Dzień: 3 października 2019

Trójmiejska Strefa Szkód 2 – Seargin

Drużyna Seargin nie przestaje nas zaskakiwać. W środę urwali punkt drużynie Bombardierów, aby dzień później, jak równy z równym, powalczyć z Trójmiejską Strefą Szkód 2. Niestety, potwierdziły się środowe przypuszczenia związane z kontuzją rozgrywającego Trójmiejskiej Strefy Szkód – Radosława Czernieckiego. Kontuzja kolana wyłączyła go z rywalizacji przeciwko Informatykom. Mamy nadzieje, że Radek niedługo do nas wróci bowiem jest nie tylko dobrym graczem, ale również pozytywnym duchem drużyny. W czwartkowym meczu, w roli rozgrywającego zastąpił go Radosław Sadłowski. Pierwszy set to wyrównana partia, która momentami przypominała partię Kasparow kontra komputer. Akcja za akcję, punkt za punkt. Dopiero przy stanie 15-15 komputer (Seargin) się zawiesił, a Kasparow (TSS2) mógł krzyknąć szach-mat i wygrać seta do 16. Druga odsłona była niemal kopią pierwszej. Ponownie pod koniec seta TSS2 zdołało odjechać rywalom. Finałowa partia to ponowna, bardzo dobra gra ‘Białych’ dzięki czemu wygrali seta i mogli dopisać do swojego konta jeden punkt. Nie pomylimy się jeśli napiszemy, że taki wynik drużyna Seargin, przed rozpoczęciem zmagań, brałaby w ciemno. Poprzednia edycja to zaledwie jeden punkt. Zaczął się dopiero październik, a już mamy wyrobionych 500% normy. Good job. Na koniec gorzka pigułka dla TSS2. Jako Redakcja sądzimy, że to koniec marzeń o mistrzostwie, a i o podium będzie piekielnie ciężko. Może w przyszłym sezonie?

Prometheus – Asy B Klasy

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie mecz zawodnicy drużyny Prometheus przeciwko Asom. Przed spotkaniem byli zdecydowanym faworytem, nawet mimo braku lidera drużyny, o którym pisaliśmy już wielokrotnie. Gdy dołożymy do tego absencje dwóch etatowych graczy Asów B Klasy – Bartosza Gruszki oraz Krzysztofa Jurczaka to wizja, która kreowała się w naszych głowach wyglądała dla Asów wyjątkowo niekorzystnie. Logika niejednokrotnie udowodniła, że jest wyjątkowo wredna, czego potwierdzenie mieliśmy na początku meczu, gdy Asy wyszły na prowadzenie 5-0. Przewagę tę utrzymali do końca seta i trzeba przyznać, że był to zdecydowanie najsłabszy set drużyny Prometheus od początku ligi. Ekipa popełniała masę błędów i znamienny był przykład, gdy jeden z zawodników pomylił linię ograniczającą boisko, a następnie zagrał piłkę z siódmego metra. Abstrahując od tej sytuacji, Prometheus chciał jak najszybciej zapomnieć o tej partii. Po pierwszym secie wydawało się, że Kuba Wałdoch, któremu numer kierunkowy zamienił się tego dnia na trójkę z przodu, sprawi sobie i kolegom z zespołu prezent, i Asy zdołają wygrać spotkanie. Cel ten był naprawdę blisko. W drugim secie ‘Bordowi’ prowadzili już 17-13, ale niestety dla siebie, roztrwonili przewagę i ostatecznie ulegli do 18. Trzeci set to już dobra gra do której ekipa zza wschodniej granicy przyzwyczaiła na początku ligi. Pełna kontrola, w efekcie czego ostatnia część zakończyła się wygraną do 12. Na koniec, jako ciekawostkę, powiemy Wam, że na osłodę, po porażce Kuba Wałdoch sprawił sobie prezent indywidualny. W czwartkowy wieczór dołączył do elitarnego klubu graczy, którzy zdobyli od początku istnienia ligi ponad 100 punktów. Co ciekawe, na dwunastu graczy, aż trzech to gracze Asów. Nasuwa się zatem pytanie. Skoro jest tak dobrze to czemu jest tak źle?

Thunder Team – DNV GL S*M*A*S*H

Patrząc na kończący się tydzień, w którym Thunder Team rozegrał aż trzy spotkania, trudno oprzeć się wrażeniu, że ten ostatni mecz, przeciwko DNV GL S*M*A*S*H, był teoretycznie najłatwiejszym. Przed pierwszym meczem pisaliśmy, że planem minimum jest osiągnięcie ośmiu punktów i Thunder ten plan zrealizował. Tak to już bywa z planem minimum, że ma on słodko-gorzki smak. Pierwszy set zaczął potężną ‘krótką’ Mateusz Waroczyk. Dalsza część seta była już dużo gorsza i do głosu doszła drużyna z parku naukowo-technologicznego. W czwartkowy wieczór, w ekipie DNV, zobaczyliśmy naprawdę mocnych graczy. Do dobrze znanych w lidze – Patryka Okulewicza oraz Sebastiana Pietrasa, dołączył niedoszły uczestnik poprzedniego meczu gwiazd – Rafał Pałka. Piszemy niedoszły, bowiem ze wszystkich wytypowanych graczy tylko Rafał nie dotarł na spotkanie. To wszystko sprawiło, że ekipa DNV zaskoczyła zgromadzonych w hali treningowych kibiców oraz zawodników i urwała seta faworyzowanej drużynie. Drugi i trzeci set był już pod dyktando scenarzysty, który nie potrafi zaskoczyć swojego odbiorcy nagłym zwrotem akcji. Wygrana do 13 oraz do 15 sprawiła, że Thunder wygrał spotkanie i zyskał dwa punkty. Coś nam podpowiada, że zawodnicy drużyny myślą raczej o stracie jednego punktu niż zdobyciu dwóch.

TianDe Tufi Team – Trójmiejska Strefa Szkód

Nie ukrywamy, że spotkanie, które elektryzowało na długo przed jego rozpoczęciem, z pewnych względów nas rozczarowało, a z innych wręcz przeciwnie – oczarowało. Każdy z Was, drodzy czytelnicy, miał zapewne moment w swoim życiu, w którym ktoś powiedział Wam, że ma dwie wiadomości. Dobrą i złą. Jako, że Redakcja (jak większość ludzi) lubi zaczynać od tej złej, to musimy Wam powiedzieć, że rozczarowały nas dwie rzeczy. Pierwsza, to absencje w dwóch zespołach. Akurat po tym meczu spodziewaliśmy się kompletu, zarówno na boisko jak i poza linią boczną, na trybunach oraz wśród tych, którzy śledzą relacje live. Tym razem było inaczej. Zabrakło etatowych środkowych, kibiców oraz relacji live i szczerze, nie przypominamy sobie poprzednio takiej sytuacji. Z drugiej (lepszej) strony, musimy powiedzieć, że mecz stał na wysokim oraz wyrównanym poziomie. Szybki rzut okiem na tabele mógł jednoznacznie wskazać kto jest faworytem pojedynku. W starciu nie dało się jednak odczuć tak dużej różnicy. Pierwszy set to typowe przeciąganie liny, którą ostatecznie na swoją stroną przeciągnęła ekipa Tiande i to oni cieszyli się z wygranego seta. Drugi set to przewaga ‘Tufików’ w których szeregach przysłowiowy ‘dzień konia’ miał Michał Przekop, który dzięki 16 zdobytym oczkom awansował na pierwsze miejsce wśród najlepiej punktujących graczy wszechczasów. Wracając do rywalizacji to zdecydowanie najciekawsza była trzecia partia, w której chyba nawet sami gracze Tufi zdawali się być pogodzeni ze stratą seta. TSS prowadził już 19-16 i wydawało się, że będą w stanie dopisać do swojego konta 1 pkt. Nic bardziej mylnego. W końcówce meczu Tuffiki włączyły drugi bieg, a prawdziwym mistrzostwem świata była kiwka Kamila Romańskiego przy stanie 19-20 dla TSS-u. W decydującym momencie spotkania więcej zimnej krwi zachowali gracze Tiande i to oni cieszą się z 3 punktów w tabeli. TSS po spotkaniu spada na ostatnie miejsce.

Straż Pożarna Gdańsk – Kraken Team

Strażacy nie do końca nam się otrząsnęli po ostatniej, dotkliwej porażce. W czwartkowy wieczór ponownie bardzo kiepsko zaczęli spotkanie, w efekcie czego pozwolili drużynie Kraken na odjechanie na kilka punktów. Można powiedzieć, że lepszą grę zaczęli prezentować dopiero w momencie kiedy przegrywali już 15-9. Mimo nadgonienia kilku punktów nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zdecydowanie popełnili za dużo błędów własnych, aby wygrać pierwszą odsłonę. Jeśli chce się wygrać to nie można atakować dwukrotnie z rzędu w aut. Drugi set wyglądał tak, jakby na boisko weszła odmieniona drużyna. Zastanawiamy się w jakim stopniu wpłynął na to kapitan drużyny Mateusz Pytel, który po pierwszym secie w strażackich żołnierskich słowach mówił, że nie może to tak wyglądać. Gra w drugiej odsłonie przypominała tę do której zdążyliśmy się przyzwyczaić w zeszłym sezonie. Wróciła dawna, wygłodniała zwycięstw ekipa. Trzecia część była kapitalnym widowiskiem i przyznają to chyba gracze obydwu drużyn. Tak naprawdę mogła w nim zwyciężyć każda z ekip. W trzeciej partii, bardzo dobrze prezentowali się Mateusz Pytel, Maciej Abłażewicz czy wreszcie przyjmujący Bartłomiej Pieper. Emocjonujący pojedynek wygrała ostatecznie ekipa ‘Bankowców’. Po meczu, ekipa Straży Pożarnej kilkanaście minut analizowała zakończone spotkanie oraz obecną pozycję w tabeli. Kto wie jak wyglądałby mecz gdyby w drużynie zagrał nominalny libero Paweł Maj?

Port Gdańsk – Omida Team

Siódme spotkanie – siódme zwycięstwo. Seria doprawdy imponująca. Wynik, którym jak do tej pory, mogą pochwalić się drużyny, które można policzyć na palcach jednej ręki. Uważamy, że Omidzie można zarzucić kilka rzeczy, ale bez wątpienia nie jest to skuteczność. Logistycy wyglądają na drużynę kompletną. Gdy dołożymy do tego fakt, że rekonwalescencja po złamanej ręce, środkowego – Konrada Gawrewicza, przebiega nad wyraz szybko i jest szansa, że zobaczymy go jeszcze w tym sezonie, to mamy drużynę na awans. Dla zobrazowania obecnej sytuacji posłużymy się małym przykładem. Niewielu z Was, drodzy czytelnicy wie, ale początkowo MVP czwartkowego spotkania z Portem – Rafał Środa, miał występować w innej drużynie. Finalnie tak się nie stało i Rafał gra w Omidzie, walnie przyczyniając się do wyników osiąganych przez drużynę. W czwartkowy wieczór mieścił piłkę po prostej mimo, że wydawało się to nierealne ze względu na odległość bloku od antenki. Kto wie jak wyglądaliby Logistycy bez Rafała? Jeśli chodzi o Portowców, to zastanawiające jest jak wyglądałaby ich gra gdyby nie fakt, że zabrakło w ich szeregach najlepszego zawodnika – Piotra Baja. Z drugiej strony, „odkurzony” został Marcin Kropacz, którego ostatnim razem widzieliśmy w poprzednim sezonie.