MATCHDAY #16

Za nami wieczór niespodzianek w Ergo Arenie. Choć Staltest, Speednet 2 czy DHP Oliwa nie były faworytami swoich meczów, to potrafiły ograć rywali. Na brak emocji nie mogliśmy narzekać również w derbach gminy Żukowo, gdzie mocniejsi okazali się gracze Fuxa Pępowo. Zapraszamy na podsumowanie!

Speedway AWKS – Only Spikes 3-0 (21-14; 21-8; 21-14)

W nagłówku do wtorkowych spotkań napisaliśmy, że wtorkowy wieczór był ‘wieczorem niespodzianek’. Cóż – o ile miało to zastosowanie w innych starciach, tak w meczu pomiędzy Speedway AWKS a Only Spikes – obyło się bez cudów. Od samego początku spotkania Speedway zrobił wszystko, by nie powtórzyć tego, co wydarzyło się w minionym tygodniu, kiedy niespodziewanie oddali seta VB FE Sulmin. Już chwilę po pierwszym gwizdku sędziego faworyt odskoczył swoim rywalom na sześć oczek (12-6). W dalszej części Only Spikes podkręcili nieco tempo, ale było wiadomo – strata była zbyt duża. Jeśli komuś z zewnątrz wydawało się, że pierwszy set był jednostronny, to w drugim musiał zmienić zdanie. Po kilku punktach zdobytych przez Szymona Schulza i Macieja Budzińskiego, team w żółto-czarnych barwach objął prowadzenie 11-3. Chwilę później przewaga wynosiła już 12 punktów (15-3) i wtedy zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie będziemy za moment świadkami rekordu obecnego sezonu. Na szczęście dla psychiki ‘Kanarków’ udało im się jeszcze zdobyć kilka oczek, dzięki czemu porażka nie wygląda aż tak drastycznie (21-8). Ostatni set był tym, w którym Only Spikes mieli swoje przebłyski (5-5). Z czasem jednak przewaga drużyny Mateusza Bojke stawała się coraz wyraźniejsza. Ostatecznie wygrali tę odsłonę do 14, cały mecz w stosunku 3-0 i przynajmniej na chwilę wskakują na fotel lidera czwartej ligi – brawo!

Złomowiec Gdańsk – DHP Oliwa 1-2 (19-21; 21-18; 17-21)

Wywiad Inter Marine SL3 z Krzysztofem Kopernikiem był czymś w rodzaju ‘samospełniającej się przepowiedni’. We wspomnianej rozmowie wspominaliśmy bowiem o tym, że Złomowiec nad wyraz często lubi przegrywać spotkania z drużynami z dołu ligowej tabeli. We wtorkowy wieczór niepokonany jak dotąd team w miedzianych barwach mierzył się z ostatnią drużyną ligi – DHP Oliwą. Jak można wywnioskować z tego wstępu – i tym razem to ‘underdog’ okazał się mocniejszy. Powiedzmy to sobie szczerze – pierwszy set nie stał na wysokim poziomie sportowym, a obie ekipy miały spore problemy z podstawowymi elementami siatkarskiego rzemiosła. Po wyrównanej i chaotycznej pierwszej części gry (10-10) jako pierwsi na prowadzenie wyszli gracze Oliwy, którzy po punktach Aleksandra Barana i Pawła Landowskiego objęli prowadzenie 15-11. Choć jeszcze przy stanie 20-17 wydawało się, że spokojnie dowiozą wygraną, nerwówka była nieunikniona. Złomowiec zdobył dwa punkty i zbliżył się na różnicę jednego oczka, ale ostatnie słowo należało do Igora Galińskiego i to DHP cieszyło się z prowadzenia w meczu. Druga odsłona od początku układała się po myśli faworytów (14-10). W drugiej części seta Złomowiec popełnił jednak aż pięć prostych błędów i rywale zdołali doprowadzić do stanu po 18. Tym razem jednak emocji w końcówce zabrakło, bo ekipa Witolda Klimasa zdobyła trzy ostatnie punkty i wyrównała wynik spotkania (21-18). Decydująca partia miała najbardziej wyrównany przebieg. Gra punkt za punkt trwała aż do stanu 16-16. Wówczas niesamowite trzy punkty zdobył Paweł Landowski, dzięki czemu Oliwa odskoczyła na 19-16, a chwilę później mogła cieszyć się z pierwszej wygranej w sezonie Jesień’25 – brawo!

BL Volley – Dream Volley 1-2 (17-21; 13-21; 23-21)

Po bardzo niespodziewanej, czy wręcz sensacyjnej porażce Dream Volley z MiszMaszem – team Mateusza Dobrzyńskiego przystępował we wtorek do piątego meczu w sezonie Jesień’25. Wczorajszy rywal – ekipa BL Volley – wydawał się być idealnym i wymarzonym przeciwnikiem dla ‘Marzycieli’. Historycznie zespół w niebieskich barwach nie miał dla swojego rywala żadnej litości. W obecnym sezonie BL mógł jednak odczuwać, że dystans pomiędzy obiema ekipami nieco się zmniejszył i właśnie w tym ‘Tygrysy’ upatrywały swojej szansy. Początek spotkania musiał jednak być dla nich sporym rozczarowaniem, bo Dream od razu wziął się do pracy, błyskawicznie budując przewagę 14-8. Kiedy wydawało się, że jest już ‘pozamiatane’, zespół Dobrzyńskiego zaczął popełniać sporo prostych błędów, które sprawiły, że zrobiło się gorąco przy stanie 15-13. Ostatecznie skończyło się bez przykrych konsekwencji, co – jak pamiętamy z historii Dream Volley – nie zawsze było regułą (21-17). Drugi set to jeszcze lepsza gra ‘Marzycieli’. Choć BL starał się jak mógł, nie miał żadnego pomysłu na dobrze poukładaną i skuteczną grę rywali (12-6). Gdy w ‘Tygrysim obozie’ pojawiły się nerwy, było jasne, jak się to skończy (21-13). Mimo niekorzystnego obrazu gry i przerwanej serii zwycięstw, BL Volley w trzeciej odsłonie pokazał charakter. Od początku seta aż do stanu 21-21 obie ekipy szły ‘łeb w łeb’, a my nie mieliśmy żadnej ‘czutki’, w którą stronę to się przechyli. Historycznie w takich końcówkach lepiej radzili sobie ‘Marzyciele’, ale – jak to mówią – szczęście i pech zawsze się równoważą. Kilka happy-endów z przeszłości musiało się w końcu odbić czkawką i tym razem Dream przegrał partię 21-23. Tak czy inaczej, wynik 2-1 był najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, na który stawiało najwięcej typerów.

Fux Pępowo – VB Sulmin 2-1 (21-14; 21-18; 13-21)

W derbach gminy Żukowo – górą Fux Pępowo! Argumentów za tym, że był to dla obu stron mecz szczególny, można znaleźć naprawdę wiele. W naszym odczuciu faworytem rywalizacji była ekipa z Pępowa, która w obecnej kampanii spisuje się bardzo dobrze. Potencjalna wygrana sprawiała, że team Dominika Szadacha doskoczyłby do ścisłej czołówki. Nie bez znaczenia był także fakt, że swoje spotkania przegrały drużyny Złomowca oraz MPS-u Volley, co dodatkowo poprawiało i tak już solidną sytuację ‘Koniczynek’. Sam mecz rozpoczął się znakomicie dla Fuxa Pępowo, który na półmetku premierowego seta prowadził już 10-5. W dalszej fazie partii drużyna Szadacha utrzymała wysoki poziom gry, rozbijając marzenia rywali o korzystnym dla nich wyniku i wygrywając 21-14. O ile w pierwszej odsłonie gracze w zielono-czarnych barwach grali niemal perfekcyjnie, o tyle w drugim secie pojawiły się schody. Tym razem to VB Sulmin lepiej rozpoczął grę, szybko wychodząc na prowadzenie 9-4. Ekipa Daniela Bąby nie cieszyła się jednak długo z przewagi, bo po kilku punktach byłego zawodnika VB – Patryka Bruchmana – Fux doprowadził do remisu 12-12. Choć w dalszej części Sulmin ponownie złapał rytm i prowadził 16-14, nie zdołał wykorzystać okazji. W końcówce świetnie spisał się Dominik Bychowski, który poprowadził Fuxa do wygranej 21-18 i zwycięstwa w meczu. Ostatnia partia to już zdecydowana dominacja drużyny VB Sulmin, która rozgromiła rywala 21-13. Marne to jednak pocieszenie, bo choć wygrali seta, to przegrali całe spotkanie i tym samym zanotowali trzecią porażkę z rzędu – a na początku sezonu nic na to nie wskazywało.

Staltest Pomorze – Inter Marine Masters 2-1 (21-23; 21-17; 21-18)

Przed meczem nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, która ze stron będzie faworytem. Choć wyniki ‘Mastersów’ w obecnej kampanii nie były przesadnie optymistyczne, to jednak mierzyli się oni z zespołem, który przegrał na inaugurację wszystkie pięć spotkań i nie dawał najmniejszych sygnałów, że sytuacja może się poprawić. Początek rywalizacji zdawał się potwierdzać nasze przewidywania. Inter Marine Masters narzucili rywalom swoje warunki gry i pod koniec seta prowadzili 18-10. Wydawało się, że to przewaga nie do roztrwonienia? Cóż – zdanie na ten temat mieli inne sami ‘Mastersi’, którzy postanowili udowodnić, że nie ma takiej różnicy, której nie da się zmarnować. Po fatalnej końcówce ekipa Andrzeja Masiaka zdobyła zaledwie dwa punkty, tracąc aż dziesięć i pozwalając Staltestowi doprowadzić do stanu 20-20. Mimo że pachniało tu dramatem, ostatecznie dopisało im szczęście i zdołali domknąć seta 23-21. To, czego nie udało się graczom Arka Kozłowskiego w pierwszej partii – zrobili w drugiej. Po świetnym fragmencie gry (naszym zdaniem najlepszym w całym sezonie) Staltest objął prowadzenie 13-8. Choć później za sprawą Andrzeja Masiaka i Tomka Kowalewskiego ‘Mastersi’ próbowali odrobić straty (18-15), ostatnie słowo należało do Staltestu, który wygrał 21-17. Ostatni set był najbardziej wyrównany i rozbudził emocje po obu stronach siatki. Nie zabrakło tam sportowej walki, ale również kontrowersji. Przy stanie 18-18 wszystko było możliwe, lecz w końcówce więcej zimnej krwi i koncentracji zachowali gracze Staltestu Pomorze. Zdobyli trzy ostatnie punkty meczu i mogli cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w sezonie Jesień’25. Po spotkaniu gracze Inter Marine nie kryli rozżalenia tym, jak potoczył się mecz. Choć byli faworytem, zaprezentowali się jedynie przeciętnie, by nie powiedzieć słabo. Niezależnie od tego, jaką wersję przyjąć – team Andrzeja Masiaka musi zrobić zdecydowanie więcej, jeśli nie chce utknąć w dolnych rejonach tabeli.

MPS Volley – Speednet 2 1-2 (18-21; 18-21; 21-15)

Niepokonana drużyna z aspiracjami na awans do elity vs drużyna tygodnia, która historycznie wygrywała mecze z Miłośnikami Piłki Siatkowej. Choć argumenty przemawiały za obiema stronami, to bardziej logiczny wydawał się tryumf MPS-u. Podobnego zdania było 86% Typerów w aplikacji SL3. Już początek spotkania pokazał jednak, że Speednet nie zamierza łatwo odpuścić i we wtorkowy wieczór powalczy o zwycięstwo. To właśnie oni, po kilku atakach Kamila Szlejtera, wysunęli się na prowadzenie 12-9 i do samego końca utrzymali kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Choć przy stanie 20-15 nieco spuścili z tonu i rywale zdobyli trzy punkty z rzędu, to finalnie Speednet cieszył się z wygranej w pierwszej partii (21-18). Środkowa odsłona to popisowa gra ‘Programistów’. Dawno nie widzieliśmy, by któraś z drużyn SL3 wyszła na parkiet z tak ogromną motywacją. Jako że MPS również prezentował solidną siatkówkę, to na półmetku seta mieliśmy remis po 11. Z czasem przewaga Speednetu zaczęła się jednak uwidaczniać, choć co ciekawe – rzadko która akcja kończyła się według klasycznego schematu: przyjęcie – rozegranie – atak. To spotkanie obfitowało w długie wymiany, efektowne obrony i skuteczne kontry. Tutaj po prostu nie dało się nudzić. Druga część seta należała już zdecydowanie do ‘Programistów’, a duży udział w tym miał Sławek Janczak, który serią skutecznych ataków dał swojej drużynie wygraną 21-18. Trzeci set nie miał już takiego poziomu emocji i jakości jak poprzednie partie. Był raczej swoistą ‘nagrodą pocieszenia’ dla MPS-u, który zdobył przynajmniej jeden punkt. Jeśli chodzi o Speednet, to gracze Marka Ogonowskiego mogą być z siebie dumni. Za nimi bardzo wymagający terminarz, w którym mierzyli się z drugoligową czołówką, a mimo to – trzy ostatnie mecze to trzy zwycięstwa. To pokazuje, że w ‘Programistach’ drzemie naprawdę ogromny potencjał – brawo!

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.