Sezon: Wiosna 2024

Hapag Lloyd – Craftvena

W zapowiedziach przedmeczowych wskazaliśmy na to, że Craftvena stanie w czwartkowy wieczór przed szansą na podreperowanie swojej sytuacji w tabeli oraz przełamania niekorzystnej serii spotkań bez zwycięstwa. Okazja do tego zdawała się idealna. Rywalem ‘Rzemieślników’ była bowiem ekipa Hapag-Lloyd, która w obecnej kampanii nie zdobyła ani jednego punktu i ma zdecydowanie mniejsze doświadczenie w ligowych zmaganiach. Powiedzmy to wreszcie – Craftvena miała obowiązek wygrać za komplet punktów i swoje zadanie wykonała. Chwilę po pierwszym gwizdku sędziego, gracze w czarnych strojach prowadzili już…10-2. Trzeba przyznać, że ‘Pomarańczowi’ mieli we wspomnianym okresie spore problemy w przyjęciu, komunikacji czy wreszcie w wykończeniu akcji. Na kryzys, drużyna ‘Logistyków’ zareagowała jednak w dość dobry sposób i zniwelowała straty do trzech oczek (13-10). Druga część seta to jednak kilka udanych ataków Krzysztofa Lewandowskiego, po których Craftvena ponownie odskoczyła rywalom, tym razem skutecznie (19-10; 21-12). Środkowa odsłona to kopiuj – wklej tego, co widzieliśmy w premierowej odsłonie. Na półmetku seta było 11-3 dla Craftveny, po czym Hapag-Lloyd nieco nadgonił. Końcówka seta to jednak wyraźna przewaga graczy w czarnych strojach, którzy wygrali seta do 9. Ostatnia partia rywalizacji nie przyniosła zwrotu akcji. Powiedzmy to sobie szczerze – widzieliśmy już lepsze mecze ‘Logistyków’ w obecnym sezonie. Po chwili od rozpoczęcia seta, Craftvena wypracowała sobie pokaźną zaliczkę i spokojnie wygrała odsłonę do 16, a cały mecz 3-0.

BES Boys BLUM – DNV

Kaszubski walec jedzie dalej. Pięć spotkań, pięć wygranych, pięć kompletów punktów. Ok, to, że ‘Chłopcy’ zdobyli w czwartek komplet punktów nie dziwi nikogo. Byli absolutnym pewniaczkiem, ale takie spotkania też trzeba umieć wygrywać. Spotkania takie jak te z DNV uczy koncentracji i tego by rywali nie lekceważyć. Początek spotkania to dominacja ‘Chłopców’, którzy po ataku środkowego – Patryka Bruchmanna objęli prowadzenie 8-3. W dalszej części seta, gracze w białych strojach mieli spore problemy z tym by przebić się przez blok oraz dobić do parkietu. Efektem tej niemocy było prowadzenie ‘Chłopców’ 18-8, po którym postawili oni kropkę nad ‘i’. Kiedy ‘Chłopcy’ zobaczyli, że rywale nie są w czwartkowy wieczór zbyt dobrze dysponowani to przed drugim setem dokonali kilka zmian oraz roszad w składzie. Mimo to, BES Boys BLUM nie mieli problemów z tym by dominować. Choć w połowie seta było zaledwie 9-8 dla graczy w szarych trykotach to po chwili, gracze Ryszarda Nowaka wskoczyli na wyższy poziom i objęli prowadzenie 17-10. Finalnie graczom DNV udało się sięgnąć po 14 oczek. Ostatnia odsłona to absolutnie jednostronne widowisko. Po ataku Marcina Platy, gracze BBB na półmetku seta prowadzili już siedmioma punktami (10-3) i w dalszej części nie mieli problemów z tym by przewagę ‘dowieźć’ (21-9). Wygrana za komplet punktów sprawia, że BES Boys BLUM rozsiadł się przed świętami na samym szczycie. Brawo!

MiszMasz – Staltest Pomorze

Piękna seria drużyny Staltest Pomorze trwa! Biorąc pod uwagę spotkanie z końcówki sezonu, mecz ze Staltestem był szóstym zwycięstwem z rzędu, co sprawia, że Staltest ma jedną z najdłuższych serii w całej Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Nie jest jednak tak, że czwartkowy wieczór w ich wydaniu był perfekcyjny. W pierwszym secie, gracze Arkadiusza Kozłowskiego byli wielokrotnie w tarapatach, co z kolei sprawiało, że w ich szeregach było sporo ekspresji oraz nerwowości. Patrząc na to jak pokrzykują na siebie poszczególni zawodnicy byliśmy niemal pewni, że to MiszMasz wygra pierwszą odsłonę. Ci, choć prowadzili przez niemal całego seta nie zdołali powiedzieć ostatniego słowa. Chwilę po półmetku partii, MiszMasz prowadził 14-11. Po chwili Staltest doprowadził do wyrównania po 17 i w końcówce po punktach skrzydłowych (Batyra & Klimczak) zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu. Fiasko z drugiego seta sprawiło, że MiszMasz zareagował identycznie jak w analogicznym momencie z meczu z Hydrą. W skrócie – w jednym secie było blisko, a później gracze Michała Grymuzy przyjęli role statystów. Środkowa odsłona rozpoczęła się od stanu 7-1 dla Staltestu, po którym MiszMasz się już nie podniósł. Trzecia odsłona to wyrównany początek (5-5), po którym zespół Arkadiusza Kozłowskiego odskoczył na sześć oczek (12-6) i po kilku chwilach cieszyli się z piątego zwycięstwa w obecnym sezonie. Dzięki trzem oczkom, Staltest wskakuje na fotel wicelidera. Biorąc pod uwagę fakt z kim do tej pory rywalizowali, ich sytuacja zdaje się być kapitalna.

Drużyna A – Activni Gdańsk

Miarą tego jak Drużyna A rozbudziła apetyty świetną grą od początku sezonu było to, że całkiem spora liczba osób typowała, że zdobędą oni punkt w rywalizacji z faworyzowaną ekipą ACTIVNYCH Gdańsk. Tyle teoria. Praktyka wyglądała tak, że rozdrażniona środową porażką drużyna ACTIVNYCH rozpoczęła spotkanie od bardzo dobrej gry. Po kilku atakach Kacpra Kwiatkowskiego z początku meczu, zespół Artura Kurkowskiego objął prowadzenie 8-4. Mimo początkowego niepowodzenia, Drużyna A zdołała po chwili zniwelować przewagę rywali (10-9), ale kiedy ACTIVNI poczuli minimalne zagrożenie to bez litości wcisnęli pedał gazu. Efekt był taki, że do końca seta ACTIVNI zdobyli 11 oczek, natomiast Drużyna A zaledwie 2. Środkowa partia to nieco lepsza gra ‘Czarnych’, którzy popełniali nieco mniej błędów niż miało to miejsce w premierowej odsłonie (8-8). Druga część seta to wyraźna przewaga faworyzowanej ekipy, która pod koniec partii prowadziła już 20-12. W końcówce Drużyna A zdołała zdobyć cztery oczka, przez co obraz całego seta może być nieco rozmyty. Ostatnia odsłona to dominacja brązowych medalistów poprzedniego sezonu, którzy rozpoczęli tę partię od stanu 10-5. Druga część seta to kontynuacja błędów w komunikacji Drużyny A, które nie pozwoliły im nawet pomyśleć o nawiązaniu walki. Co tu dużo mówić – ACTIVNI byli tego dnia przeciwnikiem zbyt mocnym. Drużyna A z kolei zagrała najsłabszy mecz w obecnym sezonie, który pokazał, że przed nimi wciąż dużo pracy.

Volley Gdańsk – Flota Active Team 2

Od pewnego czasu zastanawiamy się czy Volley Gdańsk zdaje sobie sprawę z faktu, że wygrany set = jeden punkt do ligowej tabeli. Z drugiej strony ‘żółto-czarni’ grają w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta od samego początku, więc raczej tak. O co zatem chodzi? Nie mamy 100% pewności, ale zdaje nam się, że Volley potrafi zlekceważyć rywala, a to może ich kosztować ‘kiblowanie’ w drugiej klasie rozgrywkowej dłużej niż to konieczne. Po stracie punktu z Maritexem, Volley wiedział, że z Flotą muszą zgarnąć komplet oczek. Pierwszy set rywalizacji to pokaz siły ‘żółto-czarnych’, którzy stłamsili rywala i szybko odskoczyli na sześciopunktowe prowadzenie (12-6). W dalszej części Flota miała sporo problemów, ale dwa największe grzechy beniaminka rozgrywek to klasycznie problemy z przyjęciem oraz problem z przebiciem się przez blok rywali. Efekt? Mordobicie zakończone wynikiem 21-7. Środkowa odsłona to już inna historia. Ok, nie było tak, że Flota w tej partii zagroziła swoim rywalom, ale wreszcie zaczęła wyprowadzać ataki, które od czasu do czasu znajdowały drogę do parkietu (12-10). Kiedy wydawało się, że druga część seta również będzie wyrównana to Volley podkręcił tempo i finalnie wygrali seta do 15. Ostatnia odsłona to problemy w obronie Floty, które przyczyniły się do tego, że Volley odskoczył do stanu 12-6. Końcówka seta to popis indywidualnej gry najlepszego zawodnika spotkania – Piotra Ścięgosza, który od stanu 15-13 zdobył…pięć punktów z rzędu (20-13) i w dużej mierze przyczynił się do kompletu oczek VG.

Speednet 2 – Tiger Team

Bayer Gdańsk, Inter Marine Masters, BL Volley, Challengers oraz w środowy wieczór Speednet 2. Oj, nie jest ‘Tygrysom’ łatwo. Zaledwie jeden punkt na piętnaście możliwych. Fakt jest jednak taki, że bardzo duża część arcytrudnych spotkań już za Tigerem. Faktem jest również to, że Tiger był w środowy wieczór bezzębny i bez pazurów. Zamiast groźnego osobnika przypominali raczej niezbyt ogarniętego Tygryska z Kubusia Puchatka. Skoro przy tej bajce jesteśmy to zespół Dawida Staszyńskiego przypominał nam w ostatnim czasie jeszcze jedną postać – Kłapouchego. Smutny, nic go nie cieszy, nic mu się nie udaje, jest apatyczny. Uważamy jednak, że za jakiś czas zza chmur wyjrzy wreszcie słońce. Wracając jednak do środowego starcia, te od samego początku było pod dyktando drużyny Marka Ogonowskiego, która zdaje się, że porzuciła gen drużyny nieprzewidywalnej. Teraz jak ma wygrać za komplet punktów to to robi. Jak ma stłamsić rywala? Proszę bardzo. Wykonać kombinację klawiszy dające ‘FATALITY’ na chwiejącym się rywalu? Im w to graj! Po ataku oraz bloku Tomasza Nurzyńskiego, Speednet objął prowadzenie 11-5 i stało się jasne, że po chwili wygrają pierwszego seta (21-13). Środkowa odsłona wyglądała niemal identycznie. Po niesamowitym przebiciu piłki noga Piotra Rościszewskiego oraz bloku Marka Ogonowskiego, Speednet objął prowadzenie 10-5 i nie miał problemu z tym by po chwili postawić kropkę nad ‘i’ (21-13). Ostatnia partia w meczu rozpoczęła się obiecująco (6-5). Niestety po chwili Tiger Team popełnił kilka błędów w ataku, które dały prowadzenie Speednetowi 10-6, a jednocześnie pozbawiły kibiców złudzeń, że w meczu może być jeszcze ciekawie (21-14).

AIP – Eko-Hurt

Po dość zaskakującej porażce z Flotą Active Team, zespół AIP przystępował do zadania, które w teorii było znacznie bardziej wymagające. Rywalem ‘Przyjaciół’ była bowiem ekipa Eko-Hurt, która jest aktualnym Mistrzem SL3, a jednocześnie drużyną, która w obecnym sezonie jeszcze nie przegrała. Mimo to, początek spotkania nie należał do ‘Hurtowników’, którzy już na początku popełnili kilka błędów, które wyprowadziły ich rywali na prowadzenie 8-5. Od tego momentu aż do końcówki seta, Eko-Hurt próbował odrabiać straty, co im się po chwili udało (16-16). Kiedy wydawało się, że Eko-Hurt pójdzie po chwili za ciosem, AIP wzięło się w garść i po skutecznych akcjach tercetu Bochan – Pałubicki – Seroka, na ich konta trafił pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa odsłona rozpoczęła się kapitalnie dla Eko-Hurtu, który chwilę po rozpoczęciu seta prowadził już…7-1. Mając na uwadze to, że AIP odrobiło jeszcze większą stratę w meczu z Flotą, zespół Adriana Ossowskiego zabrał się po chwili do pracy i zniwelował stratę do trzech oczek (15-12). Niestety dla nich, na więcej ‘Hurtownicy’ po prostu nie pozwolili. Widząc to, że ‘przeciwnik rośnie’, wykonali zadanie i finalnie wygrali seta do 16. Ostatni set rywalizacji to wyrównana gra obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 13. W kluczowym dla losów meczu momencie, dwoma ‘monster blockami’ popisali się skrzydłowi Eko-Hurtu (Radziewicz oraz Ingielewicz), po których Eko-Hurt objęło prowadzenie 15-13 i po chwili, ich czwarta wygrana w sezonie Wiosna’24 stała się faktem.

Volley Gdańsk – Maritex Gdańsk

Ależ podkurzyliśmy graczy Maritexu przedmeczową zapowiedzią. Na kilka minut przed rozpoczęciem spotkania gracze tej drużyny wypominali nam, że w zapowiedzi wspominaliśmy, że jedyne co ‘ładnego’ w ich wykonaniu to nowe stroje oraz bluzy, bo na pewno nie gra w obecnym sezonie. Zasadniczo przed spotkaniem z Volleyem mieliśmy moralne prawo by tak myśleć. Gra Maritexu naprawdę nie wyglądała zbyt dobrze i byliśmy przekonani, że nie inaczej będzie w środowy wieczór. Cóż. W środę oglądaliśmy w ich wydaniu naprawdę solidną grę i pokusimy się o stwierdzenie, że był to najlepszy mecz drużyny w obecnym sezonie. Zaczęło się jednak dość niemrawo. Tak po ‘Maritexowemu’ z obecnego sezonu. To oznaczało z kolei, że Volley nie miał zbyt wielu problemów by punktować. Maritex jak swego czasu Morawiecki – ‘Otworzyli bramkę na autostradzie prowadzącej na południe Polski’. Oczywiście Volley chętnie z darmowej opcji skorzystał. Darmowej w tym sensie, że mimo iż się nie napocili to w pewnym momencie prowadzili 10-2. Finalnie skończyło się na wyniku 21-14 i wydawało się, że drugi set będzie wyglądał bardzo podobnie. W tym miejscu scenarzyści postanowili jednak wpleść ‘plot twist’. Druga odsłona wyglądała bowiem już zupełnie inaczej. Gracze w świetnych strojach zaczęli grać naprawdę dobrze. Piłeczka na prawe? Skończona. Piłeczka na lewo? Proszę bardzo. Środek? Czemu nie. Repertuar zagrań Maritexu był naprawdę pokaźny, a na tak odważną i ofensywną grę, Volley nie był przygotowany. Nie po takim pierwszym secie. Walka punkt za punkt do stanu 7-8, a później co? Odjazd Maritexu, na który spóźnili się ‘żółto-czarni’. Choć w końcówce VG próbowali gonić, okazało się to daremne (21-16). Ostatnia odsłona to kontynuacja bardzo dobrej gry Maritexu, którzy stwarzali swoim rywalom cholerne problemy. Choć VG prowadzili już 13-9 to ich przeciwnicy byli jak cień i po chwili pojawiali się w tym samym miejscu (18-18). O tym, że to trzykrotni mistrzowie SL3 cieszyli się ze zwycięstwa, zadecydowała końcówka i dobra zagrywka Illyi Yenoshyna.

ACTIVNI Gdańsk – BL Volley

Po niezbyt wymagającym terminarzu, który od początku sezonu miała ekipa ACTIVNYCH Gdańsk, zespół Artura Kurkowskiego mierzył się w środę z rywalem, który był już zdecydowanie mocniejszy niż zarówno Pekabex, jak i Kruk Volley. Ba, w naszym odczuciu to właśnie BL Volley był faworytem spotkania. Warto zaznaczyć tu fakt, że był to mecz szczególny dla Wojciecha Łuczkowa oraz Damiana Skrzęty, którzy w przeszłości przez kilka sezonów bronili barw ACTIVNYCH. Początek spotkania rozpoczął się idealnie dla ‘Tygrysów’, którzy objęli prowadzenie 8-4 i ich gra, nawiązując do nazwy drużyny, naprawdę była Bez Lipy. Po kilku atakach Kacpra Kwiatkowskiego, ACTIVNI zdołali po chwili ‘wrócić do gry’ (12-12). Dalsza część seta to szarpana gra obu zespołów. A to prowadzenie objęli gracze BL (15-12), a to ACTIVNI, którzy mimo prowadzenie 18-16 nie potrafili postawić kropki nad ‘i’z zaprzepaszczając tym samym dużą szansę na wygranie seta. Choć mieli w górze kilka piłek, które wykończyłyby rywali, to jednak albo trafiali w siatkę albo w aut (21-19). Środkowa odsłona to prowadzenie ACTIVNYCH 15-11, po którym wydawało się, że będą w stanie doprowadzić do wyrównania. Dalsza część to jednak błędy ACTIVNYCH, po których wzięli oni czas by przerwać serię BL zanim ta rozkręci się na dobre. Cóż – nie udało się. Po atakach Adama Czapnika czy Przemysława Kłudkowskiego, BL odrobił straty, a nawet wysunął się na prowadzenie 19-16, po którym drugi punkt w meczu trafił na ‘Tygrysie’ konta (21-18). Ostatnia odsłona to partia, w której ACTIVNI nie wykazywali już woli walki. Set, w którym zostali stłamszeni przez przeciwników. Zostali zepchnięci przez tygrysa do narożnika klatki i czekali na nieuniknione. Te oczywiście nastąpiło. BL najpierw wyszli na prowadzenie 15-11, a następnie sięgnęli po komplet oczek.

AIP – Flota Active Team

Do środowej konfrontacji karta sprzyjała drużynie AIP, która historycznie okazywała się lepszym zespołem od Floty Active Team. Graczom Karoliny Kirszensztein zależało by ten niekorzystny bilans zmienić. Od pierwszego gwizdka sędziego weszli oni w mecz ‘na pełnej’. Po bardzo dobrej grze na zagrywce oraz w bloku, gracze w granatowych koszulkach objęli prowadzenie 10-2 i niemal wszyscy, którzy oglądali spotkanie byli przekonani, że zaraz Flota dopnie swego i wygra pierwszą odsłonę. Po chwili obudzili się jednak gracze Adriana Ossowskiego, którzy zaczęli sukcesywnie odrabiać straty. Mimo to, w drugiej części partii na tablicy wyników wciąż widniała kilkupunktowa przewaga Floty Active Team (18-14). Czy przewagę 10-2 oraz 18-14 można było spieprzyć? Choć brzmi to niewiarygodnie to tak – można było. Końcówka seta to niezwykła determinacja ‘Przyjaciół’ do odrobienia strat i kilka obronionych piłek setowych. Finalnie pierwsza partia zakończyła się zwycięstwem AIP 23-21 i to by było na tyle, jeśli chodzi o dobre informacje dla zespołu Adriana Ossowskiego. Środkowa partia rozpoczęła się co prawda od wyrównanej gry obu drużyn (10-10), ale w drugiej części seta po raz kolejny Flota pokazała świetną grą w bloku, których w meczu zdobyli aż…12, co jest drugim najwyższym wynikiem w obecnym sezonie spośród wszystkich 93 spotkań! Wracając do meczu, po wspomnianym okresie Flota wysunęła się na prowadzenie 18-11 i po chwili wygrała seta do 14. Ostatni set rozpoczął się lepiej dla czwartej siły poprzedniego sezonu (6-3), ale im dłużej trwała ta partia tym Flota wskakiwała na coraz to wyższe obroty. W trzeciej odsłonie z bardzo dobrej strony pokazał się atakujący – Igor Kazello, który kończył niemal każdą piłkę i przyczynił się do wygranej swojej drużyny do 14, a całego meczu w stosunku 2-1.