Co za wieczór, co za noc. Wtorkowy wieczór nie zawiódł, a każde spotkanie dostarczyło ogromnych emocji. To właśnie wczoraj rozstrzygnęła się kwestia mistrzostwa zarówno w pierwszej, jak i w drugiej lidze. Nowym-starym Mistrzem Inter Marine SL3 została ekipa CTO Volley. Zapraszamy na podsumowanie!
Tufi Team – Szach-Mat 0-3 (14-21; 18-21; 20-22)
Cóż za koszmarny wieczór drużyny Tufi Team. Tego nie spodziewał się chyba nikt. Niejednokrotnie podkreślaliśmy, że zespół Mateusza Woźniaka znajduje się na ‘pole position’ i w kontekście walki o utrzymanie – nie powinien im spaść włos z głowy. W ostatniej zapowiedzi podkreślaliśmy, że jest to team, który w ostatnim czasie sprawował się genialnie i co? I cała narracja została zburzona, a kto wie czy nie również i trudy sezonu. Niewiarygodne. Dramat Tufi rozegrał się w trzech aktach. W akcie pierwszym zostali oni ‘zmieceni z planszy’ przez rozpędzonego rywala, który wygrał partię do 14. Schody dla ‘Szachistów’ rozpoczęły się wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego w środkowej odsłonie. Od samego początku seta oglądaliśmy wyrównaną grę obu stron, która zaprowadziła nas do stanu po 17. W końcówce nie mieliśmy przekonania, w którą to pójdzie stronę. Po atakach duetu Krampichowski – Kołodziej, z drugiego punktu w meczu cieszyli się gracze Szach-Matu. To nie była jeszcze tragiczna wiadomość dla ‘Tuffików’, którzy do uniknięcia barażu potrzebowali wygrać ostatniego seta. Mimo to – nieznaczną przewagę posiadali gracze Szach-Matu, którzy przez większość seta, prowadzili dwoma oczkami. W końcówce zdeterminowana ekipa Tufi Team, zdołała doprowadzić do wyrównania po 17, ale ostatnie słowo w meczu – należało do ‘Szachistów’, którzy gwarantują sobie utrzymanie, spychając tym samym Tufi na miejsce barażowe. Aż nam się przypomniała historia, kiedy to kilka sezonów temu – Tufi Team pogrążyło Szach-Mat, który pożegnał się z ligą. Kto wie czy tym razem role nam się nie odwrócą. Tak czy siak – takiego obrotu spraw to my się nie spodziewaliśmy.
Złomowiec Gdańsk – Old Boys 1-2 (21-13; 20-22; 18-21)
Spośród wszystkich dziewięciu spotkań, do których doszło we wtorkowy wieczór – tylko rywalizacja Złomowca z Old Boysami nie miała znaczenia dla układu tabeli. Obu drużynom nie groził już spadek. Nie było również możliwości, by któryś team pokusił się o podium rozgrywek. Mimo to – zestawienie tej pary dawało nam niemal pewność, że żadna ze stron nie będzie chciała odpuścić. Pierwszy set rywalizacji to wyraźna przewaga Złomowca, który wykorzystał potężne problemy w komunikacji u rywali i na półmetku seta – prowadził 11-5. Z czasem Złomowiec, nie forsując zbytnio tempa, objął prowadzenie 18-10 i wówczas stało się jasne, że to właśnie oni wygrają premierową odsłonę (21-13). W połowie środkowej partii – Złomowiec po atakach Krzysztofa Kopernika prowadził 13-10. Tuż po chwili – sytuacja boiskowa diametralnie się zmieniła. Po bloku oraz ataku Szymona Sawickiego – Old Boysi wysunęli się na pierwsze w tym secie prowadzenie (19-18) i po chwili to właśnie oni cieszyli się z wygranej seta do 20. Decydujący o zwycięstwie set rozpoczął się od miażdżącej przewagi Złomowca, po której uznaliśmy, że nic złego im się już w tym meczu nie przydarzy (8-3). Mimo pięciopunktowego prowadzenia – w kolejnych kilku minutach gracze Witolda Klimasa zdobyli zaledwie dwa punkty. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rywale zdobyli w tym czasie dziewięć i to oni wysunęli się na prowadzenie 12-10. W dalszej części seta – gracze Bartłomieja Kniecia trzymali rywala na bezpieczny dystans i finalnie – to oni wygrali mecz, osładzając sobie tym samym dziesiąte miejsce w sezonie Jesień’25.
DNV Volley Gdańsk – Speednet 1-2 (22-24; 22-20; 15-21)
Szalony sezon Speednetu musiał mieć swoje szalone zakończenie. Nie mogło być przecież normalnie. Dwa pierwsze sety? Absolutna nerwówka i drżenie o wynik, finalnie ze zmiennym szczęściem. Już w wywiadzie przedmeczowym Piotr Ścięgosz zapewniał, że pomimo spadku – DNV Volley Gdańsk ani myślą odpuszczać rywalom, którzy potrzebowali punktów jak tlenu do życia. Początek rywalizacji to nieznaczna przewaga ‘Programistów’ (10-7), która z czasem – została zniwelowana przez rywali. Jako pierwsi piłkę setową mieli gracze Speednetu (20-19), ale…popsuli po chwili zagrywkę, co jest dowodem na presję, która im towarzyszyła. Mimo nerwówki i wyrównania rywala – gracze w różowych strojach za sprawą Jakuba Perżyło – mogli cieszyć się po chwili z pierwszego punktu w meczu (24-22). Środkowa odsłona to partia, w której role się odwróciły. To ‘żółto-czarni’ prowadzili grę, a Speednet musiał gonić. Ostatecznie sztuka ta – graczom Macieja Miścickiego udała się w samej końcówce seta (20-20). Choć było już naprawdę blisko – po chwili popełnili oni dwa błędy, a z wygranego seta – cieszyli się gracze DNV VG. Przegrany set wprowadził niepokój w szeregi ‘Programistów’, którzy nie wiedzieli co dzieje się na boisku numer 1. Tak czy siak – chcąc się utrzymać musieli wygrać trzeciego seta, a następnie…odświeżać stronę by sprawdzić jak zakończyło się spotkanie Tufi Team – Szach-Mat. Pierwsza część zadania czyli ta, która zależała od nich się udała. Speednet wygrał tę partię do 15. We wtorek sprzyjała im ewidentnie karta, bo po chwili okazało się, że swoje spotkanie w stosunku 0-3 przegrała ekipa Tufi Team, a to oznaczało, że mimo przegranej jednego seta, Speednet utrzymuje się na pierwszoligowej powierzchni. Uff. Co to był za wieczór.
MysterElektroRockets – Speedway AWKS 2-1 (21-18; 21-13; 9-21)
Po ostatnich wydarzeniach wszystko wskazywało na to, że gracze MysterElektroRockets będą największymi przegrywami sezonu Jesień’25. W ostatnim czasie team Pawła Urbaniaka przegrał z Portem w stosunku 0-3 i stracił bezpieczną lokatę. Osoby, które oglądały w obecnym sezonie Magazyn Inter Marine SL3 wiedzą doskonale, że wielokrotnie – faworytem meczu barażowego w obecnej kampanii była w naszym odczuciu ekipa z niższej ligi. Co ciekawe – twierdziliśmy tak nawet wtedy, kiedy nie wiedzieliśmy, które drużyny we wspomnianym barażu zagrają. Początek wtorkowego spotkania należał jednak do zespołu z Karczemek, który od pierwszego gwizdka Sędziego, sprawował się świetnie w obronie oraz kontry, dzięki czemu wysunął się na prowadzenie 12-6. Z czasem przewaga ‘biało-czerwonych’ zaczęła topnieć i pod koniec seta mieliśmy już remis 18-18. Mimo że sytuacja zaczęła wyglądać nieciekawie dla zespołu MER, to właśnie oni postawili kropkę nad ‘i’, wygrywając do 18. Środkowa odsłona to genialne otwarcie trzecioligowca, który po asach serwisowych środkowego – Marka Bobkowskiego, wysunął się na prowadzenie 9-2. W dalszej części team w żółto-czarnych strojach nie uniknął błędów i już po chwili – ze zwycięstwa w meczu barażowym cieszyli się gracze MysterElektroRockets, którzy tym samym, zapewnili sobie utrzymanie w trzeciej lidze – brawo. To co w naszym odczuciu było bardzo ważnym elementem to fakt, że team z Karczemek zagrał w obecnym sezonie 13 trudnych spotkań, w którym – ciągle byli pod prądem. W przypadku AWKS były to 3 – góra 4 mecze.
BL Volley – Wolves Volley 3-0 (21-12; 21-19; 21-19)
Mega lubimy takie historię. No bo wiecie. BL Volley był jak kuzyn z małej miejscowości, który przyjeżdża do wielkiego miasta i co do zasady – ma się podporządkować regułom tam panującym. Tymczasem ten, jak gdyby nigdy nic zostaje kapitanem drużyny, biją się o niego dziewczyny z klasy, a on sam – staje się okoliczną gwiazdą. From zero to hero, moi mili. Nikt chyba nie stawiał na to, że BL Volley zdoła awansować do drugiej ligi. W sensie nikt, jeszcze kilka tygodni temu, bo przez wspomniany okres – ‘Tygrysy’ rosły w mgnieniu oka. Stawali się coraz więksi i coraz silniejsi. W ostatecznym rozrachunku wygrali 10 z 13 spotkań i awansowali – w pełni zasłużony sposób. Tu nie można mówić o niesprawiedliwości i parafrazując słowa z polskiego sejmu – ‘ten awans im się po prostu należał’. Skoro przy metaforach byliśmy na początku podsumowania, to i teraz musimy jedną wtrącić. Bo z wtorkowym meczem było jak z melodramatem. Wiecie – na początku była sielanka i nic nie wskazywało na to, że sprawy potoczą się nie tak, jak nasz główny bohater by tego oczekiwał. Kiedy wydawało się, że epilog tej historii nie będzie happy-endem, mieliśmy jeszcze jeden zwrot akcji, który sprawił, że w obozie BL zapanowała euforia. Precyzując. BL miał swoje potężne problemy w trzecim secie, którego rozpoczął od stanu 5-10. To, że wykaraskali się z tak dramatycznej sytuacji pokazuje klasę drużyny i to, że potrafią sobie radzić w kryzysowych momentach. Podsumowując – brawo. Nie możemy się wręcz doczekać not w skali 1-10 w czwartkowym magazynie. STAY TUNED.
Inter Marine Masters – Challengers 2-1 (22-20; 21-17; 12-21)
Z całą pewnością – był to najważniejszy mecz dla obu drużyn od bardzo dawna, a już na pewno – w obecnym sezonie. Stawką meczu była bowiem walka o utrzymanie w drugiej klasie rozgrywkowej. W zdecydowanie gorszym położeniu byli gracze Challengers, którzy aby się utrzymać – musieli wygrać. Początek spotkania ułożył się dla nich bardzo dobrze, bo już po chwili – wysunęli się na prowadzenie 6-2. W tym przypadku powiedzonko ‘miłe złego początki’ sprawdziła się w przerażający dla Challengersów sposób. Już po chwili mieliśmy serię ‘Mastersów’, po której to oni wysunęli się na prowadzenie 12-9. Choć Inter Marine zdawało się przejąć kontrolę nad poczynaniami boiskowymi, to w dalszej części seta, gra się bardzo wyrównała a końcówkę oglądało się wręcz wybornie. Ostatecznie więcej zimnej krwi zachowali ‘Mastersi’, którzy wygrali tę partię do 20. Wynik premierowej partii sprawił, że Challengersi znaleźli się na musiku. Sprawa była tu dość prosta – albo wygrają dwa kolejne sety, albo spadną z ligi. Niestety dla nich – stało się to jasne już po drugim secie, który powiedzmy sobie wprost – nie należał do Challengersów. Kiedy dwoma skutecznymi atakami popisał się ściągnięty przed sezonem z Maritexu Stanisław Płochocki (18-13), stało się jasne, że ‘Mastersi’ już tego nie wypuszczą (21-17). Trzeci set nie miał tak naprawdę znaczenia dla układu tabeli. Była to partia, w której Challengersi wygrali do 12, ale pocieszenie to mniej więcej takie, jak dla osoby, która po amputacji kończyny staje na wagę i z zadowoleniem stwierdza, że udało jej się zrzucić kilka kilogramów.
Merkury – AIP 1-2 (15-21; 21-11; 14-21)
Przed ostatnim dniem meczowym, zespół AiP mógł jeszcze liczyć na to, że to właśnie oni sięgną po tytuł mistrzowski. Aby tak się jednak stało – musieli liczyć na podział punktów w meczu CTO – BEemka Volley i jednocześnie wygrać z Merkurym w stosunku 3-0, nadrabiając przy tym ponad 20 małych punktów. Scenariusz science-fiction? Trochę tak, trochę nie. Tak się bowiem składa, że jedną/trzecią tego planu – zespół Adriana Ossowskiego wykonał już w pierwszym secie rywalizacji. Wygrali – odrobili sześć oczek. Drugi krok – był jednak dla ‘Przyjaciół’ tym, w którym pojawił się napis GAME OVER. Choć na boisku numer 2 doszło do korzystnego podziału punktów, zespół Adriana Ossowskiego nie był w stanie ograć rywali, którzy ani myśleli o jakimkolwiek oddawaniu meczu bez walki. Co jak co, ale za to – Merkurego trzeba pochwalić. Są też powody do tego by ponarzekać i wczoraj wieczorem – Merkury pobił swój niechlubny rekord porażek z rzędu (4). Dodatkowo warto zwrócić uwagę na fakt, że w grupie mistrzowskiej, nie zdołali wygrać ani razu a to już ogromny zawód dla sympatyków ‘Granatowych’. Tak czy siak – trzeci set rywalizacji to ponowna przewaga drużyny w białych trykotach, która wygrała do 14 i drugi raz w historii, zapewniła sobie brązowe medale w najwyższej klasie rozgrywkowej. Choć finalnie nie udało im się sięgnąć po mistrza, to do końca byli w grze i w naszym odczuciu – był to ich bardzo udany sezon – brawo!
CTO Volley – BEemka Volley 2-1 (21-16; 16-21; 21-19)
Nie mogliśmy sobie wyobrazić lepszego zakończenia sezonu niż ten, którego byliśmy świadkami wczoraj wieczorem. To właśnie w ostatni dzień meczowy rozstrzygnęła się kwestia podium pierwszej ligi. Co więcej – o tym, która z drużyn zdobędzie mistrzostwo zadecydował ostatni set, a w zasadzie…ostatnie akcje meczu. O tym jednak za chwilę. Pierwszy set rywalizacji to partia, w której…’Pomarańczowym’ wychodziło wszystko. Nie było bowiem tak, że BEemka ‘nie dojechała’. Ot poprzeczka była zawieszona tak wysoko, że nie dało się jej przeskoczyć (21-16). Wówczas przeszła nam myśl czy da się grać na tak wysokim poziomie przez całe spotkanie. Odpowiedź poznaliśmy już na początku środkowej partii, gdzie role się odwróciły i to BEemka wskoczyła na bardzo wysokie obroty. Jakby tego było mało – gracze w pomarańczowych strojach popełnili na początku seta bardzo dużo błędów, po których rywal wysunął się na prowadzenie 11-4. Choć w dalszej części seta broniący mistrzostwa gracze CTO rzucili się do odrabiania strat – było już za późno (21-16). Wynik dwóch pierwszych setów oraz rezultat z boiska nr 1, gdzie gracze AiP podzielili się punktami z Merkurym sprawiał, że o mistrzostwie decydował ostatni set rywalizacji. Finałowa partia rozpoczęła się w wymarzony dla CTO sposób. Od samego początku gracze w pomarańczowych trykotach zbudowali sobie sporą przewagę, po której nic nie wskazywało na zwrot akcji (15-9). Mimo to – w końcówce BEemka rzuciła się do szalonej pogoni i w sobie znany sposób – doprowadziła do wyrównania po 19. Mowa ciała oraz miny graczy CTO wskazywały na to, że za chwilę wypuszczą oni mistrzostwo z rąk. Choć znaleźli się w kryzysowym momencie to w samej końcówce to oni zachowali więcej ‘zimnej krwi’ i w konsekwencji – świętowali trzeci w historii tytuł mistrzowski – brawo!
Flota Active Team – Fux Pępowo 2-1 (19-21; 21-19; 25-23)
W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że dość mało prawdopodobne jest to, by któraś z drużyn sięgnęła we wtorek po wymarzony komplet punktów. Było to o tyle istotne, że ten – był dla obu ekip przepustką do tego, by sezon w ich wykonaniu był tym perfekcyjnym. Graczom z Pępowa trzy punkty dawałyby mistrzostwo, a Flocie – bezpośredni awans do elity. Już początek spotkania pokazał, że będzie to bardzo wyrównane starcie. W pierwszym secie rywalizacji oglądaliśmy bardzo jakościową grę po obu stronach siatki, która zaprowadziła nas do stanu 14-14. Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się gracze z Pępowa, którzy po atakach Kornela Krakowskiego i Tomasza Piaska, prowadzili trzema oczkami (17-14). Choć Flota zdołała pod koniec podgonić nieco wynik, to pierwszy punkt rywalizacji – trafił na konta ‘Koniczynek’ (21-19). Po pierwszym secie stało się jasne, że Flota nie awansuje bezpośrednio do elity, a żeby zagrać w meczu barażowym – muszą wygrać przynajmniej jednego seta. Pod koniec środkowej odsłony, Fux Pępowo zdawał się być bliżej mistrzostwa. Po kolejnym ataku Tomka Piaska, prowadzili oni 17-16. Mimo to – tym razem to Flota była górą i po błędzie jednego z graczy w czarnym stroju – cieszyli się z wyrównania stanu rywalizacji (21-19). Wówczas wszystko stało się jasne – Fux zajął w lidze drugie, a Flota trzecie miejsce. Mimo to – graczom obu drużyn nie przeszło przez myśl by trzecią partię potraktować sparingowo. Z boku można było wręcz odnieść wrażenie, że trzeci set rywalizacji decyduje o mistrzostwie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Po bardzo zaciętym boju zakończonym walką na przewagi – z wygranej cieszyli się gracze Karoliny Kirszensztein, którzy dziś powalczą w meczu barażowym o prawo gry w pierwszej lidze. Jeśli im się powiedzie, to w przyszłym sezonie obie drużyny zmierzą się po raz kolejny – tym razem już w elicie.
Masz na kogoś liczyć – licz na Szach-Mat 😀
kiedyś Eko-Hurt mawiał. Masz na kogoś liczyć – licz na Speednet 😉