W środowy wieczór bardzo duży krok w kierunku obrony mistrzostwa wykonała drużyna CTO Volley, pokonując ekipę AiP 2-1. Kapitalną pracę wykonali także zawodnicy Fuxa Pępowo, którzy rozgromili Energe Trefla Gdańsk i są już o włos od historycznego awansu do elity. Choć Hydra również odniosła zwycięstwo, zespół Sławomira Kudyby przypieczętuje tytuł mistrzowski najprawdopodobniej dopiero dziś. Zapraszamy na podsumowanie!
DSGSA – VB Inter-Grahen Sulmin 3-0 (21-16; 21-18; 21-18)
Co za wieczór, co za noc! DSGSA odnosi kolejne zwycięstwo za komplet punktów, wykorzystuje potknięcie Speedway AWKS i awansuje na drugie miejsce w ligowej tabeli. Z drugiej strony… nie zmienia to zbyt wiele, bo w 99% o bezpośrednim awansie do trzeciej ligi zdecyduje spotkanie, które odbędzie się w przyszłym tygodniu. Nudy więc nie ma. Tak czy inaczej, triumf za pełną pulę z VB Inter-Grahen Sulmin z pewnością dodał ‘Bordowym’ jeszcze więcej pewności siebie przed najważniejszym meczem sezonu. W środę nie brakowało trudnych chwil, ale ostatecznie wszystko zakończyło się happy-endem dla zespołu Michała Farona. Pierwszy set był zarazem najłatwiejszy – zawodnicy w bordowych strojach szybko objęli prowadzenie 11-6 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w spotkaniu. Na początku drugiej partii faworyzowana drużyna została nieco zaskoczona, bo gracze z Sulmina rozpoczęli od wyniku 7-4. Jak się jednak okazało, był to tylko chwilowy zryw – po paru minutach ekipa DSGSA wróciła do gry (8-8). Dalsza część seta toczyła się punkt za punkt, aż do stanu 18-18. W końcówce znakomicie zaprezentował się Piotr Pawlewicz, którego ataki dały ‘Bordowym’ drugi punkt w meczu (21-18). Ostatni set był bardziej wyrównany, lecz mimo prób zespołu z Sulmina, rywale nie zdołali przechylić szali na swoją stronę. Przewaga 1–3 punktów wystarczyła ‘Bordowym’, by przypieczętować zwycięstwo i sięgnąć po komplet oczek – brawo (21-18).
Only Spikes – TKKF Orlen 3-0 (21-16; 21-12; 21-12)
TKKF Orlen jako pierwsza drużyna spośród wszystkich 52 ekip biorących udział w rozgrywkach zakończyła wczoraj zmagania w sezonie Jesień’25. Niestety dla nich, nie było to pożegnanie, którego by oczekiwali i w ostatecznym rozrachunku ‘Nafciarze’ kończą ligę z dwoma oczkami na koncie. Przed drużyną kilka miesięcy przerwy, w których stoczą najważniejszy mecz – mecz o przetrwanie i, prawdę mówiąc, sami jesteśmy ciekawi, czy team TKKF Orlen wystąpi w nowej edycji, a jeśli tak, to w jakiej konfiguracji. O ile o przyszłość TKKF nie jesteśmy pewni, tak przyszłość ich wczorajszych rywali – Only Spikes – jest pewna niemal na 100%. W ostatnich miesiącach od drużyny Patryka Łabędzia czuć tę pozytywną aurę, która sprawi, że będą tylko progresować. Choć przed nimi jeszcze jeden mecz, to już wczoraj pobili swój najlepszy historycznie wynik – brawo. A sam mecz? W miarę trudne warunki swoim rywalom gracze TKKF Orlen postawili wyłącznie w pierwszym secie rywalizacji. Z drugiej strony gracze Only Spikes mogli, a wręcz powinni, zakończyć tego seta wcześniej (16-8). W końcówce popełnili jednak kilka błędów i w konsekwencji ‘Nafciarze’ odrobili część strat (21-16). Środkowa odsłona była w miarę ciekawa, ale tylko do połowy seta, gdy TKKF Orlen zdołał jeszcze ‘trzymać fason’ (12-10). W drugiej części partii ‘Nafciarze’ nie byli już w stanie postawić się swoim rywalom i przegrali do 12. W trzecim secie, po jednej z wykorzystanych ‘przechodzących’ przez Piotra Rafińskiego, Only Spikes wysunęli się na prowadzenie 9-3, co w oczywisty sposób ustawiło dalszy przebieg partii, którą ‘Kanarki’ wygrali do 12.
Remedios Sopot Ortopedia – Speedway AWKS 1-2 (21-14; 16-21; 18-21)
Na wstępie uspokajamy graczy Speedway AWKS – strata seta z Remedios Sopot Ortopedia nic tu nie zmienia. Nawet gdyby ‘żółto-czarni’ mieli po wczorajszym meczu o jeden punkt więcej w ligowej tabeli, to i tak musieliby wygrać z DSGSA. Co innego, gdyby Speedway przegrał również trzeciego seta – a było do tego całkiem blisko. Wówczas z bezpośrednim awansem byłyby już ciężary. Początek spotkania ułożył się idealnie dla Remediosu, który – podobnie jak w konfrontacji z DSGSA – zaprezentował się bez jakichkolwiek kompleksów (12-5). Oszołomieni gracze Mateusza Bojke nie byli w stanie nic zrobić i w pełni zasłużenie ‘Ortopedzi’ wygrali premierową partię do 16. Środkowa odsłona przyniosła zwrot akcji. Choć lepiej rozpoczęli zawodnicy Macieja Kota (6-4), to po kilku mocnych atakach świetnie dysponowanego Macieja Budzińskiego, AWKS wysunął się na prowadzenie 8-6. Z czasem Remedios próbował jeszcze odwrócić losy rywalizacji (16-15), ale po bardzo dobrej końcówce Speedway AWKS faworyt zwyciężył do 16. To oznaczało, że o triumfie w meczu musi zadecydować trzeci set. Do połowy finałowej partii gracze Speedway AWKS zdawali się być pod ścianą – po kilku skutecznych akcjach Michała Ryńskiego, Remedios objął prowadzenie 10-6. Chwilę później jednak fantastyczny come-back, kto wie czy nie na wagę awansu do trzeciej ligi, wykonali zawodnicy w żółto-czarnych barwach, którzy po serii punktów wyszli na prowadzenie 17-15, a następnie cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Teraz czas na krótką regenerację, po której rozpocznie się kryptonim DSGSA. Wszystkie ręce na pokład.
Bayer Gdańsk – VB Sulmin 2-1 (21-14; 21-14; 17-21)
Gdyby środowy wieczór potoczył się dla ‘Aptekarzy’ nieco inaczej, wciąż mieliby oni szansę na podium rozgrywek. Aby tak się jednak stało, musieli zgarnąć komplet punktów z VB Sulmin i jednocześnie liczyć na to, że w meczu z Energą Trefl Gdańsk punkty pogubią gracze Fuxa Pępowo. Precyzując – było to jednak mało prawdopodobne. Co ciekawe, w taki scenariusz nie wierzyli również typerzy w aplikacji SL3, bo choć głosy rozkładały się w miarę równo, to nieco więcej osób stawiało na ekipę VB Sulmin. Początek spotkania należał jednak do ‘Aptekarzy’, którzy po świetnej grze w obronie i kontrze wysunęli się na prowadzenie 7-3. Z czasem Bayer nie zwalniał tempa i gdy tablica wyników pokazała 15-8, stało się jasne, która z drużyn sięgnie po pierwszy punkt w meczu (21-14). Środkowa odsłona rozpoczęła się identycznie (7-3) i warto zwrócić uwagę na dość bierną, pozbawioną energii postawę zespołu VB Sulmin, który miał ogromne problemy z jakimkolwiek elementem gry. Mniej więcej w połowie seta stało się oczywiste, że drużyna Daniela Bąby nie zdoła powalczyć o zwycięstwo w tej partii, a z boku wyglądało to tak, jakby gracze z Sulmina nieco obawiali się rozpędzonych rywali, którzy nakręcali się każdą kolejną udaną akcją (12-5). Ostatecznie set zakończył się wynikiem 21-14, choć i tak był to najniższy wymiar kary. Przebudzenie graczy z Sulmina nastąpiło dopiero w trzeciej odsłonie meczu. Choć Bayer rzadko miewa takie przestoje, w tej partii popełnił naprawdę sporo błędów, dzięki czemu rywale wyszli na prowadzenie 11-5. Gdy ‘Aptekarze’ zniwelowali stratę do jednego punktu (12-11), mogło wydawać się, że znów przejmą inicjatywę, jednak końcówka należała do ekipy Daniela Bąby, która zwyciężyła do 17.
Energa Trefl Gdańsk – Fux Pępowo 0-3 (19-21; 14-21; 16-21)
W środowy wieczór, gracze Energi Trefla Gdańsk musieli radzić sobie z dwoma trudnościami. Pierwszą był sam w sobie pojedynek z drużyną, która walczy o awans do drugiej klasy rozgrywkowej. Drugą przeszkodą był fakt, że team musiał radzić sobie bez swojego trenera – Edwarda Pawluna. Początek spotkania to jednak bardzo dobra gra ‘gdańskich lwów’, którzy po ataku Mateusza Nyka objęli prowadzenie 12-10. W dalszej części seta sytuacja uległa jednak zmianie, a gracze Trefla mieli spore problemy z przebiciem się przez dobrze ustawiony blok rywali. Dodatkowo Fux wykorzystał kilka przechodzących piłek i to oni – cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-19). Środkowa odsłona to partia, w której ‘Koniczynki’ poszli za ciosem i od samego początku narzucili rywalom swój styl gry. Chwilę po połowie seta i udanych akcjach duetu Magdziarek – Bruchmann – Fux wysunął się na prowadzenie 14-9, a już po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Finałowa odsłona rozpoczęła się genialnie dla graczy z Pępowa, którzy rozpoczęli seta od prowadzenia…10-3. Choć z czasem ich przewaga nieco stopniała, to tak pokaźnej zaliczki nie dało się już roztrwonić. Dzięki trzem punktom – Fux zrobił gigantyczny krok w kierunku pierwszej ligi – brawo! Teraz piłeczka leży po stronie Floty, która dziś wieczorem zmierzy się z walczącą o życie drużyną Challengersów. Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się komu będą kibicować mieszkańcy Pępowa.
MysterElektroRockets – Tiger Team 2-1 (18-21; 21-19; 21-18)
Oj, ‘Tygrysy’ o środowym spotkaniu będą pamiętać jeszcze przez bardzo długi czas. Kto wie, czy nie był to bowiem mecz, który zadecyduje o trzecioligowym bycie drużyny Dawida Staszyńskiego. Choć zakończyło się niepowodzeniem, trzeba przyznać, że przez długi moment wydawało się, iż to Tiger będzie górą. To właśnie oni wygrali premierową partię, choć łatwo nie było. Mimo prowadzenia 15-11, zespół Pawła Urbaniaka zdołał z czasem doprowadzić do wyrównania po 18. Gdy sytuacja zaczynała wymykać się ‘Tygrysom’ z rąk (18-18), to właśnie oni zdobyli trzy ostatnie oczka i mogli cieszyć się z pierwszego punktu w meczu (21-18). W środkowej odsłonie Tiger Team zdawał się iść po swoje, prowadząc w jej trakcie 7-2, 13-8 czy nawet 17-14. Wówczas nic nie wskazywało na żaden plot twist, a jednak – konsekwentnie grający zespół MER zdołał doprowadzić do wyrównania po 19, w czym ogromny udział miał Wiktor Feliksiak. W tym fragmencie Tiger był już tak zagotowany, że stało się jasne, iż to nie oni wygrają seta, a MysterElectroRockets (21-19). Ostatni set rywalizacji to już przewaga ekipy Pawła Urbaniaka, która zwyciężyła do 18, a cały mecz 2-1. Dzięki determinacji i temu, że ani na moment nie zwątpili – dziś mogą już mrozić szampany. Jest bowiem bardzo mało prawdopodobne, by mogli spaść z ligi – brawo!
CTO Volley – AIP 2-1 (21-18; 20-22; 21-16)
Dzięki zwycięstwom za komplet punktów – AiP, które miało nieciekawe ratio zwycięstw oraz porażek, wysunęło się na głównego kandydata do złota. Gdyby wczoraj wieczorem zdołali wziąć udany rewanż na graczach CTO z rundy zasadniczej, to na autostradzie prowadzącej do mistrzostwa otworzyłyby im się już bramki. No właśnie – gdyby. Słowo to ma to do siebie, że jest niemierzalne. Gdyby bowiem nie przespana końcówka pierwszego seta, AiP cieszyłoby się z wygrania spotkania. Warto zwrócić uwagę na fakt, że choć prowadzili 14-10 i wszystko wskazywało na to, że pierwszy punkt w meczu zasili ich konto, dalsza część seta należała do ‘Pomarańczowych’, którzy w wielkim stylu odzyskali kontrolę nad grą i finalnie wygrali partię do 18. Pisząc o końcówce seta, nie sposób nie wspomnieć o pociskach z zagrywki typu ‘powietrze-ziemia’ w wykonaniu Adama Sobstyla. W środkowej odsłonie zespół Adriana Ossowskiego po raz kolejny prosił się o kłopoty. Zaczęło się podobnie jak w premierowej – od dobrej gry zawodników w fioletowo-białych strojach (15-10). Z czasem gracze CTO zdołali doprowadzić do wyrównania po 18 i choć zanosiło się na drugi punkt w meczu, gracze AiP potrafili w porę zareagować (22-20). Ostatni set rywalizacji był najbardziej jednostronny w całym meczu. Tym razem gracze CTO stwierdzili, że ok – gonienie wyniku zdaje się być dobrą zabawą, ale nie zawsze kończy się to happy endem. Już na początku seta dwukrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 objęli prowadzenie 9-5 i w dalszej części nie mieli problemów z udowodnieniem swojej wyższości, ogrywając rywala do 16.
BL Volley – Kraken Team 2-1 (18-21; 21-9; 21-15)
W środowy wieczór – na równoległych boiskach nr 2 oraz 3 toczyły się spotkania, które mogą mieć ogromne znaczenie dla końcowego układu tabeli, a co za tym idzie – awansów do wyższej klasy rozgrywkowej. Czarny koń sezonu Jesień’25, bo tak trzeba nazwać drużynę, która w minionej edycji broniła się przed spadkiem, miała do rozegrania mecz z groźną ekipą Kraken Team. Problemy ekipy BL Volley rozpoczęły się już na samym początku spotkania, gdy groźnie wyglądającego urazu nabawił się środkowy Damian Skrzęta. Choć w pierwszej chwili wydawało się, że wspomniany gracz zakończy zmagania w sezonie Jesień’25, ten – jak gdyby nigdy nic – po chwili wstał, zameldował się na parkiecie i w pierwszej akcji popisał się skutecznym blokiem (16-13). Mimo trzypunktowego prowadzenia BL popełnił po chwili kilka błędów, co w połączeniu z coraz lepszą postawą Krakena dało prowadzenie drużynie Roberta Skwiercza, która wygrała finalnie do 18. Oj, roztrwonienie tej przewagi może nieść za sobą przykre konsekwencje. Zdecydowanie lepiej gracze w pomarańczowo-czarnych barwach zaprezentowali się w środkowej odsłonie. Oj tak, to było drugoligowe granie, w którym BL nie dał najmniejszych szans rywalom i ograł ich do 9. Co ciekawe, drużynie Krakena nie pomogła naprawdę solidna gra w obronie – BL był po prostu zbyt mocny. Ostatni set rozpoczął się idealnie dla ‘Tygrysów’, którzy rozpoczęli go od prowadzenia 9-4. Z czasem, po bardzo dobrej zagrywce nominalnego libero Krystiana Banacha, Kraken zniwelował stratę do jednego oczka (9-8), a następnie objął nawet skromne prowadzenie 13-11. Niestety dla siebie, w dalszej części seta na parkiecie królowali gracze BL Volley, którzy zdołali odwrócić losy rywalizacji i wygrali seta do 15, umacniając się w fotelu wicelidera rozgrywek – brawo!
Team Spontan – Hydra Volleyball Team 1-2 (17-21; 26-24; 11-21)
Ten wieczór mógł ułożyć się dla Hydry Volleyball Team w wymarzony sposób. Aby tak się jednak stało, zespół Sławomira Kudyby musiałby wygrać z Team Spontan za komplet punktów i wówczas mógłby świętować tytuł mistrzowski w trzeciej lidze. Co się upiecze, to nie uciecze – po mistrzostwo Hydra sięgnie dopiero dzisiaj. Nauczeni doświadczeniem rzadko wydajemy tak jednoznaczne opinie, ale to nie ma prawa się nie udać. Samo środowe spotkanie nie było jednak dla ‘Bestii’ spacerkiem i choć nie brakowało w nim płaskich, przyjemnych szlaków, pojawiały się też mordercze wspinaczki, w których ‘Bestia’ miała swoje problemy. Początek meczu lepiej rozpoczęli zawodnicy Spontana (8-6), jednak chwilę później Hydra wysunęła się na prowadzenie 15-10, które ostatecznie dało jej pierwszy punkt w meczu (21-17). Środkowa odsłona była zdecydowanie najciekawszą partią tego wieczoru – wyrównaną, dynamiczną i pełną zwrotów akcji. Żadna ze stron nie potrafiła wypracować sobie choćby kilkupunktowej przewagi. Ilekroć jedni zdobywali punkt, drudzy natychmiast odpowiadali. Jako pierwsi przeciwnika zdołali ‘przełamać’ gracze Team Spontan, którzy po błędzie jednego z rywali objęli prowadzenie 15-13. Pod koniec seta Hydra doprowadziła do wyrównania po 20, lecz końcówka należała do Spontana. Po punktach Krzysztofa Lepera i Mateusza Skwarca zespół ten wygrał partię 24-22. Po tym, co wydarzyło się w trzecim secie, trudno było oprzeć się wrażeniu, że ‘Spontaniczni’ wyprztykali się z całej energii w poprzedniej odsłonie. W decydującym secie nie byli w stanie powstrzymać potężnej Hydry, która dzięki wygranej do 11 mogła cieszyć się jedenastym zwycięstwem z rzędu – najlepszym wynikiem w historii drużyny. Brawo!