MATCHDAY #25

Wydarzeniem poniedziałkowej serii gier było bez wątpienia zwycięstwo za komplet punktów drużyny Hapag-Lloyd. Na brak emocji nie narzekaliśmy również w derbach gminy Sulmin, w którym dość niespodziewanie ME Sulmin Volley ograł faworyzowaną drużynę VB Inter-Grahen. Zapraszamy na podsumowanie!

Flota TGD Team – Kraken 2-1 (21-18; 19-21; 21-11)

W zapowiedzi przedmeczowej sporo czasu poświęciliśmy na aktualną sytuację Floty TGD Team w kontekście ich utrzymania w trzeciej lidze. W naszym odczuciu, w pięciu ostatnich spotkaniach sezonu Flota TGD Team do bezpiecznego utrzymania potrzebowała sześciu punktów, a mecz z Krakenem zdawał się być jednym z najtrudniejszych zadań do wykonania. Jak poszła realizacja? Cóż – świetnie. Choć gracze Karoliny Kirszensztein nie byli w naszych oczach faworytem starcia, to w ostatecznym rozrachunku, i to do tego w naprawdę dobrym stylu, rozprawili się z rywalem. Już na początku seta z kapitalnej strony pokazał się Tadeusz Jakubczyk, który po bardzo dobrej zagrywce oraz skuteczności w ataku wyprowadził Flotę na prowadzenie 10-4. Z czasem Kraken się trochę otrząsnął, jednak zaliczka z pierwszej części seta okazała się wystarczająca i po punkcie Pawła Połanieckiego to ‘underdog’ spotkania świętował pierwszy punkt w meczu. Środkowa partia to jednak zwrot akcji, w którym Kraken wziął się do roboty i po kapitalnej zagrywce Volodymyra Krolenki wysunął się na prowadzenie 12-5. W dalszej części seta mieliśmy lustrzane odbicie wydarzeń z pierwszej odsłony. Tym razem to Flota goniła i prawie się to udało. Ostateczny cios zadali jednak gracze Jurija Charczuka (21-19). W przypadku Krakena mówimy tu jednak o pewnej zależności oraz regularności. Jaki sezon – taki mecz. Coś, co zdarza się tak często, trudno nazwać przypadkiem. Już na początku seta, po akcjach duetu skrzydłowych Jakubczyk – Goszczyński, Flota wysunęła się na prowadzenie 12-5. W dalszej części Kraken nie był już w stanie odkręcić niekorzystnej dla siebie sytuacji i finalnie mecz zakończył się wygraną drużyny, która przed meczem nie była stawiana w roli faworyta.

ME Sulmin Volley – VB Inter-Grahen Sulmin 2-1 (21-12; 21-10; 18-21)

Jeszcze pół roku temu na zdanie: ‘następne derby, wygrają Sulmina rezerwy’, Redakcja, gracze VB Inter-Grahen Sulmin oraz cała społeczność Inter Marine SL3 mogła się uśmiechać. Oj tam, wiecie – tyle co sobie pogadają. Gracze ME Sulmin Volley, którzy jeszcze jakiś czas temu byli wytykani palcami nie zamknęli się w sobie. Zamiast tego przypomnieli nam dzieciaka, który ze szkolnej ofermy stał się szkolnym watażką. Kiedy jedni spędzali czas na szydzeniu z innych, ME Sulmin Volley zamknął się w piwnicy, gdzie robił po 300 pompek dziennie. To przyniosło skutek. Dziś już się nikt z nich nie śmieje. No, może jeszcze tacy są, ale z pewnością nie zalicza się do nich drużyna VB Inter-Grahen Sulmin. Ze szkolnego oprawcy, stali się oni szkolnym pośmiewiskiem. ME Sulmin Volley po prostu wszedł do klasy, zabrał kolegom kanapki, upokorzył na forum, a na koniec kazał im wykupić dla siebie wszystkie przekąski ze szkolnego sklepiku. Rany – o jakim my mówimy zwrocie akcji. Ależ nam się zmienił układ sił w Sulminie. Ci z VB Inter-Grahen, którzy jeszcze mieszkają w Sulminie zaczęli się rozglądać za możliwością spania w stajni w pobliskim Otominie. Wiecie – co by się nie pokazywać u siebie i nie narażać na jeszcze większe upokorzenie. W zapowiedziach przedmeczowych napisaliśmy, że jeśli VB Inter-Grahen Sulmin nie wygra to będzie to koniec drużyny. Nie wiemy co się zadzieje. Nawet jeśli przetrwają to team potrzebuje jakiś nowych bodźców. Tu mental jest po prostu tragiczny. A ME Sulmin Volley? Nie no – koty na maksa. O której części atmosfery mówimy? To jest moi mili STRATOSFERA.

Remedios Sopot Ortopedia – Craftvena 2-1 (21-19; 18-21; 21-18)

Ależ to było kozackie spotkanie. W obecnym sezonie obie drużyny co do zasady wygrywały. Ok – raz wyłamał się Remedios, aczkolwiek nie zmienia to postaci rzeczy. Mimo to zdarzało nam się w ostatnim czasie nieco na obie ekipy ponarzekać. Wiecie, a to że styl nie ten, a to że można byłoby szybciej, lepiej, mądrzej, więcej. Czemu o tym teraz piszemy? Ano dlatego, żeby zwrócić uwagę na to, że po poniedziałkowym starciu nie mamy do powiedzenia nic złego. Było naprawdę dobrze, a mecz oglądało się rewelacyjnie. Choć mamy początek tygodnia, to już teraz można powiedzieć, że będzie to jedno z lepszych spotkań obecnej serii gier. Ok – nie przedłużając. Pierwszy set rywalizacji to partia, w której faworyzowany Remedios napotkał od samego początku spory opór rywala. Aż do końcówki mieliśmy remis walkę punkt za punkt i w taki sposób dobiliśmy do momentu gdzie obie drużyny miały po 19 punktów. Ostatecznie o zwycięstwie graczy w biało-złotych strojach zadecydowały dwa bloki z rzędu powracającego po dłuższej przerwie Bartosza Zochniaka (21-19). Na półmetku środkowej partii wydawało się, że Remedios idzie za ciosem i po chwili będą cieszyli się z wygranej. To, co można powiedzieć jednak o Craftvenie, to to, że grali oni bardzo mądrą siatkówkę. Zamiast bić na siłę, ci szukali różnych opcji i trzeba przyznać, że przynosiło to pożądany skutek. Niemniej jednak Remedios dalej nie odpuszczał (18-18). O ile bohaterem końcówki pierwszego seta był wspomniany Bartosz Zochniak, to w końcówce środkowej partii najjaśniejszą postacią na parkiecie był Emiliano Achenti, który atakami oraz skutecznym blokiem zapewnił Craftvenie wyrównanie w bardzo ciekawym pojedynku (21-18). Trzeci set rozpoczął się koszmarnie dla Craftveny. Chwilę po rozpoczęciu seta Remedios objął prowadzenie 10-4. Z czasem bardzo duża zaliczka ‘Ortopedów’ zaczęła jednak topnieć, a ‘Rzemieślnicy’ zdołali doprowadzić do wyrównania po 17. Niestety dla siebie końcówka należała już do Remediosu, który ‘odzyskał kontrolę’ i wygrał do 18.

Bayer Gdańsk – Old Boys 0-3 (14-21; 14-21; 24-26)

Mało znany fakt? Kilka godzin przed meczem kapitan Old Boysów, Bartek Knieć, namawiał Redakcję na to, by ta postawiła na wynik 3-0 dla Old Boysów. Wiecie – my już tych obiecanek się nasłuchaliśmy i jednak zostaliśmy przy swoim. Uznaliśmy, że najbardziej prawdopodobnym wynikiem będzie podział punktów dla drużyny z Pruszcza Gdańskiego. Początek spotkania to jednak świetna forma graczy w białych trykotach, którzy po zagrywce dobrze dysponowanego Mikołaja Boguckiego wysunęli się na wysokie prowadzenie 11-4. Tak wysoka przewaga w oczywisty sposób ustawiła seta, którego nie dało się już przegrać (ok, historycznie Old Boysi potrafili robić i takie fikołki, ale nie tym razem – 21-14). Choć wynik środkowej odsłony był taki sam, to jednak obraz gry zdecydowanie inny. Przez długie fragmenty Bayer Gdańsk mógł mieć poczucie, że zdoła odwrócić losy rywalizacji. W połowie seta było bowiem po 10, ale był to koniec dobrej gry ‘Aptekarzy’ w tej odsłonie. Już po chwili po punktach środkowych – Szymona Sawickiego oraz byłego gracza TKKF – Wojciecha Golińskiego, Old Boysi wysunęli się na prowadzenie 19-13 i był to koniec marzeń Bayera o wygranej meczu (21-14). Na otarcie łez pozostała im jednak walka o trzeci punkt w meczu. Od samego początku była to wyrównana partia, a gracze w białych trykotach mieli widoczne problemy z wypracowaniem sobie przewagi. Jakaś w tym ‘zasługa’ samych Old Boysów, którzy zaczęli popełniać sporo błędów na zagrywce oraz w ataku. W końcówce Bayer miał swoje szanse na wygraną seta, ale ostatecznie szczęście uśmiechnęło się do Old Boysów – brawo Bartek, pożycz nam czasem tę szklaną kulę.

HANDLUWA – VB Sulmin 1-2 (18-21; 21-19; 12-21)

Nie wszyscy o tym wiedzą, a na pewno nie gracze z VB Sulmin, ale… naprawdę w nich wierzyliśmy przed meczem. Na kilka chwil przed rozpoczęciem meczu założyliśmy się nawet z przyjmującym oraz libero Handluwy, że jeśli ci stracą pięć lub więcej punktów po asach rywali – Redakcja wygrywa złocisty trunek. Każdy mniejszy wynik to wygrana duetu Sąsiadów. Jeden as VB Sulmin sprawia, że sąsiedzi dostaną aż po cztery piwka – dzięki czerwono-czarni. Trzeba jednak przyznać, że po tym, co widzieliśmy, to taki dorobek nas w ogóle nie dziwi. Rozumiemy ‘szanowanie zagrywki’, ale ‘balony’, które posyłali gracze VB na drugą stronę siatki, sprawiały, że Handluwa, w odróżnieniu od wszystkich spotkań obecnego sezonu, nie miała żadnego problemu ze zdobywaniem punktów. Wyglądało to tak – zagra, która leci 30 sekund, przyjęcie w punkt, rozegranie, jebs, punkt, dziękuję. Ostatecznie o tym, że to VB Sulmin wygrał premierową partię, a nie zespół Dawida Gałki, zadecydowały słynne już ‘detale’. To, co nie udało się przedostatniej drużynie w ligowej tabeli w premierowej odsłonie, udało się w środkowej partii. Już od samego początku Handluwa zdołała wypracować sobie kilkupunktową przewagę (15-11). Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, gonitwa, odrabianie strat i narzucenie swojego stylu rywalom nie wychodziło jednak drużynie Daniela Bąby zbyt dobrze. Owszem – w końcówce zdołali oni nawet wyjść na prowadzenie 19-18, ale końcowa faza seta to skuteczne akcje Radosława Pyzalskiego oraz Roberta Sobisza, które zapewniły Handluwie wyrównanie stanu rywalizacji (21-19). Ostatni set to już najmniej ciekawa partia w meczu. W skrócie – był to set, w którym VB Sulmin miał wreszcie sporą przewagę i nie miał problemu z tym, by rozegrać swojego rywala tak, jak chciał to zrobić od samego początku meczu (21-12).

Szach-Mat – Bossman Team 1-2 (17-21; 17-21; 21-14)

Hopium dla graczy Szach-Matu po ósmej porażce z rzędu? Te same, które odnosiło się do wiary, a zostało wywieszone na płocie w trakcie ostatniego meczu drużyny Bruk-Bet Nieciecza (odsyłamy do Google, warto). Bo co innego, jak nie wiara, zostało drużynie Dawida Kołodzieja? Mimo że sytuacja wokół drużyny ‘Szachistów’ jest coraz gorsza, to patrząc na to, jak drużyna radziła sobie w pierwszym secie rywalizacji, trudno było odnieść wrażenie, że mówimy tu o ekipie z samego końca ligowej tabeli. Precyzując – Szach-Mat radził sobie naprawdę nieźle, a gracze Bossmana nie mogli sobie wypracować zaliczki (13-13). Mówi się, że w ostatecznym rozrachunku szczęście sprzyja lepszym i istotnie tak było w pierwszym secie. Poza wspomnianym aspektem Bossman prezentował się wyraźnie lepiej w bloku i albo zdobywał w ten sposób punkt, albo wymuszał błędy rywali, którzy szukali sposobów na jego obejście (21-17). Środkowa partia miała różne fazy i nie chodzi tu bynajmniej o stan graczy po ich szczecińskim smakołyku. Początek to wyrównana gra (6-6), po której Bossman wysunął się na prowadzenie (14-10). W końcówce Szach-Mat zbliżył się do rywala na jeden punkt (18-17), ale wtedy, kiedy trzeba było dać więcej od siebie, popełnili błędy. Cóż – tak to się utrzymać nie da (21-17). Ostatni set rozpoczął się dla ‘Szachistów’ genialnie. Już w połowie seta team w czarnych strojach prowadził 12-6 i finalnie nie miał problemu z tym, by wygrać seta do 14. Biorąc jednak pod uwagę sytuację w tabeli i jednych i drugich, żadna ze stron nie może czuć po meczu większego optymizmu.

Staltest Pomorze – Team Spontan 0-3 (16-21; 15-21; 15-21)

Po kilkunastu dniach przerwy Staltest Pomorze wrócił na parkiety Inter Marine SL3. Choć stroje piękne i nowe, to gra stara i brzydka, a kwestia strojów tu niczego nie zmieniła. Okej, zaczęliśmy z grubej rury, ale tu przecież nie ma co pudrować tej gry. Że niby ładnie, że niby się starali – ech, to nie dla nas. Przekonali się o tym niedawno gracze Team Spontan, na których wylało się prawdziwe szambo pomyj. Tymczasem ci wygrali za komplet punktów i dziś, przy równej liczbie rozegranych spotkań co DSGSA, są wiceliderem rozgrywek. No ale wiecie – Spontan to Spontan, jeszcze numer jakiś wywiną. Znamy ich zbyt długo. Dziś jednak nie czas na krytykę drużyny. W końcu zagrali tak, jak powinno grać się z ostatnią drużyną w ligowej tabeli. Rachu ciachu, Staltest w trzecioligowym piachu? Dużo na to wskazuje. Wczorajsza forma drużyny nie napawa optymizmem przed dalszą częścią sezonu. Wracając do meczu, to powiedzmy to sobie szczerze – trudno było szukać punktu zaczepienia. Choć do stanu 16-16 Staltest mógł mieć nadzieję na pozytywne zakończenie, to w końcówce popełnił kilka rażących błędów i w konsekwencji pięć kolejnych punktów zdobyli rywale. W drugim secie nie było już nawet nadziei. Już w połowie seta Spontan objął dwupunktowe prowadzenie 12-10, które z czasem zrobiło się jeszcze pokaźniejsze i w konsekwencji zespół Piotra Raczyńskiego wygrał tę partię do 15. Trzeci set miał być jednak dla nich testem dojrzałości, bo historycznie w takich momentach uwielbiali zawodzić. Tym razem stało się jednak inaczej. Choć do połowy seta kwestia wygranej pozostawała nierozstrzygnięta, to dalsza część była analogiczna do wydarzeń z pierwszej i drugiej odsłony. Precyzując – Staltest okazał się sprinterem, podczas gdy Spontan długodystansowcem (21-15).

Tiger Team – Aqua Volley 3-0 (21-16; 21-15; 21-17)

I tak tydzień po tygodniu Aqua sobie spływa niczym nurt rzeki. Z góry na dół. Konsekwentnie. Bez przerwy. Całe szczęście, że nie ma piątej ligi, bo dziś zespół Mateusza Drężka walczyłby o utrzymanie z TKKF Flotą (z którą notabene przegrali) oraz z ekipą Hapag-Lloyd (tu akurat wszystko przed nimi). Nie no – to nawet nie jest rzeczka, która płynie swoim tempem. Rzeka po prostu wylała z koryta i przemieszcza się w przeraźliwym tempie. Sami zastanawiamy się, gdzie team będzie za kolejne pół roku. Ktoś może powiedzieć zaraz: ale chwila – wczoraj Aqua przegrała przecież z Tigerem. No niby tak, ale my widzimy to, na którym miejscu w tabeli się mieszczą i jaki mają aktualnie bilans spotkań. Przerażające. A Tiger Team? Tiger zrobił wczoraj ogromny krok w kierunku trzeciej ligi. Nie dość, że sami wygrali, to na dodatek wykorzystali potknięcie Remediosu, który zgubił punkt z Craftveną. To oznacza z kolei, że przy równej liczbie rozegranych spotkań Tiger jest dziś na samym szczycie ligowej tabeli. Podobnie jednak jak w poprzednich meczach, nie była to jakaś wybitna przewaga graczy w czarnych trykotach. W pierwszej części premierowego seta mieliśmy remis po 10. Dopiero w dalszej fazie, dzięki między innymi lepszemu przyjęciu, Tiger wysunął się na prowadzenie i finalnie wygrał seta do 16. Środkowa partia rozpoczęła się od prowadzenia Tigera, który prezentował się widocznie lepiej. Aqua Volley jak już zdobywała punkty, to najczęściej po błędach swoich rywali. Mimo to – pod koniec seta i ataku Mateusza Drężka, ex-trzecioligowiec zdołał zniwelować straty do jednego punktu (16-15). Końcowa faza seta to jednak przewaga faworyta, który zdobył pięć oczek z rzędu i wygrał partię do 15. Trzeci set rozpoczął się od wyraźnej przewagi faworyta, który wykorzystał problemy rywali w wielu aspektach siatkarskiego rzemiosła i wysunął się na prowadzenie 16-11. Ostatecznie po chwili i kilku skutecznych akcjach ex-kapitana Tigera – Mateusza Sokołowskiego, gracze w czarnych trykotach cieszyli się z dziewiątego zwycięstwa w sezonie – brawo!

TKKF Flota – Hapag-Lloyd 0-3 (20-22; 22-24; 13-21)

Cierpliwy to i kamień ugotuje. Wielokrotnie w kontekście Hapag-Lloyd pisaliśmy o tym, że ok – najczęściej im nie idzie. Ba, w ostatnim czasie na drużynę wylała się również niespotykana do tej pory, a już na pewno nie na taką skalę, fala krytyki. Nie ukrywamy – przed poniedziałkowym starciem nie dawaliśmy większych szans drużynie ‘Logistyków’. W naszych oczach faworytem i to dość wyraźnym była ekipa Floty. To, co nas jednak zaskoczyło, to typy Ekspertów, gdzie ci stawiali na to, że Hapag-Lloyd ‘tanio skóry nie sprzeda’. Już początek spotkania pokazał, że mecz może ułożyć się dla graczy w pomarańczowych trykotach rewelacyjnie. Po kilku błędach rywali i własnej, rozważnej grze, Hapag-Lloyd wysunął się na półmetku seta na prowadzenie 10-7. Mimo prowadzenia 16-11, w dalszej części Hapag miał problemy z tym, by wykończyć rywala. Wówczas uznaliśmy, że to obrazek, który widzieliśmy tak często (18-18). Końcówka to jednak udane ataki Tomasza Lisa oraz błędy ‘Flociarzy’, po których Hapag cieszył się z trzeciego punktu w sezonie Wiosna’26. Było to o tyle ważne, że oznaczało to wyrównanie dorobku z poprzedniego sezonu. Każdy kolejny punkt dla graczy w pomarańczowych strojach sprawiał, że obecny sezon należy uznać za lepszy. Na swój kolejny punkt w sezonie Hapag-Lloyd nie musiał czekać zbyt długo. Niesieni dopingiem kontynuowali bardzo dobrą grę w drugim secie. Po bardzo wyrównanej partii i emocjonujących zwrotach akcji z punktu po raz kolejny cieszyli się gracze w pomarańczowych trykotach, którzy wygrali swoje pierwsze spotkanie od 17 listopada 2025 r., kiedy ograli ME Sulmin Volley w stosunku 2-1. Czy wygrana zadowoliła wygłodniałych ‘Logistyków’? Skądże znowu. Początek trzeciego seta to świetne granie ‘underdoga’, który wysunął się na prowadzenie 8-3. W dalszej części seta TKKF Flota nie była w stanie znaleźć sposobu na dobrze dysponowanego rywala, który wygrał tę partię do 13, a cały mecz 3-0 i była to ich druga wygrana za komplet punktów w historii występów w Inter Marine SL3 (pierwsza – 26.11.2024 r. z Siatkersami). Brawo!

One comment

Join the Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.