Dzień: 2025-10-13

CTO Volley – AiP

Spotkanie pomiędzy Mistrzem a aktualnym liderem pierwszej ligi było anonsowane jako hit pierwszoligowych zmagań. Nieznacznym faworytem w naszym odczuciu była ekipa CTO Volley, która zdaje się rozpędzać. Mimo to – początek spotkania to wyraźna przewaga zespołu Adriana Ossowskiego, który błyskawicznie objął prowadzenie 6-1. Wzięty w porę czas przez CTO zdziałał cuda. Po bardzo dobrym fragmencie oraz problemach w dwóch rozegraniach na środek przez AiP mieliśmy remis 9-9. Dalsza część seta to wyrównana gra, która zaprowadziła nas do stanu po 18. Ostatnie słowo należało jednak do CTO, które za sprawą dobrze dysponowanego w obecnym sezonie Łukasza Negowskiego postawiło kropkę nad ‘i’, wygrywając do 19. Środkowa odsłona rozpoczęła się niemal identycznie. Po atakach duetu Seroka – Sulima, gracze AiP wysunęli się na prowadzenie 7-3. Dalsza część seta to jednak wyraźna przewaga ‘Pomarańczowych’, którzy po akcjach przesuniętego na skrzydło Adama Sobstyla, zapewnili sobie po chwili drugi punkt w meczu (21-15). Choć finałowa partia była do pewnego momentu wyrównana (9-9), to druga część seta była show w wykonaniu Mariusza Seroki. Po kilku punktach atakującego AiP objęli oni prowadzenie 14-11 i po chwili cieszyli się z nagrody pocieszenia w postaci jednego punktu. Dzięki temu udało im się obronić fotel lidera pierwszej ligi.

Team Spontan – Wolves Volley

Zachodzimy w głowę jak można zagrać tak zupełnie dwa inne mecze, jak zrobił to w poniedziałkowy wieczór Team Spontan. Choć widzieliśmy grubo ponad 3000 spotkań w Inter Marine SL3, to po wczorajszym dniu meczowym jesteśmy zdumieni. Wydawało nam się bowiem, że jeśli Spontan ma mieć gdzieś problemy, to raczej w meczu z Krakenem, a nie Wolves Volley. Skoro z tymi pierwszymi team Piotra Raczyńskiego zgarnął komplet punktów, to co w drugim meczu mogło pójść nie tak? A ‘nie tak’ poszło w sumie wszystko. Kto wie jak potoczyłyby się losy spotkania, gdyby nie wydarzenia z pierwszego seta rywalizacji. Choć to Wolves Volley prowadzili przez większość partii grę, to Team Spontan zdołał doprowadzić do wyrównania po 20 i kwestia tego, która z ekip wygra – była otwarta. Ostatecznie po ataku Szymona Merskiego oraz błędzie jednego ze ‘Spontanicznych’, pierwszy punkt zasilił szeregi ‘Watahy’ (22-20). To rzecz jasna nie nasyciło ‘Wilków’, którzy już na początku drugiego seta wypracowali sobie czteropunktową zaliczkę (9-5). Choć w dalszej części seta Team Spontan zniwelował stratę do jednego oczka (15-15), to kilka nieporozumień na linii Skwarzec – Tryzna sprawiły, że zespół Wolves Volley ponownie odskoczył rywalom i cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu. Już sama wygrana Wolves Volley była ogromną niespodzianką. Ci postanowili jednak sprawić sensację i powalczyć o ‘pełną pulę’. Niemal cały trzeci set to wyrównana walka, po której mieliśmy remis 15-15. Końcowa faza meczu to świetna gra skrzydłowych Wolves Volley, którzy po kilku udanych atakach, wraz z kolegami cieszyli się z trzech punktów. Dzięki wygranej Wolves Volley przesunęli się na bardzo wysokie – czwarte miejsce w tabeli i jest to wynik, którego nie pamiętają najstarsze wilki w stadzie.

Siatkersi – TKKF Orlen

Porozmawiajmy o faktach. Te są takie, że drużyna tygodnia – Siatkersi – wygrali właśnie ósme spotkanie z rzędu. Co ciekawe – wspomniana seria byłaby jeszcze dłuższa, gdyby nie to, co wydarzyło się 15 maja 2025 r. Wówczas team Macieja Tarulewicza rywalizował z… TKKF Orlen i choć był zdecydowanym faworytem starcia, sensacyjnie przegrał mecz w stosunku 0-3. W związku z tym – w ostatnich 14 meczach Siatkersi wygrali 13 razy. Tak czy siak – TKKF Orlen, choć nie jest już tą samą drużyną, to z całą pewnością Siatkersi chcieli wziąć udany rewanż za wspomniane spotkanie. Już na początku meczu zarysowała się przewaga drużyny w niebieskich trykotach. Z czasem, po świetnej zagrywce Macieja Tarulewicza, wysunęli się na prowadzenie 14-6 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. W środkowej partii TKKF Orlen miał kilka bardzo dobrych fragmentów. Zespół Grzegorza Wosia nieźle przyjmował, świetnie bronił, wyprowadzał niezłe ataki, ale… no właśnie. Dobrym przykładem, jaką drużyną jest dziś TKKF Orlen, była sytuacja, w której jeden z graczy popisał się rewelacyjną obroną, a po chwili jeden z jego kolegów – w najprostszej sytuacji – nie umiał odbić piłki sposobem dolnym. Błędy, błędy, błędy – to coś, co dziś absolutnie charakteryzuje najmłodszy team w czwartej lidze. Choć Siatkersi prowadzili w drugiej części zaledwie jednym punktem (15-14), to właśnie po kilku błędach rywali cieszyli się oni z drugiego punktu w meczu. Trzeci set to w zasadzie bardzo podobna historia. Gdyby ‘Nafciarze’ równie świetnie co w obronie prezentowali się w innych elementach siatkarskiego rzemiosła – dziś mieliby pokaźny dorobek punktowy. Jako że jest, jak jest – Siatkersi rozpoczęli seta od prowadzenia 12-4, a następnie cieszyli się z kolejnej, bardzo ważnej wygranej w lidze – brawo!

Złomowiec Gdańsk – Fux Pępowo

A co to się wydarzyło? ‘Złomki’ po ostatnich ‘derbach’ poczuli się tak mocni, że stracili zupełnie czujność i zamiast podejść do rywala z pokorą – woleli ich kąsać. Wiecie jak to jest – mając przed sobą rozjuszonego Pitbulla jest dość nierozważnym, by go prowokować. Może się bowiem okazać, że ten się zdenerwuje i zaatakuje, a wówczas – nie będzie co zbierać. W naszych oczach Fux Pępowo był faworytem spotkania, choć nasza pewność została zachwiana, gdy zobaczyliśmy, że na meczu brakuje Patryka Bruchmanna oraz Kornela Krakowiaka. W poprzednich meczach to oni byli bowiem najjaśniejszymi graczami i zgarniali tytuły najlepszych zawodników meczów. Ich absencja – jak się bardzo szybko okazało – w niczym nie przeszkadzała. Po rewelacyjnym otwarciu, Fux Pępowo objął prowadzenie 14-6 i wówczas stało się jasne, że pierwszy punkt w meczu zasili ich konta. Sądziliśmy jednak, że z czasem – Złomowiec zdoła się przebudzić. Nic bardziej mylnego, bo gracze grającego wyjątkowo na przyjęciu – Dominika Szadacha nie zdejmowali nogi z gazu. Na świetną grę Fuxa – Złomowiec był w stanie odpowiedzieć wyłącznie zagrywką Krzysztofa Kopernika (9-8). Dalsza część seta to miażdżąca przewaga ‘Koniczynek’ i trzeba przyznać, że dawno nie widzieliśmy Złomowca tak bezradnego. Tak zahukanego. Tak… tak słabego (21-13). Ostatni set rywalizacji rozpoczął się świetnie dla Złomowca, który objął prowadzenie 9-5. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów – BEAST MODE włączyli gracze z Pępowa, którzy po dobrej grze oraz serii rażących błędów ‘Miedziowych’, objęli prowadzenie 18-11 i po chwili cieszyli się z kompletu punktów i umocnieniu na drugim miejscu w tabeli – brawo!

Team Spontan – Kraken

To miał być wielki dzień ‘Spontanicznych’, którzy owszem – nie mieli najłatwiejszego terminarza, ale chcąc awansować do wyższej ligi, trzeba mieć świadomość, że łatwiej tam nie będzie. Pierwszym rywalem drużyny Piotra Raczyńskiego była ekipa Kraken, która przed meczem plasowała się na drugim miejscu w ligowej układance. Mimo to – nieznacznym faworytem meczu pozostawali ‘Spontaniczni’. Początek poniedziałkowego spotkania to bardzo wyrównana gra, po której mieliśmy remis 8-8. Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się gracze ‘Bestii’, którzy po asie serwisowym rozgrywającego – Antona Hukasova, prowadzili 12-9. Już po chwili odpowiedział jednak Damian Urbanowicz i na czarnej tablicy wyników mieliśmy remis 13-13. Ten sam zawodnik walnie przyczynił się do pierwszego punktu dla Spontana. Po remisie 17-17, były gracz CTO Volley zdobył dla swojej drużyny trzy punkty, a drużyny zmieniły po chwili strony (21-18). O ile premierowa odsłona była wyrównana, tak w drugiej części seta – wyraźną przewagę mieli gracze Piotra Raczyńskiego. Choć do pewnego momentu nic na to nie wskazywało (8-8), to w dalszej części seta Kraken miał wyraźne problemy z przyjęciem zagrywki rywali, a jak wiadomo – bez tego ani rusz (21-13). Niemoc i bezsilność towarzyszyła Krakenowi również w trzecim secie. Już w pierwszej części finałowej partii Spontan wysunął się na prowadzenie 10-7, a kiedy trzema kolejnymi atakami popisał się Damian Urbanowicz i Spontan wysunął się na prowadzenie 18-14, było już pozamiatane. Ostatecznie wygrali oni do 16, a cały mecz 3-0. Wówczas nikt nie przypuszczał, że tuż za rogiem czai się prawdziwe zagrożenie. Okazało się bowiem, że Spontan nie musiał bać się ‘Bestii’, a ‘Wilków’.

Chilli Amigos – ACTIVNI Gdańsk

Spotkanie pomiędzy Chilli Amigos, a ACTIVNYMI Gdańsk było anonsowane jako hit czwartoligowych zmagań. W zapowiedzi duży nacisk położyliśmy zarówno na rys historyczny, jak i statystyki. Obojętnie jakich założeń byśmy nie przyjęli, wychodziło nam na to, że będzie to bardzo wyrównane spotkanie i trzeba przyznać, że się ani nie pomyliliśmy, ani tym bardziej nie zawiodło. Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla drużyny, którą wskazaliśmy jako faworyta. Chwilę po pierwszym gwizdku sędziego, ‘Amigos’ prowadzili bowiem… 8-2. Myślicie, że to bezpieczna przewaga? Już po chwili Chilli popełniło sporo błędów oraz mieli bardzo duże problemy z przyjęciem zagrywki Macieja Adamskiego. W efekcie tego – już po chwili mieliśmy remis po 13 i do stanu 17-17 mieliśmy wyrównaną walkę. Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się ACTIVNI, którzy po punktach Michała Galińskiego oraz Kacpra Drewko, wysunęli się na prowadzenie 20-17. Choć w końcówce zrobiło się jeszcze nerwowo (20-19), to ostatnie słowo należało do ACTIVNYCH (21-19). Po nieudanym pierwszym secie, w którym Chilli Amigos roztrwoniło przewagę, team Pawła Kalety wyciągnął wnioski. Set zaczął się co prawda identycznie – od wysokiego prowadzenia Chilli, a następnie wyrównania przez ACTIVNYCH. Inny był jednak epilog, bo druga część seta to wyraźna przewaga Chilli Amigos, którzy wygrali środkową partię do 13. To oznaczało, że o zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set. Do pewnego momentu wszystko układało się idealnie dla ‘Amigos’, którzy objęli prowadzenie 14-11. Już po chwili wszystko zaczęło się jednak obracać przeciwko nim. Po kilku atakach świetnie dysponowanego Jakuba Koniecznego, ACTIVNI wysunęli się na prowadzenie 18-17, a następnie – po chwili cieszyli się z wygranej seta do 17. Po ostatnim gwizdku sędziego w obozie ACTIVNYCH zapanowała dawno nie widziana u nich euforia. Brawo – z pewnością poniedziałkowa wygrana da wiatru w żagle ekipie Artura Kurkowskiego.

MPS Volley – DHP Oliwa

Ojojoj. Oczy bolały od samego patrzenia. Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego to już za kilka miesięcy, obie drużyny będą dzieliły dwie klasy rozgrywkowe. MPS najprawdopodobniej awansuje do elity, a DHP Oliwa…spadnie do trzeciej. Prawdę jednak mówiąc – gdyby dziś zestawić ze sobą ekipę z elity oraz team z trzeciej ligi, to nie mamy pewności czy byłaby widoczna taka różnica jak ta w poniedziałkowy wieczór. Mordobicie zaczęło się od pierwszego gwizdka sędziego. Wiecie – MPS nie czekał na wyjaśnienie delikwenta, tylko przylutował mu piąchą prosto w szczękę. Tak profilaktycznie i tak, by pokazać kto rządzi na rejonie. Trzeba przyznać, że rola ‘ofiary’ była przez Oliwę odegrana perfekcyjnie. Nie dość, że pozwalali MPS-owi na wszystko, to na dodatek – sami psuli na potęgę (12-5). Dodatkowo przebicie się przez ścianę postawioną przez Miłośników Piłki Siatkowej okazywało się zadaniem, które zdecydowanie przerastało graczy Adama Wyrzykowskiego (21-12). W środkowej odsłonie nie zmieniło się nic. Blok – przyjęcie – zagrywka – ogrom błędów rywali sprawił, że team Jakuba Nowaka o mały włos, a zdołałby nie wypuścić rywali z ‘dychy’. W trzecim secie Oliwa próbowała coś zamieszać. Całkiem słusznie uznali bowiem, że stosując te same metody, nie ma co liczyć na inny rezultat. Cóż – sądzimy, że nawet gdyby DHP Oliwa wymyśliła sto sposobów (a prawdę mówiąc po poniedziałku o kreatywność ich nie podejrzewamy), to za każdym razem efekt byłby taki sam. MPS był dla nich za mocny i już chwilę po rozpoczęciu partii, prowadzili 12-4, a następnie – cieszyli się z kompletu punktów, który dał im umocnienie na szczycie ligowej tabeli – brawo!

Craftvena – VB FE Sulmin

‘Rzemieślnicy’ mieli w poniedziałkowy wieczór jedno zadanie – nic nie spieprzyć. Wiadomo, że team Bartka Zakrzewskiego był zdecydowanym faworytem pojedynku. Wszak wygrali oni wszystkie dotychczasowe spotkania za komplet punktów. Z drugiej strony – gracze VB FE Sulmin już raz przełamali serię faworyta i zgarnęli punkt w konfrontacji z ekipą Speedway AWKS. To oznaczało, że Craftvena musiała podejść do meczu bardzo skoncentrowana i… to się chyba udało! Choć premierowa odsłona rozpoczęła się od wzajemnego ‘badania’ (8-8), to już po chwili – Craftvena wysunęła się na kilkupunktowe prowadzenie. Co ciekawe – stało się to po sekwencji udanego ataku oraz zagrywki Michała Markiewicza. Jest to o tyle ciekawe, że na fanpage’u drużyny z Sulmina pisali w zapowiedzi, że muszą powstrzymać właśnie tego gracza. Cóż – nie udało się, a Craftvena po chwili cieszyła się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa partia zwiastowała konkretne emocje. Po festiwalu błędów u ‘Rzemieślników’, na niespodziewane prowadzenie wysunęli się gracze VB FE Sulmin (8-3). Już po chwili wszystko wróciło jednak do normy (10-10), a faworyt czuł się pewniej wraz z każdą kolejną akcją, wygrywając finalnie do 17. Przebieg trzeciego seta rywalizacji stał się jasny tuż po jego rozpoczęciu. Po kilku udanych akcjach, Craftvena wysunęła się na prowadzenie 10-3 i po chwili cieszyła się z szóstego kompletu punktów w sezonie Jesień’25 – brawo!