Za nami trzynasty dzień meczowy, w którym kolejne zwycięstwo w prestiżowym spotkaniu zgarnęła ekipa Speednet 2. Na trzecioligowych parkietach gracze Wolves Volley ograli w stosunku 3-0 Stay Win i awansowali na bardzo wysokie – trzecie miejsce w tabeli. Zapraszamy na podsumowanie!
Wolves Volley – Stay Win 3-0 (21-11; 23-21; 21-19)
Przed spotkaniem mieliśmy wrażenie, że będzie to bardzo wyrównane spotkanie, które zakończy się podziałem punktów. Oczywiście w naszym odczuciu faworytem była ekipa Wolves Volley. Nie sądziliśmy jednak, że mecz rozpocznie się od takiego lania, jakie gracze Wolves Volley zafundowali swoim rywalom. Nim się obejrzeliśmy – zespół Karola Ciechanowicza prowadził już… 9-2! Z czasem graczom Stay Win udało się zachować twarz i po dobrym fragmencie zniwelowali oni stratę do czterech oczek (14-10). Dalsza część seta to jednak ponowna przewaga ‘Watahy’, która rozbiła rywala i pozwoliła na to, by na siedem własnych punktów rywal zdobył zaledwie jeden (21-11). Środkowa odsłona to jednak zupełnie inne granie, w którym drużynie Stay Win znudziło się wcielać w role ofiary i ‘bitego’. W rezultacie tej metamorfozy zespół ‘Hotelarzy’ po punktach Tomasza Bobcowa oraz Pawła Nastałego objęli prowadzenie 10-7. Mimo że jeszcze pod koniec seta to ‘Hotelarze’ prowadzili (18-17), to w ostatecznym rozrachunku z wygranej cieszyli się gracze Wolves Volley (23-21). Kolejną próbę gracze Tomasza Bobcowa podjęli w trzecim secie rywalizacji, który wyglądał bardzo podobnie jak środkowa partia. Przez dłuższy czas wydawało się, że wysiłki drużyny Stay Win zostaną wreszcie wynagrodzone (11-8). Pod koniec seta gracze Wolves Volley włączyli jednak tryb turbo i po punktach Szymona Merskiego oraz Mikołaja Moszczenko zapewnili sobie trzeci punkt w meczu i awans na bardzo wysokie – trzecie miejsce w ligowej tabeli.
Feniks Gdańsk – Chilli Amigos 1-2 (18-21; 21-19; 14-21)
O tym meczu będzie się mówiło jeszcze bardzo długo. W spotkaniu swój debiut w Inter Marine SL3 zaliczył bowiem gracz Energi Trefla Gdańsk i jednocześnie reprezentant Polski – Aleks Nasevich, który w spotkaniu zagrał na nowej dla siebie pozycji – libero. Pomimo to Feniks nie zamierzał oddać meczu bez walki i co ciekawe – po asie serwisowym Jakuba Małeckiego wysunęli się oni na prowadzenie 10-7. Z czasem gracze Feniksa mieli spory problem z precyzją. Po kilku nieudanych atakach na prowadzenie wysunęli się gracze Amigos, którzy cieszyli się po chwili z wygranej pierwszego seta do 18. To, co nie udało się Feniksowi w premierowej partii – udało się chwilę później. Środkową partię lepiej rozpoczęli gracze Łukasza Dubickiego, którzy wysunęli się na prowadzenie 7-4. Po chwili – w bardzo krótkim odstępie czasu – popełnili jednak aż sześć (!) błędów z rzędu, po których rywale objęli prowadzenie 10-7. Mimo niekorzystnego obrazu gry w wykonaniu Feniksa team w czarnych strojach zdołał się z czasem ‘odkręcić’ i dalsza część seta to wyrównana gra obu drużyn. W końcówce szczęście uśmiechnęło się do Feniksa, który po punktach Wojciecha Smala zapewnił sobie wyrównanie stanu rywalizacji. Trzecia odsłona to już wyraźna przewaga graczy w czerwonych trykotach. To, co na pewno miało spory wpływ na wynik rywalizacji w trzeciej odsłonie, to słabsze przyjęcie Feniksa i spora liczba błędów własnych. Do tego po stronie Chilli dobrze dysponowany był Michał Kwiatek, więc wynik seta 21-14 nie mógł przesadnie dziwić.
Kraken Team – Flota TGD Team 1-2 (15-21; 22-20; 18-21)
Po niezbyt imponującym początku sezonu nie mieliśmy wątpliwości, że Flota TGD Team podejdzie do spotkania z łatką underdoga. Ba – osoby, które oglądają magazyny czy czytają zapowiedzi oraz podsumowania, wiedzą, że w oczach Redakcji Flota TGD Team miała mieć w obecnej kampanii poważne problemy z utrzymaniem. Wygrana ze Staltestem, do której doszło w minionym tygodniu, zbyt dużo w tej kwestii nie zmieniła. Co innego, gdyby Flocie udało się ograć Kraken Team, prawda? Już na początku spotkania Flota wskoczyła na bardzo wysoki poziom i po serii świetnych ataków Kacpra Goszczyńskiego oraz Tadeusza Jakubczyka objęli prowadzenie 14-5! Z czasem Kraken Team zanotował co prawda dobrą serię, ale o odrobieniu strat nie mogło być mowy. To, co z ich perspektywy ważniejsze, to to, że po początkowym niepowodzeniu zaczęli oni grać zdecydowanie lepiej i był to świetny prognostyk przed dalszą częścią meczu (21-15). Środkowa odsłona to bardzo wyrównana partia od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Choć po ataku Kacpra Goszczyńskiego Flota TGD prowadziła 17-15, to Kraken Team zdołał odrobić straty i ostatecznie doprowadzili do wyrównania w setach (22-20). Trzecia odsłona to kapitalna gra Floty. To, co imponowało i na co uwagę zwracali gracze Kraken Team, to kapitalna dyspozycja rywali w grze w obronie. Oj, Kraken w wielu akcjach miał potężne problemy z dobiciem się do parkietu. Dodatkowo rywale bardzo dobrze wyglądali na skrzydłach, a na dodatek sami popełniali sporo błędów. Biorąc to wszystko do kupy, nie można być przesadnie zdziwionym, że w meczu doszło do niespodzianki. Niemniej jednak mecz oglądało się naprawdę bardzo dobrze.
Speedway AWKS – Kraken 1-2 (25-23; 20-22; 11-21)
Po ubiegłotygodniowym zwycięstwie, Speedway AWKS uwierzył, że ‘nie tacy rywale straszni, jak ich malują’. Z całą pewnością triumf dał drużynie paliwo do tego, by do meczu z Krakenem podchodzić bez kompleksów. Biorąc pod uwagę to, że przeciwnik nie znajduje się w obecnym sezonie w szczycie formy – ‘żółto-czarni’ mogli powalczyć nawet o wygraną. Pierwszy set spotkania to prawdziwy thriller dla obu ekip. Wyraźnie lepiej seta rozpoczęli gracze AWKS, którzy przez całego seta konsekwentnie budowali sobie przewagę, doprowadzając do prowadzenia 14-10. Niestety dla siebie – po przespanym okresie, to Kraken doprowadził do sytuacji, w której jako pierwszy miał piłkę setową (20-18). Mimo że wszystko wskazywało na to, że faworyt zdobędzie po chwili decydujący punkt, gracze w żółto-czarnych barwach zdołali odwrócić sytuację na swoją korzyść i w konsekwencji to oni cieszyli się z pierwszego punktu w meczu, wow – to było naprawdę coś. Uskrzydleni zwycięstwem w premierowej partii, gracze Mateusza Bojke rozpoczęli środkową partię od prowadzenia 6-1. Jak się później okazało, były to miłe złego początki. Choć jeszcze pod koniec prowadzili 17-16, to tym razem – Kraken stanął na wysokości zadania i po punktach Pawła Shylina oraz Nikodema Grabka, mieliśmy remis w setach (22-20). W trzecim secie Kraken zagrał wreszcie tak, jak oczekiwali tego ich sympatycy. Już w połowie seta po kilku punktach Volodymyra Krolenko, gracze w czerwono-czarnych barwach wysunęli się na prowadzenie 11-7. W dalszej części po kilku punktach Artura Maksimova stało się jasne, że faworyt już tego nie wypuści (18-11).
Only Spikes – Chilli Amigos 1-2 (11-21; 12-21; 23-21)
Obojętnie, jakbyśmy się nie starali, nie da się nie wrócić do postaci Aleksa Nasevicha, który po pierwszym meczu na libero został przesunięty na lewe skrzydło. Choć w meczu nie grał dużo, to jednak w dwóch pierwszych setach rywalizacji sprawił swoim rywalom potężne problemy. Albo atakował tam, gdzie chciał, albo po prostu stał w szóstej strefie, wyciągał rękę, a piłka dziwnym trafem w nią trafiała, rozpoczynając kontrę ‘Amigos’. Tak – to był inny sport, a gracze Only Spikes byli wobec rywali zupełnie bezradni. Warto przy tym zaznaczyć, że poza tym, że walczyli z rywalem, to walczyli również sami z sobą. To, ile w trakcie meczu gracze w żółtych strojach zrobili błędów w polu serwisowym, jest po prostu nie do wybaczenia. Takie rzeczy trzeba piętnować i głośno o tym mówić. Słowo to przytoczyliśmy w przedostatnim magazynie, ale tak – to było ze strony Only Spikes ‘skandaliczne’. Po dwóch pierwszych – gładko wygranych przez Chilli setach wspomniany gracz opuścił boisko, a gracze w żółtych strojach zwietrzyli wreszcie swoją szansę. Co by nie mówić – wreszcie rozpoczęła się dla nich gra na równych zasadach, w której do ‘solówki za szkołą’ oponent nie wzywa starszego o 7 lat brata. No i trzeba przyznać, że ‘bitka’ stała się naprawdę interesująca. Od samego początku optyczną, aczkolwiek niewielką przewagę uzyskali gracze Only Spikes. W dalszej części seta ‘Amigos’ nie dawali za wygraną i ilekroć rywal odskakiwał – ci byli niczym cień. W końcówce spotkania więcej zimnej krwi zachowali gracze Only Spikes, którzy zgarnęli nagrodę pocieszenia (23-21).
BL Volley – Bayer Gdańsk 0-3 (13-21; 13-21; 9-21)
Niby człowiek wiedział, jak to się skończy, ale jednak BL potrafi zaskoczyć ilekroć pojawią się w hali Ergo Arena. Do tego jeszcze przejdziemy. To będzie wisienka na torcie podsumowania. Z całą pewnością będzie to też ciekawsza część, bo pierwsze dwa sety rywalizacji… trudno się było przy nich dobrze bawić. No, chyba że było się graczem Bayera Gdańsk – wtedy tak. Samo widowisko sportowe nie stało jednak na najwyższym poziomie. To, że rywal nie zawiesił poprzeczki zbyt wysoko i przez to mecz nie był pasjonujący, to rzecz jasna nie wina ‘Aptekarzy’. Zespół Damiana Harica zagrał tak, jak powinien. Już w pierwszej części seta Bayer za sprawą swojego kapitana wysunął się na prowadzenie 12-7. W dalszej części seta zespół BL Volley nie był w stanie wymyślić sposobu na zaskoczenie rywala i w konsekwencji przegrał tę partię do 13. Nie inaczej było w środkowej odsłonie, choć trzeba przyznać, że tu akurat ‘momenty były’. Na półmetku seta BL Volley prowadził bowiem z faworytem wyrównaną grę, po której mieliśmy remis po 11. Dalsza część seta to jednak wyraźna przewaga faworyta, który zaczął zdobywać punkty długą serią i pod koniec prowadził już 19-12. Jak można się domyślić – to wystarczyło (21-13). Na początku podsumowania napisaliśmy o czymś ekstra. Czymś niecodziennym i nadzwyczajnym. Trudno to sobie wyobrazić, ale na początku trzeciego seta gracze BL Volley prowadzili 9-3. To jeszcze nic – chwilę potem 18 (!) – OSIEMNAŚCIE kolejnych punktów zdobyła drużyna Bayer Gdańsk. To jest niewiarygodne. To nowa historia, która napisała się na naszych oczach. To temat, który będzie wałkowany przez kilka kolejnych lat. To nie ma się już prawa powtórzyć. Nigdy – nie w drugiej lidze. Bez jaj (21-9).
HANDLUWA – Inter Marine Masters 0-3 (9-21; 14-21; 10-21)
Szanowni Państwo, obraz gry Handluwy to… obraz nędzy i rozpaczy. Nie ma co owijać w piękny i ozdobny papier cuchnącego prezentu. Nie da się mówić o Handluwie w superlatywach, kiedy ci grają tak, jak grają. Po meczu doszliśmy do kilku konkluzji. Jedną z nich jest to, że spora część graczy Handluwy przychodzi na mecze ze swoimi partnerkami. Tu chcielibyśmy im serdecznie pogratulować. Skoro wytrzymują one w takich momentach, to nie opuszczą ich już nigdy – serio. Trudno jest trwać przy swoim mężczyźnie, kiedy ten co rusz jest upokarzany przez silniejszych samców. Dobra – konkluzja numer dwa: Handluwa to na podobnym poziomie może grać, ale raczej z Inter Marine Masters 2, a nie 1. Warto przy tym zaznaczyć, że i tu nie mamy przekonania, czy udałoby im się wygrać. Konkluzja nr 3 – prawdę mówiąc, to zgaśnięcie światła było częścią planu. Plan ten zakładał specjalną chwilę dla Handluwy, w której ich zaczerwienione od poczucia wstydu lica mogły wrócić do normy. Konkluzja numer 4 – jeśli Handluwa zdoła się utrzymać, to sami nie wiemy, co o tym myśleć. Póki co nie widzimy ani krzty nadziei. Prędzej uwierzymy w to, że katowicki Spodek wzniesie się w powietrze. Tych przytyków do Handluwy mielibyśmy nie 4, a 40. Nie ma co jednak kopać leżącego. A Inter Marine Masters? Gracze w biało-niebieskich strojach stanęli na wysokości zadania i zgodnie z przedmeczową predykcją ich sytuacja zdaje się być kapitalna. Po czterech meczach sezonu mają już 9 punktów. Choć do zakończenia zmagań zostało im aż 9 meczów – to do pobicia wyniku z poprzedniego sezonu brakuje im zaledwie siedmiu oczek. Wow – niebywały wystrzał formy.
Szach-Mat – AIP 0-3 (22-24; 13-21; 13-21)
Czy po wczorajszym starciu ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Szach-Mat znajduje się obecnie w bardzo głębokim kryzysie? Chyba takich osób już nie ma. Co ciekawe – przed meczem zagaił nas jeden z ‘Szachistów’, który nieco zdziwiony pytał, czemu nie wierzymy w potężny Szach-Mat. Redakcja stawiała bowiem na wynik 3-0 dla AiP. Sami jesteśmy ciekawi, jaki typ oddałby obecnie sam zainteresowany. Bo prawdę mówiąc – nie ma co ufać w umiejętności Szach-Matu. Tych w ostatnim czasie albo nie ma, albo są perfekcyjnie kamuflowane. Ok – podobnie jak w poprzednich meczach były momenty. Zdecydowanie najlepiej gracze Dawida Kołodzieja wypadli w pierwszym secie rywalizacji, gdzie mieli realną szansę na wygraną seta. Jak to mówią – biednemu wiatr w oczy. Mimo prowadzenia pod koniec 19-17 Szach-Mat wypuścił zwycięstwo z rąk. Najpierw gracze AiP doprowadzili do wyrównania po 20, a po krótkiej chwili i efektownym bloku Jakuba Jetke zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu (24-22). Wówczas nie wiedzieliśmy jeszcze, że byliśmy właśnie świadkami końca meczu. Owszem – tak to właśnie wyglądało, bo w drugim i trzecim secie rywalizacji Szach-Mat ani przez chwilę nie zagroził rywalowi. Niemoc, bezradność, frustracja. To wszystko sprawiło, że w ekipie Szach-Matu doszło w pewnym momencie do małych tarć, które nie pomogły drużynie. A AiP? Przed meczem pisaliśmy, że jest to ostatni dzwonek, by włączyć się do walki o grupę mistrzowską. Pomimo problemów w pierwszym secie udało im się sięgnąć po komplet punktów i wskoczyć w ligowej tabeli przed Bossmana, który może pochwalić się bilansem czterech zwycięstw i jednej porażki.
Flota Active Team – Speednet 2 1-2 (19-21; 21-13; 16-21)
W zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy o patencie Speednetu na grę z Flotą Active Team i po meczu… trudno się do tej tezy nie przekonać. Choć na Flotę swój typ oddało niespełna 70% osób biorących udział w zabawie, to my poszliśmy pod prąd, uznając, że to Speednet wygra spotkanie. Początek środowego starcia to jednak przewaga Floty, po której prowadzili oni 8-4. Po festiwalu błędów ‘Flociarzy-auciarzy’, Speednet wysunął się na prowadzenie 12-9. W dalszej części seta zespół Karoliny Kirszensztein doprowadził do wyrównania i z czasem mieliśmy już walkę ‘łeb w łeb’. W końcówce seta – co jest już pewną normą w Speednecie – ciężar na swoje barki wziął Kacper Kowalewski, który skuteczną grą zapewnił swojej drużynie pierwszy punkt w meczu (21-19). Środkowa odsłona to udany rewanż brązowych medalistów poprzedniego sezonu. Po kilku atakach Mariusza Krynickiego zespół w fioletowych barwach wysunął się na prowadzenie 8-3. Choć z czasem rywal zniwelował stratę do jednego punktu (11-10), to druga część seta przebiegała pod dyktando graczy Karoliny Kirszensztein (21-13). Decydujący o zwycięstwie set to kolejne błędy Floty i z drugiej strony większy szacunek do wyprowadzanych akcji przez Speednet (9-6). Oj, było tego naprawdę wiele. Nie chcemy sprowadzać zwycięstwa Speednetu do błędów rywali, ale na tle Floty była to po prostu przepaść. Kultura gry i szacunek na zdecydowanie innym poziomie. Kiedy na tablicy wyników było 19-13 dla Speednetu, stało się jasne, że to oni wygrają spotkanie – brawo!