Dzień: 2025-10-28

Złomowiec Gdańsk – Bayer Gdańsk

Mecz pomiędzy Złomowcem a Bayerem Gdańsk anonsowany był jako hit drugoligowych zmagań. Choć ‘Złomki’ potrafią zawodzić, to dość powszechną wiedzą jest to, że akurat na mecze z mocarzami – a Bayer w obecnym sezonie za taką drużynę uchodzi – Złomowca nie trzeba przesadnie mobilizować. Początek spotkania należał jednak do ‘Aptekarzy’, którzy na tle swojego rywala imponowali tym, co zawsze – popełniali zdecydowanie mniej błędów. Warto tu zrobić pauzę – mijają tygodnie, a ‘Aptekarze’ wciąż nie mają sobie pod tym kątem równych. Tak czy siak – po kilku dotknięciach siatki przez rywali Bayer wysunął się na prowadzenie 14-10 i w dalszej części seta nie miał problemu z ograniem rywala do 16. Środkowa odsłona to zwrot akcji i rewelacyjny początek seta w wykonaniu Złomowca. Team Witka Klimasa po świetnej grze w bloku najlepszego gracza meczu – Macieja Paprockiego, wysunął się na prowadzenie 9-2! Jeśli ktoś myśli, że takiej przewagi nie da się roztrwonić, to jest w grubym błędzie. Już po chwili Bayer wziął się ostro do roboty i zdołał doprowadzić do wyrównania po 14. Przebudzenie ‘Złomków’ nastąpiło jednak w kluczowym momencie, a team w miedzianych strojach zdołał wygrać tę partię do 17. Decydujący o zwycięstwie set to partia, w którą lepiej wszedł Złomowiec. Po skutecznym bloku Witolda Klimasa team w miedzianych strojach wysunął się na prowadzenie 11-7. Z czasem powtórzyła się historia środkowego seta, gdzie Bayer doprowadził do wyrównania po 19. Podobnie jak wcześniej – ostatnie słowo należało jednak do ‘Złomków’ (21-19).

Challengers – VB Sulmin

I cóż – wracamy do punktu wyjścia. Po słabym początku Challengersi zaprezentowali się wybornie w dwóch meczach i choć na chwilę oddalili od siebie widmo spadku. Niestety dla nich – dwa ostatnie mecze drużyny Wojciecha Lewińskiego to… dwie porażki w stosunku 0-3, po których osunęli się oni w ligowej tabeli na miejsce bezpośredniego spadku. Ok – wciąż mają mecz mniej niż DHP Oliwa czy Staltest Pomorze, ale bez jaj – ile możemy forsować tę narrację? Fakty są takie, że do końca edycji zespół Wojciecha Lewińskiego rozegra jeszcze cztery mecze, w których zmierzy się z Flotą, Speednetem 2, Staltestem i Inter Marine Masters. Nie ma co do tego wątpliwości – to absolutnie kluczowe pojedynki, w których team nie pozostaje bez szans. Na analizę przyjdzie jeszcze jednak czas. Jeśli chodzi o VB Sulmin, to był moment w sezonie, w którym sympatycy drużyny spoglądali z przerażeniem na ligową tabelę. Dwa ostatnie mecze ekipy Daniela Bąby to jednak pięć punktów i zapewnienie sobie utrzymania w drugiej lidze. Co do samego przebiegu meczu – zespół w czerwono-czarnych strojach kontrolował mecz od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Jeśli jednak mielibyśmy wybrać moment, w którym Challengersi mogli czuć się dobrze w meczu, to byłyby to pierwsze części dwóch pierwszych setów. W premierowej odsłonie na półmetku mieliśmy remis po 10-10. W naszym odczuciu było to jednak ‘wzajemne badanie’, bo kiedy drużynie z Sulmina to się znudziło – odskoczyli rywalom na sześć oczek (17-11), gwarantując sobie po chwili pierwszy punkt w meczu. Druga odsłona wyglądała dość podobnie i niemal identyczny był również epilog (21-16). Ostatni set to już wyraźna przewaga graczy z Sulmina, którzy nie czekali do połowy seta, tylko wypracowali sobie błyskawicznie sporą przewagę, wygrywając finalnie do 12, a cały mecz – w pełni zasłużenie w stosunku 3-0. Brawo!

Inter Marine Masters – Speednet 2

Specyficzny to był mecz – nie da się ukryć. Było to spotkanie, które niemal wszystkie osoby, które go oglądały, zapamiętają raczej z niekończących się kłótni z sędzią prowadzącym zawody. W trzecim secie doszło już do absurdalnej sytuacji, w której obie drużyny w tych pretensjach się zjednoczyły, a każda akcja trwała dłużej niż ma to miejsce w standardowych przypadkach. Jeśli chodzi zaś o poziom sportowy, to od początku meczu dość wyraźną przewagę osiągnęli gracze Speednetu, którzy wygrali drugie bezpośrednie spotkanie obu ekip z rzędu. Był czas, gdy to gracze Inter Marine Masters mogli pochwalić się lepszym ‘momentum’ w lidze. Z pewnością dziś – to Speednet jest górą i udowodnił to w pierwszym secie rywalizacji, którego wygrał do 16, nie forsując przy tym przesadnie tempa. Nie inaczej było i w drugiej odsłonie, która rozpoczęła się co prawda lepiej dla ‘Mastersów’, ale im dłużej trwała ta partia, tym coraz lepiej prezentowali się gracze w różowych strojach. Po kilku skutecznych atakach Krzysztofa Mejera oraz Kamila Szlejtera Speednet 2 wysunął się na prowadzenie 18-14 i cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu. W trzecim secie rywalizacji gracze Inter Marine Masters grali już pod ogromną presją. Team Andrzeja Masiaka miał bowiem świadomość, że godzinę wcześniej swoje spotkanie wygrała DHP Oliwa, a to oznaczało, że ‘Mastersi’ nie mogą już tylko patrzeć w górę tabeli, ale również na to, co dzieje się w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Na półmetku finałowej partii Inter Marine Masters objęli prowadzenie 10-7, które z czasem urosło do stanu 18-13 i w konsekwencji wystarczyło do zgarnięcia ‘nagrody pocieszenia’ (21-15).

Flota Active Team – MPS Volley

Niespełna 24 godziny temu na stronie SL3 pisaliśmy o tym, że nie widzimy raczej przestrzeni do tego by pomyśleć, że MPS może na finiszu drugoligowych zmagań – spieprzyć sprawę. Mówiliśmy również o marginesie błędu, na który mogą sobie pozwolić gracze Jakuba Nowaka. Cytując Jarosława Psikutę z ‘Chłopaki nie płaczą’ ‘mówiłem, mówiłem, różne rzeczy mówię’. Cóż. Trzeba to sobie powiedzieć wprost. Po wtorkowej serii gier już tacy pewni nie jesteśmy. Nie są pewni również gracze MPS, którzy – trzymając się konwencji – nie mieli silnej psychiki. Już w pierwszym secie rywalizacji Flocie wystarczyło pięć pierwszych gestów jakiegokolwiek koleżki po drugiej stronie siatki by zrozumieć, że w jego psychice czai się strach. Dodatkowo MPS nie zdawał sobie sprawy z tego, że już niedługo będzie miał pełne portki. Ok – żarty na bok, tu nie ma bowiem co żartować. MPS prowadził w pierwszym secie już 17-11, a mimo to – pozwolił rywalom się rozpędzić i w odróżnieniu od spotkania z Challengersami – nie potrafił w porę zareagować. Po mistrzowskim come-backu, Flota wygrała premierową odsłonę do 20. Wydarzenia z pierwszego były dla ‘Flociarzy’ prawdziwym wiatrem w żagle. W drugim secie team Karoliny Kirszensztein nie bawił się w jakiekolwiek odrabianie straty. Zamiast tego już na początku seta wysunął się na prowadzenie 6-3, które trzymał przez całego seta, a na koniec – jeszcze powiększył, wygrywając finalnie do 15! W trzecim secie Miłośnicy Piłki Siatkowej byli już złamani, a zamiast spróbować ratować co się da – tracili mnóstwo energii na zupełnie niepotrzebne sprawy. Morale drużyny Jakuba Nowaka były na dramatycznie niskim poziomie, porównywalnym z tym, jak MPS przegrywał niegdyś 18 spotkań z rzędu. Niebywałe. Flota jest z kolei zbyt doświadczonym rywalem. Ba – pretenduje do tego by stać się pięściarzem wagi ciężkiej, by takiego momentu rywali nie wykorzystać (21-16). Brawo!

VB Inter-Grahen Sulmin – Sharks

Przez długie dwa miesiące podkreślaliśmy to, że Sharksi są coraz bliżej tego, by zapisać się na kartach historii jako jeden z nielicznych teamów, który wygrał wszystkie spotkania w sezonie, nie tracąc przy tym choćby punktu. Wczoraj wieczorem ‘Rekiny’ wygrali dziesiąty mecz w sezonie Jesień’25, ale mimo to – halę Ergo Arenę opuszczali ze zwieszonymi głowami. Wszystko za sprawą wydarzeń z trzeciego seta rywalizacji, o czym za chwilę. Już początek spotkania pokazał jednak, że dla drużyny Pavlo Kudinova może to być trudniejsze spotkanie, niż im się wydawało. VB Inter-Grahen Sulmin nie wyglądał bowiem na drużynę, która ma zamiar oddać rywalom trzy punkty bez walki. Po tym, jak bardzo mocnym atakiem niemal znokautował libero drużyny przeciwnej Kiril Bohdan – Sharksi wysunęli się na prowadzenie 14-11. W końcówce, po ataku kapitana drużyny – Kacpra Wiczkowskiego, team w czarnych strojach doprowadził do wyrównania po 19, ale ostatnie słowo należało już do faworyta (21-19). Środkowa partia to wyraźna przewaga lidera czwartej ligi, który prezentował się bardzo dobrze w ataku i w pełni zasłużenie cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-14). W obecnym sezonie kilka razy Sharksi byli pod presją, w której to rywal prowadził. Ostatecznie drużynie Pavlo Kudinova za każdym razem udawało się jednak dopiąć swego i cieszyć się z kolejnego punktu. Za każdym razem – aż do wczoraj. Po kilku punktach Radosława Skorupy oraz Jonatana Drygiela, team z Sulmina wysunął się na zaskakujące prowadzenie 18-13. Choć Sharksi próbowali jeszcze odkręcić sytuację, to finalnie z wygranej seta cieszyli się gracze w czarnych trykotach, którzy po meczu nie ukrywali dzikiej satysfakcji. Cóż – nie dziwimy się, a szczerze gratulujemy!

Dream Volley – Tiger Team

Nie możemy na siebie patrzeć w lustrze. Sami nienawidzimy, gdy ktoś mówi A, a następnie robi B, a jednocześnie sami się tak zachowujemy. Hipokryzja aż nadto widoczna. Do czego zmierzamy? Ano do tego, że po ostatnim spotkaniu ‘Marzycieli’, gdy podzielili się oni z Aqua Volley punktami, uznaliśmy, że już nie będziemy stawiać na to, że Dream wygra spotkanie za komplet punktów. Cyk – mija tydzień, a my ponownie wierzymy w ‘Marzycieli’ i w scenariusz, w którym wygrają oni za komplet oczek z drużyną znajdującą się niemal na samym dnie ligowej tabeli. Kurde – sami nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi, ale poza nami widoczny problem ze sobą mają gracze Mateusza Dobrzyńskiego. Sorry – to nie dotyczy Tigera, ale naprawdę zastanawiamy się, z kim zestawić FAWORYTÓW, by ci wygrali wreszcie za komplet oczek? TKKF Orlen? Niee – ci wygrali przecież ostatni mecz. Może Hapag-Lloyd? Cóż, też nie bardzo, bo ci z kolei wywalczyli ostatnio premierowy punkt. Aktualnie zastanawiamy się, jak muszą czuć się gracze MysterElektroRockets oraz Portu, którzy przegrali z ‘Marzycielami’ w stosunku 0-3. Cóż, pewnie jest im cholernie wstyd i, prawdę mówiąc, ani trochę nas to nie dziwi. No dobra – o ‘Marzycielach’ pogadamy jeszcze w magazynie. Warto zwrócić uwagę na to, że Tiger Team robi wszystko, co w ich mocy, by utrzymać się na powierzchni. Wiecie – choć ma to mało wspólnego z tym, jak naprawdę wygląda ‘tonięcie’, to Tiger Team jak już tonie, to spektakularnie, tak jak w Słonecznym Patrolu. Tonie tak, że macha przy tym rękami, a my, obserwując wszystko z boku, nie mamy absolutnie przekonania, w którą stronę to zmierza. Czy uda im się utrzymać, czy może jednak po desperackiej walce ‘Tygrysy’ osuną się do czwartej ligi? Przekonamy się niebawem. Tak czy siak – w naszych oczach Tiger Team wykonał we wtorek naprawdę solidną robotę.

Speedway AWKS – Craftvena

Speedway AWKS nie rezygnuje z walki o awans do wyższej ligi. Tego samego nie można powiedzieć o ‘Rzemieślnikach’, którzy przegrali właśnie trzecie spotkanie z rzędu i przy równej liczbie rozegranych spotkań tracą do podium rozgrywek już cztery punkty. Wtorkowe spotkanie rozpoczęło się dla ‘Rzemieślników’ bardzo źle. Po ‘ścianie’, którą postawili gracze AWKS, to ‘żółto-czarni’ wysunęli się na prowadzenie 5-0. W dalszej części Craftvena zdawała się jednak odzyskiwać wiarę w to, że z rywalem można powalczyć. Choć na półmetku seta przewaga faworyta stopniała do jednego punktu (10-9), to wobec drugiej fali ataków ‘żółto-czarnej’ ekipy Craftvena była już bezradna (21-15). Druga część spotkania to partia, w której gra obu drużyn mocno falowała. A to przewagę wypracowała sobie ekipa Speedway AWKS, by już po chwili Craftvena doprowadziła do wyrównania po 13. Co więcej, po kolejnych błędach drużyny Mateusza Bojke ‘Rzemieślnicy’ wysunęli się na prowadzenie 16-14. W końcówce bardzo dobrą pracę, dającą AWKS ‘drugie życie’, wykonał Łukasz Niewiadomski, który dwoma blokami wyprowadził swój team na prowadzenie 17-16, którego ci nie wypuścili już do końca (21-16). Ostatni set to kolejna szansa ‘Rzemieślników’ na choć jeden pozytywny aspekt meczu. Do pewnego momentu wszystko na to wskazywało, bo Craftvena prowadziła 7-3. Im dalej w las, tym problemy ‘Rzemieślników’ stawały się coraz poważniejsze. Choć pod koniec seta mieliśmy jeszcze remis po 18, to ostatnie słowo należało do drużyny Speedway, która zanotowała niezwykle ważne trzy punkty do ligowej tabeli. Oj, końcówka sezonu zapowiada nam się pasjonująco. A Craftvena? Cóż, również wezmą w niej udział, ale… już jako kibice.

DHP Oliwa – Energa Trefl Gdańsk

Nie mamy szklanej kuli i nie wiemy, czy drużynie DHP Oliwa uda się utrzymać w drugiej klasie rozgrywkowej. Wiemy natomiast, że gracze Adama Wyrzykowskiego robią wszystko, aby tak się właśnie stało, i nawet jeśli spadną – to z podniesionymi głowami. Wczoraj wieczorem ‘Oliwiacy’ mierzyli się z Energą Treflem Gdańsk i było to starcie beniaminków. Oczywiście faworytem, i to wyraźnym, pozostawała ekipa Energii Trefla Gdańsk, która nie jest co prawda w najlepszej formie, ale wciąż jest bardzo silnym, drugoligowym teamem. Początek rywalizacji to problemy ‘gdańskich lwów’, którzy na początku spotkania musieli radzić sobie bez swojego trenera (9-6). Z czasem najmłodszy team w lidze zdołał się otrząsnąć i po chwili to oni wysunęli się na prowadzenie 17-14, po którym wydawało się, że wygrana seta pozostaje formalnością. Nie po raz pierwszy w tym sezonie Energa Trefl Gdańsk zanotowała jednak fatalny przestój, po którym rywale doprowadzili do wyrównania, a następnie cieszyli się z wygrania pierwszego seta do 19. Jeszcze lepiej byłym graczom Energii, obecnie broniącym barw DHP Oliwy, poszło w drugim secie rywalizacji. Już w pierwszej części seta DHP Oliwa zbudowała sobie olbrzymią przewagę (10-3), której nie dało się w zasadzie odrobić. Choć ‘gdańskie lwy’ poprawiły swoją grę w drugiej części seta, byli już skazani na porażkę (21-16). W trzecim secie rywalizacji team Adama Wyrzykowskiego podjął próbę walki o komplet punktów. Trzeba przyznać, że niemal pomogli im w tym gracze Edwarda Pawluna, którzy prowadzili 11-5, a mimo to roztrwonili z czasem przewagę i zgotowali sobie prawdziwą nerwówkę w końcówce (20-20). Ostatecznie po ataku Stanisława Fornalaka i błędzie jednego z rywali Energa Trefl Gdańsk mogła ‘cieszyć się’ z jednego punktu w meczu. DHP Oliwa ma z kolei powody do dumy. Po wtorkowej serii gier uciekli ze strefy spadkowej po raz pierwszy od rozpoczęcia sezonu – brawo!