Sezon: Wiosna 2024

Inter Marine Masters – Bayer Gdańsk

Ależ mieliśmy nosa przy ustalaniu, które z trzech spotkań rozgrywanych o godzinie 19:00 powinno być transmitowane live na naszym kanale na Facebooku. O tym, że emocje są na dość wysokim poziomie mogliśmy przekonać się na przedmeczowej rozgrzewce, kiedy gracze obu drużyn mieli odmienne zdanie na temat tego, którą stroną powinni w danym momencie atakować. Cała sytuacja wynikała z faktu…spóźnienia drużyny Inter Marine. Finalnie po krótkiej chwili, w której mieliśmy również przerwę w dostawie światła, obie drużyny rozpoczęły batalię o ligowe punkty. Od samego początku spotkania lepiej wiodło się graczom Bayera, którzy prezentowali bardzo wysoką formę w obronie i był to klucz do wyjścia na kilkupunktowe prowadzenie (8-4). Z czasem team w białych strojach doprowadził jednak do wyrównania i w końcówce seta byliśmy świadkami gry na przewagi, która zakończyła się korzystniej dla doświadczonego zespołu. Środkowa partia to ponowne lepsze otwarcie ‘Aptekarzy’. Z czasem jednak, gracze Damiana Harica zaczęli popełniać sporo błędów własnych, a to z kolei sprawiło, że ‘Mastersi’ wyszli na prowadzenie 17-14 i po chwili cieszyli się z wygranej meczu. Do rozegrania obu drużynom pozostał trzeci set, który był ozdobą trzecioligowych rozgrywek. Dla odmiany tym razem lepiej rozpoczęli gracze w białych strojach. Po skutecznej zagrywce Andrzeja Masiaka prowadzili już 12-9. O tym, że prowadzenie w secie nie jest gwarancją jego wygrania przekonaliśmy się w dwóch pierwszych odsłonach. Mając to na uwadze, Bayer po chwili doprowadził do wyrównania po 19 i od tego momentu aż do stanu 29-27 dla ‘Aptekarzy’, żadna ze stron nie zdołała dokończyć zadania. Po bardzo emocjonującej końcówce sztuka ta udała się wreszcie Markowi Podolakowi, który zapewnił swojej drużynie jeden punkt w meczu. Podsumowując – kawał dobrego trzecioligowego spotkania, w którym podział punktów jest w pełni zasłużony. Na koniec rzecz, którą trzeba odnotować. W spotkaniu aż 27 punktów zdobył Andrzej Masiak, co jest…rekordem wszechczasów naszej ligi! Gratulacje!

Wolves Volley – Hapag LLoyd

Choć za nami dopiero piąty dzień meczowy w sezonie Wiosna’24, zespół Hapag Lloyd ma na swoim koncie trzy rozegrane spotkania. Zgodnie z zapowiedziami przedmeczowymi w poniedziałek nie było sensacji i ekipa ‘Logistyków’ na pierwszy punkt w SL3 musi jeszcze poczekać. Prawdę mówiąc w poniedziałek nie było do tego ani przez chwilę blisko. Premierowa odsłona zaczęła się dla ‘Watahy’ kapitalnie. Zanim się obejrzeliśmy było już 9-2 dla Wolves Volley. Mimo pokaźnej zaliczki, przewaga drużyny Mikołaja Stempina zaczęła po chwili topnieć (11-7). Druga część seta to jednak wyraźna przewaga ‘Watahy’. Co ciekawe w pierwszej partii duża część punktów Wolves Volley wynikała z faktu, że Hapag Lloyd popełniał sporo błędów i miał problemy z wyprowadzaniem skutecznych ataków. Środkowy set rozpoczął się obiecująco. Po bloku Hasana Kayi, Hapag tracił do ‘Wilków’ zaledwie jeden punkt (6-5). Po chwili kilkoma punktami popisał się Szymon Merski, który wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie…15-6. Tak wysoka zaliczka sprawiła z kolei, że wynik seta był sprawą w zasadzie zamkniętą. Ostatnia odsłona to dobry powód by przypomnieć ‘Logistykom’, że w trzecim secie również trzeba się starać. Oglądając tę partię trudno nie było nie odnieść wrażenia, że set ten przypomina ostatnią partię meczu z Portem Gdańsk. Mniejsza wiara w dobry wynik sprawiła, że set ten rozpoczął się od stanu…9-0 dla ‘Wilków’, a to oznaczało, że wynik zawodów nas już nie zaskoczy.

MPS Volley – Bossman Team

Dla obu drużyn czwartkowa potyczka była drugim meczem w sezonie Wiosna’24. W lepszych nastrojach do spotkania podchodziła ekipa MPS, która wygrała na inaugurację z AIP. Mimo to w naszych oczach faworytem konfrontacji była ekipa Bossman Team, która mimo porażki z Eko-Hurt, pokazała się z bardzo dobrej strony. Pierwsza odsłona to bardzo wyrównana walka, w której obie drużyny obrały nieco inną taktykę. Podczas gdy zespół Bossman rozkładał ataki w miarę równo to sypacz MPS-u postanowił w większym stopniu wykorzystać kapitalnie dysponowanego w pierwszym secie Karola Jarosińskiego. Co ciekawe i rzadko spotykane, wspomniany atakujący zdobył w pierwszym secie…11 punktów. Tak czy siak – obie taktyki zdawały się być dość skuteczne. Wyrównana walka zaprowadziła nas do stanu po 18. W końcówce szalenie istotnym blokiem poprawionym skutecznym atakiem popisał się Szymon Zalewski (20-18). Ostatecznie po ataku Mikołaja Lange, Bossman cieszył się po chwili z pierwszego punktu. Środkowa odsłona była równie emocjonująca, jeśli nie lepsza. Do końcówki seta wydawało się, że partię wygra ekipa MPS. Po dwóch atakach z rzędu Sebastiana Rydygera, MPS prowadził 19-16 i był już o włos od wygranej. Po chwili zespół Jakuba Nowaka popełnił kilka błędów, po których duet Lange&Kozłowski zapewnili Bossmanowi wygraną w meczu (22-20). Do rozegrania obu ekipom pozostał trzeci set, w którym z MPS-u ewidentnie zeszło już powietrze. Od samego początku Bossman przejął kontrolę nad poczynaniami boiskowymi i niesieni dopingiem oraz kapitalną atmosferą, wygrali partię do 13, a cały mecz 3-0.

Staltest Pomorze – Hydra Volleyball Team

Kapitalne spotkanie na początku tygodnia nie było dziełem przypadku. Mówimy tu rzecz jasna o formie Staltestu, który od początku obecnego sezonu błyszczy. W jeden tydzień gracze Arkadiusza Kozłowskiego opędzlowali zarówno Szach-Mat, jak i Hydrę Volleyball Team. Wspólnym mianownikiem dwóch wspomnianych drużyn jest to, że w powszechnej opinii są one uznawane za faworytów do podium rozgrywek. Początek rywalizacji zaczął się kapitalnie dla Staltestu. Trzeba przyznać, że w dużej mierze przyczynili się do tego sami gracze Hydry, którzy wyszli na zawody zelektryzowani i od pierwszego gwizdka psuli mnóstwo zagrywek oraz ataków (11-4). W dalszej części seta Hydra się nieco ogarnęła, ale dobrze dysponowany team Arka Kozłowskiego nie dał sobie zrobić krzywdy. Ostatecznie partia ta zakończyła się dwoma atakami Jakuba Klimczaka, które przypieczętowały zwycięstwo w secie. Środkowa odsłona to zwrot akcji i zupełnie inna twarz Hydry. Po ataku Filipa Ziółkowskiego ‘Bestia’ wyszła na dwupunktowe prowadzenie (10-8), które z czasem urosło do czterech oczek i zapewniło ‘Bestii’ zwycięstwo w secie. O zwycięstwie w meczu decydowała trzecia partia. Po kilku atakach Mateusza Batyry, Staltest objął prowadzenie 8-3 i set ten zaczął przypominać premierową odsłonę. Po chwili okazało się jednak, że partia ta była dla Hydry jeszcze bardziej bolesna i finalnie zakończyła się konkrentym laniem do 12. Prawdę mówiąc nie to w kontekście Hydry jest najbardziej niepokojące. To co uderzało to brak życia, do którego się przyzwyczailiśmy. Na tym meczu w zasadzie niewiele się działo. Leje nas Staltest? Ok, trudno. Może kiedyś wygramy. A Staltest? Tak jak wspominaliśmy, początek sezonu wygląda naprawdę kozacko. W kolejnym tygodniu następne trudne wyzwanie, którym będzie rywalizacja z inną niepokonaną drużyną – Złomowcem Gdańsk.

Hapag Lloyd – Kraken

Po inauguracyjnym spotkaniu z Portem Gdańsk, ekipa Hapag-Lloyd przystępowała do drugiego spotkania w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Już przed meczem było wiadomo, że dla ‘Logistyków’ nie będzie to łatwa przeprawa. Z drugiej strony po ich debiutanckim występie podkreślaliśmy, że z całą pewnością u ‘Pomarańczowych’ dostrzegamy fundamenty, na których można budować. Czwartkowa konfrontacja tylko potwierdziła te słowa. Mimo, że Hapag nie wszedł w spotkanie w wymarzony sposób (5-10) to z czasem po atakach Sebastiana Lipskiego oraz Michała Kądzieli, doprowadzili do wyrównania po 10. Druga część seta to przewaga Krakena, który po kilku atakach nowego zawodnika w SL3 – Volodymyra Krolenko, objął prowadzenie 18-13 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w sezonie. Środkowa partia to odsłona, w której Kraken dość dobrze wyeksponował swoje atuty i szybko objął prowadzenie 11-6. Tuż po ataku Aleksandra Trushyna, Hapag zdecydował się na wzięcie czasu. Po przerwie oblicze spotkania nie uległo jednak zmianie i finalnie, Kraken wygrał tę partię do 12. Ostatnia odsłona rozpoczęła się od lawiny ataków Krakena, który wyszedł na prowadzenie…10-1! Kiedy zapowiadało się na klasyczny ligowy wpier*ol, Hapag zdołał wyjść z beznadziejnego położenia i finalnie w drugiej części zdobył więcej punktów od swoich rywali. Ostatecznie udało im się ugrać 14 oczek i biorąc pod uwagę etap, na którym jest drużyna – wystawiamy im czwóreczkę w skali szkolnej. Jeśli chodzi o Kraken to czas na prawdziwą weryfikację dopiero nadejdzie. W czwartek spełnili swój obowiązek.

Speednet – Old Boys

Przez kilka poprzednich sezonów przyzwyczailiśmy się do sytuacji, w której Speednet podawał na kolejne edycje w zasadzie ten sam skład. Sytuacja zmieniała się przed obecną edycją, w której ze Speednetu odeszło kilku zawodników, którzy przez lata byli ‘frontmanami’ drużyny. Dodatkowo jeszcze nigdy zespół ‘Programistów’ nie miał tak wąskiej kadry jak obecnie. Składając to wszystko do kupy uznaliśmy, że niesieni na fali po awansie, gracze Old Boys mają nieco większe szanse na zwycięstwo. Pierwszy set rywalizacji układał się dla ‘Dziadków’ idealnie. Choć zawody rozpoczęły się od wyrównanej walki obu drużyn (11-11), to prawdziwym game-changerem był Sebastian Konarzewski, który w środkowej fazie seta zdemolował rywali kapitalną zagrywką (15-11). Przewagi, którą Old Boys wypracowali, Speednet nie zdołał już odrobić (21-15). Środkowa partia to inne oblicze Speednetu, który udowodnił, że plotki o ich sportowej śmierci zdają się być przesadzone. Po dobrej grze, ‘Programiści’ wyszli w połowie seta na prowadzenie 11-7 i od tego momentu aż do końca trzymali rywala na bezpieczny dystans. Na nieco większe emocje przyszło nam poczekać do finałowej partii, która decydowała o zwycięstwie w meczu. Chwilę po półmetku seta, Speednet objął prowadzenie 14-11. Był to moment, w którym lider Old Boys – Jakub Wilkowski wrócił na parkiet pomimo urazu barku. Piszemy o tym, ponieważ po kilku atakach prawoskrzydłowego, Old Boys zdołali po tym zniwelować straty do jednego oczka (16-15). Na ataki wspomnianego gracza w bardzo dobry sposób odpowiedział atakujący Speednetu – Wojciech Grzyb. Po kilku atakach byłego reprezentanta Polski, Speednet wygrał partię 21-18, a całe spotkanie 2-1.

Kruk Volley – ACTIVNI Gdańsk

Po środowej porażce ze Speednetem, ‘Kruki’ przystępowały do kolejnego spotkania w ramach rozgrywek Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Rywalem zespołu Kuby Florczaka była trzecia siła poprzedniego sezonu – ACTIVNI Gdańsk. W zapowiedziach przedmeczowych zauważyliśmy, że w stosunku do poprzedniego sezonu, ACTIVNI raczej się osłabili niż wzmocnili. Po wczorajszym spotkaniu już tacy pewni nie jesteśmy. Dział skautingu pod batutą Roberta Skwiercza po raz kolejny wynalazł prawdziwą perełkę, którą z pewnością jest Kacper Kwiatkowski. W swoim debiucie w SL3, zawodnik ten zdobył aż 15 punktów i był jedną z najjaśniejszych postaci pierwszego tygodnia rozgrywek. Jeśli chodzi o samo spotkanie to nie mieliśmy w nim większych zaskoczeń. To co wyróżniało ACTIVNYCH na plus to zdecydowanie wyższa ‘kultura gry’. Brak błędów połączony z kilkoma atakami wspomnianego MVP spotkania sprawiły, że ACTIVNI objęli prowadzenie 11-6 i nie mieli problemów z tym by dowieźć prowadzenie do końca (21-16). Druga odsłona zapowiadała się bardzo ciekawie. Na półmetku seta ACTIVNI mieli przewagę zaledwie jednego punktu (9-8). Kiedy trzeba było, wiadomo kto wykonał robotę, po której zespół Artura Kurkowskiego objął prowadzenie 16-11 i po chwili cieszył się z wygrania meczu (21-16). Ostatnia odsłona to zdecydowana przewaga faworyzowanej drużyny, która rozpoczęła seta od prowadzenia…5-0. Świetny początek ustalił w tej partii ‘zasady gry’. ‘Kruki’ choć się starały to nie były w stanie zbliżyć się do swoich przeciwników. ACTIVNI byli dla swoich rywali niczym malunki ptaków na ekranach akustycznych przy drogach ekspresowych. Swoją obecnością skutecznie odstraszali ‘Kruki’ od wszelkich prób odwrócenia losów seta. Finał był taki, że po jednostronnym widowisku, ACTIVNI wygrali partię do 12, a cały mecz w stosunku 3-0.

Speednet 2 – Kruk Volley

Myśląc o awansie już przed sezonem trzeba sprecyzować sobie plan na poszczególne spotkania. Jesteśmy przekonani, że w każdym scenariuszu, który był brany pod uwagę, Speednet nie wyobrażał sobie innego niż komplet sześciu punktów w środowy wieczór. Cóż, ‘Programiści’ już w pierwszym secie obecnego sezonu skomplikowali sobie sytuację. Piszemy o tym teraz, ponieważ chcieliśmy podkreślić, że zespół Marka Ogonowskiego podszedł do spotkania z Krukami w pełni zmobilizowany i sfokusowany na korzystny wynik. Początek spotkania ułożył się dla faworyzowanej drużyny w idealny sposób. Po kilku punktach Krzysztofa Mejera, Speednet objął prowadzenie 10-2 i było jasne, że po chwili będą cieszyli się z wygranego pierwszego seta. Finalnie nie dali oni szans przeciwnikom, którzy uciułali zaledwie 7 oczek. Dyspozycja Kruków na początku spotkania nie napawała ich sympatyków optymizmem. Mimo to w drugiej odsłonie zobaczyliśmy kompletnie odmienioną ekipę. Po jednym z ataków debiutującego w SL3 Michała Laskowskiego, na tablicy wyników mieliśmy remis po 7. W dalszej części, Speednet wypracował sobie delikatną przewagę (17-15), którą utrzymali aż do końca. Przed ostatnim setem, rozochoceni gracze Kruk Volley rozmawiali o tym, że w środowy wieczór jeden punkt jest w ich zasięgu. Niestety krucza ambicja zamiast wzbić się w powietrze walnęła prosto o kostkę brukową. Zanim się obejrzeliśmy, Speednet prowadził już 10-2, a to z kolei oznaczało, że po chwili zainkasował trzy oczka.

Złomowiec Gdańsk – MiszMasz

Jeszcze raz – nowa nazwa, nowe otwarcie. Tak to póki co wygląda, bo pamiętamy jak to z Dzikami bywało. Rzadko kiedy można było przewidzieć ich wyniki. W środowy wieczór po raz drugi z rzędu zagrali jak na faworytów przystało. Ba, drużyna Witka Klimasa zaczyna wyglądać na ekipę nienasyconą i głodną ligowych punktów. Oczywiście nie jest tak, że o komplet oczek było w środę łatwo. MiszMasz po raz kolejny w przeciągu dwóch dni powiesił poprzeczkę na bardzo wysokim pułapie. Spotkanie zaczęło się dobrze dla Złomowców, którzy po atakach Mateusza Węgrzynowskiego prowadzili w trakcie seta (7-4, a następnie 16-13). Mimo to gracze Michała Grymuzy wyszli na prowadzenie 18-17, na które drużynę wyprowadził świetnie dysponowany Przemysław Malujdy. Choć Złomowiec był w tarapatach to po blokach Marcina Bryłkowskiego oraz Adama Śliwińskiego to właśnie oni cieszyli się z wygranej (23-21). Środowy set to najspokojniejsza partia w meczu. MiszMasz dotrzymywał kroku swoim przeciwnikom do stanu po 11. W dalszej części po kilku atakach Marcina Bryłkowskiego, Złomowiec wyszedł na wysokie prowadzenie (18-12) i po chwili cieszyli się z drugiego punktu. Ostatnia odsłona to kolejna próba MiszMaszu na choć jeden punkt. Trzeba przyznać, że było do tego naprawdę blisko. Po jednym z ataków Mateusza Berbeki, MiszMasz prowadził 15-11. Niestety dla siebie kolejne cztery oczka zdobyli przeciwnicy (15-15), którzy odzyskali kontrolę i po chwili cieszyli się z kompletu punktów.