Potwierdziły się nasze obawy, które wyrażaliśmy w zapowiedziach przedmeczowych. Gracze TKKF Orlen na mecz z Remedios Sopot Ortopedią stawili się w czterech graczy. Mało brakowało jednak, a mecz zakończyłby się walkowerem. Choroby, kontuzje, absencje – to wszystko rozumiemy, ale jednak mając tak szeroki skład oraz możliwość dopisania dwóch zawodników przed dziewiątą kolejką, dawały ‘Nafciarzom’ szansę na to, by zagrać w kompletnym składzie. Aktualnie vibe panujący w obozie TKKF Orlen nie wróży jednak nic dobrego i gdybyśmy mieli obstawiać, która spośród 52 drużyn w lidze może się rozpaść, to… wskazalibyśmy właśnie na ‘Nafciarzy’. No bo wiecie – choć graczom TKKF udało się cudem zebrać się, to zamiast stawić czoła wyzwaniu… na meczu panowała tak koszmarna atmosfera, że można było ją kroić nożem. A to jeden z zawodników nie przybił piątki koledze, a to przewracanie oczami, a to głośne wzdychanie. No nie da się grać w takiej atmosferze. Mniej więcej w połowie pierwszego seta zastanawialiśmy się, czy jeden z zawodników nie zostawi ‘Nafciarzy’ i nie pójdzie do szatni, co skończyłoby się walkowerem. Przykład sportowej postawy pokazał za to Sylwester Woś, który w trzecim secie nie mógł chodzić, ale nie pozwolił na to, by mecz zakończył się w ten sposób. A co do Remedios? Cóż – tu nie ma czego napisać. Wiadomo było, że wygrają za komplet punktów i tak też się stało. Mimo wszystko szkoda, że nastąpiło to w takich okolicznościach.
Dzień: 2025-10-22
AiP – Tufi Team
W zapowiedziach przedmeczowych forsowaliśmy narrację, w której uznaliśmy, że jeśli AiP ma gdzieś w środę pogubić punkty, to raczej ze Speednetem niż z Tufi Team. Po meczu z ‘Programistami’ zespół Tufi mógł mieć jednak uzasadnione obawy. Tak się bowiem składa, że AiP na tle Speednetu wyglądało kapitalnie, rozbijając rywala w stosunku 3-0. Mecz z Tufi Team to jednak zupełnie inna historia. Już na początku spotkania gracze Adriana Ossowskiego zrozumieli, że nie będzie to łatwa przeprawa. Po dwóch punktach z rzędu Łukasza Arciszewskiego beniaminek wysunął się na prowadzenie 11-6. Z czasem zrobiło się już 17-12 i nic nie wskazywało na to, że faworyt zdoła odwrócić losy rywalizacji. A jednak – po bardzo dobrej końcówce AiP doprowadziło do wyrównania po 19, a następnie przechyliło szalę zwycięstwa na swoją stronę (22-20). To, co nie udało się ‘Tuffikom’ w premierowej odsłonie, udało się w środkowej partii. Mniej więcej od połowy seta zaczęła zarysowywać się przewaga drużyny Mateusza Woźniaka. W końcówce, po kilku skutecznych atakach Mateusza Osieckiego, było już 19-14 i po chwili ‘underdog’ cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Sądzimy jednak, że nie było wówczas osoby, która przewidzi to, co wydarzyło się w finałowej partii. Ależ to było lanie, ależ to była demolka. To była wersja ‘SUPER SAYIAN’, w której ‘Tuffiki’ wpadli w taki trans, że w tym momencie prezentowali się genialnie. Atak – blok – obrona – rozegrania – przyjęcie – Bóg wie co jeszcze. Absolutny koncert w najlepszej filharmonii świata. Wobec takiej postawy rywali gracze AiP byli bezradni (21-7). Porażka w stosunku 1-2 komplikuje wyborną wydawałoby się sytuację. Jakby sama porażka nie była wystarczająco zła, to AiP potraciło bardzo dużo małych punktów, co może nieść za sobą opłakane konsekwencje. Działa to oczywiście w dwie strony, a Tufi Team jest oczywistym beneficjentem tej sytuacji.
Maritex – Kraken Team
Mecz pomiędzy Maritexem, a Krakenem stał się hitem środowej serii gier. Trzeba przy tym uczciwie zauważyć, że stało się tak dopiero z czasem. Od początku spotkania wyraźną inicjatywę przejęli bowiem gracze Krakena, którzy w drugiej części seta, wysunęli się na prowadzenie 17-12. Choć Maritex zdołał pod koniec odrobić nieco straty, to o wygranej nie mogło być już mowy (21-18). Środkowa partia to pierwszy akt dramatu, którego doświadczyła ekipa Kraken Team. Przez większość seta to zespół Roberta Skwiercza posiadał inicjatywę i wszystko wskazywało na to, że sięgną po chwili po drugi punkt w meczu. Mimo prowadzenia w końcówce 20-17, stało się jednak inaczej. Po kilku błędach oraz skutecznym bloku Kamila Warnke – Maritex zdołał odrobić straty i wygrać finalnie do 20. Wow – po takim come-backu wydawało się, że już nic nas nie zaskoczy. A jednak – mieliśmy przed sobą trzeci set rywalizacji, który w bardzo dużej mierze – przypominał wydarzenia z środkowej partii. Po dwóch błędach Maritexu z rzędu, Kraken prowadził w końcówce seta 20-15 i wszystko wskazywało na to, że jest to koniec emocji w meczu. Gracze Roberta Skwiercza uznali jednak, że choć jest to bardzo mało prawdopodobne – uda im się pobić osiągnięcie z wcześniejszej partii i tym razem, roztrwonili jeszcze większą przewagę (20-20). Choć w końcówce mieli jeszcze szansę na odkręcenie niekorzystnej sytuacji, to Maritex w odróżnieniu od wydarzeń sprzed kilku spotkań – nie dał się już przechytrzyć, wygrywając finalnie do 22. Wow – to było naprawdę coś wielkiego.
AiP – Speednet
Po ostatnich wynikach w pierwszej lidze, a także świetnej postawie AiP od początku obecnego sezonu, przed drużyną Adriana Ossowskiego otworzyła się ogromna szansa na to, by realnie pomyśleć o tytule mistrzowskim. Do napisanej tezy należało jednak dostawić małą gwiazdkę, w której byłoby napisane, że pod warunkiem dobrych wyników w środowy wieczór. Wieczór zaczął się dla ekipy ‘Przyjaciół’ kapitalnie, bo po świetnej grze team w fioletowo-czarnych strojach wysunął się na prowadzenie 9-5. Z czasem przewaga była jeszcze większa (17-10) i w konsekwencji faworyt nie miał problemu, by wygrać tę partię do 13. Druga odsłona to jednak zwrot akcji – przynajmniej na jakiś czas. Po dobrym fragmencie Speednet wysunął się na prowadzenie 10-5 i wszystko wskazywało na to, że ‘Programiści’ doprowadzą do wyrównania. Zamiast tego kapitalną dyspozycję w ataku oraz bloku zaprezentowała ekipa AiP, która zdominowała rywali, odrobiła straty i sama wysunęła się na prowadzenie 14-11. Aby wybrzmiało to odpowiednio – we wspomnianym fragmencie Speednet zdobył jeden punkt, natomiast AiP… aż 9! Miazga. Choć ‘Programiści’ zdołali się jeszcze odkręcić, to na rozpędzoną maszynę nie było już siły (21-17). Ostatni set to kapitalna gra AiP, które po serii punktów Jakuba Jetke wysunęli się na prowadzenie 12-9, którego nie wypuścili już do końca, wygrywając finalnie do 16, a cały mecz 3-0. Wow – brawo!
Remedios Sopot Ortopedia – Only Spikes
Remedios Sopot Ortopedia kontynuuje zwycięską ścieżkę, choć trzeba przyznać, że w trzeciej partii ich pierwszego spotkania – nie było wcale tak łatwo. O tym jednak za chwilę. Zanim rozpoczął się mecz, mogliśmy zobaczyć kapitana Remedios w towarzystwie graczy Only Spikes. Jak ustaliliśmy – wspomniany zawodnik ustalał z rywalami, że w najbliższym czasie stanie się ich trenerem. Cóż – ciekawe i dość niecodzienne dobicie targu. Witamy w uniwersum SL3. Samo spotkanie rozpoczęło się od wyraźnej przewagi graczy w białych trykotach, którzy po bloku Marcela Gołębia wysunęli się na prowadzenie 9-4. Choć w dalszej części seta drużynie Only Spikes nie można było odmówić woli walki, to jednak w konfrontacji z faworyzowanym rywalem brakowało im argumentów (21-10). Środkowa odsłona to partia, w której gracze Only Spikes popełnili ogromną (nawet jak na siebie) liczbę błędów, po których rywale wysunęli się na prowadzenie 11-4. Dalsza część seta to kontynuacja miażdżącej przewagi Ortopedów, którzy wygrali seta do 9. Po takiej dysproporcji nikt nie łudził się, że trzeci set może przynieść jakiekolwiek emocje. Ku zaskoczeniu – set rozpoczął się od kapitalnej gry Only Spikes, po której wysunęli się oni na prowadzenie 8-1! Dalsza część seta to szalona pogoń Remediosu. Mimo że w końcówce Only Spikes prowadzili 18-15, to po sześciu punktach rywali z rzędu z wygranej trzeciego seta cieszyli się faworyci (21-18).
ACTIVNI Gdańsk – Speedway AWKS
W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że potencjalna kolejna strata punktów przez team Speedway AWKS akurat w środowy wieczór będzie czymś w rodzaju cudu. Zupełnie zignorowaliśmy przy tym fakt, że w ostatnich meczach ACTIVNI radzili sobie coraz lepiej. Uznaliśmy, że nawet jeśli, to dysproporcja jest tak duża, że ‘żółto-czarni’ nie będą mieli problemu z tym, by zdobyć trzy punkty. Równając się liczbą spotkań z DSGSA, Speedway mógł wykorzystać potknięcie rywali i przeskoczyć ich w ligowej tabeli. Do pewnego momentu plan nakreślony w siedzibie AWKS się materializował. Choć na początku spotkania faworyt miał pewne problemy ze sforsowaniem zasieków postawionych przez rywali (8-8), to w drugiej części seta ACTIVNI Gdańsk popełnili trzy błędy z rzędu, po których Speedway wysunął się na czteropunktowe prowadzenie i zdołał je utrzymać do samego końca (21-17). Druga odsłona to już większa przewaga faworyta, który wysunął się na prowadzenie niemal na samym początku (8-5) i przez całą dalszą część seta kontrolował przebieg gry, wygrywając do 15. Ostatni set rywalizacji to wreszcie większe emocje. Od samego początku sytuacja układała się koszmarnie dla faworyta, który został zdominowany przez ACTIVNYCH, którym nie brakowało woli walki. Dobra gra w obronie oraz kontrze sprawiła, że team Artura Kurkowskiego wysunął się na prowadzenie 11-5. Choć w dalszej części Speedway próbował jeszcze odwrócić losy rywalizacji, to wobec świetnej gry ACTIVNYCH był absolutnie bezradny i finalnie mecz zakończył się podziałem punktów (21-15).
Aqua Volley – MiszMasz
Nie chcemy jeszcze grzebać szans drużyny Aqua Volley. Wszak w historii zdarzali się pacjenci, którzy budzili się, będąc schowanym w wysuwanej lodówce. Jest to jednak bardzo rzadka sytuacja, a znajdzie się wiele osób, które uznają, że to tylko legenda miejsca lub fikcja literacka. W zapowiedziach wskazaliśmy, że jest to kluczowy mecz dla obu ekip. Po meczu wiemy już, że nie ma raczej takiej siły, która sprawiłaby, że Aqua Volley w ostatecznym rozrachunku przegoniłaby MiszMasz. W środowy wieczór team Jakuba Waszkiewicza zrobił absolutnie milowy krok w kierunku utrzymania i zdaje nam się, że potwierdzenie tego faktu jest tylko i wyłącznie kwestią czasu. Swoją wyższość, grając pod presją, MiszMasz musiał jednak udowodnić. Rywale nie zamierzali im bowiem oddawać punktów za darmo i widać to było w pierwszym secie rywalizacji. Choć Aqua rozpoczęła partię od nerwowej gry, w której nie brakowało sporej liczby ataków w aut (8-4), to z czasem prezentowali się już wyraźnie lepiej i po punkcie Tomasza Błaszczuka zniwelowali stratę do dwóch oczek (17-15). Ostatnie słowo należało jednak do MiszMaszu, który po punktach aktywnego w końcówce Antona Kliosa cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Środkowa odsłona ponownie rozpoczęła się od dość nieciekawej gry beniaminka trzeciej ligi. Po kilku błędach faworyzowany rywal wysunął się na prowadzenie 6-2. W połowie seta, po kilku akcjach Arka Wasilewskiego, Aqua zdołała doprowadzić do wyrównania. To ich jednak nie nasyciło i po bardzo dobrym fragmencie wysunęli się nawet na prowadzenie 18-16. Mimo ogromnej szansy w końcówce więcej zimnej krwi zachowała ekipa zdecydowanie bardziej doświadczona, dla której był to mecz numer 138 w rozgrywkach Inter Marine SL3. Po błędach własnych oraz skutecznej grze Mateusza Berbeki z drugiego punktu cieszyła się ekipa MiszMaszu (21-18). Nie wiemy, czy dwa punkty ich nasyciły, ale w trzecim secie rywalizacji oglądaliśmy już zupełnie inną grę obu ekip. Po ataku Łukasza Chomika team Aqua Volley wysunął się na prowadzenie 10-7, które z czasem jeszcze powiększyli i to oni cieszyli się z nagrody pocieszenia w postaci jednego oczka. Tak jak zaznaczyliśmy jednak na wstępie – dużo wskazuje na to, że to jednak zbyt mało.
Feniks Gdańsk – Hapag-Lloyd
Przed spotkaniem mieliśmy poczucie, że jeśli Hapag-Lloyd ma gdzieś poszukać punktów, to mecz z Feniksem Gdańsk jest do tego doskonałą okazją. O ile w pierwszej części sezonu ‘Logistycy’ mierzyli się z potężnymi rywalami, tak wczoraj – z ekipą, która również ma swoje problemy i zdążyła przegrać już sześć spotkań. Mimo naszych predykcji pierwszy set rywalizacji wyglądał zupełnie inaczej. Tu nie było walki czy wyrównanej gry. Tu był walec wytoczony przez Feniksa, po którym z ‘Logistyków’ nie było co zbierać (21-8). Środkowa odsłona to jednak zupełnie inna historia, którą gracze Hapag-Lloyd będą wspominać przez długi czas. Przez większość seta wszystko układało się perfekcyjnie dla drużyny w pomarańczowych strojach. Po asie serwisowym dobrze dysponowanego Dawida Kuziemskiego Hapag-Lloyd wysunął się na prowadzenie 12-4! Z czasem graczom w pomarańczowych barwach rozregulowały się jednak celowniki i po kilku atakach w aut ich przewaga stopniała do trzech oczek (15-12), a następnie po serii punktów Feniksa to gracze Łukasza Dubickiego wysunęli się na prowadzenie 17-16. Mimo to ‘Logistycy’ zdołali się jeszcze przebudzić i w końcówce mieli nawet piłkę setową, którą niestety dla siebie – zmarnowali (24-22). Trzeci set należał już do Feniksa, który uniknął problemów ze środkowej partii i wygrał seta do 14, a cały mecz 3-0.