Po bardzo słabej serii – w obozie Inter Marine Masters zrobiło się niespokojnie. Niepokój potęgował fakt, że w czwartkowy wieczór, team Andrzeja Masiaka mierzył się z Fuxem Pępowo, który w naszych oczach był wyraźnym faworytem starcia. Potencjalna kolejna porażka ‘Mastersów’ mogłaby nieść za sobą najgorsze możliwe konsekwencje. Grając pod olbrzymią presją – team w biało-niebieskich strojach poradził sobie doskonale. Początek spotkania należał jednak do Fuxa Pępowo, który po ataku Kornela Krakowskiego, objął prowadzenie 9-6. Po problemach w sytuacyjnych piłkach i ogólnym nieładzie w obozie ‘Koniczynek’, ‘Mastersi’ odrobili straty i co więcej – wysunęli się na prowadzenie 14-10. Choć w dalszej części seta Fux Pępowo zdołał doprowadzić do wyrównania po 18, to ostatnie słowo, należało do jednej z najbardziej doświadczonych drużyn w lidze (21-18). Środkowa partia wyglądała bardzo podobnie o czym świadczy chociażby wynik punktowy seta. Do połowy seta byliśmy świadkami wyrównanej gry (9-9), ale game-changerem okazała się skuteczna zagrywka Andrzeja Masiaka, po której gracze w biało-niebieskich trykotach, wysunęli się na prowadzenie 14-10 i w konsekwencji – cieszyli się po chwili z drugiego punktu w meczu. Świadkami przebudzenia Fuxa, byliśmy dopiero w trzecim secie rywalizacji, który ułożył się dla ‘Koniczynek’ w bardzo dobry sposób. Po dwóch błędach skrzydłowych ‘Mastersów’ – Fux wysunął się na prowadzenie 11-5 i w dalszej części seta wyglądało to tak, jakby obie drużyny czekały już na końcowy gwizdek sędziego. Ten wybrzmiał przy stanie 21-16 dla Fuxa, aczkolwiek trzeba przyznać, że był to wynik druzgocący dla wicelidera, który mógł wykorzystać potknięcie MPS-u Volley i założyć żółtą koszulkę lidera.
Dzień: 2025-10-23
MPS Volley – Złomowiec Gdańsk
Klasyka gatunku. Złomowiec jest silny wtedy, gdy rywalizuje z mocarzami. Kiedy gra – sorry za określenie – z ligowymi ogórami, to można być niemal pewnym, że ‘Złomki’ wspomniany mecz przegrają. Jeszcze do niedawna wydawało nam się, że sytuacja dotycząca awansu w trzeciej oraz drugiej lidze jest rozstrzygnięta. Według tych rozważań – MPS był w naszym odczuciu pewniakiem. W czwartkowy wieczór na całą sytuację zostało rzucone nowe światło, a na wizerunku Miłośników Piłki Siatkowej pojawiła się dość głęboka rysa. Owszem – MPS może tłumaczyć porażkę brakiem będącego w dobrej dyspozycji Szymona Drzazgi, ale wciąż – to nie usprawiedliwia przegranej. Złomowiec też nie mógł skorzystać z kilku graczy, a mimo to – nic sobie z tym nie zrobił. Już na początku spotkania wysunęli się na prowadzenie 6-2, po którym MPS, zdążył wykorzystać dwa przysługujące im czasy. To jak się po chwili okazało – nic nie zmieniło. Po bardzo dobrej grze blokiem w drugiej części seta, Złomowiec wysunął się na prowadzenie 18-13 i w pełni zasłużenie, sięgnęli po pierwszy punkt w meczu (21-17). W drugiej odsłonie faworyt prowadził co prawda 7-5, ale im dłużej trwała ta partia – tym bardziej zarysowywała się przewaga ‘Złomków’, którzy po punktach Macieja Iwana oraz Maksymiliana Wilka – wysunęli się na prowadzenie 13 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-18). Miłośnikom Piłki Siatkowej pozostała wyłącznie nagroda pocieszenia w postaci wygranej jednego seta. Od samego początku MPS narzucił swoim rywalom warunki gry i pomimo świetnej gry w obronie ‘Miedziowych’ – MPS nie miał problemu z wygarniem partii do 18. Mimo to – trudno mówić tu o jakiejkolwiek satysfakcji. Jeśli chodzi o Złomowca to cóż – wczoraj dostaliśmy kolejny dowód na to, że jak się chcę to można.
VB FE Sulmin – Siatkersi
Po porażce w stosunku 0-3 z DSGSA, zespół Siatkersów przystępował w czwartkowy wieczór do ósmego spotkania w sezonie Jesień’25. Dla ‘Niebieskich’ było to spotkanie o tyle ważne, że potencjalna strata punktów mogłaby sprawić, że team Macieja Tarulewicza miałby już ogromny problem z dotrzymaniem tempa czołówce ligi. Potencjalna wygrana w stosunku 3-0 sprawiałaby z kolei, że Siatkersi wciąż liczyliby się w walce o podium w sezonie Jesień’25. Początek spotkania to nerwowa gra po obu stronach siatki. Po tym, jak obie drużyny popsuły po kilka zagrywek, mieliśmy nieznaczne prowadzenie Siatkersów (7-5). Im dłużej trwał jednak set, tym bardziej gracze w niebieskich trykotach rozkręcali się i po serii sześciu (!) błędów z rzędu rywali wygrali premierową odsłonę do 11. Drugi set to zdecydowanie najciekawsza partia w meczu, w której VB FE Sulmin miał realną szansę na to, by pokusić się o niespodziankę. Od samego początku seta gracze w czarnych strojach dotrzymywali kroku rywalom i na półmetku mieliśmy remis po 11. Z czasem zarysowała się przewaga faworyta, ale prawdę mówiąc, nie było to przesadnie imponujące, a team Macieja Tarulewicza do samego końca musiał drżeć o wynik (20-19). Ostatecznie, po błędzie jednego z graczy z Sulmina, Siatkersi wygrali do 19. W trzecim secie sił graczom występującym w delegacji wystarczyło do stanu 11-10 dla Siatkersów. Co ciekawe, faworyci spotkania bezwzględnie wykorzystali ustawienie, w którym Sulmin miał problem, by zrobić przejście. Po ośmiu punktach z rzędu, było już ‘pozamiatane’ (19-11).
DHP Oliwa – Flota Active Team
Słowo honoru – nie sądziliśmy, że jest jakakolwiek przestrzeń do tego, by myśleć, że Flota Active Team przegra czwartkowe spotkanie. Wiecie, w zapowiedziach wspomnieliśmy o tym, że Oliwa wygrała w obecnym sezonie dwa mecze i nie należy jej bagatelizować, ale było to raczej na podbudowanie morale drużyny Adama Wyrzykowskiego. Prawdę mówiąc, sądziliśmy, że team z czołówki tabeli wyjdzie i udowodni swoją wyższość, ogrywając rywala za komplet punktów. Jak się jednak okazało, powiedzonko ‘miłe złego początki’ ma sens. Po bardzo dobrej grze w bloku Flota wysunęła się na prowadzenie 11-6. W dalszej części gry Flota miała kolejne problemy z wykończeniem akcji, po których wysunęła się na prowadzenie 17-11 i bez większych problemów wygrała premierową odsłonę do 17. Wówczas nic nie wskazywało na to, że kłopoty miały dopiero nadejść. Choć początek seta należał do faworyta, który po ataku Cezarego Trepczyka objął prowadzenie 10-6, z czasem przytrafił im się przestój, którego nie potrafimy wytłumaczyć. Na dwa zdobyte przez Flotę punkty DHP Oliwa odpowiedziała dziewięcioma (17-12), by chwilę później doprowadzić do zwycięstwa 21-16. Decydująca o wyniku partia to set, w którym ‘underdog’ wysunął się na dwu- lub trzypunktowe prowadzenie i choć Flota robiła wszystko, by zbliżyć się do rywala, ten trzymał Flociarzy na bezpieczny dystans. W drugiej części seta Flota dokonała zmiany – na parkiecie pojawił się Mikołaj Filanowski i mimo że zaprezentował się naprawdę świetnie, koledzy z drużyny nie pomogli mu w odwróceniu losów meczu. Ostatecznie DHP Oliwa wygrała spotkanie 2-1 i w konsekwencji wskoczyła na przedostatnie miejsce w tabeli, udowadniając, że w tym sezonie nic nie jest jeszcze przesądzone.
Speednet – BEemka Volley
Po środowym meczu z AiP, w którym Speednet przegrał 0-3, ‘Programiści’ musieli powalczyć o grupę mistrzowską w kolejnym, arcytrudnym pojedynku. W czwartek gracze Macieja Miścickiego mierzyli się z BEemką Volley, gdzie w naszych oczach to rywale zdawali się być wyraźnym faworytem starcia. Team Daniela Podgórskiego potwierdził to w pierwszym secie rywalizacji, w którym postawił ścianę w bloku i sprawił, że rywalowi odechciało się grać. Dodatkowo ‘Programiści’ mieli spore problemy w przyjęciu i po dwóch asach serwisowych z rzędu Macieja Rzepczyńskiego rywale wysunęli się na prowadzenie 8-4. Jak się po chwili okazało, to był dopiero początek problemów Speednetu, który w dalszej części był absolutnie bezradny i finalnie przegrał do ośmiu. Kto wie, czy postawa ‘Programistów’ nie uśpiła BEemki, która mylnie uznała, że Speednet w dalszej części meczu będzie prezentował ten sam poziom. Nic z tego. Choć partia rozpoczęła się od prowadzenia BEemki (9-5), to w dalszej części seta Speednet zdołał odwrócić losy rywalizacji. Bardzo duży wpływ na taki stan rzeczy miała fenomenalna zagrywka Sebastiana Konarzewskiego, który w krótkim odstępie czasu zdobył w ten sposób cztery punkty (13-13). W dalszej części seta Speednet poszedł za ciosem i wygrał tę partię do 18. O zwycięstwie musiał zatem zadecydować trzeci set, który był zdecydowanie najciekawszy. Pod koniec seta wszystko wskazywało na to, że mecz wygra BEemka Volley (18-15). Mimo to Speednet nie odpuszczał i zdołał doprowadzić do wyrównania po 20. Końcówka to emocjonująca gra, zakończona asem serwisowym najlepszego zawodnika meczu – Macieja Rzepczyńskiego. Warto przy tym zauważyć, że z tą decyzją gracze Macieja Miścickiego nie mogli się przez długi czas pogodzić, ponieważ ich zdaniem piłka była na aucie. Tak czy siak – z dwóch punktów cieszyła się BEemka.
Wolves Volley – Kraken Team
Nosił wilk razy kilka – ponieśli i wilka. Prawdę mówiąc, takiego obrotu spraw się nie spodziewaliśmy. Po tym, jak ‘Wilki’ wskoczyli w ostatnim czasie na bardzo wysoką formę, uznaliśmy, że to oni będą faworytem starcia. W naszym przekonaniu utwierdzał nas fakt, że na czwartkowy mecz team Roberta Skwiercza stawił się gołą szóstką. Początek spotkania należał do ‘Watahy’, która po punktach Tomasza Głębockiego wysunęła się na prowadzenie 11-6. Z czasem team Karola Ciechanowicza miał chwilę próby. Po kilku błędach w rozegraniu przewaga Wolves Volley stopniała do dwóch oczek (15-13). W dalszej części seta gracze Wolves zdołali jednak utrzymać rywala na mały, aczkolwiek skuteczny dystans (21-19). Do pewnego momentu drugiego seta wydawało się, że Wolves idą po wygraną w meczu (13-11). W odróżnieniu od poprzednich spotkań tym razem to Kraken wcielił się w rolę tego, który odwraca losy rywalizacji. Po kilku błędach Wolves oraz fakcie, że mieli oni problem z przebiciem się przez szczelny blok rywali, Kraken Team objął prowadzenie 17-14 i po chwili cieszył się z wyrównania w meczu (21-16). Niepowodzenie w środkowej odsłonie rozbiło drużynę ‘Wilków’, która w trzecim secie zaprezentowała się już słabiutko. Po tym, jak set rozpoczął się prowadzeniem ‘Bestii’ 7-0, stało się jasne, która z drużyn wygra mecz. Warto podkreślić, że duży wpływ na wygraną Krakena miała ich naprawdę dobra gra w obronie. Ostatecznie zespół Roberta Skwiercza wygrał tę partię do 13, a cały mecz 2-1.