Sezon: Wiosna 2024

Challengers – Chilli Amigos

To się ‘Papryczki’ obruszyły. W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że Chilli Amigos podąża wprost w kierunku prowadzącym do czwartej ligi. Zapowiedź nie do końca przypadła ‘Amigos’ do gustu, o czym w żartobliwym tonie dali znać Redakcji tuż przed rozpoczęciem meczu. Cóż. Jak się okazuje – nieciekawa gra to niejedyne zmartwienie drużyny. Do całej gamy tych, które dostrzegamy, dopisujemy to, że Chillisi mają kiepski timing. No bo zastanawiamy się czy wiedząc jak zagrają z Challengersami mówiliby, że przesadzamy? Mamy co do tego wątpliwości. Sam mecz? Cóż, zgodnie z przewidywaniami. Wiedzieliśmy, że Chilli Amigos nie będzie stroną dominującą, ale na Boga – jeśli gracze Grzegorza Walukiewicza mieliby w poniedziałkowy wieczór zawalczyć w gali bokserskiej to uznaliby, że dobrym pomysłem jest bronić ciosy własną wątrobą. Apropos wnętrzności – w trzecim secie rywalizacji, Challengersi postanowili zabrać swoich rywali na diabelski młyn. Jak możecie się domyślać po naszym wstępie – kiszki Amigos nie wytrzymały w efekcie, czego oglądaliśmy naprawdę kiepskie sceny. Pisząc nieco poważniej, bo i tak nieraz trzeba. Póki co jesteśmy pod wielkim wrażeniem Challengers, którzy wygrali wszystkie osiem spotkań nie tracąc przy tym choćby jednego oczka. Poniedziałkowe zmagania w 3 lidze grupie B potwierdzają tylko, że to wielka sztuka. A Chilli? Cóż, posłużymy się cytatem z piosenki: ‘Wiem, że jeszcze będzie pięknie Przegonimy mrok Przegonimy całe zło Które w tym momencie Chcą nam zabrać szczęście’ Trzymajcie się mordeczki, jesteście jedną z legend tej ligi. Kiełbasy do góry.

Fux Pępowo – Port Gdańsk

Plan na poniedziałkową serię gier był dla graczy z Pępowa bardzo prosty. To miał być kolejny ‘dzień w biurze’ i jak to często bywa w takich przypadkach, nikt nie przewidział, że po drodze coś może pójść nie tak. Pierwszym rywalem zespołu z Pępowa była ekipa Portu Gdańsk, która po obiecującym początku sezonu, wpadła w dołek. Ten związany jest z pewnością z problemami kadrowymi, z którymi team Arkadiusza Sojko się aktualnie zmaga. Mimo to, początek spotkania w wykonaniu ‘Portowców’ był bardzo obiecujący. Do połowy seta oglądaliśmy bowiem wyrównaną grę obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 9. Na istotną przewagę, Fux wyszedł po jednym z bloków kapitalnie dysponowanego Damiana Wiśniewskiego, do czego jeszcze wrócimy (14-11). Mimo że sytuacja ‘Koniczynek’ zdawała się być opanowana, to w dalszej części team ‘z doków’ doprowadził do wyrównania po 17. Końcówka seta to jednak większa kultura gry zespołu Andrzeja Pipki i wygrana do 17. Środkowa odsłona to absolutne szaleństwo w wykonaniu środkowego – Damiana Wiśniewskiego. Po serii trzech bloków tego kocura, Fux objął prowadzenie 9-5. Dalsza część seta to pełna kontrola faworyta i wygrana partii do 14. Trzecia odsłona? Zapowiadało się na sporą niespodziankę. Set rozpoczął się bowiem tak, że to ‘Portowcy’ prowadzili 5-1! Konsekwentnie grająca ekipa z Pępowa doprowadziła z czasem do wyrównania po 11, na którą – nie zgadniecie, wyprowadził ich BLOKIEM Damian Wiśniewski. Niewykorzystana szansa sprawiła, że z Portu zeszło już powietrze i finalnie set zakończył się wynikiem 21-14. To, co warto podkreślić to fakt, że w poniedziałkowy wieczór padł rekord wszechczasów w liczbie bloków na mecz – 17. Sam Damian Wiśniewski zdobył ich 11 (rekord należy do Pawła Przybyszewskiego – 13 bloków).

Volley Gdańsk – AXIS

Ok, w zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że nietrudno znaleźć tu podteksty czy smaczki, które sprawią, że mecz nie będzie dla obu drużyn ‘jednym z wielu’. Cóż, po części tak było, co mogliśmy obserwować, gdy ‘żółto-czarni’ przedrzeźniali nieco rywali nawiązując do ich słynnego już znaku X. Prawdę mówiąc, było to bodajże najciekawsze wydarzenie meczu, bo gdy wycisnęliśmy całą cytrynę, okazało się, że tak naprawdę to mało w niej wartościowego soku. Zmierzamy do tego, że emocji sportowych zbyt dużo nie było, a i szkoda, bo AXIS w meczach z innymi faworytami pokazywał się z lepszej strony. Z drugiej strony gra się tak jak pozwala na to przeciwnik, a w poniedziałkowy wieczór to ‘żółto-czarni’ dyktowali warunki gry. O ile w pierwszej części dyktanda, profesor przyznał ‘Czerwonym’ czwórkę, tak w drugiej odsłonie AXIS popełniło już tyle błędów, że osobie sprawdzającej krwawiło serce. Zostawmy już tę szkołę. Na największe emocje musieliśmy poczekać do ostatniego seta. Od samego początku, partia ta wydawała się być pod pełną kontrolą Volleya (6-3; 10-7; 13-10; 15-12 czy 20-17). Kiedy wydawało się, że ‘żółto-czarni’ zamkną po chwili mecz, przebudziła się nagle ekipa AXIS, która po atakach Michała Kulpińskiego, doprowadziła do stanu 20-19 dla Volleya. W końcówce, kluczowy dla Volleya punkt zdobył jednak Paweł Huliński, a to oznaczało, że ‘żółto-czarni’ zgarnęli trzy oczka.

Inter Marine Masters – Kruk Volley

Z motyką porywają się na słońce, a przy Mastersach wyglądają jak brzdące. Dla ‘kruczej’ drużyny, poniedziałkowe starcie było meczem numer 7 i jak możecie się domyślać – nie była to szczęśliwa siódemka. Tak się bowiem składa, że Kruki po raz siódmy nadstawiły policzek by ich rywal wymierzył im soczystego liścia. Z drugiej strony warto zaznaczyć, że na przestrzeni całego meczu, Kruki zaprezentowały się całkiem ok. Pocieszenie to jednak takie, kiedy chłopak otrzymuje od dziewczyny informację, że w sumie to jest on sympatyczny i mogą zostać przyjaciółmi. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się od wyrównanej gry, która zaprowadziła nas do stanu po 14. Kiedy wydawało się, że końcówka seta będzie ciekawym wydarzeniem, to Kruk Volley mimo dobrej grze w obronie przestał z czasem wyprowadzać skuteczne kontry. To z kolei sprawiło, że ‘Mastersi’ odskoczyli rywalom na kilka oczek i cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona to wynik 6-6 i ponowne nadzieje, że mecz stanie się ciekawym widowiskiem. Choć trudno w to uwierzyć, osiem kolejnych punktów trafiło na konta drużyny Andrzeja Masiaka, która finalnie wygrała partię do 13. Ostatni set to najbardziej wyrównana odsłona w meczu. Od samego początku, faworyzowana drużyna w białych strojach nie potrafiła zbudować sobie przewagi. Sztuka ta udała im się dopiero pod koniec seta, kiedy po kilku punktach środkowego – Marcina Karbownika, Mastersi prowadzili 18-13. Mimo to, w końcówce team Andrzeja Masiaka popełnił sporo błędów, a to w połączeniu z nieustępliwością Kruków sprawiło, że ci drudzy doprowadzili do wyrównania po 19. Ostatecznie w końcówce, dwa razy na lewym skrzydle pomylił się jednak Michał Laskowski, a to oznaczało komplet oczek Inter Marine Masters.

BEemka Volley – Złomowiec Gdańsk

Ależ moc skrywa pod maską fura z niemieckiego koncernu motoryzacyjnego. Team z Bawarii podchodził w poniedziałkowy wieczór do siódmego spotkania w sezonie Wiosna’24. Nos podpowiadał nam przed spotkaniem, że będzie to szczęśliwa siódemka. Łącząc to z faktem, że BEemka nie bawi się w półśrodki – obstawiliśmy, że zgarną przy tym komplet oczek. Nawet pomimo braku nominalnych środkowych. Dla równowagi ich rywale musieli radzić sobie bez kapitana – rozgrywającego Witolda Klimasa. Początek spotkania to wzajemne ‘badanie się’, które zaprowadziło nas do stanu po 6. Po chwili gracze Daniela Podgórskiego podkręcili nieco tempo i na półmetku seta prowadzili 12-7. Kiedy wydawało się, że opanowali już sytuację, to po chwili obejrzeliśmy w ich wydaniu festiwal błędów. Te w połączeniu z atakami Szymona Myślińskiego, dały wynik 14-14. Dalsza część to dwupunktowa przewaga BEemki, która zapewniła im pierwszy punkt w meczu. Wówczas nie zdawaliśmy sobie sprawy, że koniec pierwszego seta to tak naprawdę koniec jakichkolwiek emocji. Środkowa i trzecia odsłona to zdecydowanie inny poziom. Szanowni Państwo, to był wokal Adele kontra ‘every night’ Mandaryny w Sopocie. Gracze w różowych strojach, sorry za porównanie – wyglądali na tle Złomowca jak pluton egzekucyjny. Już w połowie drugiego seta można było odnieść wrażenie, że Złomowiec jest już myślami przy ostatnim gwizdku sędziego w meczu.

TGD – Staltest Pomorze

To, co wyprawia aktualnie drużyna Arkadiusza Kozłowskiego przypomina efekt kuli śnieżnej. Na początku była to zwykła niewinna śnieżka, której nie brano na poważnie. Z czasem, spadając ze zbocza śnieżka nabierała coraz to większych rozmiarów. Aktualnie mówimy już o lawinie, która demoluje wszystko, co napotka na swojej drodze. Dzieje się dokładnie to, o czym mówiliśmy. Staltest na początku sezonu opędzlował tuzy drugiej ligi, a teraz gdy ci się boksują – Staltest przypatruje się z nieukrywanym uśmieszkiem z boku. W poniedziałkowy wieczór siódma siła poprzedniego sezonu mierzyła się z ‘Drogowcami’. Nie trzeba być wybitnym bukmacherem by domyślić się, która z drużyn wygra takie zestawienie. Cóż, nie pomyliliśmy się. Staltest od samego początku narzucił przeciwnikom swoje warunki gry i objął prowadzenie 7-2. Dalsza część seta to próby odmienienia losów przez TGD. Wprowadzone zmiany i roszady na nic się jednak zdały, bo tak jak TGD miał problem z przyjęciem na początku, tak miał je i pod koniec seta. Efekt? 21-10 i zmiana stron. Środkowa odsłona to wreszcie lepsza gra zespołu w niebieskich strojach. Zastanawiamy się na ile wpływ na to, że TGD ‘urosło’ miał fakt, że faworyzowany przeciwnik dość mocno zluzował. Mimo to po punktach duetu Wołk – Batyra, Staltest objął prowadzenie 17-12 i po chwili cieszył się z dziewiątego zwycięstwa z rzędu! Można żartować, że gdyby mecz potrwał jeszcze kilka setów, to TGD zdobyłoby wreszcie punkt. Tak się bowiem składa, że trzecia partia to jeszcze lepsza gra TGD i jeszcze większe rozluźnienie u przeciwników. Choć ‘ex-weganie’ prowadzili już 9-6, to w środkowej fazie seta mieli spory problem z tym, by przebić się przez blok przeciwników. W rezultacie, ‘Drogowcy’ doprowadzili po chwili do wyrównania po 14. Dalsza część partii to wyrównana gra i walka punkt za punkt, która zakończyła się happy-endem Staltestu (21-19).

Flota Active Team – Old Boys

Ponad 60% typerów wskazywało na to, że spotkanie padnie łupem drużyny Floty Active Team, która w ostatnim czasie prezentowała naprawdę niezłą formę. Wygrana w czwartkowy wieczór miał być dla Floty milowym krokiem w kierunku grupy mistrzowskiej. Rywalem drużyny była bowiem ekipa ‘Dziadków’, która w ostatnim czasie nie prezentowała zbyt wysokiej formy. Ba, na ich wygraną za komplet punktów, typ oddało zaledwie 6% typerów. Już od pierwszego gwizdka sędziego widzieliśmy, że Old Boys wygląda jak wygłodniały amstaff, który przez trzy tygodnie był trzymany w ciasnej klatce, by po chwili został wpuszczony do pomieszczenia z mięsem. To drodzy Państwo była rzeź. To był pojedynek gołej dupy z batem. Co ciekawe, zaczęło się od prowadzenia Floty 6-5. Sytuacja zmieniła się kiedy na zagrę wszedł el capitano – Bartłomiej Knieć. Po serii asów serwisowych, Old Boys wysunęli się na prowadzenie 10-6. Co ciekawe – kapitalną zagrywką, Old Boysi niszczyli swoich rywali przez całe zawody. O Flocie można by powiedzieć, że ‘im przyjmować nie kazano’. Przecież w czwartkowy wieczór Flota zaprezentowała się w tym elemencie tak beznadziejnie, że gdy w czwartkowy poranek przyszedł do nich listonosz, to oni z niewyjaśnionych przyczyn nie odebrali paczki tylko poprosili o zostawienie awizo. 11 asów serwisowych, co było najwyższym wynikiem w obecnym sezonie pierwszej ligi. W pewnym momencie zastanawialiśmy się czy piłkę próbuje przyjąć Flota czy może jednak najsłabsza drużyna w lidze – Pekabex. Wskazywanie przyjęcia jako jedynej przyczyny porażki Floty byłoby niegodziwością. Tam nie dojechał żaden z zawodników. Wszyscy grali źle. Każdy jeden powinien zrobić sobie rachunek sumienia, bo było to chyba najgorsze spotkanie Floty ever. Oczywiście w bardzo dużej mierze jest to zasługa drużyny z Pruszcza Gdańskiego, która grała kapitalne zawody. Ależ oni stłamsili rywala. Obojętnie co napiszemy w tym podsumowaniu, to i tak nie oddamy charakteru meczu. Środkowa partia to ponownie ogromna przewaga Old Boys (16-8), która z czasem stopniała do trzech oczek (21-18). Był to fragment, w którym Old Boys zagrali jak ludzie, a nie kosmici. Fragment, w którym popełniali błędy. Trzeci set to jednak ponownie nieziemski poziom i ponownie zlanie rywala, tym razem do 11. To był super wykon, super atmosfera i jeden z lepszych spotkań Old Boys w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Brawo!

Speednet – MPS Volley

O ile środową porażkę z Eko-Hurt można było w jakiś sposób racjonalizować, tak porażka ze Speednetem była dla MPS-u upokorzeniem. Zanim o Speednecie, słówko o wspominanym Eko-Hurcie, aby rzucić kontekst. W środowym spotkaniu było bowiem naprawdę blisko tego, by Miłośnicy Piłki Siatkowej sięgnęli po jeden punkt. Ostatecznie się nie udało, ale cytując klasyka ‘nikt tak pięknie nie przegrywa jak MPS’. Cóż, po czwartkowym wieczorze wspomniany cytat możemy wyrzucić do kosza, bo równie beznadziejnego występu MPS-u, nie pamiętają najstarsi kibice drużyny. Ech. Ten cholerny Speednet. W tamtym sezonie ‘Programiści’ upokorzyli MPS i sprzątnęli im mistrzostwo sprzed nosa. Jeszcze na przedmeczowej pogawędce, kapitan ‘niebieskich’ przypominał graczom, że ‘to Speednet zabrał im mistrzostwo’. Jeśli mecz miał być odpowiedzią na tamto spotkanie, to MPS chyba zastosował się do nauk z Biblii. Jak to szło? Jeśli SPEEDNET uderzy Cię w policzek, nadstaw mu i drugi? Z ciekawości sprawdziliśmy sobie historię 72 występów MPS w SL3 i wiecie co? Statystyki potwierdzają, że był to najgorszy występ drużyny w historii. A Speednet? Kurczę, wydawało się, że po laniu, które ‘Programiści’ spuścili ekipie Tufi Team, równie łatwego meczu nie będą już mieli. Nagle znienacka wyskoczyła ekipa MPS, która poprosiła o potrzymanie piwa. Speednet był w czwartkowy wieczór Adamem Małyszem w swoim prime. Dla porównania powiemy, że Miłośnicy Piłki Siatkowej byli z kolei Robertem Mateją, który na mamuciej skoczni w Planicy zasłynął skokiem na 77 metrów. Dzięki wygranej za komplet oczek, Speednet wskakuje na trzecie miejsce w tabeli. Na tę chwile nie oznacza to bynajmniej gry w grupie mistrzowskiej. A MPS? Cóż, ich strata do miejsca barażowego jest już naprawdę spora. Naszym zdaniem będą mieli problem by się z tego wykaraskać. Z czwartkową formą mieliby problem i w drugiej lidze.

BEemka Volley – Flota Active Team 2

Dzieje się to, o czym ostatnio wspominaliśmy. Po kryzysowej sytuacji BEemki nie ma już śladu. W środowy wieczór, team Daniela Podgórskiego był wyraźnym faworytem starcia z Flotą i nie popełnił błędu innego z faworytów do awansu – 22 BLT Malbork. Ba, w czwartkowy wieczór nie było nawet blisko do tego, by Flota mogła myśleć o jednym punkcie. Było daleko i to cholernie. Zespół w różowych strojach rozpoczął pierwszą partię od bardzo mocnego grania, które zaprowadziło obie drużyny do stanu…12-3. Kiedy na żywym organizmie oglądaliśmy osiągi pojazdu z niemieckiego koncernu, licznik BEemki zatrzymał się dopiero kiedy ci mieli 19 oczek. W końcówce trasy, gracze Daniela Podgórskiego wrzucili luz i dokulali się po chwili do mety, pozwalając w międzyczasie rywalom na zdobycie kilku punktów (21-10). Środkowa odsłona rozpoczęła się bardzo obiecująco. Po bardzo długiej i efektownej wymianie z obu stron, na tablicy wyników mieliśmy remis po 8. Wyrównana gra trwała do stanu po 10. Dalsza część to wyraźna przewaga BEemki, która zlokalizowała kulejące obszary u przeciwników i wygrała tę odsłonę do 13. Ostatni set to partia, w której Flota nie grała źle. Wynik spotkania mógłby sprawiać bowiem mylne wrażenie. Był to jednak mecz z gatunku tych, w których jeden z przeciwników gra nieźle, a drugi doskonale. Właśnie tak grała BEemka. Szybko, z polotem, dokładnie, precyzyjnie oraz mądrze. Jakość, o której mówimy zaprowadziła nas do stanu 13-9, po którym team w różowych strojach podkręcił jeszcze tempo i tym razem wygrał do 12. Po tryumfie, ex-pierwszoligowiec wskoczył na czwarte miejsce w tabeli.

Wolves Volley – APV Gdańsk

Ok, wygrana APV z Hapag-Lloyd zdawała się być obowiązkiem. Po jego wypełnieniu, team Grzegorza Żyły-Stawarskiego stanął przed zdecydowanie trudniejszym zadaniem. Rywalem teamu ze skrzydłami w logo była bowiem wygłodniała ekipa ‘Wilków’, która w czwartkowy wieczór miała szansę na to, by doskoczyć do ligowej czołówki. Aby tak się jednak stało, team Mikołaja Stempina musiał wygrać za komplet punktów. Choć team w czarnych strojach był faworytem to jednak pierwsza odsłona w ich wykonaniu była…niedopuszczalna. Przyczyna porażki w pierwszym secie z mniej renomowaną drużyną? Z pewnością kłopoty w przyjęciu. Dodatkowo APV zagrało z pewnością na naprawdę niezłym poziomie i był to prawdopodobnie najlepszy set w ich wykonaniu w obecnej kampanii. Pod koniec partii, przy stanie 16-16 bardzo duży wkład w zwycięstwo APV miał kapitan drużyny, którego ‘Wilczy Team’ nie potrafił zatrzymać (21-18). Do pewnego momentu drugiej odsłony, APV prezentowało dobrą grę w obronie, a to było kluczem do tego, by prowadzili oni wyrównaną grę z faworyzowanym przeciwnikiem (7-6). W dalszej części seta, siódma siła obecnego sezonu popełniła sporo błędów, które w połączeniu z przebudzeniem ‘Watahy’, dało tym drugim wygraną partii do 13. Ostatnia odsłona wyglądała bardzo podobnie. Do pewnego momentu, gracze APV prowadzili z ‘Wilkami’ dość wyrównaną grę (11-9). Sytuacja uległa jednak zmianie w drugiej części seta, w której team Mikołaja Stempina dość mocno podkręcił tempo i wygrał do 14, a całe spotkanie 2-1. Mimo zwycięstwa, na ‘Wilczych twarzach’ nie było widać szczególnej radości. Nie ma się co dziwić.