Sezon: Wiosna 2024

Speednet – CTO Volley

Po udanej inauguracji, w której Speednet ograł beniaminka rozgrywek – drużynę Old Boys, zespół nieobecnego w środowy wieczór Łukasza Żurawskiego podejmował rywala, który według wielu obserwatorów jest jednym z głównych faworytów do tytułu mistrzowskiego. Początek spotkania układał się idealnie dla piątej siły poprzedniego sezonu. Po jednym z ataków Karola Strzałkowskiego, było bowiem 6-2 dla ‘Różowych’. Z czasem faworyzowana drużyna rzuciła się do odrabiania strat i w połowie seta doprowadzili oni do wyrównania po 11. Dalsza część seta to bardzo wyrównana gra obu ekip, po której przed szansą na wygranie partii stanął Speednet. Mimo prowadzenia 20-18 w końcówce środkowy tej drużyny popełnił jednak dwa błędy w ataku, które sprawiły, że finalnie z pierwszego punktu cieszyli się gracze CTO. To, co nie udało się Speednetowi w pierwszej odsłonie, gracze w różowych strojach zrobili w środkowej partii (21-19). Zanim do tego doszło w środkowym secie byliśmy świadkami wyrównanej gry obu drużyn, którą bardzo przyjemnie się oglądało. Warto zaznaczyć tu fakt, że po obu stronach siatki trudno było dopatrzyć się wzajemnych złośliwości czy złej krwi, którą tak często oglądamy na parkietach pierwszej ligi. Wracając do środkowego seta, to po ataku Kamila Szlejtera, Speednet cieszył się z wyrównania stanu rywalizacji. Ostatnia partia należała już do CTO Volley, które inicjatywę w meczu przejęło niemal na samym początku (6-4). Skromne prowadzenie pozwoliło graczom w pomarańczowych strojach na to by trzymać swojego rywala na dystans. Ostatecznie w końcówce graczom CTO udało się przewagę powiększyć i finalnie wygrali oni tę partię do 17, a cały mecz w stosunku 2-1.

Chilli Amigos – Drużyna A

Wydaje się, że zespół Chilli Amigos przegrał spotkanie z Drużyną A na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. ‘Papryczkom’ nie umknęła bowiem bardzo dobra forma Drużyny A, którą ci prezentują od początku obecnej edycji. Wobec własnej nieciekawej formy, w głowach Chilli Amigos zaczęła coraz mocniej rezonować myśl ‘a co jeśli w trzeciej lidze zmienił się układ sił’? Cóż. Odpowiedź na to czy faktycznie tak się stało dostaliśmy już chwilę po premierowym gwizdku sędziego w meczu. Po trzech punktach na początku meczu w wykonaniu Daniela Iwaszko, ‘Czarni’ prowadzili 9-4. Ok, Drużynę A trzeba pochwalić, ale to co wyprawiali w przyjęciu oraz na siatce gracze Amigos było siatkarskim kryminałem. Mimo nieciekawego obrazu gry, Chilli zdołało po chwili doprowadzić do stanu po 11 i kiedy wydawało się, że odzyskują oni rytm – Drużyna A ruszyła z kolejną falą, która dała im pierwszy punkt w meczu (21-17). Patrząc na wydarzenia w drugim secie trudno nie było odnieść wrażenia, że scenariusz na tę partię nakreślił inny zespół. Chilli Amigos wyraźnie poprawiło grę i w konsekwencji objęło prowadzenie 18-12. Kiedy ‘witali się już z gąską’ wróciły ‘stare demony’ tej drużyny, czyli kiepskie rozegranie, brak wykończenia, błędy na siatce. Prawdę mówiąc nie mielibyśmy najmniejszego problemy by wskazać SIEDEM GRZECHÓW GŁÓWNYCH drużyny w czerwonych strojach. Jako, że Drużyna A nie jest w ciemię bita, to potrafili to wykorzystać i po chwili cieszyli się z wygrania seta do 20. Kiedy ‘Amigos’ leżeli już na łopatkach i nie mieli ochotę na dalszą walkę – Drużyna A postanowiła dobić przeciwnika, który mimo ogromnego doświadczenia był w środę tak zakręcony, że przez 10 minut mieli problem z ustawieniem. Oj, nie był to dzień Amigos. Drużyna A za to kontynuowała świetną grę i po drużynie Karola Majkowskiego nie było w zasadzie widać tego, że w tym zestawieniu personalnym, widzą się po raz pierwszy w życiu. Ostatecznie ‘Czarni’ sięgają po komplet punktów i w doskonałych nastrojach oczekują na kolejne spotkanie.

Tufi Team – Eko-Hurt

Często w sporcie bywa tak, że bardzo dobry wynik sportowy sprawia, że w kolejnym sezonie od danej drużyny oczekuje się wyniku co najmniej tak dobrego. Powtarzamy się, ale Tufi Team przystępowała do sezonu Wiosna’24 po świetnym sezonie Jesień’23, w którym Tufi przegrało zaledwie trzy spotkania. Ok, mały spojler, ale obecnie po dwóch rozegranych meczach, Tufi ma wykorzystanych już 66% tej puli. Co gorsze, po wtorkowej porażce, zespół Mateusza Woźniaka ma na swoim koncie zero punktów, a to z pewnością powód do niepokoju. O ile porażkę w premierowym spotkaniu można było tłumaczyć brakami kadrowymi tak we wtorkowy wieczór, Tufi wystawił swój optymalny skład. Pierwsza odsłona rozpoczęła się od wyrównanej gry obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 11. Mniej więcej w połowie seta, w grze Tufi Team coś się ewidentnie zacięło i po zagrywce Igora Ciemachowskiego zrobiło się 17-12 dla Eko-Hurt. To oznaczało, że po chwili obie drużyny zmieniły strony (21-15). Choć w drugiej odsłonie Tufi zaprezentowało się lepiej to jednak przez większą część seta, Eko-Hurt miało przewagę dwóch-trzech punktów, a to wystarczyło Eko-Hurt do wygrania partii do 18. W ostatnim secie Eko-Hurt prowadziło 19-16 i kiedy wydawało się, że po chwili będą cieszyli się z kompletu punktów, doszło do pewnej kontrowersji sędziowskiej, która przedłużyła nieco emocje w spotkaniu (19-19). Kiedy Eko-Hurt pogodził się wreszcie ze wspomnianą decyzją to po chwili dwa punkty na miarę wygranej spotkania za komplet oczek zdobył MVP poprzedniego sezonu – Igor Ciemachowski.

MPS Volley – Flota Active Team

Po porażce w stosunku 0-3, którą MPS poniósł w konfrontacji z Bossmanem, Miłośnicy Piłki Siatkowej mogli mieć poczucie niedosytu. Mimo że w spotkaniu z beniaminkiem zagrali naprawdę nieźle to finalnie na ich konto nie trafiła wówczas zdobycz punktowa. We wtorkowy wieczór miało być zupełnie inaczej, w czym ekipie MPS miało pomóc trzech świeżo upieczonych wicemistrzów Polski juniorów. Ostatecznie w składzie MPS zameldowało się dwóch z nich – znany z wcześniejszych występów w SL3 – Ryszard Sałata oraz debiutant – Mateusz Zalewski. Od początku spotkania warunki gry narzuciła jednak ekipa Floty, która nad rywalem dominowała od początku w zagrywce oraz wykończeniu akcji (6-2). Po falstarcie, MPS podkręcił nieco tempo i na półmetku seta zbliżył się do Floty na dwa oczka (11-9). Druga część partii to jednak przewaga Floty, do której przyczynił się rozgrywający Floty – Vlad Bodnar, który rozgrywał piłki tak, że MPS w pierwszym secie nie zdołał zablokować rywali ani razu (17-10). Końcówka to dodatkowe problemy MPSu z przyjęciem, co w kombinacji z wcześniejszymi grzeszkami stanowi gotową receptę na dotkliwą porażkę. Środkowa odsłona to kontynuacja świetnej gry Floty, która nie miała w zasadzie słabych stron. Już na początku gracze Karoliny Kirszensztein odskoczyli rywalom na cztery oczka (8-4) i z czasem przewagę tę jeszcze powiększyli. Oczywiście wpływ na taką dysproporcję miał również kolejny grzech MPS-u – zepsute zagrywki. Flota z kolei kontynuowała świetne granie, które zapewniło im wygraną w meczu (21-14). Ostatni set to wreszcie granie, na które czekaliśmy. Co ciekawe, mimo słabej dyspozycji MPS-u, w trzeciej partii stanęli przed szansą na wygranie seta. Choć po trzech atakach z rzędu Mateusza Kulińskiego prowadzili już 17-15 to końcówka odsłony należała już do przeciwników. Flota w końcówce odwróciła losy rywalizacji i finalnie sięgnęła po komplet oczek. Trzeba przyznać, że był to naprawdę kapitalny występ ósmej siły poprzedniego sezonu.

APV Gdańsk – Kraken

Po dobrym aczkolwiek przegranym meczu drużyny APV Gdańsk z Fuxem Pępowo, zespół Grzegorza Żyły-Stawarskiego stawał we wtorkowy wieczór do kolejnego pojedynku w sezonie Wiosna’24. Po poniedziałkowym starciu, gracze Assistance Partner liczyli z pewnością na zdobycz punktową. Zadanie to nie było łatwe. Kraken Team jest bowiem ekipą, która ma ochotę na to by w kolejnym sezonie grać na drugoligowych parkietach. Początek spotkania należał do faworyzowanej drużyny, która po atakach Dmytro Hurtovyia objęła prowadzenie 11-5. Z czasem gra APV zaczęła się coraz bardziej ‘zazębiać’, a to sprawiło, że w drugiej części seta przewaga Krakena stopniała do jednego oczka (17-16). Kiedy w obozie Jurija Charczuka zrobiło się nerwowo to po chwili zdobyli oni kilka punktów zapewniając sobie wygraną premierowej odsłony (21-17). Środkowy set wyglądał niemal identycznie. Na początku partii gracze Grzegorza Żyły-Stawarskiego przeżywali swoje problemy, które sprawiły, że Kraken ponownie rozpoczął partię od prowadzenia (10-7). Podobnie jak w pierwszym secie i tym razem APV zbliżyło się w pewnym momencie na jeden punkt, ale uwaga, podobnie jak wtedy i tym razem Kraken w kulminacyjnym momencie odskoczył rywalom i cieszył się z wygrania meczu. Ostatnia odsłona to scenariusz napisany przez inną drużynę. Przynajmniej do pewnego momentu. Tuż po rozpoczęciu seta to APV objęło prowadzenie. Po dwóch atakach Mateusza Drężka było 9-6 dla APV i w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach niespodzianki. Kiedy tylko Kraken wyczuł co się kroi, błyskawicznie doskoczył do rywala, po czym na tablicy wyników mieliśmy remis 13-13. Końcówka meczu to wyrównana gra obu ekip, która finalnie zakończyła się tryumfem Krakena do 19. Dzięki drugiej wygranej za komplet punktów, team Jurija Charczuka wskoczył na fotel wicelidera.

Tiger Team – BL Volley

Po spotkaniu z BL Volley w obozie Tiger Team zaczął wyć głośny alarm. Tak niepokojącej dyspozycji zespołu Dawida Staszyńskiego nie pamiętamy od dawna. Jeszcze w zapowiedziach pisaliśmy o tym, że Tiger Team historycznie z BL Volley prezentował się całkiem nieźle. We wtorek zespół w granatowych strojach miał się odkuć po dwóch pierwszych spotkaniach obecnego sezonu. Cóż, nie udało się, a ich występ zakrawał o sportową katastrofę. Owszem można przegrać, ale zdobyć w meczu łącznie 34 punkty, z czego zaledwie 24 po własnych akcjach to z pewnością nie powód do dumy. Co ciekawe nie jest też tak, że BL Volley mógł pochwalić się zabójczą skutecznością. Gracze Wojciecha Strychalskiego zdobyli w meczu 36 oczek po własnych akcjach, a to oznacza, że Tiger Team popełniał koszmarnie dużo błędów własnych. Już początek rywalizacji pokazał, która z ekip jest we wtorek lepiej dysponowana. Po ataku Tomasza Czopura, BL objął prowadzenie 10-3 i mimo komfortowej zdawałoby się sytuacji, w dalszej części nie zwalniali tempa. Ostatecznie zespół Wojciecha Strychalskiego wygrał tę partię do 10. Na początku drugiego seta był moment, w którym uwierzyliśmy, że tak naprawdę to Tiger się w pierwszym secie ‘wygłupiał’. Po ataku Łukasza Cyrana, BL prowadził bowiem zaledwie jednym oczkiem. Po chwili nastąpiło to, o czym pisaliśmy kilka zdań wcześniej. Cztery błędy własne z rzędu(!) sprawiły, że Tiger tracił już do BL sześć oczek (11-5) i zasadniczo był to koniec emocji w tej partii (21-11). Trzecia odsłona to kontynuacja bardzo dobrej gry drużyny BL Volley, która nie pozwoliła swoim rywalom na nic. Ależ to była dominacja. Podobnie jak w drugim secie zaczęło się niewinnie (6-5), ale im dłużej trwała ta partia tym lepiej radzili sobie gracze BL, którzy finalnie wygrali seta do 13, a cały mecz 3-0. Brawo!

Volley Gdańsk – Dream Volley

Po dość niespodziewanej stracie punktu przez Volley Gdańsk w konfrontacji z TGD, zespół ‘żółto-czarnych’ przystępował do drugiego spotkania we wtorkowy wieczór. Patrząc na historię chociażby ostatniego sezonu było jasne, że drużynie Volley Gdańsk nikt trzech punktów za darmo nie odda, o czym ci przekonali się po pierwszym secie. Warto zaznaczyć jednak, że przez długi czas nic na to nie wskazywało. To ‘żółto-czarni’ lepiej rozpoczęli spotkanie i na półmetku seta prowadzili 10-5. Z czasem, kiedy na czarnej tablicy widniał wynik 17-11 dla trzykrotnych mistrzów SL3 uznaliśmy, że warto sprawdzić co dzieje się na innych boiskach. Jakież było nasze zdziwienie, gdy po chwili z wyniku 17-11, Dream Volley doprowadził do wyrównania po 18. Przestój, który zanotowała ekipa VG trwał dłużej i dzięki determinacji ‘Marzycieli’ to właśnie oni cieszyli się z wygrania pierwszego seta (21-18). Środkowa odsłona to ponowne lepsze otwarcie zespołu Dariusza Kuny, który po asie Piotra Ścięgosza prowadził już 9-4. Wspomniany moment sprawił, że zastanowiliśmy się czy Dream dokona tego co w pierwszym secie. W skrócie – tym razem nic z tego. Volley Gdańsk wyciągnął wnioski po pierwszej odsłonie i tym razem udało im się wygrać partię do 14. Ostatnia odsłona rozpoczęła się od stanu 7-2 dla Volleya, który od początku narzucił rywalom swoje warunki gry i objął prowadzenie 7-2. Od tego momentu ‘Marzyciele’ nie próbowali podjąć już walki, a zwieszone głowy oraz liczba zatrważających błędów były jasnym sygnałem, że Volley Gdańsk będzie

Flota Active Team 2 – Hydra Volleyball Team

Nie tak dawno rodzina Floty była w ekstazie. Wszystko za sprawą faktu, że Flota 1 ograła Hydrę Volleyball Team w spotkaniu barażowym i w konsekwencji utrzymała się w pierwszej klasie rozgrywkowej. Dodatkowo chwilę wcześniej awans do drugiej ligi wywalczyła sobie ekipa Floty 2. Powodów do optymizmu było wówczas znacznie więcej niż zmartwień. Po kilku miesiącach od wspomnianego czasu, Flota 2 przystępowała do pierwszego spotkania w drugiej klasie rozgrywkowej. Już przed pierwszym spotkaniem było wiadomo, że co najmniej przez kilka najbliższych dni, Flota będzie miała problemy kadrowe, które sprawiły, że na libero po raz pierwszy w SL3 wystąpiła Trener drużyny – Karolina Kirszensztein. Cóż. Nawet gdyby zamiast niej na tej pozycji wystąpił Jakub Popiwczak to i tak, Flota nie zdołałaby powstrzymać we wtorek Hydry. Szanowni Państwo to była miazga i z pewnością najbardziej dotkliwa porażka Floty 2 w historii występów w SL3. Pierwszy set? Zaczęło się od stanu po 8, ale z czasem Flota zaczęła popełniać mnóstwo błędów. Te sprawiły, że Hydra ze stanu 8-8 zrobiła….19-9. Nieprawdopodobne. Środkowa odsłona to najlepszy fragment Floty w trakcie spotkania. Zaczęło się podobnie jak w pierwszym secie. Na półmetku partii było 10-10 i kiedy wydawało się, że Flota nabrała wiatru w żagle, skutecznymi blokami popisali się Marcin Czajkowski oraz Paweł Bugowski. Tuż po nich Hydra prowadziła 13-10 i po chwili podobnie jak w pierwszym secie – odjechali. Ostatnia odsłona rozpoczęła się od mordobicia. ‘Bestia’ zaprezentowała świetną grę w zagrywce oraz grze blokiem, przez który Flota nie mogła się przebić. Na półmetku seta stan rywalizacji wynosił już 10-3 i stało się jasne, że Hydra po chwili sięgnie po komplet oczek.

MiszMasz – Oliwa Team

W zapowiedziach przedmeczowych wskazaliśmy, że spotkanie z boiska numer 3 może mieć niebagatelne znaczenie dla końcowego układu tabeli. Na to wskazywała historia i z duża dozą prawdopodobieństwa będzie miało wpływ na przyszłość. W naszych oczach faworytem spotkania pozostawała ekipa MiszMasz, która od początku obecnego sezonu zdaje się prezentować wyższą formę. Pierwszy set to wyrównana gra obu ekip, która zaprowadziła nas do stanu po 8, a następnie 14. W decydującej fazie seta, dwa arcyważne punkty dla Oliwy zdobył środkowy – Paweł Kubiak, który wyprowadził drużynę z ‘serca Gdańska’ do stanu 19-15 i zasadniczo dał Oliwie wygraną pierwszej partii. Środkowa odsłona to przestawienie wajchy z jednej w drugą stronę. Precyzując – niemrawy w pierwszej odsłonie MiszMasz zaczął grać na poziomie ze spotkania z Dream Volley. Po jednym z ataków aktywnego Przemysława Malujdego, gracze w czarnych strojach odskoczyli rywalom na cztery oczka (13-9). Choć w dalszej części Oliwa podejmowała próby odrobienia strat to po chwili zespół Michała Grymuzy cieszył się z doprowadzenia do wyrównania. O zwycięstwie w spotkaniu decydował zatem trzeci set, który rozpoczął się idealnie dla MiszMaszu, który po ataku Michała Grymuzy, prowadził już 6-1. W kontekście Oliwy można powiedzieć, że ‘jak nie idzie to nie idzie’. Mimo podjętych prób, Oliwa nie była w stanie zbliżyć się do rywali i kiedy po ataku Jakuba Waszkiewicza było 14-5 dla MiszMaszu, zwycięzca zawodów przestał być zagadką. Dzięki drugiej wygranej w sezonie, MiszMasz wskakuje na siódme miejsce w lidze.