znak jakości Only Spikes. Rany, jakie to są koty.

Hapag-Lloyd – ACTIVNI Gdańsk 0-3 (17-21; 11-21; 17-21)

W ostatnim czasie na obie drużyny wylała się fala krytyki. Prawdę mówiąc – nie mamy do siebie o to żalu. Nie mamy również poczucia, że chcielibyśmy odwinąć taśmę, by to odkręcić. No bo powiedzmy sobie szczerze. Czy ACTIVNI nie mają sobie nic do zarzucenia? Czy Hapag-Lloyd ma poczucie, że ostatnie mecze były dobre? No chyba nie. Krzysztof Krawczyk śpiewał kiedyś o 'nadziei iskra błyśnie w nas i zgaśnie w nas’. Tak to mniej więcej widzimy, bo początek sezonu był bardzo obiecujący. Wówczas wydawało się, że kolejne punkty są na wyciągnięcie ręki. Jak się okazało – Inter Marine SL3 uczy pokory i cierpliwości. Z drugiej strony, czy w pierwszym i trzecim secie było naprawdę daleko do punktu? No niezbyt. Po atakach Mateusza Siwko oraz Hasana Tolgi Kaya gracze w pomarańczowych strojach prowadzili 16-14. W końcówce zabrakło im nieco cierpliwości i chłodnej głowy. Zamiast tego była 'podnietka’, która została błyskawicznie spacyfikowana (21-17). O środkowej odsłonie to nie ma co szczególnie pisać. ACTIVNI wygrali w tej partii tak, jak powinni byli to zrobić w dwóch pozostałych. Hapag-Lloyd? OMG. Skandaliczna gra 'Logistyków’ w przyjęciu. Set zaczął się od stanu 14-4 dla ACTIVNYCH i Hapag-Lloyd nie walczył już o korzystny wynik. To było niemożliwe. Oni walczyli o to, by uniknąć kompromitacji i finalnie to im się udało (21-11). Nie ma takiego lania, które złamałoby Hapag-Lloyd. To akurat niewątpliwy plus drużyny, która do perfekcji opanowała 'sztukę przegrywania’. Piszemy całkiem serio – rzadko kto to potrafi. Skoro przy słowie kluczu jesteśmy – Hapag-Lloyd potrafi postawić się faworyzowanym rywalom. Podobnie jak w premierowej odsłonie – tu również prowadzili 16-15 i co ciekawe – po ataku tego samego gracza (Hasana Tolgi Kaya). To jak wiadomo nie był jednak prognostyk. Ostatecznie partię, podobnie jak cały mecz, wygrali ACTIVNI. Choć trudno krytykować drużynę po zwycięstwie w stosunku 3-0, trudno nie odnieść wrażenia, że w drużynie są rezerwy. Kolejne spostrzeżenie? Po raz kolejny ACTIVNI ani razu nie dali się zaskoczyć zagrywką rywali – brawo!

Wolves Volley – MiszMasz 2-1 (22-20; 21-19; 18-21)

MiszMasz wrócił do ustawień fabrycznych z obecnego sezonu. Poza jednym wyjątkiem od reguły team Rafała Wróblewskiego przegrał w obecnej kampanii pięć spotkań i w każdym ze wspomnianych meczów kończyło się wynikiem 1-2. Prawdę mówiąc – wczoraj było stosunkowo blisko, aby sytuacja potoczyła się inaczej, a zespół Rafała Wróblewskiego wygrał drugi mecz z rzędu. Po kilku punktach Mateusza Berbeki w końcowej fazie pierwszego seta MiszMasz wysunął się na prowadzenie 19-16 i był już o włos od wygranej seta. Niestety dla nich końcówka to przebudzenie 'Wilków’, którzy najpierw doprowadzili do wyrównania po 20, a następnie po dwóch atakach Szymona Merskiego cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Oj, strata punktu w takich okolicznościach musi boleć. Środkowa odsłona to kolejna próba MiszMaszu na punkty, które są im aktualnie potrzebne jak tlen do życia. Tym razem sytuacja wyglądała nieco inaczej. To gracze Wolves Volley posiadali nieznaczną przewagę, a MiszMasz wcielił się w rolę tego goniącego (16-13 → 19-19). Niestety dla graczy w zielonych strojach po raz kolejny nie 'dowieźli’ oni w końcówce, a z wygranej seta cieszyła się 'Wataha’. To, co MiszMaszowi nie udało się w dwóch pierwszych setach, udało się finalnie w ostatnim. Po serii błędów w ataku 'Wilków’ MiszMasz wysunął się na prowadzenie 8-4. Z czasem team Rafała Wróblewskiego zbudował sobie jeszcze większą zaliczkę i z ich perspektywy było to coś bardzo dobrego (15-8). Pod koniec seta w ich szeregi wkradło się bowiem bardzo dużo niedokładności, po których rywal zdołał się zbliżyć na dwa oczka. Koniec końców po ataku Michała Balceraka MiszMasz dopiął finalnie swego, wygrywając seta do 18.

Speednet – MPS Volley 0-3 (15-21; 23-25; 13-21)

Wracamy do narracji, którą wszyscy już znamy. Po awansie do wyższej ligi, MPS stał się z marszu jednym z najpoważniejszych kandydatów do mistrzostwa. Mimo to początek sezonu w ich wykonaniu nie był zbyt mocny. Niewiele osób zwróciło na to uwagę, ale po raz ostatni Miłośnicy Piłki Siatkowej za komplet punktów wygrali… w połowie listopada. Wczoraj wieczorem sytuacja, która od jakiegoś czasu ich uwierała, się jednak zmieniła. Już na początku spotkania zespół Jakuba Nowaka prezentował się bardzo dobrze, popełniając zaledwie trzy błędy przez całą pierwszą odsłonę. Z tak grającym rywalem gra się po prostu bardzo trudno i wynik premierowej odsłony (21-15) nie mógł przesadnie dziwić. Zdecydowanie ciekawiej zrobiło się w środkowej partii, w której przez większość czasu to Speednet prowadził grę. Na półmetku seta zespół Macieja Miścickiego prowadził już 10-7. Z czasem po atakach Igora Ciemachowskiego MPS odrobił stratę, a nawet sam zdołał odskoczyć rywalom na dwa punkty (13-11). Mimo to 'Programiści’ nie ustępowali i choć byli bardzo bliscy wyrównania w setach (18-17), to po długiej wymianie punkt za punkt górą był beniaminek pierwszej ligi (25-23). Wygrana dwóch setów uskrzydliła jednych i niestety dla widowiska – zdemotywowała drugich. Po świetnej serii na zagrywce Igora Ciemachowskiego MPS rozpoczął partię od prowadzenia 8-2, po czym stało się jasne, że krzywda im się już nie stanie. Dzięki wygranej za komplet punktów MPS wskakuje z szóstego na trzecie miejsce w tabeli i nos nam podpowiada, że grupy mistrzowskiej już raczej nie wypuszczą.

Szach-Mat – Fux Pępowo 1-2 (19-21; 16-21; 21-19)

’Przez ciernie do gwiazd’. Choć próżno szukać powodów do hurraoptymizmu, to jednak w obecnym tygodniu gracze Fuxa Pępowo wykonali gigantyczną pracę, by utrzymać się w lidze. O tym będziemy jeszcze rozmawiać, póki co dajmy im się nacieszyć. Do niedawna zespół z Pępowa miał arcytrudny terminarz. Już wtedy pisaliśmy jednak o tym, że jeśli Fux wytrzyma ten okres, to z czasem stanie się beneficjentem takiego, a nie innego kalendarza. W obecnym tygodniu gracze Fuxa Pępowo najpierw ograli Tufi Team, a następnie wczoraj wieczorem Szach-Mat. Dość wymownym obrazkiem po meczu był ten, gdy gracze w zielono-czarnych strojach przesadnie się nie cieszyli. W czwartkowy wieczór stanęli oni przed ogromną szansą na komplet punktów i ostatecznie to im się nie udało. Z drugiej strony – wygraną powinno się szanować jak Matkę. Początek spotkania należał bowiem do 'Szachistów’, którzy wykorzystali mnóstwo błędów rywali i objęli prowadzenie 8-3. Z czasem – co już charakterystyczne dla 'Szachistów’ – to oni zaczęli się mylić, co w połączeniu z coraz lepszą grą rywali dało punkt tym drugim. Warto przy tym podkreślić, że końcówka seta mogła się podobać i równie dobrze to Szach-Mat mógł wygrać. Z drugiej strony obecna kampania to pasmo niepowodzeń, niedociągnięć oraz nieporozumień. Aktualnie to, co broni drużynę, to wciąż fakt, że są oni teamem również poza boiskiem. Wyniki sprawiają jednak, że budowana latami tama zaczyna gdzieniegdzie przeciekać. Środkowa odsłona to wyraźna przewaga Fuxa, który po dwóch punktach Maksymiliana Pilarskiego zapewnił sobie drugi punkt w meczu. W trzecim secie rywalizacji 'Koniczynki’ podjęły próbę zdobycia kompletu oczek. Ostatecznie była to próba nieudana, a nagrodę pocieszenia w postaci punktu zdobyli gracze Szach-Matu. Patrząc jednak na smutek, który panował po meczu w szatni – problem zaczyna robić się bardzo poważny. Nie chcemy tu mówić o satysfakcji, to nie to, ale już od kilku tygodni podkreślamy, że Szach-Mat jest w naszym odczuciu aktualnie najsłabszą drużyną w pierwszej lidze. Cóż – podtrzymujemy to.

Team Spontan – Speedway AWKS 3-0 (21-19; 21-8; 21-10)

Czwartkowy wieczór ułożył się dla Team Spontan w wymarzony sposób. Nadrabiając ligowe zaległości, zespół ma świadomość, ile musi zdobyć punktów, by dogonić rywala. Czy to dobrze, czy źle – trudno nam powiedzieć. Choć nie mieliśmy wątpliwości, która ze stron będzie faworytem, to jednak Spontan… potrafił spłatać historycznie figla. Ileż razy tracili punkty tam, gdzie nie mogło się to wydarzyć. W czwartkowy wieczór – przy odrobinie szczęścia AWKS-u – do takiej sytuacji mogło dojść w pierwszym secie rywalizacji. Choć rozpoczął się on świetnie dla faworyta (12-6), to z czasem ta przewaga nieco uśpiła faworyzowaną drużynę. Tu plus dla AWKS, że mimo bardzo niekorzystnego wyniku i obrazu gry zespół się nie poddawał i pod koniec zdołał doprowadzić do wyrównania po 18. Choć w obozie 'Spontanicznych’ zrobiło się nieco nerwowo, ciężar na swoje barki wziął Michał Maliszewski, po którego atakach faworyt cieszył się z wygranej pierwszego seta. Środkowa odsłona? Takiego obrazu gry gracze Speedway AWKS nie wyobrażali sobie chyba w żadnej przedmeczowej projekcji. Tego nie było po prostu w scenariuszu. Zespół w żółto-czarnych barwach był w tej partii absolutnie bezbronny oraz bezzębny. Pisząc dosadniej i trzymając się konwencji – był po prostu beznadziejny (21-8). Trzeci set? PRAWDZIWE SCENY. To właśnie tu doszło do dwóch z trzech sytuacji w meczu, gdy drużyna traci punkt za błąd ustawienia. Tego jeszcze w lidze nie było. Raz? Maksymalnie dwa, ale cóż – Speedway też chciał zapisać się na kartach historii. Całe szczęście, że nie zapisali się również w rozmiarach porażki w trzecim secie. Choć było słabo – uciułali dziesięć oczek. Finalnie przegrali jednak spotkanie w stosunku 0-3.

Challengers – Flota TGD Team 1-2 (11-21; 21-13; 16-21)

Lubimy niekiedy tworzyć pewne narracje, nawet gdy z czasem okazują się niegodziwością. W czwartkowy wieczór na parkiecie numer 3 spodziewaliśmy się jednak, że 22 punkty to będzie miał Mariusz Kuczko, a nie Ivan Groźny Mialik. Symboliczne przekazanie pałeczki? Oczywiście jest na to o około 1000 punktów w SL3 zbyt wcześnie. Mimo wszystko – tak to tylko zostawimy. Faktem jest jednak to, że wspomniany osiemnastolatek zagrał spotkanie wybitne i walnie przyczynił się do zwycięstwa Floty z faworyzowanym rywalem. Skoro o nich mowa, to zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie są oni przypadkiem 'papierowym tygrysem’ trzeciej ligi. Miał być szybki powrót do zaplecza elity, a tymczasem mamy spektakularne obniżenie lotów. Już teraz – po sześciu rozegranych meczach – sytuacja Challengersów w kontekście awansu skomplikowała się bardzo. Wracając jednak do meczu – kiedy Flota TGD Team prowadziła 9-7, Challengersi zdawali się być nieco zaskoczeni. Jednocześnie wyglądali na takich, którzy wierzą, że zaraz wszystko wróci do normy. Przecież miało być tak dobrze, prawda? Cóż mogło się złego stać? Flota po chwili połapała się, że ten rywal to może i mocny, ale tylko na papierze. W dalszej części podkręcili tempo i finalnie wygrali do 11 – wow. Środkowa partia to ewidentne przebudzenie Challengersów. Sami wpadliśmy w pułapkę i pomyśleliśmy – ok, przegrany set jak zawsze, teraz będzie już znacznie lepiej. Finalnie team Wojtka Lewińskiego wygrał seta do 13 i doprowadził do wyrównania w setach. Finałowa partia rozpoczęła się świetnie dla ex-drugoligowca. Po kilku błędach rywali objęli oni prowadzenie 10-7. Cóż jednak z tego, skoro na kolejne dwa swoje punkty rywale zdobyli aż siedem (14-12). Kiedy Flociarze poczuli krew – swojej szansy nie zaprzepaścili, wygrywając finalnie do 16, a cały mecz 2-1, brawo!

Zapowiedź – MATCHDAY #20

Zaczynamy ostatni dzień meczowy w szóstym tygodniu rozgrywek. W czwartkowy wieczór kolejny krok w kierunku awansu do wyższych lig postara się zrobić Eko-Hurt, Volley Gdańsk oraz Team Spontan. Zapraszamy na zapowiedź!

Energa Trefl Gdańsk – EKO-HURT

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Społeczność Inter Marine SL3 obserwuje aktualnie 'korespondencyjny pojedynek’ pomiędzy Eko-Hurtem oraz Volleyem Gdańsk. Dziś wieczorem będzie do tego doskonała okazja. Energa Trefl Gdańsk rywalizowała w minionym tygodniu z Volleyem i choć zaprezentowała się całkiem nieźle, to do ogrania faworyzowanego rywala zabrakło mieszanki sprytu oraz doświadczenia. Czy podobnie będzie z innym z faworytów do wygrania ligi – Eko-Hurtem? Może być o to niezwykle trudno. Póki co 'Hurtownicy’ w obecnej kampanii radzą sobie doskonale i po pięciu pełnych tygodniach rozgrywek pozostają oni jedną z dwóch niepokonanych drużyn w drugiej lidze. Choć bardzo blisko pierwszej porażki było w minionym tygodniu, to gracze Eko-Hurtu pokazali jednak charakter, zdołali wykaraskać się z nieciekawego położenia i finalnie ograli ex-pierwszoligowca. Jakie są w obecnym sezonie fundamenty dobrej gry? Spośród wszystkich drużyn w drugiej lidze Eko-Hurt traci najmniej punktów po blokach oraz atakach rywali. Ponadto świetnie radzą sobie również w przyjęciu i pod tym kątem są drugą drużyną w całej lidze. Bardzo dobrze wypadają również w bloku oraz skuteczności w ataku. Precyzując – trudno znaleźć obszar, który swoim poziomem by 'nie dowoził’ do tego, by znajdować się w samym czubie ligowej tabeli. Niemniej jednak – dziś przed drużyną Pawła Dawczaka bardzo wymagające zadanie. Kto wie, czy nie najbardziej spośród wszystkich meczów w obecnym sezonie.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Volley Gdańsk – Hydra Volleyball Team

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Ależ to był kapitalny tydzień w wykonaniu Hydry Volleyball Team. Jeszcze kilkanaście dni temu pochylaliśmy się nad jakością 'Bestii’ i zastanawialiśmy się, czy tak prezentujący się beniaminek nie będzie miał problemów z utrzymaniem się w lidze. Na poparcie naszych przypuszczeń mieliśmy jednak trzy bardzo solidne argumenty: Energa Trefl Gdańsk, DHP Oliwa oraz Inter Marine Masters. To właśnie z tymi trzema rywalami przegrywała wcześniej Hydra, przez co miejsce drużyny w ligowej tabeli stawało się coraz słabsze. W minionym tygodniu Hydra miała zaplanowane dwa bardzo ważne spotkania. O ile w meczu z BL Volley faktycznie była faworytem i z tą łatką poradziła sobie doskonale, to w meczu z Flotą Active Team chyba mało kto stawiał na drużynę w złotych strojach. Ku zaskoczeniu społeczności Hydra wygrała jednak mecz w stosunku 2-1, zanotowała gigantyczny skok w ligowej tabeli i zgarnęła przy tym tytuł zawodnika tygodnia (Łukasz Birunt) oraz drużyny tygodnia. Wow – co to był za twist w postrzeganiu drużyny, niebywałe. Dziś wieczorem przed 'Bestią’ jedno z najtrudniejszych, o ile nie najtrudniejsze spotkanie w sezonie Wiosna’26. Rywalem drużyny będzie bowiem Volley Gdańsk, który przez wiele osób uznawany jest za pewniaka do awansu. Po sześciu rozegranych spotkaniach Volley ma na koncie sześć zwycięstw i żółtą koszulkę lidera. To, na co zwracamy jednak uwagę, to fakt, że w trzech pierwszych spotkaniach Volley wygrywał w stosunku 3-0, a w trzech kolejnych – już 2-1. Wielbiciele ciągów matematycznych mają obecnie pewne przypuszczenia co do tego, co będzie w kolejnych pojedynkach, w tym w meczu z Hydrą. Sami zastanawiamy się, co z tego wyjdzie. Niemniej jednak – nam bliżej do scenariusza, w którym Volley zgarnie dziś komplet punktów, który przybliży ich do awansu.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Feniks Gdańsk – Only Spikes

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Choćby nie wiadomo jak drużyna Feniks Gdańsk się gimnastykowała i udawała, że jej nie zależy, to Redakcji nie oszuka. Jesteśmy przekonani, że w całym obozie drużyny Łukasza Dubickiego panuje obecnie niedosyt związany z wynikami, które drużyna osiąga na czwartoligowych parkietach. Sytuacja wygląda bowiem tak, że po sześciu rozegranych meczach 'Mityczny Ptak’ ma na swoim koncie zaledwie dwie wygrane i jest to wynik identyczny jak ten z sezonu Jesień’25. Wówczas po sześciu rozegranych meczach Feniks również miał dwa zwycięstwa, a obecny sezon miał być przecież lepszy. Nie ma się co temu przesadnie dziwić – w drużynie naprawdę nie brakuje głośnych i uznanych nazwisk w rozgrywkach SL3. Problem jest jednak taki, że Feniks niemal za każdym razem gra innym składem. W takich warunkach trudno o jakąkolwiek stabilizację i złapanie wysokiej formy. Dziś wieczorem zespół w czarnych trykotach zmierzy się z ekipą Only Spikes, która jest absolutną rewelacją sezonu Wiosna’26. Naszej perspektywy nie zmienia tu fakt, że gracze Patryka Łabędzia plasują się na dwunastym miejscu w tabeli, czyli nawet niżej niż miało to miejsce w całej poprzedniej kampanii, gdzie wylądowali finalnie na dziesiątej lokacie. My oprócz wyników dużą wagę przywiązujemy samej grze, a tu chyba nikt nie ma wątpliwości, że jest znacznie lepiej. Dziś wieczorem przekonamy się, czy to wystarczy na Feniksa. W poprzedniej edycji Only Spikes zdobyli jeden punkt. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Hapag-Lloyd – ACTIVNI Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Dzisiejszy wieczór zdaje się być doskonałą okazją dla ACTIVNYCH na przełamanie. Zespół Artura Kurkowskiego zdołał wygrać w obecnej kampanii zaledwie jedno z sześciu rozegranych spotkań i w konsekwencji zajmuje odległą – dziesiątą lokatę. Jakby złych wiadomości było mało, warto w tym przypadku zwrócić uwagę na to, że dwunasta drużyna w tabeli ma dokładnie tyle samo punktów, a o wyższym miejscu ACTIVNYCH w tabeli zadecydował lepszy bilans małych punktów. Taki wynik może być dla ACTIVNYCH dość rozczarowujący. Zespół Artura Kurkowskiego liczył z pewnością na to, że obecny sezon będzie wyraźnie lepszy niż poprzedni, gdzie team w ostatecznym rozrachunku uplasował się na jedenastym miejscu w lidze. Co ciekawe – mimo wielu porażek ACTIVNI mieli w obecnym sezonie dobre, a nawet bardzo dobre momenty. W ostatnim czasie chwaliliśmy ich również za pewne elementy siatkarskiego rzemiosła. To jednak tylko ciekawostki – albo statystyczne, albo do podsumowań. Brak punktów jest w tym wszystkim najważniejszy. Tak jak mówiliśmy – dziś ACTIVNI mają wszystkie argumenty, by zgarnąć komplet oczek. W ostatnim meczu Hapag-Lloyd zaprezentował się naprawdę słabo i pokusiliśmy się o tezę, że było to ich najsłabsze spotkanie od kilku miesięcy. Jeśli team w pomarańczowych strojach się nie poprawi, to dziś o punktach nie będzie mowy, a cel, którym było przebicie trzech oczek z poprzedniego sezonu, stanie się coraz odleglejszy.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Wolves Volley – MiszMasz

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Powiedzmy to sobie wprost. Początek sezonu w wykonaniu drużyny MiszMasz był absolutnym koszmarem. Drużyna po dokonaniu kilku głośnych transferów, wspólnych treningach czy osiągnięciu wysokiego pułapu organizacyjnego liczyła z pewnością na to, że obecny sezon będzie już nieco inny niż to, co pamiętamy z przeszłości. Precyzując – liczyli na to, że będzie już znacznie lepiej. Na inaugurację zespół Rafała Wróblewskiego miał jednak piekielnie trudny terminarz i mierzył się z Audiofonem, Team Spontan, Dream Volley oraz Challengersami. Grając z trzecioligowymi mocarzami – MiszMasz za każdym razem musiał uznawać wyższość rywali. Warto przy tym podkreślić, że za każdym razem zgarniał nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu, przez co jego sytuacja nie była aż tak tragiczna, jak można sobie wyobrazić. W kolejnym meczu MiszMasz rywalizował z drużyną, z którą od kilku sezonów prezentuje podobny poziom, i to w naszym odczuciu był dobry wyznacznik aktualnej jakości drużyny. We wspomnianym meczu MiszMasz zdołał się wreszcie przełamać i wygrać mecz z ekipą Stay Win w stosunku 2-1. Kolejne dwa rozpisane mecze zdają się być jednak ponownie bardzo wymagające. MiszMasz zmierzy się bowiem z Wolves Volley oraz DSGSA, którzy w obecnym sezonie radzą sobie bardzo dobrze. Choć to dopiero pierwsza część sezonu, zaczynamy się zastanawiać, czy już teraz nie mówimy przypadkiem o najlepszym sezonie Wolves Volley w historii. Jeśli graczom Karola Ciechanowicza uda się utrzymać narzucone sobie tempo – to z pewnością tak będzie. Do dzisiejszego starcia 'Wilki’ podchodzą jako team z czołówki tabeli. Oczywistym zatem jest, że będą oni dziś faworytem starcia z drużyną z dolnych partii tabeli. Tak nakazywałaby sądzić logika. Ona ma przecież zawsze rację, prawda?

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Speednet – MPS Volley

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Po serii trzech porażek z rzędu drużynie Speednet udało się wreszcie przełamać. Nastąpiło to w ich ostatnim spotkaniu, do którego doszło 2 kwietnia. Wówczas team Macieja Miścickiego rywalizował z drużyną Tufi Team i choć w naszych oczach to rywal był nieznacznym faworytem starcia, Speednet stanął na wysokości zadania, wygrywając finalnie w stosunku 2-1. Dodatkowo, na co warto zwrócić uwagę, to świetna gra 'Programistów’ w trzecim secie rywalizacji, w którym rywal ledwo zdołał wyjść 'z dyszki’. Z całą pewnością wygrana pozwoli im na poprawę morale drużyny. Pytaniem pozostaje to, czy pozwoli im również włączyć się jeszcze do walki o czołową piątkę ligi. Do końca rundy zasadniczej 'Programiści’ zmierzą się jeszcze z Merkurym, AiP, Fuxem Pępowo oraz dziś wieczorem – z MPS-em Volley. Nie będziemy tutaj nikogo czarować. W naszym odczuciu Speednet nie będzie faworytem w trzech z czterech spotkań, które musi jeszcze rozegrać. Biorąc pod uwagę ich obecną sytuację w tabeli – będzie wybitnie trudno. Wszystko może się co prawda zmienić po dzisiejszym starciu z MPS-em Volley, który w odczuciu społeczności Inter Marine SL3 gra nieco gorzej, niż można było się tego po nim spodziewać. Wiele osób przed sezonem – w tym również my – sądziło, że MPS będzie jednym z głównych faworytów do złota. Realizacja tego planu póki co wypada jednak niezbyt imponująco, a team Jakuba Nowaka zdążył przegrać już dwa spotkania. Dodatkowo – za każdym razem kiedy wygrywali, musieli się dzielić zdobyczą z rywalami. Jeśli zespół ma w obecnej kampanii faktycznie powalczyć o medale, musi jak najszybciej podkręcić tempo.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Szach-Mat – Fux Pępowo

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Dzieje się dokładnie to, o czym niedawno wspominaliśmy. Choć na początku obecnego sezonu gracze Fuxa Pępowo przegrywali wszystkie spotkania, to zwracaliśmy uwagę na to, z kim przyszło im rywalizować. Pięć pierwszych spotkań Fuxa w sezonie Wiosna’26 to rywalizacja ze wszystkimi drużynami, które w poprzednim sezonie skończyły zmagania…w grupie mistrzowskiej. Mimo że 'Koniczynki’ za każdym razem przegrywały, to jednak nie można było im odmówić walki. Ba – w wielu przypadkach byli bliscy tego, by wygrać. Ostatecznie na pierwsze zwycięstwo w sezonie drużyna Dominika Szadacha musiała poczekać do wtorku 7 kwietnia. Wówczas rywalizowali oni z Tufi Team i mecz zakończył się szczęśliwym dla Fuxa podziałem punktów. To oraz sama dyspozycja obu drużyn sprawia, że przed wieczornym starciem to beniaminek zdaje się być faworytem meczu. Zanim to było modne, a Fux miał na koncie wyłącznie porażki, mówiliśmy o tym, że w naszym odczuciu to Szach-Mat prezentuje obecnie najsłabszą formę spośród wszystkich drużyn w elicie. W ostatnim czasie nie zmieniliśmy swojego zdania i jeśli w obozie 'Szachistów’ nie dojdzie szybko do jakiegoś zwrotu akcji, to będą oni mieli potężne problemy z utrzymaniem. Dziś w naszym odczuciu bardzo ważne starcie dla obu drużyn, bo będzie to klasyczny mecz za sześć punktów. Nieznacznym faworytem będą dziś gracze z Pępowa.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Team Spontan – Speedway AWKS

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Sześć rozegranych spotkań to wystarczający czas, by móc wysnuć pewne wnioski. Na półmetku sezonu stało się jasne, że celem drużyny Mateusza Bojke będzie utrzymanie w trzeciej klasie rozgrywkowej. Aktualnie po wspomnianych sześciu spotkaniach Speedway ma sześć punktów i historycznie punktowanie ze średnią jednego oczka na mecz nie zawsze wystarczało do tego, by zagwarantować sobie utrzymanie w lidze. To oznacza z kolei, że AWKS musi podkręcić tempo zdobywania punktów. O to nie będzie jednak zbyt prosto. Dziś wieczorem gracze w żółto-czarnych barwach zmierzą się z szóstą siłą obecnego sezonu – drużyną Team Spontan. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że lokata Spontana może być nieco złudna. Tak się składa, że spośród wszystkich drużyn w trzeciej lidze to właśnie team Piotra Raczyńskiego rozegrał do tej pory najmniejszą liczbę spotkań. W czterech rozegranych meczach Spontan wygrał trzy razy i raz musiał uznać wyższość rywali. Biorąc pod uwagę ambicje i cele drużyny – wystawiamy im póki co ocenę dobry minus w skali szkolnej. Jeśli jednak Spontan zdoła dziś wygrać za komplet punktów, to awansuje na wysokie – trzecie miejsce w tabeli. Dodatkowo będzie miał aż o dwa spotkania do rozegrania więcej niż Dream Volley oraz DSGSA. Jak widać, stawka meczu dla obu drużyn jest dziś bardzo duża. Sądzimy, że Spontan sprosta dziś zadaniu i zdoła zgarnąć trzy oczka.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

Challengers – Flota TGD Team

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Wspominaliśmy już o tym, ale do niedawna zastanawialiśmy się, która z dziesięciu niepokonanych w obecnym sezonie drużyn 'pęknie’ jako pierwsza. Prawdę mówiąc – niemal najmniejsze szanse dawaliśmy na to, że tą drużyną zostanie ekipa Challengers. Owszem, zespół Wojciecha Lewińskiego tracił niespodziewanie punkty, ale umówmy się – w żadnym z wcześniejszych spotkań nie zanosiło się na to, że mogliby oni przegrać. Sytuacja uległa jednak zmianie w minionym tygodniu, kiedy team rywalizował z ekipą Kraken Team. Ostatecznie po bardzo dobrym meczu rywali Challengersi musieli uznać wyższość 'Bestii’ w stosunku 1-2. Po meczu spora część społeczności Inter Marine SL3 zastanawiała się jak potoczyłoby się spotkanie, gdyby nie kontuzja Fryderyka Górskiego, która najprawdopodobniej wyeliminuje go z dalszej gry w sezonie Wiosna’26. Tego się już nigdy nie dowiemy, a graczom Challengers pozostanie tylko gdybanie. Niemniej jednak – sytuacja drużyny w niebiesko-różowych barwach skomplikowała się w minionym tygodniu. Aktualnie plasują się oni na siódmym miejscu w ligowej tabeli i choć nie dobili jeszcze do półmetka sezonu, już muszą gonić. Dzisiejszym rywalem bądź co bądź faworyzowanej drużyny będzie zespół Flota TGD Team, która po pięciu rozegranych spotkaniach plasuje się na odległym dwunastym miejscu w ligowej układance. Aktualnie dość trudno jednoznacznie ocenić sytuację drużyny Karoliny Kirszensztein. Z pewnością team gra 'w kratkę’ i bardzo dobre spotkania potrafi przeplatać tymi zawstydzającymi. Dziś wieczorem przydałyby im się z pewnością punkty, które są niezbędne do zapewnienia sobie spokojnego, trzecioligowego bytu. Rywalizując jednak z podrażnionym rywalem, może być o to bardzo trudno.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1