MATCHDAY #24

Za nami ostatni dzień meczowy w siódmym tygodniu rozgrywek. Z pewnością nie była to szczęśliwa siódemka dla Złomowca oraz Speedway AWKS, które z tygodnia na tydzień pogrążają się w coraz większym kryzysie. Wielkim wygranym obecnego tygodnia jest za to krytykowana w ostatnim czasie ekipa Challengers. Nie dość, że sama wygrała za komplet oczek, to na dodatek punkty pogubili wszyscy inni faworyci w wyścigu o drugą ligę. Zapraszamy na podsumowanie!

Energa Trefl Gdańsk – Złomowiec Gdańsk 2-1 (21-14; 21-14; 13-21)

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że jeśli Złomowiec chce odmienić swój los i uciec ze 'strefy śmierci’, to nie mogą kalkulować i muszą powalczyć o zwycięstwo z faworyzowaną Energą Treflem Gdańsk. Biorąc pod uwagę swoją koszmarną serię dziesięciu porażek z rzędu, był to plan, który nie miał prawa się udać. I istotnie tak było. Warto przy tym zaznaczyć, że początek meczu gracze w miedzianych strojach mieli akurat obiecujący. Po dobrym fragmencie wysunęli się oni na prowadzenie 7-4. Jak się po chwili okazało, były to miłe złego początki. Dalsza część seta to wyraźna przewaga 'gdańskich lwów’, na którą swoją drużynę wyprowadził Filip Pietrzak (18-13). Pięciopunktowa zaliczka sprawiła, że gracze Ariela Fijoła bez większego problemu dowieźli wynik do końca i cieszyli się z czternastego punktu w sezonie Wiosna’26. Nie minęło kilka chwil, a najmłodsza drużyna wygrała kolejną odsłonę. W odróżnieniu od wydarzeń z pierwszego seta, tu nie było ani chwili, w której Złomowiec mógłby pomyśleć o zdobyczy punktowej. Przewaga Trefla była bowiem widoczna od pierwszej do ostatniej wymiany w secie (21-14). Po dwóch gładko wygranych setach trzeci punkt w meczu zdawał się być oczywistością. Tak nakazywałaby sądzić przynajmniej logika. Fakty były jednak takie, że dotychczas bardzo dobrze dysponowana drużyna rozpoczęła ostatniego seta od stanu… 1-8. Jaki był powód takiego stanu rzeczy? Poza przebudzeniem Złomowca wskazalibyśmy również na sporą liczbę błędów najmłodszej drużyny w lidze. Choć w dalszej części Energa odrobiła sporą liczbę punktów i wydawało się, że są oni w stanie 'wrócić’ (12-9), to jednak druga część seta należała do Złomowca, który wygrał do 13. Niemniej jednak – marne to pocieszenie. Do bezpiecznego utrzymania Złomowiec traci już sześć punktów. Nie mamy poczucia, czy da się to w ogóle odrobić.

Hapag-Lloyd – ME Sulmin Volley 0-3 (13-21; 15-21; 17-21)

Po niezłym spotkaniu z Chilli Amigos, po którym graczy Hapag-Lloyd był chwalony z każdej strony, zespół Joanny Kożuch mierzył się w czwartkowy wieczór z ekipą ME Sulmin Volley. Nie ukrywamy, że sami wpadliśmy w tę pułapkę. Skoro było tak dobrze z drużyną z czołówki ligi, to może z dołem tabeli uda się powalczyć, kto wie – nawet o wygraną? Już pierwszy set rywalizacji ostudził nieco zapały graczy w pomarańczowych trykotach. O ile do połowy seta gracze w pomarańczowych strojach trzymali jeszcze fason i byli pod grą (11-9), to w dalszej części w ich grze było po prostu zbyt mało siatkówki w siatkówce. Oj, liczba błędów, niedokładności, nieporozumień, błędów w komunikacji była zbyt duża, by pomyśleć o postawieniu się faworyzowanemu rywalowi. Ten choć nie grał jakoś wybitnie, to w porównaniu do swojego rywala przerastał go pod kątem organizacji gry o kilka długości i w pełni zasłużenie wygrał tę partię do 13. Drugi set? Klasyka gatunku w wydaniu drużyny Hapag-Lloyd. Do pewnego momentu oni naprawdę potrafią nieźle grać. W połowie seta mieliśmy remis po 10, ale w momencie, kiedy Hapag-Lloyd złapie 'laga’, to za nic w świecie nie są w stanie się odkręcić. W rezultacie mamy do czynienia z rywalizacją 'dwóch prędkości’, w których na dwa punkty zespoły z Sulmina, 'Logistycy’ zdobywają jeden. To, jak wiadomo, niezbyt rozsądna taktyka. Trzeci set? Partia, w której zespół z Sulmina wpadł w największe tarapaty. Nie wiemy do końca, z czego to wynikało. Być może chodziło o mobilizację po dwóch zdobytych punktach. Faktem natomiast jest to, że gracze w czarnych trykotach nie zaczęli zbyt dobrze i na półmetku seta to rywal prowadził dwoma oczkami. Z przerwami, ale taka sytuacja trwała do stanu 16-14. Choć wówczas zrobiło się gorąco, to bardzo dobrze ciśnienie wytrzymał przyjmujący z Sulmina – Michał Laskowski. To właśnie po jego atakach w końcówce oraz błędach rywali ME Sulmin Volley cieszył się z trzeciego punktu w meczu, brawo.

Old Boys – Hydra Volleyball Team 2-1 (21-16; 21-23; 21-10)

Powrót do ustawień fabrycznych drużyny Old Boys. Gracze z Pruszcza Gdańskiego chyba zbyt szybko zostali przez nas pochwaleni. Kiedy wygrali wreszcie za komplet punktów, uznaliśmy, że coś się zmieniło. No, zmieniło się. A co? Gówno. Zaraz pojawią się pewnie głosy oburzenia, że jak to tak. Z drugiej strony chyba nie da się inaczej, bo to jest wręcz niewiarygodne. Gdyby nie momenty dekoncentracji, zespół Bartka Kniecia byłby dziś jednym z faworytów do awansu. Jest jednak jak jest. Pierwszy set rywalizacji to partia, w której obie strony nie mogły skorzystać z kilku spóźnialskich graczy. W nieco bojowych warunkach lepiej odnalazła się drużyna z Pruszcza Gdańskiego, która chwilę po półmetku seta zdobyła cztery punkty z rzędu i ze stanu 14-14 zrobiło się po chwili 18-14, co w konsekwencji zapewniło faworytom pierwszy punkt w meczu (21-16). Środkowa partia to zdecydowanie najciekawszy fragment meczu. Tak jak wspomnieliśmy powyżej – z pewnością gracze Old Boys chcieliby o tych wydarzeniach zapomnieć. Po skutecznym ataku Jakuba Klimczaka faworyzowany team objął prowadzenie 16-14 i wówczas nic nie wskazywało na to, że w meczu dojdzie do zwrotu akcji. Tymczasem Hydra, notabene nie po raz pierwszy w obecnym sezonie, zdołała odrobić straty i odwrócić niekorzystną dla siebie sytuację. Po chwili kolejnymi punktami popisali się Michał Doroz oraz Łukasz Birunt. Jakby tego było mało – rywale dołożyli swoje w błędach i remis w meczu stał się faktem. Niepowodzenie w drugim secie wkurzyło graczy Old Boys nie na żarty. W trzecim secie to prawdziwa demolka w wykonaniu Old Boysów, zakończona świetnym flotem kapitana Old Boys, z którym rywal miał potężne problemy (21-10). Niemniej wynik 2-1 to raczej umiarkowany powód do optymizmu dla drużyny z Pruszcza Gdańskiego. W naszym odczuciu w czwartek nie zdobyli oni dwóch punktów, a jeden stracili.

Challengers – Speedway AWKS 3-0 (21-13; 21-14; 21-17)

Ależ w ostatnim czasie wylała się krytyka na drużynę Challengers. Okazało się bowiem, że team jest mocniej i częściej krytykowany wtedy, gdy wygrywa większość spotkań w lidze, niż gdy wtedy, kiedy zazwyczaj przegrywa, co w ostateczności sprawia, że spadają oni z ligi. Ot – ciekawostka. Warto tu wziąć pod uwagę jednak kontekst. W drugiej lidze grali wówczas mocarze. W obecnej kampanii uznaliśmy, że w trzeciej lidze Challengersi będą jednym z głównych faworytów, więc i wymagania wobec nich są bardzo duże. Nie przedłużając – wczoraj wieczorem team rywalizował z ekipą z dołu ligowej tabeli i stanął na wysokości zadania, ogrywając go w stosunku 3-0. Jakby tego było mało – punkty w czwartek pogubili inni faworyci trzeciej ligi. Dream Volley przegrał seta, natomiast Team Spontan cały mecz. Warto pamiętać również o środowym starciu DSGSA i ich stracie punktu z MiszMaszem. Wobec tego wynik 3-0 w czwartek był absolutnym sztosem dla drużyny Wojciecha Lewińskiego. A dla Speedway AWKS? Często łapiemy się na przedwczesnym wydawaniu wyroków. Nie napiszemy, że jesteśmy tego pewni – broń Boże. W naszym odczuciu gracze Speedway AWKS zaczynają po prostu szukać w necie biletu powrotnego do czwartej ligi. Rany, z jakim zawodem się oni obecnie mierzą. Jak ten pompowany przez kilka miesięcy balon błyskawicznie pękł. Wiadomo, to wyniki budują atmosferę. Jako że ich nie ma, to nie widzimy aktualnie podstaw, na której Speedway miałby szukać szans na pozytywne zakończenie sezonu. Dodatkowym koszmarem drużyny jest to, że zarówno Sharksi, jak i Staltest rozegrali od nich mniej spotkań. To oznacza, że przy zrównaniu się liczbą meczów w terminarzu może być już znacznie gorzej. Póki co jest bardzo źle, ale może być za chwilę tragicznie.

Dream Volley – Kraken Team 2-1 (21-9; 21-15; 19-21)

Przed spotkaniem można się było zastanawiać, jak z mocnym rywalem, którym jest bez wątpienia Kraken Team, poradzi sobie zdziesiątkowana drużyna ‘Marzycieli’. Pisaliśmy o tym w zapowiedziach, ale czwartkowy mecz był kolejnym, w którym zespół Mateusza Dobrzyńskiego miał poważne problemy kadrowe. Czy zespół sobie z tego cokolwiek zrobił? Cóż – podobnie jak w poprzednich meczach, odpowiedź brzmi: nie. Sami zastanawiamy się, czy nie jest to przypadkiem ten słynny case mówiący o tym, że ‘im jest biedniej, tym jest lepiej’. Tak to przynajmniej wyglądało od początku spotkania, gdzie Dream Volley całkowicie przejął kontrolę nad poczynaniami boiskowymi i wysunął się na prowadzenie 10-5. Poza dobrą grą jednych należy skrytykować Krakena, który w pierwszym secie popełnił aż dziesięć błędów własnych. Siatkarski kryminał nie pozwolił im oczywiście na korzystny wynik (21-9). Wyraźnie lepiej – choć też nie wybitnie – Kraken Team zagrał w środkowej odsłonie. Do połowy seta mieliśmy bowiem remis po 10, ale później zespół Roberta Skwiercza zrobił to, co wychodziło im do tej pory najlepiej – popełnił dwa błędy (14-12). Żeby nie było tylko o błędach, musimy wspomnieć o bardzo ważnym momencie w historii rozgrywek: pod koniec seta asa serwisowego numer 200 (!!) zdobył rozgrywający Mateusz Dobrzyński – gratulacje (21-15). Trzeci set to partia, w której Dream nie zdołał pójść za ciosem. Walnie przyczyniła się do tego drużyna Roberta Skwiercza, która wreszcie wskoczyła na dużo wyższy poziom. Pod koniec wyrównanego seta Krakenowi udało się zachować więcej zimnej krwi i nagrodą za tę postawę była wygrana seta do 19.

Team Spontan – Wolves Volley 1-2 (16-21; 21-15; 17-21)

Dziś będzie ostro, a co nam tam. Z drugiej strony nie pamiętamy, kiedy po raz ostatni ekipa Team Spontan musiała zmierzyć się z poważną krytyką. Bo wiecie – to są w naszym odczuciu takie liski, które grają na alibi. Niby są pod prądem, niby walczą o ten awans do drugiej ligi, niby zawsze jest blisko. Kiedy jednak robi się nieco poważniej – Team Spontan dziwnym trafem zawsze przegrywa. A to ktoś nie przyjedzie, a to braknie niewiele, a to nie ta faza księżyca. A tak prawdę mówiąc, uznajemy, że im jest po prostu w trzeciej lidze dobrze. Choć graczom Spontana będzie to przykro czytać, trudno nie dojść do konkluzji, że mówimy tu o jednych z największych przegrywów ligi. O drużynie, która pięknie wygląda, ale tylko na papierze. Choć pierścionek zaręczynowy na palcu się świeci, to z czasem na jaw wychodzi, że to chiński syntetyk. Fake. Scam. Może po prostu przeceniamy Spontana, a o awansie poza umiejętnościami świadczy również mental zwycięzcy? Dobra – dajmy już spokój. Łącząc to jednak z Wolves Volley, to jest to idealny i kolejny już przykład na to, ile 'ludzie mogą uczyć się od zwierząt’. Bo wiecie – czytając zapowiedzi, 'Wataha’ mogła mieć poczucie, że za chwilę zacznie się na nie wielkie polowanie. Wystarczyło jednak chwilowe wycie, a oponent zmienił swoje plany. Pierwszy set rozpoczął się lepiej dla faworyta (9-7). Im dłużej jednak trwał set, 'Wilki’ prezentowały się coraz lepiej i w pełni zasłużenie sięgnęły po pierwszy punkt w meczu (21-16). Środkowa partia to set, w którym wszystko zdawało się wracać do normy. Faworyt zagrał w tym secie wreszcie tak, jak oczekiwali od tego ich sympatycy (21-15). Decydujący o zwycięstwie set to wyrównana do pewnego momentu gra obu ekip (14-14). Pod koniec spotkania więcej zimnej krwi, umiejętności i determinacji pokazali gracze Karola Ciechanowicza, którzy w ostatecznym rozrachunku zgarnęli w czwartek dwa punkty. Dzięki temu plasują się oni na bardzo wysokim, czwartym miejscu w tabeli, brawo!

One comment

  1. Zgadza się, no, jesteśmy dziadami, no. Niech pan zapyta libero, niech pan zapyta przyjmujących, niech pan zapyta tych innych, kurde, naszych chłopaków, co, kurczę, zrobili. Co, jak jedziemy, żeby przyjąć, pograć – nie, panie, nie chce mi się, bo jestem tak zdenerwowany, że po prostu mnie rozsadza i nie mogę powstrzymać emocji. Ale takie, kurde faja, zagrania, jak my prezentujemy, to się nie mieści w pale, żeby… I ta II liga nam się nie należy, a po tym, co wczoraj tutaj było. I brawo dla Gorzowa.

Join the Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.