Sezon: Wiosna 2024

22 BLT Malbork – BEemka Volley

Od pewnego momentu nie ma w SL3 tygodnia, w którym nie dochodziłoby do hitów drugoligowych zmagań. Ależ mamy w obecnym sezonie kozackie zaplecze elity. W poniedziałkowy wieczór doszło do konfrontacji lidera rozgrywek – BEemki Volley z 22 BLT Malbork, która wciąż walczy o podium rozgrywek i szanse gry w pierwszej klasie rozgrywkowej. Oczywiście w zdecydowanie lepszej sytuacji do meczu podchodzili gracze Daniela Podgórskiego, którzy są już o włos od wygrania drugoligowych zmagań. Początek spotkania rozpoczął się w wymarzony dla lidera sposób. Po ataku Bartka Kusińskiego, BEemka prowadziła 10-6. W dalszej części przebudzili się ‘Lotnicy’, którzy po kilku atakach Bartosza Plasuna, doprowadzili do wyrównania po 15. To rzecz jasna nie zaspokoiło ich apetytów i po chwili gracze w niebieskich strojach cieszyli się z wygrania pierwszej odsłony do 19. Środkowa partia to zupełnie inna historia. Od samego początku, inicjatywę przejęli gracze w różowych trykotach, którzy po zagrywce Macieja Rzepczyńskiego wyszli na prowadzenie 8-5. Choć w dalszej części ‘Lotnicy’ zdołali nieco zniwelować straty to po kilku kolejnych przejściach, w polu serwisowym ponownie zagościł wspomniany środkowy, co było rzecz jasna kiepską wiadomością dla drużyny występującej w delegacji (18-12). Po chwili BEemka w pełni zasłużenie doprowadziła do wyrównania w setach (21-14). O zwycięstwie w zawodach musiał zadecydować trzeci set, który ułożył się idealnie dla BEemki (12-7). Choć w dalszej części ‘Lotnicy’ zdawali się gonić swoich rywali, to była to pogoń polskiego myśliwca Iskry z F16. W takich okolicznościach rywala się dogonić po prostu nie da. Wygrana BEemki sprawia, że w poniedziałkowy wieczór poznaliśmy pierwszego pierwszoligowca. Oby tym razem powrót był bardziej udany. Trzymamy kciuki!

Hapag-Lloyd – Port Gdańsk

Zagrożona spadkiem drużyna Portu Gdańsk miała w poniedziałkowy wieczór doskonałą okazję do tego by się ‘odkuć’. Tak się bowiem składa, że sześć ostatnich spotkań drużyny ‘z doków’ kończyły się porażkami ekipy dowodzonej przez Arkadiusza Sojko. To co jednak ważniejsze to fakt, że Port miał szansę na to by zrobić milowy krok w kierunku utrzymania. Podkreślaliśmy to wielokrotnie, ale potencjalna wygrana Portu Gdańsk za komplet punktów sprawiała, że ich szansę na utrzymanie diametralnie się zwiększały. Strata punktów oznaczałaby z kolei spore problemy. Trzeba przyznać, że w trzecim secie rywalizacji było bardzo blisko o czym jednak za chwilę. Pierwsza odsłona przebiegła ‘zgodnie z planem’ nakreślonym w głowach graczy Portu. Choć ‘Portowcy’ nie ustrzegli się błędów to i tak nie mieli większych problemów z tym by wygrać seta do 11. Środkowa odsłona to jeszcze większa dysproporcja. Port Gdańsk chcąc wypracować sobie jak najlepszy bilans małych punktów ruszył do ataków i finalnie wygrali jednostronny pojedynek do 6. Kiedy wydawało się, że trzecia odsłona będzie wyglądała bardzo podobnie, nieoczekiwanie nastąpił zwrot akcji. We wspomnianym secie, zespół Portu popełniał zatrważającą liczbę błędów co w połączeniu z dużo lepszą dyspozycją ‘Pomarańczowych’ sprawiło, że w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach niespodzianki. Ostatecznie, Hapagowi nie udało się sięgnąć po premierowy punkt w SL3, ale pobili w tym secie rekord największej liczby punktów w jednej odsłonie. Poprzedni, który wynosił 17 oczek został wykręcony również w konfrontacji z Portem Gdańsk. Tak czy siak, wynik do 19 pokazuje jak niewiele ‘Pomarańczowym’ brakuje do pierwszego punktu w SL3.

Kraken – Hapag-Lloyd

Po kapitalnym minionym tygodniu rozgrywek, po którym Kraken dostał wyróżnienie dla najlepszej drużyny spośród wszystkich 46 ekip biorących udział w lidze, team Jurija Charczuka przystępował w poniedziałkowy wieczór do trzynastego meczu w sezonie. Biorąc pod uwagę to, że ‘trzynastka’ potrafi być pechowa, Kraken mógł subtelnie uśmiechnąć się pod nosem w momencie, kiedy poznał rywala. Prawda jest bowiem taka, że chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wyobrażał sobie scenariusza, w którym ‘Bestia’ miałaby pogubić w poniedziałkowy wieczór punkty. Skoro Hapagowi nie udało się ugrać z niżej notowanymi rywalami to tym bardziej nie zrobi tego z drużyną, która za chwilę będzie bić się o prawo gry w drugiej lidze. Cóż, nie pomyliliśmy się, bo to czego byliśmy świadkami nazywane bywa ‘pokazem mocy’ jeden ze stron. Pierwszy set? Rozpoczął się od stanu 10-2 i stało się wówczas jasne jaki charakter przyjmą zawody. Ostatecznie skończyło się na zaledwie sześciu oczkach ‘Logistyków’. Nie inaczej było i w środkowej oraz trzeciej partii. Finalnie, Kraken zgarnia trzy punkty i tylko katastrofa mogłaby ich pozbawić drugiego miejsca w lidze. Sądzimy jednak, że do takowej nie dojdzie. Z drugiej strony – na wygranie ligi też większej szansy nie widzimy.

DNV – Drużyna A

Spotkanie rozgrywane na boisku numer 3 miało bardzo duże znaczenie w kontekście tego, jak będzie wyglądała trzecia liga w przyszłym sezonie. Już w zapowiedziach wspominaliśmy o tym, że zdecydowanie lepszą sytuację w ‘ligowej układance’ mają gracze Drużyny A, którzy wygrywając z DNV za komplet punktów, mieliby nieco o wiele lepszą sytuację niż tą, którą możemy obecnie obserwować. Z drugiej strony, dwa punkty gracze Drużyny A powinni bardzo szanować, bo przez długi okres tego spotkania wydawało się, że to team w białych strojach sięgnie po wygraną. Początek spotkania wyglądał tak, że zespół Karola Majkowskiego wydawał się być bardzo spięty, elektryczny i jak team, który totalnie nie potrafi poradzić sobie z grą pod presją. Dotychczasowa przygoda ‘Czarnych’ w SL3 wyglądała bowiem tak, że nikt do nikogo za porażkę pretensji nie miał. W momencie, kiedy przed zespołem pojawiła się szansa na ugranie konkretnego wyniku, na dodatek przystępując do meczu z łatką faworyta, to wyglądało to jak wyglądało. Oczywiście nie ma co umniejszać graczom DNV, którzy od początku spotkania prezentowali się naprawdę dobrze. W pierwszej części seta gracze w białych strojach wypracowali sobie na tyle dużą przewagę, że nawet gorszy fragment w końcówce nie zdołał odebrać im wygranej (21-15). Środkowa odsłona to przebudzenie zespołu w czarnych strojach, który objął prowadzenie 15-11. Mimo to, po chwili Drużyna A zaczęła zbyt mocno kombinować z atakiem (często nieskutecznie kiwali), a to sprawiło, że DNV odrobiło po chwili stratę, a nawet miało kilka piłek meczowych (20-17). Choć sytuacja dla Drużyny A zdawała się być beznadziejna, to sobie znanym sposobem wyszli po chwili z opresji i zdołali wygrać seta do 21. Ostatni set to zdecydowana poprawa ‘kiwek’, z którymi DNV nie mogło sobie tym razem poradzić (10-4). Wysokie prowadzenie pozwoliło zespołowi Karola Majkowskiego kontrolować przebieg gry i wygrać partię do 15.

Pekabex – Tiger Team

Spośród wszystkich 46 drużyn w ligowej stawce, to właśnie Pekabex był drużyną, która jako pierwsza zakończyła ligowe zmagania. Ostatni – trzynasty mecz przypadł bowiem na godzinę 19 i kilkadziesiąt minut później sezon dla ‘biało-zielonych’ dobiegł końca. Nie będzie przesadnym zaskoczeniem, jeśli napiszemy, że wynik rywalizacji był dokładnie taki sam jak w poprzednich dwunastu meczach drużyny. Najlepiej drużynie Sylwestra Króla poszło w pierwszej odsłonie, gdzie ‘czerwonej latarni ligi’ udało się zdobyć sumarycznie osiem oczek. Duża w tym zasługa samych ‘Tygrysów’, którzy z rywalem z o wiele niższej półki pozwolili sobie w pierwszym secie na sporą dawkę nonszalancji. Ta sprawiła, że gracze w granatowych strojach oddali swoim rywalom siedem punktów po własnych błędach (21-8). Zdecydowanie lepiej w tym aspekcie poradzili sobie w środkowej odsłonie, w której Pekabex zdobył zaledwie cztery oczka. Finałowa partia nie odwróciła losów rywalizacji. W secie tym widać było determinację Tigera na poprawę bilansu małych punktów, które mogą mieć niebagatelne znaczenie w kontekście utrzymania w trzeciej lidze. Co ciekawe, w poniedziałkowy wieczór poza trzema punktami, mały prezent zrobiła również Drużyna A, która przegrała seta z DNV, czym zwiększyła szansę Tiger Team na utrzymanie w lidze. Kwestia ta zostanie rozstrzygnięta w przeciągu tygodnia. A Pekabex? Mimo nieciekawego wyniku, zespół miał po meczu czas na parkingowe podsumowanie sezonu. Mamy szczerą nadzieję, że na wspomnianym spotkaniu doszło do rozmów o sezonie Jesień’24.

Kraken – Team Spontan

‘Hello darkness my old friend. I’ve come to talk with you again’. Nieco odkurzony hit: Sound of silence dobrze obrazuje sytuację Team Spontan, do którego w czwartkowy wieczór powróciły najmroczniejsze demony z poprzedniego sezonu. Do pewnego etapu edycji Wiosna’24 wszystko układało się niemal wzorowo. ‘Pomarańczowi’ wygrywali i zdawali się być obok Fuxa drużyną, która powalczy o bezpośredni awans. Cóż – na samym finiszu wszystko się spieprzyło. Nie próbujemy nawet tłumaczyć Spontana tym, że w czwartkowy wieczór nie mogli skorzystać ze swojego etatowego rozgrywającego – Janka Kostrowickiego, bo przecież Kraken miał przez kilka spotkań obecnego sezonu analogiczną sytuację. Czy wówczas Team Spontan bądź ktokolwiek poza graczami Krakena się tym przejmował? No właśnie. Wracając do meczu, pierwsza odsłona rywalizacji to świetna gra ‘Bestii’, która po wyrównanym początku (9-9), ruszyła z huraganowymi atakami, które wyprowadziły ich na prowadzenie 17-10. Wysoka zaliczka sprawiła, że pierwszy punkt powędrował po chwili na konta ‘Bestii’, Środkowa odsłona to najbardziej wyrównana partia w meczu, która do pewnego momentu zdawała się układać idealnie dla ‘Spontanicznych’ (13-10). Niestety dla graczy Piotra Raczyńskiego, po chwili popełnili oni sporo błędów, które sprawiły, że Kraken doprowadził do wyrównania po 15. Dalsza część seta to wyrównana i emocjonująca rozgrywka, zakończona skutecznym atakiem Jacka Kujałowicza (22-20). Tak jak pisaliśmy w zapowiedziach – nawet punkt dawałby ‘Spontanicznym’ zachowanie fotelu wicelidera rozgrywek. Jak możecie się domyślać – nic z tego nie wyszło. Świetnie grający gracze Jurija Charczuka kontynuowali wielkie zawody i finalnie cieszyli się po chwili z trzech oczek dających im drugie miejsce w tabeli. Brawo!

AXIS – Maritex

Do swojego spotkania gracze AXIS podchodzili w doskonałych nastrojach. Te spowodowane były wynikami pozostałych drużyn walczących o utrzymanie, które grały swoje mecze o godzinie 19:00. Do pełni szczęścia, które gwarantowałoby niemal utrzymanie w lidze było tylko to, by wygrać z przedostatnią drużyną w lidze za komplet punktów. Jak się po chwili okazało, był to plan świętego Dygdy, który nie nastąpił nigdy. To, że nie będzie dla ‘Czerwonych’ łatwo dowiedzieliśmy się już w pierwszej odsłonie. Po dobrej grze środkiem Maritex prowadził w pierwszej partii 14-13 i był na dobrej drodze do pierwszego punktu w meczu. Po stronie AXIS dobrze wyglądało za to lewe skrzydło i to właśnie ta strona zadecydowała o tym, że AXIS wyszarpał zwycięstwo rywalom z rąk (21-19). Środkowa odsłona rozpoczęła się od ponownej fali ataków Maritexu na środku siatki (6-2). W dalszej części team Michała Pietrasika prowadził już 12-8. Mimo to, po chwili ‘Fioletowi’ popełniali proste błędy w rozegraniu oraz komunikacji, co AXIS bardzo chętnie wykorzystało (16-16). Końcowa faza seta to kontynuacja niedokładności przedostatniej drużyny w tabeli, po którym drugi punkt w meczu trafił do ‘Czerwonych’. Ostatni set był kolejną już kroplówką podtrzymującą drugoligowe życie zespołu Maritexu. Wygrana tej partii przez team Michała Pietrasika sprawia, że w ich obozie nadal tli się nadzieja na happy-end. Prawdę mówiąc – my tego kompletnie nie kupujemy. Stawiamy dolary przeciw orzechom, że skończy się bolesnym spadkiem. A AXIS? Musiałoby dojść do jakiejś tragedii by pożegnali się z drugą ligą. Tu też nasza opinia również jest jednoznaczna. To się nie wydarzy.

Kraken – APV Gdańsk

Walczący o awans do drugiej ligi zespół Kraken w pierwszym meczu w czwartkowy wieczór mierzył się z APV Gdańsk, które jest już pogodzone ze spadkiem do niższej klasy rozgrywkowej. Początek spotkania szybko pokazał dominację faworyzowanej ekipy zza wschodniej granicy, która po skutecznych atakach Volodymyra Krolenko oraz Jacka Kujałowicza wygrała premierową partię do 12. Środkowa odsłona była zdecydowanie najbardziej emocjonującą partią w meczu. Sądzimy, że takiego obrotu spraw nie spodziewał się niemal nikt. Już początek pokazał, że APV nie chce ograniczać się wyłącznie do roli statystów. Co więcej – na półmetku seta, gracze APV prowadzili już 12-10. Choć z czasem gra się wyrównała, to team Grzegorza Żyły-Stawarskiego nie odpuszczał i w konsekwencji byliśmy świadkami walki ‘łeb w łeb’ do samego końca. W ostatnich akcjach meczu Assistance Partner Volleyball mieli piłkę setową, ale niestety dla nich – na lewym skrzydle pomylił się Mateusz Drężek, a team Jurija Charczuka wiedział jak wykorzystać podarowany im prezent (23-21). Ostatnia odsłona rozpoczęła się od świetnej zagrywki rozgrywającego Krakena, po której ‘Bestia’ prowadziła już 6-0. Dalsza część seta to powiększenie przewagi przez team zza naszej wschodniej granicy i ostatecznie, Kraken wygrał partię do 6, przybliżając się tym samym do upragnionej drugiej ligi. Choć było naprawdę gorąco, team Jurija kończy spotkanie z trzema oczkami na koncie.

Kruk Volley – Pekabex

Jak sami podkreślali po meczu gracze Pekabexu, w czwartkowy wieczór napisała się pewna historia. Nie, zespół Sylwestra Króla nie zdobył pierwszego punktu w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, ale po raz pierwszy rozegrali mecz, w którym w każdych z setów zdobyli dwucyfrową liczbę punktów. Mimo to, po spotkaniu w obozie Pekabexu nie było przesadnej satysfakcji, bo jednak był to kolejny mecz bez punktu na koncie. Co ciekawe, mecz rozpoczął się od prowadzenia ‘biało-zielonych’, co w obecnej edycji nie było częstym widokiem (2-0). Po chwili wszystko wróciło jednak do normy i po kilku atakach Damiana Borczaka, Kruk objął prowadzenie 10-5. Dalsza część seta to spokojne prowadzenie Kruków, którzy nie ustrzegli się jednak błędów (21-11). Środkowa odsłona rozpoczęła się od prowadzenia zespołu Jakuba Florczaka, na które drużynę wyprowadził Łukasz Chomik (7-2). Udany początek w wydaniu Kruków sprawił, że ‘czerwona latarnia ligi’ nie była w stanie nawiązać walki i dorobek punktowy skończyła na dziesięciu oczkach. Przed trzecim setem zespół Sylwestra Króla złożył deklaracje do Pani Agnieszki, że wygra trzecią odsłonę. Cóż, nie udało się, ale była to najbardziej udana partia w meczu ‘biało-zielonych’ (21-13). Mecz z Krukami pokazał, że przed Pekabexem jeszcze sporo pracy. Jeśli się nie poddadzą i pomyślą o sparingach lub treningach to na pewno będą progresować. Pytanie tylko, w którą to stronę pójdzie.

TGD – Hydra Volleyball Team

Punktualnie o godzinie 19:00 rozpoczęły się dwa spotkania, które miały fundamentalne znaczenie w kontekście utrzymania w drugiej lidze. Na środkowym boisku MiszMasz podejmował Flotę Active Team. Na ‘jedynce’ TGD zmierzyło się z kolei Hydrą Volleyball Team i trzeba przyznać, że to ‘Drogowcy’ mieli w teorii najtrudniejsze zadanie. Był to bowiem mecz z gatunku tych, w których nic nie trzeba, a jedynie można. Czy ‘Drogowcom’ udało się zaskoczyć rywala? Cóż, choć nie było źle, to ‘niezłego stylu’ nikt za chwilę może nie pamiętać. Po porażce 0-3 i podziale punktów we wspomnianym wcześniej meczu, TGD spadło w tabeli na miejsce spadkowe. Z drugiej strony do końca sezonu mają w miarę dobry terminarz. A sam mecz? Zgodnie z przewidywaniami. Niby TGD zawiesiło poprzeczkę całkiem wysoko i na półmetku seta remisowali z faworyzowanym rywalem po 10, to jednak w kluczowych momentach Hydra grała dokładniejszą siatkówkę, po której wygrali pierwszą odsłonę do 18. Druga partia rozpoczęła się od prowadzenia 7-4, na które TGD wyprowadził kilkoma punktami środkowy – Maksim Miklashevich. Hydrze objąć prowadzenie udało się dopiero w drugiej części seta, kiedy po punktach Dawida Plichtowicza oraz Roberta Kościńskiego było 17-14. Końcówka seta to prowadzenie Hydry 19-15, które zostało w końcówce nieco zniwelowane (21-19). Ostatnia odsłona to dominacja ‘Bestii’, która rozpoczęła trzeciego seta od konkretnego lania (8-2). W dalszej części TGD nie zdołało się już podnieść i ‘Bestia’ po chwili cieszyła się z kompletu oczek, która daje im jeszcze nadzieje na medal.