MATCHDAY #21

Za nami emocjonujący 21. dzień meczowy sezonu Jesień ’25. W środę z bardzo dobrej strony zaprezentowały się ekipy MysterElektroRockets oraz Siatkersów, które – choć nie były faworytami swoich spotkań – potrafiły ograć rywali. Na uwagę zasługują także kolejne zwycięstwa DSGSA oraz Inter-Grahen Sulmin. Zapraszamy na podsumowanie! 

DHP Oliwa – Old Boys 0-3 (14-21; 15-21; 16-21)

Po tym, jak w obecnym sezonie forma drużyny Old Boys wyraźnie faluje, trudno było przewidzieć, czy zespół Bartłomieja Kniecia stanie na wysokości zadania i pokona ostatnią drużynę w tabeli. Ostatecznie daliśmy im jednak kredyt zaufania i w Typie Redakcji wskazaliśmy na komplet punktów ekipy z Pruszcza Gdańskiego. Jak się okazało – była to bardzo dobra decyzja, bo przewaga graczy Bartłomieja Kniecia okazała się bezdyskusyjna. Już na półmetku inauguracyjnej odsłony zarysowała się przewaga drużyny znad Raduni, która objęła prowadzenie 13-9. W dalszej części, głównie za sprawą Doriana Walentynowicza, Oliwa próbowała się odgryźć, jednak o wygranej w secie nie mogło być mowy (21-14). Środkowa partia rozpoczęła się od miażdżącej dominacji Old Boysów – po dwóch asach serwisowych z rzędu Mateusza Batyry gracze w białych strojach prowadzili już 12-4. Choć z czasem DHP Oliwa nieco się odnalazła, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki z tak zdeterminowanym i lepiej dysponowanym rywalem (21-15). Jeśli zespół Adama Wyrzykowskiego miał szukać swojej szansy, to właśnie w trzecim secie. Tuż po jego półmetku beniaminek dość niespodziewanie objął prowadzenie 13-11. Mimo to nie potrafił pójść za ciosem i po kilku punktach zdobytych przez najlepszego zawodnika meczu – Mateusza Batyrę – Old Boys mogli cieszyć się z bardzo ważnego kompletu punktów.

TKKF Orlen – DSGSA 0-3 (15-21; 19-21; 16-21)

Czy nie zdarzyło się Wam, że za dzieciaka znajdywaliście prezenty na długo przed ‘pierwszą gwiazdką’? Sądzimy, że zdecydowanej większości z Was tak. Czemu o tym piszemy? Ano dlatego, że poza świetnym wynikiem, którym bez wątpienia jest kolejny komplet punktów, zespół DSGSA dostał jeszcze jeden prezent. Była nim dość niespodziewana porażka Speedway AWKS, po której team Michała Farona wskoczył na sam szczyt ligowej piramidy układanki. Mówią, że nie ma się co oglądać na rywali, więc kilka słów o meczu. ‘Bordowi’ w pierwszym secie zaprezentowali o wiele większą kulturę gry i nie jest to przesadnym zaskoczeniem. Po olbrzymich problemach z wyprowadzeniem ataku przez ‘Nafciarzy’, DSGSA objęli prowadzenie 14-8 i bez wątpienia ustawiło to dalszą część seta. Środkowa odsłona to bez wątpienia najlepszy fragment TKKF Orlen i partia, w której pojawiła się szansa na premierowy punkt w sezonie Jesień’25. Po serii błędów kapitana DSGSA, TKKF Orlen zniwelował pod koniec seta stratę do jednego oczka (19-18). Kiedy w obozie ‘Bordowych’ zrobiło się naprawdę gorąco, skutecznymi akcjami popisał się duet Pawlewicz – Skibiak, zamykając seta wynikiem 21-19. Trzeci set był już partią bez historii, którą faworyt wygrał do 16, zapewniając sobie tym samym fotel lidera. Jeśli chodzi o graczy TKKF Orlen, to mimo braku punktu w szóstym kolejnym meczu widać gołym okiem, że zespół się coraz bardziej rozkręca. Choć wiemy, że jest to ryzykowna teza – sądzimy, że już niebawem na kontach ‘Nafciarzy’ pojawią się pierwsze punkty.

VB Inter-Grahen Sulmin – Feniks Gdańsk 3-0 (21-13; 21-14; 21-18)

Ostatnie niezbyt przekonujące spotkania drużyny VB Inter-Grahen Sulmin nakazywały nam zachować umiarkowany optymizm, typując wynik ich meczu z Feniksem Gdańsk. Warto bowiem zaznaczyć, że choć ‘Mityczny Ptak’ przegrał w obecnej kampanii już sporo spotkań, to jednak w wielu z nich prezentował się naprawdę nieźle. Tak było przynajmniej do środowego wieczoru, bo przy rywalu – Feniks – hehe – nie mógł rozwinąć skrzydeł. Już w pierwszym secie rywalizacji zarysowała się wyraźna przewaga graczy Kacpra Wiczkowskiego. Choć do połowy seta nic na to nie wskazywało (11-11), to w drugiej części Feniks się totalnie pogubił i po serii błędów – ze zwycięstwa cieszyli się gracze VB Inter-Grahen Sulmin (21-13). Druga część seta to partia, w której zespół z Sulmina objął prowadzenie jeszcze szybciej (10-6). Choć z czasem Feniks doprowadził do wyrównania po 10, to ich plany na półmetku seta pokrzyżowała kontuzja stawu skokowego Igora Dąbrowskiego. Dalsza część seta upłynęła pod dyktando graczy z Sulmina, którzy wygrali tę partię do 14. Trzeci set do pewnego momentu wyglądał podobnie. To gracze Kacpra Wiczkowskiego prowadzili grę i wysunęli się na prowadzenie 9-5. Z czasem team Łukasza Dubickiego zdołał jednak nawiązać walkę i zniwelował stratę do jednego oczka (13-12). Jak się po chwili okazało – był to jednak dość krótki zryw, a seta oraz całe spotkanie w stosunku 3-0 w pełni zasłużenie wygrali gracze VB Inter-Grahen Sulmin. Brawo!

Siatkersi – Speedway AWKS 2-1 (8-21; 21-19; 22-20)

Jakiś czas temu pisaliśmy, że dla miłośników żużla – Speedway AWKS – nadejdzie czas próby. Choć do pewnego momentu sezonu zespół Mateusza Bojke mógł mieć mylne wrażenie, że czwarta liga to tylko styl życia, a prawdziwa gra zacznie się dopiero w wyższej lidze lub nawet dwóch, rzeczywistość okazała się inna. Początek sezonu to bowiem seria zwycięstw za pełną pulę punktów, podczas której „żółto-czarni” nie zdążyli się nawet spocić. Pierwsze symptomy kłopotów pojawiły się w meczu z VB FE Sulmin, gdzie AWKS sensacyjnie przegrał jednego seta. Mimo to – według większości typerów – wczoraj byli zdecydowanym faworytem meczu z Siatkersami. Cóż – trafiła kosa na kamień, bo choć pierwszy set w wykonaniu debiutującej drużyny w Inter Marine SL3 był znakomity, to z czasem zaczęły się problemy. Mało kto wie, że kiedyś w rozgrywkach SL3 występowała drużyna o nazwie Mental Block. Nie wiadomo, czy przypadkiem AWKS nie ma z nią wiele wspólnego, bo sposób, w jaki psychicznie nie podołali faworyci meczu, jest niewiarygodny. W drugim secie popełniali wiele szkolnych błędów, a w połączeniu z konsekwentną i do bólu solidną grą Siatkersów wystarczyło to, by mecz zakończył się podziałem punktów (21-19). Kiedy zawodnicy Macieja Tarulewicza uświadomili sobie, że rywal nie jest jajkiem, a zwykłą wydmuszką, postanowili pójść za ciosem. Ostatni set miał co najmniej trzy akty.

Akt pierwszy – świetny start Siatkersów, dający prowadzenie 9-5.

Akt drugi – przebudzenie Speedway AWKS i objęcie prowadzenia przez drużynę Mateusza Bojke.

Akt trzeci – zwrot akcji Siatkersów, doprowadzenie do wyrównania po 19 oraz przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść.

Tuż po ostatnim gwizdku sędziego nastąpiła eksplozja radości. Cóż – trudno się dziwić, Siatkersi wykonali świetną pracę, brawo!

Merkury – Czerepachy Volley 3-0 (21-18; 21-17; 21-11)

Po wtorkowym – nieciekawym meczu z BEemką Volley, Merkury przystępował do spotkania z ‘czerwoną latarnią ligi’, z nadzieją, że uda im się odkuć i ograć rywali za komplet punktów. Warto przy tym zauważyć, że nie było to przesadnie ambitne zadanie dla pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3. Mimo to – obraz gry nie do końca wskazywał na dysproporcję, którą sobie wyobrażaliśmy. Nie jest bowiem tak, że w meczu team Piotra Peplińskiego nie miał swoich problemów. Ba – sądzimy, że gdyby w środowy wieczór trafili na inną drużynę, a nie Czerepachy, to mieliby ogromny problem. Nie chcemy przy tym pastwić się nad ‘Żółwiami’ – ci starają się, ile mogą, choć mają pewne ograniczenia. Warto zaznaczyć jednak pozytywny aspekt, a mianowicie to, że nie obrażają się oni na rzeczywistość, nie tupią nóżkami, nie odpuszczają meczów, a pamiętamy, że w przeszłości z innymi ekipami, którym nie szło – bywało różnie. Co do meczu – Czerepachy rozpoczęły premierową partię od prowadzenia 5-1. Mówi się, że to, co dobre, szybko się kończy i tak było w przypadku ‘Żółwi’, którzy oddali inicjatywę przeciwnikom, przegrywając seta do 18. W środkowej odsłonie pachniało sporą niespodzianką, bo po ataku Kostii Rudnytskyiego Czerepachy wysunęły się na prowadzenie 17-15. Choć było gorąco – Merkury zdołał ugasić pożar i po ważnych punktach Macieja Mozola oraz Mikołaja Rochny cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Trzecia partia wyglądała wreszcie tak, jak Merkury chciałby, aby wyglądał cały mecz. Precyzując – była to miażdżąca przewaga graczy w granatowych strojach, którzy wygrali seta do 11 i dzięki temu wskoczyli na trzecie miejsce w tabeli.

MysterElektroRockets – Maritex 3-0 (21-16; 21-19; 21-10)

Matko Boska, sami nie wiemy co napisać. Jeszcze w zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy o tym, że po dwóch zwycięstwach z rzędu – Maritex odbił się od dna. W zapowiedzi wskazaliśmy na to, że perspektywa na kolejny mecz jest jeszcze lepsza. Team Michała Pietrasika rywalizował bowiem z beniaminkiem trzeciej ligi – MysterElektroRockets i był zdecydowanym faworytem meczu. Cóż – miało być 3-0, no i było, tyle tylko, że w drugą stronę. Kłopoty Maritexu rozpoczęły się już w pierwszej odsłonie, gdzie Maritex rozpoczął od stanu 2-6. Już po chwili gracze Michała Pietrasika się jednak ogarnęli i w połowie seta, doprowadzili do wyrównania po 9. Dalsza część seta to jednak koszmarne błędy faworyta, po których grający solidniejszą siatkówkę rywale – wygrali partię do 16. Mówią, że w świecie nic nie dzieje się przypadkowo. Każda, nawet najmniejsza rzecz ma znaczenie i jest jakimś sygnałem. Już na początku seta, gracze w granatowych strojach mogli odebrać znak, że…w związku z tym, że w siatkówkę im nie idzie – mogą przebranżowić na koszykówkę. Dla niewtajemniczonych – z jakiegoś powodu nad boiskiem nr 3 opuścił się kosz i była to absolutnie bezprecedensowa sytuacja w historii ligi. Po usunięciu awarii, drużyny wznowiły grę, ale jak się okazało – po przerwie obraz gry się nie zmienił. Nadal to beniaminek prowadził grę i w drugiej części seta, objęli oni prowadzenie 15-10! Mimo że z czasem faworyt doprowadził jakimś cudem do wyrównania po 16, to wzięty w porę czas, dał drużynie z Karczemek drugi oddech, po którym zdobyli oni drugi punkt w meczu, sprawiając nie lada niespodziankę. Widząc, że po nokdaunie rywal chwieje się na nogach – zespół Pawła Urbaniaka postanowił wykonać na rywalu popularne z gry Mortal Kombat – ‘Fatality’. Ależ to było mordobicie, ależ to była demolka, ależ to było upokorzenie. Poza tragiczną grą całej drużyny Maritexu, problemem było to, że w trzecim secie mieli już totalnie wylane i nie próbowali nawet przyjmować piłki. Niebywałe i zatrważające. A MysterElektroRockets? Gracze Pawła Urbaniaka robią gigantyczny krok w kierunku utrzymania. W jednym tylko meczu zdobyli tyle punktów ile przez pięć poprzednich razem wziętych, brawo!

2 comments

  1. W tym sezonie bardzo cicho w kuluarach ze strony Maritexu, którzy więcej robili wokół siebie szumu niż jest to warte, a tym bardziej niż to co potem pokazują.

    Można to zakończyć tak:
    Karma wróciła, Wiara opuściła.

  2. No i przyszedł Pan maruda… 🙁
    karma, wiara, szum – wszystko się zgadza.
    Ale widzę, że nasi hejterzy mają tutaj tak spięte dupy, że wszystko biorą do siebie. Więcej dystansu i uśmiechu kochana/y, życie będzie na pewno piękniejsze.

Join the Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.