Sezon: Wiosna 2024

Old Boys – Tufi Team

Przed pierwszym gwizdkiem spotkania, Old Boys pozostawali ostatnią drużyną w pierwszej klasie rozgrywkowej, która jak do tej pory nie wygrała jeszcze spotkania. Fakt ten po trzech rozegranych meczach zaczął graczy Old Boys uwierać niczym sporej wielkości kamyczek w bucie. Na początku dyskomfort, a po kilku minutach już ból. Sytuacja ta miała się zmienić w środowy wieczór. Zadanie to w teorii było nieco ułatwione. Wszystko w związku z faktem, że Tufi Team po raz kolejny w obecnym sezonie miało poważne problemy kadrowe, które tym razem wyeliminowały z gry Piotra Watusa oraz Marka Rogińskiego. Początek spotkania rozpoczął się od bardzo dobrej gry w przyjęciu obu ekip, która zaprowadziła nas do stanu 5-5. Jako pierwsi na dwupunktowe prowadzenie wyszli gracze Tufi, którzy po ataku Piotra Adamczyka, prowadzili 11-9. Druga część seta to jednak dużo lepsza gra zawodników w białych trykotach, którzy po kilku atakach Piotra Wołodźko, Jakuba Wilkowskiego czy Sebastiana Konarzewskiego, objęli prowadzenie 18-15 i po chwili cieszyli się z wygranej seta. Środkowa odsłona rozpoczęła się idealnie dla ‘Tuffików’, którzy po dobrej, celowanej zagrywce objęli prowadzenie 7-2. Mimo, że sytuacja zdawała się układać dla nich idealnie (15-10), to w drugiej części seta coś zaczęło się psuć. Po serii kilku błędów zespołu Mateusza Woźniaka, rywale doprowadzili po chwili do wyrównania po 18. Końcówka seta to wyrównana walka obu drużyn, w której każda ze stron miała swoje szanse. Mimo, że Old Boys’i mieli piłkę meczową to ‘Tufi Team’ uciekło spod gilotyny i ostatecznie udało im się doprowadzić do wyrównania w setach (25-23). O zwycięstwie w spotkaniu musiał zadecydować trzeci set, który po bloku Radosława Malka, rozpoczął się lepiej dla Old Boys’ów (9-6). Choć po chwili Tufi Team zdołali doprowadzić do wyrównania po 13, to końcówka seta pokazała zdecydowaną przewagę drużyny ‘znad Raduni’, udokumentowana wygraną do 15, a całego meczu 2-1.

Pekabex – Bayer Gdańsk

Po kilku arcytrudnych spotkaniach, w których Bayer Gdańsk przegrał kilka spotkań z rzędu, team Damiana Harica miał w środowy wieczór chwilę wytchnienia. Rywalem ‘Aptekarzy’ była bowiem ekipa Pekabex, która jak do tej pory nie zdobyła w SL3 ani jednego punktu. Trudno było zatem oczekiwać, aby sytuacja miała się odmienić akurat w meczu z drużyną z Olivii Business Center. Początek spotkania to przewaga Bayera, aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że drużynie ‘Budowlańców’ udawało się od czasu do czasu punktować. Po dwóch atakach z rzędu Pawła Jankowskiego, Pekabex przegrywał zaledwie dwoma oczkami (6-4). W dalszej części seta faworyzowany team narzucił jednak swoje warunki gry i ani myśleli o tym, by dawać rywalom ‘fory’. Dowodem popierającym naszą tezę był silny atak Krzysztofa Podlaskiego, po którym wspomniany skrzydłowy przepraszał jedną z przeciwniczek (15-7). Po krótkiej chwili, obie drużyny mogły zmienić strony (21-9). Środkowa partia rozpoczęła się od bardzo dużej przewagi ‘Aptekarzy’. Po dwóch atakach aktywnego w środowy wieczór Krzysztofa Podlaskiego, Bayer prowadził już…11-0! Po chwili ‘biało-zielonym’ udało się jednak przełamać. Po punkcie Mateusza Mani, Pekabex dorzucił w drugiej części jeszcze kilka punktów i finalnie nie wyglądało to tak źle, jak się zanosiło (21-8). Ostatnia odsłona rozpoczęła się od przewagi ‘Aptekarzy’ (9-4), choć trzeba podkreślić, że Pekabex po raz kolejny pokazał się z dobrej strony w grze w obronie. Dalsza część seta to jednak zdecydowana przewaga ‘Aptekarzy’, którzy po tryumfie wskoczyli w tabeli na piąte miejsce.

Szach-Mat – Dream Volley

Nie oszukujmy się. Choć Dream Volley nie był faworytem starcia i finalnie zgodnie z przewidywaniami – przegrał mecz to ich sytuacja zaczyna robić się nieciekawa. Aby dobrze zrozumieć o czym mówimy należy zerknąć na kilka poprzednich sezonów, w których Dream przegrywał maksymalnie cztery mecze w trakcie sezonu. Po spotkaniu z ‘Szachistami’, Dream ma już trzy porażki, a do zakończenia sezonu jeszcze dziewięć spotkań. To oznacza, że z dużą dozą prawdopodobieństwa, obecny sezon może okazać się najgorszy od sezonu Wiosna’21. Nie wyprzedzajmy jednak pewnych zdarzeń. Była krytyka to i słowo pochwały się należy, bo w pierwszym i drugim secie, ‘Marzyciele’ zagrali naprawdę dobre zawody i byli realnym zagrożeniem dla swoich rywali. Pierwsza odsłona to szarpana gra z obu stron. A to na przewagę wychodzili ‘Szachiści’, by po chwili prowadzenie obejmowali ‘Marzyciele’. Pod koniec seta bliżej wygranej zdawali się być ci drudzy. Po autowym ataku debiutującego w SL3, Adriana Krampichowskiego, Dream Volley objął prowadzenie 18-16. Choć w dalszej części, Dream miał piłkę setową (20-19) to ostatecznie dali się przechytrzyć swoim rywalom, którzy po dwóch atakach Rafała Guzowskiego, cieszyli się z wygranej seta. To, co udało się Szach-Matowi w pierwszym secie, wyrównało się w środkowej odsłonie, co biorąc pod uwagę przebieg partii może być szokujące. Tak się bowiem składa, że gracze ‘królewskiej gry’ po powiedzeniu ‘SZACH’ nie byli w stanie dołożyć drugiego członu. Choć gracze Dawida Kołodzieja prowadzili 17-12 to z czasem zaczęli popełniać mnóstwo błędów, które kosztowały ich stratę seta. Warto zaznaczyć, że w końcówce bardzo dobrą robotę dla Dreamu wykonał swoją zagrywką Michał Hawrylik (21-19). Porażka w drugiej odsłonie rozdrażniły ‘Czarnych’, którzy zaczęli finałowego seta od prowadzenia 9-3, w którym prowadzeniu pomogło kilka skutecznych i efektownych obron Marcina Zdunka (9-3). Ostateczną chęć do gry swoim rywalom odebrał Łukasz Karbowniczek, po którego trzech asach serwisowych, Szach-Mat prowadził 17-5 i po chwili mógł cieszyć się z drugiego punktu w meczu.

AXIS – Złomowiec Gdańsk

Po bardzo dobrym okresie, o drużynie AXIS zaczęło się robić naprawdę głośno. Ma to rzecz jasna swoje plusy oraz minusy. Z perspektywy obozu Fabiana Polita to co działa na niekorzyść w kontekście ich sytuacji w tabeli to fakt, że żadna drużyna nie będzie na tyle głupia by ich zbagatelizować. Obecnie wiedzą powszechną jest to, że aby pokonać ‘Czerwonych’ trzeba się spiąć. Uwaga, tu spoiler – Złomowcom się to udało. Początek spotkania rozpoczął się jednak dla nich fatalnie i gracze Witka Klimasa zostali zezłomowani zagrywką rywali (5-1). Kiedy graczom w miedzianych strojach udało się zrobić przejście, doprowadzili oni do wyrównania po 6. Mimo to, w dalszej części AXIS ponownie objęło prowadzenie 12-9 i sytuację kontrolowali do stanu 16-15. Decydująca część seta to dla odmiany, problemy w przyjęciu ‘Czerwonych’, które finalnie sprawiły, że pierwszy punkt trafił do Złomowca. Środkowa partia to bardzo dobra gra Złomowca, który kontrolował grę od samego początku, aż do końca. W szczytowym momencie, Złomowiec prowadził już 17-11, ale w końcówce nieco zwolnił i finalnie wygrał partię czteroma oczkami. Warto nadmienić fakt, że w końcówce seta gracze Witolda Klimasa imponowali świetną grą w asekuracji, co z pewnością przyczyniło się do wygrania przez nich meczu. Trzecia odsłona to partia, która od początku układała się lepiej dla drużyny Fabiana Polita. Choć pod koniec prowadzili oni 18-13, to z czasem w ich szeregach zanotował totalny paraliż. Ten sprawił, że zamiast wykończyć chwiejącego się rywala to dali im tlen. Złomowiec doskonale wiedział co z tym zrobić i w końcówce po dwóch atakach Macieja Iwana, przechytrzyli rywala i zgarnęli bardzo ważny komplet punktów.

Port Gdańsk – Kraken

Po laniu, które drużyna Portu Gdańsk wyrządziła drużynie APV, zespół Arkadiusza Sojko przystępował do drugiego spotkania w poniedziałkowy wieczór. O tym, że będzie to dla ‘Portowców’ o wiele trudniejszy mecz wiedzieliśmy na długo przed rozpoczęciem spotkania. Tuż po pierwszym gwizdku na własnej skórze przekonali się o tym sami gracze ‘z doków’, którzy rozpoczęli seta od stanu…8-1 dla Krakena. Oj tak, ‘Bestia’ była do tego czasu bezlitosna i kiedy zanosiło się na prawdziwy pogrom, Port Gdańsk zaczął w końcu grać. Efektem naszych słów było zniwelowanie przewagi ‘Bestii’ do czterech oczek (9-5). Mimo to, ‘Granatowi’ nie byli już w stanie dogonić rywali i wyglądało na to, jakby zbierali siły na drugą odsłonę. W drugim secie, Port znalazł wreszcie sposób na to by powstrzymać Dimę Hurtovyia, co błyskawicznie przełożyło się na wynik punktowy (7-7). Kiedy ‘Portowcy’ niczym w kreskówce Scooby-Doo, zorientowali się, że pod maską groźnej ‘Bestii’ kryje się zwykła postać to poszli za ciosem i po dwóch atakach dobrze dysponowanego Tomasza Bobcowa, objęli prowadzenie 15-12. Mimo prowadzenia, w dalszej części gra obu drużyn się wyrównała (18-18) i po kilkukrotnej wymianie ciosów w końcówce, Port Gdańsk doprowadził do wyrównania w setach. Ostatnia odsłona to już zupełnie inny obraz gry. Zespół Arkadiusza Sojko w perfekcyjny sposób zlokalizował obszary, w których gra Krakena kuleje i od początku w trzeciej partii dominował. Przewaga 9-5, 16-9 i wreszcie 21-13. Krakenowi nie pomogły w trzecim secie zmiany, w tym ‘sypacza’. Po dość jednostronnym secie, Port cieszył się z drugiego punktu w spotkaniu, które zapewniają im fotel wicelidera. Brawo!

BES Boys BLUM – Volley Surprise

Choć początek sezonu w wykonaniu Volley Surprise nie był zbyt imponujący to jednak sporo osób liczyło na to, że bezpośredni pojedynek spadkowicza z drugiej ligi z jednym z głównych pretendentów do awansu może być hitem trzecioligowych rozgrywek. Cóż, nie był. To znaczy hit to był, ale w wydaniu drużyny BES Boys BLUM. Po stronie drużyny ze Słupska był co jedynie kit, choć prawdę mówiąc na myśli mamy wiele innych, gorzkich dla ‘Słupszczan’ słów. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się dość obiecująco. Do półmetka seta, obie drużyny walczyły punkt za punkt, co doprowadziło nas do stanu po 11. W dalszej części, ciężar gry na swoje barki wziął Damian Kolka, który po kilku udanych akcjach, wyprowadził ‘Chłopców’ na prowadzenie 17-14, co odebrało przeciwnikom wiarę w odrobienie strat (21-15). Środkowa partia to zupełnie inna historia, która rozpoczęła się od kilku ataków Michała Kanki (5-1). W dalszej części po dwóch punktach byłego gracza Volley Surprise – Patryka Bruchmana, ‘Chłopcy’ prowadzili już 16-7 i wygraną seta mieli na wyciągnięcie ręki. W końcówce, ‘Słupszczanie’ zdołali odrobić kilka punktów, ale o tym najważniejszym nie było nawet mowy. O ile w pierwszym czy drugim secie Volley Surprise trzymało jako tako fason, tak w ostatniej odsłonie gracze Macieja Siacha byli kompletnie bezradni. Jeśli chodzi o ich rywali to ci byli z kolei bezlitośni. Zestawienie ze sobą tych dwóch przeciwności sprawiły, że Volley zbił rywali do…dziewięciu! To z kolei sprawia, że było to jedne z najsłabszych spotkań Volley Surprise w historii SL3. Na koniec słówko o BES Boys BLUM. Robi się naprawdę nieźle. Zastanawiamy się czy, a jeśli tak, to kiedy kaszubski walec się zatrzyma.

Port Gdańsk – APV Gdańsk

Po ostatnim spotkaniu, w którym APV Gdańsk rozegrał kiepskie spotkanie przeciwko Team Spontan, uznaliśmy, że w spotkaniu z ‘Portowcami’ będzie z pewnością lepiej. Ok, stawialiśmy na wygraną Portu w stosunku 3-0, ale uznaliśmy, że APV zagra zdecydowanie lepiej niż przed tygodniem. Cóż, zagrał o dwie klasy gorzej i prawdę mówiąc przez długie fragmenty, zespół Grzegorza Żyły-Stawarskiego wyglądała koszmarnie. Tu nie ma usprawiedliwienia. Ok, w drużynie są nowi gracze, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z ligowymi zmaganiami, ale na Boga. To nie jest drużyna stricte firmowa, która dotyka piłkę pierwszy raz od szkoły podstawowej. Sporo zawodników drużyny ma bogate doświadczenie ligowe i cóż, wynik 21-3 to sportowa katastrofa. Żeby nie było, nie był to przypadek. Pierwszy set rywalizacji to absolutna dominacja ‘Portowców’, która została narzucona rywalom już od samego początku. Po świetnej zagrywce Tomka Bobcowa w pierwszym secie, Port wyszedł na prowadzenie 14-7, które z czasem jeszcze powiększył. O drugiej odsłonie już nieco napisaliśmy. Katastrofa w wydaniu APV Gdańsk w wielu płaszczyznach. Tam się nic nie zgadzało. Przed trzecim setem, team Assistance Partner dokonał kilku roszad, które przyniosły nieco lepszą grę (6-6). Po obiecującym początku, zespół Grzegorza Żyły-Stawarskiego zaczął grać to co w poprzednich setach i po chwili ‘Portowcy’ ponownie odskoczyli rywalom i finalnie wygrali tę partię do 9. Oj, dawno nie widzieliśmy takiej dysproporcji.

BEemka Volley – TGD

Niedźwiedź obudził się ze snu zimowego. Sportowa złość po bardzo słabym występie z poprzedniego tygodnia, trafiła na ekipę TGD. Ok, niezależnie od tego, co wydarzyło się w minionym tygodniu, BEemka pozostawała faworytem spotkania. Dodatkowo po raz pierwszy w obecnym sezonie, w składzie drużyny wystąpił kapitan drużyny – Daniel Podgórski. Gracze w biało-niebieskich barwach rozpoczęli spotkanie od wejścia z buta do siedziby TGD. Choć trudno w to uwierzyć to pierwsza część seta to wynik…10-0 dla BEemki Volley. WOW. Kiedy stało się jasne, że włos z głowy im już nie spadnie, w drugiej części partii zespół ‘Zmotoryzowanych’ ewidentnie zwolnił i finalnie dał się nieco rozkręcić swoim rywalom. Ostatecznie, TGD zdobyło w tej partii 14 punktów, co biorąc pod uwagę pierwszą część seta jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Drugi set? Rozpoczął się od podobnego mordobicia jak pierwsza partia. Ok, TGD zdołało zdobyć punkty niemal na samym początku, ale biorąc pod uwagę, że po ataku Macieja Wysockiego było 12-3 – marne to pocieszenie. Co ciekawe, choć wynik nie do końca na to wskazuje to gra TGD nie była taka koszmarna jak mogłoby się wydawać. Z pewnością ich wynik mógł, a nawet powinien być lepszy, gdyby nie problemy z wykończeniem akcji i szeroko pojętą precyzją. Ostatecznie BEemka postawiła po chwili kropkę nad ‘i’, wygrywając seta do 9. Ostatnia odsłona rywalizacji to wyrównana gra, która zaprowadziła nas do stanu po 11. W dalszej części partii zarysowała się przewaga BEemki, która dołożyła kolejne bloki w meczu, po których objęła prowadzenie 17-13 i po chwili cieszyła się z trzeciego kompletu oczek w obecnej edycji.

Chilli Amigos – Volley Surprise

Po delikatnie mówiąc, średnim otwarciu sezonu w wykonaniu drużyny Chilli Amigos, ‘Papryczki’ przystępowały w poniedziałkowy wieczór do czwartego spotkania w sezonie Wiosna’24. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich meczach i tym razem nie zdołali uniknąć problemów kadrowych. Mimo wspomnianych okoliczności, od samego początku na tle faworyzowanego rywala radzili sobie bardzo dobrze. W połowie seta po jednym z ataków aktywnego w poniedziałkowy wieczór Krzysztofa Gasperowicza, Chilli prowadzili 14-9 i byli na doskonałej drodze do pierwszego punktu w meczu. Z przeszłości ‘Amigos’ pamiętali jednak, że nawet tak duża zaliczka bywa niekiedy niewystarczająca. W końcówce gracze w czerwonych strojach pokazali dobrą siatkówkę w bloku oraz obronie i po chwili pierwszy punkt w meczu stał się faktem. Środkowa odsłona rozpoczęła się od dużo lepszej gry Volley Surprise, które zdawało się rozkręcać z minuty na minutę (8-5). Choć w dalszej części Chilli podjęło jeszcze rękawice i przez moment prowadzili nawet 16-14, to końcówka seta należała już do drużyny ze Słupska, która finalnie wygrała partię do 19. Decydujący o zwycięstwie w meczu set to świetne otwarcie ‘Słupszczan’, którzy rozpoczęli odsłonę od prowadzenia 8-4. Z czasem grający pragmatyczną siatkówkę Chilli, podobnie jak w drugim secie objęli prowadzenie (17-15), ale i identycznie jak w środkowej odsłonie – i tym razem dali się przechytrzyć. Finalnie przyciśnięci do ściany gracze Volleya zdołali odmienić losy spotkania i wygrać seta do 19.

MPS Volley – CTO Volley

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że w naszych oczach murowanym faworytem spotkania pozostaje ekipa CTO Volley. Mimo to zaznaczyliśmy, że ‘Pomarańczowym’ jeszcze nigdy w konfrontacji z MPS-em nie udało się sięgnąć po komplet punków. Nie inaczej było i tym razem, choć prawdę powiedziawszy – pierwszy set na to nie wskazywał. Choć spotkanie rozpoczęło się od wyrównanej walki, po której na tablicy wyników było 10-10 to w drugiej części seta zaczęła zarysowywać się przewaga CTO, które po dwóch asach serwisowych (jednego w linię, drugiego w 2 metr) byłego gracza MPS – Arkadiusza Kowalczyka, prowadzili już 19-15 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Do połowy drugiego seta wydawało się, że CTO kontroluje przebieg gry. Mimo prowadzenia 10-8 w połowie seta padło im przyjęcie i po serii pięciu punktów z rzędu to MPS objął prowadzenie 13-10. W dalszej części CTO zdołało co prawda doprowadzić do wyrównania (16-16), ale blok Jakuba Szczytko oraz skuteczna zagrywka Mateusza Kulińskiego przechyliła szale zwycięstwa na stronę MPS (19-16). Niepowodzenie w środkowej partii wyzwoliło w graczach CTO sportową złość. Od samego początku decydującej partii CTO grało o poziom wyżej od swoich rywali. Po skutecznej kontrze i ataku Łukasza Negowskiego, CTO objęło prowadzenie 10-3. Wynik z pierwszej części seta zdeterminował dalsze granie, w którym MPS przesadnie nie udawał, że spróbuje odwrócić losy rywalizacji.