Za nami piętnasty dzień meczowy w sezonie Wiosna’26. Po raz kolejny z kapitalnej strony zaprezentowali się gracze Bossmana, którzy ograli za komplet punktów Merkurego. Bardzo ciekawym spotkaniem było również starcie w drugiej lidze, w której Eko-Hurt zgarnął dwa oczka w konfrontacji z Old Boys. Zapraszamy na podsumowanie!
Remedios Sopot Ortopedia – Hapag-Lloyd 3-0 (21-6; 21-11; 21-16)
Prawdę mówiąc – nie mieliśmy zbyt wielkich oczekiwań po tym spotkaniu. Można było to zaobserwować w zapowiedziach przedmeczowych, gdzie nie gimnastykowaliśmy się nad tym, by napisać, że Hapag-Lloyd nie stoi na przegranej pozycji lub że potencjalna zdobycz punktowa jest jak najbardziej możliwym scenariuszem. Szanujemy swoich czytelników i po prostu nie sprzedajemy im kitu. Już początek poniedziałkowego spotkania pokazał, że będzie to absolutnie jednostronne widowisko. Gracze w pomarańczowych strojach mieli widoczne problemy w przyjęciu, obronie, rozegraniu, bloku czy wyprowadzaniu ataku. Precyzując – mieli problem ze wszystkim i wynik 13-3 nie mógł przesadnie dziwić. W dalszej części Remedios nie zwalniał i z boku wyglądało to tak, jakby chcieli koniecznie stłamsić rywala i wypracować sobie sporą zaliczkę w małych punktach. Ostatecznie ich rywale zdobyli zaledwie sześć oczek i był to jeden z najwyższych wyników w obecnym sezonie. Nieco lepiej – choć nie ma się czym podniecać – gracze Hapag-Lloyd zaprezentowali się w środkowym secie. Owszem, taka dyspozycja pozwoliłaby drużynie na lepszy wynik z dołem ligowej tabeli, ale bez jaj – w poniedziałek rywalizowali z naprawdę solidnym czwartoligowym osiłkiem i tu nie było nawet podjazdu. Ostatecznie faworyt wygrał tę partię do 11. Ostatni set to jednocześnie najlepsza odsłona w wykonaniu graczy w pomarańczowych strojach, którzy na półmetku seta przegrywali zaledwie jednym punktem (12-11). Druga część finałowej partii to jednak wyraźna przewaga faworyta, który wygrał do 16, a cały mecz 3-0. Cóż – nie było to żadne zaskoczenie, a po prostu dobrze wykonane zadanie.
ME Sulmin Volley – Chilli Amigos 0-3 (23-25; 11-21; 11-21)
Ciężary, oj ciężary. W naszym odczuciu faworytem spotkania była ekipa Chilli Amigos. Intuicja podpowiadała nam jednak, że dla drużyny Pawła Kalety wcale nie będzie to tak proste zadanie, jak mogłoby się wydawać. Poparcie tej tezy mieliśmy już po kilku wymianach premierowej partii, w której mieliśmy remis po 10. Z czasem po atakach dobrze dysponowanego Aleksandra Kwiatkowskiego gracze z Sulmina wysunęli się na prowadzenie 16-12. Niestety dla nich – nie po raz pierwszy w tym sezonie mozolnie wypracowana przewaga została roztrwoniona. Choć jeszcze pod koniec mieliśmy wynik 20-18, to nieustępliwi gracze Amigos doprowadzili do wyrównania po 20, a następnie po walce 'łeb w łeb’ to gracze w czerwonych trykotach byli górą (25-23). Niepowodzenie w premierowej partii i poczucie niewykorzystanej szansy odbiło w dalszej części meczu piętno na graczach z Sulmina. W drugiej odsłonie zespół Fabiana Ehrlicha nie był już w stanie zagrozić świetnie dysponowanym rywalom, a do tego sami oddawali mnóstwo punktów, przez co faworyt wygrał seta do 11. Ostatni set to kolejna szansa dla graczy występujących 'w delegacji’. Choć do połowy seta było nieźle (11-10), to w kluczowym dla losów partii momencie gracze w czarnych koszulkach popełnili… cztery błędy z rzędu (15-10), po których nie było już co zbierać.
Feniks Gdańsk – TKKF Flota 2-1 (21-12; 21-15; 18-21)
Typując faworyta meczu, nie zawahaliśmy się ani na chwilę, wskazując na Feniksa Gdańsk. To pokazuje, że patrzenie wyłącznie na stosunek wygranych i porażek nie ma większego sensu – trzeba znać szerszy kontekst. Nie oznaczało to bynajmniej, że graczom Karoliny Kirszensztein nie dawaliśmy cienia szansy na powalczenie o kolejny punkt w sezonie Wiosna’26. Już w początkowej fazie seta gracze Floty mieli spore problemy w przyjęciu i po dwóch asach serwisowych Oleksandra Chapovskyia faworyt wysunął się na prowadzenie 14-8. W dalszej części Flota nie miała kompletnie argumentów, by podjąć walkę z faworyzowanym rywalem i stać ich było wyłącznie na 12 oczek. W drugiej odsłonie historia potoczyła się podobnie – niby TKKF Flota się starała, niby grali ambitnie, ale koniec końców wobec rozpędzonego Feniksa byli bezradni. Prawdę mówiąc – po dwóch rozdziałach, które zdążyliśmy przeczytać, nic nie zapowiadało, że epilog tej historii będzie wyglądał w ten sposób. Przed trzecią odsłoną obie drużyny dokonały sporo zmian. Nie wiemy, jaki to miało wpływ, ale fakt jest taki, że początek w wykonaniu TKKF Floty był kapitalny i team Karoliny Kirszensztein wysunął się na prowadzenie 9-2! Z czasem Feniks zaczął gonić i zdołał doprowadzić do wyrównania po 16. Wówczas wydawało się, że już po chwili to 'Czarne Ptaki’ będą cieszyć się z kompletu punktów. W końcówce jednak po atakach Jakuba Rybki Flota zdołała przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę, wygrywając do 18.
Staltest Pomorze – DSGSA 1-2 (14-21; 23-21; 10-21)
Sympatycy Staltestu Pomorze mogą się aktualnie zastanawiać, czy istnieje szansa na to, by przegrywając wszystkie spotkania w sezonie, można było się utrzymać. Wczorajsze starcie z DSGSA było bowiem piątym meczem w obecnym sezonie, w którym gracze Arkadiusza Kozłowskiego nie znaleźli sposobu na to, by ograć rywali. Na usprawiedliwienie drużyny podamy jednak, że większość dotychczasowych pojedynków to mecze z trzecioligowymi mocarzami – w obozie Staltestu wierzą, że z czasem powinno być już tylko lepiej. Patrząc z odwrotnej strony – w obozie DSGSA zastanawiają się z kolei, kiedy uda im się wygrać za komplet oczek. Wczoraj wieczorem była na to doskonała okazja, bo patrząc na to, jak ich rywale prezentowali się w pierwszym oraz trzecim secie, trudno nie mieć po meczu poczucia niedosytu. Premierowa partia rozpoczęła się idealnie dla 'Bordowych’, którzy po kilku udanych akcjach Michała Narkowicza wysunęli się na prowadzenie 13-7. W dalszej części seta wspomniany gracz nadal rządził i dzielił na parkiecie, przyczyniając się w bardzo dużej mierze do imponującego zwycięstwa do 14. Środkowa odsłona to szansa, na którą wyczekiwali gracze Staltestu – pamiętamy doskonale wiele spotkań, w których skupiali wszystkie siły na tym, by zgarnąć choć jeden punkt. W poniedziałkowy wieczór nie było inaczej i po bardzo wyrównanym secie Staltest doprowadził do wyrównania stanu rywalizacji. Co ciekawe – peleryna superbohatera w przerwie między setami została przekazana od Michała Narkowicza do Jana Ciupy, który w obecnej edycji jest niekwestionowanym liderem Staltestu (23-21). Ostatni set to już wyraźna przewaga DSGSA, która wygrała go do 10 i umocniła się na fotelu lidera trzecioligowych zmagań. Oni już swoje zadabue wykonali – w pozostałych meczach tego tygodnia ruch należy do ich rywali.
EKO-HURT – Old Boys 2-1 (14-21; 21-14; 25-23)
Ależ to było widowisko, ależ to były emocje! Co ciekawe – te rosły od pierwszego gwizdka sędziego, a punktem kulminacyjnym była sama końcówka spotkania, która była wybitnie interesująca. Ba – emocje towarzyszą obu drużynom do tej pory, wiele godzin po zakończonym meczu. Początek spotkania to coś, czego chyba nikt się nie spodziewał – począwszy od samych zawodników, skończywszy na Redakcji. Zanim zdążyliśmy się dobrze obejrzeć, nakręceni gracze Old Boys prowadzili z faworyzowanym rywalem 9-2 – niewiarygodne. W dalszej części seta było 19-9 i kiedy zanosiło się na bardzo wysokie lanie, Eko-Hurt zdołał w końcówce zjeść mentosa, przez co przykry odór z ich ust stał się mniej zawstydzający. Wiecie – chcemy przez to powiedzieć nieco w naszym stylu, że zniwelowali straty i finalnie uniknęli kompromitacji. W drugiej odsłonie nastąpił zwrot akcji – tym razem to Eko-Hurt prowadził grę. Choć do połowy seta mieliśmy remis po 10, to w dalszej części Old Boysom odcięło prąd, co w ich wydaniu jest przecież normą. O zwycięstwie decydował zatem trzeci set i tu było naprawdę wyjątkowo ciekawie. Ile tu było zwrotów akcji, ile skutecznych pogoni za wynikiem, ile serducha do walki z obu stron! Choć set był bardzo wyrównany, to tylko jedna drużyna miała kapitalnie dysponowanego Marka Dębskiego. Ten gość kończył w zasadzie wszystko – również sytuacyjne piłki – niesamowity występ, w którym prawoskrzydłowy zdobył aż 23 punkty i walnie przyczynił się do zwycięstwa. Kto wie – być może fenomenalna końcówka meczu w jego wykonaniu przełoży się na wygraną w drugiej lidze?
BL Volley – Hydra Volleyball Team 0-3 (15-21; 15-21; 19-21)
Chyba każdy już wie, jak zakończy się ta historia dla drużyny BL Volley. Nawet jeśli 'Tygrysy’ się jeszcze łudzą, to jest to przypadek śmiertelnie chorego pacjenta, którego los jest przesądzony – wiedzą o tym wszyscy: Redakcja, sympatycy drużyny, koledzy z pracy, motorniczy w tramwaju, dosłownie każdy. Mimo to – do poniedziałkowego starcia zespół Wojciecha Strychalskiego mógł przystępować z nadziejami na odmianę swojego losu. Ich rywal nie radzi sobie w obecnej kampanii wybitnie i wiele osób twierdzi, że 'Bestia’ jest obecnie daleka od swojej topowej formy. Mimo to zespół Sławomira Kudyby nie miał problemu z udowodnieniem swojej wyższości, wygrywając spotkanie za komplet punktów. Pierwszy set nie rozpoczął się jednak dla faworyta w wymarzony sposób – do połowy seta mieliśmy remis po 10. Dopiero w dalszej części partii gracze w 'Tygrysich’ barwach mieli problemy w przyjęciu, a po kilku bezlitośnie wykorzystanych piłkach przechodzących Hydra cieszyła się z pierwszego punktu w meczu (21-15). Początkowa faza drugiego seta zwiastowała sporą niespodziankę, do której było stosunkowo blisko – dość nieoczekiwanie to zespół BL Volley rozpoczął lepiej i po niezbyt szczelnym bloku 'Bestii’ wysunął się na prowadzenie 9-6. Z czasem wszystko wróciło jednak do normy, a dalsza część seta to wyraźna przewaga w skuteczności drużyny Sławomira Kudyby, która wysunęła się na prowadzenie 17-14 i po chwili cieszyła się z drugiego punktu w meczu (21-15). Mimo niepowodzeń w dwóch pierwszych odsłonach zespół BL Volley podjął jeszcze jedną próbę i tym razem było już najbliżej – w drugiej części seta BL prowadził 17-15 oraz 19-18, lecz po raz kolejny wypuścił nadarzającą się okazję z rąk i finalnie to rywal zgarnął trzy arcyważne punkty. Brawo!
Merkury – Bossman Team 0-3 (20-22; 13-21; 15-21)
Nie ukrywamy zdziwienia. Ależ Redakcja była dumna po meczu z tego, że udało się jej 'przechytrzyć schemat’. Wcześniej tego nie sprawdzaliśmy, ale byliśmy przekonani, że większość typerów postawiła na Merkurego i tylko my posiadamy tajną wiedzę. Społeczność Inter Marine SL3 jest jednak mega ogarnięta i jak się okazuje – dla większości z nich to Bossman był faworytem spotkania. Najciekawszą partią w meczu była premierowa odsłona. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku meczu Merkurego z MPS-em – najlepszy był pierwszy set, później była już tylko otchłań. Tak czy siak – premierowa odsłona to partia, która mogła się zakończyć w każdy sposób i nikt nie mógłby mieć przesadnych pretensji. Sytuacja w tej odsłonie zmieniała się kilkukrotnie, ale pisząc w skrócie – lepiej rozpoczęli gracze Bossmana, z czasem to Merkury doprowadził jednak do sytuacji, w której mieli piłkę setową. Po atakach kapitalnego w ostatnim czasie Szymona Zalewskiego – ponownie 25 punktów! – Bossman zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (22-20). Jak się z czasem okazało, był to dopiero początek koszmaru Merkurego, który zgotowali im gracze z 'puszką piwa w logo’. W drugim secie byliśmy bowiem świadkami absolutnego mordobicia, które rozpoczęło się kanonadą na zagrywce wspomnianego atakującego Bossmana (7-3). Z czasem Bossman parł do przodu i było niezwykle blisko tego, żeby Merkury po raz kolejny w krótkim odstępie czasu nie zdołał wyjść nawet z 'dyszki’. Ostatecznie w końcówce udało im się uciułać kilka punktów, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że na tle rywala wyglądali po prostu fatalnie. Trzeci set? Były momenty, w których Merkury prezentował się naprawdę nieźle – w zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy jednak, że te momenty to zbyt mało, i dzisiejszy mecz był papierkiem lakmusowym obrazu drużyny z całego sezonu. Druga część seta to przewaga Bossmana, który wygrał tę partię do 15, a cały mecz 3-0, gwarantując sobie przy okazji fotel lidera pierwszej ligi. Co ciekawe – po sześciu spotkaniach mają na swoim koncie 11 oczek i choć do końca rundy zostały im jeszcze trzy mecze, brakuje im już tylko dwóch punktów do osiągnięcia 13 zdobytych po rundzie zasadniczej w poprzednim sezonie, który finalnie zakończył się grupą mistrzowską. Piszemy o tym teraz, ponieważ nie wyobrażamy sobie scenariusza, w którym dla Bossmana zabrakłoby miejsca w czołowej piątce ligi. Nie z taką kapitalną formą. Brawo!
Inter Marine Masters 2 – Siatkersi 2-1 (21-16; 21-19; 23-25)
Po dłuższej niż standardowej przerwie zespół Siatkersów wrócił w poniedziałkowy wieczór na parkiety Inter Marine SL3. Rywalem drużyny Sebastiana Wilmy była ekipa Inter Marine Masters, która w obecnej kampanii radzi sobie bardzo dobrze – oznaczało to, że już przed pierwszym gwizdkiem sędziego stało się jasne, iż będzie to trudne zadanie dla pogrążonych w kryzysie Siatkersów. Początek spotkania to potwierdził – po serii błędów drużyny gracze Inter Marine Masters rozpoczęli od wysokiego prowadzenia (6-1). Po początkowym szoku Siatkersi zaczęli jednak z czasem grać i w połowie seta udało im się doprowadzić do wyrównania po 11. Jak się po chwili okazało – był to tylko chwilowy zryw. Po dobrej serii na zagrywce Rafała Artymiuka 'Mastersi’ odskoczyli rywalom i w konsekwencji wygrali seta do 16. Prawdziwy mecz w naszym odczuciu rozpoczął się wraz z początkiem drugiego seta, który od pierwszej piłki był bardzo wyrównaną i emocjonującą partią (11-11). Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się Siatkersi (14-11), a przewaga trzech punktów zdawała się być furtką do wygrania seta. Już po chwili team Sebastiana Wilmy popełnił jednak kilka błędów, po których wrócili do punktu wyjścia (14-14). Końcówka seta to skuteczne ataki Arkadiusza Wasilewskiego, które zapewniły 'Mastersom’ czwarte zwycięstwo w sezonie (21-19). Ostatni set przez długi czas układał się po myśli Siatkersów, którzy po ataku powracającego do składu Wojciecha Orlańczyka wysunęli się na prowadzenie 14-11. Gdy w dalszej części gracze Inter Marine zdołali odrobić straty, a nawet wysunąć się na prowadzenie 19-17, uznaliśmy, że gdzieś to już widzieliśmy. W końcówce Siatkersi zdołali jednak po blokach Macieja Tarulewicza wrócić do gry i zgarnąć nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu.
AIP – MPS Volley 2-1 (21-13; 21-18; 16-21)
Mało znany fakt jest taki, że na kilka dni przed spotkaniem MPS Volley podjął starania, by przełożyć swój mecz na inny termin. Jak jednak wiadomo – to się prawie nigdy nie udaje i w okrojonym składzie zespół Jakuba Nowaka przystąpił do walki o czwarte zwycięstwo w sezonie. Mimo poważnych kłopotów wskazaliśmy ich jako faworyta meczu, na co wpływ miała również nieciekawa w obecnym sezonie forma drużyny AiP. Początek spotkania to jednak wyraźna przewaga brązowych medalistów poprzedniego sezonu, którzy po kilku atakach Jakuba Jetke wysunęli się na prowadzenie 9-3. W dalszej części seta gracze w biało-fioletowych barwach trzymali rywala na bezpiecznym dystansie i w konsekwencji wygrali tę partię do 13. Zdecydowanie ciekawiej zrobiło się w środkowym secie, który po kilku wyblokach oraz skutecznych kontrach rozpoczął się wyraźnie lepiej dla MPS-u (7-2). Radość z prowadzenia nie trwała jednak długo – już po chwili, gdy kilkukrotnie do protokołu wpisał się Adrian Białecki, na tablicy wyników mieliśmy remis 7-7. Wyrównana walka trwała aż do stanu 17-17 i wówczas stało się jasne, że drużyna, która wysunie się na prowadzenie, wygra po chwili seta. Po atakach duetu Jakubów – Jetke oraz Sulimy – zespół AiP wysunął się na prowadzenie 19-17 i po chwili wygrał seta do 18. Ostatni set to ponowna przewaga Miłośników Piłki Siatkowej (7-4). Z czasem zespół Adriana Ossowskiego zdołał odrobić straty (11-11) i wówczas wydawało się, że MPS po raz kolejny będzie musiał obejść się smakiem. Mimo że sytuacja ewidentnie zaczynała im się wymykać z rąk, w końcówce zagrali bardzo dobrze w obronie i w połączeniu z błędami rywali okazało się to wystarczającą receptą do wygrania seta do 16. Nie oznacza to bynajmniej, że w obozie MPS nie odczuwają aktualnie sporego niedosytu.
Po meczach o 19 zostawiłem w szatni nr 1 pas do pomiaru tętna Decathlon. Pytałem w portierni Ergo Areny i niestety nie ma.
Jakby ktoś znalazł to proszę o kontakt m7piotrowicz@gmail.com.
Z góry dziękuję
Maciej z Hapag-Lloyd