Za nami bardzo ciekawy dzień meczowy. Po raz kolejny z bardzo dobrej strony zaprezentował się Bayer Gdańsk oraz Speednet 2. W derbach Sulmina zespół VB Inter-Grahen nie miał problemu z pokonaniem rywali i zdobyciem kompletu punktów. W elicie natomiast swoją serię zwycięstw kontynuuje ekipa Merkurego. Zapraszamy na podsumowanie!
Chilli Amigos – Remedios Sopot Ortopedia 3-0 (21-14; 21-19; 22-20)
W ostatnim czasie często mówiliśmy o tym, że wyniki Chilli Amigos są z pewnością znacznie gorsze niż ich gra. W kilku poprzednich meczach zespół Pawła Kalety rywalizował z czwartoligowymi mocarzami, a mimo to przez długie fragmenty grał jak równy z równym. Drużyna w czerwonych strojach przełamała się w starciu z Only Spikes, lecz paradoksalnie to właśnie początek sezonu pokazał, że Chilli Amigos stać na dobrą lokatę w lidze. Jak to się mówi, trudne czasy tworzą silne charaktery. Tego charakteru z pewnością nie zabrakło graczom ‘Amigos’ podczas środowego wieczoru. Nie brakowało także znakomitej gry, ponieważ to Chilli Amigos po mocnym początku wysunęli się na prowadzenie 11-6. Kluczem do takiej przewagi była bardzo dobra gra w obronie oraz skuteczne kontry, po których ‘Ortopedzi’ pozostawali bezradni (21-14). Druga partia była znacznie bardziej wyrównana. Po dwóch dość nietypowych asach serwisowych Macieja Kota mieliśmy remis po 9. Z czasem dzięki atakom świetnie dysponowanego Damiana Łuniewskiego Chilli wysunęli się na prowadzenie 17-14 i choć w końcówce nie uniknęli nerwówki, zdołali pokonać rywala do 19. Ostatni set przyniósł kilka zwrotów akcji. Na początku wyraźnie lepiej wiodło się zawodnikom Remedios, którzy rozpoczęli od prowadzenia 9-5. Po kilku akcjach konsekwentnie grający czerwoni uruchomili Łukasza Turskiego, który wraz z zagrywającym Michałem Czyżykowskim dał ‘Amigos’ prowadzenie 16-12. Choć przewaga Chilli wydawała się bezpieczna, Remedios zdołał zanotować jeszcze jeden zwrot akcji i wyszedł na prowadzenie 20-19. Niestety dla nich ostatnie słowo należało do zespołu Pawła Kalety, który zdobył drugi komplet punktów z rzędu – brawo!
VB Inter-Grahen Sulmin – VB FE Sulmin 3-0 (21-13; 21-4; 21-19)
„Derby rządzą się swoimi prawami”? Być może tak, ale prawdę mówiąc, Inter-Grahen Sulmin, chcąc zakończyć ligowe zmagania na „pudle”, nie miał prawa przegrać choćby seta. Z taką myślą przystąpili do pierwszego seta rywalizacji, choć trzeba przyznać, że na początku mieli problemy ze sforsowaniem zasieków rywali (7-7). Kiedy puściły pierwsze nerwy, a gracze Kacpra Wiczkowskiego złapali luz, w drugiej części seta prezentowali się już wyraźnie lepiej. Choć ich rywale najczęściej podbijali piłki i trzeba było się nieco napocić, by zdobyć punkt, to faworyt nie zawiódł, wygrywając finalnie do 13. Drugi set rywalizacji był absolutnym koszmarem dla drużyny VB FE Sulmin, która już na początku popełniła kilka błędów w ataku, dając rywalom prowadzenie 8-2. Po kilku minutach i serii punktów Michała Tredera, VB Inter-Grahen Sulmin prowadził już 14-3, a finalnie wygrał do 4. Po takim secie trudno było przewidzieć, jak potoczy się trzeci. VB FE Sulmin już w poprzednim spotkaniu ze Speedway AWKS udowodnił, że niepowodzenia w dwóch pierwszych setach ich nie zniechęcają. Wtedy się udało. Tym razem zespół Fabiana Ehrlicha rozpoczął od prowadzenia 3-0. Choć z czasem inicjatywę przejął faworyt i prowadził pod koniec seta 19-13 oraz 20-15, w końcówce zrobiło się naprawdę gorąco. Po skutecznych atakach Kacpra Menczykowskiego VB FE Sulmin zbliżył się na jeden punkt (20-19). Ostatecznie po błędzie graczy VB FE Inter-Grahen zdołał postawić kropkę nad „i” (21-19).
Kraken – Kraken Team 2-1 (21-19; 16-21; 21-19)
Byliśmy niemal przekonani, że mecz zakończy się podziałem punktów. Mieliśmy jednocześnie duże wątpliwości, który z Krakenów zwycięży. W naszym odczuciu solidne argumenty przemawiały za obiema drużynami. Ostatecznie wybór padł na zespół Roberta Skwiercza, który wydawał się bardziej stabilny. Jeśli chodzi o drużynę Jurija Charczuka, to ich bardzo dobre mecze przeplatają się z wyraźnie słabszymi. Początek rywalizacji należał do graczy w granatowych koszulkach, którzy po ataku Krzysztofa Domarosa objęli prowadzenie 13-9. Z czteropunktowej przewagi nie cieszyli się jednak długo, bo po znakomitym fragmencie i atakach Dmytro Hurtovyia Kraken wysunął się na prowadzenie i finalnie wygrał seta do 19. Druga partia to niejako lustrzane odbicie wydarzeń z pierwszego seta. Choć do pewnego momentu lepiej wiedli się gracze Jurija Charczuka (9-5), to dalsza część meczu należała do zespołu Kraken Team, który zdołał doprowadzić do wyrównania w setach (21-16). Wypracowana przewaga na pewnym etapie seta niczego nie gwarantowała, o czym przekonaliśmy się już w pierwszym i drugim secie. Ostatni „rozdział” środowego spotkania rozpoczął się miażdżącą przewagą zespołu Roberta Skwiercza, który wysunął się na prowadzenie 8-2 i jeszcze do stanu 15-10 zdawał się kontrolować przebieg gry. Po chwili z bardzo dobrej strony pokazali się jednak zawodnicy zza naszej wschodniej granicy, którzy zdołali wyrównać na 18, a następnie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę, wygrywając seta do 19.
DNV Volley Gdańsk – Tufi Team 1-2 (21-11; 21-23; 12-21)
Dziwny to był mecz, ale w Inter Marine SL3 staje się to powoli normą. W zapowiedziach przedmeczowych przypomnieliśmy o skrajnie niekorzystnym dla Tufi Team bilansie bezpośrednich spotkań, obejmującym aż osiem porażek przy zaledwie jednym zwycięstwie sprzed kilku lat. Początek spotkania jednoznacznie dawał do zrozumienia, że dziś nie będziemy świadkami odwrócenia tego trendu. To „żółto-czarni” zdecydowanie lepiej rozpoczęli mecz i błyskawicznie objęli prowadzenie 12-5. W dalszej części seta Tufi nie miało nawet prawa myśleć o odrobieniu strat, ponieważ liczba błędów, które popełniali, była doprawdy zatrważająca (21-11). W drugim secie wszystko się jednak zmieniło, a mecz zyskał dodatkowe barwy. Po bardzo wyrównanym początku (10-10) „żółto-czarni” zdobyli kilka bardzo ważnych punktów, wysuwając się na prowadzenie 15-12. Kiedy wydawało się, że wszystko idzie po myśli DNV VG, tercet Deptuła – Osiecki oraz Paszylk doprowadzili do wyrównania po 17 i po wyrównanej końcówce to Tufi cieszyło się finalnie z wygranej do 21. Z całą pewnością po zakończonym secie gracze VG mogli czuć ogromny niedosyt. Choć pierwsza część finałowej partii wskazywała, że będziemy świadkami równie wyrównanej i emocjonującej rywalizacji (9-9), to z czasem wszystko się zmieniło. Trudno wskazać przyczynę, ale zawodnicy DNV VG całkowicie stanęli, a Tufi Team potraktowało rywala jak worek treningowy, zdobywając 13 kolejnych punktów i oddając przeciwnikom zaledwie 3 oczka.
VB Sulmin – Speednet 2 0-3 (22-24; 21-23; 15-21)
Wiemy, że to bardzo odważna teza, z której być może za jakiś czas zechcemy się wycofać, ale czy nie jesteśmy właśnie świadkami najlepszej formy Speednetu 2 w historii rozgrywek Inter Marine SL3? Nie licząc zmagań w trzeciej lidze, gdzie Speednet 2 kiedyś wygrał 11 spotkań z rzędu. W drugiej lidze najdłuższa dotychczasowa seria zwycięstw wynosiła zaledwie dwa mecze. Po wczorajszym spotkaniu z VB Sulmin licznik „Programistów” wskazuje już cztery wygrane z rzędu, a jeśli ocenialibyśmy Speednet w skali szkolnej za ostatnie dwa tygodnie, to dostaliby szóstkę. To absolutny sztos i eksplozja formy. W zapowiedzi wspomnieliśmy, że choć team Marka Ogonowskiego wygrywa, to odbywa się to często po podziale punktów. Jaka była odpowiedź? Kilka godzin później Speednet ograł za komplet punktów VB Sulmin, drużynę, która dwa ostatnie sezony kończyła odpowiednio na szóstym i czwartym miejscu, czyli znacznie wyżej niż „Programiści”. To pokazuje, jak wielki postęp zrobili zawodnicy w różowych strojach i że podczas gdy inni jechali prawym pasem 80 km/h, Speednet śmigał lewym, przekraczając dozwoloną prędkość. Warto też przypomnieć, że w zapowiedziach zaznaczyliśmy, iż VB Sulmin jest najlepiej zagrywającą drużyną drugiej ligi. Cóż, przeciwko „Programistom” nie zdobyli ani jednego punktu w tej statystyce i jak pisaliśmy, Speednet sobie z tym poradził – brawo!
Bayer Gdańsk – DHP Oliwa 3-0 (21-14; 21-14; 21-15)
Najpierw cię ignorują, potem śmieją się z ciebie, później z tobą walczą, a na końcu wygrywasz. Mimo że wspomniany i dość znany zwrot nie odnosi się w całości do drużyny Bayer Gdańsk, to jednak coś w tym jest. Przypominamy sobie, że przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu – jeszcze w trzeciej lidze – Bayer nie był murowanym faworytem, a mimo to bez problemu awansował do drugiej ligi. Tam miał być typowym beniaminkiem, drużyną, która miała mieć problemy z utrzymaniem się. W zamian za to otrzymaliśmy zespół, który wygrał pięć spotkań z rzędu i dziś jest liderem drugiej ligi. Choć „Aptekarze” na pewno się do tego nie przyznają, sytuacja robi się bardzo poważna. O postępie drużyny świadczy bezpośrednie spotkanie z DHP Oliwą. Jeszcze kilka miesięcy temu Bayer wygrał z nimi 2-1, ale miał wtedy sporo trudności. Wczoraj? Cyk – 3-0 i gra, w której rywal nie miał żadnych szans na korzystny wynik. Co ciekawe, ten sam przeciwnik dzień wcześniej pokonał Złomowiec Gdańsk, co pokazuje, że „Aptekarze” są dziś w szczytowej, historycznie wysokiej formie. Pierwszy set był do pewnego momentu wyrównany (11-10), ale z czasem DHP Oliwa zaczęła popełniać błędy, co przeciwko drużynie, która popełnia ich najmniej w lidze, mogło skończyć się tylko jednym sposobem (21-14). Druga partia to zdecydowana przewaga „Aptekarzy” od pierwszej aż do ostatniej akcji. Set bez historii, zakończony zwycięstwem do 14. Ostatnia partia była kontynuacją niemocy drużyny z „serca Gdańska”, która nie była w stanie zaskoczyć rywala ani sprawić mu choćby odrobiny problemów. Ostatecznie „Aptekarze” wygrali seta do 15, zmieniając przy okazji koszulki na żółte, przeznaczone dla liderów. Imponujące.
EKO-HURT – Flota Active Team 0-3 (17-21; 14-21; 20-22)
Już na długo przed rozpoczęciem spotkania mówiliśmy, że drużyna, która przegra środowe starcie, znajdzie się w bardzo nieciekawym położeniu. Precyzując – ich kryzys może przerodzić się w coś poważniejszego i mieć konsekwencje w kolejnych tygodniach. Między wierszami niech każdy sam odpowie na pytanie, o jakich konsekwencjach mówiliśmy. Mimo dwóch porażek Eko-Hurtu w ostatnim czasie, to właśnie ich wskazaliśmy jako faworyta meczu. Ranga spotkania dała się jednak „Hurtownikom” we znaki, bo w kilku pierwszych akcjach popełnili cztery błędy na zagrywce. To, wraz z dobrą formą Floty Active Team, sprawiło, że zespół Karoliny Kirszensztein objął prowadzenie 14-11 i nie oddał go do końca (21-17). Jeśli pierwszy set był problematyczny dla Eko-Hurtu, to trudno nawet opisać drugą odsłonę, która rozpoczęła się od wyniku 2-8! Niemoc drużyny Pawła Dawczaka szybko przerodziła się we frustrację, co przejawiało się licznymi pyskówkami z rywalami oraz sędzią prowadzącym zawody. Choć Flota nie pozostawała dłużna, to jednak zdecydowanie lepiej radziła sobie w tej sytuacji i dzięki bardzo dobrej grze w obronie oraz skutecznym kontratakom coraz bardziej dociskała rywali do ściany (21-14). Jeśli ktoś myślał, że Flota nie będzie w stanie jeszcze bardziej upokorzyć swoich przeciwników, był w dużym błędzie. Choć w ostatnim secie Eko-Hurt grał już wyraźnie lepiej niż w dwóch pierwszych partiach, na końcu stało się TO. Pod koniec meczu Eko-Hurt prowadził 20-16, a mimo to nie potrafił zakończyć ataku. W zamian za to Flota zdobyła sześć kolejnych punktów, a Eko-Hurt pozostała tylko frustracja. Dziewiąte miejsce w drugiej lidze zdaje się być absolutną katastrofą.
CTO Volley – Bossman Team 3-0 (21-16; 22-20; 21-16)
Po dwóch wygranych z rzędu Bossman mógł mieć nadzieję na kontynuację dobrej, choć krótkiej passy. Ich rywalem była co prawda ekipa CTO Volley, ale ostatnie mecze „Pomarańczowych” udowodniły, że nie są oni drużyną „nietykalną”. Taki był przynajmniej zamysł, jednak realizacja wyglądała zupełnie inaczej – gorzej. Pierwszy set rywalizacji zapowiadał się naprawdę nieźle. Chwilę po połowie seta na tablicy wyników mieliśmy remis 13-13. Po skutecznym bloku najlepszego gracza meczu, Łukasza Negowskiego, gracze CTO wysunęli się na prowadzenie 16-13, którego już nie oddali (21-16). Zdecydowanie więcej działo się w środkowej partii, w której emocje towarzyszyły od pierwszej do ostatniej akcji. Warto zaznaczyć, że nie brakowało również sporych kontrowersji sędziowskich, które pojawiły się w kilku sytuacjach drugiego seta i choć było to mniej więcej po równo, to pod koniec seta wydawało się, że to Bossman postawi kropkę nad „i”. Po ataku Szymona Zalewskiego było bowiem 20-19 dla graczy Jakuba Kłobuckiego. W końcowej fazie seta ogromną pracę dla swojej drużyny wykonał Mateusz Behrendt, który najpierw popisał się skutecznym blokiem, a następnie atakiem, który przypieczętował triumf CTO. Ostatni set to już „sparingowe granie”, w którym CTO nie miało problemów z udowodnieniem wyższości nad rywalem (21-16). Gdyby tylko drużyna w pomarańczowych barwach miała mniej wahań formy, ich dzisiejsza sytuacja byłaby zdecydowanie lepsza.
AIP – Merkury 1-2 (21-18; 17-21; 20-22)
Do środowej rywalizacji Merkury przystępował jako ostatni niepokonany bastion w pierwszej klasie rozgrywkowej. Zadanie stawiane przed pięciokrotnym Mistrzem Inter Marine SL3 nie było bynajmniej łatwe. Historycznie, choć Merkury był najczęściej faworytem bezpośrednich spotkań, to jednak gracze AiP potrafili pokonać „Planetarnych”. Z drugiej strony, gracze Adriana Ossowskiego ostatni raz zwyciężyli w 2023 roku. Środowe spotkanie rozpoczęło się wyrównaną grą obu drużyn, która doprowadziła do stanu po 13. Po punktach Jakuba Jetke i Jakuba Sulimy zespół AiP wysunął się na prowadzenie 16-13. Timeout Merkuremu nic nie dał, a po chwili gracze AiP cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Na początku drugiego seta wydawało się, że drużyna Adriana Ossowskiego pójdzie za ciosem, prowadząc w połowie partii 9-5. Jednak ich gra zaczęła się psuć, a dzięki kilku skutecznym akcjom Damiana Gila Merkury objął prowadzenie 12-11. Przestój AiP się nie skończył, a po kilku udanych akcjach Merkury wyszedł na prowadzenie 17-12, co oznaczało, że w kilku ostatnich wymianach zespół AiP zdobył zaledwie dwa punkty, podczas gdy Merkury aż dwanaście. Ostatecznie środkową partię wygrał zespół Piotra Peplińskiego 21-17. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set, w którym ponownie lepiej rozpoczęło AiP. Mimo prowadzenia 8-6, drużyna w fioletowo-czarnych strojach ponownie dała się przechytrzyć, przegrywając ostatecznie do 20.
Druga liga super sprawa, ale trzecia też ciekawa!
Trzecia liga styl życia, chyba chłopaków zachęcił szyld. Ciekawe który tasiemiec 1 ligowy podzieli los EkoHurtu w następnych sezonach, co sądzicie?