Autor: Mateusz Gajewski

Zapowiedź – MATCHDAY #19

Przed nami kolejna seria gier. Zarówno w trzeciej, jak i w pierwszej lidze zbliżamy się do momentu podziału lig na grupy. W przypadku kilku drużyn, które rozegrają swoje spotkania w poniedziałkowy wieczór będzie to dzień próby. Najciekawszymi wydarzeniami tej serii gier będą mecze: Chilli Amigos z Allxis by Decathlon oraz Trójmiejskiej Strefy Szkód z BES-BLUM Kraken Team.

Team Looz – Wirtualna Polska

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Dla obu drużyn bezpośrednie spotkanie będzie z gatunku tych, o których mówimy mecz o wszystko. Albo rybki albo pipki. Dla Wirtualnej Polski będzie to ostatnie spotkanie w rundzie zasadniczej. Nawet jeśli drużyna w biało-czerwonych barwach wygra mecz, będzie musiała czekać na inne trzecioligowe rozstrzygnięcia. Nie wyprzedzajmy jednak pewnych rzeczy. O wygraną w spotkaniu z Team Looz będzie bardzo trudno. ‘Wirtualni’ przystąpią do niego po porażce, której doznali w starciu z Craftveną. Mimo, że po spotkaniu wydawało nam się, że drużyna zasłużyła na choćby jedno oczko to jednak ich rywale schodzili z parkietu zgarniając komplet punktów. Kto wie, czy właśnie to jedno oczko nie będzie decydujące dla losów zespołu. Jesteśmy przekonani o tym, że w poniedziałkowy wieczór drużyna ‘Wirtualnych’ będzie zdeterminowana do tego, aby ugrać komplet punktów. Ich rywale – Team Looz są jedyną drużyną, która występuje obecnie z trzeciej lidze, z którą ‘Wirtualni’ nie mieli okazji się mierzyć. To nie może dziwić, bowiem dla drużyny Bartka Szcześniaka jest to pierwszy sezon w rozgrywkach. W siedmiu dotychczasowych spotkaniach ekipa trzykrotnie wygrywała. Mimo tego, że obecnie plasują się na siódmym miejscu w tabeli to do końca sezonu zostały im dwa mecze, w których do podniesienia z parkietu jest aż sześć punktów. Poza spotkaniem z Wirtualną Polską, czeka ich jeszcze mecz ze Speednetem 2. Uważamy, że oba te spotkania drużyna jest w stanie wygrać. Na to wskazuje przynajmniej ich potencjał.

Typ Redakcji: Wirtualna Polska

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Looz

Dream Volley – AXIS

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Dla obu drużyn ostatni okres nie był najlepszy. Oczywiście, oba zespoły mają zupełnie inne ambicje. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno Dream Volley jak i AXIS potrzebują punktów jak tlenu. W przypadku tych pierwszych – ekipa przegrała w ostatnim czasie prestiżowe spotkanie z drużyną Letniego Gdańska. Porażka jest o tyle boleśniejsza, że była już drugą z ekipami znajdującymi się w górnej części tabeli. Przypomnijmy, że drużyna Mateusza Dobrzyńskiego nie znalazła również sposobu na ogranie ekipy DNV GL S*M*A*S*H. Biorąc pod uwagę to, że ekipie w szarych trykotach zostały jeszcze do rozegrania pojedynki z Pięknymi i Młodymi oraz Nielotami, może się okazać, że plan nakreślony przez nich przed sezonem, może spalić na panewce. Sądzimy, że limit wpadek w pierwszych siedmiu spotkaniach został wykorzystany i drużyna w meczu z AXIS zdobędzie komplet punktów. No bo z kim, jeśli nie z trzynastą siłą obecnego sezonu? Drużyna Fabiana Polita mimo naprawdę fajnego początku, w ostatnim czasie się ewidentnie zablokowała. Owszem, ze wszystkich sześciu porażek, których doznała ekipa, aż cztery były z ekipami z topu i o ile to jesteśmy w stanie zrozumieć, tak porażki z Mental Block oraz ekipą ACTIVNYCH Gdańsk chluby drużynie AXIS nie przynoszą. Sądzimy, że ewentualny punkt zdobyty przez ‘Czerwonych’ będzie odbierany jako niespodzianka.

Typ Redakcji: Dream Volley

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dream Volley

Chilli Amigos – Allsix by Decathlon

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Mecz pomiędzy drugą a trzecią siłą trzeciej ligi ma wszystko, aby stać się największym wydarzeniem poniedziałkowej serii gier. Na chwilę obecną wyżej w tabeli plasują się gracze Chilli Amigos, którzy w siedmiu dotychczasowych spotkaniach tylko raz schodzili z parkietu jako pokonani. Stało się to w meczu z drużyną MiszMasz, z którą ekipa Grzegorza Walukiewicza przegrała po wyrównanym meczu w stosunku 1-2. Jeśli chodzi o drużynę Allsix by Decathlon to trzecią pozycję zawdzięcza ją oni pięciu wygranym w siedmiu spotkaniach. Ich pogromcom – a jakże, okazała się ekipa MiszMasz oraz drużyna gdańskiego Portu. Wracając do rywalizacji obu drużyn nie da się nie wspomnieć o rysie historycznym. Na chwilę obecną, po dwóch rozegranych spotkaniach w sezonie Wiosna’20, mamy remis. Raz 3-0 wygrała ekipa Allsix. Za drugim razem z kolei Chilli Amigos wzięli udany rewanż i tym razem to oni cieszyli się z kompletu oczek. Patrząc na poniedziałkowe spotkanie i musząc wskazać faworyta skłaniamy się do tego, że to ‘Papryczki’ będą miały większą szansę na wygraną. Patrząc na występy drużyny, począwszy od pierwszego spotkania w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta aż do dzisiaj, nie da się nie zauważyć, że drużyna okrzepła w ligowych bojach. Teraz wychodzą na parkiet jak po swoje i najzwyczajniej odprawiają z kwitkiem swoich przeciwników. Czy tak będzie i tym razem, kiedy po przeciwnej stronie siatki stanie ekipa Allsix by Decathlon? Cóż, tu dużo zależy od dyspozycji graczy Rafała Liszewskiego. Z jednej strony ekipa ma potencjał do tego, aby wygrać ligę. Z drugiej zaś nadzwyczaj często zdarzają im się wpadki, a niekiedy nawet naprawdę słabe spotkania. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: Chilli Amigos

Typ Eksperta (Maciej Kot): Chilli Amigos

Trójmiejska Strefa Szkód – BES-BLUM Kraken Team

Godz.: 21:35, boisko nr 1

Aby zobrazować jak dawno swój ostatni mecz w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta rozegrała drużyna Trójmiejskiej Strefy Szkód podamy, że działo się to w momencie, kiedy w Polsce notowaliśmy nieco ponad tysiąc przypadków koronawirusa. Precyzując – stało się to konkretnie 29 września, kiedy ekipa TSSu wygrała z AVOCADO friends w stosunku 3-0 i jak do tej pory było to bodajże najlepsze spotkanie graczy w błękitnych koszulkach w obecnym sezonie. O tym, jak ważnym wydarzeniem dla obu drużyn będzie poniedziałkowy pojedynek niech świadczy fakt, że drużyna, która wygra spotkanie w stosunku 3-0 będzie już jedną nogą w grupie mistrzowskiej. W nieco lepszej sytuacji po rozegranych siedmiu spotkaniach jest ekipa BES-BLUM Kraken Team, która przy równej liczbie spotkań co TSS zdołała zgromadzić jedno oczko więcej. Kto będzie faworytem poniedziałkowego pojedynku? Jesteśmy niemal przekonani, że o tym zadecyduje słynna już dyspozycja dnia. W obecnym sezonie obie drużyny miewają spore wahania formy. Bywa tak, że jednego dnia potrafią zagrać kompletny piach, by następnego – jak gdyby nigdy nic, zaprezentować się z bardzo dobrej strony. Gdzie sens i logika? Trudno nam powiedzieć. We wskazaniu faworyta nie pomaga rzut okiem na historyczne spotkania pomiędzy drużynami. W związku z tym, że ekipa TSS wymieniła większość składu można powiedzieć, że poniedziałkowe spotkanie będzie pierwszym starciem obu drużyn. Która z ekip wyjdzie z niego zwycięsko?

Typ Redakcji: Trójmiejska Strefa Szkód

Typ Eksperta (Maciej Kot): BES-BLUM Kraken Team

Omida Team – AVOCADO friends

Godz.: 21:35, boisko nr 2

Ze wszystkich dziesięciu drużyn występujących obecnie w pierwszej lidze, zaledwie trzy z nich znają smak rywalizacji drugoligowej. Wszystko za sprawą tego, że dołączyły do rozgrywek Siatkarskiej Ligi Trójmiasta w momencie, kiedy ekipy musiały startować z pułapu drugoligowego. Piszemy o tym, ponieważ taką drogę przeszły drużyny Omida Team oraz AVOCADO friends. To, co łączy obie ekipy to fakt, że zarówno jedni jak i drudzy wygrali drugą ligę w iście imponującym stylu. Omida Team dokonała tego w sezonie Jesień’19, kiedy wygrała trzynaście z czternastu spotkań. Jeszcze lepszym bilansem może pochwalić się drużyna ‘Wegan’, która wygrała w drugiej lidze wszystkie czternaście spotkań. Zasadnym pytaniem przed startem ligi pozostawało to, czy podobnie jak Omida, która była beniaminkiem w pierwszej lidze w sezonie Wiosna’20, ‘Weganie’ będą w stanie nawiązać do ich świetnych wyników i również zakończyć sezon na podium? Po początku sezonu nie mogliśmy wykluczyć tego scenariusza. Ekipa Arkadiusza Kozłowskiego wygrała dwa spotkania z doświadczonymi w pierwszoligowych bojach ekipami. Niestety dla nich, z czasem przyszła seria porażek, które trochę te mocarne plany pokrzyżowały. W ostatnim tygodniu jednak AVOCADO friends pokonało drużynę Prototype Volleyball, czym dało sygnał, że walka o grupę mistrzowską nie jest jeszcze zakończona. Najbliższy tydzień jednak to spotkania z Omidą oraz Volley Gdańsk, więc każdy, kto zna realia ligowe wie, że o wygrane w tych spotkaniach będzie trudno. Obie wspomniane drużyny w obecnym sezonie jeszcze nie przegrały i patrząc obiektywnie – nie sądzimy żeby to mogło się zmienić w meczach, do których dojdzie w najbliższym tygodniu.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Tufi Team – Epo-Project

Godz.: 21:35, boisko nr 3

Spotkanie przeciwko Tufi Team będzie dla drużyny Epo-Project meczem ostatniej szansy. Tylko wygrana i to najlepiej za komplet punktów może sprawić, że Epo-Project zbliży się do grupy mistrzowskiej. Z drugiej strony, gracze z Żukowa musieliby wygrać jeszcze kolejne spotkanie i na dodatek liczyć na to, że kilka ekip pogubi punkty. Cóż. Na chwilę obecną scenariusz ten wydaje się palcem po wodzie pisany. Nie wiemy nawet czy gracze z Żukowa wciąż liczą na to, że uda im się powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu? Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, nie wiemy czy drużyna nie powinna przedefiniować celów na obecny sezon. Walka o grupę mistrzowską to jedno, a walka o utrzymanie to drugie. Na chwilę obecną drużyna w zielonych koszulkach zajmuje ósme miejsce, mając o jedno spotkanie rozegrane więcej niż tracąca do nich zaledwie punkt drużyna PROtotype Volleyball. Tak czy siak, niezależnie od tego, który scenariusz drużyna chce zrealizować, dostrzec można wspólny mianownik dla obu wariantów. Tym wariantem jest to, że ekipa potrzebuje punktów jak nigdy. O nie jednak nie będzie łatwo. To ich przeciwnicy są obecnie faworytem tego spotkania i to takim z gatunku zdecydowanych. Przypomnijmy, że obecnie ‘Tuffiki’ znajdują się na trzecim miejscu. Nos podpowiada nam jednak, że nie jest to szczyt ich sportowych ambicji. W przypadku wygranej, drużyna Mateusza Woźniaka zbliży się do prowadzącej ekipy na dystans, który będzie jak najbardziej do odrobienia.

Typ Redakcji: Tufi Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Tufi Team

Matchday #18

W czwartkowy wieczór sypnęło niespodziankami. Sprawdziły się zaledwie trzy z sześciu typów Redakcji. Swoje mecze wygrały drużyny Mental Block, ACTIVNI Gdańsk oraz AVOCADO friends. Zaskoczenia nie było z kolei w meczu Pięknych i Młodych, którzy w jednym secie zbliżyli się do rekordu ligi i wygrali z Range Soft VT…. 21-3. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Speednet 2 – Craftvena 1-2 (21-13; 17-21; 19-21)

Nie ukrywamy, że przed spotkaniem kreśliliśmy inne scenariusze. Redakcji wydawało się, że Craftvena wygra spotkanie i dodatkowo zrobi to za komplet punktów. Było to bardzo istotne w kontekście podziału trzeciej ligi i wskoczenia do grupy mistrzowskiej. Ujmijmy to inaczej – trzy punkty były jedynym scenariuszem, który dopuszczali do siebie gracze w czarnych koszulkach. Nie ma się co oszukiwać – drużyna miała naprawdę sporo argumentów, aby swój plan zrealizować. Poprzednie dwa bezpośrednie mecze ze Speednetem kończyły się takim właśnie wynikiem. Czy ta przewaga psychologiczna ‘Rzemieślników’ oraz niezwykła ‘spinka’ nie była wystarczająca do tego, aby zgarnąć komplet oczek? Kto wie, być może to właśnie sparaliżowało graczy Bartka Zakrzewskiego, szczególnie w pierwszym secie. Drużyna popełniała sporo błędów własnych. Co tu dużo mówić – zagrali po prostu słabo. W ostatnim czasie granie słabo przeciwko Speednetowi musi zakończyć się w taki, a nie inny sposób. Coś, co jakiś czas temu ‘przechodziło’, dziś jest wykorzystywane. Nie da się przejść obok meczu, by wygrać z ‘Programistami’. Dzięki dobrej obronie oraz atakom przyjmujących wygrana seta stała się faktem. Co ciekawe, w trakcie tego seta, dowiedzieliśmy się, że w drużynie ‘Różowych’ mamy samozwańczego Wilfredo Leona (Łukasz Anyszkiewicz). Patrząc w ostatnim czasie na jego dyspozycję trzeba to napisać wprost – brakuje naprawdę niewiele. Druga partia była trochę bardziej wyrównana, ale tym razem zmieniła się ekipa, która wygrała. Craftvena w tej odsłonie zaczęła popełniać mniej błędów własnych oraz wymiernie poprawiła przyjęcie. Jakość, którą zaprezentowali wystarczyła do tego, by wygrać partię do 17. Trzeci set był najbardziej wyrównany. Już na początku tej partii czwartym blokiem w spotkaniu popisał się bardzo dobrze dysponowany Mateusz Chodyna, po czym ‘Różowi’ wyszli na prowadzenie. Sytuacja w tej partii zmieniała się jednak jak w kalejdoskopie. Raz Speednet, raz Craftvena. Gdy wydawało się, że to Speednet jest bliższy tego, by wygrać, Craftvena zdołała w końcówce przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Niezależnie od tego, Speednet 2 pobił swój dotychczasowy rekord i w sezonie Jesień’20 zdobył już pięć punktów, za co należą im się wielkie brawa.

Team Spontan – Mental Block 1-2 (19-21; 21-17; 17-21)

Mimo, że w zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że to Team Spontan będzie faworytem spotkania, tuż przed meczem na rozgrzewce czuliśmy podskórnie, że kroi się coś grubego. Patrząc na personalia – w drużynie ‘Mentalistów’ ponownie zobaczyliśmy trzech nowych graczy, którzy w ostatnim czasie dołączyli do drużyny. Dodatkowo, do składu wrócili po chwilowej absencji Marcin Jacyno oraz Mateusz Sokołowski. Po drugiej stronie siatki zabrakło z kolei dwóch nominalnych rozgrywających (Mateusz Skwarzec oraz Radosław Czerniecki). W protokole meczowym próżno było szukać również Pawła Baranowskiego. Mimo tych absencji drużyna Team Spontan lepiej rozpoczęła mecz, doprowadzając do prowadzenia 12-8. Po chwili, dzięki dobrej grze, między innymi na zagrywce, Mentaliści dogonili swoich rywali, by ostatecznie wygrać tę bardzo wyrównaną partię do 19. Drugi set rozpoczął się podobnie do tego pierwszego – przewagą Team Spontan. Różnica polegała na tym, że wypracowana zaliczka była jeszcze większa niż w pierwszej partii i uważamy, że trzeba byłoby się naprawdę napocić, żeby to wszystko spieprzyć. Mimo, że po kilku atakach Dawida Kołodzieja dystans ten się bardzo zmniejszył (16-14) to ostatecznie Spontan zdołał wygrać tę partię do 17. Trzeci set to przewaga, a jakże – Team Spontan. Niestety dla ‘Oranje’, podobnie jak w pierwszym secie, nie okazała się ona zbyt okazała, a to oznaczało, że ‘Mentaliści’ którzy rozkręcali się z biegiem trwania seta staną przed dużą szansą na wygranie trzeciego spotkania w sezonie Jesień’20. Mimo, że Team Spontan prowadził 16-12 i ‘już był w ogródku, już witał się z gąską’, po serii kilku błędów własnych ‘Mentaliści’ doprowadzili do wyrównania 17-17. Po chwili, katem drużyny okazał się Mateusz Sokołowski, który posłał serię trzech asów serwisowych z rzędu, które sprawiły, że wygrana Mental Block stała się faktem.

ACTIVNI Gdańsk – AXIS 2-1 (16-21; 21-15; 21-16)

Do czwartkowej rywalizacji drużyna ACTIVNYCH Gdańsk przystąpiła bez Jarosława Szmigielskiego, który w ostatnim czasie prezentował naprawdę bardzo dobrą formę. Poza wspomnianym atakującym w drużynie zabrakło również libero – Artura Gańczy, co oznaczało, że ekipa wystąpi przeciwko AXIS w sześcioosobowym składzie. Mimo to, ‘Żółto-czarni’ dość dobrze weszli w mecz, który rozpoczęli od prowadzenia 4-0. Po chwili AXIS zdołał wyrównać (6-6) i od tego momentu do drugiej połowy seta mieliśmy bardzo wyrównaną partię. Warto wspomnieć o świetnej dyspozycji Wojciecha Jakóbiaka w początkowej fazie meczu. Wziął on ciężar zdobywania punktów na swoje barki i podczas gdy koledzy z drużyny mieli na koncie po 0 pkt, on miał już 5 ataków. W końcówce tej partii AXIS zdołało wyjść na kilkupunktowe prowadzenie, ale trzeba to powiedzieć wprost – głównie za sprawą rywali, którzy jeśli już atakowali, to najczęściej w out. Pierwszy set padł łupem AXIS do 16. Wspominaliśmy na początku o absencjach w drużynie ACTIVNYCH, więc w tym miejscu należy pochylić się nad ich rywalami – ekipą AXIS. W szeregach ‘Czerwonych’ zabrakło przede wszystkim Michała Niewiadomskiego, który jest w obecnym sezonie najlepszym graczem w drużynie. Uważamy, że brakowało go w drugim i trzecim secie, kiedy drużyna potrzebowała pomocy. Mimo tej absencji w drugiej partii to AXIS wypracowało sobie kilkupunktową przewagę i wydawało się, że ich wygrana nie będzie już zagrożona. Wiedzieli to w zasadzie wszyscy. Redakcja, Pani Agnieszka, gracze AXIS oraz sędzia. Nie wiedzieli tego gracze ACTIVNYCH, którzy zagrali wszystkim na nosie i dogonili rywali, by ostatecznie z nimi  wygrać. Trzeci set lepiej zaczęli ACTIVNI. Poza walorami czysto sportowymi, mieliśmy okazję posłuchać wokalu Nazara, który co rusz śpiewał ‘jeden, jeden, jeszcze jeeeeden’. Nie wiemy, jaki miało to wpływ na wynik, ale faktycznie. Gracze ACTIVNYCH wygrali jeszcze jeden set i druga wygrana w sezonie Jesień’20 stała się faktem. Słówko z obozu AXIS. Sądzimy, że u kapitana drużyny – Fabiana Polita powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. O ile początek sezonu był niezły, tak teraz po kilku porażkach drużyna wylądowała na przedostatnim miejscu w tabeli.  

Prototype Volleyball – AVOCADO friends 1-2 (14-21; 14-21; 21-15)

To spotkanie miało szalenie istotne znaczenie w kontekście ewentualnego wskoczenia do grupy mistrzowskiej. Jesteśmy przekonani na 100%, że po ostatnim, udanym sezonie dla obu drużyn, obie miały ambicje, aby znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Niestety dla nich, po pięciu rozegranych spotkaniach drużyny Prototype Volleyball oraz AVOCADO friends zajmowały odpowiednio dziewiąte oraz ósme miejsce w ligowej tabeli. Przed spotkaniem wydawało nam się, że to ekipa Tomasza Nurzyńskiego będzie faworytem spotkania. Przemawiał za tym fakt zdecydowanie większego doświadczenia na pierwszoligowym poligonie. Dodatkowo, w poprzednim sezonie ‘Transformersi’ potrafili wygrywać z naprawdę konkretnymi ekipami, dzięki czemu zajęli piąte miejsce. Obecne miejsce w tabeli było poniekąd wypadkową tego, że drużyna rywalizowała już z ligowym topem, podczas gdy AVOCADO, które miało zaledwie jeden punkt przewagi, ekipy z topu ma dopiero przed sobą. Nie przedłużając – nasz typ poszedł, za przeproszeniem, psu w dupę. AVOCADO zaprezentowało w pierwszym i drugim secie siatkówkę na naprawdę wysokim poziomie, do którego PROtotype nie było w stanie nawiązać. Bardzo dobrze po stronie ‘Wegan’ prezentował się Rafał Środa, który atakował z bardzo dużą skutecznością i był niemal bezbłędny. Niestety dla niego, trzeci set wypadł dużo słabiej, co sprawiło, że tytuł MVP spotkania przypadł libero drużyny – Kamilowi Opalińskiemu, który w obronie wyprawiał cuda. PROtotype zagrało podobne spotkanie jak z Omidą Team. Wtedy również przegrali dwa pierwsze sety, by w trzecim się ‘ogarnąć’ i ostatecznie zdobyć jeden punkt. Cóż, lepszy rydz niż nic. Mimo to wiemy, że ‘Transformersi’ mogą być tym wynikiem bardzo zawiedzeni.

Piękni i Młodzi – Range SoftVT 3-0 (21-17; 21-3; 21-16)

Przed meczem zastanawialiśmy się, w jakim składzie personalnym wystąpią obie drużyny. To, że drużyna Range Soft VT miała w ostatnim czasie problemy kadrowe – wiedzą chyba wszyscy. Piękni i Młodzi z kolei może i mają problem, ale co jedynie bogactwa. Dzień przed meczem do składu dołączył kolejny świetny zawodnik – Aleksander Lech, który z pewnością podniesie i tak wywindowany poziom Pięknych i Młodych. W czwartkowy wieczór gracz ten jednak nie wystąpił, podobnie jak jego siedmiu innych kolegów. Piękni i Młodzi, tak jak w meczu z Mental Block, desygnowali do gry sześciu graczy. Po raz kolejny na przyjęciu zagrał Mateusz Chyl, który w trakcie spotkania był najlepiej zagrywającym graczem spośród wszystkich, którzy stanęli po przeciwnych stronach siatki. Patrząc na wyniki poszczególnych setów można zastanawiać się, które oblicze drużyny jest prawdziwe. Czy to z pierwszego i trzeciego seta, kiedy rywale mogą sobie pozwolić na naprawdę dużo, czy może jednak to z drugiego seta, który powinien być grany wyłącznie po godzinie 22, gdyż zawiera drastyczne sceny? Sceny, w których oprawca pastwi się nad ofiarą? Cóż, mimo, że to subiektywny punkt widzenia to spieszymy z odpowiedzią. Uważamy, że ani ten ani ten obraz nie jest prawdziwy. Pierwszy i trzeci set to gra jakby na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Drugi to z kolei anomalia, którą naprawdę ciężko byłoby powtórzyć.  Prawdziwą wartość drużyny poznamy w przyszłym sezonie, kiedy ekipa zmierzy się z drużynami w pierwszej lidze. Drugą przerasta o kilka poziomów. MVP spotkania – Ariel Fijoł, który był prawdziwą ścianą dla rywali.

Oliwa Team – BES-BLUM Kraken Team 1-2 (12-21; 21-14; 17-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi, drużyna BES-BLUM Kraken Team przystąpiła do spotkania dzień po bardzo emocjonującym meczu, w którym musieli uznać wyższość graczy Speednetu. W porównaniu do listy graczy ze środy, ze składu wypadł Rafał Grzenkowicz, zastąpiony przez Karola Richerta, dla którego był to debiut w nowej drużynie, a którego pamiętamy doskonale z występów w zespole Nasz-Dach Stężyca. Początek meczu należał zdecydowanie do graczy BES-BLUM, którzy szybko wypracowali sobie przewagę 13-4. Zawodnicy Ryszarda Nowaka zdobywali na początku punkty taśmowo i Oliwa nie wyglądała bynajmniej na ekipę, która ma jakikolwiek pomysł, jak się temu przeciwstawić. Poza problemami w przyjęciu i obronie kulało również wykończenie, a nawet zagrywka, której Oliwiacy zepsuli naprawdę mnóstwo. To nie mogło się udać. Nie z ekipą BES-BLUM. Wynik seta 21-12 dla Kraken. Drugi set to zupełnie inna historia. O ile do tego momentu jedynym przyzwoitym elementem w grze był blok (aż pięć w pierwszym secie), tak w drugiej odsłonie Oliwa zaczęła w końcu grać na miarę swoich możliwości, co szybko odbiło się na wyniku. Tym, co pomogło drużynie w tym secie mogła być też ławka rezerwowych Oliwy, na czele z wodzirejem Michałem Jasnochem, który co rusz zaskakiwał swoim repertuarem, sprawiając przy tym lekką dekoncentrację u przeciwników. Gdy w połowie seta Dawid Karpiński posłał trzy asy serwisowe z rzędu stało się jasne, że o zwycięstwie zadecyduje ostatni set. Ostatnia partia była dosyć wyrównana. Niestety nie oznacza to, że była piękna. Obie drużyny popełniały w niej sporo błędów. Z czasem BES-BLUM zdołał wypracować sobie kilkupunktową przewagę, którą mimo bardzo dobrej postawy Macieja Pochyluka po drugiej stronie siatki, zdołali dowieźć do końca i zakończyć mecz zwycięstwem w stosunku 2-1.

Zapowiedź – MATCHDAY #18

Czwartkowy wieczór będzie ostatnim dniem meczowym w obecnym tygodniu rozgrywek. O wskoczenie do grupy mistrzowskiej powalczy drużyna Craftveny, która zmierzy się ze Speednetem 2. W elicie dojdzie z kolei do bardzo ciekawego pojedynku pomiędzy PROtotype Volleyball a AVOCADO friends. Zapraszamy na zapowiedź czwartkowej serii gier!

Speednet 2 – Craftvena

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Nie minęły jeszcze 24 godziny od ostatniego spotkania Speednetu, a gracze w różowych koszulkach muszą przygotowywać się już do kolejnego starcia, w którym ich przeciwnikiem będzie ekipa Craftveny. Środowe starcie w przypadku ekipy ‘Programistów’ zakończyło się porażką w stosunku 3-0. Ich przeciwnikiem była drużyna Allsix by Decathlon, która dzięki wygranej 3-0 wskoczyła na trzecie miejsce w tabeli, dzięki czemu wymiernie zbliżyli się do grupy mistrzowskiej. W czwartkowy wieczór o powtórzenie tego wyniku powalczy drużyna Bartka Zakrzewskiego, która w ostatnim czasie prezentuje naprawdę dobrą formę. Jesteśmy przekonani o tym, że gdyby ekipa ‘Rzemieślników’ grała od początku sezonu tak, jak prezentowali się chociażby w ostatnim spotkaniu przeciwko Wirtualnej Polsce to nie rozważalibyśmy tego, czy ekipa znajdzie się w piątce zespołów, które powalczą o medale. Uważamy, że czwarta siła poprzedniego sezonu zrobi wszystko, aby w czwartkowy wieczór cieszyć się z trzech punktów. Patrząc na historyczne dwa spotkania obu drużyn, wynik ten zdaje się najbardziej prawdopodobny. Mimo, że Craftvena w poprzednim sezonie wygrała aż dwanaście spotkań, tylko dwa zakończyły się wynikiem 3-0. Dwukrotnie po drugiej stronie siatki stali właśnie ich najbliżsi rywale – Speednet 2. Ekipa z Parku Naukowo-Technologicznego w każdym meczu walczy o to, aby zdobyć kolejne oczko, które sprawi, że będzie to ich najlepszy sezon w historii SL3. Czy uda się to już w najbliższym spotkaniu?

Typ Redakcji: Craftvena

Typ Eksperta (Maciej Kot): Craftvena

Team Spontan – Mental Block

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Niezbyt dobrze wspominają pojedynki przeciwko Spontaniczym gracze Mental Block. Ostatnie dwa spotkania kończyły się zwycięstwami ‘Pomarańczowych’ w stosunku 3-0 i prawdę mówiąc – ‘Mentaliści’ nie zaprezentowali się w nich z najlepszej strony. Sezon Wiosna’20 oraz Jesień’19 to już jednak przeszłość. Mimo, że ‘Niebiescy’ zajmują obecnie dwunastą lokatę to należy wziąć pod lupę, z kim przyszło im dotychczas rywalizować. Porażki z drużynami: Piękni i Młodzi, Sprężystokopytni & Kitku, BES-BLUM Nieloty czy DNV GL S*M*A*S*H to nie powód do wstydu. Optyka na obecny sezon i miejsce w tabeli zmienia się całkowicie kiedy zobaczymy, jakie drużyna osiągała wyniki z zespołami o podobnym potencjale sportowym. Wygrane zarówno z ACTIVNI Gdańsk jak i AXIS potwierdzają, że ‘Mentaliści’ są w stanie się spokojnie utrzymać. Ich rywal – Team Spontan nie wyobraża sobie innego scenariusza niż spokojne utrzymanie. Ba, jesteśmy nawet przekonani, że obecnie zawodnicy tej drużyny mogą czuć pewne rozczarowanie. Po pięciu rozegranych spotkaniach ‘Oranje’ mają na swoim koncie aż dwie porażki czyli dokładnie tyle samo ile mieli w poprzednim sezonie po dziewięciu spotkaniach. Wydaje nam się, że drużynie Piotra Raczyńskiego w obecnej edycji będzie trudno nawiązać do poprzedniego, bardzo udanego sezonu, kiedy zajęli wysokie trzecie miejsce w tabeli. Z drugiej strony, wyłączając obecnego lidera – Pięknych i Młodych, każda z ekip, która znajduje się obecnie w tabeli wyżej niż Team Spontan ma minimum jedno spotkanie rozegrane więcej. O tym, czy ekipa będzie w stanie doskoczyć do rywali w walce o podium dowiemy się już niebawem.

Typ Redakcji: Team Spontan

Typ Eksperta (Maciej Kot): Team Spontan

ACTIVNI Gdańsk – AXIS

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Gdybyśmy mieli w poprzednim tygodniu postawić kasę na to, że ACTIVNI Gdańsk przegrają spotkanie z Range Soft to nasz portfel by się uszczuplił. Gdybyśmy próbowali się odegrać i postawilibyśmy pieniądze na to, że AXIS wygra z Mental Block. Cóż, wtedy bylibyśmy gołodupcami. Jaki z tego morał? Tak, hazard nie jest dobry, ale nie o to nam tym razem chodziło. Chodziło o to, że obie drużyny stały się w poprzednim tygodniu sprawcami nie lada niespodzianek ze zmiennym skutkiem. Tak jak mogliście się domyślać po przeczytaniu tego jakże ‘suchego’ wstępu, ACTIVNI Gdańsk przystąpią do meczu po pierwszej wygranej w sezonie Jesień’20. Do momentu tego spotkania drużyna kilkukrotnie przegrywała, dlatego sądzimy, że ostatni dobry wynik doda jej skrzydeł w rywalizacji z ekipą AXIS. To, co bez wątpienia będzie utrudnieniem to absencja świetnie dysponowanego w meczu z Range Soft Jarosława Szmigielskiego. Mimo to uważamy, że drużynę Artura Kurkowskiego stać na to, aby wygrać spotkanie z zespołem Fabiana Polita. Ich ostatni pojedynek okazał się sporym rozczarowaniem, ale tylko wtedy, gdy spojrzymy na suchy wynik. Stoimy na stanowisku, że ‘Czerwoni’ dysponują naprawdę solidnym drugoligowym składem i niedługo zaczną marsz w górę tabeli. Kto wie, być może już w czwartek?

Typ Redakcji: AXIS

Typ Eksperta (Maciej Kot):AXIS

PROtotype Volleyball – AVOCADO friends

Godz.: 21:35, boisko nr 2

Patrząc na obecną pozycję w tabeli obu drużyn, można mówić chyba o rozczarowaniu. Przypomnijmy,  że gdy AVOCADO friends na początku sezonu wygrało dwa pierwsze spotkania, ich seria zwycięstw z rzędu wynosiła aż piętnaście. Wiadomo jak jest, apetyt rośnie w miarę jedzenia i ekipa ‘Wegan’ po tych zwycięstwach uwierzyła, że są w stanie podtrzymać passę zwycięstw przez kolejne spotkania, a kto wie, może nawet miesiące. Niestety dla nich, plany te zostały dość brutalnie zweryfikowane. Ostatnie trzy spotkania to trzy porażki, po których ekipa w czarnych koszulkach spadła na ósme miejsce w ligowej tabeli. Humorów drużynie nie poprawia zapewne fakt, że w przyszłym tygodniu czekają ich pojedynki z Volley Gdańsk oraz Omidą, które kroczą w kierunku zajęcia – podobnie jak w poprzednim sezonie dwóch pierwszych lokat. Jesteśmy przekonani, że o zwycięstwa w tych meczach będzie piekielnie trudno. Teoretycznie najłatwiejszy mecz z trzech najbliższych, które drużyna ma zaplanowane w najbliższym czasie to spotkanie, które odbędzie się w czwartkowy wieczór. Z drugiej strony, może to być bardzo złudne wrażenie. Przypomnijmy, że Prototype Volleyball zajmuje obecnie dziewiąte miejsce w ligowej tabeli, ale nie dość, że mają rozegranych tylko pięć spotkań to na dodatek mierzyli się już z takimi tuzami jak wspomniane wcześniej Volley Gdańsk oraz Omida Team. Jesteśmy niemal przekonani, że drużyna PROtotype w meczach z ekipami o podobnym potencjale sportowym zacznie punktować zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Czy nastąpi to już w czwartkowy wieczór? O tym przekonamy się już niebawem.

Typ Redakcji: PROtotype Volleyball

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

Piękni i Młodzi – Range Soft VT

Godz.: 21:35, boisko nr 3

Kolejnym krokiem w kierunku mistrzostwa drugiej ligi dla drużyny Piękni i Młodzi będzie ekipa Range Soft VT. Niezależnie od tego, z kim przyjdzie rywalizować graczom drużyny w granatowych koszulkach, wygrana 3-0 jest niemal pewniakiem. Gdyby mecze Siatkarskiej Ligi Trójmiasta można było obstawiać u bukmachera to kurs na to, że drużyna ta wygra spotkanie 3-0 wynosiłby zapewne 1.01 lub nie byłoby go w ofercie. Z kolei kurs na wygraną Range Soft oscylowałby w granicy 250 i stawiając na nich kasę można byłoby się dorobić niemałej fortuny. W przypadku drużyny Range Soft obniżenie kursu byłoby wręcz niemożliwe. Na chwilę obecną drużyna boryka się ze sporymi problemami wewnętrznymi i sami zastanawiamy się, jakich graczy zobaczymy w czwartkowy wieczór na parkiecie. Dodatkowo, drużyna przystępuje do spotkania po serii dwóch porażek, które niestety dość negatywnie wpłynęły na morale. Szczególnie bolesna wydawała się ich ostatnia porażka w meczu przeciwko ACTIVNYM Gdańsk w stosunku 1-2. Ta była o tyle zaskakująca, że nastąpiła dokładnie po dwóch tygodniach od meczu, w którym Range Soft pokonał 2-1 Zmieszanych, którzy obecnie plasują się na czwartym miejscu. To właśnie po tym zwycięstwie spodziewaliśmy się, że Range Soft zacznie lepiej punktować i zdoła namieszać w rozgrywkach drugoligowych. Rzeczywistość niestety okazała się dla nich brutalna i szybko zweryfikowała plany.

Typ Redakcji: Piękni i Młodzi

Typ Eksperta (Maciej Kot): Piękni i Młodzi

Oliwa Team – BES-BLUM Kraken Team

Godz.: 21:35, boisko nr 1

Na chwile obecną – drużyna BES-BLUM Kraken Team jest ekipą, która ma bodajże najbardziej napięty grafik ze wszystkich 34 zespołów biorących udział w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. W dniach 7-13 października ekipa ma zaplanowane aż cztery spotkania. Mecz przeciwko drużynie Oliwy będzie drugim krokiem w kilkudniowym maratonie. Naturalną koleją rzeczy jest to, że rozegranie tak pokaźnej liczby spotkań w tak krótkim odstępie czasu sprawia, że zastanawiamy się, jak ekipa poradzi sobie na tle kondycyjnym. Dodatkowym utrudnieniem może się okazać fakt, że BES-BLUM rozegrał w środę spotkanie, w którym ustanowili rekord pod względem liczby zdobytych punktów w jednym secie (34-32). Mimo wygranego thrillera w trzeciej partii, drużyna Ryszarda Nowaka przegrała spotkanie ze Speednetem i w związku z tym była to już ich czwarta porażka w sezonie. Najbliższym rywalem drużyny BES-BLUM Kraken Team będzie jedna z trzech ekip w całych rozgrywkach, która nie zdołała jeszcze wygrać spotkania. Ich status przypomina trochę status drugoligowej drużyny BL Volley, którzy również byli często blisko tego, aby odnieść zwycięstwo, jednak spotkanie finalnie kończyło się ich porażką. Pierwsze zwycięstwo przyszło dopiero w siódmym meczu. Dla ekipy Oliwy spotkanie z Kraken będzie właśnie siódmym spotkaniem. Czy w tym przypadku ‘siódemka’ ponownie okaże się szczęśliwa?

Typ Redakcji: BES-BLUM Kraken Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): BES-BLUM Kraken Team

Matchday #17

Nie ma się co oszukiwać. Na środowy wieczór kibice czekali głównie dlatego, że odbyły się w nim aż trzy pojedynki w elicie. Zapowiadany hit czyli starcie Volley z Tufi nie było spektaklem, jakiego można było oczekiwać. Zdecydowanie więcej działo się w meczu BES-BLUM Kraken Team ze Speednetem. Ponadto, pierwszą wygraną w lidze zanotowała drużyna BL Volley. Zapraszamy na podsumowanie siedemnastego dnia meczowego!

Speednet 2 – Allsix by Decathlon 0-3 (8-21; 19-21; 18-21)

Po dwutygodniowej przerwie w rozgrywkach drużynie Speednet 2 przyszło stoczyć trudny bój – mecz przeciwko Allsix by Decathlon. Z drugiej strony, 9 lipca 2020 r., jeszcze w sezonie Wiosna’20 ekipa Speednetu potrafiła udowodnić, że ich przeciwnicy nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie. Będąc szczerym – w środowy wieczór również było całkiem blisko tego, aby Speednet 2 urwał swoim rywalom choćby punkt. Tak było szczególnie w drugim i trzecim secie, do których za chwilę przejdziemy. Samo spotkanie upłynęło pod znakiem wielkich absencji, z którymi borykały się obydwie drużyny. Po stronie Speednetu zabrakło między innymi Piota Grodzkiego, Krzysztofa Przywieczerskiego czy Jakuba Ciupińskiego. W przypadku Allsix zabrakło tylu graczy, że wymienienie ich wszystkich zajęłoby nam pół opisu. Przechodząc do samego meczu, trzeba napisać bez ogródek – pierwszy set należał wyłącznie do jednej drużyny. Co tu dużo mówić, Speednet 2 stać na zdecydowanie więcej i osiem punktów urwanych z rywalem chluby im z pewnością nie przynosi. Niejako potwierdzeniem tych słów jest druga i trzecia partia, w których ‘Programiści’ zaprezentowali się o niebo lepiej. Niestety dla nich, po drugiej stronie siatki w środowy wieczór prawdziwe one-man-show urządził sobie Aleksander Bochan, który zdobył w tym meczu…23 punkty, czym zbliżył się do rekordu ligi (26), który od dłuższego czasu należy do Patryka Okulewicza. Ostatecznie, spotkanie kończy się zwycięstwem Decathlonu w stosunku 3-0, po którym drużyna wskoczyła na wysokie – trzecie miejsce.

MiszMasz – Bombardierzy 3-0 (21-14; 21-15; 21-12)

Kilkanaście minut przed rozpoczęciem spotkania zdołaliśmy porozmawiać w wywiadzie z kapitanem drużyny MiszMasz – Andrzejem Tararujem. W trakcie rozmowy zawodnik ten potwierdził, że drużyna ma aspiracje do tego, aby w przyszłym sezonie występować na drugim szczeblu rozgrywkowym. Będąc całkowicie szczerym nie wiemy, co musiałoby się wydarzyć, aby drużyna zdołała to zepsuć. Na chwilę obecną awans wydaje się sprawą równie prostą, co przełączenie kanału w telewizji lub skłamanie partnerce odpowiadając na pytanie 'ile piw wypiłeś?’. Rozumiecie. Rutyna. Powiedzmy sobie wprost – przy dwóch drużynach, które awansują do drugiej ligi, brak awansu MiszMaszu sprawiłby, że prawdopodobnie Redakcja musiałaby zainwestować w nowego laptopa, aby kwieciście oddać to, co się właśnie wydarzyło. A co nam tam. Przecież to byłoby frajerstwo, jakiego świat nie widział. Z drugiej strony, po co w ogóle o tym piszemy? Ludzi, którzy poddawali wszystko w wątpliwość kiedyś palili na stosie, a co tu dużo mówić – wolelibyśmy tego uniknąć. Dobijając jednak do brzegu, ekipa MiszMasz w środowy wieczór zrobiła to, co należy do klasowej drużyny. Ogoliła rywali 3-0, nie pozostawiając wątpliwości co do tego, który zespół jest lepszy. Z drugiej strony, Bombardierzy zaprezentowali się całkiem nieźle. Uważamy, że przeciwko obecnemu liderowi niektóre z ekip w trzeciej lidze prezentowały się gorzej. Wiecie jak to jest. Nie można wymagać tego, aby mysz pogoniła kota. Nie można również wymagać tego, aby Bombardierzy wygrali z MiszMasz.

BL Volley – Volleyball Rebels 2-1 (24-22; 21-15; 19-21)

Przyglądając się rozgrzewce przedmeczowej na siatce nie można było odnieść wrażenia, że za chwilę zmierzą się drużyny, które okupują dwa ostatnie miejsca w ligowej tabeli. Wręcz przeciwnie – była jakość, która pozwalała sądzić, że na boisku nr 1 dojdzie do ciekawego pojedynku. Dla nowej drużyny w ligowej stawce – Volleyball Rebels pojedynek z BL Volley był dopiero drugim meczem w sezonie Jesień’20. Pierwszym był nieudany pojedynek ze Zmieszanymi, w którym ich rywale zgarnęli komplet punktów. Analizując skład personalny w obu dotychczasowych spotkaniach, nie dało się nie zauważyć, że w środowym pojedynku zabrakło kapitana – Dawida Byczkowskiego. Z kolei po stronie tych, którzy w obecnym sezonie wystąpili po raz pierwszy, zobaczyliśmy Kamila Richerta oraz Maksymiliana Słupka. Pierwszy set był bardzo wyrównaną partią. W końcówce sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie i przypominała trochę filmy z samochodami, gdzie co rusz zmienia się prowadzenie poszczególnych aut. Ostatecznie, pierwsi na linię mety dotarli gracze BL Volley. Mimo, że drugą partię lepiej zaczęli ‘Rebelianci’ (9-5) to finalnie i tak BL volley wygrało tę odsłonę. (21-15). Mimo to, uważamy, że była to najmniej emocjonująca partia. Zdecydowanie ciekawiej było w ostatniej odsłonie, w której ‘Rebelsi’ mieli w końcówce sporą przewagę, ale przez niefrasobliwość o mały włos jej nie roztrwonili. Ostatecznie BL Volley wygrywa pierwsze spotkanie w lidze, dzięki czemu wskakuje na 11 miejsce w ligowej tabeli.

Speednet – BES-BLUM Kraken Team 2-1 (21-15; 22-20; 32-34)

Nie ukrywamy, że po spotkaniu Speednetu z BES-BLUM towarzyszyło nam silne uczucie deja vu. Kurde, gdzieś już to widzieliśmy. Pierwsze spotkanie obu drużyn, które zostało rozegrane ponad rok temu, a konkretniej 20 września 2019 r. było jednym z najbardziej emocjonujących w pierwszej lidze w sezonie Jesień’19. Tamten mecz wygrała ekipa Ryszarda Nowaka 2-1 (23-25; 21-17; 28-26). Już sam wynik świadczy o tym, że było to bardzo emocjonujące spotkanie. Po nim wydawało nam się, że w bezpośredniej konfrontacji już nic ciekawszego nie obejrzymy. Tak było chociażby 4 listopada 2019 r., czy 8 czerwca 2020 r. To, czego nie udało się powtórzyć w dwóch meczach, udało się za trzecim razem, dodatkowo z nawiązką. Do cholery. Ten mecz to kwintesencja tego sportu. Były emocje, była dramaturgia, były kontrowersje, były składne akcje, były pomyłki, były zgrzyty pod siatką. Przepraszamy za wyrażenie, ale ten mecz był po prostu – zajebisty. To właśnie w tym spotkaniu padł rekord jeśli chodzi o liczbę zdobytych punktów w jednym secie w całej historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Króciutko o samym meczu. Pierwszy set był w zasadzie bez historii. Dobra gra Speednetu zaowocowała wygraną partii do 15. Z ciekawostek – po raz pierwszy w historii występów w SL3 na ataku wystąpił… Marek Ogonowski, który jest jednym z lepszych rozgrywających wśród amatorów na Pomorzu. Wydaje nam się, że dwucyfrowa liczba punktów i solidna skuteczność w ataku pozwalają powiedzieć, że z nowego zadania wywiązał się bardzo dobrze. Drugi i trzeci set to gra na przewagi. O ile w drugiej partii emocje były w granicach rozsądku, tak w trzeciej odsłonie, zgodnie z tym, co pisaliśmy na początku, było wszystko. Komplet. Ostatni raz Redakcja czuła się tak spełniona, kiedy w podstawówce mogła zagrać w butelkę z najładniejszymi dziewczynami ze szkoły. Wynik zawodów 2-1 dla Speednetu. To spotkanie wszyscy uczestnicy będą pamiętali jeszcze przez długi czas.

Omida Team – Epo-Project 3-0 (21-19; 21-15; 21-19)

Tuż przed rozpoczęciem spotkania Omida Team – Epo-Project szersze grono osób dowiedziało się o tym, że w meczu zabraknie kapitana drużyny – Konrada Gawrewicza. Przyznamy Wam szczerze, że Redakcja jest zbyt leniwa, aby szukać informacji o tym, kiedy ostatnio zabrakło tego zawodnika w meczu ‘Logistyków’, ale przypuszczamy, że było to w pierwszym sezonie Omidy, kiedy gracz ten miał założony na rękę gips. Taka strata w meczu z Epo wydawała się bardzo bolesna. Zachowując proporcje, sytuacja przypominała tę, kiedy w reprezentacji Polski w piłce nożnej brakuje Roberta Lewandowskiego. Nie dość, że Konrad broni się w każdym elemencie na parkiecie to dodatkowo jest kapitanem z krwi i kości. Jak to mówią – tak krawiec kraje jak mu materii staje. W zamian za kapitana na środku zagrał nominalny przyjmujący Dmytro Moroziuk. Nie wiemy na ile te perturbacje miały znaczenie, ale to Epo weszło lepiej w spotkanie. Zastanawiamy się w ogóle czy po tym jak prezentowali się w pierwszej partii gracze i jednej i drugiej drużyny, ktoś wierzył, że to Omida wygra tę partię? To Epo cały czas prowadziło grę. Gracze z Żukowa kontrolowali całą partię do stanu 16-12, by po chwili na tablicy wyników pojawiło się 17-17. Co było dalej, każdy się domyśla. Drugi set był w zasadzie bez historii. Niesiona na fali kapitalnej gonitwy w pierwszym secie drużyna Omidy, bez większych problemów ograła rywala do 15. Trzecia partia zaczęła się od delikatnej przewagi ‘Logistyków’, w której wypracowaniu pomógł rewelacyjnie sprawujący się tego dnia na zagrywce środkowy drużyny – Jakub Klimczak. Gdy pod koniec wydawało się, że Omida ma kontrolę nad spotkaniem, dość nieoczekiwanie, pod koniec seta na prowadzenie wyszli gracze w zielonych koszulkach (18-17). Niestety dla nich, w końcówce popełnili kilka prostych błędów i komplet punktów zgarnia Omida, dla której był to trzeci wygrany pojedynek z Epo-Project.

Volley Gdańsk – Tufi Team 2-1 (21-14; 21-17; 22-24)

Hitem środowej serii gier było bez wątpienia starcie pierwszej i trzeciej siły ligi. Starcie tytanów. Starcie Volley Gdańsk i Tufi Team. Mimo tego, że obie drużyny w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta po raz ostatni spotkały się jeszcze w sezonie Jesień’19 to nie mogły mówić o tym, że rywal stanowi swego rodzaju zagadkę. Obie ekipy spotkały się całkiem niedawno podczas weekendowego turnieju na Pogórzu. Wtedy ekipą, która nie pozostawiła złudzeń co do tego, kto w danym dniu był lepszy, okazał się Volley Gdańsk. Sumując wszystkie okoliczności oraz fakt, że Volley walczył o 48 wygraną z rzędu, nie zadrżała nam ręka gdy wpisywaliśmy faworyta tego spotkania. Ba, mało tego – jesteśmy przekonani, że nawet sami gracze Tufi uważali, że to ich rywale będą faworytem tej potyczki. Mimo tego, gracze Mateusza Woźniaka chcieli wyjść na boisko i sprawić niespodziankę, co poprawiłoby ich obecne położenie w ligowej tabeli. Pierwsza partia to jednak spore rozczarowanie. Volley Gdańsk bardzo szybko wypracował sobie kilkupunktową przewagę (6-2), którą konsekwentnie utrzymywał przez całego seta i wygrał 21-14. Drugą partię lepiej zaczęli gracze Tufi Team (3-1). Niestety, po chwili kapitan drużyny Mateusz Woźniak doznał kontuzji (wybity palec) i w jego miejsce na placu boju zameldował się zawodnik, który znajduje się na 20 miejscu na liście najlepiej punktujących graczy wszechczasów (Michał Przekop). Po chwili wyrównanej gry, dwa punktowe bloki z rzędu zdobył Daniel Koska i Volley wyszedł na prowadzenie, którego nie wypuścili już do końca, wygrywając seta do 17. Przyznamy Wam szczerze, że po tej partii byliśmy bardzo rozczarowani. Wydawało nam się, że będzie to el classico, a było najzwyczajniej w świecie nudno. Trzecia odsłona należała już do Tufików. Ci wypracowali sobie sporą zaliczkę i gdy wydawało się, że spokojnie zamkną seta (19-14), Volley Gdańsk uznał, że ten wynik można jeszcze odrobić. Sztuka ta im się udała (20-20), ale po emocjonującej końcówce to Tufi wygrało tę partię, a cały mecz zakończył się kolejną wygraną Volley przy podziale punktów.

Zapowiedź – MATCHDAY #17

Po jednym dniu przerwy wracamy na parkiety Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. W środowy wieczór dojdzie do trzech pojedynków w najwyższej klasie rozgrywkowej. Hitem tej serii gier, a może nawet całego października będzie spotkanie pomiędzy Volley Gdańsk a Tufi Team. W drugiej lidze dojdzie do spotkania dwóch drużyn, po którym liczba drużyn bez zwycięstwa zmniejszy się o jedną. Zapraszamy na zapowiedź siedemnastego dnia meczowego!

Speednet 2 – Allsix by Decathlon

Godz.: 19:35, boisko nr 2

Od ostatniego spotkania drużyny Speednet 2 w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta minęły ponad dwa tygodnie. 21 września ekipa ‘Programistów’ przegrała spotkanie z Chilli Amigos w stosunku 3-0. Niestety, to nie jedyne zmartwienia graczy z parku naukowo-technologicznego. W środowym spotkaniu przeciwko ekipie Allsix by Decathlon zabraknie powracających do zdrowia po kontuzji Jakuba Ciupińskiego oraz Piotra Grodzkiego. Wspomniana dwójka wystąpiła w ostatnim bezpośrednim pojedynku obu drużyn, do którego doszło w sezonie Wiosna’20. Wtedy, dość niespodziewanie Speednet 2 nawiązał walkę z Decathlonem, co zakończyło się zdobyciem przez nich jednego oczka. O powtórzenie tego wyniku w środowy wieczór nie będzie łatwo. Jesteśmy przekonani, że gracze ze sklepu sportowego wyjdą na spotkanie zmotywowani i ukierunkowani na zdobycie trzech punktów. Wydaje się, że limit wpadek zakończył się dla drużyny w meczu przeciwko Bombardierom, kiedy to przegrali ‘wygranego’ seta. Najbliższe spotkanie jest o tyle ważne, że przybliży drużynę do grupy mistrzowskiej Trzeba to powiedzieć głośno – brak grupy mistrzowskiej w przypadku Allsix by Decathlon byłby niespodzianką sporego kalibru, na który drużyna nie chce sobie pozwolić. Wracając do Speednetu – na chwilę obecną drużyna jest o zaledwie jedno oczko od tego, aby pobić rekord zdobytych punktów w trakcie jednego sezonu. Wydaje się, że to pozostaje kwestią czasu. Czy Speednet stać na to, aby sprawić w środowy wieczór niespodziankę i zdobyć choćby punkt?

Typ Redakcji: Allsix by Decathlon

Typ Eksperta (Maciej Kot): Allsix by Decathlon

MiszMasz – Bombardierzy

Godz.: 19:35, boisko nr 3

Przedostatnim pojedynkiem w sezonie zasadniczym dla obecnego lidera – drużyny MiszMasz będzie drużyna Dawida Piankowskiego – Bombardierzy. Jak do tej pory ci pierwsi sprawowali się wyśmienicie, wygrywając wszystkie siedem spotkań i tracąc przy tym zaledwie dwa sety. Stało się to w meczach z wiceliderem – Chilli Amigos oraz dość niespodziewanie z ostatnią drużyną w ligowej tabeli – ekipą Bankowców. Pozostałe dwa pojedynki zespołu w rundzie zasadniczej to mecze z drużynami, które są aktualnie na ósmym oraz dziewiątym miejscu w tabeli i jakby nie patrzeć, każdy inny wynik niż wygrana drużyny Andrzeja Tararuja w stosunku 3-0 byłby z pewnością jedną z większych niespodzianek tej serii gier. Analizując jeszcze obecne położenie drużyny M&M trzeba wziąć pod uwagę to, że ich najgroźniejszego rywala w walce o mistrzostwo trzeciej ligi (Chilli Amigos) czeka jeszcze bardzo trudne spotkanie z Allsix by Decathlon, w którym prawdopodobieństwo zgubienia punktów jest bardzo wysokie. Wracając jednak do MiszMasz to drużyna chcąc zrealizować swój plan powinna wystrzec się lekceważenia przeciwnika. Poza wspomnianym wcześniej spotkaniem z ‘Bankowcami’ gracze w granatowych koszulkach muszą wziąć pod uwagę to, że Bombardierzy już raz w obecnym sezonie udowodnili, że są w stanie postraszyć wyżej notowanego rywala. Mowa tu oczywiście o meczu z Allsix by Decathlon, kiedy mikstowy skład w czarnych koszulkach odrobił ogromną stratę i wygrał partię z graczami ze sklepów sportowych. Czy w poniedziałkowy wieczór ‘Czarni’ są w stanie urwać rywalom choćby seta?

Typ Redakcji: MiszMasz

Typ Eksperta (Maciej Kot): MiszMasz

BL Volley – Volleyball Rebels

Godz.: 19:35, boisko nr 1

Gdyby w ostatnim czasie w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta nie mówiło się tyle o hejcie to pokusilibyśmy się o wbicie pewnej szpileczki i napisalibyśmy, że pojedynek pomiędzy BL Volley a Volleyball Rebels będzie pojedynkiem ekip, którym ‘wygrywać nie kazano’. Jako Redakcja musimy jednak dawać dobry przykład i napiszemy o meczu wielkich nadziei. Nadziei na to, że zza chmur wreszcie wyjdzie słońce. Jeśli jesteśmy przy meteorologii to musimy zaznaczyć, że o ile w przypadku nowej drużyny jaką są ‘Rebelianci’ jest to póki co niegroźna chmurka, tak w przypadku drużyny BL Volley, która przegrała wszystkie sześć spotkań w lidze, zbierają się czarne chmury i jeśli ekipa przegra kolejny mecz może dojść do wyładowań elektrycznych. W przypadku drużyny BL Volley najgorsze jest to, że w czterech z sześciu spotkań zaprezentowali się naprawdę dobrze i mogli wychodzić z Ergo z podniesionym czołem. Pal licho gdyby niebiesko-czerwoni grali piach. Oni naprawdę ‘ogarniają’ i jeśli przegrają kolejne spotkanie uznamy, że w zaciszu domowego ogniska ktoś wbija szpileczki w kukiełkę ubraną z niebiesko-czerwone barwy. Z drugiej strony, o wygraną nie będzie wcale łatwo – nowa drużyna w ligowej stawce nie wygląda bynajmniej na ekipę, która zadowoli się bytem w dolnych partiach tabeli. Mimo falstartu w meczu z doświadczoną ekipą Zmieszanych, drużyna Dawida Byczkowskiego z całą pewnością powalczy w środę o pierwsze punkty.

Typ Redakcji: BL Volley

Typ Eksperta (Maciej Kot): BL Volley

Speednet – BES-BLUM Kraken Team

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Pojedynek pomiędzy Speednetem a BES-BLUM Kraken Team będzie jednym z trzech pierwszoligowych spotkań rozgrywanych w środowy wieczór. Dodatkowo, będzie to już piąty bezpośredni pojedynek, do którego przystąpią obie drużyny. Jak do tej pory lepszym bilansem może pochwalić się drużyna Ryszarda Nowaka, która wygrywała trzy spotkania i zanotowała zaledwie jedną porażkę. Wartym odnotowania jest fakt, że każde z czterech spotkań kończyło się podziałem punktów, a mecze były niejednokrotnie interesujące. Faworytem pojedynku numer pięć będzie drużyna BES-BLUM Kraken, która plasuje się obecnie na piątym miejscu w ligowej tabeli i ma naprawdę dużą szansę na to, aby skończyć rundę zasadniczą na miejscu, które uprawnia do gry w grupie mistrzowskiej. Ewentualna wygrana sprawi, że drużyna zakręci się w okolicy podium i kto wie czy nie rozbudzi to w ekipie nadziei na najlepszy sezon w historii swoich występów w SL3. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że drużyna Ryszarda Nowaka grała już spotkania z pierwszą, drugą oraz trzecią drużyną w ligowej tabeli, więc mecze, gdzie drużyna ma szansę na większą liczbę punktów jeszcze nadejdą. Ich rywal do pojedynku stanie w nieco gorszych nastrojach. Nie dość, że drużyna przegrała ostatnie spotkanie z Tufi Team w stosunku 3-0 to na dodatek znajduje się obecnie na przedostatnim miejscu w tabeli. Na pocieszenie trzeba zauważyć jednak to, że do piątego miejsca, na którym znajduje się ich najbliższy rywal (Kraken Team) tracą zaledwie dwa oczka. Ewentualna wygrana pozwoliłaby ‘Programistom’ na przeskoczenie swoich rywali. Czy tak się stanie?

Typ Redakcji: BES-BLUM Kraken Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): BES-BLUM Kraken Team

Omida Team – Epo-Project

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Są tacy rywale, którzy ‘leżą’ danej drużynie. Po poprzednim sezonie wydaje się, że takim właśnie rywalem dla drużyny Omida Team jest ekipa Epo-Project, z którą Logistycy dwukrotnie wygrywali. Szczególnie dobrze drużyna Konrada Gawrewicza wypadła w pierwszym bezpośrednim pojedynku, kiedy to ograli swoich rywali 3-0. W kolejnym meczu, rozgrywanym na finiszu poprzedniego sezonu Omida wygrała 2-1, lecz w dwóch pierwszych odsłonach zaprezentowali się znacznie lepiej od swoich rywali. Wydaje się, że trzeci set to ‘narodziny’ drużyny, której wyniki kończą się podziałem punktów. Aby lepiej zobrazować nasze słowa. – od 7 lipca Omida Team rozegrała osiem pojedynków i tylko jeden! z nich nie kończył się podziałem punktów. Jedyny wynik 3-0 to obecny sezon i imponująca wygrana ze Speednetem. Uważamy, że podział punktów w tylu spotkaniach może sprawić, że drużynie nie uda się wygrać rozgrywek SL3. Przed kapitanem Konradem Gawrewiczem twardy orzech do zgryzienia. Aby wygrać ligę, gracz ten musi wymyśleć sposób, który sprawi, że drużyna zdoła utrzymać koncentrację przez całe spotkanie, by wygrać je w stosunku 3-0. O to w najbliższym meczu może być, co tu dużo mówić – cholernie ciężko. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że drużyna Epo-Project zażegnała już kryzys z początku sezonu.  Do spotkania z Omidą gracze Przemysława Walczaka przystąpią po serii dwóch wygranych z rzędu, które wywindowały ich w tabeli na szóste miejsce. To, po kolejnej wygranej może być jeszcze lepsze i oznaczałoby to, że drużynie uda się wskoczyć do grupy mistrzowskiej. Jak widać, stawka dla obu ekip jest naprawdę duża.

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Volley Gdańsk – Tufi Team

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Czterdziestym ósmym rywalem Volley Gdańsk w historii swoich występów w Siatkarskiej Lidze będzie drużyna Tufi Team. Myślimy, że o tym, że Volley wygrało wszystkie spotkania wiedzą dosłownie wszyscy mieszkańcy Trójmiasta i okolic. Do celu, którym jest osiągnięcie pięćdziesięciu zwycięstw z rzędu brakuje im zaledwie trzech wygranych. Jeśli przerwać tej passy nie uda się Tufi, przed szansą na przełamanie serii staną gracze AVOCADO friends. Jeśli im również się nie uda, to pięćdziesiątym spotkaniem w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta będzie pojedynek z Omidą Team, która od początku rozgrywek ma mocarne plany sięgające tronu. Pierwsze zadanie – mecz przeciwko Tufi Team może być równocześnie najtrudniejszym pojedynkiem. Przypomnijmy, że Tufi Team zajmuje obecnie trzecie miejsce w ligowej stawce. Najniższe miejsce na podium gracze Mateusza Woźniaka zajęli również w sezonie Jesień’19. To właśnie wtedy doszło do ostatniego spotkania pomiędzy obiema drużynami w SL3. Niespełna rok temu – 25 listopada, Volley Gdańsk mając już zapewniony tytuł mistrzowski walczył o 27 zwycięstwo z rzędu. Po wyrównanym spotkaniu Volley wygrało 2-1 i wydaje nam się, że w środę powtórzenie tego wyniku wydaje się być najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Z drugiej strony, wygrana drużyny Mateusza Woźniaka dałaby graczom niesamowitego kopa, po którym drużyna uwierzyłaby, że jest w stanie wygrać całe rozgrywki. O tym, czy jest na to szansa, dostaniemy odpowiedź przed godziną 22.00 w środowy wieczór.

Typ Redakcji: Volley Gdańsk

Typ Eksperta (Maciej Kot): Volley Gdańsk

Matchday #16

Poniedziałkowy wieczór to aż cztery pojedynki drugoligowe, w których aż trzy można było określić mianem hitu obecnego tygodnia rozgrywek. Dodatkowo, w poniedziałkowy wieczór po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć w akcji nową drużynę, która na inaugurację przegrała spotkanie ze Zmieszanymi. Na trzecioligowym froncie w hitowym spotkaniu lepszą drużyną od Portu Gdańsk okazała się ekipa Chilli Amigos, która do obecnego lidera traci już tylko dwa punkty.

Dream Volley – Letni Gdańsk 1-2 (21-14; 17-21; 16-21)

Mecz na szczycie drugiej ligi nie zawiódł. Ok, może i zawiódł, ale tylko graczy Dream Volley, którzy przegrali w poniedziałkowy wieczór drugie spotkanie w sezonie Jesień’20. Aby zrozumieć, jak do tego doszło, należy rzucić nowe światło na to, co działo się w trakcie spotkania, a w zasadzie przed jego rozpoczęciem. Na kilka godzin przed meczem kapitan drużyny Dream Volley wysłał do Redakcji pytanie czy istnieje jakakolwiek szansa na przełożenie terminu meczu. Wszystko za sprawą tego, że nagle ze składu wypadł lider drużyny – Karol Masiul oraz faktu, że pewną niedyspozycję zgłaszał rozgrywający drużyny. Niestety dla ekipy Dream – przełożenie spotkania było już niemożliwe i zespół musiał grać tymi zasobami, które ma. Mimo to, stoimy twardo przy stanowisku, że absencja jednego czy drugiego zawodnika w żaden sposób nie usprawiedliwia wyników drużyny. Piszemy o tym, ponieważ jesteśmy dalecy od tego, aby deprecjonować wyniki Letniego Gdańska. O tym, że dla Dream Volley nie będzie to ‘spacerek’ gracze Dream Volley przekonali się już w pierwszym secie, kiedy ich rywale wyszli na czteropunktowe prowadzenie. Mimo to, graczom w szarych trykotach udało się zdobyć pięć punktów z rzędu, dzięki którym wyszli na prowadzenie. Następnie, po serii dobrych zagrywek i – co chyba ważniejsze i boleśniejsze dla ‘Letników’ – po dwóch punktowych blokach z rzędu byłego gracza Letniego Gdańska – Jacka Kalwasa, Dream prowadził już 18-12, czym ‘zgasił światło’ swoim rywalom, a następnie wygrał seta do 14. O ile w pierwszej partii Dream potrafił odwrócić losy seta, tak w drugim sztuka ta się nie udała. Po wyrównanej partii, na pierwszą istotną przewagę wyszli Letnicy (16-14), którzy nie wypuścili jej już do końca. To, co było znamienne w tej partii to boiskowa inteligencja Piotra Kamińskiego. O ile w pierwszej partii po jego bombach gracz ten był karcony blokiem przez rywali, tak w drugiej wyciągnął wnioski i zaczął więcej kiwać, co okazało się bardzo skuteczne i istotne w kontekście wygranej w tej partii. Trzeci set nie obfitował już w nagłe zwroty akcji czy jakąś historię, którą gracze obu drużyn będą opowiadać za czterdzieści lat wnukom siedząc w bujanym fotelu. Wypracowana na początku seta przez Letników przewaga została ‘dowieziona’ do końca i Letni Gdańsk wygrywa spotkanie 2-1. Ostatnie trzy mecze – Dream Volley, DNV GL S*M*A*S*H, BES-BLUM Nieloty. Trzy wygrane. Imponujące.

Wirtualna Polska – Niepokonani PKO Bank Polski 3-0 (21-18; 21-10; 21-12)

Nie ma co owijać w bawełnę. Dla drużyny WP mecz przeciwko Niepokonanym PKO Bank Polski był w zasadzie ostatnią szansą na poprawienie swojej sytuacji w tabeli. Przypomnijmy, że aby drużyna Jędrzeja Matli liczyła się w walce o górną piątkę, musiała wygrać mecz z ‘Bankowcami’ za komplet punktów. Sztuka ta się udała, ale niestety dla ‘Biało-czerwonych’ ich najgroźniejsi rywale mają jeszcze spotkania do rozegrania. Wracając do meczu trzeba napisać, że wygrana ta zrodziła się w bólach. Szczególnie trudne warunki gracze PKO postawili w pierwszym secie, choć początek tego nie zwiastował. Po bardzo dobrej zagrywce rozgrywającego WP – Bogusława Tybusia ‘Wirtualni’ wyszli na kilkupunktowe prowadzenie i wydawało się, że od tego momentu zaczną grać swoją siatkówkę. Plan ten nie spodobał się zbytnio przeciwnikom, którzy mimo, że osłabieni brakiem najlepszego gracza, całkiem słusznie uznali, że WP można ‘ukąsić’ i wygrać seta. Do połowy pierwszej partii mieliśmy zatem wynik remisowy i od tego momentu Wirtualna Polska narzuciła tempo, za którym rywale nie mogli nadążyć. Gdy na tablicy wyników widniało wynik dla WP, kwestia pierwszej partii wydawała się rozstrzygnięta. Tymczasem PKO zanotowało świetną końcówkę i po atakach Dawida Laskowskiego oraz zagrywce Marcelego Kłosowskiego zrobiło się 20-18 i było już naprawdę gorąco. Ostatecznie partię tę zamknął Michał Doroz. Drugi i trzeci set miał już zupełnie inne oblicze. Wirtualna Polska co rusz nękała swoich rywali świetną zagrywką, po której w trakcie całego meczu zdobyli aż dwanaście punktów. Dodatkowo liczba tych, po których ‘Bankowcy’ oddawali finalnie piłkę za darmo była równie okazała.

Zmieszani – Volleyball Rebels 3-0 (21-9; 21-12; 21-16)

Na początku chcieliśmy napisać o tym, że gdyby ktoś, kogo interesują rozgrywki SL3 zapadł w niedzielę w śpiączkę i obudził się w poniedziałkowy wieczór to nie uwierzyłby co się wydarzyło. Po chwili uznajemy jednak, że wystarczyło wypić kilka(naście) piwek i efekt byłby ten sam. I w jednym i w drugim przypadku widok nowej drużyny, która wskakuje w miejsce SV INVICTY rodziłby wiele pytań. Skoro tak – śpieszymy z wytłumaczeniem. Drużyna Volleyball Rebels to ekipa, która padła poniekąd ofiarą tego, że przy okazji zapisów do sezonu Jesień’20 obowiązywał limit drużyn. Fakt, że jedna z ekip zrezygnowała był zatem okazją dla drużyny Dawida Byczkowskiego na zaprezentowanie swoich umiejętności. Debiut drużyny przypadł nie z byle kim. Rywalem była ekipa Zmieszanych, która dwukrotnie stawała już na podium, a jej gracze mają potężne doświadczenie w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Z drugiej strony jest takie powiedzenie – ‘jak spaść to z wysokiego konia’. Jakby to powiedzieć, Volleyball Rebels nie dość, że spadło z konia to na sam koniec ów koń postanowił się zawrócić i przebiec po swoim przeciwniku. Co tu dużo mówić – był to mecz drużyn o różnych prędkościach. Z drugiej strony wymaganie wyników czy nawet dobrej gry od drużyny, która 24 h wcześniej nie wiedziała o tym, że będzie w ogóle grać jest równie rozsądne jak skakanie na główkę z pomostu do wody, która ma 30 cm głębokości.

Zmieszani – Sprężystokopytni & Kitku 0-3 (16-21; 15-21; 17-21)

Aby dobrze zrozumieć, przed jaką szansą stanęła drużyna Zmieszanych trzeba wspomnieć o tym, że gdyby drużyna Edyty Woźny wygrała ze Sprężystokopytnymi 3-0 to po siedmiu meczach znalazłaby się na…pierwszym miejscu. Ok, o ile obecny lider – drużyna Pięknych i Młodych ma na chwilę obecną dwa spotkania rozegrane mniej, o tyle zarówno lider jak i wicelider przy równej liczbie spotkań wyprzedziliby zarówno trzecią drużynę w tabeli, jak i wicelidera. Przejdźmy jednak do brzegu. Mimo, że celu nie udało się zrealizować i Zmieszani przegrali spotkanie z drużyną Kacpra Goszczyńskiego to i tak znajdują się obecnie na wysokim – czwartym miejscu w tabeli. Samo spotkanie obfitowało w emocje i wielokrotnie wydawało nam się, że hala niemal eksploduje. W pierwszej partii to Zmieszani zaczęli lepiej i konsekwentnie grali dobrą siatkówkę, co zaowocowało prowadzeniem (12-8). Z czasem do głosu doszły jednak ‘Kopytka’ i między innymi dzięki fantastycznej postawie Macieja Wysockiego wyszli na prowadzenie, którego nie wypuścili już do końca seta. W drugiej partii od początku lepiej radzili sobie Sprężystokopytni & Kitku i gdyby nie draka, do której doszło po tym, jak Michał Kocbuch przeszedł pod siatką, można by powiedzieć, że był to set bez historii. Trzecia partia przypominała tę pierwszą. Podobne było również zakończenie. W partii tej Zmieszani identycznie jak w pierwszym secie prowadzili z rywalami (12-8), by po chwili to ich rywale cieszyli się z wygranej seta i całego meczu w stosunku 3-0. Sprężystokopytni & Kitku wygrywają i sięgają po drugi komplet punktów. Wygrana powinna cieszyć, bo dwukrotnie byli blisko utraty punktu.

BES-BLUM Nieloty – DNV GL S*M*A*S*H 2-1 (21-19; 21-17; 20-22)

Wchodzący na salę gracze Nielotów oraz DNV GL S*M*A*S*H mieli ten komfort, że znali wynik spotkania Dream Volley – Letni Gdańsk. Miało to oczywiście znaczenie w kontekście tabeli i położenia w niej obu drużyn, które miały skrzyżować rękawice za kilkadziesiąt minut. Cóż, mówiąc krótko – podział punktów we wspomnianym wcześniej meczu zadowolił chyba wszystkie drużyny, które mają aspirację na podium rozgrywek. Przechodząc jednak do samego spotkania, w zapowiedzi przedmeczowej napisaliśmy o tym, że to BES-BLUM Nieloty zdają się być faworytem tego pojedynku. Przemawiał za tym fakt, że jako grupa i drużyna BES-BLUM zna się zdecydowanie dłużej i element zgrania miał tu niebagatelne znaczenie. Ich rywal – drużyna DNV GL S*M*A*S*H ma w swoim składzie bardzo dobrych graczy, jednak jako drużyna przed rozgrywkami SL3 nie mieli okazji ze sobą występować w pełnym składzie. Mimo to, początek spotkania należał właśnie do drużyny w białych trykotach. Po naprawdę dobrym fragmencie wyszli na prowadzenie 12-6, lecz po chwili, po problemach z przyjęciem DNV roztrwonił przewagę i zrobiło się 16-15 dla DNV. Ostatecznie, BES-BLUM potrafił wygrać tę partię i obojętnie jakbyśmy się nie silili, nie oddamy w słowach tego, co wydarzyło się w tej partii. To był naprawdę piękny come-back dla BES-BLUM i policzek dla ich rywali. Drugi set to kontrola poczynań boiskowych Nielotów, którzy prowadzili przez całą partię i zasłużenie wygrali ją do 17. Zachowując proporcje, trzeci set przypominał trochę ten pierwszy. Tym razem to Nieloty wyszły na prowadzenie i dość nieoczekiwanie – w końcówce sytuacja się odwróciła i to DNV wygrało seta, co było pewnym ciosem dla drużyny Mateusza Bone, zważywszy na to, że w końcówce nie obyło się bez kontrowersji sędziowskich.

Port Gdańsk – Chilli Amigos 0-3 (12-21; 19-21; 18-21)

Gdybyśmy mieli pisać zapowiedź tego spotkania raz jeszcze, napisalibyśmy, że będzie to spotkanie dwóch wielkich nieobecnych, którzy zdobyli historycznie dla swoich drużyn największą liczbę punktów. Po stronie Portu zabrakło Piotra Baja, natomiast w szeregach Chilli Amigos próżno było szukać Grzegorza Walukiewicza. Początek meczu był dość zaskakujący. Jak bowiem wytłumaczyć, że w przeciągu zaledwie pięciu minut sędzia musiał trzykrotnie zarządzić powtórkę? Wszystko za sprawą piłek, które co rusz wpadały na środkowe boisko. Niestety, doszło też do groźnej sytuacji, w której Maciej Wąsicki w ferworze walki poczęstował Marcina Wiśniewskiego soczystym ciosem prosto w oko. Na szczęście skończyło się tylko na strachu i mecz mógł być kontynuowany. W pierwszym secie wyrównana partia trwała do połowy pierwszego seta, kiedy Chilli postanowiło podkręcić tempo. Po bardzo dobrym fragmencie, w którym ‘Papryczki’ wykorzystały gorszą dyspozycję rywali, set zakończył się wysokim wynikiem 21-12. Drugi set zaczął się lepiej dla drużyny, która dopiero co cieszyła się z wygranej pierwszej partii. Po doskonałej kiwce Marcina Wiśniewskiego oraz bardzo dobrej zagrywce dobrze dysponowanego Daniela Gołuńskiego Amigos wyszli na prowadzenie, które utrzymywali do drugiej połowy tej partii. ‘Portowcy’ zdołali jednak wyrównać, a następnie wyjść na prowadzenie i wydawało się, że to oni przejmą inicjatywę. Przewaga była jednak krótkotrwała, gdyż ich przeciwnicy za chwilę wyszli na prowadzenie i wygrali seta do 19. Trzeci set to przewaga wypracowana przed drużynę z doków, która chciała wywalczyć choćby punkt. Przez długi fragment wydawało się, że sztuka ta się uda (9-5 dla PG), jednak z czasem ‘Papryczki’ znowu podkręciły tempo i wygrały bardzo ważne spotkanie 3-0.

Zapowiedź – MATCHDAY #16

Mimo, że rozpoczynamy właśnie szósty tydzień rozgrywek to w poniedziałkowy wieczór w drugiej lidze, zadebiutuje nowa drużyna – Volleyball Rebels. Ponadto, początek tygodnia to bardzo ciekawe spotkania w drugiej lidze w której dojdzie do trzech spotkań z górnej części tabeli. Zapraszamy na zapowiedź szesnastego dnia meczowego!

Letni Gdańsk – Dream Volley

Godz.: 19:35, boisko nr 3

Są takie spotkania, których nie trzeba specjalnie zapowiadać. Nie trzeba bić piany, szukać wspólnych mianowników, podkręcać atmosfery czy mobilizować którejś ze stron. Tak właśnie jest w przypadku spotkania Letniego Gdańska z Dream Volley. Jeśli ktoś, kto nie życia od kuchni obu drużyn i zastanawia się skąd ta ‘pompa’, spieszymy z wytłumaczeniem. Dream Volley jest drużyną, dla której sezon Jesień’20 jest pierwszym w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że w ich szeregach znajduje się dwóch graczy, którzy w poprzednim sezonie byli jednymi z najważniejszych ogniw w drużynie Letniego Gdańska i drużyna liczyła, że w obecnym sezonie wspomniana dwójka będzie kontynuowała przygodę, którą rozpoczęli wspólnie 28 maja 2020 r. W związku z tym uważamy, że zarówno dla Jacka Kalwasa oraz Jakuba Kołakowskiego jak i dla całej drużyny Letniego Gdańska, wygrana będzie kwestią honorową. Całej sytuacji pewnej pikanterii dodaje fakt, że będzie to mecz na szczycie. Na chwilę obecną Dream Volley znajduje się na drugim miejscu w ligowej tabeli z przewagą trzech oczek nad czwartym Letnim Gdańskiem. Ewentualna wygrana tych drugich w stosunku 3-0 sprawiłaby, że obie drużyny po siedmiu kolejkach zrównałyby się punktami. Wygrana Dream Volley z kolei sprawiłaby, że na półmetku rozgrywek gracze Mateusza Dobrzyńskiego osiągnęliby nad swoimi przeciwnikami tak dużą przewagę, której chyba nie dałoby się roztrwonić do końca sezonu.

Typ Redakcji: Dream Volley

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dream Volley

Wirtualna Polska – Niepokonani PKO Bank Polski

Godz.: 19:35, boisko nr 2

Poprzedni tydzień nie należał do najlepszych dla Wirtualnej Polski. Biało-czerwoni przegrali bardzo ważne w kontekście układu tabeli spotkanie z Craftveną w stosunku 3-0, przez co spadli w tabeli na siódmą lokatę i oddalili się tym samym od grupy mistrzowskiej. Sytuacji nie poprawia bez wątpienia fakt, że na sześć drużyn, które są przed ‘Wirtualnymi’ w tabeli, aż cztery mają o jedno spotkanie rozegrane mniej. Mimo to, potrafimy znaleźć również pewnego rodzaju pocieszenie. O ile sytuacja ‘z przodu’ wydaje się zagmatwana to drużyna Jędrzeja Matli nie musi się raczej obawiać o to, że któraś z drużyn będących za nimi w tabeli zdoła ich dogonić do końca sezonu zasadniczego. Do finiszu rundy zasadniczej ekipie WP zostały zaledwie dwa spotkania, w których rywalami będą Niepokonani PKO Bank Polski oraz Team Looz. Do pierwszego z tych pojedynków dojdzie już w poniedziałkowy wieczór, kiedy to ‘Wirtualni’ będą chcieli powalczyć o komplet punktów z drużyną Joanny Drewczyńskiej. Zadanie to, pomimo faktu, że drużyna przeciwna znajduje się na ostatnim miejscu w tabeli, nie będzie łatwe. Jak do tej pory rywale w biało-czarnych barwach zgromadzili na swoich kontach dwa oczka. Stało się to w meczach z Team Looz oraz z trzecioligową potęgą – drużyną MiszMasz. To właśnie punkt wywalczony z ekipą Andrzeja Tararuja był jedną z największych niespodzianek obecnych rozgrywek. Był to również sygnał, który dobitnie pokazuje, że ‘Bankowców’ nie można lekceważyć. Jak będzie w poniedziałkowy wieczór?

Typ Redakcji: Wirtualna Polska

Typ Eksperta (Maciej Kot): Niepokonani PKO Bank Polski

Zmieszani – Volleyball Rebels

Godz.: 19:35, boisko nr 1

Będzie to pierwsze spotkanie, jakie rozegrają Zmieszani tego wieczoru. W teorii mogłoby się wydawać, że trudniejsze starcie czeka ich o godzinie 20:35, kiedy to zmierzą się z drużyną Sprężystokopytni & Kitku. Jednak zawsze spotkanie z nieznanym niesie za sobą pewne ryzyko. Ekipa Volley Rebels jest właśnie takim nieznanym. Zespół wskoczył do ligi w miejsce drużyny SV INVICTA, która była zmuszona zrezygnować z udziału w rozgrywkach, o czym informowaliśmy już na naszym fanpage’u. Jest to pierwsza taka sytuacja w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Z jednej strony, debiut w trakcie trwania sezonu na pewno nie będzie zadaniem najłatwiejszym, ale z drugiej zawodnicy mają już spory materiał do analizy, dzięki temu, że ich rywale rozegrali już po 5-6 spotkań. Na pewno w najbliższym czasie ich terminarz będzie dość napięty, z uwagi na konieczność narobienia zaległych spotkań. Drużyna Volleyball Rebels zgłosiła na ten moment dziewięciu graczy. Dla pięciu z nich będzie to debiut w SL3, ale pozostałą czwórkę (Dawid Byczkowski, Maksymilian Słupek, Karol Jaworski i Szymon Burdynewicz) mogliśmy już oglądać w sezonie Jesień’19 w barwach Trójmiejskiej Strefy Szkód 2. Zastanawiamy się, jak zaprezentują się wspomniani zawodnicy i w jaki sposób uda im się wejść do ligi. Czy okażą się drużyną, która będzie w stanie namieszać w obecnym kształcie tabeli? Pierwsze odpowiedzi na nasze pytania otrzymamy już dziś wieczorem.

Typ Redakcji: Zmieszani

Typ Eksperta (Maciej Kot): Zmieszani

Zmieszani – Sprężystokopytni & Kitku

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Dla drużyny Zmieszanych mecz przeciwko Sprężystokopytnym będzie drugim pojedynkiem, do którego przystąpią gracze Edyty Woźny w poniedziałkowy wieczór. Mecz o 20:35 wydaje się być bardziej wymagającym spotkaniem. Drużyna Kacpra Goszczyńskiego na chwilę obecną znajduje się na wysokim – szóstym miejscu w ligowej tabeli i ewentualna wygrana za komplet punktów zapewne jeszcze poprawi ich sytuację. Wszystko za sprawą tego, że w czołówce dojdzie do dwóch bezpośrednich pojedynków, które sprawią, że drużyny pogubią punkty. Patrząc na terminarz, który pozostał do rozegrania Sprężystokopytnym, nie da się nie odnieść wrażenia, że spotkania z najmocniejszymi rywalami są już za nimi. Może się jednak okazać, że drużynę Zmieszanych powinniśmy zestawiać na równi właśnie z ligowym topem. Jeśli gracze Edyty Woźny wygrają spotkanie, które rozpocznie się o 19:35 za trzy punkty to przy równej liczbie meczów zrównają się z trzecią drużyną w tabeli i będą mieli o trzy oczka więcej od Sprężystokopytnych & Kitku. W kontekście drużyny Kacpra Goszczyńskiego zastanawia nas jeszcze jedna rzecz. Mianowicie, zastanawiamy się, czy drużyna S&K uzupełni jeszcze skład wzmocnieniami. Przypomnijmy, że w ostatnim czasie do drużyny dołączył gracz (Michał Ryński), którego zapewne chciałaby mieć w składzie każda z 34 drużyn występujących w lidze. Mecz ze Zmieszanymi będzie jedną z ostatnich szans na dopisanie zawodnika do składu. Przypomnijmy, że drużyny mogą zgłaszać nowych zawodników do dziewiątego meczu w lidze.

Typ Redakcji: Sprężystokopytni & Kitku

Typ Eksperta (Maciej Kot): Sprężystokopytni & Kitku

BES-BLUM Nieloty – DNV GL S*M*A*S*H

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Mecz pomiędzy trzecią a siódmą drużyną w drugiej lidze bez wątpienia będzie jednym z ciekawszych wydarzeń kolejnego tygodnia rozgrywek. Będzie to również spotkanie, po którym jedna z drużyn może wrócić na właściwe tory. Przypomnijmy, że BES-BLUM Nieloty przegrały dwa ostatnie spotkania z rzędu. Pierwsza porażka to mecz przeciwko ‘Letnikom’, druga to spotkanie z drużyną Sprężystokopytni & Kitku. Jeśli chodzi o ekipę DNV GL S*M*A*S*H to przystąpi ona do spotkania po dwóch porażkach w trzech ostatnich spotkaniach. Najpierw sposób na pokonanie DNV znalazła drużyna Pięknych i Młodych. W kolejnym spotkaniu przegrali z wspomnianą wcześniej drużyną Letniego Gdańska, która zdaje się w ostatnim czasie mieć pewien patent na drużyny z czołówki. Patrząc jednak na zestawienie ze sobą drużyny BES-BLUM oraz DNV wydaje się, że delikatnym faworytem są ci pierwsi. Wydaje nam się, że zespół ma najzwyczajniej w świecie za dużo jakości, aby przegrać w drugiej lidze trzy spotkania z rzędu. Ewentualna kolejna porażka sprawi, że być może marzenia o awansie się oddalą. Przypomnijmy, że przed Nielotami jeszcze bardzo trudne spotkania czy to z Pięknymi i Młodymi czy to z Dream Volley. Z drugiej strony, scenariusz, w którym to DNV wygra spotkanie nie jest abstrakcją. Drużyna Stanisława Paszkowskiego udowodniła, że potrafi ograć faworyzowane drużyny.

Typ Redakcji: BES-BLUM Nieloty

Typ Eksperta (Maciej Kot): DNV GL S*M*A*S*H

Port Gdańsk – Chilli Amigos

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Mecz pomiędzy Chilli Amigos a Portem Gdańsk zapowiada się jako jedno z najciekawszych spotkań, do jakich dojdzie w trzeciej lidze. Zespoły zajmują kolejno drugie oraz trzecie miejsce w ligowej tabeli, a dzielą je w niej zaledwie dwa oczka. Obie drużyny wygrały do tej pory pięć z sześciu rozegranych spotkań, ulegając tylko niekwestionowanemu liderowi trzeciej ligi – drużynie Miszmasz. Nie tylko dlatego samo spotkanie zapowiada się na bardzo wyrównane. Jeśli weźmiemy pod lupę dotychczasowe starcia obu ekip to nie dość, że stan rywalizacji wynosi na dzień dzisiejszy 1-1 to jeszcze za każdym razem dochodziło w nich do podziału punktów. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują więc na to, że będzie to bardzo ważny, jeśli nie kluczowy mecz w kontekście układu sił w trzecioligowej tabeli w rundzie zasadniczej. W obecnym sezonie Chilli Amigos zaprezentowali się do tej pory nieco lepiej, rzadziej dzieląc się punktami z rywalami, dlatego też Redakcja wskazuje ich jako delikatnego faworyta tego meczu. Jeśli jednak stanie się inaczej, nikt nie będzie zaskoczony. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w tym spotkaniu będzie podział punktów, a już na pewno spodziewamy się równego, zaciętego spotkania.

Typ Redakcji: Chilli Amigos

Typ Eksperta (Maciej Kot): Chilli Amigos

Komunikat organizacyjny – druga liga:

Drużyna SV INVICTA podjęła decyzję o wycofaniu się z dalszego udziału w sezonie Jesień’20. Drużyna zostanie usunięta z tabeli, a jej dotychczasowe wyniki będą anulowane.

W związku z tym, do rozgrywek w sezonie Jesień’20, do drugiej ligi, dołącza ekipa Volleyball Rebels, która zadebiutuje w najbliższy poniedziałek.

Matchday #15

W środowy wieczór dla odmiany – zabrakło sensacyjnych rozstrzygnięć. Ponownie swoje spotkania wygrały drużyny Volley Gdańsk oraz MiszMasz. Do przetasowania doszło w dolnych partiach drugiej ligi. Mental Block po zwycięstwie nad AXIS uciekł ze strefy spadkowej. Zapraszamy na podsumowanie środowej serii gier!

Volley Gdańsk – BES-BLUM Kraken Team 2-1 (20-22; 21-11; 21-13)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy, że drużyna BES-BLUM Kraken Team jest ekipą, która może napsuć sporo krwi obrońcom tytułu – Volley Gdańsk. Pamiętaliśmy bowiem dwa ostatnie pojedynki obu drużyn, które kończyły się podziałem punktów. Ba, przed spotkaniem prędzej postawilibyśmy kasę na to, że w spotkaniu dojdzie do podziału punktów niż na to, że Volley wygra spotkanie w stosunku 3-0. O tym, jak bardzo poważnie podeszli do meczu gracze Kraken niech poświadczy fakt, że kapitan drużyny – Ryszard Nowak odmówił przed meczem Redakcji wywiadu, chcąc poświęcić więcej czasu na zbudowanie odpowiedniego poziomu koncentracji oraz na rozgrzewkę. Cóż, taktyka obrana przez drużynę wydawała się bardzo sensowna, bowiem od samego początku BES-BLUM prezentował świetną formę, która na początku meczu zaskoczyła graczy Volley Gdańsk. W drugiej połowie seta, kiedy BES-BLUM prowadził kilkoma punktami, drużyna VG dokonała kilku zmian, dzięki czemu lider tabeli zdołał doprowadzić do wyrównania (20-20). Ostatecznie końcówka należała już do graczy w szarych trykotach i Kraken mógł cieszyć się z wygranej w pierwszej partii. Drugi i trzeci set to dominacja podrażnionej drużyny Volley Gdańsk. Drużyna Ryszarda Nowaka nie była w stanie nawiązać walki ze swoim rywalem, w efekcie czego przegrała drugiego seta do 11, a trzeciego do 13, po czym 47 wygrana Volleya w lidze z rzędu stała się faktem.

Mental Block – AXIS 2-1 (21-19; 21-11; 21-23)

W porównaniu do ostatniego meczu obu drużyn, który odbył się na początku lipca bieżącego roku, skład ‘Mentalistów’ uległ sporej zmianie. Przegrane spotkanie z początku wakacji pamiętało zaledwie czterech graczy. W szeregach Mentala zabrakło etatowych graczy, takich jak: Marcin Jacyno czy Jakub Ciesielski. W związku z absencjami w ekipie, okazję do zademonstrowania swoich umiejętności mieli za to Dawid Kołodziej czy Przemek Lewandowski. Początek meczu obie drużyny zaczęły nieco ospale. Po niebieskiej stronie siatki bardzo dobrze prezentowało się dwóch wspomnianych wcześniej graczy oraz Dawid Białek, który dołączył do ekipy w poprzednim spotkaniu. W pierwszej partii kluczem do wygranej przez Mentalistów był fakt, że drużyna bardzo dobrze trzymała przyjęcie i świetnie radziła sobie na siatce. W końcówce ‘Niebiescy’ zdołali odjechać swoim rywalom na trzy punkty i wygrali partię do 19. Jeśli ktoś był zaskoczony takim obrotem sprawy to w trakcie drugiego seta mógł przecierać oczy ze zdumienia. W tej partii Mentaliści grali dojrzałą siatkówkę, którą zademonstrowali już w pierwszym secie. Ich rywal – drużyna AXIS zaprezentowała się z kolei z kiepskiej strony, popełniając masę błędów własnych, które skutkowały wygraną rywali do 11, dzięki czemu druga wygrana w sezonie stała się faktem. Przed trzecim setem mieliśmy przeczucie, że AXIS się ‘ogarnie’. O tym, że tak się stanie wiedzieliśmy już po kilku pierwszych piłkach, kiedy widać było, że ‘Czerwoni’ wyszli zmotywowani i skoncentrowani. W drugiej części trzeciego seta, kontuzji doznał dobrze dysponowany Dawid Białek. Ostatecznie, seta po walce na przewagi wygrała drużyna Fabiana Polita, która tym samym uratowała honor drużyny. Mental Block po zwycięstwie wskakuje na dwunaste miejsce w ligowej tabeli i ma w końcu powody do świętowania.

Tufi Team – Speednet 3-0 (21-17; 21-17; 21-16)

W spotkaniu pomiędzy Tufi Team a Speednetem doszło do sytuacji, o której pisaliśmy w zapowiedzi. W związku z faktem, że drużyna w środowy wieczór nie mogła skorzystać ze swoich etatowych graczy: Marek Ogonowski, Piotr Przywieczerski czy Adrian Płotka, istniało naprawdę duże ryzyko, że drużyna może nie skompletować w środowy wieczór składu. Na szczęście zespół nie wykorzystał limitu graczy, których można dopisać do składu i kilka godzin przed meczem trener drużyny – Mateusz Urbanowicz zgłosił kilku nowych zawodników, którzy nie mieli jeszcze okazji zaprezentować swoich umiejętności w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Cóż, nikt nie kwestionuje umiejętności nowych graczy, bo te stały na naprawdę wysokim poziomie, ale dość trudno stworzyć drużynę z graczy, których wcześniej nie widziało się w zasadzie na oczy. Tufi Team jest zbyt doświadczoną ekipą, aby nie wykorzystać takich okoliczności, z czego gracze Mateusza Woźniaka bezwzględnie skorzystali. Było słówko o personaliach w Speednecie, więc czas na Tufi Team. Tym razem drużyna zagrała już w siedmiu graczy i w porównaniu do poprzednich spotkań zmienił się rozgrywający. Zamiast Kamila Romańskiego zobaczyliśmy Sławka Kudybę. Nie zmieniło się jednak to, w jakich kierunkach najczęściej były posyłane piłki. W meczu Piotr Adamczyk zdobył 15 punktów, a Piotr Watus 13, co walnie przyczyniło się do wygrania spotkania w stosunku 3-0. Taki wynik sprawia, że Tuffiki mają zaledwie jeden punkt straty do wicelidera. Za tydzień mogą mieć punkt straty do lidera – Volley Gdańsk. To właśnie ‘Żółto-czarni’ będą ich najbliższym rywalem.

Team Looz – MiszMasz 0-3 (13-21; 14-21; 16-21)

Przyznamy Wam się do pewnej wstydliwej rzeczy. Przed spotkaniem martwiliśmy się o to, czy emocje w trzeciej lidze nie zostaną w środowy wieczór w pewien sposób zabite. Wszystko za sprawą tego, że ewentualna wygrana MiszMaszu w stosunku 3-0 sprawiłaby, że ekipa Andrzeja Tararuja odjechałaby swoim rywalom w ligowej tabeli. Nie zrozumcie nas źle. Absolutnie nie życzyliśmy drużynie M&M przegranej, ale chyba nie ma w rozgrywkach osoby, która nie potwierdziłaby tego, że emocje fajne są wtedy, kiedy są do końca. Nie przedłużając i mówiąc wprost – MiszMasz miał w środowy wieczór gdzieś to, czego oczekują inni i zrobił to, co do nich należy – wygrał za trzy punkty. To, co zrobiła drużyna w dotychczasowych siedmiu spotkaniach w grupie zasadniczej to jakiś kosmos. Poziom nieosiągalny dla innych drużyn. Można powiedzieć, że podczas gdy MiszMasz siedzi przy stole, który ugina się od potraw i najróżniejszych trunków, reszta ligowej stawki czeka w kącie, aż będzie mogła zgarnąć ze stołu okruszki. Ok, może nie było to najlepsze porównanie, ale jak inaczej wytłumaczyć to, że ekipa ogoliła do tej pory drugą, trzecią, czwartą, piątą, szóstą, siódmą oraz dziesiątą siłę sezonu Jesień’20? Zastanawiamy się, co jeszcze drużyna musiałaby zrobić, aby ludzie uwierzyli w siłę MiszMaszu. Ich rywale nie zagrali w środowy wieczór złego spotkania – zagrali całkiem nieźle. Jednak aby wygrać z ekipą Andrzeja Tararuja zamiast ‘nieźle’ musi być perfekcyjnie, a tego Team Looz nie udało się w środę osiągnąć.

Oliwa Team – Epo-Project 1-2 (17-21; 21-16; 13-21)

Pojedynek pomiędzy Oliwą a Epo-Project był rywalizacją dwóch drużyn, które nie mogą zaliczyć początku sezonu do udanych. W gorszej sytuacji była oczywiście drużyna Oliwy, która przystępowała do spotkania po serii pięciu porażek z rzędu. Ich rywal – Epo-Project wydawał się ekipą, która zażegnała już kryzys. Stało się to po wygranej z Trójmiejską Strefą Szkód (3-0). Aby potwierdzić tendencję zwyżkową, gracze z Żukowa chcieli zrobić wszystko, aby wygrać spotkanie przeciwko ‘czerwonej latarni’ ligi i dodatkowo zdobyć przy tym komplet punktów. Cóż, sztuka ta udała się jedynie połowicznie. Epo-Project faktycznie wygrało spotkanie, ale doszło w nim do podziału punktów. Po pierwszym secie, który wygrała drużyna Przemysława Walczaka, Oliwa Team zdołała wyrównać stan rywalizacji pomimo, że to Epo zaczęło lepiej tę odsłonę. W przekroju całego spotkania u Oliwiaków bardzo dobrze sprawował się Maciej Pochyluk, z którego zatrzymaniem gracze z Żukowa mieli spore problemy. Po drugiej stronie siatki brylował gracz, który niebawem odciśnie swoją dłoń w galerii sław Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Damian Kolka. Wracając do meczu – po remisie, który widniał na tablicy wyników w setach, o wygranej zadecydowała trzecia partia. W niej gracze z Żukowa byli stroną zdecydowanie lepszą. Stroną, która nie dała sobie zrobić krzywdy. Wynik 21-13 nie do końca oddaje to, co działo się w końcówce seta, kiedy to Oliwa zdołała nadgonić kilka punktów z rzędu, które zmieniły optykę na tę partię. Mimo to uważamy, że było to pocieszenie równie dobre jak to, kiedy egzekucja więźnia ma się opóźnić o 4 minuty, z uwagi na chwilową awarię prądu. Koniec i tak był znany.

Zmieszani – BL Volley 3-0 (21-7; 21-17; 21-16)

Ten mecz dla drużyny BL Volley miał potoczyć się całkowicie inaczej. Po wtorkowym spotkaniu z Team Spontan, kiedy drużynie zabrakło naprawdę niewiele do tego, aby odnieść premierowe zwycięstwo, ekipa Wojciecha Strychalskiego stanęła do walki z szóstą siłą poprzedniego sezonu. Owszem, to ich rywale byli faworytem, ale to, co wydarzyło się w pierwszym secie wymknęło się z ram wyobrażeń Redakcji o przebiegu tego spotkania. Co tu dużo mówić – obie drużyny zaprezentowały w tym secie inny sport. W przypadku Zmieszanych był to krwawy sport, w którym w rolę bitego wcielili się gracze w niebiesko-czerwonych koszulkach. Deklasacja, zakończona kiwką Edyty Woźny, po której myśleliśmy, że rywale się już nie podniosą. Początek drugiego seta to bardzo mocny początek drużyny BL (5-1 a następnie 8-3). Coś, co funkcjonowało na początku tej partii, po chwili się zepsuło (9-9). Kilka wymian wcześniej do BL Volley wróciły demony z pierwszego seta, kiedy drużyna miała potężne problemy z przyjęciem, przez co rozgrywający przebiegł w ten wieczór dystans podobny do tego, który dzieli Ergo Arenę z Otwockiem. To oczywiście przekuło się na naprawdę spory problem z wykończeniem akcji, przez co Zmieszani wygrali tę partię do 17. Trzeci set niestety nie był już tak emocjonujący jak drugi. Zmieszani wypracowali sobie kilkupunktową przewagę, która co prawda od czasu do czasu się niwelowała, ale nie zmieniło to w żaden sposób tego, kto kontrolował ten pojedynek. Wygrana za 3-0 sprawia, że Zmieszani łapią kontakt z czołówką ligi. Na chwilę obecną drużyna ma jeden zaległy mecz. Jeśli gracze Edyty Woźny zdołaliby go wygrać w stosunku 3-0 to zrównaliby się punktami z drużyną, która zajmuje obecnie trzecie miejsce. 

Matchday #14

W hicie wtorkowej serii gier Sprężystokopytni & Kitku zdołali znaleźć sposób na pokonanie drużyny BES-BLUM Nieloty. Po wtorkowych spotkaniach liczba drużyn, które miały na swoim koncie zero wygranych zmniejszyła się o jedną. Wszystko za sprawą wygranej ACTIVNYCH w meczu z Range Soft. Zapraszamy na podsumowanie tego, co wydarzyło się we wtorkowy wieczór!

Team Spontan – BL Volley 2-1 (21-16; 16-21; 21-19)

Pierwszym rywalem powracających po dwutygodniowej absencji graczy Team Spontan była drużyna Wojciecha Strychalskiego – BL Volley. Jak do tej pory, ‘Niebiesko-czerwoni’ mogą mówić o sporym rozczarowaniu. W dotychczas rozegranych czterech spotkaniach drużyna ani razu nie zdołała wygrać. Najbliżej do osiągnięcia celu było w trakcie debiutu i meczu z AXIS. Wtorkowe spotkanie przeciwko ‘Oranje’ miało zmienić ten niekorzystny trend. Wielokrotnie w zapowiedziach czy podsumowaniach pisaliśmy, że gra drużyny wygląda coraz lepiej i prędzej czy później do tego dojdzie. Tyle tytułem wstępu. Pierwszy set okazał się zweryfikować nasze słowa. Team Spontan zaczął spotkanie tak jak na faworyta przystało – od prowadzenia 5-0. Po tym kuble zimnej wody wylanej prosto na karczycho, kapitan drużyny BL Volley miał jedno wyjście – wziąć czas. Niestety dla nich, ten na niewiele się zdał. Drużyna nadal miała spore problemy z przyjęciem zagrywki rywali. Po jednej z zagrywek Izabeli Narwojsz na tablicy wyników pojawiło się 14-4 dla Spontanicznych. Mimo późniejszej gonitwy BL Volley nie był w stanie odrobić tak ogromnej straty i pierwszy set zakończył się wynikiem 21-16. Tendencja od końcówki pierwszego seta była jednak taka, że to właśnie podopieczni Wojciecha Strychalskiego przejęli inicjatywę, którą kontynuowali także na początku drugiej partii. Tym razem to BL zdołał wyjść na kilkupunktowe prowadzenie, którego nie wypuścił już do końca tej partii i wygrał do 16. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set, który był najbardziej wyrównany, a jego losy rozstrzygnęły się w końcówce, w której więcej zimnej krwi zachowali ‘Spontaniczni’, którzy powrócili do swoich korzeni i ponownie dzielą się punktami z rywalami.

Sprężystokopytni & Kitku – BES-BLUM Nieloty 2-1 (21-19; 9-21; 21-18)

Przyznamy Wam szczerze, że mieliśmy inny plan na to spotkanie. Redakcja uważała bowiem, że zestawienie ze sobą tych dwóch drużyn byłoby ciekawsze w późniejszym etapie sezonu. Niestety, jak to w życiu bywa, czasami zdarzają się sytuacje, które sprawiają, że plany muszą ulec modyfikacji. Tak stało się w przypadku meczu Sprężystokopytnych z Bes-Blum Nieloty. Ci pierwsi wskoczyli na miejsce SV INVICTY na kilka godzin przed meczem. Nie przeszkodziło to drużynie w ściągnięciu jednego z najlepszych atakujących wśród amatorów na Pomorzu. Pisząc te słowa mamy na myśli Michała Ryńskiego, który z marszu stał się najlepszym zawodnikiem zawodów, zdobywając 12 punktów. Mecz zaczął się w taki sposób, że gołym okiem było widać, że jest to spotkanie drużyn aspirujących w awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Po wyrównanym początku Sprężystokopytni wykorzystali błędy w komunikacji i odjechali swoim rywalom na cztery punkty (13-9). Z czasem Nieloty zdołały doprowadzić do wyrównania, ale końcówka ponownie należała do Sprężystokopytnych & Kitku (21-19). To, która drużyna wygra drugą partię było wiadomo dosłownie chwilę po zmianie stron. Po trzech punktach z rzędu Krzysztofa Podlaskiego BES-BLUM wyszedł na prowadzenie 9-3. Ostatecznie wygrali oni seta do 9 i trzeba przyznać, że ich rywale prezentowali się w tym secie tak jak Dominick Reyes po ciosie na szczękę od Jana Błachowicza – dość niewyraźnie. Mimo to, w trzecim secie po takim gongu potrafili się podnieść i zabawa rozpoczęła się na nowo.  Początek partii należał do drużyny Mateusza Bone, która wyszła na prowadzenie 6-3, po którym #teamnajdłuższanazwawcałejlidzeiokolicach musiał poprosić o czas. Mimo dość głośnej wymiany zdań w ekipie Sprężystokopytnych, czas ten przyniósł oczekiwany skutek. Drużyna najpierw doprowadziła do wyrównania 6-6, a finalnie wygrała seta do 18 i cały mecz 2-1. BES-BLUM Nieloty z kolei przegrywają drugie spotkanie z rzędu.

Craftvena – Wirtualna Polska 3-0 (21-17; 21-19; 21-16)

Zgodnie z tym co pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej – spotkanie Craftveny z Wirtualną Polską miało niebagatelne znaczenie dla przyszłego podziału ligi na grupy. Do momentu rozpoczęcia meczu ‘Rzemieślnicy’ mieli na swoim koncie zaledwie sześć oczek po pięciu meczach, za co należała im się krytyka. Jak inaczej bowiem nazwać to, że drużyna miała walczyć w obecnym sezonie o podium, a do momentu rozpoczęcia meczu nie łapała się nawet do grupy mistrzowskiej? Z tego faktu zdawali sobie również sprawę sami zawodnicy Craftveny, toteż o mobilizację z ich strony byliśmy spokojni. Gracze Bartka Zakrzewskiego zdawali sobie sprawę z tego, że wygrana 3-0 sprawi, że przeskoczą w tabeli swojego najbliższego rywala. Od początku meczu ‘Czarni’ prezentowali się dobrze. Po raz kolejny liderem drużyny był Daniel Kaniecki, jednak to, co było siłą drużyny we wtorkowy wieczór to właśnie fakt, że nie był to zlepek indywidualności tylko paczka gości, którzy są drużyną nie tylko na parkiecie, ale również poza nim. Mecz zakończył się wygraną Craftveny w stosunku 3-0. Uważamy, że sprawiedliwszy byłby podział punktów, gdyż Wirtualna Polska nie zagrała złego spotkania. W przypadku ‘Biało-czerwonych’ brak choćby punktu może okazać się bardzo bolesny. Pomimo faktu, że ‘Wirtualni’ mają na swoim koncie najwięcej spotkań w trzeciej lidze, plasują się na siódmej pozycji. Przed nimi dwa spotkania o być albo nie być. 

ACTIVNI Gdańsk – Range Soft VT 2-1 (14-21; 21-19; 21-15)

Jakież było zdziwienie graczy obu drużyn, gdy tuż przed meczem okazało się, że na protokole spotkali we wtorkowy wieczór Redakcję. Wiecie jak jest, w rodzinie SL3 podobnie jak i w życiu drużyn – bywają problemy kadrowe. Będąc przy problemach kadrowych i robiąc podłoże pod opis wtorkowego pojedynku trzeba zaznaczyć, że w drużynie ACTIVNYCH po raz pierwszy w obecnym sezonie w protokole meczowym zabrakło kapitana – Artura Kurkowskiego, który dopingował kolegów zza linii ograniczającej pole gry. Sam mecz rozpoczął się dość ospale z obu stron. W pierwszym secie w poczynaniach obu drużyn widać było sporo niedokładności, która bardzo często przekładała się na to, że gracze jednej i drugiej drużyny posyłali piłki w out lub siatkę. Można powiedzieć, że pierwszy set wygrała drużyna, która popełniła tych błędów mniej. Znamienny jest tu fakt, że obie ekipy przez całego pierwszego seta zdobyły zaledwie… 13 punktów po własnych akcjach. Z czasem gra Range Soft zaczęła wyglądać lepiej i w młodzieżowym żargonie można by powiedzieć, że ekipa Mykoli Kisa od połowy seta się ‘ogarnęła’, co skutkowało tym, że wygrali oni tę partię do 14. W przerwie pomiędzy setami widmo szóstej porażki z rzędu zajrzało w oczy graczom ACTIVNYCH. Po dość wyrównanym początku ACTIVNI zdołali odjechać na kilka punktów swoim rywalom dzięki kąśliwej zagrywce Nazara Krustkevycha. Wypracowana przewaga była konsekwentnie utrzymywana do końcówki seta, w której Range Soft zdołał wyjść na prowadzenie 19-18. Gdy wydawało się, że drużyna Mykoli Kisa sięgnie po kolejne zwycięstwo, szalenie istotny punkt zdobył najlepszy na placu – Jarosław Szmigielski. Ostatecznie, partia ta zakończyła się wygraną ACTIVNYCH do 19. Decydujący set zaczął się lepiej dla Range Soft. ACTIVNI mieli gigantyczne problemy z przyjęciem zagrywki rewelacyjnie dysponowanego tego dnia rozgrywającego „Żółto-czarnych” – Antona Hukasova. Wreszcie, po kilku asach udało się zrobić przejście. Z biegiem trwania tej partii ACTIVNI zaczęli grać swoją siatkówkę. Kulminacyjnym punktem seta był kierunkowy atak palcami wspominanego wcześniej MVP spotkania, który sprawił, że drużyna Artura Kurkowskiego wyszła na prowadzenie 12-7. Tego nie dało się już zepsuć. Po burzy zawsze przychodzi słońce. ACTIVNI Gdańsk czekali na nie długi miesiąc.

Omida Team – PROtotype Volleyball 2-1 (21-13; 21-10; 16-21)

Omida Team liczyła w środowy wieczór na komplet punktów. Do momentu rozpoczęcia spotkania drużynie Konrada Gawrewicza sztuka ta w obecnym sezonie udała się zaledwie raz. Stało się to w meczu przeciwko drużynie Speednetu, do którego doszło 21 września. Wygrana za 3-0 w meczu z PROtotype sprawiłaby, że drużyna ‘Logistyków’ zrównałaby się liczbą punktów z liderem – Volley Gdańsk. Zacznijmy opis meczu nietypowo i zdradźmy od razu wynik. Omida Team wygrała spotkanie w stosunku 2-1 i z pewnością może czuć ogromny zawód. Ten jest tym większy, że po dwóch pierwszych setach nic nie wskazywało na to, że PROtotype Volleyball mógłby wyrządzić ‘Logistykom’ jakąkolwiek krzywdę. Początek meczu nie zwiastował, że w dwóch pierwszych partiach Omidzie pójdzie tak łatwo. Od początku obie drużyny trzymały przyjęcie, co skutkowało dobrą grą na siatce. Im bliżej końca seta, tym bardziej Omida nabierała wiatru w żagle i ich rywale zwyczajnie nie wytrzymali tempa rozgrywki. Przebieg drugiego seta był analogiczny jak tego pierwszego z tą tylko różnicą, że w drużynie Omidy zobaczyliśmy inną parę przyjmujących. Cała czwórka zaprezentowała się na przestrzeni dwóch setów naprawdę bardzo dobrze. Przed trzecim setem wydawało się, że wygrana Omidy za komplet punktów jest kwestią czasu. Przyjęcie, które w dwóch pierwszych setach było bronią Omidy, tym razem było ich największym problemem. Wypracowana na początku przewaga PROtotype stała się niemożliwa do nadgonienia i w meczu doszło do podziału punktów. Z takiego obrotu sprawy, mimo przegranej bardziej zadowoleni mogą być gracze Tomasza Nurzyńskiego

Trójmiejska Strefa Szkód – AVOCADO friends 3-0 (21-19; 21-17; 21-14)

Po wtorkowej zapowiedzi tego spotkania spotkaliśmy się z głosami, że pomyliliśmy się z wyborem faworyta. Jako typ Redakcji wskazaliśmy bowiem Trójmiejską Strefę Szkód i nie przeszkadzało nam bynajmniej to, że drużyna zanotowała serię czterech porażek z rzędu. Nasze przekonanie wynikało z faktu, że wiedzieliśmy, że w drużynie są ogromne pokłady jakości i kwestią czasu było, kiedy to odpali. Cóż, po wtorkowym spotkaniu wiemy już, że odpaliło właśnie w meczu z AVOCADO friends. Wygrana meczu w stosunku 3-0 wyraźnie pokazuje, która z drużyn była we wtorkowy wieczór lepsza. Sam mecz przypominał nam nieco kreskówkę sprzed lat, kiedy to Tsubasa Ozora rywalizował z Kojiro Hyuga. W przypadku Trójmiejskiej Strefy Szkód o miano tego najlepszego rywalizowali we wtorkowy wieczór Dominik Błoński i Piotr Czajkowski. Zarówno jeden jak i drugi gracz mieli swoje potężne argumenty do tego, aby zostać wybranym graczem spotkania. Kiedy jeden z nich był genialny, drugi był doskonały. Kiedy jeden z nich był wybitny, drugi był… ok, wiecie o co chodzi. Koncert w wykonaniu tego duetu mógł sprawić, że Trójmiejska Strefa Szkód nie miałaby powodów do zmartwień. Niestety, w trzecim secie nieprzyjemnej kontuzji stawu skokowego nabawił się Patryk Pleszkun i sytuacja ta dość wyraźnie odbiła się na humorach graczy, którzy po zakończonym spotkaniu podeszli wesprzeć swojego kontuzjowanego kolegę. Na koniec słówko o AVOCADO. Drużyna ‘Wegan’ przegrywa drugie spotkanie w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Przełknięcie tej pigułki goryczy nie przyszło im łatwo. Po zakończonym spotkaniu przez kilkadziesiąt minut drużyna rozmawiała jeszcze na parkiecie o przyczynach porażki.