Kategoria: Bez kategorii

Matchday #17

Czwartkowa rywalizacja była dniem próby dla wielu ligowych drużyn. Ze wszystkich dziewięciu spotkań ciężko wskazać choć jedno, które nie było grą o dużą stawkę. Najciekawiej, co chyba staje się tradycją, było w drugiej lidze. Po kilku spotkaniach w tej lidze okazało się, że za burtę grupy mistrzowskiej wypadają Zmieszani. Ponadto, doszło do bezprecedensowej sytuacji, w której w grupie mistrzowskiej aż cztery! drużyny mają po osiemnaście punktów. W hicie trzecioligowym Craftvena ponownie okazała się lepsza od Portu Gdańskiego. Z kolei w elicie, Volley Gdańsk dość nieoczekiwanie stracił punkt z BES-BLUM Kraken Team. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Mental Block – SV INVICTA 1-2 (22-20; 14-21; 11-21)

W zapowiedzi przedmeczowej napisaliśmy o tym, że prędzej uwierzymy w możliwość lewitacji Katowickiego Spodka niż w przegraną INVICTY w tym meczu. Informujemy więc wszem i wobec – spodek odleciał! Co prawda Mentalistom nie udało się wygrać spotkania, ale to, jak się w nim zaprezentowali zasługuje na najwyższą pochwałę. Pierwszy raz w tym sezonie na mecz stawiło się małżeństwo – Magda i Jakub Ciesielscy, przy czym ten drugi okazał się być olbrzymim wzmocnieniem dla zespołu, zdobywając przy okazji najwięcej punktów. Od pierwszego gwizdka sędziego ‘Niebiescy’ byli maksymalnie skoncentrowani. Rozpoczęli mocno, od dwóch asów Kuby Ciesielskiego, a następnie utrzymywali przewagę aż do końcówki seta, w której nastąpiło nagłe przebudzenie rywala i doprowadzenie przez INVICTĘ do remisu 18-18. Od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa walka na noże, drużyna Sławka Cichosza miała już nawet piłkę setową, ale Mentaliści po prostu nie mogli tego odpuścić i ostatecznie wygrali na przewagi 22-20. Drużyna INVICTY chyba nie bardzo wiedziała co się wydarzyło w tej partii. Na dodatek, w przerwie dowiedzieli się, że skomplikowali sobie sytuację w tabeli. Zwycięstwo w pozostałych dwóch setach oznaczałoby zrównanie się z Oliwą, a wtedy o kolejności decydowałyby małe punkty. Biorąc pod uwagę fakt, że tego dnia miały odbyć się jeszcze dwa mecze rozstrzygające o ostatecznym kształcie grupy mistrzowskiej i spadkowej, mogłoby dojść nawet do sytuacji, w której nie zobaczylibyśmy INVICTY wśród top 5 drużyn drugiej ligi! Widmo grupy spadkowej podziałało na zespół motywująco i w drugim secie od razu wyrobili sobie przewagę, którą utrzymali do końca, wygrywając go 21-14. Trzeci set był podobny do drugiego, od początku do końca kontrolowany przez drużynę INVICTY, która zwyciężyła w nim 21-11 i całym meczu 2-1. ‘Niebiescy’, mimo przegranej zaprezentowali się fantastycznie, a to, jak Katarzyna Wojewódzka radziła sobie z obroną piorunujących ataków Radosława Koniecznego, wzbudzało podziw po obu stronach siatki. Będąc przy Radku, musimy wspomnieć, że o mały włos nie pobił on wczoraj rekordu zdobytych punktów w meczu, należącego do Patryka Okulewicza (26 pkt). Trzeba przyznać, że Mental zagrał najlepsze spotkanie w tym sezonie i jedyne, czego mogą żałować to fakt, że forma przyszła tak późno.

Speednet 2 – Craftvena 0-3 (10-21; 12-21; 11-21)

Rewanżowe spotkanie pomiędzy drużynami Speednetu 2 a Craftveną było zupełnie inne niż to, które drużyny rozegrały 8 czerwca. Wtedy ekipy stoczyły bardziej wyrównany pojedynek. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy nawet, że ‘Programiści’ zdołali zagrać jedno z najlepszych i najrówniejszych spotkań w lidze. Po tamtym meczu naprawdę ciężko byłoby nam się o cokolwiek przyczepić. Podopieczni Piotra Grodzkiego w każdym secie zdobywali co najmniej 15 oczek i była to jak do tej pory jedyna taka sytuacja w obecnym sezonie. Każdy z nas doskonale wie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i bez wątpienia ‘Różowi’ mieli ochotę na powtórzenie tego wyniku, a kto wie może i sprawienie sensacji poprzez urwanie punktu. Początek meczu dość szybko zweryfikował ich plany. ‘Rzemieślnicy’ od samego początku udowadniali, dlaczego są faworytem. W pierwszym secie ‘Różowi’ mieli spore kłopoty z przyjęciem, czego efektem były między innymi trzy asy serwisowe z rzędu Krzysztofa Lewandowskiego. Niestety dla Speednetu, zagrywka również nie wychodziła im tego dnia najlepiej. W całym meczu zdobyli zaledwie jeden punkt zza linii ograniczającej koniec boiska. To właśnie nieudana zagrywka dała rywalom 21 punkt. W drugim secie, podobnie jak w pierwszym, królowała Craftvena. Mimo, że Speednetowi bardzo zależało to nie potrafili oprzeć się naporowi rywala. O tym, jak ofiarnie grali ‘Różowi’ niech poświadczy fakt, że w jednej sytuacji obroną… głową popisał się Piotr Grodzki. Niestety, było to za mało. ‘Czarni’, gdy poczuli krew, to już nie odpuścili. Bardzo dobrą partię rozgrywali Karol Wasil czy Marek Zaborowski. Ostatecznie set zakończył się wynikiem 21-12 dla ‘Rzemieślników’. Trzecia partia to kopiuj+wklej z poprzednich setów. Craftvena grała swoje i spokojnie dowiozła zwycięstwo do końca.

DCT Gdańsk – Port Gdańsk 0-3 (12-21; 17-21; 12-21)

W porównaniu do poprzedniego meczu, w którym DCT Gdańsk ograło Portowców 3-0, składy obu drużyn nie zmieniły się znacząco. W DCT zabrakło MVP pierwszego spotkania obu drużyn w tym sezonie – Adama Piotrowskiego. Z kolei do drużyny Portu dołączył Karol Polanowski. Jaki był tego efekt? Port zagrał zdecydowanie inną, lepszą siatkówkę niż niespełna miesiąc temu i wygrał spotkanie w stosunku 3-0. Najlepszym graczem meczu był wspomniany wcześniej Karol Polanowski, który zaczyna nam wyrastać na jedną z czołowych postaci w trzecioligowych rozgrywkach. W drużynie Portu pojawiła się osoba, która kończy ataki z dużą skutecznością, co sprawia, że ‘Granatowi’ mają zdecydowanie większe pole manewru. Gdy w drużynie nie było Karola to najczęściej odpowiedzialność za zdobywanie punktów brał na siebie Piotr Baj, przez co ich gra była bardzo przewidywalna, a rywale szybko nauczyli się, w którym kierunku będzie szło rozegranie. Sam mecz zaczął się bardzo dobrze dla Portowców, którzy szybko zbudowali sobie przewagę i można powiedzieć, że byli lepsi od pierwszej do ostatniej piłki w meczu. Po stronie DCT Gdańsk bardzo dobre spotkanie rozegrał Andrzej Tararuj, ale było to niestety zbyt mało na dobrze dysponowanych graczy Arkadiusza Sojko. W czwartkowy wieczór nieco gorszą dyspozycję zaprezentował lider drużyny DCT Gdańsk – Piotr Kochanowski, co dość wyraźnie wpłynęło na postawę całej drużyny. Ostatecznie Portowcy biorą udany rewanż za poprzednią porażkę i w dobrym stylu pokonują swojego derbowego rywala.

Speednet – Straż Pożarna Gdańsk 1-2 (21-16; 18-21; 6-21)

W zapowiedzi przedmeczowej nie chcieliśmy narzucać na drużynę Straży zbyt dużej presji. I bez tego gracze Mateusza Pytla wiedzieli, że aby złapać kontakt z zespołami, które są od nich wyżej w tabeli, muszą po prostu wygrać spotkanie ze Speednetem. Jak inaczej szukać szans na utrzymanie jeśli nie w meczu przeciwko przedostatniej drużynie w lidze? Pierwszy set do pewnego momentu był dość wyrównanym widowiskiem i złośliwi mogliby zażartować, że ta sytuacja uległa zmianie w momencie, kiedy do drużyny dołączył spóźniony środkowy – Mateusz Pytel. Pisząc jednak całkiem poważnie to w drugiej części seta gra ‘Programistów’ zaczęła się wreszcie kleić, w efekcie czego wygrali oni tę partię do 16. O ile przed pierwszym gwizdkiem sędziego sytuacja Strażaków była nieciekawa, to po pierwszym secie była niemal dramatyczna. To sprawiło, że ‘Mundurowi’ wyszli na drugiego seta z jeszcze większą wolą walki, co jak się później okazało, przyniosło pożądany skutek. Już od początku tej partii widać było, że będzie ona inna niż pierwsza. Strażacy zaczęli grać naprawdę dobrze i po bardzo emocjonującej końcówce zdołali ograć swoich rywali do 18, tym samym wyrównując stan rywalizacji. To, co wydarzyło się jednak w trzecim secie, z czasem będą próbowali wytłumaczyć agenci Fox Mulder i Dana Scully. W trzeciej odsłonie Speednet – N I E  I S T N I A Ł. Albo inaczej – istniał, ale sens tego istnienia przypominał raczej ten, który ma worek treningowy. I tak ‘Programiści’ zostali przez Strażaków potraktowani. Mimo wszystko, nie wynik był tu dla Speednetu najgorszy. Ujmiemy to najdelikatniej jak tylko potrafimy. W drużynach widywaliśmy już lepsze atmosfery niż ta, którą obserwowaliśmy w trakcie trzeciego seta ze Strażą. Z kolei Ci drudzy mogą wreszcie spędzić weekend w dobrych nastrojach. Czwartkowe spotkanie pokazało, że stać ich na utrzymanie i jesteśmy przekonani, że będą się o nie bić do ostatniej piłki.

DNV GL S*M*A*S*H – Team Spontan 0-3 (20-22; 12-21; 19-21)

Początek podsumowania zaczniemy nietypowo, tym razem będziemy chwalić. Jeśli nie jest to wystarczająco duże wydarzenie to zdradzimy, że będziemy chwalić oba zespoły. Mimo, że drużyna DNV GL S*M*A*S*H od pewnego czasu była pewna tego, że kolejne spotkania rozegra już w grupie spadkowej drugiej ligi to swoją czwartkową postawą pokazali, że wygrał sport. Wchodząc do sali treningowej ‘Pomarańczowi’ wiedzieli już, że drużyna SV INVICTA straciła jeden punkt, co oznaczało, że ich wygrana w stosunku 3-0 sprawi, że zrównają się z drużyną Sławomira Cichosza punktami. Po początkowej fazie meczu wydawało się, że Spontan będzie go kontrolować od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Szybko wypracowali sobie przewagę 5-1, która z czasem wzrosła do 15-9, a na końcu 18-12. Gdy wydawało się, że zakończenie seta jest tylko formalnością, to w grze ‘Spontanicznych’ coś się popsuło i DNV doprowadziło do wyrównania. Na szczęście dla nich skończyło się tylko na strachu i ‘Pomarańczowi’ mogli cieszyć się ze zdobytego punktu. Druga odsłona była najmniej emocjonująca. Spontan wykonał w nim robotę i pokonał rywala do 12. Na tak dobry wynik wpłynęło dobre przyjęcie i częste uruchamianie środka w postaci Piotrka Skierkowskiego czy Marka Blachowskiego. W trzecim secie obie drużyny miały spore problemy z przyjęciem zagrywki, czego skutkiem była spora liczba asów serwisowych i bloków. Lepiej spisywali się jednak ‘Spontaniczni’, którzy sprawili doskonały prezent urodzinowy swojemu kapitanowi i dzięki trzem oczkom wskoczyli na… drugie miejsce w ligowej tabeli. Co ciekawe, aż cztery drużyny mają po osiemnaście punktów i rywalizacja w grupie mistrzowskiej zapowiada się wręcz wybornie.

Craftvena – Port Gdańsk 2-1 (15-21; 21-19; 21-17)

Sprawdził się scenariusz, o którym pisaliśmy w przedmeczowych zapowiedziach. Zarówno Craftvena jak i Port Gdańsk przystępowali do bezpośredniego pojedynku po komplecie oczek, które zgarnęli w poprzedzających meczach. Stało się jasne, że spotkanie będzie niosło za sobą bardzo duży ciężar gatunkowy. Na boisku numer trzy miało bowiem dojść do meczu drużyn, które rywalizują o poszczególne miejsca w strefie medalowej. Niejako nie mogąc się doczekać samego spotkania, ekipy zaczęły mecz zdecydowanie wcześniej niż miało to miejsce na pozostałych dwóch boiskach. Gracze obu zespołów byli już rozgrzani więc pierwszy gwizdek sędziego wybrzmiał naprawdę szybko. W mecz lepiej weszli gracze Portu, którzy za punkt honoru wzięli sobie rewanż za porażkę z pierwszej rundy. ‘Rzemieślnicy’ nie byli w stanie przeciwstawić się dobrze zorganizowanej grze rywala i set zakończył się ich porażką do 15. Kolejna partia była bardzo wyrównana, a jej losy nie były znane do samego końca. W trakcie tego seta nie mogliśmy się wyzbyć deja vu. Bardzo podobnie wyglądało spotkanie z Chilli Amigos. Przy stanie 19-19 więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Bartka Zakrzewskiego i stało się jasne, że o tym która z drużyn wygra mecz, zadecyduje trzecia odsłona. W niej, już z większym spokojem niż miało to miejsce w drugim secie, wygrali ‘Czarni’. Wynik seta to 21-17, po którym w drużynie nastąpiła szalona radość. Uważamy, że jest co świętować, bowiem poza ograniem rywala w walce o podium, gracze Craftveny wygrali ósme z dziewięciu spotkań w lidze. Kto wie jak wyglądałaby ich sytuacja w tabeli gdyby aż sześć spotkań nie kończyło się podziałem punktów? Z kronikarskiego obowiązku warto odnotować, że w spotkaniu z Portem swój pierwszy tytuł MVP w lidze otrzymał Marek Zaborowski.

Zmieszani – AVOCADO friends 1-2 (17-21; 21-13; 15-21)

Zacznijmy od końca. Zmieszanym nie udało się awansować do grupy mistrzowskiej. To, co jeszcze do niedawna było scenariuszem palcem po wodzie pisanym, stało się faktem. Zmieszani przegrali z faworyzowaną drużyną AVOCADO friends i ostatecznie zajmują szóste miejsce w ligowej stawce. To, co nas urzekło to post na fb Zmieszanych: Podobnie jak w ubiegłym roku, w tym sezonie również rezygnujemy z prawa do gry w wyższej klasie rozgrywkowej ;). Oczywiście Zmieszani w dość charakterystyczny dla siebie sposób nawiązali do poprzedniego sezonu, w którym zajęli drugie miejsce, ale postanowili, że w sezonie Wiosna’20 zagrają na zapleczu elity. Wracając do meczu przeciwko AVOCADO, każdy wiedział, że wygrać spotkanie przeciwko ‘Weganom’ będzie zadaniem bardzo trudnym. Jak do tej pory sztuka ta nie udała się żadnej drużynie i pierwszy set zdawał się potwierdzać to, o czym piszemy. Drużyna Arkadiusza Kozłowskiego wygrała go do siedemnastu. Po raz kolejny świetną partię w tym sezonie rozgrywał atakujący AVOCADO – Marcin Makurat, który po tym meczu wysunął się na pierwsze miejsce najlepiej punktujących graczy ligi. Drugi set należał do zespołu Edyty Woźny. Był to dosłownie ostatni gwizdek na to, aby zrealizować swój przedsezonowy cel. W partii tej Zmieszani wygrali do trzynastu i do ostatniej odsłony przystępowali z wielkimi nadziejami. Trzeci set miał zadecydować o losie Zmieszanych. Tym razem, w przeciwieństwie do finałowego starcia z poprzedniego sezonu z Omidą, sztuka ta się nie udała. Drużyna Edyty nie ma co jednak narzekać. Ekipa Arkadiusza Kozłowskiego okazała się najzwyczajniej w świecie za mocna. Na chwilę obecną jest na pole-position i pewnym krokiem zmierza w kierunku pierwszej ligi.

Trójmiejska Strefa Szkód – Prototype Volleyball 3-0 (21-19; 21-11; 21-17)

Dla Trójmiejskiej Strefy Szkód spotkanie przeciwko Prototype Volleyball było w zasadzie ostatnim momentem, w którym można było doskoczyć do drużyn, które powalczą o podium. Gdyby spełnił się najczarniejszy scenariusz i drużyna przegrałaby z ‘Transformersami’ to mogłaby być myślami nie przy strefie medalowej, a strefie spadkowej. Odstawmy jednak te rozważania i przejdźmy do meczu. W nim ‘Trójmiejscy’ od początku czuli się naprawdę dobrze, a cały obraz przebiegu tego seta w pewien sposób zakłamuje wynik. 21-19 nakazuje sądzić, że doszło do bardzo wyrównanej partii, a tymczasem to podopieczni Patryka Pleszkuna mieli przez większość seta sporą przewagę, którą ‘Transformersi’ nadgonili w końcówce. Oglądając wszystko z boku, nie mieliśmy jednak poczucia, że wygrana tej odsłony jest dla ‘Błękitnych’ zagrożona. O ile w pierwszym secie Prototype zdołał powalczyć, tak w drugim stroną dominującą od początku do końca byli ‘Trójmiejscy’ Bardzo dobrze na rozegraniu prezentował się Maciej Wiśniewski, któremu koledzy po meczu powinni postawić piwo. Jego mądre rozdzielanie piłek sprawiło, że współpartnerzy mieli ułatwione zadanie. Bardzo skuteczni byli Patryk Pleszkun czy Wojtek Ingielewicz. Ten drugi, mimo że w spotkaniu zdobył czternaście punktów to nie był zbytnio zadowolony, szczególnie ze swoich ataków z drugiej linii. Jesteśmy jednak przekonani, że niejeden atakujący w lidze chciałby prezentować poziom Wojtka. Wracając do meczu, drugi set zakończył się wygraną TSSu 21-11. Ostatnia partia to ponowne wypracowanie przewagi, która pod koniec seta Prototype zaczął gonić. Mimo, że przez chwilę zrobiło się gorąco (19-17) to ostatecznie Trójmiejska wygrywa spotkanie 3-0 i notuje udany rewanż za ostatnią porażkę. A Prototype? Do niedawna wydawało się, że mogą spać spokojnie. Czwartkowe wyniki sprawiły, że znowu zaczęło się robić nieciekawie.

Volley Gdańsk – BES-BLUM Kraken Team 2-1 (21-14; 15-21; 21-13)

‘Żółto-czarni’ w czwartkowy wieczór stanęli przed ogromną szansą zrównania się punktami z liderem rozgrywek – Omida Team. Aby do tego doszło, drużyna musiała zdobyć komplet oczek w meczu przeciwko BES-BLUM Kraken Team. W zapowiedzi przedmeczowej przestrzegaliśmy graczy Przemysława Wawera, że nie będzie to tak łatwe zadanie jak mogłoby się wydawać. W porównaniu do poprzedniego meczu obu drużyn z 2 czerwca, zarówno w jednej jak i w drugiej ekipie doszło do pewnych zmian kadrowych. W przypadku Volley nie ma co się nad tematem rozwodzić, bo to akurat żadna nowość, że ekipa rotuje swoimi zasobami, ale Kraken to jednak zupełnie inna historia. W związku z absencją Bartka Piepera oraz Pawła Pallacha drużyna BES-BLUM skorzystała z przysługującej jej możliwości dopisania zawodników. W meczu przeciwko Volley zobaczyliśmy dwóch nowych graczy – rozgrywającego Rafała Grzenkowicza oraz przyjmującego Łukasza Grzyba. Mimo tych roszad, początek meczu należał do Volley Gdańsk, którzy zdawali się potwierdzać, że interesują ich tylko trzy punkty. Pierwszy set zakończył się wynikiem 21-14 i mówiąc szczerze, po tym co zobaczyliśmy w pierwszej odsłonie pomyśleliśmy, że kolejne będą jego kopią. Nic bardziej mylnego. Od początku drugiego seta BES-BLUM prezentował się znacznie lepiej. W secie tym doszło do bardzo budującego obrazka, w którym debiutujący w drużynie Łukasz Grzyb, który na co dzień również sędziuje mecze, przyznał się do tego, że piłka po ataku jednego z graczy Volley poszła po palcach i punkt należy się ich rywalom. Sytuacja ta nie sprawiła bynajmniej, że losy seta się odwróciły. Nadal to drużyna Ryszarda Nowaka wyglądała lepiej i usilne próby gonienia wyniku spełzły na niczym. Kraken wygrał seta do piętnastu, co jest tożsame z tym, że Volley dba o to, żeby liga była jeszcze ciekawsza. Trzeci set to bardzo dobra gra podrażnionych Mistrzów SL3, którzy nie dali szans przeciwnikom i wygrali seta do 13. Po zakończonych spotkaniach gracze Volley opuszczali szatnię jako ostatni. Dość długo omawiali to, co wydarzyło się w czwartkowy wieczór, jednak nie wyglądali na drużynę, która zwątpiła w końcowy sukces. Nadal wszystko jest w ich rękach.

Zapowiedź – MATCHDAY #17

Po siedemnastym dniu meczowym poznamy ostateczny kształt grup spadkowej i mistrzowskiej w drugiej lidze. Na chwilę obecną najbliższej od wypadnięcia za burtę są… Zmieszani, którzy muszą wygrać spotkanie z liderem rozgrywek – AVOCADO friends. W trzeciej lidze po dwa spotkania rozegrają drużyny, które mają aspiracje, aby znaleźć się co najmniej na miejscu barażowym. W pierwszej lidze kolejny krok w kierunku trzeciego mistrzostwa postara się zrobić Volley Gdańsk. Zapraszamy na zapowiedź czwartkowej serii gier!

Speednet 2 – Craftvena

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Początek czwartkowych zmagań upłynie pod znakiem trzecioligowych rywalizacji. Na dwóch z trzech boisk dojdzie do spotkań, w których drużyny postarają się o kolejne ligowe punkty. Na boisku numer 1 zmierzą się ekipy Speednetu 2 oraz Craftveny. Rewanżowe spotkanie odbędzie się niespełna trzy tygodnie po pierwszym meczu, w którym Craftvena wygrała w stosunku 3-0. Trzeba przyznać, że tamto spotkanie było dość wyrównane i Speednet w każdym z trzech setów zdołał ugrać po minimum piętnaście punktów, co było ich jedynym tego typu osiągnieciem w trakcie obecnego sezonu. Nawet w meczu z Wirtualną Polską, z którą ‘Programiści’ zdobyli jedno oczko, ta sztuka się nie udała, w trakcie trzeciego seta podopieczni Piotra Grodzkiego ulegli do 11. W najbliższym spotkaniu istnieje naprawdę duża szansa na powtórzenie tego wyniku w małych punktach, a kto wie, może i zdobycie kolejnego oczka? Już podczas ostatniego spotkania wzmocnieni gracze Speednetu sprawili sporo problemów drużynie Range Soft VT. Ponadto, gołym okiem widać, że drużyna wróciła już do regularnych treningów, a co za tym idzie, czas będzie działał tylko na ich korzyść. Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, z kim przyjdzie im rywalizować. Drużyna Craftveny zdaje się nie składać broni  w kontekście walki o podium. Ponadto są jedyną jak do tej pory drużyną, która znalazła sposób na ogranie lidera rozgrywek – Range Soft VT. I wreszcie na koniec – są drużyną, która zajmuje co prawda piąte miejsce w lidze, ale ze wszystkich ekip mają rozegraną najmniejszą liczbę spotkań. To zmieni się już po najbliższym dniu meczowym, bowiem po spotkaniu ze Speednetem ‘Rzemieślnicy’ stoczą walkę z Gdańskim Portem.

Typ Redakcji: Craftvena

Typ Eksperta (Maciej Kot): Craftvena

Mental Block – SV INVICTA

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Tego chyba nie da się zepsuć. Ciężko nam wyobrazić sobie scenariusz, w którym INVICTA w ostatnim meczu przed podziałem na grupy mogłaby zniweczyć wysiłek z całego sezonu. Uważamy, że gracze Sławomira Cichosza po prostu na ten awans swoją grą zasłużyli. Mimo wszystko, dopóki piłka w grze wszystko może się wydarzyć. Z drugiej strony nie ma się co oszukiwać. Po ostatnich spotkaniach prędzej niż w przegraną INVICTY uwierzylibyśmy w to, że Katowicki spodek zacznie za chwilę lewitować. To, co jest pewne to fakt, że niezależnie od wyniku czwartkowej rywalizacji, Mental Block znajdzie się w grupie spadkowej. Na chwilę obecną plasują się na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli, aczkolwiek po kolejnej porażce może się to zmienić. Zastanawiamy się czy ‘Mentaliści’ w tym sezonie jeszcze zaskoczą. W stosunku do poprzedniego, który drużyna zakończyła na wysokim – piątym miejscu, prezentują się słabiej. Nie mówimy tylko i wyłącznie o fakcie, że poziom ligi jest dużo wyższy niż poprzednio, bo to inna kwestia. Drugim, kluczowym czynnikiem wydaje się być brak kontuzjowanego Łukasza Hernika, którego absencja jest bardzo widoczna. Skalę problemu dość dobitnie pokazuje ich zestawienie z drużyną Thunder Team. Duża część zawodników Thundera, który wygrał wyrównane spotkanie z Mentalem 14 listopada 2019 r. gra obecnie w… pierwszej lidze i zajmują tam trzecie miejsce. Mental tymczasem nieuchronnie zmierza w kierunku trzeciej ligi i jeśli w grupie spadkowej się nic nie zmieni, to od września – prawdopodobnie będą rywalizować na niższym szczeblu rozgrywkowym. INVICTA z kolei, ma inne ambicje. Po głowie chodzi jej gra w pierwszej lidze i jeśli dojdzie do tego scenariusza to kolejne spotkanie Mentala z INVICTĄ obejrzymy pewnie za kilka lat.

Typ Redakcji: SV INVICTA

Typ Eksperta (Maciej Kot): SV INVICTA

DCT Gdańsk – Port Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr 3

Spotkanie, które odbyło się 1 czerwca 2020 r. pomiędzy drużynami nie jest najprzyjemniejszym wspomnieniem dla drużyny Arkadiusza Sojko. Kto wie, jak potoczyłby się dla nich sezon gdyby nie porażka przeciwko ‘Kontenerowcom’. Na chwilę obecną ‘Portowcy’ mają na koncie piętnaście oczek, jeden punkt straty do drugiego w tabeli Decathlonu. Pobawmy się trochę w gdybanie. Gdyby ‘Portowcy’ wygrali spotkanie przeciwko DCT, w którym byli dość wyraźnym faworytem w stosunku 3-0, a w czwartek powtórzyliby ten wynik to przy równej liczbie spotkań mieliby tylko dwa oczka straty do lidera i bezpośredni mecz w zanadrzu. Ok, wiemy że takie gdybanie pozbawione jest sensu, ale chcieliśmy pokazać jak dużym zawodem była porażka sprzed trzech tygodni. Lata temu Maryla Rodowicz śpiewała – to se ne vrati. Nie trzeba chyba specjalnie się nad tym rozpisywać, ale gracze Portu na pewno wierzą w to, że nic dwa razy się nie zdarza. Z drugiej strony, ‘Kontenerowcy’ doskonale wiedzą, że gdy uda im się powtórzyć wynik sprzed trzech tygodni to przy równej liczbie spotkań doskoczą do swojego rywala na… jeden punkt. Stamtąd z kolei bardzo blisko do podium, które w przypadku DCT Gdańsk byłoby naprawdę wielkim zaskoczeniem i wydarzeniem. Dobijając do brzegu. Z której strony byśmy nie spojrzeli, zapowiada nam się bardzo dobre widowisko!

Typ Redakcji: Port Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Port Gdańsk

Speednet – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Przyznamy się bez bicia. Nawet nie zauważyliśmy momentu, w którym Speednet spadł w otchłań pierwszoligowej tabeli. Na chwilę obecną podopieczni Mateusza Urbanowicza zajmują siódme miejsce i mecz przeciwko Straży Pożarnej wyrasta nam do rangi szalenie istotnego spotkania. Pomiędzy drużynami jest aż, a może zaledwie czteropunktowa różnica. Ostatnie spotkanie przeciwko Omidzie udowodniło, że w Straży Pożarnej wciąż tkwi ogromny potencjał i tylko od nich samych zależy czy będą w stanie w porę zareagować i zacząć punktować. Jak do tej pory ‘Mundurowi’ rozegrali o jedno spotkanie mniej niż ‘Programiści’ i jeśli wygrają mecz w stosunku 3-0 to obie drużyny będzie dzielił zaledwie jeden punkt, a na dodatek Straż Pożarna Gdańsk będzie miała jedno spotkanie do rozegrania więcej. Ewentualna przegrana sprawi z kolei, że ich i tak skomplikowana sytuacja zacznie być dramatyczna. Z kim wygrywać jeśli nie z bezpośrednim sąsiadem z tabeli? Jeśli chodzi o drużynę Speednetu to w obecnym sezonie mamy wobec nich mieszane uczucia. Zdarzały im się mecze, w których gra drużyny porywała, a ręce same składały się do oklasków. Tak było chociażby w przegranym meczu z Volley (1-2) czy wygraną z Epo-Project (3-0). Była również ta ciemna strona – mecze przeciwko TSS (0-3) czy na inaugurację, właśnie ze Strażą Pożarną (1-2). Która z ekip zdoła podreperować swoją nieciekawą sytuację i poprawi sobie humory przed weekendem?

Typ Redakcji: Speednet

Typ Eksperta (Maciej Kot): Speednet

DNV GL S*M*A*S*H – Team Spontan

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Po ośmiu spotkaniach w lidze Team Spontan zajmuje obecnie szóste miejsce, albo jak kto woli, pierwsze przegrane. Tak, dla czołowych sześciu drużyn w lidze znalezienie się właśnie na tym feralnym szóstym miejscu będzie odebrane jako katastrofa. Grupa mistrzowska ma jednak tylko pięć miejsc i uważamy, że obojętnie której z ekip przyjdzie rywalizować w grupie spadkowej, będzie to odebrane jako zawalenie sezonu. Patrząc na całą sytuację z boku uważamy, że gdyby nie przespany początek sezonu w wykonaniu drużyny DNV GL S*M*A*S*H to mówilibyśmy o dwóch zawodach. To właśnie drużyna Stanisława Paszkowskiego w drugiej części sezonu potwierdziła, że stać ich na to, aby rywalizować o wyższe cele. Niestety, wybudzili się ze śpiączki w momencie kiedy cały świat poszedł do przodu i mimo usilnych prób dogonienia straconego czasu, sztuka ta się nie udaje. Bardzo dobra w ostatnim czasie forma DNV GL S*M*A*S*H cieszy oczywiście pozostałe drużyny, które nie zapewniły sobie jeszcze gry w grupie mistrzowskiej. Czy DNV będzie w stanie pokrzyżować plany ‘Spontanicznym’? Jesteśmy przekonani, że nie będzie o to łatwo. Drużyna Piotra Raczyńskiego wydaje się mocno ukierunkowana na to, aby uniknąć grania w grupie spadkowej. W ostatnim spotkaniu przeciwko ‘Studentom’ poza trzema oczkami wywalczyli sporo małych punktów. Te, przy równej liczbie punktów będą miały niebagatelne znaczenie, dlatego spodziewamy się koncentracji od pierwszej do ostatniej piłki. Uważamy, że na przestrzeni trzech sezonów w historii SL3 mecz przeciwko DNV będzie najważniejszym od momentu zawiązania się drużyny. Zobaczymy, jak w takiej sytuacji drużyna poradzi sobie z presją. Całej sytuacji nie pomaga na pewno fakt, że ‘Spontaniczni’ rozegrają swoje spotkanie przed Zmieszanymi, którzy o 21.00 w meczu o życie zmierzą się z AVOCADO friends. Niezależnie od tego, aby zrealizować swój cel muszą na początku wygrać 3-0, a dopiero później oglądać się napozostałe drużyny.

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Craftvena – Port Gdańsk

Godz. 20:00, boisko nr 3

Uważamy, że spotkanie pomiędzy Craftveną a Portem Gdańskim ma dosłownie wszystko, aby mówić o spotkaniu w kontekście meczu dnia. Aby zapewnić drużynom równe szanse zadecydowaliśmy, że bezpośrednie spotkanie będzie drugim, do którego przystąpią obie ekipy tego wieczora. Na początek Craftvena zmierzy się ze Speednetem 2, natomiast Port będzie rywalizował w derbach z DCT Gdańsk. Uważamy, że obie drużyny są faworytami starć, do których dojdzie o godzinie 19:00 i będzie to dla nich zaledwie preludium do wydarzenia, do którego dojdzie o godzinie 20:00. Szybki rzut okiem na tabelę, przewidzenie pewnej kolejności zdarzeń i można wysnuć wniosek, że spotkanie z dużą dozą prawdopodobieństwa może zadecydować o tym, która z drużyn znajdzie się na podium. W naszym odczuciu obie drużyny absolutnie stać na to, aby postarać się o zajęcie miejsca dającego prawo do gry w barażu o drugą ligę. Problemem jest natomiast to, że to miejsce jest zaledwie jedno. Trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym Range Soft nagle zacznie przegrywać seryjnie spotkania i ostatecznie wypadnie poza dwa pierwsze miejsca w tabeli. Oczywiście należy pamiętać jeszcze o innych drużynach, które mają chrapkę na dokładnie ten sam cel. W tej grupie przoduje oczywiście ekipa Allsix by Decathlon. Ponadto, mecz ma dodatkowy smaczek. Mecz rozegrany na inaugurację ligi – 20 maja był jednym z najbardziej wyrównanych spotkań w trzeciej lidze. Wygrała je drużyna Craftveny w stosunku 2-1. Tuż po nim, gracze Portu dopytywali na kiedy przewidziany jest rewanż, bowiem nie mogą się już go doczekać.

Typ Redakcji: Craftvena

Typ Eksperta (Maciej Kot): Port Gdańsk

Zmieszani – AVOCADO friends

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Najbardziej aktualne pytanie w kontekście Zmieszanych, które można ostatnio usłyszeć to: ‘kiedy to wszystko się tak spieprzyło? Gdy kilkanaście dni temu na facebooka wrzucaliśmy post z informacją z jakimi rywalami przyjdzie stoczyć mecz poszczególnym drużynom w top6 to chyba tylko szaleniec mógł przypuszczać, że to Zmieszani będą największym zagrożonym. Ekipa miała prawdopodobnie najtrudniejszy terminarz, ale do cholery. To przecież Zmieszani! Trudny terminarz to oczywiście jedno, ale fakt, że w tym czasie drużyna Edyty Woźny była na trzecim miejscu, miała jeden mecz rozegrany mniej oraz była najbardziej doświadczonym zespołem w stawce sprawiało, że wydawało się to nierealne. Od tego momentu drużyna wygrała z Letnim Gdańskiem 2-1, następnie pokonała Mental Block 3-0 by na koniec, we wtorek przegrać z Oliwą w stosunku 0-3. Mimo wszystko brzmi nienajgorzej prawda? Tak, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy nie weźmiemy pod uwagę innych wyników oraz faktu, że w czwartkowy wieczór zagrają z drużyną, która jak do tej pory ani razu nie przegrała – AVOCADO friends. Na nieszczęście dla ekipy Edyty ‘Weganie’ nie wyglądają wcale na drużynę, której znudziło się wygrywanie. Myśląc o awansie do pierwszej ligi w spotkaniu na pewno nie będzie mowy o żadnym odpuszczaniu, co sprawia, że szykuje nam się kawał meczu. Cała ta sytuacja sprawia, że nie możemy wyzbyć się ‘deja vu’. Dla niewtajemniczonych, krótka lekcja historii. W poprzednim sezonie Zmieszani do samego końca rywalizowali z Omidą oraz Thunder Team o podział miejsc na podium. Aby znaleźć się na miejscu nr 2, które dawało awans Zmieszanym musieli oni pokonać niepokonaną jak do tamtej pory Omidę. Sztuka ta po bardzo dobrym meczu im się udała i na boisku Zmieszani wywalczyli sobie awans, którego po pewnym czasie się zrzekli. Najważniejsze w tej historii jest jednak to, że wtedy też mało kto na nich stawiał. Grając jednak pod dużą presją potrafili ograć renomowanego rywala, a taka informacja powinna być ostrzeżeniem dla ‘Wegan’. Niezależnie od tego jak potoczy się spotkanie, będziemy mogli mówić o niespodziance czy nawet sensacji. Jeśli wygrają ‘Weganie’ to najprawdopodobniej Zmieszani zagrają w grupie spadkowej. Jeśli wygrają Zmieszani to będzie to niespodzianka bowiem, nikt jak do tej pory nie ograł ‘Czarnych’.

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Volley Gdańsk – BES-BLUM Kraken Team

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Po wtorkowej serii gier zastanawiamy się, jak do wyniku przeciwko Trójmiejskiej Strefy Szkód i sytuacji w tabeli podchodzi drużyna Volley Gdańsk. Z jednej strony Omida Team dwukrotnie straciła punkty, przez co ewentualna wygrana 3-0 przeciwko BES-BLUM Kraken Team sprawi, że Volley zrówna się z nimi, a z drugiej zaś sami stracili punkt przeciwko Trójmiejskiej Strefie Szkód. Gdyby nie to, wygrana z BES-BLUM sprawiłaby, że 'Żółto-czarni’ wyszliby na prowadzenie. Wygrana przeciwko BES-BLUM to jednak tylko i wyłącznie gdybanie i akurat w pierwszej lidze zwycięstwa w stosunku 3-0 nie są sprawą tak oczywistą jak mogłoby się wydawać. Dla przykładu wspomnimy tu o spotkaniu pomiędzy czwartkowymi rywalami, do którego doszło 2 czerwca. Wtedy Volley wygrało spotkanie 2-1 i powtórzenie tego wyniku byłoby odebrane przez nich jako porażka. Cały czas trwa bowiem korespondencyjny pojedynek pomiędzy Volley a Omida Team. Każda strata punktów jest tu dosłownie na wagę złota. Zastanawiamy się, w jakim składzie wystąpi w meczu przeciwko Volley drużyna BES-BLUM. Po opublikowaniu terminarza okazało się, że termin czwartkowy nie jest zbyt fortunny dla graczy Ryszarda Nowaka. Czy tak osłabiona drużyna jest w stanie stawić czoła faworyzowanemu rywalowi? Wiele czynników sprawia, że będzie to zadanie o wiele trudniejsze niż te z 2 czerwca 2020 r.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Trójmiejska Strefa Szkód – Prototype Volleyball

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Spotkanie pomiędzy Trójmiejską Strefą Szkód a Prototype Volleyball odbędzie się dokładnie tydzień po pierwszym meczu obu drużyn. Tamto, które było rozgrywane, podobnie jak najbliższe, na boisku numer trzy, było wielkim szokiem dla TSS-u. To właśnie drużyna Patryka Pleszkuna była zdecydowanym faworytem rywalizacji. Być może właśnie to ich zgubiło? A może dość mały opór, który w poprzednim sezonie stawiała im drużyna Tomasza Nurzyńskiego? Na to pytanie oczywiście nie ma jednoznacznej odpowiedzi. To, co jest pewne to fakt, że drużyna ‘Transformersów’ zagrała bardzo dobre spotkanie, w efekcie czego odniosła zasłużoną wygraną w stosunku 2-1. Niezależnie od tego konkretnego meczu uważamy, że poza kilkoma wyjątkami obecnie Prototype ma swój najlepszy okres w historii ligi. W tym sezonie na osiem spotkań wygrali trzy, a w kilku meczach przeciwko potęgom jak Volley czy Omida Team prezentowali się jak równorzędny rywal. Szczególnie dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności, wypadli na tle Omidy, z którą przy odrobinie szczęścia mogli nawet wygrać. Oczywistą sprawą jest fakt, że w meczu przeciwko Trójmiejskiej Strefie Szkód nie stoją na straconej pozycji. Owszem, to nadal ich rywal jest faworytem spotkania, ale jednak nie na tyle dużym żeby ich wygraną traktować w kategorii pewniaka. Mimo to, przed TSSem ostatnia szansa na włączenie się do walki o podium.

Typ Redakcji: Trójmiejska Strefa Szkód

Typ Eksperta (Maciej Kot): Trójmiejska Strefa Szkód

Matchday #16

Wtorkowe spotkania nie rozczarowały chyba nawet najbardziej wybrednego i marudnego pasjonata kibica siatkówki w amatorskim wydaniu. Nie zabrakło emocji i zwrotów akcji. Punkty w pierwszej lidze pogubiły drużyny Omida Team (dwukrotnie) i Volley Gdańsk. W drugiej lidze awans do grupy mistrzowskiej zapewniły sobie AVOCADO friends oraz Letni Gdańsk. O tym, które z drużyn dołączą do wspomnianej dwójki zadecyduje czwartkowa seria gier!

Zmieszani – Oliwa Team 0-3 (18-21; 12-21; 10-21)

Nie wiemy czy trafimy w gusta muzyczne graczy Oliwa Team, ale przed laty Magik z Paktofoniki w piosence Znikam umieścił następujący fragment: ‘nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili, pokaż że się mylili.’ Nie wiemy również tego, jak zakończy się runda zasadnicza. Nie wiemy także czy znajdzie się tam miejsce dla graczy Zmieszanych oraz Oliwy. Wiemy natomiast jedno. Ci drudzy są bez wątpienia moralnymi zwycięzcami. W przeciągu dwóch dni zrobili wszystko, by znaleźć się w grupie mistrzowskiej. W poniedziałek ograli AXIS, by we wtorek zdemolować Zmieszanych. O tym, że drużyny może zabraknąć w grupie mistrzowskiej przy innych wynikach może zadecydować fakt, że po rozegraniu dziewięciu spotkań przy tej samej liczbie punktów mają… trzy małe oczka mniej. To pokazuje, jak szalenie ważna w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta jest walka o każdą piłkę. Wracając do meczu to jeszcze przed jego rozpoczęciem wiedzieliśmy, że drużyna Zmieszanych może mieć pewne problemy. Raz, że w ich szeregach zabrakło Kuby Wałdocha, Marka Bobkowskiego czy Michała Grzeni a dwa, że ich rywale byli nabuzowani jak rottweiler na listonosza. Mało brakowało, a Zmieszani musieliby rozpocząć mecz w zaledwie pięciu graczy. Ich trzech zawodników, w związku z wcześniejszą niż dotychczas godziną rozgrywania meczu, wpadła na salę tuż przed rozpoczęciem spotkania. Pierwsza partia była tą, która była najbardziej wyrównana. Wreszcie również tą, która być może sprawiła, że Oliwa jest w tabeli za Letnim Gdańskiem. To właśnie w pierwszej odsłonie Oliwiacy pozwolili Zmieszanym na zdobycie największej liczby punktów. Set zakończył się wynikiem 21-18 dla Oliwy. Jeśli w pierwszym secie zaprezentowali dobrą siatkówkę to brak nam słów aby opisać to, co wydarzyło się w kolejnych setach. W nich ‘Czarni’ wygrali odpowiednio do dwunastu oraz dziesięciu, a cały mecz w setach 3-0. Uważamy, że był to najlepszy mecz Oliwiaków w obecnym sezonie, którzy teraz do rąk zamiast piłki muszą brać kalkulatory. Do później godziny w czwartkowy wieczór gracze nie będą wiedzieli, w której grupie przyjdzie im rywalizować. Podobnie zresztą jak drużyna Zmieszanych, których sytuacja wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana. Aby utrzymać się w TOP5 gracze Edyty Woźny muszą wygrać w czwartek z… drużyną, która jeszcze nie przegrała – AVOCADO friends i liczyć na korzystne dla nich rezultaty w innych meczach.

BES-BLUM Kraken Team – Epo-Project 1-2 (15-21; 21-16; 17-21)

Tuż przed spotkaniem, korzystając z okazji, że jest to ostatni możliwy moment na dopisanie graczy, kapitan drużyny – Ryszard Nowak uzupełnił skład czterema zawodnikami. Wśród nich znalazło się miejsce dla trójki graczy, którzy są znani na parkietach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Mowa tu o takich zawodnikach jak: Rafał Grzenkowicz, Karol Richert, Dawid Czoska oraz jeden gracz, który nie miał do tej pory okazji wystąpić w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Przy okazji nawiązania do uzupełnienia składu, nie da się nie zauważyć, że BES-BLUM często borykał się z problemami kadrowymi i nagminnie zdarzało im się, że na mecze przychodziło zaledwie sześciu graczy, co znacznie zawężało pole manewru kapitanowi drużyny. Mimo dopisania wspomnianych zawodników, we wtorkowy wieczór ponownie wystąpili w ‘szóstkę’, lecz mimo to zaprezentowali się naprawdę dobrze. To nie był łatwy mecz dla Epo-Project. Aby wygrać, drużyna musiała się naprawdę napocić i zostawić na parkiecie trochę zdrowia. Mio wygranej gracze Przemysława Walczaka mogą czuć niedosyt, bowiem bez wątpienia chcieli pokusić się o komplet punktów. Pierwszy set wskazywał na to, że mecz przebiegnie pod ich dyktando od początku do końca. Owszem, Kraken stawiał pewien opór, ale był on dosyć dyskretny i gracze z Żukowa wygrali tę partię do 15. W pierwszym secie widoczny był brak dwóch etatowych zawodników BES-BLUM. Nie wiemy, co wydarzyło się przed drugim setem, ale obstawiamy klasykę – brak koncentracji. W secie tym Epo-Project zaprezentowało się dużo gorzej, co przy dobrej grze BES-BLUM nie mogło ujść im płazem. Ostatecznie set zakończył się wynikiem, który był niemal lustrzanym odbiciem pierwszego seta. 21-16 dla Kraken i obie drużyny mogły skupić się już na trzeciej odsłonie. W niej byliśmy świadkami wyrównanego starcia. Pod koniec seta na tablicy wyników widniało 16-16, ale ostatecznie to gracze z Żukowa zdołali wygrać tę odsłonę i całe spotkanie. Graczem meczu wybrany został Mateusz Truszczyński (Epo-Project), dla którego był to bodajże najlepszy mecz w obecnym sezonie i z zatrzymaniem którego BES-BLUM miał ogromne problemy.

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk 2-1 (18-21; 21-18; 21-9)

Zacznijmy od końca, bowiem z czasem moglibyśmy zapomnieć o tej jakże błyskotliwej refleksji. Po wtorkowych spotkaniach przeciwko Straży Pożarnej i Prototype Volleyball drużyna Omidy może się czuć rozczarowana równie mocno jak mężczyzna po wejściu do domu publicznego w Tajlandii. Nie wiemy jaki był konkretny powód tego, że ‘Logistycy’ stracili we wtorkowy wieczór dwa punkty, ale możemy się jedynie domyślać, że była to składowa kilku czynników. Pierwszym z nich była absencja dwóch kluczowych graczy – atakującego Mateusza Szturmowskiego oraz przyjmującego Dimy Moroziuka. Druga sprawa to chyba presja, która ciążyła na graczach z Omidy. Od pewnego czasu, czy to w zapowiedzi czy to w podsumowaniu, pisaliśmy o nich w kontekście tytułu mistrzowskiego, a jak wiadomo nie od dziś – sukces lubi ciszę. Po trzecie, ‘Logistycy’ zaprezentowali się po prostu poniżej oczekiwań i własnych możliwości. Po pierwszym secie ze Strażą Pożarną mieli miny takie, że poważnie rozważaliśmy, żeby Redakcja zaprzestała robienia zdjęć na boisku numer trzy, bowiem nie chcieliśmy oberwać rykoszetem. Tak to już niestety jest, że gdy spada się z wysokiego konia to upadek jest tym bardziej bolesny. To właśnie w pierwszej odsłonie Strażacy zaprezentowali bardzo dobrą formę. W drużynie zobaczyliśmy rzadko obecnych w ostatnim czasie Mateusza Pytela czy Karola Masiula, co dość wyraźnie odbiło się na formie ‘Mundurowych.’ Jesteśmy przekonani, że gdyby grali podobnie w pozostałych meczach to nie okupowaliby ostatniego miejsca w ligowej tabeli. Drugi set, podobnie jak pierwszy, był wyrównany. Tym razem górą byli jednak ‘Logistycy’, którzy choć w pewnym stopniu poprawili sobie humory. Trzecia partia to wreszcie forma, do której Omida przyzwyczaiła. Wygrana do dziewięciu sprawiła, że można się było spodziewać, że z Prototype nie przydarzy im się podobna wpadka. Nic bardziej mylnego. Wracając do Straży to uważamy, że jeden punkt powinien być rozpatrywany w kategorii małego sukcesu. Przed spotkaniem byli bowiem przez wszystkich skazywani na pożarcie.

Trójmiejska Strefa Szkód – Volley Gdańsk 1-2 (11-21; 17-21; 23-21)

Wchodząc do hali Ergo Arena, gracze Volley Gdańsk wiedzieli już, co wydarzyło się kilkadziesiąt minut wcześniej. Mówimy tu oczywiście o porażce w pierwszym secie, której zaznała drużyna Omida Team przeciwko Straży Pożarnej Gdańsk. To z kolei oznaczało, że pojawiła się przed nimi szansa na zrównanie się punktami z obecnym liderem. Owszem, trzeba jeszcze było pokonać po drodze innego rywala, bowiem Volley ma zaległy mecz, ale nie zmieniało to postaci rzeczy – „Żółto-czarni” byli zdeterminowani jak nigdy. Na potwierdzenie tych słów zaczęli pierwszego seta tak, jakby był to najważniejszy mecz w sezonie. TSS mógł się tylko biernie przyglądać, bowiem nie był w stanie przeciwstawić się tej dobrze naoliwionej maszynie. Początek meczu to wynik 6-2 dla Volley, następnie 16-8 i wreszcie  21-11. Wiedzieliśmy, że drugi set nie może wyglądać tak samo. Różnice pomiędzy drużynami nie są aż tak duże i czuliśmy, że TSS w kolejnej odsłonie zgarnie więcej punktów. Tak też się stało. Lepiej zaczęli co prawda gracze Volley Gdańsk, ale z biegiem czasu ‘Trójmiejscy’ zaczęli dochodzić do głosu i odrobili stratę, doprowadzając do wyrównania 16-16. Po serii bez punktów Volley zdecydował się na wzięcie czasu, po którym na parkiet wyszła zupełnie inna drużyna, która po chwili cieszyła się z wygranej 21-17. Ostatni set był najbardziej wyrównany. Mimo, że Volley prowadziło to pod koniec seta roztrwonili przewagę i na tablicy wyników pojawiło się 20-20. W końcówce próbę nerwów lepiej znieśli podopieczni Patryka Pleszkuna, którzy wygrali 23-21, czym sprawili Volley wielki zawód, który jak się po chwili okazało był na wyrost.

Letni Gdańsk – AVOCADO friends 1-2 (13-21; 22-20; 9-21)

Oba spotkania drugoligowe, do których doszło we wtorkowy wieczór, elektryzowały nie tylko zawodników, ale również osoby, które interesują się naszymi rozgrywkami. Wchodzących na salę graczy Letniego zajmowała tylko jedna rzecz – jakim wynikiem zakończył się mecz Oliwa Team ze Zmieszanymi. Gdyby tego było mało, w trakcie kilkudziesięciu minut na skrzynkę odbiorczą Redakcji otrzymaliśmy tyle wiadomości z zapytaniem o wynik drugoligowego spotkania, że nie byliśmy w stanie na wszystkie odpowiedzieć. W każdym razie, nasza odpowiedź nie usatysfakcjonowała graczy Letniego, którzy aby przeskoczyć Oliwę musieli ugrać minimum jednego seta z AVOCADO i do tego liczyć małe punkty. Cóż, początek meczu wskazywał na to, że gracze Letniego mogą mieć spory problem ze zrealizowaniem swojego planu. Nie dość, że kontuzja Łukasza Dudo okazała się poważniejsza niż sam zainteresowany początkowo myślał, przez co zabrakło go w składzie to na dodatek ‘Letnicy’ zaczęli kiepsko mecz. AVOCADO szybko wyszło na prowadzenie 10-3 a następnie kontynuowali bardzo dobrą grę, by ostatecznie wygrać tę partię do 13. Po pierwszym – nieudanym secie dla Letników stało się jasne, że pociąg do stacji GRUPA MISTRZOWSKA właśnie odjeżdża. Taka sytuacja wykrzesała w Letnim dodatkowe pokłady energii, która wydawała się być skumulowana właśnie na środkową partię. Po emocjonującym secie Letnikom udało się wygrać seta 22-20 i jak się później okazało, również miejsce w grupie mistrzowskiej. Żałujcie, że nie widzieliście tego wybuchu radości. Oczywiście, pomimo wygranej seta, nie była przesądzona jeszcze kwestia podziału na grupy. W trzeciej partii na parkiecie dzielili i rządzili tylko i wyłącznie ‘Czarni’, którzy wygrali ją do 9 i postawili kolejny krok w kierunku mistrzostwa ligi. Na chwilę obecną wyglądają na drużynę, która ma wszelkie atuty w swoich rękach, by cel ten zrealizować. Wróćmy do Letników i porozmawiajmy trochę o kinematografii. Parafrazując tytuły trylogii Władca Pierścieni, w obecnym sezonie kilka razy dały o sobie znać Dwie Wieże w postaci Jacka Kalwasa oraz Maćka Jakubowskiego. Tym razem mecz skojarzył nam się bardziej z Powrotem Króla. Po zakończonym meczu w tabeli na stronie widniała bowiem informacja, że Letnicy są w tabeli niżej niż Oliwa Team. Po krótkim czasie okazało się jednak, że w wynik meczu z AVOCADO wkradł się błąd i Letnicy ostatecznie zamienili się miejscami z Oliwą, tym samym zapewniając sobie grę w grupie mistrzowskiej. Przewaga nad Oliwą Team wyniosła… dwa małe punkty. Za Letnikami prawdziwa podróż z piekła do nieba. Czy gracze Michała Mysłka rozgoszczą się tam na dobre?

Omida Team – Prototype Volleyball 2-1 (21-17; 21-18; 15-21)

Drużyna Prototype Volleyball przystępowała do spotkania z Omida Team z wiedzą, że ich rywale są we wtorkowy wieczór bez wątpienia – do ugryzienia. Omida Team straciła punkt w meczu ze Strażą Pożarną więc gracze Prototype uznali, że skoro oni mogli to czemu my nie? Nie ukrywamy, że bardzo szanujemy takie podejście. Byliśmy dalecy od tego, aby włożyć sobie mikser prosto w źrenice, ale mówiąc eufemistycznie – pierwsza partia nie była spektaklem i jeśli mielibyśmy wybrać najlepszego gracza w tej partii to byłby to Pan Przypadek. Nie mówimy tu o samym wyniku, bo w nim lepiej zaprezentowali się gracze Omidy. Prototype w pierwszej odsłonie brakowało skuteczności i o ich przegranej w secie zadecydowało to, że ‘Logistycy’ mieli ją delikatnie lepszą.  Jesteśmy jednak przekonani, że Omida dałaby się pokroić za wygraną w każdym secie, nawet jeśli styl nie byłby porażający. W drugiej odsłonie liczba błędów w ataku kłuła w oczy. O tym, że to Omida wygrała tę partię, zadecydowała ich bardzo dobra tego wieczoru zagrywka, z którą ‘Transformersi’ mieli spore problemy. Ostatnia odsłona, biorąc pod uwagę emocje, była najciekawsza. W tej odsłonie Prototype zaczął grać dużo lepiej, co wystarczyło na ich gorzej dysponowanych rywali. W połowie seta, na równoległym boisku zakończył się mecz Volley Gdańsk z Trójmiejską Strefą Szkód, w którym Ci pierwsi zgubili jeden punkt. Biorąc pod uwagę stratę ‘Logistyków’ w meczu ze Strażą pojawiła się zatem szansa na zachowanie statusu quo czyli jednopunktowej przewagi nad Volleyem. Wystarczyło postawić tylko kropkę nad ‘i’ i wygrać ostatnią partię. Niestety dla ‘Logistyków’, Prototype wypracował sobie na początku seta przewagę, której ‘Logistycy’ nie zdołali już odrobić. Inna kwestia jest taka, że Prototype prezentował się w taki sposób, iż odrobienie straty było zadaniem niewykonalnym.

Matchday #15

Poniedziałkowe mecze były raczej zero-jedynkowe. Na dziewięć rozegranych spotkań, aż osiem kończyło się wynikiem 3-0. Z tej grupy postanowiły wyłamać się jedynie drużyny Wirtualnej Polski oraz DCT Gdańsk, które rozegrały bardzo dobre i wyrównane spotkanie.

Mental Block – AVOCADO friends 0-3 (15-21; 7-21; 10-21)

W przedmeczowym wywiadzie kapitan drużyny AVOCADO friends zadeklarował, że w spotkaniu przeciwko ‘Mentalistom’ interesują ich tylko trzy punkty. Cóż, nie było to żadne odkrycie. Przed meczem z Mentalem gracze Arkadiusza Kozłowskiego stracili jedno oczko aż w czterech spotkaniach. Właśnie podziałem punktów kończyły się ich trzy ostatnie mecze przeciwko: INVICTA, DNV GL S*M*A*S*H czy Oliwa Team. To wszystko sprawiło, że pomimo faktu, że drużyna jest jedyną niepokonaną drugoligową drużyną to nie zdołali sobie wypracować zbyt dużej przewagi nad pozostałymi ekipami w stawce. Dodatkowo, w wywiadzie kapitan drużyny przyznał, że gdzieś na horyzoncie pojawiają się już myśli o pierwszej lidze. Aby postawić pierwszy kroczek w tym kierunku, spotkanie przeciwko ostatniej drużynie w tabeli należało po prostu wygrać 3-0. W pierwszym secie wydawało się, że nie będzie to spacerek dla ‘Wegan’. To właśnie w nim ‘Mentaliści’ pokazali się z bardzo dobrej strony i przez długie fragmenty był to naprawdę wyrównany set. ‘Weganie’ zdołali odjechać dopiero w drugiej części tej partii. Kto wie jak potoczyłby się drugi set gdyby nie zagrywka Marcina Makurata, który… wygrał w pojedynkę całą partię. Z jego fantastyczną zagrywką ‘niebiescy’ mieli potężne problemy i z wyniku 10-5 po chwili zrobiło się 19-5. Ostatecznie, obie drużyny dołożyły po dwa oczka i set zakończył się wygraną ‘Czarnych’ 21-7. Ostatnia odsłona również należała do graczy Arkadiusza Kozłowskiego, którzy jak widać zdają się potwierdzać coraz częstsze opinie o tym, że dieta wegańska potrafi zdziałać cuda. Ich rywale – Mental Block tylko w początkowej fazie seta potrafili nawiązać z rywalem kontakt. Z czasem wszystko wróciło jednak do normy i ‘Weganie’ ograli rywala do 10, a cały mecz 3-0. Plan na poniedziałek został wykonany w 100%. Kolejne zadanie będzie trudniejsze. Grają bowiem z wiceliderem rozgrywek – drużyną Letni Gdańsk.

Oliwa Team – AXIS 3-0 (21-16; 21-9; 21-16)

Po spotkaniach, do których doszło w pierwszej części obecnego sezonu, sytuacja Oliwy się mocno skomplikowała. Drużyna po trzech porażkach i dwóch wygranych w stosunku 2-1 wypadła poza grupę mistrzowską. Jakby tego było mało, gracze musieli liczyć na to, że ‘Spontaniczni’ potkną się w spotkaniu z 3city4students. Dodatkowo, poza swoją wygraną 3-0 liczyli na to, że ich rywale nie zdołają ugrać zbyt wielu małych punktów. Przed spotkaniem z protokołu meczowego wypadło dwóch etatowych graczy Oliwa Team – Rafał Artymiuk oraz Krystian Mielniczek. Z drugiej strony, mecz przeciwko AXIS był okazją do debiutu dla Filipa Pastuszaka. Mecz rozpoczął się w miarę spokojnie, by po chwili Oliwa doprowadziła do kilkupunktowego prowadzenia, którego ‘Czarni’ nie wypuścili już z rąk. Set zakończył się wynikiem 21-16 i Oliwiacy mogli cieszyć się z pierwszego punktu. Przed drugą odsłoną Oliwiacy najwidoczniej porozmawiali sobie na temat tego, że w ostatecznym rozrachunku małe punkty będą miały znaczenie. Tak zmotywowana drużyna zdominowała swojego rywala i wygrała seta do dziewięciu. Kropką nad ‘i’ były dwa asy serwisowe, które zakończyły tego seta. Przed trzecią odsłoną wiadome było to, że powtórzenie wyniku z drugiej partii będzie sporym wyzwaniem. Jakby nie patrzeć, AXIS to nie jest ‘chłopiec do bicia’, co udowodnili od początku tej partii. W zasadzie do końcówki seta trwała wyrównana walka o każdą piłkę i jesteśmy przekonani, że gdyby ‘Czerwoni’ zaprezentowali taką formę od początku sezonu, na swoich kontach mieliby kilka oczek więcej. Finalnie Oliwa zdołała w końcówce odjechać i wygrać do 16, a cały mecz 3-0, po czym z niecierpliwością wypatrywali wyniku meczu swoich rywali – Team Spontan.

Wirtualna Polska – DCT Gdańsk 2-1 (22-24; 22-20; 21-18)

Spotkanie pomiędzy Wirtualną Polską a DCT Gdańsk było przez nas anonsowane jako pojedynek bardzo wyrównanych drużyn. Nie chcemy w tym miejscu po raz kolejny wracać do spotkań historycznych, ale pisząc w skrócie – rywalizacja pomiędzy obiema drużynami przypomina tę, którą kilkanaście lat temu stoczył nasz skoczek – Adam Małysz z Martinem Schmittem czy później Svenem Hannawaldem. Każdy z nich miał swoje argumenty i najwięcej zależało od formy, w której aktualnie się znajdowali. Mimo, że to ‘Kontenerowcy’ byli górą niespełna miesiąc temu to tym razem ‘Wirtualni’ potrafili przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. O tym, jak bardzo interesujący był to mecz niech świadczy fakt, że było to najbardziej wyrównane spotkanie ze wszystkich dziewięciu, które zostało rozegrane w poniedziałkowy wieczór. Pod koniec pierwszego seta wydawało się, że to ‘Biało-czerwoni’ będą za chwilę cieszyli się ze zdobycia pierwszego punktu. Przy dobrej zagrywce Klaudii Kuźniewskiej zrobiło się 18-15 dla WP, by po chwili przewaga ta powiększyła się do 20-16. Gdy po zdobyciu punktu przez ‘Kontenerowców’ w polu zagrywki stanął lider drużyny – Piotr Kochanowski było jasne, że przy tym stanie musi zaryzykować. Jak to w życiu, ryzyko się nieraz opłaca i tak było tym razem. DCT przestało uderzać w siatkę i zdołało wygrać seta 24-22. Drugi set był, a jakże – również grany na przewagi. Tym razem w końcówce bardzo pomogły dwa asy serwisowe Łukasza Rosy i partia zakończyła się wynikiem 22-20 dla WP. O wygranej w spotkaniu decydować musiał trzeci set. W nim bardzo dobrą partię rozgrywał jeden z zawodników, którzy w ostatnim czasie dołączyli do WP – Michał Doroz. Ostatecznie set zakończył się 21-18 dla ‘Wirtualnych’, którzy wygrali te spotkanie 2-1 i zniwelowali stratę w tabeli do DCT Gdańsk do dwóch oczek.

Team Spontan – 3city4students 3-0 (21-7; 21-14; 21-13)

Kto przed sezonem mógł spodziewać się, że to właśnie gracze 3city4students będą rozdawać w lidze karty? Że będą decydować o tym, która z drużyn zagra w grupie mistrzowskiej, a która w grupie spadkowej? Że będą panem życia i śmierci dla poszczególnych ekip? O tym mogły przekonać się obie drużyny, które rywalizowały ze ‘Studentami’ w poniedziałkowy wieczór. Ostatecznie, w kontekście zarówno Spontana jak i INVICTY  Studenci wybrali życie, ale nie oznacza to, że nie zdołali postraszyć jednego z rywali. W meczu ze Spontanem strachu jednak nie było. Mało tego, to właśnie ‘Studenci’ zostali przez swoich rywali postraszeni. Gdy na początku meczu na tablicy wyników widniało 10-2 to dość realny wydawał się scenariusz najwyższego zwycięstwa w obecnym sezonie w drugiej lidze (21-4). Ostatecznie, po tym jak zawodnicy Dawida Piankowskiego wzięli czas to w dalszej części seta zdołali zdobyć kilka oczek i różnica nie była już tak ogromna. Najlepiej w pierwszej partii czuł się rozgrywający drużyny Team Spontan – Sławomir Kudyba, który aż trzykrotnie skutecznie kiwał swoich rywali, a ponadto bardzo dobrze rozdzielał piłki. Na początku drugiego seta wydawało się, że będzie to bardzo wyrównana odsłona. Gdy po dobrej zagrywce Magdaleny Czapiewskiej zrobiło się 9-7 dla Studentów, Team Spontan zdecydował się na wzięcie czasu. To przyniosło pożądany efekt, bowiem drużyna zaprezentowała od tego momentu inną siatkówkę. Bardzo ważnym momentem seta była postawa fair play Andrzeja Pikora, który przyznał się do bloku po ataku Piotra Raczyńskiego i na tablicy zamiast 10-7 dla Studentów zrobiło się 9-8. W dalszej części seta ‘Spontaniczni’ zdołali odjechać dzięki dobrej zagrywce i wygrać seta do 14. W przerwie pomiędzy drugim a trzecim setem doszło do mobilizacji ze strony ‘Pomarańczowych’, którzy bardzo często lubią dzielić się punktami ze swoimi rywalami. Tym razem tak nie było. Drużyna Piotra Raczyńskiego zdołała wygrać trzeciego seta, a dodatkowo potestować w jego trakcie pewne rozwiązania, którymi z czasem będą mogli zaskakiwać rywali.

SV INVICTA – 3city4students 3-0 (21-12; 21-16; 21-19)

Po porażce, którą Studenci odnieśli w meczu przeciwko Team Spontan czekał na nich kolejny rywal z górnej półki – drużyna SV INVICTA. Studenci dla obu wspomnianych drużyn byli tego dnia łakomym kąskiem. Oczywiste było to, że INVICTA musi wygrać spotkanie w stosunku 3-0. Pierwszy set zaczął się lepiej dla faworyzowanej ekipy, która zdołała szybko wypracować sobie kilkupunktową przewagę, powiększaną przez cały set, by ostatecznie partia ta zakończyła się wygraną 21-12. W tym miejscu chcielibyśmy na chwilę postawić kropkę. Jeśli ktoś spodziewał się jakichś wodotrysków to musiał czuć rozczarowanie. Jesteśmy dalecy od tego, aby napisać, że pierwszy set był nudny. Bardziej precyzyjnym określeniem byłoby raczej, że przebiegał dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Różnica pomiędzy drużynami była aż nadto widoczna. Dla przykładu, najlepszy gracz tego meczu – Radosław Konieczny nie miał żadnego problemu by skutecznie atakować nad przeciwnikami robiąc to nawet z drugiej linii. Kolejne odsłony były już tymi, w których ‘Studenci’ pokazali pazur. O ile w drugiej części drugiego seta INVICTA zdołała odjechać rywalom to w trzecim przeżyli przez chwilę moment grozy. W zasadzie od drugiego seta gołym okiem widać było, że padła organizacja gry drużyny Sławomira Cichosza. Nie wiemy czy wynika to z dość łatwej wygranej w pierwszej partii czy może innych czynników, ale ich gra wyglądała już inaczej. Kulminacją pewnych problemów w poniedziałkowy wieczór był trzeci set, w którym po sygnale, jaki dał na zagrywce Sebastian Hoppa (3city4students),zrobiło się 18-18 i było pewne, że aby wygrać ze ‘Studentami’ 3-0 trzeba zachować maksymalną koncentrację. Ostatecznie, sztuka ta się udała, INVICTA wygrała spotkanie 3-0 i niemal na pewno zagra w grupie mistrzowskiej.

Letni Gdańsk – AXIS 3-0 (21-7; 21-15; 21-18)

Uważamy, że tacy rywale jak AXIS są dla faworyzowanych drużyn najgorsze do ogrania. Tabela i chłodna kalkulacja wskazywałyby na to, że dojdzie do łatwej wygranej. To z kolei sprawia, że w szeregi drużyny często wkrada się rozprężenie i efekt jest często taki, że faworyci gubią punkty. W tym momencie dochodzimy do części, w której musimy pochwalić kapitana drużyny Letni Gdańsk – Michała Mysłka, który przeczuwając wyżej wymienione zagrożenie potrafił zmobilizować swoich graczy do tego, aby w trakcie meczu byli maksymalnie skoncentrowani. O tym, jak poważnie ‘Letnicy’ potraktowali rywala niech poświadczy fakt, że po raz pierwszy w obecnym sezonie w ich szeregach zobaczyliśmy dziewięciu graczy. Wśród nich był między innymi debiutujący w lidze gracz – Rafał Redzimski, który pomimo, że rozegrał dwa sety zdobył najwięcej punktów dla swojej drużyny i zgarnął tytuł MVP. To, co ważniejsze dla niego i całej drużyny to fakt, że w pierwszym secie znów zademonstrowali nam to, co w ‘Letnim’ najlepsze. W trakcie seta byli drużyną zdecydowanie lepszą i gracze AXIS mieli potężne problemy ze sforsowaniem zasieków rywala w postaci bardzo dobrego bloku. W efekcie set zakończył się wynikiem 21-7. AXIS rósł jednak z minuty na minutę. W drugiej partii zaprezentowali się już o niebo lepiej, czego efektem było zdobycie dwukrotnie większej liczby punktów. Było to jednak zbyt mało by ugrać drugiego seta z ‘Letnikami’, ale wystarczająco dużo do tego, aby uwierzyć, że trzeci set może paść ich łupem. Od początku tej partii to właśnie AXIS zdołało wypracować sobie przewagę, którą utrzymywali do stanu 13-10. Po kilku akcjach ‘Letnicy’ wrócili jednak na swoje tory i mimo, że najedli się trochę strachu to ostatecznie zgarnęli komplet oczek, po którym plasują się na drugim miejscu w ligowej tabeli.

Range Soft VT – Speednet 2 3-0 (21-8; 21-17; 21-15)

Speednet 2 chyba bardzo wnikliwie oglądał nasz ostatni magazyn, w którym narzekaliśmy na brak radości w drużynie w ostatnim spotkaniu, ponieważ to, co zaprezentowali nam we wtorkowy wieczór pod koniec meczu, zaczęło wyglądać jak regularna impreza. Były śpiewy, żarty, krzyki oraz wyśmienite humory. Ekipa Range Soft oczywiście, jak na faworyta przystało grała swoje, ale to nie przeszkadzało w żaden sposób ławce ‘Różowych’ w zabawie. Po usłyszeniu przyśpiewki „kto nie skacze ten z policji” zaczęliśmy się już poważnie zastanawiać, czy na pewno przed meczem gracze spożywali wyłącznie wodę mineralną. W drużynie Speednetu dobrze zaprezentowali się debiutujący w obecnym sezonie Kamil Szuba oraz Jakub Ciupiński. Odnośnie samego spotkania, w pierwszym secie ‘Programiści’ zaczęli od prowadzenia i wydawało się, że może uda im się nawiązać równą walkę. Niestety, szybko wypuścili prowadzenie i Range Soft przez cała partię budowało przewagę nad rywalem, by w końcu zwyciężyć 21-8. Widoczna w obu drużynach była świetna dyspozycja na zagrywce, szczególnie dobrze sprawowali się w tym elemencie Łukasz Porydzaj (Range Soft) oraz Paweł Cieszyński (Speednet 2). Drugi set zaczął się, podobnie jak pierwszy, od wypracowania przewagi przez ‘Programistów’. Zastanawialiśmy się nawet czy nie zanosi się w tej odsłonie na sensację, tak skupieni i konsekwentni wydawali się ‘Różowi’ w tej partii. Niestety dla nich, po raz kolejny doszło w pewnym momencie do serii błędów własnych i Range Soft ponownie udało się odskoczyć, chociaż ‘Programiści’ walczyli do końca i dzielnie gonili rywala, dzięki czemu zmniejszyli przewagę do 3 punktów przy wyniku 19-16. Nie okazało się to jednak wystarczające, bowiem Range Soft wrzuciło kolejny bieg i wygrało tę odsłonę do 17. Trzeci set, w przeciwieństwie do poprzednich, mocno zaczęli ‘Żółto-czarni’. Speednet jednak znów świetnie powalczył i udało im się podciągnąć wynik ze stanu 1-5 na 10-11. Dobrą zmianę dał Piotr Grodzki, który wszedł na boisko w trakcie trzeciego seta, broniąc sporo piłek oraz zdobywając punkty z ataku. Nie bez powodu jednak Range Soft jest drużyną zajmującą pierwsze miejsce w tabeli i druga część tej odsłony była już całkowicie pod ich kontrolą. Ostatecznie wygrali seta do 15 i cały mecz w stosunku 3-0. Tego dnia w ekipie błyszczał Anton Kheruvimov, który zdobył 10 punktów i zasłużenie zgarnął tytuł MVP.

Allsix by Decathlon – Chilli Amigos 0-3 (10-21; 7-21; 12-21)

Gracze Chilli Amigos po raz kolejny nie zaakceptowali stawiania ich w roli ‘underdoga’. Po ostatnim świetnym, choć przegranym meczu z Craftveną, zawiesili sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Może wpływ na ich determinację miał również fakt, że kapitan drużyny Grzegorz Walukiewicz obchodził tego dnia urodziny. Gracze weszli w mecz z takim przytupem, że aż przecieraliśmy oczy ze zdumienia i zbieraliśmy szczęki z podłogi. Nie bez znaczenia był oczywiście fakt, że drużyna Allsix tego dnia zaprezentowała zupełnie odmienny skład od tego, do którego się przyzwyczailiśmy. W zespole zadebiutowało dwóch zawodników: Karol Kowalczyk oraz Magdalena Trochowska. Zabrakło niestety czołowych graczy tego sezonu, między innymi: Roberta Rogalińskiego, Aleksandra Bochana, Pawła Woźniaka czy wreszcie Rafała Liszewskiego. Mimo tych absencji liczyliśmy jednak ze strony Allsix na coś więcej. Tymczasem ‘Papryczkom’ tego dnia wychodziło wszystko i przeciwnicy chyba nie bardzo wiedzieli co się wokół nich dzieje. Pierwszy set wygrany przez Amigos do 10 był jasnym sygnałem, że o nawiązanie walki w kolejnej partii będzie piekielnie ciężko. Cała odsłona przebiegała pod dyktando ‘Papryczek’, a to, co wyprawiał w tej partii Grzegorz Walukiewicz sprawiło, że zaczęliśmy się poważnie zastanawiać czy nie mamy do czynienia z kolejnym przypadkiem w stylu Benjamina Buttona. Kolejny set to powtórka z rozrywki i kontrola partii przez Amigos od pierwszej do ostatniej piłki. Wynik tej odsłony 21-7 był skutkiem świetnych zagrywek i ataków Chilli oraz wielu błędów drużyny Allsix. Ostatnia partia była tą najbardziej wyrównaną, w której momentami udawało się graczom ze sklepu sportowego wyjść na prowadzenie. ‘Papryczki’ jednak były tego dnia na fali i w drugiej części seta zaczęli odjeżdżać rywalom, co ostatecznie zakończyło się wygraniem tej odsłony do 12 i całego meczu 3-0. Jak już wspominaliśmy, po pierwszym secie wyglądało na to, że w przypadku zwycięstwa ‘Papryczek’ to kapitan zgarnie tego dnia tytuł MVP. Byłby to wspaniały urodzinowy prezent, ale jednak dyspozycja rozgrywającego drużyny – Marcina Wiśniewskiego sprawiła, że nie mogło być innego wyboru. Nie dość, że dzięki niemu każdy z kolegów zdobył podobną liczbę punktów z ataku to Marcin chyba zapomniał, że sam gra na rozegraniu, zdobywając w tym elemencie 6 punktów. Po odśpiewaniu kapitanowi ‘sto lat’ drużyna świętowała jeszcze przez jakiś czas na parkingu wygraną w meczu oraz wskoczenie na czwarte miejsce w tabeli.

Volley Gdańsk – Speednet 3-0 (21-17; 21-13; 21-14)

Atmosfera budowana przed tym meczem była tak napięta, że baliśmy się, jak taki ogrom emocji zniesie konstrukcja hali Ergo Arena. Jednak, jak pisała Wisława Szymborska: „nic dwa razy się nie zdarza”, czego potwierdzenie mogliśmy zaobserwować w poniedziałkowy wieczór. Do spotkania rewanżowego drużyna Volley Gdańsk podeszła bardzo poważnie, o czym mógł świadczyć fakt, że do protokołu przedmeczowego wpisała 12 zawodników. Po stronie Speednetu zameldowali się co prawda ostatnio nieobecni Kacper Iwaniuk oraz Adrian Płotka, zabrakło jednak głównego dyrygenta drużyny, rozgrywającego Marka Ogonowskiego, co niestety dało się odczuć w ekipie ‘Różowych’. Poziom zgrania, jaki osiągnęła drużyna z Markiem nie jest niestety czymś, co dałoby się narobić w jeden wieczór. Na pozycji rozgrywającego debiutował Mateusz Dobrzyński, który co prawda radził sobie nieźle, ale nieźle to jednak za mało na takiego przeciwnika, jakim jest Volley Gdańsk. W trakcie meczu, w drużynie „Żółto-czarnych” dochodziło do tylu zmian zawodników, że zaczęliśmy już dostawać oczopląsu, jednak to zmiana przeprowadzona w drugim secie w ekipie Speednetu wywołała spore kontrowersje. Marcin Juszczak wszedł za Macieja Zielińskiego, po czym nagle, po kilku punktach, obaj znów znajdowali się na boisku. Gracze Volley oczywiście to zauważyli i zgłosili sędziemu, który przywrócił prawidłowe ustawienie. Co do samego spotkania to przebiegało ono od pierwszego do ostatniego punktu pod dyktando lidera. Pierwszy set zakończył się wynikiem 21-17 dla Volley, co było skutkiem ich dobrej gry oraz zatrważającej liczby błędów Speednetu. W drugiej partii ‘Programiści’ mieli ogromne problemy z przyjęciem zagrywki, a ich lider Kacper Iwaniuk ewidentnie nie miał dnia w ataku. Ta partia również padła łupem „Żółto-czarnych”, a Speednetowi udało się ugrać w niej tylko 13 oczek. Jedyne słowo, jakie nasunęło się nam po obejrzeniu tej odsłony to ‘pogrom’. W trzecim secie wreszcie zobaczyliśmy dobrą dyspozycję Kacpra Iwaniuka, niestety liczba błędów popełnianych przez ‘Różowych’ znów okazała się niepokojąco wysoka. Ostatecznie, Volley zwyciężył również w tej partii do 14 i w całym spotkaniu 3-0, potwierdzając tym samym, że jako drużyna stanowią siłę, z którą nie można igrać. Tytuł MVP przypadł w udziale Przemkowi Wawerowi, który tego dnia był nie do zatrzymania i zdobył w ataku aż 14 punktów.

Zapowiedź – MATCHDAY #16

Wtorkowy wieczór to rywalizacja w pierwszej lidze oraz wśród drużyn drugoligowych, które w większości mają aspiracje do tego, aby się w elicie znaleźć. Na rozkładzie mamy aż cztery spotkania w najwyższej klasie rozgrywkowej, w której do czerwoności rozpala korespondencyjny pojedynek pomiędzy Omidą Team a Volley Gdańsk. Najciekawszymi spotkaniami będą jednak te na zapleczu, w których zmierzą się lider z wiceliderem oraz trzecia z szóstą siłą.

BES-BLUM Kraken Team – Epo-Project

Godz.: 20:00, boisko nr 2

To, co było najlepsze w trakcie pierwszego spotkania obu drużyn, wydarzyło się w pierwszej części meczu. Drużyny grały na przewagi, by ostatecznie BES-BLUM Kraken Team musiał uznać wyższość graczy z Żukowa do 25, a w całym meczu 2-1. Mimo wszystko uważamy, że gdyby we wtorek gracze obu drużyn zafundowali nam podobne emocje to nie mielibyśmy prawa narzekać. Ba, będąc całkiem szczerymi, właśnie na taki mecz liczymy! Mimo usilnych prób napisania o czymś innym, wszystko sprowadza się zawsze do jednego – do formy graczy z Żukowa. Po pewnym czasie od ich debiutu zaczęliśmy się zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi. Aby przygotować się do spotkania Redakcja zaczęła szukać w google informacji o niewyjaśnionych przyczynach pewnych zdarzeń, mających miejsce na trasie Żukowo-Gdańsk. No bo jak tu inaczej wytłumaczyć, że drużyna miewa aż tak ogromne wahania formy? Nie mówimy już tylko o dwumeczu ze Speednetem, w którym raz gracze Przemysława Walczaka przegrali 0-3, by na drugi dzień jak gdyby nigdy nic zbić tym samym rezultatem tę samą drużynę, ale o całokształcie. Umówmy się, w normalnych warunkach ‘Zieloni’ są dość wyraźnym faworytem meczu przeciwko BES-BLUM Kraken Team.

Typ Redakcji: Epo-Project

Typ Eksperta: Epo-Project

Zmieszani – Oliwa Team

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Mecz o wszystko, mecz o życie, mecz o elitę. Pomimo faktu, że drużyna Oliwy Team odniosła w poniedziałek przekonujące zwycięstwo nad drużyną AXIS w stosunku 3-0 to zachowała status quo i nadal znajduje się na szóstej pozycji w ligowej tabeli. Przed Oliwiakami ostatni mecz w sezonie zasadniczym. Jeśli przegrają spotkania ze Zmieszanymi, co umówmy się nie byłoby niespodzianką to w kolejnym tygodniu rozegrają swoje spotkanie w grupie spadkowej. Taki scenariusz byłby dla graczy w czarnych trykotach równie przyjemny co piasek w kąpielówkach po całodziennym plażowaniu. Z drugiej strony, czy przegrywanie trzech spotkań w sezonie z bezpośrednimi konkurentami w walce o grupę mistrzowską pokazało, że na Oliwiaków przyjdzie jeszcze czas, ale na chwilę obecną muszą zadowolić się grupą spadkową? Nie ma co dzielić skóry na żywym niedźwiedziu. Oliwiacy muszą tylko ograć Zmieszanych w stosunku 3-0, nabijając jak najkorzystniejszy bilans małych punktów i liczyć na potknięcie Spontana w meczu z DNV GL S*M*A*S*H. Owszem, dostrzegamy że zmiennych jest tu więcej niż fanów urody Ariany Grande, ale scenariusz, kiedy na finiszu Oliwa wskakuje do górnej piątki nie jest tak szalony jak się wydaje. Oliwiacy już w meczu z AVOCADO pokazali, że są w stanie powalczyć z najlepszymi. Mimo, że to Zmieszani będą faworytem to uważamy, że Oliwę stać na zdobycie nawet kompletu oczek. Poza tym, w meczu, na który muszą spoglądać, DNV GL wygląda w ostatnim czasie naprawdę bardzo dobrze i minimum punkt to sprawa honorowa dla graczy Stanisława Paszkowskiego.

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta: Zmieszani

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Nie opadł jeszcze kurz po poprzednim spotkaniu obu drużyn, które zostało rozegrane 18 czerwca, a obie drużyny ponownie przystąpią do bezpośredniego pojedynku. Kilka dni temu, zgodnie z oczekiwaniami, górą byli gracze Omida Team, którzy pewnie pokonali osłabionych brakiem kilku zawodników ‘Mundurowych’ w stosunku 3-0. Kilka dni, które upłynęło od ostatniego spotkania, nie sprawiły bynajmniej, że w najbliższym meczu dojdzie do zmiany faworyta spotkania. Tym, nadal pozostaje drużyna ‘Logistyków’. Wieczór 18 czerwca był dla nich idealny, bowiem gracze zdobyli komplet sześciu oczek (grali dwa spotkania jednego dnia). Nie inaczej będzie tym razem. Spotkanie ze Strażą będzie pierwszym pojedynkiem, który stoczą tego dnia gracze Konrada Gawrewicza. Drugim będzie mecz przeciwko Prototype Volleyball i jeśli uda się powtórzyć dwie wygrane za komplet punktów to do wygranej w lidze będzie już naprawdę blisko. Z drugiej strony, takie wyniki sprawiłyby, że niemal na pewno drużyna znajdzie się na koniec sezonu na podium. Jednak mimo ostatniego zwycięstwa czy pozycji w tabeli obu drużyn, o zwycięstwo nie będzie tak łatwo. Straż Pożarna jak do tej pory w siedmiu spotkaniach uzbierała zaledwie cztery punkty i żeby się utrzymać ‘Mundurowi’ muszą zacząć punktować. W ostatnim czasie w jednostce wyją syreny alarmowe, a drużynie grozi realne widmo spadku. Kolejny brak punktów czy przegrana sprawiłyby, że będzie cholernie ciężko wydostać się z tej opresji.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Omida Team – Prototype Volleyball

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Gdyby w sporcie miał wygrywać tylko i wyłącznie faworyt to oglądanie zmagań byłoby jednym z nudniejszych rzeczy na świecie. Dla przykładu, w ostatnim spotkaniu Prototype Volleyball przeciwko Trójmiejskiej Strefie Szkód to Ci drudzy byli zdecydowanym faworytem starcia. Dobra gra ‘Transformersów’ sprawiła jednak, że to oni mogli cieszyć się z trzeciego zwycięstwa w lidze. W ostatnim czasie do drużyny Tomasza Nurzyńskiego pod nieobecność Artura Reuta dołączył Michał Kardasz i w związku z  przedłużającą się absencją tego pierwszego to właśnie Michała zobaczymy na libero. Ponadto, w składzie nie powinno dojść do żadnych perturbacji. Akurat w przypadku drużyny Prototype od pewnego czasu zauważyliśmy stabilizację składu, co dość jednoznacznie wpływa na jakość drużyny. Gołym okiem da się zauważyć, że ‘Transformersi’ są ze sobą zdecydowanie bardziej zgrani niż w poprzednim sezonie i przekłada się to na wynik. Na chwilę obecną mają zaledwie jedno zwycięstwo mniej niż w poprzednim sezonie, przy dwukrotnie mniejszej liczbie rozegranych spotkań. O poprawienie tego bilansu w meczu z Omidą będzie jednak niezmiernie trudno. W pierwszym spotkaniu obu drużyn triumfowali gracze Konrada Gawrewicz, choć skłamalibyśmy, gdybyśmy napisali, że dla ‘Logistyków’ był to spacerek. ‘Podróż’ utrudniał szczególnie Michał Markiewicz, którego w ten czerwcowy wieczór nie byłyby w stanie zatrzymać ani bramki na autostradzie, ani kolejne piwo w pubie ze znajomymi, ani tym bardziej blok Omidy. Jeśli gracze Omidy chcą ponownie zgarnąć trzy punkty, muszą za wszelką cenę powstrzymać ‘Markusa’ bowiem gdy on zagra swoje, a koledzy z drużyny dołożą coś od siebie to ‘Logistycy’ mogą mieć duży problem.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta: Maciej Kot (Omida Team)

Trójmiejska Strefa Szkód – Volley Gdańsk

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Jeśli są w naszej lidze osoby, które życzą drużynie Volley Gdańsk wszystkiego najgorszego to mają one od wczoraj nietęgie miny. Volley w poniedziałek udowodniło, że przyparte do muru jest jak niebezpieczne zwierzę, które zapędzone w róg atakuje osobę stojącą im na przeszkodzie. Tak właśnie było w ostatnim spotkaniu przeciwko drużynie Speednet, kiedy drużyna grając pod duża presją zdemolowała swojego rywala 3-0, nie pozostawiając złudzeń, który zespół jest dwukrotnym mistrzem ligi. Następny mecz, tym razem z Trójmiejską Strefą Szkód, będzie kolejnym rozgrywanym z przysłowiowym nożem na gardle. Na chwile obecną, przy równej liczbie rozegranych spotkań to Omida Team ma więcej punktów na swoim koncie, co jest równoznaczne z tym, że kolejne wpadki Volley mogą być dosłownie – na wagę złota, choć tym razem dla ich rywali. Czy Trójmiejską Strefę Szkód stać w ogóle na sprawienie sensacji i wygranie meczu? A może niespodzianki i wygrania seta? Tak, uważamy że wygrana choćby jednego seta, biorąc pod uwagę okoliczności, będzie sporym zaskoczeniem. Dwa tygodnie temu, 9 czerwca, ta sztuka się udała. ‘Trójmiejscy’ zdołali wygrać pierwszego seta do siedemnastu i poza ‘Niebieskimi’ taki scenariusz chętnie obejrzałaby drużyna Omidy. Inną kwestią pozostaje fakt, że jeśli TSS nadal chce znaleźć się na podium, choćby jego najniższym stopniu to w meczu przeciwko Volley po prostu wypadałoby zdobyć jakiś punkt.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Letni Gdańsk – AVOCADO friends

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Tego pojedynku nie trzeba jakoś specjalnie zapowiadać. Na boisku numer 1 zmierzą się dwie pierwsze siły obecnego sezonu w drugiej lidze – Letni Gdańsk oraz AVOCADO friends. Jak do tej pory, do uzbierania siedemnastu punktów ‘Letnicy’ potrzebowali ośmiu spotkań, przy siedmiu spotkaniach ich rywali – AVOCADO friends. Ci drudzy są fenomenem obecnych rozgrywek. Jak do tej pory są jedną z dwóch niepokonanych drużyn wśród wszystkich dwudziestu sześciu ekip w całych rozgrywkach. Tak naprawdę, gracze Arkadiusza Kozłowskiego tylko raz mogli czuć prawdziwe zagrożenie ze strony rywali i było to spotkanie rozegrane tydzień temu z Oliwą. Ostatecznie ‘Weganie’ zdołali wygrać i między innymi dzięki tej wygranej znajdują się obecnie na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Przechodząc do porównania składów obu drużyn nie da się nie zauważyć pewnej rzeczy. ‘Weganie’ grają obecnie w otwarte karty. Jak do tej pory, w drużynie wystąpiło ośmiu graczy i wytypowanie meczowej siódemki jest zadaniem równie prostym jak poderwanie kobiety na dancingu w Ciechocinku. To drużyna Michała Mysłka – ‘Letni Gdańsk’ owiana jest pewną dozą niepewności czy tajemniczości. Jak dotąd, w drużynie wystąpiło dwunastu graczy. W poniedziałkowy wieczór, w meczu przeciwko AXIS zadebiutował najbardziej doświadczony gracz w drużynie – Rafał Redzimski, który niemal z marszu zdobył tytuł najlepszego zawodnika spotkania. Jesteśmy przekonani, że wyniesie on zespół na jeszcze wyższy poziom. Ponadto, wydaje się, że całkowicie o kontuzji kolana zapomniał jeden z wieżowców i liderów Letniego – Maciej Jakubowski. W sprawie pierwszego składu pozostaje kilka niewiadomych. Poza nimi, największym znakiem zapytania zdaje się być to, czy jakakolwiek drużyna jest w stanie ograć ‘Wegan’?

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Zapowiedź – MATCHDAY #15

Poniedziałek będzie początkiem zmagań kolejnego tygodnia rozgrywek. To właśnie w tym tygodniu poznamy ostateczny kształt grupy mistrzowskiej oraz spadkowej w drugiej lidze. Ponadto, większość drużyn będzie miała ostatnią szansę na uzupełnienie swoich składów, bowiem prawo to przysługuje do dziewiątego meczu włącznie. Najciekawiej zapowiada się spotkanie rewanżowe pomiędzy Volley Gdańsk a Speednetem.

Allsix by Decathlon – Chilli Amigos

Godz.: 19:00, boisko nr 2

Skomplikowała sobie w poprzednim tygodniu sytuację drużyna Rafała Liszewskiego – Allsix by Decathlon. Nie dość, że ekipa przegrała prestiżowe spotkanie przeciwko bezpośredniemu rywalowi w walce o najwyższe cele – Range Soft VT to na dodatek zgubiła jeden punkt przeciwko szóstej sile ligi – DCT Gdańsk. Zamiast sześciu oczek były zaledwie dwa i Decathlon na sześć spotkań do końca ligi traci ich aż cztery do pierwszej drużyny w tabeli. Tym razem, już w rundzie rewanżowej, rozegrają mecz przeciwko drużynie Chilli Amigos, dowodzonej przez Grzegorza Walukiewicza. W pierwszym spotkaniu obu zespołów, rozegranym niespełna miesiąc temu (25 maja), po dość wyrównanym spotkaniu górą byli gracze Allsix by Decathlon, którzy wygrali w stosunku 3-0. MVP tego meczu wybrany został Dawid Zdzuj, który zdobył dla swojej drużyny aż szesnaście punktów i walnie przyczynił się do tego, że ‘Amigos’ nie zdobyli tego dnia choćby jednego oczka. Tym razem, tego bardzo dobrego gracza prawdopodobnie na parkiecie nie zobaczymy. Dawid zmaga się ciągle z kontuzją stawu skokowego, której doznał właśnie w końcówce spotkania przeciwko Chilli Amigos. O powtórzenie wyniku z rundy zasadniczej nie będzie tak łatwo, bowiem Chilli Amigos po ośmiu meczach w SL3 już okrzepli i w najbliższym spotkaniu na pewno powalczą. Czy Papryczki są w stanie sprawić niespodziankę i wygrać spotkanie?

Typ Redakcji: Allsix by Decathlon

Typ Eksperta (Maciej Kot): Allsix by Decathlon

Wirtualna Polska – DCT Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr 3

Trudno w naszych rozgrywkach zestawić ze sobą drużyny, które rywalizowały ze sobą równie często co Wirtualna Polska z DCT Gdańsk. Do tych ekip można dorzucić jeszcze Port Gdańsk i wtedy o zespołach można mówić w kontekście ‘trzech przyjaciół z boiska’. Cała trójka występuje z nami od pierwszego sezonu SL3. Jakby tego było mało, za każdym razem te trzy drużyny grały ze sobą w tej samej klasie rozgrywkowej. W pierwszym sezonie była zaledwie jedna liga. W drugim były już dwie i drużyny rywalizowały na zapleczu ‘elity’. W trzecim sezonie drużyny spotkały się w trzeciej lidze i cały czas obserwujemy, jak zmieniają się ich umiejętności na tle rywali. Najbliższe spotkanie będzie już czwartą bezpośrednią rywalizacją pomiędzy ekipami. Jak do tej pory, lepszy bilans należy do ‘Wirtualnych’, którzy wygrali dwa spotkania przy jednej victorii drużyny DCT Gdańsk. Nie oznacza to bynajmniej, że w poniedziałkowym meczu ‘Wirtualni’ będą faworytem. Ostatnie spotkanie obu drużyn padło łupem ‘Kontenerowców’, którzy zdołali wygrać z WP w stosunku 2-1. Mimo wszystko uważamy, że z tamtego meczu nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków. ‘Wirtualni’ na początku sezonu mieli dość wyraźne problemy kadrowe i chociażby przeciwko DCT Gdańsk gracze Jędrzeja Matli zdołali zebrać zaledwie pięciu graczy. W ostatnim czasie do drużyny dołączyło dwóch nowych zawodników więc zakładamy, że w meczu numer cztery obu drużyn do takiej sytuacji już nie dojdzie. Kolejna wygrana DCT sprawiłaby, że do końca sezonu ‘Wirtualnym’ trudno byłoby już dogonić drużynę Piotra Kochanowskiego.

Typ Redakcji: DCT Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): DCT Gdańsk

Mental Block – AVOCADO friends

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Przypuszczamy, że gdyby AVOCADO friends w poniedziałkowy wieczór poniosło porażkę to mówiłoby się o niej równie długo co o całunie turyńskim. Ok, może trochę przesadzamy, ale bez wątpienia temat byłby grzany przez kilka kolejnych miesięcy. Nie jest to chyba dziwne prawda? W spotkaniu powalczą bowiem drużyny, które zajmują odpowiednio drugie oraz dziesiąte miejsce. Zespół, który zanotował zero porażek zmierzy się z ekipą, która ma ich na koncie aż sześć. Drużyna, która niemal na 100% znajdzie się w grupie mistrzowskiej zagra z drużyną, która nie ma już na tę grupę szans. Cóż, jak widać różnice pomiędzy wspomnianymi zespołami w tym sezonie są naprawdę bardzo duże. Ze wszystkich drugoligowych drużyn tylko drużyna Arkadiusza Kozłowskiego (AVOCADO friends) ma rozegrane mniej niż siedem spotkań. To z kolei sprawia, że póki co zajmują ‘tylko’ drugie miejsce. Okazję do powrotu na szczyt będą mieli właśnie w najbliższym meczu. Ich ewentualna wygrana w stosunku 3-0 sprawi, że drużyna wskoczy na fotel lidera, którego nie będzie chciała oddać już do końca. Z drugiej strony, spotkanie przeciwko ‘Mentalistom’ będzie okazją do tego, aby wreszcie zgarnąć komplet oczek. W ostatnich trzech spotkaniach ‘Weganie’ gubili po jednym punkcie, odpowiednio z: SV INVICTA, DNV GL S*M*A*S*H oraz z Oliwa Team i w meczu z ‘Mentalem’ nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż 3-0. Jak do tej pory Mental, poza wygraną w stosunku 3-0 z DNV GL S*M*A*S*H, nie był w stanie ugrać punktu z żadnym z sześciu rywali.

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Oliwa Team – AXIS

Godz.: 20:00, boisko nr 1

W ostatnim czasie skomplikowała się kwestia gry ‘Oliwiaków’ w grupie mistrzowskiej. Ostatni tydzień sprawił, że ‘Czarni’ wypadli z TOP5 i aby tam wrócić, muszą wygrać z najbliższym rywalem w stosunku 3-0 i jakby tego było mało, liczyć na to, że któremuś z ich rywali powinie się noga. Nie da się ukryć, że brak Oliwy w grupie mistrzowskiej byłby sporym zaskoczeniem. W ciągu sezonu wielokrotnie prezentowali się tak, że gdyby osoba, która nie widziała układu tabeli miała przystawioną broń do skroni, a jej życie zależałoby od odgadnięcia, w której grupie Oliwiacy się znajdują, ta spokojnie odpowiedziałaby, że mistrzowskiej. W sporcie utarło się powiedzenie, że ‘grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze’. Meczu z AVOCADO i Spontanem nie można oczywiście nazwać ‘zawsze’, ale jednak drużyna prezentowała się w tych spotkaniach naprawdę nieźle, tylko gdzieś na końcu brakowało postawienia kropki nad ’i’. Aby nie wypaść całkowicie z drużyn liczących się w grze ‘Oliwiacy’ powinni wygrać spotkanie w stosunku 3-0. Przeciwko AXIS udało się to czterem z pięciu ekip znajdujących się w TOP5. Tylko Team Spontan, na chwilę obecną główny rywal Oliwiaków w walce o grupę mistrzowską, stracił z AXIS jeden punkt. Wygrana Oliwy w stosunku 3-0 byłaby naprawdę dobrą zaliczką i w zasadzie obowiązkiem. Z tyłu głowy gracze Agnieszki Pasternak mają bowiem to, że w ostatnim meczu w sezonie zasadniczym zmierzą się z piekielnie groźną drużyną Zmieszanych, która obecnie znajduje się na… pierwszym miejscu w tabeli. Z drugiej strony, nawet cztery oczka w dwóch meczach nie gwarantują im gry w grupie mistrzowskiej.

Typ Redakcji: Oliwa Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Oliwa Team

Range Soft VT – Speednet 2

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że w meczu, w którym zmierzą się pierwsza i ósma drużyna trzeciej ligi, faworyt może być tylko jeden. Tym będzie oczywiście drużyna Mykoli Kisa, która pewnym krokiem zmierza w kierunku drugiej ligi. Tuż po półmetku rozgrywek ‘Żółto-czarni’ mają 4 punkty przewagi nad drugim w tabeli Decathlonem. Kolejna wygrana z rzędu w stosunku 3-0 sprawi, że ‘Stranieri’ będą mogli zacząć powoli robić research gry drużyn, z którymi prawdopodobnie przyjdzie im się zmierzyć w kolejnym sezonie w wyższej lidze. Na chwilę obecną ciężko nam sobie wyobrazić scenariusz, w którym na ostatniej prostej któraś z drużyn zdołałaby wyprzedzić ich w tabeli. Wydaje nam się, że jedyne, czego potrzebuje obecnie drużyna to spokój i maksymalna koncentracja. W obecnym sezonie zdarzały się mecze, kiedy w ich szeregi wkradała się niefrasobliwość, przez co pogubili trochę punktów po drodze. Tym razem taki scenariusz nie jest nawet brany pod uwagę i ‘Żółto-czarni’ postarają się o powtórzenie wyniku przeciwko Speednetowi z 11 czerwca, kiedy spokojnie wygrali 3-0. Jeśli chodzi o Speednet to w ostatnim magazynie zastanawialiśmy się, co stało się z atmosferą. Jak do tej pory była ona prawdopodobnie najlepsza z całej ligowej stawki, jednak w meczu z 17 czerwca przeciwko DCT Gdańsk było inaczej. Kto wie, być może właśnie w celu jej poprawienia w firmie odbyła się w weekend impreza integracyjna?

Typ Redakcji: Range Soft VT

Typ Eksperta (Maciej Kot): Range Soft VT

Team Spontan – 3city4students

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Nie zazdrościmy ‘Studentom’. W poniedziałkowy wieczór rozegrają bowiem dwa spotkania. Pierwszym będzie mecz przeciwko Team Spontan, natomiast w drugim zmierzą się z SV INVICTĄ. Sytuacja ta, zachowując proporcje, jest mniej więcej równie beznadziejna jak ta, w której na początku dowiadujemy się, że spłonęło nam mieszkanie, by po pewnym czasie dowiedzieć się, że podpalił je kochanek żony. Uważamy, że jakakolwiek punktowa zdobycz będzie niespodzianką sporego kalibru, bowiem zarówno Spontan jak i INVICTA będą bardzo zmotywowani. Dla ‘Spontanicznych’ w poniedziałkowy wieczór liczą się tylko trzy punkty. Jakby tego było mało drużyna będzie chciała wygrać bardzo wysoko. Nos podpowiada nam, że w rozstrzygnięciach w tej klasie rozgrywkowej małe punkty mogą mieć kluczowe znaczenie. Wracając do ambicji drużyny Piotra Raczyńskiego to nie da się ukryć, że obecny sezon jest dla nich inny niż poprzednie, w których występowali. Z poprzednich dwóch kojarzymy ‘Spontana’ raczej z zabawy i świetnej atmosfery. Nie wiemy czy to wpływ wysokich aspiracji czy być może problem leży gdzie indziej, ale w ostatnim czasie zauważyliśmy, że gdy drużynie nie idzie to atmosfera już tak fantastyczna nie jest. Ich przeciwnicy – zespół 3city4students jest na innym biegunie. Nie mówimy tu o miejscu w tabeli tylko właśnie o atmosferze, która jest wręcz wyborna. Kto wie, być może będą nią w stanie zarazić swoich poniedziałkowych rywali?

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

Volley Gdańsk – Speednet

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Obojętnie czego byśmy tu nie napisali to i tak wyjdzie kiepsko. Nie da się bowiem przelać na papier emocji, które towarzyszyły nam podczas ostatniego spotkania obu drużyn. Zwykło się mówić, że życie pisze najlepsze scenariusze. Dla potrzeb tego meczu pokusimy się o małą modyfikację. Życie pisze najlepsze zapowiedzi. Obu drużyn nie trzeba absolutnie mobilizować na to spotkanie. Gdybyśmy mieli napisać ile czynników składa się na to, że obie drużyny za wszelką cenę chcą wygrać spotkanie, to zapowiedź byłaby zapewne dłuższa niż najdłuższy opis w historii SL3, który przybliżył naszym czytelnikom kulisy spektaklu, który wspólnie stworzyli gracze Speednetu i Volley Gdańsk. Jako Redakcja uznaliśmy, że było to bodajże najbardziej emocjonujące spotkanie w historii SL3, a już na pewno w obecnym sezonie. Wracając do pobudek obu drużyn możemy wymienić następujące:

Volley Gdańsk:

– Na chwilę obecną ‘Żółto-czarni’ rozegrali jedno spotkanie mniej od Omidy i tracą do lidera już cztery oczka. Gracze Volley nie mogą sobie pozwolić na kolejną stratę punktów więc w grę wchodzi tylko wynik 3-0.

– Gracze Volley chcą kontynuować fenomenalną serię meczów bez porażki. Od debiutu w SL3, który przypadł na 3 kwietnia 2019 r. drużyna wygrała 34! spotkania z rzędu i passę tę będą bez wątpienia chcieli kontynuować.

Speednet:

– Nie ma się co oszukiwać, Speednet chce być pierwszą drużyną w SL3, która zdołała ograć dwukrotnego mistrza ligi.

– W przypadku wygranej z Volley Gdańsk firma przekaże pokaźną sumę na cele charytatywne.

Wspólny mianownik w postaci chęci ogrania rywala podsyca ostatnie spotkanie, które nie obyło się bez kontrowersji. Obie drużyny mają swoim przeciwnikom dużo do udowodnienia i jeśli najbliższy mecz będzie choć w połowie tak interesujący jak poprzedni to zacieramy już sobie na niego ręce.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Letni Gdańsk – AXIS

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Zaledwie kilkadziesiąt linijek wcześniej pisaliśmy o tym, że sytuacja rywali AXIS – Oliwa Team w ostatnim czasie się skomplikowała. Cóż, w tym przypadku moglibyśmy posłużyć się skrótami klawiszowymi ctrl+c, ctrl+v. Niestety prawdopodobnie byście nam tego nie wybaczyli. Spotkanie z ‘Letnikami’ będzie drugim, do którego przystąpi drużyna AXIS w poniedziałkowy wieczór. Patrząc obiektywnie, widzieliśmy w historii SL3 korzystniejsze terminarze dla drużyny, aniżeli następujące po sobie mecze z Oliwą oraz Letnim Gdańskiem. Obie wspomniane ekipy rywalizują bowiem o grę w grupie mistrzowskiej. Nie ma się co oszukiwać. Uważamy, że jakakolwiek zdobycz punktowa przez ‘Czerwonych’ w poniedziałkowy wieczór będzie postrzegana w kontekście naprawdę dużej niespodzianki. Z drugiej strony, przestrzegamy drużynę Michała Mysłka (Letni Gdańsk) przed nadmiernym optymizmem. Nie wiemy czy wynika to z dyspozycji dnia, fazy księżyca, kalendarza brania ryb czy może braku koncentracji, ale drużyna ‘Letników’ na przestrzeni kilku dni potrafi rozegrać bardzo dobre spotkanie, by po dosłownie chwili zaprezentować ‘swoje gorsze ja’ i zagrać po prostu średnio. Na tę gorszą dyspozycję liczą gracze Fabiana Polita. Jeśli do tego dojdzie to jesteśmy przekonani, że w meczu może dojść do niespodzianki.

Typ Redakcji: Letni Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Letni Gdańsk

SV INVICTA – 3city4students

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Przy okazji zapowiedzi poprzedniego meczu SV INVICTY napisaliśmy, że drużyna Sławomira Cichosza do końca rundy zasadniczej zmierzy się z ósmą, dziewiątą i dziesiątą siłą drugiej ligi i jeśli nie awansuje do grupy mistrzowskiej, będzie to prawdziwy kataklizm. Cóż, w meczu z ósmą drużyną ligi sensacji nie było. Nie było nawet niespodzianki w postaci urwanego seta i INVICTA rozbiła w środowy wieczór drużynę AXIS w stosunku 3-0, dzięki czemu wskoczyli na wysokie – czwarte miejsce w tabeli. W najbliższy poniedziałek może się to zmienić i drużyna może awansować jeszcze wyżej. Ciężko sobie wyobrazić scenariusz, w którym ‘Studentów’ będzie stać na urwanie choćby jednego punktu. Nie zmienia obecnej sytuacji nawet fakt, że drużyna Dawida Piankowskiego odniosła w ostatnim meczu premierowe zwycięstwo. Drużyny INVICTY i Mentala to jednak inny kaliber w obecnym sezonie i równie dobrze najbliższy mecz moglibyśmy anonsować jako pojedynek pomiędzy Dawidem a Goliatem. Jakby nie patrzeć, Dawid miał jednak większe szanse na zwycięstwo i nie mówimy tu bynajmniej o kapitanie drużyny ‘Studentów’. Z drugiej strony, rozdzielanie punktów już przed meczem jest dość nieodpowiedzialne, o czym przekonało się w obecnym sezonie już kilka drużyn.

Typ Redakcji: SV INVICTA

Typ Eksperta (Maciej Kot): SV INVICTA

Matchday #14

Czwartkowa rywalizacja stała pod znakiem zmagań pierwszoligowych. Spośród sześciu rozegranych spotkań aż cztery były pojedynkami wśród elity. Swoje mistrzowskie aspiracje potwierdziła drużyna Omidy, która wygrała dwa spotkania w stosunku 3-0 i mają już cztery oczka nad Volley, które ma co prawda jeden mecz mniej, ale na pewno wystąpią w nim pod dużą presją. Wydarzeniem dnia jest jednak pierwsza wygrana drużyny 3city4students, po której wszystkie 26 drużyn w lidze ma na swoim koncie minimum jeden punkt.

Mental Block – 3city4students 0-3 (9-21; 12-21; 16-21)

Wiedzieliśmy, że ten moment prędzej czy później nadejdzie. Jak wielokrotnie pisaliśmy, drużyna 3city4students prezentowała się znacznie lepiej niż wskazywały na to wyniki i pozycja w tabeli. Mimo, że jako faworyta w zapowiedzi wskazaliśmy ‘Mentalistów’ to jednak podskórnie przeczuwaliśmy, że ‘Studenci’ są w stanie ugrać pierwsze punkty. Mimo wszystko, takiego obrotu sprawy jakiego byliśmy świadkami się nie spodziewaliśmy. Miał być wyrównany mecz, a tymczasem ‘Studenci’ wjechali na pełnej i Mentaliści mogli w zasadzie tylko i wyłącznie podziwiać jak grają ich rywale. Pierwszy set zaczął się od bardzo mocnego uderzenia ‘Studenciaków’, którzy byli najwidoczniej podrażnieni tym, jak wyglądał do tej pory sezon w ich wykonaniu. Już na początku zdołali sobie wypracować kilkupunktową przewagę, która z czasem się jeszcze bardziej powiększała, by ostatecznie set zakończył się ich wygraną do dziewięciu. Druga partia była bardzo podobna do pierwszej, z tą różnicą, że ‘Niebiescy’ zdołali ugrać kilka punktów więcej. Najciekawszy w trakcie całego meczu był ostatni Se,t w którym Mental – przynajmniej na początku, zagrał wreszcie to co potrafi. Efektem ich składnej gry była wypracowana kilkupunktowa przewaga. Z czasem, z niewyjaśnionych przyczyn, ‘Mentalistom’ dosłownie odcięło prąd i zaczęli taśmowo gubić punkty. To pozwoliło ‘Studentom’ odskoczyć od rywala i ostatecznie wygrać seta do 16. Drużyna Dawida Piankowskiego po spotkaniu wreszcie może odetchnąć pełną piersią. Patrząc na sferę psychiczną, wygrana w stosunku 3-0 ma niebagatelne znaczenie. W przypadku Mentala porażka ma zdecydowanie odwrotny skutek i z tego miejsca chcielibyśmy wyrazić nadzieję, że nie podziała to na drużynę zbyt demobilizująco.

Wirtualna Polska – Chilli Amigos 1-2 (21-18; 11-21; 16-21)

W ostatnim czasie wykrystalizowała nam się sytuacja, w której wytypowanie faworyta spotkania nie było zadaniem wymagającym jakiejś szczegółowej analizy. Z drugiej strony, zastanawialiśmy się jak będzie wyglądała drużyna Wirtualnej Polski, której szeregi wzmocnili debiutujący w lidze Bogusław Tybuś oraz Michał Doroz. Po jednym meczu można śmiało powiedzieć, że obaj gracze będą bez wątpienia wzmocnieniem ‘Biało-czerwonych’. Niejako na przekór typowi Redakcji, ‘Wirtualni’ w pierwszym secie prezentowali się bardzo dobrze i zdołali pokonać rywala do osiemnastu. Niestety dla nich, nie potrafili pójść za ciosem. Drugi set w ich wykonaniu był od początku nieudany. ‘Biało-czerwoni’ na początku tej partii popełnili kilka błędów, dzięki czemu ‘Amigos’ wyszli na trzypunktowe prowadzenie, które z czasem jeszcze bardziej powiększyli, by ostatecznie wygrać seta do jedenastu. Trzecia odsłona była już bardziej wyrównana, a sytuacja w trakcie seta zmieniała się częściej niż łóżkowe partnerki Julio Iglesiasa, który według niektórych źródeł miał ich… 20 tysięcy. Wróćmy jednak do spraw przyziemnych. Na początku trzeciego seta przewagę osiągnęli Chilli Amigos, następnie sztuka ta udała się Wirtualnym, którzy ostatecznie roztrwonili przewagę i dali się wyprzedzić ‘Papryczkom’, by ostatecznie przegrać spotkanie 2-1. Jesteśmy przekonani, że WP może czuć pewien niedosyt, ponieważ w trakcie meczu były momenty, w których wydawało się, że wygrają. Niestety dla nich – Amigos mieli tego wieczora w składzie Marcina Sawickiego, który zgodnie z kolorem koszulki – okazał się dla WP czarnym charakterem.

Epo-Project – Speednet 3-0 (21-14; 21-14; 21-16)

Można sobie śmieszkować oraz drzeć łacha z tego, że Redakcja dość często pisze o ‘dyspozycji dnia’, ale jak inaczej opisać wyniki dwóch spotkań pomiędzy Epo a Speednetem, które odbyły się na przestrzeni dwóch dni? Przypominamy, że to pierwsze – środowe starcie wygrali ‘Różowi’ w stosunku 3-0, by w czwartek takim samym wynikiem zwyciężyło Epo. Nie od dziś wiadomo, że są na świecie rzeczy, które ciężko wytłumaczyć. Jedną z nich jest to, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich dwóch dni. Przed spotkaniem z protokołu meczowego wykreślony został libero drużyny Speednet – Adrian Płotka. Do tego momentu można było się zastanawiać jaką wartość dla ‘Programistów’ ma ten gracz, ale jego brak był widoczny chyba dla każdej osoby, która obserwowała mecz. W środowym spotkaniu Adrian trzymał przyjęcie i był jednym z głównych autorów wygranej w stosunku 3-0. Nie ma co jednak umniejszać graczom Epo-Project, którzy zagrali po prostu bardzo dobre spotkanie. Speednet nie był w stanie jakkolwiek zagrozić ‘Zielonym’. Już w pierwszym secie ‘Różowi’ mieli spory problem w przyjęciu, przez co przegrali seta do 14. Oczywiście nie był to jedyny powód. Drużyna dowodzona przez Mateusza Urbanowicza popełniła niezliczoną liczbę błędów własnych, a inne ich problemy nie zmieściłyby się w podsumowaniu. Druga odsłona to dalsze kłopoty‘Różowych’ i bardzo dobra gra graczy z Żukowa. W ich szeregach świetne spotkanie rozegrał Tomasz Piask i, co staje się powoli tradycją, Damian Kolka. Set – podobnie jak ten pierwszy, zakończył się wynikiem 21-14. W ostatniej partii po graczach ‘Speednetu’ widać było narastająca frustrację. Nie tak miał wyglądać ten wieczór. Żółtą kartkę otrzymał Marek Ogonowski, a z boku boiska pieklił się trener drużyny. To wszystko na nic, bowiem Speednet ponownie był tylko tłem dla drużyny Przemysława Walczaka. Tym razem wygrali do szesnastu i wzięli udany rewanż za środową porażkę.

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk 3-0 (21-18; 21-17; 21-12)

Przystankiem w drodze do mistrzostwa w czwartkowy wieczór była czerwona latarnia ligi – Straż Pożarna Gdańsk. Jak do tej pory ‘Mundurowi’ uciułali cztery oczka i nie da się ukryć, że każdy inny wynik niż 3-0 dla Omidy byłby dla ‘Logistyków’ istną katastrofą. Przed meczem okazało się, że okazję do debiutu będzie miała libero drużyny – Natalia Groth. Cóż, debiutować akurat przeciwko liderowi pierwszej ligi, umówmy się – nie jest najłatwiejszym zadaniem. Mimo wszystko, z perspektywy całego meczu uważamy, że jedyna aktywna przedstawicielka płci pięknej w pierwszej lidze zaprezentowała się z dobrej strony. Wracając do spotkania to mimo faktu, że Omida wygrała je w stosunku 3-0 to po ich reakcjach nie można było wywnioskować jakiejś szczególnej radości. Ot, zwykły dzień w pracy i musimy Wam przyznać, że nie wiemy czy z czasem takie podejście nie odbije się czkawką ‘Logistykom’. Nie widzimy tego, czy gracze są w stanie ‘umierać za Omidę’. Nawet po zdobyciu punktu czy wygranej seta, a nawet meczu, ich radość była dość dyskretna. Sami nie wiemy z czego to wynika. Być może ma na to wpływ fakt, że drużyna nie dopuszczała do siebie innego scenariusza niż pewne trzy punkty? W pierwszym secie Strażacy podeszli do spotkania z dużym respektem dla rywala. Ten najwidoczniej ich sparaliżował, bowiem drużyna popełniła masę błędów własnych. Dotknięcia siatki, problemy z przyjęciem, nieporozumienia pomiędzy poszczególnymi graczami. Z czasem ich gra zaczęła wyglądać coraz lepiej, w efekcie czego w trakcie seta uzbierali aż osiemnaście punktów, co było dość zaskakujące. Druga odsłona zaczęła się od asa serwisowego Damiana Buźniaka (Straż Pożarna), z którego zagrywką w czwartkowy wieczór ‘Logistycy’ mieli poważne problemy. Z czasem gra ‘Logistyków’ zaczęła wyglądać lepiej i wygrali drugą partię do siedemnastu. W tym momencie należało zachować koncentrację. Ta sztuka się udała, Omida ograła w ostatniej partii rywali do dwunastu i osiągnęła swój cel zdobywając trzy punkty, tym samym wracając na pierwsze miejsce w tabeli.

Prototype Volleyball – Trójmiejska Strefa Szkód 2-1 (21-18; 21-13; 13-21)

W zapowiedzi przedmeczowej podkreśliliśmy, że Trójmiejska Strefa Szkód to rywal, który nigdy Prototype Volleyball nie leżał. Nie wiemy czy wpłynęliśmy tym na podejście ‘Niebieskich’ do spotkania, ale to, co zobaczyliśmy w ich wykonaniu w czwartkowy wieczór, mówiąc eufemistycznie, nie napawało optymizmem. W przypadku obu drużyn do protokołu przedmeczowego zostali dopisani nowi gracze. W drużynie Prototype Volleyball był to libero – Michał Kardasz, który godnie zastąpił nieobecnego w czwartkowy wieczór Artuta Reuta, natomiast po stronie TSS był to przyjmujący – Łukasz Gruźlewicz. W przypadku ‘Niebieskich’ nowy gracz oraz absencja etatowego libero drużyny –  Dawida Kopczyka sprawiły, że TSS musiał nieco zmodyfikować ustawienie. W związku z tym, na libero zagrał kapitan drużyny – Patryk Pleszkun, a wspomniany wcześniej Łukasz zameldował się na przyjęciu. Strategia ta nie okazała się zbyt fortunna. W pierwszych dwóch setach, gdy zobaczyliśmy wyżej wspomnianą konfigurację, Trójmiejscy musieli uznać wyższość rywali. Dopiero w trzecim secie Patryk Pleszkun zamienił się z Łukaszem Gruźlewiczem i gra zespołu wyglądała już zupełnie inaczej, czego efektem była wygrana w stosunku 21-13. Ostatecznie, spotkanie zakończyło się wynikiem 2-1 dla Prototype, a graczem meczu został będący ostatnio w doskonałej formie Michał Markiewicz. Wygrana w stosunku 2-1 oznacza, że ‘Transformersi’ mają już cztery punkty przewagi nad ostatnią w tabeli Strażą Pożarną i zaledwie jedno oczko straty do piątego miejsca w tabeli. O ekipie TSS-u możemy mówić tylko i wyłącznie w kontekście rozczarowania. Miały być trzy punkty, pozostał jeden. Tym samym ekipa Patryka Pleszkuna definitywnie wypisuje się z walki o wygraną w lidze.

Omida Team – BES-BLUM Kraken Team 3-0 (21-14; 21-13; 21-13)

Po opędzlowaniu Strażaków, do pełni szczęścia w czwartkowy wieczór wystarczyło Omidzie pokonać BES-BLUM Kraken Team. O mobilizację nie było trudno. Poza możliwością odskoczenia w tabeli od Volley Gdańsk w grę wchodziła również chęć wzięcia rewanżu za spotkanie z 28 maja, które niespodziewanie przegrali w stosunku 2-1. O tym, jak poważnie do spotkania podeszli gracze Omidy niech świadczy fakt, że w dniu meczowym do gry było gotowych aż dwunastu graczy. Ostatecznie w spotkaniu przeciwko BES-BLUM wystąpiło ośmiu zawodników. Takiej frekwencji gracze Ryszarda Nowaka mogli jedynie pozazdrościć. W czwartkowy wieczór desygnowali do gry zaledwie sześciu graczy. W ich szeregach zabrakło chociażby Bartłomieja Piepera czy Pawła Pallacha. Z drugiej strony, do drużyny dołączył Łukasz Frąckowiak, dla którego był to debiut w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Początek meczu zaczął się od mocnego uderzenia Omidy, która zdawała się potwierdzać swoje ogromne aspiracje. Bardzo dobrą robotę na zagrywce wykonywał Konrad Gawrewicz i BES-BLUM nie wyglądał na drużynę, która ma pomysł jak sobie z nią poradzić. Pozostała część seta przebiegała w sposób spokojny. Omida kontrolowała przebieg wydarzeń i spokojnie dociągnęła prowadzenie do końca. W drugiej odsłonie wydawało się, że Kraken będzie w stanie zagrozić swoim rywalom. Po dobrych zagrywkach Arka Wasilewskiego zrobiło się 9-6 dla Kraken. Ktoś, kto wymyślił kiedyś w siatkówce możliwość wzięcia czasu, miał na myśli chyba taką sytuację. Po tym, gdy kapitan drużyny Omida – Konrad Gawrewicz poprosił o krótką przerwę, gra drużyny zaczęła wyglądać zupełnie inaczej i ‘Logistycy’ szybko odrobili stratę, a następnie taśmowo zdobywali punkty i wygrali tę partię do 13. W ostatniej odsłonie widzieliśmy już ogromne rozprężenie. Kontrolujący przebieg wydarzeń ‘Logistycy’ pozwalali sobie na nieco nonszalancji, po której dwa punkty zdobył bardzo dobrze dysponowany tego dnia libero drużyny – Sebastian Miąsko. Ponadto, kolejny dwucyfrowy wynik zanotował uważany za jednego z najlepszych atakujących wśród amatorów na całym Pomorzu Mateusz Szturmowski i drużyna po ograniu rywala 3-0 mogła cieszyć się z kompletu punktów.

Zapowiedź – MATCHDAY #14

Zwieńczeniem kolejnego tygodnia rozgrywek będzie sześć czwartkowych spotkań. Dwukrotnie na parkiecie zobaczymy Omidę, która ma dużą szansę na powrót na fotel lidera. Najciekawiej zapowiadają się wydarzenia w drugiej lidze. Przeżywający ogromny kryzys Mental Block podejmie drużynę 3city4students i dla jednych z nich będzie to okazja do przełamania.

Omida Team – Straż Pożarna Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Dla Omidy czwartkowy wieczór będzie podróżą w nieznane. Jak dotąd, jeszcze nigdy nie grała dwóch spotkań jednego dnia i zastanawiamy się, jak odbije się to na ich formie. Z tyłu głowy mamy to, że mecze w pierwszej lidze to jednak dość duży wysiłek, zarówno fizyczny jak i psychiczny. Jakby tego było mało ‘Logistycy’ grają w tym sezonie pod presją wynikającą z dużej szansy wygrania ligi. Owszem, presja ciążyła na nich również w poprzednim sezonie, kiedy w świetnym stylu wygrywali drugą ligę, jednak z tamtej ekipy pozostało tylko wspomnienie. W obecnym składzie możemy znaleźć zaledwie dwóch graczy, którzy w sezonie Jesień’19 bronili barw ‘Czarno-zielonej’ drużyny. Aby podtrzymać swoje mistrzowskie aspiracje, cel na czwartkowy wieczór jest tylko jeden – zgarnąć komplet punktów. Stawka jest spora, bowiem Volley wygrywając ze Strażą w poniedziałek w stosunku 3-0 wskoczył na pierwsze miejsce. Mecz będzie pewnym porównaniem, pojedynkiem korespondencyjnym między Volley a Omidą, choć wydaje nam się, że ogranie Strażaków do pięciu, jak zrobił to Volley w drugim secie jest nierealne. Nie dlatego, że Omida jest słabsza, a dlatego że Straż to bądź co bądź klasowa drużyna, której podobne wpadki zdarzają się nie częściej niż zaćmienie słońca. Parafrazując słowa piosenki Jolka, Jolka, której treść znają chyba najwięksi muzyczni ignoranci, następna taka porażka będzie może za sto lat.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Wirtualna Polska – Chilli Amigos

Godz.: 20:00, boisko nr 2

Po tym jak zaprezentowali się w środowy wieczór gracze Chilli Amigos to właśnie ich wskazujemy jako faworyta spotkania przeciwko Wirtualnej Polsce. Drużyna Grzegorza Walukiewicza mimo, że przegrała pojedynek z Craftveną to przynajmniej w dwóch pierwszych setach zagrała bodajże najlepszy mecz w obecnym sezonie. Owszem, po przegranej w drugiej partii z drużyny spadło ciśnienie, ale to nie powinno rzutować na ocenę ich gry. Mecz przeciwko Wirtualnej Polsce będzie dla ‘Papryczek’ zwieńczeniem czterodniowego maratonu, w którym drużyna miała do rozegrania aż trzy spotkania. Nieco żartobliwie napiszemy, że w przypadku drużyny Grzegorza Walukiewicza spotkanie oddzieli chłopców od mężczyzn. Graczy, którzy po raz trzeci w tym tygodniu wystąpią w lidze, będzie można pokazywać za wzór wszystkim pantoflarzom, dla których świat ogranicza się wyłącznie do ich domu i własnego biurka w pracy. Inną kwestią pozostaje fakt, jak gracze, dla których czasami ważniejsi od domu są AMIGOS, wytrzymają trudy tygodnia kondycyjnie. Nie mamy wątpliwości co do tego, że jednak dotychczasowe mecze dały im w kość i wcale nie bierzemy tu pod uwagę faktu, że pod pewnymi względami drużyna Chilli Amigos jest jedną z najbardziej doświadczonych ekip w lidze. Dlatego przestrzegamy ‘Papryczki’ przed lekceważeniem przeciwnika. Uważamy, że ‘Wirtualni’ to wciąż drużyna, która póki co gra poniżej własnych możliwości. Zwrotem – kluczem w poprzednim zdaniu było ‘póki co’. Czy Wirtualni będą w stanie dziś zaskoczyć rywali i przerwać passę trzech porażek z rzędu?

Typ Redakcji: Chilli Amigos

Typ Eksperta: Chilli Amigos

Mental Block – 3city4students

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Zdanie, które najbardziej pasuje do obecnej sytuacji obu drużyn to: ‘kiedy jak nie teraz? Z kim jak nie z najbliższym rywalem?’ Powiedzieć, że sezon w wykonaniu obu drużyn jest nieudany to nic nie powiedzieć. Jak do tej pory, drużyny rozegrały łącznie jedenaście spotkań, z czego odniosły tylko jedno zwycięstwo. Padło ono łupem ekipy Mental Block, która wygrała spotkanie przeciwko DNV GL S*M*A*S*H. Jeśli chodzi o bezpośrednią rywalizację to będąc całkiem szczerym, nie cieszymy się na myśl o meczu. Owszem, wygrani w sposób znaczny poprawią sobie humory, ale dotychczasowe wyniki sprawiają, że drużyna która przegra może wpaść w pewne tarapaty psychiczne. Nadzieje, które towarzyszą obu ekipom zostały napompowane do tego stopnia, że przegrana zaboli jedną z drużyn bardziej niż moglibyśmy się tego spodziewać. Szanse na wygraną w spotkaniu będą dość wyrównane. Dodatkowo, żadna z drużyn nie będzie mogła narzekać na swój los związany z faktem, że zaledwie 24h wcześniej rozgrywali swój mecz. Obie drużyny rywalizowały bowiem w środowy wieczór i miały tyle samo czasu na regenerację. Jedno jest natomiast już pewne. Obojętnie jak potoczą się dalsze losy obu drużyn, spotkanie to będzie pierwszym z dwóch, które ekipy rozegrają między sobą. Do drugiego dojdzie niebawem – już w grupie spadkowej.

Typ Redakcji: Mental Block

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3city4students

Omida Team – BES-BLUM Kraken Team

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Kto wie jak wyglądałaby obecnie ligowa tabela, gdyby nie przegrana faworyzowanej drużyny Omidy w meczu z BES-BLUM Kraken Team? Spotkanie z pierwszej rundy, które odbyło się 28 maja 2020 r. jest dla Omidy wspomnieniem równie przykrym co obowiązek zakładania kalesonów do szkoły narzucony przez rodziców. Pomimo, że drużyna Konrada Gawrewicza wygrała pierwszego seta to nie zdołała w kolejnych odsłonach przeciwstawić się bardzo dobrej i zorganizowanej grze ekipy dowodzonej przez Ryszarda Nowaka i przegrała cały mecz 1-2. Wtedy, podobnie jak i teraz, o wyniku można mówić zestawiając przy nim takie słowa jak: szok, zaskoczenie czy niedowierzanie. Przed rewanżem jedna rzecz jest pewna – drużyna Omidy podejdzie do meczu ze stuprocentowym zaangażowaniem. Na szali jest bowiem coś znacznie więcej niż pojedyncza wygrana. To raczej kolejny krok w kierunku mistrzostwa, o którym mówi się coraz częściej i do którego, jak się wydaje, główny rywal Omidy – Volley nigdy nie miał tak daleko jak obecnie. Do wymarzonego celu jednak jeszcze bardzo kręta wyboista ścieżka. Jesteśmy przekonani, że mecz z BES-BLUM nie będzie dla Omidy spacerkiem. Skoro gracze Kraken wygrali trzy tygodnie temu to czemu mieliby nie powtórzyć tego w czwartek? Scenariusz ten nie jest tak nierealny jak mogłoby się co niektórym wydawać. Kraken w swojej historii już niejednokrotnie udowodnił, że jest w stanie rywalizować jak równy z równym nawet z największymi mocarzami w lidze. Czy tym razem może być podobnie?

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Epo-Project – Speednet

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Po dwudziestoczterogodzinnej regeneracji drużyny Epo-Project i Speednetu ponownie spotkają się na parkietach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Zaczyna się bowiem runda rewanżowa i los tak chciał, że dojdzie do rewanżu dzień po dniu. Środowe spotkanie padło łupem Speednetu, który w ostatnim czasie prezentuje się naprawdę dobrze. W dzisiejszym spotkaniu Speednet wystawi prawdopodobnie ten sam skład co wczoraj. Zapewne od rana w Żukowskich domach trwa analiza rywala i szukanie słabszych stron, które można wykorzystać. Zastanawiamy się czy wśród ‘Zielonych’ zobaczymy Czarka Labuddę, który w kilku meczach obecnego sezonu ‘robił różnicę’. Niezależnie od tego, Epo chcąc wziąć udany rewanż za środową porażkę, powinno odmienić swoją grę. Sami zastanawiamy się z czego to wynika, ale swoje bardzo dobre mecze przeplatają tymi, które są po prostu dużo słabsze. Środowe spotkanie należy zaszeregować zdecydowanie do tej drugiej grupy. Jeśli w czwartkowy wieczór padnie taki sam wynik jak wczoraj, Speednet wyprzedzi w tabeli swoich rywali, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się bardzo mało prawdopodobne. Z drugiej strony, jeśli tym razem wygrają gracze z Żukowa to z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa można będzie stwierdzić, że sezon zakończą na wyższej pozycji niż ‘Różowi’. Zostawmy jednak te matematyczne dywagacje, ponieważ na sam koniec zadecyduje boisko i słynna dyspozycja dnia. Czy Epo stać na to, by wziąć udany rewanż?

Typ Redakcji: Speednet

Typ Eksperta (Maciej Kot): Epo-Project

PROtotype Volleyball – Trójmiejska Strefa Szkód

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Do tej pory drużyny Prototype Volleyball i Trójmiejskiej Strefy Szkód rywalizowały ze sobą dwukrotnie. Bilans po dwóch spotkaniach jednoznacznie wskazuje, kto będzie faworytem czwartkowego spotkania. Do dzisiaj Trójmiejska Strefa Szkód wygrała z ‘Transformersami’ wszystkie sześć rozegranych setów. Z dwóch zagranych do tej pory spotkań, bardziej wyrównane było to ostatnie – z 14 listopada 2019 r. Wtedy drużyna Tomka Nurzyńskiego postraszyła rywali, szczególnie w pierwszym i trzecim secie, kiedy to ‘Trójmiejscy’ wygrali dopiero po walce na przewagi. W spotkaniu, które zostanie rozegrane ponad pół roku później, nie za wiele się zmienia. TSS nadal będzie faworytem i nadal najbardziej prawdopodobnym wynikiem jest komplet punktów dla drużyny Patryka Plekszuna. Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że kto jak kto, ale akurat ‘Niebiescy’ mają nadzwyczajne problemy z wykończeniem przeciwnika. Sytuacja przypomina nam grę Mortal Kombat, w której ‘Trójmiejscy’ wcielają się w rolę gracza, który nie może ogarnąć pewnych sekwencji guzików i mając chwiejącego się na nogach rywala nie potrafi w sposób efektowny go wykończyć. Niby wygrywają, ale brakuje tego czegoś. Tak w obecnym sezonie było chociażby w meczu z BES-BLUM czy Strażą Pożarną. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: Trójmiejska Strefa Szkód

Typ Eksperta (Maciej Kot): Trójmiejska Strefa Szkód

Matchday #13

Środowe spotkania nie zawiodły. Do bardzo ciekawych pojedynków, po których nastąpiło spore przetasowanie, doszło w drugiej lidze. Po dwóch wygranych na pierwsze miejsce wskoczyła drużyna Zmieszanych. Miejsce Oliwy w TOP5 zastąpiła drużyna SV INVICTA. W trzecioligowym meczu na szczycie górą była drużyna Range Soft VT, która pewnym krokiem zmierza w kierunku drugiej ligi.

Letni Gdańsk – Zmieszani 1-2 (21-16; 12-21; 17-21)

Całość meczu przypominała nam trochę sytuację, w której nieproszony gość wchodzi do naszego domu, plądruje go, opróżnia lodówkę, a na koniec wyciera sobie buty w ręcznik do twarzy. Gospodarz nieco oszołomiony takim stanem rzeczy początkowo tylko biernie się przygląda. Z czasem sytuacja ta powoduje w nim sporą frustrację, po której intruz zostaje pogoniony z domu i jakby tego było mało, niezbyt korzystnie wspomina całą sytuację. Pewnie zastanawiacie się o co nam chodzi, ale już spieszymy z wytłumaczeniem. W rolę gospodarza – stałego bywalca Siatkarskiej Ligi Trójmiasta wcielają się oczywiście Zmieszani. W pierwszym secie jak gdyby nigdy nic na parkiet wchodzi nowa drużyna (pierwszy sezon) i drużyna Edyty Woźny nie za bardzo wie co się dzieje. Dopiero po czasie starzy wyjadacze potwierdzają, że nie pozwolą sobie na to, aby w ich domu jakaś drużyna robiła im grandę i pewnie wygrywają drugiego i trzeciego seta. W drugim secie historia zatoczyła u ‘Letników’ koło. Zamiast owijać w bawełnę napiszemy wprost – zagrali piach. Sądzimy, że drużyna powinna poszukać przyczyn takiego stanu rzeczy, ponieważ często zdarza im się mieć w trakcie meczu seta, o którym gracze nie będą raczej opowiadać za kilkadziesiąt lat wnukom. Tak było w meczu z DNV, tak było w meczu z Oliwą, tak było i w środę ze Zmieszanymi. Tu chyba nie ma mowy o przypadku. A Zmieszani? Cóż… miło, znów Was widzieć!

Team Spontan – Oliwa Team 2-1 (16-21; 21-14; 21-17)

Zastanawialiśmy się, z jakim nastawieniem obie drużyny wyjdą na środowe spotkanie. Obie były po prestiżowych meczach, w których musiały uznać wyższość rywali. Stało się jasne, że drużyna, która przegra to spotkanie, wypadnie poza krąg ekip zajmujących obecnie miejsca premiujące grą w grupie mistrzowskiej. Tego samego dnia swój mecz rozgrywała bowiem szósta w tabeli INVICTA, która była zdecydowanym faworytem pojedynku przeciwko AXIS. Można było zatem przypuszczać, że gracze Sławomira Cichosza wykorzystają fakt, że w meczu Spontaniczych z Oliwiakami ktoś pogubi punkty i dzięki temu wskoczą do grupy mistrzowskiej. Pierwszy set zaczął się lepiej dla ‘Pomarańczowych’, którzy zdołali wypracować sobie przewagę 5-1 i wydawało się, że będą w stanie kontrolować przebieg tej partii. Nic bardziej mylnego, bowiem z każdą upływającą minutą Oliwiacy wyglądali coraz lepiej i dodatkowo co rusz wykorzystywali błędy Spontanicznych i to, że Ci mieli problemy z wyprowadzeniem ataku. Z tym po drugiej stronie siatki nie miał problemu Maciej Tyryłło, którego szczególnie w pierwszym secie nie było można zatrzymać. Ostatecznie, mimo sporej straty z początku seta, Oliwa Team wygrała pierwszą partię do 16. W przerwie pomiędzy setami doszło do małego przemeblowania pozycji poszczególnych zawodników. Maciej Kot przeszedł na przyjęcie, a w ataku zobaczyliśmy Karola Sękielewskiego. Taka taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę, bowiem ‘Spontaniczni’ prezentowali się już zgoła inaczej i wygrali drugą partię w sposób przekonujący. W trzecim secie wygrała drużyna, która popełniała po prostu mniej błędów. Nie bez znaczenia w końcówce seta była dobra zagrywka rozgrywającego Team Spontan – Sławka Kudyby, która odrzuciła Oliwiaków od siatki, po czym ciężko było skończyć jakiś atak. To pozwoliło wypracować kilkupunktową przewagę, której ‘Spontaniczni’ już nie wypuścili.

3city4students – DNV GL S*M*A*S*H 0-3 (13-21; 17-21; 16-21)

Znacie historię, w której osiołek przez swe gapiostwo wpada do studni i nie ma za bardzo pomysłu jak się z niej wydostać? Jak wiadomo, jego sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Jakby sama sytuacja nie była wystarczająco beznadziejna to w pewnym momencie ludzie postanawiają zasypać studnię, ponieważ uznają, że nie będzie im już potrzebna. Nie zwracając uwagi na bohatera naszej historyjki wrzucają do wielkiej dziury a to deski, a to kamienie, a to inne śmieci. Nasz biedny osiołek co rusz otrzymuje kolejne ciosy po głowie i kiedy wydaje się, że jego koniec jest już naprawdę bliski, ten wykorzystuje sytuację i początkowo swoje beznadziejne położenie z czasem przekuwa w korzyść. Jego mądrość, spryt, a przede wszystkim determinacja doprowadzają do sytuacji, w której osiołek wspina się po wrzuconych przez ludzi deskach, kamieniach i innych przedmiotach, by na koniec wydostać się ze śmiertelnego potrzasku. Czemu o tym piszemy? Ano dlatego, że w rolę osiołka w beznadziejnej sytuacji widzimy obecnie graczy 3city4studens, którzy co rusz otrzymują ciosy spadające na głowę, ale gdy tylko będą wytrwali, obróci się to na ich korzyść. W środowy wieczór musieli uznać wyższość drużyny DNV GL, co wielkim zaskoczeniem nie było. Gracze z Gdyni od pewnego czasu prezentują się naprawdę wybornie. Gdyby nie przespany początek sezonu, dziś znajdowaliby się zapewne w tabeli o kilka miejsc wyżej. Mecz przeciwko 3city4students był pod ich kontrolą od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Największy opór ‘Studenci’ stawili w ostatniej partii, w której ugrali szesnaście punktów. To było jednak za mało, aby pomyśleć o pierwszym punkcie w sezonie.

Mental Block – Zmieszani 0-3 (14-21; 10-21; 8-21)

Planem minimum na środowy wieczór w wykonaniu Zmieszanych było ugranie co najmniej czterech oczek. Po tym, gdy dość niespodziewanie zdołali ograć wicelidera – drużynę Letniego Gdańska, do zrealizowania planu zostały dwa oczka. Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia i drużyna Zmieszanych przystąpiła do spotkania z myślą, że zamiast 2-1 musi to być 3-0. Jako, że pierwszy mecz był dość wymagający i kosztował Zmieszanych sporo sił, Ci pozwolili odpocząć trochę Kubie Wałdochowi, Michałowi Kocbuchowi oraz Radosławowi Pacyńskiemu. Na parkiecie, po raz pierwszy tego dnia pojawiła się za to Sandra Michalak, która zaliczyła bardzo udany występ na rozegraniu. Jej dobre wystawy sprawiły, że BLOCK Mentala miał spore problemy z przewidzeniem, którym skrzydłem zaatakują gracze Edyty Woźny. Gracze tacy jak Michał Grzenia czy Tomek Kamola nie zwykli marnować takich ciasteczek, dzięki czemu i jeden i drugi co rusz zdobywali punkty dla swojej drużyny. Gdy dołożymy do tego bardzo dobrą zagrywkę Zmieszanych, z którą Mentaliści mieli tego dnia problemy to wychodzi nam gotowy przepis na sukces. W tym elemencie najlepiej sprawowała się kapitan drużyny Edyta Woźny, która zdobyła na zagrywce trzy punkty. Jeśli chodzi o ‘Mentalistów’ to widać, że zespół nadal szuka formy. Ponadto, w drużynie po raz pierwszy wystąpił Mateusz Sokołowski, ale nie był on w stanie odmienić jej oblicza. Okazję do przełamania ‘Mentaliści’ będą mieli już dzisiaj. W czwartkowy wieczór zmierzą się z ostatnią drużyną w tabeli – 3city4students.

Craftvena – Chilli Amigos 2-1 (16-21; 22-20; 21-11)

Mało brakowało, a nasza zapowiedź przedmeczowa stałaby się obiektem drwin połowy Trójmiasta. Wszystko dlatego, że napisaliśmy w niej, że nie trzeba być wielkim uczonym, aby odgadnąć kto jest faworytem tego spotkania. Chodziło nam oczywiście o drużynę Craftveny. Nie wiemy, co zadziało się w głowach Chilli Amigos po przeczytaniu tej zapowiedzi, ale możemy tylko zgadywać, że ich twarze wyglądały dokładnie tak, jak kolor koszulek meczowych większości graczy ‘Papryczek i Przyjaciół’. Na spotkanie wyszli jak po swoje i patrząc na to, jak wyglądał pierwszy set, pisząc wprost – nie mogliśmy wyjść z podziwu. W drugiej części pierwszego seta gościem, który zrobił różnicę był kapitan drużyny – Grzegorz Walukiewicz. Poza nim wśród Chilli Amigos świetnie zaprezentował się Krzysztof Gasperowicz, dla którego był to najlepszy indywidualny występ w lidze. Wspomniana dwójka przy współpracy kolegów z drużyny zdołała wygrać jedynie pierwszego seta. Drugi, bardzo wyrównany potoczył się szczęśliwie dla Craftveny. Gdy po asie serwisowym Daniela Gołuńskiego na tablicy widniał wynik 15-10 dla Chilli, ich wygrana wisiała w powietrzu. Nie do końca rozumiemy sekwencję zdarzeń, bowiem po chwili ‘Papryczki’ roztrwoniły wypracowaną mozolnie przewagę i ‘Rzemieślnicy’ wyrównali na 18-18, a następnie wygrali seta. Sytuacja ta w sposób wyraźny zdemotywowała graczy Grzegorza Walukiewicza, bowiem w trzeciej odsłonie nie byli już w stanie nawiązać rywalizacji z ‘Czarnymi’. Ci wrócili w trakcie spotkania z dalekiej podróży i przewidujemy, że taka sytuacja może wpłynąć na drużynę w sposób mobilizujący.

Speednet 2 – DCT Gdańsk 0-3 (11-21; 17-21; 18-21)

Jeśli przed spotkaniem mielibyśmy upatrywać szans Speednetu 2 na powtórzenie osiągnięcia wyniku przeciwko Wirtualnej Polsce – czyli zdobycia choć jednego oczka to mecz przeciwko drużynie DCT Gdańsk był jednym z głównych kandydatów do osiągnięcia tego celu. Skąd taka opinia? DCT Gdańsk jest drużyną, która potrafi wygrać z bardzo silnym rywalem, a jednocześnie potrafi zawieść w meczach, gdzie na papierze ten rywal jest słabszy. W przypadku drużyny z ulicy Kontenerowej dyspozycja dnia ma kluczowe znaczenie w kontekście osiąganych wyników. Mimo to, całą naszą narrację z tego opisu, po pierwszym secie można byłoby wyrzucić do kosza. DCT było w nim drużyną znacznie lepszą, a ‘Programiści’ nie byli w stanie im poważnie zagrozić. Początek seta to szybko wypracowana przewaga ‘Kontenerowców’, która co rusz była sukcesywnie powiększana. Tu należy postawić kropkę i powiedzieć sobie wprost, że Speednet zbytnio nie utrudniał ‘Kontenerowcom’ osiągnięcia tak dużej przewagi. Nawet gdy ‘Różowi’ dobrze przyjmowali piłki, a rozgrywający rozdzielał je na skrzydła to finalnie brakowało wykończenia akcji w postaci udanego ataku. W drugim secie odnieśliśmy wrażenie, że ‘Różowi’ uznali, że nie taki rywal straszny jak go malują i postanowili trochę powalczyć. Takie podejście od razu dało efekty, bowiem przez długie fragmenty toczyła się wyrównana rywalizacja. Ostatecznie, w drugim secie DCT wygrało do 17, ale ‘Programiści’ mogą tego żałować. Czasami w ich meczach bywają momenty, kiedy drużyna staje przed dużą szansą i popełnia bardzo proste błędy jak np. zagrywka prosto w siatkę. Trzeci set był jeszcze bardziej wyrównany niż drugi. Finalnie, podobnie jak to miało miejsce w środkowej partii i tę wygrali gracze dowodzeni przez Piotra Kochanowskiego. Zawodnik ten plasuje się na trzecim miejscu klasyfikacji wszechczasów w zdobytych punktach. W meczu przeciwko Speednetowi 2, poza tytułem MVP dołożył aż 13 punktów. To, co jednak ważniejsze to trzy punkty dla drużyny, dzięki którym DCT wskakuje na piąte miejsce w ligowej stawce.

AXIS – SV INVICTA 0-3 (11-21; 13-21; 18-21)

Przed meczem jasne stało się, że drużyna INVICTY będzie za wszelką cenę chciała sięgnąć po komplet punktów. Zrealizowanie celu oznaczało, że drużyna na finiszu zmagań w sezonie zasadniczym wskoczyłaby na miejsce, które dawałoby jej pewny udział w grupie mistrzowskiej.  Od początku meczu gracze Sławomira Cichosza narzucili przeciwnikom swoje warunki. Patrząc na wynik, ale także przede wszystkim na grę obu drużyn, szczególnie w pierwszej odsłonie widać było naprawdę dużą dysproporcję. Gdy pod lupę weźmiemy Radosława Koniecznego to, nikogo nie obrażając, jednoznacznie widać, że gość ulepiony jest z zupełnie innej gliny. Radek był absolutnie nie do zatrzymania i zachowując proporcje wyglądał dokładnie tak, jak wyglądałby Lionel Messi podczas meczu w lidze szóstek w Żukowie. INVICTA to jednak cała drużyna, która nie dała szans rywalowi w pierwszym secie i wygrała go do 11. Druga partia dla AXIS zaczęła się jeszcze gorzej niż ta pierwsza i po chwili na tablicy wyników pojawiło się 13-4 dla INVICTY. W dalszej części seta, cytując młodszą część  graczy w SL,3 AXIS się nieco ogarnęło, ale i tak nie było w stanie zagrozić swoim przeciwnikom. Ostatnia odsłona była najbardziej wyrównana, ale trzeba powiedzieć to sobie wprost – INVICTA kontrolowała i tę partię. W secie pozwalali sobie na nieco nonszalancji i grający w drugiej linii Mateusz Chyl co rusz pokrzykiwał do Marcina Nowickiego, aby ten grał ‘pipe’a’. Pod koniec meczu zrobiło się trochę nerwowo. AXIS prawie doskoczyło do swojego rywala, w efekcie czego ich przeciwnicy w końcówce musieli dwukrotnie wziąć czas. Mimo pewnych problemów INVICTA zdołała wyjść z opresji i wygrać seta do 18 i cały mecz w stosunku 3-0.

Speednet – Epo-Project 3-0 (21-17; 21-17; 21-19)

Środowy mecz pomiędzy Speednetem a Epo-Project był pierwszą odsłoną dwumeczu, do którego dojdzie na przełomie dwóch dni. Mecz rozgrywany w środowy wieczór był dość zaskakujący jeśli spojrzymy na przedmeczowe zapowiedzi oraz typy Redakcji oraz Eksperta. Ponadto, wskazywała na to najzwyczajniej w świecie tabela. Owszem, wiedzieliśmy że Speednet notuje w ostatnim czasie eksplozję formy, aczkolwiek uznaliśmy, że pewne wygrane w stosunku 3-0, których dokonała drużyna Epo w dwóch ostatnich spotkaniach sprawią, że zespół będzie chciał pójść za ciosem. W tym konkretnym przypadku skończyło się na samych chęciach i patrząc na całą sytuację z boku musimy powiedzieć, że Epo nie miało po prostu wystarczających argumentów. Swojej słabszej dyspozycji ‘Zieloni’ nie mogą tłumaczyć brakiem najlepiej punktującego gracza drużyny – Cezarego Labbudy, ponieważ w drużynie rywali również zabrakło lidera – Kapcra Iwaniuka. Oba zespoły musiały sobie zatem poradzić bez nich. Speednet w ataku wystawił Macieja Zielińskiego i była to chyba przemyślana decyzja. Gracz ten zdobył 10 punktów i został MVP tego spotkania. Co do przebiegu samego meczu, Epo przypominało raczej swoje wydanie z nieudanego meczu przeciwko Omidzie niż przeciwko Prototype czy Straży Pożarnej. Już na początku pierwszego seta popełniali masowo błędy, co zapewniło ‘Różowym’ prowadzenie 14-6. Po tym, co wydarzyło się później, drużynie Speednetu należy się nagana. Chodzi oczywiście o fakt, że zespół prawie roztrwonił swoją przewagę, lecz ostatecznie udało im się dowieźć wynik do końca. Drugi set był dość nietypowy. Speednet prowadził w nim już 7-1, by zaledwie po chwili Epo zdołało dogonić rywala i doprowadzić do remisu 11-11. Ostatecznie, Speednet zdołał w końcówce osiągnąć przewagę, której tym razem nie wypuścili. Ostatnia odsłona to walka punkt za punkt od pierwszej do ostatniej piłki w meczu. Tym razem ponownie zwycięsko wyszli z niej gracze w różowych trykotach i to oni mogli cieszyć się z kompletu oczek.

Range Soft VT – Allsix by Decathlon 3-0 (21-14; 21-19; 21-18)

Na środkowym boisku o godzinie 21:00 doszło do pojedynku wagi ciężkiej. Zagrali ze sobą lider oraz wicelider klasyfikacji. Pierwsze spotkanie tych drużyn, rozegrane na inaugurację ligi, wygrali gracze Range Soft w stosunku 2-1. Plan nakreślony przez zawodników Allsix by Decathlon zakładał całkiem inny wynik, bowiem ewentualna przegrana sprawiłaby, że droga do mistrzostwa będzie bardzo mocno utrudniona, a kto wie czy nawet nie niemożliwa do pokonania. Mecz zaczął się lepiej dla tych pierwszych. Drużyna Mykoli Kisa szybko wypracowała sobie dwupunktową przewagę, która była kontynuowana do połowy seta. Później ‘Żółto-czarni’ zdołali włączyć drugi bieg i wygrać seta do czternastu. Decydująca o zdobyciu kolejnego oczka w tabeli była kiwka Evgena Sikorskyego. Po tym jak w dotychczasowych spotkaniach Range Soft zdołał wypracować sobie jedno oczko przewagi nad Decathlonem i dodatkowo wygrać z nimi pierwszego seta stało się jasne, że aby drużyny zrównały się punktami gracze Rafała Liszewskiego musieliby wygrać kolejne dwa sety. Po zawodnikach ze sklepu sportowego było widać chęci, determinację i wolę walki, ale zarówno w drugim jak i trzecim secie, zabrakło chyba po prostu umiejętności. Mówi się, że lepsza od sztucznej uprzejmości jest szczera prawda i my się z tym w pełni zgadzamy. Uważamy, że na chwilę obecną Range ma po prostu więcej argumentów i dlatego wygrało dwa bezpośrednie spotkania. Po rozegranym meczu ‘Żółto-czarni’ mają na swoim koncie dwadzieścia punktów i cztery oczka przewagi nad drugim w tabeli Decathlonem. Do końca zostało im sześć spotkań i chyba w drużynie powoli chłodzą się szampany.

Zapowiedź – MATCHDAY #13

Wchodzimy w decydującą fazę w kontekście podziału drugiej ligi na grupy mistrzowską oraz spadkową. W środę dojdzie do ciekawych spotkań Letniego Gdańska ze Zmieszanymi oraz Team Spontan z Oliwa Team. Mimo takich drugoligowych klasyków najciekawsze spotkanie odbędzie się w trzeciej lidze. Tam zmierzą się obecny lider – Range Soft VT z wiceliderem – Allsix by Decathlon. Kto wie, pomimo etapu sezonu być może będzie to mecz decydujący o mistrzostwie.

Letni Gdańsk – Zmieszani

Godz.: 19:00, boisko nr 1

Kolejny hit w drugiej lidze, kolejny z udziałem Letniego Gdańska. Tym razem ekipie Michała Mysłka przyjdzie rywalizować z drugą siłą poprzedniego sezonu drugiej ligi – Zmieszanych. Ci mają w ostatnim czasie swoje kłopoty. Drużyna przegrała dwa z trzech ostatnich spotkań, a w kontekście umiejętności, możliwości czy wreszcie ambicji samych graczy, scenariusz ten był dość zaskakujący. Ponadto, gdybyśmy mieli wskazywać faworyta najbliższego spotkania, kilka tygodni temu bez wahania wskazalibyśmy drużynę Edyty Woźny. W ostatnim czasie ‘Letnicy’ przekonali do siebie chyba największych niedowiarków. ‘Granatowi’ wygrali w ostatnim czasie trzy spotkania z rzędu za trzy punkty, dzięki czemu awansowali na drugie miejsce w ligowej tabeli. Ewentualna wygrana nad kolejnym rywalem niemal na pewno zagwarantowałaby graczom ‘Letniego’ miejsce w grupie mistrzowskiej. Z drugiej strony o osiągnięcie tego celu naprawdę nie będzie łatwo. Wydaje się, że Zmieszani wykorzystali już limit gorszych spotkań przypadający na jeden sezon. Nie zrozumcie nas źle, ale wydaje nam się, że drużyna Edyty Woźny jest zbyt klasową i doświadczoną ekipą, aby przegrać trzy z czterech spotkań. Ewentualna kolejna przegrana sprawiłaby, że o grę w grupie mistrzowskiej musieliby drżeć do samego końca, co jeszcze na początku sezonu wydawało się nierealne. Jak widać, mobilizować drużyny na to spotkanie nie trzeba. Jak poradzi sobie Letni w momencie kiedy to właśnie ich Redakcja wskaże jako faworyta tego elektryzującego meczu?

Typ Redakcji: Letni Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Letni Gdańsk

Team Spontan – Oliwa Team

Godz.: 19:00, boisko nr 3

Do środowego spotkania przystępują drużyny, które musiały uznać w poniedziałek wyższość rywali. Spontaniczni po jednostronnym pojedynku przegrali z Letnim Gdańskiem, natomiast Oliwa, mimo że zaprezentowała się dużo korzystniej, musiała uznać wyższość AVOCADO friends. Powiedzieć o tym meczu, że będzie niezwykle istotny z punktu widzenia obsady drużyn w grupie mistrzowskiej to nic nie powiedzieć. Na chwilę obecną wysoce prawdopodobny scenariusz to ten, w którym zabraknie w niej jednej z dwóch drużyn, którym przyjdzie rywalizować o godzinie 19.00 na boisku nr 3. Skąd to prawdopodobieństwo? Czyhająca za nimi drużyna SV INVICTA, która ma na koncie tyle samo punktów rozegrała już wszystkie mecze przeciwko drużynom z TOP5 i podczas gdy zespoły w tej grupie będą boksowały się o punkty, Invicta rozegra spotkania z rywalami będącymi od nich niżej w tabeli. Teoretycznie łatwiejszy terminarz i fakt, że dojdzie jeszcze do co najmniej kilku spotkań w TOP5 sprawia, że INVICTA ma bardzo komfortową sytuację i naprawdę będziemy zaskoczeni jeśli to właśnie dla nich zabraknie miejsca w elicie. Jak widać spotkanie Spontanicznych z Oliwiakami będzie jednym z najważniejszych w obecnym sezonie. Która z drużyn szybciej stanie na nogi po poniedziałkowej porażce? Delikatnym faworytem wydaje się drużyna Oliwa Team, która na tle obecnego lidera – AVOCADO friends zaprezentowała się najlepiej z całej ligowej stawki i w meczu byli naprawdę o włos od pokonania rywala. Z drugiej strony, w tym sezonie pomyliliśmy się już tyle razy, że nie zdziwi nas żaden wynik.

Typ Redakcji: Oliwa Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

3city4students – DNV GL S*M*A*S*H

Godz.: 19:00, boisko nr 2

W życiu każdego z nas zdarzają się momenty, które nas hartują. Dla jednych była to służba wojskowa, dla innych zerwanie zaręczyn kilka dni przed ślubem, a jeszcze innych zbieranie cięgów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Jak do tej pory 3city4students są jedyną drużyną w lidze, która nie zdobyła choćby punktu. Nie wierzymy w to, że taka sytuacja mogłaby potrwać do końca ligi, ale jednak z tygodnia na tydzień osiągnięcie celu będzie coraz trudniejsze. Pocieszające dla ‘Studenciaków’ jest to, że nawet gdyby nie udało się zdobyć żadnego punktu to nie doszłoby do bezprecedensowej sytuacji. W zeszłym sezonie drużyna Scandic w ciągu czternastu spotkań nie zdobyła ani jednego oczka. Na poprawę tego wyniku gracze 3city4students mają jeszcze dziewięć spotkań. Gdy weźmiemy pod lupę, z jakimi drużynami przyszło do tej pory rywalizować studentom to optyka na ich sytuację się całkowicie zmienia. Gracze Dawida Piankowskiego rywalizowali jak dotąd z czterema drużynami, które znajdują się obecnie w najlepszej piątce ligi więc te teoretycznie łatwiejsze mecze jeszcze przed nimi. Czy takim będzie spotkanie przeciwko DNV GL S*M*A*S*H? Zadanie nie będzie należało do najprostszych. Ostatnie wzmocnienia sprawiły, że drużyna zaczęła grać bardzo dobrze i gdyby nie kiepski początek w ich wykonaniu, moglibyśmy mówić o ‘Białych’ w kontekście gry w grupie mistrzowskiej. Z drugiej strony, gracze DNV wciąż wierzą w to, że może się uda, ale żeby ten scenariusz był w ogóle możliwy, niezbędne jest ogranie Studentów w stosunku 3-0. Niestety dla nich, w spotkaniu zabraknie najprawdopodobniej kapitana drużyny – Stanisława Paszkowskiego. Ostatnim razem kiedy do tego doszło, drużyna DNV musiała uznać wyższość ekipy Mental Block, dla której ten mecz był pierwszą i jedyną wygraną w lidze. Czy brak kapitana ponownie da się we znaki ‘Białym’? Czy pod jego nieobecność ‘Studenci’ będą w stanie wykorzystać sytuację i wygrać pierwsze spotkanie?

Typ Redakcji: DNV GL S*M*A*S*H

Typ Eksperta (Maciej Kot): DNV GL S*M*A*S*H

Speednet 2 – DCT Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr 3

Drużyna rozwija się wtedy, kiedy potrafi zrobić krok w przód. W ostatnim czasie, mimo że nieco leniwie, nieco ospale, nieco wywołani do tablicy, ale jednak drużyna DCT Gdańsk robi ten krok. Co prawda nie postawiła jeszcze stopy na ziemi, ale jednak widzimy w nich pewną inicjatywę i tylko od nich samych zależy czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Aby ten plan zrealizować, potrzebna jest wygrana przeciwko Speednetowi w stosunku 3-0. Uważamy, że ‘Kontenerowców’ absolutnie na to stać. Jeśli gracze Piotra Kochanowskiego będą w stanie wykonać założenia, na koncie będą mieli dziesięć oczek, co po siedmiu spotkaniach będzie wynikiem satysfakcjonującym. Gdybyśmy mieli wcielić się w rolę nauczyciela to nieco za chęci, nieco z sympatii wystawilibyśmy im trójeczkę z plusem. Ta ocena może oczywiście się z czasem zmienić i dużo zależy od meczu przeciwko ‘Różowym’. W ich przypadku jako nauczyciel mamy ambiwalentne uczucia. Za atmosferę przyznajemy im oczywiście szóstkę ponieważ jesteśmy przekonani, że żadna z drużyn po tylu porażkach nie miałaby w sobie takich chęci na poprawianie swoich umiejętności. A jeśli chodzi o aspekt stricte sportowy? Cóż, mogłoby być lepiej, ale właśnie za ambicję i nieco na zachętę dajemy im trójeczkę. Trzeba mierzyć siły na zamiary i wydaje nam się, że dołożenie do swojego konta jednego punktu do końca sezonu będzie niemałym sukcesem. Czy jest szansa, że dojdzie do tego już w środę?

Typ Redakcji: DCT Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): DCT Gdańsk

Craftvena – Chilli Amigos

Godz.:20:00, boisko nr 2

Nie trzeba spędzić tysiąca godzin nad książkami, obejrzeć niezliczonej liczby meczów, zagłębić się w świat taktycznych niuansów czy wreszcie być jedyną osobą, która obejrzała wszystkie mecze obecnego sezonu w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, aby wskazać faworyta tego spotkania, mimo że drużyny sąsiadują ze sobą w tabeli i dzielą ich zaledwie trzy punkty. Spotkanie będzie finiszem pierwszej rundy dla obu drużyn. Czas więc na króciutkie podsumowanie dotychczasowych występów w lidze. Jak do tej pory trudno mówić o jakimś szalenie udanym czy wręcz przeciwnie – nieudanym sezonie. Uważamy, że obie drużyny miały co prawda większe ambicje, ale obecny dorobek punktowy nie sprawia, że gracze wstydzą spojrzeć się w lustro przy porannym goleniu. Tylko od nich samych zależy, w którą stronę pójdą ich drużyny. Craftvena, jeśli zdoła wygrać to spotkanie, dołączy do grupy, która może powalczyć nawet o najwyższe trofeum. Na to dla Amigos jest już zwyczajnie za późno. Z drugiej strony obecny sezon może jest dopiero dla ‘Papryczek’ rekonesansem,  a drużyna zdoła powalczyć o wyższe cele w kolejnym? Patrząc na zaangażowanie graczy wcale byśmy się nie zdziwili.

Typ Redakcji: Craftvena

Typ Eksperta (Maciej Kot): Craftvena

Mental Block – Zmieszani

Godz.: 20:00, boisko nr 1

Gdyby Zmieszani po rundzie zasadniczej wypadli za burtę i znaleźli się poza grupą mistrzowską moglibyśmy mówić o największej sensacji od momentu rozbicia się niezidentyfikowanego obiektu latającego w Roswell. Póki co drużyna zajmuje trzecie miejsce, ale ma zaledwie jeden punkt przewagi nad szóstym miejscem, które oznacza grę w grupie spadkowej. Jak widać, o mobilizację w meczu przeciwko ‘Mentalistom’ nie będzie trudno. Każdy inny scenariusz niż wygrana w stosunku 3-0 będzie uznana przez drużynę Edyty Woźny jako katastrofa. Gdzie indziej szukać kompletu punktów niż w meczu z drużyną, która na pięć rozegranych pojedynków wygrała zaledwie raz i plasuje się na przedostatnim miejscu w tabeli? Z drugiej strony należy wziąć pod uwagę fakt, że trzy z czterech porażek ‘Mentaliści’ odnotowali właśnie przeciwko drużynom z TOP5 i teoretycznie, mniej wymagający rywale jeszcze przed nimi. Bezpośredni mecz pomiędzy ekipami w poprzednim sezonie zakończył się podziałem punktów. 26 września wygrała drużyna Edyty Woźny i patrząc na przebieg obecnego sezonu podobny wynik zadowoliłby chyba wszystkich poza… Zmieszanymi. Mental jak dotąd nie zdołał urwać punktu rywalom z TOP5. Każde takie wydarzenie byłoby czymś naprawdę dużym. Każda drużyna, która znajduje się obecnie w kręgu zainteresowanych grą w grupie mistrzowskiej, liczy na potknięcie rywala. Czy taki scenariusz jest w ogóle możliwy?

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta: (Maciej Kot): Zmieszani

Speednet – Epo-Project

Godz.: 21:00, boisko nr 3

Bezpośrednia rywalizacja pomiędzy obiema drużynami będzie ostatnią, do której przystąpią w pierwszej rundzie. Co ciekawe, terminarz został ułożony w ten sposób, że drużyny rozegrają dwa mecze, dzień po dniu. Pierwszy odbędzie się w środę, natomiast drugi – już w rundzie rewanżowej – w czwartek. Taka sytuacja jest bezprecedensowa w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Faworytem spotkania będzie drużyna z Żukowa – Epo-Project, choć wiele będzie zależało od ich aktualnej formy. Podkreślaliśmy ten fakt już kilkukrotnie, ale ‘Zieloni’ zdają się być drużyną, która w pierwszoligowej stawce jest najbardziej nieprzewidywalna. Ekipa Przemysława Walczaka potrafi zagrać kapitalne spotkanie, by za chwilę wyglądać już zdecydowanie gorzej. Kontrast w postrzeganiu ‘Zielonych’ przypomina nam ocenianie dziewczyny z imprezy na trzeźwo oraz po wypiciu pięciu piwek. Aby wygrać ze Speednetem trzeba będzie zaprezentować się z jak najlepszej strony. ‘Różowi’ mają już za sobą kryzys. W ostatnich trzech spotkaniach dwukrotnie zwyciężali, a w zeszłotygodniowym spotkaniu przeciwko Volley Gdańsk zaprezentowali formę, która powinna dać do myślenia środowym przeciwnikom. Jeśli ‘Różowi’ zagrają przeciwko Epo z podobną determinacją to bez wątpienia będą w stanie wygrać spotkanie. Zabrzmi to jak banał, ale jeśli o pewnych meczach można powiedzieć, że o wygranej zadecyduje dyspozycja dnia to właśnie spotkanie Speednetu przeciwko  Epo-Project jest jednym z nich.

Typ Redakcji: Epo-Project

Typ Eksperta (Maciej Kot): Epo-Project

Range Soft VT – Allsix by Decathlon

Godz.: 21:00, boisko nr 2

Głównym daniem środowego wieczoru będzie spotkanie pomiędzy Range Soft VT a Allsix by Decathlon. Zmierzą się bowiem drużyny, które od długiego czasu okupują dwa najwyższe stopnie podium. Po ostatniej serii gier ekipy zamieniły się co prawda kolejnością, ale nie zmienia to faktu, że kroi nam się kawał meczu. W poniedziałek na pierwsze miejsce wskoczyła drużyna Range Soft, ale większa w tym zasługa Decathlonu, który przegrał pierwszego seta przeciwko drużynie DCT Gdańsk. Ci drudzy borykają się nadal z pewnymi problemami kadrowymi. W ich szeregach brak jest widocznej stabilizacji składu, a jakby tego było mało, z drużyny w ostatnim czasie z powodu kontuzji wypadli Aleksander Bochan oraz Dawid Zdzuj, których najprawdopodobniej w hitowym starciu nie zobaczymy. Spotkanie numer jeden obu drużyn, które było rozgrywane w pierwszej kolejce obecnego sezonu, zakończyło się podziałem punktów. Wtedy górą byli gracze Range Soft VT, którzy wygrali 2-1. Szczególnie bolesnym dla drużyny ze sklepu sportowego okazał się pierwszy set, w którym przegrali do dziewięciu. W tym miejscu należy się na chwilę zatrzymać i napisać, że drużyna Decathlonu musi znaleźć skuteczny sposób na to, aby zaradzić gorszym początkom. Poza wspomnianym pierwszym setem z Range Soft, w poniedziałek przegrali pierwszego seta z DCT i tydzień temu z Portem. Jeśli podobny scenariusz wydarzy się dzisiaj to drużyna Rafała Liszewskiego, nawet gdy wygra z Range w pozostałych dwóch odsłonach, tylko zrówna się liczbą punktów ze swoim środowym rywalem. Zostawmy jednak matematykę. Niech o wyniku zadecydują umiejętności.

Typ Redakcji: Range Soft VT

Typ Eksperta (Maciej Kot): Range Soft VT

AXIS – SV INVITCA

Godz.: 21:00, boisko nr 1

Aby dobrze zobrazować obecną sytuację drużyny SV INVICTA przedstawimy Wam z jakimi zespołami przyjdzie rywalizować drużynom okupującym miejsca 1-6 w obecnym sezonie.

  1. AVOCADO – vs Mental Block (9), Letni Gdańsk (2), Zmieszani (3)
  2. Letni Gdańsk – vs AVOCADO friends (1), AXIS (8), Zmieszani (3)
  3. Zmieszani – vs AVOCADO friends (1), Oliwa Team (4), Letni Gdańsk (2), Mental Block (9)
  4. Oliwa Team – vs AXIS (8), Team Spontan (5), Zmieszani (3)
  5. Team Spontan – vs DNV GL S*M*A*S*H (7), Oliwa Team (4), 3city4studens (10)
  6. SV INVICTA – vs AXIS (8), Mental Block (9), 3city4students (10).

Jak widać, pomimo faktu, że SV INVICTA jest obecnie poza grupą mistrzowską to ma teoretycznie najłatwiejsze zadanie ze wszystkich sześciu drużyn. Drużyna Sławomira Cichosza zmierzy się z zespołami zajmującymi odpowiednio ósme, dziewiąte oraz dziesiąte miejsce w tabeli i chyba tylko jakiś kataklizm mógłby sprawić, że nie znajdzie się w grupie mistrzowskiej. Mają dosłownie wszystkie argumenty w swoich rękach, nie rywalizują z żadną drużyną, z którą walczą o znalezienie się w grupie mistrzowskiej. Mimo, że są na ostatniej prostej to przestrzegamy przed hurraoptymizmem. Sport widział nie takie wywrotki oraz nie takie wpadki. O popsucie humorów postarają się gracze Fabiana Polita – drużyna AXIS. Jak do tej pory ‘Czerwoni’ zdobyli siedem punktów w sześciu spotkaniach i w związku z tym daleko im do tego, aby mówić o udanym sezonie. Patrząc jednak pod kątem matematycznym – ‘Czerwoni’ mają jeszcze szansę na grupę mistrzowską, ale taki scenariusz można raczej wcisnąć pomiędzy baśnie tysiąca i jednej nocy a fantastykę Tolkiena. Z drugiej strony, za ekipę Fabiana Polita ściskają obecnie drużyny z miejsc 1-5. Czy AXIS stać na nutkę pikanterii i sprawienie sporej niespodzianki?

Typ Redakcji: SV INVICTA

Typ Eksperta (Maciej Kot): SV INVICTA