MATCHDAY #26

Za nami wtorkowa seria gier, w której kolejny krok w kierunku awansu do wyższej ligi zrobiły drużyny Eko-Hurt oraz Team Spontan. W trzeciej lidze przełamał się wreszcie Staltest, który sensacyjnie ograł drużynę Kraken Team. Zapraszamy na podsumowanie!

EKO-HURT – Bayer Gdańsk 3-0 (24-22; 21-15; 23-21)

W poniedziałek było blisko w jednym secie, we wtorek w dwóch. Ostatecznie zamiast trzech punktów czy idąc dalej – planu zdobycia czterech oczek, Bayer w dwóch spotkaniach obecnego tygodnia zdobył ich… zero. To oczywiście wywołało frustrację wśród 'Aptekarzy’, ale to już temat na inną dyskusję. Warto zaznaczyć, że 'Aptekarze’ weszli w mecz naprawdę nieźle i zanim się obejrzeliśmy, prowadzili już 7-2. Wspomniana frustracja wynikała w dalszej części meczu z niemocy. Po tym jak serie punktów zdobyli gracze Eko-Hurtu, napomnieniem za kopnięcie piłki ukarany został jeden z 'Aptekarzy’. Z czasem Bayer wrócił do gry po skutecznej zagrywce Krzysztofa Podlaskiego, ale mimo prowadzenia 20-18 nie zdołał wygrać seta. Ostatecznie 'Hurtownicy’ najpierw doprowadzili do wyrównania, a następnie to oni cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. O tego typu powrotach mówi się, że ktoś 'wrócił z dalekiej podróży’. Spodobało im się to na tyle, że postanowili powtórzyć ten scenariusz w trzecim secie, o czym za chwilę. W międzyczasie był bowiem set, w którym Eko-Hurt miał wyraźną przewagę od początku do końca i zasłużenie sięgnął po drugi punkt w meczu (21-15). Ostatni set to jednak powtórka wydarzeń z premierowej odsłony. Niemal przez całą finałową partię Bayer Gdańsk prowadził grę. W drugiej części seta prowadził 15-11, ale Eko-Hurt zaczął w końcówce systematycznie i skutecznie odrabiać straty. Dość wymownym obrazkiem był ten, gdy kapitan Eko-Hurtu tonował nastroje wśród swojej drużyny, sugerując, że ta nie wykonała jeszcze całej pracy. Ostatecznie dwukrotny Mistrz Inter Marine SL3 wykaraskał się z poważnych kłopotów, doprowadził do wyrównania po 20 i po chwili cieszył się z trzeciego punktu, który kto wie – być może w ostatecznym rozrachunku okaże się tym decydującym?

Kraken – Team Spontan 0-3 (17-21; 18-21; 15-21)

Relacja Redakcji oraz Team Spontan przypomina nieco burzliwy związek. Wiecie – kiedy jest źle, to nie brakuje tu ostrych słów, wyrzygiwania starych grzechów czy czepiania się wszystkiego, czego się da. Kiedy jednak jest dobrze, to… jest bardzo dobrze. Z ust Redakcji nie braknie wówczas komplementów i chwalenia Spontana. Wtedy wszystko jest idealne, a Spontan zdaje się być drużyną idealnie skrojoną pod drugą ligę. Choć w minionym tygodniu byliśmy w fazie jechania po Spontanie – dziś jesteśmy oczarowani. W obecnym tygodniu 'Spontaniczni’ wygrali dwa mecze i dzięki kompletowi sześciu oczek są dziś liderem trzeciej ligi. Teraz pałeczka należy zarówno do Dream Volley, DSGSA, jak i Challengersów. To oni, a nie Spontan, muszą się obecnie martwić. Team Piotra Raczyńskiego zrealizował we wtorek plan w stu procentach. Na początku spotkania musieli sobie radzić co prawda bez Mateusza Skwarca. Z czasem nominalny rozgrywający, który się spóźnił, wszedł na parkiet, a Team Spontan objął prowadzenie 18-13, co było jednoznaczne z tym, że za chwilę sięgną po pierwszy punkt w meczu. W drugim secie wyrównaną walkę oglądaliśmy do stanu 16-16. Końcówka seta to przewaga faworyzowanej drużyny, która po ataku duetu przyjmujących – Damiana Urbanowicza oraz Krzysztofa Lepera – zapewniła sobie drugi punkt w meczu (21-18). Choć kiedyś to Kraken prezentował się w lidze lepiej, tamten czas odszedł w niepamięć. Kolejny – trzeci już dowód we wtorkowej konfrontacji – mieliśmy w finałowym secie. Choć zaczął się on podobnie jak środkowa partia – od w miarę wyrównanej gry 13-13, to końcowa faza meczu należała wyraźnie do nowego lidera trzeciej ligi – brawo, wreszcie!

Inter Marine Masters 2 – Feniks Gdańsk 1-2 (11-21; 22-24; 21-19)

Feniks Gdańsk nie przestaje nas zaskakiwać. Jakiś czas temu, po nieudanej inauguracji ligi, postawiliśmy już na nich krzyżyk, twierdząc, że będzie to prawdopodobnie gorszy sezon niż poprzednio. Od tamtego czasu zespół Łukasza Dubickiego ograł ówczesnego lidera – Remedios Sopot Ortopedię, a wczoraj wygrał z drużyną z czołowej piątki ligi – Inter Marine Masters. To oczywiście świetna wiadomość dla Feniksa, ale ma też swoją ciemniejszą stronę. Aktualnie 'Mityczny Ptak’ może czuć żal na zasadzie ‘szkoda, że tak późno’. W lidze jak w życiu – straconego czasu nie da się już niestety odwinąć. Pierwszy set rywalizacji to absolutny popis gry drużyny w czarnych trykotach. Oczywiście tak wysoki wynik nie byłby możliwy, gdyby nie to, że 'Mastersi’ zaprezentowali się w tej partii… koszmarnie. Rany, ileż tam było błędów. Choć patrząc na pesele mówimy tu o bardzo doświadczonej drużynie, to przy kolejnym już błędzie zaczęliśmy się zastanawiać, na ile lat grania moglibyśmy rozdzielić tę całą niedokładność (21-11). Środkowa partia to już przebudzenie faworyta. Wiadomo było, że tak źle to wyglądać już nie będzie (12-9). Po skutecznych atakach świetnie dysponowanego Wojciecha Brzozowskiego oraz Oleksandra Chapovskyia Feniks zdołał po chwili doprowadzić do wyrównania po 13. Choć 'Mastersi’ byli pod koniec o włos od wyrównania w setach (20-18), ewidentnie nie sprzyjała im we wtorek karta. Po kilku atakach Łukasza Dubickiego to Feniks cieszył się z drugiego punktu w meczu – brawo. Podobnie jak w meczu z Remediosem, Feniks nie zamierzał zadowalać się dwoma punktami i podobnie jak wówczas – tym razem również mu się to nie udało. Choć wygrywali już 13-10, historia zatoczyła pewien krąg i z nagrody pocieszenia w postaci jednego oczka cieszyli się gracze Inter Marine Masters 2.

Staltest Pomorze – Kraken Team 2-1 (14-21; 25-23; 21-16)

Pamiętacie o czym pisaliśmy w zapowiedziach przedmeczowych? Ano o tym, że choć Kraken Team będzie wyraźnym faworytem starcia, to jest to idealny mecz do tego, by zespół Roberta Skwiercza pokazał drugie oblicze – to zdecydowanie bardziej mroczne. Z drugiej strony – wydawało się to tak nieprawdopodobne, że niemal niemożliwe. Aż trzynaście ostatnich pojedynków Staltestu kończyło się porażką drużyny Arkadiusza Kozłowskiego. Kiedy pod uwagę wzięliśmy ich ostatnie dziewiętnaście pojedynków, zobaczyliśmy, że Staltest wygrał w tym czasie tylko raz – 30 września 2025 r. z ekipą Inter Marine Masters. Początek spotkania wskazywał na kontynuację koszmarnej passy. Po sporej liczbie błędów w wykonaniu graczy w seledynowych strojach Kraken Team wysunął się na prowadzenie 17-10 i nie miał problemu z tym, by wygrać premierową odsłonę do 14. Zdecydowanie najwięcej emocji mieliśmy jednak w środkowej partii. Kto wie, czy nie był to moment zwrotny u ex-drugoligowca. Choć rozpoczęli oni słabo i chwilę po pierwszym gwizdku sędziego mieliśmy prowadzenie Krakena 8-5, to w dalszej części seta Staltest radził sobie lepiej z każdą kolejną akcją i po skutecznym ataku Tomasza Jasińskiego objęli prowadzenie 17-14. Kraken Team próbował co prawda odkręcić niekorzystną dla siebie sytuację i nawet zdołał doprowadzić do wyrównania po 20. Ostatnie słowo w secie należało jednak do ówczesnej 'czerwonej latarni ligi’, która po atakach Grzegorza Berendy cieszyła się z wyrównania stanu rywalizacji (25-23). Finałowa partia ułożyła się kapitalnie dla 'underdoga’, który objął prowadzenie już na samym początku i konsekwentnie 'grał swoje’, co w ostatecznym rozrachunku dało im drugi punkt w meczu i ucieczkę ze strefy śmierci – brawo! To może być absolutnie przełomowy moment sezonu.

Speednet 2 – Inter Marine Masters 1-2 (20-22; 19-21; 21-15)

W zapowiedziach przedmeczowych anonsowaliśmy to spotkanie jako jedno z najciekawszych nie tylko we wtorkowy wieczór, ale i w całym tygodniu rozgrywek. O tym, że nie jest to zwykły mecz dla jednych i drugich, napisaliśmy już niemal wszystko. Od pierwszego gwizdka sędziego dało się to wyczuć, a w powietrzu unosiła się dość niezwykła aura. W takich okolicznościach lepiej w partię weszli gracze Speednetu 2, którzy po ataku Sławka Janczaka rozpoczęli od prowadzenia 9-5. Komfortowa sytuacja 'Programistów’ trwała do stanu 17-14. Wówczas nic nie wskazywało na zwrot akcji. W końcówce 'Mastersi’ zanotowali świetny powrót, w którym zdołali odwrócić losy wydawałoby się wygranego seta przez Speednet (22-20). Drugi set to bardzo podobna historia. Na półmetku środkowej partii 'Programiści’ prezentowali się nieco lepiej i w konsekwencji wysunęli się na prowadzenie 10-8. W drugiej części seta sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Po dwóch skutecznych atakach z rzędu Aleksandra Lecha Inter Marine Masters objęli prowadzenie 16-15, którego nie wypuścili już do końca. Ostateczny cios, dający 'Mastersom’ siódme zwycięstwo w sezonie, zadał gracz, który w przeszłości przez wiele sezonów reprezentował barwy… Speednetu. Mowa tu oczywiście o Andrzeju Masiaku, który w rozgrywkach Inter Marine SL3 zdobył we wtorkowy wieczór punkt nr… 1350. Wracając jednak do meczu – po tym jak Speednet 2 dwukrotnie wypuścił prowadzenie i w konsekwencji przegrał dwa sety, w trzeciej odsłonie był już stroną dominującą. Na szczególne wyróżnienie zasługuje po tej partii Kacper Kowalewski, którego zatrzymanie sprawiało Inter Marine spore problemy. Niemniej jednak – porażka w trzecim secie nie zmieniła świetnych nastrojów w ekipie w niebieskich trykotach, brawo!

Tufi Team – AIP 0-3 (10-21; 19-21; 15-21)

Dziewięć punktów po dziewięciu meczach? No umówmy się – nie jest to bilans, po którym zespół Tufi Team mógłby mówić o jakimkolwiek optymizmie. Teraz pałeczka należy do innych ekip – Fuxa Pępowo, Speednetu czy nawet Szach-Matu, które postarają się na finiszu zbliżyć lub nawet przeskoczyć Tufi Team w tabeli, co pozwala nam spodziewać się bardzo wyrównanej i pasjonującej walki o utrzymanie. A AiP? Nie wiadomo, czy w ostatecznym rozrachunku znajdą się oni w grupie mistrzowskiej. Jeśli mielibyśmy strzelać, uznalibyśmy, że tak. Niezależnie od tego, czy tak się jednak stanie, warto podkreślić, że w ostatnim czasie zrobili wszystko, by tak się stało – tu szacuneczek. Prawdę mówiąc, nie sądziliśmy, że w meczu z drużyną Pawła Szafrana uda im się zgarnąć trzy oczka. Tak jak wspomnieliśmy w zapowiedzi – sztuka ta nie udała się w obecnym sezonie nikomu. Początek seta to konkretne mordobicie, w którym w rolę bitego – i to nie po raz pierwszy w obecnym sezonie – wcielili się gracze Pawła Szafrana. Nie bronili, nie atakowali, nie rozgrywali, nie przyjmowali, aż dziw, że w ogóle byli, ale prawdę mówiąc – jacyś tacy cisi i wystraszeni. Konkluzja jest taka, że może i byli, ale tylko ciałem (21-10). Wspominaliśmy o wynikach 2-1. Najbliżej wygrania seta zespół 'Tuffików’ był w środkowej partii, w której prowadził z rywalem wyrównaną grę aż do stanu po 18. Gamechanger? Świetna zagrywka Jakuba Jetke, z którą rywale mieli potężne problemy i która bezpośrednio przyczyniła się do wygranej AiP do 19. W trzecim secie z graczy Tufi Team ewidentnie zeszło już powietrze i nie byli oni w stanie realnie nawiązać walki z brązowymi medalistami poprzedniego sezonu. Z ich perspektywy na pewno można mówić o pewnym żalu. To była naprawdę słaba runda. Dodatkowym przykrym 'smaczkiem’ jest to, że w minionej rundzie potrafili oni ograć zespół AiP, pomimo tego, że ci z czasem sięgnęli po medale.

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.