Za nami ostatni dzień meczowy w czwartym tygodniu rozgrywek. Po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazała się ekipa DSGSA oraz Energi Trefl Gdańsk. Blisko sporej niespodzianki było z kolei w meczu, w którym TKKF Flota była bliska zwycięstwa z Craftveną. Zapraszamy na podsumowanie!
Sharks – Audiofon Karczemki 0-3 (15-21; 25-27; 18-21)
Po ostatnim udanym spotkaniu w ekipie Sharks uwierzyli w to, że dalsza część sezonu może przynieść drużynie wiele powodów do radości. Pomimo wygranej z Krakenem w naszych oczach zespół ‘Rekinów’ nie był jednak faworytem starcia z ekipą Audiofon Karczemki i prawdę mówiąc długo zastanawialiśmy się, czy w Typie Redakcji nie postawić na komplet oczek drużyny Pawła Urbaniaka. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na typ 2-1. Już na początku spotkania zarysowała się wyraźna przewaga drużyny z Karczemek, która dominowała nad rywalem w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Po tym, jak team w biało-czerwonych barwach nie miał problemu z podbijaniem ataków rywali, przełożyło się to na skuteczne kontry, po których Audiofon objął prowadzenie 10-5. W dalszej części seta Sharksi byli bezradni i finalnie faworyt wygrał tę partię do 15. Najciekawszą odsłoną meczu była z pewnością środkowa partia, w której przez większość czasu prowadziła drużyna w biało-czerwonych barwach. Nieustępliwie grające ‘Rekiny’ nie odpuszczały i pod koniec seta udało im się doprowadzić do wyrównania po 17. Wczorajszy mecz zespół Pavlo Kudinova będzie wspominał jeszcze bardzo długo, a kto wie, czy w ostatecznym rozrachunku nie zabraknie im tego jednego punktu. Pod koniec seta beniaminek prowadził bowiem 25-24 i miał ‘w górze’ piłkę setową. Niestety dla nich okazja ta została zmarnowana, a zespół z Karczemek już tej szansy nie zaprzepaścił, zapewniając sobie po chwili drugi punkt w meczu (27-25). Ostatni set to ostatnia szansa ‘Rekinów’ na choć jeden punkt w meczu. Mimo prowadzenia 8-5 nie udało im się utrzymać go do końca, a dobrze dysponowana drużyna Audiofon Karczemki raz jeszcze stanęła na wysokości zadania, zapewniając sobie trzeci punkt w meczu i… fotel wicelidera rozgrywek – brawo!
DHP Oliwa – Energa Trefl Gdańsk 1-2 (20-22; 21-16; 20-22)
Ależ to było dobre, drugoligowe granie. Na bezpośredni mecz pomiędzy wychowankami Trefla, którzy znajdowali się po obu stronach siatki, nie trzeba było nikogo przesadnie mobilizować. W naszym odczuciu faworytem była ekipa DHP Oliwa, która jest zdecydowanie bardziej doświadczoną ekipą w rozgrywkach Inter Marine SL3. Uznaliśmy, że w meczu ‘na styku’ to właśnie ten element odegra kluczową rolę. Pierwszą odsłonę lepiej rozpoczęli gracze Oliwy, którzy chwilę po półmetku seta prowadzili 13-10. Kiedy wydawało się, że wspomniana przewaga będzie ‘wystarczająca’, trzy punkty z rzędu zdobył lider ‘gdańskich lwów’ – Filip Pietrzak (13-13). Dalsza część seta to niezwykle wyrównana partia, w której szczęście – za sprawą Rafała Pączka oraz Adama Kapuściarka, dopisało Enerdze Trefl Gdańsk (22-20). W drugim secie rywalizacji gracze Trefla nie byli już tak skuteczni jak w premierowej odsłonie i stosunkowo często popełniali błędy. Na tym tle rywal w białych trykotach prezentował się o wiele lepiej i w konsekwencji zasłużenie sięgnął po wygraną partii do 16. O zwycięstwie w spotkaniu musiał zadecydować trzeci set, który z uwagi na to, ile ‘ważył’, był najciekawszą partią w meczu. Przez większość czasu lepiej sprawowali się gracze Energi Trefla Gdańsk, którzy zdołali wypracować sobie dwu-trzypunktową przewagę. Z czasem po kilku punktach Pawła Landowskiego DHP Oliwa odrobiła stratę, a nawet wysunęła się na prowadzenie 19-17. Choć wydawało się już oczywiste, że to właśnie team Adama Wyrzykowskiego wygra mecz, to w końcówce dwukrotnie nadziali się oni na blok rywali, by po chwili rywal zdołał wyszarpać im zwycięstwo z rąk. Niesamowite.
TKKF Flota – Craftvena 1-2 (20-22; 21-17; 16-21)
Szósty mecz – szósta wygrana, i uwaga – piąte zwycięstwo Craftveny w stosunku 2-1. O ile po poprzednich spotkaniach 'Rzemieślnicy’ mogli czuć pewien niedosyt, to po wczorajszym meczu z Flotą powinni się cieszyć, że skończyło się wygraną. Prawdę mówiąc – większy niedosyt mogą czuć gracze Karoliny Kirszensztein, którzy rozpoczęli mecz bez jakichkolwiek kompleksów. Bardzo dobrze po ich stronie sprawował się duet Zieliński oraz debiutujący w rozgrywkach Jakub Rybka. Po kilku udanych akcjach wspomnianych graczy TKKF Flota objęła prowadzenie 10-8. Druga część seta to bardzo wyrównana gra, która zaprowadziła nas do stanu po 20. Ostatnie dwa punkty trafiły na konto Craftveny, na co wpływ miał błąd jednego z graczy TKKF Floty oraz skuteczny atak chwalonego w obecnej edycji Emiliano Archentiego (22-20). Niepowodzenie w pierwszej odsłonie napędziło graczy Floty, którzy w środkowej partii prezentowali się jeszcze lepiej. Do połowy seta oglądaliśmy wyrównaną grę (11-10), jednak z czasem przewagę uzyskał underdog spotkania (14-10). Mimo prób odrobienia strat przez Craftvenę, o wygranej seta nie mogło być mowy (21-17). Po kapitalnym otwarciu trzeciego seta byliśmy niemal przekonani, że Flota zgarnie pierwsze zwycięstwo w sezonie – w połowie seta prowadzili bowiem 10-5. Trzeba jednak pochwalić 'Rzemieślników’ za charakter i wiarę do ostatniej piłki. Team Bartosza Zakrzewskiego doprowadził do wyrównania po 15, a kropkę nad 'i’ za sprawą Jana Lefanczyka postawił przy stanie 21-16.
Challengers – MiszMasz 2-1 (21-15; 21-9; 19-21)
Przed meczem pisaliśmy o tym, że potencjalna czwarta już porażka w sezonie sprawi, że MiszMasz jeszcze w marcu znajdzie się w dość nieciekawym położeniu. Ok – team w jakiś sposób ratuje to, że kiedy przegrywa, ciuła po punkcie. Nie inaczej było i w czwartkowy wieczór, choć trzeba przyznać, że przez bardzo długi czas nic na to nie wskazywało. W połowie meczu mogliśmy się nawet założyć, że MiszMasz wróci do domu ‘na pustaka’. Początek rywalizacji był jeszcze wyrównany. Z czasem w MiszMaszu zaczęły się jednak problemy z przyjęciem, po których faworyt objął prowadzenie 14-10. Kiedy dwoma skutecznymi akcjami popisał się Mateusz Kuchciński, stało się jasne, że Challengersi już tego nie wypuszczą (21-15). Środkowa odsłona? MiszMasz przypominał dzikie zwierzę, które wpadło w sidła. Patrząc na nich, wiedzieliśmy, że nie możemy pomóc i czuliśmy się z tym naprawdę źle. Było nam ich po prostu żal: bezbronni, bez pomysłu, z czekaniem na najgorsze. Ostatecznie MiszMasz przegrał do 9 i była to ich najwyższa porażka w secie od 13 maja 2025 r. i spotkania z Team Spontan. Nie wiemy, co dzieje się w głowach jednych i drugich w takim momencie, że dochodzi do całkowitego zwrotu akcji. Challengers nie wykorzystali swojej szansy, by wreszcie zgarnąć trzy oczka i choć w meczu zagrali naprawdę nieźle, nie możemy ich pochwalić. MiszMasz po dwóch bardzo słabych partiach znalazł z kolei motywację na to, by powalczyć o jeden punkt i finalnie – to im się udało. Trudno chwalić jednak team, który tak jak wspomnieliśmy chwilę wcześniej – przegrał czwarty mecz z rzędu.
Old Boys – Złomowiec Gdańsk 2-1 (19-21; 21-16; 21-14)
Czwartkowy wieczór miał być dniem meczowym, w którym Złomowiec miał wreszcie zagrać w pełnym zestawieniu, a każdy z graczy miał wystąpić na swojej nominalnej pozycji. Ostatecznie dwóm graczom pokrzyżowały się plany, co oznaczało z kolei, że Złomowiec po raz piąty w obecnym sezonie musiał 'szyć’. Jak można się domyślić – po raz piąty skończyło się to porażką drużyny Witolda Klimasa, która w ligowej tabeli znajduje się na bardzo słabym – dwunastym miejscu. Mimo wiatru w oczy, który im nieustannie wieje, zespół w miedzianych strojach zagrał w pierwszym secie na dość wysokim poziomie. Już na samym początku Złomowiec wypracował sobie jedno-dwupunktową przewagę. Z czasem sytuacja obróciła się na niekorzyść drużyny Witolda Klimasa. Po dwóch punktach środkowego – Szymona Sawickiego, Old Boys wysunęli się na prowadzenie 17-15. Końcówka seta to jednak kilka skutecznych akcji dobrze dysponowanego Marcina Bryłkowskiego (21-19). Środkowa odsłona to wyraźne przebudzenie drużyny w białych trykotach, która po raz kolejny udowodniła, że ma potężny problem z utrzymaniem wysokiego i równego poziomu przez trzy sety. Pomimo rewelacyjnej dyspozycji Marcina Bryłkowskiego po przeciwnej stronie siatki zespół Old Boys miał więcej asów w rękawie. Do stanu po 14 oglądaliśmy wyrównaną grę, jednak końcówka seta należała zdecydowanie do drużyny z Pruszcza Gdańskiego (21-16). Trzeci set? Ze Złomowca zeszło już ciśnienie, a team w miedzianych strojach wyglądał tak, jakby nie wierzyli, że uda im się powalczyć o zwycięstwo. Ostatecznie Old Boys wygrali tę partię do 14, a cały mecz 2-1.
DSGSA – Wolves Volley 2-1 (21-16; 21-8; 15-21)
Bilans DSGSA w Inter Marine SL3? 18 spotkań – 16 wygranych – 2 porażki. Piękny sen drużyny w bordowych strojach trwa i po wczorajszym starciu z Wilkami – są oni liderem trzeciej ligi. O ile do niedawna część osób mogła kwestionować wygrane, twierdząc, że doszło do nich z dołem ligowej tabeli, tak wygrana z Wolves Volley – musi robić już wrażenie. To co nam się podoba w drużynie DSGSA to ta bezczelność, która przynosi efekty. Na kilka godzin przed meczem, na profilu DSGSA mogliśmy zobaczyć to, że zespół Michała Farona wybiera się w czwartek na polowanie. Cóż – te było bardzo skuteczne, bo już w pierwszej odsłonie, beniaminek udowodnił swoją wyższość. Nie jest bynajmniej tak, że była to przewaga od pierwszej do ostatniej wymiany w secie. Pod koniec partii mieliśmy bowiem wynik po 15 i dopiero w końcówce – graczom Michała Farona udało się sforsować zasieki rywali (21-16). Druga odsłona to już konkretne ‘mordobicie’ w wykonaniu drużyny w bordowych strojach. Już w połowie seta, beniaminek drugiej ligi prowadził 10-5. Z czasem nie zdejmował bynajmniej nogi z gazu, a zamiast tego – postanowili upokorzyć rywala jeszcze bardziej. Dowód? Wolves Volley jeszcze nigdy tak wysoko nie przegrali. Waży to tym więcej jeśli zwrócimy uwagę na fakt, że było to dla nich….123 spotkanie w rozgrywkach (21-8). Nie do końca rozumiemy jak po takim drugim secie, może dojść do takiego plot-twistu. W trzecim secie rywalizacji, Wolves Volley zagrali wreszcie na dużo wyższym poziomie i w konsekwencji – zgarnęli punkt pocieszenia. Z perspektwy całego meczu, gracze DSGSA mogą jednak żałować, że nie udało im się zgarnąć trzech oczek. W naszym odczuciu było to dla nich łatwiejsze spotkania niż te wcześniejsze, w których musieli dzielić się punktami z rywalami.
Czy jakaś persona z Oldboyów jest w stanie odpowiedzieć na pytanie:
Skąd biorą się w każdym meczu oddane sety?
Po wczorajszym live moim zdaniem skład jest naprawdę bardzo fajny.