Liga: Druga Liga - Jesień 2019

Thunder Team – Port Gdańsk

Analizując rozkład punktowy poszczególnych drużyn możemy dojść do błędnego wniosku, że grała tylko jedna drużyna. Nie zgodzimy się z taką narracją. Mimo, że Thunder Team grał z łatką faworyta, to zwycięstwo nie należało do najłatwiejszych. Mecz rozpoczął się od dwóch punktowych bloków Mateusza Waroczyka (w całym meczu zdobył ich aż pięć, dzięki czemu wskoczył na drugie miejsce w klasyfikacji najlepiej blokujących graczy drugiej ligi przyp. Red.), które dały do zrozumienia, że lepiej omijać tego 193 centymetrowego gracza. Mimo, że Portowcy całkiem dobrze prezentowali się w obronie to nie byli w stanie poradzić sobie nie tylko z atakami Przemysława Walczaka, ale przede wszystkim rozegraniem Michała Długozimy. Michał od początku sezonu prezentuje kapitalną dyspozycję i jest ogromną wartością dodaną swojej drużyny. Mało tego, jesteśmy przekonani, że znalazłby miejsce w składzie w połowie pierwszoligowych drużyn. W ekipie przeciwnej debiutowało dwóch graczy – Mateusz Kłosowski oraz Piotr Smolnik. Pierwszy występ był dla nich raczej nieudany. Ciężko mówić o udanym debiucie jeśli przegrywa się spotkanie w stosunku 0-3. Z drugiej strony, obaj gracze pokazali umiejętności indywidualne. Wraz z upływem czasu wspomniani zawodnicy, podobnie jak ich drużyna, rozkręcili się, w efekcie czego poprawiali liczbę punktów w kolejnych odsłonach. Mało tego, na początku ostatniego seta Portowcy mieli czteropunktową przewagę, którą z czasem roztrwonili i ostatecznie musieli uznać wyższość swoich rywali w szóstym meczu z rzędu.

Allsix by Decathlon – Wirtualna Polska

Zgodnie z oczekiwaniami i przewidywaniami Redakcji mecz dostarczył ogromnych emocji. Już sama sytuacja w tabeli wskazywała, że mamy do czynienia z drużynami o podobnym potencjale. Jakby tego było mało, obie drużyny do momentu bezpośredniej rywalizacji zdobyły po osiem punktów. Znamiennym jest również fakt, że innego zwycięzcę typowała Redakcja, a innego nasz Ekspert Maciej Kot. Pierwszy set przypominał istną huśtawkę nastrojów. Mecz lepiej rozpoczęli gracze Decathlonu, którzy szybko wyszli na prowadzenie 4-1. W dalszej części seta sytuacja się ustabilizowała i ekipa WP zdołała wyrównać. Końcówka partii ponownie należała do ‘Granatowych’, którzy zakończyli tę część asem serwisowym, świetnie dysponowanej w tym sezonie, Darii Kwiatkowskiej. Zagrywka ta podziałała mobilizująco na Filipa Padzika z drużyny przeciwnej, który postanowił pokazać kunszt i rozpocząć drugą odsłonę czterema asami serwisowymi z rzędu. Od początku tego seta widać było, że Wirtualni wyszli bardzo podrażnieni niepowodzeniem z pierwszej partii. Ich gra się poprawiła i w tej odsłonie prezentowali się znacznie lepiej od rywali, którzy zaczęli popełniać więcej błędów. Dodatkowo prawdziwe show zaprezentował jeden z najlepszych graczy drugiej ligi – Adam Wajner, który co rusz zdobywał punkty. Po twarzach Granatowych widać było, że zbierają siły na trzecią odsłonę. W niej prezentowali się naprawdę bardzo dobrze i gdy wydawało się, że sięgną po piątą wygraną w stosunku 2-1 coś się zacięło i nie wykorzystali swojej szansy. Mimo, że wygrywali 18-16 to pozwolili wyszarpać zwycięstwo ‘Biało-czerwonym’ dla których poniedziałkowa wygrana była już czwartą w sezonie Jesień’19. Wynik z poprzedniej edycji już wyrównany. Trzeba pamiętać, że przed Wirtualnymi jeszcze siedem spotkań!

Speednet 2 – DNV GL S*M*A*S*H

Rozkręca nam się drużyna DNV GL S*M*A*S*H. Zastanawiamy się czy to tylko iluzja czy graczom DNV gra sprawia ponownie ogromną satysfakcję oraz radość. Gdy dodamy do tego wyniki, które w ostatnim czasie ekipa ma naprawdę dobre, to mamy obraz drużyny ukontentowanej. W czwartkowy wieczór faworytem była ekipa DNV i presja, którą narzuciła na nich Redakcja nie spętała im nóg. Poza faktem, że drużyna zadebiutowała w nowych strojach to jeszcze frekwencja i zaangażowanie sprawiło, że na drużynę patrzyło się z czystą przyjemnością. O ekipie z Łużyckiej możemy pisać same komplementy. Szczególnie, gdy spojrzymy na pierwszy set. Ekipa ‘Białych’ wcieliła się w rolę profesorów. Atak z Przechodzącej piłki? Wykład profesora Lukashenko. As serwisowy? Zaprasza profesor Palka. Blok? Zapraszamy do auli Pana Wiśniewskiego. A może lekcja teorii w graniu na jednego rozgrywającego? Dyżur pełni profesor Paszkowski. Mówimy tu tylko o pierwszym secie. W następnych było w zasadzie podobnie. Speednet nie miał w ten pochmurny wieczór argumentów na tak dobrze zorganizowaną drużynę DNV. Można powiedzieć, że między ekipami mamy remis, ponieważ w wiosennej edycji wygrała firma Speednet. Która z drużyn będzie mocniejsza w kolejnej edycji?

Zmieszani – Team Spontan

Tak jak pisaliśmy w nagłówku – było to najciekawsze spotkanie w matchday #13. Osoby, które przeczytały zapowiedzi wiedziały, że spotkanie niesie za sobą pewien ciężar gatunkowy. Na papierze faworytem spotkania była drużyna Zmieszanych i możemy się założyć, że na 1000 respondentów z ankiety 999 odpowiedziałoby, że wygrają Zmieszani. Tak naprawdę tylko szaleniec mógł wskazać jako faworyta ekipę Piotra Raczyńskiego. Historia wielokrotnie pokazała, że nie zawsze większość ma rację. Jakiś czas temu Kopernika również chcieli spalić na stosie. Po czasie okazało się, że ten mieszkaniec Torunia miał rację, gdy wszystkim wokół wydawało się, że opowiada bzdury. Szukając analogii do naszej ligi, jeden na tysiąc respondentów również miał rację. To Spontaniczni wygrali spotkanie w stosunku 2-1. W pierwszym secie prowadzili już 19-14, ale w ich szeregach pojawiło się rozprężenie, w efekcie czego doprowadzili do remisu, a następnie walki na przewagi. Ostatecznie udało im się wygrać seta do 20. Druga odsłona również była bardzo wyrównana i ponownie zwycięska dla Spontana. Jako przyczynę porażki, w tej partii, wskażemy trzy rzeczy. 1. Marek Blachowski ponownie wykorzystał swoje centymetry i kapitalnie sprawował się na bloku. 2. Przy stanie 19-19 doszło do sytuacji po której piłka wylądowała w polu/na oucie i wzbudziła ogromne poruszenie wśród dwóch drużyn. Ostatecznie punkt trafił do Spontanicznych i można żałować, że Pani sędzia nie zdecydowała się na powtórzenie akcji. 3. Jakkolwiek boleśnie to nie zabrzmi, to Zmieszani zagrali poniżej swoich możliwości. Te pokazali dopiero w ostatniej odsłonie, pewnie wygrywając seta do 12. Niestety dla Zmieszanych było już za późno i można powiedzieć, że dobro przegrało ze złem. Mamy tu na myśli oczywiście szczęśliwą siódemkę (siódmy mecz Zmieszanych) z pechową trzynastką (trzynasta seria gier).

Zmieszani – Scandic

Nie oszukujmy się – wynik zawodów był znany na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W rywalizacji zmierzyły się bowiem drużyny, które dzieli przepaść – zarówno w umiejętnościach, jak i w doświadczeniu czy zgraniu. Nie oznacza to jednak, że przed spotkaniem, a także w jego trakcie, nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Hotelarze w dzień meczowy, rzutem na taśmę, uzupełnili listę swoich graczy o ‘brygadę R’. W skład wspomnianej ekipy wszedł: Bartosz Rudzki, Sebastian Rydel oraz Mateusz Ryś. Ten ostatni oraz Natalia Pawelska byli najlepszymi graczami swojego zespołu. Wydaje nam się, że mecz ze Zmieszanymi był dla drużyny Grzegorza Grabowskiego najlepszy pod każdym kątem. Po pierwsze, byliśmy bardzo miło zaskoczeni, że w czwartkowym starciu była najlepsza jak dotąd frekwencja. Do protokołu zostało wpisanych aż jedenastu graczy. Ponadto trzeba przyznać, że gra wyglądała tego dnia zdecydowanie lepiej. Dobre przyjęcie wspomnianej Natalii Pawelskiej oraz atak Mateusza Rysia powoduje, że przed drużyną kreuje się wizja coraz lepszej dyspozycji. Najlepiej Hotelarze zaprezentowali się w drugim secie, w którym to ugrali aż czternaście punktów, co jest ich najlepszym wynikiem w lidze. Zmieszani oczywiście przez cały mecz kontrolowali jego przebieg, ale nie ujmujemy niczego ekipie Scandic. Jakkolwiek to zabrzmi, mecz dla Zmieszanych był rozgrzewką przed spotkaniem z Team Spontan.

Team Spontan – Allsix by Decathlon

Czwartkowy wieczór miał nam dać odpowiedź o jakie cele będzie walczyć drużyna Spontanicznych. Nie ukrywamy, że widząc potencjał i zasoby ludzkie byliśmy przekonani, że ten produkt musi w końcu odpalić. W zasadzie pytanie ‘czy’ było bezzasadne i ewoluowało do pytania ‘kiedy’? Wydaje nam się, że czwartek był dniem w którym znowu byli drużyną, która potrafi wygrywać i bawić się przy tym doskonale. Wśród zawodników debiutował dzisiaj najwyższy zawodnik w lidze – Marek Blachowski. Jego 207 cm wzrostu budziło ogromny respekt wśród rywali, którzy postanowili jak najrzadziej atakować jego stroną. W drużynie Decathlonu zabrakło aż trzech z czterech najlepiej punktujących graczy drużyny i zastanawiamy się jak potoczyłby się w szczególności pierwszy set, który był najbardziej wyrównany ze wszystkich partii. Druga odsłona to już zdecydowana przewaga Spontanicznych. Być może na lepszą dyspozycję miał fakt pojawienia się Piotra Skierkowskiego, który spóźniony, ale jednak dołączył, by wspierać swoją drużynę. Trzecia część to zaskoczenie i konsternacja wśród Spontanicznych. Set ten pokazał, że mimo wysokiej wygranej w poprzedniej partii, nie można absolutnie lekceważyć swojego rywala. W pewnym momencie Allsix prowadził aż sześcioma punktami i wydawało się, że skończy się podziałem punktów. Decathlon ostatecznie najpierw dopuścił rywali do wyrównania, a następnie uległ w secie i w meczu po asie serwisowym spóźnialskiego – Piotra Skierkowskiego.