Dzień: 2025-05-22

BES Boys BLUM – Hydra Volleyball Team

Czy Hydra Volleyball Team wygrała wreszcie za komplet punktów? Oczywiście, że nie. Czy Hydra Volleyball Team zapewniła sobie utrzymanie w drugiej lidze? No jasne, że nie. Czy Hydra Volleyball Team zrobiła w czwartkowy wieczór dużo, by się utrzymać? A tu akurat odpowiedź brzmi tak. Gdyby nie fakt, że mówimy o zwariowanym sezonie, w którym nie jest pewne to czy team, który ma 14-15 punktów się utrzyma, to już dziś – Hydra mogłaby ‘świętować’ uniknięcia kompromitacji. O kolejne punkty (czytaj utrzymanie), ‘Bestia’ musi powalczyć w przyszłym tygodniu, w którym zmierzą się z…Tufi Team. Oj – będzie się działo. Zanim jednak do tego dojdzie – kilka słów o czwartkowym meczu, bo ten – nie układał się przez dłuższy czas w odpowiedni dla ‘Bestii’ sposób. W pierwszym secie rywalizacji ‘Bestia’ przespała fragment w drugiej części seta i team Daniela Bąby zdołał im odskoczyć na trzy punkty (16-13). Jak się po chwili okazało – nie dało się już tego odkręcić (21-18). Środkowa odsłona zaczęła się dobrze dla Hydry, bo już po chwili – objęli prowadzenie 5-2. Dalsza część seta to wyraźnie lepsza gra zespołu Sławomira Kudyby i trzeba przyznać, że przyczyniły się do tego roszady w składzie. Zespół w złotych strojach zaczął też grać lepiej w bloku i w konsekwencji – wygrał tę partię do 16. Ostatni set był jednocześnie tym, który miał wyłonić zwycięzcę. Początek należał do BBB, którzy wykorzystali błędy rywali i wysunęli się na prowadzenie 6-2. Już po chwili Hydra złapała jednak wiatr w żagle, doprowadziła do wyrównania po 7, a następnie odskoczyła rywalom na cztery punkty (12-8). Dalsza część seta nie przyniosła nam już zmiany obrazu gry i po chwili ‘Bestia’ mogła cieszyć się z szóstej wygranej w sezonie. Tak jak jednak zaznaczaliśmy chwilę temu – daleko jest jeszcze do optymizmu.

Kraken – Fux Pępowo

Pisaliśmy to w zapowiedziach przedmeczowych. W naszym odczuciu nie było szans na jakąkolwiek taryfę ulgową ze strony Fuxa Pępowo. To oczywiście bardzo zła wiadomość dla ‘Bestii’, która już większością swoich macek znajduje się w trzeciej klasie rozgrywkowej. Czwartkowe spotkanie rozpoczęło się nawet obiecująco. Niemal na półmetku seta Fux Pępowo prowadził zaledwie jednym punktem (9-8). Dalsza część seta to jednak kilka skutecznych kiwek ‘Koniczynek’, z którymi rywale mieli widoczne problemy (15-9). Po chwili faworyzowana ekipa poszła za ciosem i finalnie wygrała tę partię ‘bez większej historii’ do 12. Środkową odsłonę zapamiętamy z świetnej gry w obronie drużyny z Pępowa. Po tym jak Kraken miał problem by dobić się do parkietu ‘Koniczynki’ wysunęły się na prowadzenie 10-5. Dalsza część seta to jeszcze lepsza gra drużyny Dominika Szadacha, która z niemal każdą kolejną akcją, powiększała swoją przewagę. Finalnie team z Pępowa wygrał tę partię do 14. W trzecim secie Kraken nie miał nawet chwili przebłysku czy momentu, w którym mogliby zagrozić rywalowi. W zamian za to obejrzeliśmy absolutną dominację Fuxa Pępowo, zakończoną zwycięstwem do 12, a całego meczu w stosunku 3-0. Choć team Dominika Szadacha ma jeszcze jedno spotkanie do rozegrania, to już dziś mają o jeden punkt więcej niż w edycji Jesień’24. W związku z tym nie sposób nie mówić w ich kontekście o progresie – brawo! A Kraken? Cóż – w czwartkowy wieczór stracili szansę na utrzymanie. Jesteśmy jednak przekonani, że w trzeciej lidze zdołają się odbudować i po tym doświadczeniu – wyjdą z tego o wiele silniejsi.

BVT Gdańsk – TKKF Orlen

Już w meczu z Hapag-Lloyd coś nam w grze TKKF Orlen nie grało. W czwartkowy wieczór to ‘coś’ nie okazało się już błahym problemem, a przeciwko zdecydowanie lepszej drużynie jaką jest BVT Gdańsk – po prostu nie przeszło. Początek spotkania to wzajemne ‘badanie się obu stron’, po którym mieliśmy remis 12-12. Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się ‘Nafciarze’, którzy po atakach Patryka Potrzuskiego, objęli prowadzenie 18-16. Z czasem po atakach Mateusza Janiszewskiego gra się ponownie wyrównała, a w końcówce – po kilku błędach ‘Nafciarzy’, z pierwszego punktu cieszyli się gracze w biało-czarnych barwach (22-20). Choćbyśmy bardzo próbowali to nie jesteśmy w stanie stwierdzić, że był to przyjemny dla oka mecz. Środkowa odsłona to partia, w której nie brakowało błędów po obu stronach siatki oraz ogólnego boiskowego chaosu. Była to partia, w której długimi fragmentami było ‘mało siatkówki w siatkówce’. Oczywiście takie spotkania też należy umieć grać, a przede wszystkim wygrywać. Nie sposób bowiem nie oddać ‘Bobrom’ tego, że zdołali ograć wyraźnego faworyta meczu. Kulminacyjnym momentem środkowej odsłony były skuteczne ataki Sergiusza Kota oraz wcześniej wspomnianego Mateusza Janiszewskiego, po których BVT wysunęło się na prowadzenie 18-15, a po chwili wygrali seta do 18. Nie inaczej było w trzeciej odsłonie, w której wspominany często skrzydłowy – posyłał kolejne skuteczne ataki (9-4). Tu mała dygresja – był to jego najskuteczniejszy mecz w historii 23 występów w rozgrywkach Inter Marine SL3. Wracając do meczu – choć na półmetku sytuacja ‘Nafciarzy’ zdawała się być bardzo niekorzystna, to z czasem doprowadzili oni do wyrównania po 13. Mimo to – ostatnie słowo w meczu należało do ‘Bobrów’ – brawo!

MysterElektroRockets – VB Sulmin

Wczoraj rano informowaliśmy o tym, że realną szansę na podium rozgrywek ma aż…dziewięć drużyn. Dwie z nich zmierzyły się w czwartkowy wieczór w bezpośrednim pojedynku. Choć przed meczem więcej punktów miała drużyna VB Sulmin, to wskazywaliśmy na to, że w naszym odczuciu – to team z Karczemek ma lepszą sytuację. Cóż – nie pomyliliśmy się, bo po rozbiciu czwartkowego rywala – MysterElektroRockets wskoczyli na drugie miejsce w ligowej tabeli. Dziś ich sympatycy mogą mówić o pełni szczęścia. Team gra wreszcie na miarę oczekiwań towarzyszącym drużynie. Czwartkowe spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia drużyny w biało-czerwonych strojach. Po problemach z rozegraniem oraz sporą liczbą ataków w aut czy siatkę drużyny z Sulmina – MysterElektroRockets objęli prowadzenie 15-8 i nie mieli problemu z tym by wygrać premierową odsłonę do 11. W środkowej partii gra VB Sulmin się poprawiła, ale tylko na moment. Po tym, gdy na tablicy wyników mieliśmy remis 8-8, uznaliśmy, że dalsza część może być wyrównana. Nic bardziej mylnego. Już po chwili VB Sulmin popsuł kilka zagrywek i prezentująca zdecydowanie wyższą kulturę gry drużyna z Karczemek wysunęła się na wysokie prowadzenie i finalnie wygrała do 13. Ostatni set to kontynuacja ogromnej dysproporcji pomiędzy drużynami. Prawdę mówiąc – dominacja zespołu Pawła Urbaniaka ani na chwilę nie została zagrożona i MER cieszył się po chwili z wygranej do 16, a całego meczu 3-0. Całej sytuacji nie sposób nie przyrównać do sytuacji, w której dziecko oczekuje, że na prezent dostanie samochód Bburago, a zamiast tego dostaje Playstation 5. Wiecie do czego zmierzamy prawda? Jakiś czas temu perspektywa trzeciego miejsca i meczu barażowego również wydawała się ‘spoko’ dla MER. Dużo wskazuje jednak na to, że po ostatnich meczach – team z Karczemek będzie się za chwilę cieszył z wypasionej konsoli.

Team Spontan – Trefl Gdańsk

Ostatnie dni były świetnym okresem dla Trefla Gdańsk. Nie dość, że ‘gdańskie lwy’ sami wygrywali, to na dodatek – mecze na szczycie trzeciej ligi poukładały się w wymarzony dla Trefla sposób. Tak było choćby wczoraj, gdzie punkty pogubiła drużyna Dream Volley. Po wspomnianych meczach oraz wygranej Trefla – przed najmłodszą drużyną w lidze otworzyła się autostrada do drugiej ligi. W przyszłym tygodniu zagrają oni z Maritexem i w naszym odczuciu – przyklepią sobie tym samym awans. Jeśli chodzi o mecz ze Spontanem, to rozpoczęło się ono w wymarzony dla Trefla sposób. Już chwilę po pierwszym gwizdku Sędziego, Trefl narzucił rywalom swoje warunki gry i błyskawicznie objął prowadzenie 10-5. Po kilku atakach wychowanka Trefla – Czarka Trepczyka, Spontan zniwelował po chwili straty (10-8). Dalsza część seta to jednak wyraźna przewaga najmłodszej drużyny w rozgrywkach, która wygrała partię do 12. W środkowej odsłonie dysproporcja pomiędzy drużynami była jeszcze większa. Kiedy po zagrywce Oskara Kasprowicza było 10-3 dla Trefla, dla wszystkich stało się jasne, która z drużyn wygra seta (21-10). Po dwóch pierwszych setach ‘czujność’ Trefla została uśpiona. Po dobrej grze w systemie blok-obrona zespołu Piotra Raczyńskiego, to właśnie oni objęli prowadzenie na półmetku seta (12-9). W dalszej części w obozie Trefla uaktywniły się pewne problemy w przyjęciu, które uniemożliwiły im skuteczną pogoń. Ostatecznie seta wygrała ekipa Spontana, ale i tak – przybliżyło to ‘gdańskie lwy’ do bezpośredniego awansu – brawo!

Dream Volley – Maritex

W zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy o tym, że Dream Volley jest drużyną, która jest otrzaskana w meczach o wielką stawkę. Cała narracja, którą zbudowaliśmy poszła psu w dupę już w pierwszym meczu, w którym ‘Marzyciele’ sensacyjnie przegrali z walczącym o utrzymanie Krakenem. Dyspozycja, którą wówczas zaprezentowali gracze Mateusza Dobrzyńskiego, sprawiła, że nie mieliśmy przesadnego oporu założyć się przed meczem z przyjmującym Dream Volley – Marcinem Juszczakiem. On twierdził, że mecz wygra Dream, Redakcja, że Maritex. Stawka? 100 zł na cel charytatywny, więc mamy satysfakcję, że pomogliśmy potrzebującym. Jako że uszczypliwości z obu stron nie brakowało, Maritex po pierwszym secie mógł pokusić się o wpadający w ucho zwrot: ‘jedna siła jest w tym mieście, Maritex to potęga, a wy? Kim jesteście’? Cóż to była za dominacja. Cóż za stłamszenie rywala. Gdzie te doświadczenie, o którym tyle pisaliśmy? Okazało się bowiem, że przyciśnięte do muru Dream Volley jest kompletnie bez argumentów. Jest zwykłym ‘golaskiem odartym z godności’. Finalnie Maritex wygrał tę partię do 9! Środkowa odsłona to zwrot akcji i wreszcie lepsza gra Dream Volley. ‘Marzycielom’ przypomniało się, że aktualnie nie rywalizują z Luk Lublin, a Maritexem, który nawet w obecnej kampanii – ‘swoje za uszami ma’. Efekt? Wygrana do 12, która rozbudziła oczekiwania przed trzecim setem. Choć obie drużyny przy wyniku 1-1 zachowywały szanse na podium, to w przypadku potencjalnej porażki Maritexu – odpadliby oni z walki o ‘pudło’. W przypadku porażki Dream Volley oraz perspektywie meczu z Bayerem – również nie mówimy o zbyt dobrej wizji. Lepiej w decydującego seta weszli gracze Dream Volley, którzy rozpoczęli od prowadzenia 4-0. Już po chwili Maritex doprowadził jednak do wyrównania 4-4 i od tego momentu to oni byli stroną dominującą. Finalnie Maritex wygrał tę partię do 16 i cały mecz 2-1. To z kolei sprawia, że nie mamy najmniejszych wątpliwości – Dream Volley jest absolutnie największym przegranym obecnego tygodnia rozgrywek.

ACTIVNI Gdańsk – Tiger Team

Do czwartkowej serii gier ACTIVNI Gdańsk wciąż mieli szanse na podium rozgrywek. Aby tak się jednak stało musieli oni wygrać dwa kolejne mecze, a na dodatek – zgarnąć przy tym komplet sześciu oczek. Choć był to cel niezwykle ambitny, to nie wydawał się nierealny. W kolejnym meczu mieli rywalizować bowiem z Chilli Amigos i akurat w tym meczu – byli zdecydowanym faworytem. To oznaczało, że dla ACTIVNYCH mecz z Tigerem był meczem sezonu. Niestety dla nich – mecz ułożył się w najgorszy możliwy sposób. Po całkiem niezłym początku, w którym tablica wyników wskazywała remis 7-7, Tiger ruszył do ataku i po kilku punktach Przemysława Masznera oraz Tadeusza Jakubczyka, objął prowadzenie 14-9. W dalszej części ACTIVNI nie byli w stanie powstrzymać ‘Tygrysów’, którzy prezentowali się wybornie i finalnie wygrali seta do…9! Środkowa odsłona to jednak zwrot akcji o 180 stopni. Po problemach z przebiciem się lewego skrzydła Tiger Team, ACTIVNI objęli prowadzenie 12-8. Choć z czasem ‘Tygrysy’ zniwelowały stratę do jednego oczka (16-15), to ostatnie słowo należało już do teamu Artura Kurkowskiego, który wygrał do 16. Ostatni set rozpoczął się wybornie dla ACTIVNYCH, którzy wysunęli się na prowadzenie 6-2. Z czasem zaczęli oni jednak popełniać sporo błędów, po których Tiger doprowadził do wyrównania 12-12. Rywalizacja ‘łeb w łeb’ potrwała do stanu po 17, ale w końcowej fazie seta ACTIVNYM siadło nieco przyjęcie i ten element okazał się decydujący.

MiszMasz – ADS Volley

To nie było zwykłe spotkanie dla MiszMaszu. Uważamy, że presja towarzysząca graczom Jakuba Waszkiewicza była w czwartkowy wieczór ogromna i było to widać od pierwszego gwizdka sędziego. Choć spotkanie lepiej rozpoczęli ex-drugoligowcy (9-6), to już po chwili – beniaminek trzeciej ligi doprowadził do wyrównania po 10, a następnie – przejął inicjatywę i po ataku Łukasza Turskiego, objął prowadzenie 14-11. Choć było naprawdę gorąco – MiszMasz zdołał wykaraskać się z opresji i sobie znanym sposobem doprowadzili do wyrównania po 19, a następnie – przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę (21-19). Pierwszy set był dla nich jednak bardzo poważnym sygnałem ostrzegawczym. Nie wiemy czy team walczący o utrzymanie zignorował owy sygnał, ale w drugim secie mieli jeszcze większe problemy. Pod koniec środkowej partii Amatorska Drużyna Siatkówki prowadziła po ataku Maksymiliana Tryzny już 17-14. Choć wygrana seta była na wyciągnięcie ręki, w końcówce team Jakuba Floraczaka się totalnie pogubił i to MiszMasz cieszył się po chwili z punktu (21-19). Ostatni set rywalizacji to już zdecydowana przewaga faworyzowanej drużyny, która wykorzystała problemy rywali ze skończeniem ataków i wygrała tę partię do 9. Dzięki zwycięstwu za komplet oczek – MiszMasz wykonał ogromną pracę w kierunku utrzymania w lidze. Teraz piłka znajduje się jednak po przeciwnej stronie siatki. Najbliższe dni pokażą co to dla MiszMaszu oznacza.

Dream Volley – Kraken Team

Końcówka sezonu w wykonaniu Dream Volley przypomina moment, w którym ktoś zesrał się dwa metry przed kiblem. Przed czwartkową serią gier wszystko było w rękach ‘Marzycieli’, którzy wydawali się absolutnym pewniakiem do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Team Mateusza Dobrzyńskiego rywalizował bowiem z Krakenem, który przed meczem z Dreamem wciąż nie miał zapewnionego utrzymania. Cóż mogło pójść nie tak? Pierwszy set rywalizacji to wyrównana gra do stanu po 14. Kiedy po chwili Kraken miał problem ze skończeniem ataku, wydawało się, że ‘Marzyciele’ nie będą mieli problemu z tym by wygrać (16-14). Kolejne cztery punkty zdobyli jednak gracze Roberta Skwiercza, którzy wysunęli się na prowadzenie 18-16 i po chwili cieszyli się ze zwycięstwa do 20. Środkowa odsłona to przebudzenie graczy w niebieskich strojach, którzy zaprezentowali zdecydowanie lepszą siatkówkę. W drugiej części seta ‘Marzyciele’ wysunęli się na prowadzenie 14-8 i stało się wówczas jasne, że tego już nie wypuszczą (21-17). Po drugim secie wydawało się, że Dream Volley złapał wiatr w żagle i w finałowej partii pójdą za ciosem. Nic bardziej mylnego. Choć po ataku Dariusza Tomaszewskiego prowadzili już 12-9, to po chwili w ich szeregach zapanował zbiorowy paraliż. Już po chwili Kraken wysunął się na prowadzenie 16-14, co w konsekwencji dało im z czasem drugi punkt w meczu i…utrzymanie w trzeciej lidze – brawo! Jeśli chodzi o Dream Volley…cóż. Obrazkiem, który długo będzie rezonował nam w głowach był ten, w którym kapitan Dream Volley – Mateusz Dobrzyński siedział przez dłuższą chwilę przy trybunach. Po jego minie widać było, że nie jest to najszczęśliwszy dzień w jego życiu.