MATCHDAY #18

Za nami osiemnasty dzień meczowy w sezonie Wiosna’26. We wtorek kolejne zwycięstwa zanotowały Dream Volley, Remedios oraz Craftvena, które wciąż pozostają niepokonanymi drużynami w lidze. W elicie swoje pierwsze spotkanie w sezonie wygrała drużyna Fux Pępowo. Zapraszamy na podsumowanie!

Craftvena – Aqua Volley 2-1 (21-16; 16-21; 21-13)

Zastanawialiśmy się, kiedy nadejdzie moment w sezonie, w którym Craftvena przegra wreszcie mecz. Obserwując grę drużyny z boku, trudno nie było odnieść wrażenia, że (tu może zabrzmieć paradoksalnie) drużyna ma problem ze stabilizacją formy. Trzeba byłoby być ślepcem, by nie zauważyć, że w kilku przypadkach były to naprawdę męczarnie. Ku naszemu zaskoczeniu – początek meczu z Aqua Volley to jednak bardzo wyraźna przewaga 'Rzemieślników’, którzy wykorzystali problemy z przyjęciem rywali i na półmetku seta prowadzili już 12-6. W dalszej części Aqua Volley próbowała co prawda gonić, ale umówmy się – było to skazane na niepowodzenie (21-16). Drugi set to jednak zupełnie inna historia. W rolę tych, którzy biją, a nie są bici, wcielili się tym razem gracze Aqua Volley. Do połowy seta oglądaliśmy co prawda wyrównaną grę (11-10), ale druga część seta to wyraźna przewaga ex-trzecioligowca. Warto przy tym zauważyć, że 'Rzemieślnicy’ w tym okresie gry nie zaprezentowali się ze zbyt imponującej strony w obronie (21-16). Remis po dwóch pierwszych setach sprawił, że o zwycięstwie musiała zadecydować trzecia partia. Prawdę mówiąc, liczyliśmy tu na efekt 'wow’, ale aktualnie jesteśmy rozczarowani. Nie, nie dyspozycją 'Rzemieślników’ w tym secie, a postawą Aqua Volley, która zachowywała się tak, jakby jeden punkt był dla nich czymś spełniającym ambicję. Już w połowie finałowej partii Craftvena wypracowała sobie kilkupunktową zaliczkę i finalnie wygrała tę partię do 13, a cały mecz – po raz n-ty po podziale punktów – Craftvena.

Remedios Sopot Ortopedia – ME Sulmin Volley 3-0 (21-18; 21-12; 21-15)

Typowy Remedios Sopot Ortopedia w tym sezonie. Rany, jakie to było przewidywalne. No bo powiedzmy sobie szczerze. Czy byli tu jacyś szaleńcy, którzy stawiali na to, że gracze z Sulmina zdobędą choć jeden punkt? No raczej nie. Z drugiej strony bardzo mało prawdopodobnym scenariuszem był ten, że Remedios wgniecie swojego rywala w parkiet. Że będzie go chciał przesadnie upokorzyć. No nie – typowy Remedios tego nie robi. Team Macieja Kota to mieszanka jakości i zabójczego pragmatyzmu. Najciekawsze wydarzenia w meczu? Tu ciekawostka – gracze z Sulmina wzięli czas po pierwszej akcji w meczu. Jak mniemamy, miało to związek z urazem jednego z zawodników. Wspomnianych urazów nie brakowało i trzeba przyznać, że gracze z Sulmina mieli we wtorkowy wieczór sporo pecha. A w końcówce liczyli z pewnością na szczęście, bo nie ma co mówić – wynik 17-17 z takim rywalem rozpala zmysły. Po chwili jednak Remedios podkręcił tempo i finalnie wygrał do 18. Środkowa partia to już wyraźnie podkręcone tempo 'Ortopedów’. Ich rywale – ok, starali się, byli, żyli meczem, ale jednocześnie tak dużej liczby błędów nie da się po prostu wybaczyć (21-12). Ostatni set rywalizacji nie odmienił losów spotkania. Ot – kolejna partia, w której wygrał faworyt. Aktualnie team w biało-złotych strojach z 17 oczkami na koncie znajduje się na pole position w wyścigu o trzecią ligę – w naszym odczuciu jest to już kwestia czasu.

Kraken – Dream Volley 1-2 (17-21; 21-19; 12-21)

W ostatnim czasie pisaliśmy o tym, że pięć punktów w rywalizacji z Wolves Volley oraz Sharksami należy traktować jako dobry wynik, a nie powód do tego by czuć niedosyt. Przed wtorkową serią gier, team Mateusza Dobrzyńskiego mógł mieć pewne obawy. Obecny sezon to absolutna plaga kontuzji w drużynie ‘Marzycieli’. Jakby problemów było mało, kilka dni wcześniej z drużyny wypadł również Jarosław Szmigielski i zaczęliśmy się zastanawiać ile jeszcze można ‘szyć’. We wtorek ‘Niebiescy’ rywalizowali z Krakenem i choć rywal nie znajduje się w topowej formie to uznaliśmy, że może narobić szkód swojemu przeciwnikowi. Początek spotkania to jednak bardzo wyrównana gra, po której mieliśmy remis 11-11. Po chwili w Krakenie obejrzeliśmy jednak mnóstwo błędów, a to w ataku, a to w komunikacji. Dość charakterystycznym dla drużyny momentem w meczu było to, gdy do ‘bezpańskiej piłki’ ruszyło trzech graczy. Efekt był oczywiście taki, że po tym chaosie drużyna straciła punkt i finalnie, partię wygrała drużyna bardziej poukładana (21-17). Środkowy set do pewnego momentu wyglądał niemal identycznie. Jak po sznurku – wyrównana gra – błędy Krakena – prowadzenie ‘Marzycieli’. Inny był jednak epilog, bo pod koniec seta role się odwróciły i to Dream zaczął popełniać błędy. Miało to dla nich niestety przykre konsekwencję i już po chwili – drużyny musiały zmienić strony (21-19). Finałowa partia wyglądała tak, jakby Kraken wyjął i zjadł bułkę, która została mu po lekcjach. Po powrocie do domu – ku zaskoczeniu domowników, Kraken nie chciał już obiadu, o deserze nie wspominając. Chwilę po rozpoczęciu seta, Dream prowadził już 14-5 i po chwili cieszył się z kolejnego zwycięstwa w sezonie Wiosna’26.

Hapag-Lloyd – Inter Marine Masters 2 0-3 (9-21; 7-21; 14-21)

Ależ mieliśmy nosa. Przed spotkaniem pomyśleliśmy o tym, że dawno nie było w transmisji na facebooku meczu drużyny Hapag-Lloyd. Uznaliśmy, że o drużynie mówiło się w ostatnim czasie sporo dobrego i z pewnością – część społeczności SL3 chciałaby zobaczyć, jak ma się to do rzeczywistości. Cóż – wybraliśmy chyba najgorzej jak mogliśmy, bo prawdę mówiąc – nie pamiętamy równie słabego meczu drużyny w pomarańczowych barwach. W meczu nie brakowało bowiem momentów, w których zespół miał ochotę schować się do charakterystycznych pomarańczowych kontenerów i najlepiej z nich nie wychodzić. Tu nie ma wytłumaczenia, że w zespole brakowało jednego czy drugiego zawodnika z pierwszego składu. Owszem – było to utrudnienie, ale bez jaj. Początek spotkania? Wynik 9-2 dla Mastersów i prawdę mówiąc – źle się na to patrzyło. Mowa rzecz jasna o 'Logistykach’, bo drużyna Inter Marine Masters po prostu robiła swoją robotę. A że rywal nie stawiał przy tym zbyt dużego oporu? A co byka obchodzi, że się krowa cieli (21-9)? Po pierwszej odsłonie wydawało się, że gorzej w przypadku Hapag-Lloyd już nie będzie. Takich obrazków, gdzie 'Logistycy’ mieli bardzo słabe sety, a z czasem sytuacja ulegała poprawie, widzieliśmy całe mnóstwo. Choć zaczęło się obiecująco (na poprawę wyniku, a nie myślenie o punkcie – 13-7), to…osiem kolejnych oczek z rzędu zdobyli gracze w niebieskich trykotach, którzy niszczyli swoich rywali zagrywką i organizacją gry (21-7). Ostatni set to partia, w której gracze Inter Marine Masters nieco zwolnili. Co ciekawe – na półmetku seta mieliśmy nawet remis po 9. Kiedy jednak Hapag-Lloyd łapie przestój, to nie potrafi się już odkręcić (21-14).

DHP Oliwa – VB Sulmin 1-2 (21-19; 12-21; 12-21)

Choć mecz był w ulubiony dla DHP Oliwy dzień meczowy – gracze z najstarszej dzielnicy w Gdańsku mieli we wtorkowy wieczór pewne problemy kadrowe. Prawdę mówiąc i bez tego faworytem spotkania była drużyna VB Sulmin, która choć w obecnym sezonie prezentowała się nieźle, to jej sytuacja w ligowej tabeli była nieciekawa. W naszym odczuciu dawno nie widzieliśmy tak skrajnej niesprawiedliwości i przykładu, gdzie gra drużyny jest znacznie lepsza niż wyniki. Niemniej – we wtorek trzeba to było udowodnić. W pierwszym secie rywalizacji o te dowody było jednak dość trudno. Lepiej w spotkanie weszli gracze DHP Oliwy, którzy rozpoczęli od prowadzenia 9-6. Z czasem VB Sulmin zdołał doprowadzić do wyrównania po 18, ale dwa błędy w końcówce sprawiły, że z pierwszego punktu cieszyła się ekipa Adama Wyrzykowskiego (21-19). Środkowa odsłona zwiastowała nam bardzo porządne i ciekawe drugoligowe granie (9-9). W dalszej części seta gracze z Sulmina wskoczyli jednak na dużo wyższy poziom. Po dobrej grze w obronie i z kontry wysunęli się oni na prowadzenie 17-10 i tak imponującej przewagi już nie roztrwonili (21-12). Choć wynik trzeciego seta był taki sam, to jednak obraz gry zupełnie inny. W finałowej partii gracze Daniela Bąby od razu wzięli się do tytanicznej pracy, po której objęli wysokie prowadzenie 9-3. W dalszej części seta, po trzech punktach z rzędu Sebastiana Sołtysa, VB Sulmin prowadził już 17-9 i był to koniec marzeń DHP Oliwy o wygranej w meczu.

Stay Win – Dream Volley 0-3 (19-21; 14-21; 14-21)

Pamiętacie jak chwilę wcześniej pisaliśmy o problemach kadrowych 'Marzycieli’? No, to we wtorek do grona kombatantów dołączył jeden z liderów drużyny – Tomasz Nurzyński. Wspomniany środkowy nabawił się kontuzji stawu skokowego, ale mimo to – jego team zdołał wygrać siódme spotkanie w sezonie i dziś są oni na samym szczycie ligowej układanki. Do końca sezonu zaledwie sześć meczów, ale prawdę mówiąc nie wyobrażamy sobie, żeby w drugiej lidze zabrakło miejsca dla 'Marzycieli’. Pierwszy set to miażdżąca przewaga faworyta, która zaprowadziła nas do stanu 17-11. To właśnie wtedy doszło do wspomnianej kontuzji środkowego Dream Volley. W końcówce team w niebieskich trykotach miał potężne problemy z tym, by udowodnić swoją wyższość. Finalnie zamiast ograć gładko rywala, Dream się w końcówce niemiłosiernie męczył, ale ostatecznie udało im się przepchnąć kolanem zwycięstwo do 19. Środkowa odsłona to przewaga faworyzowanej drużyny od pierwszej do ostatniej wymiany. O tego typu setach zwykło się mówić jako o tych bez historii. Ostatecznie wynik do 14 nie pozostawia złudzeń, która ze stron była lepsza. Co ciekawe, choć wynik trzeciego seta był taki sam, to jednak obraz gry zupełnie inny. Ku naszemu zaskoczeniu – to Stay Win posiadało inicjatywę, przynajmniej do pewnego momentu. Z czasem do drużyny Tomasza Bobcowa wróciły demony, które w ostatnim czasie nawiedzają ich tak często. O co chodzi? O słynne już przestoje, w których w drużynie Stay Win następuje zbiorowy paraliż, po którym rywal zdobywa punkty 'taśmowo’. Nie inaczej było i tym razem. Gracze Dream Volley odrobili po chwili stratę i cieszyli się z trzech punktów w meczu oraz umocnienia w fotelu lidera trzeciej ligi – brawo!

Flota Active Team – Bayer Gdańsk 2-1 (21-15; 21-19; 13-21)

Nie ukrywamy – mieliśmy spory problem z wytypowaniem faworyta meczu. W obecnym sezonie poleganie na którejś z drużyn nie jest zbyt fortunnym pomysłem. Pisaliśmy to w zapowiedziach, ale ani Bayer, ani tym bardziej Flota nie prezentuje się w obecnym sezonie tak dobrze jak ostatnio. Co ciekawe – huśtawka oraz wahania formy, czyli to, co charakteryzuje obie drużyny w obecnym sezonie, widoczne były od pierwszego gwizdka sędziego w meczu. Początek to potężne problemy drużyny 'Aptekarzy’ z przyjęciem zagrywki rywali. Zanim się obejrzeliśmy, było już….9-1 dla Floty. Ktoś, kto myśli, że to wystarczyło do tego, by bez większej spiny wygrać seta, jest w ogromnym błędzie. Już po chwili sytuacja się diametralnie odmieniła i to Bayer zaczął taśmowo zdobywać punkty, doprowadzając do wyrównania po 11. Choć Flota znalazła się w opałach, po atakach skrzydłowych Filanowski – Józefowski Flota objęła prowadzenie 15-11 i finalnie wygrała szaloną partię do 15. Środkowa odsłona to bardzo wyrównana gra z obu stron, która zaprowadziła nas do stanu po 17. W końcówce niebezpiecznej kontuzji nabawił się Damian Haric i kto wie – być może sytuacja ta miała wpływ na dekoncentrację w obozie 'Aptekarzy’. Już po chwili brązowi medaliści poprzedniego sezonu wysunęli się na prowadzenie i w konsekwencji wygrali partię do 19. Po wygraniu dwóch pierwszych setów Flota ewidentnie zwolniła tempo. Ok – Bayer też grał lepiej i mądrzej. Zamiast bić na siłę i narażać się na monster-bloki rywali, Bayer zaczął grać z głową i go obijać, wysuwając się na prowadzenie 10-6. Z czasem dopisywało im również szczęście, jak wtedy, gdy piłka przewijała się po siatce i dawała im kolejne punkty. Ostatecznie Bayer wygrał tę partię do 13, ale koniec końców – to Flota miała we wtorek więcej powodów do optymizmu.

Tufi Team – Fux Pępowo 1-2 (21-18; 15-21; 18-21)

Cierpliwy to i kamień ugotuje. Długo musieli czekać gracze z Pępowa na kolejną wygraną w rozgrywkach Inter Marine SL3. Co ciekawe – po raz ostatni team Dominika Szadacha wygrał 18 listopada ze Staltestem Pomorze. Od tamtego czasu nie brakowało trudnych, a nawet bardzo trudnych momentów. Nie brakowało ich również w samym spotkaniu, które nie rozpoczęło się dla ‘Koniczynek’ zbyt dobrze. Mimo roszad w składzie Tufi, to oni rozpoczęli mecz od prowadzenia 7-3. Do pewnego momentu wszystko wskazywało na to, że było to po prostu najgorsze spotkanie Fuxa w obecnym sezonie. W połowie seta ‘Tuffiki’ prowadzili już 13-6, a następnie – wygrali seta do 18. Zwrot akcji nastąpił jednak wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego w środkowym secie. Po świetnym początku, gracze Dominika Szadacha objęli prowadzenie 10-6. O ile pierwsza część seta była w wykonaniu ‘Koniczynek’ dobra, tak druga była już kapitalna. Po ataku rozgrywającego Michała Długozimy, Fux wysunął się na prowadzenie 19-11 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię. Trzeci set? Oglądało się to naprawdę przyjemnie. W połowie seta mieliśmy remis po 11. Po serii błędów drużyny Tufi Team, gracze w czarno-zielonych strojach wysunęli się na prowadzenie 18-14, a już po chwili, cieszyli się z pierwszego zwycięstwa w sezonie Wiosna’26 – brawo, z tą grą musiało to po prostu nastąpić.

Złomowiec Gdańsk – Inter Marine Masters 0-3 (19-21; 19-21; 17-21)

Stało się to, na co zanosiło się od bardzo długiego czasu. Złomowiec Gdańsk przegrał wczoraj wieczorem swoje dziesiąte spotkanie z rzędu i w na ogół 'kolorowej’ historii drużyny jest to wynik absolutnie bezprecedensowy. Z drugiej strony czy taki wynik nas dziwi? Cóż – niekoniecznie. Wiadomo, że to wyniki budują atmosferę. Tych jednak nie ma, a Złomowiec wczoraj wieczorem zagrał gołą szóstką i jakże to było inne podejście od tego, co oglądaliśmy po przeciwnej stronie siatki. Co ciekawe – początek meczu wskazywał jednak na coś zupełnie odwrotnego. Na coś, czego nie spodziewali się chyba sami gracze czy kibice na trybunach. Ku zaskoczeniu – to Złomowiec rozpoczął lepiej i chwilę po półmetku seta prowadzili oni 14-10. Cóż jednak z tego, jak po chwili na jeden punkt własny rywal zdobył…aż dziewięć (19-15). Niestety tak się nie da punktować w lidze, a już na pewno nie przeciwko tak rozpędzonej jak 'Mastersi’ drużynie (21-19). Środkowa partia to kolejna próba Złomowca. Mówi się, że prawdziwą drużynę poznaje się po tym, jak kończy, a nie zaczyna. No bo powiedzmy sobie wprost – podobnie jak w pierwszym secie, tak i tu był to początek nieco przespany, niemrawy. Mniej więcej w połowie seta trybiki maszyny zaczęły jednak pracować poprawnie i po kilku punktach skrzydłowych Inter Marine wysunęli się oni na prowadzenie 17-13, a następnie cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-19). Zdając sobie sprawę z faktu, że rywal pogrążony jest w ostatnim czasie w kryzysie – Inter Marine Masters nie zwalniali tempa. W trzecim secie nie bawili się już w jakieś gierki 'punkt za punkt’, czy co gorsze – w odrabianie strat. Zamiast tego od samego początku wrzucili wysoki bieg i w konsekwencji wygrali partię do 17, a cały mecz 3-0 – brawo!

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.