MATCHDAY #16

Za nami szesnasty dzień meczowy w sezonie Wiosna’26. W środę kolejne spotkania wygrali liderzy pierwszej, drugiej oraz czwartej ligi – BEemka pokonała Fuxa Pępowo, Volley Gdańsk ograł Energę Trefl Gdańsk, a Tiger Team – Inter Marine Masters. Zapraszamy na podsumowanie!

Energa Trefl Gdańsk – Volley Gdańsk 1-2 (20-22; 12-21; 21-18)

Nie ma co do tego wątpliwości – starcie na boisku numer 1 było absolutnym hitem drugoligowych zmagań. Naprzeciw siebie stanęły drużyny, które w obecnej kampanii radzą sobie bardzo dobrze. Choć w kilku ostatnich meczach w Typerze SL3 stawialiśmy na przeciwników Energii Trefla Gdańsk i finalnie źle na tym wychodziliśmy, postanowiliśmy raz jeszcze zaryzykować. Utrzymując szacunek do poprzednich rywali Trefla, nie sposób nie zauważyć, że w środowy wieczór team Ariela Fijoła mierzył się z prawdziwym zawodnikiem wagi ciężkiej. Zdecydowana większość obecnej kadry Volleya mogłaby zapozować jak niegdyś Michael Phelps ze wszystkimi zdobytymi medalami – warto przy tym zauważyć, że gracze Volleya nie wyglądaliby tu jak 'ten gorszy kuzyn’. Przechodząc do spotkania – pierwszy set był absolutną ozdobą drugoligowych rozgrywek. Co ciekawe, nie dość że była to bardzo wyrównana partia, to po obu stronach siatki oraz trybunie, która niosła 'gdańskie lwy’ po kolejne ligowe punkty, nie brakowało uszczypliwości. Choć do pewnego momentu karta sprzyjała Enerdze Trefl Gdańsk, końcowa faza seta należała już do jednej z czterech najbardziej doświadczonych drużyn w lidze – należała do Volleya, który rozegrał w Inter Marine SL3 niemal dwieście spotkań (22-20). Środkowa partia ułożyła się kapitalnie dla faworyta, który radził sobie świetnie w obronie i wykończeniu akcji, nie mając najmniejszego problemu z wygraniem seta do 12. Ostatni set to zwrot akcji – zazwyczaj w meczach Trefla było tak, że to oni przegrywali trzecią odsłonę po wygraniu dwóch pierwszych. Tym razem było jednak inaczej. Warto przy tym zauważyć, że wygrana nie przyszła im łatwo – pod koniec to Volley prowadził 17-15 i zdawał się być na doskonałej drodze do zwycięstwa za pełną pulę. Końcówka to jednak popis Stanisława Kozłowskiego, którego trzy skuteczne ataki przypieczętowały podział punktów w meczu (21-18).

VB Inter-Grahen Sulmin – ACTIVNI Gdańsk 2-1 (21-18; 15-21; 21-16)

Choć gra oraz dyspozycja VB Inter-Grahen Sulmin pozostawia jeszcze sporo do życzenia, trudno nie odnieść wrażenia, że jest już coraz lepiej. Teza ta ma poparcie również w wynikach – trzy ostatnie spotkania drużyny w czarnych trykotach to zwycięstwa z TKKF Flotą, Aquą Volley i wczoraj z ACTIVNYMI Gdańsk. Not bad. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na to, że mało brakowało, a nasza narracja mogłaby być dziś zupełnie inna – wszystko za sprawą pierwszego oraz trzeciego seta rywalizacji, w których było naprawdę blisko tego, by górą byli ACTIVNI. Jako że ci wygrali również środkową partię, zwycięzca meczu mógłby być inny. Tak czy siak ACTIVNI mogą czuć spory niedosyt, bo w środowy wieczór team Artura Kurkowskiego przegrał już czwarte spotkanie w obecnej kampanii, choć w kilku przypadkach – w tym również wczoraj – mogło to wyglądać nieco inaczej. Premierowa odsłona mogła się naprawdę podobać – było to bardzo dobre, czwartoligowe granie. Po połowie seta na tablicy wyników mieliśmy remis 14-14, a następnie 17-17. Choć kolejny punkt dający prowadzenie zdobyli ACTIVNI (18-17), końcowa faza seta należała już do graczy z Sulmina, którzy po atakach dobrze dysponowanego w ostatnim czasie Jonatana Drygiela cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Niepowodzenie w pierwszej odsłonie nie złamało jednak graczy Artura Kurkowskiego, którzy od początku drugiego seta ruszyli do ataku i wysunęli się na prowadzenie 12-7, by w dalszej części trzymać rywala na bezpiecznym dystansie i doprowadzić do wyrównania w setach (21-15). Ostatni set rozpoczął się kapitalnie dla drużyny Artura Kurkowskiego, którzy po ataku środkowego Dominika Bracha prowadzili tak samo jak w drugiej odsłonie (12-7). Kiedy wydawało się, że i epilog będzie taki sam, team się całkowicie pogubił – po drugiej stronie siatki z bardzo dobrej strony pokazał się natomiast Michał Treder, który walnie przyczynił się do odwrócenia losów rywalizacji i trzeciej wygranej z rzędu swojej drużyny. Brawo!

Aqua Volley – Only Spikes 3-0 (21-12; 22-20; 21-19)

W wywiadzie przedmeczowym z libero drużyny Only Spikes – Damianem Jabłońskim – zapytaliśmy nieco przewrotnie, czy w czwartej lidze jest jeszcze jakakolwiek drużyna, z którą Only Spikes nie mogliby podjąć walki. Nie ukrywamy, że odpowiedź nam zaimponowała, bo brzmiała: nie. Po kilku chwilach mieliśmy okazję sprawdzić, jak ma się to do rzeczywistości i… na początku spotkania byliśmy nieco rozczarowani. Pisząc w skrócie – zespół Only Spikes nie mógł poradzić sobie z dobrą zagrywką rywali i pod koniec premierowej partii przegrywał już 17-9, co sprawiło, że obie drużyny myślami były już przy środkowej partii (21-12). Cała sytuacja wyglądała dość podobnie jak przed tygodniem, gdzie Only Spikes byli całkowicie bezradni w jednym secie z Chilli, by w kolejnym zagrać już zdecydowanie lepiej. Środkowa partia to wreszcie granie, na jakie czekaliśmy. Choć chwilę po półmetku seta Aqua Volley prowadziła 13-8, dalsza część środkowej partii to mozolne, aczkolwiek sukcesywne odrabianie strat przez graczy w żółtych trykotach. Sztuka ta graczom Patryka Łabędzia udała się w prawdopodobnie najlepszym dla widowiska momencie – przy stanie 19-19. Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że w schyłkowej fazie seta nie mieli ani jednej piłki setowej. Po krótkiej chwili gracze Mateusza Drężka postawili finalnie kropkę nad 'i’, wygrywając do 20. Ostatni set to kolejna próba graczy w żółtych strojach. Choć i tym razem było blisko, a team prowadził w końcówce 18-17, to zespół Patryka Łabędzia nie wytrzymał w końcówce, a z wygranej seta cieszyli się gracze, którzy w minionej edycji rywalizowali na trzecioligowych parkietach.

MiszMasz – Stay Win 2-1 (23-21; 21-18; 18-21)

W zapowiedzi przedmeczowej podkreślaliśmy, że historycznie obie drużyny prezentowały dość podobny poziom – wczorajsze spotkanie to w naszym odczuciu potwierdziło. Obraz gry od pierwszego gwizdka sędziego był naprawdę przyjemny do oglądania, a w secie nie brakowało zwrotów akcji. Lepiej w spotkanie weszli gracze MiszMaszu, którzy po punktach świetnie dysponowanego Andrzeja Lubańskiego wysunęli się na prowadzenie 7-4. Z czasem sytuacja się jednak zmieniła i pod koniec seta to gracze Stay Win wysunęli się na prowadzenie 18-16. Kiedy wydawało się, że team Tomasza Bobcowa dopnie po chwili swego, MiszMasz za sprawą skrzydłowych – Michała Balceraka oraz Mateusza Berbeki – odrobił straty, a nawet wysunął się na prowadzenie 20-19. Jak możecie się domyślić – to nie był ostatni zwrot akcji, były jeszcze dwa. Kolejną piłkę setową mieli gracze Stay Win, którzy mieli nawet piłkę w górze – niestety błąd popełnił ich środkowy i to nie uszło drużynie płazem. Ostatecznie pierwszą, bardzo ciekawą partię wygrali gracze MiszMaszu – wow! Środkowa odsłona nie była już tak emocjonująca, co nie oznacza bynajmniej, że i tu nie mieliśmy tak bardzo lubianych w Inter Marine SL3 zwrotów akcji. Pod koniec seta gracze Stay Win prowadzili bowiem 16-13, a mimo to w jednym ustawieniu mieli potężne problemy z przyjęciem, co kosztowało ich wygraną partii. W trzecim secie gracze Stay Win – którzy, umówmy się, w meczu nie grali źle – wskoczyli na jeszcze wyższy poziom. Po wyraźnie lepszej grze w obronie oraz przyjęciu wysunęli się na prowadzenie 10-3, a choć z czasem gracze MiszMaszu zbliżyli się na bliski dystans (18-17), to finalnie Stay Win zdołali zrobić przejście i wygrali seta do 18. Mimo to sądzimy, że po meczu mogą czuć niedosyt.

Speednet 2 – VB Sulmin 2-1 (16-21; 24-22; 21-18)

Przyznamy szczerze – nie liczyliśmy na to, że starcie pomiędzy Speednetem 2 a VB Sulmin będzie jednym z najciekawszych spotkań w obecnym tygodniu. W zapowiedzi uznaliśmy, że będzie to raczej klasyka gatunku, w której Speednet dość gładko wygra dwa sety, a w trzecim – w swoim zwyczaju – będzie miał problem z postawieniem kropki nad 'i’. Tymczasem owszem, zgadza się wynik, ale przebieg gry i okoliczności wygranej Speednetu to naprawdę ciekawa historia. Spotkanie nie rozpoczęło się bowiem zbyt dobrze dla 'Programistów’, którzy w pierwszej odsłonie mieli widoczne problemy z wykończeniem ataków. Choć sami popełniali mało błędów, to nic im to nie dało, bo trudno było im się dobić do parkietu – po bardzo dobrej grze w obronie drużyny z Sulmina oraz skutecznych kontrach team Daniela Bąby wygrał tę partię do 16. Na początku drugiego seta zespół w czerwono-czarnych strojach zdawał się iść za ciosem (11-8), sytuacja zaczęła się jednak obracać na ich niekorzyść w dalszej części partii. Końcówka seta to bardzo emocjonująca odsłona, w której nie brakowało efektownych i długich wymian – ostatecznie po dwóch skutecznych atakach Kacpra Kowalewskiego Speednet zdołał wyszarpać rywalom zwycięstwo z rąk i mogli cieszyć się z wyrównania stanu rywalizacji. Ostatni set to już partia, w której Speednet był ewidentnie na fali – tuż po półmetku dobrze dysponowana drużyna 'Programistów’ wysunęła się na prowadzenie 13-10. Choć w dalszej części Sulmin zdołał jeszcze wyrównać, to po bardzo dobrej grze w bloku w końcówce 'Programiści’ zapewnili sobie czwarte zwycięstwo w sezonie. Brawo!

Tiger Team – Inter Marine Masters 2 2-1 (21-19; 21-13; 17-21)

Spotkanie pomiędzy Tiger Team a Inter Marine Masters było anonsowane jako jedno z najciekawszych w obecnym tygodniu rozgrywek. Naprzeciw siebie stanęła drużyna, która wygrała w obecnym sezonie wszystkie dotychczasowe spotkania i pewnym krokiem zdaje się zmierzać do trzeciej ligi – po przeciwnej stronie siatki mieliśmy zaś 'Mastersów’, którzy poza spotkaniem z Remediosem również notowali bardzo dobre wyniki. Mimo to faworytem meczu zdawali się być gracze Tiger Team. Pierwszy set rywalizacji był jednocześnie tym zdecydowanie najciekawszym – od samego początku obie drużyny szły 'łeb w łeb’ i taki stan potrwał do wyniku po 14. W dalszej części po atakach Marcina Kwidzińskiego oraz Michała Sadowskiego zarysowała się nieznaczna przewaga 'Tygrysów’ (20-18) i choć w końcówce zrobiło się jeszcze gorąco, Tiger Team zamknął po chwili seta na swoich zasadach, wygrywając do 19. Środkowa odsłona to już zupełnie inna gra – partia, w której przewaga faworyta była niekwestionowana i absolutnie niezagrożona. Nie ma się co temu dziwić, set rozpoczął się bowiem od prowadzenia faworyta w stosunku 8-1, a dalsza część nie przyniosła żadnego zwrotu akcji – Tiger cieszył się po chwili z szóstego zwycięstwa w sezonie Wiosna’26. Graczom Inter Marine Masters pozostała walka o trzeci punkt w meczu i od początku byliśmy świadkami wyrównanej gry obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 16. Chwilę później skutecznymi atakami popisał się jednak Mariusz Skierkowski, co pozwoliło 'Mastersom’ wygrać partię do 17.

Inter Marine Masters – Bayer Gdańsk 2-1 (18-21; 21-14; 21-17)

Niedosyt. Gdyby graczy Inter Marine Masters zapytać świeżo po meczu, z jakim poczuciem wyjeżdżali wczoraj z hali Ergo Arena – wskazalibyśmy właśnie na to. Nie ma się temu co przesadnie dziwić, bo przez bardzo długie fragmenty meczu 'Mastersi’ byli po prostu drużyną znacznie lepszą, mądrzejszą, szybszą, sprytniejszą – i prawdę mówiąc, ta wyliczanka mogłaby się nie kończyć. W pierwszej odsłonie rywalizacji gracze Andrzeja Masiaka nie mogli jednak sforsować zasieków rywali, niesionych dopingiem własnej ławki oraz większej części trybun. Mimo to na półmetku seta po ataku Wiktora Chełmińskiego udało im się wysunąć na prowadzenie 14-11. Dalsza część seta to jednak dwie rzeczy, które się na siebie nałożyły – Bayer zaczął grać naprawdę nieźle, natomiast Mastersi zaprezentowali sporo niechlujstwa, które finalnie kosztowało ich stratę punktu (21-18). Patrząc jednak na obraz gry z drugiej i trzeciej odsłony, Inter Marine Masters nie może być w pełni ukontentowany z wyniku – rywal był do ugryzienia za komplet oczek. W środkowej odsłonie Mastersi zaczęli od prowadzenia 8-4, nie zdjęli nogi z gazu i dali radę podwyższyć wynik (21-14). Wygrana trzeciej partii w dobrym stylu nie tylko podbudowała 'Mastersów’, ale również sprawiła, że charakterystyczna dla Bayera pewność siebie całkowicie wyparowała. Choć po kontrowersyjnej decyzji sędziego prowadzącego zawody – po której przerwa trwała dobre kilka minut – Bayer wysunął się na prowadzenie 11-9, cała sytuacja tylko rozsierdziła graczy Inter Marine Masters, którzy w drugiej części seta wskoczyli na bardzo wysoki poziom i cieszyli się z czwartej wygranej w sezonie. Trudno nie odnieść wrażenia, że zaczyna robić się naprawdę poważnie.

BEemka Volley – Fux Pępowo 3-0 (21-17; 21-17; 23-21)

Jesteśmy zdegustowani, a nawet zażenowani. Można przegrać mecz – nawet kilka z rzędu – dopóki jednak walczysz przez długie fragmenty gry jak 'równy z równym’ z aktualnym wicemistrzem Inter Marine SL3 i po walce finalnie przegrywasz spotkanie w stosunku 0-3, to naprawdę nie ma powodu, by wyżywać się na graczach Fuxa Pępowo. Niezależnie od tego, czy Fux spadnie, czy jednak nie – do wczoraj nie można było odmówić im walki i tego, że w żadnym spotkaniu rywal nie zdołał ich całkowicie stłamsić czy wgnieść w parkiet. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy w drużynie pada atmosfera, a to co wydarzyło się na boisku numer dwa jest – tu nasze ulubione słówko w ostatnim czasie – SKANDALICZNE. Teraz dochodzimy jednak do konkluzji, że wszystkie skandaliczne sytuacje z tego sezonu były absolutnie niczym przy dramokomedii w wykonaniu Fuxa Pępowo. W skrócie – na początku trzeciego seta pokłócili się środkowy z rozgrywającym, już mniejsza o nazwiska. Ten pierwszy tak bardzo przeżywał tę sytuację, że w momencie gdy stanął na zagrywkę, celowo z całej siły uderzył w sufit. Zdanie Redakcji? Absolutna katastrofa i sceny, których w Inter Marine SL3 nie oglądaliśmy nigdy – a warto przy tym zauważyć, że na żywo oglądaliśmy już 4 tysiące spotkań w lidze. Nie nasza to decyzja, ale nie ma gracza, który jest 'większy’ niż drużyna – kiedyś przekonał się o tym sam Cristiano Ronaldo. Dobra – zostawmy to, bo gdyby do tej sytuacji nie doszło, mecz oglądało nam się naprawdę przyjemnie. Choć nie był to wybitny pojedynek w wykonaniu BEemki, drużyna Daniela Podgórskiego co najmniej kilka razy pokazała charakter – najpierw gdy po początku spotkania musiała odrabiać znaczne straty, a następnie w trzecim secie, gdy zanosiło się na podział punktów. Choć BEemka przegrywała już czteroma punktami (16-12), bardzo dobra gra w obronie i z kontry sprawiła, że team Daniela Podgórskiego sięgnął po komplet punktów – brawo. A Fux? Cóż – jest bardzo gęsto i zastanawiamy się, czy drużyna przetrwa tę próbę. MA SA KRA.

Flota Active Team – Złomowiec Gdańsk 3-0 (21-12; 21-17; 21-19)

Parafrazując klasyka – Złomowiec Gdańsk? Złomowiec to już przeszłość. Nie wiemy dokładnie co siedziało w głowach graczy Floty Active Team, ale sądzimy, że w momencie gdy team zobaczył w rozpisce 'Miedziowych’, z pewnością odetchnął z ulgą. Biorąc pod uwagę, że Złomowca leje dziś każdy – mały, duży, gruby, chudy, mężczyźni, kobiety – nie ma to znaczenia. Złomowiec z potężnego drugoligowca stał się dziś drużyną, która nie walczy o utrzymanie – oni walczą o przetrwanie i prawdę mówiąc, na nasze jest to walka nierówna. Bawiąc się nieco słowem i łącząc Złomowca z pośmiewiskiem, wychodzi nam ZŁOMOWISKO – pasuje idealnie. Pierwszy set? Flota w tej partii wyglądała jakby przed meczem zjadła całe wiaderko witamin, dających +10 do wszystkich umiejętności – kiedy trzeba było, Mariusz Krynicki potrafił zdobyć punkt nawet głową. Sami zastanawialiśmy się, co będzie dalej i nieco baliśmy się odpowiedzi na to pytanie. Tak czy siak wynik 15-7 był końcem złudzeń Złomowca o wygranej seta (21-12). W środkowej partii gra obu drużyn nieco się wyrównała, cóż jednak z tego dla Złomowca, który zupełnie pogubił się w drugiej części seta i finalnie przegrał do 17. Ostatni set to największa szansa drużyny Witolda Klimasa – w drugiej części seta team w miedzianych strojach prowadził bowiem 15-11, ale ten set, jak i cały sezon, jest po prostu koszmarny. Flota wyczuła zawahanie u rywala i wygrała tę partię do 19, wyraźnie poprawiając swoją sytuację w tabeli.

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.