Sezon: Wiosna 2024

Inter Marine Masters – Drużyna A

Po wygranej za komplet punktów z ‘Amigos’, drużynie ‘Mastersów’ pozostało do wykonania 50% planu. Zadanie to mogło być nieco utrudnione, bowiem gracze Drużyny A wnikliwie oglądali z trybun spotkanie Inter Marine z Chilli Amigos. Czy team Karola Majkowskiego wyciągnął wnioski? Cóż, po tym jak zagrał w dwóch pierwszych setach jest to dość prawdopodobne. We wtorkowy wieczór mieliśmy ponownie Drużynę A, którą chce się oglądać. Było to zupełnie inne spotkanie niż z ACTIVNYMI, o którym Drużyna A chciałaby zapomnieć. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się od prowadzenie ‘Czarnych’ (6-2). Mimo początkowej terapii szokowej, Inter Marine zaprezentowali w dalszej części świetną grę w bloku oraz zagrywce i były to dwa klucze, które otworzyły drzwi do siedziby Drużyny A (12-12). Dalsza część seta to wymiana ciosów, która po dobrej końcówce Jacka Ragusa, skończyła się wynikiem 22-20 dla ‘Mastersów’. Środkowa odsłona? A jakże – ponownie gra na przewagi. Choć Drużyna A prowadziła w pewnym momencie już 17-11 to wysokie prowadzenie z faworytem ich…sparaliżowało? Wyglądało to tak, że ciężko to zrozumieć. Faktem jest jednak to, że Drużyna A sprawiała wrażenie, jakby każdy z zawodników tej drużyny został porażony paralizatorem prądu. Gorszą chwilę błyskawicznie wykorzystali ‘Biali’, którzy doprowadzili do wyrównania po 19. Kiedy wydawało się, że będziemy mieli powtórkę z meczu z Chilli, Drużyna A zdołała finalnie przechylić szale zwycięstwa na swoją korzyść (23-21). Trzeci set wyglądał tak jakby Drużyna A była już nasycona jednym punktem i nie podjęła nawet próby ugrania czegoś więcej. Z drugiej strony, Inter Marine Masters wyglądali rozdrażnieni tak jak kilka tygodni temu w meczu z DNV. Efekt? Wynik 21-6 dla zespołu Andrzeja Masiaka, po którym wskakują na fotel wicelidera rozgrywek.

Flota Active Team 2 – Dream Volley

Oj, nie miała w ostatnim czasie dobrego PR drużyna Floty Active Team 2. Dodatkowo sprawy nie ułatwiał fakt, że ich ‘starszy Brat’ – Flota Active Team 1 została chwilę temu okrzyknięta drużyną tygodnia. To w połączeniu z niekorzystnymi wynikami Floty sprawiło, że ci zaczęli być postrzegani jako ‘zakała rodziny’. Oczywiście nieco przesadzamy, ale wiadomo o co chodzi. Z drugiej strony, ich wtorkowy rywal – Dream Volley również był raczej krytykowany niż chwalony. Mimo to w spotkaniu ‘Marzyciele’ byli zdecydowanym faworytem. Już początek spotkania pokazał, że nie będzie to dla nich łatwa przeprawa. Od pierwszego gwizdka sędziego mieliśmy bowiem walkę punkt za punkt, w której żadna ze stron nie zdołała wypracować sobie kilkupunktowej zaliczki (5-5; 9-9; 12-12; 15-15; czy wreszcie 19-19). W końcówce szale zwycięstwa na stronę ‘Marzycieli’ przechylili skrzydłowi – Dariusz Tomaszewski oraz Jarosław Szmigielski. Pierwszy set pokazał Flocie, że rywal jest w ich zasięgu. W połowie środkowej odsłony, beniaminek rozgrywek wysunął się na prowadzenie 9-5. Mimo to, po chwili Dream zdołał doprowadzić do wyrównania po 10 i wówczas wydawało się, że gracze Mateusza Dobrzyńskiego odzyskali kontrolę nad przebiegiem gry. Dalsza część to scenariusz, który oglądaliśmy w pierwszej odsłonie. Walka ‘łeb w łeb’, która zaprowadziła nas do stanu po 17. Końcówka seta to bardzo dobra postawa Macieja Manisty oraz Dominika Jakubowskiego, które dały Flocie wyrównanie w setach. O wygranej w meczu musiała zadecydować trzecia partia, której początek Dream Volley ponownie przespał (7-2). Choć w dalszej części, gracze Mateusza Dobrzyńskiego starali się niwelować straty to Flota ponownie jak w drugiej odsłonie nie pozwoliła na to by z głowy spadł im włos. Dodatkowo Dream nie miał pomysłu jak powstrzymać bardzo dobrze dysponowanych skrzydłowych, którzy grali wielki mecz. Efekt? Wygrana Floty 21-17, a całego meczu 2-1. Brawo!

Tiger Team – Kruk Volley

Poniedziałkowe spotkanie było dla obu drużyn szansą na odwrócenie niekorzystnej karty. Jak do tej pory, obie ekipy rozegrały sumarycznie dziewięć spotkań, w którym ani razu nie udało im się odnieść zwycięstwa. Zestawienie ze sobą dwóch drużyn w takiej samej sytuacji sprawiło, że do którejś z ekip musiało zawitać wreszcie słońce. W naszym odczuciu faworytem konfrontacji była ekipa ‘Tygrysów’, ale uznaliśmy, że Kruki są w stanie urwać punkt. Początek spotkania wyglądał tak jak można się było tego spodziewać. Po kilku atakach powracającego do składu Tigera – Krzysztofa Mądrego, Tiger objął prowadzenie 8-3. Po nieudanym otwarciu, zespół Jakuba Florczaka wziął czas i faktycznie, tuż po nim zaprezentowali się z dużo lepszej strony, niwelując przewagę przeciwników do jednego oczka (13-12). W drugiej części seta, w grę Kruków wdarło się sporo błędów oraz nerwowości, a to z kolei sprawiło, że Tiger wygrał partię w stosunku 21-17. Środkowa odsłona od samego początku układała się lepiej dla Kruków, którzy wysunęli się na dwupunktowe prowadzenie (7-5) i konsekwentnie, z małymi przerwami dowieźli je do końca. Co ciekawe, pod koniec gracze Jakuba Florczaka prowadzili nawet 17-13, a mimo to pozwolili rywalom się nieco rozbrrrykać i ci doprowadzili do stanu po 19. Końcówka partii to jednak skuteczne ataki Michała Laskowskiego, które doprowadziły do wyrównania w setach. Ostatnia odsłona to absolutnie jednostronne widowisko, które rozpoczęło się od stanu…8-1 dla Tiger Team. Tego naprawdę nie dało się spieprzyć i po chwili, zespół Dawida Staszyńskiego mógł cieszyć się z pierwszej wygranej w sezonie Wiosna’24.

Inter Marine Masters – Chilli Amigos

W przedmeczowym wywiadzie, kapitan Inter Marine Masters – Andrzej Masiak podkreślał, że drużyna w białych strojach wyciągnęła wnioski ze spotkania z DNV i we wtorkowy wieczór postarają się sięgnąć po komplet – sześciu oczek. Cóż. Plan ten w meczu z Chilli Amigos zdawał się realizować zgodnie z założeniami. Od samego początku spotkania z ‘Papryczkami’, ‘Mastersi’ osiągnęli optyczną przewagę, która została po chwili udokumentowana na tablicy wyników (9-6). Choć Chilli udało się doprowadzić po chwili do wyrównania po 10, to w dalszej części seta gracze w czerwonych strojach mieli spory problem by zatrzymać Tomasza Kowalewskiego (17-13), po czym gracze Andrzeja Masiaka bezproblemowo wygrali seta do 15. Środkowa odsłona to najciekawsza partia w meczu, w której na półmetku mieliśmy remis po 10. Po chwili uwypukliły się problemy ‘Mastersów’ w przyjęciu, po którym w powietrzu zaczął unosić się specyficzny zapach niespodzianki (15-11). Niestety dla ‘Amigos’, podobnie jak miało to miejsce w meczu z Volley Surprise tak i tym razem Chilli zaprzepaściło dużą szansę na punkt. Po kilku błędach w ataku, Chilli roztrwoniło przewagę, a kiedy Inter Marine wyrównało (18-18) to chyba każdy wiedział jak to się dalej skończy (21-19). Ostatnia odsłona to partia, w której z ‘Amigos’ zeszło już powietrze. Dodatkowo zespół w czerwonych strojach miał sporo problemów w komunikacji, co nie pomagało w rywalizacji z faworyzowanym przeciwnikiem. Po dość jednostronnym pojedynku, Inter Marine dopięło po chwili swego i cieszyli się z kompletu punktów (21-16).

Bossman Team – Flota Active Team

Po imponującym zwycięstwie z AIP, zespół Floty przystępował do spotkania z beniaminkiem rozgrywek – drużyną Bossman Team i to właśnie gracze Jakuba Kłobuckiego byli według Typerów faworytem spotkania. Jak na faworyta przystało, zespół w granatowych strojach zaczął od bardzo mocnego uderzenia i już po kilku chwilach, objął prowadzenie 8-3. Z czasem Flota, która weszła kiepsko w mecz zaczęła odrabiać straty i na półmetku seta przewaga Bossmana została zniwelowana do dwóch oczek (11-9). Na topniejącą przewagę, grający na pozytywnym mentalu ekipa Bossmana ponownie odskoczyła na kilka oczek, tym razem skutecznie (21-14). Po dysproporcji, którą widzieliśmy w pierwszym secie uznaliśmy, że Bossman nie będzie miał większych problemów z tym by wygrać kolejną odsłonę. Środkowa partia rozpoczęła się od prowadzenia beniaminka (7-5). W połowie seta sytuacja zaczęła się zmieniać na korzyść Floty. Po atakach Mikołaja Filanowskiego oraz Artsioma Traskunou, gracze Karoliny Kirszensztein wyszli na prowadzenie 15-12. Mimo niekorzystnej sytuacji, Bossman zdołał odrobić straty i po dwóch błędach rywali w końcówce mieli nawet piłkę meczową (20-19). W końcówce w bardzo ważnym momencie pomylił się najskuteczniejszy gracz Bossmana – Szymon Zalewski. To dało tlen Flocie, która po chwili doprowadziła do wyrównania w setach (23-21). Ostatnia odsłona rozpoczęła się od ‘brudnej gry’ obu drużyn. Od samego początku tej partii pomiędzy dwoma obozami iskrzyło. O ile poczynania poza boiskowe oceniamy na remis, tak na parkiecie lepiej radzili sobie gracze Floty, którzy prowadzili już 15-8. Kiedy wydawało się, że po chwili Flota dopnie swego, Bossman zaczął grać na dużo wyższym poziomie i sobie znanym sposobem, doprowadzili oni do wyrównania po 20. Końcówka tego szalonego spotkania to jednak skuteczne ataki Pawła Shylina oraz Mikołaja Filanowskiego, które zapewniły Flocie wygraną.

MPS Volley – Merkury

Trzynasty dzień meczowy w obecnym sezonie. Dla której z drużyn przedświąteczne granie okazało się bardziej pechowe? Cóż. Był to mecz z gatunku tych, po którym żadna ze stron nie może być do końca usatysfakcjonowana. Merkury, ponieważ jest to ich już kolejny mecz, w którym wygrywają dwie pierwsze odsłony, a następnie nie potrafią utrzymać koncentracji w rezultacie czego oddają punkt swoim rywalom. Wspomnicie słowa Redakcji – tych punktów na koniec sezonu będzie cholernie żal. Jeśli chodzi o Miłośników Piłki Siatkowej to ok – nie oni byli faworytem starcia i na pierwszy rzut oka, jeden punkt należy szanować. My widzimy jednak szklankę do połowy pustą i sądzimy, że ‘honorowe porażki’ na koniec ligi nic nie dają. Fakt jest taki, że po pięciu spotkaniach obecnego sezonu, MPS znajduje się na przedostatnim miejscu w lidze. Jak wyglądał sam mecz? Ano tak, że Merkury parł po ligowe punkty od pierwszego gwizdka sędziego. W pierwszym secie po ataku aktywnego Damiana Gila, Merkury objął pięciopunktowe prowadzenie (13-8), które z mniejszymi lub większymi odchyleniami, utrzymał już do końca. Środkowa odsłona była jeszcze bardziej jednostronnym widowiskiem niż pierwszy set. Choć zaczęło się podobnie i po punkcie środkowego – Marcina Sledza było 13-9, to nieco inny był epilog. Merkury w odróżnieniu od tego, co widzieliśmy w pierwszym secie podkręcił jeszcze tempo i finalnie dał ugrać rywalom zaledwie trzynaście oczek. Po dwóch pierwszych setach wydawało się, że podział punktów jest tak nieprawdopodobnym scenariuszem, o którym aż wstyd głośno mówić. A jednak, MPS zdecydowanie poprawił swoją grę w niemal każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła i po dwóch punktach Mateusza Kulińskiego, objął prowadzenie 10-8. Z czasem przewaga ekipy Jakuba Nowaka urosła do trzech oczek 17-14 i kiedy wydawało się, że za chwilę dopną swego – Merkury zdołał zdobyć trzy oczka z rzędu, które doprowadziły do wyrównania (17-17). Ostatnie słowo w meczu należało jednak do Miłośników Piłki Siatkowej, którzy po ataku Jakuba Szczytko zapewnili sobie jeden punkt w meczu. Tak jak wspomnieliśmy jednak na początku, po spotkaniu trudno było wyczytać optymizm na twarzy, któregokolwiek z zawodników biorących udział w meczu.

 

Speednet – Tufi Team

Siatkarska pornografia. Trudno innymi słowami opisać aktualną formę drużyny Mateusza Woźniaka. Chryste, ale to jest degrengolada. Jak można grać tak jak w poprzednim sezonie i po kilku miesiącach tak jak aktualnie? Tego nie da się wytłumaczyć. Tego nie da się zrozumieć. Tego nie da się oglądać, do cholery. Braki kadrowe? A kto ich nie ma? Przechodząc płynnie do spotkania, te rozpoczęło się od wyrównanej gry, po której uznaliśmy, że będzie to ciekawe widowisko (6-6). Cóż, już po chwili dobrze dysponowani ‘Programiści’ objęli prowadzenie 12-7, które z czasem urosło do stanu 17-10. Wówczas można było ‘Tuffików’ tłumaczyć. A to, że nie weszli dobrze w mecz, a to, że zaczęli nie po tej stronie, co by chcieli. A to, a sramto. Jak pokazał początek drugiego seta, dysproporcja pomiędzy obiema drużynami nie była przypadkiem. Po kilku punktach Mateusza Szturmowskiego, dla którego był to pierwszy mecz w sezonie, Speednet objął prowadzenie 10-5, które po chwili jeszcze powiększyli. Trzeba przyznać, że gracze Tufi nawet nie próbowali udawać, że próbują powstrzymać przeciwników. Spuszczone głowy, wzrok zwierząt prowadzących na ubój. Efekt? Wynik 21-12 dla Speednetu. Ostatnia odsłona to scenariusz, który w czwartkowy wieczór powtarzany był do znudzenia. Już w pierwszej części Speednet odskakiwał swoim rywalom i finalnie wysoko wygrał seta. Komplet punktów sprawia, że Speednet doskakuje do peletonu goniącego czołówkę i w bardzo dobrych nastrojach siadają do wielkanocnych stołów. A Tufi? Cóż, przemilczmy to.

Team Spontan – Wolves Volley

Spotkanie pomiędzy Spontanem a ‘Wilkami’ było bardzo ważne dla układu tabeli. Wszystko za sprawą tego, że w powszechnej opinii sporej grupy graczy to właśnie czwartkowi rywale miały być ekipami pomiędzy, którymi rozegra się kwestia wicemistrzostwa w drugiej klasie rozgrywkowej. Pierwsza odsłona należała do ‘Watahy’, która od początku spotkania prezentowała bardzo dobry poziom przyjęcia (11-11). Po wyrównanej pierwszej części seta zaczęła się zarysowywać przewaga graczy w czarnych strojach, którzy po atakach Michała Łubińskiego, dla którego był to pierwszy mecz w sezonie, objęli prowadzenie 18-13 i po chwili cieszyli się z wygrania pierwszej odsłony. Po świetnym pierwszym secie, w obozie Mikołaja Stempina pojawił się ‘wilczy apetyt’ na to by wygrać spotkanie. Niestety dla nich – rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż oczekiwania. Team Spontan wszedł w środkową partię ‘z buta’ i po skutecznym bloku rozgrywającego, objęli prowadzenie 10-4. W dalszej części, ‘Wataha’ podjęła próbę odrobienia strat i sztuka ta im się prawie udała. W końcówce po niezłym fragmencie w ich wydaniu, Team Spontan prowadził już tylko jednym oczkiem (18-17). Ostatnia faza seta to skuteczne ataki Krzysztofa Lepera, które zapewniły Spontanowi wyrównanie w partii (21-17). Ostatnia odsłona to wyrównana walka, która zaprowadziła nas do stanu po 8. W drugiej części seta zaczęła zarysowywać przewaga ‘Spontanicznych’, którzy odskoczyli rywalom na cztery punkty (18-14) i po chwili cieszyli się z wygranej spotkania w stosunku 2-1.

Hydra Volleyball Team – AXIS

Po niedawnym spotkaniu z MiszMaszem, w którym Hydra o mało nie straciła punktu w meczu, w którym dominowała, byliśmy przekonani, że ‘Bestia’ wyciągnęła z tamtego meczu odpowiednie wnioski. Cóż. Jak się okazało w czwartkowy wieczór – niekoniecznie. Ale po kolei. Do pewnego momentu tego spotkania, Hydra grała niemal perfekcyjną siatkówkę i stłamsiła rywala. W pierwszym secie gracze w złotych strojach rozpoczęli od prowadzenia 6-3, które z czasem urosło do stanu 15-10. Po chwili na kontach zespołu Sławomira Kudyby był pierwszy punkt w spotkaniu. To, co jednak ‘Bestia’ zrobiła w drugim secie było wręcz niewiarygodne. Początek partii rozpoczął się od miażdżącej przewagi drużyny w złotych strojach. AXIS na tle swoich rywali wyglądało tak, jak wyglądają dzieci z drugiej b, które mają rywalizować z chłopakami z 7c, którzy akurat w tym czasie mieli okienko. Nie, wcale nie przesadzamy. Druga odsłona rozpoczęła się bowiem od prowadzenia Hydry w stosunku…11-2! Im bardziej AXIS starało się odmienić losy seta, tym więcej nerwowości było w ich szeregach, a to z kolei sprawiało, że tracili oni kolejne punkty. Oj, nie była to nawet namiastka formy z poprzednich spotkań. Hydra grała kapitalnie i finalnie stłukła rywala do 8. Czy po TAKICH dwóch pierwszych setach można było spieprzyć sprawę? Potrzymaj mi piwo, pomyśleli brązowi medaliści poprzedniego sezonu. Ostatni set rozpoczął się od stanu 8-3 dla AXIS, po którym ich rywale zmuszeni byli wziąć czas. Mimo to, Hydra odzyskała po chwili kontrolę i zdołała doprowadzić do wyrównania po 12. Kiedy wydawało się, że po chwili pójdą oni za ciosem, nagle przebudzili się ‘Czerwoni’, którzy po kilku atakach Krzysztofa Lewandowskiego w końcówce wygrali partię do 16. Oj, dziwny to był mecz.