Za nami pierwszy dzień meczowy w sezonie Jesień’25. W bardzo dobrych nastrojach halę Ergo-Arena opuszczali faworyci spotkań – Szach-Mat, Eko-Hurt, Speedway AWKS, Kraken czy Feniks Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!
EKO-HURT – Oliwa Team 3-0 (21-14; 21-17; 21-18)
Po raz ostatni Eko-Hurt swoje spotkanie w drugiej lidze rozegrał…niemal sześć lat temu. Od tamtego czasu ‘Hurtownicy’ nie schodzili poniżej poziomu elity, zdobywając przy tym dwukrotnie tytuł mistrzowski Inter Marine SL3. Każda drużyna ma swój ‘cykl życia’. Jakiś czas wcześniej przekonała się o tym ekipa DNV Volley Gdańsk. Tym razem przyszła kolej na Eko-Hurt, aczkolwiek ważne w tym wszystkim jest to, że team Pawła Dawczaka przyjął porażkę na klatę. Pierwszy mecz sezonu – z beniaminkiem drugiej ligi – Oliwą, był doskonałą okazją do premierowych punktów. Już od pierwszego gwizdka sędziego, Eko-Hurt narzucił swoje warunki gry i po świetnej zagrywce, zdołali odrzucić swoich rywali od siatki, wychodząc na prowadzenie 14-8. Wysoka przewaga na tym etapie seta pozwoliła ex-pierwszoligowcom na spokojną wygraną seta do 14. Wyraźnie większy opór, Oliwa Team zaprezentowała w środkowej odsłonie, w której pachniało niespodzianką. Na półmetku seta, gracze w białych strojach prowadzili bowiem 10-7. Sytuacja zaczęła wymykać im się spod kontroli w drugiej części, w której absolutny show dał powracający na parkiety Inter Marine SL3 – Marcin Radziewicz. Po kilku atakach oraz dobrej zagrywce wspomnianego przyjmującego – Eko-Hurt cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-17). Ostatni ‘rozdział’ poniedziałkowego meczu to niemal kopia tego co oglądaliśmy chwilę wcześniej. Kilka wymian po początku seta – Oliwa prowadziła już 8-2! W dalszej części zaprocentowało jednak doświadczenie Eko-Hurtu, który zdołał wyjść z opresji i zainkasować komplet punktów. Jeśli chodzi o Oliwę to z całą pewnością czują oni spory niedosyt. Do co najmniej jednego punktu było wczoraj naprawdę blisko.
VB FE Sulmin – Feniks Gdańsk 0-3 (14-21; 14-21; 21-23)
W zapowiedziach wskazywaliśmy na to, że debiutujący w rozgrywkach Feniks Gdańsk nie powinien mieć zbyt dużych problemów z tym by wygrać za komplet oczek. Do pewnego momentu wszystko zdawało się układać dla nich idealnie. Początek spotkania to przewaga ‘mitycznego ptaka’, który po asie serwisowym Dawida Laskowskiego, objął prowadzenie 10-6. Skoro przy zagrywce jesteśmy – warto zauważyć, że był to najpoważniejszy mankament drużyny z Sulmina, która pozwoliła sobie na stratę aż 10 punktów w ten sposób. Wracając do meczu – dalsza część premierowej partii nie przyniosła zwrotu akcji i po chwili zespół Łukasza Dubickiego cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-14). Środkowa partia rozpoczęła się kapitalnie dla Feniksa. Po kilku asach serwisowych rozgrywającej – Natalii Leszman, faworyzowany team objął prowadzenie…10-0! Choć zespół z Sulmina zmierzał wówczas nieuchronnie na ‘górę lodową’, to w dalszej części seta zdołał się ‘odkręcić’, a nawet pokazać pazur. Jako, że strata była zbyt duża – na odwrócenie losów nie było rzecz jasna szans (21-14). Nie wiemy czy na sali był wczoraj ktoś, kto przewidział, że po dwóch pierwszych – gładko wygranych setach, Feniks będzie miał w finałowej partii kłopoty. A jednak – dobre zmiany zadaniowe, lepsza organizacja gry, dobra gra w obronie to tylko kilka z atutów drużyny Fabiana Ehrlicha w ostatnim secie rywalizacji. Kiedy dorzucimy do tego festiwal błędów po drugiej stronie siatki to wychodzi nam NIEMAL gotowa receptura na stratę punktu. Choć pod koniec partii Feniks przegrywał 17-14 to w końcówce – uwaga, będziemy niezwykle oryginalni – wstał jak feniks z popiołu. Niebywałe. Brawo!
Speedway AWKS – TKKF Orlen 3-0 (21-9; 21-11; 21-10)
Cudu nie było – osłabiony potężnymi problemami kadrowymi zespół TKKF Orlen nie był w stanie nawiązać walki z Speedway AWKS, który pokazał się z bardzo dobrej strony, zdobywając przy tym komplet oczek. Choć czasami debiutujący gracze w Inter Marine SL3 mają problem z tym by wskoczyć na swój poziom to po graczach AWKS nie było tego zupełnie widać. Od pierwszego gwizdka sędziego wjechali oni w rywala ‘na pełnej’ i kiedy na czarnej tablicy wyników widniało 12-1 dla ‘żółto-czarnych’, zrobiło nam się ‘Nafciarzy’ żal. Na szczęście dla ich kondycji psychicznej – w dalszej części seta, gracze Mateusza Bojke nieco zwolnili i finalnie wygrali tę partię do 9. W środkowej odsłonie oglądaliśmy niemal tę samą historię. Po dwóch atakach Macieja Budzińskiego, AWKS objął prowadzenie 11-3 i dalsza część seta była momentem, w którym ‘Nafciarze’ mogli złapać oddech (21-11). Trzeci set? Kombinacja na klawiaturze CTRL+C – CTRL+V. Wiadomo o co chodzi. Atak i as serwisowy Mateusza Plińskiego sprawiły, że po raz kolejny w meczu mieliśmy wynik 11-3. Ostatecznie set zakończył się wynikiem do 10, a to nad czym z pewnością muszą popracować ‘Nafciarze’ to przyjęcie. 10 asów rywali jest tak zwanym ‘kryminałem’, który nie ma prawa się powtórzyć do końca sezonu. Podsumowując ten mecz trudno nie odnieść wrażenia, że nie było to 100% umiejętności Speedway AWKS. Sądzimy, że gdyby chcieli to mogliby podkręcić śrubę jeszcze bardziej. Póki co – powinni jednak ostudzić głowy. Tak jak wspomnieliśmy – rywal miał wczoraj ogromne problemy i w dalszej części sezonu aż tak łatwo nie będzie.
DSGSA – Only Spikes 2-1 (21-7; 21-11; 14-21)
Nie ukrywamy, że nie zadrżała nam ręka w momencie, w którym stawialiśmy na komplet punktów w wykonaniu debiutującej w Inter Marine SL3 – drużyny DSGSA. Swoją predykcję oparliśmy na doświadczeniu kilku graczy w wyższych klasach rozgrywkowych. Ponadto wzięliśmy pod uwagę również fakt, że w tamtym sezonie Only Spikes radzili sobie raczej przeciętnie. Dodatkowo w poniedziałkowy wieczór nie mogli liczyć na pomoc kapitana i lidera drużyny – Patryka Łabędzia. Początek spotkania zdawał się to wszystko potwierdzać, bo po bardzo mocnym początku drugiego z kapitanów – tym razem DSGSA – Michała Farona, prowadzili już 8-2. Dalsza część seta to wyraźna przewaga debiutującej drużyny w lidze przy czym trzeba podkreślić – pomagali sami gracze Only Spikes. Ci albo popełniali błędy, albo mieli problemy z prostymi zagraniami. Efekt? Wynik 21-7 dla faworyta. Druga odsłona była dość podobna, aczkolwiek po stronie Only Spikes zaczęła kiełkować myśl o ‘pograniu w siatkówkę’. Ostatecznie na niewiele się to zdało i drugą odsłonę rywalizacji team Michała Farona wygrał do 11. Co stało się przed trzecim setem? Sami nie wiemy. W finałowej partii gracze w żółtych koszulkach grali zdecydowanie lepiej. Każdy kolejny punkt sprawiał, że Only Spikes grali jeszcze lepiej. To oczywiście wywoływało efekt domina – ci drudzy tracili pewność siebie, a z każdą akcją z ich ust znikał uśmiech. Ostatecznie faworyzowany team nie zdołał odrobić strat i z ostatniego punktu w meczu cieszył się absolutny underdog spotkania!
Szach-Mat – Czerepachy Volley 3-0 (21-17; 21-18; 21-14)
Zdajemy sobie sprawę, że ostatnio takie fikołki jak my w podsumowaniu, robił Leszek Blanik w Pekinie w 2008 r. Choć obiecaliśmy Czerepachom, że nie będziemy ich po wczorajszym meczu grillować to korci jak cholera. Cóż – napiszemy tylko tyle, że 'żodyn się nie spodziewał’. W naszym odczuciu zdecydowanym faworytem starcia byli brązowi medaliści poprzedniego sezonu – Szach-Mat. Gracze ‘królewskiej gry’ od samego początku narzucili swoje warunki gry i na półmetku seta prowadzili już 11-6. Choć z czasem ‘Żółwie’ zniwelowały straty do dwóch oczek (12-10), to dalsza część seta nie pozostawiła złudzeń, która z drużyn jest lepsza (21-17). Jeśli Czerepachy miały we wczorajszym spotkaniu swoją szansę to właśnie w drugim secie. Gracze w zielonych trykotach prowadzili po kilku punktach nowego nabytku – Wojciecha Ingielewicza 15-12, a następnie 17-15. W końcówce wspomnianemu prawoskrzydłowymi rozregulował się nieco celownik, a z takiego prezentu – Szach-Mat nie mógł nie skorzystać. Już po chwili ‘Szachiści’ doprowadzili do remisu, a następnie przechylili szale zwycięstwa na swoją stronę (21-18). Trzeci set rywalizacji to spokojne granie, które nie jest zbyt często spotykane na pierwszoligowych parkietach. Mówiąc precyzyjniej – mecz dla koneserów, w którym Czerepachy niespecjalnie udawały, że interesuje ich punkt. Szach-Mat z kolei bez podkręcania tempa zdobywa trzy pierwsze punkty i w dalszej części sezonu będzie liczył na to, że ‘Żółwie’ staną na wysokości zadania i pourywają punkty ich rywalom.
Tiger Team – Kraken 0-3 (11-21; 19-21; 14-21)
Z pewnością nie tak miał wyglądać powrót na trzecioligowe parkiety w wykonaniu drużyny Tiger Team. Po jednym sezonie spędzonym na zesłaniu do czwartej ligi, ‘Tygrysy’ przystąpiły do nowego sezonu z nadziejami, że ich los będzie zupełnie inny niż ten, który pamiętamy z nieudanej trzecioligowej kampanii w sezonie Jesień’24. Jeśli wczorajszy dzień miał być odpowiedzią do tamtych zdarzeń to cóż…wyszło bardzo źle. Ok – Tiger przed meczem starał się przełożyć spotkanie, a wynikało to z braków kadrowych. To dla nas jednak żadne wytłumaczenie, bo Kraken również miał swoje problemy, a mimo to nie narzekał. Wracając do samego spotkania – od pierwszego gwizdka sędziego widać było, że w poprzednim sezonie obie drużyny dzieliły nie jedna, a dwie klasy rozgrywkowe. Z drugiej strony – Kraken może się cieszyć, że trafił akurat na Tiger Team, bo sam nie zaprezentował się jakoś wybitnie. W poczynaniach graczy Jurija Charczuka widać było sporo niedokładności. To mogło się zemścić na ‘Bestii’ w drugiej odsłonie rywalizacji. Choć Kraken prowadził 20-17 to po punktach Mateusza Cieśluka oraz Szymona Burdynewicza w szeregach ex-drugoligowca zrobiło się dość nerwowo. Ostatecznie beniaminek trzeciej ligi zepsuł akcję i z drugiego punktu w meczu cieszył się faworyt spotkania. Trzecia odsłona to set bez historii, w którym Tiger ani przez chwilę nie zagroził swojemu rywalowi, który inkasuje pierwsze trzy punkty w sezonie!
Ekohurt to drużyna, której styl gry naprawdę zachwyca. Każdy ich mecz to prawdziwa uczta dla kibica – akcje są przemyślane, dynamiczne i pełne zaangażowania. Patrząc, jak poruszają się po boisku, widać pasję i zrozumienie między zawodnikami. To sprawia, że oglądanie ich występów jest jak miód dla oczu – czysta przyjemność i radość z siatkówki.
W mojej opinii Ekohurt wyróżnia się na tle całej 2. ligi nie tylko wynikami, ale przede wszystkim sposobem gry. To drużyna, która pokazuje, że nawet na tym poziomie można grać efektownie i z charakterem. Dla mnie to najlepszy zespół w lidze – łączą w sobie waleczność, technikę i serce do gry.
Wrócę tu w połowie sezonu.
Nie zawsze można mieć M. Radziewicza w formie mutant, a bez tego nie byłoby tak kolorowo