Dzień: 2025-11-05

Bayer Gdańsk – Old Boys

Całe Old Boys. Wiecie, kogo przypomina nam ekipa Bartłomieja Kniecia? Klasowego introwertyka, który nie odzywa się w momencie, kiedy szydzą z niego wszystkie dzieciaki w klasie. Oczywiście nasz bohater ma swoją granicę, której nie można przekraczać, bo robi się dość ekspresyjnie i niebezpiecznie. Ileż było dworowania w ostatnim czasie z Old Boysów i podkreślania, że są na tyle niezdarni, że za chwilę będą grać w trzeciej lidze. No i co? No i się wkurzyli, a że padło na Bayer Gdańsk, to już inna kwestia. Cała sytuacja pokazuje nam jednak, że od Old Boysów naprawdę można wymagać, bo jest tam ogromny potencjał. A sam mecz? Z pierwszego seta zapamiętamy BATYRA AIR LINES, po którego pokazach powietrznych Old Boysi co chwilę dopisywali kolejne punkty (13-8). W dalszej części ‘Aptekarze’ nie mieli pomysłu na to, jak powstrzymać rozpędzonych rywali i finalnie przegrali do 17. Środkowa odsłona wyglądała bardzo podobnie. Po kilku punktach z rzędu Mateusza Batyry, Old Boysi wysunęli się na prowadzenie 10-6. W dalszej części doszło do ciekawego fragmentu, w którym Bayer doprowadził do wyrównania po 13, a my zastanawialiśmy się, czy nie będzie to klasyk w wykonaniu Old Boys – historii jak z meczu z Challengersami, w którym w połowie drugiego seta całkowicie stanęli, przegrywając finalnie 1-2. Mimo że w środę również znaleźli się w tarapatach, tym razem zdołali opanować trudną sytuację (21-19). Ostatni set to już wyraźna przewaga graczy w białych strojach, którzy długimi fragmentami wyglądali wybornie. Oj, stary dobry OLD FASHIONED BOYS z Pruszcza Gdańskiego. Ostatecznie team w białych strojach wygrał do 16, a cały mecz 3-0. PS. W rodzinie Falków – Michał – Jaca 0-1. Do następnego!

Siatkersi – Remedios Sopot Ortopedia

Z dużej chmury mały deszcz. Spodziewaliśmy się grzmotów, a dostaliśmy ledwie orzeźwiającą mżawkę. Gdybyśmy wiedzieli, że tak to będzie wyglądało, nie budowalibyśmy narracji i nie kazali wszystkim czekać przez długie dziesięć miesięcy. Ech – jesteśmy nieco rozczarowani. Miał być mega wyrównany mecz i walka o każdą piłkę, a prawda jest taka, że Siatkersi – przepraszamy za porównanie – siedzieli pod BUTEM ORTOPEDYCZNYM Remediosu. Początek meczu? Łoo Panie. But przycisnął rywala tak, że ten nie miał już siły oddychać (7-0). Po chwili gracze Macieja Tarulewicza się nieco odkręcili (14-10), ale kilka skutecznych bloków nie było w stanie odwrócić losów rywalizacji (21-12). Środkowa odsłona rozpoczęła się niemal identycznie (7-2). W dalszej części seta oglądaliśmy nieco nieudolne próby powrotu do gry. Ilekroć gracze w niebieskich strojach zbliżali się do swojego rywala, ten za każdym razem odskakiwał. Efekt był taki, że po chwili team Macieja Kota cieszył się z drugiego punktu w spotkaniu. Ostatni set to kontynuacja świetnej dyspozycji graczy w biało-złotych strojach, udokumentowana ich zwycięstwem do 16. Ostatecznie Remedios wygrywa mecz 3-0 i skoro było poddymianie przed meczem, to musimy spiąć to pewną klamrą. Dość wymowny jest bowiem dla nas fakt, że realną szansę na podium rozgrywek Siatkersi tracą właśnie po meczu z Remediosem. Nos podpowiada nam jednak, że ta historia nie zakończy się na jednym rozdziale. Choć mówimy o długim okresie, to już nie możemy doczekać się kolejnego starcia obu drużyn – oby tym razem ciekawszego.

CTO Volley – Bossman Team

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że Bossman może mieć w środowy wieczór spore problemy kadrowe i w naszym odczuciu nie było raczej przestrzeni na to, by postawić się rywalowi walczącemu o trzeci tytuł mistrzowski. Ku naszemu zdziwieniu, od początku spotkanie wyglądało tak, jakby brak szatni wprowadził takie zawirowania, po których obie drużyny zamieniłyby się strojami. Precyzując – to ‘underdog’ prowadził grę i chwilę po półmetku seta wysunął się na prowadzenie 13-11, w czym ogromny udział miał środkowy Adrian Zajkowski. W dalszej części seta gracze Bossmana trzymali rywala na bezpiecznym dystansie i po skutecznym bloku Przemysława Bałdygi objęli prowadzenie 19-15, by już po chwili cieszyć się z pierwszego punktu w meczu. W środkowej odsłonie pachniało ogromną niespodzianką. Po problemach z wykończeniem akcji graczy w pomarańczowych strojach Bossman wysunął się na prowadzenie 10-6. Niestety dla nich nie mogli znaleźć sposobu na to, by zrobić kolejne przejście i po świetnym fragmencie CTO oraz sporej liczbie punktów Adama Sobstyla ‘Pomarańczowi’ zdobyli osiem kolejnych punktów z rzędu. Miazga, która pozbawiła szans Bossmana na wygraną w drugim secie (21-14). Swojej szansy piąta siła obecnego sezonu poszukała jeszcze w finałowej partii, w której do pewnego momentu prowadzili z rywalem wyrównaną grę (14-14). Końcowa faza meczu to jednak kolejne punkty będącego w bardzo dobrej dyspozycji Adama Sobstyla (21-17). Dzięki wygranej w stosunku 2-1, CTO wskakuje na fotel lidera pierwszej ligi. Co ciekawe, zadecydował o tym jeden mały punkt. Tak jak mówiliśmy – końcówka sezonu zapowiada się pasjonująco.

Eko-Hurt – VB Sulmin

Kilkanaście godzin temu kreśliliśmy scenariusz, co musi się stać, by Eko-Hurt znalazł się na podium rozgrywek. Podkreślaliśmy przy tym, jak trudny terminarz mają. Choć w naszych głowach VB Sulmin miał być wymagającym rywalem, to jednak mimo wszystko ‘Hurtowników’ czekają jeszcze trudniejsze wyzwania. Początek środowego spotkania rozpoczął się dla drużyny Pawła Dawczaka koszmarnie. Po skutecznym bloku Daniela Bąby tracili do graczy z Sulmina cztery punkty (8-4). Z czasem Eko-Hurt zdawał się wracać do gry (11-9), jednak kolejny fragment to punkty Damiana Kolki, które wyprowadziły team z Sulmina na pięciopunktowe prowadzenie (17-12), co w konsekwencji zapewniło VB Sulmin pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa odsłona rozpoczęła się identycznie – od czteropunktowego prowadzenia drużyny Daniela Bąby (8-4). Z czasem Eko-Hurt się jednak rozkręcił i podjął ryzyko na zagrywce, odrzucając rywali od siatki, a w konsekwencji zapewniając sobie wygraną seta do 18. Decydujący o zwycięstwie set dla odmiany rozpoczął się od mocnego grania ‘Hurtowników’, którzy po kilku punktach Marcina Radziewicza objęli prowadzenie 9-5. Z czasem, po atakach Marka Dębskiego, Eko-Hurt prowadził już 15-11, by już po chwili cieszyć się z ósmego zwycięstwa w sezonie Jesień’25. Wygrana przedłuża z kolei ich szanse na upragniony awans. Tak jak wspomnieliśmy – już niebawem Eko-Hurt stoczy dwa finałowe starcia i tu team trzeba naprawdę pochwalić. Jeszcze do niedawna wydawało się to nierealne.

Tufi Team – Speednet

MA SA KRA. Nie rozumiemy tego, w jaki sposób zagrała wczoraj drużyna Speednetu. Po serii bardzo dobrych spotkań Tufi – team Mateusza Woźniaka mierzył się w poniedziałek z Czerepachami i wspomniany mecz wygrał w stosunku 2-1. Mimo że mówimy tu o wygranej, to jednak można było wówczas kręcić nosem. Jako że tego samego dnia Speednet ograł Szach-Mat, uznaliśmy, że to ‘Programiści’ będą faworytem starcia. Cóż – dawno tak nie przestrzeliliśmy, bo przewaga ‘Tuffików’ była miażdżąca. Wyrównana była wyłącznie pierwsza partia i trzeba przyznać, że oglądało się ją naprawdę z zaciekawieniem. Długie wymiany, dobre obrony, efektowne ataki, kombinacyjna gra – fajne, pierwszoligowe granie. Pod koniec seta Speednet zdołał wypracować sobie zaliczkę dwóch oczek. Mimo prowadzenia 19-17, gracze Tufi doprowadzili do wyrównania po 19, a następnie cieszyli się z wygrania premierowej odsłony do 20 – brawo! Już od początku środkowego seta, ktoś jakby wyjął ‘wtyczkę z prądem’ graczom Speednetu, którzy w sposób dramatyczny pogorszyli swoją grę. Owszem, Tufi grało rewelacyjnie – świetnie bronili, byli skuteczni na siatce itd. – ale gdyby Speednet nie zszedł kilka pięter niżej, to i wynik nie byłby taki sam jak w środkowej odsłonie. Oddany całkowicie bez walki set zakończył się zwycięstwem beniaminka do 12. Jeszcze większą dysproporcję oglądaliśmy w finałowej odsłonie. Ależ to było lanie. Było tak, jak gracze Tufi lubią w obecnym sezonie robić, o czym przekonało się już kilku rywali. Po potężnych problemach w przyjęciu ‘Programistów’ beniaminek wysunął się na prowadzenie 8-2. W dalszej części seta gracze Macieja Miścickiego dostali prezent w postaci rozładowanej kamery. Uf – całe szczęście, bo był to dla nich dreszczowiec bez szczęśliwego zakończenia. A jakie będzie zakończenie dla Tufi? Kapitalna dyspozycja w ostatnich tygodniach nakazuje sądzić, że będzie to happy-end. Po wczorajszej serii gier stali się oni liderem grupy spadkowej – brawo, mega robota!

Flota TGD Team – Kraken Team

W środowy wieczór obie drużyny musiały radzić sobie bez swoich liderów. Po stronie Floty TGD Team zabrakło Sebastiana Sołtysa, natomiast w Krakenie – Przemysława Motyki. Z wspomnianymi graczami czy bez nich, w naszych oczach to Kraken Team był faworytem meczu. Team Roberta Skwiercza udowodnił to już w pierwszym secie rywalizacji, w którym… przejechał się po rywalu. Jeny – jakie to było mordobicie. Nim się obejrzeliśmy, ‘Bestia’ prowadziła już 14-5! Kiedy zapowiadało się na jedną z największych klęsk Floty TGD Team, zespół Karoliny Kirszensztein nadrobił kilka punktów i w ostatecznym rozrachunku przegrał partię do 12. Środkowa odsłona zapowiadała nam niezłe granie, w którym Flota TGD Team do pewnego momentu ‘stanęła na wysokości zadania’. W drugim secie sił ‘Flociarzom’ wystarczyło tylko do połowy seta (10-10). Z czasem graczom Krakena przypomniało się, że rywalizują przecież dokładnie z tą samą drużyną, która nie miała do nich podjazdu w premierowej odsłonie. Efekt był taki, że w drugiej części seta grała niemal wyłącznie drużyna Roberta Skwiercza. Flota z kolei przyjęła rolę statysty i w pełni zasłużenie przegrała tę partię do 14. Trzecia odsłona to zupełnie inna historia. Po świetnym fragmencie Daniela Iwaszko, w którym wspomniany gracz zdobył trzy punkty z rzędu, Flota wysunęła się na prowadzenie 10-7. W dalszej części wszystko zdawało się jednak wracać do normy, a Kraken odrobił stratę i sam objął prowadzenie 14-11. Mimo to, po chwili zanotował kolejny przestój, po którym z ostatniego punktu cieszyli się gracze Karoliny Kirszensztein (21-19).

MysterElektroRockets – Hydra Volleyball Team

Cudu nie było, aczkolwiek śmiało można powiedzieć, że MysterElektroRockets mogli opuszczać Ergo Arenę z podniesionymi głowami. Mimo porażki w stosunku 0-3 oraz wygranej we wtorek w stosunku 2-1, trudno nie odnieść wrażenia, że to właśnie mecz z Hydrą Volleyball Team był lepszym spotkaniem drużyny z Karczemek. W pierwszym secie rywalizacji – ‘Rakiety’ realnie postraszyli faworyzowanego rywala. Po bardzo wyrównanym secie, pod koniec mieliśmy remis 18-18 i dopiero punkty Filipa Ziółkowskiego oraz Marcina Kukielskiego zapewniły ‘Bestii’ pierwszy punkt w meczu (21-19). Choć zespół Pawła Urbaniaka nadal grał niezłą siatkówkę, to w drugiej odsłonie nie zawiesił poprzeczki rywalom na tak wysokim pułapie. Prawdę mówiąc – duża w tym zasługa samych graczy Hydry, którzy się nieco rozkręcili. Warto bowiem zauważyć, że pomimo tego, iż wygrali oni mecz – to trudno ich jakoś przesadnie chwalić. W naszym odczuciu od pewnego momentu Hydra gra na zaciągniętym hamulcu ręcznym i z pewnością stać ich na jeszcze więcej. Z drugiej strony – skoro czują, że wygrają, to może się przesadnie nie spinają? Trudno nam to jednoznacznie ocenić. Faktem jest natomiast to, że ‘Bestia’ po dobrym fragmencie wysunęła się na prowadzenie 17-9, a następnie 19-12. Pewne rozprężenie nastąpiło w samej końcówce, w której MER zdobył pięć oczek z rzędu, niwelując stratę i przegrywając finalnie do 17. Ostatni set dawał nadzieję MysterElektroRockets, że może tym razem się uda. Do połowy seta trzymali się blisko rywala (11-9). Z czasem, po podkręceniu tempa przez ‘Bestię’, gracze w złotych strojach wysunęli się na prowadzenie 17-11, a po chwili cieszyli się z kompletu oczek, który już za tydzień da im awans do drugiej ligi.

DNV Volley Gdańsk – Czerepachy Volley

W ostatnich dniach – sytuacja drużyny DNV Volley Gdańsk w ligowej tabeli stała się już bardzo skomplikowana, by nie napisać dramatyczna. Mecz z ‘Żółwiami’ był dla ‘żółto-czarnych’ doskonałą okazją do podreperowania dorobku punktowego i docelowo do złapania kontaktu z grupą drużyn, które zostawiły ligowy peleton daleko w tyle. Aby tak się jednak stało – DNV Volley Gdańsk musiał wygrać i to najlepiej za komplet punktów. Pierwszy set rywalizacji ułożył się świetnie dla trzykrotnych Mistrzów Inter Marine SL3. Po bardzo dobrej grze w obronie – wysunęli się oni na kilkupunktowe prowadzenie (11-6). Z czasem rywal radził sobie co prawda coraz lepiej (14-12), ale wobec kolejnych ataków faworyta – był już bezradny (21-16). Drugi set to realizacja najczarniejszego scenariusza dla DNV Volley Gdańsk. Środkowa odsłona? Genialny start ‘Żółwi’, którzy po świetnej zagrywce Pawła Shylina – wysunęli się na prowadzenie… 8-2! Bardzo dobra gra graczy w zielonych strojach nakręciła ich na tyle, że poniosła się charakterystyczna melodia ‘Żółwie, żółwie, żółwie’. Aj, ale to żarło. Wypracowana zaliczka wystarczyła do tego, by w dalszej części seta kontrolować przebieg gry i wygrać finalnie do 15, zapewniając sobie tym samym piąty punkt w sezonie, o którym tyle pisaliśmy. W trzecim secie przyszło im z kolei powalczyć o pierwsze zwycięstwo w sezonie Jesień’25. Niestety dla nich – od początku seta kontrolę nad poczynaniami boiskowymi miała ekipa Dariusza Kuny, która wygrała seta do 17, a cały mecz 2-1. Mimo to – trudno mówić tu o przesadnym optymizmie.

VB FE Sulmin – TKKF Orlen

Warto być cierpliwym. Od początku obecnej kampanii team Fabiana Ehrlicha z pokorą przyjmował ‘na klatę’ kolejne porażki. To, co z pewnością pozytywne i godne pochwały, to fakt, że każda kolejna przegrana nie demotywowała graczy z Sulmina, a napędzała ich do jeszcze większej pracy. Oj tak – team z Sulmina żyje ligą, co widać po ich bardzo częstej obecności na trybunach. Niby detal, ale jednak świadczy o tym, że rozgrywki nie są dla nich zwykłą przygodą, a realną zajawką. Taka postawa musiała zostać wreszcie nagrodzona i stało się to w środowy wieczór. Po nim liczba drużyn bez zwycięstwa na koncie zmniejszyła się do trzech. Obok czwartoligowej ekipy Hapag-Lloyd mamy jeszcze trzecioligową Aqua Volley oraz pierwszoligową drużynę Czerepachów Volley. Jeśli chodzi jednak o środowy mecz z TKKF Orlen, to pierwszy set był tym zdecydowanie najciekawszym. Od początku spotkania obie drużyny toczyły wyrównany bój, w którym nie było widać tego, że gracze z Sulmina mają na parkiecie o jednego gracza więcej (10-10). Choć z czasem po dwóch atakach Michała Laskowskiego wysunęli się oni na prowadzenie 15-10, to TKKF zdołał odrobić straty i doprowadzić do wyrównania po 20. Końcowa faza seta to ‘próba nerwów’, z którą lepiej poradzili sobie gracze Fabiana Ehrlicha, zdobywając dwa ostatnie punkty w secie (22-20). O ile w premierowej partii gracze TKKF Orlen ‘trzymali fason’, tak w drugiej części spotkania ich gra się całkowicie posypała. Po bezwzględnym wykorzystaniu sytuacji przez team z Sulmina oraz sporej liczbie błędów ‘Nafciarzy’, ci pierwsi wysunęli się na prowadzenie 15-7. W dalszej części, po punktach Kacpra Menczykowskiego, VB FE Sulmin zapewnił sobie drugi punkt w meczu, co było tożsame z przełamaniem serii dziesięciu porażek w obecnym sezonie (21-13) – brawo!