MATCHDAY #39

Za nami poniedziałkowa seria gier, w której ogromny krok w kierunku historycznego mistrzostwa wykonała BEemka Volley. Ponadto – swoje pierwsze spotkanie w sezonie wygrała drużyna Hapag-Lloyd. Zapraszamy na podsumowanie!

Port – Aqua Volley 2-1 (19-21; 21-15; 24-22)

Wbrew pozorom – poniedziałkowe spotkanie było bardzo ważne nie tylko dla walczącego o utrzymanie Portu. W naszym odczuciu było również ważne dla graczy Aqua Volley, którzy walczyli o to, by z trzecią ligą pożegnać się z choć jednym zwycięstwem. Jak do tej pory – zespół Matusza Drężka musiał bowiem przyjmować ‘na klatę’ porażki i trzeba przyznać, że te męczarnie – Aqua Volley zniosła naprawdę nieźle. Tak czy siak – od pierwszego gwizdka sędziego, graczom Mateusza Drężka nie brakowało determinacji i pod tym kątem – beniaminek trzeciej ligi nieco zaskoczył swoich rywali. Pierwszy set nie był zbyt dobrym widowiskiem i trzeba to sobie powiedzieć wprost. Dla jednych i drugich nie miał jednak znaczenia styl, a cel, do którego dążyli. Od początku oglądaliśmy szarpaną grę, w której najpierw na prowadzenie wysunęli się gracze Aqua Volley (11-8), by po chwili – po skutecznej zagrywce Stanisława Urbana to Port wysunął się na dwupunktowe prowadzenie (14-12). W dalszej części seta po obu stronach siatki nie brakowało błędów, ale w ostatecznym rozrachunku – to gracze Aqua Volley popełnili ich mniej i w konsekwencji – cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-19). Środkowa odsłona to przebudzenie ‘Portowców’, którzy przypomnieli sobie, że w taki sposób – nie uda im się utrzymać w trzeciej lidze. Po niezłej grze – team ‘z doków’ wygrał tę partię do 15 i doprowadził do wyrównania w setach. Najciekawiej było jednak w trzecim secie rywalizacji. Niemal całą partię wydawało się, że to Aqua Volley sięgnie po pierwszy tryumf w sezonie Jesień’25. Na przestrzeni seta prowadzili bowiem 6-2 czy 18-14. W końcówce coś zaczęło się jednak psuć, a Aqua Volley miała widoczne problemy z wykończeniem akcji. Moment zawahania, błyskawicznie wykorzystali rywale, którzy doprowadzili do wyrównania po 20, a następnie – cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Kto wie czy nie na wagę utrzymania w trzeciej lidze!

Hapag-Lloyd – VB FE Sulmin 2-1 (21-15; 13-21; 21-19)

Warto być cierpliwym. Od pewnego w zapowiedziach czy podsumowaniach podkreślaliśmy fakt, że w minionej edycji – gracze Hapag-Lloyd sięgnęli po trzy punkty. Na pewnym etapie sezonu uznaliśmy, że o powtórkę – będzie bardzo trudno. Ba – jeszcze wczoraj w zapowiedzi przedmeczowej wskazaliśmy na to, że to VB FE Sulmin będzie wyraźnym faworytem starcia. Już początek spotkania pokazał jednak, że nie będzie to łatwa przeprawa dla graczy z Sulmina. Po kilku błędach drużyny grającej ‘w delegacji’ oraz punktach Hasana Tolgi Kaya, gracze w pomarańczowych barwach wysunęli się na prowadzenie 11-6. Na dobry fragment rywali, skuteczną grą niwelującą stratę do dwóch oczek, odpowiedział Domini Markowski (11-9). Jak się po chwili okazało – był to jednak krótkotrwały i nic nie znaczący zryw rywali, a pierwszy punkt w meczu, zasilił graczy Hapag-Lloyd. Środkowa odsłona to przebudzenie graczy Fabiana Ehrlicha, którzy skutecznej zagrywce Karola Wiczkowskiego, wysunęli się na prowadzenie 12-7. Już po chwili – kilkoma skutecznymi atakami popisał się Patryk Nowak i kiedy na tablicy wyników było 16-9 dla graczy z Sulmina, stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię (21-13). O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set, który był jednocześnie tym najciekawszym. Po bardzo wyrównanym secie – w końcówce to gracze VB FE Sulmin zdawali się być na doskonałej drodze do zwycięstwa. Mimo prowadzenia 19-17, nie byli w stanie powstrzymać w końcówce świetnie dysponowanego Mateusza Siwko, który kilkoma punktami z rzędu, przypieczętował zwycięstwo Hapag-Lloyd – brawo! Na koniec warto zwrócić jeszcze uwagę na fakt, że w meczu doszło do bezprecedensowej sytuacji w historii ligi, w której w jednym momencie – na parkiecie po stronie VB FE Sulmin występowały trzy kobiety!

Speednet – Czerepachy Volley 3-0 (21-13; 21-16; 21-14)

Sympatycy Speednetu przed meczem z Czerepachami Volley mogli czuć uzasadniony niepokój. Wynikało to z faktu, że w ostatnim czasie, ‘Programiści’ nie radzili sobie zbyt dobrze, a dołek formy przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie. Biorąc pod uwagę również fakt, że Czerepachy Volley zdobyli po punkcie z każdym z rywali z grupy spadkowej, można było sądzić, że i w poniedziałkowy wieczór nie będzie inaczej. Tymczasem Speednet jak gdyby nigdy nic zaprezentował się z bardzo dobrej strony, ogrywając finalnie rywala w stosunku 3-0. Początek spotkania to wyraźna przewaga ‘Programistów’, aczkolwiek trzeba uczciwie przyznać, że ‘Żółwie’ im w tym przesadnie nie przeszkadzali, tak jak wtedy – gdy popsuli, którąś zagrywkę z kolei (11-6). Dalsza część seta to spokojna gra Speednetu, udokumentowana zwycięstwem do 13. Jeśli w meczu był moment, w którym gra Czerepachów mogła się podobać, to była to początkowa faza środkowego seta, w której team w zielonych strojach, objął prowadzenie 7-5. Naprawdę niezłe tempo, gracze w zielonych strojach zdołali utrzymać do stanu po 14. W dalszej części seta ‘Żółwiom’ odcięło prąd i po skutecznym ataku dawno niewidzianego Kacpra Janulewicza – Speednet cieszył się z drugiego punktu w meczu (21-16). Trzecia odsłona to wyraźna przewaga drużyny Macieja Miścickiego, która ani przez chwilę nie była zagrożona. Ot – spokojne granie i wygrana do 14. Trzy punkty w meczu oraz perspektywa meczu z DNV VG w czasie gdy Szach-Mat zmierzy się z Tufi Team, całkowicie wywraca perspektywę, a sytuacja Speednetu ponownie stała się niezła. Czy to dobrze czy jednak źle, bo Speednet najwyraźniej najlepiej gra ‘pod prądem’, przekonamy się niebawem!

Złomowiec Gdańsk – EKO-HURT 0-3 (17-21; 13-21; 15-21)

Mało znany fakt? Złomowiec Gdańsk poważnie sondował możliwość oddania meczu…walkowerem. Jeszcze kilka godzin przed spotkaniem, ekipa ‘Złomków’ miała potężne problemy kadrowe. Ostatecznie zakończyło się na strachu, a sezon Jesień’25 zakończymy najprawdopodobniej bez ani jednego przypadku oddania punktów rywalom za darmo. To co sprawiło, że ‘Hurtownicy’ wygrali pierwszego seta, to z pewnością…olbrzymie problemy z przyjęciem zagrywki. Nie minęła nawet chwila od pierwszego gwizdka sędziego, a my…pogubiliśmy się już, który to był as, nie mówiąc już o tym w ilu przypadkach ‘Złomki’ byli odrzuceni od siatki (21-17). Środkowa partia to wyrównana partia, ale niestety – tylko do stanu 9-9. W dalszej części seta, ‘Hurtownicy’ zdominowali swoich rywali, pozwalając im ugrać zaledwie cztery oczka, zdobywając samemu aż…dwanaście. Przepaść (21-13). Ostatni set to kontynuacja bardzo dobrej gry ‘Hurtowników’, którzy nie mieli problemów z tym by ograć rywali do 15, a cały mecz w stosunku 3-0. W naszym odczuciu – Eko-Hurt miał w obecnej kampanii różne momenty, te tragiczne, ale i te radosne. Wczorajsze zwycięstwo z pewnością należało do tej drugiej kategorii i choć drużynie Pawła Dawczaka nie uda się najprawdopodobniej awansować, to…drużyna zdaje się rodzić na nowo. W naszej głowie na długo pozostanie obrazek wspólnego pozowania do zdjęcia i autentycznej radości, tak dawno nie widzianej na twarzach graczy w białych. strojach. Przemawia przez nas patos? Możliwe. Ot odczucia po latach obserwacji z boku.

Sharks – Craftvena 3-0 (21-18; 21-18; 21-11)

To, że zespół Sharks sięgnie po złote medale – było oczywiste od dłuższego czasu. W związku z faktem, że team Pavlo Kudinova musiał dzielić się punktami z rywalami w trzech ostatnich meczach – świętowanie musiało zostać odłożone do poniedziałkowego wieczoru. Po mistrzowski tytuł – Sharks sięgnęli już w pierwszym secie rywalizacji, którego wygrali do 18. Sam wynik wskazuje jednak na to, że ‘Rzemieślnicy’ nie zamierzali oddawać rywalom niczego za darmo. Tuż przed półmetkiem seta, na tablicy wyników mieliśmy remis po 8. W dalszej części Sharksi uzyskali jednak sześciopunktową przewagę (17-11). Choć po nim wydawało się, że faworyci sięgną zaraz po premierowy punkt – Craftvena zdołała zniwelować stratę do jednego oczka (18-17). Choć robiło się niebezpiecznie – Sharks stanęli na wysokości zadania i wygrali tę partię do 18. Środkowa odsłona wyglądała bardzo podobnie – ‘Rekiny’ wysunęli się na bezpieczne wydawałoby się prowadzenie (14-9), po czym w ich szeregach następowało pewne rozprężenie, po którym rywal zbliżył się na jeden punkt (17-16). Finalnie epilog również był taki sam, a Sharksi wygrali tę partię do 18. W ostatnim secie rywalizacji, gracze Pavlo Kudinova postanowili podkręcić nieco tempo i zakończyć sezon bardzo mocnym akcentem. Już na początku seta wysunęli się oni na pięciopunktowe prowadzenie (6-1). Z czasem przewaga świeżo upieczonego Mistrza czwartej ligi stała się jeszcze większa, a w ostatecznym rozrachunku – ‘Rekiny’ ograli rywala do 11.

Kraken Team – Team Spontan 1-2 (19-21; 21-19; 15-21)

Trzeba to powiedzieć wprost – Team Spontan skomplikował sobie sprawę bezpośredniego awansu do drugiej ligi. Z drugiej strony, czy był to pierwszy raz, a my jesteśmy jakoś przesadnie zdziwieni? Skądże znowu. Czuliśmy, że tak będzie, czego dowodem był Typ Redakcji, który zakładał podział punktów. Tak czy siak – po wygranej w stosunku 2-1, Team Spontan plasuje się na trzecim miejscu w tabeli i musi liczyć na komplet punktów z Flotą oraz to, że Dream Volley podzieli się punktami z Krakenem. Dodatkowo – we wszystko zamieszani są również gracze BL Volley. Ech – co by nie mówić – ‘Spontaniczni’ mogą sobie ‘pluć w brodę’. Początek spotkania układał się jednak dla drużyny Piotra Raczyńskiego w wymarzony sposób. Choć rywal dwoił się i troił, a w konsekwencji – odrobił czteropunktową stratę do rywala (13-9 -> 18-18), to ostatnie słowo – należało jednak do Spontana (21-19) na co wpływ miały skuteczne ataki Patryka Wyloty oraz…dwie zepsute zagrywki rywali (21-19). Środkowa odsłona to zwrot akcji, który może mieć koszmarne konsekwencje dla Spontana. Co działo się w środkowej odsłonie? Cóż – karta sprzyjała ‘Bestii’, choć Team Spontan zdołał wcielić się w rolę rywali i tak jak oni we wcześniejszej fazie meczu – również odrobili straty, doprowadzając do wyrównania po 17. Jak zapewne pamiętacie – taka walka w konsekwencji…gówno daje (21-19). Ostatni set to już ‘sportowa złość’ Spontana, który zagrał naprawdę nieźle i w konsekwencji – wygrał do 15. Oczywistą sprawą jest jednak to, że na poniedziałkową serie gier – mieli zupełnie inne plany.

BEemka Volley – Bossman Team 3-0 (21-13; 21-19; 21-17)

Mając na uwadze emocje, które towarzyszyły obu drużynom w trakcie pierwszego spotkania obu drużyn w obecnym sezonie – jeszcze w rundzie zasadniczej oraz tego, że BEemka grała wczoraj pod olbrzymią presją – zastanawialiśmy się czy ‘różowo-czarni’ to udźwigną. Mowa tu rzecz jasna o sferze psychicznej, która w decydujących meczach sezonu, bardzo często daje o sobie znać. Odpowiedź na to pytanie otrzymaliśmy już na początku spotkania, bo BEemka na tle swojego rywala – prezentowała się bardzo dobrze i już na półmetku seta – prowadziła pięcioma punktami (12-7). Z czasem przewaga drużyny Daniela Podgórskiego stała się jeszcze bardziej okazała i w przekonujący sposób – team zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (21-13). Podskórnie przeczuwałem jednak, że Bossman będzie miał w meczu swoją okazję. Ta nadarzyła się wraz z pierwszym gwizdkiem Sędziego w środkowej odsłonie. Po bardzo dobrej zagrywce Michała Szawkowskiego, Bossman wysunął się na prowadzenie 7-2. W dalszej części seta, BEemka rzuciła się do odrabiania strat i sztuka ta – udała im się przy stanie 14-14. Końcowa faza seta to bardzo wyrównana gra, która zakończyła się happy-endem drużyny Daniela Podgórskiego. Lubimy takie symboliczne momenty. Kto wie czy ten, w którym BEemka wygrała ‘przegranego seta’, nie będzie tym decydującym o mistrzowskim tytule (21-19). W ostatnim secie rywalizacji, BEemka ponownie wpadła w tarapaty i pod koniec seta – to Bossman prowadził 16-14. Po kilku akcjach świetnie dysponowanego duetu Wawer – Rzepczyński, BEemka wysunęła się na prowadzenie i to oni cieszyli się z wygrania seta do 17.

Kraken – Flota TGD Team 3-0 (21-16; 21-12; 21-18)

Choć w zasadzie przestaliśmy już o tym mówić i pisać, to widzimy, co dzieje się w ligowej tabeli. Po zwycięstwie za komplet punktów z Flotą TGD Team, zespół Jurija Charczuka traci do podium rozgrywek zaledwie jeden punkt. Co więcej – już dziś zmierzy się z drużyną Dream Volley i, prawdę mówiąc, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie scenariusz, w którym ograją oni ‘Marzycieli’ i finalnie wskoczą przed nich w ligowej tabeli. Oj – to byłby twist, którego chyba nikt się nie spodziewał – nawet gracze Krakena. Cóż – pożyjemy, zobaczymy. Nie byłoby jednak tej narracji, gdyby nie poniedziałkowe starcie z Flotą TGD Team, w którym Kraken prezentował się wybornie. Początkowa faza seta to jednak wyrównana gra (11-11). Dopiero w dalszej części zaczęła zarysowywać się przewaga ekipy Jurija Charczuka (17-14) i to wystarczyło, by sięgnąć po pierwszy punkt w meczu. W środkowej odsłonie gracze Floty TGD Team zostali… zdemolowani przez rywala i, prawdę mówiąc, mogą się cieszyć, że zdołali zgarnąć dwucyfrowy wynik punktowy. Warto bowiem zauważyć, że się na to nie zanosiło, a Flota TGD Team była totalnie w rozsypce i nie była w stanie rywalizować z rozpędzonym rywalem. Oczywiście, widząc słabość przeciwnika, Kraken postanowił go jeszcze bardziej docisnąć i finalnie pozwolił rywalom na uciułanie zaledwie 12 oczek. Ostatni set to partia, w której Flota TGD Team mogła poszukać swojej szansy. W połowie seta to właśnie oni byli o włos przed rywalem (10-8). Dwupunktowa przewaga to jednak nic i już po chwili świetną serią popisał się lider Krakena – Volodymyr Krolenko, który wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 18-16, a w konsekwencji dało to Krakenowi trzeci, jak się później okazało, bardzo ważny punkt do ‘ligowej układanki’.

Staltest Pomorze – Challengers 0-3 (18-21; 13-21; 15-21)

Do poniedziałkowego starcia, gracze Challengers przystępowali ‘będąc na musiku’. Gdyby powinęła im się noga – prawdopodobnie spadliby do trzecioligowej odchłani, a takiego scenariusza – zespół chciał za wszelką cenę uniknąć. Z jednej strony – lepiej trafić nie mogli. Rywalizowali bowiem z ‘czerwoną latarnią ligi’ i z kim jeśli nie z nimi wygrywać? Oczywiście z meczu wynikały pewne zagrożenia. Osiągnięcie korzystnego wyniku wtedy ‘kiedy się musi’, niesie za sobą niekiedy opłakane konsekwencje. Tym razem tak jednak nie było, a Challengersi stanęli na wysokości zadania, ogrywając rywali w stosunku 3-0. Tak, jak trzeba było. Tak, że po meczu przeskoczyli w ligowej tabeli zarówno Inter Marine Masters jak i DHP Oliwę. Najtrudniej było w pierwszym secie rywalizacji, gdzie na trudności nałożyło się kilka czynników. Presja, która towarzyszyła drużynie, a także fakt, że Staltest, który jest już pogodzony ze spadkiem – radził sobie naprawdę nieźle. Od samego początku spotkania mieliśmy walkę ‘łeb w łeb’, która zaprowadziła nas do stanu po 18. W końcówce – ważny punkt dla drużyny zdobył Mariusz Kuczko, a już po chwili – dwa błędy, dające wygraną rywalom, popełnili gracze Staltestu Pomorze (21-19). Środkowa odsłona to partia bez większych emocji. Graczom Wojciecha Lewińskiego grało się już wyraźniej swobodnie i w konsekwencji – faworyt wygrał tę partię do 13. Ostatni set to partia, w której Challengersi ponownie mieli wyraźną przewagę i w konsekwencji, wygrali partię do 15, a cały mecz 3-0. Jak wskazuje jednak tabela – najważniejszy mecz dopiero przed nimi, oj będzie się jeszcze działo.

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.