Dzień: 2025-09-24

CTO Volley – DNV Volley Gdańsk

Środowy wieczór miał być dla CTO czymś zupełnie innym. Czymś lepszym. W zamian za to okazał się koszmarem, którego ci się absolutnie nie spodziewali. Prawdę mówiąc nie spodziewał się tego nikt. Gdybyśmy mieli wymieniać wszystkie przedmeczowe atuty jednych oraz problemy drugich to wyszłoby nam, że na 100 rozegranych spotkań CTO wygrałoby 99, a to tylko dlatego, że przed setnym stanęliby w korku i na halę nie dojechali. Już początek meczu był dość zaskakujący, a ‘żółto-czarni’ radzili sobie wybornie (11-6). W dalszej części gracze Macieja Szymuli podkręcili co prawda tempo, ale świetnie broniący gracze DNV Volley Gdańsk ani myśleli odpuszczać i po chwili to właśnie oni cieszyli się z wysokiej wygranej do 13. Wówczas myśleliśmy jeszcze, że był to wypadek przy pracy. Że będzie podobnie jak w meczu Merkurego z Tufi, gdy beniaminek zmiażdżył rywali. Nic z tych rzeczy. W drugiej części spotkania Volley kontynuował kapitalną grę. Ależ to się dobrze oglądało. To nie Mistrz Inter Marine SL3 był słaby. To przede wszystkim zasługa trzykrotnych Mistrzów, którzy byli mocni w każdym elemencie siatkarskiego abecadła i…wygrali w pełni zasłużenie. Oj, dawno nie widzieliśmy ‘żółto-czarnych’ tak nakręconych i tak świetnie dysponowanych (21-18). W ostatnim secie – kiedy z DNV zeszło już powietrze to set stał się jednostronny, przy czym tym razem to gracze CTO zdominowali rywali. Ostatecznie wygrali oni tę partię do 12. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że dziś obudzili się z potężnym kacem moralnym.

Flota Active Team – Speednet 2

W zapowiedziach przedmeczowych forsowaliśmy narrację, że to Flota Active Team jest zdecydowanym faworytem starcia. Mieliśmy przy tym klapki na oczach, ignorując ostatni bezpośredni mecz obu drużyn oraz dyspozycję obu ekip w ostatnich meczach. Podczas gdy Flota przegrała swoje spotkanie z Bayerem Gdańsk, Speednet 2 okazał się mocniejszy od ex-pierwszoligowca – Eko-Hurtu. Niemal całego pierwszego seta wydawało się, że Flota wywiąże się z łatki faworyta meczu. Na przestrzeni seta prowadzili bowiem 7-4; 12-8 czy 17-13. Jako, że Speednetowi nie szło, kapitan drużyny postanowił wziąć czas w momencie, kiedy jego team przegrywał czteroma oczkami. Jak się po chwili okazało – był to perfekcyjny timing, bo tuż po gwizdku sygnalizującym powrót na parkiet, Speednet zdobył kilka punktów z rzędu, doprowadzając do wyrównania po 19. Choć Flota miała kilka piłek setowych to nie miała tak dobrej gry w obronie i Jędrzeja Zielińskiego, który kończył wszystkie kontrataki. Choć set wydawał się już stracony, Speednet wygrał tę partię do 22! Środkowa odsłona to zupełnie inny obraz gry. Wydawało się jakby wydarzenia z pierwszego seta złamały ‘Flociarzy’, którzy na drugą partię wyszli zupełnie pogubieni. Speednet natomiast konsekwentnie punktował i po błędzie jednego z rywali oraz asie serwisowym Piotra Grodzkiego, ‘Programiści’ cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-15). Ostatni set przez długi fragment przypominał wydarzenia z początku spotkania. Tu również Flota miała kilkupunktową przewagę, która z czasem stopniała, a Speednet doprowadził do wyrównania (17-17). Choć po raz kolejny wygrana zdawała wymykać się Flocie z rąk – tym razem zdołali postawić kropkę nad ‘i’, wygrywając do 19. Dla zespołu z rozdmuchanym ego i ambicjami jest to jednak marne pocieszenie. A Speednet? Wygrana z Eko-Hurtem oraz Flotą Active Team w jednym tygodniu rozgrywek jest absolutnie kozackim wynikiem. Z perspektywy obecnego tygodnia, ‘Różowi’ mogą żałować jedynie początku sezonu.

Hapag-Lloyd – Siatkersi

Chwilę po rozpoczęciu meczu, libero Siatkersów – Dariusz Suchwałko wypowiedział zdanie, że ‘książka jest najlepsza na sam koniec’. Cóż – w tym wypadku nie było to trafne porównanie, bo nic takiego nie miało miejsca. Prawdę mówiąc – była to naprawdę nudnawa lektura, a w meczu niezbyt dużo się działo. Zgodnie z oczekiwaniami mecz wygrali Siatkersi, ale ci mogą pewnie kręcić nosem, że woleliby wygrać w inny stylu. W jakimś pięknym. Zamiast tego była to raczej siermiężna siatkówka. W pierwszym secie po kilku atakach Krzysztofa Lewandowskiego, Siatkersi wysunęli się na prowadzenie 10-6 i w dalszej części nie mieli problemów z ograniem rywali do 14. Potencjalne problemy i czarne chmury zbierały się nad nimi w drugim secie. Wszystko za sprawą ‘Pomarańczowych’, którzy w środowy wieczór nie mieli problemów z wyprowadzaniem własnych akcji i pod względem liczby zdobytych punktów w meczu po własnych akcjach, był to ich najlepszy mecz od 26 listopada 2024r., kiedy rywalizowali…z Siatkersami. Co ciekawe – jeszcze poprzedni raz to mecz z 30 września 2024. i mecz z…nie zgadniecie…Siatkersami! Cóż – coś w tym jest, że jest to rywal, z którym Hapag prezentuje się naprawdę nieźle. Tak czy siak – choć do pewnego momentu gra była wyrównana, to ostatnie słowo należało już do ‘Niebieskich’, którzy wygrali do 17. Ostatni set rywalizacji zapowiadał się obiecująco. Po trzech punktach dobrze dysponowanego Dawida Kuziemskiego, Hapag-Lloyd tracił do faworyzowanego rywala zaledwie punkt (10-9). Niestety dla siebie – w drugiej części seta się całkowicie pogubili i w konsekwencji faworyt wygrał tę partię do 14.

Speednet – Bossman Team

W ostatnim czasie nad wyraz często bawiliśmy się w wyliczanki. W kontekście Speednetu ta dotyczyła świetnej serii, w której wymienialiśmy kolejnych rywali, których ograli ‘Programiści’. W przypadku Bossmana były to raczej wypominki, w której zwracaliśmy uwagę na fakt koszmarnej serii, która do wczorajszego wieczora była jedną z najdłuższych w całej lidze. Biorąc te elementy pod uwagę – faworytem meczu była dla nas ekipa Macieja Miścickiego. Ku naszemu zaskoczeniu, w mecz zdecydowanie lepiej weszli gracze Bossmana, którzy po trzech punktach z rzędu Dominika Marlęgi, objęli prowadzenie 11-5. Druga część to kontynuacja tego, co oglądaliśmy chwilę wcześniej, czyli fragment, w którym na jeden punkt Speednetu, przypadały dwa Bossmana (21-12). Przed środkową odsłoną stało się jasne, że Speednet równie słabo już raczej nie zagra. Mimo to, w połowie seta to Bossman był górą, prowadząc 11-7 i krocząc pewnie po drugi punkt w meczu. Po chwili kilkoma skutecznymi akcjami popisał się Sebastian Konarzewski, po których ‘Programiści’ doprowadzili do wyrównania po 13, a następnie – objęli prowadzenie 15-13. Choć w dalszej części seta Bossman próbował odkręcić jeszcze ‘przespany’ fragment, to nic takiego nie miało już miejsca (21-17). Decydujący o zwycięstwie set rozpoczął się lepiej dla Speednetu, który objął prowadzenie 14-10. Wydarzenia z drugiego seta pokazały jednak, że kilkupunktowa przewaga nie była jednak absolutnie żadnym gwarantem. Po skutecznych akcjach duetu Klimik – Zalewski, Bossman dogonił po chwili rywali, sam wysuwając się na prowadzenie 18-16. Podobnie jak to miało miejsce w drugim secie – próby odkręcania wyniku już nic nie dały, a mecz zakończył się sprawiedliwym w naszym odczuciu podziałem punktów na korzyść Bossmana.

Kraken – Port

W zapowiedziach przedmeczowych przewidywaliśmy, że nie ma takiej siły, która sprawiłaby, że ‘Portowcy’ zdołają ograć faworyzowany Kraken. Nasze przypuszczenia zostały spotęgowane po tym, jak team Tomasza Bobcowa przegrał swój pierwszy mecz w środowy wieczór, kiedy rywalizowali z beniaminkiem trzeciej ligi – drużyną Tiger Team. Potwierdzał to również początek meczu, gdzie po punktach Volodymyra Krolenko oraz Dmytro Hurtovyia, Kraken wysunął się na prowadzenie 8-4. W dalszej części ‘Bestia’ popełniała jednak sporo błędów i podskórnie przeczuwaliśmy, że wpakują się w poważne kłopoty. Choć finalnie udało im się wygrać pierwszego seta do 16, to problemy zaczęły się w środkowej odsłonie. Po sporym niechlujstwie i ‘brzydkiej’ grze, mieliśmy remis 11-11. Po chwili serię bardzo dobrych ataków zanotował Port, co w połączeniu z faktem, że Krakenowi siadło przyjęcie, dało prowadzenie drużynie Tomasza Bobcowa (17-13). Choć w dalszej części Kraken próbował jeszcze ratować sytuację i zdołał nawet doprowadzić do wyrównania po 19, to ostatnie słowo należało do Portu (21-19). Trzeci set rozpoczął się od dobrego grania obu drużyn, w którym nie brakowało efektownych obron czy kontrataków (4-4). Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się Portowcy, którzy po ataku Tomasza Bobcowa, prowadzili 12-9. Choć Krakenowi udało się w dalszej części doprowadzić do wyrównania po 14, to po kilku błędach oraz atakach najlepszego gracza meczu – Andreya Oknova – Port zaskakująco wygrał seta do 18, a cały mecz 2-1. Brawo!

Bayer Gdańsk – Energa Trefl Gdańsk

Czasy w Inter Marine SL3 zmieniają się błyskawicznie. Jeszcze kilka miesięcy temu, mecz pomiędzy Bayerem Gdańsk a Energą Treflem Gdańsk był hitem trzecioligowych rozgrywek. Wczoraj wieczorem również był hitem, ale już zaplecza elity. Wpływ na taki stan rzeczy miała doskonała forma obu beniaminków, którzy przed meczem plasowali się niemal na samym szczycie ligowej układanki. W naszym odczuciu nieznacznym faworytem meczu była najmłodsza ekipa w lidze, która wygrała jedyne do tej pory bezpośrednie starcie. Ponadto, gracze Edwarda Pawluna pozostawali jedną z nielicznych drużyn, które jak do tej pory nie przegrały. Początek spotkania wpisał się w nasze wyobrażenia o meczu, który miał stać na bardzo wysokim poziomie sportowym i emocjonalnym. Na półmetku seta mieliśmy remis 10-10. Z czasem bliżsi wygranej wydawali się ‘Aptekarze’ (19-17), którzy w końcówce popełnili kilka koszmarnych błędów oraz zostali zatrzymani przez blok rywali, który po chwili cieszył się z wydarcia rywalom zwycięstwa z rąk (21-19). Środkowa partia do pewnego momentu zdawała się wyglądać bardzo podobnie (14-14). W końcowej fazie seta po asie serwisowym wychowanka Trefla, grającego obecnie w Bayerze – Krzysztofa Podlaskiego, ‘Aptekarze’ wysunęli się na czteropunktowe prowadzenie (18-14), którego już nie roztrwonili (21-16). Ostatni set to absolutna dominacja drużyny Damiana Harica, która znajduje się obecnie w swoim absolutnym prime. Już na początku seta Bayer objął wysokie prowadzenie 11-3 i w dalszej części partii trzymał swoich rywali na dystans, ogrywając ich do 11. Warto zwrócić uwagę, że porażka do 11 była najwyższą dotychczasową przegraną Energi w rozgrywkach Inter Marine SL3.

Chilli Amigos – Only Spikes

Kilka razy w obecnym sezonie pisaliśmy o tym, że mimo iż Chilli Amigos nie wygrywa spotkań, to prezentują się naprawdę nieźle. Ba, w naszym odczuciu team Pawła Kalety zasługiwał w obecnej kampanii na kilka punktów więcej. Niepowodzenie w pierwszych tygodniach sezonu, zespół ‘Papryczek’ zamierzał sobie odbić w środowy wieczór. Ich rywalem była bowiem ekipa Only Spikes, która od niepamiętnych czasów ma problemy z tym, by regularnie punktować. Mecz rozpoczął się bez większych zaskoczeń. Gracze w czerwonych strojach szybko objęli prowadzenie 9-3, czym ustawili dalszą część seta, którą bez większego forsowania, skończyli wygraną do 11. Na lepszą grę Only Spikes musieliśmy poczekać do środkowej partii, która do połowy seta była bardzo wyrównana (10-10). Druga część seta to jednak naprzemienne ataki dobrze dysponowanych Damiana Łuniewskiego oraz Michała Kwiatka. Wspomagani resztą zespołu skrzydłowi Chilli wykorzystali fragment, w którym ich rywale całkowicie stanęli i finalnie wygrali tę partię do 15. Emocji w ostatnim secie rywalizacji wystarczyło zaledwie do stanu 7-7. W dalszej części gracze Only Spikes mieli jednak potężne problemy z przyjęciem zagrywki rywali. Po dwóch asach serwisowych Łukasza Turskiego, Chilli Amigos objęli prowadzenie 10-7, a z czasem – ich przewaga rosła, a set zakończył się zwycięstwem faworyta do 12. Dzięki trzem punktom Chilli Amigos wskoczyło w ligowej tabeli na siódmą lokatę i jest to już wynik bardzo przyzwoity.

DSGSA – ACTIVNI Gdańsk

Jaki byłby wymarzony prezent urodzinowy dla kapitana ACTIVNYCH – Artura Kurkowskiego? Sprawić ogromną sensację i ograć świetnie dysponowanych rywali. Wspomniany gracz zapomniał jednak o tym, że życzenia wypowiedziane ‘na głos’ tracą moc i się nie spełniają. Prawdopodobnie tak było w tym przypadku, bo zgodnie z przewidywaniami to zespół DSGSA przejął od początku meczu inicjatywę. Po ataku Michała Farona oraz asie serwisowym Dominika Trzeciaka, zespół DSGSA objął prowadzenie 12-8. Niestety dla ACTIVNYCH nie zdołali się oni ‘odkręcić’ po wspomnianym nokdaunie. Zamiast tego jeszcze kilka razy ‘padali na deski’, a premierowy set zakończył się bardzo wysokim zwycięstwem faworyta (21-10). Środkowa odsłona to już wyraźnie lepsza postawa zespołu Artura Kurkowskiego. Pierwsza część seta była bowiem wyrównaną partią, a fragmentami ACTIVNI mogli się podobać. Niestety dla nich – chwilę później się pogubili, a w rezultacie rywal objął trzypunktowe prowadzenie (14-11), które z czasem zapewniło im drugi punkt w meczu (21-17). Ostatni set wyglądał bardzo podobnie. Do połowy seta ACTIVNI mogli mieć nadzieję, że uda im się zdobyć choćby punkt (10-9). Kiedy jednak robiło się bardziej poważnie, zespół DSGSA wyraźnie podkręcał tempo by finalnie wygrać tę partię do 15.

Tiger Team – Port

W ostatnim meczu pomiędzy drużynami, jakim było spotkanie barażowe Redakcja stawiała na zwycięstwo Portu. Wtedy Tiger zaskakująco wygrał. Przed wczorajszym meczem Redakcja nie dała się ponownie nabrać i tym razem stawiała na Tigera. Już w meczu z BL grali nieźle, mimo pechowej przegranej. Co do przebiegu spotkania: pierwszy set od początku do końca był bardzo wyrównany. Obie drużyny weszły w niego dość dobrze, choć z czasem Tiger zaczął prezentować dość niechlujną grę. Tymczasem Portowcy zachowali skupienie oraz cierpliwość. Mieli też nieco więcej szczęścia. Nawet gdy pojawiał się problem ze skończeniem pierwszej akcji to przeciwnik ochoczo podawał im rękę i pojawiała się możliwość wyprowadzenia kontry. Pod koniec partii wyglądało na to, że padnie ona łupem graczy z doków. Na szczęście dla Tigera w końcówce został uruchomiony Marcin Kwidziński, który skończył trzy ważne ataki i set zakończył się wynikiem 21-19 dla ‘Tygrysów’. W drugiej partii, zdecydowanie najmniej ciekawszej, Portowcy wyglądali jak dzieci we mgle. Gubili się na boisku, popełniali szkolne błędy. Tymczasem przeciwnicy w pełni rozpędzeni grali wszystkimi opcjami i szło im to jak z nut, dzięki czemu zapewnili sobie wygraną 21-14. Co się wydarzyło w trzeciej partii tego chyba nie wie nikt. Początek wyglądał dokładnie tak, jak cały set drugi. Zero życia w szeregach Portu, Tiger spokojnie utrzymujący kilkupunktową przewagę. Nagle jednak coś dało się wyczuć w powietrzu. Jak na pełnym morzu, gdy warunki się zmieniają i podskórnie da się to wyczuć, zanim jeszcze ta zmiana dojdzie do naszej świadomości. Niby gra wyglądała prawie tak samo, ale jednak zanim ktokolwiek się zorientował na tablicy wyników zobaczyliśmy remis 12-12. Z wiatrem zmiany w żaglach Portowcy wyczuli swoją szansę i zaczęli coraz mocniej napierać na przeciwnika. Tiger, sam nie wiedząc dokładnie co się dzieje, nie mógł wyjść z jednego ustawienia i mimo że próbowali ratować się zmianami, nie znaleźli już sposobu na odbudowanie swojej gry. Finalnie set zakończył się wynikiem 21-17 dla Portu, który może pluć sobie w brodę, że nie wykorzystał swojej szansy w pierwszej odsłonie.