Sezon: Wiosna 2024

Team Spontan – Port Gdańsk

Po srogim laniu, które drużynie APV Gdańsk zafundowała ekipa Team Spontan, gracze Piotra Raczyńskiego przystępowali do drugiego spotkania w sezonie Wiosna’24. Tym razem rywalem ‘Pomarańczowych’ była ekipa Portu Gdańsk, która podobnie jak Spontan, gra w SL3 od samego początku. Faworytem meczu pozostawała ekipa ‘Spontanicznych’. Mimo to, Port Gdańsk podszedł do spotkania pewny własnych umiejętności i od pierwszego gwizdka sędziego parł po kolejne ligowe punkty. Początek spotkania ułożył się dla ‘Portowców’ wyśmienicie i po jednym z ataków Pawła Dobrzenieckiego, Port objął prowadzenie 8-4. Z czasem gra drużyn się wyrównała i po kilku atakach aktywnego Krzysztofa Lepera, Spontan doprowadził do wyrównania po 14. Walka punkt za punkt trwała do stanu po 18 i w kluczowym dla losów seta momencie, dwoma kolejnymi punktami popisał się dobrze dysponowany Paweł Dobrzeniecki, który zapewnił ‘Portowcom’ pierwszy punkt w meczu. Środkowa odsłona to wyrównana walka obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 13. Tym razem po kilku punktach duetu Krynicki&Leper to Team Spontan objął trzypunktowe prowadzenie, które po chwili zapewniło im wyrównanie stanu rywalizacji (21-18). Ostania partia, a jakże to walka ‘łeb w łeb’ od stanu 1-1 aż do 15-15. W końcówce seta ‘game-changerem’ okazała się skuteczna zagrywka środkowego – Adama Kochanowskiego, który dwoma asami serwisowymi wyprowadził Spontana na prowadzenie 19-16, które po chwili dały im wygraną w meczu.

Hydra Volleyball Team – MiszMasz

Po tym jak w ostatnim czasie punkty w drugiej lidze pogubili faworyci do podium rozgrywek, przed Hydrą otworzyła się furtka do górnej części ligowej tabeli. Aby tego dokonać, ‘Bestia’ musiała pokonać MiszMasz i najlepiej zdobyć przy tym komplet punktów. Choć gracze w złotych strojach byli faworytem spotkania to historycznie pojedynek z MiszMaszem bywał dla nich ‘meczem pułapką’. Od samego początku spotkania, ‘Bestia’ ruszyła do ofensywy i skutecznie wykorzystywała pewne perturbacje w składzie, z którymi we wtorkowy wieczór mierzyli się gracze Michała Grymuzy. W połowie seta po dwóch atakach MVP poprzedniego spotkania – Filipa Ziółkowskiego, Hydra objęła prowadzenie 13-9. W dalszej części, ‘Bestia’ wykorzystała rozkojarzenie rywali i w związku z dwukrotnym błędem ustawienia MiszMaszu, prowadzili już 18-11. To z kolei zabiło jakiekolwiek emocje w tej partii, którą Hydra wygrała do 13. Druga odsłona to zupełnie inna historia. Po gładkiej wygranej w pierwszym secie, ‘Bestia’ miała problemy z koncentracją oraz mobilizacją. W połączeniu z coraz lepszą grą MiszMaszu zdawało się to być gotową receptą na przegraną seta. Choć partia ta zaczęła się od ich prowadzenia 7-3, to z czasem, po dobrej grze w bloku MiszMaszu, gracze Michała Grymuzy doprowadzili do wyrównania po 14. W końcówce gracze w czarnych strojach mieli nawet piłkę setową. Z tym nie mógł pogodzić się kapitan Hydry, który sygnalizował błąd jednego z przeciwników, którego nie dostrzegł z kolei sędzia. Mimo, że ‘Bestia’ znalazła się w tarapatach to w końcówce zdołali wydrzeć rywalom punkt sprzed nosa. Porażka w drugiej odsłonie sprawiła, że MiszMaszowi trudno było wykrzesać siły na to, by realnie zagrozić rywalom w finałowej partii. Na wyrównaną grę, MiszMaszowi sił wystarczyło tylko do połowy seta (10-10). W dalszej części po kilku skutecznych atakach Daniela Gierszewskiego, ‘Bestia’ objęła prowadzenie 18-12 i po chwili mogła cieszyć się z drugiego kompletu punktów w obecnym sezonie.

Volley Gdańsk – Oliwa Team

Oj, nie ma łatwego życia Oliwa Team w obecnym sezonie. Cztery spotkania, cztery porażki, jeden punkt na dwanaście możliwych. We wtorkowy wieczór ‘Oliwiacy’ mierzyli się ze spadkowiczem z pierwszej ligi – Volley Gdańsk. Owszem to ci drudzy byli faworytem spotkania, ale poprzedni tydzień pokazał, że ‘żółto-czarnych’ da się ukąsić. W pierwszym secie rywalizacji, Oliwa Team zdawała się w to głęboko wierzyć. Choć zespół Dawida Karpińskiego na początku meczu dużo gorzej przyjmował oraz bronił i rozpoczął seta od stanu 5-10, to z czasem gra drużyny z ‘serca Gdańska’ zaczęła wyglądać dużo lepiej. Oczywiście niech Was nie zwiedzie wynik 21-18. Wyrównanej gry tu nie było. Po prostu Volley miał przez kilka chwil problemy z tym by postawić kropkę nad ‘i’. Mimo, że prowadzili 20-14 to finalnie skończyło się na wyniku 21-18. Choć nie był to zbyt dobry set Oliwy to jak się po chwili okazało – i tak był tym najlepszym. Środkowa partia to część gry, w której zaczęła się zarysowywać coraz to wyraźniejsza przewaga trzykrotnych mistrzów SL3. Choć trudno w to uwierzyć, Volley zaczął tę partię od stanu…8-1. W dalszej części seta, Oliwa podobnie jak w pierwszej partii podkręciła nieco tempo i finalnie uciułała 13 oczek. Ostatnia odsłona to już mordobicie większe niż w Gromdzie. Tak, to była walka na gołe pięści i to na dodatek taka, gdy Oliwa Team ani nie zadawała ciosów, ani się nie broniła. Zamiast tego wystawiła facjatę, która była przez rywala niemiłosiernie obijana. Zaczęło się jak w drugim secie, od stanu 8-1. Jeśli ktoś myślał, że Oliwa podobnie jak w pierwszej i drugiej części się nieco rozkręci ten się dość mocno pomylił. Liczba ataków w out, błędów, nieporozumień była dramatycznie duża. To w konfrontacji z uznaną marką nie mogło przejść obojętnie. Volley widząc otwarte bramki na autostradzie wcisnął pedał gazu i jechał przed siebie. Wynik zawodów to 21-4 i obawiamy się, że będzie to najwyższy wynik w obecnym sezonie w drugiej lidze. No, chyba, że Oliwa powie zaraz ‘sprawdzam’.

Team Spontan – APV Gdańsk

Jeśli ktoś zastanawiał się czy Team Spontan po spadku do trzeciej ligi zadowoli się grą na tym szczeblu to odpowiedź na to pytanie poznaliśmy już w pierwszym secie rywalizacji z APV Gdańsk. Ok, wiedzieliśmy, że to ‘Spontaniczni’ będą faworytem i to dość wyraźnym, ale po tym jak na tle innej mocarnej drużyny – Fux Pępowo zaprezentowali się gracze APV, uznaliśmy, że są w stanie podjąć ze Spontanem walkę. Cóż. Nie byli i dostali tak dotkliwe lanie, że co niektórym…porażka udzieliła się zbyt mocno, do czego jeszcze wrócimy. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się od absolutnej dominacji Spontana, która zaprowadziła nas do stanu…12-3. Był to fragment gry, w którym APV miało problemy w przyjęciu, rozegraniu, wykończeniu akcji itd. Ba. Prościej byłoby napisać z czym nie mieli problemu, bo był to naprawdę słaby występ drużyny. Nic dziwnego, że Spontan po chwili bez problemu zdobywał kolejne punkty i finalnie nie wypuścili rywala z ‘dyszki’. Środkowa odsłona to set, w którym frustracja w obozie APV narastała z każdą kolejną piłką. Niemoc drużyny Grzegorza Żyły-Stawarskiego była trudna do opisania. W zasadzie zbędny jest tu komentarz, ale frustracja ta sprawiła, że w końcówce seta obejrzeliśmy sytuację, której w SL3 jeszcze nie widzieliśmy. Kapitan drużyny zamiast spróbować kontynuować grę, z frustracją cisnął piłką w ścianę. Oj, był to obrazek, którego nie chcielibyśmy więcej oglądać. Tak czy siak po wspomnianym zdarzeniu, Spontan prowadził już w setach 2-0 i dalej parł po swoje. Po raz kolejny niespecjalnie przeszkadzali im w tym gracze APV, którzy w trakcie całego meczu nie mieli choćby jednego skutecznego bloku. Początek trzeciej partii to jednak wyrównana gra, po której na tablicy wyników mieliśmy remis po 7. W dalszej części uwypukliła się przewaga ‘Spontanicznych’, którzy bez większego problemu wygrali tę partię do 11, a cały mecz 3-0.

22 BLT Malbork – Złomowiec Gdańsk

Po gładkim zwycięstwie z Maritexem, zespół 22 BLT Malbork stanął do zadania, które w teorii było tym trudniejszym. Z drugiej strony zastanawialiśmy się w jakiej formie zobaczymy Złomowców. Czy tej z początku sezonu, w którym gracze Witolda Klimasa zgarnęli sześć oczek w dwóch meczach czy jednak tej z meczu ze Staltestem, w którym Złomowiec był tylko tłem dla rywali. Początek spotkania rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami i to zespół w niebieskich strojach przejął inicjatywę w meczu i po kilku punktach Bartosza Plasuna, objęli prowadzenie 11-8. W dalszej części sytuacja uległa jednak zmianie. Po dwóch atakach środkowego Maksymiliana Wilka, Złomowiec objął prowadzenie 17-16. Kolejne akcje to skuteczne ataki Marcina Bryłkowskiego, które zapewniły Złomowcom pierwszy punkt w meczu (21-17). Środkowa odsłona to zupełnie inna historia. Podobny był tylko początek, po którym ‘Lotnicy’ wyszli na kilkupunktowe prowadzenie (12-7). W dalszej części nie popełnili oni jednak błędów z premierowej odsłony. Zamiast tego poszli za ciosem i po chwili cieszyli się z doprowadzenia do wyrównania w setach (21-15). Ostatnia odsłona to zdecydowanie najciekawszy fragment meczu, który był wyrównany od samego początku. Spójrzcie sami: (4-4; 8-8; 12-12; 15-15). Pod koniec seta i kolejnych skutecznych atakach Bartka Plasuna, gracze BLT objęli prowadzenie 19-17 i zdawało się, że jest już po meczu. Mimo to Złomowiec zdołał obronić piłkę meczową i doprowadzić do wyrównania po 20. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali jednak gracze BLT, którzy po błędzie w ataku jednego z przeciwników, cieszyli się z wygrania meczu w stosunku 2-1.

Bayer Gdańsk – BES Boys BLUM

Po dwóch wygranych na inaugurację, BES Boys BLUM miał się w poniedziałkowy wieczór zmierzyć z drużyną o wiele mocniejszą niż z ówczesnymi rywalami. Mimo, że Bayer w obecnym sezonie nie może poszczycić się zbyt dobrymi wynikami to jednak jest to ekipa, która stawia swoim rywalom poprzeczkę na dość wysokim poziomie. Niezależnie od tych słów, faworytem spotkania pozostawała ekipa BES Boys BLUM, która rozpoczęła spotkanie od bardzo dobrego grania. Po atakach bardzo aktywnych w obecnej edycji Michała Kanki oraz Dominika Jażdżewskiego, ‘Chłopcy’ objęli prowadzenie 10-5. Był to okres gry, w którym BBB wychodziło niemal wszystko tak jak wtedy gdy punkt po sprytnym zagraniu zdobył libero drużyny – Miłosz Szymczak. Z czasem przewaga ‘Chłopców’ nie topniała. Wręcz przeciwnie i po asie serwisowym Patryka Bruchmanna, było już 18-10 dla drużyny Ryszarda Nowaka. Końcówka to kilka oczek Bayera, które nie odwróciły rzecz jasna losów rywalizacji. Środkowa odsłona rozpoczęła się od prowadzenia BBB 6-1 co sprawiło, że w obozie Bayera zagotowało się ‘na czasie’. To jak było po chwili widać nie podziałało budująco, bowiem w krótkim odstępie czasu, Bayer zepsuł aż trzy zagrywki (12-5). Wysokie prowadzenie pozwoliło BES Boy’som na spokojne dowiezienie wyniku. Ostatnia odsłona była jednocześnie tą najbardziej wyrównaną. Początek seta to bardzo dobra dyspozycja obu drużyn w obronie i wynik na tablicy wskazywał remis po 5. W dalszej części świetnie zorganizowana gra BES Boys BLUM sprawiła, że gracze w szarych strojach objęli prowadzenie 14-7 i kiedy wydawało się, że jest już po wszystkim, dość niespodziewanie przebudzili się ‘Aptekarze’. Po kilku skutecznych akcjach Marka Podolaka, Bayer zniwelował stratę do zaledwie jednego oczka (17-16). Mimo to, chwilę później, kropkę nad ‘i’ postawił Dominik Jażdżewski, po którym BES Boys cieszyło się z kompletu oczek.

AiP – Merkury

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że Merkury ma z AIP ‘rachunki do wyrównania’. Wśród drużyn w pierwszej lidze nie jest bowiem łatwo znaleźć ekipę, z którą Merkury miałby niekorzystny bilans bezpośrednich pojedynków. Jeśli takowe się znajdą to jest to raczej wyjątek potwierdzający regułę. AIP do bezpośredniej rywalizacji przystępowało tuż po imponującej wygranej ze Speednetem za komplet punktów. To z kolei pozwalało sądzić, że Merkury choć jest faworytem to w meczu może ‘mieć ciężary’. Cóż, wybaczcie ten spoiler, ale gówno prawda. Mecz zakończył się zwycięstwem ekipy Piotra Peplińskiego za komplet punktów i prawdę mówiąc, ciekawie było tylko w ostatnim secie. Pierwsza odsłona rywalizacji rozpoczęła się od fali błędów w ataku ekipy Adriana Ossowskiego, po którym czterokrotny mistrz SL3 objął prowadzenie 9-6. Oczywiście nie było tak, że wynik był wyłącznie wypadkową błędów rywali. Po kilku perfekcyjnych kiwkach Mikołaja Rochny, dla którego był to pierwszy mecz obecnego sezonu, Merkury prowadził już 15-7 i wydawało się, że koniec zbliża się wielkimi krokami. W dalszej części faworyzowana ekipa złapała jednak zadyszkę co sprawiło, że AIP zniwelowało straty do dwóch oczek (17-15). Ostatnie słowo w secie należało jednak do ‘Planetarnych’, którzy się w porę ogarnęli. Środkowa odsłona rozpoczęła się dla Merkurego równie mocno co premierowa partia. Nim się obejrzeliśmy, Merkury prowadził 9-5. Po chwili po raz kolejny w meczu w ich poczynania wdarła się nonszalancja. Ataki w out, zepsute zagrywki, sporo niedokładności sprawiły, że po chwili na tablicy wyników mieliśmy remis po 12. Kiedy zrobiło się nerwowo, Merkury zdołał się od tego odciąć i po chwili ruszył z kolejną falą punktów, wygrywając partię do 16. Tak jak wspomnieliśmy, najwięcej działo się w trzecim secie, w którym można było odnieść wrażenie, że Merkury zabrał nas swoim wehikułem czasu do meczu sprzed kilkunastu dni. Wtedy również wygrali pewnie dwie pierwsze odsłony i w trzecim zaczęły się schody. Ostatecznie spotkanie z Old Boysami zakończyło się podziałem punktów. W poniedziałkowy wieczór, po ataku Jakuba Sulimy, AIP miało piłkę setową (20-19). Mimo to po chwili Merkury zdołał wyjść z opresji i po dwóch atakach Damiana Gila w końcówce, cieszyli się oni z pierwszego kompletu punktów w sezonie Wiosna’24.

22 BLT Malbork – Maritex

Po pięciu punktach w pierwszym dla ‘Lotników’ tygodniu w SL3, team w niebieskich strojach przystępował w poniedziałek do dwóch kolejnych pojedynków w sezonie Wiosna’24. Tym razem naprzeciw 22 BLT stanęły ekipy Maritexu oraz Złomowca Gdańsk. Patrząc na historię oraz to jak obie ekipy radzą sobie w obecnym sezonie, pierwszy mecz miał być dla ‘Niebieskich’ teoretycznie łatwiejszy. Cóż. Był łatwy i to nawet bardzo. Niestety dla Maritexu, ale powoli staje się to normą, a sam Maritex wygląda jak ledwo człapiąca zwierzyna, rzucona na pożarcie wygłodniałym drapieżnikom. Ilekroć bowiem w obecnym sezonie Maritex gra mecz to za każdym razem kończy się tak samo. W łeb. W łeb. W łeb i w poniedziałkowy wieczór, a jakże – w łeb. Pisząc pół żartem pół serio rozważamy czy Maritex nie powinien mieć tygodnia – dwóch przerwy. Wszystko po to by w szybkim czasie nie pobić rekordu Marcina Najmana w przyjmowaniu kolejnych ciosów na czaszkę. Sam mecz? Momenty Maritex miał. Tak było do stanu po 14 w pierwszym secie, ale finał był taki, że zespół Michała Pietrasika przez dłuższą chwilę nie mógł zrobić przejścia i finalnie przegrał do 15. Błędy w ataku. Błędy w ustawieniu. Błędy w przyjęciu. Błędy w rozegraniu. Błędy w komunikacji. Błędy na zagrywce. Błędne myślenie. Tak, to siedem grzechów głównych Maritexu, choć tego typu wyliczankę bez końca mogłyby kontynuować nawet dzieci bawiące się tego dnia na trybunach. Dramat w trzech aktach. Drugi set bez forsowania tempa padł łupem niebieskich do 14. Ostatnia odsłona to jeszcze mocniejsi ‘Lotnicy’, którzy jechali na duracellach, podczas gdy ich rywale korzystali z baterii słonecznych zapominając niestety, że w poniedziałek przez cały dzień pogoda była do dupy. Finał tej partii to wygrana ‘Lotników’ do 11 i całego meczu w stosunku 3-0.

Wolves Volley – Fux Pępowo

Kiedy po wylosowaniu grup rozważaliśmy, która z ekip może potencjalnie stanowić dla Fuxa jakiś problem to bez wahania wskazywaliśmy na ‘Watahę’. Już w minionych edycjach, zespół Mikołaja Stempina udowodnił, że nawet jeśli rywalizuje z mocarnymi drużynami to ‘nie pęka’ i jest w stanie nawiązać równorzędną walkę. Czy teza ta potwierdziła się w poniedziałkowy wieczór? Cóż, mamy co do tego bardzo poważne wątpliwości. Początek rywalizacji to problemy z przyjęciem w ‘wilczym obozie’, po którym gracze z Pępowa objęli prowadzenie 10-4. W dalszej części Fux nie zwalniał i po bloku oraz ataku Adama Myślisza, objął prowadzenie 18-9, by po chwili cieszyć się ze zwycięstwa. Cóż. Patrząc na pierwsze sety Fuxa z Hapag-Lloyd oraz Wolves Volley trudno nie odnieść wrażenia, że ci pierwsi zawiesili poprzeczkę znacznie wyżej, a przecież nie tak to powinno wyglądać. Sprawę z tego faktu zdawali sobie sprawę sami gracze Wolves Volley, którzy w drugim secie zagrali zdecydowanie lepiej i w pewnym momencie prowadzili już 9-6. Z czasem Fux podkręcił nieco tempo i druga część seta to wyrównana gra obu drużyn. W końcówce, po ataku Tomasza Głębockiego było już 19-17 dla Wolves i stosunkowo blisko na stratę pierwszego punktu w sezonie przez ‘Koniczynki’. W ostatnich akcjach seta, ‘Wilki’ popełniły jednak kilka błędów i z wygranej w partii cieszyli się gracze Andrzeja Pipki. Ostatnia odsłona nie była już tak emocjonująca. Fux po ataku Piotra Czerwińskiego szybko objął kilkupunktowe prowadzenie (9-5) i od tego momentu aż do ostatniego gwizdka sędziego w meczu, Fux nie dał sobie zrobić krzywdy i po dwóch atakach Tomasza Piaska w końcówce, cieszył się z czwartego kompletu oczek w sezonie Wiosna’24.