Dzień: 2026-03-10

Zapowiedź – MATCHDAY #5

Przed nami piąty dzień meczowy w sezonie Wiosna’26. Bardzo ciekawie zapowiadają się dziś spotkania drugoligowe. W pierwszym z nich – DNV Volley Gdańsk podejmie Speednet 2. Na nudę nie będziemy narzekać również w starciu VB Sulmin z Inter Marine Masters oraz Floty z DHP Oliwą. Zapraszamy na zapowiedź!

VB Inter-Grahen Sulmin – Only Spikes

Godz.: 19:30, boisko nr: 1

Gdybyśmy mieli napisać zapowiedź rywalizacji VB Inter‑Grahen Sulmin z Only Spikes, to nie zadrżałaby nam ręka, stawiając na komplet punktów drużyny z Sulmina. Choć koniec końców teraz obstawimy wynik 3-0 dla drużyny Mateusza Pietrzykowskiego, to… nie mamy co do tego żadnego przekonania. Wpływ na taki stan rzeczy mają wydarzenia, do których doszło kilka dni temu. Owszem – Only Spikes przegrali swoje spotkanie z Remedios Sopot Ortopedia w stosunku 0-3, ale na tle bardzo mocnego rywala zaprezentowali się naprawdę nieźle. Sądzimy, że jeśli dziś zagrają na podobnym poziomie, to nie są bez szans w rywalizacji z faworyzowanym przeciwnikiem. Jeśli seta udało się urwać drużynie Hapag‑Lloyd, to czemu miałoby się nie udać Only Spikes? Z drugiej strony sądzimy, że w obozie z Sulmina wyciągnięto wnioski, a premierowa odsłona była wyłącznie wpadką przy pracy. Jeśli VB Inter‑Grahen Sulmin ma ambicję powalczyć o podium rozgrywek, to musi znacznie podkręcić tempo. Warto zwrócić bowiem uwagę na to, że terminarz na inaugurację zespół z Sulmina miał wręcz wymarzony. Poza niezbyt imponującą formą, gracze z Sulmina mają przed meczem jeszcze jeden powód do niepokoju. Dla obu drużyn będzie to trzecie spotkanie w historii rozgrywek. O ile pierwsze team w czarnych strojach wygrał bez najmniejszych problemów (sety do 8, 9 oraz 19), tak drugie spotkanie wyglądało już zupełnie inaczej (sety do 18, 19 oraz 19). Zmierzamy do tego, że dystans pomiędzy drużynami się sukcesywnie zmniejsza. Dziś wieczorem przekonamy się, czy postawiona właśnie teza znajdzie potwierdzenie w faktach.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

Remedios Sopot Ortopedia – TKKF Flota

Godz.: 19:30, boisko nr: 2

Przeglądając kadry poszczególnych drużyn, trudno nie dojść do wniosku, że Remedios Sopot Ortopedia jest głównym kandydatem do awansu do trzeciej ligi. W swoim pierwszym spotkaniu sezonu zespół w biało‑złotych barwach nie miał najmniejszego problemu z ograniem drużyny Only Spikes za komplet punktów. Owszem – rywal ugrał niemałą liczbę punktów, ale oglądając spotkanie z boku ani przez chwilę nie miało się poczucia, że niespodzianka wisi w powietrzu. Nie sądzimy, żeby dziś ta kwestia miała wyglądać jakkolwiek inaczej. W naszym odczuciu Remedios jest zdecydowanym faworytem starcia i każdy inny wynik niż 3-0 należałoby uznać za ogromną niespodziankę czy nawet sensację. Ich rywal – TKKF Flota na inaugurację mierzył się z Chilli Amigos i wspomnianego meczu gracze Karoliny Kirszensztein nie wspominają zbyt dobrze. Mecz zakończył się bowiem wynikiem 0-3, a TKKF Flota ani przez chwilę nie była w stanie wskoczyć na poziom swoich rywali, którzy umówmy się – jak Warta Zawiercie nie zagrali. Oczywiste jest jednak to, że team będzie progresował i będzie gonił uciekających rywali, ale z pewnością będzie to bardzo długi proces. Do realizacji celu drużynę będą przybliżały takie spotkania jak dziś, w meczu, w którym team zdobędzie cenne doświadczenie. W naszym odczuciu treningi są super, ale cotygodniowe mecze z różnymi rywalami dają drużynie więcej.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

DNV Volley Gdańsk – Speednet 2

Godz.: 19:30, boisko nr: 3

DNV Volley Gdańsk rozpoczął sezon w rewelacyjny sposób. Tego nie dało się po prostu zrobić lepiej. W swoich dwóch pierwszych spotkaniach gracze DNV VG rywalizowali z Inter Marine Masters oraz z Bayerem Gdańsk. Choć w naszym odczuciu zespół ’żółto‑czarnych’ miał stracić w obu spotkaniach po punkcie, to finalnie na kontach trzykrotnych Mistrzów Inter Marine SL3 znajduje się sześć punktów. Co więcej – o ile w meczu z ’Mastersami’ było stosunkowo blisko straty punktu, tak spotkanie z mocnym przecież Bayerem było jawnym pokazem siły. Choć mówimy tu o absolutnej początkowej fazie sezonu, to po pierwszym tygodniu rozgrywek DNV VG stał się z marszu głównym kandydatem do elity. Dziś wieczorem zespół Dariusza Kuny również będzie faworytem i sytuacji nie zmienia tu fakt, że w minionej edycji Speednet 2 był absolutną rewelacją drugoligowych zmagań. Forma drużyny Marka Ogonowskiego była na tyle imponująca, że w inauguracyjnym meczu z Eko‑Hurtem to właśnie ich wskazaliśmy jako faworyta spotkania. Ostatecznie Speednet 2 musiał jednak uznać wyższość rywali, a mecz zakończył się wynikiem 1-2. To na co warto zwrócić jednak uwagę, to fakt, że w szeregach ’Programistów’ nie wystąpił wówczas jeden z absolutnych liderów drużyny – Sławomir Janczak. Jeśli jednak dziś Speednet będzie mógł skorzystać ze wszystkich ’mocnych kart’, DNV Volley Gdańsk może spodziewać się najtrudniejszego z dotychczasowych spotkań. Niemniej – w naszym odczuciu pozostają faworytem.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

Dream Volley – Staltest Pomorze

Godz.: 20:30, boisko nr: 1

Dziwna ta trzecioligowa przygoda Staltestu Pomorze. Wczoraj team Arkadiusza Kozłowskiego rywalizował bowiem z Challengersami, a dziś z Dream Volley. Obu wspomnianych rywali Staltest może kojarzyć z meczami w wyższej klasie rozgrywkowej. Z ’Marzycielami’ Staltest w historii rozgrywek spotykał się aż pięciokrotnie. Na tę chwilę lepszym bilansem mogą pochwalić się gracze Staltestu, którzy wygrali trzy razy i w dwóch przypadkach musieli uznać wyższość rywali. Do ostatniego meczu obu drużyn doszło 21 maja 2024 r. Wówczas w stosunku 2-1 wygrał Staltest, który we wspomnianym sezonie był rewelacją rozgrywek i uzyskał bezpośredni awans do elity. W naszym odczuciu był to jednak ostatni dobry sezon Staltestu. Później był już spadek z pierwszej ligi, przystanek w drugiej, a następnie spadek do trzeciej. Początek obecnej kampanii team Arkadiusza Kozłowskiego rozpoczął od porażki z Challengersami. Mimo to w meczu zaprezentowali się całkiem nieźle i na pewno było tu więcej optymizmu niż przez cały poprzedni sezon. No ale właśnie – czy to wystarczy na ’Marzycieli’, którzy zdają się być faworytem w wyścigu o podium rozgrywek? W naszym odczuciu niekoniecznie. W minionym tygodniu ’Marzyciele’ nas nieco zaskoczyli. Obstawialiśmy bowiem, że wzorem poprzednich sezonów potracą punkty. Mimo to team wygrał za komplet oczek i dziś postarają się zrobić to ponownie. W naszym odczuciu jest na to duża szansa.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

VB Sulmin – Inter Marine Masters

Godz.: 20:30, boisko nr: 2

Dla ’Mastersów’ wtorkowe spotkanie będzie drugim meczem w sezonie Wiosna’26. Na inaugurację jedenasta drużyna poprzedniego sezonu rywalizowała z rywalem z ’wagi ciężkiej’. Przeciwnikiem drużyny Andrzeja Masiaka była bowiem ekipa DNV Volley Gdańsk, która historycznie aż trzykrotnie sięgała po tytuł mistrzowski oraz znajduje się na samym szczycie tabeli wszech czasów. Ostatecznie mecz zakończył się porażką ’Mastersów’ w stosunku 0-3, aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że w dwóch setach rywalizacji Inter Marine Masters byli o włos od wygranej. Niemniej team na tle DNV Volley Gdańsk zaprezentował się znacznie lepiej niż Bayer Gdańsk, który w minionej edycji zajął wysokie miejsce. Owszem – mecz meczowi nierówny, ale jest to jakieś hopium przed dzisiejszym starciem. W zupełnie innych – lepszych nastrojach do meczu podejdą gracze Daniela Bąby – VB Sulmin. Na inaugurację gracze występujący ’w delegacji’ rywalizowali z beniaminkiem drugiej ligi – ekipą BL Volley i wspomniane spotkanie było absolutnie jednostronnym widowiskiem. Obserwując wspomniany mecz, można było dojść do konkluzji, że gracze w czerwono‑czarnych trykotach grają na zaciągniętym hamulcu ręcznym, a w ich bakach wciąż jest mnóstwo paliwa. Dziś wieczorem przed VB Sulmin zdecydowanie trudniejsze zadanie. Mimo to pozostają oni nieznacznym faworytem starcia.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Flota Active Team – DHP Oliwa

Godz.: 20:30, boisko nr: 3

Przyjemnie ogląda się obecnie Flotę Active Team. Należy to powiedzieć wprost – poniżej pewnego poziomu zespół Karoliny Kirszensztein w ostatnim czasie nie schodzi. W naszym odczuciu jest to team gotowy do tego, by zacząć poważnie myśleć o awansie do wyższej ligi. Choć nie udało się ostatnio, to teraz pozostaje jednym z głównych kandydatów do awansu. Pytaniem pozostaje to, jaki Flota będzie miała pomysł, co wówczas? Ok – to oczywiście zmartwienie na przyszłość, teraz trzeba skupić się na innych zadaniach. Jeśli bowiem Flota nie będzie wygrywała, to wspomniane rozważania nie będą miały żadnego znaczenia. Tak czy siak Flota rozpoczęła sezon w bardzo dobry sposób. Na inaugurację team rywalizował z Old Boysami, którzy mają potencjał na coś naprawdę wielkiego. Mimo to okazała się we wspomnianym meczu mocniejsza. Dziś na brązowych medalistów poprzedniego sezonu czeka DHP Oliwa, która na inaugurację mierzyła się ze Złomowcem Gdańsk i wspomniane starcie team Adama Wyrzykowskiego wygrał w stosunku 2-1. W obecnym sezonie Oliwa chciałaby z pewnością uniknąć scenariusza z poprzedniego sezonu, w którym musiała drżeć o utrzymanie w drugiej lidze do samego końca. W naszym odczuciu Oliwę na to absolutnie stać, bo dysponuje ogromnym potencjałem. Z drugiej strony – ileż można o tym gadać. Może przyszła właśnie pora, by to udowodnić? Potencjalna wygrana na inaugurację ze Złomowcem i Flotą byłaby czymś naprawdę wielkim.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

MATCHDAY #4

Za nami bardzo ciekawa seria gier. W poniedziałek dwa spotkania wygrała ekipa Bossman Team, która najpierw ograła MPS Volley, a następnie beniaminka pierwszej ligi – drużynę Fux Pępowo. Swoje pierwsze spotkanie i to w bardzo dobrym stylu wygrała również drużyna Feniks Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!

Staltest Pomorze – Challengers 1-2 (17-21; 23-21; 16-21)

Jeszcze nie tak dawno obie drużyny rywalizowały ze sobą w wyższej klasie rozgrywkowej. Wobec nieciekawej, a co tu dużo mówić, znacznie gorszej formy niż Challengersi, nie dawaliśmy zbyt wielkich szans na powodzenie drużynie Arkadiusza Kozłowskiego. Choć w ostatecznym rozrachunku się nie myliliśmy i Staltest faktycznie musiał uznać wyższość rywali, to nie sposób przejść obojętnie obok powiewu świeżości, który widzieliśmy w drużynie, a którego tak bardzo brakowało w ostatnich, nieudanych edycjach. Początek spotkania to jednak nieznaczna przewaga Challengersów, którzy po ataku Nazara Krutskevycha objęli prowadzenie 10-7. Choć z czasem Staltest zniwelował straty do jednego oczka (18-17), to ostatnie słowo należało do teamu Wojciecha Lewińskiego (21-17). Jeszcze na półmetku środkowej odsłony wszystko zdawało się iść po myśli faworyzowanej drużyny (9-6). Z czasem coraz śmielej zaczęli radzić sobie jednak gracze Staltestu, którzy po atakach świetnie dysponowanego Jana Ciupy doprowadzili do wyrównania po 14. To było jednak nic przy świetnej końcówce seta. Choć po atakach Grzegorza Beredy, Staltest prowadził 20-17 i był o włos od wyrównania w setach, to w końcówce zabrakło im zimnej krwi, a przynajmniej tak było do pewnego etapu. Tak czy siak – Challengersi doprowadzili do wyrównania 20-20. W końcówce zespół Arkadiusza Kozłowskiego zdecydował się na zmianę na podniesienie bloku, co okazało się absolutnym strzałem w dziesiątkę. Po skutecznym bloku Kuby Roszyka Staltest doprowadził do wyrównania w setach, a kwestia wygranej meczu pozostawała otwarta (23-21). Trzeci set nie przyniósł już tylu emocji. Już na początku tej partii Challengersi zbudowali sobie przewagę, której nie wypuścili już do końca (21-16).

Bayer Gdańsk – Złomowiec Gdańsk 2-1 (21-17; 19-21; 21-16)

Po premierowym spotkaniu Złomowca w sezonie Wiosna’26 część społeczności zrzuciła niekorzystny wynik na karb problemów kadrowych. Wczoraj wieczorem miało być już lepiej. Złomowiec do gry przeciwko ‘Aptekarzom’ desygnował bowiem nie sześciu, a ośmiu graczy. Czy przełożyło się to na obraz gry czy wynik? No… tak średnio bym powiedział, tak średnio. Z drugiej strony – na początku wyglądało to przecież tak dobrze. Nim się zorientowaliśmy, gracze w miedzianych strojach prowadzili bowiem 9-3 i wydawało się, że sytuacja jest pod ich absolutną kontrolą. Z czasem gra Bayera się poprawiła, a Złomki zaczęli popełniać mnóstwo błędów. Efekt? Roztrwoniona przewaga i remis po 13 na półmetku seta. Co więcej – w dalszej części, po atakach debiutującego w drużynie – Kacpra Iwaniuka, Bayer wysunął się na prowadzenie 19-15 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-17). Środkowa partia to zupełnie inna historia. Tu na początku Złomki nie wypracowali sobie przewagi. Kto wie – być może właśnie to sprawiło, że byli oni w stanie utrzymać koncentrację na oczekiwanym poziomie? Tak czy siak – pod koniec seta mieliśmy remis po 17 i kompletnie żadnego pojęcia, w którą stronę się to potoczy. Po świetnej grze kapitana drużyny występującego na pozycji środkowego bloku – Witka Klimasa, z wygranej drugiego seta cieszyli się gracze w miedzianych strojach (21-19). Ostatni ‘rozdział’ poniedziałkowego starcia to festiwal błędów w wydaniu Złomowca. Oj, brzydko się to oglądało. Oczywiście Bayer Gdańsk jest zbyt dobrą drużyną, by ‘nie strzelić na pustą bramkę’. Ostatecznie – po sporej przewadze, gracze w błękitnych strojach wygrali seta do 16, a cały mecz 2-1. A ZŁOMTANIC? Cóż – zgodnie z tym, co pisaliśmy w zapowiedziach, woda zaczyna zalewać już dolne szalupy.

ME Sulmin Volley – Inter Marine Masters 2 0-3 (22-24; 21-23; 32-34)

Hej Mastersi, powiedział Wam ktoś kiedyś, że można wygrać seta ‘po Bożemu’? Wiecie, że nie trzeba grać każdego z setów na przewagi? Przerażająca konsekwencja. Jak do tej pory ‘Mastersi’ rozegrali w SL3 sześć setów i każdy z nich zakończył się różnicą maksymalnie dwóch punktów. Co ciekawe – przed poniedziałkową serią gier wydawało nam się, że spotkanie z ACTIVNYMI było bardzo ciekawe. Nie wiemy zatem co powiedzieć teraz, bo choć w meczu nie brakowało niedokładności, błędów, a i momentami – odwracania wzroku Redakcji, to koniec końców na nudę narzekać nie mogliśmy. Choć faworytem była ekipa ‘Mastersów’, to zespół z Sulmina pokazał ogromne serce do walki. Ależ fajnie ogląda się tę drużynę. Nie wiemy, czy to komplement, czy jednak nie, ale serio – w tej lidze nikt nie przegrywa w równie piękny sposób. Pierwszy set? Niewiarygodna historia, w której zespół w czarnych trykotach prowadził już… 20-14. Choć w teorii nie da się tego zepsuć, to zespół Fabiana Ehrlicha poprosił o ‘potrzymanie piwa’. W kryzysowym momencie ‘Mastersi’ omal nie zamęczyli Arka Wasilewskiego, który po kilku świetnych atakach doprowadził do wyrównania po 20. Epilogu tej historii się chyba domyślacie (24-22). W środkowej odsłonie gracze Inter Marine pozazdrościli swoim młodszym kolegom. Z czasem, mimo sporego prowadzenia, to oni roztrwonili przewagę, dopuszczając rywali do głosu. Choć team w czarnych strojach doprowadził do wyrównania, to podobnie jak wcześniej, więcej zimnej krwi zachowali gracze Inter Marine Masters (23-21). Trzeci set to apogeum szaleństwa, które oglądaliśmy od pierwszego gwizdka na boisku numer 3. W skrócie – prowadzenie faworyta 19-16, które koniec końców – a jakże – zostało zniszczone. Ostatnia faza seta to gra psychologiczna i… trzeci punkt tej samej drużyny. Gdybyśmy mieli określić, czemu to właśnie Inter Marine Masters wygrali, to wskazalibyśmy na ‘wycięty układ nerwowy’.

Siatkersi – Feniks Gdańsk 1-2 (21-17; 7-21; 10-21)

Mnóstwo krytyki wylało się w ostatnim czasie na Feniksa Gdańsk. Cóż – może część z nich była nieco niezasłużona. Jeśli jednak to choć w jednym procencie sprawiło, że team wziął to do siebie i zagrał TAKIE spotkanie, to…. czy nie należą nam się jakieś podziękowania? Pisząc całkiem serio – Feniks zmienił się nie do poznania. W poniedziałkowy wieczór rywalizował przecież z mocnym ’na papierze’ rywalem. Ten faktycznie grał nieźle, ale… tylko w pierwszym secie rywalizacji. Już na początku team w niebieskich strojach wypracował sobie przewagę 9-4. Choć z czasem Feniks doprowadził do wyrównania po 14, to wobec drugiej fali ataków rywali – byli już bezsilni (21-17). Drugi set? Zupełnie inna historia – ptak (Feniks) znowu zapłonął. Ależ to była moc. Wow – najlepszy set Feniksa w historii rozgrywek. Co za seria zagrywek Wilfredo Leona Łukasza Dubickiego. Niewiarygodne. Co ciekawe – ’zagra’ tak żarła kapitanowi Feniksa, że momentem – symbolem meczu było to, jak raz mu nie do końca wyszła, a mimo to – ustrzelił atakującego rywali, który znajdował się wówczas w narożniku boiska. Tak czy siak – 12 asów serwisowych w jednym meczu? Siatkersi? Wszystko ok? Toż to rekord tego sezonu i co najmniej 12 powodów do tego, by Wasze lica zaczerwieniły się ze wstydu. Ok – drugi set do zapomnienia. Jak wyglądał trzeci? Bardzo podobnie, a kiedy Siatkersi skumali się, że są jedynie tłem dla rywali – modlili się o dwucyfrową liczbę punktów. Wiecie – co by sąsiedzi nie dworowali, wyprowadzając swoje Yorki. My jako Redakcja jednak #niezapomnimy. Będzie się to ciągnęło. A Feniks? Było naprawdę bardzo dobrze. Kiedy trzeba krytykować – to to robimy. Kiedy jednak należy pochwalić, nie widzimy powodów, by być powściągliwym. Mega robota.

Sharks – Team Spontan 0-3 (15-21; 13-21; 17-21)

Czy trzecia liga nie jest przypadkiem zbyt głęboką wodą dla ‘Rekinów’? Czy nie jest to przypadkiem akwen dla zupełnie innej grupy zwierząt? Po poniedziałkowej serii gier Sharksi dali paliwo do baków krytyków drużyny. Okazuje się bowiem, że po odejściu kilku graczy, zespół nie funkcjonuje już tak dobrze jak w czwartej lidze. Dziś nie jest w stanie wzbudzić strachu w jakimkolwiek rywalu i prawdę mówiąc – jeśli będą grali tak jak w poniedziałkowy wieczór, to mamy pewne podejrzenia, jak może się to skończyć. Opis meczu w jednym zdaniu? Spontan miał w tym meczu wszystko. Sharksi mieli tylko siebie. Już na początku spotkania Spontan wysunął się na prowadzenie 10-4. Do pewnego momentu dla teamu Piotra Raczyńskiego wszystko wydawało się idealne. Niestety – po chwili sielankę przerwała koszmarna kontuzja Krzysztofa Daszkiewicza. Mimo tych przeciwności – Spontan nie miał problemu z opędzlowaniem rywalem do 15. Środkowa odsłona rozpoczęła się identycznie – już po chwili Spontan prowadził 10-4. A Sharksi? Tak jak między wierszami wspomnieliśmy na początku podsumowania – zero argumentów. Wynik seta 21-13 nie mógł zatem nikogo dziwić. Choć to niemal niespotykane – trzeci set również rozpoczął się od wyniku 10-4. W dalszej części Sharksi zdobyli co prawda więcej punktów niż w dwóch pierwszych odsłonach, ale no właśnie… to tylko detale. Nic nie znaczący szum. Fakty są takie, że w bardzo dobrym stylu Team Spontan sięga po trzy oczka.

Bossman Team – MPS Volley 2-1 (21-12; 18-21; 21-16)

Pompowanie balonika skończyło się dość szybko. Jako że z każdej, nawet parszywej sytuacji należy wyciągać pozytywy, to MPS może się poniekąd ucieszyć z porażki. Jest bowiem duża szansa, że balonik, który pompowaliśmy, pękł po dwóch, maksymalnie trzech wdechach. Kto wie – może teraz będzie im się grało łatwiej? Tak czy siak – wynik oraz gra beniaminka pierwszej ligi była co najmniej rozczarowująca. Miał być Hollywood, a był co jedynie Bollywood z Natalią Janoszek w roli głównej. Miał być Gladiator z spektakularną grą Russella Crowe’a, a był Chicken Curry Law z aktorką, która skradła serca niemal dwumiliardowej publice z Indii. Po pierwszym AKCIE nie brakowało co prawda ludzi, którzy postanowili wyjść z kina. Na film nie dało się patrzeć. W sensie ok – dobrą minę do złej gry robił Bossman, ale bez jaj – nie można przecież świecić oczami za siebie oraz niezbyt lotnego ’kuzyna’. Nawiązując do pierwszego seta rywalizacji widzimy to tak:

Mama: Bossmanie, pobaw się z kuzynem

Bossman: Mamo, ale ja nie chcę, on jest przecież taki dziwny

Mama: wcale nie, sam zobacz

Kuzyn: MPS Volley.

Każdy jednak ma swoje granice. Znamy to doskonale. Widzieliśmy tysiąc razy. Kojarzycie szkolne popychadło, które po dłuższym czasie upokorzeń odwraca się klasowym ’watażkom’? No – to właśnie tak zrobił MPS, który w drugim secie zaprezentował się wreszcie na miarę potencjału i w konsekwencji – doprowadził do wyrównania w setach. Trzeci set to jednak popis i kanonada w wykonaniu duetu Kular – Jaskólski. Ha – zagrożenie przyszło z najmniej oczekiwanego kierunku. Ten pierwszy miał grać jak zawsze – na libero. Tego drugiego miało z kolei w ogóle nie być. To pokazuje z kolei, że nigdy nie wiesz, po której ’otwartej puszce Bossmana’ zagrożenie staje się nie do okiełznania.

AIP – CTO Volley 1-2 (21-19; 16-21; 17-21)

Już w zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy, że dla obu drużyn jest to mecz szczególny. Obie drużyny miały ze sobą ’rachunki do wyrównania’. A to za poprzedni sezon, w którym to CTO było górą, a to jakieś indywidualne potyczki. Cóż – w skrócie? Nudy pomiędzy drużynami raczej nie ma. Choć wiele osób wskazywało na to, że w obecnym sezonie dojdzie do detronizacji króla – ten ma się jednak bardzo dobrze. Na inaugurację CTO ograło bowiem za komplet punktów drużynę z grupy mistrzowskiej (Bossmana), a wczoraj po podziale punktów brązowych medalistów. Nieźle jak na team, który według niektórych miał popaść w szarzyznę. Początek poniedziałkowego hitu to jednak wyraźna przewaga zespołu Adriana Ossowskiego, który na półmetku prowadził już 10-5. Komfortowa sytuacja ’Przyjaciół’ trwała do stanu 16-11, ale później team postanowił włożyć kija w szprychy roweru, na którym sam jechał. Efekt? W końcówce mieliśmy już wynik po 19 i wydawało się, że AiP się po tym nie odbuduje. Ostatecznie po błędzie jednego z rywali oraz bloku środkowego – Michała Pałubickiego AiP wyszarpało seta do 19. Środkowa odsłona to dość wyraźna przewaga trzykrotnych Mistrzów Inter Marine SL3. Po punktach braci Sobstyl zespół w pomarańczowych barwach wysunął się na prowadzenie 13-7 i już po chwili mogli cieszyć się z wyrównania stanu rywalizacji (21-16). Decydujący o zwycięstwie set wyglądał dość podobnie. Choć na początku obserwowaliśmy jeszcze wyrównaną walkę (7-7), to kilka błędów AiP sprawiło, że rywale wysunęli się na prowadzenie 14-11, którego nie wypuścili już do końca (21-17).

BL Volley – EKO-HURT 0-3 (8-21; 17-21; 10-21)

Tydzień temu zespół BL Volley rozegrał swoje pierwsze spotkanie w drugiej lidze po kilku latach przerwy. Mimo że wspomniany mecz zakończył się porażką ’Tygrysów’ w stosunku 0-3, to w ich grze można było upatrywać wielu pozytywów. Ba – niektóre z nich nakazywały sądzić, że team Wojciecha Strychalskiego wcale nie musi być drugoligowym ’chłopcem do bicia’. Niemniej – faworytem i to zdecydowanym poniedziałkowego starcia była ekipa Eko‑Hurt. Co tu dużo mówić – od samego początku spotkania widać było, która z drużyn walczyć będzie o awans, a która o utrzymanie. Ci drudzy już w kilku pierwszych akcjach meczu popełnili kilka prostych błędów, po których ich rywale wysunęli się na prowadzenie 8-3. W dalszej części wcale nie było lepiej i po punktach Marka Dębskiego stało się jasne, która ze stron wygra seta (17-7 → 21-8). Środkowa odsłona to partia, w której team BL Volley zaprezentował się naprawdę godnie. Po dwóch punktach rozgrywającego Adama Czapnika prowadzili oni 10-7. Choć w obozie Eko‑Hurtu można było wyczuć nutkę niepokoju, to sześć kolejnych punktów padło ich łupem i z gonienia wyniku Eko‑Hurt odwrócił kartę, wysuwając się na prowadzenie 13-10. Choć BL Volley próbował się jeszcze odgryźć rywalom, to nie był w stanie ograć rywala, który poza tym, że walczył z rywalem, walczył w tym secie przede wszystkim sam ze sobą. Ostatecznie ’Hurtownicy’ po wielkich mękach sięgnęli jednak po drugi punkt w meczu (21-17). Ostatni set rywalizacji to już wyraźna przewaga faworyzowanej drużyny, przez którego szczelny blok – rywale nie mogli się przebić. Dość powiedzieć, że po bloku Bartosza Kulawego ex‑Mistrz Inter Marine SL3 prowadził już 11-2, co było jednoznaczne z wyłonieniem zwycięzcy seta (21-10).

Bossman Team – Fux Pępowo 2-1 (18-21; 25-23; 21-16)

Po zwycięstwie z MPS Volley gracze Bossmana przystąpili do drugiego meczu w poniedziałkowy wieczór. Już w zapowiedziach wspominaliśmy o tym, że jeśli już team Jakuba Kłobuckiego grał dwa mecze jednego dnia – za każdym razem stawał na wysokości zadania. Nie inaczej było i tym razem, ale każdy, kto oglądał mecz, ten doskonale wie, jak trudne było to dla nich spotkanie. Pod koniec drugiego meczu poszczególnych graczy zespołu łapały już skurcze i widać było, że szybko powtórzyć dwóch meczów jednego dnia nie będą chyba chcieli. Jakby tego było mało – mieli oni problemy kadrowe i jak na siebie – dość wąską kadrę. Jakby tego było mało – rywal grał naprawdę bardzo dobrze, a gracze Bossmana w pierwszym secie rywalizacji rwali sobie włosy z głowy, nie mogąc uwierzyć w to, jak bardzo karta może sprzyjać rywalom. W ich ocenie – co mogło udać się rywalom, to się udawało. Pomagały im trybuny, ściany. Kiedy któryś z graczy zaatakował w teorii ’nie do obrony’ – dziwnym trafem stał tam rywal z wystawioną ręką. Takich sytuacji było naprawdę sporo, a mecz oglądało się przez to wybornie. Ostatecznie premierowa partia zakończyła się zwycięstwem beniaminka do 18. W drugim secie team Dominika Szadacha był bardzo bliski pierwszego zwycięstwa w sezonie Wiosna’26. Choć po ataku Patryka Bruchmanna ’Koniczynki’ mieli piłkę meczową (20-19), to szczęście tym razem uśmiechnęło się do ich rywali, którzy po intensywnej wymianie ciosów wygrali seta do 23. Ostatni set poniedziałkowego starcia to już część, w której zarysowała się przewaga drużyny Jakuba Kłobuckiego. MVP – po raz drugi w poniedziałkowy wieczór – Maciej Jaskólski. Co za występ, co za wieczór środkowego. (21-16).