Sezon: Wiosna 2024

Szach-Mat – Flota Active Team 2

Po nieudanym początku Floty Active Team, zespół Karoliny Kirszensztein przystąpił w czwartkowy wieczór do trzeciego meczu w obecnym sezonie. Cóż, już przed meczem wiedzieliśmy, że o przerwanie złej passy będzie bardzo trudno. Nie pomyliliśmy się. Pierwsza odsłona to absolutna dominacja Szach-Matu, który kontrolował przebieg gry od samego początku aż pod koniec. Ba, osoby, które oglądały spotkanie z trybun doskonale zdają sobie sprawę, że długimi fragmentami Szach-Mat grał na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Gdyby drużyna Dawida Kołodzieja była zagrożona to nie miałaby problemu z ograniem rywali. Ostatecznie mimo, że obie drużyny popełniały w pierwszym secie mnóstwo błędów, zdecydowanie więcej popełniła ich Flota (21-14). Druga odsłona wyglądała bardzo podobnie. Już na początku Szach-Mat zagrał tak jak na absolutnego faworyta przystało i zdemolował swoich rywali. W połowie seta na tablicy wyników było już 14-8, a to oznaczało, że w secie nie dostaniemy nawet namiastki emocji. Tym razem Szach-Mat wygrał tę partię do 15. Bardzo często bywa tak, że jak drużyna ‘nie dojeżdża’, a z całą pewnością można to powiedzieć o Flocie, to faworyzowana drużyna ma problem z mobilizacją i koncentracją na ostatnią partię. Nie inaczej było i tym razem. Grając na, ‘wyje*ce’ Szach-Mat miał w trzeciej odsłonie spore problemy. Błędy własne, ataki w aut, masa niedokładności niemal kosztowała ‘Szachistów’ utratę cennego punktu. Choć Flota miała w tej partii piłkę setową to ostatnie słowo należało do drużyny ‘królewskiej gry’. Za trzecią partię należy im się jednak nagana.

Kraken – Craftvena

Pisząc w zapowiedzi o tym spotkaniu w kontekście hitu trzecioligowych zmagań, nieco się przeliczyliśmy. Można rzec, że nic w tym meczu nie poszło tak jak powinno. Po pierwsze, w szeregach Craftveny tego dnia zabrakło zdecydowanego lidera zespołu, Michała Markiewicza, którego miejsce zajął Bartosz Zakrzewski, debiutując tym samym w obecnym sezonie SL3. Następnie, przy stanie 6:3 w pierwszym secie kontuzji kostki nabawił się rozgrywający Krakena Jurij Charczuk, co wyeliminowało go z dalszej gry w tym ważnym dla obu ekip spotkaniu, a miejsce na sypie zajęła Edyta Woźny. O ile ta przykra dla obu zaprzyjaźnionych ze sobą drużyn sytuacja mogła okazać się szansą dla zawodników Craftveny, nie zrobili wiele, aby kłopoty rywala wykorzystać. Co prawda udało im się chwilowo zniwelować przewagę Krakena do stanu 9:8, a później 12:11, jednak po otrząśnięciu się z chwilowego szoku ekipa Jurija Charczuka wrzuciła kolejny bieg i wygrała seta do 14. W kolejnej odsłonie, po dość wyrównanym początku, od stanu 8:6 rozpoczął się odjazd punktowy Krakena, który zakończył się wynikiem 21:15. Najciekawsze w tej odsłonie było chyba przerzucanie się komentarzami przez Jędrzeja Szadejko oraz Mariusza Weyera, którzy dotychczas reprezentowali barwy tej samej ekipy. W trzeciej partii już od początku Kraken oplótł rywala swoimi mackami i powoli zaczął go ciągnąć na dno. Na tablicy wyników widniało już 7:1 i zanosiło się na prawdziwą katastrofę dla zawodników Craftveny. Kilka udanych akcji oraz błędy przeciwnika sprawiły jednak, że set zakończył się stanem 21:13, a komplet punktów powędrował na konto Krakena. Gdybyśmy mieli podsumować, co zaważyło na takim, a nie innym wyniku tego spotkania, wskazalibyśmy zapewne bardzo słabe przyjęcie ‘Rzemieślników’, problem z wyprowadzeniem własnej dobrej akcji, oraz „szkolne” błędy w postaci wielokrotnego dotykania siatki czy nawet przebijania piłki sposobem dolnym w out. Jednym słowem, drużyna Craftveny ma spory materiał do analizy po tym spotkaniu. Zastanawiamy się również, jak potoczą się dalsze losy Krakena w najbliższych spotkaniach w kontekście kontuzji Jurija Charczuka, kapitana oraz założyciela drużyny.

CTO Volley – Old Boys

Sam początek spotkania nie wyglądał zbyt obiecująco dla ekipy Old Boys. Gracze CTO weszli w mecz na tzw. „pełnej”, przez co przez chwilę mogło wyglądać na to, że będzie to bardzo jednostronne spotkanie. Na szczęście jednak dla Old Boysów, tego dnia na parkiecie nie zabrakło Jakuba Wilkowskiego, który jak dostawał piłkę do ataku to przysłowiowo „nie było co zbierać”. Własnymi dobrymi akcjami gracze Bartka Kniecia przydusili co nieco rywala, który zaczął seryjnie popełniać błędy w ataku, co zmusiło ich do wzięcia czasu przy stanie 16:12 dla ekipy znad Raduni. Nie wybiło to jednak z rytmu graczy w białych koszulkach, którzy z konsekwencją godną podziwu utrzymywali wysoki poziom gry, dzięki czemu na tablicy wyników widniało już 19:15. Można powiedzieć ostatnia prosta do pewnego zwycięstwa. CTO jednak to nie pierwsze lepsze ogórki i chłopcy do bicia. ‘Pomarańczowi’ ostro spięli pośladki i dzięki własnej skuteczności oraz błędom rywali doprowadzili do stanu 19:18. Kiedy po zepsutej zagrywce Old Boysi mieli już przeciwników na widelcu (20:18) Jakub Nowak wziął sprawy w swoje ręce. Dwa potężne ataki tego zawodnika doprowadziły do wyrównania, po czym mogliśmy obserwować zażartą walkę punkt za punkt, w której dwóch Jakubów (Nowak oraz Wilkowski) grali zdecydowanie pierwsze skrzypce. Finalnie, po przyjęciu libero CTO zagrywki na drugą stronę siatki, bezlitosny w tym secie Jakub Wilkowski skończył atak z przechodzącej piłki, dzięki czemu Old Boysi mogli cieszyć się z wygranej seta. Można powiedzieć, że na tym ciekawa historia tego spotkania się kończy. W kolejnym secie CTO od stanu 10:9 sukcesywnie powiększało swoją przewagę i mimo zrywu ‘Dziadków’ mniej więcej w połowie partii (14:13) nie udało im się wrócić do jakości gry prezentowanej w pierwszej odsłonie. Finalnie, set zakończył się wynikiem 21:16 dla CTO i o zwycięstwie w meczu miała zadecydować ostatnia partia. Tutaj jednak chcielibyśmy spuścić zasłonę milczenia, aby przypadkiem nikogo nie urazić. Wystarczy powiedzieć, że set zakończył się wynikiem 21:9, a tytuł najlepszego gracza meczu powędrował do rąk Bartosza Sobstyla.

AXIS – Staltest Pomorze

Punktualnie o godzinie 19:00, na centralnym boisku zmierzyły się rewelacje obecnego sezonu w drugiej lidze. W zapowiedziach przedmeczowych wskazaliśmy, że faworytem spotkania pozostają gracze Staltestu, którzy na drugoligowych parkietach mają zdecydowanie większe doświadczenie. Mimo to, pierwsza odsłona należała do beniaminka drugiej klasy rozgrywkowej, którzy po ataku środkowego – Danylo Ignatenko, objęli prowadzenie 9-6. Z czasem Staltest zaczął skutecznie kiwać, a to z kolei sprawiło, że team Arka Kozłowskiego doprowadził do wyrównania po 12. Po kilku chwilach, gracze w czerwonych strojach zaczęli lepiej czytać grę i ponownie objęli prowadzenie (17-14). W końcówce gracze w czerwonych strojach nie dali już sobie zrobić krzywdy i finalnie wygrali pierwszą partię do 18. Środkowa odsłona to zupełnie inna historia. Niemal od początku seta uwypukliły się problemy z przyjęciem drużyny AXIS, które Staltest perfekcyjnie wykorzystał. Na półmetku seta było już 10-5 dla byłych wegan. W dalszej części seta, team Arka Kozłowskiego nie zwalniał tempa i finalnie pozwolił rywalom na jedynie 12 oczek w secie. Ostatnia odsłona rozpoczęła się od niecodziennej sytuacji, w której Staltest przez dłuższą chwilę nie mógł połapać się we własnym ustawieniu. Po kilkuminutowym zamieszaniu drużyny wznowiły grę i po dwóch atakach Mateusza Batyry, Staltest objął prowadzenie 9-5. Dalsza część seta to znacznie lepsza dyspozycja nowego wicelidera rozgrywek, który finalnie wygrał tę partię do 15, a cały mecz 2-1.

Tufi Team – Flota Active Team

Problemów kadrowych ‘Tuffików’ ciąg dalszy. W czwartkowy wieczór w szeregach Tufi Team zabrakło między innymi absolutnego lidera drużyny – Piotra Watusa. To sprawiło, że zespół musiał nieco pokombinować i wynikiem tej kombinacji był nominalny libero na lewym skrzydle. Dla równowagi w obozie Floty zabrakło Pawła Shylina, który jest jednym z większych pechowców w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Można zatem powiedzieć, że mieliśmy status quo. Początek spotkania należał do Tufi Team, którzy wykorzystali problemy z przyjęciem Floty i objęli prowadzenie 10-6. Mimo powiedzenia A, zespół Tufi nie był w stanie powiedzieć B i błyskawicznie solidną zaliczkę roztrwonił. Po ataku Macieja Majewskiego na tablicy wyników było po 11. To czego nie zrobili gracze Tufi, zrobili gracze Floty. Pisząc precyzyjnie poszli oni za ciosem i druga część seta to ich absolutna dominacja udokumentowana wygraną do 17. Środkowy set to bardzo duże emocję. Choć z pewnością jest to mało znany fakt to właśnie Tufi Team zagrało kiedyś najdłuższego seta w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta (39-37 z Volleyem Gdańsk). Piszemy o tym teraz bo w czwartkowy wieczór zanosiło się na powtórkę. Niezwykle wyrównana partia, po której gracze Floty mają z pewnością kaca moralnego. W pewnym momencie prowadzili już 20-18 i byli o włos od wygrania spotkania. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić czego namacalny dowód dostaliśmy w czwartkowy wieczór. Do wyrównania (20-20) doprowadzili Piotr Adamczyk oraz Łukasz Arciszewski (20-20). Ostatnia faza seta to walka łeb w łeb, która zakończyła się dwoma skutecznymi atakami Marka Rogińskiego (32-30). Ostatnia odsłona rozpoczęła się kapitalnie dla Tufi, którzy zaczęli seta od prowadzenia 8-3. Mimo to z czasem było po 11 i wydawało się, że oglądamy powtórkę pierwszego seta. Tym razem inny był jednak epilog. W dalszej części seta, Tufi objęło trzypunktowe prowadzenie (16-13) i po chwili dowieźli cenne zwycięstwo do końca (21-18).

Speednet – Eko-Hurt

Po porażce Speednetu w poniedziałkowy wieczór, zespół Łukasza Żurawskiego stanął we wtorkowy wieczór przed kolejnym bardzo trudnym zadaniem, którym bez wątpienia była rywalizacja z aktualnym Mistrzem SL3 – Eko-Hurtem. Początek spotkania to sporo nerwowości w obu stronach, która sprawiła, że pierwsze cztery punkty w meczu to…zepsute zagrywki obu drużyn (2-2). Jako pierwsi prowadzenie objęli gracze Eko-Hurt i już na początku Speednet musiał wykorzystać jeden ‘czas’ (5-2). Ten spełnił widocznie zadanie, bo już po chwili zobaczyliśmy odmienioną drużynę, która w połowie seta remisowała z Eko-Hurtem 10-10. Jako pierwsi piłkę setową mieli gracze Speednetu, którzy po dwóch atakach Wojciecha Grzyba, prowadzili 20-18. Mimo tarapatów, Eko-Hurt zdołał po chwili doprowadzić do wyrównania (20-20) i można było odnieść wrażenie, że Speednet podobnie jak w poniedziałkowy wieczór i tym razem zaprzepaści szansę na wygranie seta. Tym razem było jednak inaczej. Po kilku akcjach oraz skutecznej zagrywce wspomnianego przed chwilą atakującego, Speednet wygrał emocjonującą partię do 22. Niestety dla ‘Różowych’, podobnie jak w poniedziałkowym meczu z AIP, tu również Speednetowi bardzo dobrej gry wystarczyło tylko na jednego seta. Choć w drugiej części zaczęli od prowadzenia 10-8, to z czasem serię punktów zdobyli ‘Hurtownicy’ i to oni objęli prowadzenie 14-11. W dużej mierze do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść przyczyniła się dobra zagrywka Eko-Hurtu, która była poprawiona aż 10 blokami w meczu. Ostatecznie, środkowa partia zakończyła się wynikiem 21-15 dla Eko. Skoro wywołaliśmy słowo-klucz, ostatnia partia z pewnością nie rozpoczęła się od trybu Eko w wydaniu ‘Hurtowników’. To było nitro, które sprawiło, że zespół Konrada Gawrewicza rozpoczął seta od stanu…7-1. Miażdżący początek ułożył w dużym stopniu tę partię i Eko-Hurt nie miał problemów z tym by sięgnąć po wygraną. Wynik 2-1 i korzystny stosunek małych punktów sprawiły, że Eko-Hurt został nowym liderem pierwszej ligi.

Challengers – Kruk Volley

Kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego, skazywany na pożarcie zespół Kruk Volley z nostalgią wspominał mecz, do którego doszło niemal równy rok temu. Wówczas wielu ‘Kruków’ rywalizowało z ekipą Old Boys, która była absolutnym faworytem starcia. Mimo, że w meczu miało dojść do pogromu to finalnie ówczesna Husaria wygrała drugiego seta i prawdę mówiąc była naprawdę bliska do wygrania spotkania. Ostatecznie wspominany przez nas mecz zakończył się ich porażką 1-2, ale to co było ważniejsze we wspomnianym meczu to lekcja, którą wyciągnęli zawodnicy występujący w meczu. Lekcją tą było to, że jeśli na parkiet nie wyjdzie się, sorry za kolokwializm – zesranym to będzie dobrze. Cóż, było dobrze, a fragmentami nawet bardzo dobrze. Niestety dla Kruków było to za mało by urwać punkt faworyzowanym przeciwnikom. Skoro napisaliśmy, że w kontekście Kruków fragmentami było bardzo dobrze, to taki fragment drużyna Jakuba Florczaka miała od początku spotkania. Po tym jak Challengersi mieli problem z tym by przebić się lewym skrzydłem, Kruk objął prowadzenie 9-7. Trzeba przyznać, że poza samą bardzo dobrą grą w bloku, w obronie Kruki wyczyniały prawdziwe cuda i ich prowadzenie było na ten czas w pełni zasłużone. Sytuacja zaczęła się zmieniać w drugiej części seta, w której zespół Wojciecha Lewińskiego przejął inicjatywę i po dwóch atakach Bartka Dzierzęckiego, cieszyli się z wygrania pierwszej odsłony (21-18). Środkowa partia to najmniej interesująca odsłona w meczu. Już od początku Challengers narzuciło rywalom swoje warunki gry i po asie środkowego – Dariusza Dambka, objęli prowadzenie 12-5, po czym stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię. Ostatnia odsłona zdawała się układać dla ‘Granatowych’ idealnie. Zespół Wojciecha Lewińskiego szybko objął kilkupunktowe prowadzenie 12-6 i kiedy byliśmy przekonani, że za chwilę będziemy świadkami powtórki z premierowej partii, Kruki wykorzystały fakt, że w szóstym secie w baku Challengersów zaczęło brakować paliwa (19-19). Ostatecznie liderowi rozgrywek udało się wygrać seta, ale trzeba przyznać, że do mety dojeżdżali już na oparach (21-19).

Speednet 2 – BL Volley

Po pierwszych spotkaniach obecnego sezonu, w obozie Speednetu pojawiła się pewna presja związana z tym, by we wtorkowy wieczór sięgnąć po komplet punktów. Wszystko za sprawą faktu, że potencjalni rywale w walce o drugą ligę nie próżnują i wygrywają spotkania za komplet oczek. Pierwszy set spotkania z BL Volley stał na naprawdę niezłym, trzecioligowym poziomie. Choć Speednet był faworytem spotkania to przez niemal całego pierwszego seta nie mógł sforsować zasieków rywali. Na przestrzeni partii mieliśmy wyniki: 5-5; 9-9; 12-12, oraz po 18. Mniej więcej w tym momencie stało się jasne, że drużyna, która urwie się rywalom jako pierwsza, będzie cieszyła się z wygranej seta. Sztuka ta udała się graczom Speednetu, którzy po bloku występującego na środku Dominika Marlęgi oraz ataku Krzysztofa Mejera, cieszyli się z wygrania seta do 18. Niestety była to najbardziej wyrównana i emocjonująca partia w meczu. W środkowej odsłonie, Speednet szybko objął prowadzenie 8-5 i z czasem przewagę tę powiększył do stanu 17-10. Siedem punktów przewagi sprawiło, że stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię (21-16). Ostatni set to niemal identyczna historia jak ta, którą oglądaliśmy w środkowej odsłonie. Wyrównany początek (7-7), po którym faworyzowany Speednet odskoczył rywalom na sześć oczek (17-11) i po chwili cieszył się z drugiego kompletu oczek w sezonie Wiosna’24.

Challengers – Tiger Team

Po imponującym początku drużyny Challengers w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, zespół Wojtka Lewińskiego miał do rozegrania dwa spotkania we wtorkowy wieczór. Czysto teoretycznie wtorkowe zadania były łatwiejsze niż te, które Challengers miał na inaugurację, o czym świadczą miejsca w tabeli poszczególnych rywali z obecnego sezonu. Mimo że miało być gładko i przyjemnie to rzeczywistość wyglądała jednak nieco inaczej. Już na początku spotkania, Tiger pokazał, że nie zamierza oddawać punktów bez walki. W połowie pierwszej odsłony na tablicy wyników mieliśmy remis po 9. Sytuacja uległa pewnej zmianie w drugiej części seta, w której Tiger miał pewne problemy z powstrzymaniem atakującego rywali – Mariusza Kuczko. Po jednym z ataków wspominanego gracza było 15-11 dla Challengers. Mimo, że dużo wskazywało na to, że po chwili obie drużyny zmienią strony, Tiger Team po dobrej grze doprowadził do wyrównania po 18. Kiedy w ‘granatowo-różowym obozie’ zrobiło się naprawdę gorąco, Challengers dopięli po chwili swego i wygrali seta do 19. Druga odsłona nie była już tak emocjonująca. Tiger Team choć grał naprawdę nieźle to jednak kilkanaście procent jakości więcej było w drużynie przeciwników. To sprawiło, że Challengers objęli prowadzenie 14-9 i po chwili cieszyli się z wygrania drugiego seta. Ostatnia odsłona to wyrównana walka do stanu po 8. Niestety dla ‘Tygrysów’, po chwili zanotowali oni bardzo długi przestój, który zapewnił rywalom 7 oczek z rzędu. Kiedy na tablicy wyników było 15-7 dla zespołu Wojciecha Lewińskiego to stało się jasne, że po chwili sięgną oni po trzeci komplet punktów w sezonie Wiosna’24.

Dream Volley – TGD

Po nieciekawym otwarciu sezonu, w którym Dream Volley przegrał dwa spotkania z rzędu, ‘Marzyciele’ stanęli we wtorkowy wieczór przed szansą na potwierdzenie powiedzonka, że ‘do trzech razy sztuka’. Zadanie to nie było przesadnie wymagające. W jedynym dotychczasowym meczu obu drużyn, Dream Volley ograł swoich rywali za komplet punktów. Początek sezonu w wydaniu obu ekip sprawił jednak, że coraz więcej osób łącznie z Agnieszką Pasternak powątpiewało w moc ‘Marzycieli’. Pierwszy set rywalizacji to jednak mocne granie drużyny Mateusza Dobrzyńskiego, która zaczęła pojedynek od stanu…12-4! Choć z czasem było już 19-9, to ‘Drogowcom’ udało się wyjść z dziesięciu punktów i finalnie uciułali w tej partii dwanaście oczek. Po pierwszym secie, TGD postanowiło się nieco przeorganizować i zespół Macieja Kota zaczął nieco lepiej przyjmować. To z kolei pozwoliło drużynie ‘budować’, czego efekty otrzymaliśmy w błyskawicznym tempie. Od samego początku TGD grało z faworyzowanym rywalem jak równy z równym, a to sprawiło, że na półmetku seta mieliśmy remis po 12. Choć z czasem ‘Marzycielom’ udało się objąć prowadzenie 18-15, to po chwili w ich szeregach doszło do kilku nieporozumień, które sprawiły z kolei, że w ich obozie mogliśmy zaobserwować pewne zgrzyty, co częstym obrazkiem akurat u nich nie jest (18-18). Mimo to, gracze Dream wiedzieli, że mają zadanie do wykonania i po nerwowej końcówce zdołali wyszarpać rywalom zwycięstwo z rąk (22-20). Brak punktu w drugim secie wyraźnie spuścił z ‘Drogowców’ powietrze. W trzeciej odsłonie ci zdawali się już czekać na ostatni gwizdek w spotkaniu. Ostatecznie set zakończył się wysokim zwycięstwem Dream Volley (21-11), po którym w sposób znaczący podreperowali oni swą sytuację w tabeli.